What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
niedziela, 24 lipca 2016

I Walked with a Zombie/ Wędrowałem z zombie (1943)

wędrowałem z zombie

Młoda, urodziwa Betsy ma rozpocząć pracę w charakterze pielęgniarki nieuleczalnie chorej żony plantatora z Karaibów. Przybywa zatem do jego domu i ze zgrozą poznaje dziwną naturę schorzenia jakie przypadło jej podopiecznej, Jessice.

Chora przypomina kukłę bez duszy. Je jeśli się ją nakarmi, porusza się mechanicznie, albo wcale, milczy i patrzy w dal pustym wzrokiem.

Betsy poznaje też resztę rodziny, wszyscy pogrążają się marazmie i chyba nic nie jest w stanie im pomóc. Ostatecznie jedynym ratunkiem dla chorej i jej bliskich wydaje się udział w rytualne Voodoo, który miałby przywrócić Jessice dusze, a jej bliskim spokój i szczęście.

wędrowałem z zombie

Nie jestem fanką zombie movie, to już za pewne zauważyliście. Współczesne podejście do tej tematyki zupełnie mi nie leży, ale żeby zupełnie nie odwracać się od tego cennego dla kultury grozy wątku szukam wizji opartych na staromodnym postrzeganiu zagadnienia zombie.

Za cel postawiłam sobie zapoznać się z zombie movie z przed ery Romero i tak złowiłam pierwszy z filmów "Wędrowałem z zombie".

Usłyszałam, że jest to obraz bardzo zdolnego reżysera, twórcy między innymi "Ludzi kotów", który pod przewodnictwem bardzo interesującego producenta nakręcił właśnie "Wędrowałem z Zombie".

Val Lewton producent i pomysłodawca projektu pracował w studiu Selznica - tak, tego typa o ciężkim charakterze - i to właśnie on powierzył Rosjaninowi wyprodukowanie kilku krótkich niskobudżetowych horrorów. Ten czym prędzej zlecił pracę zdolnemu francuzowi. Rzucił mu temat, a ten, nie skłonny oddawać się grotesce jaka kojarzy się z kinem klasy B postanowił nakręcić horror inny niż wszystkie, a jednak spełniający założenia producenta. Ma być zombie, będzie zombie, ale obleczone w ramy romantycznej, metafizycznej historii.

Szkoda, że współcześni twórcy zombie movie wolą iść na łatwiznę.

"Wędrowałem z zombie" nie jest więc horrorem w stylu Hammera i jemu podobnych. Nie wiem nawet jak określić ten styl, jest tak inny. Jakbym si uparła i koniecznie chciała do czegoś porównać to dzieło, postawiłabym na filmy Hichcocka, ale to z dużym dystansem.

Z drugiej strony scenariusz Curta Sidomaka ("Wilkołak" '41) przypomina fabułę powieści sióstr Bronte, czy "W kleszczach lęku" Jamesa.

Groza jest tu przemycana bardzo subtelnie i ma bardziej romantyczny, czy metafizyczny wymiar. Od pierwszych filmowych scen w dialogach przewijają się tematy związane ze sposobem pojmowania życia i śmierci.

Gdy Betsy, zachwycona światem i po kobiecemu delikatna styka się z mrocznym światem karaibskiej plantacji jej policzki bledną, a ona jest rozdarta między chęcią pomocy przystojnemu chlebodawcy, a podejrzeniami o jak najmroczniejsze poczynania członków rodziny Jessiki.

W filmie pojawiają się sceny, gdzie gości groza, ale znowu nie jest ona taka jak w typowym zombie movie.

wędrowałem z zombie

Trzeba zacząć od tego, że "Wędrowałem z zombie" postrzega motyw żywego trupa zupełnie inaczej. Nie mamy tu gnijących zwłok, do których trzeba wywalić ze strzelby prosto w łeb, a lunatyczną piękność, której umysł zatrzasnął się na zewnętrzne bodźce.

Jessika snuje się nocami po domu, jakby w transie i to właśnie te ujęcia możemy nazwać stricte horrorowym zgraniem.

Wreszcie pojawia się motyw magii Voodoo jako przyczyny stanu Jessiki i jednocześnie jedyny dla niej ratunek. Tu sprzedano  nam kolejną porcję scen mogących wprowadzić stosowny dla gatunku nastrój. Widzimy czarnoskórego mężczyznę, który w swoim szamańskim tańcu manipulując lalką wyciąga z domu żonę plantatora.

wędrowałem z zombie

I na koniec finał, podsumowujący wszytko, ale nie wyjaśniający tego co powinno zostać w sferze tajemnicy. Gdyby pokuszono się w tym miejscu o klarowne wyjaśnienie całego problemu to tak jakby Hollywood chciał nam objaśnić zagadkę życia i śmierci. Poprzestano więc na słowach pożegnania i scenie samobójstwa.

wędrowałem z zombie

"Wędrowałem z zombie" ma tak niesamowity klimat, jest tak pięknie zrobiony, że choćby ze względu na to wato go obejrzeć. Widać, jednak zombie może mieć inną twarz.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:9

To coś:7

71/100

W skali brutalności:0/10

sobota, 23 lipca 2016

The Glow/ Żar (2002)

żar

Młode małżeństwo Matt i Jackie wprowadzają się do apartamentu w kamienicy należącej do pary staruszków, Arnolda i Phoebe Janusz. Odkąd ich drogi się skrzyżowały życie młodych małżonków jest jakby łatwiejsze. Niezwykle żywotni staruszkowie zaprzyjaźniają się z młodymi i udzielają im wielu cennych rad i pomagają w kłopotach. Szczególnie Arnold wydaje się bliski Mattowi.

W pewnym momencie ta znajomość zaczyna przerastać Jackie, która doszukuje się w dobrotliwości staruszków złych intencji. Kiedy okazuje się, że nie są jedynymi młodymi ludźmi, których Arnold i Phoebe przygarniają pod swoje skrzydła Jackie jest już pewna, że ich dobroduszność ma drugie dno.

"Żar" jest produkcją telewizyjną stworzoną przez Craiga Baxleya ("Czerwona różna", "Sztorm stulecia") i Gary'ego Shermana ("Linia śmierci", "Martwy i pogrzebany").

Jest to thriller, który swoją fabułą łudząco przypomina "Dziecko Rosemary". Oczywiście zagrożenie przed jakim stają młodzi małżonkowie w przypadku "Żaru" ma inne podłoże, ale wiele innych wątków dokładnie się zgadza.

Przede wszytkim, to bohaterzy. Mamy tu Matta i Jackie. Młodzi, bezdzietni, nie zamożni, nie mający krewnych. Matt marzy o zrobieniu kariery, Jackie pragnie dziecka. Gdy Matt poznaje w parku Arnolda i Phoebe życie jego i jego młodej żony zmienia się na lepsze. Wynajmują od starszej pary przytulne mieszkanko o wysokim standardzie, sytuacja zawodowa Matta poprawia się i nawet Jackie udaje się zajść w ciążę.

Wydaje się, że wszytko zmierza ku lepszemu. Ale... No właśnie. Jackie zaczyna się niepokoić o swojego małżonka, który znajduje się pod coraz silniejszym wpływem Arnolda.

Inną bardzo niepokojąca sprawa jest znikniecie innego młodego małżeństwa, które również podnajmowało mieszkanie od Januszy. Z resztą nie tylko Janusze sprawiają problem ich znajomi, równie starzy co witalni również budzą niepokój Jackie. To właśnie ona podejmuje próbę zgłębiania tajemnicy nowych przyjaciół i to ona odkryje to co skrywają starsi ludzie.

żar

Jak na produkcje telewizyjną film wypada całkiem klawo. Fajnie się go ogląda, fabuła jest spójna i wiemy, że zmierza do konkretnego punktu, w którym wszytko stanie się jasne. Scenariusz skonstruowany jest wręcz podręcznikowo. Problem w tym, że główny motyw, cała zagadka nie jest zbyt odkrywacz. Łatwo domyślicie się o co też może chodzić Arnoldowi i Phoebe. Produkcji z tego typu antagonistami mamy mnóstwo. Sama oglądałam dwa filmy z bliźniaczym wątkiem w jednym tygodniu, więc można mówić nawet o przesycie tego tematu.

żar

Ale cóż, mimo tego film może się podobać. Filmowe tło, charakterystyki bohaterów są bliskie temu co stworzył Ira Levin i co Polański przeniósł na srebrny ekran. To może być wada, to może być zaleta, zależy jak na to spojrzeć. Jakby nie patrzeć "Dziecko Rosemary" to wspaniały obraz i naśladowanie go nie jest takim głupim pomysłem, jeśli chcieć się przypodobać widzom. Ale z drugiej strony, czy takie kopiowanie jest godne uwagi?

Ocenić możecie sami. Seans z "Żarem" nie będzie najgorszym rozwiązaniem na zabicie czasu, ale jeśli macie ciekawsza alternatywę to przez olanie go wiele nie stracicie.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10

10:51, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2016

Księga Wieszczb - Erika Swyler

księga wieszczb

Simon, młody bibliotekarz mieszka samotnie w zrujnowanym domu, który lada moment osunie się do zatoki Long Island. Tu się wychował, tu zmarła jego matka tonąc w oceanie, tu umarł jego pogrążony w depresji ojciec i stąd uciekła jego młodsza siostra Enola. To tu dociera też do niego dziwna przesyłka nadana przez starego antykwariusza, który dba o to by rodzinne księgi pozostawały w rodzinie.

W ręce Simona trafia książka dokumentująca życie pewnego cyrku. Co mężczyzna może mieć z nią wspólnego? Może nic, a może wszytko, bowiem na kartach dziennika rozpoznaje nazwiska swoich krewnych, kobiet, które podobnie jak jego matka utonęły w młodym wieku.

Uwielbiam książki o rodzinnych tajemnicach, ale nie z cyklu 'mój dziadzia był żołnierzem', preferuję raczej historie mniej przyziemne, gdzie na jaw wychodzą tajemnice nie z tej ziemi.

Powieść Eriki Swyler bardzo silnie skojarzyła mi się z twórczością Isabelle Allende za czasów jej świetności, konkretnie z sagą rodziny De Valle począwszy od "Domu duchów". Znacie?  Lubicie? W takim razie "Księga wieszcz" też powinna wpaść Wam w ręce.

Akcja powieści osadzona jest w czasach współczesnych, jednak retrospekcją sięga do końcówki XIX wieku, czyli poznamy spory przekrój historii.

Owa historia skupia się głównie na życiu cyrku i jego pracowników, czyli jest niezwykle barwnie. Wraz z Simonem poznajemy życie jego przodków, a jak się okazuje ród ma ciekawy rodowód. Sprawa wiąże się z mitycznymi postaciami syren, czy też rusałek - jak zwał, tak zwał - jest bardzo intrygująco.

Oczywiście pojawia się tu gro postaci pobocznych, równie barwnych i szalonych, posiadających niezwykłe właściwości.

Istotnym elementem jest wątek wróżbiarstwa, wyróżniony w tytule książki. Karty tarota poznały prawdę o rodzinie Simona nim ktokolwiek z jego krewnych zdołał się zorientować.

Jest tu też dużo smutku: morderstwa, samobójstwa, tragiczne wypadki, wieloletnie rozłąki z bliskimi. I nasz biedny bohater próbujący poskładać wszytko do kupy by uniknąć nieuniknionego.

Książkę czyta się fantastycznie choć styl nie jest jakiś wybitny, jest poprawny, lekki. Jeśli dodać, że książka stanowi literacki debiut autorki, możemy chyba powiedzieć, że mamy tu do czynienia z dużym talentem, zdolnością snucia wielowątkowej opowieści tak by zainteresować czytelnika i nie zgubić jego uwagi gdzieś po drodze.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

czarna owca


środa, 20 lipca 2016

Before I wake/ Zanim się obudzę (2016)

before Iwake

Małżonkowie Jessie i Mark stracili syna. Okoliczności jego śmierci nie pozwalają Jess na wyzbycie się poczucia winy. Remedium na smutki a być 'dziecko pocieszenia', czyli adoptowany ośmioletni chłopiec, Cody.

Uroczy dzieciak szybko zjednuje sobie nowych rodziców. Gdy okazuje się, że jest dzieckiem niezwykłym obdarzonym talentem urzeczywistniania swoich snów Jessika wykorzystuje jego umiejętności do urzeczywistnienia wizji powrotu synka zza światów. Niestety, sny nie zawsze są kolorowe i sympatyczne, mały Cody ma swojego prywatnego Freddy'ego Kruegera.

"Befora I wake" jest filmem twórcy takich obrazów jak "Absentia", czy "Oculus". Jego niedanym dokonaniem był też thriller "Hush".

To co w produkcjach Mike'a Flangana zawsze dopisuje to klimat. Nie brakuje mu też niezłych pomysłów, czego dowodem była niezwykle oryginalna fabuła "Absentii". W "Before I wake" mamy i klimat i pomysł, jedyne czego zabrakło to grozy z prawdziwego zdarzenia. Podczas seansu z filmem towarzyszył mi raczej smutek, współczucie dla bohaterów niż lęk.

Mamy tu bardzo solidną dawkę dramatu w postaci szeregu tragedii jakich doświadczyli bohaterowie i z którymi próbują sobie radzić oraz sporą porcję fantasty. A gdzie horror?

Amatorzy kina grozy mogą być tym filmem sromotnie rozczarowani. Nie dlatego, że jest zły, nie dlatego, że źle zrealizowany czy nudny, ale dlatego że słabo spełnia rygory, które pozwalają mu zaliczyć się do grona horrorów. Film nie straszy i nie wiem nawet, czy straszyć zamierzał.

A mimo tego, mnie przypadł do gustu. Może jestem nazbyt wyrozumiała dla twórcy o którego można by wymagać znacznie więcej, ale cóż.

Fabuła filmu, owa dominująca warstwa dramatyczna przekonała mnie mimo pewnej banalności. Mamy rodziców którzy stracili dziecko. W ramach pocieszenia adoptują sobie chłopca w podobnym wieku co ich zmarły jedynak. Sympatyczny Cody również miał nieciekawe przejścia. Od śmierci matki tułał się po rodzinach zastępczych i każda adopcja kończyła się nieszczęściem. Rodzice chłopca znikali, lądowali w zakładach psychiatrycznych etc. Tu zaczynamy myśleć, że może z dzieckiem jest coś nie tak: popieprzony i zły, pomiot szatański, tymczasem naszym oczom ukazuje się Jackob Tremblay w którym zakochani są wszyscy widzowie nominowanego do Oscara "Pokoju". Cody nie może być popieprzony i zły, ale nie znaczy to że wraz z jego pojawieniem się nie zaczną dziać się niepokojące rzeczy.

before Iwake

before Iwake

Niepokojące, czy zachwycające? Zgraja pięknych egzotycznych motyli latająca po salonie, czy zmaterializowana wizja martwego synka, który znowu się uśmiecha. Tajemnica adoptowanego chłopca zostaje rozwikłana. Cody potrafi urzeczywistniać swoje sny. Adopcyjni rodzice Cody'ego postrzegają to różnie. Mamusia najchętniej uśpiłaby Cody'ego na całą dobę zmusiła do wyśnienia jej martwego synka, ojciec zaś niepokoi się złymi snami Cody'ego i pragnie przywrócić mu spokój. Złe sny okazują się wyjątkowo niebezpieczne, pojawia się w nich coś na kształt demona. Demon porywa ludzi i nie zamierza opuścić Cody'ego.

Wstawki z udziałem demona są w zasadzie jedynymi elementami mogącymi przypomnieć widzowi, że ogląda horror. Są jednak dość liche, stuprocentowo komputerowe i na mnie nie zrobiły wrażenia, co innego gwałtowny powrót do warstwy dramatycznej filmu, który w prosty sposób wyjaśnia nam przyczynę złych snów chłopca. Tu znowu robi się bardziej smutno niż strasznie, ale jak mówię, nie przeszkadzało mi to, ostatecznie lubię dramaty. Moim zdaniem lepiej dostać dobry dramat z elementami fantasy niż chujowy horror pazurami trzymający się przymiotów swojego gatunku.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

63/100

W skali brutalności:0/10

wtorek, 19 lipca 2016

Controra/ Dom pełen cieni (2014)

controra

Megan i jej mąż Leo wracają w rodzinne strony mężczyzny by sprzedać odziedziczony po wuju dom. Na miejscu okazuje się, że spadkiem żywo interesują się brat Leo, Nicola więc to w jego ręce ma wpaść rodzinne dziedzictwo. Tymczasem martwy wuj, ksiądz i cudotwórca czeka na kanonizację. Sprawę bada wysłany z Watykanu duchowny, ale w pewnym momencie postacią wuja zaczyna interesować się także żona Leo. Wszystko wskazuje na to, że święty wuj nie był 'święty'.

"Dom pełen cieni" to produkcja włosko-irlandzka. To thriller gdzie główną oś fabuły stanowi rozwikłanie rodzinnej zagadki.

Gdy bladolica Megan, wrażliwa artystka, trafia do włoskiej posiadłości, którą odziedziczył jej mąż zaczyna węszyć po kątach. Początkowo urzeczona domostwem, w końcu zaintrygowana jego tajemnicami.

controra

Dominują tu wątki obyczajowe, obraz relacji małżonków, relacji Leo z krewnymi, ale jest też trochę sytuacji nie z tej ziemi, właśnie za sprawą Megan. To właśnie kobieta zaczyna doświadczać dziwnych wizji, w których widzi młodą dziewczynę i księdza, wuja Leo. Przeglądając rodzinne fotografie napotyka na wizerunki osób, o których nikt nic nie wie, albo wiedzieć nie chce. Tropiąc kolejne gałęzie drzewa genealogicznego rodziny małżonka natrafia na pewne luki i nieścisłości. Wszystkie tropy prowadzą do spoczywającego w krypcie wuja.


controra

"Dom pełen cieni" na pewno nie jest dziełem wybitnym realizatorsko. Pomysł jest całkiem dobry, ale w realizację można było włożyć więcej serca.

Kuleją tu nieco wątki nadprzyrodzone, są bardzo mało czytelne i oszczędnie przedstawione, a jakby nie patrzeć to one mają być siła napędowa fabuły. Gdyby nie odjazdy Megan nikt by nie posądził świętego wuja o występne życie. Co się tyczy wątków dramatycznych, równie istotny, tu też widać dużo skrótów myślowych i dopiero finał historii pokaże o co tak na prawdę toczyła się gra. Można to uznać za element zaskoczenia ale równie dobrze można to odebrać jako niedoróbkę.

Finał jest dobry, jest mocny, ale prowadząca do niego droga była nazbyt wyboista, za bardzo rozwleczona.

Dużym plusem jest na pewno lokalizacja akcji, małe włoskie miasteczko, piękna posiadłość, ogromny, stary dom. Ma klimat. Aktorstwo nie jest najgorsze, ale raczej nikt nie zaskarbił tu sobie mojej szczególnej uwagi.

Generalnie jest to film który można sobie odpuścić, ale jeśli zdecydujecie się na seans z nim to też nie będzie to wybór najgorszy.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

56/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 18 lipca 2016

KONKURS FEAR ZONE - WYNIKI

fearzone

Moi Drodzy, z radością informuję, że troje z Was zostało szczęśliwymi posiadaczami podwójnych voucherów na wejście do Fear Zone w Warszawie. Kto dostał ode mnie maila ten już wie.

Vouchery trafią do Zbigniewa, Marty i Pauli, którzy napisali jakie słynne nawiedzone miejsce chcieli by odwiedzić:

"Spośród wszystkich rzekomo nawiedzonych miejsc odwiedzić chciałbym przede wszystkim sztuczne jezioro Qiandao, a ściślej - zatopione po ukończeniu elektrowni wodnej miasto Schicheng.

qiandao

Budowane w pierwszych wiekach naszej ery przetrwało aż do 1959 r., a jego zachowane w dobrym stanie szczątki (paradoksalnie zatopienie chroni przed erozją wietrzną) robią niesamowite wrażenie. Jeśli chodzi natomiast o "nawiedzenie", związane jest ono ze śmiercią porwanych 32 turystów, którzy zginęli na jeziorze podczas pożaru łodzi wznieconego przez porywaczy.

W duchy nie wierzę, więc przy wyborze kierowałem się głównie atmosferą miejsca, potęgowaną przez skojarzenia z Atlantydą oraz przez wschodni rodowód architektury i zdobnictwa, którego przykłady pod powierzchnią jeziora Qiandao można podziwiać."

 

" Amityville Home w Nowym Jorku, USA
Moim zdaniem jest to jedno z miejsc , które zarazem wywołuje przerażenie i wzbudza nieodpartą chęć odkryciaskrywanych przez lata mrocznych tajemnic. Nie bez powodu , nakręcono o tym miejscu film. Chciano ukazać tragiczna historie tocząca się w tym domu latami ... 13 miesięcy po przeprowadzce Ronald junior zastrzelił sześciu członków swojej rodziny. Po 28 dniach wyszedł z domu, twierdząc, że był terroryzowany przez duchy i inne zjawiska paranormalne żyjące w tamtym domu.

amityville

Każda rodzina mieszkająca w tym konkretnym domu była skazana na tragedie jakiej się nie spodziewali przekraczając po raz pierwszy próg swojego nowego domu z nadzieja ze ..... będzie im się żyło lepiej.
Kolejna wstrząsająca historia :Jack Mając 17 lat, przestał chodzić do szkoły, pił i narkotyzował się. 14 listopada 1974 roku chłopak zaopatrzony w broń wszedł do sypialni rodziców. Oddał dwa strzały w głowę ojca i dwa w głowę matki. Później po kolei chodził do pokoi rodzeństwa. Zabił wszystkich. W końcu przyznał się, twierdząc, że zbrodni kazały mu dokonać jakieś dziwne głosy.
 Dom nie tylko oddzialowywuje na ludzka psychikę pobudza w niej znacznie więcej... kumuluje w sobie cierpienie i strach którymi się karmi .
Jeżeli tak : to pytanie jest tylko jedno Dlaczego chciałabym odwiedzić tak upiorne miejsce jak Amityvulle home.?
Odpowiedz jest prosta według mnie każdy odczuwa lek ,strach w unikalny sposób dlatego tez jeżeli pragnie poczuć ” to coś „ musi sięgnąć głębiej ...do miejsca które ma historie ,które żyje własnym życiem a my jesteśmy intruzami wkraczającymi na ich terytorium. Może historii jak ta jest wiele ale to właśnie one powodują że jest w co wierzyć i czego się bać . Udowadnia ludziom ze zło naprawdę istnieje i skrywać się możne w najpozorniejszych miejscach, zależny tylko od nas czy je zauważymy ... a to jak na nas wpłynie to już inna historia do opowiedzenia.
Możliwość odwiedzenia taniego miejsca poczucia niepewności i leku ,złączenie się z historią , dając nam możliwość postrzegania świata z szerszej perspektywy.
 
PS. możne i filmy były dobre ale to one tak naprawdę ukazały mi prawdę,inna niż wszystkie i sprawiły ze spośród tysięcy domów wariatów czy nawiedzonych szpitali wybrałam właśnie TO -miejsce bólu i rosnącego zła nie tyko skrywanych w przeszłości ale także ludzkich sercach."

" Jednym z ciekawszych miejsc wydają mi się katakumby pod Paryżem.

katakumby

Mawiają, że są to upiorne podziemia Paryża. Szczególnie interesujący wydaje się korytarz z milionami czaszek, ułożonymi jedna na drugiej, aż po sufit. Katakumby ciągną się przez wiele kilometrów.. Każdy stos szkieletów opatrzony jest tabliczką z wypisaną nazwą cmentarza i datą przeniesienia szczątek. Ponoć piorunujące wrażenie robi ten spacer wśród szczątek sześciu milionów ludzi. Refleksji nad przemijalnością życia mają zapewne służyć kamienne tabliczki z wygrawerowanymi sentencjami: „Jeśli widziałeś czasem śmierć człowieka, rozważ, że to samo czeka ciebie”, „Dla mnie śmierć jest zwycięstwem”, tak jakby zmarli chcieli nam przekazać swoje przesłania… Jednakże odwiedziny tego miejsca miałyby sens tylko poza godzinami otwarcia dla turystów... Kto wie... Może zmarli przekazaliby odpowiedzi na kilka nurtujących pytań.. a że jest ich tam sporo... szanse wydają się tym większe..."

Laureatom serdecznie gratuluję i dziękuję za wszystkie zgłoszenia.

Przypominam, że był to konkurs organizowany z okazji czterolecia działalności bloga.

11:56, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lipca 2016

Fear Zone : Strefa Strachu - Relacja

fearzone

Zgodnie z obietnicą, mam dla Was relacje z mojej wizyty w Warszawskim Fear Zone - Stefie Strachu.

Wybrałam się tam w piątek, wraz ze swoją strażą przyboczną, bo jednak w duchu jestem tchórz i jak ktoś mnie zaprasza dziesięć metrów pod ziemię to mam pewne obawy.

Dojazd do budynku, gdzie znajduje się owa atrakcja nie jest trudny, ale polecam zaopatrzenie się w jakiegoś Jansika, czy inną nawigację. Chyba, że jesteście Warszawskimi hipsterami wtedy żadne rewiry strefy Centrum nie powinny być Wam obce.

Zanim zostaniecie wpuszczeni w kanał, musicie podpisać cyrograf, w którym zrzekacie się przemocy fizycznej wobec napotkanych w Strefie Grozy stworów, to bardzo ważne, Moi Drodzy. Jak już zadeklarujecie, że będziecie grzeczni zaczyna się zabawa. Od czego? To było dość szokujące jak dla mnie. Nie powiem więcej, ogólnie niewiele powinnam Wam zdradzać, jeśli chodzi o szczegóły, żeby nie zepsuć fun'u.

Skupię się więc na moich subiektywnych wrażeniach.

Po pierwsze, jako cwana bestia ulokowałam się w środku wycieczki. Jeden towarzysz przecierał szlak, drugi obstawiał tyły, więc większość nieszczęść na szlaku dopadała właśnie ich. Nie przyznają się do tego, ale wyszli spoceni z emocji i wytrzeszczem gałek ocznych. Dzielni chłopcy.

Szliśmy więc w grupie trzyosobowej, więc było dość ciasno. Ciągle ktoś na kogoś wpadał, trzeba było pilnować się żeby nie odłączyć się od grupy.

Nad naszym bezpieczeństwem czuwała osoba z obsługi pilnująca tego, co dzieje się na monitorach - tak wszytko jest nagrywane - więc tchórze więksi ode mnie mogę odetchnąć z ulga, bo w razie zapaści, czy innego nieszczęścia będziecie ratowani. Istnieje też coś takiego jak hasło bezpieczeństwa, więc jeśli będziecie już krańcowo przerażeni, wystarczy je krzyknąć z zostaniecie odprowadzeni do mamusi;)

Z tego co usłyszałam od organizatorów atrakcji były grupy, które odpadały już w przedbiegach, więc nie ma czego się wstydzić.

My wytrwaliśmy do końca. Spędziliśmy tam równo półgodziny, choć wydawało mi się, że minęło raptem dziesięć minut.

Gdy schodzicie do podziemi jest całkiem ciemno, otrzymacie lichą latareczkę. Korytarze są ciasne, ciemne, pełno kurzu, coś śmierdziało.  Żeby przejść od popieszczenia do pomieszczenia musicie jakoś sforsować drzwi, łatwo nie jest, trzeba się naszperać w ciemności, znaleźć klucze etc.

Oczywiście co i rusz jesteście atakowani, przez co? Chyba przez wszytko.Ja miałam wrażenie, że atakują mnie nawet ściany. Pojawiają się tu postaci ze znanych horrorów, wyglądają bardzo... żywo i niektórzy wpadają z takim impetem, że można dostać zawału.

Nie zaznacie tam spokoju, bo co chwilę coś Was spotyka. Pełen zakres wrażeń somatycznych. Wcale się nie dziwię istnieniu cyrografu, bo autentycznie w panice można komuś zrobić krzywdę.

Wystrój Strefy jest zajebiaszczy, bardzo horrorowy, każde pomieszczenie jest dopieszczone, stosownie klimatyczne. Ile jest ich w sumie? Nie mam pojęcia, zostaliśmy przepędzeni przez nie jak przerażone bydło i nikt nie liczył, ani czasu ani nie szacował objętości przestrzeni. Niektóre z atrakcji zapamiętam na bardzo długo, a i tak, jak wspomniałam mnie atakowano najmniej, bo skutecznie się ukrywałam za towarzyszami;)

Jeśli chodzi o poziom straszności to otrzymaliśmy wersję standard. Poziom straszenia jest dostosowywany do grupy, jeśli na monitoringu widać, że grupa jest oporna na lęk wytaczane są cięższe działa, analogicznie w sytuacji, gdy grupa jest wyjątkowo tchórzliwa, wtedy traktowani są bardziej lajtowo.

Osobiście w pełni polecam. Koszt wejściówki jest niewielki, a wrażenia murowane. Zamiast oglądać horror, możecie go przeżyć;)

Będę poszukiwać tego rodzaju atrakcji i w miarę możliwości zwiedzać takie miejsca. Chcecie mi coś polecić, śmiało, piszcie.

Jeśli jesteście zainteresowani udziałem w takiej wyprawie zapraszam na stronę: http://fearzone.pl/ lub fanpage: https://www.facebook.com/Fearzone/  po dalsze instrukcje.

Udział w wyprawie możecie również wygrać w moim blogowym konkursie. Macie jeszcze czas do jutra. Szczegóły TU.

12:20, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lipca 2016

The Portal/ Portal (2009)

portal

Dwaj kumple Hooke i Gibbs zatrzymują się nocą w przydrożnym hoteliku by odpocząć w czasie podróży. Na dworze panuje straszna mgła więc mężczyźni są zmuszeni zostać tam do rana. Nazajutrz jako hotelowi goście zostają zaproszeni na wspólny posiłek. Wówczas okazuje się, że nie jest to spodziewane śniadanie, lecz... kolacja, zegar wskazuje, że jest już po osiemnastej. Zdziwieni dołączają do grupy innych hotelowych gości przy stole i raczą się podanym jedzeniem.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nazajutrz nie przywitała ich kolejna mgła i kolejna kolacja po osiemnastej. Jak gdyby czas zatrzymał się w tym miejscu.

Każdorazowo odtwarzana jest ta sama kolacja z tymi samymi daniami z tymi samymi gośćmi wypowiadającymi te same kwestie. Nikt po za Hookiem i Gibbsem nie zdaje sobie sprawy z powtarzalności wydarzeń. Jak gdyby ktoś rzucił na nich urok. Co więcej jeden z mężczyzn zauważa, że szeregi gości hotelu przerzedzają się co również nie zostaje przez nikogo innego zauważone. Z tym miejscem jest coś nie tak i tylko jego właściciele i pracownicy wiedzą o co tak naprawdę chodzi.

portal

"Portal" wygrzebałam w czasie 'poszukiwań zaginionego tytułu'. Jak wiecie na blogu istnieje zakładka, gdzie możecie zgłaszać filmy, których tytułów nie pamiętacie. Wspólnymi siłami z innymi czytelnikami bloga próbujemy odszukać zaginiony tytuł na podstawie tego, co zapamiętaliście z seansu z danym filmem. Jeśli chcecie wesprzeć aktualne poszukiwania zapraszam na fanpage bloga, bo tam toczy się zazwyczaj dyskusja na ten temat. Jeśli zaś chcecie zgłosić film do poszukiwań piszcie komentarz w zakładce JAKI TO FILM.

No, więc właśnie, "Portal" był jednym z zaginionych filmów.

Jest to obraz mało popularnych, stworzony wspólnymi siłami niezbyt doświadczonych twórców, którzy jednak mieli całkiem fany pomysł.

Lubię filmy grozy gdzie pojawia się motyw zapętlenia czasu, amnezji, filmy toczące się w zadupnych hotelikach otoczonych gęstą mgłą. Taki jest "Portal".

Spełnia więc z grubsza wymogi mojego gustu i gdyby przyłożyć się mocniej do jego realizacji byłby oto film może nawet bardzo dobry.

Niestety jest tylko niezły, bo zabrakło tu trochę wyobraźni na sprawne poprowadzenie wątku. W pewnym momencie scenariusz poddaje się klasycznym błędom logicznym, pozwala bohaterom na zbyt dużo nonsensownych decyzji, a obserwowanie ich konsekwencji budzi irytację zamiast niepokoju.

Mimo iż walory techniczne obrazu nie powalają udało się tu stworzyć fajny klimat izolacji i zagrożenia. Gdyby nie to, że zbyt szybko ujawniono 'sekretne życie hoteliku' można by było dłużej delektować się nastrojem tajemnicy. Niestety to co oferuje nam rozwiązanie głównej zagadki nie jest zbyt lotnym pomysłem. Uspokoję Was jednak, że niespodzianek jest tu sporo więc na pewno część elementów tej układanki przypadnie Wam do gustu.

Generalnie film ten jest przykładem niewykorzystanego potencjału.

Większość opinii o nim jest raczej negatywna, więc moja dobra wola by dostrzec w nim ów potencjał niekoniecznie musi znaleźć Wasze poparcie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

środa, 13 lipca 2016

Invitation/ Zaproszenie (2015)

zaproszenie

Will i jego nowa dziewczyna Kira dostają zaproszenie na przyjęcie w domu byłej żony mężczyzny. Sprawa trochę śliska, ale Will postanawia się przełamać i po dwóch latach wrócić do swojego domu w charakterze gościa na przyjęciu. Na imprezie spotkają się wszyscy dawniej bliscy przyjaciele rozwiedzionych małżonków, a także nowi pobratymcy gospodyni.

Przyjęcie jest delikatnie mówiąc dziwne, choć wszyscy starają się ignorować gęstą aurę, jaką roztaczają wokół siebie gospodarze. Eden i David starają się udowodnić zaproszonym jak słodkie życie prowadzą mimo tragedii jakie były ich udziałem. Will patrzy na nich z rosnącymi podejrzeniami.

zaproszenie

"Zaproszenie" jest jednym z tych filmów, na które przyszło mi długo czekać. Pierwszy raz usłyszałam o nim jeszcze w 2015 roku kiedy to film debiutował na różnego rodzaju festiwalach i skąd doszły mnie słuchy, że jest produkcją bardzo dobrą, pretendującą do tytułu najlepszego filmu roku, mimo iż nie trafił do szerokiej dystrybucji, ani nie doczekał się premiery kinowej w naszym pięknym kraju. Czekałam niecierpliwie by zrewidować te pogłoski i wreszcie jest!

Co mogę o nim powiedzieć? Nie jet tak genialny jak roiłam sobie w oczekiwaniu na niego, nie mniej jednak niszowość bardzo wyszła mu na zdrowie.

"Zaproszenie" nie powstało z myślą o apetytach mas, jednak myślę, że i tak spodoba się sporej ilości odbiorców. Jest to zgrabny paranoid thriller, gdzie główny bohater wpędzony zostaje w kłopotliwą sytuację, której nikt po za nim nie postrzega jako zagrożenie.

zaproszenie

Widz podążając za tokiem rozumowania Williama może dać wiarę jego podejrzeniom. Faktycznie jego była żona Eden i jej nowy partner David zachowują się dziwnie, tryskają egzaltowaną radością od której rzygać się chce. Do tego ta para dziwaków przywieziona z podróży do Meksyku, autentyczni przedstawiciele jakiejś chorej sekty.

Z drugiej jednak strony przyglądając się Willowi widzimy faceta rozjebanego emocjonalnie, walczącego z traumą ogromnej straty, człowieka, który nie potrafi się podźwignąć, dlatego szczęście innych tak mocno działa mu na nerwy.

Tak więc kto tu jest szalony?

zaproszenie

Cały film to rozgrywka w odbijanie piłeczki. Kiedy już jesteśmy prawie pewni jednej z dwóch możliwości, szala przesuwa się na drugą stronę i wracamy do punktu wyjścia. Dopiero finał rozstrzyga sprawę. Jest szybki, dynamiczny i ostateczny.

Wizualnie film wypada fajnie, choć nie pokuszono się tu o fejerwerki, a raczej skupiono na budowaniu atmosfery, trochę klaustrofobicznej w uwagi na ograniczoną przestrzeń zabezpieczoną środkami bezpieczeństwa.

Kreacje aktorskie, wyśmienite. Główna rozgrywka toczy się między Willem, a jego byłą żoną i to właśnie odtwórcy tych ról włożyli w nie najwięcej starań. Ciężko być normalnym i pierdolniętym w tym samym momencie, a im się to świetnie udało :)

"Zaproszenie" to intrygujący obraz, dobrze skonstruowany, wypełnia misję wpędzenia widza w zamęt. Jest zaskakujący, ale nie tak bardzo jak można by oczekiwać. Ostatecznie mieliśmy tu tylko dwie możliwości, dwóch potencjalnych antagonistów i ostatecznie jeden z nich musiał objawić złe zamiary i tak też się stało. Jeśli o mnie chodzi rozstrzygnięcie przebiegło zgodnie z moimi podejrzeniami, ale nie będę Wam kłamać, że ani razu nie dałam się nabrać:)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

69/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 12 lipca 2016

Homesick (2015)

homesick

Wiolonczelistka Jessie i jej chłopak Philip wspólnie wynajmują mieszkanie w kamienicy. Są nowymi lokatorami toteż zmuszeni są przywyknąć do nowych warunków, nowego otoczenia i nowych sąsiadów.

Jessie ma z tym wyraźny kłopot. Wyczuwa, że mieszkająca piętro wyżej para staruszków coś knuje przeciwko niej. Odchody na wycieraczce i uprowadzenie kota zdają się potwierdzać obawy wrażliwej dziewczyny.

"Homesick" to koprodukcja Austrii i Niemiec. Nieznane mi nazwisko twórcy nie wpędziło mnie w nadmierne oczekiwania względem tej produkcji, a film okazał się całkiem udany. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi schizolskie klimaty. Mnie osobiście "Homesick" przypomina nieco "Babycall". Temat z goła inny, ale w nastrój obydwu opowieści, nieco paranoidalny, surowy i chłodny znajdziemy w obydwu tytułach.

Scenariusz kładzie duży nacisk na rozgrzebywanie psychologii postaci. Miałam wrażenie, że aktorzy pastwią się nad każdym wypowiedzianym słowem nadając mu jak najbardziej wielowymiarowy wydźwięk. Film jest zresztą bardzo stonowany toteż wzrost emocji widać tu jak na dłoni. A emocji jest tu sporo. Początkowo skrywanych, ale każdorazowy ich wybuch skłania nas do bliższego przyjrzenia się sprawie.

Sama historia jest dość prosta. Przynajmniej póki stoimy w jej progu. Mamy parę młodych ludzi, którzy rozpoczynają wspólne życie pod jednym dachem. Co od razu rzuca się w oczy to nadwrażliwość Jessi. Chłopak obchodzi się z nią jak z jajkiem, a ona i tak coraz mocniej pogrąża się w czarnych myślach.

Moim skromnym zdaniem przyczyną jej stanu było permanentne nieróbstwo. Chłopak wychodził z domu na całe dnie, pewnie do pracy a ona zostawała sama i snuła się po chałupie dresie. Jej muzyczne aspiracje były przyczyną sporego napięcia, dziewczyna miała przygotowywać się do międzynarodowego konkursu, więc gdy sąsiedzi zaczęli psuć jej krew niezbyt dobrze odbiło się to na jej pracy.

homesick

homesick

Jessie początkowo wydaje się bardzo bezbarwna, ale cienie stopniowo rzucane na jej oblicze wyciągają z niej coś interesującego.

Nasi potencjalni antagoniści, czyli sąsiedzi z góry, to para staruszków żyjących swoim staruszkowym życiem wypełnionym zmarszczkami i piciem letniej herbaty. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, jednak scenariusz znowu rzuca cień na tę prostotę. Wydaje się, że staruszkowie chcą ingerować w życie młodych lokatorów ich zachowanie można interpretować jako podejrzane.

Co zrobić z tym fantem? Co zrobi Jessi i jej chłopak? Wszystkiego się dowiecie, za wyjątkiem tego o co tu kurna chodzi :)

Żartuje sprawa się rozstrzygnie, ale nie w sposób, którego się spodziewałam. Zagranie nietypowe w swej typowości stanowi doskonałe podsumowanie całej zagadki.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa: 7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

69/100

W skali brutalności: 1/10

poniedziałek, 11 lipca 2016

Konkurs z voucherami do Strefy Strachu w Warszawie

fearzone

Moi Drodzy, nie wiem, czy wiecie, ale w tym miesiącu przypada czterolecie działalności Biblii Horroru. Z tej okazji mam dla Was coś specjalnego. Zamiast wejściówek do kina, czy książek macie szansę zgarnąć vouchery na odwiedziny w Fear Zone w Warszawie.

"Fear Zone – Strefa Strachu, interaktywny horror, prawdziwy dom strachu.
To nie jest Escape Room, chociaż to czy przetrwasz zależy wyłącznie od Ciebie...

Jaką tajemnicę skrywa opuszczony schron? Przenieś się do świata horroru i przekonaj się na własnej skórze czym jest prawdziwy strach…

Dom strachu Fear Zone to miejsce żywcem wyjęte z filmów grozy, opuszczony schron w centrum stolicy 10 metrów pod ziemią. Niegdyś wykorzystywany przez okryte mroczną sławą służby, dziś okryty tajemnicą. Przekonaj się czy jesteś w stanie przezwyciężyć lęk i dotrwasz do końca…"

Zainteresowani? Jeśli tak, zapraszam do udziału w konkursie. Waszym zadanie będzie napisanie: jakie nawiedzone miejsce, z pośród tysięcy legendarnych miejscówek chcielibyście odwiedzić?

Odpowiedzi umieszczamy w komentarzu pod wpisem na blogu/ na fanpage oraz wysyłamy na maila: bibblia_horroru@o2.pl wraz z imieniem i nazwiskiem.

Posiadaczy konta na fejsie uprzejmie proszę o udostępnianie linku do tego wpisu.

Vouchery są podwójne, więc laureat może zabrać kogoś ze sobą.

Vouchery mają dwumiesięczną datę przydatności, więc możecie wybrać sobie stosowny termin.

Z uwagi na specyfikę zabawy z Fear Zone zapraszam do udziału osoby pełnoletnie, w przypadku, gdy laureat nie ma ukończonych 18 lat będzie musiał uzyskać pisemną zgodę opiekunów.

Załatwiłam Wam 3 podwójne vouchery i czekam na Wasze zgłoszenia do 18 lipca br.


*Współorganizatorem konkursu jest Fear Zone: http://fearzone.pl/

https://www.facebook.com/Fearzone/

10:01, ilsa333
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 lipca 2016

The Outing/ Lampa (1987)

lampa

Troje oberwańców wpada do domu sędziwej kobiety, domniemanej posiadaczki dużego majątku. Jak okazuje się w trakcie napadu głównym łupem złodziei pada stara lampa przywieziona z Iraku. Zabytkowy artefakt posiada niezwykłe właściwości, o czym przekonają się włamywacze. Niefortunnie uwalniają uwięzionego w lampie złego ducha, dżina. Demon rozprawia się z wesołą dziatwą, a lampa i inne fanty przechodzą w ręce dyrektora muzeum sztuki naturalnej, doktora Wallace. Wkrótce jego córka, padnie ofiarą złego wpływu innego zabytkowego drobiazgu, bransoletki mającej związek z lamą dżina. Dziewczyna przywłaszcza sobie przedmiot i niebawem pojawią się pierwsze skutki. Alex wraz z przyjaciółmi postanawia zrobić imprezę w muzeum ojca, gdzie nie obejdzie się bez obecności złego dżina.

lampa

"Lama" jak przystało na film klasy B z podgatunku slashera stanowi rozrywkę dla amatorów masowych mordów dokonywanych na młodych bohaterach.

Fabuła przewiduje stosowny wstęp, w którym poznajemy sympatyczną Alex i jej grzecznego chłopaczka. Drobne perypetie obyczajowe wprowadzają widza w rozrywkowy nastrój, ale prolog w postaci wydarzeń w domu staruszki pozwala mieć nadzieję na coś mocniejszego.

Scen krwawy jest sporo, kamera nie robi uników w strategicznych momentach więc będzie na co popatrzeć. Efekty są całkiem niezłe jak na horror tej klasy, gorzej wypada scenariusz. Jest po prostu mało pomysłowy. Nie włożono specjalnego wysiłku ani w konstrukcje charakterystyk bohaterów, ani w dialogi.

lampa

Antagonistą jest demon uwolniony z lampy, który doprowadza do szeregu tragicznych sytuacji. Mnie, jak to mnie, najbardziej ruszył atak węży. Paskudniki zatopione w formalinie ożyły pod wpływem mocy dżina i zaatakowały koleżankę Alex. Wstawka stworzona jakby specjalnie dla mnie. Reszta zamachów na życie bohaterów przebiegła bez większych - w moim przypadku - emocji, choć muszę przyznać, że sceny śmierci wypadają całkiem pomysłowo. Już mord na jednym z włamywaczy, jaki widzimy w pierwszych scenach filmu daje znać na którym aspekcie grozy skupili się twórcy tego filmu.

"Lampa" nie olśniewa choć doceniam dobrze zrealizowane sceny mordów i wyjściowy pomysł na antagonistę w postaci dżina.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Oryginalność:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:5

to coś:5

55/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 05 lipca 2016

Wykluczeni - Aleksandra Szałek

wykluczeni

W małym bezimiennym miasteczku mieszka Olga, jej upośledzony brat, jej ojciec i jej przyjaciele. To oni będą mieli swój udział w zgłębieniu mrocznej tajemnicy miasteczka związanej z siecią podziemnych bunkrów.

Kim jest Aleksandra Szałek, autorka "Wykluczonych" nie mam bladego pojęcia. Przypuszczam, że książka może być jej literackim debiutem.

Tematyka powieści jest dość szeroka, można ją nazwać horrorem, gdzie tajemnicze zjawiska przyczyniają się do niewyjaśnionych zgonów. Można ją nazwać powieścią psychologiczną, bo takowa jej warstwa jest bardzo rozbudowana.

Można ją nazwać kryminałem z uwagi na toczące się tu policyjne śledztwo. Można ją też nazwać powieścią młodzieżową, bo pojawia się tu młodzi bohaterowie, ich świat, ich problemy.

To bardzo uniwersalna książka i jestem przekonana, że nie będzie miała problemu z zaskarbieniem sobie sympatii czytelników.

Napisana jest całkiem nieźle, zwłaszcza, że w mojej ręce trafił egzemplarz przed korektą. Styl może nie jest zbyt wyrobiony, czasami pojawiają się zgrzyty, ale ogólne wrażenie jest pozytywne. Nie męczyłam się brnąć przez kolejne strony. Wręcz przeciwnie, całość pokonałam szybko.

Jak wspomniałam pojawia się tu sporo wątków. Wszytko zaczyna się od nastoletniej Olgi. Jej postać niekoniecznie mnie porwała, była skonstruowana nazbyt schematycznie - typowa zbuntowana małolata gardząca całym światem z własną rodzina włącznie. Jej przyjaciele też nie odbiegają od standardów tworząc trochę bezbarwne stado. To chyba te młodzieżowe elementy kuleją tu najbardziej.

Znacznie lepiej jest z wątkami ghost story. Nie chce Wam zdradzać zbyt dużo, ale pojawi się tu bardzo intrygująca postać o bardzo specyficznych właściwościach. To ona będzie kluczem do rozwiązania tajemnicy, a jej historia jest na tyle przygnębiająca, że niejednemu czytelnikowi może pocieknąć łezka.

Wątki kryminalne, czyli po pierwsze, śledztwo w sprawie zaginionego brata Olgi jest zaprezentowane z niespotykanym umiarem. Policjanci z małego miasteczka nie zachowują się jak agenci FBI, chwała za to. Pojawiający się przy tej okazji antagoniści to świetna koncepcja, bardzo wiarygodni i stosownie odpychający. Poczułam, że mam tu do czynienia z ludźmi autentycznie złymi - Każdy z innego powodu, niemniej jednak Szałek trafiła w punkt łącząc podłość z głupotą.

Cała zagadka kryminalna jest tu budowana po cichu i z rozsądkiem, bez zbędnego kluczenia, czy dziwnych manewrów. Wszytko bez wysiłku składa się w całość. Pierwsza zagadka łączy się z drugą zagadką  z przed lat związaną z tajemniczym zgonem młodego chłopaka. Rozwiązując tę łamigłówkę trafiamy na kolejną jeszcze starszą sprawę natury kryminalnej, której rozwikłanie jest kluczem do wszystkich powieściowych wydarzeń.

Na koniec psychologia, jak napisałam najpotężniejsza warstwa, rozbudowana ale nie do przesady by trącić patosem, wodolejstwem, czy tym co nazywam 'psycholstwem i wymyślactwem'.

Tu dużą rolę odegrał wątek tytułowych 'wykluczonych', ludzi takich jak brat Olgi, w jakiś sposób niepełnosprawnych. Szałek nie rozczula się nad nimi za nadto, ale zaznacza jak łatwo w ich przypadku o wtrącenie w rolę ofiary. Nie wiem, czy autorka miała do czniania z taką problematyką w pracy, czy życiu prywatnym ale pokazała, że ma spore pojęcie w tej kwestii. Nie wyłapałam żadnych błędów, a zawsze na nie poluję, gdy autor wkracza na niepewny grunt nauk psychologicznych.

Reasumując, bardzo udana książka. Masa dobrych pomysłów wykorzystanych na tyle na ile było to możliwe. Czyta się ją doprawdy przyjemnie i mogę powiedzieć, że centralnie trafiła w mój gust.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

novae res

niedziela, 03 lipca 2016

From Beyond the Grave/ Opowieści zza grobów (1973)

opowieści zza grobu

"Opowieści zza grobów" to zbiór filmowych noweli połączonych w jedną opowieść za sprawą głównego bohatera, starego antykwariusza prowadzącego swój osobliwy kramik.

Każdy z filmowych segmentów jest poświęcony innemu z wystawionych na sprzedaż antycznych przedmiotów i innemu jego nabywcy. Każdy z przedmiotów posiada swoje magiczne i złowrogie właściwości, których ofiarą pada nabywca, często zasłużenie.

Pierwsza opowieść poświęcona jest 'nawiedzonemu lustru'. Edward kupuje zabytkowy przedmiot za bezcen wmawiając staremu antykwariuszowi, że ma tu do czynienia z podróbką antyku. Dumny z powodu swojego sprytu czym prędzej chwali się nim swojej narzeczonej i przyjaciołom.

Wraz z nimi postanawia urządzić seans spirytystyczny. Okazuje się, że na wezwanie odpowiada duch zamieszkujący stare zwierciadło. Teraz Edward będzie musiał go 'ugościć' przyprowadzając mu pod nos krwawe ofiary. Apetyt lustrzanego demona rośnie, a bohater jest w coraz większych tarapatach.

opowieści zza grobu

To w gruncie rzeczy prosta, żeby nie powiedzieć naiwna historia. Klasyczne ghost story gdzie zły duch stopniowo zdobywa władzę nad człowiekiem.

Drugi segment jest już bardziej złożony. Skromny urzędnik, poniewierany w dom przez małżonkę nawiązuje znajomość z ulicznym handlarzem. Rekompensuje sobie niską samoocenę ową znajomością, starając się zrobić wrażenie na handlarzu zapałkami. Kłamie na temat posiadania odznaczeń wojennych. To kłamstwo zaprowadza go do antykwariatu, gdzie kupuje sobie nienależny mu medal. Wszytko po to by w oczach nowego znajomego stać się bohaterem.

Chyba mu się to udaje, bo 'facet z zapałkami' zaprasza go do swego domu i zapoznaje z córką, młodą, dziwną istotą. Urzędnik bardzo imponuje osowiałej niewieście i mogłoby się to zakończyć zwykłym romansem czterdziestolatka  z młódką, gdyby nie fakt, że Emilly jest bardziej niż dziwna. Oferuje urzędasowi to czego nigdy nie miał- władzę. Chce spełnić każdego jego życzenie i spełnia je. Ale jak wiadomo, morał jest dość oczywisty: uważaj czego sobie życzysz.

opowieści zza grobu

Ten segment podobał mi się najbardziej. Historia była na swój sposób osobliwa i przez to intrygująca. Zachowała jednak prostotę. Największa zaletą jest tu oczywiście postać Emilly, już jedno jej spojrzenie wystarczy by poczuć się dziwnie. Wcielająca się w nią aktorka w rzeczywistości była córką wcielającego się w postać jej ojca aktora.

Trzeci segment to historia faceta, który w sklepie naszego starego antykwariusza wytargował sobie tabakierę. Nie wie, że wraz z nią wszedł w posiadanie małego demonika - żywiołaka, który od tej pory będzie uprzykrzał życie jemu i jego małżonce. Z pomocą przyjdzie mu pewna nawiedzona staruszka poznana w pociągu.

opowieści zza grobu

Ta historia ruszyła mnie najmniej. Za sprawą groteskowej egzorcystki była bardziej zabawna niż straszna nie mniej jednak klimat swój ma.

Ostatni segment poświęcono opowieści o nabywcy zabytkowych drzwi. Jak się okazało, to nie drzwi mają pasować do pokoju, lecz pokój do drzwi... Były one bowiem jednym artefaktów czarnoksiężnika, który chce odzyskać, to co większość martwych bohaterów horrorów - życie. Żeby przetrwać antybohater potrzebuje esencji z ludzkich ciał i dusz, zaś drzwi są swoista pułapką. W tą pułapkę wpadnie ukochana młodego, szczęśliwego posiadacza nawiedzonych drzwi.

opowieści zza grobu

Podobnie jak pierwszy segment tak ten również prezentuje dość klasyczne podejście do gatunku grozy. Opowieść jest prosta, stawia się tu na jej klimat. Wspaniała scenografia i dopieszczone rekwizyty.

Na koniec mamy domknięcie całej noweli za sprawą naszego 'sprzedawcy śmierci', który po raz kolejny karze niewdzięcznego klienta. Tym sprzedawcą, warto wspomnieć, jest ponadczasowy Peter Cushing.

opowieści zza grobu

Jeśli jego twarz pojawi się na ekranie już wiemy z jakiej klasy dziełem będziemy obcować. Nie wyobrażam go sobie w marnej szmirze.

Całe dzieło Kevina Connora utrzymuje wysoki poziom. Widać tu starą szkołę robienia horrorów. "Opowieści zza grobu" były jego debiutem, a mimo to facet wiedział co robi.

Czy współcześni zjadacze horrorów docenią jego atuty, nie jestem pewna, ale co do miłośników starej szkoły mogę im ten film polecić w ciemno.

Moja ocena:

The Gate Crasher: 7/10

An Act of Kindness": 9/10

The Elemental:5/10

The Door: 7/10

Całość:7/10

piątek, 01 lipca 2016

They Wait/ Krwawe wizje (2007)

they wait

Amerykanka Sarah i jej pochodzący z Szanghaju mąż przybywają do Chinatown na pogrzeb wuja mężczyzny, zwanego przez lokalną społeczność 'kolekcjonerem kości. Wuj Jet'a prowadził przed laty fabrykę tekstyliów, gdzie zatrudniał chińskich imigrantów. Dbając o tradycje po ich śmierci odsyłał prochy ich oraz innych mieszkańców Chinatown do ojczyzny by w ten sposób dusze zmarłych mogły zaznać spokoju.

Wizyta u krewnych zbiega się w czasie z 'miesiącem głodnych duchów", czyli wedle chińskich wierzeń okresem w którym świat żywych i umarłych jest w stanie przenikać się. Głodne duchy wracają na ziemię by dostać to czego im potrzeba.

Jak się okazuje nie wszyscy zmarli zadowolą się strawą i napitkiem, niektórzy mają na ziemi poważniejsze interesy. Synek Sary, Sam, dziecko o niezwykłej wrażliwości dostrzega potrzebujące duchy. Sęk w tym, że ktoś mocno zagniewany za swój pośmiertny los postanawia wykorzystać dziecko i opętać je.

they wait

"Krwawe wizje" to kanadyjski horror rozgrywający się w świecie azjatyckiej kultury i jej wierzeń. Jest w zasadzie taką odpowiedzią na masowo kręcone przez Amerykan remake skośnych horrorów. Podobnie jak reżyserzy amerykańscy, tak też Kanadyjczyk odpowiedzialny za "Krwawe wizje" nie do końca odnajduje się w tej specyficznej estetyce.

Film jest oczywiście bardzo poprawny, ale pobieżnie traktuje chińskie wierzenia i dostosowuje jej do zachodniej popkultury. Mamy tu więc młodą jasnowłosą bohaterkę, podobną do Rachel z "Kręgu", która usiłuje uchronić swojego synka przez złowrogim działaniem mściwego ducha. Tu pojawia się postać czarnowłosej dziewczyny, która z uporem napada na małego Sama i przejmuje kontrole nad jego ciałem. Chłopiec zapada w śpiączkę a waleczna mama ma niewiele czasu by przepędzić ducha.

they wait

Sarah nie może odprawić 'czary mary', lecz musi spełnić życzenie zmarłej by ta mogła odejść w stronę światła. O co chodzi duchowi, możecie łatwo się domyślić, gdyż motywacja ducha jest zgodna ze schematem.Z pomocą przychodzi jej biegły w sprawach chińskich duchów 'szaman aptekarz', co też jest rzeczą nader często spotykaną w tego rodzaju produkcjach.

Film mimo tej całej banalności ogląda się dobrze. Podobała mi się pierwsza partia obrazu, gdzie ingerencje duchów w świat żywych nie są jeszcze tak agresywne i czytelne. Tu pojawi się trochę efektownych scen z wszelkiej maści dziwadłami, zmontowanymi w sposób... poprawny. Im więcej wiemy tym bardziej si nudzimy, niestety.

Druga połowa filmu to już tylko oczekiwanie na oczywisty finał. Tak sobie można popatrzeć, bo nic więcej z tego filmu raczej nie wyniesiemy. Zwykły zwyklak jakich wiele.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

52/100

W skali brutalności:1/10

11:16, ilsa333
Link Komentarze (1) »
czwartek, 30 czerwca 2016

Turistas/ Turyści (2006)

turistas

Grupa amerykanów podróżuje po Brazylii. Feralny wypadek autobusu sprawia, że lądują na wybrzeżu z dala od kurortów. Wędrując trafiają do wioski przy plaży, gdzie poznają pogodnych tubylców.

Wesoła zabawa kończy się o świcie, gdy półprzytomni orientują się, że brazylijscy towarzysze imprezy okradli ich niemal do majtów. Z pomocą jedynego pozytywnie nastawionego miejscowego przemierzają dżunglę by bezpiecznie dotrzeć do cywilizacji. Niestety miejscowi kradną nie tylko fanty...

"Turistas" to film utrzymany w konwencji survival horroru. Akcja toczy się w malowniczych i niebezpiecznych rejonach Ameryki Południowej.

Grupa młodych turystów nastawiona na dobra zabawę zostaje postawiona w sytuacji, w której muszą walczyć o życie. Dziesięciokilometrowe marsze przez leśną gęstwinę to nic w porównaniu z zagrożeniem jakie stanowią dla nich miejscowi.

Jak na survival, a tym bardziej jak na horror, film jest dość lekki. Przez większa część czasu nic strasznego się nie dzieje. Ot młodzi spotkali się z nieprzyjemnym przyjęciem, zostają wykorzystani i pozostawieni na pastwę losu.

turistas

Akcja horrorowa rozpoczyna się w punkcie, w którym młodzi docierają do pustego domu po środku lasu. To tu nastąpi spotkanie z właściwymi oprawcami.

Tu mamy zastosowany bardzo tani chwyt. Bardzo tani i bardzo niedopracowany. Filmów z tego rodzaju antagonistami mamy gro i "Turyści" z pewnością nie zaliczają się do grona tych lepszych.

Film ma swoje plusy, ale są raczej dalekie od tego, co czyni kino grozy kinem grozy. Ładne zdjęcia, przepiękne plenery, dużo zbliżeń na trzęsące się pośladki młodych brazylijek, sympatyczni bohaterowie - takie walory można by przypiąć do każdego filmu.

Jeśli chodzi to co ma straszyć, jest raczej licho. Finałowe sceny, gdzie dochodzi do bardziej gwałtownych akcji prezentują się marnie. Po pierwsze sam motyw agresorów, jak wspomniałam wypada blado. Przemowy argumentujące atak na młodych turystów są słabiutkie i toporne, a wizualizacja zamachu na ich życie naszpikowana jest błędami.

turistas

Na dodatek wyjątkowo słabe oświetlenie jakim zostają potraktowane finałowe sceny plenerowe rozgrywające się pod osłoną nocy, sprawia, że niewiele możemy zobaczyć. Jest jakiś chaos i zamieszanie i niewiele z tego wynika.

Z epilogu dowiadujemy się, że kluczowym postaciom włos z głowy nie spadł więc wszytko mieści się w ramach happy endu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

56/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 28 czerwca 2016

Children of the Damned/ Dzieci przeklętych (1963)

childred of the damned

Naukowcy pracujący dla organizacji Unesco prowadzą szeroko zakrojone badania nad dziećmi, ich rozwojem i inteligencją. W toku eksperymentów przeprowadzanych na dzieciakach w wieku szkolnym udaje im się wyłonić pięcioro dzieci wyróżniających się niezwykle rozwiniętą inteligencją. Dzieci mieszkają w różnych zakątkach świata, wszystkie wychowywane są przez samotne matki i nieznane jest pochodzenie ich ojców.

Gdy na polecenie badaczy dzieci sprowadzone zostają do Londynu w celu dalszych badań okazuje się, że łączy znacznie więcej niż wysokie wskaźniki  IQ.

Nie wiem czym tak naprawdę są "Dzieci przeklętych". Czy jest to sequel "Wioski przeklętych", czy może readaptacja "Kukułczych jaj z Midvich"?

Film powstał w trzy lata po sukcesie obrazu Wolfa Rilla "Wioska przeklętych" traktującego o grupie dziwnych dzieci jakie przyszyły na świat w pewnym małym amerykańskim miasteczku. Okoliczności poczęcia dzieci są co najmniej niezwykłe, a zdolności jakie posiadają wskazując na ich pozaziemski rodowód. Dzieci budzą fascynacje i lęk, co ostatecznie doprowadza do ich eksterminacji. 

W przypadku "Dzieci przeklętych" mamy do czynienia z bliźniaczą historią opowiedzianą 'na większą skalę'.

Niezwykłe dzieci nie rodzą się w jednym miasteczku, lecz są rozrzucone po świecie od Chin, przez Rosję, do Nigerii i dalej do Ameryki północnej.

childred of the damned

Grupa badaczy, w tym genetyk i psycholog są pod ogromnym wrażeniem wyników jakie owe dzieci osiągają w testach inteligencji. Co więcej okazuje się, że bystrość umysłu to nic w porównaniu z innymi zdolnościami jakie posiadają dziwne dzieci. Potrafią wpływać na innych ludzi, kierując ich działaniem siłą umysłu. Potrafią także porozumiewać się ze sobą telepatycznie, choć bliższym prawdy byłoby stwierdzenie, że mają 'wspólną świadomość'.

Fabuła filmu rozważa przypadek dzieci pod podobnymi aspektami co 'pierwowzór'. Czy te dzieci należy podziwiać czy się ich obawiać. Efekt tych rozważań w obydwu przypadkach jest taki sam. Ludzkość niezmiennie obawia się nieznanego.

childred of the damned

Zmiany następują na poziomie przyczyn całego zamieszania. W "Wiosce przeklętych" ewidentnie mieliśmy do czynienia z ingerencją z kosmosu. Kobiety zaszły w ciąże jednocześnie, w jakiś magiczny nienaturalny sposób i urodziły dzieci podobne do siebie także pod względem fizycznym: jasne fosforyzujące oczy i białe włosy. Dzieciaki są po prostu kosmitami.

W przypadku "Dzieci przeklętych"  nie mamy mowy o ingerencji przybyszy z kosmosu. Zdolności dzieci są tłumaczone jako wynik nagłej genetycznej mutacji, która sprawiła ze ich organizmy przeskoczyły kilka stopni ewolucji, która poszła w kierunku wykształcenia się takich właśnie umiejętności. Zastanawiający jest jednak watek 'ojców'. Jest raczej mało prawdopodobne by wszystkie te dzieci miały takiego samego pecha względem tatusiów. Więc, może jednak ich poczęciu towarzyszyło coś nie z tej ziemi? Identyczne są też właściwości oczu dzieci w obydwu filmach. W chwili zagrożenia zapalają się jak lasery i dzięki temu dzieciaki mogą uczynić człowiekowi najróżniejsze krzywdy.

childred of the damned

Obydwa filmy traktujące o 'przeklętych dzieciach' poruszają te same wątki, w bardzo zbliżony sposób. Obydwa filmy dzieli zaledwie trzy letnia różnica więc poziom realizacji i użyte tu technologie są praktycznie identyczne. Obydwa filmy są czarno-białe.

Przedstawiona w "Dzieciach przeklętych" historia jest prosta, ale opowiedziane w interesujący sposób i nie chodzi mi tu jakieś szczególne uatrakcyjnienia akcji, raczej o sposób narracji, dialogi, charakterystykę postaci etc. Jeśli pozbawić film tych przymiotów byłoby kiepsko. W pewnym momencie oglądanie i  tak zaczyna się dłużyć.

Z pewnością osoby, które nie widziały "Wioski przeklętych" odnajdą większą satysfakcje w śledzeniu fabuły tego filmu, będzie to dla nich coś nowego. Niestety porównując film z jego poprzednikiem nie uświadczymy tu nic ciekawego.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 6

klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:3

To coś:5

50/100

W skali brutalności: 0/10

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dread/ Lęk (2009)

dread

Troje studentów, Quaid, Stephen i Cheryl kręcą dokument w ramach pracy zaliczeniowej. Tematem ich filmu ma być lęk i mają się na niego składać wywiady z ochotnikami opowiadającymi o swoich najpotworniejszych lękach. Studencki projekt szybko nabiera innego znaczenia. Dokumentaliści sami bowiem targani są przez najróżniejsze lęki w ciężkich postaciach. Jedno z nich postanawia wyzbyć się strachu.

Anthony DiBlasi to brytyjski reżyser i scenarzysta, któremu zawdzięczamy takie produkcje jak "Cassandaga", czy "Last Shift". Lęk był jego debiutem w pełnym metrażu i jednoznacznie wytyczył gatunkową drogę jaką obecnie podąża twórca.

Scenariusz filmu oparto o powiadanie Clive'a Bakera. No, aż mi wstyd, że w ogóle nie miałam do czynienia z tym autorem 'w wersji literackiej'. Historia ma duży potencjał i w dużej mierze został on wykorzystany.

"Lęk" nie jest horrorem, tylko thrillerem, ale to wcale nie znaczy, że nie uświadczymy tu mocnych fragmentów typowych dla kina grozy. Co prawda ostra jazda zaczyna się długo po półmetku, ale myślę, że jest świetnym zwieńczeniem obraz szaleństwa jaki tworzy ten film.

Wszytko zaczyna się od trójki bohaterów. Stephen w dzieciństwie stracił starszego brata. Jego lęk wiążą się z gwałtowną, nieoczekiwaną śmiercią jaka spotkała jego bliskiego. Obok, mamy prowodyra całego projektu, Quida, który niechętnie przyznaje się do swoich fobii. Jego strach wiąże się z morderstwem rodziców, którego był świadkiem. Jak mocno odcisnęło się to na jego psychice możemy stwierdzić po bogatej zawartości jego apteczki z lekami.

dread

Na koniec mamy śliczną Cheryl, zapaloną wegetariankę. Jak się okazuje jej nawyki żywieniowe również wiążą się z traumatycznym przeżyciem z dzieciństwa. Jej wstręt do mięsa to coś więcej niż ideologiczna awersja.

Lwia część fabuły składa się z wątków dramatycznych i obyczajowych. Tylko jednorazowe przebłyski szaleństwa w oczach jednego z bohaterów zmieniają ogląd na ten film.

Szaleństwo będzie się oczywiście rozkręcać. Bohater, który go doświadczy nie marzy o niczym innym jak uleczeniu się z lęku. Szukając społecznego dowodu słuszność tezy o możliwości ozdrowienia angażuje w swoje 'próby' innych lękowców. Konfrontuje ich z ich lękami w coraz okrutniejszy sposób.

Eskalacje jego działalności zobaczymy dopiero na finiszu filmu. Tu sceny z udziałem jednej z bohaterek z miejsca mogą awansować ten film z thrillera na horror. Dziewczyna zostanie postawiona twarzą w twarz ze swoją największą fobią - mięsem. Co będzie silniejsze, walka o przetrwanie, czy lęk?

SPOILER: Fragment, w którym widzimy jak bohaterka wpieprza gnijące mięcho,  ze zjełczałym tłuszczem, pełne larw, zielonkawe... uh... nie polecam jeśli macie wrażliwy żołądek.... KONIEC SPOILERA.

Finał przyniesie zresztą ofiary w ludziach. Im bliżej końca tym sceny zgonów są mocniejsze okraszone większym ładunkiem emocjonalnym i wywołujące przeróżny wachlarz reakcji - na przykład chęć rzygnięcia w ekran.

dread

Nie spodziewałam się takich atrakcji po tym filmie, gdy widziałam go pierwszy raz. Zapamiętałam go jednak jako coś totalnie odjechanego i gdy teraz podeszłam do niego ponownie, po kilku latach byłam zdziwiona. Co zrobiło na mnie takie wrażenie? Co pozwoliło mi go zapamiętać? Cóż... dowiedziałam się gdy nastąpił finał.

Może się zdarzyć, że dla kogoś sam finał jak mocny by nie był to za mało by docenić walory grozy w danym filmie. Tu mamy trochę taki przypadek. Nie dzieje się nic wielkiego, a tu nagle BUM.

dread

Dominujące tu wątki obyczajowe i psychologiczne będą chyba niezłą rekompensata dla niecierpliwców. Według mnie to stopniowe rozgrzebywanie tematu fobii stanowi ciekawe studium psychologiczne. Jeśli ktoś cierpi na fobię z boku może to wyglądać dziwnie, ale poznanie smaku paraliżującego lęku na sobie zmienia perspektywę.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

niedziela, 26 czerwca 2016

The Conjuring 2: The Enfield Poltergeist/

Obecność 2 (2016)

conjuring

W Londyńskiej dzielnicy Enfield przy 284 Green Street jeden z szeregowych domów wynajmowała samotna matka czwórki dzieci, Penny Hodgson. Pewnej nocy jej córka Janet zaczęła doświadczać dziwnych zjawisk. Słyszała głosy, lunatykowała, aż w końcu wraz z siostrą Margaret były tak przerażone, że nie chciały przekroczyć próg własnego pokoju. To co się w nim wyprawiało można uznać za klasyczny przykład nawiedzenia. Przedmioty, nawet ciężkie meble, samoistnie się przesuwały. Przybierając na sile ,emanacje te objęły cały dom, gdzie bez przerwy coś się poruszało, trzeszczało, zgrzytało. Rodzina czuła się zagrożona i desperacko potrzebowała pomocy.

Historię poltergeista z Enfield, który w latach siedemdziesiątych nawiedzał rodzinę Hodgsonów po raz pierwszy poznałam dzięki mini serialowi "The Enfield Haunting" inspirowanym udokumentowanym wydarzeniami. Teraz tę samą historię, po swojemu, z większym przytupem opowiada James Wan.

Film stanowi sequel "Obecności" z 2013 roku i podobnie jak poprzednik skupia się na historii nawiedzonego domu, którego mieszkańcy szukają pomocy u słynnych łowców duchów Ed'a i Lorraine Warren.

conjuring

Obraz w dużej mierze odwzorowuje wydarzenia w takim kształcie w jakim zostały zapamiętane przez ich świadków. Dopuszcza rodzące się wątpliwości, które pojawiają się za każdym razem, gdy ktoś zaczyna wykrzykiwać że jego dom jest nawiedzony a dziecko opętane.

Te wątpliwości, tak oczywiste, są w przypadku "Obecności 2" dużo bardziej wyeksponowane niż w przypadku 'jedynki'. To chyba taki ukłon w stronę sceptyków. Efekt tego jest taki, że fabula wydaje się bogatsza i mniej jednoznaczna w odbiorze. Oczywiście ostatecznie wszytko sprowadza się do tego, żeby utrzeć sceptykom nosa i pokazać jak to duch się rozszalał, ale nie ma się temu dziwić, bo kogo miałby przerazić fakt, że gówniara chciała zwrócić na siebie uwagę, a jej matka zarobić na całym zamieszaniu. "Obecności" są horrorami, a więc dom musi być nawiedzony.

conjuring

Wiecie zapewne, bo wcale tego faktu nie ukrywam, że nie należę do grona zachwyconych fanów "Obecności" z 2013 roku. Robiłam chyba ze trzy podejścia do tego filmu i za każdym razem widziałam w nim to samo: jałowość schematu i entuzjazm wobec efektów specjalnych. Owszem film jest dobrze zrobiony, jest wręcz podręcznikowy, ale jakoś zupełnie mnie ta historia nie wciągnęła i nic na to już nie zaradzę. W przypadku 'dwójki' jest nieco lepiej. Może dlatego, że sama historia, na której oparto fabułę jest bardziej złożona i dzięki temu nie nudzi?

Bardzo przypadła mi do gustu postać Penny Hodgson, która nie była łatwa do ocenienia, sama Janet wypadła blado, ale tak ją skrojono. Jeśli chodzi o fabułę, to cieszy mnie, że pojawił się tu fabularny twist tuż przed finałem, bardzo fajnie przedstawiony i trzeba przyznać, nawet z pomysłem.

Co do tego, co fani Wana cenią najbardziej, czyli straszne momenty to nie było źle. Myślę, że udanych scen było więcej niż w jedynce, ale to gra cieni i świateł jest znakiem firmowym Wana i tu pokazał co potrafi.

conjuring

Film ogląda się przyjemnie. I tyle. Dla mnie jest to nadal bardzo komercyjne przedsięwzięcie i jego walory nie zaspokajają moich apetytów. Jest zbyt... zwyczajnie.

Druga rzecz, nie lubię takich nachalnych gloryfikacji postaci łowców duchów. Szczerze mówiąc nie mam o nich najlepszego zdania. 'Superwarrenowie' mnie nie potrafią kupić.

conjuring

Nie wiem, czemu ale ilekroć staram się polubić tą, chyba już można powiedzieć serię, zawsze przypomina mi się "Lake Mungo", chyba mój ulubiony współczesny film o duchach - i jest pozamiatane.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabula: 6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

59/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 24 czerwca 2016

W stronę grozy - Viveca Sten

w strone grozy

Przerażona kobieta w wigilijną noc szuka schronienia w Hotelu Żeglarskim w Standhamn. Czuje się bardzo źle, wychodzi jednak w zimną noc na zewnątrz. Nazajutrz jej zwłoki zostają znalezione przez przypadkowego świadka. Morderstwo, czy nieszczęśliwy wypadek? O tym co spotkało znaną dziennikarkę, korespondentkę wojenną dowiemy się gdy sprawa traf w ręce policjanta Andreassona i jego współpracowników.

Niedawno pisałam o innej, wcześniejszej powieści szwedzkiej pisarki Vivecy Sten. "Gorączka chwili", piątka z kolei powieść autorki, i jednocześnie część cyklu o sprawach kryminalnych w Standhamn przekonała mnie na tyle by sięgnąć po szóstą powieść Sten - "W stronę grozy".

Po dwóch podejściach do jej prozy mogę już wyrabiać sobie jakieś pojęcie o stylu autorki. Sten pisze dobrze, przystępnie, jak na razie udaje jej się unikać patosu, a wątki obyczajowe też są do przełknięcia.

To co najważniejsze w gatunku, czyli intryga, tajemnica, zagadka i morderstwo wychodzi jej wyśmienicie. Już drugi raz Sten udało się skonstruować fabułę powieści na tyle sprawnie, że nie przewidziałam wyniku rozgrywki na przedbiegach. Coś mi zaświtało, ale już raczej bliżej końca. A że finałów Sten nie zwykła rozwlekać mogę powiedzieć, że przez całą lekturę trwałam w niewiedzy. To bardzo dobrze, potwierdzi to każdy kto często czytuje tego rodzaju powieści. Nie ma nic gorszego niż autor biorący czytelnika za idiotę, liczący, że ten nie umie dodać dwa do dwóch. Sten kombinuje tak, że najlepsze zostawia na koniec, konsekwentnie unikając potknięć.

"W stronę grozy" jest trochę polityczne. Pisarka wprowadziła tu wątek dziennikarki altruistki, która za wszelką cenę dąży do zdemaskowania zbrodniczych działalności człowieka. Postać ta nie jest jednak kryształowa i to też plus.

Gdy dziennikarka zostaje znaleziona martwa pojawia się wiele tropów. Ex mąż walczący o opiekę nad córką, rodzinna tajemnica, niebezpieczna praca ofiary i wrogowie w kręgach politycznych. Polityki jest tu zresztą sporo i niestety autorka bardzo kategorycznie objaśnia tu swoje stanowisko. Poglądy tego typu raczej nie sprawdzą się w naszej pięknej ojczyźnie i to może być gwóźdź do trumny dla promocji "W stronę grozy" w Polsce.

Uspokoję Was jednak, paradoksalnie polityka nie gra tu pierwszych skrzypieć.

To co w tej całej rozgrywce podobało mi się najbardziej to bijący z nich chłód. Nie mam tu na myśli jedynie powieściowego tła, obrazu szwedzkiej zimy, a głównie zimnokrwistego antybohatera, który zaskakuje rozwagą i premedytacją.

"W stronę grozy" nie jest powieścią wysokich lotów, raczej czytadłem, doskonałym na kocyk do opalania. U mnie w takie roli sprawdziła się doskonale.

Moja ocena:6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl