What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
niedziela, 14 października 2018

Czuwaj (2018)

czuwaj

Na harcerski obóz inaugurujący początek lata przybywa grupa chłopaków z domu dziecka. Mają oni spędzić czas wraz z harcerzami w ramach skromnych wakacji. Obozowy druh, Jacek, nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw i nieufnie patrzy na grupę wyrostków. Podobnie jest z resztą harcerskiej młodzieży. Chłopaki z bidula pod dowództwem najstarszego z nich, Piotrka, nie pozostają im dłużni buntując się na każdym kroku i obśmiewając harcerskiego ducha wspólnoty. Kiedy jedne z młodych harcerzy ginie tragicznie w dziwnych okolicznościach podejrzenie szybko pada na ekipę z bidula.

"Czuwaj" to nowy film Roberta Glińskiego utrzymany w klimacie thrillera.

Wiem, że znajduję się w opozycji co do większości widzów uskuteczniając szabry w polskiej kinematografii, gdzie obecnie aż roi się od filmów zwyczajnie nędznych, ale cóż poradzę, taką mam słabość. Jeśli już, daj boże, pojawi się coś, z gatunku grozopodobnego to nie bacząc na koszta psychiczne, muszę sprawę obadać;)

Obadałam więc "Czuwaj" i jestem pozytywnie zaskoczona. I znowuż wbrew głosom większości widzów;)

Scenariusz to taka kompilacja camp slashera i dramatu społecznego.Brzmi to może dziko, ale mnie to połączenie wydało się interesujące.

czuwaj

W praktyce mamy tu do czynienia z historią dość ciekawą, ale nie pozbawioną wad. Wadą jest przede wszystkim zbytnie poleganie na schemacie i jest to zauważalne już od pierwszych momentów. Stereotyp pogania stereotyp i na stereotypie zbudowany jest cały dramat sytuacyjny. Jednak coś Wam powiem, tak się dzieje w przypadku większości filmów, które chcą nam sprzedać jakąś prawdę dotyczącą naszego społeczeństwa. Osobiście szlachetnie przymknęłam na to oko. 

Z plusów obrazu z pewnością wymieniłabym naturszczyków z obsady. Na jej czele stoi Mateusz Więcałek, który moja uwagę zwrócił w serialu "Belfer". Wszyscy wypadają bardzo swobodnie. A ich aktorstwo nie jest męczące ani zbyt manieryczne.

czuwaj

Duży plus należy się za zdjęcia Łukasza Gutta, szarobure kadry, prawie wyprane z kolorów, mało statyczne ujęcia, ale bez zagrań w stylu "Blair witch project". Miejsce akcji czyli las przydaje wszystkiemu klimatu izolacji. A gdy opiekun chłopców, jedyny dorosły, opuszcza ich po tragicznym zdarzeniu można tylko czekać na rozgrywki w stylu "Władców much".

Cóż mogę powiedzieć? Film jak najbardziej do obejrzenia. Dla chętnych;)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 11 października 2018

The Good Neighbor/ Dobry sąsiad (2016)

dobry sąsiad

Dwóch chłopaczków kończących liceum marzy o sławie jaką ma im zapewnić udokumentowanie eksperymentu przeprowadzonego na niczego nie świadomym sąsiedzie.

Pomysłodawca Ethan i sponsor Sean montują system monitoringu w domu starszego Pana by przyglądać się jego poczynaniom podczas gdy sami będą prowokować w jego domu serie niewytłumaczalnych zdarzeń. Jednoznacznie planują przekonać Harolda Grainery, że oto jego dom jet nawiedzony.

Bardzo przypadł mi do gustu już sam pomysł zawarty w scenariuszu. Temat eksperymentów paranormalnych jest już tak oklepany i zdarty, że ciężko w tej materii o coś odkrywczego. A tu proszę, wystarczy nieco odwrócić sytuację.

dobry sąsiad

Za cały filmowy projekt odpowiada ekipa bez szczególnego doświadczenia. Na fotelu reżysera zasiadł scenograf, ale raczej nie odczujecie tu amatorki. Zarówno na poziomie technicznym jak i w przypadku warsztatu aktorskiego mamy tu do czynienia z dobrze zrobioną robotą.

Na fabułę filmu składają się bieżące wydarzenia, czyli relacja z kolejnych kroków eksperymentu naszych małolatów, oraz retrospekcje ukazujące fragmenty z życia naszego dziadeczka. Do tego dochodzą przerywniki z sali sądowej jednoznacznie wskazujące, że projekt pt. nawiedzenie zakończył się jakąś tragedią, za którą musi zostać wymierzona kara.

dobry sąsiad

Jednym wobec czego mogę mieć zarzut to niewielka ilość grozy. Ostatecznie jednak mamy tu do czynienia z thrillerem, a racze teen thrilerem więc nie ma chyba co oczekiwać zbyt wiele. Osobiście skupiłam się na warstwie stricte dramatycznej i to chyba jest przepis na całkiem udany seans z tym filmem.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 06 października 2018

Recenzja przedpremierowa:

Omen - David Seltzer

omen

Jeremy Thorn robi błyskotliwa karierę polityczną jako doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dzięki rodzinnej fortunie żyje w dostatku u boki pięknej żony Katherine. Jedyne czego mu potrzeba do szczęścia to potomek. Kiedy jego małżonce w końcu udaje się donosić kolejną ciążę jest o krok od całkowitego spełnienia. Niestety okazuje się, że syn Thorna umiera przy porodzie. Mężczyzna zdając sobie sprawę z tego jak strata kolejnego dziecka wpłynie na kondycje psychiczną jego wrażliwej żony, godzi się na pomysł podsunięty przez rzymskiego kapłana, który proponuje mu nieformalną adopcję dziecka, które przyszło na świat w tym samym czasie jednocześnie tracąc matkę.

W tajemnicy przed żoną polityk wchodzi w ten dziwny układ i aż do czwartych urodzin chłopca żyje w atmosferze sielanki, dając chłopcu na imię Damien i kochając go jak własne dziecko. Wtedy w jego życiu pojawia się  kapłan, który recytując wersety Apokalipsy oświadcza Thornowi, że wychowuje Antychrysta.

Wszyscy fani horrorów znają film "Omen" w reżyserii Richarda Donnera z 1976 roku. Obraz powstał w odpowiedzi na kultowego "Egzorcystę" i stał się obok niego najsłynniejszym horrorem religijnym.

Na krótko przed premierą filmu ukazała się książka, napisana przez scenarzystę obrazu Davida Seltzera. Jej rolą była głównie promocja filmu, ale złożyło się tak, że dziś mało kto pamięta o jej istnieniu, za to filmowy  "Omen"  stał się nieśmiertelny i doczekał kontynuacji. Być może książka powstała tylko dlatego, że "Egzorcysta" też miał swój książkowy odpowiednik. Z tą różnicą, że powieść Blattyego powstała niezależnie. Podobnie był z resztą z "Dzieckiem Rosemary" Polańskiego - jeszcze starszym horrorem religijnym i powieścią Iry Lewina. To też może być przyczyna jej relatywnie niewielkiej popularności.

Sama o istnieniu tej powieści nie wiedziałam i podejrzewam, że podobnie może być w przypadku wielu czytelników zaskoczonych publikacją wydawnictwa Vesper.

omen

Powieść jest w zasadzie idealnym odwzorowaniem filmowego scenariusza. Wszystkie opisane w niej zdarzenia miały miejsce w filmie. Owszem istnieją subtelne różnice, jak chociażby strój młodej niani, która 'skradła show' na czwartych urodzinach Damiena - w książce ma na sobie strój klauna.

Jednak większość różnic, które może odnotować czytelnik znający jednocześnie filmową wersję polega na pogłębieniu niektórych wątków. Dowiadujemy się więcej o księdzu, który zaaranżował adopcje i sekcie- nie wiem czy to dobre słowo - do której należał. Mam też wrażenie, że lepiej poznajemy Katherine i samego Thorna. Jest to zdecydowanie plus książki. Plusem jest też jej klimat, dość mocno zbliżony do filmowego. Gdybym jeszcze czytała ją w akompaniamencie "Ave Satani" efekt byłby pewno taki sam jak w przypadku filmu.

Co do minusów. Nie ukrywam, że filmowego "Omena" znam praktycznie na pamięć, ale jestem w stanie przypomnieć sobie niejasne pierwsze wrażenia i porównać je z tymi książkowymi. Książka od początku zakłada poinformowanie czytelnika o tym, że Damien jest dzieckiem Szatana. Nie pojawia się przestrzeń na wątpliwości. Jeśli chodzi o film, wydaje mi się, że tu nie wyłożono sprawy tak łopatologicznie i może, może jest nadzieja, że ktoś z widzów pozwolił sobie w czasie seansu na wątpliwości co do prawdziwej natury przedstawionej sytuacji.

Fanów filmu Donnera oczywiście zachęcam do zapoznania się z książką, bo z pewnością będzie dla nich, tak jak dla mnie ciekawym literackim kąskiem.

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Tagi: książki
13:08, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 października 2018

Mara (2018)

mara

Policyjna psycholog Kate Fuller zostaje wezwana na miejsce zbrodni dokonanej najprawdopodobniej przez żonę na mężu. Zadaniem Kate jest przesłuchanie jedynego świadka zdarzenia, mianowicie małej córeczki małżonków, Sophie. Przerażone dziecko stwierdza, że tatę zabiła Mara i że nie powinna, w ogóle rozmawiać z Kate, bo ta zabierze od niej mamusie. Niejasne zeznania dziecka i pełne emocjonalnego wybuchu słowa oskarżonej skutkują zamknięciem matki Sophie w szpitalu psychiatrycznym.

Wtedy Kate zaczynają dopadać wątpliwości. Zaczyna doświadczać sennych koszmarów, a zagłębiając się w sprawę domniemanego morderstwa trafia na całą serie doniesień o przypadkach podobnych, niejasnych śmierci. Najbardziej nieprawdopodobna wersja nabiera realnych kształtów, gdy Mara osobiście odwiedza Kate.

mara

Po sukcesie "Koszmaru z ulicy wiązów" jeszcze w latach osiemdziesiątych żaden z filmowców zajmujących się gatunkiem horroru nie tykał tematu sennych koszmarów. Takowe pojawiały się jedynie jako wątek poboczny i żaden filmowy antybohater nie umiał tak skutecznie uśmiercać śpiących ludzi jak czynił to Freddy Krueger. W ostatnich latach coś się zmieniło, bo jestem wstanie przypomnieć sobie przynajmniej dwa filmowe tytuły, których tematem była śmierć we śnie. Najpierw był "Dead Awake", a ostatnio "Slumber". Obydwa filmy odnosiły śmierć we śnie do znanego nauce zaburzenia snu zwanego sennym paraliżem.

Na czym polega ten stan będziecie mogli dowiedzieć się właśnie z seansu z "Marą". To właśnie tu jedna z postaci, doktorek prowadzący grupę wsparcia dla osób doświadczających zaburzeń snu tłumaczy na czym z naukowego punktu widzenia rzecz polega. Tym z Was, którzy sami doświadczyli sennego paraliży nie trzeba tego tłumaczyć, a samo zjawisko jest dość powszechne. Być może ten fakt zapewni filmowi sukces. Każdy kto doświadczył owego stanu z pewnością wczuje się w sytuacje przedstawionych tu bohaterów z trwogą będzie śledził wersje wydarzeń, w której paraliż senny kończy się śmiercią.

mara

Sęk w tym, że nie mamy tu do czynienia z naukową wersją przedstawienia tematu, choć jak wspomniałam taka interpretacja jest tu obecna. W "Marze" paraliż senny spowodowany jest atakiem sennego demona, tak zwanej Mary. Filmowa Mara wygląda jak duch z azjatyckiej "Klątwy" lub inna Anja Rubik po tygodniowym pobycie na dnie studni. Komputerowy efekt jest całkiem niezły.

Technika pozwoliła tu też na zmontowanie kilku zacnych scen, przy których możecie lekko podskoczyć na siedzisku. Są to zagrywki typowe dla współczesnego horroru, ale umiejętnie stosowane dają jakiś tam efekt. Aktorstwo nie budzi zastrzeżeń choć jakbym miała typować najsłabsze ogniwo, to postawiłabym na 'dziewczynę Bonda' panią Kurylenko, która nie szczególnie skradła moje serce w roli Kate.

Filmowa narracja przebiega gładko. Schemat goni schemat więc próżno tu szukać jakichkolwiek innowacji. Przesłanie filmu też jest z gruntu proste: miej czyste sumienie, a będziesz spał spokojnie;)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 29 września 2018

Sharp Objects/ Ostre przedmioty - Sezon 1 (2018)

ostre przedmoty

W rodzinnym miasteczku Camille doszło do dwóch morderstw dokonanych na nastoletnich dziewczynach. Redaktor gazety, w której Camille ma etat reporterki wpada na pomysł by jako była mieszkanka Wind Gap ponownie weszła w dobrze jej znane środowisko i ze swojej perspektywy nakreśliła sprawę niewyjaśnionych zbrodni. Camille godzi się na to. Problem w tym, że z rodzinnego miasta zamiast ciepłych wspomnień wyniosła traumę, z którą boryka się po dziś dzień. Powrót do domu okazuje się trudniejszy niż mogła przypuszczać, ale chęć rozwiązania zagadki zbrodni jest silniejsza niż instynkt samozachowawczy.

"Ostre przedmioty" to kolejna po "Zaginionej dziewczynie" i "Mrocznych miejsc" ekranizacja powieści Gillian Flynn. Tym razem książka stała się podstawą do nakręcenia serialu.

Taka forma daje możliwość dokładniejszego pochylenia się nad powieściowymi wątkami, zmniejsza ilość pominięć i przekształceń wymuszonych ograniczeniami czasowym.

Mimo tego osoby, które przed emisją serialu zapoznały się z książkowym pierwowzorem znalazły wiele słabych punktów w produkcji HBO, która jakoby nie wystarczająco wyczerpała temat. No cóż, może zostawiają furtkę na sezon drugi? Moim zdaniem byłoby to przegięcie, ale kto wie?

Sama książki nie czytałam, czeka na mnie i być może za jakiś czas po nią sięgnę, na ten moment oceniam serial jako samodzielny twór.

"Ostre przedmioty" bardzo przypadły mi do serca. Dom rodzinny Camille, południowe obyczaje, posągowa matka to pierwsze przykuło moją uwagę. Okej, może nie pierwsze.

ostre przedmoty

Pierwszy zwrócił moją uwagę już poster promujący serial. Na nim dwie aktorki które bardzo, bardzo lubię: Amy Adams i Patricia Clarkson. W serialu obydwie wypadają równie dobrze jak na plakacie. A nawet lepiej. Cała reszta również nie odstaje zbytnio poziomem. Na uwagę zasługuje chociażby Eliza Scanlen w roli przyrodniej siostry Camille, Ammy.

ostre przedmoty

Oczywiście ogromna w tym zasługa nie tylko samych aktorek i ich warsztatowych zdolności, ale też a może przede wszytkim świetnie stworzonych postaci. To one napędzają całą historię.

Historia może nie jest tak pokręcona i zaskakująca jak np. w "Zaginionej dziewczynie", ale nie mniej jednak wielu widzów w tym ja doceni jej zawiłości.

Motywy i wątki pojawiające się tu "już gdzieś były", ale nie w takim zestawieniu, nie w takim kolorycie. Sam klimat serialu wydał mi się wyjątkowy i raczej nietypowy dla serialu kryminalnego. W zasadzie nie mogę mu zarzucić nic ponad to, że tak szybko się skończył. Siadać i oglądać:)

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 25 września 2018

November/ Listopad (2017)

november

W małej estońskiej wsi rządzonej prze pogański zabobon mieszka młoda chłopka, Lina. Dziewczyna jest nieszczęśliwie zakochana w Hansie, chłopie który z kolei wypatruje oczy za urodziwą baronówną. Obydwoje sięgają po najróżniejsze środki by osiągnąć swój cel.

"November", czyli  estońsko-polsko-holenderska produkcja powstała w oparciu o bestselerową powieść Andrusa Kivriahka.

Gatunkowo pasuje do nurtu mrocznej fantastyki czerpiąc z estońskiego folkloru. Ma w sobie dużo z baśni pełnej niezwykłych postaci pochodzących z pogańskich kultów. Wątkiem przewodnim jest romans w gotyckiej ramie.

november

Z pewnością nazwanie go horrorem byłoby nadużyciem, ale nie znaczy to wcale, że nie spodoba się fanom tego gatunku. Jak już pewnie zdążyliście się połapać uwielbiam ludowe motywy w kinie,a te nawiązujące do 'ciemnej strony' już wręcz uwielbiam. "November" doskonale wpisał się w moje preferencje.

Bohaterem zbiorowym opowieści jest ciemne chłopstwo. Jak już mamy okazję przekonać się od pierwszych chwil filmu w ich rzeczywistości na stałe goszczą gusła, nader żywe.

november

W jednej z pierwszych scen mamy okazję poznać Kratta, czyli estoński odpowiednik skrzata domowego. Ów Kratt zrobiony ze szczątków zwierząt i narzędzi gospodarczych służy swojemu stwórcy na różne sposoby, wykonując zlecane przez chłopa prace. Sceny z jego udziałem mogą wzbudzić dreszcz niepokoju, ale i rozbawić.

november

Innym ważnym wątkiem zaczerpniętym z estońskiego folkloru jest motyw jesiennego spotkania z duszami zmarłych. Akcja filmu rozpoczyna się z początkiem listopada, a więc w Święto Zmarłych. Wtedy to estońscy chłopi szykują dla gości z zaświatów poczęstunek i gościnę w saunach. Właśnie w  czasie tak zwanego  hingedeaeg, czyli czasu w którym można było spotkać zmarłych w przedstawionej tu wiosce będziemy mogli świadkować owym niezwykłym zdarzeniom.

november

Sceny te bez wątpienia przykują uwagę miłośników grozy. Czarno białe zdjęcia, a także ujęcia kręcone  z użyciem podczerwieni przydają tym odrealnionym zdarzeniom niesamowitości. Z resztą, powiem Wam szczerze, że cały ten fil ogląda się jak niezwykły pejzaż. Zdjęcia są wprost hipnotyzujące i z radością muszę Wam obwieścić, że ekipa z polski miała w tym swój udział.

Sama fabuła jest dość prosta, jeśli ograbiłby ją z wszechobecnych tu metafor i otoczki baśniowości.

Jeśli lubicie tego typu klimat polecam Wam gorąco. Takich filmów nie spotyka się często.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:10

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

to coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 23 września 2018

Ruin me (2017)

ruin me

Alex, jej chłopak i kilkoro innych śmiałków bierze udział w terenowej grze Slasher Sleepout będącej czymś w rodzaju połączenia escape roomu i domu strachu. Dziewczyna niedawno wyrwała się ze szponów narkotykowego nałogu w czym bardzo pomógł jej właśnie Nathan. Niestety udział w grze w nieprzewidziany sposób niszczy to co bohaterce udało się zbudować.

"Ruin me" to jeden z tych straszaków, które wzięły się znikąd i prawdopodobnie umknie większości widzów. Jego scenariusz stara się czerpać z popularnych ostatnimi czasy motywów gier i rozrywek stających się wstępem do autentycznie rozgrywającego się horroru ("Escape room", "House of october bulit", "Truth or dare", "Would you rather").

Jego bohaterką jest całkiem sympatyczna Alex, która próbuje zbudować swoją nową grzeczną tożsamość. Unika wszystkiego co mogłoby na powrót sprowadzić ją na manowce. Wspiera ją w tym narzeczony Nathan, którego nie tyle kocha co darzy wdzięcznością, podobną tej żywionej przez psa, którego ktoś przygarnął z ulicy.

ruin me

Alex bierze udział w grze w zastępstwie kolegi swojego chłopaka. Gdy para dociera na miejsce i udzielone zostają im dość lakoniczne wyjaśnienia odnośnie ich dalszych działań, Alex Natahan i ich konkurenci w rozgrywce ruszają do lasu, gdzie uzbrojeni w przydatne fanty muszą odnaleźć wskazówki, które doprowadzą ich do rozwiązania zagadki i zgarnięcia nagrody. Tu oczywiście następuje mały przestój na zapoznanie się z barwnymi i stosownie schematycznymi postaciami, by wkrótce po tym oznajmić widzowi, że oho, oto zagrożenie, które ani trochę nie jest udawane.

ruin me

Film ma sporo z gatunkowego slashera, ale też nie można pominąć motywów wskazujących na thriller. To one w zasadzie decydują o jakości produktu końcowego. Gdyby nie małe zamieszanie, wprowadzenie stosownej dawki paranoi obraz nie odstawałby od poziomu mielizny ani o milimetr.

Szczęśliwie twórcy zadbali by przykuć uwagę widza drobnymi niepokojami, które są udziałem naszej bohaterki. Konkretów Wam oczywiście nie zdradzę.

Reasumując film całkiem przyzwoity, choć wysokich lotów raczej nie osiąga.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 20 września 2018

Bone Daddy/ Sprawa Palmera (1998)

bone daddy

William Palmer doświadczony patolog sądowy swoją specjalistyczną wiedzę i najróżniejsze doświadczenia zawodowe sprawnie wykorzystuje w pisarskiej karierze. Z wielkim powodzeniem stworzył postać seryjnego mordercy inspirując się autentycznym przypadkiem nigdy nie schwytanego mordercy. Tuż po premierze nowej książki "Bone Daddy", mężczyzna staje się ofiarą prześladowania przez człowieka, który jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, jest pierwowzorem jego pisarskiego tworu.

Mówi się, że film Mario Azzopardiego powstał na fali popularności "Milczenia owiec", czyli nie inaczej, jest kolejnym thrillerem- klasyfikowanym jednak jako horror - gdzie ogromną rolę odkrywają wątki detektywistyczne.

Opowiadana tu historia jest ciekawa i z pewnością zainteresuje większość widzów, którzy do niej przysiądą.

bone daddy

Sporym problemem jest jednak wykonanie. Reżyser wprawiony w produkcjach dla TV nie był w stanie wskoczyć na wyższy level i sporo elementów zgrzyta. Najbardziej zgrzytało mi aktorstwo. O ile Rutger Hauer jest całkiem okej to reszta, ekipy...hym... spuściłabym na to zasłonę milczenia. Nie powalają też dialogi i to one są najsłabszym punktem scenariusza.

To co z kwestii technicznych zasługuje na pochwałę, to wszelkie elementy stricte horrorowe. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć na ekranie nogę pozbawioną kości - piorunujący widok. Podobnych wizualnych smaczków jest więcej więc sądzę, że apetyty fanów horroru zostaną zaspokojone.

bone daddy

Dla tych zwracających większą uwagę na aspekt fabularny mamy tu nieźle ułożoną intrygę. Jej przedmiotem jest oczywiście poznanie tożsamości mordercy, który zagniewany na powieściopisarza postanawia uczynić z niego pionka w grze.

Palmer bezskutecznie próbuje ochronić bliskich będących celem dla jego wroga. Z drugiej jednak strony zmuszony jest bacznie przypatrywać się osobom ze swojego najbliższego otoczenia, bo wiele wskazuje na to, że właśnie w ich szeregach czai się sprawca.

Reasumując, kino całkiem dobre, acz nie rewelacyjne. Do obejrzenia jak najbardziej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:6

58/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 13 września 2018

Recenzja przedpremierowa

Skazany na zło - Adrian Bednarek

skazany na zło

Wiktor Hauke, jest przeciętnym facetem dobiegającym trzydziestki. Ma nie najgorzej prosperującą firmę, wierną żonę i zdolność kredytową. Ma też problem z alkoholem. Uciekając przed jedną słabością wpada w inną. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego jak kolosalne konsekwencje może przynieść jeden błąd. Nie wie, że istnieją ludzie, gotowi uczynić z niego aktora w swoim autorskim przedstawieniu.

Kuba Sobański, postać seryjnego mordercy stworzona przez płodną wyobraźnie Adrian Bednarka szturmem zdobyła serca czytelników. Część z nich właśnie pogrążyła się w żałobie w po zakończeniu serii poświęconej Kubie podczas, gdy autor przygotował dla nich godnego, myślę, następce.

Od razu Was uprzedzę, że "Skazany na zło" nie jest próbą odcięcia kuponu od popularności "Diabłów". Opowiedziana tu historia jest zupełnie inna zarówno na poziomie narracji, formy, treści. Głównym bohaterem nie jest piękny, skrzywdzony i szalony. Raczej durny, naiwny i pod wieloma względami słaby mężczyzna.

Zaskoczyła mnie przeciętność Wiktora i to co Adrian z tej przeciętności wyciągnął w miarę rozwoju fabuły. Ewolucja tej postaci jest tym bardziej imponująca, że jako czytelnik mogłam sobie zdać sprawę z tego jak łatwo wpaść w sytuację rodem z tragedii antycznej.

Narracja tej opowieści nie pozwala na zbyt dokładne przyjrzenie postaci antagonisty,ale wystarczy by w głowie zapaliła się czerwona lampka. Pojawiają się fragmenty historii widziane jego oczami, jednak to zbyt mało w porównaniu z historią widzianą stricte z puntu widzenia antybohatera. Skupiamy się więc na ofierze. Ofierze czego? Sytuacji? Złych wyborów? Ofierze chorego i bezwzględnego przeciwnika?

Wiem, że Adrian lubi swoje czarne charaktery, jednak dla mnie tym razem bardziej interesujący wydał się Wiktor. Człowiek, który topił frustracje w wódce i dopiero spotkanie oko w oko z innym drapieżnikiem przypomniało mu o jego prawdziwej naturze.

"Walka jest ojcem wszelkiego stworzenia" i właśnie taką walkę będziemy tu obserwować. Historia mocno chwyta za gardło i nie odpuszcza. Kiedy wydaje nam się, że gorzej być już nie może sytuacja gmatwa się jeszcze bardziej, a rykoszet powala tych, którzy najmniej na to zasługują.

Wniosek z tego jest prosty, każdy może być złym człowiekiem, wystarczy go odpowiednio pokierować.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

novae

niedziela, 09 września 2018

Summer of 84 (2018)

summer of 84

Jest lato 1984 roku.Piętnastoletni Davey mieszka na przedmieściach niewielkiego miasta w stanie Oregon. Od zawsze, a raczej odkąd tematem zaraziła go atrakcyjna babysitterka, interesowało go wszystko co tajemnicze. Kiedy więc nagłośniona zostaje sprawa zaginięć kilkorga chłopców z okolicy Davey postanawia wytropić sprawce potencjalnych zabójstw. Jego uwagę szybko przykuwa mieszkający po sąsiedzku policjant. Nastolatek wraz z kolegami i starszą koleżanką przystępują do obserwacji podejrzanego i zbierania dowodów jego winy.

Tak jak po seansie z "Disturbią" bez trudu doszukałam się w niej nawiązań do Hitchcockowskiego "Okna na podwórze", tak właśnie w przypadku "Summer of '84" do głowy uporczywie stukały mi skojarzenia z historią Kale'a i jego aresztu domowego w czasie, którego śledził sąsiada.

Film czerpie także z bardzo modnego ostatnio motywu lat '80. Podobnie jak w bardzo popularnym serialu "Stranger Things" w filmie "Summer of '84" akcja toczy się w Ameryce lat '80, a jej bohaterami jest banda pociesznych dzieciaków. Na jej czele staje Davey, narrator opowieści, który już na jej wstępie zapowiada, że obnaży przed widzem ciemną stronę rzeczywistości ludzi mieszkających na słonecznych przedmieściach.

summer of 84

summer of 84

Lubię ten klimat. Kojarzy mi się z prozą Kinga, czy klasycznymi już thrillerami jak "Stepfather" i jemu podobnymi. Teen thrillery też mają swój niezaprzeczalny urok dlatego od czasu do czasu jestem w stanie przymknąć oko na prezentowany w nich niedostatek grozy i cieszyć się ich czysto rozrywkowymi atutami.

Tak też było w przypadku "Summer of '84". Nie będę Was oszukiwać, że padniecie zdjęci grozą przedstawionej tu sytuacji. Sposób w jaki opowiadana jest historia śledztwa w sprawie seryjnego mordercy chłopców owszem nie jest pozbawiona napięcia, czy fragmentów które z założenia miałby przestraszyć, jednak jej lekki ton nie pozwala by podchodzić do sprawy śmiertelnie poważnie. Mamy tu sporo humoru zaczynającego się już od charakterystyk głównych bohaterów, sporo sytuacji rozładowujących napięcie, zaś sam klimat lat '80 mogący z automatu kojarzyć się z krwawymi slasherami, to też guma balonowa i świerszczyki.

Film jak najbardziej okej, jednak fani mocnej grozy muszą podejść do sprawy z dystansem by można było mówić o satysfakcji z seansu.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

61/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 02 września 2018

Amour Fou - Wojciech Czernek

amour fou

Czarek był nastolatkiem, gdy uświadomił sobie istnienie życia po śmierci.

Nie, nie umarł i nie doświadczył tego na własnej skórze. Choć byłoby to pewnie świadectwo nie do podważenia. Po raz kolejny stracił kogoś kto był mu bardzo bliski. Nie pogodził się ze stratą, a tym bardziej z jej okolicznościami.

Jak pisał mój literacki Bóg, V. Nabokov: to co zdarza się latem czternastoletniemu chłopcu może zaważyć na całym jego życiu. W przypadku bohatera "Amour Fou", zdarzenie miało miejsce zimą i miał już lat piętnaście. Ale niewiele to zmienia.

Samotny chłopiec, ofiara psychicznej przemocy ze własnym domu, zapatrzył się wówczas na ślady na śniegu pozostawione przez dwunastoletnią siostrę najlepszego przyjaciela, posiadaczkę jasnych włosów i piwnych oczu. Zakochany bez pamięci czekał trzy długie lata nim Asia odwzajemniła jego uczucia. Kiedy wszystko zaczęło zmierzać ku lepszemu zdarzyła się tragedia.

I Asi już nie było.

"Amour Fou" to literacki debiut. Biorąc pod uwagę opisane w książce realia przypadające na okres moich lat szczenięcych przypuszczam, że autor jest moim równolatkiem. Dlatego też owe realia bardzo mile mi się skojarzyły. Era z przed facebooka, kiedy smsy pisało się bez spacji by zmieścić wiadomość 160 znakach:)

Powieść właściwie od razu przypadła mi do gustu, mimo że mocno skłaniała się z stronę obyczajówki z wątkami romantycznymi. Autor przestrzegł mnie jednak bym nie sugerowała się hasłem na okładce, które moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie szufladkuje książkę w błędnej kategorii.

Tak uspokojona pilnie wypatrywałam znaków wskazujących na zgoła inny gatunek literacki. I nie rozczarowałam się.

Mimo, że autorowi bardzo dobrze udało się zbudowanie całej warstwy dramatycznej, pełnej mocnych, wiarygodnych wątków psychologicznych równie dobrze poradził sobie z wejściem w sferę ghost story. Owszem, nie napisał w  tej materii nic odkrywczego, ale zapał i duża dawka emocjonalności z jaką przekazał swoją historię całkowicie mnie kupiła.

Szalenie polubiłam jej bohatera, a antybohaterów solidnie sklęłam. Efekt zaskoczenia jaki przygotował nie sprawdził się w moim przypadku, bo czerwona lampka zapaliła mi się stosownie szybko. Nic to jednak.

Takiego debiutu mogę szczerze pogratulować, bo i w kwestiach czysto technicznych nie ma się do czego przyczepić. Powieść jest bardzo świeża, naturalna, a wrażliwości z jaką Wojtek Czernek opisał wszelkie niuanse emocjonalne mogę tylko pozazdrościć.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res

novae 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Hereditary/ Dziedzictwo. Hereditary (2018)

dziedzictwo

Annie właśnie pochowała swoją matkę. Nie łączyły ją z nią ciepłe uczucia co nie znaczy, że sędziwa kobieta nie wywarła silnego wpływu na jej życie. Podobny stosunek do zmarłej miał nastoletni syn Annie Peter, a także jej mąż Steve. Jednak trzynastoletnia Charlie, najbardziej osobliwa istota w rodzinie, była bardzo związana z babcią.

Śmierć seniorki okazuje się jednak tylko wstępem do prawdziwej rodzinnej tragedii, której następstwa przerodzą się w horror pełen zjawisk nie do opisania.

dziedzictwo

Zacznę może od tego, i będzie to chyba najlepsza rekomendacja, że żałuje iż nie pognałam na ten film do kina, bo zobaczenie TEGO na dużym ekranie byłoby doprawdy mocnym przeżyciem.

Ku mojemu zaskoczeniu, jak ogromnemu wiem tylko ja sama, "Dziedzictwo" na ten moment jest bardzo mocnym kandydatem na najlepszy tegoroczny straszak.

W tej opinii zresztą nie jest odosobniona, bo zarówno krytycy jak i znaczna część szarych widzów rozpływa się nad walorami filmowego debiutu Ari'ego Aster'a.

Facet, który do tej pory parał się kręceniem krótkometrażówek bez wątpienia opanował zdolność skonsolidowania jak największej ilości grozy na krótkim metrze taśmy. Jednak to nie krótkie ujęcia, niebywale mocne nawet dla starego zjadacza horrorów, są największą zaletą tej produkcji. W zasadzie będę tu chyba mówić o samych zaletach:)

dziedzictwo

Mimo ogromnego zmęczenia jak towarzyszyło mi tego wieczoru, gdy zasiadłam do seansu z "Dziedzictwem" film bardzo szybko zdołał mnie zaangażować. Zrobił to bez większego wysiłku, bo odniosłam wrażenie, że jest to historia, która miała być właśnie taka.

Pomysłodawca, scenarzysta i reżyser w jednej osobie z niebagatelna pewnością siebie zrobił film, który owszem wykorzystuje zgrane tematy, ale robi to z takim impetem, że nawet nie zdołałam ponarzekać "ale to już był".

Spodziewałam się kolejnego filmu w stylu Wana, opowieści o duchach zwieńczonej egzorcyzmami. Zamiast tego dostałam opowieść o rodzinnej tragedii- jakiej skali zobaczycie sami. Ta jedna scena Was zabije, bez dwóch zdań. Później będzie już tylko lepiej.

dziedzictwo

Do prawdy miło ogląda się film, który nie stara się dorównać jakimś wydumanym standardom, który nie pokazuje tego co zdaniem loży filmowców chcielibyśmy zobaczyć. Mam wrażenie, że twórca zrobił taki horror jaki sam z chęcią by obejrzał. 

Grozy tu nie zabraknie, o to możecie być spokojni. Nie tylko za sprawą serii naprawdę mocnych scen, ale też dzięki bezbłędnie zbudowanemu klimatowi.

Fabuła nie zawiedzie, bo mimo, że poniekąd korzysta z tego co dobrze znamy i chyba lubimy, to wymyka się schematycznemu podejściu.

dziedzictwo

Aktorsko króluje Toni Collette, 'mama' słynnego Cole'a "Widzę martwych ludzi". Cały jej potencjał jakby odżył na ekranie. Babka tak daje czadu, że wszystkie psychiczne, opętane i nieszczęśliwe bohaterki mogłyby się od niej uczyć . Debiutująca na ekranie Milley Shapiro w roli Charlie nie ustępuje najlepszym dziecięcym kreacjom jakie możemy znać z kina grozy. Młoda jest przerażająca. Trochę gorzej prezentuje się męska część obsady. O ile Gabriel Byrne w roli ojca rodziny nie miał zbyt ogromnego pola manewru, to ważna postać nastoletniego Petera znacznie obniża poziom. Czyli jednak znalazłam jakiś słaby punkt. Nie jest to jednak wada, która kładzie film, bo jego ogólna kondycja jest i tak bardzo wysoka.

Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji obejrzeć "Dziedzictwa" gorąco zachęcam. No, wreszcie obejrzałam dobry horror.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Zabawa:9

Oryginalność:7

to coś:9

80/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 26 sierpnia 2018

Bad Samaritan/ Zły Samarytanin (2018)

bad samaritan

Aspirujący fotograf Sean i jego przyjaciel Derek pracują jako parkingowi w jednej z luksusowych restauracji. Swoją pracę wykorzystują dla dodatkowej fuchy, mianowicie okradania domów bogatych klientów zajętych na ten czas posiłkiem.

W czasie jednej z wieczornych zmian trafiają na wyjątkowo gburowatego bogacza. Sean postanawia w specjalny sposób nagrodzić jego chamstwo i obrobić mu chatę. Na miejscu zdarza się coś nieoczekiwanego. Okazuje się, że Cale Erendreich jest nie tylko bogatym bucem, ale i zwyrodnialcem, który więzi w domu przerażoną kobietę.

bad samaritan

"Zły Samarytanin" to amerykański thriller z drobnymi elementami horroru, nakręcony przez Deana Devlina, który swoje triumfy święcił w latach '90. Thriller raczej nigdy nie był jego gatunkiem, ale efekt tego eksperymentu nie jest wcale zły.

Nie ma też rewelacji, jeśli mam być szczera. Motyw włamania skojarzył mi się z niedawnym "Nie oddychaj", zaś sama postać psychopatycznego antybohatera niewiele różni się od typów, których spotykaliśmy w kinie grozy niejednokrotnie. Nawet gdy u schyłku historii zostanie nam ukazany jego profil psychologiczny, uzasadnienie zbrodni, to nie wydaje mi się by komuś z wrażenia spadły kapcie.


bad samaritan

Fabuła filmu to obraz rozgrywki między Seanem, który po ucieczce z domu, do którego niefortunnie się włamał, próbuje ratować więziona w nim kobietę. Oczywiście nikt nie wierzy jego słowom, za to młody poważnie nadepnął na odcisk Panu Zwyrolowi.

bad samaritan

Potyczka jest nierówna. Antybohater jest inteligentny i majętny, młody ma tylko dobre chęci i spryt złodziejaszka.

To czy podoba Wam się ta opowieść zależy od Waszych oczekiwań, ale radzę by nie były szczególnie wygórowane.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

To coś:6

58/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 24 sierpnia 2018

Revenge/ Zemsta (2017)

revenge

Żonaty kochanek Jen, Richard zabiera ją na upojny wypadzik do swojej willi położonej pośrodku pustkowia. Niestety jego kumple, z którymi zaplanował polowania zaraz po tym jak odstawi swoją lalę, zjawiają się przed czasem. Wspólna impreza zaprawiana alkoholem i narkotykami mocno pobudza wyobraźnie średnio atrakcyjnych kompanów Richarda. Szczególnie Stan wyjątkowo napala się na blondwłose cudo. Korzystając z krótkiej nieobecności Richarda następnego dnia, próbuje dobrać się dziewczynie do majtek. Gdy ta odrzuca jego awanse, rozjuszony Stan gwałci ją na oczach niezamierzającego interweniować Dimitra.

Powrót kochanka nie przynosi Jen spodziewanego ratunku. Richard z obawy o konsekwencje wyskoku kolegi postanawia pozbyć się problemu w postaci zgwałconej dziewczyny. Ta jednak nie poddaje się nawet gdy jej los wydawał się już przesądzony.

revenge

Jak już zapewne zorientowaliście się dzięki dużo mówiącemu tytułowi filmu, jest to obraz nurtu Rape&Revenge. Czyli kolejny po serii "Pluję na twój grób" obraz ukazujący walkę skrzywdzonej kobiety ze zwyrodniałymi mężczyznami.

Wielu widzów zaznajomionych ze wspomnianą serią zarzucało jej brak realizmu i logiki. Oczywiście sama nie byłam ślepa na te uchybienia, jednak nie miały one nigdy znaczącego wpływu na mój odbiór tych historii, bo zasadniczo ich przeznaczenie było inne niż dokumentowanie rzeczywistości;) Te filmy mają w sobie coś  feministycznego. Pokazują, że kobieta, którą obsadza się z zasady w roli ofiary potrafi tę sytuację odwrócić i ...zemścić się, zamiast przez lata leczyć traumę u seksuologa.

Jeśli chodzi o "Revenge" francuskiej reżyserski dodatkowo dochodzą do tego elementy rodem z kina akcji i to takiego gdzie wybuchy zawsze są głośne, rany krwawią podwójnie, za zabicie kogoś wcale nie jest prostym zadaniem.

revenge

W "Revenge" wszystko dzieje się bardzo szybko więc jest to w dużym stopniu atrakcyjne dla niecierpliwego widza. Nieustanny pościg, sprzyja montowani szybkich ujęć, a charakter historii sprawia, że napięcie jest mocno wyczuwalne.

Co do logiki zdarzeń, do której wrócę raz jeszcze, wszystko od momentu, gdy Richard i spółka zapędzają Jen na urwisko jest coraz większą fantastyką. Powiem Wam to wprost: laska powinna nie żyć. A jednak.

Można powiedzieć, że narodziła się na nowo. Głupia lala kręcąca tyłkiem przed każdym męskim rozporkiem, przekonana o swojej wyjątkowości zapewnionej przez walory fizyczne, skonała na pustyni. Ta nowa wersja Jen to fighterka, która doznawszy niebagatelnych obrażeń ma siłę by zmierzyć się z trzema uzbrojonymi i bezwzględnymi drapieżnikami. Dziewczyna robi show, Drodzy Państwo.

revenge

Męska część publiczności będzie bardzo zadowolona, bo kamera niezwykle często kieruje swoje szklane oko na wypukłości sylwetki bardzo apetycznej aktorki. Rządni krwi pasjonaci mocniejszych efektów wizualnych też narzekać nie powinni. Odstrzelone ucho, szkło w stopie, wydłubane oczy, rozjebany łeb. Wszystkiego urodzaj. Fajnie się to ogląda, a historia mimo niezliczonej ilości logicznych nadużyć trzyma się swojego toru i nie powiem by mnie nudziła choć przez chwilę.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Zabawa:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 4/10

piątek, 10 sierpnia 2018

Thoroughbreds/ Panny z dobrych domów (2018)

panny z dobrych domów

Na prośbę matki Amandy Lily ma pomóc jej córce w przygotowaniu do egzaminu SAT. Obie dziewczyny pochodzą z zamożnych rodzin w Connecticut. Lilly słynie ze swoich nienagannych manier jako wzorowa córka, natomiast Amanda ma duże problemy z przystosowaniem się do społecznych norm. Być może dlatego, że jak sama mówi nie posiada żadnych uczuć i nie jest zdolna do odczuwania emocji. Nie znaczy to jednak, że nie potrafi zauważyć, że ktoś w jej otoczeniu boryka się z problemem. Amanda dostrzega, że Lily ma poważny kłopot ze swoim ojczymem. Wspólnie postanawiają się go pozbyć.

panny z dobrych domów

"Panny z dobrych domów" to reżyserski debiut na podstawie własnego scenariusza Coreya Finley'a.

Młody reżyser zaangażował do projektu pierwszą ligę młodych, obiecujących, w osobach Olivii Cook i Any Taylor Joy. O ile za tą pierwszą nie przepadam - ma bardzo przyjemną aparycję, ale aktorsko - drewno, o tyle na Taylor Joy nie mogę się napatrzeć od czasu "Czarownicy". Szczęśliwie dla Cook przypadła jej rola młodej socjopatki, która musi odgrywać uczucia, bo niestety sama w sobie ich nie posiada - jej aktorstwo pasowało tu jak ulał:)

Nie bez powodu tak przyczepiłam się do aktorstwa, bo w przypadku tego akurat filmu, którego fabuła ogranicza się do rozgrywki między dwoma bohaterkami, kiepskie kreacje położyłby na łopatki cały projekt.

panny z dobrych domów

Jest to obraz z rodzaju tych, których część widzów ogłosi nudnym, bo i niewiele się tu dzieje. W mojej ocenie to jedynie pozory, bo bitwa toczy się gdzieś między słowami i bladymi uśmiechami.

Wątek: nie lubię taty, zabijmy go, może i banalny wypada tu naprawdę mocno i nie dlatego, że wyjdą tu jakieś niewiarygodne twisty czy inne zagrywki typowe dla thrillera.

Napięcie wywołane śledzeniem rozgrywających się wydarzeń idzie liniowo. Nie odnotujemy tu większych skoków, to bardzo stonowana historia.

Prawdziwą pożywką dla widza jest tu obraz przedziwnej relacji między młodymi dziewczętami. Właściwie wszystko się od niej zaczyna, na niej opiera i na niej kończy.

Film jak najbardziej wart uwagi, ale może nie dla każdego.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 07 sierpnia 2018

Hagazussa (2017)

hagazussa

Akcja filmu toczy się w XV wieku w małej wiosce w Austriackich Alpach. Gdzieś na jej obrzeżach, wysoko w górach, głęboko w lesie, żyje mała Alburn ze swoją matką. W końcu kobieta zapada na dziwną chorobę i umiera. Alburn zostaje sama.

Nie wiemy jak wyglądało jej dzieciństwo bez matki. Ponownie widzimy ją jako dorosłą kobietę z maleńkim dzieckiem wiodącą ten sam żywot co jej zmarła matka. Pewnego dnia Alburn przynosi do swojej chaty czaszkę, czaszkę swojej matki. Od tej chwili zaczynają ją nachodzić niepokojące myśli i wizje. Alburn zaczyna wierzyć w to co mówią o niej okoliczni wieśniacy, jest wiedźmą.

hagazussa

"Hagazussa", czyli "Klątwa czarownicy", czy też "Pogańska klątwa" to koprodukcja Austrii i Niemiec reklamowana jako europejska odpowiedź na święcącą sukcesy "Czarownicę: Bajkę ludową z Nowej Anglii".

Jeśli spojrzeć na fabułę obydwu filmów, przyjrzeć się sposobom prowadzenia filmowej narracji, umiłowaniu do symboli, metafor i oparcie całego pomysłu na ludowych wierzeniach związanych z czarownicami to porównanie wcale nie jest głupie, ani naciągane.

Wątpliwe jednak jest by to Europejczycy papugowali Amerykanów, a nie na odwrót. Już nie chodzi mi nawet o Hollywoodzką mentalność, która każe fabryce snów wpompowywać bajońskie sumy w ulepszanie cudzych pomysłów. O ile wiem, to prace nad "Hagazussa" rozpoczęły się przed produkcją "The Witch". Bardziej więc prawdopodobne wydaje mi się, że do twórców tego drugiego dotarły słuchy o tym, że jakiś Austriak bez grosza przy duszy podłapał fajny temat i coś tam sobie próbuje klecić.

hagazussa

Najpewniej jednak obydwa filmy powstały zupełnie niezależnie i być może tylko obecnie panująca wśród filmowców moda na zainteresowanie gusłami, która mnie zresztą cieszy, sprawiła, że oto powstały dwa tak podobne i dobre filmy.

Ciężko mi jest opowiedzieć się po którejś ze stron. Powiedzieć, wolę ten, czy ten. Oba szalenie mi się podobały. Myślę, też że większość fanów "Czarownicy" równie dobrze odbierze "Hagazussa". Co prawda ten drugi, jest jeszcze mniej mainstreamowy, jeszcze bardziej posępny w wymowie, jeszcze trudniejszy w jednoznacznej interpretacji. O ile w "Czarownicy" było mało kwestii mówiony, o tyle w "Hagazussie" nie ma ich prawie wcale. Tę historię opowiadają obrazy, ale jakie obrazy! Jak opowiadają!

hagazussa

Tych, których udało mi się kiedyś przekonać do seansu z "Sennenthutschi", którego akcja również rozgrywała się w pięknych alpejskich okolicznościach przyrody i który również poruszał wątek wierzeń w czarownice, chyba już nie muszę szczególnie nakłaniać do zapoznania się z "Hagazussą" ;)

Filmowe zdjęcia powalają. Są mroczne, posępne, nastrojowe i piękne. Budują klimat filmu, budują całą historię, w której jak wspomniałam pada niewiele słów.

Fabuła skupia się na postaci naszej bohaterki, Alburn, która poznajemy jako małą dziewczynkę czule opiekującą się chorą mamą.Obie żyją w izolacji, skazane na nią przez lokalną społeczność, dla których samotna matka stanowi idealna kandydatkę na czarownicę.

hagazussa

Podobne piętno spada na Alburn kiedy dorasta. Kobieta bez wątpienia jest dziwna, szczególnie osobliwie prezentuje się jej zażyłość z wiejskim inwentarzem. Tu czytelne wydaje się nawiązanie do konszachtów czarownic z diabłem przychodzącym pod postacią kozła.

Jeśli chodzi o sceny nastawione na budowanie nastroju grozy, to jest ich tu cała masa, ale nie z rodzaju tych 'skocznych', chodzi raczej o powolne przejazdy kamerą po twarzach i miejscach, które same w sobie budzą niepokój. Oczywiście największą uwagę przykuwa rozgrywka finałowa, która jednak nie przyniesie odpowiedzi, na które mogliście liczyć, czy Alburn jest czarownicą czy odwaliło jej z samotności?

Film oczywiście polecam.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

74/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 03 sierpnia 2018

Le manoir/ Rezydencja (2017)

rezydencja

Grupa młodych ludzi postanawia spędzić sylwestra w okazałej, starej rezydencji. Mroczna historia domostwa nabiera nowego wymiaru, gdy seria fatalnych wypadków zbiera śmiertelne żniwo.

"Rezydencja" to kolejny horror od Netflixa. Niestety kolejny nieudany. Zmontowany przez debiutantów do tej pory sprawdzających swoje siły w krótkich metrażach.

Na swój pełnometrażowy horror nie mieli zbytnio ani pomysłu, ani warunków technicznych. O ile te drugie dałoby się przeżyć, gdyby fabuła choć trochę angażowała o tyle kompletna mielizna na polu wątku przewodniego pogrzebała wszelką nadzieję.

rezydencja

Film można odbierać dwojako: jako horror, lub jako komedię. Niestety walory horrorowe oparte na starych kliszach niskiej jakości slashera nie zdają egzaminu. Żarty są za to czerstwe i wymuszone. Ostatnim gwoździem do trumny jest aktorstwo a raczej jego brak. Film cienki jak dupa Pytona Znad Wisły.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:3

39/100

W skali brutalności:2/10

środa, 01 sierpnia 2018

Bad girl/ Buntowniczka (2016)

buntowniczka

Nastoletnia Amy wbrew swojej woli musi przeprowadzić się z dala od swoich przyjaciół i dziewczyny. Zamieszkuje z rodzicami w podmiejskiej okolicy, gdzie jedyną rozrywką są dla niej kłótnie z opiekunami.

Wkrótce poznaje córkę sąsiadów, Chloe która wydaje się być jej całkowitym przeciwieństwem. Zgubny wpływ tej znajomości zaskoczy otoczenie.

"Buntowniczka" to teen thriller, w którym będziecie mieli okazję podziwiać urodziwą Samarę Weaving, znaną Wam pewnie z horroru "Opiekunka".

Wciela się tu w postać Chloe. Główną bohaterką jest jednak Amy. Dziewczę otwarcie zbuntowane, mające wiele problemów. Jednym z nich jest konflikt z adopcyjnymi rodzicami. Dziewczyna nie zna swojego pochodzenia, a spotkanie z Chloe w pewnym stopniu uświadamia jej jak mocno ciąży jej ten fakt.

buntowniczka

Może Wam się wydawać w toku śledzenia fabuły filmu, że obraz niczym Was nie zaskoczy, ale jest szansa, że będzie inaczej. Wszystko zależy od Waszej wprawy w demaskowaniu filmowych intryg.

Nie powinniście się nudzić w czasie seansu, ale też oczekiwanie czegoś ekstra może przysporzyć rozczarowania.

Film jest całkiem dobry, ale nie rewelacyjny. Mieści się gdzieś w bezpiecznym średniaku.

Z większych plusów wymienić mogę aktorstwo młodych odtwórczyń ról głównych. Większych zgrzytów nie odnotowałam. A więc oglądać można śmiało.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:5

57/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 28 lipca 2018

My Friend Dahmer/ Mój przyjaciel Dahmer (2017)

dahmer

Ameryka, Ohio, lata '70 XX wieku. Dorastający Jeffrey Dahmer boryka się problemami zwykłego nastolatka. Odkrywa w sobie pierwsze ciągoty natury seksualnej. Ma swoje samotnicze hobby. Nie jest atrakcyjny towarzysko dla rówieśników, chyba, że robi z siebie debila, a rodzice ciągle się kłócą i go czepiają. Wszystko okej. Tylko, że jego preferencje seksualne idą w kierunku homoseksualnym, z czym chłopak niezbyt dobrze sobie radzi, a jego małe hobby to studiowanie rozkładu zwłok zwierząt.

W 2002 roku, czyli w osiem lat po egzekucji seryjnego mordercy Jeffrey'a Dahmera jego szkolny kolega, wydał komiks o o młodości zabójcy. W 2012 rysowana opowieść ukazała się w Polsce, a w 2017 roku wyszedł film na jej podstawie.

Derf, w filmie funkcjonujący jako Alex Wolff opowiada historię swojego szkolnego kolegi, sławnego nie ze względu na zasługi lecz na zbrodnie jakich dokonał.

dahmer

Jak wiedzą wszyscy zainteresowani, Jeffrey Dahmer zamordował siedemnastu młodych mężczyzn. Zaczął tuż po ukończeniu szkoły. Od tamtej pory, aż do momentu schwytania pławił się w wynaturzeniu. Dahmer, jak dowiecie się z lektury filmu był homoseksualistą. Dlatego w przeciwieństwie do większości seryjnych zabójców upodobał sobie płeć brzydszą. Swoje ofiary mordował, gwałcił, a nawet zjadał. Fascynował go rozkład.

W filmie poznajemy czasy, gdy szaleństwo dopiero kiełkowało w jego umyśle. widzimy jak popatruje na biegacza, bodaj swój pierwszy obiekt seksualny, widzimy jego małe prosektorium, stworzone w szopie nieopodal domu rodzinnego, do którego Dahmer z upodobaniem znosił zdechłe zwierzęta by poddawać je swoim eksperymentom.

dahmer

Poznajemy jego rodziców. Ojca chemika, który chcąc nie chcą dostarczył mu nico inspiracji do laboratoryjnych zabaw i matkę, typową amerykańską mamuśkę, całkowicie oddanej konsumpcyjnemu stylowi życia.

Wreszcie poznajemy jego kolegów w tym Alexa, którzy pewnego dnia zwracają uwagę na dziwaka Dahmera. Chłopak imponuje im całkowitym brakiem skrepowania z jakim potrafił urządzać swoje obłędne występy, ograniczające się głównie do udawanych ataków epilepsji.

dahmer

Chłopcy się zaprzyjaźniają. Mimo, że dostrzegają dziwność kolegi, żaden z nich nie zdaje sobie spray z powagi sytuacji. Nie wiedzą, że najdalej za rok zabawny Jeffrey zabije po raz pierwszy.

Filmowa historia z pewnością zainteresuje wszystkich miłośników biografii seryjnych zabójców. Daje szansę na bliższe przyjrzenie się młodości bohatera i to z perspektywy osoby, która miała w niej swój udział.

Mogłabym potępić Derfa za żerowanie na nieprzyjemnym temacie i odcinanie kuponów od tragedii gdyby nie fakt, że historia ma w sobie coś z przyznania się do winy- Wszyscy widzieliśmy, że coś jest nie tak, ale nikt nic z tym nie zrobił.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

to coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

17:24, ilsa333
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 lipca 2018

Mary Shelley (2017)

mary shelley

Nastoletnia Mary, córka literata i myśliciela Williama Godwina na poetyckim wieczorze poznaje młodego poetę, Percy'ego Shelly'a. Mimo, że mężczyzna ma żonę i dziecko zakochana dziewczyna postanawia z nim uciec. Dołącza do nich także przyrodnia siostra Mary, Claire. Wkrótce niesiną namiętnością dziewczyna czeka zimny prysznic. Kolejne tragedie i rozczarowania popychają ją w mrok samotności, z której wkrótce wyłoni się najstraszniejszy bohater świata horroru: Potwór Frankensteina.

mary shelley

Zastanawiałam się czy w ogóle fatygować się z recenzją filmu "Mary Shelley", bo nie przystaje gatunkowo do kina grozy, ale z uwagi na jego tematykę postanowiłam jednak o nim napomknąć. Myślę, że dla fanów horroru, a tych tu myślę nie braknie, biografia Mary Shelley, a tym w zasadzie jest ten film, może stanowić interesujący temat.

mary shelley

Mary Shelley, w którą wciela się urodziwa Elle Fanning, daje się nam poznać jako młoda marzycielka z 'ogniem w sercu'. Marzy o tym by napisać coś równie wartego uwagi co polityczne rozprawy jej ojca, myśliciela, lub podążając szlakiem matki feministki wywołać obyczajowy skandal. Dzięki spotkaniu ze swoim przyszłym mężem udaje jej się i jedno i drugie.

Film nie skupia się zbytnio na samym procesie twórczym, w którym powstał słynny "Frankenstein".

Widzimy nieśmiałe starania literackie Mary, w których próbuje swoich sił jako autorka literatury grozy, nie znaczą one jednak zbyt wiele w kontekście powstania dzieła najważniejszego.

mary shelley

Dowiadujemy się natomiast sporo na temat doświadczeń jakie były udziałem młodej pisarki i które w efekcie stały się inspiracją do napisania historii samotnego potwora.

Scenariusz wykłada sprawę dość łopatologicznie nazywając rzeczy po imieniu: Mary podobnie jak jej potwór cierpi samotność porzucenia przez narcyza. Jest spragniona jego miłości, ale ten odtrąca ją. Doświadcza straty dziecka, biedy, chłodu. Ale przede wszystkim samotności. Każdy kto czytał "Frankensteina" wie, że to właśnie samotność przebija z tej książki jak żadne inne uczucie.

mary shelley

Ma trochę żal do twórców że nie pozwolili sobie na bardziej odważne rozwiązania, przedstawiają historię Mary, w bardzo ugrzecznionej w gruncie rzeczy wersji, nie poszaleli z metaforami, traktując wszytko dosłownie. Spodziewałam się czegoś, bardziej... no właśnie: BARDZIEJ.

mary shelley

Dla tych, którzy mają chęć zapoznać się z historią życia Mary Shelley, a nie koniecznie chcą zagłębiać się biografię, film jak najbardziej do obejrzenia, ale nie spodziewajcie się niczego nadzwyczajnego.

Moja ocena:6/10

17:36, ilsa333
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl