What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
środa, 29 października 2014

V/H/S- Viral (2014)

vhs viral

Powstanie kolejnej części chodliwej noweli filmowej nawiązującej swym tytułem do niesławnych często nagrań VHS, był tylko kwestią czasu. Jak pisałam w starszych recenzjach nie jestem wielką fanką tego pomysłu. Pierwsza część zawiodła mnie dość mocno, natomiast druga wydała mi się już nieco lepsza. Co do trzeciej, jest chyba najgorsza z dotąd powstałych.

Cały obraz liczący sobie osiemdziesiąt minut składa się z czterech segmentów. Historia scalającą jest nagranie młodego chłopaka, obsesyjnego filmowca amatora, któremu marzy się wielka sława w sieci, bycie częścią czegoś większego. Pewnego wieczoru w jego mieście rozpocznie się pościg za szaleńcem w furgonetce. Chłopak koniecznie chce nagrać całe zajście i w tym celu wyłania się na ulicę miasta. W momencie, gdy jest skupiony na łapaniu idealnego kadru pędzącego wozu jego dziewczyna zostaje uprowadzona, przez rzeczonego kierowcę furgonetki.

vhs viral

Ten główny segment będzie starał się łączyć wszystkie pozostałe opowieści grozy, których tu uświadczymy. Oceniam go na 4/10

Pierwszą z nich jest historia magicznego płaszcza, tak, magicznego płaszcza, który daje swojemu posiadaczowi czarodziejska moc. Tym szczęśliwcem jest iluzjonista Dante, który za sprawą tegoż magicznego rekwizytu robi zawrotną karierę.

vhs viral

Niestety płaszcz nie daje nic za darmo, właściciel musi składać mu ofiary z ludzi. Historia raczej słaba, już z samego pomysłu, dziecinnego i naiwnego, nacechowanego wtórnością i skupiająca się na wrażeniach wizualnych, czyli po prostu efekciarstwie.Oceniam go na 4/10

Kolejny filmowy segment to dzieło Hiszpana. W zasadzie jedyny z filmików który się  wyróżnia. Rzecz jest o mężczyźnie, który próbuje skontaktować się ze światem równoległym. Konstruuje drzwi między światami i spotyka alternatywnego siebie. Bohaterzy zamieniają się miejscami na krótkie piętnaście minut, ale to wystarczy, by nasz protagonista dowiedział się zbyt wiele o mieszkańca świata równoległego.

vhs viral

Ten segment oglądałam bez tłumaczenia, w języku oryginalnym, tj. hiszpańskim, więc mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam fabułę. Jestem skłonna dać mu 6/10

Trzecia z historii jest totalnie, tragicznie wręcz, niedorzeczna... Grupa skejterów z Kalifornii udaje się do Tijuany by tam nakręcić filmik ze swoimi popisami. Spotykają tam... coś. Kilku 'cośów', którzy wyglądają jak lekko przegnili szamani voodoo.

vhs viral

Owi dziwni 'cośiowie' atakują protagonistów i w zasadzie na tym koniec. Oczywiście do pojawienia się tych antybohaterów doprowadza seria niefortunnych zdarzeń będących udziałem skejterów.Oceniam na 2/10

W między czasie pojawiają się jeszcze dwa króciutkie filmiki, ale nie bardzo wiem, czy uznać je jako osobne segmenty, czy jako część głównej historii dotyczącej naszego chłopaczka, któremu uprowadzono dziewczynę.

Jeden dotyczy masakry na grilku, drugi to historia dziewczyny, której seks nagranie trafiło do sieci za sprawą ex chłopaka i faceta, który zajmuje się wrzucaniem do sieci takich amatorskich nagrań o seksualnym charakterze.

Wszystko w "VHS Viral" w zasadzie kręci się wokół internetowej sławy, jaką może dać zaistnienie na Youtube. Nasz główny bohater marzy o nagraniu czegoś co przyciągnie widzów, pościg policyjny? Czemu by nie.

Bohater segmentu o płaszczu Dante, również głodny jest sławy, nagrywa wszystkie swoje popisy włącznie z tymi, gdzie dokonuje zbrodni.

Nie wiem jakie zamiary miał koleś od 'alternatywnej rzeczywistości', ale również i on kręcił swoją wycieczkę do innego świata.

Co do chłopców skejterów to ich zamiar popisania się na filmiku wrzuconym do sieci jest czytelny od samego początku.

Finał z udziałem naszego 'przewodnika' po segmentach ostatecznie potwierdza, że wszystkim chodziło o to samo. O nakręcenie filmu, na punkcie którego oszaleją widzowie Youtube'a.

Czy w związku z tym, widzowie horrorów oszaleją na punkcie nowej części "V/H/S"? Nie sądzę, nie przypuszczam, by przy tak miernym poziomie poszczególnych nowel i pomimo ambicjonalnej próby sklecenia przesłania, mówiącego o negatywnych skutkach internetowej sławy możliwe było wzbudzenie większego zainteresowania. Niestety nic z tego nie będzie.

Moja ocena: (Jako całość) 4/10

wtorek, 28 października 2014

Wolf town (2010)

wolf town

Student Kyle postanawia zorganizować wycieczkę dla siebie, kumpla i wymarzonej dziewczyny z roku, Jess, którą planuje wyrwać na łonie natury w historycznym już miejscu, opuszczonym miasteczku Raj. Plany się nieco pokrzyżują, bo zawrotne tempo uwodzenia, jakie rozwinął Kyle pozwoliło jego wyśnionej znaleźć sobie innego faceta, którego nie omieszka zabrać ze sobą na wyprawę.

wolf town

Tej dziwnej grupie przydarzy się nieciekawa przygoda. Wygląda na to, że osadnicy, którzy wiele lat temu opuścili urodzajne w złoto tereny mieli ku temu poważne powody, bowiem Raj nie był wcale rajem. W okolicy od dawien dawna grasuje przebiegła wataha wilków, które zaciekle walczą z przybyszami. Teraz zaatakują Kyle'a i jego kompanów.

wolf town

Miałam rozterkę czy w ogóle pisać o tym filmie. Trochę się rozeźliłam, bo w ciągu dwóch dni trafiłam na dwa tęgie filmowe gnioty. Pierwszym była tegoroczna produkcja "The Appearing", teraz kolejne filmowe nieszczęście "Wolf Town", czyli opowieść o złośliwych wilkach.

Filmy z podgatunku animal attack, zawsze są w pewnym stopniu naciągane. Twórcy obdarzają swoich zwierzęcych antagonistów typowo ludzkimi cechami nie bacząc na ich rzeczywiste zachowania osobnicze. Czasami bywa tak, że dany drapieżnik w przedstawionej historii zachowuje się zupełnie nie zgodnie ze swoją naturą. Wilki są tu częstymi antybohaterami i nader często wypaczane są ich portrety. Mimo tego, jeśli film jest dobry jestem wstanie przymknąć na to oko i mimo takich potknięć bardzo podobał mi się obraz "Przetrwanie", czy "Frozen". Niestety w przypadku "Wolf Town" na totalny brak wiedzy i chęci odzwierciedlenia wilczych zachowań nałożyła się tragiczna realizacja i kompletny brak pomysłu na fabułę.

wolf town

Nasi bohaterzy pozytywni trafiają do miasta, które niegdyś zostało zdziesiątkowane przez wilczą watahę. Teraz nikt już się tam nie kręci, mimo niewątpliwych walorów turystycznych, czy historycznych, jakie posiada westernowe miasteczko założone przez poszukiwaczy złota. Zdaje się, że tylko nasi bystrzy studenci wiedzą o jego istnieniu.

Charakterystyki bohaterów są stosownie płaskie i nieciekawe. Mięśniak Rob tj. chłopak Jess, wesoła ślicznotka - Jess, pierdołowaty Kyle o uroku prawiczka i jego kumpel doradca w sprawach sercowych, Ben. Wszyscy oni eliminowani są w sposób sukcesywny i nastręczający wielu wątpliwości względem logiki scenariusza.  Szczerze, to współczułam tym wilkom, którym przyszło spotkać się z tak zidiociałymi ludźmi. Musiało ich to wprawić w niemałą konsternacje.

A wilczki, cóż ładne, rzadko szczerzyły kły, raczej biegały z podkulonymi ogonami, ale i tak w kolejnej scenie widzieliśmy jak gonią do ataku. Samych scen, w których widzielibyśmy szarpaninę z wilkiem nie było. Widać zwierzęcy aktorzy nie byli w tym kierunku tresowani, toteż nie bardzo można było cokolwiek pokazać.

wolf town

Tak więc pozostało nam obserwowanie wesołych kajtków, które to mają stanowić zagrożenie dla protagonistów. Wypadało to bardzo słabo.

Niedostatki możliwości w podkręceniu napięcia łatano durnowatymi, ckliwymi i przyprawiającymi o mdłości rozmówkami pomiędzy naszymi ofiarami. Miłosne wyznania, deklaracje przyjaźni,przebaczenia etc. Cały wachlarz z trudem wykrzesanych przez miernych aktorów emocji.

Cóż, film głupi i skrajnie niedorobiony.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

Klimat:4

Napięcie:2

Zabawa:2

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Zaskoczenie:3

Oryginalność:4

To coś:2

32/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 27 października 2014

La casa muda/ Cichy dom (2010)

la casa muda

Laura i jej ojciec Wilson mają pracować przy remoncie domu wuja Nestora, położonego w małej Urugwajskiej wiosce na skraju lasu. Przybywają tam tuż przed zmrokiem i dopiero nazajutrz mają rozpocząć pracę.

Nie dane im będzie w spokoju przeżyć nocy, bo niepokojące odgłosy wydobywające się z głębi domu nie dadzą Laurze spokoju. Dziewczyna zbudzi ojca i przekona go by sprawdził, co się dzieje. Tatuś nie powróci żywy z tych zwiadów.

la casa muda

Wielokrotnie, między wierszami innych wpisów wspominałam o tej produkcji. Zachwalałam jej klimat i ciekawy sposób realizacji.

Horrory rodem z dalekiej Ameryki Południowej nie docierają do nas zbyt często. W zasadzie, "La Casa Muda" był pierwszym straszakiem z tamtego rejonu, który miałam okazję obejrzeć.

Swoją popularność niewątpliwie zawdzięcza nominacji do Oscara, która to sprawiła, że zainteresowało się nim wiele osób. Rok po premierze filmu amerykanie zmajstrowali swój remake - co było do przewidzenia. Anglojęzyczny film miał bardziej klarowną historię, ale sporo tracił na tym klimat, o czym pisałam w jego recenzji.

Wracając do oryginału to mimo niewątpliwego wyróżnienia jakie zafundowała mu akademia nie jest to film budzący bezbrzeżny zachwyt u widzów. Jest na to zbyt pasywny, zbyt minimalistyczny, zbyt oniryczny, zbyt niejasny, by porywać tłumy.

Cała fabuła skupia się na powolnych przejazdach kamery po ciemnym domu. Laura, tuż po tym, jak z powodu śmierci ojca zostaje sama na placu boju, próbuje odnaleźć niewidzialnego sprawce zbrodni.

Krąży więc z lampą po kolejnych zakurzonych pokojach i powoli odkrywa mroczną tajemnicę domu. Tu mamy bardzo ciekawy zwrot akcji. Nie towarzysza mu fanfary, więc nieuważny widz, którego uśpiła pierwsza połowa 'krajoznawcza' może go po prostu nie zauważyć:) To jest najlepsze w tym filmie. Nikt nie będzie nam wskazywał palcem, w którą stronę spojrzeć, mamy być taka samo zdezorientowani, jak nasz bohaterka.

la casa muda

Przemykające cienie dorosłego mężczyzny i małej dziewczynki to jedyne wskazówki do momentu feralnego znaleziska na pietrze.

Ciemność rozświetla światło lampy, którą dzierży Laura i światło flesza znalezionego polaroida, to jedyne momenty, gdy mamy szansę zobaczyć cokolwiek. Bywają chwile, gdy nie widzimy zupełnie nic i tylko krzyk przerażonej Laury wskazuje na to, że coś złego się dzieje.

la casa muda

Mamy tu w zasadzie trzech bohaterów: Laurę, Wilsona i Nestora, który pojawia się ponownie pod koniec filmu. Paradoksalnie nie zachodzą między nimi żadne interakcje, ale ten trójkąt jest kluczowy dla rozwiązania zagadki. Gdy już wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, możemy nadal odczuwać niedosyt. Prawda jest taka, że historia jest dość złożona, wiele rzeczy nie jest do końca jasne. Warto obejrzeć film od początku do końca, włączając w to napisy końcowe.

la casa muda

Legenda głosi, że film został zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w latach '40. Zagadka zbrodni nie została nigdy wyjaśniona, nie zapadł żaden wyrok,więc ciężko tu o twarde dowody na poparcie wizji reżysera.

Jeśli miałabym porównać ten obraz z jakąkolwiek inną produkcją to chyba postawiłabym na koreańską "Opowieść o dwóch siostrach".

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś:7

Oryginalność:7

72/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 26 października 2014

Buried Alive (1990)

pogrzebani żywcem

Młoda nauczycielka biologi zafascynowana psychoterapeutycznymi teoriami charyzmatycznego doktora podejmuje pracę w jego placówce.

'Ravenscroft' był niegdyś klasycznym szpitalem psychiatrycznym, teraz bardziej przypomina ośrodek socjoterapeutyczny, w którym panuje dość duża swoboda. Mieszkają w nim dziewczęta z problemami, które rozwiązać mają przełomowe techniki terapii wymyślone przez dyrektora placówki i psychiatrę, Gary'ego.

Po przybyciu na miejsce młoda nauczycielka zauważa nieprzyjemną atmosferę, jaka panuje między pacjentkami, sama zaś doświadcza dziwnych halucynacji, w których widzi falujące ściany, zza których ktoś próbuje się wydostać, do tego dochodzą omamy słuchowe. Janet zaczyna wierzyć, że ktoś został pochowany żywcem na terenie placówki.

pogrzebani żywcem

"Pogrzebanie żywcem to bez wątpienia najstraszliwsza z owych katuszy jaka kiedykolwiek przytrafiła się zwykłemu śmiertelnikowi."

Jest to cytat z opowiadania Poego "Przedwczesny pogrzeb". Mniemam, że to właśnie to opowiadanie zainspirowało twórców filmu "Pogrzebani żywcem".

Z not o filmie dowiadujemy się, że był on inspirowany jednym z opowiadań Poego. Nie znalazłam informacji o jakie opowiadanie może chodzić, więc obstawiam, że jest to właśnie "Przedwczesny pogrzeb".

Jeśli tak jest faktycznie to film podszedł do literackiej inspiracji bardzo swobodnie, bo wspólny jest tylko motyw pochówku za życia, cała reszta to zupełnie inna historia. Oczywiście może być też tak, że chodzi o zupełnie inny tekst, którego nie miałam okazji przeczytać. Poe słynął ze swojego lęku przed pochowaniem go za życia, więc znajdziemy ten motyw jeszcze w kilku odsłonach w jego twórczości.

"Pogrzebani żywcem" to jeden z typowych, można powiedzieć, straszaków z lat '80 i '90. Nie jest to slasher, ale środki wyrazu są typowe dla kina klasy B: Słabe aktorstwo- wyłączając starą gwardię - tanie efekty, przewidywalna fabuła, sporo naiwności.

Film ogląda się miło, bo doza słabszych przymiotów utrzymuje się przed granicą gniotu. Wszytko, co uznamy za wady filmu jest specyficzną cechą tego rodzaju filmów i tu jest do zaakceptowania.

Całe filmowe napięcie zogniskowane jest wokół tajemnicy placówki. Nie posiada ona typowego dla filmowych szpitali psychiatrycznych klimatu, jest współczesna i nie zobaczymy tu narzędzi tortur z ubiegłego wieku stosowanych na opornych pacjentach w starych szpitalach.

Po terenie kręcą się młode dziunie poubierane jak panie przydrożne, wyszczekane jak wiejskie burki. Dziewczęta mimo panującej w ośrodku swobody marzą tylko o tym by stamtąd nawiać, więc gdy kolejne dziewczyny zaczynają znikać pod osłoną nocy, personel tj. dyrektor główny- terapeuta, nauczycielka i obżerający się żelkami psycholog przyjmują wersję ucieczki.

pogrzebani żywcem

Gdyby nie nadnaturalny instynkt Janet, to przekonanie trwałoby dalej, ale młoda nauczycielka zaczyna podejrzewać, że w placówce dzieje się coś złego.

Adorujący ją Gary nieco usypia jej czujność, ale nie na długo. Prędzej, czy później brzydkie sekreciki personelu szpitalnego wyjdą na jaw.

pogrzebani żywcem

Tu nie będzie wielkich niespodzianek, nie oszukujmy się, to nie jest tego kalibru kino. Przez cały seans musimy przymykać oczy na durność dialogów i toporność całej intrygi. Finałowe sceny mogą rozbawić, a przynajmniej wywołać cichy drwiący chichot. Grunt, że jest zabawa:)

 Jest to film skierowany do fanów kina z końca XX wieku, klimat VHS'owy, o lekkim zabarwieniu komediowym.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 25 października 2014

KONKURS!!!


konkurs

Moi drodzy, przypominam o konkursie Halloweenowym, o którym pisałam Wam jakiś czas temu.


Zabawa polega na przesłaniu do mnie 'mrocznej historii'. Do wygrania są cztery książki. Szczegóły konkursu znajdziecie TUTAJ.


Halloween coraz bliżej, czas się sprężać, bo konkurencja nie śpi:)


14:41, ilsa333
Link Dodaj komentarz »

Mercy (2014)

mercy

Mały George jest bardzo związany ze swoją babcią, Mercy. Sielankę wypełnioną miłością, przywiązaniem i nauką przerywa choroba staruszki, która sprawia, że staje się ona niebezpieczna dla otoczenia. Boleśnie atakuje, między innymi, starszego brata George'a, co sprawia, że cała rodzina odsuwa się od krewnej. Praktycznie wszyscy po za George'm trwają przy niej tylko z poczucia obowiązku.

mercy

Po pobycie w szpitalu babcia zostaje odesłana z powrotem na łono rodziny. George dzięki rozmowom z krewnymi powoli odkrywa tajemnice, mroczne tajemnice, jakie skrywała ukochana babcia.

Universal długo rozwodził się nad swoimi planami adaptacji jednego z opowiadań Stephena Kinga. Opowiadanie "Babcia" pochodzi z tego samego zbioru co "Mgła" tj. "Szkieletowa załoga". Teraz film nieoczekiwanie wyłonił się z czeluści internetu, o polskiej premierze nic mi nie wiadomo.

"Szkieletową załogę", książkę niezwykle opasłą, czytałam jeszcze w gimnazjum i nie byłam nią zachwycona. Poziom King'owskich opowiadań w poszczególnych zbiorach jest zawsze tak zróżnicowany, że ciężko którykolwiek z nich ocenić, jako jednoznacznie zły ,lub dobry. Nie szczególnie pamiętam "Babcie", ale "Mgły" też nie pamiętałam, co więcej byłam przekonana, że nigdy jej nie czytałam :)

"Mercy" jest dość typowym dla King'owskiego repertuaru tworem. Mamy tutaj klasyczną wieloznaczność, wahanie między dramatem, a horrorem.

Za reżyserię odpowiada twórca "Udręczonych", zaś scenariusz to dzieło człowieka odpowiedzialnego za "1408".

Film można interpretować zarówno jako opowieść o tym, jak choroba bliskiej osoby zmienia relacje w rodzinie, ale też jako klasyczny straszak, gdzie źródło wszelkiego zła tkwi w sile paranormalnej.

mercy

Ja osobiście bardziej skupiałam się tu na wątkach przyziemnych.

Historie Mercy, która ponad wszytko pragnęła mieć dzieci i pragnienie to bardzo ją zmieniło, interpretowałam jako wewnętrzny konflikt osoby, która dając z siebie wszytko nie zostaje na to nagrodzona łaską, w tym przypadku łaską macierzyństwa. Odwraca się więc od wiary i od ludzi i stając się przeciwieństwem samej siebie paradoksalnie osiąga to, co powinno być nagrodą dla tych dobrych i uczciwych.

mercy

Na drugim biegunie tej historii mamy motyw, czy jaka wiem... paktu? Czarnoksięstwa, lokalnego zabobonu. Niektóre z filmowych scen spokojnie mogą przekonać widza do tej wersji wydarzeń, ale raczej nie nazwałabym tego obrazu pełnokrwistym horrorem. W tej roli wypada zdecydowanie gorzej, choć nie brakuje tu typowych horror'owych elementów. Dla mnie były one jednak uzupełnieniem, elementem wniesionym przez dziecięcego bohatera.

mercy

Jeśli idzie o walory techniczne filmu, to nie bardzo mogę się nad nimi rozwodzić, bo nic szczególnie nie rzuciło mi się w oczy. Wszytko było bardzo poprawne. Wyróżnić mogę co prawda aktorstwo, szczególnie odtwórczyni tytułowej roli, która mimo swoich blisko osiemdziesięciu lat nadal gra ,pracuje i bardzo dobrze jej to wychodzi.

Generalnie film polecam chociażby dla samej historii.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś: 6

62/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 24 października 2014

Les Yeux sans visage/ Oczy bez twarzy (1960)

oczy bez twarzy

W tragicznym wypadku samochodowym córka znanego i cenionego chirurga zostaje, jak wszyscy sądzą, nieodwracalnie oszpecona. Nie potrafi znieść widoku swojej twarzy, nie chce nosić maski, którą dał jej ojciec. Zdesperowany lekarz zrobi wszytko by pomóc ukochanej jedynaczce.

oczy bez twarzy

Po seansie z "Les diaboliqes" postanowiłam bliżej przyjrzeć się francuskiemu kinu grozy z ubiegłego wieku. Tak trafiłam na "Oczy bez twarzy" w reżyserii Georgesa Franju, horror nakręcony na podstawie powieści Jean Redon. Książki nie znam i nie wiem, czy nawet jest szansa na przeczytanie jej w języku polskim.

"Oczy bez twarzy" powstały w pięć lat po premierze "Les Diaboliqes" i w porównaniu z owym filmem ten obraz pozbawiony jest zawiłych intryg w stylu Hitchcocka.

Fabuła jest prosta. Traktuje o poczynaniach ogarniętego szaleństwem lekarza, który posuwa się do rzeźnickich praktyk by pomóc córce w odzyskaniu... twarzy.

W tym celu pozoruje jej śmierć i w całkowitej izolacji i tajemnicy poddaje ją eksperymentalnym, w owych czasach, przeszczepom skóry. Pragnie by Christiane znów powalała urodą. Nie jest to proste, ktoś musi ponieść ofiarę na rzecz cudu jakiego pragnie dokonać doktor Genessier.

Ofiarami padają zwierzęta i ludzie. Tu dużą rolę odgrywa postać lojalnej pomocnicy lekarza, która zwabia młodą i urodziwą Szwajcarkę do posiadłości doktora by ten mógł żywcem odrzeć ją ze skóry.

oczy bez twarzy

Tu może się wydawać, że widz będzie miał do czynienia z wyjątkowo brutalnymi scenami, ale paradoksalnie tak nie jest. Mimo iż jesteśmy świadkami chirurgicznych zabiegów, widzimy przebieg operacji od początku do końca, nie bije z tych scen bezrozumna brutalność współczesnego francuskiego kina torture porn.

Krytycy dostrzegli w tym filmie niespotykaną elegancję i takt w pokazywaniu tego, co i tak zbulwersuje widza. Jak najbardziej podzielam to zdanie, bo wspomniana elegancja przystaje do tego, co widzimy na ekranie. Dużą zasługą jest tu na pewno kolorystyka zdjęć, ściślej mówiąc jej brak, bo film jest czarno-biały, a takie zdjęcia zawsze wydają mi bardziej... powabne:)

Kamera prowadzona jest bardzo powoli i precyzyjnie, mamy tu wiele statycznych ujęć, zbliżeń na twarze naszych bohaterów.

Wszystkie wydarzenia owiane są jakąś oniryczną mgiełką, bohaterzy nie mówią zbyt wiele, a mimo to grają wyśmienicie i widzimy w nich emocje, rozgoryczenie, rozpacz, nadzieję. Bardzo głęboko wikłamy się w wewnętrzne rozterki i odczucia.

oczy bez twarzy

Tu szczególny popis daje nasza nieszczęsna Christiane, która finalnie bardzo zaskakuje. Nie da się jej nie współczuć.

Inaczej sprawa ma się z doktorem, który mimo iż zaręcza, że kieruje się dobrem córki, sprawia wrażenie typowego szalonego naukowca, któremu przede wszystkim zależy na zawodowym sukcesie. Jest bezwzględny w swoich decyzjach.

oczy bez twarzy

Podobnie nieprzyjaznym okiem spojrzymy na jego asystentkę.

Mimo iż historia ta aż kipi od emocji fabuła prowadzona jest w bardzo stonowany sposób, powściągliwości kamery towarzyszy spokojna muzyka filmowa.

Jednym słowem, kawał dobrego kina. Polecam, a jakże.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:10

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

74/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 23 października 2014

Hunger/ Głód (2009)

hunger

Pięcioro ludzi, dwie kobiety i trzech facetów, budzi się... No właśnie, gdzie? Dokoła panuje całkowita ciemność i nim bohaterom uda się zobaczyć 'światło w tunelu' ich lęk zdąży sięgnąć zenitu.

Gdy wreszcie pojawi się upragnione światło grupa ludzi odkryje, że znajdują się w w czymś na kształt bunkra, podziemnym lochu, z którego w żaden sposób nie można się wydostać.

Do dyspozycji naszych bohaterów jest więc mocno ograniczona przestrzeń, sztuczne światło, trzy beczki wody, blaszane kubki... i skalpel :).

Wkrótce protagoniści domyślą się, że ktoś, zaaranżował w najdrobniejszych szczegółach ich porwanie. Widz wie, że ów jegomość przypatruje się poczynaniom swoich ofiar.

Wraz z bohaterami zastanawiamy się nad celem uprowadzenia i obserwujemy ich walkę o przetrwanie, co jak szybko się okaże, nie jest proste.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz przysiadłam do tego filmu, a było to dawno, szybko zrezygnowałam z seansu. Odstręczył mnie od niego wtórny wątek przewodni, czyli sprawdzenie granic humanizmu na ludziach pozostawionych w izolacji i filmowe zdjęcia. Ze zdjęciami można się oswoić. W zasadzie nie chodzi mi tu o ich jakość, czy sposób prowadzenia kamery, bardziej przeszkadzało mi oświetlenie planu. Drażnią mnie filmy, których 'nie widać'. Teraz postanowiłam przewalczyć niechęć i w sumie mogę uznać, że nie było źle:)

Niskobudżetowy thriller ma swój urok. Aktorstwo jest nawet poprawne, a historia choć wtórna zaczyna wciągać, jeśli poświęcimy jej stosowną uwagę.

Z czasem panujący wokół mrok zaczyna działać na plus i fajnie buduje klimat. Dominuje tu klaustrofobiczny nastrój nieustannego zaszczucia. 'Wielki brat patrzy' i nie daje naszym bohaterom żadnych wskazówek. Zarówno oni jak i widz domyśla się, że nie chodzi tu o wysmakowane tortury, bo nie następuje tu żadna ingerencja z zewnątrz. Na podstawie ilości wody jaką fundnął protagonistom oprawca domniemamy, że zabawa potrwa dłużej. Ile? Tu podpowiedz rzuca nam filmowy wstęp.

hunger

Wszystkie rozgrywające się tu wydarzenia opierają się na budowaniu relacji pomiędzy zamkniętymi w lochu ludźmi. Mamy tu szeroki wachlarz osobowości. Altruiści, ofiary, manipulanci, osoby reprezentujące różne klasy społeczne z różnym bagażem doświadczeń.

Jak wskazuje tytuł filmu to właśnie głód będzie największym wrogiem naszych protagonistów. Gdy zacznie poważnie doskwierać rozpocznie się prawdziwy survival. Pojawiają się mocno wątpliwe moralnie pomysły, które, jak zapewne domyślacie się, prędzej, czy później zostaną wcielone w życie.

hunger

Tu się robi ciekawie, choć... typowo. Ludzkie zachowania w sytuacji zagrożenia życia  ograniczają się do kilku typów postaw i będziemy mieli do czynienia właśnie z nimi. Tu nie ma niespodzianek, ale sytuacje kryzysowe, jeśli przedstawione są w miarę wiarygodny sposób zawsze, albo prawie zawsze robią na widzu pewne wrażenie. W przypadku "Głodu" udało się ten efekt osiągnąć. Byłam nieco wytrącona z równowagi, nieco zniesmaczona, wszytko niestety tylko nieco.

Niektóre thrillery podejmujący tego typu kontrowersyjne tematy oddziałują na mnie zdecydowanie bardziej. Przykładem może być tu "The Divide", który przytłoczył mnie wszechogarniającym brudem, syfem - po prostu. Mimo iż reżyser "Głodu" wykorzystuje bliźniacze motywy nie ma tu mowy o powtórzeniu sukcesu. Nie poczułam się głodna, a na to liczyłam ;)

Jeśli chodzi o użyte tu bajery, to efekty żadne i dobrze, bo przy niskim budżecie prawdopodobnie nie wynikłoby z tego nic dobrego.

Jeśli idzie o filmowe zdjęcia to mamy tu ujęcia kręcone klasycznie i urywki z kamery naszego oprawcy.

Jako, że mamy tu do czynienia z rekwizytem jednoznacznie wskazującym na rychłe użycie przemocy nie obejdzie się bez krwi, a więc i bez efektu gore. Tu fani flaków powinni być usatysfakcjonowani, choć z uwagi na niewielki budżet filmu nie wyglądają one tak, jak niektórzy mogli by oczekiwać. Dla mnie było ok, w końcu nie chodziło tu wyłącznie o wrażenia wizualne.

Chodziło przede wszystkim o kłębiące się w głowach protagonistów dylematy, o obserwowanie tego jak przekraczane są kolejne granice.

Ważna jest też postać samego mordercy i tu mogę zdradzić Wam, że niespodzianek nie będzie. A więcej na ten temat w spoilerze.

SPOILER: Znowu mamy pana, który sam niegdyś przekroczył granicę nieprzekraczalną w normalnych warunkach. Teraz chce sobie udowodnić, że każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo. Dlatego raz za razem zamyka ludzi w lochu i utwierdza się w przekonaniu, że każdy człowiek mając do wyboru pożarcie współtowarzysza, lub śmierć głodową wybierze pierwszą opcję.KONIEC SPOILERA.

hunger

Jakoś szczególnie nie będę Was zachęcać do seansu, bo nie jest to obraz w żaden sposób przełomowy, nowatorski, czy robiący kolosalne wrażenie na tle swoich krewniaków. Spokojnie można go sobie obejrzeć, ale bez wygórowanych oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:8

Zaskoczenie:3

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:7

59/100

W skali brutalności:4/10

środa, 22 października 2014

Na krawędzi - Krzysztof Numpsa

na krawedzi

Sięgnęłam po tę książkę z przekory. Miałam okazję czytać o niej bardzo niepochlebne opinie, jedna nawet wytykała autorowi chorobę psychiczną i poddawała w wątpliwość cel publikacji. Wobec takich zarzutów nie mogłam przejść obojętnie, bo autorka opinii zarzekała się, że nawet "Mein Kampf" jej tak nie oburzył.

Nie wiem, "Mein Kampf" nie czytałam, a debiutancka książka Krzysztofa Numpsa bardzo mi się spodobała.

"Na krawędzi" to historia czterdziestoletniego imigranta, który próbuje układać swoje życie na zielonej wyspie. Idzie mu to nijak. Znajduje się na życiowym zakręcie, zwisa nad krawędzią.

Dzięki barwnym opisom autora wyrabiamy sobie przekonanie, że tego człowieka nie czeka nic dobrego. Ba, on sam potwierdza tę myśl na każdym kroku wyrzucając z siebie niezliczone pokłady rozczarowania światem. Nienawidzi wszystkiego i wszystkich. Bez mrugnięcia okiem ocenia życie innych ludzi przy jednorazowym kontakcie i toczy piane z ust przekonany o tym, że każdemu, ale to każdemu wiedzie się lepiej od niego. Wierzy, że jest z góry skazany na przegraną. Oczywiście uważa to za niesprawiedliwe, ale czy faktycznie tak jest? Czy nasz bohater nie pakuje się w szambo na własne życzenie?

irlandia

Damian pije. Nie jest imprezowym lwem. Zalewa się w samotności, lub w towarzystwie żony, która dla dobra małżeńskiej komunikacji upija się razem z nim. Jego zachowanie nosi wszelkie cechy choroby alkoholowej. Pojawiają się paranoiczne rojenia, dolegliwości fizyczne i przekonanie, że szklaneczka whisky w mik ukoi wszelkie bolączki.

Paranoiczne rojenia, przy nich warto się zatrzymać, bo nie wątpliwie stanowią ozdobę tej książki. To za pewne za ich sprawą w mniej elastycznych czytelnikach rozbudziła przekonanie, że autor zdrów na umyśle nie jest.

Mnie szalenie się one podobały. Wyrażały, wydobywały na światło dziennie wszytko to, co najgorsze w naszym bohaterze. Bez pardonu, bez cackania się. Były siłą tej postaci.

Barwne opisy Damianowych mniemań na temat tego, jak funkcjonuje świat i jak należałoby się z nim rozprawić. Może i ja zaraz zostanę uznana za chorą, ale, kurczę, bliska jest mi filozofia gloryfikująca zagładę ludzkości. Miliony ludzi na całym świecie zasługują na bombę atomową, wirusa eboli, czy wybuch wulkanu, które to wymierzą sprawiedliwość za tych, którzy sami nie mogli tego zrobić.

Może Damianowi brakuje trochę zdroworozsądkowego podejścia, ale przepełniająca go frustracja i choroba alkoholowa pogłębia po prostu to, co każdy logicznie myślący człowiek i tak widzi. Chyba, że widzieć nie chce. Takich Damian nienawidzi najbardziej.

"Może depresja nie była żadną choroba tylko świadomością celu, do którego zmierza ten świat?"

Wiele poruszanych przez autora kwestii unaocznia to, na co większość ludzi zamyka oczy, bo inaczej nie potrafiliby normalnie funkcjonować. Problem jego bohatera polega na tym, że oczu przymknąć nie chce, choć ostatecznie znajduje inne, chyba najlepsze rozwiązanie. Zamiast oczy zamykać i udawać, że gówna nie ma, skieruje je w innym kierunku, tam gdzie trawa jest zielona, gównem nie uwalana. Zobaczyć jasną stronę rzeczy, tylko to może uratować człowieka, którego percepcja nie pozwala na wybiórczą ślepotę.

Po za filozoficznymi, dość kontrowersyjnymi w swym wydźwięku, elementami, oraz paranoicznymi wizjami tego, jak rozprawić się ze złem, uświadczymy w powieści czegoś za co miliony kur domowych pokochały "Pięćdziesiąt twarzy Graya". Porno. Bo erotyka w odniesieniu do powieści "Na krawędzi" raczej nie pasuje. Porno, to dobre słowo. Damian rozmiłowany jest w seksie, na tyle, że nieustannie czytamy opisy jego wyczynów. Tych z młodości i tych z dorosłości, a także tych, które sobie tylko wymyślił. Tu wrażliwe serca nieświadomych męskiego punktu widzenia niewiast musiały zadrżeć:) Może nawet nie jest to typowo męski punkt widzenia, bo nie można odebrać kobietom prawa do seksualnego rozpasania i swobody w tej dziedzinie, która w świecie Damiana ociera się właśnie o pornografię. Tak czy inaczej, gro czytelników będzie zszokowane. Na szczęście seksuologa trudno zszokować to też podeszłam do tych opisów z zainteresowaniem. Bez oceniania. A trzeba przyznać autorowi, że o 'tych sprawach' umie pisać równie dobrze jak i o egzystencjalnych rozterkach. No, wiem, wulgarnie, no wiem bez ckliwego romantyzmu, ale kurczę to bardzo naturalistyczne podejście jest już chyba zdrowsze nich żegnanie się krzyżem na widok stojącego penisa.

Umie opowiadać tak, żeby nie nudzić, więc to już jest dokonanie. Nie miałam wrażenia, że autor chce szokować na siłę, jego przekaz wydawał mi się przede wszystkim dobitnie szczery. Trochę taka spowiedź trochę sesja terapeutyczna. Bez ozdobników, bez głaskania. Lubię coś takiego.

Książka reklamowana  było jako 'świat oczami psychopaty'. Pozwolę się nie zgodzić. Damian żadnym psychopatą nie jest. Psychopata nie łapie wkurwu na widok relacji z masowego mordowania delfinów, bo jest mu z tego powodu bardzo wszytko jedno. Nie jest zdolny do poświęcenia dla drugiej osoby, ani nawet do refleksji nad samym sobą. To wszystko wymaga empatii a tego psychopaci nie mają.

Ogólnie nie mam żadnych zarzutów wobec powieści. Jest króciutka, szybko się ją czyta, autor ma swój styl, który nie każdemu musi się podobać, ale lepsze to niż bezpłciowa grafomania spełniająca kryteria dobrego wypracowania. Historia nie jest niczym szczególnym, ale wciąga i jest 'o czymś'.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:


http://novaeres.pl/


13:47, ilsa333
Link Komentarze (7) »

Wrong Turn 6/ Droga bez powrotu 6 (2014)

wrong turn6

W recenzji zbiorczej wszystkich pięciu poprzednich części "Drogi bez powrotu" napisałam, że nie obejrzę kolejnego sequela choćby miałby być to ostatni film na globie. Haha... Szkoda, że od 2012 zapomniałam o tej deklaracji i w dwa lata później, tj. wczoraj, czytając sobie Poego, uatrakcyjniłam lekturę lecącym w tle filmem "Droga bez powrotu 6". Produkcja nosi podtytuł "Last Resort", więc może nie będzie już więcej części? Ta.. jasne.

Tak jak wspomniałam w starej recenzji serii, począwszy od części trzeciej prawa do kontynuacji przechodziły z rąk do rąk zagrzebując tytuł coraz głębiej na cmentarzysku dla filmowych niewypałów.

Teraz ponownie, jakieś mało doświadczony twórca w parze z nieco bardziej doświadczonym scenarzystą zaprezentowali widzom kolejny obraz z nieśmiertelnej serii.

Historia nie odbiega wiele od klasycznego schematu innych "Dróg bez powrotu", ale pojawiły się pewne innowacje, które nie powiem, mimo iż tragicznie głupie odświeżyły nieco zatęchłe przygody rodziny kanibali.

wrong turn6

Młody i przystojny Danny nigdy nie poznał swojej rodziny. Teraz u progu dorosłego życia otrzymał informacje o rodzinnym dziedzictwie, hotelu położonym w lasach Virginii, skąd, wiadomo wywodziła się niesławna rodzinka pożeraczy ludzkiego mięsa.

Danny przybywa do nowego domu wraz z narzeczoną i grupą znajomych, gdzie wita ich para opiekunów przybytku i jednocześnie kuzynów głównego bohatera. Sally (kuzynka) wyjątkowo interesuje się Dannym, co jak szybko się okaże ma swoje korzenie w rodzinnej kazirodczej tradycji.

W tle przewijają się dalsi krewniacy  Danny'ego, ci którzy przegrali na genetycznej loterii, ale jakby nie patrzeć: rodziną są.

wrong turn6

Kuzyni powoli i ostrożnie wprowadzają Danny'ego w krąg wtajemniczenia, by ostatecznie przeciągnąć go na swoją stronę. Jak to się mówi: rodziny się nie wybiera, a nasz sierotek Danny jest bardzo zmotywowany, by takową posiadać, nawet jeśli przyjdzie mu zjeść niegdysiejszych kamratów.

wrong turn6

Jak zwykle formuła serii kipi od scen przemocy i seksu, tu nic się nie zmienia. W porównaniu z piątką akcje jakich tu uświadczymy są chyba mniej żenujące, bo jakoś strawiłam to, co widzę.

Przyjemność z seansu żadna, ale jeśli ktoś koniecznie chce pociągnąć temat kanibali z "Drogi bez powrotu" to może się zapoznać, nikomu nie bronię, ale nikomu nie polecam.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:3

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Zaskoczenie:3

Oryginalność:3

To coś:2

37/100

W skali brutalności:5/10

wtorek, 21 października 2014

The Extraterrestrial (2014)

ufo

April wraz z chłopakiem Kyle'm wybiera się do rodzinnego domku letniskowego by przygotować foty do oferty sprzedażowej. Para zabiera ze sobą grupę znajomych i tam w oparach trawki i zaprawie alkoholowej radośnie swawolą. Dramat zaczyna się gdy bezduszna April odrzuca oświadczyny swojej licealnej miłości (och), a to tylko mały dystraktor, bo faktyczna tragedia będzie miała mniej przyziemne zabarwienie.

Nasi protagoniści staną się bowiem świadkami katastrofy UFO, które zabija się nieopodal. Załoga z kosmosu naciera na chatkę młodych z zamiarem uprowadzenia tudzież ubicia.

ufo

Ha, co za głupi film. Tak właśnie podsumowałam go w jednym zdaniu, gdy na ekranie pojawiły się już napisy końcowe. Nie chce być małostkowa więc rozwinę nieco tę myśl:)

"The Extraterrestrial" to kolejny film braterskiego duetu Vicious, czyli panów od "Grave Encounters", mogłam się tego domyślić po samym tytule, na którym łamię sobie klawiaturę tak samo jak w przypadku "Łowców grobów".

Początek filmu to sekwencja niejasnych wydarzeń, które możemy interpretować - i tak powinniśmy- jako ingerencję UFO w życie ziemian - chodzi mi tu o sławetne uprowadzenia.

Nasi młodzi bohaterzy nie pierwsi i nie ostatni stali się ofiarami złowrogiej siły z innej planety. Miliony ludzi na świecie wierzy, że władze mają tajemne relacje z kosmitami.

ufo

Protagoniści raczej nie należą do tego grona i zajmują się raczej swoimi maluczkimi poczynaniami, aż do chwili, gdy przed ich zadziornymi noskami ląduje nic innego, jak klasyczny latający spodek.

Dalej obserwujemy mało skuteczną próbę ucieczki, a następnie waleczną bitwę młodych z kosmitami, którzy wyglądają... no jak kosmici, duże głowy, chude i długie kończyny, czarne wielkie gały- zero innowacji.

Obcy upatrzyli sobie naszych bohaterów za cel, po tym, jak April wywaliła do jednego z nich z dubeltówki. Nie da się ukryć, że podpadli.

Po drodze przewijają się bohaterzy poboczni, ale jeśli już pojawi się ktoś w miarę interesujący, a jego postać zostaje wykreowana przez przyzwoitego aktora, to i tak szybko zginie, a nam pozostaje obserwowanie młodych przypałowców, którzy, cóż, cechują się młodzieńczą brawurą i emocjonalną niestabilnością.

ufo

Finałowe sceny są maksymalnie ckliwe i w zasadzie dyskwalifikują film z gatunku grozy.

Reasumując jest to taki 'teen horrorek', oparty na teorii spiskowej zakładającej, że władze ukrywają fakt swoich związków z przybyszami z innej planety. Biedni protagoniści stają się przypadkowymi ofiarami i dzięki tym dramatycznym przeżyciom docenią doczesne wartości człowieczego życia, jak miłość, przyjaźń i tak dalej...

Ble.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:4

48/100

W skali brutalności:1/10

08:01, ilsa333
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 października 2014

Wzorzec zbrodni - Warren Ellis

wzorzec zbrodni

W Nowym Jorku, jak w każdej metropolii codziennie dochodzi do zbrodni. Tarllow, starzejący się glina jest tego świadom jak mało kto. Z cynizmem obserwuje świat mordów, gwałtów i grabieży, nie przywiązuje dużej wagi do ludzkich tragedii, nie interesuje się, nie wnika, z nikim nie nawiązuje bliższych relacji. To w jakiś sposób ma go ochronić przez emocjonalnym dołem.

Pewnego dnia gdy dostaje wezwanie do kamienicy przy Pearl Street mocno zrewiduje swoje przekonanie o własnej emocjonalnej kuloodporności.

Na ścianie zobaczy rozchlapany mózg swojego współpracownika, a tuż po tym zwaliste cielsko szalonego mordercy, który załatwiwszy jego kumpla pada martwy od kuli wystrzelonej przez Tarllowa.

Wkrótce na jaw wyjdzie niechlubna tajemnica jaką skrywa budynek przy perłowej ulicy. Swoją metę urządził tam ktoś, kto pomysłowością, sprawnością, wizją przewyższa kompetencje niejednego seryjnego zabójcy. Łowca, którego tożsamość odkrywać będziemy powoli na kartach powieści Ellisa w swoim życiu zabił około dwustu osób. Każdą ofiarę z innej broni, nieprzypadkowej, precyzyjnie dopasowanej do ofiary, mającej swoją historię.

Teraz cały ten złom spada na głowę Tarllowa i dwójki speców od materiałów dowodowych, którzy muszą dopatrzeć się modus operandi, swoistego wzorca zbrodni w powywieszanej jak w sanktuarium spluwach, by w ten sposób zdemaskować sprawce, który w oczach nowojorskiej policji nie istnieje.

manhattan

manhattan

Warren Ellis w zasadzie nie jest pisarzem, a przynajmniej nie jest to jego konik. Brytyjczyk specjalizuje się w branży komiksowej, w tych wszystkich "Iron Manach" i innych dziwadłach budzących wypieki na twarzy u chłopców. małych i dużych.  Napisał jednak kryminał, mocno osadzony w świecie realnym, nie odlatujący w kosmos, gdzie superbohaterem jest wypłowiały gliniarz, wyszczekana lesbijka i maniak nowinek technicznych.

To trio ma za zadanie schwytać Łowce. Nasi bohaterzy pozytywni nie porywają swoja charakterystyką. Tarllow, jak każdy spec od chwytania za jaja przestępców jest cierpki i samotny, jego współtowarzysze to z kolei kolorowi, fajniaccy wariaci, którzy toczą ze sobą cyniczne dyskusje.

Nie zainteresowali mnie szczególnie i jeśli mam być szczera to w czasie lektury ożywiałam się dopiero, gdy na arenę wkraczał Łowca. Spora część powieści poświęcona jest światu widzianego oczyma naszego szaleńca, geniusza zbrodni, który ma problem z pogodzeniem się z amerykańską rzeczywistością. Nie akceptuje cywilizacji, w swojej wyobraźni widzi Manhattan jako indiańską wyspę, gdzie ludzie żyją w zgodzie z naturą. Nienawidzi przybyłych z europy ludzi.

Dzięki jego postaci mamy szansę poznać historię Nowego Jorku, kulturę Indian i pierwotne, rdzenne zwyczaje mieszkańców Ameryki.

manhattan

Ta wizja skontrastowana jest z rzeczywistością, którą zimnym spojrzeniem omiata Tarllow, tj. konsumpcjonizm, chytrość, chęć posiadania władzy, amoralność.

Niestety cała opowieść wtłoczona jest w ramy kryminału, co do tego nie ma wątpliwości, celem czytelnika jest śledzenie poczynać policjantów, jakkolwiek byli by nudni i przeciętni, to oni są na tapecie.

Reasumując powieść mnie nie porwała, mimo widocznych zalet dominuje tu schematyczność i przycina ona skrzydła wyobraźni, którą tak skutecznie podsyca postać antybohatera.

Wkrótce, z uwagi na to, że Warren Ellis zajmuje się też pisaniem scenariuszy, możemy spodziewać się serialowej wersji tej historii. Myślę, że tam sprawdzi się dużo lepiej, bo i tak w czasie lektury miałam wrażenie, że mam przed sobą kolejny odcinek CSI.

Moja ocena: 5+/10

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN:

sqn

niedziela, 19 października 2014

The Canal (2014)

canal

David pracuje w archiwum filmowym, gdzie pewnego dnia wpada mu w ręce nakręcony przez policję obraz z miejsca zbrodni. Ku swojemu zaskoczeniu odkrywa, że nagranie z 1902 roku został zarejestrowane w jego domu.

To jego dom, gdzie mieszka wraz z piękną żoną i uroczym synkiem był miejscem zabójstwa niewiernej żony, dwójki małych dzieci i bogu ducha winnej guwernantki. Makabrycznego mordu dokonał były właściciel chaty, który od tej pory będzie prześladował Davida w snach.

canal

Na jawie David odkryje, że jego żonka puszcza się na boku, mężczyzna nie zdąży jednak wyjaśnić sprawy, bo w dniu w którym śledził on żonę, ta przepadła bez wieści.

W końcu wszystkie filmowe wydarzenia zaczną krążyć coraz bliżej tytułowego kanału, zbiornika wodnego tuż obok, którego mieszka David z familią, tego samego kanału, z którego na początku XX wieku wyłowiono nieszczęsną rodzinę, a teraz także i żonę Davida.

canal

No, proszę mamy wreszcie całkiem dobry film w smutnym roku 2014:)

Horror pochodzącego z Irlandii reżysera mile mnie zaskoczył. Początkowo oglądałam go pogrążona w półśnie, bo tak mi ostatnio niedoczas dokuczał, jednak bardzo szybko wciągnęłam się w filmowo fabułę i pod koniec seansu byłam już jak najdalsza od wymarzonego snu.

Po przeczytaniu opisu fabuły, czy mojego, czy innego pewnie zastanawiacie się, nad czym się tu zachwycać? Bo scenariusz prosty jak konstrukcja cepa, jeszcze nim zaczniemy film oglądać można się domyślić, o co tak naprawdę chodzi.

Ograny motyw typowy dla paranoid thriller- jestem szalony czy widzę duchy? Typowy także dla ghost story czy horroru psychologicznego, bo ostatecznie mamy podejrzenie, że w domu Davida straszy, straszy w okolicy kanału, straszy w obskurnym publicznym szalecie, gdzie zaszył się nasz bohater po tym jak został świadkiem harcy żonki. Załamanie nerwowe, zazdrość, trauma jaką niesie dla naszego bohatera odkrycie zdrady. Wszytko to nasuwa dość jednoznaczne wnioski. Ale... No właśnie 'ale'.

canal

Tym 'Ale' jest sposób opowiedzenia tej historii. Nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o 'dobre środku przekazu', bo najefektowniejsze efekty nie uratują filmu jeśli pomysł jest denny, chodzi mi o jakiś, być może samorodny, talent do snucia opowieści. Snucia jej w sposób przykuwający uwagę, stopniujący napięcie i wreszcie zaskakujący, gdy w finale, tj. bardziej w epilogu fabuła robi nieoczekiwany zwrot. To, co widz uznał za domknięcie fabuły, czyli najprawdopodobniej przewidziany zwrot akcji nie jest wcale końcem, nie jest tą fajerwerką. Reżyser nie odpuszcza nam do samego końca i to jest fajne.

canal

A co mamy w międzyczasie? Tak jak napisałam, wątki typowe: duch mordercy, którego David chce dorwać a przynajmniej udowodnić jego istnienie dzięki starej kamerze, którą próbuje nagrać krążącego po domu i wyłaniającego się z trawy nad kanałem ducha.

Nasza postać z zaświatów objawia się przed widzem najczęściej w postaci cienia, złowrogo zawisającego kilka metrów nad ziemią. Jego pełne oblicze widzimy głównie w starych nagraniach, do których dorwał się David. Chwila w której po raz pierwszy styka się on z  bez wątpienia demonicznym człowiekiem przypieczętowała jego los.

canal

W jakiś dziwny sposób pobudziła wyobraźnie, każe  rozważyć, czy czasem aby jego żonka też nie złamała małżeńskiej przysięgi, no i masz... Im mniej wiesz tym lepiej śpisz, obecnie David już prawie nie sypia, zachowuje się jak ci wariaci z TLC czekający na apokalipse zombie. Widzimy świat oczami Davida, widzimy to, co on widzi, więc jego zachowanie jest w naszych oczach uzasadnione, przynajmniej w pewnym stopniu, zależnym od tego jak silnie podziałają na nas sugestywne -bardzo- sugestywne typowe dla ghost story chwyty.

Do tych wszystkich pochwał warto dorzucić ciepłe słowo dla aktorów, którzy dawali sobie radę całkiem dobrze. Oszczędne efekty wystarczyły, jeśli połączono je z dobrym montażem i zdjęciami. Szczególnie podobały mi się sekwencje ze starej kamery, więc sprawy techniczne całkowicie zadowalają.

Podsumowując, film bardzo udany. Zgrabnie zrobiony i mimo schematycznego motywu sprawnie grający widzowi na nerwach. Czasami nie trzeba szukać pomysłów nie wiadomo gdzie, bo w rękach sprawnego twórcy nawet banał może się sprzedać.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

74/100

W skali brutalności:1/10

środa, 15 października 2014

Deliver us from evil/ Zbaw nas ode złego (2014)

zbaw nas ode zlego

Nowojorski glina, po uszy upaprany w okrucieństwie tego świata, zostaje wciągnięty w kryminalne śledztwo o paranormalnym zabarwieniu.

Wszytko zaczyna się od trzech żołnierzy stacjonujących w Iraku. Każdy z nich został dyscyplinarnie zwolniony ze służby i wrócił do domu odmieniony. Wskazówkę na temat przyczyn wewnętrznej przemiany protagonistów daje nam filmowy wstęp. Na razie zbyt niejasny, by rzucić trochę światła na późniejsze wydarzenia, które stanowią właściwą fabułę.

Jeden z owych żołnierzy styka się z naszym gliną po awanturze domowej, która zakończyła się interwencją między innymi naszego głównego bohatera, Ralpha.

Po nitce do kłębka dowiadujemy się co stało się z resztą. Początek filmu, przyznam jest dość chaotyczny, ale w miarę jak postępuje scenariusz wszystko staje się proste i  oczywiste.

zbaw nas ode zlego

Oczywistość to największa wada tego filmu. Ale chciałabym zacząć od zalet.

"Deliver us from evil" to w zasadzie jedyny, po za "Babadookiem", tegoroczny obraz, na który ostrzyłam sobie pazurki. Nie dlatego, że urzekł mnie pomysł na kolejny film o opętaniu przez demony. Całą swoją wiarę pokładałam w nazwisku reżysera.

Scott Derrickson, nie raz pokazał, że potrafi, jak mało który hollywoodzki twórca operować klimatem grozy. Ma też pomysły na ciekawe fabuły. Nie dziwne więc, że filmy wychodzą mu dobre, jak "Egzorcyzmy Emily Rose", czy bardzo dobre, jak "Sinister".

Tym razem twórca postawił na posiłkowanie się literaturą. Podobnie jak w przypadku historii egzorcyzmów Emily wykorzystał tzw. true story, historię, która, jak twierdzi autor powieści, Ralph Sarchie, przydarzyła mu się na prawdę. Czy tak było, czy nie, nie mnie oceniać. Mam oczywiście swoje wątpliwości, które wnoszę na postawie filmu- książki nie znam -przede wszystkim jest to naiwność, ale na tym koniec, bo o zaletach miało być.

Zaletą tego filmu jest warsztat reżyserski Derricksona i talent do dobierania sobie współpracowników, operatorów, montażystów, oświetleniowców, dźwiękowców etc. Wszystkie sprawy techniczne są dopieszczone, tak jak w "Sinisterze", tak jak w "Egzorcyzmach...".

zbaw nas ode zlego

Świetne efekty, doskonałe ujęcia, dobra muzyka, nawet dobry brak muzyki, gdy trzeba. Ale po co to wszystko? Dla tak banalnej, oklepanej historii? Dla patetycznych wywodów, na temat natury zła, prawdziwości misterium egzorcyzmów, łaski bożej, które spotykamy w każdym filmie z motywem opętania?

zbaw nas ode zlego

Nie twierdzę, były dobre fragmenty, przykuwające uwagę, ale szczerze bardziej skupiałam się na ich formie niż treści. Bo to wszytko, takie... banalne. Każda z wygłaszanych kwestii, czy to przez naszego policjanta, czy przez dzielnego księdza egzorcystę, ex heroinistę, który po wyjęciu strzykawy z przedramienia wskoczył w sutannę, była taka bzdurna i miałka, że aż strach. Może w ustach innych aktorów brzmiały by lepiej, bo powiem szczerze, że obsada dobrana była tragicznie.

Co mogę powiedzieć, słowem podsumowania, po za tym, że film mnie rozczarował? Sama nie wiem, bo trochę zła na Derricksona jestem. Takie piękne opakowanie, a w środku takie byle co. Oceniać, go surowo nie będę, bo generalnie, nie jest to zły film, powiedziałabym, że jest nawet dobry, ale gdyby nie był to film gościa, którego stać na wiele więcej.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:3

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 13 października 2014

Nowy drapieżnik - Zbigniew Zborowski

nowy drapieżnik

Kto jest ostatnim ogniwem ewolucji? Człowiek!

Wszystkim nam się wydaje, że już lepiej być nie może. Teorie naukowe wskazują na to, że osiągnęliśmy wszystko, co było możliwe. W obecnym czasie nie ma już miejsca na dobór naturalny, piramida łańcucha pokarmowego została odwrócona, na najsilniejszych drapieżników jest więcej niż pożywienia.

Czego uczy nas teoria ewolucji, która jak nam się wydaje przestała nas dotyczyć? Kiedy jakiś gatunek staje się zbyt ekspansywny pojawia się nowy drapieżnik, który pacyfikuje poczynania dotychczasowego króla dżungli. To tylko kwestia czasu aż nastąpi załamanie w strukturze biosfery i w naszym cywilizowany świecie pojawi się on: Nowy drapieżnik.

nowy drapieżnik

Kim on będzie i jaką siłą pozbawi człowieka władzy absolutnej? O tym traktuje debiutancka (sic!) powieść Zbigniewa Zborowskiego.

Bardzo długo miałam ochotę na tę lekturę, ale zafiksowałam się na Dardę i puki nie przemieliłam wszystkiego co do tej pory wydał nie czytałam horrorów innych polskich autorów.

Kiedy doszły mnie słuchy, że Zborowski, debiutant, któremu szansę dało wydawnictwo Zysk i s-ka został nominowany do nagrody Stefana Grabińskiego, w parze z między innymi Orbitowskim, który walczył w tym roku o Nike stwierdziłam, że nie ma co, muszę tę powieść przeczytać.

I przeczytałam. I jestem pod wrażeniem:) Nie tylko dlatego, że jak na debiutanta Zborowski posiada bardzo wyrobiony styl, a jego historia jest zgrabna i przemyślana.

Uwiodła mnie łatwość z jaką wparował ze swoim kosmicznym pomysłem. Nowy drapieżnik, człowiek o innej, anormalnej strukturze neuroprzekaźników, którego mózg posiada zdolność przenikania do mózgów innych osób... Boże, jak to brzmi? A mimo to kupiła ją z miejsca. Zborowski sprawił, że jego pomysł stał się wiarygodny. Na tym chyba polega dobre sci-fi?

"Nowy drapieżnik" to powieść wielowątkowa. Wielowymiarowa, rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu lat. Najdalsze wydarzenia sięgają początków lat '90, kiedy to poznajemy kalekiego nastolatka, któremu zdiagnozowano już chyba wszystkie możliwe choroby od genetycznych po psychiczne. Dzieciak czeka na śmierć, lecz jest w nim coś, wola drapieżnika, która obudzi się, gdy w pobliżu pojawi się ... pokarm, a jego stado będzie zagrożone. Żadne zwierzę nie potrafi żyć bez pokarmu, nowy drapieżnik ma specyficzne wymagania żywieniowe... Ludzkie zło.

"Zło da się opisać jako specyficzny stan pobudzenia mózgowia. Ktoś zły, a więc porywczy, pozbawiony współczucia (...) ma nie tylko nieco inną budowę mózgu, ale też odrobinę inną fizjonomię. Od normalnego człowieka odróżniają go gwałtowne procesy metaboliczne(...)"

"Nigdy dotąd nie czuł czegoś takiego. Ani razu nie zetknął się z podobnym, wszechogarniającym, dochodzącym po prostu zewsząd, zapachem zwierzyny. Wchodząc do tego domu, zmierzał jak po sznurku tropem człowieka, którego chciał dopaść. Wyraźnym, mocnym, świeżym. Ale po wkroczeniu na tę salę czuje się, jakby nagle wpadł do słoja z syropem, ekstraktem, samą esencją zła."

nowy drapieżnik

Absolutnie nie mam zarzutów do wątku głównego, tj. działalności drapieżnika.

Wątki poboczne, iście kryminalne, wręcz sensacyjne, które wprowadzają nas w świat gangów, robią równie dobre wrażenie, choć nigdy nie sądziłam, że coś takiego może mi przypaść do gustu.

Wątek romansowy też się naszemu pisarzowi udał, może dlatego, że nie robił tu za zapchaj dziurę, ale był potrzebny, wręcz niezbędny, żeby dopiąć sprawę.

Autor radzi sobie z prowadzeniem fabuły na wszystkich płaszczyznach. jedyne do czego mogę się przyczepić to dialogi. Wszyscy bohaterzy operują slangiem, czy glina, czy mafiozo, czy młoda dziennikarka, wszyscy kurwią równo i nawet powiedzonek, używają tych samych.

Problem zauważyłam też w budowaniu dialogu pomiędzy lekarzami, a interesantami. To od światłych doktorów medycyny dowiadujemy się o specyfice nowego drapieżnika, odbiorcami tych wykładów są młoda bystra dziennikarka i cwany glina. Obydwoje w tych rozmowach zostali upozorowani na idiotów, nie potrafiących nawet wymówić "dopamina", czy "neuroprzekaźnik". Trochę mnie to zirytowało, bo jednak tworząc postać trzeba być konsekwentnym, albo debil albo inteligent.

Oczywiście nie przeszkadza to w całościowym odbiorze książki, bo mimo, że takie drobne elementy robią zgrzyt to cała kompozycja wiele na tym nie traci.

Książkę mogę polecić absolutnie wszystkim, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są wątki obyczajowe, nakreślone bez wymuszenia, jest romans, jest sensacja, jest kryminał, jest sci fi i horror. Aż nie do wiary, że to wszytko dało się tak zgrabnie połączyć. Mam nadzieję, że Zbigniew Zborowski już pracuje nad następną książką.

Moja ocena: 8+/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka:

http://www.zysk.com.pl/pl/Aktualnosci/Chimaera_-_nowa_jakosc_wyobrazni


niedziela, 12 października 2014

Horns/ Rogi (2013)

horns

Igg Perrish, młodzieniec o złotym sercu planuje poślubić swoją ukochaną, Merrin, niestety dziewczyna zrywa z nim, a tej samej nocy zostaje zgwałcona i zamordowana w lesie.

Wszystkie tropy prowadzą do Igg'a, rozżalonego kochanka. Nikt tak naprawdę nie wierzy w jego niewinność, ale dowodów zbrodni brak, bo jego adwokat przezornie podpalił laboratorium, gdzie badano ślady zebrane na miejscu zbrodni.

Igg jest delikatnie mówiąc, w dołku. Gdy budzi się pewnego dnia, widzi, że na jego głowie wykiełkowały rogi. Ostateczny dowód na to, że jest wcieleniem zła, czy też może szansa na udowodnienie swojej niewinności? Bo to nie są zwykłe rogi, dzięki nim ludzie objawiają przed Igg'iem swoje najmroczniejsze sekrety.

Nowy horror Aleksandra Aji. Twórcy, któremu wrota do Hollywood otworzył "Blady strach". Od tamtego czasu reżyser z powodzeniem kręci horrory. Ma na koncie takie tytuły jak "Wzgórza mają oczy" (remake), czy "Lustra".

W ubiegłym roku nakręcił nowy film w oparciu o powieść Joe'go Hilla. A kim jest ten Joe Hill? To Joseph Hillstorm King, starszy z synów Stephena Kinga. Ha!.

Nie czytałam niczego co spłodził potomek króla horroru, przynajmniej ten potomek, a chłopak ma na koncie trzy powieści i zbiory opowiadań, znacznie więcej niż młodszy brat, który poszedł w kierunku kariery akademickiej. Czytałam kiedyś, dawno, książkę Owena Kinga "Jesteśmy w tym wszyscy razem", ale jeśli chodzi o twórczość starszego syna to jestem ciemna.

"Rogi" to dość ciekawy produkt filmowy, ale nazwanie go horrorem trąci przesadą. Film w ogóle nie jest straszny i w założeniu nie miał taki być. Kiedy widzę jak Aja operuje groteską, czarnym humorem i wątkami obyczajowymi, a także kryminalnymi, nie powstaje z tego skojarzenie z gatunkiem grozy.

horns

Zaszufladkowanie go w ramy horroru było największym błędem producentów, bo przez to budzi oczekiwania, których w żaden sposób nie jest w stanie spełnić. Czego mamy się tu bać? Gdzie jest klimat grozy?

Przez to skupiamy się na tym, czego nie ma i ciężko jest docenić to, co jest. A jest dużo innych ciekawych elementów.

Jest ciekawa zagadka kryminalna, dotycząca śmierci Merrin. Jest wątek fantastyczny, czyli rogi, które wywołują u ludzi rozpętanie najbardziej skrywanych instynktów i które powodują wiele śmiesznych sytuacji (nie strasznych, nie!) i jest wątek romansowy, całkiem strawny, zalatujący Kingowską wizją świata (najsilniejsze przyjaźnie to te zawarte w dzieciństwie).

horns

Do udziału w filmie zaangażowano Daniela Radcliffe'a, który po opuszczeniu Hogwartu radzi sobie w kinie całkiem dobrze, oraz bardzo utalentowaną Juno Temple, którą pokochałam od czasu jej roli w "Pęknięciach". Ogólnie w obsadzie ujrzymy wiele znanych twarzy, widać, że twórcy byli nastawieni na zrobienie czegoś z rozmachem.

Bardzo, bardzo podobała mi się muzyka filmowa, choć większość użytych tu kawałków służyło za ścieżki w innych popularnych produkcjach, jak "Heroes" Davida Bovie, czy soundtrack z "Wikingów", ale wszytko fajnie.

Efekty specjalne, są, muszą być, niestety, bo wymowa filmu mocno czepia się wątków fantastycznych, więc w finale trzeba się spodziewać 'BUM', a bum musi być efektowne. Jak dla mnie wypadło ono trochę nazbyt ckliwie, w porównaniu z całością produkcji, która nieustannie puszczała do nas oko.

horns

Ciekawi mnie na ile filmowy scenariusz jest zbieżny z pierwowzorem, tj. książką. Pocięli i połatali wg. swojej wizji, czy trzymali się twardo fabuły powieści? Cokolwiek zrobili, złego czy dobrego dla autora historii, ma on u bogu swojego tatę, który zawsze może mu przypomnieć, co przez wszystkie lata najróżniejsi synowie Hollywoodu wyprawiali z jego powieściami:)

Podsumowując nie uważam by był to film nieudany, ale rozminął się ze swoim gatunkiem. Ogląda się go przyjemnie, jest w pewien sposób pomysłowy i nieszablonowy, ale nie zostanie tegorocznym hitem.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

65/100

W skali brutalności: 2/10

sobota, 11 października 2014

KONKURS HALLOWEENOWY

Moi drodzy, w związku ze zbliżającymi się obchodami święta duchów organizuję konkurs z nagrodami. Do zgarnięcia są książki,w tym nowa książka Stefana Dardy, zbiór opowiadań "Opowiem Wam mroczną historię".

Waszym zadaniem będzie właśnie opowiedzenie mrocznej historii.

Nie chodzi mi tu o pisanie pełnowymiarowych opowieści, czy innych poematów. Forma ma być luźna, liczy się treść. Możecie się posiłkować lokalnymi legendami z miejsc Waszego zamieszkania, historiami, które ktoś Wam opowiedział przy ognisku, czy własnymi przeżyciami związanymi z duchami, wampirami, zombie czy co tam sobie chcecie.

Oczywiście nie chodzi mi tu o jakieś true story możecie 'lać wodę'. Zleży mi na oryginalności historii, więc nie rżnijcie z sieci.

Objętość jest dowolna, ile napiszecie, tyle będzie, choć wszytko w granicach rozsądku;) Zgłoszenia przyjmuję pod adresem mailowym: biblia_horroru@o2.pl

Konkurs trwa d 31 października.

Nagrodami za największą kreatywność będą:

1. "Opowiem Wam mroczną historię" Stefan Darda ufundowana przez wydawnictw Videograf

stefan darda


2. "Oni" Olga Haber ufundowana przez wydawnictwo Videograf

olga haber


3. "Demonolog" Andrew Pyper ufundowana przez wydawnictwo Zysk i s-ka

demonolog

 

4. "Panowie Salem" ufundowana przez wydawnictwo Zysk i s-ka

panowie salem

11:21, ilsa333
Link Komentarze (16) »
środa, 08 października 2014

Student bodies/ Ciała studenckie (1981)

ciała

"Ciała studencie" to czarna komedia, tudzież horror komediowy, prekursor parodii konwencji slasher.

Opowiada o uczniach pewnego liceum wśród których krąży seryjny zabójca. Nasz morderca bez twarzy (zazwyczaj widzimy tylko jego kalosze i słyszymy jego głos) morduje nastolatki, które uprawiają seks. Zaczyna d pewnej pary, babysiterka i jej chłopak zostają zabici w domu, w którym tego wieczora pracowała dziewczyna.

ciała

Nasz morderca po za mordowaniem lubi masturbować się i dyszeć do telefonu. Zabija w sposób niekonwencjonalny, np. spinaczem biurowym. Pedagodzy i uczniowie chcą dowiedzieć się kim jest zabójca.

Tropów mamy wiele, bowiem liceum jest pełne pojebańców;)

ciała

Ciężko mi się przyznać, że nie miałam pojęcia  istnieniu tego filmu. Święcie wierzyłam, że pierwszym pastiszem filmów grozy z pod znaku slashera jest "Krzyk". A tymczasem już w roku '81 duet Rose i Richie dopatrzyli się w klasycznej konstrukcji fabularnej topowego wówczas slashera czegoś, z czego można drwić.

ciała

Sparodiowali taki filmy jak "Halloween", "Piątek 13eg", czy "Bal maturalny". Użyli postaci uczniów i nauczycieli podciągając znane z horrorów charakterystyki pod komedię. Uczniowie to w większości opętani seksem ignoranci, a nauczyciele to ... uh... debile, wariaci, powypadkowi szaleńcy, upośledzeni i bardzo, bardzo podejrzani.

W całym zestawie na prowadzenie wychodzi główna bohaterka, bardzo przypominająca Sidney z "Krzyku", cnotliwa Toby, ucząca si w klasie maturalnej.

ciała

Uczniowie giną kolejno, a scenariusz podsuwa nam kolejne tropy mogące pomóc w zdemaskowaniu zabójcy.

W tym wszystkim doświadczymy trochę krwawszych momentów, ale zdecydowanie dominuje humor, czarny humor. Uważam, że całość jest całkiem dobra, choć nie powala.

Moja ocena: 6/10

W skali brutalności:2/10

wtorek, 07 października 2014

Honeymoon (2014)

honeymoon

Paul i Bea, nowożeńcy, wybierają się do rodzinnego domu letniskowego dziewczyny by tam spędzić miesiąc miodowy. Są młodzi, uroczy i zakochani. Niestety sielanka, zostaje przerwana już na początku wyjazdu, gdy pewnej nocy Paul znajdzie swoją ślubną nagą w lesie. Dziewczyna nie wie, jak się tam znalazła, lecz jej małżonek jest przekonany, że przytrafiło jej się coś strasznego.

Może Bea celowo coś zataja, a może faktycznie nie wie co się stało? Może sprawa ma związek z mieszkającym nieopodal Willem, dawnym znajomym dziewczyny, którego zachowanie spokojnie można uznać za dziwne? A może chodzi o coś ZUPEŁNIE innego?

honeymoon

Tegoroczny thriller filmowców o niedużym doświadczeniu ma ogromne szanse by stać się 'number one' wśród tegorocznych straszaków. Na mnie zrobił bardzo pozytywne wrażenie, głównie dlatego, że totalnie mnie zaskoczył. Dlatego apeluje do Was, nie czytajcie komentarzy na temat tego filmu, jakie pojawiają się w sieci. Odradzam też czytanie niektórych recenzji, bo naród nasz ma niezdrowy zwyczaj rzucania spoilerami na prawo i lewo.

Wartość tego filmu to przede wszystkim zaskakująca historia. Praktycznie do samego punktu kulminacyjnego akcji nie wiemy o co może chodzić. Domysły, mniemania, owszem, ale nawet ci, którzy wyczuli pismo nosem finalnie będą zaskoczeni.

honeymoon

Film nie opiera się na fabularnych twistach, lecz na tajemniczości. Od samego początku właściwej akcji sukcesywnie zmierzamy d rozwiązania tajemnicy, po drodze pewnie potkniemy się parokrotnie, bo scenariusz skonstruowany jest na tyle sprawnie, że bez wysiłku wywodzi w pole.

Początek seansu, cały wstępniak jest nieco nużący. Już myślałam, że cały tragizm będzie polegał na tym, że zakochańce zagłaskają się na śmierć i taki będzie ich koniec, ale dalej jest już znaczenie lepiej. Akcja się rozwija. Zatroskany mąż zaczyna wariować z niepokoju.

Sceny konfliktu między młodymi są ukazane bardzo emocjonalnie, ale i wiarygodnie za razem. Myślę, że sam widz może być równie zdezorientowany, co bohaterzy.

Scen o dużym ładunku emocjonalnym jest dosyć sporo, nie chcę tu przywoływać konkretnych przykładów, ale myślę, że szczególnie jedna może zrobić wrażenie... Scenarzyści wysyłają do nas też subtelniejsze sygnały, mówiące o potencjalnym zagrożeniu, podkręcają wrażenie paranoi w bardzo ciekawy, ale dyskretny sposób.

honeymoon

Od strony technicznej nie ma tu fajerwerek, ale nie są one wcale potrzebne. W zupełności wystarcza dobra historia i dobre aktorstwo. Tu moi drodzy miła niespodzianka dla fanów Ygitte 'You know nothing Jon Snow' z "Gry  tron", bowiem w głównej roli kobiecej zobaczymy rudą dzikuskę. W roli Bea'y jest przekonująca. Odtwórca roli jej małżonka wcale jej niczym nie ustępuje, choć... nic nie wie:) Widocznie taki już los jej filmowych partnerów.

Nie wiem, czy film spodoba się wszystkim, choć nie dopatrzyłam się tu żadnych rażących mankamentów. Być może nie każdego przekona cała historia - co kto lubi - ale ja to kupuję. Film dobry, wyróżniający się.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:9

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:8

To coś:8

78/100

W skali brutalności:3/10

Tagi: thriller
09:34, ilsa333
Link Komentarze (9) »
sobota, 04 października 2014

Oltre il guado aka Across the river(2013)

across

Etolog Marco, mieszka samotnie w odległych lasach Friuli niedaleko słoweńskiej granicy. Dni upływają mu na obserwacji zwierząt. Chwyta je w pułapki własnej roboty, bada i montuje im kamery by móc przyjrzeć się ich egzystencji. W ten sposób trafia do opuszczonej górskiej wioski, gdzie wśród ruin zabudowań odnajduje szczątki wielu zwierząt. Stwierdza 'anormalne zachowanie drapieżnika' i postanawia dowiedzieć się z czym ma do czynienia.

Przyznaje się bez bicia, że nie poświęciłam temu filmowi należytej uwagi. Oglądałam go, owszem, ale w między czasie robiłam milion innych rzeczy, co sprawiło, że ta nie do końca klarowna historia była dla mnie jeszcze bardziej niejasna. Ale to nic.

To, co dostrzegłam kątem oka bardzo przypadło mi do gustu.

Pierwsza rzecz: sceneria. Drzewa, pośród których grasują sobie zwierzęta i jak się wkrótce okazuje, nie tylko. Ogromne wrażenie robią też wspomniane wcześniej ruiny wioski. Widząc porzuconą osadę zaczęłam się domyślać, że coś tu jest na rzeczy...

across

Mamy więc odosobnienie i minimalizm.

Nasz bohater, w zasadzie jedyna dusza na planszy, żyje jak pustelnik całkowicie poświęcając się swojej pracy. To, co wydaje mu się 'anomalią' okazuje się być czymś znacznie więcej. Tu istotną rolę odgrywa para bohaterów, jak sądziłam początkowo, robiących za tło. Jedno z nich siedemdziesiąt lat temu w opuszczonej obecnie wiosce widziało coś, czego nie sposób wymazać z pamięci.Właśnie za jego sprawą dowiemy się z czym do czynienia ma nasz etolog.

across

Tajemnica może nie jest szczególnie wymyślna, ale sposób jej zaprezentowania to już zupełnie inny poziom. Generalnie muszę powiedzieć, że nie jest to film, w którym najważniejsza jest treść. Wyklarowana łopatologicznie niskich lotów intryga, która ma za zadanie pełnić rolę 'diabła wyskakującego z pudełka'. To nic z tych rzeczy. Ten film to przede wszystkim forma. Budowanie nastroju, testowanie cierpliwości i skupienia. Piękna oprawa historii, która nie sili się na oryginalność, a mimo to robi wrażenie. Film składa się z ujęć, każde z nich jest godne uwagi i niektóre zapamiętam na na prawdę na długo.Jak to bywa często w przypadku pozornie prostych historii, ma ona swoje drugie dno, ale wnioski na ten temat pozostawię Wam.

across

Polecam cierpliwym, którym nie przeszkadza wolne tempo akcji i tym, którzy cenią sobie klimat europejskiego kina niskobudżetowego.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie













Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących



Spis moli



zBLOGowani.pl