What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
sobota, 20 grudnia 2014

Jeden Bóg - Katarzyna Mlek

jeden bóg

Rok 2015. Mirosław Zieliński syn rolnika i ambitny biotechnolog zaczyna zdobywać świat. Z pomocą majętnego i bezwzględnego kochanka przejmuje amerykańską firmę Plantinium i w środku Europy, w zapomnianej przez inwestorów Łodzi otwiera swoją firmę.

"Genesis" zaczyna od genetycznie modyfikowanej roślinności by w 2087 skończyć jako światowy potentat klonujący ludzi, trzymający w garści nie tylko Europę, ale i cały świat.

"- Przesadzasz. Przecież bóg jest tylko jeden, czyż nie?

- Fakt wszyscy lubimy pieniądze"

O planach autorki "Zapomnij patrząc na słońce", wydania 'futurystycznej powieści' , "ciężkiej i obrazoburczej" wiedziałam jakiś rok temu. Pani Katarzyna poleciła trzymać kciuki za książkę, tak więc trzymałam. Nie miałam pojęcia z czym teraz wyskoczy, bo każda z trzech, teraz już czterech, kolejnych książek jakie udało się wypuścić na rynek są od siebie skrajnie różne.

Przeważnie pisarze trzymają się jednego tematu, podobnej stylistyki, czy też skupiają się na płodzeniu niekończących się kontynuacji sprawdzonej już na rynku wydawniczym historii.

Katarzyna Mlek prze na przód, rzucając coraz to nowsze pomysły. Teraz proponuje swoim czytelnikom historię przyszłości. Konsekwentnie buduje świat przedstawiony wybiegając w przyszłość praktycznie o wiek. Wyobraźnia, a także zwykła zdolności dostrzegania tego, dokąd zmierza nasz świat podsunęła jej wyjątkową wizję.

To jak szczegółowo, konsekwentnie i bez wysiłku opisuje 'nowy wspaniały świat' robi kolosalne wrażenie.

W jej prozie chyba najbardziej cenię lekkość z jaką płynie w swoim pisarstwie, nie sprawia wrażenia, że napisanie kolejnej powieści było dla niej jakimś wyczynem.

Czytelnik wyczuwa, gdy książka powstaje w bólach. Wyczuje każdy brak weny w kolejny fragmencie tekstu. Tu ani przez moment nie wyczułam zniżki formy.

"Jeden bóg" jest bezpretensjonalny, bardzo dobitny i szczery w swoim przekazie. Nie ociera się o tanie sci- fi mimo iż opiera się na tym, z czym ani autorka ani większość czytelników najpewniej nie miała do czynienia. Mam tu na myśli obraz, szczególnie ten, który poznajemy od wewnątrz, wielkiej korporacji, która przełamuje kolejne bariery tego, co jedni nazwą moralnością, a inni zwykła ludzka przyzwoitością.

Już od pierwszych stron wiemy, że mamy do czynienia z bohaterami bezwzględnymi w swoich dążeniach.

Czołowy zawodnik wyrzeka się wszystkiego dla kariery, nawet własnego imienia, przyjmując pseudonim jaki nadał mu kochanek- Miran. Podobnie jego partnerka Sylwia/ Satia, chce mieć wpływ na losy świata, chce go zmienić, zmodyfikować, ulepszyć. Dlatego, że jest idealistą? Nic z tych rzeczy. Miran jest dla mnie zagadką. Jego portret literacki jest bardzo wnikliwy, a jednocześnie nie byłam w stanie zrozumieć tego człowieka. Nieustannie idzie do przodu stosując taktykę spalonej ziemi. Nie liczy się z nikim, nie szanuje nawet samego siebie, bo gotowy jest na znoszenie najgorszych upokorzeń by tylko iść w górę.

Z góry widzi się więcej, ale czy to co zobaczy Miran w epilogu powieści, gdy będzie na szczycie szczytów na pewno mu się spodoba?

Cała powieść rozgrywa się na przestrzeni wieku. Początek to rok 2015, początek kariery Mirana, która zaczyna się od... zbrodni. Miranowi wszytko uchodzi płazem, dlatego przekracza granice niedostępne dla innych.

Trochę zastanawia mnie tytuł powieści, bo co on nam mówi? Bez sprzecznie nawiązuje do rozmowy jaka pada w powieści, którą pozwoliłam sobie zacytować, ale jak tytuł ma się do całej treści? Chodzi o to, że bóg jest tylko jeden i jest nim człowiek? To on buduje i niszczy, nikt inny tylko on?

dna

Bogato przedstawione tło społeczne tylko pogłębia rosnącą w czytelniku frustrację. 'Nowy wspaniały świat' w wyobraźni autorki to społeczeństwo zmanipulowane, ograbione ze wszystkiego, co ludzkie, do bólu konsumpcyjne.

Ale czy to aby na pewno taka fantastyka? Osobiście wydaje mi się, że autorka po prostu przedstawiła konsekwencje tego, z czym mamy do czynie już dziś. Dlatego właściwą akcję powieści dzieli tylko rok od obecnego 2014 roku. W końcu koniec świata dzieje się teraz, czemu by czekać na jego początek następne tysiąclecie?

Katarzyna Mlek wykorzystuje wszystkie społeczne obawy i wątpliwości, jakie niesie za sobą rozwój technologii, medycyny. Jej wizja mimo iż tak niesamowita, jest bardzo prawdopodobna. Modyfikowana żywność, manipulacje koncernów, by wprowadzić na rynek coraz to bardziej ekstremalne wynalazki, aż wreszcie całkowite odczłowieczenie człowieka.

"-Serio. Na zły dzień mamy podkręcacze, jak się chce spać mamy pobudzacze, wszytko legalne. Pewnie nieszkodliwe, a jeśli nawet, to co? Przeszczepimy się i już. Ta się tu żyje. Carpe Diem!"

To przerażające i dobitnie prawdziwe zarazem. W swojej książce autorka skupia się na czołowych bohaterach rządzących Genesisem, ale wprowadza na plansze też pionki, takich zwykłych ludzi, którzy symbolizują całe społeczeństwa. Nie brakuje tu desperatów, psychopatów, karierowiczów, idiotów.

Niebywały talent do wnikania i portretowania ludzkiej natury pisarka pokazała już wcześniej, więc nie było dla mnie zaskoczeniem, że i tym razem tak świetnie rozprawiła się z tematem.

Książkę mogę polecić praktycznie każdemu. Jest bardzo wciągająca, doskonale przemyślana i niebywale interesująca.

W paczce z egzemplarzem powieści dostałam puszkę z ziarnem modyfikowanym:) Nie mam pojęcia co z nią zrobić, może wyhoduje sobie na parapecie jakiegoś mutanta?

Moja ocena:9/10

Za książę bardzo dziękuję autorce, Katarzynie Mlek.

Tagi: książki
15:51, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 grudnia 2014

Never talk to strengers/ Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym (1995)

nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym

Błyskotliwa i urodziwa doktor Sarah Tylor pracuje nad opinią dla sądu w sprawie mordercy kobiet Max'a Cheskiego, którego linia obrony oparta jest na niepoczytalności. Przestępca rzekomo cierpi na bardzo rzadkie zaburzenie, mianowicie rozdwojenie jaźni.

O ile w życiu zawodowym powodzi jej się wyśmienicie, to prywatnie doskwiera jej samotność. Jej matka zginęła, gdy Sarah była dzieckiem, z ojcem ma marne relacje, a niedawno narzeczony zostawił ją z dnia na dzień i słych po nim zaginął.

Sarah nie ufa ludziom, ale poznany w sklepie Tony Rodriguez, niezwykle pociągający Portorykańczyk, sprawia, że daje sobie szansę na stworzenie związku z drugą osobą.

Początkowo nieufna Sarah angażuje się emocjonalnie w burzliwy związek, mimo coraz czytelniejszych przesłanek, że odkąd poznała Tony'ego ktoś zaczął uprzykrzać jej życie.

nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym

Gwiazdorska obsada, doświadczony reżyser, scenariusz z mocnym fabularnym twistem - to zalety tego obrazu.

Sklasyfikowany został jako thriller erotyczny. Pierwsza połowa filmu, gdy Sarah rozpoczyna znajomość z Tony'm to bez wątpienia ta część erotyczna: Rebecca De Mornay tarzająca się z Bandeasem, kąsająca go po tyłku i tego typu kwiatki.

Cienka jest granica między erotyką, a pornografią, tu sytuacje ratują zdolności operatorskie kamerzysty, które zapewniają przyjemne wizualnie wrażenia i sceny seksu nie wyglądają, jak tłuczenie mięsa. Nie mniej jednak trochę to nudne i monotonne.

nigdy nie romzwiaj z neiznjomym

Fabułę ożywiają niepokojące wydarzenia zogniskowane wokół postaci głównej bohaterki. Ktoś ją prześladuje. Wysyła niefajne prezenty, morduje kota, etc. Zaniepokojona Sarah prosi o pomoc detektywa, który ma sprawdzić, czy Sarah nie sypia czasem z wrogiem...

Wynik śledztwa okazuje się nader zaskakujący, ale szczegółów Wam nie zdradzę. Warto przekonać się o tym samemu, bo niewiele mogło zapowiadać takie rozwiązanie zagadki.

Rebecca De Mornay całkowicie przyćmiła Banderasa, który po prostu dobrze wygląda. Dopiero z wiekiem (jego wiekiem) zaczęłam w nim widzieć coś ponad urok latynoskiego kochanka.Może to też kwestia tego, że twórcy też zobaczyli w nim coś więcej i złapał ciekawsze role.

Rebece do twarzy z trudnymi, złożonymi rolami. Zawsze wywiązuje się z nich rewelacyjnie. Wystarczy przypomnieć sobie jej rolę w "Ręce nad kołyską". Tu jest podobnie. 

Lubię ten film, doceniam pomysł na scenariusz, choć muszę przyznać, że pierwsza połowa, te wszystkie tańce godowe są dość nudne, choć nie powiem, efektowne.

Polecam fanom thrillerów z lat '90. Jeśli lubicie taką estetykę, to "Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomym" powinno Was zadowolić.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuł:7

klimat:6

Napięcie:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:6

Oryginalność:6

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
08:24, ilsa333
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 grudnia 2014

Gone girl/ Zaginiona dziewczyna (2014)

zaginiona dziewczyna

W piątą rocznicę ślubu znika żona Nick'a, Amy. Śledczy szybko angażują w sprawę media, które bez zbędnych ceregieli wskazują męża, jako winnego zaginięcia pięknej żony. Czy tak jest faktycznie?

Krok po kroku poznajemy życie małżonków i ich nader zmienne perspektywy, z jakich postrzegają siebie i świat. Szczęśliwe małżeństwo rozdzielone przez negatywne działania z zewnątrz, czy wewnętrzna rozgrywka na śmierć i życie? Zwykły thriller, czy coś więcej? 

Nie miałam okazji przeczytać powieści na podstawie, której mistrz Fincher nakręcił swój nowy film. Porównań na gruncie fabularnym, więc nie będzie.

Pamiętam inne obrazy tego twórcy i praktycznie żaden nie rozczarowuje. Mimo iż kreci on filmy z gatunku tych rozrywkowych, thrillery z wątkami kryminalnymi to zawsze uda mu się spointować je w sposób nader inteligentny. Nie unika przewrotności, takiej podstępności, rzekłabym nawet. Może "Zaginiona dziewczyna jest słabsza niż chociażby "Siedem" (tak, na pewno jest), ale osobiście nie oczekiwałam dzieła takiego kalibru, więc nie poczułam się rozczarowana. 

"Zaginiona dziewczyna" bazuje na wątkach kryminalnych, mamy tu niewyjaśnione zniknięcie Amy. Bardzo szeroko wykorzystana jest też perspektywa obyczajowa, społeczna, pokazująca głupotę mediów. Nie mając dowodów winy Nicka, dziennikarze oceniają go, jako podejrzanego, bo nie umie zachować się przed kamerami: Uśmiecha się, daje się wmanewrować w jakieś dziwne sytuacje, zamiast zalewać się łzami. Dodatkowo kolejne tropy wskazując na rozpad małżeństwa. Nad Nickiem zbierają się czarne chmury. Istotny, a może najistotniejszy jest motyw małżeństwa, relacji międzyludzkich, dwóch osób żyjących w intymnym związku. Osób, które powinny wiedzieć o sobie wszytko, a nie wiedzą nic.

zaginiona dziewczyna

W tym momencie zaczynamy mieć przekonanie, że jest to typowy, któryś już z kolei film, w którym przedmiotem rozstrzygania będzie domniemana wina męża. Gdzieś czai się ktoś mocno psychicznie niezdrowy. Psychopata, który ma plan, i który realizuje krok po kroku z diabelną precyzją. Kto nim jest?

Film jest dość długi, ale wcale nie nudzi, bo wszytko zmienia się, jak w kalejdoskopie. Sama nie byłam przygotowana na tak złożoną historię. Szczerze mówiąc nie oczekiwałam niczego szczególnego. Jest więc lepiej niż dobrze. Po za fabułą, to także zasługa b. dobrego aktorstwa. Nie przepadam za Benem Aflfeciem, ale jakimś cudem wpasował się w tą rolę. Zachowuje się jakby dopiero co wyszedł z planu filmowego jakiejś komedii i nagle trafił na pole minowe. Zupełnie nieogarnięty, nieprzygotowany - ale taki właśnie był Nick. Może to fartowne dopasowanie do roli, a może Affleck wyrasta z ról ciach i teraz będzie pokazywał coś po za ładną buźką.

zaginiona dziewczyna

Partnerująca mu Rosamund Pike, śliczna angielka z jasnymi jak słońce włosami, nagle zaczyna mnie intrygować wcielając się w role nieprzystające do jej image, bo tytułowa "Zaginiona dziewczyna" to nie pierwsza taka rola. Pokazuje świetny warsztat kreując tak złożoną postać. Jej Amy jest takim symbolem naszego społeczeństwa. Jeśli nie potrafisz się dostosować, odegrać swojej roli zostajesz wykluczony, ukarany. 

To całkiem solidny i dopracowany film. Może nie zadowoli tych, którzy oczekiwali czegoś więcej, ale dla mnie jest ok.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła: 8

Klimat:6

Napięcie:8

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W sali brutalności:1/10

sobota, 13 grudnia 2014

Klub Dumas  - Arturo Perez-Reverte

klub dumas

Lucas Corso, to człowiek interesu. Dla finansowych zysków wykorzystuje zamiłowanie milionerów do starych i rzadkich książek. Posiłkuje się swoją szeroką wiedzą z zakresu literatury, ale nie daje ponieść się emocjom. Po prostu kupuje i sprzedaje. Wypełnia zlecenia. Jednym z nich jest porównanie bardzo rzadkiego egzemplarza "Księgi dziewięciorga wrót do krainy cienia" z dwoma innymi istniejącymi egzemplarzami.

Przy okazji na prośbę znajomego księgarza ma sprawdzić autentyczność domniemanego rękopisu fragmentu powieści Aleksandra Dumasa "Trzej Muszkieterowie".

Corso odbywa podróż po Europie w celu rozwikłania nie jednej, lecz dwóch zagadek, które, jak sądzi, mogą łączyć się ze sobą.

klub dumas

Być może to streszczenie powieściowej fabuły wydaje się Wam znane. "Dziewiąte Wrota" nakręcone w szatańskim 1999 roku przez Romana Polańskiego są filmową adaptacją powieści Hiszpana "Klub Dumas". Są jednak adaptacją bardzo luźną.

Jeśli pamiętacie wierność z jaką ten reżyser przeniósł na ekran powieść "Dziecko Rosemary" mogliście się spodziewać, że w przypadku innej powieści będzie podobnie. Nic z tych rzeczy.

Zarówno w powieści jak i w  filmie chodzi o co innego. Połowa filmowych wydarzeń została wycięta. Całkowicie pominięto wątek rękopisu Dumasa, przez co cała intryga i pointa filmu jest zupełnie inna niż w przypadku książki.

SPOILER: W filmie chodziło o mężczyznę zwiedzionego przez szatana, który nieświadomie stał się obiektem intrygi. W Powieści owszem, mamy to samo, z tym, że intryga jest podwójna, w obydwu przypadkach ofiarą jest Corso, który błędne założył, że zawsze musi istnieć związek pomiędzy wydarzeniami. KONIEC SPOILERA

Polański skupił się na "Księdze dziewięciorga wrót do krainy cienia" odrzuciwszy rękopis Dumasa, który w powieści stanowi swoisty nośnik, inspirację dla postaci występujących w "Klubie Dumas".

Corso spotyka tu zarówno wyznawców szatana, którzy za pomocą rycin z "Dziewięciorga wrót" pragną przywołać  Lucyfera, jak i czarne charaktery wzorujące swoją zbrodniczą działalność na podziwianych przez siebie postaciach z powieści przygodowej. 

Oczywiście umniejsza to w powieści wartość horrorową, którą wywyższył Polański skupiając się tylko na wątkach okultystycznych, ale też coś dodaje. Pisarz wzbogaca powieść o wątki przygodowe, o intrygę o naturze, cóż... literackiej.

"Klub Dumas" to książka o ... książkach i o ich czytelnikach. Tych, którzy pragną by życie było powieścią i sami wcielają w nie książkowe wątki, jak i tych, którzy się przed tym wzbraniają, chcą tylko ubić interes. 

Klimat powieści jest podobnie duszny, jak było to w przypadku filmu. Oczywiście, jak wspomniałam horroru jest tu mniej, ale aura tajemniczości jest nadal obecna, ewidentna. Objawia się pod postacią Dziewczyny, która w powieści nosi imię i nazwisko- nie trudno się domyślić, bohaterki innej powieści. Jest chodzącą enigmą mimo iż otwarcie wyznaje Corso swoją tożsamość, mówi iż walczyła z Archaniołem, że ma miliony lat. Sposób w jaki została opisana odrobinę odbiega od tego co pamiętam z filmowej kreacji tej postaci, ale obydwie wersje mnie zadowalają.

Wielką tajemnicą jest też książka wydana przez człowieka, który za swój czyn został spalony na stosie przez inkwizycję. Istnieje bardzo czytelne podejrzenie, że ktoś z góry (a raczej z dołu) zainspirował działania drukarskie i współtworzył treść książki... 

klub dumas

Zastanawiałam się, czemu Polański tak okroił powieść Perez-Reverte. Może chodziło o to by maksymalnie wyciągnąć z niej elementy horroru religijnego, a dystraktory w postaci literackiej intrygi w związku z Dumasem zbytnio by rozpraszały? A może Polańskiemu nie spodobało się założenie na jakim autor oparł finał powieści i sposób w jaki rozwiązał akcje? Któż to wie. Nadal jestem fanką filmu, choć powieść również uważam za świetną. Dla mnie bez sprzeciwu mogą istnieć obok siebie.

Moja ocena:8/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

piątek, 12 grudnia 2014

Glass house/ Dom Glassów (2001)

dom glassów

Ruby i Rhett Baker tracą oboje rodziców w tragicznym wypadku samochodowym. Jako nowi opiekunowie pary dzieciaków zostają wyznaczeni przyjaciele rodziny, Państwo Glass.

Nastoletnia Ruby szybko orientuje się, że życie z nowymi opiekunami będzie dalekie od ideału. Szczęście mieszkających w wielkim domu małżonków jest bowiem kruche jak szkło i zależne od spłaty wielotysięcznych zadłużeń. 

Ostatnio odświeżyłam sobie ten starszawy już thriller, w zasadzie nie wiem z jakiego powodu - po prostu się nawinął. Nie uważam go za film słaby, ot zwykły teen thriller bez fajerwerków, ale zdecydowanie powyżej przeciętności.

Ogląda się go przyjemnie, bo technicznie stoi na wysokim poziomie. Jego reżyser pracował przy wielu znanych serialach, jak "Doktor House", "Walking Dead" czy "Z Archiwum X". Jego warsztat jest więc porządnie wyrobiony. Scenarzysta natomiast brał udział w horrorowych projektach pełnometrażowych, jak np. "Arachnofibia". Widać tu więc wprawę zarówno w sposobie snucia opowieści jak i technice, choć należy pamiętać, że nie jest to film szczególnie wyróżniający się.

Fabuła płynie konsekwentnie, po nitce do kłębka, bez żadnych zgrzytów, czy większych niespodzianek. Tak jak w thrillerach z lat 90, cały suspens oparty jest na dążeniu do zdemaskowania złoczyńcy, bo wiemy już kto nim jest, pozostaje tylko chwycić go za jaja zanim on urwie nasze.

dom glassów

dom glassów 

Rozgrywka jest oczywiście nierówna, bo nastolatka i jej młodszy brat są całkowicie zależni od dorosłych. Rhett dodatkowo łatwo daje się kupić i siostrze ciężko jest przekonać go, że Erin nie jest dobą cioteczką, a Terry dobrym wujaszkiem.

Erin, z zawodu lekarka, lubi sobie dawać w żyłę, zaś Terry z pozoru doskonały przedsiębiorca tonie w długach i nie radzi sobie z frustracją, jaką niesie porażka. Po co takim problematycznym ludziom para dorastających dzieciaków na głowie? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze:) Co, jak i za ile, zobaczycie sami.

Walka będzie zażarta, więc nikt nie powinien się nudzić w "Domu Glassów". Leelee Sobieski, która wciela się w główną bohaterkę, Ruby to urocze dziewczę i nawet nie najgorzej radzi sobie aktorsko, z resztą rola nie wymagała nie wiadomo czego.

dom glassów

Czarne charaktery też zostały wykreowane bez zarzutów. Ich działanie opiera się na grze pozorów, sztucznych uśmiechach i cichych prowokacjach. Dopiero finał przynosi bardziej zdecydowane i ofensywne działania. 

Słowem podsumowania mogę rzec: Obejrzeć można. Film miły, lekki i przyjemny. Traumy żadnej nam nie wyrządzi, ani mózgu nie przegrzeje złożonością fabuły.

Moja ocena:

Straszność: 5

Klimat:6

Fabuła:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

62/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
08:59, ilsa333
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 grudnia 2014

Raising Cain/ Mój brat Kain (1992)

mój brat cain

Doktor Carter Nix jest szczęśliwym mężem lekarki Jenny, oddanym ojcem małej Amy i wybitnym specjalistą w dziedzinie psychologii dziecięcej.

Jego ojciec zasłynął wątpliwymi moralnie badaniami nad rozszczepieniem osobowości, które zwieńczył przestępstwem, a na koniec samobójstwem.

Jenny obawia się, że jej mąż może chcieć iść w ślady ojca. Z niepokojem obserwuje jak ten całkowicie poświęca się opiece nad dzieckiem, bo czy faktycznie o opiekę tu chodzi? Może Amy robi tu za laboratoryjnego szczura?

mój brat cain

Szybko poznajemy też wewnętrzne niepokoje Cartera, które nasilają się w momencie, gdy do jego życia powraca dawno niewidziany brat, Cain. Pewny siebie, złośliwy i amoralny brat jest całkowitym przeciwieństwem Cartera.

Brian de Palma słynie ze swojego zamiłowania do motywu sobowtóra. Pojawia się on w wielu jego filmach, jak gdyby dwoistość ludzkiej natury była jej najważniejszą cechą.

Swoje filmy też czyni takimi cichymi doppelgangerami filmów mistrza Hitchcocka. W przypadku "Raiing Cain" najsiniej czuć "Psychozą".

Twórca między innymi pierwszej ekranizacji, pierwszej powieści Stephena Kinga, wyrobił sobie kilka charakterystycznych dla swojego stylu reżyserskiego chwytów. Widać to w montażu i prowadzeniu kamery. Fabuła lubi zawracać, a de Palma cytuje sam siebie. Kamera zwalnia, muzyka cichnie. To wszytko stałe punkty programu. Kolejne finały, kolejnych jego filmów wyglądają od strony operatorskiej praktycznie tak samo.

To czyni jego działa dość przewidywalnymi, bo nie da się ukryć iż w przypadku "Mój brat Kain" wątek sobowtóra w połączeniu z profesją bohatera i jego ojca, a także przedmiotem badań tego drugiego bardzo czytelni daje nam znać na czym polega główna intryga...

mój brat cain

mój brat cain

Na szczęście nie wszytko wiemy od razu, kilka asów zostaje w rękawie i dzięki temu możemy mówić o jakimś elemencie zaskoczenia. Nie mniej jednak jest to twist z rodzaju tych oczywistych.

Mimo tego bardzo lubię ten film, jest narracyjnie dobrze przemyślany.

Nazywanie go horrorem jest dość naciągane, bo ewidentnie bliżej mu do thrillera psychologicznego.

Nie mamy tu scen nacechowanych brutalnością, czy nastroju grozy z pod znaku zjawisk nadprzyrodzonych. Mamy natomiast wątek psychologiczny, który jest tu na pierwszym planie. Jak wspomniałam zdjęcia są bardzo charakterystyczne dla de Palmy, i świetne oczywiście. Jak scena z zatapianiem samochodu, czy sekwencje na granicy jawy i snu.

Aktorstwo jak najbardziej okej. Tu w zasadzie cały ciężar filmu spoczywał na barkachJohn'a Lithgow'a, ale na szczęście są to silne barki:)

Film oczywiście polecam, ale ostrożnie zaznaczam, by nie spodziewać się pełnokrwistego horroru, czy thrillera z rodzaju tych z efektem zaskoczenia z górnej półki.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:8

Oryginalność:5

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

środa, 10 grudnia 2014

Open Widows/ Link do zbrodni (2014)

link do zbrodni

Młodzieniec o imieniu Nick zwabiony wygraną w konkursie z serii 'kolacja z gwiazdą' przybywa do pokoju hotelowego, gdzie dzięki rozmowie przez internet z tajemniczym gościem dowiaduje się, że jego ukochana aktorka, Jill Goddard, ma gdzieś kolacyjki z fanami. Chłopak jest rozczarowany i zawiedziony. Internetowy rozmówca w ramach zadośćuczynienia zapewnia mu podgląd gwiazdki na żywo dzięki kamerze zamontowanej w jej pokoju. Problem zaczyna się, gdy partner Jill orientuje się, że w pokoju na przeciwko znajduje się podglądacz. Tajemniczy znajomy z sieci daje Nickowi wskazówki, jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. W ten sposób młodzian wplątuje się w intrygę internetowego szaleńca wymierzoną, jak się zdaje w gwiazdę kina, Jill Goddard.

Thriller hiszpańskiego reżysera, który jest twórcą jednego z horrorowych segmentów w "ABC's of death", posługuje się niezmiennie modą formułą found footage.

Śledzenie fabuły umożliwiają nam kamery internetowe, a głównym kadrem jest monitor komputera. Widzimy twarz naszego nieboraka, Nicka, a także obrazy które udostępnia mu nawiedzony haker, w tym poczynania Jill.

link do zbrodni

link do zbrodni

Jeśli mam być szczera to sięgnęłam po ten film tylko ze względu na obsadę. Chciałam sprawdzić dokąd to wędruje nasz mały hobbit wygnany ze Śródziemia, kiedy to Jackson zakończył kręcenie trylogii "Władcy pierścieni" tj. Elijah Wood. I jak rozwija się kariera Sashy Grey po za porno biznesem, który musiała już całkowicie opuścić ze względu na nadmierną eksploatację odbytnicy, która to zaczęła odmawiać jej posłuszeństwa;) Widziałam ją już w kilku filmach grozy i spodobała mi się jako aktorka w tym gatunku. Jak dotąd grała ogony, ale Hiszpan postanowił dać jej szansę i dostała rolę drugoplanową. Niestety w filmie bardzo słabym.

Wątek rozpasanego hakera, który zatruwa życie niewinnym użytkownikom sieci jest nader popularny i to nie od dziś. Pomysły na jakieś szczególne innowacje w tym temacie dawno się skończyły i pozostaje tylko zbieranie resztek ze stołu.

Nasz antybohater jest takim okruszkiem w w bezmiarze sieciowych wariatów. Obiera sobie na cel mało rozgarniętego chłoptasia i gwiazdeczkę znudzoną show biznesem.

Przez praktycznie cały film śledzimy rozgrywkę, w której Nick ma marne szanse. Posłusznie wykonuje polecenia Nevady, najpierw z głupoty, a później, bo nie ma już innego wyjścia.

Dopiero pod koniec seansu twórca wprowadza zamieszanie. I to jakie!

Raptem zaczynamy skakać z jednego twistu na drugi, by pod koniec tej potyczki całkowicie stracić zainteresowanie. Chyba większość osób lubi karuzele, ale nie do wymiotów.

Powiem, Wam, że nie wiem, o co chodziło w finale, bo zaczęłam powoli odłączać procesy myślowe, znudzona tym uporczywym zmienianiem frontu. Rozwój wydarzeń prowadził do rychłego uśpienia widza, a tu raptem kiedy poduszka leży już pod głową reżyser orientuje się, że trzeba zrobić, coś by film został zapamiętany. Za późno. Ja już spałam.

Podsumowując, film 'taki se'. Nic szczególnego, ale do poduszki się sprawdza.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:5

Zabawa:4

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:4

46/100

W skali brutalności: 1/10

poniedziałek, 08 grudnia 2014

Skinwalker Ranch/ Skórozmienni (2013)

skinwalker ranch

Na ranczu Hoyta od dawna dzieją się niewytłumaczalne rzeczy. Rozległe tereny posiadłości farmera stały się obiektem zainteresowania przybyszy z kosmosu, którzy to zaznaczają swoją obecność okaleczając bydło mężczyzny, emitując przerażające dźwięki, czy przelatując swoimi statkami tuż nad ziemią. Ale to nie wszytko, kilka lat wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął ośmioletni syn Hoyta, Cody. Nikt nie wierzy mężczyźnie, że to właśnie przybysze z przestworzy są odpowiedzialni za uprowadzenie chłopca, wtedy na arenę wkracza grupa badaczy zainteresowana tematyką UFO. To dzięki ich relacji zarejestrowanej na video widza ma szansę poznać tajemnicę rancza.

skinwalker ranch

Kolejny paradokument o obcych. W porównaniu z "Porwani przez obcych" nakręconym jeszcze w latach dziewięćdziesiątych wypada niestety bardzo biednie. Za to prezentuje poziom typowy dla większości współczesnych filmów kręconych z ręki.

Twórcy wykorzystali tu typowy schemat planu wydarzeń ubogacając go na siłę, jak tylko się dało.

Najpierw poznajemy naszych badaczy i nieszczęsnego ranczera, któremu uprowadzono synka. Dalej śledzimy stopniowo rosnącą aktywność obcych na tamtejszych ternach.

skinwalker ranch

I tu muszę się na moment zatrzymać, bo początek filmu nie był najgorszy. Sceny, w których widzimy przerażonych protagonistów zszokowanych nieoczekiwanymi rozbłyskami świateł nad domem, czy emisją nieznanego dźwięku są całkiem zacne. Później mamy najlepszą filmową scenę, w której widzimy ducha/ hologram, czy cóż to było, Cody'ego przebiegającego przez kuchnie domu rodzinnego i wprawiającego tym w szok, zarówno bohaterów jak i widzów.

skinwalker ranch

Im dalej postępuje fabuła tym więcej tego rodzaju zdarzeń aż w pewnym momencie następuje przegięcie. Pojawia się tu wszytko.

Indiański szaman z duchami swych przodków pod pachą, jaskinia, w której jacyś pierwotni ludzi rysowali statki kosmiczne, i wreszcie niedbale porzucony na terenie farmy film prezentujący przypadek zaginionej dziewczynki, która nieoczekiwanie powraca- prawdopodobnie z kosmosu- by wybić bezlitośnie tych, którzy chcieli jej pomóc. Stara taśma  robi dobre wrażenie, ale całe zamieszanie dokoła jest już nie do zaakceptowania.

W pewnym momencie przechodzimy do klasycznego biegania bez sensu z kamerą w dłoni, której precyzyjne ujęcia ukazują nam wszytko tylko nie to, co trzeba.

Nie mogę powiedzieć by film mnie rozczarował, bo spodziewałam się czegoś dokładnie na takim poziomie. Kilka lepszych momentów daje szansę na szepniecie dobrego słowa o twórcach, ale generalnie jest to film na wskroś przeciętny i nawet desperacka plakietka 'true story' nie ratuje sytuacji, bo to nadużywany chwyt.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 07 grudnia 2014

Coherence (2013)

coheence

Grupa przyjaciół spotyka się na przyjęciu w domu jednego z nich. Jest alkohol i dobre jedzenia. Ma być też dobra zabawa. Przy stole bohaterzy rozmawiają o przelocie komety. Niektórzy z nich, głównie tancerka, Emma obawia się, że pojawienie się na niebie komety może wywołać nieciekawe zjawiska.

Przywołuje historie z lat trzydziestych potwierdzających tę teorie.

W czasie imprezy,  z nieznanej przyczyny, pękają wyświetlacze ich telefonów i wysiada prąd. Przyjaciele wychodzą przed dom by sprawdzić, czy dotyczy to też sąsiedztwa. Światło świeci się tylko w jednym, położonym dwie ulice dalej, domu. Bohaterzy oczywiście postanowią sprawdzić sprawę....

coherence

Nie bardzo mogę składnie i dokładnie przybliżyć Wam fabułę niskobudżetowego thrillera sci-fi James'a Ward'a Bykita. Cały pomysł na scenariusz opiera się na tym, by widz na wstępie nie wiedział nic. W miarę rozwoju fabuły odsłaniane są kolejne karty.

Początek jest bardzo spokojny. Tradycyjnie służy zapoznaniu się z protagonistami i wstępnym naświetleniu problematyki filmu, tj. kwestii komety.

Jak na thriller sci- fi nie zabraknie też wątków bliskim nauce. W przypadku tego obrazu są to zasady mechaniki kwantowej, teoria równoległej rzeczywistości. Twórca powołują się na 'Kota Schrodingera', czyli teorię mówiącą o kocie, którego włożono do pojemnika wraz z trucizną. Póki nie otworzymy pudełka w naszej rzeczywistości kot będzie jednocześnie żywy i martwy, bo istnieje 50/50 % szans, dla obydwu możliwości - czy jakoś tak;)

Film wzbudził moje zainteresowanie. Jest naprawdę niepozorny. Minimalistyczny, oszczędny w formie, nawet nie stara się udawać filmu z większym budżetem.

Twórca, scenarzysta i reżyser w jednej osobie, definitywnie bardziej skupiony jest na treści niż na formie. Służy to filmowi, bo dość złożony pomysł, pogmatwany przez różnorakie możliwości interpretacji, mógłby stracić na czytelności, gdyby dodatkowo bombardowano nas dystraktorami w postaci zmieniających się miejsc akcji, wprowadzaniu nowych bohaterów, czy dawanie po oczach efektami specjalnymi. 

coherence

Filmowi bohaterowie stanowią ciekawe stado. Jest tancerka z upadłą karierą, starzejąca się wyznawczyni feng shui, zgryźliwy aktor telewizyjny, czy piękna uwodzicielka. Wszystkich wymieniać nie ma sensu, dość rzec, że nie są to nudne osobniki i ich towarzystwo sprzyja uatrakcyjnieniu seansu.

"Coherence" skojarzył mi się z "Porwani przez obcych", ze względu na podobne środki wyrazu i tą niepozorność. Więcej Wam zdradzić nie mogę, a do seansu zachęcam.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:6

Oryginalność:7

To coś:7

69/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 06 grudnia 2014

Before I Go to Sleep/ Zanim zasnę (2014)

zanim zasne

Każdego ranka Christine Lucas budzi się z przekonaniem, że ma dwadzieścia lat. Jej mózg z powodu doznanego urazu kasuje jej pamięć każdej nocy od dziesięciu lat. Kobieta nie rozpoznaje mężczyzny obok którego budzi się każdego ranka. Ten dziwny rodzaj amnezji całkowicie uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie.

Pewnego dnia Christine poznaje neuropsychologa, doktora Nasha, który pragnie jej pomóc w odzyskaniu przeszłości.

Być może pourazowy mózg naszej bohaterki wiedział co robi kasując wiedzę o tym właśnie okresie jej życia...

zanim zasne

Scenariusz powstał w oparciu o powieść S. J. Watsona i co więcej jest polskie wydanie książki:).

"A może to będzie ten film?"- pomyślało mi się, gdy namierzyłam nowy thriller psychologiczny z udziałem Nicole Kidman. Może to będzie najlepszy film roku?

Pierwsza scena obrazu wygląda identycznie jak scena otwierając inny thriller z udziałem Kidman, "Inni". Kobieta budząca się z krzykiem ze snu. Identyczne ułożenie kamery. Aż się uśmiechnęłam na to skojarzenie, choć wiedziałam, że ghost story to to nie będzie.

Spokojnie mogę powiedzieć, że film nie jest zły, ale też nie zamierzam ukrywać zawodu jaki mi sprawił.

Założenie filmu "Zanim zasnę"  bardzo przypomina to którym kierował się - w moim odczuciu, of course - Zemeckis w swoim "Co kryje prawda". Scenariusz dopieszczony i wymierzony co do sekundy. Każdy błędny trop, czy fabularny twist pojawia się w idealnym momencie. Przystanki pomiędzy zwyżkami napięcia są do siebie proporcjonalne.

Wszytko to sprawia, iż miałam wrażenie  że wyszedł z pod igły w niemieckiej fabryce, a nie jest dziełem bądź, co bądź artysty, bo za takowych uważam filmowców.

Wszytko jest tu takie... sztywne. Mimo iż z racji thrillerowych walorów, które film posiada nie wzbudził we mnie emocji, napięcia, zaskoczenia. Z góry wiemy, że coś tu nie gra i od pierwszych minut filmu tylko czekamy aż diabeł wyskoczy z pudełka. Co to za twist fabularny, o którego istnieniu widz wie od początku?

zanim zasne

Winą za dość słabe wrażenia  obarczam nadmierną precyzję, ale też, w pewnym stopniu, naiwność pomysłu. Z neurologii byłam noga, ale nie wydaje mi się by istniał rodzaj amnezji, który sprawia iż mózg day by day  resetuje w nocy obszary odpowiedzialne za pamięć długotrwałą. Bardziej to przypomina amnezję z pod znaku Alzheimera, ale tu chorzy rzadko wracają 'do tego samego punktu'. Z resztą powiedzmy sobie szczerze, wątek amnezji jest już tak wyeksploatowany  naciągany na wszelkie sposoby, że sam w sobie wydaje się już śmieszny.

zanim zasne

Wróćmy więc na ziemię. Aktorstwo jest nie najgorsze, ale Nicole Kidman nie bardzo pasuje mi do roli zagubionej w labiryncie pamięci sierotki.  Ona sama w tej roli chyba nie najlepiej się czuła, bo wypadła bardzo średnio. Colina Firtha lubię jako angielskiego gentleman'a, nie jako bohatera psychologicznej łamigłówki, na to jest zbyt drewniany. Obsada z górnej półki, ale słabo dopasowana do ról jakie im przypadły.

Wszytko inne, jak zdjęcia, czy montaż są raczej bez zarzutu, ale po thriller psychologiczny nie sięga się dla ładnych obrazków, czy oscarowej obsady, tylko dla scenariusza który, chwyci za gardło. Ten raczej zawadza o pięty.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

Walory techniczne:7

55/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 05 grudnia 2014

7500 (2014)

7500

Akcja filmu rozgrywa się w samolocie pasażerskim lecącym z Los Angeles do Tokio. Bohaterami są podróżni i personel pokładowy. Poznajemy spory przekrój charakterów, od stewardesy romansującej z żonatym pilotem po pasażera, który wiezie ze sobą tajemniczą lalkę związaną z japońskimi wierzeniami na temat życia po śmieci.

Gdy samolot znajduje się nad Pacyfikiem występują turbulencje. Wkrótce po tym jak udaje się zapanować nad sytuacją jeden z pasażerów, mężczyzna od lalki, umiera.

Od tej chwili na pokładzie zaczynają się dziać coraz dziwniejsze i przerażające rzeczy. Kluczem do wyjaśnienia sprawy jest legenda związana z lalką.

7500

Film został nakręcony w 2011 roku i aż trzy lata czekał na premierę. Reżyserem jest Takashi Shimizu, twórca "Klątwy Ju-on", zaś za scenariusz odpowiada Craig Rosenberg, któremu świetnie udało się skonsolidować skośny pomysł z amerykańskimi środkami wyrazu w filmie "Nieproszeni goście". Ma też na koncie pracę przy innych filmach grozy, jak tegoroczni "Uśpieni", czy starszy już "Półmroku". Tak więc współpraca zapowiadała się  nieźle.

Niestety nie wyło to za dobrze.

Horrory, których akcja rozgrywa się wysoko w przestworzach nie są żadną nowością ale też nie jest to lokalizacja szczególnie popularna.

Akcja filmu toczy się z wolna, pełno tu wątków, które można uznać za poboczne, jak perypetie poszczególnych pasażerów. Każdy ma z czymś problem i w sumie nie wiadomo jakie ma to znaczenie dla wątku przewodniego. Jednym słowem dużo obyczajówki.

7500

Aktorstwo nie jest najgorsze, ale dialogi wypadają jakoś tak... sztucznie i patetycznie, jak mowy pogrzebowe:).

Główny pomysł na film, cały surprise jest typowy, przywołany po raz setny. Nie ma tu nic nowego, czy szczególnie interesującego. Aż chce się krzyknąć: ale to już było!

Wykonanie całkiem dobre. Bardzo precyzyjne i dokładne prowadzenie kamery, stosowne oświetlenie.

Szkoda tylko, że polotu w tym wszystkim brak i film jest przez to dość nijaki, choć dobrze się to ogląda.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność: 3

To coś: 5

52/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 01 grudnia 2014

Głosowanie na najlepsze horrory i thrillery roku 2014.

Moi drodzy, i tym razem wspólnie wybierzemy najlepsze filmy jakie miały premierę w tym roku.

Poniżej umieszczę listę produkcji z gatunków horror i thriller, a Waszym zadaniem będę oddanie głosu na trzy - Waszym zdaniem - najlepsze filmy. Oczywiście, jeśli jakiegoś tytułu zabraknie możecie go zasugerować.

Czekam na komentarze do 1 stycznia, kiedy to opublikuję wynik głosowania.

Głosy możecie oddawać w komentarzach na blogu oraz na fanpage bloga na facebooku.

Oto lista:

1. Jako w piekle tak i na Ziemi

2. Diabelska plansza Ouija

3. Klątwa Jessabelle

4. Grace: Opętanie

5. Eliza Graves

6. Annabelle

7. V/H/S Viral

8. Mercy

9. Droga bez powrotu 6

10. The Canal

11. Zbaw nas ode złego

12. Horns

13. Nadprzyrodzony pakt 2

14. Pojmani

15. Opętanie Michaela Kinga

16. Kristy

17. At the devil's door

18. Gallows Hill

19. Uśpieni

20. Animal

21. Oculus

22. Babadook

23. Śmierć nas nie rozłączy

24. 13 grzechów

25. Dark House

26. 7500

27. Dracula historia nieznana

28. Asmodexia

29. Housebound

30. Alien Abuduction

31. Głębia ciemności

32. Appearing

33.The town than deaded sounown

34. Karzeł - geneza

35. See no evil 2

36. Lizzie Borden took an ax

37. Seed 2: The new breed

38. Zanim zasnę

39. Diabelskie nasienie

40. Wolf Creek 2

41. Link do zbrodni

09:56, ilsa333
Link Komentarze (20) »
sobota, 29 listopada 2014

As Above, So Below/ Jako w piekle tak i na Ziemi (2014)

jako w piekle tak i naziemi

Młoda naukowiec, Scarlet, córka znanego historyka i pasjonata alchemii, postanawia kontynuować pracę zmarłego ojca nad poszukiwaniem kamienia filozoficznego. W tym celu przybywa do Paryża, gdzie mieszkał i został pochowany Nicolas Flamel jeden z najsłynniejszych alchemików. Z symboli umieszczonych na jego płycie nagrobnej bystra pani naukowiec odczytuje wskazówki prowadzące do miejsca, gdzie, jak sądzi, Flamel ukrył dzieło swojego życia. Tak trafia do paryskich katakumb, gdzie wśród niekończących się tuneli odkrywa bramy piekła.

jako w piekle tak i naziemi

Mimo dość nachalnej promocji, jakoś umknęło mojej uwadze zamieszanie wokół tego obrazu. I dobrze, bom jeszcze gotowa narobić sobie nadziei na świetny seans:)

John Erick Dowdle to reżyser znanych filmów utrzymanych w konwencji verite, choć zdarza mu się także kręcić klasycznie, jak chociażby w przypadku "Diabła". Moim zdaniem jedynym na prawdę udanym tworem tego pana są "Taśmy z Poughkeepsie", zaś "Kwarantanna", czyli remake sławetnego "Rec'a" jest jego największą porażką.

"Jako w piekle tak i na ziemi"- świetny tytuł, swoją drogą - to kolejny horror kręcony z rączki. Mocno średni jeśli idzie o pomysł i bardzo słaby jeśli idzie o wykonanie.

W czasie oglądania filmu znowu uruchomiła się u mnie alergia na paradokumenty. Nie wszystkie są wkurwiające, nie we wszystkich kamera lata po ścianach, ale niestety "Jako w piekle..." przoduje w tych wadach.

Cały film to w zasadzie przechadzki grupki protagonistów po podziemnym cmentarzysku. Lokalizacja z naprawdę z dużym potencjałem, ale jak dotąd żaden z filmowców nie potrafił jej wykorzystać.

jako w piekle tak i naziemi

Mroczny nastrój skutecznie uśmiercany jest przez zbyt ostre oświetlenie, które owszem, ułatwiłoby widoczność w mrocznym labiryncie, gdyby współgrało z dobrym, czyli statycznym prowadzeniem kamery. A tak, dają nam tym światłem po oczach, a tak naprawdę nie widzimy nic, bo pod takim chujowym kątem, który w dodatku co chwilę się zmienia( i to na gorsze),  jest to po prostu nie możliwe. Umyka nam więc przyjemność z obserwowania scenerii, czyli w zasadzie podstawowy budulec nastroju grozy. Naprawdę da się stworzyć fajny, klaustrofobiczny klimat w takich miejscach, ale trzeba umieć. Pojawia się sporo jump scenek, cała wycieczka co i rusz natrafia na kolejne dziwne przygody więc - dzieje się. Ale do czego to wszytko zmierza?

jako w piekle tak i naziemi

"Jako piekle..." jest horrorem religijnym. Czepia się piekielnych wątków i robi to dość dobrze. Spodobał mi się pomysł pt. 'piekło jest tuż tuż', niestety twórcy ukazują go w dość banalnej odsłonie, która najbardziej przeszkadza w finale, który powinien być mocny, zakręcony, dający do myślenia, niestety jest moralizatorski i płaski.

Myślę, że byłoby dużo lepiej gdyby film został nakręcony klasycznie. Tak mamy kolejny półprodukt, niby horror, ale cała jego groza jest oparta na tym, że nie widzimy co się dzieje, bo operatora kamery jest pijany:)

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:2

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 28 listopada 2014

Oni - Olga Haber

oni


Natalia, trzydziestosześcioletnia rozwódka spędza lato w domku letniskowym swojego byłego faceta, Emila. Upalne dni mijają jej na literackich wysiłkach i baraszkowaniu z młodszym o dwanaście lat jurnym Łukaszem. Sielankę co i rusz zakłóca osobliwe wrażenie bycia obserwowaną. Do tego dochodzą jeszcze koszmarne sny i szalony sąsiad przekonany o istnieniu jakiejś siły, która co kilka lat nawiedza okolice by poprzewracać życie mieszkańców do góry nogami. Natalia nie jest jednak idiotką, nie da się nabrać na niestworzone historie. A może jednak idiotką jest, bo nie dostrzega tego co ma przed oczami?

Obcując z powieścią zyskujemy szansę na poznanie jej bohaterów i w pewnym sensie zaprzyjaźnienie się z nimi. Kiedy mamy do czynienia z kiepską książką, nieciekawym protagonistą, to tak jakbyśmy zostali skazani na spędzenie weekendu w towarzystwie nie lubianej koleżanki.

Debiutująca czterdziestka, Olga Haber, stworzyła postać, z którą nie wytrzymałabym ani minuty. Natalia to taka podstarzała wersja Belli ze "Zmierzchu", typowa ofiara losu, która ciągle się nad sobą użala, nie potrafi podjąć decyzji, a gdy już na jakąś się zdecyduje za chwilę rozpacza nad złym wyborem.

Głównym dylematem naszej bohaterki jest to, którego z mężczyzn ze swojego otoczenia darzy miłością. Pal licho wszelkie zagrożenia, czające się za oknem, ważne jest, czy kocha jurnego młodzika, czy statecznego lekarza?Hym...

Akcja, którą można by podciągnąć pod opowieść grozy co i rusz przerywana jest jej miałkim wewnętrznym monologiem naszej narratorki.

Wygląda to tak: klasyczna idiotka z miasta, którą ciągle spotykają jakieś nieszczęścia, a towarzyszący jej facet musi niańczyć ją jak dziecko. Chyba nie muszę dodawać ze wszyscy mężczyźni w promieniu kilku mil są pod jej urokiem. Każdy napotkany facet, czy to barman, czy robotnik, czy stary, czy młody każdy gapi się w jej dekolt i marzy o jej przeszło trzydziestoletnim ciele. Absolutny fenomen!

Tylko zaraz, czy to nie miał być czasem mroczny horror? Ano miał, dlatego po za łóżkowymi perypetiami naszej sędziwej damy śledzimy rozwój wydarzeń po za jej sypialnią.

W okolicy dzieją się na prawdę niepokojące rzeczy, a nasza bohaterka zacznie cokolwiek kumać dopiero przy 138 stronie. Jednak szybko znajdzie sobie ciekawszy temat do rozmyślań...

Nieustannie miałam wrażenie, że zjawiska paranormalne są tu na drugim miejscu.  Pojawia się ciekawy wątek gadającego kota, ale w momencie, gdy ów kot objawia swoje pochodzenie cały nastrój grozy pryska, bo pomysłu na solidną porcję mocnych wrażeń brak zupełnie.

Gdyby autorka włożyła tyle samo wysiłku w tworzenie nastroju grozy, co w przynudzają sceny z życia kobiety, która nie dostrzega niczego po za czubkiem swojego nosa, to może potraktowałabym ją łaskawiej - w końcu to debiut. Niestety, nie dam rady.

Główna pointa książki jest delikatnie mówiąc nie przemyślana, naiwna, bzdurna.

SPOILER: Kosmici, którzy przybyli na Ziemię by pomóc wieśniakom poradzić sobie z epidemią cholery,  i którzy teraz mszczą się na ich potomkach za złe przyjęcie? Realy!? Nie mają Ci kosmici nic lepszego do roboty, tylko pochylanie się nad ciepiącymi polskimi dziećmi? W dodatku są tak powaleni, żeby ich idiotyczne ludzkie zachowanie traktować jako afront i mścić się na słabszych? To raczej kojarzy mi się z niżej rozwiniętymi cywilizacjami, np. z nami, potomkami małp, małymi żałosnymi ludzikami znęcającymi się nad tymi, którzy stoją niżej w ewolucji. Wg. autorki nagłe napady agresji, gwałty, morderstwa, pobicia są wynikiem działania obcych, którzy mieszają mieszkańcom tamtej okolicy w głowie. No, bo przecież ludzie z natury są dobrzy, prawda? Kolejny popis naiwności. KONIEC SPOILERA.

Finał jest zmontowany na szybko i mimo iż coś więcej zaczyna się tam dziać to nie ma fajnego bum, mimo wielkich chęci autorki, która starała się zrobić wrażenie. Dla mnie był po prostu wtórny, nijaki i dziurawy. 

Podsumowując: Za mało kryminalne na kryminał, za mało odjechane na fantastykę, za delikatne na grozę, w sam raz na romansidło, gdyby tylko bohaterka miała odrobinę wdzięku.

Styl, język itp. jak najbardziej ok, w końcu autorka kończyła filologię polską, więc podstawę do pracy twórczej ma. Trochę brakuje jej lekkości, ale to można złożyć na karb stresu debiutanta. Prawdopodobnie przed puszczeniem książki w świat miętoliła i dopieszczała każdy wyraz dlatego mamy efekt 'wypracowania na piątkę'- szkoda, że czasu na przemyślenie fabuły już zabrakło...

Myślę, że Pani Haber znajdzie jednak zwolenników swojej wizji, tak jak znajdą się fani "Zmierzchu", w końcu groza nie jedno ma imię i każdy oczekuje od niej czego innego.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf:


oni

Moja ocena: 4/10

środa, 26 listopada 2014

Opowiem Ci mroczną historię - Stefan Darda

darda

W tym miesiącu premiery doczekała się nowa książka Stefana Dardy. Tym razem nie jest to pełnometrażowa powieść, lecz zbiór krótkich opowiadań. O ile pamięć mnie nie myli jest ich dziewięć. Nie mam pod ręką książki, by to sprawdzić, więc muszę oprzeć się na swojej, zawodnej pamięci;)

Recenzowałam już wszystkie do tej pory publikowane w wydawnictwie Videograf powieści tego autora. Większość zadowoliła mnie stuprocentowo, więc sięgając po premierowy zbiór byłam pełna wielkich nadziei.

Okazało się, że Darda radzi sobie w krótkich formach równie dobrze jak w długich. Mogłabym nawet powiedzieć, że lepiej. W dwóch ostatnich tomach "Czarnego Wygonu" rozdrażnił mnie kurczowym trzymaniem się wytworów swojej wyobraźni, swoich bohaterów, których nie potrafił pożegnać z godnością zamiast tego przeciągał historię w nieskończoność czepiając się mało interesujących wątków, które podkopywały pierwotną, świetną wizję.

W opowiadaniach nie ma tego ryzyka. Wydaje mi się, że nie wymagają spędzania nad nimi tyle czasu, co powieść. Najczęściej ilość wątków jest mocno ograniczona i to właśnie uchroniło Dardę przed tym, co stało się w "Bisach" i "Bisach II".

darda

Zacznę od tych opowiadań, które spodobały mi się najbardziej. Na pierwszy ogień idzie "Nika", bo w niej najbardziej czuć ducha grozy z pod znaku słowiańskich wierzeń, więc najsilniej odpowiada twórczości Dardy,a przynajmniej moim z nią skojarzeniom. Mężczyzna wspomina swoje dzieciństwo. Dowiadujemy się sporo o rodzinnych relacjach, tle historyczno- obyczajowym, ale skupiamy się przede wszystkim na relacji jaka łączyła narratora z kuzynką Moniką, zwaną "Niką". Tu pojawia się motyw wampiryczny, czyli znowu słowiańska Strzyga, ale w innej odsłonie. Tu Darda popuścił wodzę wyobraźni nie trzymając się tak kurczowo wierzeniom polskiego folkloru. Bardzo klimatyczna nieco wzruszająca nawet, opowieść, oparta na sprawnie poprowadzonej retrospekcji z otwartym zakończeniem.

Tytułowe opowiadanie, "Opowiem Ci mroczna historię", które powinno być popisem jeśli chodzi o opowieść grozy jest bardziej moralitetem, historią z głębokim,  smutnym przesłaniem, o tym jak człowiek potrafi zniszczyć sobie życie przez strach i złe wybory.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autor chce nas trochę sprowadzić na ziemię, jednocześnie sam lewitując kilka metrów nad nią uczepiony ręki truposza. Rzecz jest o redaktorze pisma o zjawiskach paranormalnych, który ogłasza konkurs na mroczną historię (jak ja z okazji Halloween:). Zgłasza się do niego pensjonariusz domu opieki Adolf krawczyk, który pragnie uraczyć dziennikarza najmroczniejszą historią swojego życia. W opowieści jest więcej smutku niż grozy, ale cóż poradzić, że i tak się podoba?

Następne na mojej top liście jest "Pierwsza kolei", w zbiorze umieszczone jako ostanie z opowiadań. Sama często podróżuje pociągiem,a właśnie w drodze z punktu A do punktu B rozgrywa się akcja opisanej historii. Mamy tu dwóch narratorów, dobiegającą czterdziestki prowincjonalną nauczycielkę, Halinę i młodego HR'owca, Szymona. Halina, która wraca do domu, do narzeczonego z dobrymi wieściami budzi w Szymonie bardzo określone uczucia. Nie wiadomo skąd wzięła się z nim tak ogromna i z każdą minuta podróży narastająca niechęć do współpasażerki, ale Szymon totalnie fiksuje wokół nienawiści do Haliny. Obsesyjny wstręt kumuluje się coraz bardziej, a czytelnik jest świadkiem rodzącej się paranoi, szaleństwa.  To doprawdy niezwykłe, ale coś w tej historii jest. Przebywając długo w ciasnym wagonie, będąc skazanym na towarzystwo obcej osoby potrafimy na podstawie obserwacji wysnuć pewne wnioski na temat współtowarzysza. Oczywiście nie wszyscy jesteśmy psychopatami i większość z nas nie widzi zagrożenia w siedzącej nieopodal istocie. Darda świetnie przedstawił kłębiącą się w młodym mężczyźnie chorą rządzę.Opowiadanie ma ciekawą formę, dwóch narratorów, ograniczone miejsce akcji i czas, jest ciekawie i 'podstępnie' spointowane.

"Rowerzysta" to podobnie jak "Pierwszy z kolei" opowiadanie o gnieżdżącej się w umyśle bohatera paranoi.Jacek, dobrze sytuowany mężczyzna w średnim wieku jest świadkiem wypadku. Rowerzysta, którego każdego dnia mijał swoim autem spadł z roweru i roztrzaskał sobie głowę. Jak to się stało? Nie łatwo to wyjaśnić, ale Jacek zaczyna wierzyć, że niechcący wyrządził młodemu krzywdę. Jak odbije się to na jego psychice? Kiepsko...

"Spójrz na to z drugiej strony" to kolejna historia w której więcej mamy psychologii niż horroru, ale mnie, jak to mnie, wcale to nie przeszkadza. Fabuła traktuje o mężatce niezadowolonej z pożycia z małżonkiem. Pewna osoba z jej otoczenia pragnie jej dobitnie pokazać, jak bardzo nie docenia skarbu, jakim jest rodzina. Wątek nadprzyrodzony pojawia się dopiero w 'epilogu', ale jest doskonałym zwieńczeniem historii.

"Retrowizje" to zupełnie autorska wizja pisarza nawiązująca do zdolności jasnowidzenia. Wątek paranormalny jest bardzo czytelny. Pewna kobieta o imieniu Ewa, wyrobiła u siebie zdolność wglądu w drugiego człowieka, odczytania jego przeszłych postępków.Jak należy się tego spodziewać, potrafi dopatrzeć się najmroczniejszych i najgłębiej skrywanych sekretów.

"Dwie dychy" na gwiazdkę to historia bezdomnego hazardzisty z wątkiem ghost story, przedstawionym w bardzo intrygujący sposób. Duch młodej dziewczyny szuka pomocy i trafia na nieszczęsnego mieszkańca dworca. Autor balansuje między motywem obyczajowym, a fantastycznym, na szczęście Darda umie mieszać te elementy, więc wypada bardzo dobrze.

"Ostatni telefon" pierwsze z opublikowanych opowiadań stanowi, again, historię paranoi jakiej nabawił się pewien radiowiec, po tym jak lekceważąco potraktował temat depresji- temat jednej z audycji. Pech chciał, że jedna z telefonicznych rozmówczyń, która dodzwoniła się na antenę postanowiła popełnić samobójstwo 'na żywo', a winą za nie obarczyła radiowca. Mężczyzna sam zaczyna popadać w 'chorobę słabych', a duch samobójczyni co i rusz pobudza w nim poczucie odpowiedzialności za tragiczną śmierć.

Chyba najmniejsze wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie pt. "Kryzys wieku średniego", czyli w gruncie rzeczy bardzo prosta historia o, again ,człowieku niezadowolonym ze swojego życia. Mimo, iż narrator i bohater w jednej osobie jest postacią ciekawą, to całości czegoś jednak brakowało.Tylko czego? Może siły przebicia, która pozwoliłaby mu dorównać opowiadaniom wywołującym dużo większe emocje.

Jestem bardzo zadowolona z tego, co Stefan Darda zaoferował swoim czytelnikom. Swoje opowiadanie tworzył w międzyczasie piania kolejnych powieści. Niektóre z opowiadań umieszczonych w zbiorze miały swoje premiery na łamach magazynów, czy też znalazły się w antologiach gromadzących utwory wielu autorów, ale większość to nowości, których nie przeczytacie nigdzie indziej.

Zazwyczaj poziom opowiadań, tak jest chociażby w przypadku zbiorów Stephena Kinga, jest bardzo nierówny, ale nie u Dardy. Tu wszystkie teksty trzymają wysoki poziom.

Może niektórzy z czytelników będą zawiedzeni tak przyziemnych charakterem opowiadań, nietypowym dla powieściowej twórczości Dardy, gdzie paranormalna warstwa opisywanych wydarzeń jest ewidentna.

Tu dominuje bardziej klimat psychologicznych thrillerów niż folkowych guseł. Poznałam Dardę od innej strony i ta strona podoba mi się równie bardzo:)

Za książkę dziękuję wydawnictwu Viedoegraf:


videograf


Moja ocena:

"Nika": 9/10

"Opowiem Ci mroczną historię":8/10

"Pierwsza z kolei":9/10

"Rowerzysta":7/10

"Spójrz na to z drugiej strony":7/10

"Retrowizje":7/10

"Dwie dychy na gwiazdkę":7/10

"Ostatni telefon":6+/10

"Kryzys wieku średniego":5+/10

Całość:8/10

wtorek, 25 listopada 2014

The Corridor/ Przejście (2010)

corridor

Fabułę filmu otwiera scena, w której widzimy młodego mężczyznę, Tylera, chowającego się w szafie. Przed nią w korytarzu leżą zwłoki jego matki, która to miała umrzeć w wyniku przedawkowania leków. Chora psychicznie kobieta od lat zmagała się z jej zdaniem prześladującą ją siłą, która chce się z nią skomunikować i wcale nie ma dobrych zamiarów. W opłakanym stanie znajdują naszego bohatera jego kumple, który przekonają się, że choroby psychiczne mogą być dziedziczne, bo Tyler wyskakuje na nich z nożem, co skutkuje odniesionymi ranami i zamknięciem Tylera na kilka lat w psychiatryku.

corridor

Po latach przyjaciele spotykają się w domu, w lesie należącym do rodziny Tylera. Mężczyzna ma rozsypać prochy swojej matki ,a kumple mają być mu wsparciem. Chcą pokazać kumplowi, który zakończył hospitalizację, że nie mają do niego żalu za to, co stało się w przeszłości.

W czasie pobytu na odludziu Tyler napotyka w lesie coś... niezwykłego, dziwnego, szalonego... Widzi przed sobą coś na kształt pola siłowego, niewidzialnej ściany, która tworzy zamkniętą przestrzeń w okół niego. Pokazuje znalezisko swoim przyjaciołom. Ci zafascynowani, zaczynają odkrywać, że ich przebywanie w tym miejscu coś w nich zmienia. Okazuje się, że nie koniecznie na lepsze...

corridor

Kanadyjski duet filmowców znanych głównie z niskobudżetowych filmów krótkometrażowych zrobił obraz dość ciekawy, a na pewno... dziwny.

Początek filmu, w zasadzie jego pierwsza połowa przypomina bardziej film obyczajowy, dramat, ale nic nie zapowiada thrillera psychologicznego z wątkami sci-fi, który ujawnia się w drugiej połowie seansu, już po odnalezieniu tego, co tak naprawdę nie wiem, jak nazwać. Tytuł filmu wskazuje, że jest to przejście, ale skąd dokąd?

corridor

Naszym bohaterom zaczyna odwalać, po tym, jak przebywali w okolicy owej siły. Wszyscy, za wyjątkiem Tylera, który jest na lekach psychotropowych tracą rozum. Zaczynają słyszeć myśli swoich współtowarzyszy, terroryzują siebie na wzajem dzięki zdobytej w ten sposób wiedzy. Charaktery zebranych osób ulegają całkowitej dezintegracji, nikt nie jest już tym kim był. Pojawia się agresja, a właściwie obsesyjna chęć mordu uzasadniona omamami.

corridor

Jak to się skończy? Chyba źle... ale o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? Interpretacja filmowych wydarzeń nie jest prosta. Z jednej strony możemy wierzyć w nadnaturalny charakter zjawiska i jest to w zasadzie najprostsza droga. Z drugiej możemy racjonalnie stwierdzić, że Tyler odziedziczył chorobę psychiczną po matce, a psychotyczne objawy u jego towarzyszy to obłęd udzielony, ale przecież tylko on dzięki lekom tłumiącym psychozy zachował rozum - przynajmniej przez jakiś czas. Jak traktować tę historię to już decyzja widza.

Ogólnie film dość przypadł mi do gustu. Lubię takie porąbane historie.

Oprawa obrazu była całkiem udana więc nie można urągać na jego amatorskość. Aktorstwo też jak najbardziej w porządku, więc jeśli komuś ten film nie podjedzie problem nie będzie leżał po stronie realizacji.

To dziwny film, co powtarzam już chyba po raz trzeci w tym wpisie, nie każdemu się spodoba.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:6

62/100

W skali brutalności:3/10

10:58, ilsa333
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 listopada 2014

W poszukiwaniu nieznanego Kadath - H.P. Lovecraft

w poszukiwaniu nieznanego kadath

Po przeczytaniu "Koszmarów i fantazji", czyli  zbiorów listów i esejów Lovecrafta wiedziałam, że czas już najwyższy bliżej zapoznać się z jego twórczością literacką.

W moje ręce wpadała nowelka "W poszukiwaniu nieznanego Kadath".

Muszę przyznać, że nigdy nie czytałam niczego równie obłędnego.

Ralph Carter, bohater, który występuje też w innych dziełach autora, śni o pięknym mieści skąpanym w promieniach zachodzącego słońca. Niczego tak nie pragnie jak na zawsze zatopić się w tym śnie. Wykorzystując zdolność świadomego śnienia wyrusza w drogę w poszukiwaniu swojej utopii. 

Tak trafia do krainy snu. Owa kraina pełna jest najwymyślniejszych dziwów, których barwne opisy biją na głowę najbardziej twórczą fantastykę.

Carter wędruje po przedziwnych ziemiach i spotyka jeszcze przedziwniejsze istoty. Niektóre z nich są mu przychylne, inne mają wręcz odwrotne zamiary. Niektórzy napotkani tam bohaterowie są stałymi rezydentami krainy snów inni, podobnie jak Carter tylko odwiedzają ją w onirycznym transie.

Spośród najróżniejszych stworów zdarzają się istoty całkowicie zwyczajne, ale to tylko pozory. W swojej podróży Ralph spotyka dzielne koty, swoistą kocią armię, która w czasie pełni odwiedza księżyc, skąd wracają jednym kocim susem prosto na dachy ziemskich domów. Toczą one rozliczne bitwy z wrogo nastawionymi mieszkańcami krainy snów, którym nie podoba się kocia natura. Oczywiście stają się one sprzymierzeńcami bohatera, co wcale nie dziwi ze względu na obłędną miłość autora noweli do tych stworzeń:)

w poszukiwaniu nieznanego kadath

Nie tylko one wesprą Cartera w jego podróży. A co jest jej celem, po za tym, że ponowne zobaczenie niezwykłego miasta? Carter musi przekonać bogów snów, którzy zazdrośnie bronią przed śniącymi najpiękniejszych zakamarków swojej krainy, by dopuścili do do wyśnionego miasta.

Niektóre z opisanych wydarzeń mrożą krew w żyłach, ale wszystkie co do jednego mają niezwykłą, czarodziejską moc uwodzenia czytelnika.

Wyobraźnia Lovecrafta nie ma żadnych granic. Buduje on światy w najdrobniejszych szczegółach, tworzy bogów, ludzi, stworzenia, budowle, wierzenia i ciąg fantastycznych zdarzeń. Nie ucieka przed brutalnością, ale nadaje jej baśniowy wymiar, używa symboli, metafor. A gdy jesteśmy przy metaforach warto szepnąć coś o finale tej opowieści, który jest dość przewrotny, ale i mądry w swoim przesłaniu.

"Awanturnicza kronika przygód w krainie snu", jak określił swój utwór Lovecraft, jest pisana 'jednym ciągiem'. Brak tu jakiegokolwiek podziału, który ułatwił by czytelnikowi porcjowanie książki. Jesteśmy w wirze wydarzeń, z którego nie możemy się tak po prostu wyrwać, tak jak czasami trudno się przebudzić, wyrwać ze snu.

To najdziwniejsze co miałam okazję czytać. Jestem pod kolosalny wrażeniem. Zasobami swojej wyobraźni Lovecraf mógłby obdzielić co najmniej kilku artystów.

Moja ocena:9/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

sobota, 22 listopada 2014

Quija /Diabelska plansza Quija (2014)

ouija

Nastoletnia Lane wini się za samobójczą śmierć najlepszej przyjaciółki, Debbie. Jej poczucie winy nie dziwi, bo kumpela wolała zadyndać na  lampkach choinkowych zamiast iść z Lane na mecz;)

Wykorzystując tabliczkę Quija bohaterka chce skontaktować się z samobójczynią, by dowiedzieć się czemu targnęła się na swoje życie, albo chociaż pożegnać się z nią. Z pomocą przychodzi jej chłopak, chłopak Debbie, zbuntowana emo siostra i jeszcze jedna koleżanka.Seans zostaje odprawiony w domu rodzinnym samobójczyni pod nieobecność pogrążonych w żałobie rodziców. Jak należy się domyślać, młoda, piękna i zadowolona z życia dziewczyna nie zadyndała bez konkretnej przyczyny. Coś ją do tego skłoniło...

ouija

Oglądając horrory made in USA można dowiedzieć się o amerykańskim stylu życia dwóch rzeczy: każda rodzina jest w posiadaniu wielgachnej dwudrzwiowej lodówki i tabliczki Quija. Pomijając kwestie lodówki, która raczej ze śmiercią Debbie nie miała nic wspólnego, skupiamy się na tabliczce, która to służyła Debbie od dzieciństwa. Zapewniała rozrywkę i towarzystwo. Niestety wybierając numer telefonu na ślepo można trafić na niewdzięcznego rozmówce (o czym wiedzą za pewnie wszyscy pracownicy Call Center, którzy trafią na mnie), podobnie jest z wywoływaniem duchów. Nigdy nie wiadomo kto znajduje się po drugiej stronie.

ouija

Nastolatki z horroru Stiles White chcą skontaktować się z duchem kumpeli. W pogrążonym w mroku salonie siadają w kole i chwytają się za ręce. Klepią formułkę i nawiązują kontakt. Problem polega na tym, że jeśli do kogoś dzwonisz, ten ktoś może oddzwonić do ciebie. Tak też dzieje się, gdy zamiast komórki użyjesz tabliczki Quija. Młodzi zaczynają być prześladowani przez to co 'wydzwonili' z zaświatów. Są ofiary w ludziach i przekonanie o nadprzyrodzonym charakterze zjawiska.

Muszą poznać przeciwnika zanim on siłą zaciągnie ich do swojej gromady. Dzielna Lane trafia na trop związany z poprzednimi lokatorami domu. Nie wie jednak wszystkiego, dzięki czemu naiwna fabuła filmu wzbogaca się o jeden fabularny twist, który jednak nie zawróci nam w głowie, ale przynajmniej uatrakcyjni seans.

A atrakcji nie mamy zbyt dużo. Scenariusz jest prosty i naiwny. Typowy teen horror o nastolatkach i dla nastolatek. Występują w nim młodzi i urodziwi. Ich włosy zawsze błyszczą i są nienagannie ułożone, makijaż nie rozmazuje się w chwilach największej rozpaczy... Przy tej okazji warto wspomnieć o aktorstwie, które jest uh... mniej niż słabe. To już kolejny kiepski horror z Olivią Cook. Myślałam, ze nie ma dziewczyna szczęścia do reżyserów, ale jej kiepawy warsztat też odgrywa tu rolę. Reszta obsady jest w zasadzie całkowicie nie warta wspomnienia, bo po za walorami estetycznymi, jakie daje młodość, uroda i dobry makijaż na twarzach nie skażonych emocją, nie wnoszą nic do produkcji.

ouija

Trochę lepiej jest z walorami technicznymi. Mamy tu kilka dobrych scen, więc chwała dla operatora, że chociaż popatrzeć jest na co. Do gustu przypadł mi moment w drugiej połowie filmu, scena przy stole kiedy w szeregach żyjących pojawia się trup. Fajny efekt. Muzyka też nie najgorsza, więc jakoś się to ogląda. Myśleć za bardzo nie trzeba, ale akcja posuwa się do przodu, nie mamy tu zastojów, więc nikt usnąć nie powinien. Finał przewidywalny, ale to można było... przewiedzieć:)

Nikomu nie polecam, nikomu nie odradzam. Można zerknąć.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Aktorstwo:4

Walory techniczne:8

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 20 listopada 2014

Black Swan/ Czarny łabędź (2010)

czarny łabędz

Nina Sayers, młoda tancerka z nowojorskiego baletu marzy o wielkiej roli. Taką szansą jest dla niej zagranie w nowej wersji "Jeziora łabędzi". Nina ma przed sobą nie łatwe zadanie, bo musi wcielić się w podwójną rolę, białego łabędzia i jej mrocznej siostry, czarnego łabędzia. Dziewczyna zrobi wszytko, by zatańczyć perfekcyjnie, ale czy perfekcja jest tym, czego oczekuje reżyser, Thomas? Zdeterminowana tancerka coraz bardziej się gubi, granice pomiędzy rzeczywistością, a wizjami jej umysłu zacierają się. Upadek jest kwestią czasu.

Darren Aronofsky przed dziesięcioma laty wymarzył sobie zrobienie filmu, którego akcja rozgrywałaby się w świecie baletnic, a główną rolę miała otrzymać Natalie Portman. Czemu tak długo zwlekał? Cóż historia poniekąd inspirowana baletowym widowiskiem o nieszczęsnej dziewczynie zmienionej w łabędzia i zdradzonej przez ukochanego księcia, nie jest zbyt komercyjnym pomysłem, jak na współczesne kino. Po za tym mimo, iż film został sklasyfikowany jako dramat bardzo mocno idzie w stronę thrillera psychologicznego, a niektóre sceny w nim zawarte spokojnie mogłyby pojawić się w horrorze. Tak, czy siak, film powstał, zrobił na mnie kolosalne wrażenie, a Natalie Portman zgarnęła za rolę w nim Oscara. Zasłużenie z resztą, bo zagrała fenomenalnie.

Fabuła filmu mimo, iż pozornie prosta ma w sobie niespotykaną siłę.

czarny łabędz

Poznajemy młodą kobietę, której całym życiem jest taniec. Mieszka z matką, która również była baletnicą i która dzięki talentowi i pracy Niny spełnia własne, niespełnione marzenia . Starsza pani jest nadopiekuńcza i nie pozwala córce dorosnąć. Każdy objaw buntu ze strony Niny kończy się emocjonalnym szantażem. Nina jest jak dziesięcioletnia dziewczynka, zamknięta w różowym pokoiku z białymi pluszakami. Jej seksualność jest całkowicie stłumiona.

Kiedy reżyser daje jej szanse zagania głównej roli w wielkim tanecznym widowisku Nina musi mu udowodnić, że ma swoją mroczną stronę i może jej użyć by pokazać publiczności doskonałą kreację czarnego łabędzia.

W zasadzie cały film to powolne przebudzenie naszego niewiniątka, które dokonuje bolesnych odkryć. Z jednej strony pragnie zaspokoić wymagania Thomasa i przekracza granice, których normalnie nigdy by nie przekroczyła, ale z drugiej strony mroczna połowa jej charakteru jest jej całkowicie obca. Tak obca, że niemożliwym jest by obydwie Niny mogły istnieć w jednym ciele i się realizować. Stąd pojawiają się halucynacje, w których baletnica widzi swojego sobowtóra.


czarny łabędz

Im głębiej stara się wejść w rolę czarnego łabędzia tym bardziej wariuje. Następuje całkowity rozpad osobowości, nasila się autoagresja, a wizje, których doświadcza mają jednocześnie seksualny i morderczy charakter. Natalie Portman wywiązała się z roli Niny całkowicie.

W obsadzie znajdziemy więcej gwiazd, chociażby Winona Ryder często porównywana z Natalie Portman, która wciela się w postać prima baleriny, której kariera już gaśnie i na której miejsce wybrana zostaje Nina.

czarny łabędz

Istotną postacią jest też Thomas wykreowany przez francuskiego aktora Vincenta Cassela. Thomas to amant i jednocześnie artysta tyran, który wyciska ostanie soki ze swoich tancerek. Widzi w Ninie potencjał, który nie może się uwolnić przygnieciony tym, co Nina nazywa perfekcją.

czarny łabędz

Perfekcja to w rzeczywistości samokontrola. Młoda tancerka wyklucza ze swojej egzystencji wszystko, co mogłoby zagrozić jej karierze. Ma poważne problemy psychiczne objawiające się autoagresją i zaburzenia odżywiania.

Jej przeciwieństwem jest przybyła z Kalifonii Lily. Baletnica, dla których w tańcu najważniejsze są emocje. Mila Kunis, która niestety nie otrzymała spodziewanego Oscara za ole drugoplanową, fantastycznie wykreowała postać kobiety całkowicie wyzwolonej. Ciepłej, serdecznej i jednocześnie odhamowanej, wolnej- w pełnym tego słowa znaczeniu. Nina utożsamia ją z zagrożeniem. Lily ma to czego tak bardzo boi się Nina.


czarny łabędz

Postać matki Niny to także ciekawy przypadek. Całkowicie oddana córce ograniczająca do jej osoby wszelkie swoje życiowe zainteresowania. Wywiera na córkę niespotykaną presję i w dużym stopniu jej zachowanie przyczyniło się do zaburzeń głównej bohaterki.

czarny łabędz

Nie będę Wam szczegółowo opisywać fabuły ani interakcji pomiędzy wymienionymi postaciami, dość powiedzieć że to mocna, psychologiczna rozgrywka.

Nad walorami technicznymi obrazu Aronofsky'ego można by się rozwodzić równie długo, co nad walorami scenariusza.

Film jest po prostu piękny. Uwielbiam na niego patrzeć.

Ciemna kolorystyka zdjęć przydaje mu mroczny wymiar, który i tak bije z tej historii. Kostiumy nie są przesadnie efekciarskie, scenografia subtelna, montaż nie za szybki, ale też nie ślamazarny, w zasadzie nie mamy tu długich ujęć, ale nawet te migawkowe nacechowane są precyzją i dobitną dokładnością.

czarny łabędz

Efektów specjalnych jest dość sporo, ale użyte zostały tam, gdzie powinny, bez zbytków. Po za tym, są na prawdę dobre. Sceny, w których Nina przeobraża się w łabędzia, na scenie wyrastają jej czarne skrzydła jest wręcz zachwycająca. Muzyka to już klasyka. Clint Mansell wykorzystał motywy z utworów Czajkowskiego, więc muzyka współgra z obrazem.

Cóż, według mnie to wspaniały film. Reżyser przyznał, że inspirował się klasycznymi filmami psychologicznymi Polańskiego, jak "Wstręt" i muszę przyznać, że ta inspiracja jest tu czytelna zarówno na poziomie budowania skomplikowanego portretu psychologicznego bohaterki, jak i w formie opartej na zobrazowaniu tego, co doświadcza ogarnięta szaleństwem osoba.

Jeśli wśród Was są jeszcze osoby, które filmu nie widziały, zachęcam do seansu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:10

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

90/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 18 listopada 2014

La Noche del terror ciego/Grobowiec ślepej śmierci (1972)

grobowiec ślepej smierci

Młoda kobieta imieniem Virginia przyjeżdża na wakacje w okolice Lizbony. Tam nieoczekiwanie spotyka swoją dawną przyjaciółkę, z którą dzieliła pokój w latach szkolnych. Betty wprasza się na wycieczkę wraz z Virginią i jej kolegą, Rogerem.

W drodze na obóz dowiadujemy się o lesbijskim romansie dwóch bohaterek, a także dostrzegamy konflikt między nimi dotyczący osoby Rogera. Zazdrosna o kolegę Virginia dość nieoczekiwanie przerywa podróż, wysiadając z kolejki w szczerym polu. Trafia do opuszczonego przed stu laty miasta, gdzie mieścił się klasztor templariuszy. Legenda głosi, że owi templariusze zostali przeklęci i teraz wiele lat po swojej śmierci nadal grasują w opuszczonym mieście. Virginia, która postanawia przenocować w ruinach będzie miała okazje przekonać się o prawdziwości lokalnej legendy.

grobowiec ślepej smierci

Hiszpańskie kino grozy kojarzy mi się głównie z nastrojowymi opowieściami o duchach. Ale nigdy nie jest tak, że reżyserzy z danego kraju hołdują tylko jednemu podgatunkowi, dlatego z przyjemnością zabrałam się do oglądania hiszpańsko portugalskiej produkcji z pod znaku zombie movie.

grobowiec ślepej smierci

Wygląd filmowych zombie  z lat 70 to popis umiejętności charakteryzatorów. Gnijące kończyny, tony specyfików wylanych na twarze aktorów, stosownie sparciałe odzienia. Tak też prezentują się antybohaterzy w filmie Amando de Ossorio.

grobowiec ślepej smierci

Zupełnie inaczej niż ma to miejsce we współczesnych produkcjach, które, no cóż, bez wysiłku korzystają z dobrodziejstwa techniki. Dodatkowo film Hiszpana nie posiadał dużego budżetu, więc nie mogło być mowy o rozrzutności. Postawiono więc na całkiem dobre aktorstwo, a przynajmniej urodziwe:) i ładne plenery portugalskiej prowincji, które zarówno za dnia jak i po zmroku są stanowiło podstawę do stworzenia klimatu grozy.Kadry są wyjątkowo plastyczne.Kolorystyka obrazu jest bardzo intensywna.

Amando de Ossorio wykazał się sporą odwagą w swoim scenariuszu upychając w nim wiele wątków erotycznych. Zaczynając od lesbijskiego romansu dwóch nastolatek kończąc na scenie gwałtu,a to jeszcze nie wszystkie smaczki... Ten erotyzm cały czas wisi widzowi nad głową, nawet w scenach, w których nieprzyjemnie narasta poczucie zagrożenia związane z widmem martwych templariuszy na koniach ruszających na łowy.

grobowiec ślepej smierci

Jak na bohaterów horroru to mamy tu ciekawy przekrój postaci. Betty, która jednocześnie uwodzi mężczyzn i ich nie znosi. Virginia, która pragnie bliskości Betty, a jednocześnie chce się jej pozbyć by mieć Rogera dla siebie. Do tego dochodzą ciekawe postaci drugoplanowe, jak przemytnik/gwałciciel, czy pracownik kostnicy.

Z pewnością jest to jeden z bardziej zapomnianych filmów, nie mniej jednak fani filmów z czasów dawnych na pewno docenią jego urok.A tych, których obraz wyjątkowo zachwyci mogę uradować nowiną o trzech sequelach obrazu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:6

62/100

W skali brutalności:3/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie










Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących



Spis moli



zBLOGowani.pl