What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
poniedziałek, 25 maja 2015

Psych: 9 (2010)

psych9

Niewielki podmiejski szpital zostaje poddany likwidacji. W związku z tym potrzebny będzie ktoś do zrobienia porządku w archiwach. Do tej pracy zgłasza się młoda kobieta, Rosalyn. Jej mąż, Cole, pracuje jako taksówkarz na nocnej zmianie.

Mimo iż papierkowa robota nie wymaga zagłębiania się w karty chorych, Rosalyn grzebie w nich uparcie.

Ogólny nastrój panujący w opuszczonym, starym budynku przyprawia ją o dreszcze. Słyszy dobiegającą skądś muzykę, widzi przechadzające się po korytarzach zjawy. A tym czasem gdzieś tam na sąsiedniej ulicy grasuje seryjny morderca kobiet...

Z pomocą przychodzi jej lekarz, który podobnie jak ona został w szpitalu by uporządkować papiery. Doktor Clement widzi jak mocno nocne życie odbija się na psychice Rosalyn. Rozpoczyna z nią coś na kształt sesji terapeutycznych.

Rosalyn otwiera się przed nim, otwiera dawno zapomniane drzwi do swojej traumatycznej przeszłości.

psych9

"Psych 9" jest debiutem reżyserskim. I jak na debiut przystało cechuje go spora doza świeżości i niestety potknięcia realizacyjne.

Thriller kręcony był w Czechach, to tam twórcy wynaleźli tą wyjątkowo upiorną scenerię starego szpitala. Wystrój, scenografia to najmocniejsze punkty produkcji. Aura panująca w tym miejscu jest autentycznie ciężka i nie potrzeba wiele ponad migające jarzeniówki by wywoła uczucie niepokoju samym skromnym przejazdem kamera po korytarzu. Nie ma tu walących się tynków, czy powybijanych szyb. Szpital został opuszczony ledwie przed tygodniem, więc nie mamy tu przesady, jaką często posługują się twórcy wybierając na cel stare szpitale.

psych9

W tym wszystkim umieszczona zostaje bohaterka.

Rosalyn ma małżeńskie problemy, głównie natury intymnej. Bardzo chce mieć dziecko, ale nie bardzo ma ochotę je 'robić'.

Jak się wkrótce okaże kłopot tkwi w traumatycznym dzieciństwie. Domyślacie się o co chodzi? Pewnie tak. Temat modny i często wykorzystywany.

psych9

Rosalyn wydaje się nadwrażliwa. Widzi i słyszy niepokojące rzeczy. Bardzo przejmuje się lokalnymi wiadomościami na temat grasującego w okolicy seryjnego mordercy kobiet.

"Nocny Jastrząb" poluje pod osłoną mroku, a wszytko to w bliskiej odległości od jej szpitala. Kto może nim być? Odwiedzający ją policjant wierzy, że kobieta może coś wiedzieć na ten temat.

"Psych 9" wykorzystuje sporo wątków. Mamy tu kolejno zagadkę kryminalną związaną z seryjnym zabójcą, problemy psychicznej głównej bohaterki, kłopoty z mężem, zagadkową postać psychiatry i widma przeszłości przechadzające się po szpitalnych korytarzach. Takie bogactwo często odbija się czkawką i nie zawsze działa na korzyść scenariusza. Powoduje pewnego rodzaju zawrót głowy, a wszytko po to by cichcem przemycić dość banalne rozwiązanie fabularne.

Rozwiązanie zagadki jest ciekawe, ale czy naprawdę tak zaskakujące? No, nie wiem. Sama pointa filmu mimo swojej prostoty bardzo mi się spodobała. Podobnie jak realizacja, choć bywały momenty niekonsekwencji w budowaniu nastroju, ale nie ma co się dziwić, poprzeczka jeśli idzie o atmosferę została zawieszona wysoko już od pierwszych ujęć, trudno to utrzymać.

psych9

 

Thriller spodoba się fanom psychotycznych historii, ale nie należy oczekiwać bóg wie czego. Ogólny poziom produkcji jest dobry, ale chwilami widać braki w przygotowaniu twórców (kąt kręcenia zdjęć nie zawsze taki jak być powinien, muzyka gubi się, jakoś dźwięku tez nie jest powalająca). Ale jest to debiut, więc jak na debiut jest dobrze.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 24 maja 2015

The Second coming (2014)

second oming

Rodzina Chen z Singapuru wiedzie spokojne i dostatnie życie. Może małżeństwo nie jest idealne, ale za to dzieci nie sprawiają żadnych problemów. Do czasu...

Gdy do domu rodzinnego na wakacje zjeżdża starszy syn państwa Chan, Sunny, cała rodzina zaczyna zauważać niepokojące zachowanie młodszej z dzieci, Lucy. Wydaje się mieć to związek ze znaleziskiem z okolic domu, które Lucy przytargała do swojego pokoju. Wygląda na to, że jakiś rządny zemsty duch zagnieździł się w dziewczynie, pytanie tylko skąd się wziął i czego chce?

second coming

Od czasu do czasu trafiam na azjatyckie horrory rodem z Singapuru i zawsze, ale to zawsze mam wrażenie, że twórcy są bliżsi estetyce kina Amerykańskiego niż Azjatyckiego. Może faktycznie w tym rejonie amerykańska kultura i styl życia wypiera azjatyckie tradycje, a może Singapurskim twórcom bardziej niż ich sąsiadom zależy na zagranicznej dystrybucji swoich obrazów, dlatego ulegają  modzie?

Jakiś czas temu pisałam tu o horrorze, również z Singapuru, pt. "Ghost child". "Second Coming" do złudzenia go przypomina.

"Second coming" rozpoczyna sekwencja scen z dzieciństwa Sunnego. Jego rodzice żyją bardzo skromnie, a matka zachodzi w drugą ciążę. Lekarz odmawia aborcji ze względu na zaawansowany rozwój płodu. Kobieta postanawia pozbyć się problemu na własną rękę. Tu uświadczymy kilku wyjątkowo makabrycznych ujęć.

Samodzielna próba aborcji kończy się krwotokiem. Małżonek wzywa pomoc, ale w drodze do szpitala dochodzi do wypadku. Czy ktoś przeżył? Czy przeżyło dziecko w łonie kobiety? Okazuje się, że tak.

W następnych scenach widzimy już naszą rodzinę piętnaście lat później. Rodzina żyje w okazałym domu, syn studiuje medycynę w Australii, a drugie dziecko, córka jest rozpieszczana przez matkę. Gorzej wygląda sytuacja z ojcem. Traktuje swoją pociechę wyjątkowo chłodno. Dlaczego? Tego dowiecie się z dalszej części filmu, bliżej finału - zakładając, że sami się nie domyślicie;)

second coming

Pewnego dnia piętnastoletnia Lucy znajduje w okolicy domu zakopany słoik. Wygląda on dość dziwnie, a gdy dziewczyna otwiera wieczko uwalnia z niego coś na kształt owada. Od tamtej pory jej zachowanie drastycznie się zmienia. Rodzice są bezradni. Żeby przepędzić to, co przyplątało się do Lucy będą musieli zmierzyć się z przeszłością.

second coming

Nic w tym filmie nie przypomina skośnego kina. Gdyby nie język, gdyby nie powierzchowność aktorów byłaby przekonana, że oglądam jakąś amerykańską produkcję o opętaniu. Nawet duch wygląda zupełnie inaczej niż 'tradycyjne skośne duchy'. Użyte tu efekty też w niczym nie przypominają tego czym posiłkują się Azjaci. Dla mnie to zupełnie zły kierunek.

Lubię różnorodność, dlatego szukam filmów z różnych zakątków świata i z różnych okresów rozwoju kina. Jeśli widzę takie nachalne naśladowanie amerykańskiej popkultury przez mieszkańców południowo - wschodniej Azji robi mi się źle.

second coming

Historia jest bardzo prosta i tylko epilog odwraca kota ogonem i ratuje sytuację.

Nie zrozumcie mnie źle, gdybym zasiadła do seansu oczekując amerykańskiego filmu o opętaniu i dostałbym coś takiego, byłabym zadowolona, a przynajmniej pogodzona z losem, bo właśnie takiej formuły spodziewam się po horrorach ze Stanów. Jeśli jednak sięgam po kino Azjatyckie robię to z rozmysłem, oczekuję czegoś mniej klarownego, bardziej złożonego i nawet jeśli nie do końca rozumiem przesłanie twórcy to ciesze się, że obcowałam z inną kulturą.

Singapur w tej kwestii zawiódł po raz kolejny. No, ale nic... abstrahując od moich oczekiwań i moich wyobrażeń "Second coming" jest przyzwoicie zrobionym filmem. Trochę przypomina "Kronikę opętania". Jeśli macie ochotę na mało azjatyckie kino azjatyckie to będzie to trafny wybór:)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

To coś:5

Oryginalność:4

54/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 23 maja 2015

Gone/ Droga donikąd (2007)

droga donikąd

Alex wyrusza na wycieczkę po Australii. Wkrótce ma spotkać się ze swoją dziewczyną, Sophie i spędzić z nią romantyczne wakacje we dwoje. Najpierw jednak trafia na innego młodego turystę, Amerykanina, Tylera, który oferuje mu wspólną zabawę z dopiero co poznanymi paniami, a później odstawienie wprost w ramiona ukochanej.

Tak też się dzieje. Impreza udała się bardziej niż Alex przewidział, a nazajutrz Tyler wyrusza wraz z nim do Sophie. Dziewczyna jest zachwycona nową znajomością i chętnie przystaje na pomysł Tylera by podróżowali we troje. Alex jest jednak podejrzliwy. Nie podoba mu się nachalność Tylera i sposób w jaki reaguje na Sophie. Oczywiście złe przeczucia okazują się niczym w porównaniu z właściwą rangą zagrożenia.

Thriller "Droga donikąd" to reżyserski debiut Australijczyka wspieranego przez dwóch bardziej doświadczonych scenarzystów. Jeden z nich odpowiadał za reżyserię dwóch bardzo udanych produkcji, "Kobieta w czerni" (remake) i "Eden Lake". "Gone" zaś spokojnie można zaliczyć do bezpiecznych średniawek.

Jest to jeden z tych filmów, gdzie widz szybko i bez problemu zlokalizuje zagrożenie i przez resztę czasu pozostaje jedynie obserwowanie tego, jak poradzą sobie z nim niczego nieświadomi bohaterzy.

droga donikąd

Niektórych taka forma prowadzenia fabuły może irytować, bo nie wszystkim łatwo przychodzi patrzenie na ludzką naiwność, ale jeśli zagryźć zęby... Ostatecznie co poczęliby psychopaci, gdyby wszyscy protagoniści byli czujni i nieustępliwi;)?

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Alex poznaje Tylera, który niczym dobry Samarytanin zgarnia go z ulicy i oferuje bezinteresowną pomoc. Już w chwili, gdy wyruszają po Sophie, Tyler ma haka na Alexa. Z dnia na dzień bohater coraz bardziej obawia się, że jeśli zrobi coś nie po myśli towarzysza, ten wytoczy ciężkie działa.

Tyler wydaje się mieć bardzo określony cel i stopniowo go realizuje. Nie da się ukryć, że naiwność Sophie i bezradność Alexa bardzo mu sprawę ułatwia. Chwyty jakie stosuje antybohater są coraz brutalniejsze. Pewnym jest, że nastąpi eskalacja.

droga donikąd

Ja wspomniałam, nie jest to film obfitujący w niespodzianki. Jedyny zwrot akcji na jaki możemy liczyć to chwila, w której Sophie przejrzy na oczy, a Alex weźmie się w garść.

To taka historia z morałem, by ostrożnie zawierać znajomości, kolejna z serii 'naiwni kontra świat zbrodni'.

Jest opowiedziana w całkiem przystępny sposób i nie mierzi wykonaniem, co nie znaczy, że powali Was klimatem, czy sposobem stopniowania napięcia. Aktorstwo też nie jest walorem godnym wyróżnienia. Ot, kolejny średniak na zabicie czasu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:5

To coś:6

55/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 22 maja 2015

The Culling (2015)

the culling

Grupa przyjaciół wybiera się na festiwal muzyczny. Po dłuższym czasie zatrzymują się przed żarłodajnią, a tam na parkingu spotykają małą dziewczynkę, Lucy. Dziewczynka miała być pod opieką dziadka, ale się zgubiła. Prosi więc napotkanych nieznajomych by zawieźli ją do domu. Ci przystają na to i tak trafiają na farmę Val i Weyn'a.

W domu rodzinnym Lucy dzieje się źle. Rodzice dziewczynki skrywają... co mogą skrywać? Ano mroczną tajemnicę. Ha, nasi bohaterowie będą mieli wątpliwą przyjemność jej odkrycia.

Thriller "The Culling", którego tytuł w wolnym tłumaczeniu oznacza 'ubój' został nakręcony przez twórcę o lichym doświadczeniu. Branaman bardziej działa jako aktor. Nie twierdzę, że to źle, zdarza się bowiem, że aktorzy nieoczekiwanie postawieni po drugiej stronie filmowych wydarzeń radzą sobie wyśmienicie. Nie jest tak jednak w przypadku reżysera i scenarzysty "The Culling". Swoją drogą, już nie mogę się doczekać, pod jakim tytułem ten film będzie promowany w Polsce:)

Wszystko zaczyna się od marnego pomysłu. Schematycznie przedstawieni młodzi bohaterowie napotykają małą jasnowłosą dziewczynkę, która również doskonale pasuje do schematu dziecięcego bohatera horroru. Jej zachowanie od początku budzi niepokój, ale nie bójcie nic, scenarzysta czuwa by akcja posunęła się do przodu dlatego nie pozwala swoim bohaterom na wyczucie zagrożenia. W momencie, gdy protagoniści przybywają na farmę i rozpoczynają wesołą biesiadę z rodzicami malej rozpoczyna się seria niepokojących wydarzeń.

the culling

Teraz podejrzewacie, że rodzice Lucy są sodomitami, którzy co wieczór wystawiają małą na parking jako wabik, by załatwiła dostawę świeżego amerykańskiego mięsa? Nie, nic z tych rzeczy, to by było mało oryginale, ale jednak ciekawe.

Rzecz w tym, że rodowód zagrożenia jest nadnaturalny. Mamy tu do czynienia ze złowrogą siłą, która śmiało poczyna sobie w domu Lucy.

Jeśli spodziewacie się wielkiej niespodzianki w związku z odkrywaniem tajemnicy, to radzę porzucić te zapędy, bo kwestia tajemnicy jest bardzo mało tajemnicza. Jeśli wysłuchacie opowieści Val i jej męża o tym jak trafili na farmę, możecie błyskawicznie dodać dwa do dwóch. Jeśli nie jesteście naiwni to domyślicie się także całej reszty. Przynajmniej w stopniu pozwalającym na obniżenie zaangażowania w śledzenie dalszej fabuły.

the culling

Zawsze powtarzam, że przewidywalność nie jest największym grzechem jaki piętnuję w filmach grozy. Jeśli zachowana zostaje logika, a wybór przewidywalnego rozwiązania nie jest jednoznacznie wyborem najbardziej absurdalnego i tandetnego chwytu, to daję rozgrzeszenie. Tu niestety twórca pojechał po bandzie. Podał na tacy same prostackie rozwiązania. Prości bohaterowie, którzy nie budzą sympatii, prosta tajemnica, która nie ciekawi. Slasherowe prowadzenie akcji ograniczającej się do eliminacji ludzi, słabe w dodatku nadużywane efekty komputerowe, mierne dialogi, dziadowskie aktorstwo i kompletnie typowy finał.

the culling

Myślę o tym filmie jak o bardzo kiepsko zrobionym slasherze zmiksowanym z ghost story, co gorsze Branaman wybrał z każdego z tych gatunków ich najsłabsze elementy. Ma facet niebywały talent...

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

43/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 21 maja 2015

Bates motel/ Motel Bates (2014-2015) - Sezon 3

bates motel

Właśnie zakończono emisję trzeciego sezonu o 'Batesa początkach', czyli serialu opartego na sławnej "Psychozie". Opartego, tyle o ile, bo jak już wspomniałam akcja całkowicie przeniesiona jest w czasy współczesne i wzbogacona o gro wątków pobocznych związanych z mieściną w jakiej znajduje się rodzinny biznes Batesów.

We wpisie poświęconym sezonowi drugiemu narzekałam na brak akcji skupionej tylko i wyłącznie na Normanie i rozwijającej się psychozie. Już nawet byłam gotowa zarzucić pomysł podchodzenia do kolejnego sezonu, zwłaszcza, że złowiłam sobie nowy serial, o którym wkrótce napiszę, ale po obejrzenie trzech pierwszych odcinków nowego sezonu zauważyłam progres w kwestii wątku Normana.

bates motel

Tak, moi mili to w tym sezonie Norman po raz pierwszy przyodzieje sukienkę mamusi i na jedną szaloną noc stanie się nią.

Spora uwagę poświecono także halucynacjom Normana, w którym matka jest znacznie bardziej apodyktyczna niż w rzeczywistości. Do głosu dochodzi tu oczywiście podświadomość Normana, jego lęk przed naruszeniem więzi z matką, ale bardzo podoba mi się sposób w jaki jest to ukazane.

Dzięki wprowadzeniu na arenę nowego bohatera, psycholog,a z którym Norma odbędzie 'szybką randkę' zacznie na jaw wychodzić seksualna sfera zaburzeń Normana. Pewne rzeczy zostaną nazwane po imieniu- nareszcie!

bates motel

Mamy więc nowych bohaterów, ale też wielki come back. Kto wraca, nie zdradzę, bo ma to kluczowe znaczenie dla finału. A finał, podobnie jak w sezonie pierwszym okraszony zostaje kobiecym trupem. Jak miło. Mam nadzieję, ze Norman nie zrobi sobie kolejnej, trwającej cały sezon przerwy w tym do czego został powołany przez autora powieści:)

Tak więc, moi drodzy, jest postęp. Niestety watki poboczne nadal utrzymują na się linii frontu. Norma Bates dalej ma problemy z obwodnicą, a Dylan mieszka na plantacji zioła. Szczęśliwie domknięto watek ojca Dylana i to w bardzo zgrabnym stylu. Pojawił się też nieoczekiwany wątek miłosny, który na razie mnie nie mierzi bo dopiero się wykluł.

Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy. Mam nadzieję, Ze Norman dalej będzie nam się rozkręcał.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 19 maja 2015

A Perfect Getaway/ Wyspa strachu (2009)

perfect getaway

Para nowożeńców, Cydney i Cliff Andersonowie przybywają na Hawaje, gdzie mają spędzić swój miesiąc miodowy. Niestety, zbiegiem okoliczności także inna para wybrała to miejsce na swoje, specyficzne rozrywki. Para morderców grasuje gdzieś na wyspie. To może być każdy. Być może nawet sympatyczni i swobodni Nick i Gina, którzy przyłączają się do Cliffa i Cydney na szlaku.

Znowuż istnieją dwa filmy, pod tym samym, polskim tytułem, z tego samego roku. Szukając filmu, o którym teraz będzie mowa, zwróćcie więc uwagę na tytuł oryginalny.

"A Perfect Getaway" to jeden ze zmyślniej zrobionych thrillerów. Jego reżyser i scenarzysta w jednej osobie, maczał palce przy takich produkcjach jak "Wodny świat", "Czarnoksiężnik", "Criters 2", "Ścigany", czy "Ciśnienie".

Doświadczenie i wprawa jest tu bardzo widoczna na wielu poziomach filmu.

Wszytko zaczyna się od scenariusza. Niby pomysł banalny, bo oparty na konwencji 'młodzi na odludziu plus mordercy'. Ale nic tu nie jest takie jakim mogło się wydawać.

perfect getaway

W moim przypadku zaskoczenie było pełne, stu procentowe, nic nie zwąchałam. Teraz, oglądając film parokroć, już znając finał jestem w stanie dopatrzeć się pewnych przesłanej dla rozwiązania zagadki, ale są one tak dwuznacznie przedstawione, że każdy nie cierpiący na chorobliwą podejrzliwość widz, obierze prostszą drogę i nawet nie weźmie pod uwagę innej możliwości.

Świadczy to oczywiście na korzyć scenariusza.

Realizacja pomysłu charakteryzuje się przede wszystkim konsekwencją. Jedno potknięcie mogłoby położyć całą intrygę.

Tło historii jest bajeczne. Widzimy bujna roślinność, ocean, góry, wodospady. Kolorystyka jest bardzo intensywna, od nadmiaru barw można dostać oczopląsu.

Nasi bohaterzy, Cydney i Cliff są młodzi i zakochani. Ona jest trochę głupiutka i sprawia wrażenie bardzo prostodusznej. Łatwej do zastraszenia. Podejrzliwie zerka na Ginę i Nicka.  Cliff, scenarzysta filmowy, ma podobne obawy. Nick, były żołnierz budzi w nim przestrach a jego 'opowieści niezwykłej treści' nasuwają podejrzenia, że może być szalony, a przez to szaleństwo niebezpieczny.

perfect getaway

Aktorzy wcielający się w poszczególne rolę wywiązali się z nich całkowicie. Najlepsze wrażenie, w moim odczuciu robi Milla Jovovich. Ta rola sporo odstaje od tego co zwykła grać. Dla wielu osób zawsze będzie 'Alice z Residenta'.

Jej przemiana z przygłupa w twardą i konkretną kobietę jest ogromna. Uwagę zwraca scena w której Cydney rozmawia z Cliffem na plaży. Ze wszystkich miała chyba najtrudniejsze zadanie.

perfect getaway

"Wyspa strachu" to bardzo dobry thriller osadzony w pięknej scenerii i mocną obsadą i klawą intrygą. Jeśli ktoś z Was jeszcze go nie widział, polecam!

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:7

71/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 18 maja 2015

Mørke sjeler/ Mroczne dusze (2010)

mroczne dusze

Młoda dziewczyna zostaje zaatakowana w czasie joggingu w lesie. Napastnik w pomarańczowym kombinezonie z pomocą wiertarki robi dziewczynie dziurę w czaszce. Nieszczęśniczka zostaje zapakowana do foliowego worka i odstawiona do kostnicy. Prowadzący sprawę detektyw dzwoni do jej ojca oznajmiając mu smutną nowinę. Sęk w tym, że rzekomo martwa pociecha tkwi w tej chwili przed ekranem swojego komputera. Nie była tak martwa jak się wydawało, skoro wróciła do domu, ale zdecydowanie coś jest z nią nie w porządku. Co więcej przypadek dziewczyny nie jest odosobniony.

mroczne dusze

Kino skandynawskie bywa dziwne, nie znaczy to jednak, że w jakiś sposób nie jest dzięki temu interesujące...

Mam poważny problem z oceną tego obrazu. Nie mogę go nazwać ani złym, ani wybitnym, ani nawet średnim, bo to określenie zarezerwowane jest dla obrazów bezpłciowych i znośnych w swojej bezpiecznej nijakości.

"Mroczne dusze" są zdecydowanie jakieś. Tylko jakie???

Początek rodem z kryminału. Młoda dziewczyna załatwiona w lesie przez nieznanego sprawce. Wygląd napastnika zalatuje slasher'owym antagonistą, a kolejne zbrodnie wskazują na seryjność jego działań.

Ale... sprawca nie zabija swoich ofiar.

mroczne dusze

Wracają do domów z dziurami w czaszkach i zakażeniem rozrastającym się w mózgu. Głównym objawem są czarne wymiociny. Johana, pierwsza z przewierconych wygląda jak... zombie. Tak też się zachowuje. Przyczyną nie jest mechaniczne uszkodzenie mózgu, lecz rozprzestrzeniające się zakażenie, ale skąd ono się wzięło? Zrozpaczony ojciec bierze sprawy w swoje ręce i trafia na bardzo mocny trop - w zasadzie nakrywa zbrodniarza na gorącym uczynku.

Mamy więc kryminał i zombie movie w jednym. Co więcej mamy tu jednocześnie film na serio i pastisz. Jeśli przyjrzeć się niektórym zachowaniom bohaterów, w tym naszego tatuśka, trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś tu z nas drwi. Podobnie jest z kwestią antybohatera, a raczej antybohaterów.

Pojawia się tu ciekawa historia, która rzuca odrobinę światła na to co i dlaczego wyczynia główny czarny charakter. Jednak sposób w jaki przebiega proces rozwoju zbrodniczej działalności, którego świadkiem jest nasz bohaterski ojciec wygląda dość... śmiesznie. Nie będę tu wymieniać konkretnych scen, ale jest tego sporo.

Wszytko kręci się wokół czarnej substancji, poprzez którą zarażają się kolejne ofiary. Sposób wprowadzenia jej do organizmu jest ciekawy, ale twórcy szybko od niego odchodzą i pod koniec filmu widzimy zwykłe walenie z gwinta w dodatku całkowicie dobrowolne.

mroczne dusze

Mogę się tylko domyślać co artysta miał na myśli. Może czarna substancja ma być ropą, którą w końcu infekują się wszyscy bez wyjątku, a co poniektórzy sami proszą się żeby zżarła im mózgi? Może to jakaś metafora dla przemysłu? Who knows...

Efekt całościowy jest co najmniej dziwny i trudny w odbiorze dla tych, którzy będą starali się zrozumieć o co chodzi. Jeśli zaś tylko zechcecie popatrzeć na kolejna wariację na temat zombizmu, dla uciechy i bez angażowania szarych komórek to nawet możecie się ubawić.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

To coś:6

Oryginalność:8

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

56/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 17 maja 2015

The Man who could cheat death/

Człowiek, który oszukał śmierć (1959)

Człowiek który oszukał śmierć

Doktor Georges Bonner oszukuje śmierć od wielu lat. Wszytko zaczęło się jeszcze na studiach, gdy ucząc się zawodu chirurga Bonner postanowił, że za wszelką cenę wydłuży swoje życie.

Wg. jego teorii wymiana jednego organu raz na dziesięć lat i suplementacja dziwnym zielonym płynem ma mu zapewnić długowieczności. Wygląda na to, że ma racje, bo wyglądający na maksimum czterdzieści lat doktor ma tak naprawdę sto cztery lata.

Niestety lekarz musi trzymać swój stan w tajemnicy i posuwać się do zbrodni by go utrzymać. Skazany na samotność i życie w ukryciu przez własną nieostrożność staje się obiektem podejrzeń francuskiej policji.

"Człowiek, który oszukał śmierć" należy do zacnego grona klasyków wytwórni Hammer. Obok takich filmów jak "Pies Baskerville'ów" jest dziełem Terence'a Fishera, na podstawie scenariusza Lyndona i Stangstera, co więcej stanowi remake. Tak już w latach 50 kręcono remake:) Nie miałam okazji obejrzeć "The man  in half Moon Street", czyli oryginalnej wersji tej historii i wątpię aby szybko udało mi się go zdobyć.

Fabula filmu bardzo przypadła mi do gustu. Lubię w horrorach motyw szalonych naukowców, którzy padają ofiarami swoich własnych eksperymentów jak np. "Niewidzialny człowiek". Współczesne kino grozy, mam wrażenie, odchodzi od tego wątku skupiając się na tym, co paranormalne uznając najwyraźniej, że najnowsze osiągnięcia nauki nie są w stanie nikogo już zadziwić, czy przerazić.

Człowiek który oszukał śmierć

Akcja filmu osadzona jest bodajże na początku XX wieku, aczkolwiek nie dam sobie uciąć głowy, że nie jest to końcówka wieku XIX. 

Filmowe wydarzenia rozgrywają się w Paryżu, gdzie swoją praktykę prowadzi doktor Bonner. Historia rozpoczyna się na przyjęciu organizowanym przez lekarza, na którym prezentuje swoje najnowsze dzieło, rzeźbę, a dokładniej popiersie kobiety, swojej aktualnej kochanki. Tak się składa, że na przyjęcie przychodzi jego była ukochana Janine. To budzi w mężczyźnie dawne uczucia.

Człowiek który oszukał śmierć

Bohater wie, że nie może związać się z kobietą trwałym związkiem, bo co dziesięć lat musi znaleźć ofiarę, wyciąć jej to i owo i udać się do innego kraju, a najlepiej na inny kontynent.

Podobnie jak w przypadku wampirów, jego nieodmiennie gładka powierzchowność, a także regularność z jaką musi się pożywiać swoim specyfikiem będzie budzić podejrzenia.

Wiecznie młody, zdrowy i posiadający tajemnicę niedostępną dla reszty ludzkości bohater skazany jest na samotność i zbrodnie. Taka trochę romantyczna wizja tułacza. Teraz właśnie przychodzi ta sądna godzina, w której lekarz musi wykonać zabieg i zniknąć. Emocje mącą mu w głowie i tu rozegra się tragedia.

Człowiek który oszukał śmierć

Moim zdaniem jest bardzo udana produkcja. Oczywiście wątki medyczne są tu naciągnięte do granic możliwości i każdy zauważy sporą ilość gaf anatomiczno medycznych, ale w przypadku obrazów Hammera nikt nie przykłada do tego większej wagi.

Film ma więc ciekawa fabułę, jest dobrze wykonany technicznie, a na pewno lepiej niż większość filmów z tej wytwórni i posiada obsadę, za którą łezka kręci się w oku.

Na pierwszym planie prezentuje się Roland Adam znany z "Nawiedzonego domu", czy "Grobowca Ligei". Dalej mój ulubieniec, wyjątkowy Christopher Lee, który jest żywym dowodem na to, ze amerykańska akademia filmowa jest ślepa i głucha na talenty z prawdziwego zdarzenia. I wielu innych aktorów, którzy rozpoczynali kariery w momencie narodzin kina.

Na duże brawa zasługuje także muzyka w wykonaniu Richarda Rodney'a Bennett'a, równie często olewanego przez akademię ciepłym moczem, co inni wymienieni w obsadzie tegoż obrazu.

Gradka dla miłośników Hammer'owskiej estetyki i wielbicieli starego kina

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 16 maja 2015

Come back to me (2014)

come back to me

Sarah i Josh wprowadzają się do nowego domu. Kobieta ma pracować nad swoją pracą doktorancką jednak nie idzie jej to zbyt dobrze. Popada w dziwne stany, coś jak urwany film. Po przebudzeniu nie pamięta co się z nią działo. Znalezienie zakrwawiony bluzy i nieoczekiwana ciąża porządnie dają jej do myślenia. Czy całkowicie zwariowała, czy też może dziwne wydarzenia mają związek z nastolatkiem z sąsiedztwa, który wyraźnie wzbudza niepokój?

Powiem tak: spodziewałam się kolejnego ghost story, bo co tu mamy? Nowy dom, niewyjaśnione zjawiska, kryzys emocjonalny, dramatyczną przeszłość okolicy, jaka wyłania się z pierwszych filmowych scen- coś na zasadzie prologu. Wszytko to wskazuje nam na obecność jakiejś złowrogiej siły.

come back to me

Sara ma zaniki pamięci, jakby coś z zewnątrz mieszało jej w głowie, później niewyjaśnione zniknięcie blizny jaką nosiła od wypadku, a na koniec ciąża, na którą nie miała wielkich szans w swoim obecnym związku.

Jeśli odrzucimy ducha, czy inny nadprzyrodzony byt, zostaje nam wątek chłopaka z sąsiedztwa. Jak dla mnie wyglądał on na seksualnego frustrata, a jego traumatyczne dzieciństwo jest czytelnym sygnałem, że coś niedobrego może dziać się w jego głowie.

come back to me

Ale to jeszcze nie do końca to!

Moi drodzy, muszę Was ostrzec, że wykonanie filmu jest dalekie od ideału. Aktorstwo jest bardzo słabe i tylko chłopaczek z sąsiedztwa robi tu trochę lepszą robotę. Osobiście pamiętam odtwórce tej roli z bardzo ciekawego dramatu "Królowie lata". Niestety zarówno wcielająca się w rolę Sary aktorska jak i partnerujący jej odtwórca roli męża prezentują tu skrajność: od przesadnego manieryzmu po całkowitą stagnację emocjonalną. Zdjęcia nie są wykonane najlepiej, trochę brakuje im wyrazistości, taki serialowy sposób kręcenia z trzech podstawowych pozycji i na tym koniec.

Sprawę ratuje pomysł na scenariusz. Moim zdaniem wyróżnia się i choć nie wszystkim się to podobam to w mojej ocenie każdy pomysł jest lepszy niż brak pomysłu i jazda po standardzie. Bardzo podobało mi się nie tylko rozwiązanie zagadki tego, czego doświadcza Sara, ale też sam finał. Może wystarczy odejść od happy endu by mnie zadowolić, a może faktycznie było w tym coś interesującego:)

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:7

To coś:7

61/100

W skali brutalności:2/10

13:30, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 maja 2015

W Delta Z/ Reguła (2007)

waz

W Nowym Jorku twardy doświadczony glina i jego moralizująca młoda partnerka znajdują okaleczone zwłoki ciężarnej kobiety. Okazuje się, że ofiara była związana z miejscowym oprychem. To co wygląda na początek wojny gangów jest w rzeczywistości jednoosobową vendettą wymierzoną w konkretne osoby.

Na jednych zwłokach się nie kończy. Brać miejscowych gangsterów jest sukcesywnie przerzedzana przez kogoś, kto niesie śmierć i przesłanie. Owym przesłaniem jest udowodnienie tytułowej reguły jaka dotyczy wszystkich: Nie ma czegoś takiego jak altruistyczna miłość. Brat zabije brata, matka zabije dziecko, wnuk zabije babcie... bo wszyscy noszą w sobie 'samolubny gen' opisany wzorem W delta Z.

"Reguła" jest połączeniem psychologicznego thrillera i kryminału z nieśmiało wizualizowanymi elementami torture porn. Jego twórcy działają w świecie kina grozy i mają w tym pewne doświadczenie. Pewne jest, że doskonale zdają sobie sprawę z tego, co w danym momencie jest na topie.

Gdy Reguła wchodziła do kin, inny twórca korzystał z dobrze nakręconej machiny do zarabiania pieniędzy i wkraczał właśnie z czwartą częścią "Piły". Wspominam o tym nie bez powodu, bo "Reguła" jest jednym z tych obrazów, jakie masowo wypłynęły po roku 2000, który naśladuje motyw 'badania granic humanizmu'.

W "Regule" mamy antagonistę, który starannie wybiera swoje ofiary. Wyławia ich z odmętu slamsów Nowego Jorku, ale nie chodzi tu o 'robienie porządku'. Do narodzin naszego antagonisty przyczynił się nie nikt inny jak jego obecne ofiary. Mamy tu więc do czynienia z vendettą okraszoną naukowym spojrzeniem na motywy zabójstw.

waz

Filmowy antybohater niesie ze sobą swój kaganek oświaty:) Pokazuje jak bezsensowna jest wiara w ludzkie poświęcenie. Kolejni bohaterzy pokazują, że miłość ma bardzo liche podstawy wobec pierwotnego instynktu przetrwania jest na przegranej pozycji. Jedna ofiara jest gotowa znieść naprawdę wiele zanim zmuszona torturami zabije kogoś sobie bliskiego. Innemu wystarczy wbić gwoździe pod paznokcie.

Po co nasz zły to robi? Tu nie spodziewajcie się niespodzianek. Jak zazwyczaj wystarczy przyjrzeć się modus operandi by wiedzieć, może nie szczegółowo, ale ogólnie, co takiego mogło skłonić antagonistę do takowych działań.

Droga do rozwikłania tajemnicy nie jest więc zbyt wyboista, a nazwisko sprawcy szybko pojawia się na ustach naszego twardego gliny.Dużo większym wyznaniem wydaje się być rozszyfrowanie jego roli w całej sprawie, ale przecież dla wytrawnego widza nie ma rzeczy niemożliwych;).

Motywy psychologiczne pełnią tu nadrzędną rolę, więc nad ciekawymi rysami charakterów postaci należało się bardziej pochylić.

Mamy więc naszą małą blondyneczkę, Helen, która dopiero rozpoczyna przygodę w dużym mieście w sekcji zabójstw. Rozczula się nad każda ofiarą i nawet przez myśl jej nie przechodzi jak mocno jeden z drugim sukinsynów zasłużył na udział w odwecie.

Eddie, starszy stopniem, wiekiem i doświadczeniem jest zdecydowanie bardziej 'elastyczny'. Zna wszystkich oprychów z imienia, jednych bardziej, drugich mniej. Wydaje się, że wie jak z nimi postępować.

waz

O naszym antagoniście nie chce zbyt wiele mówić, by nie odbierać Wam frajdy. Postać jest ciekawa, ale aktorsko zagrana słabo, manierycznie, melodramatycznie wręcz bym rzekła. Na szczęście nie pojawia się zbyt często na arenie. Częściej widzimy efekt jego działania niż sam jego przebieg. Ale gdy już się pojawi wraz z nim do głosu dochodzą elementy torture porn. Bardziej sugerowane niż prezentowane. W kluczowym momentach kamera odwraca szklane oko. Działa to jak cholera. Pamiętam, że gdy pierwszy raz oglądałam ten film bardzo mnie rozwalił - może mało wtedy jego widziałam z gatunku torture porn, a może samo zasugerowanie wydarzeń działa dużo mocniej niż ich pokazanie. To duża przestrzeń dla wyobraźni widza, a to zawsze sobie cenię.

Trochę zdziwił mnie finał, był zbyt naciągany jak na moje oko, ale ok, może miał podnieść na duchu strapionego widza? Nie wiem jakie było zamierzenie twórców, ale jeśli przez cały seans sukcesywnie zatapiamy widza w morzu beznadziei to nie wyskakujemy na koniec z białym gołębiem i gałązką oliwną.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Oryginalność:5

To coś:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

63/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 14 maja 2015

Maggie (2015)

maggie

Świat, w którym przyszło żyć nastoletniej Maggie niczym nie przypomina tego do którego zdążyliśmy przywyknąć. Jej świat stoi na granicy zagłady. Z powodu epidemii choroby, która zmienia ludzi w gnijące i rządne ludzkiego mięsa potwory rządzący musieli podjąć bardzo trudną decyzję, co zrobić z zarażonymi?

Jedną z nich jest tytułowa Maggie, która pokąsana przez zombie ma zaledwie dwa miesiące względne normalnego życia zanim sama stanie się potworem. Wobec tej sytuacji jej ojciec musi podjąć trudną decyzję, odesłać córkę do umieralni, czy z narażeniem siebie i żony otoczyć ją opieką?

maggie

Film jest debiutem zarówno dla reżysera jak i dla scenarzysty, który pomysł na obraz stworzył już ładnych kilka lat temu. "Maggie" 'odleżała' swoje zanim ktoś dopatrzył się potencjału w zombie movie, który nie opiera się na szybkich akcjach, pościgach, ucieczkach i strzałach w głowę.

Trudno mi nawet z czystym sumieniem nazwać ten film horrorem. On nie przerazi. Przygnębi owszem, ale nie wzbudzi strachu.

Najważniejsza jest tu warstwa dramatyczna, czyli historia skupiająca się na jednej dziewczynie, która została skazana na śmierć. Przez cały film obserwujemy jej pogarszający się stan fizyczny i psychiczny, stopniowe załamanie, które doprowadzi do bardzo smutnego finału.

maggie

Ważną rolę w tym wszystkim odgrywa postawa ojca dziewczyny, Wyda, który za nic nie wyobraża sobie żeby odesłać dziecko do umieralni. Wraz z żoną postanawia zająć się Maggie, tak długo, jak to będzie możliwe. Niestety przemiana następuje szybko, a jedną z pierwszych oznak jest wyczulony węch i szczególne zainteresowanie ludzkim mięsem. Nawet kiedy Maggie zaczyna węszyć za macochą, ojciec nie zamierza się poddawać.

W tle pojawiają się inni bohaterowie, między innymi sąsiedzi rodziny Maggie, z których jedyną ocalałą okazała się matka. Kobieta i jej mąż podobnie jak Wyde nie potrafili odesłać zarażonego dziecka co skończyło się tym, że jedno z nich podzieliło jego los.

Pojawia się też wątek kolegi Maggie, chłopaka, którego ojciec patrzy na sprawę zupełnie inaczej i przy pierwszej oznace przemiany pozbywa się go.

Historia ma bardzo przygnębiający wydźwięk, ale nie chodzi mi tylko o jej treść. Ponure plenery, spalona ziemia i słońce, które już nie che jej oświetlać, wszytko to tworzy bardzo dołujący krajobraz. Zdjęcia mają brudno szara kolorystykę, a muzyka sączy smutek do uszu.

maggie

Jeśli celem twórców było przygnębienie widza to spisali się na piątkę.

Jednym z powodów, dla których sięgnęłam po film była obsada. Chciałam zobaczyć Arnolda w horrorze, a Abigail Brenslin zazwyczaj pojawia się bardzo ciekawych produkcjach. Pomyślałam, że tak to właśnie będzie.

Arnold zagrał dobrze, ale to zapewne zasługa scenariusza, która wymagał od niego akurat tego, co przychodzi mu naturalnie: milczenie z posępną miną nie zdradzającą emocji. Brenslin porusza się natomiast na granicy egzaltacji, ale tego też wymaga rola.

To dość ciekawa propozycja filmowa, ale czy zadowoli fanów zombie movie? Nie jestem przekonana.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

To coś:6

Oryginalność:7

63/100

W skali brutalności:1/10

środa, 13 maja 2015

Podziemne miasto - Łukasz Henel

podziemne miasto

Lata '50 XX wieku, komunistyczna Polska. W okolicach Międzyrzecza w rejonie sieci poniemieckich bunkrów znajduje się baza wojsk radzieckich, gdzie oddział NKWD ma za zadanie zbadać wnętrze największej z podziemnych kryjówek nazistów.

Dowódca Ulianow ze swoimi ludźmi i polscy oficerowie, w tym major Staszewski, dostaną się do głęboko skrywanej tajemnicy Trzeciej Rzeszy.

podziemne miasto

Z twórczością Łukasza Henela zetknęłam się już jakiś czas temu dzięki lekturze "Szkarłatnego blasku". Jako że poprzednia powieść autora przypadła mi do gustu chętnie zainteresowałam się kolejną jego pozycją wydawniczą.

Która z nich podobała mi się bardziej? Tu mam problem z rozstrzygnięciem, bo obydwie mają swoje wady i zalety.

W "Podziemnym mieście" duży nacisk kładziony jest na walory historyczne miejsca akcji. Główna oś fabuły opiera się na retrospekcji z lat '50, a więc jesteśmy świadkami potyczek polaków z Rosjanami, którzy na ziemi Lubuskiej czują się jak u siebie.

Główny bohater opowieści,Staszewski, obecnie już sędziwy mężczyzna z niejasną przeszłością, kartoteką kryminalną i żółtymi papierami snuje opowieść z lat młodości kiedy to wedle swego mniemania ocalił świat przed zagładą.

W tamtym czasie był światkiem działań żołnierzy radzieckich, którzy uwierzyli w historie o nieskończonych bogactwach i najnowszych technologiach, jakie skrywają podziemia poniemieckich bunkrów. Był polskim majorem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo rodaków i chcąc nie chcąc podległym radzieckiej władzy.

Kiedy podwładni Ulianowa otwierają drzwi do podziemnego przejścia zaczynają dziać się okropne rzeczy. Jakaś uwięziona pod ziemią siła niszczy każdego kogo napotka na swojej drodze. Żaden marksista nie da wiary paranormalnemu rodowodowi tych wydarzeń jednocześnie przekreślając szanse na ocalenie.

Ale nasz bohater jest inny. Widzi i rozumie więcej, co skazuje go na samotną walkę z czymś niezrozumiałym i postępowanie wbrew woli rosyjskiej władzy. Tak zaczyna się historia majora Staszewskiego.

Bardzo podobało mi się włączenie w tajemnice Trzeciej Rzeszy wierzeń rodem z Indii przybyłych do Europy wraz z cyganami. Nie bardzo orientuje się w mitologii tamtego rejonu, ale doceniam inwencję autora, sposób w jaki wprowadził owe novum nie ocierając się o śmieszność. Jeśli chodzi o temat SS i ich mrocznych fascynacji większość autorów łączy ich z kultem szatana, co zrobiło się już nudne. Henel bez wątpienia znalazł sposób by się wyróżnić.

podziemne miasto

W "Podziemnym mieście" nie zabraknie sytuacji typowych dla literatury grozy, jak opis wędrówek po pogrążonych w ciemności podziemiach, czy bardziej makabrycznych opisów mordów. Wątki obyczajowe, uwaga poświęcona charakterystyce bohaterów  też odnotowuje na plus, choć uważam, że było tego nieco za mało. Nie zdążyłam zbyt dobrze poznać głównego bohatera i jego towarzyszy, choć nie można powiedzieć, że autor całkowicie olał sprawę.

Jeśli chodzi o zarzuty to chyba mogę winić tylko siebie, bo zabierałam się do tej książki jak pies do jeża i niekiedy odkładałam ją na półkę na dłuższy czas, przez co nie miałam takiej płynności w śledzeniu fabuły.

Styl Henela mi się podobał, choć nie da się ukryć, że większą sprawność językową wyczułam w "Szkarłatnym blasku", może kwestia lepiej przeprowadzonej redakcji, albo po prostu zniżka formy pisarza, jaka dopadła go przy "Podziemnym mieście".

Książkę spokojnie mogę polecić fanom 'Sensacji dwudziestego wieku', jakiś teorii spiskowych, ale też miłośnikom dobrej grozy.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf:

videograf

wtorek, 12 maja 2015

KONKURS!

Z uwagi na dwie interesujące premiery wydawnicze VIDEOGRAFU ogłaszam konkurs, gdzie do zgarnięcia będą dwie książkowe nowości.

Do dwóch laureatów powędrują

"Miasteczko" Łukasz Radecki, Robert Cichowlas

miasteczko

 

"Zabij mnie tato" Stefan Darda

zabij mnie tato

Waszym zadaniem jest napisanie kto Waszym zdaniem jest "Królem horroru" i dlaczego. Może być to reżyser, pisarz,aktor, a nawet malarz. Najważniejsze jest dobre uzasadnienie wyboru. Najciekawsze odpowiedzi zostaną opublikowane na blogu, a dwie najlepsze nagrodzone książkami od wydawnictwa Videograf.

Czas start. Na odpowiedzi pod adresem mailowym: biblia_horroru@o2.pl czekam do 30 czerwca br.

13:57, ilsa333
Link Dodaj komentarz »

Istota z ciemności/ From the Dark (2014)

from the dark

Sarah i Mark wybierają się na wieś. Wypoczynek rozpoczyna się od niefortunnego wypadku w wyniku, którego ich auto grzęźnie w błocie. Mark walecznie rusza w poszukiwaniu oznak cywilizacji i tak natrafia na dom pewnego mężczyzny. Facet wygląda jakby zaatakowało go jakieś wściekłe zwierzę. Ale nie o zwierzęciu tu mowa, a o czymś nadnaturalnym.

Kolejny film o wampirach. Teraz powinnam wyrazić swoje zniesmaczenie tym wtórym pomysłem, ale tak nie zrobię i to z kilku powodów.

Historia może nie należy do oryginalnych, ba, na pewno nie jest oryginalna, bo chyba po opisie fabuły każdy domyślił się już, co za chwilę stanie się z pogryzionym farmerem i co w związku z tym czeka Marka i jego dziewczynę. Pomysł na fabułę jest więc wtórny i niewyróżniająca się. Co więc oferuje nam film?

Pierwsza rzeczą jaka zwraca uwagę to wykonanie filmowych zdjęć. Owszem przyczynia się do tego sceneria, czyli irlandzka wieś obrana na filmowy plan, ale nie można odmówić kadrom artyzmu, jaki spotykać można w klasycznych vampire movie, jak "Nosferatu" '22 czy "Vampyr" '31. Co więcej nie są to akcje jednorazowe, bo towarzyszący takim scenom nastrój utrzymuje się przez większość filmu.

Conor McMahon nie poświęca na swoje filmy ogromnego budżetu nie może więc nadużywać dobrodziejstwa efektów komputerowych. W zasadzie mamy tu do czynienia tylko z jedną taką sceną, w chwili gdy spopielone przez światło ciało farmera zaczyna się rozpadać. Jednak przez większość czasu reżyser dla uzyskania efektu niesamowitości używa gry światła i cienia, czy osnuwa kadr lekką mgłą.Nawet sama postać antagonisty zazwyczaj skryta jest mroku i widzimy zaledwie kontur postaci.

from the dark

Kiedy na arenę wkracza istota, która przyczyniła się do śmierci farmera mamy bardzo czytelny ukłon w stronę kina ekspresjonistycznego, taki hołd złożony starym wampirom, które nie świecą na diamentowo, a ich wygląd jest daleki od piękna. Tytułowa istota z ciemności wygląda jak Graf Orlok. Jest nienaturalnie smukła i wysoka, ma przerośniętą czaszkę i długi rozcapierzone palce. Doznałam szoku, gdy to zobaczyłam. A był to szok bardzo przyjemny.

from the dark

Zachowanie równowagi między dynamiczną akcją, która musi się rozwijać i dostarczać widzowi emocji, a zachowaniem ponurego nastroju  jest dość trudne i nie wiem, czy każdemu widzowi spodoba się takie połączenie, w takim kształcie jak podaje nam reżyser.

from the dark

Dla mnie ten banalny film jest w jakiś sposób niebanalny. Kupił mnie postacią wampira, co jest bezdyskusyjne, ale fakt jest taki, że McMahon w każdym swoim filmie używa jakiegoś wyświechtanego pomysłu i opowiada go na swój sposób, czyniąc tym samym z banału coś wyróżniającego się. Nie wiem, czy ktoś z Was miał okazje oglądać jego wariacje na temat zombizmu w "Martwym mięsie", ale ja jego krowy zombie zapamiętam chyba do śmierci. Jego dziełem jest też opowieść o klaunie w horrorze "Szwy", który bardzo przypadł mi do gustu choć publika raczej nie reagowała zbyt entuzjastycznie. Przypuszczam, że podobnie będzie w przypadku "Istoty z ciemności", ale walić to, mnie się podobał.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 11 maja 2015

It Follows/ Coś za mną chodzi (2014)

it follows

Nastoletnia Jay wychodzi na kolejną randkę z nowym facetem. Sprawa kończy się na tylnym siedzeniu samochodu. Po skonsumowaniu znajomości chłopak załatwia dziewczynę chloroform i przywiązuje do krzesła. Wówczas oświadcza jej, że przekazał jej coś, że to coś będzie teraz za nią chodzić dopóki nie przekaże tego komuś innemu w ten sam sposób.

Wkrótce zapowiedz się spełnia. Jakaś złowroga emanacja przybierająca najróżniejsze postaci zaczyna podążać za nastolatką. Może być staruszką w szpitalnej piżamie, może być kumpelą, może być ojcem. Najważniejsze to, nie dać się dotknąć.

Moim drodzy, mamy dobry film. Chciałoby się powiedzieć, na reszcie, bo to już maj, a jak do tej pory prezentowałam wam same średniawki z tego rocznika.

"Coś za mną chodzi" jest filmem o niewielkim budżecie, bez użycia efektów specjalnych, dzieło twórcy, który w swoich dotychczasowych produkcjach poruszał temat stylu życia amerykańskich nastolatków, a jako inspiracji zawsze używał własnych przeżyć. Tak też jest w przypadku jego pierwszego horroru, bo choć z pozoru mamy tu opowieść o paranormalnym rodowodzie, to moja interpretacja jest bardziej przyziemna. Oczywiście nie neguję grozy jaka występuje w tym filmie, po prostu pozwolę sobie zauważyć drugi dno tej opowieści. Ale o tym może później.

it follows

Film bardzo przypomina mi klasyczne amerykańskie kino grozy z lat '70 i '80. Pierwsza uwagę zwraca muzyka łudząco przypominająca soundtracki ze starych horrorów. Brzmienei z rodzaju tych, które od razu podnoszą ciśnienie. Druga rzecz, lokalizacja, czyli przedmieścia niedużego miasta, jak w "Koszmarze z ulicy Wiązów", czy innych podobnych filmach.  Trzecia rzecz, niewielki nacisk kładziony na wyjaśnianie, dlaczego filmowe zło jest właśnie złem. Jeśli porównacie stare horrory z ich współczesnymi remake, zauważycie nachalną chęć młodszych twórców do uzasadniania wszystkiego. Freddy Krueger w remake prześladuje nastolatków, bo jest pedofilem, a oni są jego ulubionymi ofiarami z przed lat i tym podobne wydumane bzdury.

Zło w filmie "Coś za mną chodzi" nie ma żadnego rodowodu, i daj boże, żeby nie powstała następna część tłumacząca, co chodzi i dlaczego chodzi.

it follows

Filmowi bohaterowie to zwykłe nastolatki, nawet główna bohaterka nie jest ani straumatyzowaną nieszczęśniczką, ani szkolną gwiazdą, nawet nie ma idealnej figury i doskonale ułożonych włosów. We współczesnym teen horrorze rzecz niedopuszczalna.

Bardzo dobrze prezentują się filmowe zdjęcia, szczególnie sceny z udziałem tytułowego "coś", które zbliża się gdzieś, tam z tyłu, po za polem widzenia tych którymi zainteresowane nie jest. Idzie powoli i konsekwentnie zbliża się. Nie ma makabrycznego oblicza, a mimo to jego pojawienie się i budzi niepokój. Duży plus za sceny na basenie, bardzo oryginalne podejście do tematu.

it follows

Na koniec zostaje nam interpretacja. Podejrzewam, że większość widzów, którzy oglądali film przynajmniej jednym okiem wychwycili, że nadrzędnym tematem jest tu seks. Niemal każdy dialog i każda sytuacja, jak np. scena z chłopaczkami podglądającymi naszą nastkę, gdy pluska się w basenie, budzi seksualne skojarzenia. W relacjach między bohaterami widać kotłujące się seksualne napięcie. No i nasze coś... nasze coś, które przenosi się drogą płciową. Jak choroba weneryczna, czy wirus HIV. Fakt, że 'coś' może przybrać postać każdego można tłumaczyć tym, że pociąg seksualny i zagrożenie jakie może nieść pojawić się może w relacji z każdym. U naszej Jay pojawia się nawet ojciec. "Najważniejsze to nie dać się dotknąć".

it follows

Czyli mamy po prostu film o rozpuście, która zostaje pokarana czymś, co przybiera formę nadprzyrodzoną. Może trochę nazbyt moralizatorskie, ale najważniejsze, że pointa nie wyklucza grozy i nie eliminuje z filmu napięcia czy niepokoju.

"Coś za mną chodzi" jest dobrze zmontowane, dobrze zagrane i przede wszystkim dobrze opowiedziane. Wyróżnia się, przynajmniej w mojej ocenie i zasługuje na uwagę.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

72/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 10 maja 2015

Xtro (1983)

xtro

Pewnego słonecznego dnia na oczach synka, Sam zostaje uprowadzony przez obcych. Po trzech latach od zniknięcia jego żona ma już nowego partnera i tylko jego syn wierzy, że tata powróci.

Tak też się staje. W lesie rozbija się statek kosmiczny, z którego wychodzi dziwaczne 'coś'. 'Coś' napada na przypadkową parę i inseminuje kobietę, a ta po chwili wydaje na świat... Sama. Całego i zdrowego, wyglądające najzupełniej normalnie. Niestety to tylko pozory. Sam powraca jako pół kosmita by odzyskać rodzinę i przekazać synowi część kosmicznych zdolności.

Jakiś tydzień temu jeden z czytelników bloga podrzucił mi gif z filmu "Xtro" z zapytaniem, co to za produkcja. Inny czytelnik oświecił mnie i pytającego, że to właśnie "Xtro". Gif przedstawiający wypełzającego z lasu kosmitę tak mi się spodobał, że postanowiłam wytropić film i go obejrzeć.

xtro

Tak więc, oto "Xtro", niebywale zacny reprezentant kina klasy B, horroru sci-fi z lat '80 i czołówka "video nasties".

Doczekał się jeszcze dwóch części co niewątpliwie świadczy o nie małej popularności.

Jak to bywa z filmami zakazanymi, jego dostępność jest nieco utrudniona, ale jak wiadomo, w czeluściach internetów można znaleźć praktycznie wszystko, choć niejakim wyzwaniem będzie znalezienie wersji całkowicie pozbawionej cenzury.

xtro

Jak zapewne wywnioskowaliście z fabuły, nie jest ona jakość szczególnie odkrywcza. Facet zostaje uprowadzony przez kosmitów i po pewnym czasie wraca. Zamiast traumy przywozi ze sobą nadnaturalne zdolności.

Każdy żywy organizm dąży do rozmnożenia więc i Sam chętnie inseminuje kolejne kobiety. Swojemu oddanemu synkowi przekazuje część kosmicznego genotypu czyniąc z niego jak się okaże niebezpiecznego mordercę.

xtro

W zasadzie nie ma sensu rozwodzić się tu nad związkiem przyczynowo skutkowym, czy szukać logiki. Scenariusz nastawiony jest na szokowanie, a treścią filmu jest w zasadzie forma.

I tu można się na dłuższy czas zatrzymać.

Już pierwsze filmowe sceny dają po głowie. Ujęcie z gifu z kosmitą wyłaniającym się z lasu jest jedną z najlepszych w filmie i jedną z niewielu nie rażących obrzydliwością, a jednak wywołującą nieprzyjemny dreszcz. Drugim z kolei smaczkiem jest oczywiście scena zapłodnienia, a następnie porodu.

xtro

W tym momencie każdy widz powinien już zorientować się czym ten film pachnie. A pachnie solidną porcją gore gwarantującą uczucie obrzydzenia i groteskowego lęku.Jakby komuś było mało obrzydliwości dostanie jeszcze dawkę mocno psychodelicznego klimatu pod postacią przerośniętych, morderczych zabawek.

xtro

Sama jestem pełna podziwu dla staranności z jaką wykonano efekty, zwłaszcza, że budżet filmu był niewielki, a możliwości technologiczne ograniczone. Twórcy filmu postarali się jednak na tyle by uczynić owe sceny znakiem rozpoznawczym całego obrazu.

Jest na co popatrzeć, moi drodzy, tylko nie każdemu się to spodoba. Dla fanów kina klasy B pozycja obowiązkowa, reszta może potraktować seans jako mały eksperyment na samym sobie.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:5

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:5

Oryginalność:7

To coś:8

67/100

W skali brutalności:4/10

sobota, 09 maja 2015

Fotograf (2015)

fotograf

W Rosji grasuje seryjny morderca nazywany fotografem. Jego zamiłowanie aranżowania miejsc zbrodni na wzór policyjnych fotografii zapewniło mu ten przydomek.

Młoda policjantka, Natasza jako jedyna spotkała fotografa i z owego spotkania wyszła cało. Niestety kobieta nie widziała jego twarzy. Nie może rozpoznać go po głosie bowiem fotograf posiada pewną skazę: Nie ma własnego głosu. Od dziecka, odkąd zaczął mówić potraf jedynie powtarzać i odtwarzać w dodatku głosem identycznym co usłyszany człowiek, i nie ważne, czy jest to śpiew Anny German, czy okrzyki radzieckiego żołnierza.

Fotograf jest inny i ta inność przypieczętowała jego los.

Czekałam na ten film. Jak to bywa w przypadku produkcji, którym dystrybutorzy nie wróżą komercyjnego sukcesu nie był on grany w zbyt wielu kinach. W mojej okolicy w żadnym. Dopiero wydanie na DVD umożliwi tak na dobrą sprawę zapoznanie się z nim szerszej publiczności.

Kiedy usłyszałam zapowiedzi styczniowej premiery umyśliłam sobie, że będzie to produkcja przypominająca "Obywatela X", czy "Evilenko", tylko w bardziej europejskim wydaniu. Nie miałam racji, ale czy to źle?

Nie, w zasadzie "Fotograf" poniekąd spełnił moje oczekiwania, bo spodziewałam się thrillera o seryjnym mordercy w bardzo standardowym wydaniu. Dostałam rozciągniętą na ponad czterdzieści lat historię narodzin zła, które samo w sobie złem nigdy nie było.

fotograf

Dostałam jeden z bardziej niejednoznacznych i złożonych portretów psychologicznych, jakich uświadczymy w thrillerach, historię niebywale przygnębiającą, jedną z tych gdzie widz otrzymuje cały zestaw losów i charakterów, skrzywionych, wypaczonych, skrzywdzonych. Niestety nie jet to historia łatwa w odbiorze. scenariusz często używa skrótów i jeśli widz nie siedzi przed ekranem w pełnym skupieniu może mu to i owo umknąć, a to z kolei zaważy na zrozumieniu istoty całej intrygi.

Film wpędził mnie w emocjonalny dół podając zaledwie skrawki opowieści, bez pointowania czy tłumaczenia, kto jest dobry, kto zły i dlaczego było tak jak było. Polscy twórcy opowiadają tę historię z lekkością, a przy tym pada tyle trafnych i celnych uwag, tyle godnych zapamiętania twierdzeń, choć przyznam z bólem idiotyczne monologi też się zdarzają.

Bardzo podobało mi się fabularne tło. Nie mamy tu bohaterów zawieszonych w próżni, lecz osadzonych w jednym punkcie historii europy, która mało tego, że jest dołująca to jeszcze prawdziwa.

fotograf

Opowieść zaczyna się w latach '70 w Legnicy gdzie para wysoko postawionych radzieckich urzędników zostaje 'pokarana' wybrakowanym dzieckiem. O dzieciństwie przyszłego fotografa można by powiedzieć wiele, ale wolę abyście sami ocenili.

Fotograf jest produkcją polską rosyjską, więc w obsadzie znajdziemy aktorów pochodzących z obydwu  krajów.  Z polaków godnym reprezentantem jest Tomasz Kot, z rosjan moją uwagę zwrócił Dymitriy Ulyanov, którego pamiętam z "Julenki".

Tematem filmu, nie da się ukryć, jest śledztwo kryminalne, ale też historia polsko radzieckich waśni.

Bohater posługujący się mimikrą, pozbawiony własnego głosu jest takim symbolem społeczeństwa pozbawionego tożsamości.

Filmowy finał, bardzo niejednoznaczny i niełatwy do interpretacji, jak się okaże gdy poczytać komentarze widzów, zadaje pytanie: kim jest fotograf? Ha. Może być każdym i dosłownie i w przenośni.

fotograf

SPOILER: Jeśli idzie o dosłowność to moim zdaniem podszył się pod swoją siostrę. KONIEC SPOILERA.

Dla mnie kolejny plus dla polskiego kina za tegoroczne produkcje. Jakiś czas temu mile zaskoczył mnie kryminał "Jeziorak", a teraz thriller "fotograf". Nie jest źle ;)

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

63/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 08 maja 2015

The Gift/ Dotyk przeznaczenia (2000)

the gift

W niewielkim miasteczku w Luizjanie Annie Wilson pełni rolę lokalnej dziwaczki. Nie przeszkadza jej to jednak w gromadzeniu sporej ilości klientów wierzących w jej nadnaturalne moce. Anne wróży z kart. Ma wizje, które pomagają jej w przewidywaniu przyszłości.

Jedną z jej klientek jest ofiara przemocy domowej, Valerie. Wkrótce do Annie zgłasza się funkcjonariusz policji i zrozpaczony ojciec zaginionej kobiety, Jess. Wizje Anne wskazują na to, że facet Valerie może mieć coś wspólnego z zaginięciem, a raczej jak wskazują wizje Anne, śmiercią Jessiki.

the gift

"Dotyk przeznaczenia" widziałam już przynajmniej kilkakrotnie. Lubię go. Jego reżyser Sam Rami zaskoczył mnie tą produkcją. W oparciu o scenariusz Thortona i Eppersona nakręcił obraz zupełnie odmienny od estetyki, z której jest znany. "The Gift" nie ma zbyt wiele wspólnego z krwawą maskarą za jaką pokochali jego twórce fani.

To raczej thriller z wątkami obyczajowymi i kryminalnymi. Nie zabraknie też wątku paranormalnego w postaci jasnowidza i jej wizji.

the gift

Nie obfituje w sceny brutalne czy też psychodeliczny klimat. Ogląda się go przyjemnie.

Scenariusz jest skonstruowany w nastawieniu na zaskoczenie widza. Już nie pamiętam jak to było w moim przypadku, gdy film widziałam po raz pierwszy. Zaskoczył, czy nie? Faktem jest na pewno, że zagadka śmierci Jessiki, nie jest nie do odgadnięcia. Gdybym jednak dyskwalifikowała wszystkie filmy nacechowane sporą dozą przewidywalności musiałabym być znacznie bardziej bezlitosna w ocenach.

Znakiem rozpoznawczym tej produkcji jest solidna obsada. Na pierwszym planie mamy Cate Blanchett, która jak zawsze wypada równie pięknie, co profesjonalnie. W roli podejrzanego, lokalnego ochleja i damskiego boksera mamy Keanu Reeves, a w roli jego obitej połowicy, Valerie mamy Hilary Swank, która jest dowodem na to, że nie tylko ładna buzia może podbić Hollywood. Ofiarą jest Katie Holmes... długo by wymieniać. W każdym bądź razie zaangażowanie takiej obsady musiało słono nadszarpnąć budżet filmu:)

the gift

Realizacji samego pomysłu, jakkolwiek go ocenić, nie można nic zarzucić. Twórcy nie popuszczają zbytnio wodzy fantazji jeśli chodzi o efekty, ale jeśli już coś się pojawi, to będzie to coś godnego uwagi. Mnie przydało do gustu ujęcie ze zwłokami unoszącymi się z gałęziach drzewa jak w wodzie.

Akcja toczy się z wolna, ale nie można powiedzieć żeby było nudno, czy że scenariusz był dziurawy.

Sporo filmowej taśmy poświęcono na rozwój warstwy dramatycznej. Opis sytuacji życiowej Anne, jej dylematów i tego jak postrzega swoje wizje. Tu moją uwagę zwrócił fakt, że w rzeczywistości Anne bliżej było do psychologa niż do wróżki. Widać to w scenach gdy rozmawia z Valerie na temat jej problemów w związku, czy gdy pomaga Buudy'emu w przywołaniu wspomnień z dzieciństwa. Wątek Buudego mimo iż stanowi tu wątek poboczny jest mocnym elementem filmu, a ten przeklęty diament na długo utkwił mi w pamięci.

the gift

Film zwrócił wagę producentów z Indii i widzowie doczekali się też wersji z Boolywood.

Nie wiem, czy film spełni wymagania bardziej wybrednego widza, ale ja odbieram go jak najbardziej pozytywnie i spokojnie mogę polecić.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

To coś:7

Oryginalność:5

64/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
08:29, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 maja 2015

Mr Brooks (2007)

mr brooks

Tytułowy Earl Brooks jest człowiekiem sukcesu. Prowadzi własną, prężną działalność gospodarczą, która zapewnia mu byt na wysokim poziomie u boku pięknej małżonki i społeczne poważanie.

Od trzech lat pan Brooks z sukcesem walczy ze swoim nałogiem, aż pewnego wieczora wracając z przyjęcia na swoją cześć, powraca jego dawny przyjaciel. Jak za dawnych czasów siada obok niego i namawia do zabawy.

Brooks udaje się do apartamentu pary młodych tancerzy i morduje ich. Tak jak zwykł to robić wiele razy przez wiele lat. Bo widzicie, poważny pan Brooks ma swoje mroczne alter ego Marshalla, który towarzyszy mu zawsze, gdy dopuszcza się zbrodniczych czynów.

Mówi się, że nałóg staje się częścią nas. Zmienia osobowość. Żeby skutecznie zwalczyć uzależnienie trzeba wyciąć tę część siebie. Dlatego osoby przebywające w ośrodkach terapii są odizolowane od świata zewnętrznego, w ten sposób na nowo budują swoje ja. Ale jak żyć bez samego siebie?

mr brooks

Pan Brooks nie zostałby bogatym przedsiębiorcą, mężem i ojcem, gdyby nie odciął od siebie tej części, która lubi sobie kogoś zaszlachtować. Nie wyrzekł się jej jednak całkowicie, zmaterializował ją do poziomu 'złego brata', kogoś kto nosi w sobie jego mroczne pragnienia podczas, gdy od odbiera nagrody i kocha się z żonką. Marshall dochodzi do głosu tylko za pozwoleniem Earl'a. Jest kimś w rodzaju doradcy i osobiste konsultanta, który zna jego myśli lepiej niż on sam. To głos podświadomości, z tą tylko różnicą, że ma ludzką postać.

mr brooks

Tak to widzi twórca filmu Bruce Evans, który postanowił zrobić film o seryjnym mordercy ukazując jego sytuację od kuchni. To miła odmiana, bo chyba wszystkim już zbrzydły opowieści snute z punktu widzenia dzielnego gliny, nawet jeśli ma twarz Brada Pitt'a;)

Fabułą filmu skupia się na panu Brooksie. Poznajemy jego pragnienia i obawy, jego życie codzienne i nocne rozrywki.

Aby dodać akcji dynamiki na plansze wprowadzony zostaje pan Smith. Mężczyzna, który przypadkowo staje się świadkiem dzieła Pana Brooksa i zafascynowany taką formą rozrywki postanawia zgłębić temat. Co na to Pan Brooks? Morderca traktuje Smitha jak upierdliwego szczeniaka, który ciągnie go za nogawkę. Mimo iż adoracja jest pozytywnym wzmocnieniem to staje się uciążliwa. Do tego dochodzą sprawy rodzinne i wspomniane wcześniej obawy. Chyba nikt nie chciałby, że jego potomstwo odziedziczyło po nim najgorsze cechy. Lepiej żeby miało proste zęby i gęste włosy, czyż nie? Ale co jeśli twoją największą wadą jest socjopatia?

mr brooks

Podwójne życie Pana Brooksa niesie wiele wyzwań co skutkuje tym, że mamy tu do czynienia z wyjątkowo ciekawa historią.

Od strony technicznej nie powala, bo w sumie nie mamy tu miejsca na jakieś wyskoki. Siła projektu opiera się na scenariuszu i na aktorstwie. Twórca mojego ulubionego "Stand by me" zaprosił do współpracy Kevina Costnera i Demi Moore. Aktorzy bardzo znani choć ja osobiście nie przepadam ani za jednym, ani za drugim. Demi wciela się tu w postać policjantki, która marzy o złapaniu seryjnego mordercy. Bardziej skupiamy się tu jednak na jej problemach osobistych niż na wątku detektywistycznym. Costner, jak Costner, dobrze wygląda w garniturze i z ironicznym uśmiechem na twarzy. Chyba wybrano go do tej roli ze względu na jego niepozorność. Nie widzę go w roli seryjnego mordercy, ale tym ciekawszy jest efekt, gdy zostaje w takiej roli przedstawiony.

mr brooks

Nie mniej jednak sądzę, że dużo lepiej spisali się tu aktorzy z dalszego planu, jak odtwórca roli Marshalla czy córki Brooksa.

Jeśli miałabym coś skrytykować to chyba zakończenie. Jakieś takie... nijakie. Po za tym film jak najbardziej na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś:7

Oryginalność:7

66/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 05 maja 2015

Demon ruchu i inne opowiadania - Stefan Grabiński

demon ruchu

Często wspominam o Grabińskim przy okazji najróżniejszych wpisów. Pisałam o kilku filmowych adaptacjach jego twórczości, podawałam jako przykład godny naśladowania dla polskich autorów i porównywałam wytwory jego wyobraźni z innymi historiami. Ale jak do tej pory nie było żadnej recenzji poświęconej tylko i wyłącznie jego twórczości literackiej.

Muszę Wam powiedzieć, że odkryłam go stosunkowo niedawno. Nie jest popularnym autorem w szerokich kręgach. Dociera raczej do tych, którzy poszukują klasycznej powieści grozy na rodzimym polu, a że w rodzimym polu zwykłam grzebać wytrwale w końcu dokopałam się do pisarza żyjącego w Polsce na przełomie XIX i XX wieku.

Grabiński nigdy nie zrobił oszołamiającej kariery.Pracował jako nauczyciel w liceum. Umarł w biedzie jak Poe, czy Lovecraft i dopiero po latach ktoś nazwał go klasykiem literatury fantastycznej. A w 1993 roku gdy jego twórczość po wielu trudach i znojach dotarła do Stanów został okrzyknięty polskim Poe'm.

O czym pisał Grabiński? Jak pisał Grabiński?

W zbiorze, który wpadł w moje ręce "Demon ruchu i inne opowiadania" mamy zebraną znaczną ilość nowel, które stworzył. Pochodzą one z tomów "Demon ruchu", "Szalony Pątnik", "Księga ognia", i "Niesamowita opowieść" - w sumie dwadzieścia pięć opowiadań. Rewelacyjnych opowiadań.

Najpopularniejszym z tomów Grabińskiego jest "Demon ruchu" wydany po raz pierwszy w 1919 roku. To właśnie opowiadania z tego zbioru uczyniły Grabińskiego twórcą 'horroru kolejowego', czyli opowieści grozy, których akcja rozgrywa się w pociągach, stacjach, stacyjkach, w szeroko pojętym świecie kolei.

Jako że zawsze miałam słabość do pociągów i gdy mam wieść tyłek autem kręcę nosem, bo od maleńkości zapach spalin wszelkiego kalibru powoduje u mnie mdłości, świat przedstawiony Grabińskiego automatycznie stał się moim światem.

demon ruchu

Bohaterami tego tomu są kolejarze i podróżnicy, jednak na pierwszym planie zawsze jest pociąg. Fascynacja Gabińskiego koleją aż bije po oczach i jako że podzielam ten zachwyt opisy tajemniczych zjawisk jakie rozgrywają się na trasach ruchu kolejowego były dla mnie wielce fascynujące.

Grabiński dobrze zna ten wiat, nie wiem skąd, bo jak dotąd nie czytałam żadnej szczegółowej biografii autora, ale mogę z całą pewnością stwierdzić, iż jego widza nie jest z palca wyssana.

Dzięki niebagatelnej wyobraźni Grabiński opisuje zjawiska paranormalne, które rozgrywają się w pociągach, na torach, na stacjach. Mamy tu historie takie jak tytułowy "Demon ruchu" traktujący o 'wiecznym podróżniku', który napędzany jakąś siłą czuje przymus nieustannego przemieszczania się. Gdzie najczęściej spotkać można owego delikwenta? Ano w pociągu.

W tym opowiadaniu Grabiński analizuje ludzki przymus ciągłego parcia naprzód, podążania za jakimś widmowym punktem na mapie.

Innym ciekawym opowiadaniem jest "Głucha przestrzeń", czyli porzucony tor, a na którym do tej pory słychać przejeżdżające widma pociągów.

Grabiński nadaje tym pojazdom duszę, często demoniczną i bezwzględną, obezwładniającą.

"Fałszywy alarm" to już historia o tragicznych wypadkach na kolei. Bohater opowiadania snuje tu przemyślenia na temat zależności między fałszywymi alarmami na kolei dotyczącymi katastrof pociągów, a rzeczywistymi wypadkami. To trochę paranoidalna historia, ale bardzo intrygująca.

Moim faworytem w zbiorze jest jednak "Ślepy tor". Czytałam go po raz pierwszy bezpośrednio po seansie z filmem i to on sprawił, że zakochałam się w twórczości Grabińskiego. Ze zbioru pochodzą także opowiadania "Sygnały", "Błędny pociąg", "Smoluch", "Dziwna stacja" i "Maszynista Grot".

Wszystkie mają niesamowity klimat. Groza jedyna w swoim rodzaju, ze stosownie stopniowanym napięciem, warstwą dramatyczną, obyczajową i psychologiczną. A jeśli o psychologii mowa, to w tej dziedzinie Grabiński spokojnie może bić się o palmę pierwszeństwa z Kingiem, ba myślę, że król odpadnie tu w przedbiegach, choć zawsze chwale go za portrety psychologiczne postaci, to niesamowita dbałość Grabińskiego o szczegóły sprawia, że przerasta Kinga i innych pisarzy poziomem profesjonalizmu z jakim podchodzi do sprawy.

Ze zbioru wydanego rok później, w 1920 roku, zatytułowanego "Szalony pątnik" znajdziemy tu opowiadanie, "Problemat Czelawy", czyli rzecz o dwoistości ludzkiej natury. Mocno psychologiczna, a nawet psychoanalityczna przeprawa z detektywistycznym wątkiem. Więcej na temat opowiadania znajdziecie w recenzji filmu. Drugim opowiadaniem zaczerpniętym z tego tomu, które trafiło do mojego zbioru jest "Sturnin sektor", czyli opowiadanie o istocie czasu, rzecz mocno filozoficzna.

W moim zbiorze znalazło się też kilka opowiadań z tomu wydanego w 1922. "Księga ognia" to kolejny tom obnażający osobiste fascynacje autora. Tym razem jest to fascynacja ogniem. I jemu autor nadaje wymiar metafizyczny, czyniąc z niego istotę duchową i upiorną of course.

Jedną z ciekawszych historii jest tu "Czerwona Magda", czyli opowieść o strażaku i jego 'łatwopalnej córce'. Innym ciekawym opowiadaniem jest "Pożarowisko", o którego filmowej adaptacji miałam okazje już pisać, czy "Zemsta żywiołaków". W tym ostatnim opowiadaniu Grabiński po raz kolejny sięga po postać tropiciela tego co nadnaturalne. Oczywiście przedmiotem badań jest tu ogień.

Podobnie z postacią naukowca spotkamy się w opowiadaniu "Muzeum dusz czyściowych", gdzie bohater bada zjawiska znaków jakie pozostawiają uwiezione w czyścu dusze. Z tego tomu pochodzi także opowiadanie "Biały Wyrak" i "Gebrowie".

W 1922 ukazał się także zbiór "Kochanka Szamoty". Tytułowe opowiadanie znalazło się w moim wydaniu i jest to historia szaleństwa  z miłości, której nie powstydziłby się Poe. Grabiński potrafi piać o seksualnych obsesjach, czy duchowych opętaniach jakich doświadczają zakochani bohaterowie. Zawsze głęboko wnika w ich psychikę i znajduje tam miejsce zarówno na przyziemne perwersje jak i demoniczne emanacje. "Kochana Szamoty" jest chyba nawet lepsza niż "W domu Sary" z tego samego tomu. Nie widziałam jeszcze filmowej wersji historii Szamoty, co nadrobić muszę koniecznie.

W tym zbiorze znajduje się też opowiadanie "Szalona zagroda" i "Płomienne gody". Jest to w zasadzie jedyny tom poświęcony opowiadaniom z wątkami miłosnymi i erotycznymi.

Kocham Grabińskiego całą zepsuta duszą. Nie sądziłam, że trafię jeszcze na pisarza grozy, który wyprze z mojego serca Poe'go. I co więcej, że znajdę go na własnym podwórku.

Grabińskiego polecam wszystkim fanom horrorów jako lekturę obowiązkową.

Nie zrażajcie się tym, że autor tworzył w początku XX wieku, jego styl w żaden sposób nie odpycha starodawnymi sformułowaniami, czy archaicznym stylem. Grabiński pisze coś co bym nazwała poetycką epiką, bo włada językiem na tyle sprawnie by wtopić w swoją prozę poetyckiego ducha.

Jego historie są nadal ciekawe, nie zestarzały się, nie straciły na znaczeniu. Autor dba o każdy szczegół, jest naukowcem, rzemieślnikiem i artystą w jednym. Nie znajdziecie tu potknięć, durnego wodolejstwa, czy pustego naśladownictwa. Jest jedyny w swoim rodzaju. Amen.

Moja ocena: 10!/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie













Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl