What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
sobota, 16 grudnia 2017

Slumber (2017)

slumber

Do kliniki specjalizującej się w zaburzeniach snu zgłasza się rodzina szukająca pomocy. Każdej nocy gdy tylko zapadną w sen zaczynają lunatykować, a w tym lunatycznym transie robią rzeczy mogące zagrozić ich życiu. W najgorszej sytuacji jest syn państwa Morgan, który doznaje paraliżu sennego, który każdorazowo osłabia jego zdrowie. Mały Daniel jest przekonany, że nawiedzająca go we śnie istota w końcu doprowadzi do jego śmierci.

Film Johnantana Hopkinsa był jednym z głośniejszych tegorocznych horrorów. Informacje o nim krążyły w sieci na długo przed premierą zapowiadając dobre kinowe widowisko. Entuzjazm widowni opadł wkrótce po pierwszych pokazach filmu. Nie wiem już co tam konkretnie nie pasowało szanownej publice, mogę za to powiedzieć co nie pasowało mi.

Produkcja kuleje głównie na poziomie scenariusza. Brakuje tu dobrego prowadzenia historii, która szybko staje się niespójna i nielogiczna - pomijając liczne nonsensy - złe wypośrodkowanie napięcia sprawia, że nie wiemy jaki etap tej historii właśnie poznajemy, czy to jeszcze wstęp, czy już finał. Film urywa się bez doprowadzenia widza do punktu w którym mógłby stwierdzić że poznał jakieś konkrety lub zdążył pogodzić się z faktem, że pewne rzeczy mają zostać tajemnicą. Wszystko jest rozpieprzone bez ładu i składu. Nie mogę tego zrzucić na karb celowego zabiegu, bo film bije mainstreamowymi wybiegami po oczach i ciężko mi tu dostrzec aspiracje w kierunku oryginalności. Po prostu ktoś nie przemyślał do końca fabuły.

slumber

slumber

Drugim minusem jest aktorstwo odtwórczyni głównej bohaterki, czyli kreującej panią doktor pracującą we wspomnianej klinice zaburzeń snu. Ma ona osobiste przejścia związane z badanym przez siebie problemem, ale po drewnianej odtwórczyni tej roli nie widać nawet krzty emocjonalnego zaangażowania. Ma w sobie mniej więcej tyle aktorskiego entuzjazmu co hostessa po całym dniu stania w markecie z ekspozycja pasztetów.

"Slumber" ma jednak plusy i tych plusów najbardziej nie mogę odżałować, bo zmarnowały się na ołtarzu kiepskiego scenariusza.

Bardzo podobał mi się główny motyw- koszmary senne, paradoksalnie nie tak popularny w kinie grozy. Twórcom udało się nakręcić masę dobrych scen ukazujących ten problem, mam tu szczególnie na myśli nocne maratony rodziny Morganów. Ujęcia wypadają bardzo ciekawie i profesjonalnie w porównaniu z innymi aspektami produkcji.

Te plusy robią nam na wstępie duży apetyt na ten film, zapowiadają, że będzie klawo. Niestety są to nadzieje płonne jak sami się przekonacie, albo już przekonaliście.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:5

49/100

W skali brutalności: 1/10

piątek, 15 grudnia 2017

(Recenzja zawiera informacje dotyczące interpretacji filmowych wydarzeń)

Mother!

 mother

W okazałym domu na odludziu mieszka małżeństwo. On starszy, ona młodsza. On poeta w twórczym kryzysie, ona wierna żona starająca się stworzyć im dom.

Pewnego dnia w ich progach pojawia się nieznajomy, lekarz i jednocześnie fan niegdysiejszej twórczości poety. Pisarz przygarnia go pod swój dach nie bacząc na lichość fundamentów wspólnego życia z wyraźnie niezadowoloną z tego faktu żoną. Tak w ich życie wkrada się trudny do opanowania chaos.

Jak wspominałam na fanpage bloga, byłam bardzo ciekawa tego filmu. Podeszłam do niego jednak z dużą nieufnością, którą tylko podsycały kolejne relacje widzów, z których nie mogłam wywnioskować najprostszej i najważniejszej rzeczy: czy to dobry film?

Nie postradałam zmysłów z wrażenia, nie mogę też powiedzieć by fabuła filmu była dla mnie nie jasna. Myślę, że zrozumiałam ją 'po swojemu' i tak też zamierzam przedstawić swoje wrażenia po seansie.

Bohaterami najnowszego filmu Aronofsky'ego ("Reqiem dla snu", "Czarny łabędź") jest małżeństwo przechodzące kryzys. Ich kryzys to rodzaj katalepsji w której oboje tkwią. On czeka aż wena pozwoli mu wrócić na pisarski szczyt, ona czeka aż on na ów szczyt wróci. On swoje szczęście warunkuje zawodowym powodzeniem ona swoje szczęście warunkuje jego szczęściem. Pech chce że facet to ziejąca dziura, wiecznie nie zagojona rana, której nie zapełni ani jej miłość, ani nie uleczy jej kojący dotyk.

mother

Ona robi wszystko by go uszczęśliwić, jak wiele jest w stanie poświecić pokazują kolejne filmowe wydarzenia. Z tej stagnacji wyrywa ich pojawienie się intruza. Z czasem żona staje się coraz bardziej osaczona obecnością osoby/osób trzecich w małżeńskim życiu. Traci kontrolę nad sytuacją, którą reżyser podkręca coraz to większą dawką absurdu.

Pisząc o absurdzie mam na myśli absurd przez wielkie A. To co się tu wyprawia przechodzi wszelkie pojęcie.

Z racji tego, że cała uwaga widza kierowana jest na osobę żony z miejsca przyjmujemy jej perspektywę. Jej położenie jest tragikomiczne. Racjonalista nie znajdzie tu ani krzty logiki, przenosimy się tu bowiem do całkowicie nie rzeczywistego świata stworzonego z lęków i obaw. To jest oczywiście jedna strona medalu ta 'moja'. Tymczasem reżyser w odpowiedzi na klucz do zrozumienia filmu zaleca sięgnięcie do Księgi Rodzaju.

mother

SPOILER:I tu wszytko mamy. Mamy matkę ziemię wsłuchaną w pulsujący życiem dom, mamy boga rodzącego w bólach nowy testament, Adama i Ewę pojawiających się w raju i ich synów z czego jeden okazuje się bratobójcą. Wracamy więc do punktu gdzie bóg składa w ofierze matkę ziemię ludziom, którzy rozszarpują ją niszczą. I tak od nowa aż do końca czasu.KONIEC SPOILERA.

Personifikacja Boga jako kapryśnego artysty uzależniającego swoje spełnienie od ludzkiego poklasku? Imponujące, podoba mi się. Choć znowuż jest to moja strona medalu, bo podejrzewam, że twórcy nie tylko chodziło o ukazanie boskiej słabości, co ukazanie drapieżności ludzi, którzy wszystko niszczą nie doceniając bożych darów.

mother

Wracając na ziemię: Zawsze podkreślałam, że nie lubię Jennifer Lawrence i chyba ten mój brak sympatii pomógł mi dokładnie przyjrzeć się jej aktorskiej kreacji. Potraktowałam jej postać z drobiazgową dociekliwością i nie zauważyłam w niej żadnego potknięcia. Jej bohaterka króluje niepodzielnie. W ramach ciekawostki powiem Wam, że reżyser filmu też się nią zapatrzył i stworzyli parę. Partnerujący jej Javier Bardem, zostaje w tyle. Co ciekawe, jego dla odmiany bardzo lubię jako aktora. Być może założenie fabularne filmu wymusiło taki nierówny układ sił.

Obłędny klimat i aktorski popis Lawrence to też jedne z większych zalet obrazu. A sama historia, nie zależnie od tego czy zobaczycie tu Boga czy tylko ludzi uważam, że lęki i opresje bohaterów nie będą Wam wcale dalekie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:7

75/100

W skali brutalności: 3/10

wtorek, 12 grudnia 2017

Nieznajoma w domu - Shari Lapena

nieznajoma w domu

Karen i Tom to młode dobrze sytuowane małżeństwo mieszkające na przedmieściu. Dla wielu osób mogą stanowić żywe pomniki szczęścia i życiowego powodzenia. Jednak pewnego wieczoru na tym pomniku powstaje rysa. Na tyle niebezpieczna, że może zburzyć całą konstrukcję.

Z niewiadomych nikomu przyczyn Karen wsiada wieczorem do samochodu i rozbija go w najpodlejszej dzielnicy miasta łamiąc wszelkie możliwe przepisy. Na domiar złego w tej samej okolicy znalezione zostają zwłoki niezidentyfikowanego mężczyzny. Badania wykazują, że zginał właśnie w czasie eskapady Karen. Sama zainteresowana nic z tego nie pamięta.

Tom zszokowany całą sytuacją zaczyna bliżej przyglądać się ideałowi który poślubił. W końcu dochodzi do wniosku, że wcale nie zna swojej żony. Tak się składa, że ona może zarzucić mu to samo.

Shari Lapena zaskarbiła sobie sympatię polskich czytelników swoją powieścią "Para z za ściany". Sama jakoś ją przeoczyłam, czego pewnie powinnam żałować, bo zdaniem wielu "Nieznajoma w domu" jest słabsza od "Pary z za ściany".

"Nieznajoma w domu" stanowi przykład thrillera, gdzie największy nacisk kładziony jest na zaskoczenie czytelnika.

Na początku dostajemy wiele niewiadomych, które z czasem powinny stopniowo się wyjaśniać. Zamiast tego w przypadku tej powieści dostajemy jeszcze więcej znaków zapytania, by dopiero w epilogi poznać prawdziwą naturę rzeczy.

O innych wiemy tyle ile zechcą nam zdradzić.

W miarę rozwoju akcji powieści dostajemy sporo wskazówek, które są nam delikatnie podrzucane. Jeśli zwrócimy na nie należytą uwagę zagwarantuje nam to możliwość podejrzenia zamiarów autorki. Przykład?

SPOILER: Każdorazowo podkreślana niechęć Toma do Briget kazała mi podejrzewać, że łączy go z nią coś więcej niż sąsiedzkie relacje, na długo przed tym  jak autorka postanowiła ujawnić ich romans. KONIEC SPOILERA.

Można to zrzucić na przewidywalność stylu autorki, ale myślę, że to sposób na dopieszczenie czytelnika, takie pogłaskanie po głowie "Tak, miałeś racje bystrzaku".

Istotnym elementem, jeśli nie najistotniejszym, są tu charakterystyki bohaterów, ich można rzec, portrety psychologiczne. O głównych bohaterach wiemy niewiele, ponad to, że wiodą idealnie nudne żywoty. Tom jest zapatrzony w idealnie ułożone włosy Karen, ona zaś dba by przy myciu naczyń nie złamał jej się paznokieć. Nie mają nawet psa, który od czasu do czasu uatrakcyjnił by ich egzystencję sikając na dywan.

Przyznam, że nie polubiłam żadnego z nich. Obydwoje wydawali mi się fałszywi i miałam rację. Głównym punktem programu są bowiem skrywane przez nich tajemnice.

Powieść Lapeny uważam za satysfakcjonującą lekturę. Napisaną w bardzo dobrym, oszczędnym stylu. Z pewnością mogę ją poleć.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

niedziela, 10 grudnia 2017

Mayhem (2017)

mayhem

Derek Cho, młody prawnik, pnie się po szczeblach kariery w korporacji mając w świadomości fakt, że otaczający go świat jest bezwzględny i przetrwają jedynie najsilniejsi. Tymczasem super zaraźliwy wirus, paraliżujący racjonalną część ludzkiej natury i wydobywając zwierzęce instynkty, przedostaje się do budynku firmy Cho i zaraża wszystkich wewnątrz. Dla Dereka jest to wyjątkowo trudny dzień gdyż z powodu manipulacji koleżanki z pracy właśnie zostaje z niej zwolniony i jemu puszczają hamulce.

"Mayhem" to bardzo rozrywkowy horror, podrasowany walorami kina akcji, soczyście krwawy i miejscami niedorzecznie zabawny. Jego twórca swego czasu zadebiutował drugą odsłoną serii "Droga bez powrotu", więc z pewnością jest to człowiek, który czuje klimat.

Fabuła produkcji sprowadza się do zaprezentowania życia 'białych kołnierzyków' zwanych też 'korpoludami' czy 'korposzczurami'. Główny bohater jest jednym z nich. Mimo iż solidnie wykonuje swoją pracę pewnego dnia staje się kozłem ofiarnym i lada moment ma wylecieć za bruk. Wtedy do biurowca przedostaje się wirus i wszystkim odpierdala. Z uwagi na to, że działanie wirusa sprawia, że zarażonemu puszczają wszystkie hamulce Derek postanawia wbić się na ostatnie pięto biurowca i rozmówić z zarządem, który lekką ręką postanowił się go pozbyć. Towarzyszy mu urodziwa interesantka, którą dopiero co spławił. Teraz wchodzą ze sobą w układ mający pomóc im w zrealizowaniu własnych celów. Tak więc Derek i piękna bestyjka przemierzają biurowiec co i rusz ktoś pada trupem. Dookoła panuje totalny chaos i regularna rozpierducha.

mayhem

mayhem

"Mayhem" może Wam nieco przypominać "Belko experiment" z uwagi na miejsce akcji i jej rodzaj, czyli wzajemną eliminację pracowników korpo. Tu oczywiście mamy innego rodzaju impuls, który popycha do takowych czynów, ale wynik jest podobny. Jak wspomniałam nie brakuje tu humoru, szczególnie odzwierciedlonego w osobie 'bestyjki', czyli Melanie wykreowanej przez Samarę Weaving, której potencjał ostatnio marnowano w "Babysitter".

Podsumowując ubawić się można przednio, pod warunkiem że lubicie zabawy z ostrymi narzędziami.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Napięcie:7

Klimat:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

69/100

W skali brutalności:3/10

piątek, 08 grudnia 2017

Better watch out (2016)

better watch out

Nastoletnia Ashley spędza jeden z przedświątecznych wieczorów pracując jako opiekunka dwunastoletniego Luke. Czas upływa jej na rozmowach telefonicznych z chłopakiem i poskramianiu zalotów Luke'a, który liczy, że dojrzał już na tyle by dobrać się do majtek swojej seksi niani. Właśnie tego wieczoru dom państwa Lemarów staje się obiektem ataku niezidentyfikowanego sprawcy o złych zamiarach.

"Better watch out" odczekał swoje nim zdecydowałam się dać mu szansę. Opis raczej nie wygląda zachęcająco: niańka i gówniarz kontra psychol. Nudy na pudy. W końcu ktoś na fanpage bloga polecił ten film i stwierdziłam, że okej, dam mu szansę. Śnieg spadł czas na świąteczne horrory.

Okazało się, że produkcja ma do zaoferowania wiele atrakcji, na które nic nie wskazywało.

better watch out

Początek skojarzył mi się z "Babysitter": Dwóch gnomów z gimbazy fantazjuje o starszej dziewczynie, która od czasu do czasu pracuje jako opiekunka jednego z nich. W związku z tym, że dziewczyna ma wkrótce zmienić miejsce zamieszkania, zabujany w niej Luke postanawia: teraz albo nigdy. Na szczęście na tym podobieństwa ze wspomnianym tytułem się kończą.

Owszem, "Better wach out" ma w sobie pewną humorystyczną przekorę, już sam smarkaty dojący szampana w ramach wstępu do romantycznej randki rozwala system, ale jeśli chodzi o łączenie horroru i komedii to jednak trzeba potrafić to zrobić. Tu udaje się to bez większego wysiłku, jakby naturalnie.

To co jest największą niespodzianką w tej historii niestety muszę zachować dla siebie by nie zepsuć Wam seansu. Mogę natomiast zdradzić, że nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń. Scenariusz daje radę złożyć to wszytko w sensowną całość.

Jak wspomniałam mamy tu udane akcenty humorystyczne, ale to co może śmieszyć jednocześnie ma w sobie pierwiastek niebezpiecznego szaleństwa i to ono nakręci akcję. Nie uświadczymy tu mrożących krew w żyłach scen, ale groza jest tu obecna i funkcjonuje mniej więcej na tym samym poziomie, co w przeciętnym teen slasherze.

better watch out

Z dobrych rzeczy wymienić mogę jeszcze obsadę. Na uwagę zasługuje szczególnie nasz gimbazjanin Luke wykreowany przez Leviego Millera ("Jasper Jones"), drugi w kolejności jest mały Garrett. Nie najgorzej wypada też nasza babysitterka w roli typowej ładnej nuni do której ustawia się kolejka użelowanych chłystków. Nie ma w jej postaci niczego interesującego, ale tak zazwyczaj bywa z bohaterkami slasherów.

Cóż więcej? Film niezgorszy, na świąteczny seans z horrorami jak znalazł.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:6

63/100

W skali brutalności:2/10

środa, 06 grudnia 2017

Homecoming (2009)

homecoming

Młody football'ista Mike przyjeżdża do rodzinnego miasteczka po tym jak przed paroma miesiącami opuścił je by zacząć studia. Przybywa w towarzystwie swojejj dziewczyny Elizabeth by przedstawić ją rodzicom. Niestety pojawia się problem w postaci jego ex, Shelby, która nie zaakceptowała rozstania i zrobi wszytko by odzyskać ukochanego.

"Homecoming" to jeden z typowych teen horrorów o 'szaleństwach młodości'. Głównym bohaterem jest dość bezbarwny, przeciętnej urody młody człowiek sukcesu, Mike. Chłopak dość nieładnie porzucił swoją dziewczynę, gdy ta z powodu opieki nad chorą matką nie mogła wyjechać na z nim na studia. Shleby kocha i tęskni podczas gdy Mike buduje swoje życie nie uwzględniając jej osoby. 

homecoming

Jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek "Piekło nie zna takiej furii w jaką wpada wzgardzona kobieta". Shelby jest zła, ale być może nic by się nie zdarzyło gdyby nie wypadek. "Szczęście sprzyja tym, którzy maja marzenia";)

Historia trochę zaczyna trącić "Misery", ale nie w jej najwyższej formie.

W roli głównej antagonistki mamy podupadła Mishe Burton. Wygląda nie najgorzej, ale jej warsztat aktorki to już inna historia. Może nigdy go nie miała, nie wiem, może zniszczyły go prochy i wóda. W swoim szaleństwie jest raczej mało przekonująca, ale nie uznałabym jej za najsłabszy punkt programu, bo cała obsada gra na tym samym poziomie.

homecoming

Najsłabszym elementem jest scenariusz. To on tworzy bardzo jednowymiarowe postaci, pozbawiając widza możliwości samodzielnej oceny. Pełen jest  niedociągnięć, nieprzemyślanych zagrań i słabych dialogów.

Pomysł przewodni czyli 'szalona z miłości' jest wtórny, ale można na nim sporo wyrzeźbić, tylko trzeba wiedzieć jak.

Czy ten film posada w ogóle jakieś zalety? Jest przyjemnie przeciętny i nieangażujący. W czasie oglądania można wyprasować furę prania i jeszcze ugotować obiad. Ja oglądając go pisałam recenzje innego filmu na drugim laptopie i nie miałam absolutnie żadnego problemu z rozeznaniem się w prostej jak drut fabule.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:2/10

Tagi: thriller
12:49, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 grudnia 2017

Najlepsze horrory 2017 roku

NAJLEPSZY FILM GROZY 2017 ROKU

Zgodnie z tradycją grudzień jest miesiącem głosowania na najlepszy tegoroczny film grozy. Swoje głosy możecie oddawać na filmy z gatunku thriller i horror, które swoją polską tudzież światowa premierę miały w 2017 roku. Każdy może zagłosować na trzy tytuły. Poniżej umieszczam listę pomocniczą, ale oczywiście możecie głosować na filmy z poza niej jeśli tylko spełniają wspomniane wcześniej kryteria. Większość tytułów jest podlinkowana i klikając w nie, będziecie mogli przypomnieć sobie co pisałam o danym filmie.

1. Clinical

2. Snare

3. Killing Ground

4. Amok

5. Niewidzialny strażnik

6. Gracefield incydent

7. Piekło

8. Berlin Syndrome

9. Valey of diches

10. XX

11. Lekarstwo na życie

12. Life

13. Obcy: Przymierze

14. Get out

15. Rings

16. By bye man

17. Oczy matki

18. Osaczona

19. Baba Jaga

20. To przychodzi po zmroku

21. The house of dissapeared

22. Annabelle: Narodziny zła

23. Gra Geralda

24. Bar

25. Wish upon

26. Temple

27. Amityville: Przebudzenie

28. krucyfiks

29. Golem z Limehouse

30. 1922

31. Wind River

32. Babysitter

33. Tallon Falls

34. Like. Shar. Follow

35. Śmierć nadejdzie dziś

36. Nails

37. Ostatnia klątwa

38. Ghost story

39. It

40. Spilt

41. Deep end

42. Raw

43. Belko experiment

44. Madre

45. It Stains the sands red

46. Resident evil: Ostatni rozdział

47. Mroczna Wieża

48.Piła: Dziedzctwo

49. Mother

50. Slumber

13:14, ilsa333
Link Komentarze (25) »
niedziela, 03 grudnia 2017

Nails/ Pazur (2017)

nails

W wyniku potrącenia przez samochód trenerka sportowa Dana trafia do szpitala gdzie podłączona do aparatury uniemożliwiającej jej mówienie i poruszanie się powoli dochodzi do zdrowia.

Nocami widuje w swoim pokoju widmo człowieka, który w końcu zaczyna otwarcie ją atakować. Ani skromny personel nie dofinansowanego szpitala, ani krewni Dany nie dają wiary w te rewelacje. Tymczasem Dana zaczyna dochodzić do pewnych niecodziennych wniosków na temat natury dziwnego zjawiska.

"Nails" jet debiutanckim filmem irlandzkiego reżysera. Jak na debiut przystało ma swoje braki, ale nie wiem, czy aby na pewno wynikają one z braku doświadczenia twórcy. "Nails" jest filmem bardzo typowym, na wskroś mainstreamowym i to w moim ocenie stanowi o jego słabości. Po debiutantach spodziewam się raczej realizacyjnych niedociągnięć, ale za to pewnej świeżości już na poziomie scenariusza. W przypadku "Nails" technicznie jest nieźle, ale nowatorskości w tym za grosz.

nails

Fabuła bardzo przypomina "Delikatną", inny film rozgrywający się w szpitalnych murach. Mamy bowiem złowrogie widmo, które prześladuje bohaterkę i ma związek z przeszłością placówki. Podobieństw jest zresztą więcej, ale nie zdradzę ich, żeby nie spoilerować.

Nie tu będzie więc żadnych niespodzianek, szczególnie w drugiej partii filmu zaczyna po prostu wiać nudą, mimo że paradoksalne akcja przyspiesza i zbliżamy się do finału.Finału oczywistego w swej oczywistości.

Żeby nie było produkcja ma swoje zalety i mocne strony i choć nie jest nimi scenariusz.

W pełni zaakceptowałam postać głównej bohaterki, najmocniejszy punkt programu. Dana wykreowana przez Shaune Macdonald (Sara z "Zejścia") to wzorcowa bohaterka horroru, całkowicie bezradna wobec zaistniałej sytuacji. Nie może za bardzo mówić - choć po wyjęciu rurki z gardła zaskakująco szybko dochodzi do siebie mimo ziejącej dziury w szyi -nie może się przemieszczać ani bronić.

nails

W jej głowie narastają lęki, być może nigdy nie odzyska sprawności, być może teraz mąż zostawi ją dla młodszej koleżanki, bo w obecnym stanie prezentuje się średnio atrakcyjnie. Wizje jakich doświadcza mogą mieć podłoże w załamaniu psychicznym, ale... co z ranami, całkiem realnymi jakie ktoś jej zadał? Obecność Dany bardzo pomogła temu filmowi, gdyby obsadzić na jej miejscu odrobinę mniej przekonującą aktorkę byłoby licho. Umówmy się jednak, że sam pomysł na tą postać nie sięgał po oryginalność. Do gustu przypadła mi również sceneria, czyli zaniedbany szpital, który w połączeniu z kiepskim oświetleniem- ach e jarzeniówki wypada stosownie mrocznie.

Jak dla mnie obraz mocno przeciętny i niewyróżniający się.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

55/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 30 listopada 2017

Mindhunter - Sezon 1 (2017)

mindhunter

Jest lato 1977 roku. Jeden z najbardziej znanych seryjnych morderców, zwany Synem Sama z powodu niezwykłej zażyłości z psem o tym imieniu, zostaje schwytany. Tymczasem dwóch agentów FBI z wydziału behawiorystyki rozpoczyna swój autorski projekt. Młody Holden Ford i doświadczony Bill Tench zamierzają wykorzystać żyjących na garnuszku państwa przestępców by dzięki rozmowom z nimi poznać naturę zbrodni. Na cel obierają 'cyklicznych morderców', którzy z resztą w trakcie trwania projektu zyskują nowe miano: seryjnych. Tak rozpoczyna się nowy rozdział w historii kryminalistyki.

Krótko mówiąc jestem obłędnie zakochana w tym serialu. Kiedy tylko zobaczyłam, że David Fincher robi serial kryminalny dla Netflixa wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Ciężko o innego współczesnego reżysera, który w taki sposób rozprawia się z przestępcami najgorszego kalibru. Jego filmy są przesiąknięte autentycznym mrokiem pozyskanym wprost z najciemniejszych dusz. Scenariusz powstał w oparciu o książkę "Tajemnice elitarnej jednostki FBI" Marka Olshakera i Johna E. Douglasa.

mindhunter

"Minthunter" porusza temat, który budzi kontrowersję do dnia dzisiejszego. Co robić z seryjnymi zabójcami? Eliminować, czy badać? Wielu amerykańskich morderców spędza lata w celi śmierci czekają c na wykonanie wyroku. W stanach gdzie nie obowiązuje kara śmierci tacy przestępcy odsiadują wielokrotne dożywocia. Są chronieni, przed społeczeństwem, które pewnikiem rozszarpałoby ich dwa kroki za murami więzienia i tymi, którzy chcieli by ich widzieć w rolach celebrytów. Wiecie, że taki Manson w pierdlu zajmował się produkcją muzyczną i pojął za żonę młodą kobietę? Ktoś powie: to ma być kara? Nie o to jednak chodzi. ta cała banda pojebańców mogłaby doskonale posłużyć społeczeństwu. Wiecie, że Ted Bundy pomógł w złapaniu mordercy z nad Green River? Był bystrzakiem i znał specyfikę problemu od kuchni, jego wynurzenia bardzo pomogły w zawężeniu kręgu poszukiwań.

Na serio tworzeniem profili psychologicznych zajęto się w 1969 roku, właśnie w szeregach FBI. Wtedy też powstało określenie 'morderca cykliczny' i podział na 'morderce zorganizowanego' i 'niezorganizowanego'. Jednak psychologia i psychiatra interesowała się sprawą dużo wcześniej. Swojego profilu doczekał się Kuba Rozpruwacz, a stworzył go chirurg na podstawie obrażeń jakie morderca zadawał ofiarom. Opracowano też profil Hitlera, gdzie przewidziano jego samobójcze zapędy. Nie mniej jednak badanie więźniów skazanych za wielokrotne morderstwa do dziś w wielu kręgach budzi sprzeciw.Dlaczego? tego możecie się dowiedzieć między innymi z serialu "Mindhunter".

mindhunter

mindhunter

Młody agent Holden Ford jeździ po Stanach z wykładami dla policjantów i detektywów, które mają im pomóc w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Jego wiedza w dużej mierze opiera się na raczkującym wówczas profilowaniu. Aby ją zwiększyć agent zaczyna szukać u źródeł. Tak trafia do pierwszego osadzonego Ed'a Campera i to po rozmowie z nim nabiera apetytu na więcej. Wkrótce wraz z partnerem i z pomocą bystrej Pani naukowiec rozkręca projekt badawczy.

To co jest bezwzględnie najmocniejszym punktem programu to właśnie spotkania z mordercami. Otrzymujemy tu informacje  z pierwszej ręki. Słyszymy o dewiacjach, motywach, konsekwencjach. Wszytko żywe, ekspresyjne, takie realne. Zamiast oglądać makabrę słuchamy o niej i uruchamiamy wyobraźnie. Można powiedzieć że uzyskujemy wgląd w psychikę morderców, ale nie tylko ich. Możemy poznać też tych, którzy z nimi przebywają i w końcu przesiąkają tym czym te typy epatują. Dla mnie to idealna strategia zainteresowania widza.

Niestety wszytko, co dobre szybko się kończy i liczący zaledwie dziesięć odcinków sezon pierwszy dobiegł końca. Ile będziemy czekać na następny nie wiem, ale wiem że będzie warto.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:9

82/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 28 listopada 2017

 The Collector/ Kolekcjoner (1965)

kolekcjoner

Fryderyk Clegg cichy urzędnik bankowy wygrywa okrągłą sumkę, która umożliwia mu spełnienie największych marzeń. Powiększa więc swoją kolekcję egzotycznych motyli i kupuje zabytkowy dom na wsi. Teraz potrzeba mu tylko żony. Skąd wziąć żonę, gdy jest się nieśmiałym dziwakiem i odludkiem?

W oko wpada mu rudowłosa piękność imieniem Miranda, która studiuje malarstwo. Postanawia sprawić by go pokochała. Tu z pomocą przychodzi mi znany afrodyzjak - chloroform, którym załatwia swoją wybrankę i zabiera do domu. Tu w piwnicznej komnacie rozpoczyna zaloty.

kolekcjoner

Jak to się stało, że umknął mi ten obraz? Do prawdy nie wiem. Jeśli umknął i Wam możemy się teraz razem bić w pierś, bo mamy tutaj klasyk, którego nie powstydziłby się Hitchcock. Nakręcił go jednak twórca "Wichrowych wzgórz", może stad taka 'romantyczna aura', nie mniej jednak nie można mu odmówić doskonałego poprowadzenia wątku rodem z psychologicznego thrillera.

Jest to jeden z pierwszych filmów poruszających tematykę seryjnych morderców kobiet. Pamiętajmy, że mamy lata '60, więc jesteśmy daleko przed erą slasherów, jeszcze dalej nam do ery "Milczenia owiec", czy "Siedem".

Nasz antybohater jest więc 'inny' inny pod każdym względem od współczesnych zabójców i tych filmowych i tych znanych z kronik kryminalnych. Fryderyk jest bowiem gentlemanem. Nie poryw swojej ofiary po to by znęcać się nad nią i zaspokajać sadystyczne zapędy. On takowych nie posiada. Dla niego seksualność jest sprawą drugorzędną, liczy się związek dusz, który pragnie nawiązać z Mirandą.

kolekcjoner

Przekonany o swoich niedostatkach wybiera kontrowersyjną drogę znajomości. Porywa kobietę i zmusza ją do swojego towarzystwa. Zaleca się do niej, podczas gdy ona marzy tylko o tym by zwiać. Zawiera z nią dziwny układ. Obiecuje, że wypuści ją po czterech tygodniach jeśli ta poświęci ów czas na bliższe poznanie go. Miranda zgadza się, nawet stara się być miłą dla Fryderyka, ale wykorzystuje każda okazje by dać nogę jak najdalej od wielbiciela, co ten znosi z coraz mniejszą cierpliwością.

Wydaje się, że ta relacja zmierza albo do narodzin syndromu sztokholmskiego u ofiary, albo do ślepej furii u oprawcy, który w końcu rozżalony zabije swoją wybrankę. Jak to się mówi, raz na wozie raz pod wozem.

Obserwując rozgrywającą się między tą dwójką sytuację nie wiedziałam jakiego finału oczekuje. Samotny chłopiec mimo swojego szaleństwa nie budził oczywistej niechęci jaką zwykli budzić sprawcy porwań i szaleńcy w ogóle. Wiedziałam że jest niebezpieczny, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl: A może go pokocha?

kolekcjoner

Doskonałe aktorstwo obydwu stron sprawiło, że ich relacja była bardzo żywa, a każda wypowiadana kwestia przekonująca. Dwoje i piwnica tworzą bardzo intymną atmosferę, przestrzeń dla bardzo intensywnych emocji, których odbiorcom będzie każdy szczęśliwy widz, który obejrzy film.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:9

70/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 26 listopada 2017

Happy Death Day/ Śmierć nadejdzie dziś (2017)

happy death day

Studentka Tree Gelbman budzi się w dniu swoich urodzin w obcym pokoju akademika w towarzystwie średnio dla niej atrakcyjnego Cartera. Po tym jak chłopak uspokaja ją, że nie pohańbiła swojej reputacji członkini bractwa seksem z wyrzutkiem dziewczyna rozpoczyna ostatni dzień swojego życia.

Jeszcze tego samego wieczoru zginie zamordowana przez zamaskowanego sprawca, po czym... obudzi się, by przeżyć od nowa ostatni dzień swojego życia. Sytuacja powtarza się raz za razem, aż w dziewczynie obudzi się determinacja by tym razem wyrwać się z pętli czasu unikając śmierci, ale jak to zrobić skoro nie wie kto ją zabił?

Najnowszy horror Christophera Landona ("Niepokój", "Krew jak czekolada") to przykład całkiem sympatycznego teen slashera okraszonego dawką czarnego humoru. Jeden z tych filmów, którzy powinien podobać się większości publiczności i jak wnoszę po opiniach tak właśnie jest.

Twórcy nie mieli najwyraźniej ambicji by zrobić ultra poważny i mega straszny obraz, bo "Śmierć nadejdzie dziś", nie spełnia ani jednego ani drugiego postulatu. Podejście do tematu jest dość lekkie, ale nie ociera się o debilną naiwność, co mnie cieszy.

happy death day

happy death day

Fabuła to historia młodej, ładnej i wrednej dziewczyny, która przeżywa swój "Dzień świstaka". Ta pechowo się składa, że jet to dzień jej śmierci, więc cokolwiek by nie zrobiła raz za razem jet szlachtowana przez człowieka w masce bobasa. Zagranie, moim zdaniem bardzo atrakcyjne fabularnie. Myślę, że po slasherach nikt nie spodziewa się niespodzianek, więc jest to na pewno element, który wyróżnia tę produkcję.

Cała reszta to już chwyty bardziej typowe, jak charakterystyka bohaterów, sceny śmierci, etc. Nie mniej jednak nawet to co typowe, przypadło mi do gustu. Szczególną sympatie zaskarbiła sobie u mnie odtwórczyni głównej roli, niebywale pyskata i puszczalska jak na final girl i jednocześnie typowa jako obiekt czyjejś zabójczej nienawiści.

Generalnie kino bardzo rozrywkowe i przyjemne.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 24 listopada 2017

The Island of Dr. Moreau/ Wyspa Doktora Moreau (1996)

doktor moreau

Edward Douglas ocalał z tonącego statku. Jego tratwa zostaje zauważona i rozbitek trafia na pokład statku zmierzającego na wyspę należącą do doktora Moreau. Moreau nie jest jednak zwykłym lekarzem, lecz pasjonatem ryzykownych i nieetycznych eksperymentów medycznych, o czym ku swemu przerażeniu przekona się Edward.

doktor moreau

Obiektywna ocena trzeciej i chyba najbardziej znanej ekranizacji powieści Wellsa "Wyspa Doktora Moreau", w moim wykonaniu będzie raczej trudna. Jak pisałam przy okazji recenzji powieści "Wyspa doktora Moreau" to trauma mojego dzieciństwa. Widziałam ją gdy byłam dzieckiem w kinie i już napisy początkowe rzucone na tle migotliwych obrazów przedstawiających szczegóły chirurgiczne przyprawiły mnie o szok, który pamiętam do dziś. O tym jak takie szczenię trafiło na projekcję dla dorosłych pisałam już przy okazji wpisu o książce.

Z horrorami z dzieciństwa już tak jest. Mimo, że oglądane po latach nie mają szans zrobić wrażenia, dawne style kręcenia przestają być przekonujące, a rozwinięty intelekt pozwala już skutecznie racjonalizować przedstawione wydarzenia to i tak gdzieś z tyłu głowy tkwi pamięciowy ślad. Ślad przerażenia i szoku.

Od tamtego feralnego dnia, gdy obejrzałam sobie w małym kinie mało przyjemny film, omijałam go szerokim łukiem. Leciał w TV nie jednokrotnie. W sieci też można znaleźć go bez problemu. Dopiero teraz gdy skonfrontowałam się z literackim pierwowzorem i przeżyłam to jakoś, postanowiłam podjąć wyzwanie mojego filmowego nemezis.

Oczywiście zgodnie z moimi oczekiwaniami okazało się, że nie taki diabeł straszny jak się ubiera, a nawet powiem więcej, że zrodziła się we mnie wątpliwość, czy w przypadku trzeciej ekranizacji "Wyspy..." mamy w ogóle do czynienia z kinem grozy? Moje nowe spojrzenie na tą produkcje podpowiada mi raczej kino akcji, pełne właściwej jemu gwałtowności.

doktor moreau

Elementy, które tak mnie przeraziły w dzieciństwie teraz były tylko dobrze zrobioną charakteryzacją i efektami. Zaś stosunkowo świeże wrażenie po literackim pierwowzorze kazały mi zwrócić uwagę na fabularną marność tej produkcji.

Książka mimo swej przynależności do gatunku literackiego, którego nikt raczej nie bierze na serio miała w sobie bardzo mądre i uniwersalne przesłanie. W filmie, pośród wszechobecnego kiczu i brawury zabrakło na to miejsca. O zmianach fabularnych, kluczowych moim zdaniem jak wprowadzenie postaci Alissy też nie mam najlepszego zdania, bo to kolejne uproszczenie.

Po latach mogę stwierdzić, że tylko Marlon Brando w scenie z muzycznym wieczorkiem nadal robi kolosalne wrażenie.

doktor moreau

Myślę, że dla kogoś kto nie zna książki Wellsa wrażenia z seansu z tym obrazem będą chyba jeszcze gorsze. Ja znając tą historię w takiej wersji w  jakiej stworzył ja jej pomysłodawca mogłam sobie pewne rzeczy dopowiedzieć, a bez tych dopowiedzeń zostaje tylko podręcznikowy przykład niezbyt udanego kina lat 90.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

54/100

W skali brutalności:2/10

środa, 22 listopada 2017

 Stranger Things - Sezon 2 (2017)

stranger thing

Minęło już sporo czasu odkąd Will Byers wrócił z Drugiej Strony ukrytej gdzieś w małym Hawkins. Uznany za zaginionego a w końcu zmarłego powrócił niczym z za grobu, a takie powroty nigdy nie obywają się bez konsekwencji.

Minął rok, a Will zwany przez rówieśników 'zombiaczkiem' boryka się z upiornymi wizjami pochodzącymi z Drugiej Strony. Jego koledzy nie wiele mogą na to poradzić, matka Willa szuka pomocy gdzie się da. Tymczasem Mike tęsknie wypatruje Jedenastki, która przepadła bez wieści. W końcu ich drogi znowu się skrzyżują by zamknąć to, co zostało otwarte.

Pytanie za milion, nad którym łamią sobie głowę krytycy: Czy drugi sezon "Stranger Things" jest lepszy, czy gorszy od pierwszego?

Zwykli widzowie tacy jak ja też pewnie się nad tym zastanawiają. Jeśli chodzi o mnie to nie otrzymacie jednoznacznej odpowiedzi. Po prostu strasznie się cieszę z tej kontynuacji i już wypatruję sezonu trzeciego.

stranger things

Wiadomo, pierwsza część to było takie "WOW", wszyscy rozpływali się nad sentymentalnym duchem tej produkcji, która to przenos nas do lat '80. Wiadomo, że w przypadku kontynuacji tego efektu "WOW" nie będzie, bo to nie pierwsza wizyta w świecie przedstawionym "Stranger Things". Wiemy też już sporo na temat tego co na początku było wielką niewiadomą i na to można urągać. Oczywiście pojawiają się nowe zagadki i scenariuszowi pod tym względem nie można zarzucić nudy, ale nie da się ukryć, że już wiemy czego mniej więcej możemy się spodziewać. Czy to minus? Nie do końca, bo można to potraktować jak ponowne włożenie wygodnych kapci, kiedy przychodzi kolejny sezon chłodów.

stranger things

W związku z faktem, że główna tajemnica Hawkins została nam przedstawiona, poznaliśmy już bohaterów, przychodzi czas na pogłębienie wszystkiego. Tu skupiamy się szczególnie na naszych przesympatycznych bohaterach. Każdemu z nich poświecono tu więcej uwagi niż było to w sezonie pierwszym. Według mnie ta kwestia poszła w bardzo dobrą stronę. Ktoś może stwierdzić, ze przez to wątki obyczajowe wypierają te horrorowe, ale to nie jest do końca prawda. Równowaga, moim zdaniem, została względnie zachowana. Bardzo podobał mi się wątek Darta, postać Boba Newby'ego, czy motyw reakcji Jedenastki z komendantem Hopperem.

stranger things

Myślę, że każdy kto miał okazję zobaczyć pierwszy sezon, sięgnie tez po drugi i nie wydaje mi się by ktokolwiek tego żałował.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności:1/10

19:23, ilsa333
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 listopada 2017

Na kogo wypadnie na tego śmierć - Liselotte Roll

na kogo wypadnie n tego śmierć

Detektyw Magnus Kalo bada sprawę morderstwa niejakiego Thomasa Nellerta, którego zwłoki znaleziono nad jeziorem Valsjon. Z pomocą przychodzi mu małżonka Lin, którą Magnus prosi o rozmowę z podejrzanym - mężczyzną w ciężkim szoku, którego znaleziono w pobliskim lesie. Niestety facet ucieka zanim cokolwiek uda się ustalić.

Tymczasem Linn, która zawodowo zajmuje się psychoterapią przypadkowo wpada na kogoś kto o sprawie może wiedzieć równie dużo co uciekinier. Okazuje się że ze śmiercią młodego mężczyzny wiąże się znacznie większy krąg osób, osób pozornie przypadkowych.

"Na kogo wypadnie, na tego śmierć" jest drugą powieścią z serii kryminałów, których bohaterami są detektyw wydziału zabójstwa Magnus Kalo i jego małżonka, Linn. Nie miałam okazji przeczytać pierwszej książki Liselotte Roll pt. "Trzeci stopień", ale myślę, że sprawę chętnie nadrobię jeśli nadarzy się okazja.

"Na kogo wypadnie na tego śmierć" doskonale wpisuje się w gatunkowe wymogi kryminału.

Jest to historia wielowątkowa, niczym pajęcza sieć, bardzo precyzyjnie utkana przez autorkę. W moim przypadku lektura przyniosła zaskoczenie, o które mówiąc szczerze trudno. Im więcej czytam kryminałów tym szybciej jestem w stanie rozwiązać intrygę. W tym przypadku stało się to dalej niż zwykle, co odnotowuję jako duży plus.

Akcję śledzimy z punktu widzenia kilku osób, jednak każdy kolejny fragment daje więcej pytań niż odpowiedzi. Dopiero gdy wątki się zbiegną dowiemy się o co tu chodzi.

Pomysł wykorzystany przez autorkę bardzo przypadł mi o gustu. Nie jest może piorunująco odkrywczy, ale sposób w jaki o wykorzystała jest w pełni przekonujący.

Bardzo istotną rzeczą są charakterystyki bohaterów, w tym przypadku całkiem udane, nie ma tu osób kryształowych. To oni w dużej mierze odpowiadają za to, że historia wciąga, a ich los nie jest czytelnikowi obojętnych.

Jeśli chodzi o styl to autorka konsekwentnie unika dłużyzn, działa wręcz skrótowo, co nadaje akcji dynamizmu.

Moja słabość do skandynawskich kryminałów nie słabnie i nadal uważam, że Szwedzi w tej materii zajmują miejsce w światowej czołówce. Myślę, że dla autorki "Na kogo wypadnie na tego śmierć" również znajdzie się tam miejsce.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

czarna owca

sobota, 18 listopada 2017

Sil-jong aka Missing (2009)

missing

Hyeon-a wraz ze swoim chłopakiem odwiedzają małą restaurację na prowincji. Jej właścicielem jest niejaki Pan-kon, który od razu wzbudza podejrzenie dziewczyny. Nie spodziewa się ona jednak, że starszy mężczyzna o przebiegłym spojrzeniu jest seryjnym mordercą, a ona będzie jego trzecią ofiarą. Podczas gdy Hyeon-a przeżywa katusze więziona przez Pan-kon, jej siostra  Hyeon-jeong rusza na jej poszukiwania.

"Missing" to jeden z nieco starszych koreańskich thrillerów. Mimo, że zostaje w tyle za moimi faworytami jeśli chodzi o kino koreańskie, to nadal jest to bardzo udana produkcja, którą muszę Wam polecić. Jest jednocześnie jedną z brutalniejszych.

Temat popularny - seryjny morderca. W tym przypadku fabuła czerpie nieco z autentycznej historii pewnego siedemdziesięcioletniego rybaka, który u schyłku swego żywota rozpoczął morderczą karierę, zabijając trzy kobiety.

Film można podzielić na dwie części. Pierwsza skupia się na postaci pierwszej z sióstr, młodszej, rozrywkowej Hyeong-a, która jest przetrzymywana przez zwyrodnialca. Tu poznajemy jego zbrodniczy kunszt, jego sadystyczne upodobania. Nie obejdzie się bez drastycznych scen, gwałt, etc.

missing

Druga połowa filmu jest poświęcona działaniom, starszej z sióstr, tej odpowiedzialnej i rozważnej. Dziewczynie dość szybko udaje się ustalić gdzie mniej więcej słuch o jej siostrze zaginął, ale na niewiele się to zdaje, bo miejscowa policja nie dostrzega przesłanek o popełnieniu przestępstwa. Hyeong-jeong można rzec bierze sprawy w swoje ręce i tak dochodzi do niezbyt szczęśliwej konfrontacji z psycholem.

missing

Jak na solidny thriller przystało, nie zabraknie tu napięcia. Scenariusz nie patyczkuje się z bohaterami, więc happy end jest tu bardzo wątpliwą sprawą. Aktorzy dają radę, choć pewne manieryzmy typowe dla Azjatów są tu bardziej widoczne niż w młodszych filmach z tego kraju. Na prowadzenie wysuwa się tu Seong-kun Mun, który mógłby wiele nauczyć innych filmowych zboków. Film raczej z kategorii tych mocniejszych więc przestrzegam.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

64/100

W skali brutalności:5/10

czwartek, 16 listopada 2017

Like. Share. Follow (2017)

like share follow

Młody chłopak imieniem Garret prowadzi popularny videoblog, w którym dzieli się swoim prywatnym życiem z widzami.

Pewnego dnia poznaje  na mieście sympatyczną dziewczynę, z którą szybko ląduje w łóżku. Nazajutrz panna wyznaje mu, że jest fanką jego działalności w sieci, zakochała się w nim za pośrednictwem internetu i specjalnie dla niego zmieniła miejsce zamieszkania. Garret jest lekko przerażony sytuacją i postanawia wymiksować się z tej znajomości. Okazuje się, że nie jest to takie proste, bo FanGirl nie zamierza odpuścić.

"Like Share. Follow" wprowadza nas w świat internetowego ekshibicjonizmu i przestrzega przed nieostrożnym dzieleniem się swoją prywatnością. Takie teraz czasy, że każdy może zostać celebrytą jeśli wystarczająco się obnaży i nie dotyczy to koniecznie świecenia gołą dupą w sieci, a raczej wpuszczania obcych ludzi do swojej 'głowy'. Tak też czynił nasz bohater, Garret.

Przejęty swoją popularnością, jest pewien, że udało mu się nawiązać więź z milionem ludzi, którzy śledzą jego internetowe wynurzenia. Przez myśl nie przechodzi mu, że wśród nich mogą być jednostki niebezpieczne.

like share follow

like share follow

Mimo, że film porusza ważny, można rzec temat, nie robi tego w zbyt atrakcyjny dla odbiorcy sposób. Bardzo szybko wszytko staje się nazbyt oczywiste, a błędy popełniane przez bohaterów sprawiają, że przestajemy wierzyć w ich zdolność logicznego myślenia. Nie mniej jednak nie skreślam tej historii całkowicie. Jestem na bakier z nowymi trendami w internecie, nie śledzę żadnego kanału na youtube i nie wierzę w moc internetowych znajomości. Świat Garreta całkowicie osadzony w cyberprzestrzeni był więc dla mnie pewną ciekawostką, bo jak można tak funkcjonować?

Fabuła filmu mimo że sili się na mądre przesłanie, nie prezentuje wyżyn intelektualnych. Jest prosty i raczej nie wymagający. Do obejrzenia bez zgrzytów, ale i bez zachwytów.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 14 listopada 2017

Tallon Falls (2017)

tallon falls

Czwórka znajomych,Sean, Lyndsey, Lance i Ryder udają się na rekreację do stanu smażonych kurczaków. Na małej stacji benzynowej wpadają na informację o lokalnej atrakcji, Domu Grozy. Jak się okazuje przybytek cieszy się ogromną popularnością. Młodym udaje się jednak dostać bilety i tak wkraczają do świata niezwykle realistycznego horroru. Nie wiedzą jednak, że ich wejściówki, są, można rzec, vipowskie i gwarantują dodatkowe atrakcje.

"Tallon Falls" będący owocem pracy nikomu nieznanego debiutanta niestety nie grzeszy oryginalnością. Niektórzy porównują go do serii "Hostel", ze względu na przynależność do gatunku torture porn, gdzie turyści padają ofiarą nietypowej, lokalnej rozrywki, ale to porównanie może okazać się o wiele nad wyrost, jeśli chodzi jakość obydwu produkcji. Ponadto "Hostel" był chyba pierwszym horrorem ukazującym w taki sposób motyw handlu ludźmi. Mogę się oczywiście mylić, ale nic takiego sobie nie przypominam.

"Tallon Falls" w swoim zamyślę do złudzenia przypomina "The House of October Bullit", czyli horror gdzie grupa młodych ludzi poszukuje wrażeń w Domach grozy, aż kończą jako ...eksponaty. Tu mamy w zasadzie to samo, z tym, że wizyta naszych bohaterów w upiornym przybytku jest dziełem przypadku.

Fabuła, jak na torture porn przystało skupia się na zaprezentowaniu tortur. Nasi bohaterzy, goście w domu grozy, przechadzają się korytarzami i oglądają utkwione za szybami przedstawienia. Oczywiście są przekonani, że to lipa. Lance z zapałem zadaje kilka strzałów prądem człowiekowi uwięzionemu na krześle elektrycznym, doskonale się przy tym bawiąc i będąc pewnym, że to tylko aktorski pokaz.

tallon falls

tallon falls

Myślę, że każdy widz w tym momencie już doskonale wie, że tak nie jest. Mnie lampka zapaliła się w momencie, gdy protagoniści stojąc w niemożebnie długiej kolejce po bilet zostają przepuszczeni, przez jednego z organizatorów, po tym jak mówią, że przyjechali z daleka.

Sami zainteresowani, zaś nie prędko zorientują się o co chodzi, nawet znalezisko z pokaźną stertą nagrań snuff nie poprowadzi ich na właściwe tory myślowe. Wkrótce wylądują w klatce i wkrótce zacznie się jatka.

Jatka całkiem udana jak na standardy kina niskobudżetowego. Tortury są ostre i efektowne. Fani tego rodzaju widoków, będą mieli na czym zawiesić oko. Wrażliwcy z niesmakiem pokręcą głowami. To w tym momencie akcja znajdzie kulminację. Oczywiście jedyna myślą tych, którzy jeszcze nie zostali zakatowani jest, jak stąd uciec. Obraz ucieczki, który powinien być przyczółkiem największego napięcia najbardziej nuży i irytuje brakiem logiki.

Efekt finalny jest cokolwiek średni. Technicznie nie wygląda to źle, ale zabrakło oryginalnych pomysłów, zakończenie zwykła kalka. Nawet wygląd oprawców, zwierzęce maski są wtórne do porzygu. Nie znalazłam tu wiele dla siebie.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

54/100

W skali brutalności:4/10

niedziela, 12 listopada 2017

Road Games/ Autostopem po śmierć (2015)

road games

W czasie podróży po Francji Jack bezskutecznie próbuje złapać, gdy na poboczu pojawia się samochód z szamoczącymi się pasażerami. Jedną z nich okazuje się Veronique. Jack ratuje ją z rąk agresywnego kierowcy. Okazuje się, że dziewczyna też podróżuje autostopem, więc postanawiają połączyć siły w wędrówce.

Złapanie stopa w tej okolicy wcale nie jest łatwe, tabliczki na poboczu ostrzegają przed zabieraniem nieznajomych a gminna wieść niesie, że od jakiegoś czasu w tej okolicy grasuje morderca.

W końcu młodym udaje się złapać podwózkę, nie mniej jednak zachowanie kierowcy, który postanawia ugościć podróżnych w swoim domu, nie należy do zwyczajnych.

"Road Games" to mało znany thriller mało znanego twórcy. Raczej nie zaskarbił sobie sympatii widzów, jak wnoszę po ocenach filmu w sieci. Ze wspomnianymi ocenami nie do końca mogę się zgodzić, bo mimo iż zdecydowanie nie jest to kino z wyższej półki to przekonało mnie dość świeżym podejściem do oklepanego tematu. Pamiętacie "Wyspę strachu" z Milą Jodovic? Tu stosowane są podobne wybiegi, na tej zasadzie, że ni cholery nie wiadomo kto poluje na kogo. Mimo iż pogrywanie z widzami za pomocą twistów fabularnych to stała praktyka thrillerów, to tu wyjątkowo się to udało. Może to za sprawa niepozorności tego filmu odzwierciedlonego w jego formie.

Pomysłowy zamysł główny jest najmocniejszym elementem produkcji, choć początkowo  niewiele na to wskazywało.

road games

road games

Nastrój filmu opiera się na jego minimalizmie. Mamy tu niewielu bohaterów, ale ich charakterystyki są bardzo ‘żywe’, trochę groteski, trochę schizu. Tempo akcji jest dość nierówne, ale dostosowane do stylu narracji.

Całość jest całkiem oryginalna i mile się ją ogląda, jeśli nie lubujecie się w mainstreamie i przychylacie się do mniej komercyjnych produkcji.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 10 listopada 2017

Must alpinist/ Widmo z gór (2015)

must alpinist

Grupa estońskich studentów wyrusza w kilkudniową podróż ku Syberyjskim górom celem znalezienia najlepszych okazów nefrytu. W drodze nie obywa się bez problemów. Słabo przygotowani młodzi ludzie i nieprzyjazne okoliczności przyrody to niezbyt fortunne połączenie. W końcu jeden z bohaterów znika bez śladu, a pozostali są zmuszeni szukać pomocy w pobliskiej wiosce.

"Must alpinist" to mój pierwszy estoński horror w historii bloga. Zabrałam się więc do niego z ciekawością. Tak się złożyło, że trafiłam na produkcję debiutanta, pozbawioną profesjonalnego szlifu i ograniczoną niewielkim budżetem. Nie daje mi więc to wiarygodnego obrazu estońskiego kina grozy, bo wiadomo, że niskobudżetówki zwykle mierzy się inną miarą.

Fabuła filmu ma opierać się na autentycznych wydarzeniach z lat osiemdziesiątych kiedy to grupa studentów, głównie geologii, ale trafił się też biolog i studentka medycyny wybrali się na wyprawę badawczo- poszukiwawczą do odległej Syberii. Historię relacjonuje nam jeden z jej uczestników, który wspomina po latach przerażające wydarzenia.

must alpinist

Ile w tym wszystkim prawdy trudno powiedzieć, bo nie udało mi się znaleźć żadnego wiarygodnego źródła. Obstawiałam jednak, że będę mieć tu do czynienia z filmem pokroju "Tragedii na przełęczy dialatowa" i po części tak jest.

Nasi bohaterzy ą kiepsko przygotowani, nie łączą ich więzy przyjaźni, a indywidualne oczekiwania wobec wyprawy różnią się. Dość chaotyczne prowadzenie narracji sprawiło, że nie zdołałam zbyt dobrze przyjrzeć się jej bohaterom nie mogę jednak odmówić kreacjom aktorskim naturalności.

Nie znaczy to jednak, że mogę nazwać ich warsztat dobrym. Nikt chyba szczególnie nie analizował tego, kto ma być kim w tej historii i jaką rolę miał do odegrania. Scenariusz też zdaje się iść na żywioł, bo brakuje tu konsekwencji i jakiegoś logicznego ciągu zdarzeń.

Ten wszechobecny chaos dodaje filmowi absurdalnego wymiaru, co można dodać na plus bo z absurdalną historią mamy tu do czynienia. Bo co tu mamy?

Mamy lokalną legendę o alpiniście, który zaginął i od tej pory powraca jako widmo bez twarzy. Mamy zaginięcie jednego z bohaterów, najprawdopodobniej zakopanego w śnieżnej lawinie. Mamy podejrzenia względem jego kolegów kończące się wzajemnymi oskarżeniami. Wszystko to w małym radzieckim miasteczku gdzie największą władzę ma zblazowany komunista na stanowisku stróża prawa. Zamieszanie jakie tu powstaje można posumować słowami 'burdel na kółkach', ale ma to swój urok.

must alpinist

Tak, w jakiś sposób to dziwowisko przetrzymało mnie przed ekranem i teraz wspominając seans uważam go za ciekawe doświadczenie. Wydaje mi się jednak że braki jakie obiektywnie prezentuje ta produkcja mogą ja pogrzebać w oczach większości widzów, więc nikomu go usilnie nie zamierzam polecać.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności: 1/10

środa, 08 listopada 2017

Babysitter (2017)

babysitter

Dwunastoletni Cole, wrażliwy i sympatyczny chłopiec po raz kolejny zostaje sam w domu pod opieką swojej ulubionej opiekunki, nastoletniej Bee. Za namową koleżanki z sąsiedztwa postanawia sprawdzić co też jego starsza przyjaciółka porabia gdy jej podopieczny już zasypia. Okazuje się, że przypuszczenia jego małej kumpeli są niczym wobec przerażającej rzeczywistości. Podglądając Bee w czasie zabawy z zaproszonymi do jego domu przyjaciółmi odkrywa prawdziwe, przerażające oblicze swojej opiekunki.

"Babysitter" to kolejna utrzymana w konwencji horroru komediowego propozycja od Netflixa. Podobnie jak "Little evil" w moim przypadku przyniósł on więcej rozczarowania niż uciechy. O grozie nawet nie wspominając. No, dobra, może nie był tak zły jak poprzednia Netflixowa produkcja w tym klimacie, bo w przeciwieństwie do "Little evil" nie przerwałam seansu, ale żeby powiedzieć o satysfakcji z filmu to dużo jeszcze brakuje.

Fabuła filmu opiera się na absurdzie. Dwunastolatek zadurzony w swojej niani postanawia ją poszpiegować. Jest przekonany, że jego przyjaciółka nie jest taka jak inne nastoletnie nianie. Na pewno nie sprowadzi do domu chłopaka ani pijanych znajomych. Chłopak się rozczaruje srodze. Tu zaczyna się absurd.

babysitter

Pojawia się motyw satanizmu, ale obleczony w taką groteskę, że na grozę wynikającą z faktu obcowania z mrocznymi siłami nie mamy co liczyć. Jest krwawo i wesoło. Czarny humor i brak konsekwencji w scenariuszu, kiedy już na dobre zostają puszczone wodze fantazji. Seria, w założeniu zabawnych, scenek, dużo krwi i zamieszania i to tyle.

Jak dla mnie to licha oferta, choć przyznam, że film ma swojej zalety. Po pierwsze nie wymaga absolutnie żadnego wysiłku umysłowego, po drugie technicznie jest sprawnie zrobiony dzięki czemu miło się na niego patrzy. A aktorka wcielająca się w Bee też bardzo fajna sztuka i nawet posiadająca jakieś zdolności aktorskie - na standardy tego typu kina akuratne.

babysitter

Oglądajcie jeśli taka wola, ale pomijając tę produkcję nie będziecie szczególnie stratni.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl