What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
sobota, 28 maja 2016

Snarveien (2009)

snarveien

Lina i Martin wybierają się do Szwecji by zakupić po taniości alkohol na ślub znajomego. Gdy mają już wracać do siebie, do Norwegii, natrafiają na blokadę na drodze, będącej skutkiem wypadku. Zmuszeni są ruszyć objazdem.

W takcie podróży w czasie, której dochodzi do nieprzyjemnego incydentu z miejscowym dziwakiem młodzi natrafiają na kolejną 'przygodę'. Na środku drogi znajdują nieprzytomną kobietę w zjawiający się na miejscu policjant oczekuje od nich pomocy w odstawieniu kobiety do jej domu, gdzie jak twierdzi ta mieszka ze swoimi dziadkami.

Tak Lina i Martin trafiają do domu na odludziu gdzie nie spotka ich nic dobrego.

snarveien

Skandynawskie kino zwykło mnie nie zawodzić. Horrory ze Szwecji i Norwegii odznaczają się oryginalnym podejściem, specyficznym klimatem ciągnącym chłodem i nie rzadko zaskakują. Nawet ich podejście do gatunków tak prostych jak slashery zasługuje na pochwałę, jak to było choćby w przypadku "Hotelu zła" - filmu prostego jak konstrukcja cepa, a jednak chwytliwego.

Sądziłam, że podobnie będzie w przypadku "Snarveien", ale tu nie mogę oddać się całkowitemu zachwytowi. Coś mi tu nie grało do końca i w efekcie film uznaje za średni.

Nie do końca przekonał mnie ten nadnaturalny przyrost nieszczęść na metr kwadratowy fabuły. W pewnym momencie wszystko robi się jakieś przekombinowane i mało czytelne. W filmach z cyklu młodzi na odludzi największym zagrożeniem dla protagonistów jest nieprzypadkowa przypadkowość. Tu tak na dobrą sprawę nie mogłam odnaleźć jakiejś celowości zarówno w zachowaniu Liny i Martina jak i depczącym im po piętach antagonistów.

Jeśli chodzi o czarne charaktery to nie poświęcono zbytniej uwagi na stworzeniem im określonego pola manewru, tak naprawdę to nie wiadomo po co dorwali tę parkę i co chcieli im zrobić. Jedynymi postaciami, o których można powiedzieć że były 'jakieś' jest para staruszków z domu na odludziu, postaci tak naprawdę dodatkowe, a jednak ciekawsze niż główne ofiary i główni oprawcy.

snarveien

Film trwa krótko, a mimo to nie utrzymał mnie w napięciu i tak naprawdę było mi wszystko jedno. Na plus mogę odnotować klimat zbudowany w zasadzie tylko i wyłącznie na dobrodziejstwie otoczenia w jakim rozgrywały się wydarzenia.

Gdyby była to rzecz amerykańska nie byłabym pewnie zawiedziona, ale od Skandynawów oczekuję jednak więcej.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Oryginalność:4

To coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 27 maja 2016

Deliverance/ Uwolnienie (1972)

uwolnienie

Czterech mężczyzn z Atlanty pod przewodnictwem zapalonego survivalowca Lewisa wyrusza na spływ po dzikiej rzece, której koryto niebawem zostanie zawłaszczone przez urbanistyczne plany władz Georgii.

W czasie wycieczki borykający się z wodnym żywiołem mężczyźni zostają zaatakowani przez dwóch miejscowych oberwańców. Bolesna konfrontacja mocno pokrzyżuje plany podróżników zmieniając spływ w walkę o przetrwanie.

Tytuł filmu błądził mi po głowie już od dawna. Zwróciłam na niego uwagę w czasie seansu z innym znanym horrorem survivalowym, "Droga bez powrotu". To tu ktoś od niechcenia rzuca tytuł szlagierowego w Stanach obrazu nawiązując tym samym do wydarzeń jakie miały miejsce we współczesnej produkcji. Miałam go w pamięci, podobnie jak "Z ziemną krwią" po seansie z "Sinisterem". Polowałam, polowałam, aż upolowałam.

"Uwolnienie" bardzo mile mnie zaskoczyło. Spodziewałam bujdy w stylu "Wzgórza mają oczy", gdzie motyw dziwnych niecywilizowanych społeczności podkręcony jest do granicy możliwości, tu tego nie ma. Jest natomiast czworo mężczyzn w średnim wieku, którzy ulubowali sobie dzikie podróże i właśnie wyruszają w kolejną z nich.

Ich sprawność fizyczna nie powala, więc nie ma tu miejsca na zagrywki w  stylu "Rambo", a tego można się obawiać, jeśli puścić czterech chłopa do dżungli.

Jako że zawsze znajdzie się jakiś Tarzan, tu mamy postać Lewisa. Lewis to miłośnik przyrody nie mogący odżałować niszczącego wpływu cywilizacji na piękno natury. To jednocześnie pomysłodawca wyprawy.

uwolnienie

Filmowy wstęp prezentuje nam po pierwsze piękne kadry obrazujące tło wydarzeń, po drugie wskazówkę odnośnie stosunków jakie łączą tubylców i przyjezdnych.

Nasi bohaterzy zmuszeni są nawiązać kontakt z miejscowymi, którzy jawią się im jako typowa banda sodomitów posuwająca kuzynów i całą zagrodę. Tylko jeden z mężczyzn, sympatyczny i poprawny Drew nie szydzi z ułomności jaka przypadła tubylcom.

Dalej możemy obserwować bogatą we wrażenia wizualne wycieczkę naszych protagonistów w dół rzeki. Walka z żywiołem bardzo ich pokrzepia jednak nie jest to jedyne z czym przyjdzie im się zmierzyć.

Następnego dnia gdy dwóch z nich wyjdzie na brzeg na swojej drodze napotka dwóch lokalnych myśliwych. Tu mamy akcję, której kompletnie się nie spodziewałam: gwałt. Tak, formuła rape & revage zakłada takie widoki i nie są mi one obce, jednak chyba po raz pierwszy widziałam gwałt dokonany na mężczyźnie. Małe zdziwko.

Jeden z napotkanych myśliwych dobiera się do dupy Bobbyego ni mniej ni więcej obsadzając w niej swój sprzęt. Sceny są mocne, choć nie tak brawurowo dosadne jak np. w starym "Pluję na twój grób".

uwolnienie

Gdy sponiewierany grubasek zbiera swoją godność z leśnej ściółki drugi z sodomitów z zainteresowaniem ocenia oralne możliwości drugiego z podróżników. Na szczęście Bobby i Ed nie są sami, przybywa odsiecz. To jednak nie koniec kłopotów. Można rzecz, prawdziwy dramat zacznie się dopiero teraz.

To, co zawsze najbardziej urzeka mnie w survivalowych filmach to naturalizm. Żadnego zagrożenia o paranormalnej naturze, żadnego nieśmiertelnego mordercy, tylko ludzie i natura i ewentualnie jeszcze inni ludzie. Dobrze zrealizowany survival nie uderza w przesadę i nie naraża się na śmieszność. Tak jest w przypadku "Uwolnienia". Wszystko, co tu widzimy mogło się zdarzyć.

Film zaskarbił sobie nie małą uwagę publiczności za oceanem, został doceniony, odniósł sukces komercyjny, a obecnie znajduje się nawet na liście filmów stanowiących dziedzictwo narodowe Amerykanów.

Nie dziwię się temu, bo to solidne kino. W obsadzie zobaczymy wielu znanych hollywoodzkich aktorów, chociażby młodego Jona Voighta.

Ciekawscy mogą zapoznać się także z książką, na podstawie której powstał film napisanej przez twórce scenariusza.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

oryginalność:7

To coś:8

73/100

W skali brutalności:2/10

środa, 25 maja 2016

The Other Side of the Door/ Po tamtej stronie drzwi (2016)

po tamtej stronie drzwi

Maria i Michael mieszkają w Indiach z dwójką dzieci. Pewnego dnia w wyniku tragicznego wypadku jedna z pociech żegna się ze światem, na oczach bezradnej matki. Od tamtej pory kobieta nie jest w stanie wyjść z żałoby. Gdy jest już na granicy załamania, gotowa umrzeć by móc być ze swoim synkiem z pomocą przychodzi jej hinduska służąca. Opowiada Marie o świątyni gdzie będzie mogła skontaktować z synkiem. Marie udaje się tam, ale sama rozmowa z Oliverem przez wrota świątyni nie wystarcza jej. Wbrew nakazom starej hinduski otwiera drzwi i wpuszcza zmarłą duszę do świata żywych.

Mogłabym powiedzieć, że "Po tamtej stronie drzwi" mnie rozczarował. Mogłabym, gdybym przezornie nie wyzbyła się jakichkolwiek oczekiwań wobec tej produkcji. Wyzbyłam się ich już zawczasu gdy musiałam co nieco dowiedzieć się o tym filmie by móc napisać coś o nim w ramach organizowanego konkursu. Niektórzy szczęśliwcy poszli na w związku z tym do kina. Mówię, szczęśliwcy, bo w czasie maratonu wyświetlano wile innych lepszych filmów, więc nie mam wyrzutów sumienia, że Was w to wrobiłam.

"Po tamtej stronie drzwi" reklamowano jako, uwaga, horror psychologiczny w stylu "Szóstego zmysłu". Jeśli ktoś dał się na to nabrać, musiał się solidnie wkurzyć;) Oczywiście ta produkcja nie ma nic wspólnego ze starym thrillerem pod który próbowała się podszyć. Jest to typowe ghost story, którego fabuła zbudowana została na do zrzygania powielanym schemacie. Nie czyni to tego filmu tragicznie złym, ale nie ma też szansy by uczynić go dobrym.

Na początek mamy coś dramatycznego, ku utrapieniu maminych serc. Dzieciątko ginie w okrutnych okolicznościach, co wpędza jego matkę w poczucie winy. Kobieta nie radzi sobie, nawołuje kostuchę by po nią przyszła. Nie znajduje pociechy w ślicznej kędzierzawej córeczce, czy sympatycznym mężu. Wtedy hinduska służąca, Piki, pochyla się nad losem żałobnicy i oferuje pomoc. Wysyła Marie do starej świątyni. Mówi, nie otwieraj drzwi, nie mówi dlaczego, choć sądzę, że nawet gdyby wyłożyła sprawę łopatologicznie to rozpaczająca matka słysząca kwilenie za drzwiami, kwilenie swego pierworodnego i tak zrobiłaby to co zrobiła: otworzyła drzwi.

po tamtej stronie drzwi

Synka nie spotkała, ale wróciła niejako pokrzepiona na duchu nie wiedząc, że właśnie sprowadziła z za światów ducha. W myśl starej horrorowej zasady, która zawsze czyni ze zmarłych ortodoksyjnych przeciwników życia, duch niesie ze sobą śmierć. Jakie ma plany? Myślę, ze domyślicie się tego jeśli tylko dodacie dwa do dwóch. Zgodnie z tą wyższa matematyką przebiegają dalsze filmowe wydarzenia.

Tu oczywiście nie zabraknie efektów komputerowych dobrodusznie generujących martwe maszkary i skocznych scen z ich udziałem. Naliczyłam dwie dobre skoczne scenki, pierwsza nad wodą na 'pogrzebie papużek', druga w domu z udziałem małej Lucy oglądającej kreskówki. Reszta wypada blado, przesuwające się meble, samogrający fortepian etc. Wiadomym jest, że im dalej w las tym więcej grzybów, co przekłada się w filmowej taśmie na coraz większe nagromadzenie coraz nachalniejszych ujęć z udziałem nadprzyrodzonych istot.

po tamtej stronie drzwi

Finał bez słodkiego happy endu mogę łaskawie pochwalić, nie był zły, ale nie wysilono się z nim za nadto.

Co mnie mocno rozczarowało, jak na film produkcji brytyjskiej nie odczułam tu zimnego podmuchu gotyku, a Brytole umieją takie rzeczy robić, przecie. Było bardzo amerykańsko. Nie wykorzystano też potencjału miejsca. Indie świetna lokalizacja, ale twórcy filmu ograniczyli się jedynie do wyeksponowania wszechobecnego brudu, biedy i tłoku. Nie zagłębiano się w ich przebogatą duchowość, traktując szamańskie wątki bardzo pobieżnie.

po tamtej stronie drzwi

Mamy tu po prostu kolejny średniak. Czy się spodoba potencjalnym widzom? Myślę, ze niedzielni oglądacze będą zadowoleni, ale jeśli szukacie czegoś choć odrobinę innowacyjnego to w tym filmie tego nie znajdziecie. Trzeba uderzyć do innych drzwi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W skali brutalności: 1/10

wtorek, 24 maja 2016

We need to talk about Kevin/ Musimy porozmawiać o Kevinie (2011)

kevin

Eva, kobieta sukcesu, podróżniczka i pisarka rodzi swoje pierwsze dziecko ze związku z mężem, Frankiem. Jej życie zmienia się, a ona nie jest na to gotowa. Syn, któremu nadaje urocze imię Kevin, jest dzieckiem niezwykle trudnym. Jako niemowlę nieustannie płacze, jako mały chłopiec ucieka się do złośliwości i upokorzeń własnej matki, jako nastolatek... No, właśnie, o tym co zrobił Kevin dowiemy się dopiero w finale. Jednak już od pierwszych scen wiemy, że miało to kolosalne konsekwencje dla jego matki.

Postanowiłam napisać Wam o tym obrazie mimo iż nie mieści się gatunkowo w sekcji filmów grozy. To wcale nie znaczy, że seans z nim nie wpędzi Was w bardzo określony stan ducha. To film, z serii: zniszczę Cię psychicznie.

Jego narracja jest dość pogmatwana. Zaczynamy od końca. Widzimy kobietę w średnim wieku, naszą bohaterkę, Evę, która żyje w małym zapyziałym domku na przedmieściach i próbuje ukryć się przed światem. Świat jednak pamięta jej winy. Atakowana w domu i na ulicy przez społeczność miasta próbuje żyć. I w zasadzie tyle.

kevin

Następnie poznajemy jej życie przed kilkunastoma laty, jak oddaje się uciechom życia, podróżuje, kocha swojego męża.

Później widzimy, brzuch, Eva jest w ciąży i wcale nie wygląda na szczęśliwą. Kiedy rodzi się jej synek, jest jeszcze gorzej. Dzieciak wciąż płacze i w ogóle nie nawiązuje więzi z matką.Czy kobieta robi coś nie tak? Czy jej syn czuje, że ona go nie chce?

To pytanie będzie nam towarzyszyć przez cały film. Co było pierwsze? Zła matka czy złe dziecko? Czy Kevin urodził się potworem, czy wychowanie zrobiło z niego potwora?

Im Kevin jest starszy tym większe trudności sprawia. Jego zachowanie przyprawia o dreszcze. Nie wiem, czy dziecko jest w stanie zrobić coś więcej by matka mogła go znienawidzić. Czterolatek perfidnie srający w pieluchy, wykorzystujący każdą oznakę słabości z jej strony. Tratujący matkę jak największego wroga. Atakuje ją w każdy możliwy sposób jednocześnie pozostawiając sobie sprzymierzeńców w postaci ojca i siostrzyczki. Wydaje się, ze nikt po za Evą nie widzi w Kevinie zła.

Kevin dorasta, a widz obserwujący jego rozwój zastanawia się jak to się dzieje? Czemu Kevin taki jest? W finałowej scenie rozmowy matki z dorosłym już synem pada to pytanie: Dlaczego? Kevin odpowiada: Kiedyś myślałem, że wiem, ale teraz nie jestem pewien.

kevin

Widz też nie będzie pewien. Nie sądzę by ktoś z Was był w stanie jednoznacznie ocenić kto był winien tragedii, do której doszło. Może jakaś wojująca matka polka powie, że Eva była chujową mamą dlatego jej syn jej nienawidził, ale czy nie będzie to opinia nazbyt stronnicza?

Może ktoś uprzedzony do dzieciaków, powie, że bachor był perfidny, jak sam antychryst i matka powinna go udusić pępowiną po porodzie, ale czy faktycznie wina leżała po stronie dziecka?

No cóż, tego nie wiemy i się nie dowiemy. Na tym polega siła przekazu. Film rodzi masę pytań, ale nie daje żadnej odpowiedzi.

Ostatecznie nikt nie porozmawiał o Kevinie. Eva nie była wstanie przyznać się że coś jest nie tak, że coś trzeba zrobić. Czekała aż będzie lepiej. Ostatecznie matka musi kochać i wybaczać.

Nie jest to film łatwy w odbiorze nie tylko ze względu na treść jaką niesie. Narracja, jak wspomniałam jest nieco poszarpana. Nie pada tu zbyt wiele słów, opowiadają obrazy.

Z uwagi na to, że przestrzeń w jakiej rozgrywa się akacja filmu wydaje się bardzo sterylna i minimalna wszelkie odstępstwa od harmonii od razu rzucają siew  oczy. Największym odstępstwem jest oczywiście Kevin, Kevin i ślady jego działalności. Kevin jest tu wichrzycielem. Ujecie, w którym widzimy jak burzy spokojną taflę wody jednym palcem jest bardzo symboliczne. Jeden człowiek bez większego wysiłku potrafi zniszczyć czyjś spokój.

Do udziału w filmie zaangażowano obsadę, która bardzo wpada w oko. Przede wszystkim Tilda Swinton. Chyba nie ma drugiej aktorki, która tak potrafiłaby przyciągnąć uwagę. W postać Kevin wcielają się trzej aktorzy, każdy na innym etapie jego życia. Najmocniejszy jest oczywiście najstarszy. Ezra Miller jako Kevin wypada miażdżąco. Widziałam go w paru filmach, ale takiej roli jak Kevin już nie miał.

kevin

Na koniec wypada dodać, że produkcja powstała w oparciu o książkę pod tym samym tytułem autorstwa Lionel Shriver.

Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić Wam seans z "Musimy porozmawiać o Kevinie"

10:49, ilsa333
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 maja 2016

Unbreakable/ Niezniszczalny (2000)

niezniszczalny

David Dunn to tytułowy niezniszczalny człowiek. Wychodzi bez szwanku z każdego wypadku, nigdy nie choruje, ale nie dostrzega w tym niczego niezwykłego. Dopiero gdy na swojej drodze spotyka fanatyka komiksów o superbohaterach Ellijah Price'a zaczyna dostrzegać niesamowitość swoich zdolności. Jest nie tylko odporny na uszkodzenia, ale posiada też ogromną siłę fizyczną i nadnaturalna intuicję. Wszystkie te cechy czynią z niego w oczach cierpiącego na wrodzoną łamliwość kości Ellijah'a superbohatera.

Ten film mi jakoś umknął. Nie wiem czemu, bo zwykłam śledzić filmografię moich ulubionych reżyserów, a tu ominęłam taki kwiatek z ogródka twórcy "Szóstego zmysłu". Film bardzo mi się podobał mimo, że nie do końca spełnia oczekiwania jakie stawiam thrillerom. Ten obraz określiłabym raczej dramatem z wątkami nadprzyrodzonymi, ale do thrillera z krwi i kości to mu jeszcze trochę brakuje.

Jest to opowieść, która powinna się spodobać osobom, które kochają komiksy, ale widzą w nich coś więcej niż to co oferują ekranizacje Marvela. Nie są tylko czczą fantazją, kolorowym pełnym sensacji obrazkiem, ale uniwersalną opowieścią o walce dobra ze złem.

niezniszczalny

Scenariusz, nie da się ukryć wykorzystuje wszystkie komiksowe schematy.

Mamy bohatera o nadnaturalne mocy, który żyje w ukryciu. Wtapia się w tłum by móc żyć jak zwykły człowiek, mieć żonę, syna, zwykłą robotę.

Swoje zdolności spycha na margines i w ogromnej mierze nawet nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia dopiero spotkanie z osobnikiem skrajnie od niego rożnym sprawia, że zaczyna uznawać pewne fakty. Każdy superbohater ma swojego przybocznego, swoją kobietę, która wcale nie chce związku z supermenem. Tak też jest w przypadku Davida. Każdy dobry superbohater ma też swojego wroga, czarny charakter, wcielenie zła, całkowite przeciwieństwo jego osoby. Antybohatera często cechuje zazdrość wobec super mocy jako posiada bohater. I taka osobę też spotka David.

W główną rolę wciela się tu Bruce Willis, który jak zazwyczaj daje radę. Partneruje mu Samuel L. Jackson w roli Ellijaha.

niezniszczalny

Fabuła skupia się na powolnym odkrywaniu mocy, ale bez fruwania, ratowania wyskakujący z wieżowca niewiast czy walki wręcz z wrogiem. To zupełnie inne spojrzenie na komiksowy świat. I bardzo mi się to spojrzenie podoba.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

to coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
10:51, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 maja 2016

My Soul to take/ Zbaw mnie ode złego (2010)

my soul to take

W małym amerykańskim miasteczku grasuje seryjny morderca zwany Rzeźnikiem, który to zabija ludzi nożem z grawerunkiem 'zemsta'. Mordercą okazuje się cierpiący na osobowość wieloraką Abel Plenkov, kochający mąż i ojciec, który nieświadom swojego drugiego ja od czasu do czasu zmienia się w bestię.

Tego wieczoru jego drugie ja dochodzi do głosu i zabija ciężarną żonę. Cudem ocalone dziecko dorasta wraz z kilkorgiem innych dzieciaków z miasta, które przyszły na świat tej feralnej nocy, gdyż Rzeźnik zostaje schwytany i najpewniej zabity.

Rok rocznie siódemka dzieciaków  z miasteczka świętują swoje urodziny i śmierć bestii. Niektórzy wierzą, że Rzeźnik wciąż żyje, żyje w duszach owych dzieciaków i wkrótce, może już teraz w szesnasta rocznicę śmierci, odrodzi się w którymś z nich.

my soul to take

Wes Craven zostawił po sobie nie licha spuściznę w postaci wielu bardzo dobrych filmów grozy. Jego obrazy to już klasyka i każdy kolejny film jaki nakręcił jest porównywany do "Koszmaru z ulicy wiązów" czy "Krzyku".

Niestety w takim porównaniu "Zbaw mnie ode złego" wypada blado.

Fabuła wskazywałaby na bardzo silnie osadzony w  w schemacie starych slasherów film, którego akcja rozgrywa się w świecie nastolatków, którzy muszą zmierzyć się z czystym złem. Jeśli nakręcił go Craven to musi być równie dobry co "Koszmar...", ale nie jest. Dlaczego?

Niby fabuła spełnia z grubsza wymogi jakie stawia slasher, ale niestety duch starego slashera gdzieś uleciał. Próżno szukać w tym filmie klimatu jaki prezentowały starsze produkcje reżysera.

Pomysł jest z gruntu nie najgorszy. Zamiast niewinnej dziewczyny mamy niewinnego chłopaczka, który dowiaduje się czegoś strasznego o swojej rodzinie. Mamy innych młodych bohaterów, postaci ubarwiane nieco na siłę, ale wpisujące się w schemat. Wreszcie mamy morderce, który próbuje działać zza grobu.

my soul to take

Wszytko to już było i w dobrym wydaniu chętnych na powtórkę z rozrywki by nie zabrakło, a jednak. Dla mnie ten film był zbyt plastikowy, zbyt sztuczny, taki... na siłę. Jakby ktoś chciał wskrzesić człowieka, ale zapomniał wprawić w ruch najważniejszy organ, serce.

Nie powiem żeby przeprawa przez tę produkcję była bolesnym doświadczeniem. nic z tych rzeczy, ogląda się to dość przyjemnie ale... ale... ale... Nawet niezłe aktorstwo i kilka dobrze zrobionych scen mordów i nawiązanie do klasycznych rozwiązań fabularnych nie zastąpi mi nastroju, tego czegoś co uleciało i wiadomo, już nie wróci.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa: 6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 20 maja 2016

Single White Female/ Sublokatorka (1992)

sublokatorka

Allison odkrywa, że narzeczony zdradził ją z byłą żoną. Wyrzuca go z mieszkania i żeby wypełnić pustkę postanawia znaleźć sublokatorkę. Z pośród kandydatek wybiera Hedre, skromną pracownicę księgarni. Dziewczyna wprowadza się i obydwie szybko znajdują wspólny język, jednak gdy Alison wybacza swojemu lubemu i na powrót przyjmuje pod swój dach zaczynają się problemy.

"Sublokatorka" to bardzo klasyczny thriller, jak większość reprezentantów tego gatunku nakręconych w lata '90 szybko wskazuje antybohatera, toteż główną przyczyną filmowego napięcie jest tu próba zneutralizowania wroga. Widz szybko dowie się, że Hedy zagraża Allison, teraz tylko ona musi to odkryć i nie stracić przy tym życia.

Jak na thriller psychologiczny przystało chodzi tu o pojedynek nie na miecze a na intrygi. Bardzo dużą uwagę scenariusz poświęca scharakteryzowaniu obydwu głównych bohaterek. Są do siebie bardziej podobne niż z pozoru może się wydawać. Łączy je jedna ważna cecha, obydwie panicznie boją się samotności. Po co dorosłej kobiecie sublokatorka? Na brak kasy nie narzeka, więc po cóż sprowadzać do domu obca osobę? Ano po to by wypełnić pustkę. Atrakcyjna, inteligentna i przedsiębiorcza Alison bardzo boi się opuszczenia.

sublokatorka

Podobny problem ma Hedy, która bardzo przywiązuje się do Allison i nie potrafi znieść myśli, że po powrocie jej narzeczonego schodzi na dalszy plan. Tu dużą rolę odgrywa przeszłość naszej antybohaterki, którą z resztą w końcu poznajemy. Ewidentnie jest to osoba niezdrowa na umyśle, a drobne pokazy szaleństwa są elementem składowym filmowej fabuły. Film rozkręca się w miarę jak Hedy bardziej obija.

Możecie liczyć na podstępną grę i mocną konfrontację w finale. Wszystko to okraszone przyjemną formą i dobrymi aktorskimi rolami. Film doczekał się sequelu, ale nie wiem czy po niego sięgnę, nie ze względu na poziom tej produkcji lecz ze względu na moje uprzedzenie wobec kontynuacji. Z resztą umówmy się, wątek szalonych przyjaciółek toksycznych relacji między kobietami, niszczącej zazdrości i drapieżnej wręcz chęci posiadania jest bardzo popularny i może już się nieco sprał.

sublokatorka

Tak czy inaczej "Sublokatorka" to dość pewna oferta, sprawdzi się w przypadku miłośników klasycznych rozwiązań.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Napięcie:7

Klimat:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

61/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
12:16, ilsa333
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 maja 2016

Sweet Home (2015)

sweet home

Alicia organizuje swojemu chłopakowi Simonowi romantyczną schadzke w jednym z opuszczonych mieszkań w starej kamienicy. Gdy młodzi rozkoszują się swoim towarzystwem do budynku wpadają nieproszeni gości. Grupa mężczyzn udaje się do jedynego lokatora starego budynku i morduje go prawie na oczach Alicii. Wtedy sprawcy orientują się, że opuszczony dom nie jest taki opuszczony. Teraz muszą pozbyć się świadków swojej działalności.

Jak zapowiada wstęp do "Sweet home", Hiszpania boryka się obecnie z dużymi problemami ekonomicznymi skutkującymi masowymi eksmisjami. Przedstawione tu statystyki mówią nam, że nie wszystkie wysiedlenia odbywają się zgodnie z literą prawa.

Dzięki tej informacji już wiemy, dlaczego dziadeczek, ostatni lokator starego budynku, musiał zginąć.

Sprawcy są może i zamaskowani, ale doskonale wiemy o co im chodzi, więc nastrój tajemnicy budowany wokół postaci intruzów w przykładnym home invasion w tym przypadku nie istnieje.

Panowie Zbirowie są bardzo bezwzględni, zaś nasza bohaterka bardzo głupia. Kilkakrotnie sama podkłada się potencjalnym oprawcom, sama doprowadza do wielu niebezpiecznych sytuacji narażając życie swoje i swojego ukochanego. Są to na tyle ewidentne gafy, że potrafią skutecznie zniesmaczyć widza. Jeśli chodzi o scenariusz to wiele brakuje tu do pełni szczęścia.

Na wysokim poziomie stoi natomiast realizacja. Zdjęcia, montaż, muzyka. Tu możemy poczuć się mile połechtani, bo za sporą część producenckich aspektów odpowiadają w tym filmie Polacy. Ha!

Właśnie to w dużej mierze zwróciło moja uwagę na ten właśnie obraz, hasło produkcja hiszpańsko - polska. Niestety jak wspomniałam o ile mogę pochwalić chociażby polskiego twórce odpowiadającego za udźwiękowienie doskonale grające na rzecz klimatu, to Hiszpanie odpowiadający za scenariusz nie popisali się zbytnio.

sweet home

Fabuła zbudowana jest względnie poprawnie jeśli spojrzeć na nią z daleka. Przy bliższym spotkaniu wychodzą jednak te wspomniane gafy, niedoróbki i zbytnie lecenie po łepkach.

Klimat jest fajny, co jest zasługą po pierwsze muzyki, po drugie zdjęć, po trzecie i najważniejsze wyboru lokalizacji: stara kamienica, odrapana, rozległa, pełna długich ciemnych korytarzy i klatka schodowa będącej głównym światkiem rozgrywających się tu dramatów i całkowita izolacja od świata zewnętrznego, za sprawą mroku nocy i niefajnych warunków atmosferycznych zagłuszających to, co dzieje się wewnątrz.

sweet home

Taki rozrzut między poziomem wykonania, a samą historią jest aż zadziwiający. Tyle wysiłku włożono w to by film wyglądał, a praktycznie zero starań o historię na której się opierał. Aktorstwo też wypada raczej biednie, więc mamy tu już przewagę minusów. Jeśli dołożyć do tego wysokie oczekiwania jakie budzi we mnie hiszpańskie kino grozy, mogę powiedzieć, że ten film się nie udał.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 6

Klimat:8

napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:8

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W skali brutalności: 2/10

środa, 18 maja 2016

The Woman/ Kobieta (2011)

woman

Chris, pracowity urzędnik i ojciec rodziny lubi polowania. W czasie jednego z nich udaje mu się złapać w siatkę niezwykły okaz. Jest nim dzika kobieta. Brudna, nie potrafiąca mówić, chętnie żywiąca się ludzkim, surowym mięsem. Chris zabiera tę prymitywną osobniczke do domu, umieszcza przykutą do ściany w piwnicy i oznajmia żonie i dwójce nastoletnich dzieci, że postanawia dziką kobietę ucywilizować.

Jak to ucywilizowanie będzie przebiegać, możecie się domyślić. Chris nie jest dobrym człowiekiem niosącym pomoc potrzebującym. Interesuje go głównie władza, absolutna i pozbawiona konsekwencji.

Lucky McKee po raz kolejny zaprosił do współpracy pisarza Jacka Ketchuma by wspólnie z nim z ekranizować jego powieść. Wcześniej zrobił to z "Red'em", choć większości z Was Pan Ketchum kojarzy się głównie z "Dziewczyną z sąsiedztwa", zaś jeśli chodzi o McKee to jednym z jego bardziej znanych filmów jest "May".

Wcześniej "Kobieta" jakoś mi umknęła, pewnie w ramach dalekosiężnych planów by najpierw zapoznać się z wersją literacką tej historii. A tę z kolei musiałabym zacząć od powieści "Poza sezonem", gdyż "Kobieta" jest częścią trylogii, do której należy jeszcze powieść "Potomstwo", które doczekało się ekranizacji pod tytułem "Offspring". Tak, czy siak wersji literackiej nadal nie znam, więc nie porównam z nią filmu.

Wszyscy, którzy znają twórczość Jacka Ketchuma wiedzą, że facet lubi obnażać ciemne tajemnice rodzin. Tak zrobił w przypadku "Jedynego dziecka", czy właśnie "Dziewczyny z sąsiedztwa". Nie inaczej jest w przypadku "Kobiety".

Pojawienie się w rodzinie Cleek nowej lokatorki stanowi jedynie pretekst do ukazania tego, co działo się tam do tej pory. A działo się źle. Filmowy scenariusz nie przewiduje szybkiego wykładania kawy na ławę, podrzuca nam raczej sugestie, na tyle czytelne by nikt nie miał wątpliwości co do ich interpretacji.

Głównym wątkiem w tej opowieści, jej siłą napędową, jest motyw władzy. W rodzinie, z którą się tu stykamy władzę niepodzielnie sprawuje, ojciec Chris. Jak większość czubków umie uzasadnić swoje czubowate zachowanie, choć nie wysila się w tym szczególnie opierając wszytko na zasadzie 'mogę wszytko'.

woman

woman

I w tym wszytko jest w zasadzie wszytko. Każdy możliwy rodzaj przemocy, fizyczna, psychiczna, seksualna. Śledząc rozwój fabuły w pewnym momencie miałam wrażenie, że dzika kobieta kuma więcej niż mogłoby się wydawać i gdy patrzy na żonę i córkę Chrisa myśli sobie: Wy to dopiero macie przejebane. Mimo iż główną ofiarą ma tu być tytułowa kobieta, to ofiar jest znacznie więcej, ale to wszytko rozwiąże się na drodze dalszej opowieści.

Film jest brutalny, ale to twór wyobraźni Ketchuma, więc nie mogłoby być inaczej, ale większą brutalność widać w jego treści niż formie tej treści ukazywania.

Obrazów poruszających temat przemocy domowej jest gro, więc większość z widzów nie dozna po tym seansie jakiegoś większego szoku, nie mniej jednak to co się tu rozgrywa nie jest przyjemne. Miłośnicy mocniejszych wrażeń powinni być zadowoleni. Jeżeli jednak oczekiwać wrażeń typowych dla kina kanibalistycznego to możecie się rozczarować, bo fabuła nie idzie tropem tego rodzaju filmów, lecz odwraca role oprawcy i ofiary.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:6

Oryginalność:6

58/100

W skali brutalności:3/10

wtorek, 17 maja 2016

10 Cloverfield lane (2016)

10 cloverfield lane

Młoda kobieta po kłótni z ukochanym wsiada w pośpiechu do auta i rusza w długą. Wtedy dochodzi do wypadku. Ktoś zepchnął Michelle z drogi i zostawił na pastwę losu. Kobieta budzi się po jakimś czasie i wcale nie znajduje się we wraku auta, a w podziemnym bunkrze. Ma złamaną nogę i jest przykuta do ściany.

To niejaki Howard, emerytowany wojskowy zaciągnął ją tam. Gdy mężczyzna próbuje wyjaśnić Michelle zaistniałą sytuację przekonuje ją że wcale nie jest jej oprawcą a wybawcą. Miejsce, w którym się znajdują to podziemny bunkier pod jego farmą na Cloverfield Lane. Schron na wypadek apokalipsy, która właśnie się zaczęła.

O "10 Cloverfield Lane" słyszałam tyle pochlebnych opinii, że aż wydało mi się to podejrzane.

Tytuł filmu nasuwa skojarzenie z obrazem z 2008 roku, paradokumentem "Cloverfield", gdzie grupa ludzi jest świadkiem ataku na miasto w wykonaniu olbrzymiego potwora. Obiło mi się o uszy, że "10 Cloverfield Lane" ma być sequelem lub prequelem tamtego działa, co nie wzbudziło we mnie entuzjazmu. Okazuje się jednak, że oba obrazy nie mają ze sobą wiele wspólnego. Inna formuła, inne okoliczności, inne wydarzenia. Wspólny jest motyw ataku na amerykańską ludność. No i brzmienie tytułu.

Film kręcony jest klasycznie. Wszystko zaczyna się z chwilą, gdy Michelle budzi się w bunkrze Howarda. Ten z miejsca robi na widzu wrażenie jakiegoś nawiedzonego prepersa. Jego wycackany bunkier przypomina przytulną dziuple, w której czas zatrzymał się w latach '60. Taki mały amerykański domek pogrzebany pod ziemią.

10 cloverfield lane

Zachowanie mężczyzny, jego argumenty, jego opowieść nie budzi zaufania zakutej w łańcuch dziewczyny. Czuje się uprowadzona wbrew woli, chce wyjść i na własne oczy przekonać się, czy doszło do apokalipsy. Niestety Howart utrzymuje, że powietrze na zewnątrz jest skażone i w żaden sposób nie może narazić jej na takie ryzyko.

Kobieta nie jest jedyną lokatorką bunkra. Wraz z Howardem schronienie znalazł tam także miejscowy robotnik, Emmet, który podobno był świadkiem wydarzeń na powierzchni. Czy to przekona Michelle, że Howart nie jest wariatem? Nie, dopiero gdy ta na własne oczy zobaczy jedną z ofiar, pozostałych na zewnątrz, pogodzi się z losem. Przynajmniej do czasu gdy inna sytuacja nie wzbudzi na powrót jej czujności.

Filmy ukazujące życie ludzi w post apokaliptycznym świecie bywają na prawdę mocne. Weźmy chociażby "Drogę", nie jest nawet thrillerem, a miażdży psychicznie. "Miasto ślepców", czy "Divide" w dosadny sposób ukazują życie grupy ludzi, którzy zostają uwięzieni. Izolacja jest jedyną szansą na przeżycie, a egzystencja przypomina partyzantkę i nie niesie nadziei na lepsze jutro. W obydwu tych obrazach dochodziło do tak rażących nadużyć, że można powiedzieć o zezwierzęceniu człowieka, całkowitej dehumanizacji. Przy nich "10 Cloverfield Lane"  wypada bardzo niewinnie.

10 cloverfield lane

W zasadzie jedynym niepokojącym elementem tej sytuacji jest postać Howarda. Myślałam, że facet mocno się rozkręci, ale nic z tego. Poszalał trochę w finale, ale nie było to nic co zaskarbiłby sobie większa uwagę z mojej strony. Zarówno forma jak i treść tego filmu jest bardzo lekkostrawna. Zaskakujący finał, który miał zwalić mnie z nóg, jak zapowiadali Ci, którzy film już widzieli wzbudził obojętność. Rozgrywające się do tego momentu wydarzenia nawały dwie możliwości interpretacji, albo była apokalipsa, albo nie i wybrano jedną z nich, okraszając finał spektakularnymi efektami. I tyle. Nie zaserwowano tu nic czego by do tej pory nie było. Czułam, że zachwyty nad tym filmem są nad wyrost...

10 cloverfield lane

Ogólnie ogląda się go dobrze. Mamy trochę przestoju w środkowej partii filmu, którą można by wypełnić czymś ciekawszym niż gadka szmatka o dupie Maryni, można by dać większe pol do popisu naszemu prepersowi Howardowi. A właśnie, Howard i odtwórca jego roli, nieoceniony John Goodman jest najlepszym co mogło się tej produkcji przydarzyć.

10 cloverfield lane

Mary Elisabeth Winstead wcielająca się w postać Michelle wypadła raczej niemrawo. Często widuję ją na ekranie i za każdym razem mam wrażenie, że nie potrafi się pozbyć kija z dupy.

Słowem podsumowania mogę powiedzieć tyle, że nie da się o tym obrazie  powiedzieć ani wiele złego ani wiele dobrego. Dla mnie był dobry, niezły, trochę lepszy średniak. I tyle.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 16 maja 2016

Blake - Peter  Ackroyd

blake

William Blake, XVIII wieczny angielski artysta budzi spore zainteresowanie wśród współczesnych miłośników sztuki. Za życia nie doceniany, obecnie jego dzieła stanowią źródło inspiracji dla współczesny twórców kultury.

Żeby nie szukać daleko, chyba każdy z czytelników bloga zna film "Czerwony smok" na podstawie powieści Thomasa Harrisa. Pamiętacie jego antagonistę, seryjnego mordercę zwanego kpiarsko 'Panem Ząbkiem'? Jeśli tak, to pamiętacie też jego ulubionego artystę, jego natchnienie do niekoniecznie twórczych, w ogólnym rozumieniu, działań.

blake

Tym artystą był Wiliam Blake. To jego obraz "Wielki czerwony smok" zajmował centralne miejsce w filmowej fabule, ba, umieszczono go nawet w tytule. Czy w związku z tym ktoś z Was zastanawiał się kim był William Blake? Mnie on ogromnie ciekawił dlatego kiedy nadarzyła się okazja sięgnęłam po jego biografię.

Niedawno nakładem wydawnictwa Zysk i s-ka ukazała się obszerna publikacja biografa Petera Ackroyd'a, bogata w ilustracje przedstawiające najsłynniejsze działa Blake'a.

blake

O jego malarstwie, ciągłym doskonaleniu warsztatu, szukaniu nowych form dowiemy się tu sporo. Poznamy początki Blake'a, okres jego terminowania u znanego rytownika, gdzie młody William uczył się swojego fachu. Poznamy jego życie w czasach studenckich zakończonych wydaleniem z uczelni.

Wątek, do którego biograf artysty wraca najczęściej to jego dzieciństwo. To tu szuka źródeł neurozy, o którą podejrzewa artystę. Na temat relacji z rodzicami i rodzeństwem poznamy sporo teorii, ale żadna do końca nie uzasadnia dorosłej postawy malarza. Ostatecznie ciężko o pewne informacje w tym względzie. Za życia artysta nie zrobił zawrotnej kariery to też wiarygodnych informacji na jego temat z okresu jego życia nie znajdziemy wiele.

Co mnie trochę zraziło, autor zbyt symbiotycznie kreślił żywot Blake'a usilnie łącząc go z historią Anglii, szczególnie Londynu. Momentami biografia zmienia się w mapę miasta. Być może dla Brytyjczyków jest to gratka, ale w Polsce? Sięgając po biografię Blake'a bardziej interesuje mnie jego postać niż tło.

Można by pomyśleć, że Blake nie zajmował się niczym innym jak malowaniem, ale to nie prawda. Był artystą wszechstronnym. Jego poezja jest fantastyczna. Wiersz "Wyrocznie niewinności" należy do moich ulubionych. Odzwierciedla on jak bardzo konkretne poglądy prezentował Blake.

blake

A jakie one były? Cóż, Blake był trochę nawiedzony, i nawet autor jego biografii momentami szydzi z jego mistycznych przeżyć, które owocowały tak wspaniałymi dziełami. Blake był bardzo religijny, ale nie traktował wiary jako narzucony dogmat, lecz jako przestrzeń funkcjonowania, w której może żyć, pełniej, widzieć więcej. Jego duchowa wrażliwość był jego najważniejsza cechą. Praktycznie wszystkie jego działa w jakiś sposób zahaczają o religię chrześcijańską i aż dziw bierze, że potrafił z niej wyciągnąć tyle piękna;)

Zawsze patrząc na jego obrazy widzę w nich jakąś groźbę, i nie wiem, czy to grozi mi sam bóg, czy widzę tylko neurotyczną wizję malarza.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

http://www.zysk.com.pl/zapowiedzi

Tagi: książki
10:10, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 maja 2016

Akacja/ Acacia (2003)

acacia

Młode bezdzietne małżeństwo decyduje się na adopcję osieroconego chłopca. Małego Jin-sung poza ogromnym zapałem do rysowania cechuje pewna melancholia. Chłopczyk silniejszą więź nawiązuje z obumarłym drzewem w ogrodzie nowych rodziców niż z nimi samymi. Sprawa pogarsza się jeszcze bardziej gdy na świat przychodzi kolejne dziecko, rodzony syn małżonków. Wkrótce po tym chłopczyk znika.

"Akcja" to koreański thriller reżysera bardzo popularnych wśród miłośników skośnego kina grozy "Schodów życzeń".

Po raz pierwszy oglądałam go parę lat temu, w okresie mojego wzmożonego zainteresowania azjatyckimi horrorami. Zapadł mi w pamięć, to oczywiste, jednak jego popularność w kręgach widzów nie jest zbyt duża. Nawet najbardziej wyrozumiali fani skośnego klimatu mogą tu urągać na pewne kwestie.

Większa połowa obrazu jawi się bardziej jako psychologiczny dramat niż thriller. Nie dzieje się nic strasznego - w dosłownym rozumieniu. Trzeba jednak przyznać, że wiele elementów tej raczej dramatycznej i smutnej historii nawet na etapie wstępu może zaniepokoić.

acacia

Zacznę od rodziców. Adopcja to nie lata wyzwanie. Przyjmij obce dziecko, pokochaj jak własne. W tym przypadku mamy do czynienia z dzieckiem z pewnym bagażem doświadczeń, nie noworodkiem. Przyglądając się całej tej sytuacji odniosłam wrażenie, że żadne z rodziców nie wykazuje szczególnego entuzjazmu wobec faktu przygarnięcia dziecka, a jednak decydują się na to by utrzymać rodzinę w kupie. Matka wybiera Jin-sunga na podstawie jego artystycznych zainteresowań, sama pracując ze sztuką wierzy, że to wystarczy by uczynić z niego jej syna. Błąd. Chłopiec bardzo konkretnie reaguje na fakt, że teraz ma nowych rodziców. Ich starania by rozpoczął nowy rozdział, zapomniał o zmarłej matce nie przynoszą efektów, ale trudno się temu dziwić patrząc na formę jaką przyjęły ich działania.

acacia

Pewnego dnia chłopiec oświadcza, że jego mamą jest drzewo. Gdy mama zmarła zmieniła się w akację. Teraz ta akacja dogorywa w ogrodzie nowych rodziców Jin-sunga. Co więcej gdy chłopiec znika pewnej deszczowej nocy- drzewo odżywa.

Rysunki jakie tworzył chłopiec też nie przystają do tworów radosnego sześciolatka, są mroczne i dziwne - ale bardzo dobre. Gdy przybrana matka Jin-sunga nieoczekiwanie zachodzi w ciąże i rodzi dziecko zachowanie chłopca staje się jeszcze bardziej niepokojące, przynajmniej tak to jest interpretowane przez jego rodziców, choć moim skromnym zdaniem biorąc pod uwagę sytuację rodziną dzieciaka jego podejście do brata nie odbiega tak bardzo od tego co potrafi zrobić starsze rodzeństwo gdy jest zazdrosne o młodszego potomka i zdezorientowane nowym układem w domu. Wraz z pojawieniem się rodzonego dziecka małżonkowie tracą resztę sympatii do adoptowanego syna. Zaś ich zachowanie po zniknięciu dziecka trąci obojętnością. Wszytko to składa się na całkiem dobrze przedstawiony psychologiczny dramat.

To co uczyni ten film thrillerem pojawi się na półgodziny przed napisami końcowymi. To bardzo dobre półgodziny.

acacia

Dowiemy się co stało się Jin-sungiem, dlaczego tak się stało. Wyjaśni się większość niejasności. Oczywiście nie wszystkie, bo to kino skośne, więc jakby to można było tak łopatologicznie.

Finał wzbudzi emocje nie tylko ze względu na wydarzenia jakie przedstawia ale ze względu na sposób w jaki to robi. Pourywane fragmenty zdarzeń, ułamki obrazów, wszytko przedstawione w bardzo sugestywny sposób. No, i ta muzyka, rewelacyjny soundtrack finałowy.

Uważam "Akację" za jeden z lepszych koreańskich filmów grozy, ale nie jest to obraz który będę mocno polecać. Głównie dlatego, że nawet jak na kino skośne jest trudny w odbiorze. Może nie jest tak pojechany jak "Opowieść o dwóch siostrach", ale też nie jest tak... dobry. Nie wiem, więc czy ktoś kto nie jest absolutnym fanem skośnego kina grozy nie uzna przebrnięcia przez seans za dość męczący.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 14 maja 2016

The Night of the Hunter/ Noc myśliwego (1955)

night of hunter

Ojciec dwójki dzieci i mąż Willy decyduje się napaść na bank by w ten sposób zapewnić byt swoim dzieciom. Niestety nieprzemyślana akcja kończy się szybkim aresztowaniem.

Zanim Ben trafił za kratki i tam dokonał żywota zdołał ukryć zrabowane dziesięć tysięcy dolców. Tajemnicę kryjówki znajdą tylko jego dzieci, mała Pearl i nieco starszy John.

Gdy Willa właśnie poznaje gorycz samotnego macierzyństwa w okolicy pojawia się atrakcyjny gentleman, kaznodzieja Harry Powell. Kobieta szybko zakochuje się w nim i decyduje na kolejne małżeństwo. Nie wie jednak, że Powell przybył w bardzo określonym celu.

night of hunter

Scenariusz "Nocy myśliwego" powstał w oparciu o powieść Davisa Grubba, niejednokrotnie docenianego przez reżyserów filmowych. Książka ukazała się w dwa lata przed filmem, a jeśli idzie o inspiracje Grubba to Harry Powell to ubarwiony Harry Powers.

Obraz zrealizowany został przez filmowców, którzy główne doświadczenie filmowe nabyli z pozycji aktorów, czy reżyserów teatralnych za wyjątkiem Terry'ego Sandersa, który zawsze kręcił i kręci do dziś, choć już nie powtórzył sukcesu z "Nocy myśliwego". Charles Laughton zmarł dwa lata po premierze filmu. Główny scenarzysta nie dożył nawet premiery.

Odnoszę wrażenie, że film nie jest zbyt popularny w naszym kraju. Natomiast nadal gości w amerykańskich plebiscytach. W roku 2001 znalazł się na liście najlepszych thrillerów wszech czasów, zaś Robert Mitchum został wyróżniony obecnością na liście najlepszych czarnych charakterów w historii kina właśnie za kreację Harry'ego Powella. To może świadczyć o tym jak ten film zapisał się w świadomości widzów.Oczywiście z perspektywy czasu, bo wejściu na ekrany nie towarzyszyły fanfary i zachwyty. 

W mojej ocenie, którą zapewne podzieliliby twórcy tych wszystkich współczesnych nominacji jest to obraz prekursorski jeśli idzie o filmowy thriller z postacią zwyrodniałego mordercy w roli głównej. Harrego Powella spokojnie można postawić obok ikonicznych czarnych charakterów kina. Mimo iż w latach '50 filmowi twórcy nie pozwalali sobie na sadystyczne rozpasanie tworząc swoich antagonistów, Powell jawi się tu jako zło wcielone. Myślę, że w pewnym stopniu mógł zainspirować Rubena do stworzenia postaci "Ojczyma".

Film nie jest mocny, nie obfituje w sceny drastyczne, pełne przemocy. Jest to obraz typowy dla kina noir z tą różnicą, że widz ma świadomość złych zamiarów czarnego charakteru i tylko czeka aż reżyser zdecyduje się skonfrontować z nim bohaterów pozytywnych.

Bohaterami pozytywnymi są tu dzieci, i też jest to pewne novum jeśli idzie o kino z tamtych czasów. Dzieci odgrywają tu nadrzędną rolę, są strażnikami ojcowskiej tajemnicy i celem dla bezwzględnego typa, jakim jest domorosły kaznodzieja.

Postaci dzieci, ich perspektywa wprowadza do filmu element baśniowości. Ta baśniowość odzwierciedlona zostaje w sposobie narracji, pewnej naiwności jaka momentami bije z tej historii oraz dzięki zdjęciom, momentami przypominającymi teatrzyk cieni.

night of hunter

Ta baśniowość nie przeszkadza jednak w wyłuszczeniu walorów typowych dla thrillera. Dużą uwagę poświęcono psychologii postaci i sposób w jaki zostały nakreślone jest bardzo interesujący.

Zacznę od dzieci. Malutka Pearl jest bardzo naiwna i szybko wpada w sidła Harry'ego, który jak na psychopatę przystało potrafi być czarujący. Dziewczynka nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, nie wie jak ważne jest te dziesięć tysięcy ukryte w jej małych rączkach. John jest natomiast nad wiek dojrzały, ale i tak nie jest w stanie udźwignąć całej tej sytuacji zwłaszcza, że pomocy znikąd.

night of hunter

Ich matka to typowa amerykanka żyjąca w latach 50. Całkowicie zależna od partnera, nieco płytka, niezbyt bystra, podatna na sugestie. Kiedy w jej życiu zabrakło opiekuńczego męża szybko zwróciła się ku ujmującemu kaznodziei. Obraz ich relacji ich małżeńskiego pożycia może wzbudzić nie małą konsternację. Dzięki temu dowiadujemy się jak porąbanym sukinsynem jest Powell.

No, właśnie, Harry Powell. O tym, że bóg dał mu swoje przyzwolenie na wykorzystywanie słabszych dowiadujemy się już w pierwszych scenach w czasie jego intymnej pogawędki ze stwórcą. Dla Harry'ego religia i jej dogmaty stanowią idealną przestrzeń do zbrodniczych działań. Powell ma swoją ewangelię i właśnie wyrusza by ją głosić. Gdzie trafi, już wiecie.

Kreacja aktorska Roberta Mitchuma, współreżysera i odtwórcy głównej roli jest idealna. Można powiedzieć, że mamy przed oczami psychola idealnego. Trochę szkoda, że nie poznamy genezy tkwiącego w nim zła, ale z drugiej strony ten element tajemnicy sprawia, że facet jest jeszcze bardziej przerażający.

night of hunter

Analizując jego postać możemy się domyślić, że frustracja seksualna, swego rodzaju próba wyparcia tej sfery życia przyczyniła się do takiego wypaczenia z jakim mamy do czynienia w przypadku postaci Harry'ego. Zauważcie, że Willy też zaczyna odbijać, gdy zostaje przegnana z małżeńskiego łoża nowego męża. Można pomyśleć, że było to obliczone na wpędzenie kobiety w poczucie winy. W filmie uświadczy sporo scen unaoczniających to jak Harry manipuluje ludźmi, jak okrutny potrafi być. Jego wewnętrzną walkę ze 'złymi popędami' doskonale obrazuje scena w kinie z nożem.

Z filmu bije taka dziwna poezja, która zapamiętam na długo. Nawet teraz nadając do Was mam przed oczami scenę pokazującą zanurzone w wodzie zwłoki kobiety. Tak czarowne i makabryczne jednocześnie.

night of hunter

"Noc łowcy" to film wzorcowy, ale ma wady. W mojej ocenie powinni trochę popracować nad dialogami. Niestety momentami poziom naiwności bijących w wypowiadanych kwestii osiąga poziom sufitowy. Oczywiście jestem w stanie to wybaczyć, ale musiałam o tym wspomnieć, bo każdy kto film obejrzy z pewnością zwróci na to uwagę. Dla fanów starego kina pozycja obowiązkowa.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

to coś:8

Oryginalność:8

71/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 12 maja 2016

Another me (2013)

another me

Nastoletnia Fay boryka się z kłopotami rodzinnymi. Jej ojciec jest nieuleczalnie chory, a mama zabawia się z kochankiem. Jakby tego było mało Fay ma prześladowce. Początkowo sądzi, że to zazdrosna o rolę w szkolnym przedstawieniu koleżanka robi sobie z niej niewybredne żarty, jednak wkrótce sytuacja nabierze innego wymiaru. Wizje, przeczucia, wszytko to doprowadza nastolatkę do rozpaczy, a może i szaleństwa.

Thriller "Another me" został zrealizowany przez hiszpańską reżyserkę znaną raczej z poważniejszego kina niż gatunków rozrywkowych. Temu filmowi też starała się nadać poważniejszy ton, ale nie do końca się to udało. Obraz mieści się raczej w przestrzeni zarezerwowanej dla teen thrillerów niż psychologicznych dramatów.

Aspiracje na wyższą półkę jeśli chodzi o artyzm przekazu są widoczne chociażby w sposobie w jaki przedstawiane zostają wizje Fay. Do pewnego momentu nie wygląda to na histerię nastolatki, ale nic nie trwa wiecznie. W końcu zaczną się bójki i chlastanie się w gabinecie dyrektorki szkoły.

Zdjęcia są jednym z lepszych elementów tego filmu, wybór scenerii też sporo tu zrobił, bo podziemne przejście gdzie wszytko się zaczyna i kończy jest doskonałą przestrzenią dla zbudowania nastroju grozy.

another me

Fabuła jest... prosta. Scenariusz stawia na efekt zaskoczenia, jednak nie sądzę żeby przedstawione tu zagrywki zmyliły kogokolwiek. Jest w filmie punkt, od którego wszytko staje się całkowicie jasne, a finałowe sceny tylko to potwierdzą.

Zagrożenie jakiemu poddawana jest główna bohaterka zogniskowane zostaje wokół motywu sobowtóra, bardzo popularnego w świecie grozy, złego bliźniaka. Sposób w jaki uzasadnione zostaje jego pojawienie się, ostateczne wyjaśnienie, jest boleśnie banalne.

Póki kawa nie zostaje ostatecznie wystawiona na ławę możemy się jeszcze łudzić, choć przypuszcza, że większość z widzów wyczuje o co tu chodzi bardzo wcześnie. Wątki paranormalne nie są tu więc najbardziej udane. Udane jest to w czym reżyserka ma wprawę, czy prowadzenie wątków dramatycznych. Zobrazowanie sytuacji rodzinnej Fay wypada dużo ciekawiej niż sposób na wprowadzenie na arenę tego co nadnaturalne.

another me

Od strony technicznej film wypada bardzo ładnie. Jak wspomniałam zdjęcia budują klimat, posępność otoczenia i przemycana za jego pomocą metaforyka zdaje egzamin. Aktorstwo także jest nie do pogardzenia, jeśli jesteście fanami takich seriali jak "Dynastia Tudorów", czy "Gra o Tron" rozpoznacie tu rudą Starkównę i pięknookiego Henryczka.

Film ogląda się przyjemnie, tak po prostu. Nie jest to produkcja mogąca wzbudzić wielkie emocje, wielki zachwyt. Jest sympatyczny film, smutny w swojej wymowie, ale na pewno nie straszny, czy zaskakujący.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

środa, 11 maja 2016

Pułapka - Melanie Raabe

pułapka

Trzydziestoośmioletnia pisarka, Linda Conrads od dwunastu lat żyje w ciągłej izolacji. Zamknięta we własnym domu, na własne życzenie. Nie przekracza jego murów, nie dopuszcza do siebie ludzi z zewnątrz, za wyjątkiem wydawcy i asystentki. Pewnego dnia wszytko się zmienia. Linda opuszcza swoją skorupę. Zgłasza chęć dania wywiadu, pierwszego od lat, w ramach promocji nowej książki, całkiem innej od tych, które zwykła tworzyć. Linda zastąpiła plony bogatej wyobraźni historią o własnej przeszłości. Przeszłości, która została naznaczona krwią jej młodszej siostry, Anny. Pisarka chce porozmawiać o swoim krwawym thrillerze z jednym tylko człowiekiem, dziennikarzem Victorem Lenzen'em. Dlaczego? Dlatego, że pewnego wieczoru po dwunastu latach pogrążania się w traumie i wątpliwościach rozpoznaje w telewizyjnym korespondencie twarz zabójcy swojej siostry.

"Pułapka" jest bardzo obiecującym literackim debiutem niejakiej Melanie Raabe. Książkę już dziś można odnotować jako sukces. Takie zdanie podzielają czytelnicy, wydawcy szykujący się do opublikowania kolejnego dzieła Raabe, a także filmowcy czyhający na możliwość zekranizowania jej pierwszej powieści.

Ja owego entuzjazmu nie zamierzam studzić, bo książka po za drobnymi mankamentami o podłożu, że tak powiem obyczajowym, bardzo mi się podobała.

Melanie Raabe wpadła na doskonały pomysł napisania książki w książce, albo książki o książce. Podwójna narracja świetnie rozwiązuje problem jak do bieżącej fabuły wprowadzić retrospekcje. Tak więc mamy tu możliwość śledzić bieżącą fabułę, której narratorką jest pisarka Linda równocześnie poznając fragmenty jej powieści "Siostry krwi", gdzie Linda odtwarza historię zabójstwa swojej siostry, napisanej z myślą o zastawieniu tytułowej pułapki na zupełnie nie fikcyjnego mordercę.

Poznając teraźniejszość Lindy, jej samotnicze życie pełne różnorakich lęków i psychicznych upadków otrzymujemy wgląd w jej charakter. Ten zabieg, powolnego opisywania codziennych rytuałów trochę skojarzył mi się z twórczością Murakamiego. A to bardzo sympatyczne skojarzenie zważywszy na to, że jest to chyba jedyny pisarz, który nie nudzi mnie nawet gdy opisuje cykl niedzielnego prania czy karmienia kota. W przypadku Raabe dzięki temu możemy wczuć się w sytuacje głównej bohaterki, bez udziału bohaterów pobocznych. Postrzegamy świat jedynie jej oczami, nie wiemy co tak naprawdę o całej sprawie sądzą jej bliscy. To świetny grunt pod element zaskoczenia, gdy nasza bohaterka wreszcie konfrontuje się ze światem zewnętrznym.

Jest to konfrontacja nie byle jaka, bo pisarka pod swój dach zaprasza... morderce. Pisząc powieść będącą sfabularyzowaną wersją jej własnych przeżyć związanych z zabójstwem siostry Linda pragnie sprowokować sprawce okrutnego czynu do nieostrożnej reakcji. Aby upewnić się, że jej powieść trafi w jego ręce zaprasza go na wywiad ze sobą.

Czyste szaleństwo, bo jak osoba, która jest tak przerażona światem, tak pozbawiona ochrony zdrowego rozsądku może zdobyć się na taki czyn?

Linda stawia wszytko na jedną kartę. Piszę powieść o autentycznym morderstwie dając jego sprawcy sygnał - tak widziałam cię tego dnia, mimo że umknąłeś, ja cię pamiętam. Zaprasza go do swojego domu pod pozorem wywiadu by utwierdzić go w przekonaniu o jego straconej pozycji. A na koniec planuje wydusić z niego przyznanie się do winy.

Przygotowuje się do całej akcji przez pół roku, ale autorka "Pułapki" nie poświęca na te wydarzenia zbyt wiele stron. Moim zdaniem jest w sam raz. Właściwa akcja rozpoczyna się, gdy Victor ze swoim szelmowskim uśmiechem zjawia się w jej domu na umówiony wywiad. Linda rusza do ataku, ale czy jest wystarczająco silna psychicznie by udźwignąć prawdę? A co jeśli się pomyliła? "Jakie jest prawdopodobieństwo, że rozpoznałam morderce mojej siostry po dwunastu latach na ekranie telewizora?" Dzięki wprowadzeniu, zapoznaniu się z narratorką wiemy, że jej 'olśnienie' ma cokolwiek liche podstawy.

Autorka "Pułapki" bardzo sprawnie manipuluje czytelnikiem. Pułapek jest tu więcej niż możemy się spodziewać. Co ciekawe wszytko obleczone jest w ramy... banału. Tak moi drodzy, Raabe jawnie drwi z banalnych rozwiązań jakimi rządzi się świat przedstawiony filmów i książek o morderstwach. Seryjni mordercy, sadyści, szaleni świadkowie? A co jeśli wszytko jest bardzo... proste? Wtedy jest właśnie najtrudniejsze:)

Z czystym sumieniem mogę książkę polecić. Bawiłam się przednio. Raabe bardzo ładnie rozrysowała psychologię postaci bez nadęcia i przesady, wykorzystała w zasadzie oczywiste oczywistości, jak dwoistość ludzkiej natury, gloryfikowanie zmarłych, wyrzuty sumienia, tramę, pustkę, rządzę zemsty, wyparcie przeszłości. Gdyby tylko wyciąć nieco romantycznej sraki - z której obecności w tej historii naigrywa się sama jej autorka - byłoby idealnie.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca

wtorek, 10 maja 2016

Pikovaya dama/ Dama Pikowa (2015)

dama pikowa

Czwórka nastolatków zabawia się próbując przywołać ducha rodem z miejskiej legendy, Damę Pikową, ducha kobiety w czerni, takiego rosyjskiego odpowiednika Krwawej Mary. Ania, najmłodsza z grupy zostaje wytypowana jako ta, która ma stanąć przed lustrem, wymalować na nim drzwi dla ducha i przywołać go trzykrotnie po imieniu. Dziewczynka robi to, a jej przyjaciele drwią z całej sytuacji nie świadomi, że Czarna Dama faktycznie odpowiedziała na wezwanie. O prawdziwości miejskiej legendy przekonają się po pierwszym zgonie w ich szeregach.

Jestem żywo zainteresowana tym co nasi rosyjscy sąsiedzi wyprawiają w kinie grozy. Ostatnio miałam okazję obejrzeć bardzo dobry horror "III", a parę lat wcześniej niezłe "Martwe córki" i świetną "Yulenkę". Jak na razie tylko "Fobos" przysporzył m rozczarowania jeśli idzie o rosyjskie horrory.

"Dama pikowa" zaburzyła dobrą statystykę, bo to film nieudany. Nie udany z kilku prostych powodów. Pierwszym podstawowym błędem jest założenie, że amerykański sposób kręcenia horrorów jest jedynym słusznym. Ten sam problem dotyczył zresztą "Fobosa".

"Dama pikowa" usilnie naśladuje narrację typową dla amerykańskich urban legends, jak ta o Krwawej Mary. Wykorzystuje wątek nastolatków, którzy nieostrożnie się zabawiają co w konsekwencji kończy się wizytą demona. W ilu hollywoodzkich produkcjach mamy taki temat przewodni? Żeby nie szukać daleko, na myśl przychodzi pierwszy z brzegu film "Ouija".

dama pikowa

Gdyby nie kilka ujęć ukazujących budownictwo pamiętające czasy ZSRR nikt nie rozpoznałby tu Rosji.

Aktorzy grają manierą w stylu amerykańskich teen horrorów, starsi bohaterowie nie grają wcale, tylko są. Aktorstwo jest tu bardzo słabe, ale i na ciekawią konstrukcję postaci zabrakło pomysłu. Wszyscy biorący udział w zamieszaniu bohaterzy są na wskroś nijacy. Początkowo sądziłam, że jeszcze z tej rudej Katji coś będzie, ale niestety była to ślepa uliczka.

Sposób w jaki budowana jest fabuła zdradza jak jałowy jest cały zamysł. Nie dbano tu o szczegóły, nie dbano o logikę, nawet ne próbowano wzbudzić napięcia jakimiś dłuższymi sekwencjami. Kilka razy pojawi się jakaś zmora z lustra i tyle. Zmora komputerowa i byle jaka jak cały scenariusz.

Nie uświadczymy tu praktycznie żadnego novum po za postacią... kanarka. Tak, kanarek jako nowy wykrywacz obecności duchów. Nawet to było zabawne.

Fabuła napędzana jest bezskutecznymi próbami powstrzymania demona, który chce dorwać się do Ani likwidując uprzednio jej przyjaciół. Dzielny, nieogarnięty ojciec i obojętna, jak na prochach matka próbują uzyskać pomoc. Jak w niemal każdym słabym horrorze pojawi się tu postać samotnego mściciela altruisty, którzy gotowy jest poświecić życie dla ratowania obcych ludzi.

dama pikowa

Jeśli miałabym dać temu filmowi jakąś pochwałę to chyba tylko za zdjęcia. Ich jakość jest całkiem niezła, a oświetlenie, na które zawsze maniakalnie zwracam uwagę pozwala co niego wyciągnąć z tego obrazu.

"Dama pikowa" to film dla znudzonych, którzy chcą obejrzeć cokolwiek.

Jeśli ktoś z Was nigdy nie miał do czynienia z rosyjskim horrorem radzę szukać gdzie indzie, bo się zrazicie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 09 maja 2016

In fondo al bosco/ Głęboko w lesie (2015)

tommi

Przed pięcioma laty w małym górskim miasteczku znika bez wieści czteroletni Tommi. Chłopiec wyparował po tym jak zniknął z oczu jego ojcu w czasie tradycyjnej zabawy wydawanej 'na cześć'  Krampusa, złego ducha świąt. Tego dnia ludzie przebierają się za diabły by w ten sposób odpędzić zło czyhające szczególnie na małe dzieci. To właśnie wtedy znika Tommi.

Jego rodzice pogrążają się w odrętwieniu i rozpaczy, aż pewnego dnia Tommi wraca. Minęło pięć lat od jego zaginięcia. Chłopiec zmienił się i nie pamięta niczego. Jego rodzice mają wątpliwości, czy to faktycznie ich syn, nawet pozytywny wynik badań DNA nie zmniejsza ich niepokoju. Wszytko przez to że chłopiec jest... inny, dziwny, zły, robi i mówi niepokojące rzeczy. To nie jest ukochany syn, na którego powrót tak czekała Linda i jej mąż.

Kim więc jest ten nowy Tommi?

tommi

"Głęboko w lesie" to dzieło młodego włoskiego reżysera o niezbyt bogatym dorobku, jednak poziom filmu wcale nie wskazuje na brak doświadczenia ani wyczucia gatunku. Jest to obraz stanowiący połączenie psychologicznego dramatu, bogatego w elementy zaskoczenia thrillera i horroru z wątkami nadprzyrodzonymi. Elementy tych wszystkich gatunków są połączone z wyczuciem i smakiem, co tworzy intrygującą całość.

Wszytko zaczyna się od feralnej nocy gdy znika Tommi. Całe miasto pochłonięte jest festyniarskim nastrojem. Wszędzie roi się od ludzi, którzy przyodziali diabelskie przebrania. Wszystko zgodnie z wiarą w Krampusa, popularnego antybohatera europejskich legend. W czasie zabawy znika jeden z jej małych uczestników. Syn Lindy i Pietra.

tommi

Następnie przechodzimy do wydarzeń rozgrywających się pięć lat później. Tommi wraca. Chyba wszyscy stracili już nadzieję na jego szczęśliwy powrót. Takie historie zdarzają się niezwykle rzadko. Co ciekawe całe miasteczko przekonane było, że to ojciec chłopca, nie cieszący się dobrą opinią, zabił swoje dziecko. Inny wersja wydarzeń w jaką po cichu wierzą niektórzy mieszkańcy miasta mówi o ingerencji sił nadprzyrodzonych...

Warstwa dramatyczna filmu jest bardzo silna. Mogę powiedzieć, że dominująca, ale nie mam o to żalu do twórcy zważywszy na sposób w jaki sprawnie manipuluje wydarzeniami, które śledzimy. To sprawia, że sami nie wiemy co tak naprawdę spotkało Tommiego. Postać chłopca wcale nie ułatwia sprawy. Mrukliwość dziecka można zrzucić na doświadczenie traumy, ale co z agresją? Czy Tommi faktycznie jest winien temu o co jest podejrzewany?A może to z jego rodzicami coś nie tak? Najbardziej negatywnie nastawiony wydaje się dziadek chłopca. Czyżby wiedział coś więcej?
Gdy pełen wątpliwości ojciec chłopca zaczyna szukać informacji o podobnych przypadkach. Tu wkradają się jeszcze silniej wątki paranormalne. Historia jest mocno zakręcona. Tak jak lubię.

tommi

Finał na pewno nie przysporzy nikomu rozczarowania. Nie wykorzystano tu co prawda jakiejś niepowtarzalnej zagrywki, ale element zaskoczenia jest. Nawet dwukrotny, bo gdy wydaje nam się, że już wszytko jest jasne, pojawia się jeszcze jeden element układanki. Scenariusz zdaje egzamin.

Co się tyczy wykonania, to film z pewnością przypadnie go gustu miłośnikom europejskiego kina grozy. Jeśli widzieliście takie obrazy jak szwajcarskie "Dolina cieni" czy "Sennentuntschi" możecie się spodziewać podobnego klimatu.

tommi

Scen nastawionych na przerażenie raczej tu nie uświadczycie, co nie znaczy, że ogólny nastrój filmu nie budzi niepokoju. Jest niepokój, ale jest też smutek. Przede wszystkim smutek jaki wywoła zapewne w każdym widzu pointa tej opowieści. Wszytko jest nastawione bardziej na psychologiczną łamigłówkę niż groteskowy lęk. To sprawia, że film nie jest może straszny, ale na pewno jest interesujący.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

to coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 01 maja 2016

Eyes of stranger/ Oczy nieznajomego (1981)

oczy nieznajomego

Prezenterka wiadomości Jane Harris żywo interesuje się sprawą seryjnego zabójcy kobiet, którego określa telefonicznym zboczeńcem z uwagi na specyfikę postępowania sprawcy. Zagadkowy typ zanim dopadnie swoją ofiarę zdaje się ją obserwować, gnębić telefonami, aż przychodzi czas na spotkanie twarzą w twarz. Jane od lat opiekuje się siostrą, która w wyniku traumy przestała widzieć i słyszeć, czuje się za nią odpowiedzialna. Bystra reporterka trafia na trop zabójcy szybciej niż gliniarze, być może dlatego, że dzieli ją od niego odległość ulicy...

Za scenariusz "Oczu nieznajomego" odpowiada Ron Kurz od "Piątku 13ego" - taka rekomendacja to chyba najlepszy wstęp by zachęcić widzów do tego filmu:)

Oczywiście "Oczy nieznajomego" nie są slasherem, raczej horrorem/thrillerem ze śledztwem kryminalnym i watkami psychologicznymi. Dla mnie fabuła tego filmu to takie połączenie "Okna na podwórze" z "Doczekać zmroku". Dlaczego?

Z obrazem Hitchcocka wspólny jest na pewno wątek prywatnego śledztwa, które polega na tropieniu sąsiada.

Jane bardzo emocjonalnie angażuje się w sprawę, którą powinna jedynie relacjonować jako telewizyjna prezenterka. Angażuje się na tyle, że zaczyna wypatrywać tropów. Fart jest jej sprzymierzeńcem i szybko zaczyna deptać mordercy po piętach.

oczy nieznajomego

Kontaktuje się z nim tą samą drogą co on zwykł kontaktować się z przyszłą ofiarą. Dzwoni do niego i wprost mówi mu, że wie kim jest i co robi. Niestety nie skłania go to do przyznania się do winy, raczej mobilizuje do wytropienia bystrej łowczyni. Kobieta sama  musi zdobyć dowód. W czasie jeden z prób pozyskania dowodu winy jesteśmy świadkami niesamowicie emocjonującej rozgrywki. Sytuacja dość typowa, bo Jane właśnie myszkuje po domu zabójcy gdy ten do niego wraca. Tu ciśnienie może skoczyć.

Moje skojarzenie z "Doczekać zmroku" wzięło się oczywiście z powodu niewidomej bohaterki. W przypadku "Oczu nieznajomego", siostry Jane, która znajdzie się w jeszcze gorszej sytuacji niż Audrey Hepburn we wspomnianym thrillerze - mało, że ślepa to jeszcze głucha, osaczona we własnym domu.

oczy nieznajomego

Scenariusz mimo iż dość prosty spełnia swoja rolę, historia ciekawi, wciąga. Pomysł jest też doskonale zrealizowany, nie przeszkadzała mi nawet ta odrobina kaskaderki. Z obsady na największe wyróżnienie o dziwo nie zasłużył u mnie odtwórca roli mordercy lecz Lauren Tewes jako Jane. Urzekł mnie sposób w jaki wykreowała swoja postać. Jane jest sprytna, waleczna i posiada wolę walki graniczącą z heroizmem. Twarda babka, jednym słowem.

Film ogląda się bardzo przyjemnie i bez zgrzytów. Co więcej, mimo iż jest to film rocznikowo dość stary to nie odczujemy tego oglądając go. Oczywiście klimat lat '80 jest obecny, ale nikt chyba nie powie, że jego forma jest przestarzała.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:7

67/100

W skali brutalności: 1/10

czwartek, 28 kwietnia 2016

The Cycle/ Na diabelskiej ziemi (2008)

the cycle

Podróżująca bocznymi drogami Carrie trafia w okolice Brandorf w Pensylwanii. To tu przed kilkoma laty zniknął bez śladu jej mąż. Ale nie tylko on...

Po środku leśnej drogi kobieta spotyka ranną dziewczynę, Amy, która opowiada jej o tym co spotkało w tym miejscu ją i jej przyjaciół z uczelni. Amy i inni młodzi ludzie przybyli w okolice Brandorf by zbadać okolicę pod kątem archeologicznych znalezisk. Zostali tam wydelegowani przez uczelnie by sprawdzić pogłoski o umiejscowionym w tym miejscu starym cmentarzu Indian. Młodzi, owszem znajdują cmentarz, ale zakopane tam ciała z pewnością nie mają stu lat.

Jak oznajmił im dziwak z pobliskiej stacji benzynowej gdzie wstąpili po drodze: znajdują się na placu zabaw samego diabła. Trafiając w to miejsce automatycznie dołączają do grona jego zabawek. Skutek jest łatwy do przewidzenia.

the cycle

"The Cycle" wygrzebałam ze stosu zapomnianych płyt z filmami. Oglądałam go na tyle dawno, że tytuł zupełnie nic mi nie mówił. Zafundowałam więc sobie powtórkę z rozrywki.

"The Cycle" raczej nie należy do grona filmów popularnych. Z racji swojej schematyczności ginie w tłumie i łatwo o nim zapomnieć. Przedstawia prostą historię jednoznacznie wskazująca na slasher.

Film zawiera wszystkie typowe swemu gatunkowi elementy: ofiary na odludziu, lokalna legenda związana z wybuchem w kopalni i skażeniem całego terenu, Na wpół opuszczona stacja benzynowa, gdzie można spotkać biegłego w lokalnych przestępstwach typa. Z jego ust pada ostrzeżenie, które oczywiście zostaje zignorowane. Po krótkim wstępie zapoznającym nas z bohaterami pojawia się zamaskowany wielkolud z maczetą. Rozpoczyna się krwawa masakra.

Nie trudno zrozumieć, dlaczego film tak łatwo uleciał z mojej pamięci biorąc pod uwagę takie a nie inne części składowe. Muszę go jednak za coś pochwalić. Nie tyle z poczucia obowiązku ile ze szczerego serca. Fabułę wyróżniają dwie rzeczy.

Po pierwsze, główną historię młodych zamordowanych poznajemy dzięki retrospekcji. Fabula rozwija się w miarę jak postępuje opowieść Amy, której słuchaczka jest Carrie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawia się retrospekcja to jest to dotyczy tylko odległej przeszłości, najczęściej narodzin lokalnego antybohatera, z którym przyjdzie zmierzyć się bohaterom 'teraźniejszym'.

Tu praktycznie cała fabuła utrzymana jest w takiej formie. Kiedy już poznamy finał, takie rozwiązanie nabierze głębszego znaczenia.

No, właśnie, finał. Jest dość... interesujący zważywszy na liche oczekiwania jakie można wysuwać wobec filmów tak silnie osadzonego w schemacie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawi się element zaskoczenia to dotyczy on głównie tożsamości mordercy ("Piątek 13ego", "Uśpiony obóz"). Tu mamy zagranie zupełnie inne niejako wznoszące ten film ponad dobrze znaną kliszę. W tym momencie rodzi się nowa przynależność gatunkowa. Moim zdaniem to wyśmienite zagranie, dzięki czemu "The Cycle" awansuje ze stopnia przeciętniaka na całkiem niezły.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

środa, 27 kwietnia 2016

Wyniki konkursu z "Nocą horrorów" w Multikinie

noc horrorów

29 kwietnia, czyli w ten piątek w 19 kinach sieci Multikino odbędzie się nocny seans horrorów. Z tej okazji parę dni temu zorganizowałam konkurs, w którym do zgarnięcia były 3 podwójne zaproszenia na to wydarzenie.

Waszym zadaniem było wysłanie maila na adres biblia_horroru@o2.pl i napisanie w nim czy kiedyś byliście na maratonie horrorów i czy Wam się podobało, oraz podanie swoich danych wraz z lokalizacją wybranego kina.

Do kogo trafia zaproszenia?

Dorota z Warszawy

Aneta z Lublina

Tomasz z Zabrza

Zwycięzcom gratuluję i czekam na relację z seansu.

12:07, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl