What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2016

The Cycle/ Na diabelskiej ziemi (2008)

the cycle

Podróżująca bocznymi drogami Carrie trafia w okolice Brandorf w Pensylwanii. To tu przed kilkoma laty zniknął bez śladu jej mąż. Ale nie tylko on...

Po środku leśnej drogi kobieta spotyka ranną dziewczynę, Amy, która opowiada jej o tym co spotkało w tym miejscu ją i jej przyjaciół z uczelni. Amy i inni młodzi ludzie przybyli w okolice Brandorf by zbadać okolicę pod kątem archeologicznych znalezisk. Zostali tam wydelegowani przez uczelnie by sprawdzić pogłoski o umiejscowionym w tym miejscu starym cmentarzu Indian. Młodzi, owszem znajdują cmentarz, ale zakopane tam ciała z pewnością nie mają stu lat.

Jak oznajmił im dziwak z pobliskiej stacji benzynowej gdzie wstąpili po drodze: znajdują się na placu zabaw samego diabła. Trafiając w to miejsce automatycznie dołączają do grona jego zabawek. Skutek jest łatwy do przewidzenia.

the cycle

"The Cycle" wygrzebałam ze stosu zapomnianych płyt z filmami. Oglądałam go na tyle dawno, że tytuł zupełnie nic mi nie mówił. Zafundowałam więc sobie powtórkę z rozrywki.

"The Cycle" raczej nie należy do grona filmów popularnych. Z racji swojej schematyczności ginie w tłumie i łatwo o nim zapomnieć. Przedstawia prostą historię jednoznacznie wskazująca na slasher.

Film zawiera wszystkie typowe swemu gatunkowi elementy: ofiary na odludziu, lokalna legenda związana z wybuchem w kopalni i skażeniem całego terenu, Na wpół opuszczona stacja benzynowa, gdzie można spotkać biegłego w lokalnych przestępstwach typa. Z jego ust pada ostrzeżenie, które oczywiście zostaje zignorowane. Po krótkim wstępie zapoznającym nas z bohaterami pojawia się zamaskowany wielkolud z maczetą. Rozpoczyna się krwawa masakra.

Nie trudno zrozumieć, dlaczego film tak łatwo uleciał z mojej pamięci biorąc pod uwagę takie a nie inne części składowe. Muszę go jednak za coś pochwalić. Nie tyle z poczucia obowiązku ile ze szczerego serca. Fabułę wyróżniają dwie rzeczy.

Po pierwsze, główną historię młodych zamordowanych poznajemy dzięki retrospekcji. Fabula rozwija się w miarę jak postępuje opowieść Amy, której słuchaczka jest Carrie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawia się retrospekcja to jest to dotyczy tylko odległej przeszłości, najczęściej narodzin lokalnego antybohatera, z którym przyjdzie zmierzyć się bohaterom 'teraźniejszym'.

Tu praktycznie cała fabuła utrzymana jest w takiej formie. Kiedy już poznamy finał, takie rozwiązanie nabierze głębszego znaczenia.

No, właśnie, finał. Jest dość... interesujący zważywszy na liche oczekiwania jakie można wysuwać wobec filmów tak silnie osadzonego w schemacie.

the cycle

Jeśli w slasherze pojawi się element zaskoczenia to dotyczy on głównie tożsamości mordercy ("Piątek 13ego", "Uśpiony obóz"). Tu mamy zagranie zupełnie inne niejako wznoszące ten film ponad dobrze znaną kliszę. W tym momencie rodzi się nowa przynależność gatunkowa. Moim zdaniem to wyśmienite zagranie, dzięki czemu "The Cycle" awansuje ze stopnia przeciętniaka na całkiem niezły.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

środa, 27 kwietnia 2016

Wyniki konkursu z "Nocą horrorów" w Multikinie

noc horrorów

29 kwietnia, czyli w ten piątek w 19 kinach sieci Multikino odbędzie się nocny seans horrorów. Z tej okazji parę dni temu zorganizowałam konkurs, w którym do zgarnięcia były 3 podwójne zaproszenia na to wydarzenie.

Waszym zadaniem było wysłanie maila na adres biblia_horroru@o2.pl i napisanie w nim czy kiedyś byliście na maratonie horrorów i czy Wam się podobało, oraz podanie swoich danych wraz z lokalizacją wybranego kina.

Do kogo trafia zaproszenia?

Dorota z Warszawy

Aneta z Lublina

Tomasz z Zabrza

Zwycięzcom gratuluję i czekam na relację z seansu.

12:07, ilsa333
Link Dodaj komentarz »

Darling (2015)

darling

Młoda dziewczyna zatrudnia się pod nieobecność właścicielki jako opiekunka Manhatańskiego apartamentowca. Dziewczę o anielskiej twarzy ma jednak diabła za skórą, a jego 'podszepty' doprowadzą ja do obłędu i zbrodni w czterech ścianach budynku.

"Darling" to kolejny  horror Mickey'a Keeatinga. Sama widziałam jedynie jego "P.O.D", o którym cokolwiek by powiedzieć jest filmem nietuzinkowym. Co do "Darling" stwierdzić mogę to samo - po stokroć.

Fabuła filmu została podzielona na rozdziały, niczym akty sztuki teatralnej. Początek to zapoznanie się z bohaterką. Śliczną, wielkooką, drobną i niewinną dziewczyną, która podejmuje się pracy 'opiekunki domu'. Zlecenie dostaje od sędziwej damy, która wiąż nazywa dziewczynę 'kochaniem/skarbem' (darling), przez co nie poznamy nawet jej imienia.

W miarę rozwoju akcji widzimy, że panna nie jest, ani niewinna ani słodka. Jest szalona. Gwałtowne migawki przerywające statyczny obraz skupiony na spokojnej twarzy bohaterki ukazują jej druga naturę - zwierzęca, obłędną. Te przejścia są rewelacyjne i będą nam towarzyszyć prze z cały film nawet wówczas gdy już nie będziemy mieć wątpliwości względem kondycji psychicznej bohaterki.

Fabularnie film ten jest bardzo zbliżony do historii opowiedzianej we "Wstręcie" Polańskiego. Mamy tu bowiem dziewczę, śliczne i szalone, które ma poważny problem ze sobą i jak się okaże także z płcią przeciwną, ma halucynacje i omamy, które pchają ją do zbrodni.

darling

Mamy tu też nawiązanie do innych filmów Polańskiego, jak "Lokator", czy "Dziecko Rosemary" z uwagi na dużą przestrzeń filmowa jaką poświęcono na tło historii, czyli przedstawienie samotności w wielkim mieście, samotności w Nowym Jorku, nie rzadko kończącą ludzką egzystencje skokiem z wysokości....

Film zrobiony jest w czarno bieli - może to tez ukłon w stronę "Wstrętu" - każdy kadr jest precyzyjnie odmierzony, symetryczny. Kamera skierowana jest zawsze ściśle w jeden punkt, królują tu zbliżenia na różnego rodzaju detale. Scenografia jest bardzo oszczędna, co przydaje wszelkim filmowanym wnętrzom wrażenia sterylności, ale i klaustrofobii. Muzyka też odgrywa tu znaczna rolę, jednak wszytko to byłoby na nic, gdyby nie rola głównej bohaterki.

Drobną brunetkę, Lauren Carter kojarzę z innego dziwnego filmu "Jug face" a jak się okazuje grała też w "P.O.D" i "Woman", mogę chyba stwierdzić, że preferuje oryginalne filmowe projekty. Ma w sobie urok Audrey Hepburn i charyzmę Bette Davis, świetne połączenie.

darling

Aktorka grała tu w zasadzie jedynie twarzą, ale wystarczyło to by skupić na niej uwagę. Z resztą, jakie jest inne wyjście? Przez lwią cześć filmu mamy tu do czynienia z teatrem jednej aktorski, która przechadza się po domu, znajduje niepokojące znaki, przeczuwa obecność czegoś nadnaturalnego. Z jeszcze silniejszym wrażeniem alienacji i kiełkującego szaleństwa mamy do czynienia dy bohaterka opuszcza apartamentowiec i wychodzi na Nowojorskie ulice.

darling

Jeśli chodzi o jakieś konkretne przesłanie płynące z tego filmu, to nie zdziwię się jeśli część widzów uzna, że to film o niczym. Ciężko go opowiedzieć, ciężko znaleźć w nim jakaś równowagę. To taki film do opatrzenia. Do oglądania w skupieniu niczym na polowaniu. Wyłapywanie psychologicznych pułapek będzie dobrą rozrywką jeśli się zbyt szybko nie zniechęcimy. Mamy tu świetny minimalistyczny obraz z potężnym ładunkiem emocjonalnym, na który trzeba się przygotować i który trzeba przyjąć bez urągania na niewiadome.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 26 kwietnia 2016

Operazione paura/ Operacja strach (1966)

operacja strach

Koroner Paul Eswai przybywa do Transylwańskiej wioski w celu zbadania przyczyny śmierci młodej pokojówki z posiadłości Grapsów. Mimo sprzeciwu lokalnej społeczności sparaliżowanej strachem, doktor nie pozwala na szybki pochówek i z pomocą młodej asystentki, Moniki dokonuje autopsji.

Jej wynik jest zgodny z werdyktem miejscowego inspektora Krugera, kobieta popełniła samobójstwo, jednak Eswai w czasie operacji znajduje w ciele denatki coś dziwnego. Ktoś umieścił w jej sercu złotą monetę. Jak się okaże, ma to związek z lokalną legendą o mściwej duszy zamieszkującej posiadłość Baronowej Graps.

Nie jestem zbyt zaznajomiona z filmografią Bavy, ale rozpoznam jego filmy już od pierwszych ujęć, zazwyczaj bardzo bogatych w charakterystyczne sceny śmierci. Jego ofiary zawsze krzyczą o kilka tonów głośniej niż przeciętnie odbywa się to w kinie grozy, by w finale przejść do czegoś co nazywam agonalnymi westchnieniami. W taki też sposób rozpoczyna się "Operacja strach".

Mimo typowych dla Bavy elementów realizacyjnych fabuła trochę zbiła mnie z tropu. Ze zdziwieniem muszę powiedzieć, że scenariusz filmu bliżej ma się do historii typowych dla Rogera Cormana ( skojarzył mi się z "Naiwidzonym pałacem), czy tworów wytwórni Hammer niż jego późniejszymi dokonaniami (np. "Krwawy obóz").

operacja strach

Oczywiście dla mnie takie skojarzenia są jak najbardziej miłe, bo uwielbiam horrory, których akcja osadzona jest na przełomie XIX i XX wieku w starych pałacach, gdzieś w mało popularnych rejonach świata.

Fabuła filmu wpisuje się w schemat ghost story, jest więc dość prosta. Mamy małą wioskę, której mieszkańcy wierzą w nieszcząca siłę klątwy rzuconej zza grobu przez nieszczęśliwie zmarłą osobę. W tym przypadku możemy zobaczyć ducha małej dziewczynki, Melissy. Jej typ urody bardzo pasuje do pełnionej tu roli. Pojawia się niezbyt często, ale skutecznie;) Podrzuca potencjalnym ofiarom swoją zabawkę na przynętę, jak to czynią filmowe duszki po dziś dzień.

operacja strach

Pojawia się tu także postać sceptycznego wobec guseł lekarza, a także kobiety robiącej za lokalną szamankę. Ta dwójka będzie musiała zmierzyć się z solidnymi podwalinami legendy, rozwiązać tajemnicę nawiedzonego domu.

operacja strach

Fabularna prostota wcale tu nie przeszkadza, bo jakby dla kontrastu forma tej opowieści jest bardziej złożona. o ile filmy Cormana zawsze uważałam za dość teatralne, ze względu na odbiór kolorystyki, czy dopieszczanie scenografii, o tyle Bava idzie z tym jeszcze dalej. U Bravy noc jest ciemniejsza, mgła gęstsza, a przerażenie na twarzach ofiar żywsze.

Jak już gdzieś wspomniałam Bava pozwala aktorom na uderzenia w egzaltowane tony, toteż zalękniona dziewczyna będzie się wić w konwulsjach, a wbiciu noża w serce będzie towarzyszyć manieryczny upadek w akompaniamencie agonalnych westchnień. Nie wiem, czy takie rozwiązania spodobają się każdemu, ale ja to kupuje.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 24 kwietnia 2016

The Witch (2015)

the witch

Rok 1630. Rodzina imigranta z Wielkiej Brytanii Wiliama, zostaje wygnana z purytańskiej osady. Zmuszeni są szukać szczęścia w niegościnnych terenach Nowej Anglii, mając przed sobą perspektywę zbliżającej się zimy.

William, jego żona Kate i czwórka dzieci osiedlają się nieopodal rozległego lasu, na zupełnym odludziu. Nowa egzystencja przyprawia ich o dreszcze nie tylko z przyczyn ekonomicznych, ale także w związku mocno zakorzenionymi wierzeniami na temat natury czyhającego na nich zła.

Zło emanuje się szybko. Podczas zabawy z najmłodszym z rodu, Samem nastoletnia Thomasin na moment spuszcza go z oczu. Niemowlę znika. Od tamtej pory skala nieszczęść nawiedzających rodzinę gwałtownie wzrasta. Kto jest temu winien? Siły nieczyste gnieżdżące się w lesie, a może diabeł jest stałym rezydentem farmy Wiliama?

the witch

Jakże podobał mi się ten film! Że ach:) Już w ubiegłym roku został doceniony przez krytyków i mimo iż stanowi on debiut reżysera i scenarzysty w jednej osobie, przebił się do masowej dystrybucji. Ciężko mi jednoznacznie prorokować jaka będzie ocena publiczności, bo obraz jest bardzo daleki od mainstreamu. Ci, którzy widząc tytuł "Witch" napalą się na historię czarownic w stylu serialu "Salem", czy innych współczesnych produkcji poruszających tematykę mogą się gorzko rozczarować. Natomiast Ci, liczący na jakieś novum w oklepanym temacie powinni tej produkcji przyklasnąć. Jak będzie, się okaże. Ja jestem filmem zachwycona.

Nie jest to horror, który ma na celu wzbudzić groteskowy lęk, poprzez stałe zagrania z gwałtownymi emanacjami komputerowo wygenerowanych straszydeł. Efektów nie uświadczymy tu wiele, a to co zobaczymy zaprezentowane jest ze smakiem.

To co najbardziej spodobało mi się w realizacji tego projektu to bijący z każdego kadru naturalizm. Szarobura kolorystyka, przygnębiające plenery, oszczędna przestrzeń. Na rzecz owego naturalizmu świadczy też świetne odwzorowanie klimatu czasów w jakich rozgrywa się historia, kostiumy, scenografia. Wszystko zaprezentowane bardzo realistycznie. Nie jest to forma jaka może kojarzyć się z kinem grozy opartym na wątkach paranormalnych. Tu przywykliśmy do innej estetyki, bogatszej, bardziej przejaskrawionej.

Porównując "The Witch" z innymi filmami poruszającymi podobną tematykę, z podobnym tłem wizualnym można doznać sporego zaskoczenia. Weźmy np. obraz lasu z remake "Evil Dead". Taki śliczniutki, dopieszczony, nasycony kolorami, mroczny aż do przesady, od razu widzimy, że to siedlisko zła. Weźmy teraz z XVII wieczny las w Nowej Anglii przedstawiony w "The Wich". Tu zło nie obawia się tak bezczelnie. Jednak widząc brodzących w gęstwinie bohaterów, widząc rosłego uszatego na środku ścieżki mamy czytelny sygnał, że coś tu się dzieje. Jedno spojrzenie w dziwne oczy dzikiego stworzenia i już rośnie poziom niepokoju. Gałęzie drzew wcale nie muszą obłapiać bohatera.

the witch

Dzięki temu umiarowi, każdy najmniejszy sygnał od razu zostanie wychwycony przez widza, który nie zostanie przygnieciony nawałnicą niewyjaśnionych zdarzeń, a ukuty igiełką strachu.

Obok tak naturalistycznej warstwy wizualnej stoi bardzo niejednoznaczna fabuła. Początkowe sceny sugerują nam, że czary w świecie przedstawionym w filmie w jakiś sposób istnieją. Są zaprezentowane za pomocą sugestii, ale nie ukazując nam wszystkiego. Widzimy raczej cienie niż prawdziwe wydarzenia. To jest pewnego rodzaju wskazówka dla filmowej pointy. Czy to dzieje się naprawdę, czy jest tylko cieniem podejrzenia rzuconym w wyniku rozpaczy?

Sytuacja w jakiej znajduje się rodzina Williama jest nieciekawa. Wygnani, w zasadzie na własne życzenie, odcięci od ochrony jaką dawał purytańska społeczność. Targani niepokojem o własny los.

Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach znika mały Sam pojawiają się pierwsze podejrzenia. Ojciec rodziny,William stara się racjonalizować sytuacje. Chce wierzyć, że niemowlę porwał wilk. Ale co jeśli nie było żadnego wilka?

Tu chytre spojrzenie małżonki Williama kieruje się w stronę najstarszej córki, Thomasin. Sprawa jest przedstawiona w tak mało kategoryczny sposób, że w pewnym stopniu jesteśmy w stanie podzielić to podejrzenie. Kilka scen z udziałem dziewczyny, może zachwiać realizm sytuacji. Jednak nie jest ona jedyną podejrzaną. Może czarownicą z lasu jest jej mała siostrzyczka, Mercy? Może mała Mercy i jej braciszek bliźniak Jonas sprzedali dziecięce dusze diabłu pod postacią gospodarczego zwierzęcia, czarnego kozła o imieniu Philip? Absurdalne? Niekoniecznie, jeśli przyjrzeć się ich dziecięcym zabawom. Może bliźniaki są po prostu rozbestwione i krnąbrne, a może ich zabawy z Czarnym kozłem, 'szepty' to sprawa innej natury?

the witch

Wszytko przedstawione jest w taki sposób byśmy nie wiedzieli nic.

Ogromną rolę odgrywa tu warstwa dramatyczna scenariusza. Akcja osadzona jest w XVII wieku, a jej bohaterami są koloniści. Nędza jaką dzieli rodzina jest ważnym elementem całej układanki. Może im wszystkim odwaliło z głodu? Brak zrozumienia, brak rozsądnej perspektywy sprawia, że wszyscy w końcu kierują swoje myśli w stronę wiary w nadnaturalne. Bóg ich każe, szatan kusi, czarownice rzucają uroki.

Wycieczka małego Caleba do lasu w towarzystwie starszej siostry też nie musi być jednoznacznie odczytana jako pułapka czarownicy. Może młodemu odwaliło na tle seksualnym? Może czuł się winny z powodu fizycznego pociągu jaki odczuwał do Thomasin?

the witch

Obłęd w drobną kratkę. Ziarno niepokoju zostaje zasiane co pociąga za sobą oczywiste plony. Wybuch i eskalacja ich lęku przybierze krwawy wymiar. Jedna z końcowych scen z udziałem matki była tu czystym ukłonem w stronę horroru. Jeśli zobaczycie film z pewnością odgadniecie, o który fragment mi chodzi.

Techniczne film jest dopieszczony na miarę hollywoodzkich produkcji. Dźwięk, montaż, prowadzenie kamery, bardzo precyzyjne ujęcia. Sceny z wyskakującymi potworami zastąpiono tu jedynie gwałtowniejszymi zrywami filmowej muzyki. To się bardzo sprawdza i pasuje do wyważonego tonu opowieści. Aktorstwo też przyniosło miłe wrażenia. W zasadzie wszyscy bez wyjątku spisali się na medal. Jak jak zawsze najbardziej doceniam role najmłodszych. Mała Mercy była upiornym dzieckiem. Jej ekspresja skojarzyła mi się z rolą Anny Paquin w "Fortepianie".

Epilog, który pozornie opowiada się jednoznacznie po jednej z wersji wydarzeń nie przekonał mnie do końca. Osobiście ucięłabym temat wcześniej, pozostawiając kwestię nierozstrzygniętą, ale to z kolei mogło by zaboleć zwolenników czystości gatunkowej, którzy mogli by taki rozgrzebany temat odnotować na minus dla horrorowych kryteriów.

"The Witch" będzie na pewno jedną z lepszych tegorocznych produkcji w mojej ocenie. Jeśli chodzi o moje wymogi względem kina grozy to wywiązał się z nich przepysznie.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

walory techniczne:10

Aktorstwo: 9

Oryginalność:8

To coś:9

79/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 23 kwietnia 2016

The Veil (2016)

veil

"23 marca 1985 roku czterdziestu siedmiu członków sekty Heaven's Veil popełniło zbiorowe samobójstwo". W dwadzieścia lat później dokumentalistka Maggie ze swoją ekipą dociera do miejsca zbrodni wraz z jedyną wówczas ocalałą, Sarą. Kobieta jest bardzo zmotywowana by dotrzeć do zaginionych materiałów dotyczących działania sekty Jima Jacobsa. Sara ma jej pomóc w dotarciu do prawdy o tym, co wydarzyło się przed laty.

Amerykańska produkcja "The Veil" luźno nawiązuje do wydarzeń jakie miały miejsce na pewnej farmie w Kalifornii w 1970 roku. To tam doszło do masowego samobójstwa dwudziestu siedmiu osób należących do sekty Heaven's Gate. To całkiem przyjemny temat na film grozy. Skutecznie poprowadzony mógłby zaowocować dobrą produkcją. Niestety, nie udało się to twórcom "The Veil".

W pierwszych scenach filmu poznajemy Sarę. Sara jest dorosłą kobietą z poważnymi problemami. Wydarzenie jakiego była uczestnikiem w dzieciństwie zaowocowało trwałym urazem. W tej roli zobaczymy znaną z serialu "American horror story" Lily Rabe. Jej widok nastroił mnie pozytywnie, choć pierwsze sceny z jej udziałem nie powalają operatorskimi zdolnościami twórców. Niestety w ślad za Sarą podąża Maggie.

Maggie również ma ciekawą historię do opowiedzenia, jest bowiem córką jednego z policjantów, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce zbiorowego samobójstwa członków sekty Heaven's Veil. Maggie nie wie, co tak naprawdę wydarzyło się tego dnia, ale wie, że wkrótce po tym jej ojciec także popełnił samobójstwo. Brzmi ciekawie, ale nie w ustach... Jessiki Alby.

Chyba w całym Hollywood nie ma znanej aktorski, którą darzę taką awersją. Jest bardzo przyjemną dla oka panią, ale jako aktorka zawsze wypada tragicznie i konsekwentnie pociąga na dno każdą filmową produkcję ze swoim udziałem. Nie ma za grosz talentu, każda grana przez nią postać to czarowna niewiasta o cielęcym spojrzeniu, z którego bije bezdenna głupota. Bardzo ucieszyło mnie, że bum na tę aktorkę się skończył a ona zajęła się czymś innym, z dala od srebrnego ekranu. Niestety, jak widać, wróciła na gościnne występy, nadal ma tą anielsko frajerską minę i drażni mnie swoją obecnością ;/

veil

Mówiąc szczerze, Lily Rabe, z którą dla odmiany sympatyzuję, nie wypadła w tym filmie wiele lepiej...

Film jest niestety slaby i to pod wieloma względami.

Sam pomysł na motyw sekty i jej działalności zakończonej tak a nie inaczej, jest niezły. W dobrych rękach, w które trafił chociażby "Red State" wypadłby pewno klawo. Tu sprawa została skopana dokumentnie... A właśnie: dokument. Bo nasza słodka Maggie i jej przyboczni z rozchwianą emocjonalnie Sarą na czele, chcą nakręcić dokument. Mają się na niego składać cudem wygrzebane 'taśmy prawdy', czyli nagrania Jima Jackoba z udziałem jego trzódki wiernych.

Tu należałoby się spodziewać filmu kręconego na poły klasycznie na poły w konwencji found footage. Tu mamy jednak większe zamieszanie, spowodowane kompletnym brakiem konsekwencji. Owszem zobaczymy tu kilka fragmentów, które całkiem dobrze imitują nagrania amatorskie, rejestrujących głownie przemowy guru, ale im dalej rozwija się fabuła, im więcej tego rodzaju retrospekcji się pojawia, tym bardziej tracą one na swojej 'paradokumentalności'.

W końcu stare nagrania niczym nie różnią się od kręconych na bieżąco wydarzeń z udziałem Sary, Maggie etc. Jakby twórcy kompletnie się zgubili. Jednocześnie chcieli kręcić paradokument, ale w razie potrzeby, częstej z resztą, przechodzili do klasycznych form kręcenia. Wypada to dupnie i chaotycznie.

Chaos jest z resztą domeną tego obrazu - mimo jego schematyczności: przybycie na miejsce zbrodni, zaginiecie jednego z dokumentalistów, wyprawa dwójki dokumentalistów 'po pomoc'- nie wiem w zasadzie jakie pomocy oczekiwali - wizja Sary, która doprowadza do znalezienia innej siedziby sekty oraz taśm i kolejne przeskoki z retrospekcji do wizji i teraźniejszości.

veil

Takim chwiejnym krokiem przebiega fabuła filmu, napędzana nie logicznym ciągiem zdarzeń, a wymęczonymi wymysłami.

W końcu docieramy do prawdy. W zasadzie już nie wiem w jaki sposób do owego objawienia doszło, bo straciłam wątek, jednak faktem jest, że finalna niespodzianka związana z przyczyną samobójstwa ojca Maggie jest niezła.

Gdyby nie tak idiotyczny, niekonsekwentny, męczący i dziwny sposób narracji coś by z tego było. A tak radość z odkrycia tajemnicy Havens Veil nie była tak duża jak radość z tego, że ten film w końcu dobiegł końca.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zaskoczenie:7

Zabawa:4

Walory techniczne:3

Aktorstwo:4

Oryginalność:4

To coś:3

40/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 22 kwietnia 2016

The Last Man on Earth/ Ostatni człowiek na ziemi (1964)

last man on earth

Doktor Robert Morgan jest ostatnim człowiekiem na ziemi nie zarażonym śmiercionośnym wirusem. Żyje samotnie kryjąc się nocą w swoim domu, wychodząc za dnia by zgromadzić zapasy.

Każdy dzień jest taki sam. Nieskończenie samotny i pozbawiony nadziei. Jego żona i córka zmarły przed laty dotknięte chorobą, nad którą naukowcy w tym Robert Morgan nie zdołali zapanować. Od tamtej pory wszyscy ludzie na ziemi żyją nocą, niczym nietoperze. Stanowią zupełnie nowa rasę. Jak w takim świecie może przetrwać jeden zwyczajny człowiek?

last man on earth

Mój zamiar przeczytania książki Richarda Mathesona, na podstawie której powstał szereg ekranizacji w tym "Jestem legendą" 2007, "Człowiek omega" 1971, czy wreszcie "Ostatni człowiek na ziemi" 1964, wciąż odwleka się w czasie. Muszę w końcu nadrobić tę sprawę, bo już kończą mi się filmowe wariacje na jej temat.

"Ostatni człowiek na ziemi" pośród wszystkich produkcji opartych na powieści Mathesona budził we mnie największe nadzieje. Nie ukrywam, że przyczyną tego była rola Vincenta Price w filmie, ale też moje zamiłowanie do czarno białego kina. Dodatkowym plusem jest fakt, że autor książki współtworzył scenariusz toteż budzi nadzieję, a to, że jest to ekranizacja najbliższa literackiemu pierwowzorowi.

last man on earth

Początkowo prawa do filmu miały wpaść w ręce wytwórni Hammer i nie wiem, czy nie powinnam odżałować zmiany decyzji. Myślę ta historia w tak teatralnym wydaniu z jakim kojarzą mi się produkcje Hammera mogłaby nabrać większego rozpędu. Ale z drugiej strony, czy ona się do tego nadaje?

Z góry muszę przestrzec fanów tej historii, że sposób w jaki jest opowiadana w tym filmowym wydaniu nie wszystkich zadowoli. Nie chodzi mi tu o jakieś rażące mankamenty realizacyjne, lecz o tempo akcji. Jest tak ślamazarne, jak to tylko możliwe. Na lwią cześć całej opowieści składają się wewnętrzne monologi głównego bohatera. Tu nawet nie może sobie pogadać z psem, bo psi bohater, który doprowadził mnie do płaczu w "Jestem legendą" z 2007 roku tu pojawia się ledwie na moment.

Niejakie ożywienie pojawia się gdzieś w środkowej części obrazu, gdy wtrącone zostają pierwsze retrospekcje z życia Roberta przed wybuchem epidemii. Tu możemy poznać historię śmierci jego bliskich, a także jego naukowe próby zwalczenia choroby.

last man on earth

Niewielkich zrywów akcja doświadcza w chwilach, gdy pod domem bohatera pojawiają się zarażeni. Mamroczący coś do niego, próbujący sforsować drzwi. W tej wszechobecnej ciszy panującej w filmie takie drobne elementy z miejsca budzą popłoch.

last man on earth

Już u schyłku opowieści wprowadzona zostaje kobieca bohaterka, która przyczyni się do zguby bohatera. Tu też poznamy wreszcie naturę tych, których epidemia zmieniła w nocne stworzenia.

Jeśli znacie jedynie najnowsza wersję tej historii tj. "Jestem legendą" (2007) z pewności zdziwi Was sposób w jaki przedstawiona zostaje brać zarażonych. Wyglądają zupełnie normalnie, ich funkcjonowanie nie przypomina życia jakiś prymitywnych stworzeń, typu zombie. Stanowią coś na kształt sekty, która całkowicie zaakceptowała swoją przemianę, w pewien sposób umie nad nią zapanować, na tyle by nie skutkowała śmiercią.  Gloryfikują siebie, a w naszym bohaterze, ostatnim ocalałym, widzą zagrożenie dla swojego gatunku. Są jak ugrupowanie chcące przejąc władzę nad światem.

last man on earth

Następuje tu całkowite odwrócenie starego sposobu pojmowania kategorii chory i zdrowy. To Robert jest chory, to on zagraża, to on zabija. Wszystko przedstawione jest bardzo kategorycznie i prosto.

Względem realizacji nie mam żadnych zarzutów, jeśli o mnie chodzi wolne tempo akcji doskonale podkreśla status tej opowieści, jest powolna jak agonia.

Ekspresja Vincenta Price'a, nieliczne emocjonalne wybuchy na jakie mu tu pozwolono trochę ożywiają fabułę, ale nie na tyle byśmy mogli zinterpretować to jako coś w rodzaju woli walki i życia. Mamy tu bohatera, który żyje bo musi, doświadczył już wystarczająco rozczarowań by pozwolić sobie na odpuszczenie sprawy. Zakończenie filmu mimo pewnego tragizmu jest po prostu dopełnieniem tego co konieczne.

Każdego dnia na świecie bezpowrotnie ginie jeden gatunek i nikt nie zwraca na to uwagi, czemu człowiek miałby oczekiwać jakiego specjalnego traktowania w tym względzie?

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności:0/10

czwartek, 21 kwietnia 2016

Noc horrorów w Multikinie - Wejściówki

noc horrorów

29 kwietnia w piątek o godzinie 22.00 w wybranych kinach sieci Multikino odbędzie się seans trzech filmów grozy w ramach 'Nocy Horrorów'(Ceny biletów: od 26 do 33 zł)

Mam dla Was 3 podwójne zaproszenia na to wydarzenie, na podstawie, których otrzymacie darmowe bilety.

Na samym dole wpisu umieszczę listę kin otrzymaną od dystrybutora. Możecie wybrać dowolne kino z listy i zgadnąć zaproszenia jeśli do środy 27 kwietnia zgłosicie taką chęć droga mailową na adres: biblia_horroru@o2.pl podając swoje dane (imię i nazwisko) oraz lokalizację wybranego przez Was kina

W treści maila napiszcie czy kiedykolwiek byliście na nocnym maratonie horrorów. Jeśli tak to napiszcie co Wam się podobało, a co nie. Czekam też na Wasze komentarze pod wpisem, lub na facebooku

Jakie filmy będą grane?

1. "Po tamtej stronie drzwi"

po tamtej stronie drzwi

"Psychologiczny film grozy, utrzymany w stylu słynnego „Szóstego zmysłu”. Maria mieszka wraz z rodziną w egzotycznych Indiach. Wiedzie szczęśliwe życie do dnia, w którym jej kilkuletni syn ginie w wypadku samochodowym. Zrozpaczona Maria odkrywa, że istnieje odwieczny rytuał, który pozwala żywym nawiązać ostatni kontakt z umarłymi i pożegnać się z nimi. Wyrusza w podróż do starożytnej świątyni, w której tajemnicze drzwi pełnią rolę portalu między dwoma światami. Na miejscu Maria łamie złożoną wcześniej przysięgę i otwiera drzwi, które miały na zawsze pozostać zamknięte. Narusza tym samym równowagę między życiem i śmiercią, nie zdając sobie sprawy, jakie będą konsekwencje jej czynu…"

2. "Bone Tomahawk"

bone tomahawk

"Fenomenalny film łączący kino grozy z klimatem westernu, który spełni oczekiwania najbardziej wymagających fanów krwawych horrorów.

Akcja filmu rozgrywa się na Dzikim Zachodzie pod koniec XIX w. Dwóch złoczyńców Purvis i Buddy uciekając przed pościgiem skraca sobie drogę przechodząc przez indiańskie cmentarzysko. Okazuje się, że za to "wykroczenie" będą musieli wiele zapłacić..."

3. The Canal

canal

"David zajmuje się archiwizowaniem filmów i wiedzie spokojne życie wraz z żoną i synkiem. Pewnego dnia mężczyzna dostaje do sprawdzenia nagranie, z którego dowiaduje się, że w jego domu na początku XX wieku doszło do makabrycznego morderstwa. Od tej chwili wszystko się zmienia, w domu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy, a żona Davida znika w tajemniczych okolicznościach...

Dynamiczna, wciągająca i przyprawiająca o dreszcze opowieść, w której do ostatniej sekundy nikt nie jest w stanie niczego przewidzieć. "

*Lista kin Multikino, gdzie mogą trafić zaproszenia:

Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia, Koszalin, Kraków, Lublin, Łódź, Poznań 51, Poznań Malta, Rybnik, Słupsk, Szczecin, Warszawa Targówek, Warszawa Złote Tarasy, Warszawa Ursynów, Włocławek, Wrocław Arkady Wrocławskie, Wrocław Pasaż Grunwaldzki, Zabrze.


Dziś rozstrzygnęłam także poprzedni konkurs z wejściówkami do kin Cinema 3D na ten piątek (22.04) Trzy podwójne zaproszenia trafią do: Dajany ze Świdnicy, Roberta z Białej Podlaski i Dawida z Gorzowa Wielkopolskiego. Czekam na Wasze relacje z maratonu:)

   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
14:08, ilsa333
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 kwietnia 2016

Maraton grozy w CINEMA 3D

maraton strachu

Moi drodzy, rzutem na taśmę robię szybki konkurs. Znowu mam dla Was 3 podwójne zaproszenia na maraton kina grozy, tym razem w sieci kin Cinema 3D.

Macie takie kino w swojej okolicy? Jeśli tak zapraszam po wejściówki:) Seans już w piątek (22.04), więc na wyłonienie laureatów mam mało czasu. Na Wasze maile wysłane na adres biblia_horroru@o2.pl czekam do czwartku (21.04)

W treści maila podajcie swoje dane (imię i nazwisko) oraz lokalizację kina z sieci Cinema 3D, do którego chcecie się wybrać wraz osobą towarzyszącą.

Tradycyjnie czekam też na komentarze, który film z pośród wyświetlanych najbardziej Was interesuje.

A co będzie grane?

1. "CITY OF DEAD MEN"

city of dead man


"Michael West próbuje uciec przed swoją mroczną przeszłością. Pomóc ma mu w tym spontaniczna podróż po Ameryce Południowej. Trafiana przedmieścia Medellin – niewielkiego miasta w Kolumbii, gdzie poznaje i zakochuję się w pięknej dziewczynie o egzotycznej urodzie – Melody. Nie przypuszcza nawet, że za sprawą tego uczucia to przed czym ucieka, dopadnie go z całą mocą."


2. "THE HALLOW"

hallow


"Adam Hitchens, związany z działaniami na rzecz ochrony przyrody zostaje skierowany do Irlandii. Wraz z rodziną trafia do starego domu otoczonego przez malownicze i bezkresne lasy. Już na samym początku mieszkańcy ostrzegają go przed złem czającym się pośród drzew. Jako naukowiec wszystkie legendy o ciemnej stronie natury traktuje z dystansem. Do czasu…"


3. "WORRY DOLLS"

worry dolls
W ciągu kilku godzin na miasteczko spada fala niczym nieuzasadnionych, drastycznych zbrodni, a wszystkich zabójców łączy jedna rzecz – naszyjniki z malutkich drewnianych lalek. Kto stoi za tymi wszystkimi zbrodniami i czym są te nieszczęsne lalki? Czy można zapobiec złu, tak by nigdy więcej się nie pojawiło? Detektyw z tego miasteczka będzie musiał odpowiedzieć na te pytania.


4. "THE CANAL"


canal

"David spokojny, ustatkowany archiwista wiódł życie spokojne. Wszystko diametralnie zmienia się, gdy spada na niego podejrzenie, że ukochana żona Alice ma romans z jednym ze swoich klientów. Dodatkowo dowiaduje się, że jego dom, to miejsce brutalnego morderstwa popełnionego w 1902 roku. Do nadwyrężonego umysłu Dawida wkrada się małymi krokami rodzaj obsesji. Co w tym wszystkim jest prawdą, co tylko rojeniem? To Demon, obłęd, czy coś jeszcze bardziej mrocznego?"

13:40, ilsa333
Link Komentarze (3) »

Gui Si aka Silk (2006)

silk

Międzynarodowa grupa naukowców pod kierownictwem niepokornego doktora Hashimoto pracuje nad zagadnieniem antygrawitacji.

Dzięki słynnej kostce Mengera udaje im się uwięzić w pomieszczeniu pewne skupisko energii. Owym skupiskiem jest... duch małego chłopca. Naukowcy monitorują jego poczynania w zamkniętej przestrzeni jednak w żaden sposób nie są w stanie dowiedzieć się kim jest chłopiec, jak tam trafił, ani jak to możliwe by jego życiowa energia dalej była obecna na Ziemi mimo jego śmierci.

Z pomocą przychodzi im Ye Qi-Dong, który posiada niezwykle rozwinięte umiejętności percepcyjne. Jest w stanie czytać z ruchu warg, a co najważniejsze widzi, niewidocznego dla innych po za obrębem działania Menger Sponge, ducha chłopca. Eksperyment naukowy staje się próbą zgłębienia istnienia życia po śmierci.

silk

Film Tajwańczyka, wyróżnia się na tle innych skośnych filmów grozy. Nie jest to na pewno produkcja wysoko budżetowa, widać to po realizacji. Efekty użyte do przedstawienia postaci ducha na pewno nie spodobają się wszystkim, mogą zostać uznane za tanie i niedorobione. Mnie taka technika bardzo się spodobała. Jest na pewno bardzo różna od tej jakiej używali twórcy "The ring" czy "The grunge". Obieram to jako przyjemną nowość.

Fabuła filmu w początkowej jego partii może wydać się nieco chaotyczna. To takie zbieranie wątków, które z czasem zostaną połączone. Przedstawieni zostają bohaterzy i ich przyszła rola w historii. Nim wszyscy zbiorą się w budynku gdzie Hashimoto trzyma swojego niesfornego duszka minie trochę czasu.

Właściwa akcja rozpoczyna się z chwilą wprowadzenia na arenę Ye Qi-Donga. Wtedy też będziemy mieć okazje bliżej poznać 'okaz ducha'.

silk

Scen stricte horrorowych z udziałem ducha, takich jakich można by się spodziewać po skośnym obrazie nie będzie tu zbyt wiele, choć historia opiera się na znanym schemacie czyli dążeniu do zgłębiania tajemnicy zmarłej osoby. Poznania przyczyny tego dlaczego choć martwy pozostaje wśród żywych.

Wkrótce okaże się, że nie tylko istnieje, ale też może działać i swoim działaniem odebrać życie. Naukowcy podejmują ryzyko wypuszczenia 'z klatki' swojego okazu po to by śledząc go poznać jego tożsamość.

Sceny w czasie przechadzki w ślad za duchem są właśnie tymi jednymi z nielicznych, w których można dopatrzeć się walorów horrorowych. Musicie jednak pamiętać, że wizualizacja ducha, która tak przypadła mi do gustu jest obecna na ekranie cały czas. Spuszczona głowa, białe oczy, niemrawo poruszające się usta, które coś mówią, to wszystko cały czas jest na widoku. Duszek porusza się wśród żywych wykonując te czynności, które robił za życia. Już samo to, może wielu osobom wydać się upiorne.

silk

Tu groza budowana jest na innej zasadzie niż nieoczekiwane manifestacje, tu jest budowana przez ciągłą obecność. Kidy już poznamy historie chłopca na arenę zostanie wciągnięta kolejna postać, martwa postać. Więc będziemy tu mieli już dwa duchy.

Zgłębienie zasady na jakiej opiera się istnienie pośmiertnego bytu jest bardzo kuszące dla naszych bohaterów. Szczególnie Hashimoto żywo interesuje się sprawą. Bliżej finału dowiecie się dlaczego tak mu na tym zależy. Cel do jakiego chce wykorzystać nabyta widzę jest moim zdaniem nieco makabryczny.

Sama geneza ducha jest stosownie przygnębiająca jak na ghost story przystało, ale nie można powiedzieć by była szczególnie odkrywcza.

Podsumowując film jest godny uwagi, szczególnie dla miłośników azjatyckiego kina grozy.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 15 kwietnia 2016

The Gorgon/ Gorgona (1964)

gorgona

W Vandorf, podkarpackiej wiosce od kilku lat dochodzi do zagadkowych zbrodni. Ludzie padają martwi, a przyczyną zgonów jest 'skamielenie'. Nie inaczej, a ofiary nieznanego sprawcy zmieniają się w kamienne posągi.

Inspektor Kanof i doktor Namaroff trzymają sprawy w ścisłej tajemnicy. Szczególnie temu drugiemu zależy by nikt nie poznał prawdziwej przyczyny śmierci kilku mieszkańców. Reszta nieufnej społeczności zapewne coś podejrzewa, ale nie zamierza dzielić się swoimi obawami by zbadać przyczynę śmierci młodej córki karczmarza - kolejnej ofiary zmienionej w kamień. Szybko zapada wyrok skazujący kochanka dziewczyny, a ten ginie śmiercią samobójczą.

W ten sposób na arenie pojawią się kolejni bohaterzy, profesor - ojciec martwego młodzieńca, oraz jego brat, a w ślad za nimi podąża inny zainteresowany sprawą naukowiec. Jak wkrótce się okaże wszystkie tropy prowadzą do opuszczonego zamku Brockiego, gdzie niegdyś miały żyć trzy demoniczne siostry, Gorgony.

"Gorgona" to przykładny Hammerowski horror. Mnie nieco przypomina "Kobietę Węża", ale nie wiem jak to skojarzenie miałabym uzasadnić;) Nie zabraknie tu klimatu rodem z XIX wiecznych powieści grozy, oddanego za pomocą wspaniałej scenografii, muzyki i zdjęć.

gorgona

Nie zabranie demonicznej postaci rodem z mitologii, nieco kiczowatych efektów specjalnych i przede wszytkim doskonałego aktorstwa czołowych reprezentantów starego kina grozy. Nie ma tu co prawda Vincenta Price'a, ale spotkamy Christophera Lee i Petera Cushinga. Reżyseruje jeden z pracowitych ludzi wytwórni Hammer Terence Fisher, który wydał na świat szereg horrorów o Draculi, Frankensteinie, czy Mumii. scenariusz to dzieło równie znanego wielbicielom Hammera, Johna Gillinga, który napisał scenariusz chociażby do wspomnianej "Kobiety Węża".

gorgona

Moja słabość do filmów z tej wytwórni chyba nigdy nie opadanie, choć z dostępnością filmów nie jest wcale tak kolorowo jakby się mogło wydawać z uwagi na szacunek jakim Hammer cieszy się wśród miłośników starych horrorów.

"Gorgona" nie należy do grona najpopularniejszych 'Hammerów'. Nie doczekała się sequeli, czy remake'ów, co mnie poniekąd dziwi z uwagi na sporą pomysłowość tejże historii. Rozwiązanie zagadki miasteczka Vandorf można zmieścić w pojęciu banału, ale droga do finału stanowi ciekawą plątaninę wątków.

gorgona

Zamysł oparty został na historii pochodzącej z greckiej mitologii, sławiącej dzielnego Perseusza, który w sprytny sposób pokonał demoniczną Meduzę. Meduza była jedną z trzech sióstr zwanych Gorgonami. Byłam z nich najpiękniejsza co spotkało się z dezaprobatą ze strony bogini Ateny. Atena oszpecił dziewczę zmieniając jej włosy w wijące się węże, a żeby nikt nie mógł więcej podziwiać jej oblicza obdarzyła ją 'morderczym spojrzeniem'. Od tamtej pory każdy kto spojrzał na Meduzę zmieniał się w kamień.

Historie oparte na legendach, nawet tych znanych, z miejsca zyskują solidne podstawy dla budowania atmosfery niesamowitości.. Jeśli dodać do tego doskonałe aktorstwo i wspaniałe wizualne wrażenia- wprost nie można się napatrzeć na plenery i scenografię - mamy horror mogący służyć za przykład do naśladowania.

gorgona

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 14 kwietnia 2016

Hush (2016)

hush

Maddie jest głuchoniemą pisarką mieszkającą z dala od miasta. Jej kontakt ze światem zewnętrznym ogranicza się do spotkań z jedyną sąsiadką oraz konwersacji internetowych z rodziną. Właśnie pracuje nad nową powieścią gdy pod jej domem zjawia się zamaskowany amator polowań na ludzi. Uśmierca jej sąsiadkę, która w panice szukała u Maddie pomocy, niestety bicie pięściami w okno głuchej kobiety nie przyniosło skutku.

Teraz sprawca zasadza się na Maddie. Potyczka z kobietą o takich ograniczeniach powinna być łatwa jednak głucha Maddie ma niespotykanego ducha walki.

"Hush" jest nowym filmem twórcy "Oculusa" i "Absentii". Obydwa bardzo przypadły mi do gustu. Są to horrory z krwi i kości gdzie zagrożenie przyszło ze strony zjawisk nadnaturalnych. W przypadku "Hush" mamy do czynienia z thrillerem gdzie antybohaterem jest bardzo zwyczajny morderca. Uzbrojony w kuszę i nóż szlachtuje kolejnych ludzi napadając ich w ich domach. Historia jego potyczki z Maddie to bardzo klasyczny reprezentant kina home invasion. Żadna innowacja, żadna nowość. Ogląda się go jednak całkiem dobrze, pod warunkiem, że nie nastawicie się na fajerwerki i wielkie niespodzianki.

Maddie to bardzo sympatyczna dziewczyna, która mimo swojego kalectwa spełnia się zawodowo wykorzystując dar tworzenia w głowie kolejnych wydarzeń. Rozważa alternatywne rozwiązania dla losów swoich bohaterów, czyniąc ich historie niezwykłymi. Ten dar wyobraźni bardzo pomoże jej w przewidzeniu konsekwencji swoich działań w walce z intruzem, co z kolei bardzo utrudni intruzowi swawole.

hush

hush

Polubiłam Maddie zwłaszcza za jej dystans do siebie i pogodne usposobienie. No i za kota. Maddie jest bowiem posiadaczką pięknej perskiej kotki o imieniu Zdzira.  (Sama miałam podobną i nazywałam ją Ladacznica) Zdzira jest tu ważną postacią i drżałam o jej los przez cały film. Kibicowałam też Maddie, co żeby nie osierociła kota:)

Tak całkiem na serio to walka między Maddie, a człowiekiem w masce mimo iż przebiegała zgodnie ze znanym schematem przysporzyła mi nieco emocji.

Wszystko wypada bardzo naturalnie, bez jakiejś porąbanej kaskaderki. Zarówno intruz jak i ofiara znają swoje ograniczenia, a pomysłodawca filmu nie czyni z nich nadludzi. To niestety częsta przypadłość w takich sytuacjach i wiele filmów traci przez to w moich oczach. Tu zachowano rozwagę.

Finał jest zgodny z przewidywaniem, ale tuż przed nim zastosowano zmyślną zagrywkę.

Generalnie film całkiem przyjemny, nie wyróżnia się szczególnie, ale i chyba takowych aspiracji nie miał.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

środa, 13 kwietnia 2016

Baskin (2015)

baskin

Grupa policjantów dostaje wezwanie z cieszącej się złą sławą okolicy. W Inceagac mają znajdować się trzy świątynie, jednak zdecydowanie nie jest to miejsce święte.

Bohaterzy przekonają się o tym wkrótce po przybyciu. Ich interwencja w tym miejscu nie jest uzasadniona żadnymi racjonalnymi wydarzeniami. Kto ich tam wezwał i po co?

baskin

"Baskin" to horror produkcji tureckiej. Jak dotąd nie widziałam chyba żadnego horroru z takim rodowodem więc obejrzałam choćby z ciekawości. Nie wiem, czym charakteryzuje się reszta tureckiego kina grozy, ale "Baskin" stawia na psychodelę i gore. To bardzo fajne połączenie, które przedstawia widzowi obraz przedpiekla. Mnie wymowa tego filmu skojarzyła się z serią "Hellraiser".

Pierwsza partia filmu niewiele nam mówi. Widzimy grupę wulgarnych typów, zachowujących się prymitywnie i rzucających prymitywne żarty. Nie jawią się zbyt sympatycznie, choć podejrzewam, że znajdą się tacy, którzy podzielają ich 'zainteresowania'.

Pierwszą niepokojącą sceną jest sytuacja w toalecie knajpy, jeszcze przed wezwaniem do Inceagac kiedy jeden z policjantów prawie zasłabł. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie podejrzany kontekst wydarzenia, jakby zapowiedz czegoś złego.

baskin

Drugi sygnał pojawia się gdy bohaterzy są już prawie na miejscu i spotkają grupę dziwaków, którzy wskazują im drogę do Inceagac. Po dotarciu na miejsce zaczyna się akcja właściwa.

Sposób w jaki prezentuje się wnętrze budynku, do którego trafiają bohaterzy nie pozostawia złudzeń względem natury tego miejsca. Już po chwili policjanci będą świadkami wysypu przerażających widoków.

Zaczyna się od mężczyzny z rana głowy. Policjanci zapuszczają się do piwnicy budynku. Im dalej podążają wskazaną przez rannego mężczyznę drogą tym gorsze rzeczy napotykają. Zmaltretowane na wpół żywe odwłoki, kopulujący ludzie w łańcuchach, z głowami owiniętymi w czarne worki, cali we krwi, obłąkani.

Nie wiem dokąd ostatecznie trafiają nasi policjanci, ale nazwałam to przedpieklem. Tu tak na dobrą sprawę zaczynają się akcje, które nasunęły mi skojarzenie z "Hellraiserem". 

Jest to miejsce pełne demonicznych postaci i ich niewolników. Wszyscy przyjmują najbardziej szkaradne formy. Spotkanie z nimi zaowocuje śmiercią, lub okaleczeniem, wszytko odbywa się w rytualnym obrządku. Nie przypomina to klasycznego obrazu satanizmu, czy innych guseł. Jest w tym jakaś porażająca psychodela. Takie widoki z pewnością zadowolą fanów gore.

baskin

Sama jestem nieco skonsternowana tym co zobaczyłam. Nie chodzi mi tu o subiektywne wrażenie jakie wywołują kolejne sekwencje zdarzeń, ale raczej o próbę ich zrozumienia. Wiem na pewno, że twórcy chcieli zaoferować widzowi popis makabreski, ale czy kryje się za tym coś jeszcze? Na pewno ma to związek z okultyzmem, wyznawcami demona, który objawia się pod postacią żaby. Żaba pojawia się w knajpie, pojawia się gdy policjanci robią 'międzylądowanie' na trasie do Inceagac i wreszcie pojawia się w budynku tuż przed pokazem tego co nazwała przedpieklem.

Myślę, że film na pewno miał większe aspiracje niż tylko wpędzić w popłoch wrażliwą dziatwę. Niestety narracja jest trochę niekonsekwentna, więc nie wiem czym w efekcie ktokolwiek podejmie wysiłek by szukać w tym filmie drugiego dna. Mnie się nie chce, więc ograniczę się tylko do stwierdzenia, że film jest niezły. Ma wiele mocnych momentów do zaoferowania, ciekawy klimat i całkiem dobrą, choć niekoniecznie profesjonalną realizację.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

to coś:7

60/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Zaproszenia na Maraton Strachu rozdane!

maraton strachu

Sprawdziliście skrzynki mailowe?:) Wysłałam wiadomości do trzech laureatów, którzy zgarną podwójne wejściówki na maraton grozy w sieci kin Helios.

Wejściówki trafiły do Jakuba ze Szczecina, Klaudii z Kalisza i Doroty z Sosnowca.

Reszta niech nie załamuje rąk, bo szykuję kolejny konkurs. Jak obiecałam, tym razem będzie dotyczyć Kina Cinema 3D. Macie takie w okolicy? Jeśli tak to wkrótce dowiecie się co i jak.

Co do Maratonu Strachu w sieci kin Helios przypominam, że odbędzie się on 15 kwietnia, start 23.00. Do rana wyświetlone zostaną cztery filmy: "Po tamtej stronie drzwi", "Widzę, widzę", "The Canal" i "Cmentarzysko ludożerców".

Ci, którzy nie wygrali zaproszeń, raczej nie zbankrutują na biletach. Ceny biletów to:29 PLN ulgowy i 32 PLN normalny.

Wszystkim, którzy się wybierają życzę dobrej zabawy. A i skrobnijcie komentarz, jak było;)

13:25, ilsa333
Link Komentarze (4) »

Ilustrowana teoria wszystkiego. Powstanie i losy wszechświata

- Stephen W. Hawking

ilustrowana teoria wszytkiego

"Odkrycie naukowe nie jest może lepsze od seksu,

ale satysfakcja twa dłużej." (S.H)

Stephen Hawking to genialny naukowiec, astrofizyk, matematyk, kosmolog, który w wieku dwudziestu paru lat dowiedział się o swojej nieuleczanej chorobie. Lekarze twierdzili, że nie dożyje trzydziestki, a tymczasem Hawking urodzony w 1942 żyje do dziś, a świat nauki może cieszyć się jego naukowymi odkryciami.

"Były to czasy w cieniu broni atomowej,

więc i tak wszyscy mieli raczej niewielką oczekiwaną długość życia”. (S.H)

Dwukrotnie się żenił. Doczekał się trójki dzieci.

Hawking to dość ciekawa osobistość. Jeśli o mnie chodzi to bardziej interesuje mnie jego biografia, jego podejście do życia i świata niż 'czarne dziury' - jak na matematycznego głąba przystało:) 

Postanowiłam jednak bliżej przyjrzeć się jego pracy, chociażby z szacunku do wytrwałości z jaką do niej podchodzi.

"Ilustrowana teoria wszystkiego" to najnowsza publikacja, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Zysk i s-ka.

Książka aż kusi pięknym wydaniem, choć jeśli o mnie chodzi to zdziwiła mnie jej objętość. Taka krótka?

Na publikację składa się siedem wykładów, z czego każdy stanowi osobny rozdział. Wszystkie zostały wzbogacone o ilustracje.

Zaczynamy od omówienia kilku koncepcji wszechświata jakie pojawiły się na przestrzeni epok, od Arystotelesa do współczesności.

Drugi wykład dotyczy znanej teorii rozszerzania się kosmosu. Wszechświat nie jest statyczny, rozszerza się. Autor wspomina tu także eo teorii wielkiego wybuchu który miałby być początkiem znanego nam wszechświata.

Trzeci rozdział stanowi wykład dotyczący czarnych dziur, czyli jednego z ulubionych tematów Hawkinga. Dowiemy się tu jak powstają czarne dziury, jak mają się do teorii względności i (olaboga) kwantowej zasady nieoznaczoności.

W czwartym rozdziale nadal zostajemy przy czarnych dziurach i rozwijamy temat pod tytułem "Czarne dziury wcale nie są czarne".

Piąty rozdział to już temat czasoprzestrzeni, która zgodnie z zasadami mechaniki kwantowej jest ona skończona, ograniczona i istnieje  w czterech wymiarach.

Szósty rozdział, mój ulubiony, to zgłębienie tajemnicy czasu.

"Ale najlepszym dowodem, jaki posiadamy na to, że podróż w czasie nie jest możliwa i nigdy nie będzie, jest to, że nie przeżywamy dziś najazdu hord turystów z przyszłości." (S. H.)

Ostatni rozdział poświęcony jest tytułowej teorii wszystkiego.

Przygoda z tą książką nie była łatwa, choć nie tak trudna jak się spodziewałam. Hawking bardzo starał się by dotrzeć do laików, ale czasami zbyt się rozpędzał i gubiłam wątek. Czwarty i piąty rozdział to niezły hardcore.

Nie mniej jednak śmiem twierdzić, że coś z tej lektury wyniosłam. Pojawia się tu sporo wtrąceń i ciekawostek. Humor Hawkinga nie pozwala usnąć nad lekturą nawet jeśli po raz trzeci czytamy to samo zdanie :) Jednego na pewno się dowiedziałam: skali swojej niewiedzy;) Polecam odważnym i pokornym.

hawking

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Tagi: książki
10:56, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 kwietnia 2016

Traitement de choc/ Kuracja wstrząsowa (1973)

terapia wstrzasowa

Dobiegająca czterdziestki Helene, samotna businesswoman rozpoczyna kilkutygodniową kurację odmładzającą w ośrodku doktora Devilers'a.

Zabiegi jakim jest poddawana przynoszą zaskakująco dobre efekty. Już po pierwszym Helene czuje się młodsza ciałem i duchem, podobnie jak inni uczestnicy turnusu. Czy wodorosty i sauna mogą przynieść takie efekty?

Helene stara się bliżej poznać tajniki kuracji, które jak się okazuje mają związek z personelem ośrodka - masowo zatrudnianymi młodymi Portugalczykami, którzy opadają z sił równie szybko jak sił nabierają pacjencji doktora Devilers'a.

terapia wstrzasowa

Flm francuza Alain Jessua znany jest pod kilkoma tytułami. Jeśli będziecie chcieli go namierzyć szukajcie pod "Szok", "Kuracja wstrząsowa", "Terapia szokowa", ale najpewniej znajdziecie go jeśli użyjecie tytułu oryginalnego:)

Mnie ten film mile zaskoczył, choć nie powiem bym doznała szoku:) Z kinem francuskim nie obcuję tak często jakbym chciała, a na blogu znajdziecie głownie reprezentantów współczesnego kina francuskiego, kojarzonego bardziej z torture porn niż psychologicznym thrillerem.

Z klasyfikacją gatunkową "Terapii szokowej" jest pewien problem.

Dostrzeżemy tu elementy dramatu - głównie za sprawą historii głównej bohaterki porzuconej, starzejącej się, desperacko szukającej czegoś co wyciągnie ją z dołka. To samo możemy z resztą powiedzieć o innych pacjentach ośrodka, w tym wyjątkowo zrozpaczonym Gerome, dla którego ta próba odzyskania młodości jest sprawą życia i śmierci. Możemy tu mówić o całym kontekście społecznym wobec problemu starości.

Drugim wątkiem podanym na rzecz dramatu jest kwestia nielegalnie zatrudnianych imigrantów. Młodych chłopców - bardzo uroczych z resztą- sprzedawanym przez rodziców doktorowi Deviler's jak bydło. Helene jako jedyna interesuje się ich losem, choć jest w tym względzie oskarżana o hipokryzje.

Tu przechodzimy do warstwy kryminalnej, czyli prób bohaterki mającej na celu pomoc Portugalczykom z ośrodka i przede wszystkim zgłębienie zagadki ich słabego zdrowia. Sprawa jest grubymi nićmi szyta. a postawa Helene skontrastowana z obojętnością innych pacjentów i doktora stawia ją w roli głównej bohaterki paranoid thrillera, gdzie protagonista kończy oskarżony o szaleństwo.

terapia wstrzasowa

Wędrując w ślad za Helene odkrywamy bardzo nieprzystojne fakty na temat ośrodka. Tu mamy trochę sci fi i całkiem sporo wizualnej makabreski, więc w tym miejscu możemy nawet powiedzieć, że trafiamy wprost do świata przedstawionego horroru. Pojawiają się rozwiązania o paranormalnym rodowodzie.

Na rzecz horroru świadczy też oprawa muzyczna. Bardzo oryginalna,  przypominająca dźwięki plemiennych rytuałów, budząca niepokój i bardzo nieprzyjemne skojarzenia. Za tą muzykę z resztą daję filmowi specjalne wyróżnienie. Odgrywa w całym projekcie bardzo istotną rolę, bo nie tylko buduje specyficzny klimat, ale w pewien sposób wpływa na rozumienie kontekstu wydarzeń. Duża rzecz.

Ozdobą filmu są zdjęcia przedstawiające nadmorską wioskę gdzie ulokowany jest ośrodek, widzimy więc malownicze plaże i urwiska. Ozdobą są też Portugalczycy, no cóż:) Niestety dla fanów kobiecej urody nie ma tu zbyt wiele dobrego. Główna bohaterka jak i reszta obsady rozbiera się często i chętnie, ale nie będzie to na pewno stanowić estetycznej podniety. Aktorsko jest natomiast bardzo dobrze, agresywne tak bym to nazwała, i to chyba jest istotniejsze niż gołe tyłki, taką przynajmniej mam nadzieję;) Nikt z obsady nie jest mi znany, bo jak wspomniałam nie mam zbyt często okazji oglądać francuskiego kina z tamtego okresu.

terapia wstrzasowa

Jako całość film odbieram bardzo dobrze. Historia jest łatwa do rozgryzienia więc nie będzie tytułowego szoku, ale nadrabia realizacją do tego stopnia, że jestem w stanie uznać film za bardzo dobry i to w kilku kategoriach gatunkowych.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

to coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 08 kwietnia 2016

End of the Line (2007)

end of the line

Karen jest pielęgniarką w szpitalu dla psychicznie chorych. od jakiegoś czasu obserwuje duży przyrost pacjentów o podobnych objawach. Znak czasów, czy może kryje się za tym coś więcej?

Wracając z dyżuru nocnym pociągiem Karen i kilku innych pasażerów zostaje zaatakowanych przez grupę fanatycznych wyznawców apokalipsy, którzy zgodnie z głoszoną przez sektę tezą akurat tej nocy mają posłać na tamten świat jak najwięcej grzeszników. Wszytko dla zbawienia.

Karen i ci, którzy nie zginęli w pierwszej fali masowego mordu muszą kryć się w podziemiach metra by przetrwać tą apokalipsę.

end of the line

Fanatyzm religijny jest jedną z głównych przyczyn lęku obywateli całego świata. Ataki ze strony wyznawców wszelakich kultów sprawiają, że wiara coraz mniej kojarzy się ze zbawieniem, a coraz bardziej z terrorem. O ostatnich wydarzeniach w Europie nie muszę chyba nikomu przypominać, jednak nakręcony w 2007 roku film odwołuje się nie tyle do jednej z największych religii świata ile do mniejszych ugrupowań, jak chociażby japońska Najwyższa Prawda, która na swoim koncie ma łudząco podobny do fabuły "End of the Line" incydent. Chodzi mi tu o akcje z lat '90, która przyniosła śmierć kilkunastu osobom w Tokijskim metrze.

end of the line

Film nie jest może najwyższych lotów, fabuła nie wyróżnia się pomysłowością, a wszytko sprowadza się do survivalu, ale mimo to sens z nim zaliczam do raczej udanych.

Po pierwsze mamy tu dobrą lokalizacje akcji. Nocne pociągi, podziemne kolejki to przestrzeń nader często wykorzystywana w filmowych horrorach. "Raw meat", "Nocny pociąg z mięsem","Lęk", "Oszukać przeznaczenie 3" i wiele innych. Tu największa robotę odwala ograniczona przestrzeń i ciemność podziemi. Kolejka pędzi i w żaden sposób nie zobaczymy co mija po drodze. Los podróżujących leży w rękach jakiegoś anonimowego 'motorniczego', który przecież może w swojej klitce paść na zawał, albo usnąć, a podróżni zostaną bezradni.

Kiedy zdarzało mi się wracać metrem z uczelni bardzo często zabawiałam się myślą co też może za chwilę spotkać mnie i towarzyszy podróży. Może grupka licealistek postanowi dokonać grupowego samobójstwa? ("Suicide club") a może jakiś szczurek pogryzający porzuconego na torach batona doprowadzi do spięcia w instalacji elektrycznej i pociąg się wykolei?

Nic nigdy się nie stało, a największy dramatem jaki spotkał mnie w podziemiach metra to nie zatrzymanie się pociągu na stacji z powodu przepełnienia...;)

Bohaterowie "End of the Line" mieli zdecydowanie większy problem. Już oczekując na pociąg, główna bohaterka zostaje zaatakowana przez agresywnego typa, jak się później okaże, będącego jednym z wyznawców kultu końca świata. Kiedy Karen zdąży odetchnąć po nieprzyjemnym incydencie w pociągu rozlegną się dźwięki wiadomości kolejno przychodzących na pager'y podróżnych. Każdy kto otrzyma wiadomość wstaje jak robot ze swojego miejsca i uzbrojony w krzyż o  innym niż sakralne zastosowaniu rusza na rzeź.

Odsetek fanatyków jest stanowczo za duży by normalni ludzie mogli bezpiecznie dotrzeć do swoich domów. Zmuszeni są ukrywać się i walczyć. A walka z szaleńcami nie bojącymi się śmierci łatwa nie jest. I to jest druga zaleta filmu, bardzo konkretni antagoniści. Zbiorowa masa szaleńców, bardzo różnorodna. Na tyle różnorodna, że nie wiemy, kto za chwilę wyciągnie krzyż...

end of the line

Protagonistów poznajemy stosownie wcześniej, tak by móc zżyć się z nimi zanim zostaną postawieni w sytuacji zagrożenia życia. Żaden z nich nie wzbudził we mnie szczególnej sympatii, ani nie zasłużył na szczególne wyróżnienie. Oczywiście kibicowałam im, ale bez większego zaangażowania. Bardziej ciekawiło mnie co po wypełnieniu misji uczynią członkowie sekty. Tu sprawdziły się moje przewidywania. Szału nie ma.

Dla wzbudzenia większego zainteresowania warstwą paranormalną wydarzenia i poniekąd potwierdzenia kołatających się gdzieś z tylu głowy obaw w końcu zostaniemy uraczeni elementem nie z tej ziemi.

Finał filmu ma za zadanie dodatkowo dobić widza skalą szaleństwa i się to udaje.

Film jest całkiem niezły, ale bez większego zachwytu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 07 kwietnia 2016

Secret Window/Sekretne okno (2004)

sekretne okno

Rok temu poczytny pisarz Mort Rainey przyłapał żonę na zdradzie. Od tamtej pory żyją osobno. Ona wraz kochankiem w ich danym domu, on w domu letniskowym nad jeziorem. Tu autor próbuje odzyskać równowagę po niemiłych przeżyciach i oczywiście oddawać się twórczości. Pewnego dnia w jego drzwiach staje facet o wyglądzie purytańskiego pastora. Przedstawia się jako John Shooter i zarzuca Mortowi najgorszą rzecz jaką można zarzucić autorowi - plagiat dzieła. Shooter utrzymuje, że Mort opublikował jego opowiadanie pod swoim nazwiskiem. Tym opowiadaniem jest tytułowe "Sekretne okno".

Kolejna ekranizacja dzieła Stephena Kinga. Tym razem pod nóż poszło "Tajemnicze okno, tajemniczy ogród" ze zbioru, którego nie miałam dotąd okazji przeczytać. Stąd mój kompletny brak rozeznania w tym jak scenariusz potraktował pierwowzór. Wiem tylko tyle, że film jest udany, i nie wiem, czy to zasługa wiernego odwzorowania Kingowskiego pióra, czy talentu twórcy filmu, który opowiedział tą historię po swojemu.

W roli głównej mamy Johnny'ego Deppa, który dla odmiany nie kreuje postaci ekscentrycznego kpiarza. (Czy tylko ja mam wrażenie, ze od czarów "Piratów z Karaibów" biedny Johnny wciąż odgrywa tę samą rolę?)

Wciela się tu w postać wzgardzonego męża i podupadającego pisarza.

Oskarżenie o plagiat jakiego staje się ofiarą jest wstępem do szeregu okropnych zdarzeń jakie będą teraz jego udziałem. Tajemniczy nieznajomy jest bowiem nieustępliwy. Trwa w przekonaniu, że Mort dopuścił się kradzieży jego dzieła i nie spocznie dopóki ten nie przyzna się do winy. Co jest najgorsze, sabotuje jego próby dowiedzenia niewinności, jednocześnie podkreślając, że przecież daje mu szanse by ten udowodnił swoją rację.

sekretne okno

Zabicie psa, czy podpalenie domu to tylko początek. Mort jest w pułapce, ale kto ją na niego zastawił? Zastanawiające jest to, że osobiście nie miałam przekonania co do jego niewinności. W filmie pada sugestia, że pisarz już raz haniebnie skorzystał z czyjejś pracy. Czy zrobił to ponownie?

sekretne okno

Finał tej zagadki powinien Was zaskoczyć. Nie dlatego, że jest tak bajecznie oryginalny, lecz dlatego, że zgrabnie odwraca perspektywę. Raptem wszytko znajduje się na swoim miejscu, a wszelkie wątpliwości znikają. Takie rozwiązanie trochę nie pasuje mi do Kingowskiej ostrożności, która zazwyczaj owocuje mniej kategorycznymi rozwiązaniami. Mnie taki finał filmu bardzo się spodobał. Zarówno ze względu na sam pomysł jak i ze względu na sposób jego ukazania. Co więcej w czasie gdy jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte pojawia się kilka wskazówek, które jednak nabierają klarowności dopiero u schyłku tej opowieści.

Dzieło na pewno udane, teraz tylko muszę je skonfrontować z oryginałem.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Walory techniczne:6

Oryginalność:5

To coś:6

61/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 05 kwietnia 2016

Maraton Strachu - konkurs

helios

Moi Drodzy, 15 kwietna odbędzie się kolejny nocny maraton kina grozy w sieci kin Helios.

Z tej okazji mam dla Was trzy podwójne zaproszenia na wydarzenie.

Waszym zadaniem jest, po pierwsze, napisanie w komentarzu jaki z czterech wyświetlanych filmów będzie Waszym zdaniem najlepszy.

Po drugie wysłanie zgłoszenia na maila

biblia_horroru@o2.pl i podanie swoich personaliów (imię i nazwisko) oraz wybranie kina, do którego chcielibyście się wybrać. Zaproszenia trafią do dowolnego kina Helios.


A co będzie grane? (Opisy od dystrybutorów)

1. "Po tamtej stronie drzwi"

po tamtej stronie drzwi

Maria mieszka wraz z rodziną w egzotycznych Indiach. Wiedzie szczęśliwe życie do dnia, w którym jej kilkuletni syn ginie w wypadku samochodowym. Zrozpaczona Maria odkrywa, że istnieje odwieczny rytuał, który pozwala żywym nawiązać ostatni kontakt z umarłymi i pożegnać się z nimi. Wyrusza w podróż do starożytnej świątyni, w której tajemnicze drzwi pełnią rolę portalu między dwoma światami. Na miejscu Maria łamie złożoną wcześniej przysięgę i otwiera drzwi, które miały na zawsze pozostać zamknięte. Narusza tym samym równowagę między życiem i śmiercią, nie zdając sobie sprawy, jakie będą konsekwencje jej czynu…

2. "Widzę, widzę"

widze widze

Ten psychologiczny thriller z naprawdę zatrważającą fabułą rozgrywa się w czterech ścianach położonego na odludziu domu. Bracia bliźniacy zaczynają podejrzewać, że ich matka, której twarz jest cały czas owinięta w bandaże, w rzeczywistości nie jest tym, za kogo się podaje. W momencie gdy ich życie zdaje się stawać koszmarem, nagły zwrot akcji zmusza widzów do ponownego rozważenia wszystkiego, co było zobaczyli wcześniej.

3. "Cmentarzysko ludożerców"

cmentarzysko ludozercow

Wiele ludowych przekazów i prawd mówi o tym, że cmentarz to nie tylko miejsce szacunku dla zmarłych, ale swego rodzaju ziemia święta, której skalać nie wolno. A co jeśli się tak dzieje? Co jeśli cmentarz to miejsce spoczynku zmarłych z krwiożerczego plemienia kanibali? Czym grozi zbezczeszczenie takiego miejsca? Może tak naprawdę niczym, a zmarli i to gdzie spoczywają ich ciała nie mają znaczenia. Okazuje się, że to rzeczywiście ziemia święta, jej skalanie rodzi okrutną zemstę, a okrucieństwo kanibali nie zna granic. Nie chodzi tu o prymitywne tortury i zadawanie bólu dla idei cierpienia. To obrona świętości.

4. "Kanał"

kanał

David, ustatkowany archiwista wiódł spokojne życie. Wszystko diametralnie zmienia się, gdy spada na niego podejrzenie, że ukochana żona Alice ma romans z jednym ze swoich klientów. Poukładany świat staje się nieznany, a to co uważał za białe jest teraz czarne. Pewnego dnia koleżanka z pracy daje Dawidowi taśmę do zarchiwizowania. Zaciekawiony David zaczyna ją przeglądać. Odkrywa, że dom, w którym mieszka to miejsce brutalnego morderstwa popełnionego w 1902 roku. Do nadwyrężonego umysłu Dawida wkrada się małymi krokami rodzaj obsesji. Już nie tylko prawdziwy romans żony zaszczuwa jego myśli, ale i coraz mocniejsza chęć odkrycia prawdy o tym co w domu wydarzyło się przed laty. Myśl z początku niewinna staje się coraz bardziej fanatyczna i absorbująca. Romans wychodzi na jaw, kilka dni po tym żona znika bez wieści. Jedynym i głównym podejrzanym staje się David, którego myśli coraz mocniej zjada przekonanie o tym, że za wszelkim złem jakie dzieje się w domu kryje się demon, siła nadprzyrodzona. Nic nie jest takie jak uprzednio. W majakach makabrycznych wizji i obrazów trudno odróżnić prawdę od fałszu. To Demon, obłęd, czy coś jeszcze bardziej mrocznego?

 

Na Wasze zgłoszenia czekam do 11 kwietnia!

13:24, ilsa333
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Play Misty for me/ Zagraj dla mnie "Misty" (1971)

play misty for me

Prezenter radiowy Dave Garver cieszy się opinią podrywacza. Ciąży mu ona, bo utrudnia poważne relacje  z kobietami, a konkretnie z jedną wybraną kobietą, śliczną Tobe, z którą ma szansę zbudować udany związek. Niestety pewnego wieczoru w pewnym barze daje się ponieść swojej naturze i jak się później okaże poderwie zupełnie nie odpowiednią kobietę. Evelyn niczym Annie Wilks jest 'fankom numer jeden' przystojnego radiowca i nie omieszka by mu to pokazać. Dzwoniła na antenę każdego wieczoru i prosiła by Dave puścił jej ulubiona piosenkę, teraz postanowiła poznać go osobiście.

play misty for me

Jedna wspólna noc to dla niej początek miłości na całe życie. Stawianie oporu przed namolną kochanką na niewiele się zdaje. Evelyn jest gotowa na wszystko.

"Play Misty for me" jest reżyserskim debiutem Clinta Estwooda. z uwagi, że bardzo sobie cenię jego późniejsze dzieła ("Rzeka tajemnic", "Oszukana") byłam ciekawa jego reżyserskich początków.

Jako aktor kojarzy mi się głównie z postaciami żujących tytoń kowbojów i myślę, że takie kreacje przylgnęły do niego aż za nadto. Oglądając jego debiutancki film, w którym jednocześnie wciela się w postać głównego bohatera tylko czekałam aż splunie, zaklnie i wskoczy na konia.

Jak słusznie należy podejrzewać nic takiego się nie dzieje:) Filmowy Dave tylko z pozoru wygląda na twardziela. W miłosnym pojedynku z Evelyn wypada mało walecznie. Nawet było mi go szkoda.

Facet jak facet, łasy na kobiece piękno podrywa w barze urodziwą Evelyn. Ta szybko przejmuje inicjatywę i w efekcie to ona go targa do łóżka. Po wspólnej nocy Dave wraca do swoich zajęć, pracy w radiu i próby nawiązania relacji z dawną kochanką, Tobe, zaś Evelyn snuje wizję wspólnej przyszłości. Nachodzi mężczyznę, wydzwania, napada na niego na ulicy, śledzi.

Dave początkowo ostrożnie stara jej się wytłumaczyć, że niestety, ale dzieci z tego nie będzie. Idzie mu to jak po grudzie. Zupełnie nie potrafi dotrzeć do Evelyn więc ta dalej roi sobie, że będą parą, ba, już są parą - od pierwszego włożenia.

play misty for me

O ile obserwowanie nieporadności Dave'a w jego próbach odparcia zalotów Evelyn jest średnią rozrywką to bliższe przyjrzenie się działaniom kobiety nosi już miano obserwacji psychiatrycznej.

We wstępie wpisu porównałam ją do Annie Wilks z "Misery" i nie bez powodu. Jak pamiętacie z filmu w którym w postać szalonej fanki pisarza wcieliła się Kate Bates, aktorka ta potrafiła w fantastyczny sposób pokazać gwałtowność charakteru swojej bohaterki. W jednej chwili słodka i niemal urocza, a na pewno zupełnie nie groźna, by za chwilę zmienić się w ryczącą potworę, która samym tonem głosu ściska jaja mocniej niż imadło. Takie same zachowania prezentuje Evelyn.Mrucząca kotka, wielbicielka jazzowych pościelówek i poezji Poe'go potrafi warczeć jak wściekły pies i bluźnić jak degenerat.

Jesika Walter dała tu więc niezły popis. Muszę stwierdzić, że Estwood wypada przy niej jak betonowy kloc, ale może taka była w założeniu jego rola? Evelyn jest siłą napędową fabuły, jest jak tornado. Zastanawiamy się co też jeszcze jest gotowa wymyślić?  Jest siłą tego filmu i jego największą zaletą. W zasadzie, mogę powiedzieć, że to ona robi ten film.

play misty for me

Jak na reżyserski debiut film wypada bardzo dobrze. Reżyser dbał o takie szczegóły jak nastrojowa muzyka, czy dobre zdjęcia.

Na dużą uwagę zasługują sceny w których oczami Evelyn obserwujemy poczynania Dave'a. Ciekawie też wypadły ujęcia z nożem, bardzo ciepło kojarzące się z takimi obrazami jak "Psychoza". Klimat filmu przywiódł mi na myśl stare filmy noir z mistrzowskimi postaciami femme fatale.

Wszytko się ładnie zgrywa, choć nie ukrywam, że mogłoby być jeszcze lepiej.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl