What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
środa, 02 września 2015

Shadow people (2012)

shadow people

Prezenter radiowy, Charlie Crowe, prowadząc nocną audycję odbiera dziwny telefon od nastoletniego słuchacza. Chłopak twierdzi, że prześladują go cienie, cienie mogące zabić go we śnie.

Próba samobójcza nastolatka kończy się w szpitalu, gdzie pozornie zupełnie zdrów umiera we śnie.

Charlie zaczyna się zastanawiać nad związkiem tego zgonu z legendami o demonach dręczących ludzi we śnie. Prywatne śledztwo sprawia iż do mediów przedostają się informacje o dziwnych śmierciach, napędzając spirale szaleństwa. Wydaje się, że każdy kto usłyszy o 'ludziach cieniach' i uwierzy w ich istnienie jest skazany na spotkanie z nimi we śnie.

Tytuł "Shadow people" już kilkakrotnie obił mi się o uszy, ale był problem z jego dostępnością. Polska dystrybucja, jak to często bywa, zawiodła i na możliwość zapoznania się z obrazem Matthew Arnolda trzeba było poczekać. Pytaniem jest, czy warto było czekać?

Thriller "Shadow people" nieco skojarzył mi się z horrorem "Pulse". Tematyka jest dość podoba, choć w przypadku 'ludzi cieni' do całego zamieszania wystarczyła pogłoska.

Cały film opiera się na wątku koszmaru sennego, jak wiadomo w różnych kulturach często interpretowanego jako napaść sennego demona. Mitologie całego świata wspominają o zjawisku nagłego zgonu we śni dorabiając do niego tezę o ataku siły nadprzyrodzonej. Mimo iż niektórym śmierć we śnie może wydawać się opcją nie najgorszą, to wielu przeraża ta perspektywa i zaczyna utożsamiać ją z siłami nieczystymi.

Sen jest tematem dla poetów i naukowców, ale co tak naprawdę roi się w głowie śpiącego często nie wie nawet on sam. Mamy więc dobry temat na horror, co już potwierdził świętej pamięci Wes Craven, w swoim szlagierze "Koszmar z ulicy wiązów". Takie skojarzenie wydaje się nieprzypadkowe, bo bohater "Shadow people" mieszkała zdaje się na ulicy Wiązów.

Tu koszmar nie ma twarzy, jest tylko cieniem. Cieniem powodującym paraliż i bezdech, rychło prowadzącym do zgonu śpiącego. Efekty jakich użył reżyser by ukazać złowrogą siłę atakującą bohaterów są wiec bardzo prostolinijne, ale ta prostota jest strzałem w dziesiątkę. Cień może przybrać dowolny kształt i tu jest przestrzeń dla wyobraźni widza.

Ta prostota odbija się też w ogólnym zamyśle filmu, ma jakiś dziwnie romantyczny rodowód i sprawia, że nie parskamy śmiechem na taki obraz zagrożenia.

shadow people

Inną sprawą jest sposób w jaki ów motyw poprowadzono dalej. Tu miałam jeden zasadniczy problem. Już w pierwszych minutach filmu dowiadujemy się, od ofiary cieni, że stanowią one zagrożenie wówczas gdy się o nich myśli. Nasz bohater, Charlie, bez wątpienia daje się wciągnąć tej historii. Zaczyna o tym myśleć, efekt jest taki jakiego należy się spodziewać.

Jego celem jest ostrzeżenie ludzi przed 'cieniami', ale w miarę rozwoju akcji widzi przecież, że efekt jest odwrotny. Im więcej gada o 'cieniach' na antenie swojej audycji tym więcej ludzi ginie. I wcale nie pomaga im fakt, że mogą swoje gorzkie żale związane z nocnymi przygodami wyjawić na antenie.

Co robi bohater? Szuka dowodów, żeby móc iść z tą historią do telewizji. Po co? Żeby uświadomić ludzi? Ale czemu to robi, skoro to właśnie nieświadomość istnienia 'cieni' może człowieka przed nimi uchronić? Urągałam na głupotę bohatera przez cały film.

shadow people

Nie jest to niestety sprawa marginalna, którą można by przełknąć, czy pominąć mimo, iż zasadniczo cała reszta filmu, w tym watek eksperymentu z lat '70 który pojawił się w filmie, czy cała mitologiczna warstwa jest bardzo okej.

Obraz zbiorowej histerii jaka towarzyszy pogłosce o 'cieniach' jest ciekawy od strony socjologicznej, bo czy nie jest tak, że ludzie łatwo dają się wkręcić we wszytko jeśli będziemy im o tym mówić stosownie głośno?

Jeśli chodzi o wykonanie od strony technicznej to narzekać nie ma na co. Prostota efektów jest tym co lubię, choć nie powiem, mocniejszych momentów mogłoby być odrobinę więcej.

Fabuła filmu usiana jest przerywnikami w postaci 'pseudo reportaży', czyli 'cudem zdobytych materiałów'. Chwyt podobny do tego zastosowanego w "Czwartym stopniu".

Nie udało mi się znaleźć nic co potwierdziło by autentyczność historii 'takiego a takiego' dziennikarza radiowego, faktem jest jednak, że paraliż senny istnieje a jego przyczyny nie są do końca jasne. Na tym właśnie zbudowano fabułę "Shadow people".

Doceniam ten pomysł, jest na swój sposób wiarygodny, może dzięki temu, że unika zbytnich udziwnień.

Film podobałby mi się nawet bardzo, gdyby nie wspomniany wcześniej głupotą napędzany wątek przewodni, czyli próby głównego bohatera oświecenia ludzkości.

Podobać się może, ale nie koniecznie. Niektórych pewno zniechęci stosunkowo monotonna fabuła, jej przewidywalność i potężna luka logiczna. Nadrabia jedna pomysłem i dobrym wykonaniem.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:0/10

wtorek, 01 września 2015

The Nymph/ Nimfa (2014)

nymph

Dwie turystki ze Stanów, Lucy i Kelly przyjeżdżają na wakacje do kolegi ze studiów, Serba, Alexa. W otoczeniu malowniczej przyrody Czarnogóry przyjdzie im się zmierzyć z legendarnym stworzeniem, syreną zamieszkującą wyspę Mamulę.

Mój pociąg do egzotyki sprawił iż pomimo banalności bijącej z opisu filmu postanowiłam się z nim zapoznać. W końcu nigdy nie oglądałam filmu z Czarnogóry, zaś twórczość Serbów kojarzy mi się jedynie z niesławnym "Srebskim filmem".

Po cichu liczyłam na klimatyczny straszak z rodzaju tych jakie gwarantowały mi szwajcarskie filmy grozy, jednak Bałkany to co innego i moje nadzieje zderzyły się z twardą rzeczywistością.

Teraz będzie krótki manifest. Recenzując ostatnimi czasy moje, niegdyś, ulubione kino grozy made in Asia zauważyłam niepokojącą prawidłowość:Im nowszy film tym bardziej robiony na modę Amerykańską. Amerykańskie imiona, amerykańskie schematy, amerykańskie spłycenia i amerykańskie efekty. Czemu na rany Chrystusa, wszyscy chcą być tacy amerykańcy? Może i Bollywood jest śmieszny w swoim tańczeniu, ale przynajmniej trzyma się swojej estetyki, nie odwraca się dupą do tego, za co został pokochany przez swoich fanów.

Sięgając po kino z Czarnogóry oczekiwałam kina z Czarnogóry, a nie pseudo amerykańskiego slashera, który tylko skrawkiem zahacza o bałkańskie wierzenia.

Od "Nimfy" oczekiwałam czegoś nowszego, czegoś co może mnie nie zachwyci ale przynajmniej da jakiś obraz kina z tamtych rejonów. Po seansie mogę powiedzieć tylko tyle, że biedny serbski reżyser zagapił się na wspaniały 'holiłud' i nie pokazał nic co mogłabym skojarzyć z jego pochodzeniem.

Film nagrano oczywiście w języku angielskim, żeby uzasadnić jakoś ten pomysł w scenariuszu pchnięto dwie bohaterki amerykańskiego pochodzenia, o typowo amerykańskich imionach Lucy i Kelly. Na planie pojawi się jeszcze jedna piękność, tym razem z Czarnogóry i jej narzeczony, wspomniany wcześniej Alex. Nie zabranie przybocznego idioty, bo taki też musi pojawić się w slasherze, a żeby było wystarczająco po amerykańsku nazwano go 'Bob', bo 'Boban' brzmi źle. 

nymph

Piękne panie prężą swoje ciała odziane w skąpe stroje, co żeby oko nacieszyć, rzucone zostaje kilka żartów nawiązujący do popkultury amerykańskiej, w tym kina grozy, co byśmy nie zapomnieli o tym jakim tropem podążać ma filmowy scenariusz.

Grupa protagonistów po zakrapianej imprezie, gdzie nie zabraknie niesnasek o podłożu obyczajowym - amerykanka oczywiście musi okazać się puszczalską kurwą - uda się na wyspę przed, którą oczywiście zostaną ostrzeżeni przez sędziwego i podejrzanie wyglądającego mężczyznę. Na wsypie w pełni rozkręci się akcja slasherowa, momentami krwawa, w większości nonsensowna, choć kilka smaczków się pojawi.

Podobała mi się tytułowa Nimfa. Nimfa a w rzeczywistości syrena, czyli mitologiczna postać z rejonów morza śródziemnego słynąca ze swojej półrybiej postaci i morderczych zapędów kierowanych w stronę męskiej populacji. Syrena swym śpiewem wabi mężczyzn po czym ich pożera, chyba że... zakocha się w którymś. Wtedy ten zahipnotyzowany jej śpiewem trwa przy niej po wsze czasy.

nymph

Horror nawiązuje do tej legendy, choć postać nimfy, mówiąc szczerze, zepchnięta jest tu na margines na rzecz typowo amerykańskiego mordercy świra, który to będzie głównym antybohaterem i sprawca wszelkiego nieszczęścia.

Moim zdaniem zbyt mało uwagi poświęcono tej kobiecej antybohaterce i całej legendzie z nią związanej, a mogło być fajnie i klimatycznie, zwłaszcza, że sceneria do kręcenia tego filmu była wręcz wymarzona.

Potencjał filmu został zaprzepaszczony na rzecz ślepego podążania za amerykańską modą i amerykańskim sposobem robienia filmów. Niestety.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:4

Walory techniczne:5

Oryginalność:4

To coś:3

43/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 29 sierpnia 2015

Daddy's Girl/ Córeczka (1996)

daddys girl

Ośmioletnia Jody została adoptowana przez rodzinę Mitchell'ów. Bardzo przywiązała się do nowych rodziców, szczególnie do Ojca i jedyne czego pragnie i do czego dąży, to utrzymać tę rodzinną harmonię. Niestety nie jest to łatwe.

Przybrani rodzice przechodzą małżeński kryzys, który grozi rozwodem, a tym samym rozdzieleniem z ojcem. Ponadto energiczna Jody sprawia poważne problemy w szkole, co nie uchodzi uwadze dyrektorki. Dla dobra dziewczynki pragnie skierować ją do placówki z internatem, gdzie będzie pod całodobową opieką mniej pobłażliwych dorosłych.

Jody jest wysoce zdeterminowana by nie dopuścić do rozpadu rodziny. Wyeliminuje każdego kto spróbuje odsunąć ją od ukochanego tatusia.

daddys girl

"Córeczka" to film, na który długo polowałam. Jak to to bywa, przyszedł w końcu czas, że wyłonił si on z czeluści internetu i z zapomnienia.

Nie jest to obraz zbyt popularny, bo niczym nie wyróżnia się na tle innych thrillerów o morderczych dzieciach. Idzie śladem "Synalka" i "Mikey'a", szczególnie dużo wspólnego mając z drugim z owych filmów.

Znowu antybohaterem jest dziecko. Dziecko oczywiście adoptowane. O ile "Synalek" wyróżniał się tym, iż jako piekielne nasienie obsadzono tu rodzonego syna, o tyle w szeregu innych produkcji o morderczych dzieciach zawsze mamy do czynienia z przygarniętą sierotą. Tak było w "Omenie", tak było w "Kręgu", tak był we wspomnianym "Mikey'm", czy "Sierocie".

Filmowcy lubią piętnować porzucone dzieci, czyniąc z nich potencjalnych przestępców i socjopatów.

Nie da się ukryć, że traumy z dzieciństwa, a takiej traumy doświadczyła bohaterka "Córeczki", wyjątkowo narażają na rozwój problemów psychicznych, ale trochę irytuje mnie to, że w świadomości społecznej dzieci porzucone przez rodziny są z zasady skazane na dysfunkcje. Tak jakby rodzone dziecko nie mogło być złe, tak jakby obcy był synonimem słowa gorszy. To krzywdzące dla takich dzieciaków i tak zwyczajnie nużące dla odbiorcy takowych filmów.

W przypadku postaci Jody obdarzono ją jeszcze wyglądem złośliwego trola. Dziewczynka ma ognisto czerwone włosy i zaciętą minę. Może to jakaś analogia do najsłynniejszej sierotki, "Ani z zielonego wzgórza"? taka Ania w wersji hard core. Zaprzeczenie temu, że z przybłędy otoczonej miłością mogą być ludzie, bez względu na to co przeszła.

daddys girl

Z Jody nie będzie ludzi. Młoda rozrabia na całego, a jej złe zachowanie wynika z leku o utratę opieki i miłości bliskich. Dlaczego faworyzuje tatę, tego dowiecie się w trakcie trwania filmu.

Jody idealizuje ojca, zaś w matce widzi zagrożenie dla rodzinnego szczęścia. Podobnie postrzega babcie, która wspiera córkę w tym, by odeszła od męża marzyciela i związała się z kimś, kto zarobi na dom i rodzinę. Babci słono się oberwie... Podobny los spotka przyjaciółkę matki, prawniczkę, która również popiera rozwód.

Oglądając ten film zastanawiałam się jak można było zapobiec takiej sytuacji? Czy to wina ojca, który tak mocno przywiązał do siebie córkę, że ta popadła w obsesje na punkcie tej więzi? Może pozwalał jej na zbyt wiele? Ale czy można dać komuś za dużo miłości i w ten sposób go wypaczyć?

Myślę, ze najpoważniejszym błędem było wciąganie córki w konflikt. Wskazywanie: ja jestem dobry i kochający,  a mama tylko jazgocze i marudzi. Myślę, że facet notabene fascynujący się produkcją zabawek był trochę niedojrzały dlatego bardziej szukał relacji z dzieckiem - łatwiejszej relacji, niż relacji z żoną, która nie darzy go bezwarunkową dziecięcą miłości lecz czegoś oczekuje. To bardzo niebezpieczna sytuacja, niszcząca dla rodziny. Tu jednak, jako że mamy do czynienia z kinem grozy został pociągnięta do ekstremum. Jody nie tylko odwraca się od matki w obronie ojca, ale pragnie jej śmierci.

Jeśli chodzi o realizację to tu nie ma fajerwerek. W porównaniu z "Mike'm" oprawa wypada nieco lepiej, przynajmniej tak mi się w tej chwili wydaje.

Zarówno pod względem pomysłu jak i wykonania "Córeczka" nie święci tryumfu. Nie widzę tu nic wielce oryginalnego.

Nie podobało mi się upychanie czarnego humoru w kwestiach Jody. Te jej pseudo przewrotne komentarze po dokonywanych zamachach na bliźnich były słabe i prawdopodobnie to ze względu na nie, jakiś geniusz wpadł na pomysł by określić film mianem: komedia, thriller.

Aktorstwo nie było najgorsze, ale odtwórczynie roli Jody nie trafi na moja top listę najlepszych 'popieprzonych, złych dzieci.

Film nie jest krwawy czy brutalny, pojawiają się za to fragmenty z zalążkami suspensu i to jest duży plus.

Jako całość oceniam pozytywnie.Fani thrillerów z lat 90 powinni być zadowoleni.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
08:15, ilsa333
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 sierpnia 2015

The Canyon/ Kanion (2009)

canyon

Nowożeńcy, Lori i Nick postanawiają spędzić swój miesiąc miodowy oglądając wschód słońca nad Wielkim Kanionem. Spontaniczna para nie zadbała jednak o przygotowanie dlatego lądują tam bez przepustek i w towarzystwie samozwańczego przewodnika, Henry'ego. Wycieczka szybko przechodzi w twardy survival.

Przyznam się, że sięgnęłam po ten film tylko ze względu na obiecujące plenery. Sam pomysł w żaden sposób mnie nie zaintrygował, bo znowu mamy parę niedzielnych turystów porywających się z motyką na słońce.

I miałam rację. Widoki były godne zachodu, a fabuła 'taka se'.

canyon

Dla kogoś, kto lubi thrillery z takimi przygodowymi wątkami i potrafi cierpliwie znosić głupotę bohaterów i momentami nonsensowne i naciągane rozwiązania fabularne, ten film na pewno się spodoba.

Do momentu punktu kulminacyjnego kiedy to przewodnik młodej pary zostaje pokąsany przez grzechotniki, a bohaterzy w ferworze walki tracą swój ekwipunek oglądamy tylko widoki. Jest na co popatrzeć, bo sceneria jest bajeczna, tyle tylko, że akcja się ślimaczy.

Do krytycznego momentu mamy w zasadzie jeden moment lekkiego napięcia, które jednak szybko schodzi. Mniej więcej od połowy zaczyna się dziać. Lori i Nick wkrótce zostaną zupełnie sami. Nie mają zapasów, nie wiedzą w którą stronę zmierzać, a ich niefortunne próby złapania zasięgu (tu jedna z owych idiotycznych scen) doprowadzają do tragedii rodem z dramatu "123 godziny".

canyon

Jeśli widzieliście wspomniany film wiecie, że nie obejdzie się bez dramatycznej decyzji. Tu znowu mamy trochę naciąganą sprawę. Pojawiają się też wrogo nastawieni mieszkańcy terenów wielkiego kanionu i to oni zmuszą bohaterów do kolejnego dramatycznego wyboru. SPOILER: Finał jest zacny. Podnosi film o kilka pięter. Tyle tylko, że jest zerżnięty żywce z "Mgły":) KONIEC SPOILERA.

Czy znajdzie swoich amatorów? Z pewnością. Klimat survivalu i ładne plenery nadal dobrze się sprzedają.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:6

56/100

W skali brutalności:2/10

środa, 26 sierpnia 2015

Para Elisa/ Dla Elizy (2013)

para elisa

Ana kończy studia na Madryckim uniwersytecie. W ramach świętowania zakończenia edukacji planuje wraz z grupą studentów wybrać się na kilka dni na Maderę. Problem stanowi kasa. Ana zmuszona jest szybko zgromadzić pieniądze, w związku z czym odpowiada na ogłoszenie o pracę opiekunki do dziecka. Stawia się na umówione spotkanie z emerytowaną pianistką by tam dowiedzieć się na czym dokładnie będzie polegać jej praca.

para elisa

Jako że babysitterka to zawód wysokiego ryzyka jak już mieli okazje przekonać się widzowie rozlicznych slasherów i Anę czeka bliskie spotkanie ze śmiercią.

"Dla Elizy" kusi swoim hiszpańskim rodowodem. Mimo iż napływ filmów z tego rejonu sprawił, że po za niewątpliwie wartościowymi i oryginalnymi tytułami dopływają do nas produkcje słabsze, to perspektywa obejrzenia strasznego hiszpańskiego filmu nadal napawa mnie entuzjazmem.

Do debiutanckiego filmu kolejnego Hiszpana podeszłam więc entuzjastycznie. Entuzjazm mój przygasł już w pierwszych minutach filmu. Mamy tu ewidentnie slasherowy wstęp- studentka szukająca pracy, niezbyt rozsądna i rozkapryszona idzie na rozmowę o pracę. Tu w głowie pojawia się milion skojarzeń, bo wiadomo, że opiekunki do dzieci to wdzięczne ofiary wszelkich świrów. Na myśl przyszło mi "Babysitter wanted", czy "Dom diabła". Skojarzenia jak najbardziej trafne, bo gdy tylko nasza bohaterka przekroczy próg domu niejakiej Diamantiny wiemy już, że będzie miała kłopoty.

para elisa

Podstarzała pianistka przyjmuje ją raczej oschle i zdradza objawy choroby nerwowej. Ale to dopiero spotkanie z rzekomym dzieckiem przyprawi o dreszcz niepokoju, a przynajmniej takie jest założenie. Jak widzicie ewidentna powtórka z "Babysitter wanted" i jemu podobnych obrazów.

W dalszej części fabuły również nie należy się spodziewać zrywów oryginalności. Mało, że jest dość przewidywalnie to jeszcze trochę nudnawo, bo ile można patrzeć na szamoczącą się bezradną laskę?

Tragedii zupełnej jednak nie będzie. W horrorach typu slasher nośnikiem ich wszelkiego sukcesu wcale nie jest postać ofiary, ale oprawcy. O ile emerytowana pianistka może wydawać się szalona i tyle, o tyle postać tytułowej Elizy to już ciekawszy temat. To ona będzie głównym antagonistą i to dzięki jej postaci i z powodzeniem wcielającej się w nią odtwórczyni tej roli coś może widza w tym filmie zainteresować.

para elisa

Ciekawy morderca mus być uzbrojony w ciekawe modus operandi, bo bez tego ani rusz. Musi mieć swoją szaleńczą wizję. W tym przypadku jest to zmienianie żywych dziewcząt w lalki. Tu temat skojarzył mi się nieco z oglądanym niedawno "Pokojem motyla".

Nie spotkamy tu scen naładowanych dużą dawką brutalności, ale liczy się sam kontekst i to co jest widzowi sugerowane. Ana będzie mieć ciekawe przeżycia w pokoju Elizy.

Niestety to nadal zbyt mało bym mogła zapiać z zachwytu i naganiać Was do seansu. Jak na hiszpańskie kino grozy jest trochę nijako, a przede wszystkim wtórnie. Plusa mogę dać za kreacje Elizy i filmową muzykę, która jak zapewne się domyślacie bazować będzie na słynnym utworze Bethovena.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:5

Oryginalność:4

50/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 14 sierpnia 2015

Nowych wpisów nie będzie!

Wybywam w siną dal i nie będę zajmować się blogiem, przez jakiś tydzień, może dłużej, dlatego zalecam cieszenie oka starymi recenzjami, albo udanie się do konkurencji;)

15:35, ilsa333
Link Komentarze (4) »

Djinn/ Dżin (2013)

djinn

Salama i Khalid przeprowadzają się z USA do Zjednoczonych Emiratów Arabskich by w otoczeniu krewniaków lizać rany po stracie nowo narodzonego synka. Wprowadzają się do apartamentowca na obrzeżach Dubaju, gdzie wciąż snuje się gęsta mgła, a pozostali lokatorzy są cokolwiek dziwni.

Salama już pierwszego dnia zaczyna wariować. Wydaje jej się, że do jej nowego mieszkania zakrada się widmowa kobieta. Problem stanowią też wspomnienia o synu, zupełnie inne niż można było się spodziewać po strapionej matce. Wszystko zdaje się mieć związek z lokacją apartamentowca, miejsca nawiedzanego przez arabskiego demona, szerzej znanego pod nazwą Djinn.

djinn

Dżiny w krajach zachodnich kojarzą się raczej z niebieskimi duszkami wychodzącymi z lampy i spełniającym życzenia. Wersja ludzi z bliskiego wschodu jest nieco inna. Według arabskiej mitologii dżiny to demony powstałe z czystego ognia jako utożsamienie wrogich sił natury.

W filmie Tobiego Hoppera dżin przyjmuje kobiecą postać. We wstępie filmu poznajemy legendę o kobiecym demonie, który opętał rybaka i zmajstrował sobie z nim dziecko. Ludzie bali się dziwacznego noworodka więc się go pozbyli, a wkurzona demoniczna mama rozpędziła wszystkich mieszkańców i po czym zajęła się poszukiwaniem swojego potomka. Nie zazna spokoju do póki go nie odnajdzie.

djinn

Pech chce, że apartament, w którym zamieszkają bohaterzy mieści się w miejscu dawne wioski, którą nawiedził Dżin.

O tym, że jest to film Tobiego Hoppera, jednego z naczelnych mistrzów filmowej grozy dowiedziałam się przy napisach końcowych;)

Żadnym sposobem nie przyszłoby mi do głowy, że to jego dzieło. Scenariusz to co prawda zasługa kogoś innego, jednak Tobie Hopper zupełnie nie kojarzy i się z Dubajem, Dżinami etc. W rzeczywistości jest to film bardzo dziwny. Wiem, że jego odbiór nie był zbyt dobry, a do kin trafił tylko w krajach arabskich, ale naprawdę po seansie nie mam powodów do narzekania.

Powiem szczerze, że nie maiłam ochoty go oglądać. Ten tytuł mignął mi już kilka razy i sądziłam, że już go widziałam, bo zdarzyło mi się oglądać, a raczej poczynić próbę obejrzenia filmu pod tym samym tytułem. Nie chciałam robić drugiego podejścia, ale filmowy opis zmienił mój ogląd.

"Dżin" to dość klasyczne, ale jednak egzotyczne ghost story. Bardzo podobał mi się jego klimat, bo lubię filmy, których akcja rozgrywa się na małej przestrzeni, takie klaustrofobiczne klimaty. Tu mamy właśnie coś takiego. Małżonkowie i apartamentowiec. Dookoła nic tylko mgła.

djinn

Wystrój całego budynku jest zachwycający. Może nie jestem wielką miłośniczką arabskiej kultury, nawet nie lubię kebabów, ale architekturę akurat mają zajebistą. Scenografia jest bardzo dopieszczona i naprawdę należy się za nią słowo uznania. To już duży plus na rzecz klimatu.

Fabuła jest poniekąd prosta i przewidywalna, ale szczególnie mi to nie przeszkadzało, bo zwracałam uwagę na detale, jak dialogi, czy kreacje głównych bohaterów, pobocznych zresztą też, bo sąsiedzi Salamy i Kalida tworzyli wyjątkowo barwne towarzystwo. Kobiety w burkach jakoś zawsze mnie przerażają, może to piętno Buki i dobranocek z Muminkami, ale budzą u mnie dreszcze.

djinn

Trzeba przyznać, że scenariusz poświecił uwagę na stworzenie wiarygodnych postaci bohaterów i ich wzajemnych relacji. Tu mamy stosowny przytyk do społeczeństw islamskich.

Jeśli chodzi o walory czysto horrorowe, po za wspomnianym klimatem i kobietami w burkach to mamy tu gro efektów specjalnych. Tak, niestety. Mam jednak dobrą wiadomość, podobały mi się. Może za długo leżałam na słońcu, ale w mojej ocenie taka dopieszczona grafika pasowała mi do dopieszczonej scenografii.

Kolejną dobra wiadomością jest to, że film jest krótki. Nie wiem, czy to obiektywne wrażenie, ale wcale mi się nie dłużył i miałam wrażenie, że cała historia jest budowana sprawnie i konsekwentnie, bez zbytecznego przeciągania struny. Naprawdę jestem zdziwiona, że mi się podobał, bo do prawdy miałam na to niewielkie nadzieje.

Moja ocena:

Straszność:5

Klimat:8

Fabuła:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

to coś:6

63/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 13 sierpnia 2015

Dark Places/ Mroczne miejsca (2015)

dark places

Libby Day przekroczyła trzydziestkę. Mieszka w obskurnym lokum, nie ma pracy, pieniędzy, ani nikogo bliskiego. Jedyne co posiada to rany na duszy, które powstały w noc, w której jej matka i siostry zostały zamordowane przez jej brata. Tylko ona uszła cało i przez całe swoje życie trwa z piętnem niedoszłej ofiary, a jedyne uczucie jakie budzi w otoczeniu to ciekawość, bo już nawet nikt jej nie współczuje.

Jednym z ciekawskich jest Lyle, młody chłopak zaangażowany w kółko pasjonatów zbrodni. Przekonuje Libby by za parę tysiaków poddała w wątpliwość to, co uważała za pewne: winę swojego brata.

Wraz z mężczyzną stopniowo odkrywa kolejne skrawki wspomnień, spotyka się z ludźmi, który mogą podważyć to, co przysięgała wiele lat temu: to jej brat zabił.

Kolejna filmowa adaptacja bestselleru Gillian Flyn. Nie czytałam "Mrocznych miejsc", podobnie jak "Zaginionej dziewczyny", więc nie będzie porównań pomiędzy pierwowzorem a filmem. Mogę natomiast porównać tę produkcję z ubiegłorocznym filmem Finchera. Wg. mnie "Mroczne miejsca" są mniej porywające.

Obydwie historie są jak dla mnie mocno przeszarżowane, ale o ile "Zaginiona dziewczyna" jawiła mi się jako interesująca intryga z mądrym przesłaniem, to "Mroczne miejsca" są naciąganym moralitetem z mało odkrywczą pointą.

Gatunkowo stoi gdzieś pomiędzy dramatem a thrillerem z wątkiem kryminalnym. Główną bohaterką, w którą wciela się Charlize Theron, do tej chwili uwielbiana przeze mnie, jest Libby Day. Dorosła kobieta, która kurczowo trzyma się doznanej krzywdy. Dzięki darom od współczujących i ciekawości czytelników jej 'autobiografii' jakoś wiąże koniec  z końcem. Bycie ofiarą, niedoszłą ofiarą, stało się jej sposobem na  życie, i taki portret postaci jest w jakiś sposób ciekawy, a na pewno wyróżniający się.

dark places

Libby wierzy w to co kazano jej wierzyć, gdy była dzieckiem. Doznała ogromnej traumy i nie da się ukryć iż władze posłużyły się nią by wtrącić jej brata do więzienia.

Ta warstwa historii która dotyczy Libby jest jak najbardziej okej. Wątpliwości wzbudził u mnie 'sposób na brata'. Przez niemal połowę filmu okrywa go mgła tajemnicy, jednak, gdy dochodzi do konfrontacji w moich oczach jego postać  staje się nazbyt wydumana, nazbyt romantyczna i głupia po prostu.

Fabuła przebiega dwutorowo. Równocześnie poznajemy przeszłość i teraźniejszość. Poznajemy rodzinę Libby i problemy z jakimi się boryka. Podobnie jak w "Zaginionej dziewczynie" bardzo istotną kwestią jest kontekst społeczny. Obsesja mediów i społeczności na punkcie satanizmu i rzucanie na prawo i lewo hasłem 'molestowanie seksualne'. 

dark places

To właśnie w tej warstwie dramatycznej tkwi rozwiązanie zagadki, które, nie da się ukryć, jest zaskakujące. Nie wiem tylko, czy jest zaskakujące, bo jest tak naciągane, że aż nie do wiary, czy jest zaskakujące, bo oparto jej na solidnej intrydze. Każdy ma swoją definicje dobrego fabularnego twistu więc musicie ocenić sami.

Jeśli zaś chodzi o sposób snucia opowieści to jest okej. Lubie wtrącenia z retrospekcji, to tak jak kolejne podpowiedzi w kalamburach, mogą wprowadzić na odpowiedni trop, a mogą z niego wybić.

W obsadzie filmu nie zabraknie gwiazd i gwiazdeczek. W zasadzie każda 'gęba' jest tu znana. większość dobrze dała sobie radę, ale Charlize wydala mi się jakaś 'nieobecna duchem', jakby grała tam za karę.

W ogólnym rozrachunku, nie uświadczyłam tu zachwytu. Film jest dobry, nie powiem, ale mógłby być lepszy, pod co najmniej kilkoma względami.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

60/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 11 sierpnia 2015

Nawiedzony hotel - Wilkie  Collins

nawiedzony hotel

Brytyjski autor tworzący w XIX wieku kojarzony jest głównie, jako wielki przyjaciel Charlsa Dickensa. Mimo iż to jego mentor zawsze był numerem jeden to Wilkie Colins podbije serca tych, którzy uwielbiają wątki detektywistyczne okraszone stosowną porcją grozy często w gotyckim stylu.

Sama zapoznałam się z jego twórczością po przeczytaniu "Drooda" Dan'a Simonsa, czyli powieści będącej pewną wariacja na temat biografii Collinsa i jego relacji z kumplem od pióra, czyli Dickensem. Postać rozmiłowanego w laudanum zgryźliwego pisarza zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam zapoznać się z jego twórczością i w moje ręce wpadła jedna z jego szlagierowych powieści "Kobieta w bieli".

Teraz dzięki wydawnictwu Zysk i S-ka miałam okazje zapoznać się z jego późniejszą, mniej osławioną twórczością mianowicie zbiorem opowiadań napisanych w trudnym dla Wilkie'ego okresie, bezpośrednio po śmierci przyjaciela.

Wydanie jak zazwyczaj bardzo estetyczne. Twarda oprawa i 560 stron do przeczytania za cztery dyszki.

Zbiór zatytułowano "Nawiedzony hotel". Tak też zowie się pierwsze z zawartych w nim opowiadań. Najdłuższe, najbardziej złożone i nie da się ukryć, robiące największe wrażenie.

Autor wprowadza tu postać femme fatale, w osobie Hrabiny Narrone, która odbija skromnej Agnes lorda Montbarry by zamiast cieszyć się zdobyczą pogrąża się w szaleństwie przekonana, że Agnes doprowadzi do jej śmierci.Co rzeczywiście sprowadzi nieszczęście na Claudie Narrone czytelnik musi ocenić sam.

To doprawdy ciekawa historia, przesączona intrygą i tajemnicą. Nie sposób jej streścić, tak by czytelnikowi nie zaczęła jawić się jako porąbana meksykańska telenowela. Streszczenie więc odpuszczę.

Tytułowym nawiedzonym hotelem w opowiadaniu jest nowo otwarty przybytek dla turytów mieszczący się w Wenecji i niegdyś będący pałacem. To tam hrabina, jej mąż i jej brat spędzają miesiąc miodowy i to tam dojdzie do fatalnego zgonu hrabiego i zagnięcia jego służącego. To tam ponownie spotkają się dwie damy, Agnes i Claudia i to tam szaloną hrabinę dopadnie jej przeznaczenie.

nawiedzony hotel

Styl Wilkie'ego w tym konkretnym dziele jest absolutnie bez zarzutów, nie ma dłużyzn, czy niepotrzebnego zamieszania. Jak w dobrej historii detektywistycznej, nie nie pojawia się tu bez powodu. Po lekturze 260 stronic przechodzimy do kilku krótszych opowiadań.

Moja ocena: 10/10

Druga na liście znajduje się "Wyśniona kobieta". To historia pechowego stajennego, którego historię poznaje zatrzymujący się gospodzie podróżnik. Owym stajennym jest Issak, którego dręczą złe sny. Nie może zaznać spoczynku w nocy. Szczególnie w okolicy godziny drugiej jego życie jest zagrożone przez tytułową "Wyśnioną kobietę". Nie mogąc więcej dręczyć mężczyzny na jawie swoją nienawiść do niego eskaluje, gdy ten śpi. Kim jest kobieta? Jaką rolę  w jego życiu odegrała, tego Wam nie powiem.

"Wyśniona kobieta" porusza temat proroczych snów i jest ciekawym studium jednego, konkretnego przypadku. Podobnie jak w "Nawiedzonym hotelu" ktoś chce tu uciec przeznaczeniu.

Forma jest krótka i ciekawa. Wilkie swoim zwyczajem nie buduje historii prostą drogą. W "Nawiedzony hotelu", zaczął od środka, tu od końca.

Dzięki temu chwytowi jego opowieści dużo bardziej przykuwają uwagę czytelnika, który od samego początku wciągany jest w wir wydarzeń bez zbędnych wstępniaków.

Moja ocena:8/10

Trzecie opowiadanie nosi tytuł "Pani Zant i duch". Tu po raz kolejny wszystko zaczyna się się od bohatera pobocznego. Ten spotyka w parku tajemniczą Panią Zant by odkryć jej smutną historię.

To dość klasyczne ghost sotry gdzie duch z zaświatów rozciąga pieczę nad bliską swemu sercu osobą. Brakuj tu sensacyjnych zrywów, ale nie mniej jest to historia z klasą.

Moja ocena:7/10

"Upiorne łoże" jest jednym z moich faworytów. Jej bohaterem jest turysta zwiedzający hazardowe meliny we Francji. Pewnej feralnej nocy trafia do wyjątkowo podłej szulerni, gdzie rozbiwszy bank upija się a spoczynek znajduje w tytułowym przeraźliwym łożu.

Tu autor postawił na narracje pierwszoosobową dzięki temu opisy przeżyć jaki doświadczy bohater są bardziej żywe. Wspomniane opisy przeżyć jawią się trochę jako haluny po środkach odurzających i choć część prawdy w tym jest, to nasz bohater doświadcza czegoś więcej niż koszmarnego snu. Staje się ofiarą zmyślnej intrygi skierowanej przeciwko gościom szulerni.

Świetna rzecz.

Moja ocena: 10/10

"Panna Jeromette i pator" to znowu historia z wątkami romantycznymi. Ponownie pojawia się też wątek nieuchronności przeznaczenia, którego spełnienie rozgrywa się nieomal na oczach tytułowego pastora.

Moja ocena: 7/10

"Martwa ręka" to kolejny popis wyobraźni Collinsa. Podobnie jak to było chociażby w przeraźliwym łożu jest to dość prosta historia z nieoczekiwania pointą. Tu również dużą rolę odgrywa sposób narracji.

Ponownie pojawia się wątek bohatera, który zasypiając w obcym sobie miejscu przyzywa katusze na duszy. Tym razem nie za sprawą samego łóżka, lecz gościa, z którym przyszło mu dzielić sypialnie. Arturowi przyszło spocząć w jednym pokoju z trupem...

Moja ocena: 9/10

"Do nieba razem z Brygiem" niestety mnie rozczarowało. Początek był bardzo obiecujący. "Muszę złożyć  niełatwe wyznanie. Prześladuje mnie duch", a kilka linijek niżej: "Nawiedza mnie duch świecznika sypialnianego". Czyż nie brzmi to szalenie? O tak niestety rozwój wydarzeń jest znacznie mnie porywający.

Moja ocena:5/10

"Dziewiąta", upewniło mnie w przekonaniu, że Wilkie Colins miał fioła na punkcie wszelkiego rodzaju proroctw i przeczuć.

Znowu mamy tu ten sam temat. W pewnej rodzinie na świat przychodzi niezwykły chłopiec. Ani mądry ani głupi, ale to właśnie on objawi rodzinie straszną wizję.

Collins nie byłby sobą gdyby nie zakończył tej historii dokładnym spełnieniem przeznaczenia.

Moja ocena:7/10

"Diabelskie okulary", ostanie z opowiadań porusza wątek 'jasnowdzienia', a może raczej 'czarno wiedzenia'.

Bohater opowiadania wszedł w posiadanie 'diabelskich okularów', które posiadały fantastyczną moc. Patrząc na ludzi przez ich szkła można było dostrzec ich najgorsze myśli i zamiary.

Moja ocena:8/10


wilkie colins

Coraz bardziej cenię sobie zbiory opowiadań. Dostarczają bardziej zróżnicowanych wrażeń niż jedna powieść fabularna i fundują bardziej klarowny pogląd na twórczość danego pisarza. Można się lepiej poznać;)

Jeśli chodzi o samego Colinsa, to na pewno niebawem sięgnę po jego "Kamień księżycowy".

Sam "Nawiedzony hotel" uważam za zbiór bardzo udany, ale nie może być inaczej jeśli mówimy o klasyce.

 

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

http://www.zysk.com.pl/zapowiedzi

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Tale of two sisters/ Opowieść o dwóch siostrach (2003)

tale of two sisters

Soo mi i Soo yeon to dwie siostry, które w tragicznych okolicznościach straciły matkę. Powracają do swojego rodzinnego domu, a tam czeka ich przykra niespodzianka w postaci macochy (za życia matki pielęgniarki chorej i kochanki jej męża). Tej samej nocy w domu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy.

Pomijając fakt, że macocha jest suką i lubi zamykać w szafie młodszą z sióstr, po nocach coś grasuje po domu. Soo mi jest przekonana, że to duch zmarłej matki, który pragnie zrobić porządek ze swoją bezprawną następczynią.

tale of two sisters

Opisałam fabułę w najprostszy z możliwych sposobów. Oparty na pozorach i bardzo powierzchowny. Każdy, kto zna "Opowieść o dwóch siostrach" wie, że nic, albo prawie nic nie jest tu prawdą.

Film Jee woon Kim'a obejrzałam w czasach bumu na kino Azjatyckie. Była to też pierwsza koreańska produkcja jaką miałam okazję poznać. To właśnie ten obraz wyrobił we mnie przekonanie, że na Koreańczyków nie ma mocnych, horrory robią zajebiste.

Mimo iż teraz mój entuzjazm wobec kina dalekiego wschodu przygasł, bo jakoś się niezdrowo zamerykanizowało, to do tego filmu zawsze powracam z ochotą.

Jest po prostu piękny.

Scenariusz powstał w oparciu o legendę o siostrach Róży i Lotosie, które to wzorem Kopciuszka podpadły macosze samym sowim istnieniem. Wredne babsko doprowadziło do śmierci obydwie dziewczynki, a na sprawiedliwość musiały czekać długo. Scenariusz czerpie z owej legendy o co trzeba, ale swoje też dodaje i ujmuje.

tale of two sisters

Wiele osób zastanawia się nad interpretacją całej tej historii opartej na niedomówieniach, halucynacjach, widmowych wspomnieniach i imaginacjach. Wokół różnych dróg interpretacji tej historii wyrosły już kolejne legendy, a sama czytając niektóre z nich zastanawiam się czy widzowie tak bardzo nadinterpretują, czy ja nazbyt prosto patrze na tę sprawę.

W spoilerze podzielę się skromną refleksją nad zagadką "Opowieści o dwóch siostrach".

SPOILER: W moich oczach sprawa wygląda następująco. Soo yon oczywiście jest martwa.zginęła przygnieciona szafą wkrótce po tym jak znalazła swoją depresyjną mamę obwieszoną w szafie. Mama popełniła samobójstwo, bo wpadła w depresję z powodu poronienia. Dodatkowym bodźcem zapewne był fakt, że jej mąż posuwał jej pielęgniarkę.

Soo mi zdawała sobie sprawę z sytuacji w domu. Była wściekła na ojca i na kochankę na tyle, że nie zwracała uwagi na siostrę. Kochanka skrzętnie to wykorzystała w momencie, gdy młoda leżała przygnieciona szafą ta nakręcała starszą siostrę jeszcze bardziej, by ta wkurwiona jak sto pięćdziesiąt wyfrunęła z domu. Doskonale wiedziała,że młodsze pisklę jej nowego ukochanego dogorywa w swoim pokoju, więc pomyślała, że jeśli wpędzi Soo mi w poczucie winy będzie miała z głowy obydwie córki nowego faceta. 

Tak też się stało. Po śmierci siostry Soo mi próbowała się zabić wzorem matki i wylądowała w psychiatryku. Wraca  stamtąd popieprzona jeszcze bardziej. Wierzy, że jej siostra żyje i za punkt honor stawia sobie ochronę jej przed złą macochą.

Przypuszczam, że macochy mogło wcale nie być w domu po jej powrocie ze szpitala, a ona w swojej głowie odgrywała rolę zarówno swoją jak i siostry i macochy. Nie było też żadnego ducha tylko wyrzuty sumienia, które trawiły młodą bo nie pomogła siostrze. Uciekając przed wyrzutami sumienia winą za wszytko obarczała macochę przez co jej postać w filmie urosła do rangi niezrównoważonej psychopatki. Tyle. KONIEC SPOILERA.

tale of two sisters

Jeśli ktoś ma ochotę dorzucić swoje pięć groszy ad. 'mojej wersji wydarzeń' zapraszam do okienka komentarza;)

Jeśli chodzi o formę to jest ona równie ważna jak treść. Praktycznie każdą scenę można rozebrać na części i analizować, jak elementy snu na kozetce u psychoanalityka.

To dobra ścieżka ucieczki przez często makabrycznymi i przerażającymi widokami jakich uświadczymy w filmie. Groza jest podana subtelnie, ale skutecznie. Nie mamy tu wielu skocznych scen, w zasadzie nie ma ich wcale. Klimat grozy opiera się na powolnym stopniowaniu napięcia. Wpędzania widza w permanentny psychiczny rozgardiasz, niż na eskalacji strachu.

Kolorystyka obrazu jest na tyle posępna by dostrzec atmosferę smutku, która niemalże pływa ze ścian w domu, gdzie rozgrywają się wspomniane wydarzenia.

Nazwałabym ten film horrorem milczącym, bo niewiele pada tu słów, a muzyka jeśli już występuje wkrada się do ucha bardzo powoli, cichaczem.

Aktorstwo jest na tyle dobre, na ile potrafię ocenić azjatycki manieryzm. Do tej pory nie potrafię zbytnio wyczuć, a co za tym idzie ocenić warsztatu aktorskiego Koreańczyków, czy w ogóle Azjatów. Są dla mnie tak skrajnie inni i przedziwni w porównaniu z amerykanami czy Europejczykami, że nieodmiennie mam wrażenie, że patrze na teatrzyk kukiełkowy nie na żywych ludzi.

To bardzo stonowany film, spokojny, powolny, subtelny. Oparty na tym czego nie widać, a co można wyczuć.

Ktoś by mógł powiedzieć, ze to doskonałe kino dla masochistów, bo nie dość że horror to jeszcze trzeba przy nim myśleć, ale popularność tego obrazu świadczy o tym, że widzowie lubią tego rodzaju umartwienie.

I ja też.

Jeśli ktoś jeszcze nie widział to polecam. Obraz został oczywiście zremake'owany przez Hollywood i remake też przypadł mi do gustu, ale z zupełnie innych powodów niż oryginał.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To co:8

79/100

W skali brutalności:3/10

niedziela, 09 sierpnia 2015

The Enfield Haunting (2015) - odc. 1-3

the enfield haunting

"The Enfield Haunting" to trzy odcinkowy mini serial, zrealizowany dla stacji Sky Living. Emitowany był w maju tego roku. Twórcą jest Duńczyk z doświadczeniem w tego rodzaju produkcjach.

Pomysł na serial zaczerpnięto, jak to zazwyczaj z rzekomo autentycznej historii, która miała miejsce w Stanach w latach 70.

Historia została opisana przez jednego z jej uczestników Guy'a Lyona Playfair'a w książce "Ten dom jest nawiedzony" traktującej o zjawisku poltergeista, który zagościł w domu samotnej matki wychowującej czwórkę dzieci.

the enfield haunting

the enfield haunting

Najmłodsza z córek, Janet doświadcza tego, co nazywamy nawiedzeniem. Dziwne zjawiska w domu Hodngsonów zaalarmowały sąsiadów i policję, aż w końcu w domu rodziny pojawia się łowca duchów Maurice Grosse, a w ślad za nim pojawia się dziennikarz specjalizujący się w tego rodzaju tematach, Guy Playfair. Wszyscy wspólnie próbują zgłębić tajemnicę jaką skrywa dom.

the enfield haunting

Każdy z odcinków trwa czterdzieści pięć minut więc przy dobrych chęciach można obejrzeć całość w ciągu jednego wieczoru. Ja tak właśnie uczyniłam.

Realizacja jest na tyle sprawna by nie odstraszać, a dodać mogę, że sceny z udziałem zjawisk nadprzyrodzonych, czyli wszelkich emanacji złych mocy które atakują Janet wyglądają zadowalająco. Młoda jest podwieszana przez firankę, atakuje ją lustrzane odbicie etc, etc...

Fabuła jest bardzo prosta. Niczym w horrorach z rodzaju "Obecności" mamy rodzinę, w której życiu następuje zmiana. Następuje kryzys. Tatuś porzuca rodzinę, najstarszy syn sprawia problemy wychowawcze, wtedy pojawia się poltergeist, z którym najbliższa więź ma właśnie Janet. To jej ustami komunikuje się z otoczeniem, to ją najsilniej atakuje.

Jak zazwyczaj pojawią się wątpliwości ad. autentyczności zjawiska, które zostają rozwiane w punkcie kulminacyjnym. Nawiązanie kontaktu z poltergeistem nasila niepokojące zjawiska i dopiero pomoc zaprzyjaźnionych duchów może rozwiązać sytuację. Koniec.

the enfield haunting

Historia jest więc prosta i niczym nie powinna zaskoczyć. Oczywiście pojawiają się wątki poboczne jak te związane z życiem osobistym Maurice'a. Nudy nie ma, ale jakiś niesamowitych wrażeń ten serial nam nie dostarczy. Fani produkcji bardzo klasycznie podchodzących do tematu nawiedzenia będą zadowoleni, poszukiwacze innowacji mogą sobie odpuścić.

Osoby niecierpliwie oczekujące na premierę "Obecności 2" mogą sobie obejrzeć ten film słowem wstępu, ponieważ to właśnie historia Poltergeista z Enfield będzie stanowić wątek przewodni nowego filmu.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

53/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 06 sierpnia 2015

Ptaki - Daphne Du Maurier

daphne du maurier

O angielskiej pisarce, której twórczość docenił sam Alfred Hichcock słyszałam wiele dobrego. Oglądałam dwie ekranizacje jej twórczości, "Rebekę" i właśnie "Ptaki". Miałam ogromną ochotę zapoznać się z oryginalnymi wersjami tych historii i tak szczęśliwie się złożyło, że jakiś czas temu weszłam w posiadanie "Ptaków". Książka odleżała swoje na półce aż wreszcie przyszedł na nią czas.

Nie miałam pojęcia, że "Ptaki" to tylko krótkie opowiadanie, a na cały zbiór wydany pod tym tytułem składa się jeszcze kilka innych historii moim zdaniem dużo lepszych niż to, które zainspirowało Hitchcocka.

"Ptaki" widnieją w zbiorze na pierwszej pozycji. Tu doznałam kolejnego szoku, bo okazało się, że ze słynnym dreszczowcem Alfreda łączy je tylko tytuł i wątek oszalałych ptaków. Wszytko inne to wyłączna wizja mistrza suspensu.

Autorka opowiadania na miejsce akcji wybrała wybrzeże Wielkiej Brytanii. Tam w niewielkim miasteczku żył pewien farmer wraz z żoną i dwójką dzieci. To oni są głównymi i w zasadzie jedynymi bohaterami opowiadania. w tej króciutkiej historii poznajemy relacje z kilku dni, w których z niewiadomych przyczyn ptactwo oszalało i zaczęło bez litości atakować ludność.

Jest to bardzo krótka opowieść w zasadzie bez wyraźnego zakończenia, ale i tak w mojej ocenie lepsze niż filmowe "Ptaki". Nie wiem czemu, ale ten film nigdy mnie nie zachwycił. Autorka wersji literackiej tej opowieści znacznie lepiej zbudowała klimat grozy i wzbudziła we mnie poczcie izolacji i zagrożenia.

Tak więc już po pierwszej lekturze wiedziałam, że mam do czynienia z pisarka dużego formatu.

Moja ocena:8/10

Kolejne opowiadanie to już pełen zachwyt. Nosi tytuł "Monte Verita", a jego narratorem jest biznesmen i alpinista amator. Mężczyzna opowiada o swojej przyjaźni z Viktorem, podobnie jak on zakochanym w górach. Na ich drodze staje pełna uroku Anna. Zakochuje się w Wiktorze choć to z narratorem opowieści zdaje się ją łączyć jakaś przedziwna więź. Pewnego dnia, jednego ze szczęśliwych małżeńskich dni, Anna i Wiktor wybierają się w góry, a za cel, za namowa Anny obierają 'górę prawdy', czyli Monte Verita.

Anna nigdy stamtąd nie powraca, a jej mąż pogrąża się w szaleństwie przekonany, że została na górze gdzie mieści się klasztor. Jest teraz nieśmiertelną kapłanką i nigdy już do niego nie wróci.

Po latach mężczyźni znowu się spotykają, a przed naszym główny bohaterem otwierają się bramy klasztoru.

"Monte Verita" to bardzo nastrojowa opowieść.Niemal da się wyczuć górskie powietrze unoszące się wokół kart opowieści. Ma w sobie coś z buddyjskich legend. Oczarowało mnie totalnie.

Moja ocena:10/10

"Jabłonka" to trzecie z opowiadań. Traktuje o świeżo owdowiałym mężczyźnie, który trawiony wyrzutami sumienia odnośnie śmierci żony popada w obsesje na punkcie starej jabłoni w swoim ogrodzie. W jakiś sposób utożsamia na wpół martwe drzewo ze swoją zmęczoną życiem żoną. Wspomina lata z nią spędzone, pełne wstrętu do jej umęczonego oblicza.

To bardzo smutna opowieść i mimo iż czuć w niej ducha ghost story to dopiero jego finał daje naprawdę czytelny znak o co tak naprawdę chodziło. Świetna rzecz.

Moja ocena:10/10

"Prowincjonalny fotograf" to horror i romans w jednym. Ale nie taki z pod znaku "Zmierzchu". To historia romansu między markizą, a prowincjonalnym fotografem z Francuskiej Riviery zakończony morderstwem. Bardzo ciekawa rzecz, aczkolwiek na tle reszty opowiadań ze zbioru wypada blado, niczym lico głównej bohaterki.

Moja ocena:8/10

"Pocałuj mnie jeszcze raz" to historia młodego mechanika i weterana wojennego, który pewnego dnia w kinie zakochuje się w rudowłosej bileterce. Spędza z nią tylko jeden wieczór by zakochać się na zabój i następnego dnia poznać brutalną prawdę na temat tożsamości ukochanej.

Jak w każdym z opowiada Du Maurier mamy tu niezwykle zgrabnie skonstruowane postaci. Autorka ma niebywały talent do budowania charakterystyk swoich bohaterów w sposób niezwykle lekki, a jednocześnie precyzyjny. Nigdy nie zdradza nam wszystkiego przez co zawsze należy spodziewać się niespodzianek.

Moja ocena:9/10

Ostanie opowiadanie zatytułowane "Stary" wbiło mnie w podłogę. A że podłogę w pracy ma twardą do długo się z niej zbierałam.

Nie da się go opisać w superlatywach nie zdradzając głównego, piorunującego zamysłu. Mogę Wam powiedzieć, że opiera się na grze pozorów i jest skonstruowane na zasadzie monologu.

Pewien mężczyzna opowiada o rodzinie mieszkającej nad jeziorem. Jest to rodzina cokolwiek niezwyczajna.

Ostatnie opowiadanie jest moim zdaniem najlepsze, choć nie da się ukryć, że gdyby je rozbudować przyjemność z czytania była by jeszcze większa.

Moja ocena:10!/10

Daphne Du Maurier ląduje na mojej top liście ulubionych autorów.

Mam wyjątkowego pecha, bo wszyscy pisarze horrorów jakich naprawę cenię od dawna nie żyją.

Ta drobna angielka, o podobno homoseksualnych ciągotach absolutnie mnie kupiła. Nie tylko wspaniałym wyczuciem klimatu grozy, ale także talentem do łączenia wątków psychologicznych z fantastycznymi. Dla mnie to absolutny strzał w dziesiątkę. Żałuję, że tak długo zwlekałam z zapoznaniem się z jej twórczością. Shame on me!

Moja ocena:10/-10

wtorek, 04 sierpnia 2015

Salem - Sezon 1-2 (2014-2015)

salem

Motyw czarownic z miasteczka Salem w Massachusetts jest w Stanach równie popularnym tematem na horror co osławione indiańskie cmentarzyska. Ile to już filmów i książek ukazywało coraz to nowsze wersje historii tego co tam się wydarzyło?

Największym lękiem amerykańskich purytan w XVI wieku były czarownice. Oblubienice diabła rzucające uroki i zsyłające zarazy.

Ten temat podchwyciła też stosunkowo nowa amerykańska stacja telewizyjna WGN America, która zamówiła serial o czarownicach z Salem.

Całość utrzymana jest w tonie lżejszej grozy choć i choć daleko mu do "American horror story" z czasów jego świetności to ambicja by upchnąć się w ramy horroru jest nadal widoczna.

Podchodząc do tego serialu trochę się obawiałam. Obawiałam się, że będzie mdły i nijaki, bo tak często bywa gdy ktoś chce na siłę odsmażyć stare, klasyczne już historie. Myślałam, że będzie przekręcał fakty historyczne, a tym czasem scenariusz całkowicie wymiksował się z tego co wiemy i mniemamy na temat wydarzeń w Salem tworząc całkiem nową historię.

salem

Główną bohaterką filmu jest piękna, czarnowłosa Mary. Zakochana w Johnie zmuszona jest jednak polubić odpychającego przewodniczącego rady miasta Sibley'a. Dziewczyna wzbudza zainteresowanie starych czarownic z Esex i to właśnie jedna z nich pomaga jej sprzedać dusze diabłu w zamian za dość pokaźną władzę.

salem

Po latach gdy Mary jest już Panią Sibley, a jej mąż za sprawa jej diabelskich sztuczek jest wpół warzywem do osady wraca jej ukochany John. W tym samym czasie w Salem rozgorzała panika w sprawie domniemanych czarownic. O czarny posądzany jest praktycznie każdy, tylko nie ci, którzy powinni;)

salem

Podobał mi się sposób ukazania działalności czarownic. Bez specjalnych efektów specjalnych. Ciekawym wątkiem jest 'pobratymiec', czyli taki prywatny 'czarny kot'. Każda wiedźma ma swojego 'pupila'. Może to być ropucha, pająk, mysz. Jest bardzo pomocny w kwestii czarnej magii. Nikt tu nie lata na miotle. Czarownice działają bardzo dyskretnie i widać tu pomysł twórców na całą tę magiczną otoczkę, która nie zalatuje Harym Pojebem. Czarownice mają też swój cel, którym jest odprawienie wielkiego rytuału. Oczywiście znajdą się obrońcy purytan, którzy będą im utrudniać życie, jednak największym problemem są one same. Ich wątpliwości, cienie przeszłości etc.

salem

Sezon pierwszy to właśnie droga do wypełnienia rytuału, którą kroczy Mary i jej towarzysze. Wątki społeczne czyli purytańska naiwność i obłuda. Jest oczywiście miłość, oczywiście nieszczęśliwa, bo jak tu być jednocześnie wybranką diabła i kochanką człowieka.

Mamy to sporą ilość ciekawych bohaterów. Kilku jeszcze nowszych dołącza w drugim sezonie. Drugi sezon przynosi tez pewne niespodzianki względem tożsamości niektórych bohaterów. Mamy całkiem solidną obsadę, na której czele stoi Janet Montogomery w roli Mary Sibley. Mile było mi zobaczyć w większej roli Tamzine Marnchat, która zwykle grywa ogony. Tu wciela się w rolę córki czarownika. Bohaterem który przechodzi największą ewolucje jest jednak pastor Cotton, który niegdyś posłuszny ojcu był godnym przykładem ciasnoty umysłowej i ciemnogroctwa. W pewnym momencie zawiera szczególne przyjaźnie i wychodzi na prowadzenie. Nawet można go polubić.

Największy plus daję jednak za oprawę. Doskonale kostiumy, scenografia, muzyka, cały pomysł na świat przedstawiony. Serial ogląda się bardzo przyjemnie, choć nie jest on jednym z tych moich faworytów na których czekam z z utęsknieniem. Ba, teraz już chyba nie mam takiego serialu:( Na rok 2016 planowana jest emisja trzeciego sezonu. Ciekawa jestem co w nm zastanę bo zakończenie sezonu drugiego było dość jednoznaczne.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

65/100

W skali brutalności:2/10

17:37, ilsa333
Link Komentarze (9) »
niedziela, 02 sierpnia 2015

Nie pamiętasz tytułu filmu? Napisz.

W związku z narastającą ilością wiadomości od czytelników bloga, którzy poszukują filmów, które utkwiły im w pamięci, ale niestety bez tytułu postanowiłam stworzyć na blogu miejsce, gdzie każdy w komentarzu może wysunąć prośbę o pomoc w takiej sprawie.  Link do tego wpisu będzie znajdował się zaraz pod wpisem 'powitalnym': WELCOME, tak by łatwo można było go odszukać.

Na początek kilka takich wiadomości, z pytaniami, na które nadal nie padły odpowiedzi:

MOON szuka:

"Od lat szukam tytułu horroru z lat 80 tych. Z fabuły pamiętam tylko tyle:
- młoda dziewczyna zajmuje się kotem należącym do starszego małżeństwa
- breloczek w kształcie kropli krwi przytwierdzony do kluczy od mieszkania
- klucze wpadają w szparę w podłodze i pod podłogą dziewczyna odkrywa drugie mieszkanie zalane wodą........ "

 

WB szuka:

"Ja z kolei od lat szukam filmu (z pewnością powstał max do 92-93 roku) z fabułą, gdzie duch opętuje ludzi (chyba po śmierci - nie pamiętam dokładnie). Szczególnie utkwiły mi w pamięci sceny gdzie morduje zdaje się jakąś kobietę w basenie wiertarką i opętuje policjanta po czym zmusza go do samobójstwa poprzez strzał w usta jak dobrze pamiętam. Kojarzę, że była też scena z łańcuchami, a jakoś na końcu bodajże główna bohaterka jedzie z policjantami samochodem i też jest opętana."

MAREK szuka:

"Opiszę w rozsądnym skrócie film,który oglądałem w dzieciństwie.Nie znam jego tytułu a bardzo chciałbym jeszcze raz go obejrzeć.Gdyby ktoś mógł mi pomóc.


Wydaje mi się,że oryginalna wersja była anglojęzyczna.Według mojej oceny mógł powstać w latach 60-ych ubiegłego wieku.
Młode małżeństwo jedzie sportowym kabrioletem(wiecie,w tle puszczają film z uciekającym krajobrazem,kierowca szarpie kierownicą,jakby zmagał się z obłąkaną bestią,a poza kadrem kilku fizoli potrząsa bryką,że niby wyboje takie...
Oboje są podekscytowani,bo mają obejrzeć dom,który jest wystawiony na sprzedaż za bardzo atrakcyjną cenę.
Kiedy dojeżdżają na miejsce,wita ich sympatyczna ,starsza pani i oprowadza po domu pokazując wszystkie pomieszczenia i zachwalając ich funkcjonalność.
Młodzi są zadowoleni i zdecydowani na zakup,zaczynają się żegnać,ale pytają na odchodnym,dlaczego tak atrakcyjna chałupa jest wystawiona za bardzo niską kwotę.
I w tym miejscu zaczyna się właściwa akcja,bo kobieta zaczyna snuć opowieść,i przenosimy się nieco w przeszłość.Dom był pełen życia i mieszkańców. Nie mam pojęcia dlaczego,ale zaczęli ginąć kolejno w dramatycznych okolicznościach.Było na pewno jakieś śmiertelne porażenie prądem przy próbie ucieczki przez okno,innych,być może bardziej spektakularnych detali nie pamiętam.
W każdym razie gospodyni opowiedziała ze szczegółami tragiczną historię domu i jego mieszkańców.Ponieważ młodzi byli zaciekawieni niedopowiedzeniem na temat jednej z mieszkanek,zapytali o nią.Wtedy oprowadzająca zatoczyła wokół siebie rękami wskazując na ściany i powiedziała,że tamta została prawdopodobnie zamurowana w jednej z nich .Mówiąc to,cofała się i zniknęła w ścianie.
No,wiadomo,dziewczyna w pisk,ciary na plecach i napisy końcowe.."

APN szuka:


"Szukam filmu w stylu Tarantino (lub z Tarantino) w którym diabeł wynurza się z basenu (mieszka tam lub przebywa) w domkach jednorodzinnych lub szeregowcach. Film mniej więcej z końca lat 80 lub początku 90.
Proszę o pomoc, widziałam wieki temu i tylko tyle pamiętam.....
ktoś coś?"

AGDT szuka:

"Znacie tytuł filmu o dziewczynie która posiada zdolność telekinezy i która ma wytatuowaną róże i jak sie wkurwi to roża rozrasta sie po całym ciele? Pomocy"


W związku z tym, że Wasze prośby pojawiają się w najróżniejszych miejscach na blogu, a nie mogę przejrzeć na szybko komentarzy dalszych niż z przed 30 dni, udało mi się na ten moment znaleźć tylko tyle.

Jeśli ktoś z Was szuka tytułu horroru, albo też chce pomóc pytającemu, proszę o napisanie komentarza pod tym wpisem. Myślę, że jest tu tylu fanów filmów grozy, że wspólnie możemy pomóc w poszukiwaniach, a nie ma chyba większej radochy niż obejrzenie filmu z dzieciństwa;)

10:33, ilsa333
Link Komentarze (7) »
sobota, 01 sierpnia 2015

Unfriended (2014)

unfriended

Grupa nastolatków z jednego liceum rozmawia ze sobą na wideo czacie. Tego wieczoru prócz znajomych łączy się z nimi 'gal anonim'. Wszytko wskazuje na to, że ktoś odpalił na skype konto nieżyjącej od roku Laury. Niegdyś ich koleżanki, później ośmieszonej przed całą szkołą samobójczyni.

Tego wieczoru ktoś rozpocznie z młodymi zabawę, w której, dla odmiany, nie będzie chodzić o chlanie i dawanie dupy. Ktoś zapanował nad ich kompami, a także nad ich życiem.

"Unfriended", czy też "Cybernatural" to kolejny film poruszający popularny problem cyberstalkingu. Twórcy pokazują jak łatwo jest przekroczyć granicę między trollowaniem, a prześladowaniem.

Młodzi przyjaciele: Blair, Mitch, Jess, Adam, Val i Ken padają ofiarami osoby, która pragnie udowodnić im ich moralny upadek. Zanim jednak przejdzie do rzeczy zmuszając młodych do obrzucania się gównem i wyznań zadających kłam ich relacjom, zacznie się niewinnie acz tajemniczo.

W czasie wieczornych pogaduszek na czacie Blair spostrzega, że Laura (nieżyjąca od roku Laura) przesłała jej wiadomość na facebooku.

No, nic zdarza się. Sama dostawałam zaproszenia do znajomych od osób nieżyjących, wysyłane w imieniu kogoś kto w ramach uczczenia pamięci zmarłego nadal prowadzi jego konto. Mimo iż jest to pomysł moim skromnym zdaniem niesmaczny, to po kilku takich akcjach się przyzwyczaiłam i już nie reaguję przerażeniem;)

Blair bierze to za żart, ale i tak zarówno ona jak i jej towarzystwo są zaniepokojeni. Internetowy prześladowca atakuje ich coraz intensywniej wpędzając w tęgi popłoch, aż do momentu kiedy z cyberprzestrzeni przenosi się do świata realnego...

unfriended

Film utrzymany jest w konwencji found footage, a całą akcję śledzimy dzięki internetowym kamerkom. Na naszym ekranie widnieją ekrany komputerów naszych bohaterów. Widzimy więc tylko ich przerażone twarze. Ten chwyt był już stosowany, chociażby w filmie "Den", czy "Linku do zbrodni". Nie jest zatem niczym nowym, ale ma swój plus w porównaniu z innymi filmami kręconymi 'po amatorsku': kamera jest stabilna. Dzięki temu nie wkurwiała mojego oka, a ja mogłam się skupić na śledzeniu fabuły zamiast na próbach opanowania oczopląsu.

unfriended

Jeśli idzie o inne zalety to mogę wymienić pomysł. Znowuż, nie jest oryginalny, bo cyberstalking i mordercy czyhający w internecie to nic nowego w świecie horroru, ale podobało mi się jego wcielenie w życie.

Scenariusz całym sobą krzyczy, że jest to film o głupawych nastolatkach, dlatego też nie zabraknie w nim momentów, w których dramatyczne życiorysy bohaterów przyprawią widza o uśmiech. Kto z kim spał, kto kogo obgaduje, kto komu chce zaszkodzić itp. Morał z tego taki, że nikt święty nie jest, na każdego znajdzie się jakiś hak. Kłopot w tym, że niektórzy upierdliwcy lubią wyciągać cudze trupy z szafy i machać nimi na internetowym forum.

Podsumowując, dzieło roku to to nie jest z pewnością. Nie powali oryginalnością, ma też marne szanse na wystraszenie widzów, ale opowiada jakąś tam historię, trochę zabawną, trochę smutną, trochę krwawą. Spokojnie można sobie zerknąć, ale bez wygórowanych oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 31 lipca 2015

The Mangler/ Maglownica (1995)

maglownica

Pralnie Blue Ribbon nawiedza fala nieszczęśliwych wypadków. Zaczyna się od makabrycznej śmierci jednej z praczek, która zostaje wciągnięta do maglownicy i 'wyprasowana' a jej krwawe szczątki złożone w kosteczkę. Następnie grupa innych pracownic zostaje poparzona przez pare z pompy.

Nic nie zapowiada by na tym miało się skończyć. Miejscowy policjant John Hunton rozpoczyna śledztwo i ze zdziwieniem odrywa, że wszystkiemu jest winna opętana przez demona maglownica.

maglownica

"Maglownica" to horror nakręcony przez Tobiego Hoppera na podstawie opowiadania Stephena Kinga pochodzącego ze zbioru "Nocna zmiana". W oryginale jest to bardzo krótka i prosta opowieść oparta na groteskowym pomyśle, bez zbędnych udziwnień i wątków pobocznych. Hopper znacznie rozwija fabułę i w jego wydaniu groteska osiąga pozom sufitowy, czyniąc "Maglownicę" jednym z najbardziej rozpoznawalnych reprezentantów kina klasy B.

Początek opowieści to przebudzenie maglownicy. Młoda dziewczyna rani się w rękę, jej krew spływa na maszynę i w ten sposób budzi demona, który domaga się ofiar.

Przychodzi czas na pierwszą makabryczną scenę, czyli śmierć innej pracownicy. Gore jest tu do prawdy godne uwagi.

maglownica

W momencie gdy na arenę wkracza inspektor policji następuje zastój atrakcji. Skupiamy się na okultystycznych wymysłach i nieporadnych próbach bohaterów by powstrzymać nieuniknione.

Po nieco nudnawym rozwinięciu następuje apogeum groteski, czyli finałowa walka z ożywającą maglownicą, która rozwalona na części ściga protagonistów po pralni...

Wiadomo już, że głównym antybohaterem jest opętana maszyna jednak pojawia się też bardziej ludzki czarny charakter w osobie właściciela pralni.

maglownica

W tej roli zobaczymy króla wszelkich horrorowych złoczyńców, czyli Roberta Englunda. Świetnie odnajduje się tej lekko satyrycznej roli. Jego postać to bezwzględny typ, który podpisuje pakt z diabłem w zamian za władzę i bogactwo. To bohater dość ciekawy, także we względu na powierzchowność choć i tak na pierwszym planie jest imponująca maglownica.

Tobe Hopper nie raz i nie dwa w swoich filmach ocierał się o granice groteski i absurdu, jednak to maglownica jest jego szczytowym osiągnięciem jeśli idzie o operowanie estetyką kina klasy B. Na pewno nie jest to mój ulubiony film, ale czasami mam po prostu ochotę obejrzeć coś tak niedorzecznego:)

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:4

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

to coś:7

Oryginalność:7

63/100

W skali brutalności:4/10

środa, 29 lipca 2015

A Lonely place to die (2011)

a lonely place to die

Pięcioro alpinistów spotyka się w szkockich górach by wspólnie się wspinać. Podczas wyprawy po szlaku jeden z uczestników wycieczki słyszy dochodzący z głębi lasu głos. Jak się okazuje jest to głos dziewczynki, którą ktoś zakopał w skrzyni po środku niczego. Bohaterzy decydują się pomóc małej. Jak wiadomo każdy dobry uczynek zostanie ukarany, dlatego też należy się spodziewać komplikacji związanych z uwolnieniem dziecka.

Jak się za pewne domyślacie, mała Anna nie znająca nawet słowa po angielsku nie trafiła w szkockie góry sama, a tym bardziej nie zakopała się w lesie. Wkrótce w ślad za dzielnymi wybawicielami zaczną podążać porywacze dziecka. Wszystko to rozegra się w pięknej górskiej scenerii.

"A lonely place to die" jest dziełem twórcy o niewielkim aczkolwiek obiecującym dorobku. Reżyser i scenarzysta w jeden osobie zadbał by jego film okazał się survivalem z prawdziwego zdarzenia. W przeciwieństwie do większości obrazów z tego podgatunku nasi bohaterzy pozytywni nie stawiają tu czoła zdegenerowanej  rodzinie mutantów żyjącej z dala od cywilizacji, a zwykłym przestępcom, którzy wybrali niedostępne górskie ostępy na miejsce popełniania przestępstwa.

a lonely place to die

Największą zaletą obrazu jest nieustanne podtrzymywanie napięcia.

Akcja szybko dochodzi do punktu w którym 'wszytko na dobre się zaczyna'. Alison ie jej przyjaciele znajdują ukrytą w skrzyni pod ziemią dziewczynkę. Wszytko wskazuje na to, że dziecko zostało zabrane z dala od domu, prawdopodobnie z drugiego końca europy. Kto ją tam ukrył i dlaczego? Protagoniści nie mają czasu zastanawiać się na tym, muszą działać.

a lonely place to die

Z uwagi na miejsce  w jakim się znajdują szybkie dotarcie do cywilizacji jest mocno utrudnione, dlatego też ekipa dzieli się na dwie grupy. Dwoje najbardziej doświadczonych wspinaczy pójdzie skrótem, którego nie miałaby szansy pokonać druga grupa, zwłaszcza z wystraszonym dzieckiem na ręku.

Ani jedni ani drudzy nie wiedzą, że już są śledzeni przez dwóch porywaczy, którzy nie mają zamiaru ustąpić. W pewnym momencie zaczną ginąć ludzie. Tylko nielicznym uda się ujść cało.

Twórca nie ustępuje ani na moment, cały czas podgrzewa atmosferę zagrożenia. Z jednej strony trudny teren i zagrożenie płynące z natury z drugiej dwóch uzbrojonych i bezwzględnych typów depczących bohaterom po piętach.

a lonely place to die

Obiektem troski i strapienia dla widza ma być oczywiście dziecko. Mała dziewczynka w białych rajstopkach, którą ktoś uprowadził.

Kontakt z młodą jest utrudniony, ponieważ nie zna angielskiego. Jest jak wystraszone zwierzątko, mała aktorka obsadzona w tej roli poradziła sobie z nią bardzo dobrze. Najważniejszą postacią jest jednak dzielna Alison, w którą wciela się znana w świecie horroru Melissa George. Nie można mieć względem niej żadnych zarzutów.

Film jest po prostu dobry.

Dużą ozdobą są plenery: Lasy, górskie rzeki i strome szczyty potęgują atmosferę zagorzenia i izolacji.

Tempo akcji jest niezwykle szybkie i nie ma tu miejsca na nudnawe zastoje w fabule, czy bzdurne monologi na temat sensu istnienia, jakie niemal zawsze spotkamy w filmach grozy - najczęściej wstawione w najmniej odpowiednich momentach.

Myślę, że to jedne z tych filmów, który spodoba się każdemu. Jest bardzo uniwersalny i mimo iż przez to traci na oryginalności to z pewności zgromadzi sporo zadowolonych z seansu widzów. 

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:7

67/100

w skali brutalności:2/10

poniedziałek, 27 lipca 2015

KRÓL HORRORU - NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI # 4

"Kto jest królem horroru? Może banalnie, ale Stephen King. 

Ścieżki wytyczył HPL - ale jest ciężki w odbiorze i przez to dość hermetyczny, zresztą kto wie, czy to horror, czy proroctwo. 
Można mówić o Ketchumie - ale on wyciąga z człowieka takie ekstremum, że nie możemy do końca uwierzyć, że jest to możliwe. 
Można by przytoczyć Eda Lee, ale on - mimo że brodzi z upodobaniem we wszelkich płynach ustrojowych i innych obrzydlistwach - traktuje grozę trochę z przymrużeniem oka, wie, że jego czytelnik nie bierze tego śmiertelnie poważnie (bo jak popaprany by wtedy był). 
King natomiast...stawia nas w niby normalnych sytuacjach, które rozwijają się w szalenie i niepokojąco nienormalny sposób. Czasami nawet tej grozy nie ma pozornie, ale za rogiem, pod skórą coś się czai. Klown? Zabójczy samochód? Pisarz, który ma dość? Szalony pociąg w dziwnym świecie? a może człowiek, który posunie się za daleko? Fantazja Mistrza nie zna granic, w końcu sam znalazł się w swojej powieści i wpłynęło to na niego. czytając Mroczną Wieżę miałem momentami wrażenie rodem z paranoi Dicka względem Lema - że ten nie istnieje,ale jest nie agendą rządową, a jakimś fantazmatem, kosmicznym konstruktem który chce opanować nasze umysły. Piękną opowieścią, a przy tym grozą i horrorem, który nie epatuje obrzydzeniem, ale sadza nas na krześle elektrycznym dreszczy i niepokoju. Chcemy takiego wyroku."

Paw
stephen king

"Nie będę bardzo odkrywcza, jeśli powiem, że Stephen King.
Od dziecka uwielbiam wszelkie horrory i książki z dreszczykiem.
Co tydzień czekaliśmy z bratem na Kino nocne w sobotę, kiedy były
dawniej nadawane horrory i kryminały.
Pierwszym filmem Kinga jaki widziałam były Langoriery, nie miałam wtedy
pojęcia, że to film na podstawie Jego opowiadania.
Pierwsza książka to Carrie, potem Misery i zakochałam się w Jego
opowieściach, jego stylu, nieprzewidywalności.
Tylko od Jego książek nie mogę się oderwać i tak mocno przeżywam. Nie
muszę nawet oglądać ekranizacji, przy czytaniu wszystko jest tak żywe,
jakbym oglądała film.
Czytałam też Mastertona, Koontza, Ketchuma, ale to Stephen King jest dla
mnie Królem Horroru:)"


Katarzyna


niedziela, 26 lipca 2015

I Will follow you into the dark/

Pójdę za Tobą w ciemność (2012)

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia i Sam spotykają się pewnego dnia i zakochują w sobie.  Dziewczyna często odwiedza chłopaka w jego mieszkaniu. Legenda głosi, że kamienica, w przeszłości służąca jako szpital jest nawiedzona. Na ostatnim pietrze gnieżdżą się niespokojne duchy tych, którzy konali w męczarniach. Teraz, od czasu do czasu ktoś, kto zwróci ich uwagę dołącza do nich, czy tego chce czy nie, znikając bezpowrotnie. Pewnego ranka Sam znika.

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie już w momencie, gdy zobaczyłam dość zaskakuje połączenie gatunkowe, do którego został przyporządkowany ten tytuł: horror, melodramat.

Jako że lubi eksperymenty postanowiłam film obejrzeć pomimo pewnych obaw. Pomijając tę dziwną hybrydę gatunków, mój niepokój wzbudziła Misha Burton w obsadzie. Ostatni horror z jej udziałem, jaki miałam okazję obejrzeć, był tak gniotliwy, że bardziej się już nie dało. Do tej pory mam w pamięci ducha napierdalającego głową w balkonowego okno, czy chlastającego się w kuchennym zlewie. Misha, strasznie podupadła, nie da się ukryć. W "Pójdę za tobą w ciemność" również nie pokazuje dobrego warsztatu, ale wypada lepiej.

Przynależność do gatunku melodramat jest niestety bardzo widoczna. Ckliwych momentów, w których nasza zakochana para przechodzi miłosne uniesienia patrząc sobie głęboko w oczy i trzymając się za rąsie nie zabraknie, ale nie jest to tak kompletnie bezcelowe jak w klasycznych horrorach. Tu ta cała romantyczna sraka była potrzebna by uzasadnić całą akcję horrorową. I mimo iż można było oszczędzić wodzowi te ciężkie kilogramy patosu, którym jesteśmy obrzucani w niemal każdym zdaniu, istnieje tu logiczne uzasadnienie.

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia w krótkim czasie straciła oboje rodziców, co odbiło się na jej kondycji psychicznej i ją sama 'przybliżyło' do śmierci. Teraz kiedy okazuje się, że może stracić jeszcze jedną ukochaną osobę, wskoczy za nią w ognień, pójdzie za nią w ciemność. Widać iż twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, czerpał znacznie większą satysfakcje z pochylania się nad warstwą melodramatyczną traktując tym samym nieco po macoszemu to, co w horrorze powinno być horrorem.

pójdę za tobą w ciemnośc

Efekt jest taki, że jest to bardziej film sentymentalny niż straszny. Od początku do końca. Nic tylko przywiązać se kamień do szyi (najlepiej z napisem LOVE) i skoczyć z budynku - tak można podsumować działania bohaterów.

Czy ten film komuś się spodoba? O tak, jestem pewna. Z gruntu jest skierowany do osób lubujących się w historiach miłosnych z elementami fantastyki. Popularność "Zmierzchu" i tworów 'zmierzchopodobnych' dowodzi temu, że takich widzów nie brakuje.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:0/10

sobota, 25 lipca 2015

W ciemnym zwierciadle - Joseph Sheridan Le Fanu

w ciemnym zwierciadle

Odkąd miałam przyjemność obejrzeć film "Moth diaries" (luźno nawiązujący do "Carmilli") i później polską filmową adaptację "Carmilli" po głowie chodziła mi wersja literacka tej historii.

Zbierałam się zbierałam... aż wkrótce po premierze "Styrii", czyli kolejnej filmowej wariacji na temat dzieła Le Fanu, wydawnictwo Zysk i S-ka dało swoim czytelniom szansę na poznanie klasyki horroru gotyckiego wydając zbiór "W ciemnym zwierciadle".

Wydanie jest naprawdę godne uwagi, zarówno od strony techniczno estetycznej (intrygująca okładka, twarda oprawa)  jak i od strony zawartości, bowiem pozycja nie ogranicza się do "Carmilii", zawiera jeszcze cztery inne opowiadania. Całość liczy sobie 546 stron, a cena jest bardzo przystępna (cztery dychy).

"W Ciemnym zwierciadle" to pięć opowieści zgromadzonych w aktach niejakiego doktora Martina Hesseliusa parającego się sprawami psychiki i metafizyki.

Każda z opowieści opatrzona jest krótkim prologiem uzasadniającym zamieszczenie jej w zbiorze, a także konkluzję, czyli lekkie podsumowanie.

Pierwsze opowiadanie "Zielona Herbata" traktuje o przypadku księdza, wielebnego Jenningsa, którego prześladuje wizja złośliwej małpy, która pojawia się nie stąd ni zowąd w rożnych miejscach, jakby podążając za duchownym. Doprowadza go do prawdziwego kryzysu wiary bowiem małpa ma na celu odciągnięcie mężczyzny od modlitwy i wpędzenia go w paranoje, co zresztą jej się udaje.

Drugie opowiadanie traktuje o urzędniku Sądu, "Sędzim Harbottle", którego wyrzuty sumienia związane z pewną sprawą, w której wydał niesprawiedliwy wyrok doprowadzają do choroby psychicznej i śmierci.

Pewnego dnia Sędzia otrzymuje list zawiadamiający go o procesie toczącym się przeciw niemu od tamtej pory prześladuje go wizja szubienicy.

"Prześladowca" to ostanie opowiadanie z 'serii nawiedzony, czy chory psychicznie'. Wszystkie wspomniane wyżej opowiadania osobiście interpretowałam jako przypadki chorób psychicznych, ale Le Fanu nie stawia sprawy tak dosłownie. Podobnie jak Grabiński zostawia podejmuje tematy psychologiczne mieszając je z ze strefą paranormalną.

W ten sposób tworzy niesamowity nastrój tajemnicy, niedomówienia i grozy oczywiście. "Prześladowca" to historia kapitana, którego prześladuje karzeł. Dziwnie wyglądający mężczyzna podąża w ślad za swoją ofiarą nie pozwalając zaznać jej spokoju u boku ukochanej.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do małpy z "Zielonej herbaty" widzą go także inni bohaterzy, jednak tylko główny bohater widzi w tym groźbę pozbawienia życia.

Najdłuższe z opowiadań "Pokój w Gospodzie Le Dragon Volant" to niejaka zmiana tematu. Bliżej mu do kryminału niż opowieści grozy, choć zawiera ono elementy i jednego i drugiego gatunku. Opowiada o młodym angliku, który zakochuje się w pięknej hrabinie w czasie wycieczki do Francji. Chcąc uchronić ukochaną przed życiem z mężem tyranem pakuje się w nie lada kłopoty.

To opowiadanie bardzo się wyróżnia. Nie tylko swoją złożonością, ale także nowatorskością. Skojarzyło mi się ze stylem Wilkie'ego Collinsa (kumpla Dickensa). Wprowadza ono postać famme fatale i intrygę iście kryminalną, okraszoną dużą porcją romantyzmu w stylu Poego.

I najlepsze na koniec.

"Carmille" z premedytacją umieszczono na końcu zbioru. Wreszcie miałam okazje poznać tę historię w takiej wersji, w jakiej stworzył ją szalony Le Fanu.

Pierwsza kobieta wampiryczna to nie jakaś Belka, lecz słowiański demon gnieżdżący się na terenach Węgier. Polska adaptacja filmowa tej historii jest jej najbliższa z pośród tych, które widziałam do tej pory.

Wszytko zaczyna się do feralnego wypadku pod posiadłością w Styrii, gdzie mieszka angielski hrabia wraz ze swoja jedynaczką, Laurą. Całą historię poznajemy z jej perspektywy. To ona jest narratorką. Wspomina koszmarny sen, który przyśnił jej się jako dziecku, i który spełnia się w momencie, gdy próg jej domu przekracza Carmilla.

Dziewczęta nawiązują dziwna, podszytą erotyzmem więź, która kończy się dla Laury chorobą. Pojawia się tu także watek innej ofiary Carmilli, córki przyjaciela Ojca Laury, który to demaskuje wampira w finale. Świętna, nastrojowa opowieść. Przypadła mi do gustu chyba jeszcze bardziej niż "Dracula" Brama Stockera.

Le Fanu na pewno jeszcze nie raz u mnie zagości. Chętnie poznałabym bliżej inne jego działa czy jakąś dobrze spisaną biografię, bo pisarz wydaje mi się postacią szalenie intrygującą. Podobnie jak Poe, czy Grabiński nie skończył zbyt dobrze. Przez całe życie cierpiał na poważne zaburzenia lękowe. Dręczony wizjami zamarł na atak serca w wieku 59 lat, przez całe życie dzieląc się swoim strachem z czytelnikami.

le fanu


Moja ocena:10/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

http://www.zysk.com.pl/zapowiedzi

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl