What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
sobota, 25 kwietnia 2015

Territories/ Terytorium (2010)

territories

Pięcioro młodych amerykanów wkrótce ma przekroczyć granicę Kanady w drodze powrotnej z wesela. Mimo iż obierają trasę mniej uczęszczaną natrafiają na dwóch funkcjonariuszy straży granicznej. To co wydaje się być rutynową kontrolą szybko przeradza się w bezprawne zatrzymanie i uprowadzenie. Dlaczego? Ano dlatego, że dwóch gości w mundurach to byli weterani wojny w Iraku (tej pierwszej) i ani myślą wpuścić do swej ojczyzny kogokolwiek kto wydaje im się podejrzany.

Wszyscy boją się muzułmanów. Każdy kogo powierzchowność może kojarzyć się mieszkańcami bliskiego wschodu od razu budzi lęk. Nie oszukujmy się, amerykańskie działania wojenne, jak i działania fanatycznych wyznawców islamu zrobiły swoje i piętnem odcisnęły się na świadomości wielu ludzi na świecie. Największego świra na temat zagrożenia jaki niesie każdy o imieniu Abdul mają amerykanie. Można się temu dziwić, a można to przyjąć jako realną konsekwencje wydarzeń.

Wspominam o tym tylko dlatego, że temat ten zainspirował twórców filmu "Territories".

Rzecz jest o patrze podstarzałych weteranów, którzy zdrowie fizyczne i psychiczne zostawili na drugim końcu świata. Pech chce, że pewnej nocy na ich terytorium wkraczają przyjezdni. Pięcioro młodych ludzi w tym urodzony w Bostonie obywatel Ameryki o nazwisku Kahlid, jego narzeczona Żydówka jej astmatyczny brat i para przyjaciół.

Ogarnięci obsesją przywracania honoru Ameryce i wyładowaniu własnych frustracji postanawiają zająć się nieproszonymi gośćmi.

terytorium

Pierwsze minuty filmu to bardzo szybka akcja. Fanatycy szukają zaczepki i udaje im się ją znaleźć. Posądzają grupę o posiadanie i przemyt narkotyków i z minuty na minutę coraz bardziej nakręcają się w tym przekonaniu.

Najbardziej mają jednak na oku pokojowo nastawionego Jalii'a. Facet o niewątpliwie wschodniej urodzie i nazwisku z automatu staje się terrorystą, oczywiście w przekonaniu naszych samozwańczych obrońców ameryki. Dochodzi do bardzo nieprzyjemnych sytuacji i co szokujące, nasi bohaterzy poddają się im bez większego sprzeciwu. Lęk przed władza? Zapewne, a może stara dobra chęć uniknięcia większych problemów? Jest coś takiego w każdym człowieku, że gdy widzi mundurowych od razu czuje się zagrożony. Nie zależnie od tego czy faktycznie ma coś na sumieniu;) Druga rzecz, kolejne zjawisko, każdy kto jest niewinny wierzy, że jego czyste sumienie zapewni mu wybawienie. Często nie zdając sobie sprawy z tego, że w tej potyczce wcale nie chodzi o to by dociec prawdy, tylko o to by udowodnić wcześniej założone stwierdzenie. W tym przypadku celem jest dowiedzenie, że przekraczający granicę ludzie są zagrożeniem dla ameryki. Czy nasi antybohaterowie naprawdę w to wierzą? Kolejne filmowe wydarzenia pokazują, że tak. Wierzą jak cholera i nie cofną się przed niczym by skłonić podejrzanych do przyznania się do winy.

territories

O tym co wojna robi z psychiką żołnierzy krążą już legendy. Filmowcy wielokrotnie sięgają po ten wątek prześcigając się w coraz to brutalniejszych wizjach psychicznej dezintegracji ludzi, którzy walczyli na froncie. Często pojawia się tu przemyślenie, z którego wynika iż człowiek, który raz trafił do piekła cały czas nosi je w sobie. Osadza się ono ja jego duszy jak proch strzelniczy na rękach i nawet jeśli dokładnie się go zmyje dłoń i tak będzie poszukiwać spustu pistoletu. Tak też jest w przypadku naszych antybohaterów. Oni już nie umieją inaczej. Poświęcili wszytko dla kraju i nie godzą się na odsuniecie od jego spraw. Walczą dalej na własną rękę.

territories

Nie zabranie tu mocnych scen, choć bardziej bije po oczach brutalność psychologiczna- przesłuchania,  niż fizyczna- głodzenie, pobicie, zamykanie w klatkach. Dlatego mimo iż można by ten film zakwalifikować do nurtu exploration to nie do końca mi tu pasuje.

Ze względu na dużą uwagę jaka został poświęcona motywom sprawców i zaprezentowaniu postaw ofiar skłoniłabym się raczej do brutalniejszego thrillera psychologicznego.

Pierwsze sceny w filmie są bardzo dynamiczne, dlatego niektórych widzów może rozczarować wycofanie się z takiego tempa akcji na rzecz zapoznania ze sprawcami i ofiarami. Zazwyczaj w filmowym planie najpierw mamy wieczorek zapoznawczy a później mordobicie. Tu jest na odwrót. Mnie to nie przeszkadza, zwolnienie tempa akcji i przyrostu przemocy fizycznej  wcale nie zmniejsza napięcia ani psychicznego dyskomfortu jaki powoduje śledzenie rozwoju sytuacji. Jest ciekawie.

territories

Jeśli chodzi o walory estetyczne filmu to dominuje tu brudna kolorystyka, i ucieczki 'kamera z miejsca zbrodni'. Jedna z końcowych scen filmu tylko sygnalizuje w jakim położeniu po kilku tygodniach przetrzymywania znajdują się nasi bohaterzy. Ta migawka mówi więcej niż tysiąc słów.

Aktorstwo jest nie do pogardzenia, choć nie wyróżniłabym tu nikogo z obsady. Każdy w swej roli daje radę.

"Teritorries" to ewidentnie film wart uwagi.

Jego wymowa nie spodoba się każdemu, bo zahacza o dość kontrowersyjną tematykę i może kolidować ze światopoglądem niektórych widzów. Ja podeszłam do niego jak do produktu i nic ponad to. Wywołał u mnie bardzo nieprzyjemne emocje i przemyślenia dalekie od cenzuralnych.

Polecam.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:4/10

Tagi: thriller
07:36, ilsa333
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 kwietnia 2015

Kompleks Boga - Piotr Rozmus

kompleks boga

W Szczecinie znikają ludzie. Ekipa policjantów pod wodzą Aleksandra Pieńkowskiego ma problem ze sprecyzowaniem kto może być winny fali porwań. Giną zarówno rozrywkowe studentki jak i poważni businessmani, nawet akademicki wykładowca psychologii. Jakiego sprawce może interesować tak rozbieżna grupa? Jaki może mieć motyw?

Początkowo tropów jest niewiele, ale gdy pojawia się wątek wiadomości, jakie wszystkie zaginione osoby otrzymały nim słuch po nich zaginął, kiełkuje pierwszy pomysł. Cytaty z biblii mogą wskazywać na kogoś, kto wysługując się słowem bożym postanawia przeprowadzić iście starotestamentową krucjatę. Jak wiadomo, nie ma ludzi bardziej niebezpiecznych niż religijni fanatycy...

Po drugą z książek Piotra Rozmusa sięgnęłam bardzo niechętnie. Jego debiut dał mi, co prawda sporo uciechy, ale nie da się ukryć, że było w tym z mej strony sporo drwiny dla starań autora. ALE jako że każdemu należy dać drugą szansę i wierzę, że ludzie potrafią uczyć się na błędach, skorzystałam z okazji przeczytania "Kompleksu boga".

Co mogę powiedzieć ze stu procentową pewnością, to to, że jest zdecydowanie lepiej. Nie wiem, czy autor sam wpadł na pomysł, że żonglerka amerykańskimi realiami na polskim podwórku wypadła żałośnie, czy też może ktoś mu to zasugerował, ale fakt jest taki, że zostawił twardy amerykańskich gliniarzy za oceanem i nie wciskał do fabuły wątków z 'zagramanicznych' filmów sensacyjnych, jak wybuchające samochody, czy policjant, że Szczecinka o nazwisku Donovan:)

Zamiast wałkować trudne życie gliniarza z kryminalnej, o którym jak było widać, pojęcie miał mgliste skupił się na postaci mordercy i ofiar.

Tu wymalował całkiem wiarygodne historie.

Sprawa zaczyna się od pana businessmana zajmującego się nieruchomościami. Piękny, młody i bezwzględny rekin przedsiębiorczości zostaje upolowany w czasie, własnego polowania. Polowania na dupy. Temat dup jest w jego życiu bardzo ciekawym aspektem. Autorowi udało się stworzyć ciekawy życiorys postaci i  w tym przypadku potknął się w zasadzie tylko raz. Ale czy ktoś to wychwycił, po z mną - upierdliwą mną? Wątpię. Bohater o imieniu Krystian w czasie monologu zachwytu nad samą sobą rzecze, że 'naiwni żółtkowie' z Tokio puszczą mu za bezcen swoja ziemię. Hola, hola. Czy aby autor nie wie, że każdy fragment Japonii jest zagospodarowany do ostatniego centymetra i japoński businessman prędzej popełnił by seppuku niż sprzedał białemu wyrzutkowi fragment swej ojczyzny? To bardzo niefortunna wstawka, aż grysie w oczy.Wiedza ogólna tu kuleje, a pan Rozmus powinien czasem dwa razy zastanowić się zanim wystrzeli z siebie wywód na temat, o którym nic nie wie. To zresztą problem, który bardzo wytykałam mu przy recenzji poprzedniej książki: brak orientacji w teranie, na który się porywa.

Następną postacią jest pani psycholog. Atrakcyjna - jak wszystkie kobiety pojawiające się w tej powieści - i inteligentna doktor Ewa, zostaje uprowadzona z przystanku autobusowego wracając z uczelni. Trafia do piwnicy, a później do klatki w owej piwnicy obok wcześniej wspomnianego Krystiana.

Obydwoje trafili tam, bo mają coś na sumieniu. O ile przewina Ewy wydaje się błaha, o tyle w przypadku Krystiana złożenie całopalnej ofiary za jego dusze byłby całkiem na miejscu.

Ale klatek mamy trzy. Czas na trzecią ofiarę, studentkę, Natalię, która zostaje porwana prosto, z delikatnie mówiąc, 'nieudanej randki'. I ona podpadła bogu...

Ofiar będzie ostatecznie czworo, choć ostatni z zainteresowanych załapie się ledwo na koniec imprezy.

Mamy też naszego zbira, który już w prologu prezentuje psychotyczne objawy. Wstęp mówi nam dosyć sporo na temat tego, dlaczego nasz antybohater porywa się na starotestamentową krucjatę. Nie dowiadujemy się jednak wszystkiego, bo 'najsmaczniejsze kąski' zostają na koniec. Co się oczywiście chwali, choć autor posłużył się tu bardzo pospolitym wątkiem.

Tytuł powieści mówi nam w zasadzie wszytko na temat jego poczynać. Kompleks boga, który doskwiera aspirującemu zbawicielowi jest przyczyną całego zamieszania.

Można rzec, że dużo tu psychologii, czyż nie? Pamiętam, że w poprzedniej powieści, po za tym, że autor mylił imiona bohaterów, nazywał pentagram 'sześcioramienną gwiazdą', to nie odróżniał jeszcze psychiatry od psychologa klinicznego, co spowodowało u mnie dużą wesołość.

Jako, że w wypadku "Kompleksu boga" cała siła powieści opiera się na psychologii musiał w tym temacie pogrzebać. Już nie myli psychiatry z psychologiem, ale znać powierzchowność jego wiedzy. Rzuca hasłami typu 'zaburzenia z grupy A klasyfikacji DSM V' jak by chciał popisać się wiedzą, pewno z google, bo w branży psychologicznej w Polsce dalej jedzie się na ICD 10 ewentualnie DSM IV.

Jedną ze swoim bohaterek uczynił wykładowcą psychologii. Pomijając fakt, że owa bohaterka wykładając na pierwszym roku opowiada swoim studentom o Freudowskim modelu osobowości, w ramach zajęć z 'psychologii osobowości, który to przedmiot  na polskich uczelniach zarezerwowany jest dopiero na trzecim roku, to jeszcze w treść wykładu autor  wplata niekiedy całe zdania przerznięte ze strony internetowej. Daleko nie szukał, bo wpisując w google hasła 'ego, id i super ego' znajdziemy je na trzeciej stronie z ukazanych wyników;) To dopiero reacherch! Taki King, na przykład, przez dziesięć lat zbierał materiały do jednej ze swoich powieści, bodajże "Łowca snów", a polski pisarz ma google ;).... No nic, użycie tematu psychoanalizy zostało zapewne podyktowane zapatrzeniem się  (znowu)  w amerykańskie kino, gdzie w każdym wątku związanym z psychologią musi pojawić się Freud. Albo plamy atramentowe;)

W powieści zostaje wykorzystany jeszcze jeden modny na polu psychologii wątek, najpopularniejsze zaburzenie świata, które w naturze występuje rzadko, ale w kinie i literaturze w przypadku niemal co drugiego mordercy. Ah, kocham schematy. Nie mamy tu więc żadnego novum, ale i tak jest ciekawie. Tak, jest ciekawie, mimo iż autor parokrotnie zawodzi brakiem wiedzy ogólnej - jeszcze kilka przykładów bym przytoczyła, ale szkoda czasu. Mimo to książka jest ok. Może dlatego, że wciąż mam w pamięć gafy z debiutu?

Styl też jest dobry, przystępny, prosty. Autor zaczął unikać przydługich porównań, którymi była usiana "Bestia" co wyszło mu na zdrowie. Całość czyta się przyjemnie i jedyne co mogłam jej zarzucić, to mało oryginalny motyw przewodni,  potknięcia na polu wiedzy ogólnej i powierzchowne traktowanie psychologii, na której de facto opiera się cały pomysł. Dużego plusa daje za sprawne poprowadzenie wątków obyczajowych. W tych fragmentach Rozmus wręcz płynie i aż miło się to czyta.

Może powinien spróbować w sił w obyczajówkach? Tam nie musiałby zapuszczać się na tak grząski grunt, na którym widać we fragmentach z psychologią i wątkami kryminalnymi porusza się bardzo niepewnie i jakby boi się napisać coś bardziej wywrotowego i dalszego o schematu.

Czy sięgnę po następną książkę autora jeśli takową wyda? Myślę, że tak, chociażby po to by śledzić postępy. Może będzie jeszcze lepiej?


Moja ocena:6-/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf:

videograf


14:04, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 kwietnia 2015

Styria aka Angel of death (2014)

styria

Do opuszczonego od lat '20 XX wieku zamku na Węgrzech przybywa angielski profesor wraz z nastoletnią córką, Larą.

Dziewczyna jest świadkiem jak jeden z mieszkańców okolicznej wsi napada na młodą dziewczynę. Lara pomaga jej ukryć się w zamku. Córka profesora i tajemnicza Carmilla zaprzyjaźniają się. Tym czasem Styrię nawiedza fala samobójstw młodych dziewcząt, zupełnie jak w odległej przeszłości.

"Styrię" miałam na oku już jakiś czas. Trafiłam na nią przypadkiem szukając screenów z polskiego filmu "Carmilla". Wiedziałam, że na oficjalną dystrybucje będę musiała się naczekać, bo twórcy obrazu nie są cudownymi dziećmi Hollywood.

Zauważyłam, że jest to produkcja, w której spory udział mają Polacy: Za zdjęcia odpowiada nasz rodak, a w jedną z głównych rol wciela się polka, Julia Pietrucha. Film kręcono w Europie, dokładnie na Węgrzech, więc narobiłam sobie nadziei na piękne widoki oraz europejski klimat i nie pomyliłam się.

styria

"Styria" to bardzo europejska produkcja. Powiedziałabym nawet, że wschodnioeuropejska, bo bardzo przypomina mi rosyjskie horrory, które udało mi się do tej pory zobaczyć, mam tu na myśli tę udaną grupę. Kojarzy się też ze starymi polskimi produkcjami grozy. Ma podobny klimat, nie opiera się teatralnej manierze i nadużywa zaufania widza zakładając, że wcale nie musi wszystkiego dokładnie wyjaśniać. Posiada klimat klasycznego horroru gotyckiego, okraszonego elementami psychologicznymi dla podkręcenia wrażenie szaleństwa.

Poniekąd fabularnie jest to wariacja na temat "Carmilli" Le Fanu: Mamy tajemnicze dziewczę, które trafia pod jeden dach z młodą bohaterką (W oryginale Laurą w tym filmie Larą) i wchodzi z nią w bardzo intensywną relację.

Odwiedza ją w nocy, gdy reszta domowników śpi i oprowadza po okolicy. Dziewczęta doskonale się bawią, ale z nocy na noc Lara zaczyna się coraz gorzej czuć. Słabnie i widać, że towarzystwo Carmilli, którego bardzo pragnie wcale jej nie służy.

styria

Mamy jeszcze wątek ojca, który ukrywa przez Larą pochodzenie jej matki, a także fakty związane z jej zniknięciem z ich życia.

Ojciec Lary zajmuje się badaniem zabytków, coś jak połączenie archeologa i restauratora sztuki. Obiera na cel zamek w Styrii, gdzie ukryte są trzy ścienne malowidła o mrocznym rodowodzie. Murale przedstawiają stara legendę, a może historię? W dodatku historię, która zdaje się powtarzać w tej chwili, gdy okazuje się, że w Styrii młode dziewczęta bardzo chętnie popełniają samobójstwa.

Fabułę filmu można podzielić na dwie części. Pierwsza, czyli ta bliższa oryginalnej historii Le Fanu, gdzie jeszcze nie wiemy skąd wzięła się Carmila, więc zakładamy, że jak w oryginale jest wampirem i obserwujemy zmiany jakie zachodzą w Larze i druga, gdy przedstawiona zostaje historia z przed lat, związana z malowidłami, leczniczymi źródłami i samobójstwami dziewcząt, oraz gdy dochodzi do pewnego zdarzenia z udziałem Carmilli. Nie mogę wam więcej zdradzić, dość powiedzieć, że w tym momencie odchodzimy od oryginalnej historii. Wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.

Wampiryzm jest bardzo oczywistym rozwiązaniem i gdy twórca bierze na tapetę ten wątek musi trzymać się pewnych zasad inaczej zostanie wyklęty przez potencjalnego widza. Innowacyjne podejście nie jest pożądane dlatego też dobrze się stało, że twórcy "Styrii" posługują się bardziej metaforą wampiryzmu niż jego mitologiczną wersją.Choć obawiam się, że większość widzów i tak nie wychwyci niuansu i potraktuje sprawę nazbyt dosłownie, jak kolejny vampire movie, gdzie głównym celem antybohatera jest picie krwi.

Bardzo, ale to bardzo podobały mi się sceny finałowe.Ujęcia Carmilli obserwującej Larę jakby z innego świata, jasnego i pięknego podczas gdy ta balansuje nad krawędzią.To takie podsumowanie całej relacji obydwu panien. Lara, która podświadomie dąży do samozagłady i Carmilla, która oferuje jej śmierć.

styria

Fabuła przypadła mi więc do gustu i nie przeszkadzało mi pewne jej 'pomieszanie z poplątaniem'.

Wykonanie też zasługuje na uwagę. Jak wspomniałam za zdjęcia odpowiada Polak  należą mu się za nie brawa, bo wypadają świetnie. Perfekcyjne operowanie światłem wyznacza granicę między mrokiem i jasnością czym świetnie zgrywa się z poetyką filmu.

Sceneria jaka została wybrana jako filmowy plan również wypada bardzo dobrze, mam tu na myśli zarówno wnętrze zamku jak i jego otoczenie tj. panorama gór,przyległe lasy, czy wioska pełne zabobonów i średniowiecznych lęków malujących się na twarzach mieszkańców.

styria

Aktorstwo jest jak najbardziej okej. Na czele ekipy jako najbardziej doświadczony w aktorstwie staje Stephen Rea ze swoim cierpiętniczym wyrazem twarzy. Lubię go i jak zawsze zagrał dobrze. W Larę wciela się aktorka mi osobiście nie znana choć ma już nie najgorszą filmografie. Ma bardzo interesującą urodę i zagrała bardzo bardzo dobrze. Na koniec rodaczka, Julia Pietrucha, znana z polskich seriali - głównie. Bałam się, że jej akcent będzie kalał moje uszy, ale nic podobnego, dykcja daleka od kwadratowej i mimo iż nieco odstawała od brytyjskiej obsady to nie było to bolesne. Bardzo mile zaskoczyła mnie swoja grą. Była bardzo sensualna i naturalna, doskonale poradziła sobie z tak niejednoznaczną postacią jak Carmilla. Urody też jej nie brakuje. Nie jest ona jedyny polskim akcentem w obsadzie bo mamy tu jeszcze jedno nazwisko i rolę trzecioplanową, w którą wciela się jeden z najlepszych polskich dubbingowców. Na ekranie też można go pokazać bez wstydu i znać po nim światową klasę aktorską:)

Na pewno jest to kino oryginalne zarówno pod względem formy jak i treści. Odbiega od hollywoodzkich standardów, trzyma się pazurami europejskiej estetyki wypinając tyłek na banał. Mnie bardzo się podobał.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Oryginalność:7

to coś:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

71/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 21 kwietnia 2015

Fertile Ground (2011)

fertile groung

Małżonkowie, Emily i Nate przeprowadzają się do odziedziczonego przez mężczyznę domu na prowincji. On jako aspirujący artysta ma tam przygotowywać się do wernisażu, a ona ma wrócić do dawnej pasji szycia i projektowania sukienek. Wszytko po to, by małżonkowie mogli pozbierać się po niedawnym nieszczęściu, czyli poronieniu przez Emily córeczki.

Dom jest stary, ale wcale nie opuszczony. Każdy jego fragment tętni od historii jego byłych mieszkańców. Co jest niepokojące, najczęściej są to historie zakończone nagłym zgonem.

Emily, która jak się okazuje, ponownie zachodzi w ciążę zaczyna odczuwać obecność złowrogiej siły, którą epatuje dom. Kiedy grzebie w historii rodziny męża, a co za tym idzie w historii domu odkrywa, że doszło tam do brutalnej zbrodni, która była dziełem przodka Nate'a. Ale to jeszcze nie wszytko, do tego dojdzie jeszcze upiorne znalezisko na podwórku w postaci ludzkiej czaszki.  Okaże się, że Nawet najsłynniejszy morderca XIX wieku kręcił się po okolicy.

fertile ground

Adam Gierasch jest twórcą wielu niskobudżetowych horrorów, takich jak "Autopsy", czy "Wicked Little things". Z nich wszystkich chyba najlepiej udał mu się "Fretile Ground". Piszę to mimo, iż nie jestem zwolenniczką scenariuszowych kalk. Zawsze wolę film nieco niedopracowany, ale oryginalny niż kolejny bezpieczny schemat. Problem w tym, że filmy tego twórcy po za schemat się nie ruszają.

Historia rodziny Weaverów to przechadzka po historii konwencji ghost story. Zaczynamy tradycyjnie od przeprowadzki do nowego domu. Pojawia się ciąża, której towarzyszy złe samopoczucie bohaterki i przekonanie o zagrożeniu. Być może Emilly jeszcze nie pozbierała się po stracie poprzedniego dziecka, a może dopadła ją depresja okołoporodowa? Ciężarne kobiety są bardzo lubym tematem dla twórców horroru. Hormony buzują, nadwrażliwość staje się rzeczą naturalną. Łatwo wepchnąć taką bohaterkę do starego domu i wystraszyć.

fertile ground

Pojawia się motyw zbrodni z przeszłości popełnionej na bogu ducha winnej kobiecie.

W ghost story często występuje motyw zapętlenia. Tak zwane 'nawiedzenie osiadłe', które charakteryzuje się tym, że w nawiedzonym miejscu wciąż powtarza się sekwencja tych samych tragicznych wydarzeń.

Emilly zaniepokojona zmianą w zachowaniu męża zaczyna wierzyć, że ten, wzorem swojego przodka zamierza ją zabić. Motyw obłędu partnera i bezbronności wobec tej sytuacji małżonki to również temat stary jak świat. W "Fertile Ground" mamy nawet scenę, która powinna już rozwiać wszystkie wątpliwości ad. oryginalności pomysłu. Gdy Emily odwiedza pracownie męża, w której ten spędza całej dnie odkrywa, że wypełniają ją puste płótna - zajechało "Lśnieniem", czyż nie?

fertile ground

Mimo iż przeszłość domu jest taka, a nie inna, teza o nawiedzeniu nie może być nazbyt oczywista. Muszą pojawić się wątpliwość i podejrzenie o bardziej przyziemny rodowód wizji nawiedzających bohatera czy bohaterkę. Tu najlepiej postawić na chorobę psychiczną.

I tym o to sposobem mamy już cały film. Wszystkie motywy podsunięte jakby taśmociągiem, zaczerpnięte z innych popularnych horrorów.

Ale czy efekt jest bardzo zły? O dziwo nie. Przewidywalność, przewidywalnością, ale i tak miło się to ogląda. Tempo akcji jest niespieszne więc możemy cieszyć oko powolnymi przejazdami kamery po domu, okolicy, licach przerażonej kobiety. Mimo to nie jest nudno, bo zawsze znajdzie się jakaś krytyczna sytuacja, załamanie Emilly, czy wybuch agresji Nate'a.  Przemknie jakiś nienachalny duszek, czy objawi się w innej formie. Aktorstwo też jest jak najbardziej w porządku. Podobało mi się też zakończenie. Znowu nic oryginalnego, a jednak.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:3

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Los Ojos de Julia/ Oczy Julii (2010)

oczy julii

Bliźniaczki, Sara i Julia cierpią na chorobę , która objawia się stopniową utratą wzroku. Stan Sary jest znacznie gorszy, jest już praktycznie ślepa. Pewnego dnia Sara zawisa w swojej piwnicy, a jej siostra Julia nie potrafi tego zaakceptować.

Być może strach przed resztą życia spędzoną w ciemności popchnął ją do samobójstwa? Ale czemu Sara miałby popełniać samobójstwo po operacji przywracającej wzrok?

W wyniku strasu jaki przysporzyła Julii śmierć siostry i u niej objawy ślepoty zaczynają gwałtownie postępować. Pytaniem jest, czy Julia zdąży rozwiązać zagadkę zanim i ją dopadnie ciemność?

Filmy sygnowane nazwiskiem Guillermo del Toro przyciągają najwięcej fanów hiszpańskiego kina. Jego nazwisko jest już marką i gwarancją udanego seansu. Osobiście nie spotkałam się chyba ze złym filmem którego producentem, tudzież reżyserem, czy scenarzystą byłby del Toro.

"Oczy Julii" powstały w wyniku współpracy del Toro, Moralesa ("Dziwny lokator") i Paulo ("El Cuerpo"). W podwójną role bliźniaczek wciela się naczelna gwiazda hiszpańskiego kina Belen Rueda ("Sierociniec", "El Cuerpo", "W stronę morza").

Fabuła opiera się na próbach rozwikłania tajemniczej śmierci Sary. Julia nie wierzy w wersję z samobójstwem. Wprowadza się do domu Sary i ku rozpaczy swojego męża zaczyna prywatne śledztwo. Szybko okazuje się, że Sara miała swoje tajemnice. W jej życiu był jakiś mężczyzna.

oczy julii

Julia jest przekonana, że to on mógł mieć udział w śmierci siostry. Pojawia się też wątek dziwacznego sąsiada o niecierpliwym penisie.

Julia za wszelką cenę chce poznać tożsamość mężczyzny, z którym spotykała się Sara. Problem w tym, że jest to człowiek widmo posiadający jakiś dziwny dar niewidzialności. Nikt kto go napotkał, nie jest w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące jego wyglądu.

Tymczasem Julia ślepnie. Niewidzialny mężczyzna coraz natarczywiej atakuje kobietę. Przemyka obok niej jak cień. Może być każdym, a postępująca ślepota nie ułatwia walki z nim, a może wręcz przeciwnie? Może to właśnie niewidzące oczy mają szansę zobaczyć najwięcej?

oczy julii

W przeciwieństwie do bardziej znanych filmów del Toro, "Oczy Julii" nie wykorzystują wątków paranormalnych. Nie ma tu żadnych Faunów, duchów, diabłów. To bardziej thriller oparty na psychologii relacji między poszczególnymi bohaterami. Kluczem do rozwikłania zagadki jest poznanie każdego z bohaterów wraz z jego tajemnicami i połączenie w całość zawikłanej układanki wzajemnych relacji.

Przynajmniej kilkakrotnie w czasie seansu widz będzie przekonany, przekonany stu procentowo, że już wszytko wie. Scenariusz jednak bezlitośnie wywodzi w pole pokazując nam tylko połowę prawdy.

Najciekawszym elementem fabuły, w moim odczuciu, jest wątek 'niewidzialnego'. Przemyka niezauważony, zupełnie zlany z tłem i z ciemnością. Na to kim jest miałam sporo pomysłów, ale dopiero u kresu tej historii mamy szansę poznać jego tożsamość. Zdemaskowanie sprawcy przyjmuje bardzo dramatyczny kształt i nie zabraknie tu scen pełnych napięcia.

Fabularnie jest to więc film solidny, ciekawy, wciągający.

Klimat zbudowany jest na podstawie narastającego wrażenia ciemności. Ciemności, która jak to z nią bywa często, niesie zagrożenie.

oczy julii

Twórcy po mistrzowsku wykorzystali motyw ślepoty Julii często ukazując świat przedstawiony jej oczami, zamazane kontury, zaciemnione przestrzenie, ciemność na końcu pola widzenia. Aktorstwo jest solidne, bo zobaczymy wielu czołowych aktorów hiszpańskich znanych nie tylko z kina grozy.

Na pewno nie zaliczyłabym go do moich ulubieńców jeśli chodzi o hiszpańskie horrory, bo są jednak filmy, które lubię dużo bardziej, ale na pewno nie zaniża on poziomu hiszpańskiego kina grozy i spokojnie mogę go polecić.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 19 kwietnia 2015

Noc - Ryszard Grzywacz

http://novaeres.pl/

"Noc" to króciutka książka, nie ma nawet stu stron.

Sięgnęłam po nią  z pobudek banalnych, spodobał mi się tytuł i okładka. Opis umieszczony na tyle był na tyle niejasny, że postanowiłam sprawdzić czym ta "Noc" tak naprawdę jest.

Dostałam w swoje ręce zbiór literackich miniatur opisujących jedną noc w Jeleniej Górze. Nigdy nie byłam w Jeleniej Górze. Daleko.

Bezimienny bohater pewnego wieczoru postanawia spędzić noc w sposób niebanalny. Zamawia taksówkę i rusza w miasto. Nie w głowie mu jednak hulanki, on wybiera się na niezwykłą wycieczkę krajoznawczą.

jelenia góra

Wszytko zaczyna się od jazdy taksówką, a kończy na pieszej wyprawie po Karkonoszach. Jest też stary przedwojenny tramwaj, jest rower -i jest rowerzystka. Jest też "Duch gór" pod postacią starca zalegającego w opustoszałym budynku.

Całą opowieść przypomina deliryczny sen. Pojawiają się tu zarówno sytuacje banalne i przyziemne jak 'zakupy w tesko' - bardzo udany opis typowo męskiego toku myślenia - jak i zjawiska niewytłumaczalne jak spotkanie z Duchem Gór, który oświadcza bohaterowi, że od tej pory ludzie będą mieli taki świat na jaki zasługują - plastikowy. Nasz bohater jest jedyną osobą, która zdaje sobie z tego sprawę.

Jego wyprawa ma trochę metafizyczny wymiar, choć nie wiem czy mój odbiór książki ma cokolwiek wspólnego z założeniami autora. Zahacza o historię Jeleniej Góry jako miasta, zachęca do poznania go.

Napisana jest bardzo literackim językiem. Wiem, jak to brzmi, w założeniu każda książka powinna być napisana literackim językiem, ale w praktyce wiadomo jako to jest. Autor żongluje słowami bardzo sprawnie, stosuje ciekawe językowe zagrywki, tylko do czego to zmierza?

Sięgnęłam po ta książkę, bo jak wspomniałam chciałam się dowiedzieć o czym jest. Ale nadal nie wiem. Wiem już co stanowi jej zawartość, ale jakie jest przesłanie? Ktoś przeczyta i mi powie?

Moja ocena:5+/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

http://novaeres.pl/

sobota, 18 kwietnia 2015

The boy next door/ Chłopak z sąsiedztwa (2015)

the boy next door

Clarie, nauczycielka angielskiego w miejscowym liceum od dziewięciu miesięcy jest w separacji z mężem. Mąż niestety za bardzo lubił 'zagryzać ciasteczka' w czasie podróży służbowych do San Francisco, co spowodowało poważne problemy małżeńskie.

Z początkiem nowego roku szkolnego na ulicę, przy której mieszka Clarie z nastoletnim synem, wprowadza się nowy sąsiad. Urok młodzieńca sprawia, że zraniona Clarie też nabiera apetytu na słodkości. Przystojny Noah wpada jej w oko, a później między nogi.

Pech chce, że dla niego nie było to jednorazowe turne i teraz zrobi wszytko by zatrzymać przy sobie atrakcyjną sąsiadkę.

"The boy next door" to typowy thriller o toksycznej miłości, 'cały w tym ambaras żeby dwoje chciało naraz'.

Pikanterii całej sprawie dodawać ma ogromniasty zadek Jennifer Lopez, która wciela się tu w rolę Clarie.

the boy next door

Aktorską jest niestety taką, a nie inną, ale i tak za role ofiary złego chłopca z sąsiedztwa została nagrodzona kubkiem popcornu. Zagrała całkiem przyzwoicie, choć obserwując ją na ekranie miałam wrażenie, że ludzie z produkcji bardziej skupili się na dbałości o idealny makijaż swojej gwiazdy niż na próbach wykrzesania z niej jakiś emocji. Mniejsza o to.

Reżyserem obrazu jest twórca pierwszej odsłony "Szybkich i wściekłych" toteż spodziewałam się większego tempa akcji, jakiś większych emocji, a jest raczej 'letnio'.

Historia jest do bólu prosta. Mamy piękną niewiastę w kryzysie, która trafia na nieodpowiedniego faceta. Noah okazuje się mocno porąbany. Ma bardzo określoną wizje wspólnego życia z wymarzona kobietą i nie da sobie wmówić, że wizja ta rozmija się z rzeczywistością.

the boy next door

Kiedy udaje mu się uwieść Clarie zaczyna ją szantażować. Macha jej przed nosem pamiątkami ze wspólnej nocy, nastawia jej synka przeciwko jej mężowi,  w razie potrzeby jest gotowy dać komuś w mordę. Scenariusz przewiduje tez ofiary w ludziach, ale raczej tych z dalszego planu, co byśmy nie zapłakali się nad losem kogoś do kogo się przywiązaliśmy.

Nie ma tu scen pełnych napięcia, czy jakiegoś godnego zapamiętania przesłania.

Żeby scenariusz wydawał się inteligentniejszy w usta naszych bohaterów powkładano cytaty z "Iliady" Homera. Szczególnie nasz antybohater lubi sobie pogadać. Efekt jest raczej smętny niż ciekawy. Mamy tu w zasadzie dwa godne zapamiętania ujęcia (Fani urody Pani Lopez dorzucą pewno jeszcze jedną;) mianowicie: scena, w której Noah śledzi jadący przed nim samochód swojej nauczycielki, desperacko starając się nie stracić jej z oczu (może Cohenowi została smykałka do scen na drodze po sukcesie "Szybkich i wściekłych?) i jedno z ujęć finałowych z wbijaniem ostrego przedmiotu w oko - no, prawie gore!;)

Film jest tak jak wspomniałam 'letni'. Ma nikły ładunek emocjonalny, a scenariusz rozmieszcza naszych bohaterów na planszy w bardzo standardowym szeregu, w dodatku nie zwraca uwagi na luki jakie występują w akcji.

Antybohater nie ma w sobie nic godnego uwagi. Etiologia jego szaleństwa jest bardzo mało złożona, a jego działania standardowe. Nie dopatrzyłam się w oczach aktora iskry szaleństwa, czegoś 'niebezpiecznego', natomiast bardzo eksponowana jest tu jego nienaganna sylwetka i profil greckiego bożka.

Ten film ogólnie jest 'gładki' i idę o zakład, że na planie więcej pracy mieli makijażyści niż osoby zaangażowane w inne aspekty realizacji.

Sztuczny i sztampowy- tak bym go podsumowała.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 17 kwietnia 2015

Nowa powieść Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego "Miasteczko"

miasteczko


"Nękany twórczą niemocą pisarz Marcin Lanowicz postanawia wraz z żoną odpocząć w małym miasteczku na Mazurach. Morwany początkowo spełniają ich oczekiwania - domki wypoczynkowe znajdują się w samym środku lasu, w pobliżu pięknych jezior.

Z czasem jednak okazuje się, że mieszkańcy miasteczka są  niezwykle dziwni, niespokojni, a niektórzy z nich wyglądają na ciężko chorych. Szczególnie intrygujące są trzy jasnowłose kobiety,o nieproporcjonalnie długich nogach.


Wkrótce potem okazuje się, że zarówno mieszkańcy Morwan, jak i blondwłose kobiety nie są tym, za kogo się podają, a mała wieś, nazywana przez wszystkich "miasteczkiem", nie istnieje na żadnej mapie...


Słowiańskie demony, pradawne koszmary i zbrodnie niedalekiej przeszłości. Wszystko to splata się w upiornym miasteczku, łącząc klasyczną grozę z brutalnym horrorem, aż do zaskakującego finału."

 

Swoim skromnym patronatem publikację wydawnictwa Viedograf objęła Biblia Horroru.

Już nie mogę się doczekać aż książka wpadnie w moje zachłanne łapki!

12:45, ilsa333
Link Dodaj komentarz »

APT/ Apartament (2006)

apt

W niefortunnym apartamentowcu "Fortune" co wieczór o godzinie 21:56 gasną światła, a nazajutrz okazuje się, że ktoś z mieszkańców pożegnał się z życiem. To co było brane za falę samobójstw, wkrótce nabiera kryminalnego znaczenia.

Światkiem niepokojących wydarzeń jest 'sąsiadka z naprzeciwka', mieszkająca w podobny apartamentowcu, typowym dla przedmieść Seulu i w zasadzie każdego dużej metropolii, Se-jin Oh.

Kobieta mieszaka samotnie i skupia się na karierze zawodowej. Gdy pewnego wieczora wraca do domu w metrze napotyka płaczącą kobitę w czerwieni. Se-jin ją ignoruje wtedy ta podchodzi do krawędzi peronu i zadaje bohaterce pytanie: Czy nie czujesz się samotna? Jest to pytanie wielkiej wagi dla całego scenariusza horroru, nie tylko dlatego, że w chwile po tym jak padło, kobieta w czerwieni popełni samobójstwo.

Koreańskie kino grozy ze wszystkich azjatyckich straszaków ma się chyba najlepiej. W Japońskich filmach meczą powtarzające się motywy, a Tajlandczycy i Filipińczycy chcą być bardziej amerykańcy.

Korea po za scenami grozy zawsze stawia na ciekawy scenariusz i zaskakujące rozwiązania fabularne, tu najbardziej oczywistym przykładem będzie "Opowieść o dwóch siostrach".

"APT" film twórców takich historii jak "Schody życzeń", czy "Dzwonek śmierci" toczy się w sterylnym betonowy klocu, w którym tłoczą się anonimowe postaci obcych sobie ludzi. Jednym z nich jest nasza Se-jin, która po traumatycznym zdarzeniu w metrze zaczyna baczniej przyglądać się swojemu otoczeniu, a może pytanie kobiety w czerwieni dało jej do myślenia? Może zrozumiała, że czuje się samotna?

apt

Se-jin nawiązuje znajomość z mieszkająca w bloku na przeciwko Yu -yeon, przykutą do wózka inwalidzkiego nastolatką, która niedawno straciła w wypadku rodziców. Teraz dziewczyną opiekują się jej sąsiedzi.

W otoczeniu Yu-yeon dzieją się niepokojące rzeczy. Jej sąsiedzi zaczynają ginąć. Po tym, jak o 21:56 zgasną światła mamy jak w banku, że ktoś wymeldował się z życia. Se-jin boi się, że jakiś rodzaj klątwy ciąży na budynku i może dosięgnąć jej znajomą. Ale czy ktoś jeszcze jest w stanie pomóc Yu-yeon? W apartamencie zagnieździło się coś złego i w zasadzie tylko jeden z mieszkańców może wyjaśnić co tak na prawdę się tam dzieje i co jest tego przyczyną.

apt

Pamiętam, że gdy pierwszy raz obejrzałam "APT" zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Rozwiązania fabularne, złożoność całej zagadki mile mnie zaskoczyła, a przygnębiający wydźwięk tej historii spotęgował wrażenia.

Po za tajemnicą do rozwikłania (pewnie zdarzą się wśród Was tacy, którzy na przypał- rympał strzelą i strzelą celnie, co tu się wydarzyło) mamy dużo wrażeń wizualnych. Zmontowanych bardzo przyzwoicie i wpisujących się w klimat azjatyckiego kina grozy, ale nie wyróżniających się jakoś szczególnie. Mamy też całkiem dobre aktorstwo i tu największą uciechę sprawia Yu -yeon, tajemnicza, delikatna i taka... wzruszająca.

Choć film raczej ne przekona osób negujących walory skośnych horrorów i oczywistym jest, że wśród koreańskich filmów znajdzie się wilee ciekawszych produkcji to ja "APT" oceniam na plus.

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:8

Fabuła:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:6

Oryginalność:5

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 16 kwietnia 2015

Chasing Sleep/ Czekając na sen (2000)

czekając na sen

Ed Saxon to mężczyzna w średnim wieku przezywający osobistą tragedię. Pewnego dnia jego żona, Eva, nie wraca do domu po pracy. Mąż cierpliwie czeka z przygotowaną kolacją, jednak żona nie zjawia się. Ani tego, ani żadnego z następnych wieczorów.

Z pomocą przychodzi ekipa detektywów, którym udaje się znaleźć samochód Evy, porzucony blisko domu jej znajomego z pracy. Nic ponad to. Mijają kolejne dni. Ed coraz silniej pogrąża się w depresji. Nie może spać i nawet połykane garściami leki nasenne nie pomagają. Zaczyna mu odbijać.

Michael Walker debiutował tym filmem w pełnym metrażu. Zarówno pomysł jak i wykonanie to w całości jego projekt. Do współpracy udało mu się namówić docenianego i nagradzanego aktora Jeff'a Danielsa, który wciela się w główną rolę.

"Czekając na sen" określany jest mianem horroru, jednak ja poprzestałabym raczej na thrillerze. Nie uświadczymy tu jakiś mrożących krew w żyłach scen, brutalności, czy zjawisk, którym należałoby przypisać paranormalny rodowód. Mamy za to obraz rozbitego psychicznie faceta, który nie może spać.

czekając na sen

Wszystkie filmowe wydarzenia rozgrywają się w domu bohatera. Tu Ed'a odwiedzają policjanci, psychiatra z grupy wsparcia i napalona studentka. Śledzimy kolejne dni jego egzystencji, która coraz silniej przybiera obraz szaleńczej matni, z której bohater nie jest w stanie się wyrwać. Nawet nie próbuje. Jedyne czego pragnie, to zasnąć i nie myśleć.

Zamiast tego zapijane alkoholem leki przynoszą mu halucynacje, jak pełzający na podłodze palec, czy wycieczki 'na drugą stronę ściny'.

czekając na sen

Nasz bohater nie odróżnia już prawdy od fikcji. Często urywa mu się film i nie wie co robił przez pół dnia. Na tej małej przestrzeni rozgrywa się cały dramat i szaleństwo.

Głównym tematem scenariusza jest obraz rozpadu psychiki głównego bohatera, ale mamy przecież jeszcze tajemnicze znikniecie jego żony. Domyślacie się co się z nią stało???

"Czekając na sen" nie przypadnie do gustu wszystkim widzom. Na pewno znudzi tych, których nie bawi często bardzo niejasny obraz szaleństwa bohatera. Twórca bardzo się w tym kierunku postarał. Jeśli jego bohater nie wie co tak na prawdę się dzieje, to widz też ma nie wiedzieć.

Ograniczona przestrzeń, niewielka ilość bohaterów, czy wolne tempo akcji może niektórych znudzić.

Film bywa porównywany do "Wstrętu" Polańskiego, ale nie ubliżając Walkerowi - to nie ta liga. Są oczywiście silnie zbliżone punkty, ale podobnie można by go porównać do "Opętania" Żuławskiego, czy "Zaginionej dziewczyny". Jak się człowiek uprze to znajdzie podobieństwo.

Film zasługuje na uwagę, na pewno się wyróżnia, bo unika oczywistości i zamiast podążać za widzem, to zmusza go do podążania za sobą, nie licząc się tym, czy człowiek ogarnie co się dzieje, czy nie.

Mamy tu sporo dobrze zrobionych scen z użyciem efektów specjalnych i teatr skupiony na jednym aktorze. Mnie się podoba, ale czy ktoś podzieli entuzjazm, nie wiem.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

To coś:7

Oryginalność:6

66/100

W skali brutalności:1/10

środa, 15 kwietnia 2015

American Gothic/ Amerykański gotyk (1988)

ameriacan gothic

grupa znajomych wyrusza wynajętym samolotem na wakacje. Niestety awaria po drodze zmusza ich do wylądowania na małej wyspie. Bohaterzy znajdują schronienie na farmie u bodajże jedynych mieszkańców tego odciętego od świata miejsca.

Gospodarze każący się tytułować 'mamą' i 'tatą' są dość specyficzni. Żyją jakby nadal były lata '30 i nie mają pojęcia o wynalazkach techniki, czy wydarzeniach na świecie. Jedyne co ich interesuje to religia i rodzina, a jeśli o rodzinie mowa...

'Mama' i 'tata' mają dzieci. Pociechy dobiegają już do pięćdziesiątki, ale psychicznie dalej tkwią na etapie dzieciństwa. Zdecydowanie nie jest to normalna rodzina i jak się okaże, jest nie tylko dziwna, ale i niebezpieczna.

"American Gothic" to jeden ze znanych, ale raczej mało dostępnych filmów grozy lat '80. Reprezentuje kino klasy B. Fabuła opiera się na modnym motywie 'turyści kontra wiejscy sodomici', jak to było w przypadku chociażby "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną", z którą ten film często jest porównywany.

Reżyserem obrazu jest John Hough twórca takich horrorów jak "Legenda piekielnego domu", czy "Twins o evil".

Nie da się ukryć, że kino grozy, szczególnie to klasy B często posiłkuje się satyrą społeczną. Tu pod ostrzał padło purytańskie środowisko amerykańskich farmerów. Obraz ich egzystencji zdominowanej przez określone wartości został tu stosownie przejaskrawiony - chociaż... kto wie?;)

Twórca użył w tytule  i plakacie promującym film, najsłynniejszego, albo jednego z najsłynniejszych amerykańskich obrazów, namalowanego w latach '30 ubiegłego wieku portretu małżeństwa farmerów na tle neogotyckiego domu, znanego właśnie jako "American Gothic". Obraz był wielokrotnie wykorzystywany w amerykańskiej popkulturze, często był parodiowany. O ile dobrze pamiętam to pojawia się nawet w wejściówce do serialu "Gotowe na wszytko".

ameriacan gothic

John Hough stworzył film oparty na konwencji slashera. Protagoniści, stosownie skrojeni wg. reguł doboru bohaterów pozytywnych w takich filmach trafią na odludzie. Znajdują schronienie na farmie i obiecana im zostaje pomoc. Ale jak to bywa w horrorach, w rzeczywistości trafiają z deszczu pod rynnę.

Już zachowanie pary farmerów jest niepokojące, ale wkrótce na arenę wkroczą także ich dzieci. Pierwsza będzie córuchna. Wielkie babsko przyodziane w sukienunie a la pastereczka. Pociecha utrzymuje, że wkrótce skończy lat 8.

ameriacan gothic

O ile budzące konsternacje zjawisko można było zrzucić na karb niedorozwoju umysłowego to znalezisko z pokoju 'dziewczynki' budzi już znaczny niepokój. W kołysce umieszczonej w pokoju Fanny znajdują się bowiem dobrze już zasuszone zwłoki noworodka. Jak się wkrótce okaże dziecko to urodziło się w wyniku kazirodczej relacji z bratem. A propo brata: W raz z pojawieniem się kolejnego dziecka farmerów przychodzi czas na pierwsza ofiarę. Pociechy 'mamy' i 'taty' lubią się bawić, a wiadomo, żeby się dobrze bawić trzeba kogoś zabić, na co mają z resztą przyzwolenie oddanych rodziców.

ameriacan gothic

Tak więc, przez cały film będziemy śledzić stopniowo pogarszającą się sytuacje grupy bohaterów, eliminowanych kolejno pośród okrzyków radosnej zabawy. Muszę przyznać, że akcje są tu dobrze popieprzone...

Film jako całość, mnie osobiście bardzo skojarzył się z "Domem tysiąca trupów" Rob'a Zombie'ego. Jak wiadomo ten twórca bardzo silnie inspirował się i nawiązywał do starego kina grozy, więc podejrzewam, że mógł też zaczerpnąć co niego z "Amerykańskiego gotyku".

Film jest specyficzny, uraduje fanów starego kina, szczególnie tego ocierającego się o groteskę i czarną komedię. Rozmiłowani w takowym klimacie czym prędzej powinni się zapoznać.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

To coś:8

Oryginalność:6

67/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 14 kwietnia 2015

Finders Keepers (2014)

finders keepers

W wyniku separacji z mężem, Alyson wraz z małą córka, Clarie przeprowadza się do nowego domu. Dom ma oczywiście swoją historię, która wcale nie jest urocza. Kilka lat temu z rąk chłopca zginęła tam rodzina. Ta tragedia pozostawiła po sobie ślad w postaci ponurego nastroju panującego w domu i zabawki rzeczonego chłopca, upiornej, starej lalki, która teraz wejdzie w posiadanie Clarie.

finders keepers

"Finders Keepers" to produkcja twórców wytwórni Asylum. Nie wiedziałam o tym,gdy zabierałam się za oglądanie. Być może wówczas w ogóle bym się za ten film nie wzięła.

Na tapecie po raz kolejny mamy wątek nawiedzonej lalki. Który to już raz? Mniejsza o to....Faktem jest, że twórcy postanowili wykorzystać to, co od schyłku 2013, czyli od premiery "Obecności" na powrót cieszy się ogromnym powodzeniem. Ostatni taki bum na lalki, miał chyba miejsce w okresie premiery "Laleczki Chucky".

Film co prawda nie kalkuje fabuły jednego konkretnego obrazu, dajmy na to "Annabelle", raczej konsoliduje elementy wielu produkcji z wątkiem złej lalki. Mamy więc trochę "Ukochanej laleczki", trochę "Laleczki Chucky" , "Dolls", etc.

Upiorna lala wpada w ręce małej dziewczynki, która bardzo źle znosi rozstanie rodziców. Nie ufa już żadnemu z nich, a swoimi trudnymi emocjami dzieli się z lalką.

finders keepers

Lala o świdrujących czarnych oczyskach jakby opętuje dziecko. Wpływa na jej zachowanie. Nie obejdzie się też bez samodzielnych akcji jakie inicjuje lalka. Plusem jest to, że nie widzimy jak bezpośrednio atakuje. Zobaczymy natomiast ofiary, które próbują skryć się przed czymś niewidzialnym, ale zagrażającym im, a później efekt spotkania z owym zagorzenie, czyli np. upadek z okna.

Lalka eliminuje wszystkich, którzy mogą zagrozić jej więzi z dziewczynką. To, że prędzej, czy później przyjdzie czas na rodziców jest oczywisty.

Mamy tu też pomysł powolnej transformacji dziewczynki w ...lalkę. Clarie zaczyna ubierać się w stroje podobne do swojej laki, co więcej gdy więź zaciska się cokolwiek co przydarza się lalce, spotyka też Clarie, np. kiedy matka próbuje szarpać lalkę to u jej córki pojawiają się siniaki. Gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl, że ten pomysł też już gdzieś się pojawił.

finders keepers

Nie mamy tu wielu efektów, w zasadzie nie ma ich wcale, bo też po prawdzie nie są potrzebne. Da się bez nich obejść i twórcy się obchodzą. Aktorstwo niestety jest już bardzo 'ciężkie'.

W roli Alyson zobaczy aktorkę typowo komediową, moim zdaniem, która z powodzeniem wcieliła się rolę nowej partnerki Malcolma Jonnsona w parodii "Dom bardzo nawiedzony 2".

Nie miała tu trudnej roli, ale i tak nie podołała. Miałam wrażenie, że wydobycie jakiegokolwiek grymasu z twarzy sprawia jej ogromny problem. Mała Clarie radzi sobie zdecydowanie lepiej, choć nie powiem, naturalnością też nie grzeszy.

finders keepers

Finalnie mamy film bardzo średni, odbijający w stronę słabego. Wykorzystuje stare motywy, odgrzewa wątki, całym sobą krzyczy "znalezione, nie kradzione".

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 12 kwietnia 2015

Distant Cousins/ Dalecy krewni (1993)

dalecy krewni

Kate i Richard mieszkają wraz z synkiem w pięknym domu w Los Angeles. Powodzi im się zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.

Pewnego dnia do domu Sulivan'ów wprasza się daleki kuzyn Richarda, którego ten nie widział od dzieciństwa. Harry przybywa wraz z ekscentryczną narzeczoną, Connie. Para rozgaszcza się w domu małżonków na całego, ale jaki tak naprawdę jest cel ich wizyty?

"Dalecy krewni" to kolejny z klasycznych thrillerów lat '90. Porusza motyw przerwanej rodzinnej sielanki, a winowajcą jest ktoś nie zdrowy na umyśle.

dalecy krewni

Cechuje go spora doza przewidywalności, a główna intryga zogniskowana jest nie wokół odgadnięcia motywów antybohatera, lecz wokół prób zdemaskowania jego niecnego planu przez bohaterów pozytywnych.

Motyw postępowania sprawców możemy odgadnąć szybko, a nawet jeśli nie, to z pomocą ochoczo biegną opisy tego filmu jakie możecie znaleźć w sieci. Praktycznie wszystkie o do joty zdradzają po co Harry i Connie przybyli do Los Angeles.

Ja Wam tego nie zrobię, bo w przeciwieństwie do np. "Ręki nad kołyską", czy "Obcy w domu" scenariusz nie zdradza wszystkiego już w pierwszych minutach filmu. Staje się to i tak dość szybko, ale jednak wolę dać Wam szansę na samodzielne myślenie;)

Reżyser filmu Andrew Lane od dawna nie nakręcił, ani nie wyprodukował żadnego obrazu, z resztą na swoim koncie nie ma jakiś kasowych produkcji.

Trochę inaczej ma się sprawa z jednym z dwóch scenarzystów filmu, którego możecie kojarzyć z takich produkcji jak "Klasa 1999", "Prison", czy trzeciej odsłony "Władcy lalek". Obsada to twarze, obecnie znane szczególnie z seriali, głównie tych kryminalnych.

dalecy krewni

Na szczególną uwagę zasługują tu nasi antagoniści. Odtwórcy ról Connie i Harrego. W ciekawy sposób prezentują porąbany duet. Ogólnie bardzo podobał mi się sam pomysł na te postaci. Lata '90 wydały wiele ciekawych kinowych portretów szaleńców i Connie i Harry'ego spokojnie można do nich zaliczyć. Niby są groźni, ale też bardzo nieostrożni w swoich poczynaniach. Jedną napędza drugie jak w dobrym przestępczym zestawie. Dążą do swojego celu w sposób przemyślany, a jednak choroba psychiczna jednego utrudnia działanie i prowadzi do wielu sytuacji kryzysowych.

Mimo, że wiele nie zdradziłam z fabuły filmu ( w dobrzej wierze, oczywiście), mam nadzieję, że znajdą się wśród Wa tacy, którzy się skuszą na seans z "Dalekimi krewnymi". To prosty film, ale dobrze zrobiony. Może nie wzbija się na wyżyny w swoim gatunku, ale przyjemnie się go ogląda.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:7

Walory techniczne:6

Oryginalność:5

To coś:6

55/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
09:55, ilsa333
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 kwietnia 2015

Penny Dreadful/ Oszukać strach (2006)

oszukac strach

Nastoletnia Penny w dzieciństwie przeżyła wypadek samochodowy. Brutalność tego wydarzenia, w wyniku którego straciła rodziców, odcisnęła piętno na jej psychice. Jest ono na tyle silne, że ilekroć dziewczyna ma wsiąść do samochodu paraliżuje ją lęk. W ramach terapii, ma odbyć ze swoją psycholog podróż do miejsca, w którym wszytko się zaczęło, w ten sposób zamknąć krąg strachu.

Niestety w czasie podróży obie panie napotykają na leśnej nodze świra. Teraz, paradoksalnie samochód stanie się dla Penny jedynym, względnie bezpiecznym miejscem. (To dopiero się nazywa terapia szokowa;)

oszukac strach

Horror Richarda Brandesa to jeden z doskonałych przykładów nie do końca dobrze wykorzystanego potencjału, jaki tkwił w fabule.

Bardzo podobał mi się wyjściowy pomysł na umiejscowienie akcji w samochodzie. Klaustrofobiczna przestrzeń, a na dodatek dokoła otacza ją las. W środku przerażona dziewczyna, która nie może się z niego wydostać. (Dlaczego? Jak obejrzycie, będziecie wiedzieć:)

Z drugiej strony jeśli, odejdzie na krok od samochodu jest duża szansa, że świr ją dopadnie. A skąd wziął się świr? Świr wziął się z miejscowej 'świrowni', czyli zbiegł z zakładu psychiatrycznego.

oszukac strach

Oriana i Penny spotykają go na drodze i postanawiają podwieźć. Po spełnieniu dobrego uczynku ruszają w dalszą drogę. Okazuje się, że milczący autostopowicz odwzajemnił im się przebijając koło. Od tego momentu może być jedynie gorzej. Nie ma tu większych niespodzianek. "Oszukać strach" to typowy slasher. No dobrze, może nie do końca typowy, bo zabraknie tu kilku elementów rozpoznawczych. Jednak żaden horror bez nich akurat  nie zbiednieje.

Wszytko zatem wydaje się być ok, więc co jest nie tak? Pomijając prostotę i przewidywalność w moim odczuciu kuleje tu stopniowanie napięcia.

Niemal od samego początku widz jest światkiem wielce kryzysowej sytuacji. Początkowo sprawa jeszcze się rozwija. Panie biorą autostopowicza. Widz zastanawia się 'co za typ'. Okazuje się, że dalej nie pojadą. Świr wstępuje na arenę. A dalej pozostaje nam tylko śledzić monotonny los więźnia w samochodzie.

oszukac strach

Zastanawiamy się, czemu dziewczyna nie wywali szyby? Czemu nie spróbuje wyjść bagażnikiem? I wiele wiele innych. W pewnym momencie zaczynamy bardziej skupiać się na wyłapywaniu nonsensów w zachowaniu bohaterki, która zamiast starać się ratować połyka garściami psychotropy, niż kibicowaniu jej, jako naszej final girl.

Monotonność bywa przerywana przez kolejne ataki psychola, które za czasem przestają robić większe wrażenie, a i nasz mała jest coraz bardziej naćpana i zrezygnowana. Finał też nie zaskoczy.

Efekt jest taki, że otrzymujemy film 'taki se'. Dobry z pomysłu, z niezłym aktorstwem i efektami, ale ze słabo poprowadzoną fabułą, co skutkuje spadkiem ogólnego nastroju grozy.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:6

56/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 10 kwietnia 2015

Peeping Tom/ Podglądacz (1960)

podglądacz

Mark Lewis jest operatorem w wytwórni filmowej. Praca z kamerą jest dla niego całym życiem. Jej szklane oko śledziło każdy jego ruch od wczesnego dzieciństwa kiedy to ojciec, naukowiec postanowił udokumentować rozwój dziecka ze szczególnym uwzględnieniem zagadnienia lęku.

Teraz Mark w pewien sposób kontynuuje dzieło ojca. Filmuje przerażenie, ale nie swoje lecz... swoich ofiar. Mark, bowiem nieśmiały jasnowłosy młodzian o płochym spojrzeniu jest seryjnym mordercą przygotowującym dzieło swojego życia, swoista etiudę strachu.

Moje ciągle poszukujące oko trafiło dzięki uprzejmości innej blogerki na film, który zobaczyć powinno już dawno. Tym czasem ucho nawet o nim nie słyszało.

"Podglądacz" Michael'a Powella to dzieło prekursorskie. Dla jednych jest zapowiedzią powstania gatunku slashera, ale innych, w tym dla mnie, krokiem w stronę bliższego przyjrzenia się postaciom seryjnych morderców w świecie kina - ostatecznie w slasherze bardziej chodzi przecież o ukazanie ich działań nie etiologie choroby.

Brytyjski reżyser wspierany przez Leo Marksa (scenarzystę) nakręcił w latach '60 film nie tylko pokazujący brutalność śmierci, ale co gorsza wikłający się w psychikę mordercy. Dla wielu krytyków było to za wiele, więc zmieszali chłopinę z błotem aż zaczął kręcić seriale. Dopiero dystrybucja w Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie "Psychozy", sprawiła, że film został doceniony.

Porównania do "Psychozy" nie mają końca, są dość oczywiste ze względu na psychoanalityczne konotacje, ale przedmiotem filmu jest nie tylko obraz mordercy, który czerpie sadystyczną przyjemność z mordowania, ale też, a może przede wszystkim, raduje go patrzenie, podglądanie. Czyli znowu pojawia się skojarzenie z Hitchcockiem i innym jego filmem "Okno na podwórze".

Obydwaj Panowie reżyserzy pochylają się nad problemem wojeryzmu, jednak od innej strony. W przypadku filmu Hitchcock'a namiętne podglądanie sąsiadów przez bohatera doprowadziło do schwycenia mordercy, tu chęć podglądania przeciwnie, doprowadziła do fali morderstw.

podglądacz

Postać Marka Lewisa stworzona przez Powella i Marksa to postać tragiczna. Podobnie jak wielu znanych seryjnych zabójców, czy tych fikcyjnych, czy prawdziwych, ma na sobie odciśnięte piętno trudnego dzieciństwa. Mark padł ofiara obsesji ojca naukowca, jak w filmie De Palmy "Mój brat Kain". W rolę tatusia, którego na ekranie widzimy z rzadka wcielił się sam Powell.Pomyślałam, że może w ten sposób chciał symbolicznie dać wyraz swojej pełnej odpowiedzialności za postać mordercy, coś w stylu przyklejenia sobie plakietki 'to ja go stworzyłem'

Kamera, którą małemu chłopcu wręczył jego ojciec wyznaczyła drogę rozwoju tego, co w nim kiełkowało, za sprawą nieetycznych zabiegów taty.

Życie Marka kręci się od ujęcia do ujęcia. Bez kamery nie jest sobą. Jest jego bezpieczną osłoną i jednocześnie narzędziem zbrodni- i dosłownie i w przenośni.

podglądacz

Aktor wcielający się tego bohatera spisał się wyśmienicie. Mimo iż zbrodnie Marka budzą sprzeciw to nie potrafimy się oprzeć współczuciu wobec jego osoby. Niemiecki aktor, znany przede wszystkim jako odtwórca roli austriackiego księcia z filmów o Sisi, ma w sobie urok i groźbę jednocześnie. Aktor odszedł w ubiegłym roku, dokładnie w trzydzieści dwa lata po śmierci swojej filmowej ukochanej, Sisi.

W filmie "Podglądacz" partneruje mu wiele pięknych kobiet, ale obiektem jego uczuć staje się najprzeciętniejsza z nich, Helen. Odtwórczynie jej roli tak mnie drażniła swoją mimiką, głosem, akcentem... że miałam nadzieję, że Mark ją zabije:) Jej kreacja zupełnie nie przystawała mi do poziomu tej produkcji, ale po głębszym namyśle pomyślałam, że może to taka Shelley Duvall? Ma stanowić idealny kontrast między światem piękna skazanego na śmierć przed obiektywem kamery Marka. Może dlatego to ona została wybrana? Annę Massey możecie kojarzyć z filmu na podstawie książki Herberta "Nawiedzony", jej udziałem jest jedna z najbardziej upiorny scen. Grała też u Hitchcocka i wielu produkcjach zarówno kinowych jak i telewizyjnych. "Podglądacz" był jej druga rolą.

podglądacz

Współczesny widz na pewno nie będzie tak zbulwersowany obrazem Powella jak ludzie  w latach '60. Nie uświadczymy tu widoku krwi, czy samych scen morderstw. Widzimy natomiast lęk w oczach kobiet, które wiedzą, że umrą. Widzimy to wszytko oczyma Marka. Pojawia się wiele scen nakręconych z jego perspektywy.

podglądacz

W "Podglądaczu" nie chodzi o sam akt śmierci lecz o misterium lęku, który nasz bohater studiuje i wkłada w artystyczną ramę.

Pod wieloma względami można nazwać ten film wybitnym i na pewno warto go znać. Teraz zamierzam zapolować na inny obraz, przy którym pracował Leo Marks, "Twisted Nerve", życzcie pomyślnych łowów.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

Oryginalność:8

To coś:9

77/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 09 kwietnia 2015

Carmilla (1980)

carmilla

Nieopodal okazałego domostwa karoca wioząca pewną damę ma wypadek. Podróżnicy znajdują schronienie we wspomnianym domu. W wyniku zdarzenia najbardziej ucierpiała młoda dama, Carmilla, więc zamieszkująca dom rodzina postanawia otoczyć ją opieką,a tym czasem jej opiekunka będzie kontynuować wyprawę w celu załatwienia 'spraw najwyższej wagi.'

carmilla

Carmilla szybko zwraca uwagę córki Pana domu, młodziutkiej Laury. Obie dziewczyny zgodnie twierdzą, że widziały się już wcześniej. We śnie.

Zawsze bardzo lubiłam polski teatr telewizji. Pamiętam, że kolejne spektakle leciały w każdy poniedziałkowy wieczór na jedynce. Nigdy jednak nie miałam okazji obejrzeć "Carmilli" w reżyserii Janusza Kondratiuka, która miała premierę TV w roku '80.

Fabuła oparta jest na znanym opowiadaniu  Josepha Sheridana Le Fanu pod tym samym tytułem.

"Carmilla" to obok "Draculi" Brama Stokera jedna z najbardziej spopularyzowanych wampirycznych historii. Le Fanu niejako zrewolucjonizował poglądy o tych mrocznych istotach wprowadzając  kobiecą antagonistkę, piękną kusicielkę o szlacheckim rodowodzie i homoseksualnych skłonnościach.

carmilla

Nie będę tutaj rozwodzić się nad opowiadaniem, bo mm zamiar dopiero się z nim zapoznać. Interesującą biografię autora też wam daruje - innym razem.

Gdy wczoraj oglądałam ten 'film' nie obeszło się bez zgryźliwych komentarzy mojego 'towarzysza seansu' pt. Obsada ze "Złotopolskich". No, fakt. Zobaczymy tu aktorów, którzy  w większości obecnie spełniają się w polskich telenowelach. Nie zmienia to jednak faktu, że wypadają na ekranie dobrze, w dobrych rolach, w rolach z "Carmilli".

W tytułową postać wciela się Iza Trojanowska, taka młodziutka i niewątpliwie ładna, w postać Laury wciela się Monika Stefanowicz, ojcem rodziny jest Leon Niemczyk. Nie zapominajmy, że wszyscy oni są, czy też byli, przede wszystkim aktorami teatralnymi z tym powinni być kojarzeni.

Film trwa ledwie ponad godzinę. Nie wiem na ile odchodzi fabularnie od pierwowzoru.

carmilla

Historia skupia się na postaci niewinnej i młodziutkiej Laury, którą od dzieciństwa dręczą złe sny. Przybierają one na sile gdy w jej rodzinnym domu pojawia się Carmilla. Kobieta budzi w dziewczęciu bardzo intensywne uczucia. Nie mniej jednak kondycja fizyczna Laury pogarsza się. Dziewczyna twierdzi, że coś nawiedza ją w nocy i wbija coś ostrego w szyję.

"Czułam się jakby odmieniona. Owładnął mną dziwny smutek, z którego więzów nie próbowałam się wyzwolić. Zaczęły mnie nachodzić niejasne myśli o śmierci, z wolna opanowało mnie łagodne, na swój sposób przyjemne uczucie, że gdzieś się zapadam."

carmilla

Relacja między paniami jest pokazana bardzo subtelnie, ale aluzja jest bardzo czytelna. Tymczasem w okolicy domu Laury zaczynają się przypadki niewyjaśnionych śmierci, których ofiarami padają głównie kobiety. Miejscowy lekarz zaczyna podejrzewać iż przyczyną tego stanu rzeczy jest pojawienie się wampira.  Tak rozpoczyna się polowanie na Carmille.

Fabuła jest dość prosta, aluzje do homoseksualizmu nikogo dziś nie powinny gorszyć, a sam przebieg akcji konsekwentnie zmierza do finału z przebiciem serca osikowym kołkiem. Jednak nie zaznamy tu znienawidzonego przeze mnie szczęśliwego zakończenia.

carmilla

Jak na produkcje dla TV, w dodatku z czasów dość już odległych walory techniczne realizacji powalają. Mnie przynajmniej:) Zdjęcia są czarno-białe, oświetlenie punktowe i stosowanie nakładanie na siebie  dwóch filmowych taśm dla uzyskania efektu zjawy. Nie wychodzi to tak dobrze jak w niemym kinie szwedzkim, czy niemieckim, ale efekt jest bardzo zadowalający.

carmilla

Zabiegi jakie zastosowano przy montażu są bardzo proste, ale dają fajny efekt zapętlania. W chwilach grozy, ujęciach z pędząca karocą, czy atakiem wampira następują powtórzenia ujęć. Gdy wampirzyca już pochyla się nad ofiarą wracamy do punku w którym dopiero wyłania się z cienia i całą sekwencję śledzimy jeszcze raz. Skojarzyło mi się to ze snem. W końcu motywy oniryczne są tu bardzo istotne, więc tak jak we śnie, szczególnie tym złym śnie, śniący obserwator nie może wyrwać się z cyku wydarzeń, które powtarzają się aż do przebudzenia często z krzykiem.Do tego dodałabym jeszcze doskonałą, mocną muzykę.

carmilla

Doceniajmy więc polskie kino grozy, bo jest za co!

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

Oryginalność:6

To coś:9

74/100

W skali brutalności:0/10

środa, 08 kwietnia 2015

Hypothermia/ Hipotermia (2010)

hipotermia

Ray wraz z żoną, synem i jego narzeczoną wybierają się zimą nad jezioro, gdzie mężczyzna zamierza łowić ryby. Już pierwszego wieczoru, gdy sam bada teren przed jutrzejszą wyprawą wpada w przerębel,  z trudem udaje mu się uniknąć śmierci. Te sceny sygnalizują nam, że coś czai się pod wodą. Coś innego niż ryba. Nazajutrz, gdy rodzina wyruszy na połów przekona się, co kryje się pod zlodowaciałą taflą wody.

Nie wiem jak zacząć. Ten film będzie mi bardzo trudno ocenić, bo tak na dobrą sprawę nie wiem, czy mam wizje reżysera traktować serio, czy mam tu do czynienia z pastiszem.

Film Jamesa McKenney'a zaczyna się bardzo obiecująco. Sceny otwierające fabułę to pełne napięcia ujęcia, w których widzimy walczącego o życie Ray'a, który wpadł do przerębla. Czekamy w napięciu aż ktoś z rodzinki ruszy tyłek z chatki, gdzie się zatrzymali i zainteresuje się losem staruszka, który już dawno powinien wrócić do domu. Zapada zmrok, widzimy migawki tego, co czai się pod lodem, a tytuł filmu sugeruje nam, że los Ray'a jest już przesadzony.

hipotermia

Synowi udaje się go znaleźć i wyciągnąć z lodowatej wody. Ojciec jest cały i zdrów.

Następne próby wzbudzenia w widzu napięcia, czy strachu nie powiodą się...

Dopiero dzień następny to przejście do właściwej fabuły. Rodzinka rusza na łowy, dołącza do nich jeszcze para przyjezdnych, ojciec i syn, a na haczyk łapie się coś niezwykle dużego. Owe coś umyka, ale już wiemy, że to właśnie wodny stwór będzie przedmiotem całego zamieszania.

hipotermia

Póki jeszcze nie zobaczymy jego lateksowego oblicza,a naprawdę nie jest źle. Jest średnio, jest nieco drętwo, ale nie ma tragedii, ta prostolinijność w dialogach ma nawet swój urok.

Tragedia następuje, gdy nasza dwunoga rybka wychodzi na powierzchnie i prezentuje swoje oblicze...

Ja rozumiem, że budżet może być skromny, naprawę. Wielu reżyserów niszówek radzi sobie z tym problemem np. tworząc ujęcia nie ukazujące bezpośrednio antagonisty.

To co zrobił twórca "Hipotermii" wprowadziło mnie w osłupienie. Nie ma pojęcia skąd wpadł na pomysł przyodziania aktora w czarny lateksowy strój, wyglądający trochę jak kombinezon płetwonurka, a trochę jak rekwizyt z porno dla fetyszystów. Jego otwór gębowy przyozdobił dwoma rzędami gumowych zębów, coś na kształt pyska piranii, na okrasę mamy gumowe oczy. Nie wiem, czy określenie groteska jest tu wystarczające.

hipotermia

Kiedy już zobaczy to coś - a nie będzie to jednorazowy popis - w niepamięć odejdzie ciekawy początek, czy nie najgorsze rozwiniecie akcji.

Im dalej tym gorzej. Trochę niezłych krwawych scen, w których nie widać sprawcy wypada nieźle, ale finał sięga dna. Przemowy żony Ray'a kierowanej do 'człowieka ryby'- tak go nazwijmy- nie powstydzili by się bracia Wayans.

hipotermia

Szkoda mi tego filmu. Szkoda mi reżysera, który starał się, ale mu nie wyszło. Miał dobre momenty, ale chwilami odbijała mu na głowie palma i wpadał na plan z lateksowym płetwonurkiem i monologiem rodem ze "Strasznego filmu".

Aktorstwo w "Hipotermii"jest nawet nie najgorsze. Michael Rooker sprawdza się nawet w  takich filmach balansujących na granicy gniotu, bo jest dobrym aktorem. Reszta obsady to twarze mi nie znane. Określenie 'nie najgorsze' pojawia się w moim wpisie na tyle często, żeby zniechęcić do seansu. Oglądacie na własne ryzyko.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:3

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

49/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Storm Warning/ Przed burzą (2007)

przed burza

Pia i Rob wybierają się na wycieczkę łódką. Gdy nad zatoką zbierają się czarne chmury i nadchodzi odpływ para ląduje na mieliźnie wśród niezliczonego pustkowia. Wędrując w deszczu znajdują schronienie na zniszczonej farmie. Okazuje się, że jej właścicielami są moi ulubieni wiejscy sodomici, którzy zapewnią protagonistom wieczór pełen wrażeń.

przed burza

Chyba wspominałam już, że w moim odczuciu australijskie horrory są niezwykle brutalne. "Przed burzą" potwierdza tę myśl, choć oczywiści wśród innych obrazów jego twórców znajdą się też wyjątki. Scenarzystę Everett De Roche możecie kojarzyć z dwóch odsłon "Długiego weekendu", czy "Patricka", mi znanego raczej z remake.

"Przed burzą" znacznie się od nich różni. To pełnokrwisty horror z brudem, błotem, deszczem i masą walających się flaków. No, może przesadziłam, masę flaków to mamy w innym australijskim horrorze, "Martwicy mózgu". Tu mamy, powiedzmy, ilość optymalną dla fana horrorów.

przed burza

Film wykorzystuje konwencje survival horroru, choć nie spełnia wszystkich jego wymogów.

Wszytko zaczyna się od feralnej wycieczki. Piękna para grzęźnie na mieliźnie, z nieba leje się deszcz i uderzają pioruny. Wbrew własnym obawom bohaterzy lecą niczym ćmy do światła. Złe przeczucia się sprawdzają. Wkrótce zostają nakryci w domu trzech mężczyzn - ojca i dwóch synów. Trudno stwierdzić, który z nich jest najbardziej wykolejony. Palmę pierwszeństwa oddam ojcu rodziny z racji wieku.

Wiejscy sodomici są stosownie do swojej klasy brudni, wulgarni i okrutni. Marzy im się gwałt na pięknej Pii, ale moment ten jest odwlekany, przez co wrażliwy widz cierpi w napięciu. Rob zostanie potraktowany adekwatnie do swojej płci, bo niestety nie mogą z niego zrobić większego użytku jak tylko popastwić się fizycznie.

Atmosfera wszechobecnego okrucieństwa, lejący się z ekranu syf nie pozostawia wątpliwości z jakim filmem mamy do czynienia. Nagromadzenie scen z udziałem krwi zwiększa się w miarę jak przesuwa się filmowa taśma. Finał to już absolutna eksplozja niesmaku, aczkolwiek moją uwagę przykuł inny fragment. Nie wiem czy powinnam rzucać takiego spoilera, ale nie mogę utrzymać palców na wodzy.

przed burza

SPOILER: Hitem seansu jest scena, w której Pia montuje sobie w pochwie potłuczoną butelkę- oczywiście ostrzem do zewnątrz. W ten sposób skutecznie hamuje zapędy starego sodomity przed gwałtem. Sekwencję dopełnia scena w której Azor, stróż naszych sodomitów, rzuca się na krwawa maź, która została po niecierpliwym penisie właściciela. KONIEC SPOILERA.

Aktorsko film stoi na przyzwoitym poziomie. Efekty gore wyglądają tak, jak powinny, a całości dopełnia ciemna tonacja zdjęć i nie powiem, całkiem dobra ścieżka dźwiękowa. Poleca widzom rządnym 'odrobiny' krwi.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

61/100

W skali brutalności:4/10

niedziela, 05 kwietnia 2015

The Cradle/ Kołyska (2007)

cradle

Julie i Frak przeprowadzają się do nowego domu. Okazały budynek na skraju lasu, z dala od zgiełku cywilizacji ma pomóc młodym rodzicom w wychowaniu kilkumiesięcznego Sama. Ich sytuacja jest jednak niezwykle trudna, bo Frank musi zajmować się synkiem zupełnie sam ponieważ jego pogrążona w depresji poporodowej małżonka nie jest wstanie nawet dotknąć syna.

Sielska sceneria nie przynosi oczekiwanego ukojenia. Burza odcina ich od możliwości opuszczenia domu, brak prądu uniemożliwia kontakt ze światem zewnętrznym a na domiar złego okolica wydaje się być nawiedzona.

W nocy młodzi rodzice słyszą płacz dziecka. Ich nocne eskapady po lesie ne przynoszą jednak rozwiązania tajemniczych dźwięków. Frank zaczyna wierzyć, że ma to związek z ich sąsiadką, staruszką Helen.

Film Tima Browna wydaje się być klasycznym ghost story, jednak wyróżnia go, po pierwsze pomysł, może nie tak oryginalny jak być powinien, jednak robiący oczekiwane wrażenie, po drugie sposób w jaki reżyser przekrada się z tym pomysłem przez całą fabułę.

Film jest bardzo 'delikatny', choć nie zabraknie tu sygnałów czytelnych to cechuje je duża subtelność. Twórca konsekwentnie buduje swój 'koszmar'. Zaczyna od przełamania konwencji happy family in new house czyniąc ze swoich protagonistów osoby będące na granicy psychicznego załamania.

cradle

cradle

Dom jest piękny tylko z wierzchu, w środku wymaga gruntownego remontu. Tak też wgląda sytuacja zamieszkującej w nim rodziny.

Stopniowo rozwija swoją wizję rzucając bohaterom koleje kłody pod nogi. Jest burza i wysiada prąd, drogi są nieprzejezdne, depresja Julie zdaje się pogłębiać, Frank jest wykończony opieką nad żoną i dzieckiem, do tego jedyna sąsiadka to jakaś świruska.

Pojawia się też coraz więcej przesłanek mówiących o tym, że w okolicy coś się czai. Rodzice obawiają się o zdrowie synka. Z czasem trawieni bezsennością przestają odróżniać prawdę od fikcji. Tu pojawi się wiele mocnych scen, jak ta w której Frankowi wydaje się, że żona pomyliła dziecko z indykiem i wstawiła je do piekarnika, czy że przez jego nieuwagę syn wylądował w pralce. Wiem, że to może brzmieć śmiesznie, ale zobaczcie i oceńcie sami, nie będzie Wam do śmiechu.

Narastająca paranoja to fundament tej historii. Jest to fundament bardzo solidny i mimo iż fabuła nie obfituje w jakieś nagłe zrywy to wciąga.

Do tego dochodzi jeszcze zgrabne realizowanie pomysłów. Operowanie światłem jest tu wyśmienite i w zasadzie wystarcza za całe efekty. Aktorstwo też jest jak najbardziej w porządku. Co chcieć więcej? Jeśli o mnie chodzi to film bardzo mi się podobał, choć nie twierdze ze wszyscy podzielą mój entuzjazm. Chodzą słuchy, że film nudny, a na koniec to w ogóle nie wiadomo o co chodzi. Ci którzy będą film oglądać i nie wyłączą przetwarzania faktów w połowie seansu będą doskonale wiedzieć o co chodzi:) Polecam.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 04 kwietnia 2015

The Dark Hours/ Mroczne godziny (2005)

mroczne godziny

Doktor psychiatrii Samantha Goodman po ciężkim dniu w pracy wyrusza do domku w lesie, gdzie jej mąż pracuje nad nową powieścią, a pomaga mu w tym młodsza siostra Sam, Melody.

Gdy już cała trójka będzie miło spędzać czas do ich drzwi zapuka nastolatek, który w oczekiwaniu na swoich ziomków szuka schronienia przed mrozem.

Kilka następnych godzin okaże się najgorszymi momentami w życiu trzyosobowej rodziny, a wszytko to za sprawą choroby psychicznej, która trawi filmowego antagonistę.

darka hours

"Mroczne godziny" oglądałam bardzo dawno temu. Teraz udało mi się wygrzebać płytkę z filmem i postanowiłam go odświeżyć.

Początek filmu, czyli zapoznanie się z sytuacją rodzinną głównej bohaterki i płynne przejście do sytuacji, w której ona i jej bliscy znajdą się pod bronią u jakiegoś małolata natychmiastowo skojarzy się z klasycznymi home invasion, jak "Nieznajomi", czy "Ils".

darka hours

Młodzik nie jest jednak sam, bo po chwili dołączy do niego jego partner. Owym partnerem jest jego starszy kochanek i były pacjent Samanthy, która jak wspomniałam w wstępie zajmuje się leczeniem chorych psychicznie. Co więcej jej pacjenci to wyjątkowo niebezpieczni i zwyrodniali przestępcy seksualni. Harlan jest jednym z nich.

Mężczyzna wyjątkowo źle wspomina współpracę z Panią doktor postrzegając ją jako osobę perfidnie wykorzystującą swoją zawodową pozycję by pogrywać z pacjentami. Teraz on i jego chłopaczek zamierzają zabawić się kosztem Sam i jej bliskich. Będzie to gra sadystyczna i psychologiczna.

Tu niektórzy widzowie zaczną traktować filmowy scenariusz jak powtórkę z rozrywki, czyli kolejną produkcję naśladującą konwencję "Funny games". Tu muszę Wam zdradzić, że mimo wszystko pozory mylą. Owszem wątek gry może na to wskazywać, ale scenariusz zaserwuje Wam niespodziankę, na którą warto poczekać.

darka hours

Czytając komentarze ad. tego filmu zauważyłam, że wielu spośród widzów ma wątpliwości w jednoznacznej ocenie sytuacji. Ja w sumie też, ale to nie znaczy, że nie mam w głowie swojej wersji, którą przedstawię w spoilerze. Spoiler jest kierowany do osób, które film już widziały, reszta nie powinna czytać.

SPOILER:

Pod koniec gry, gdy Harlan zasiada obok Sam na kanapie i każe jej obserwować zbliżenie, do którego zmusił jej męża i jej siostrę, ta zaczyna odjeżdżać. Fabuła zawraca do początku w filmu, w którym widzimy jak Sam wchodzi do domku. Tym razem mąż nie wita ja w holu, bo jest zajęty posuwaniem Melody. Sam widzi to, sięga po siekierę i zabija oboje. Na koniec wykańcza psa, którego w pierwszej wersji miał zabić młodzik ze spluwą. Zatem wszystkie wydarzenia związane z atakiem Harlana i jego młodego partnera są wytworem jej wyobraźni. Jej pacjent w rzeczywistości znajduje się w śpiączce po tym jak Sam testowała na nim leki na nowotwór mózgu, którego zarówno on jak i ona są nieszczęśliwymi posiadaczami. Młodzik natomiast w rzeczywistości od dawna gryzie ziemię, bo to właśnie za jego zabójstwo Harlan trafił do szpitala Samanthy. Nikt nie przyszedł do domu Sam, to ona załatwiła swoich bliskich, bo odbiło jej po tym jak zwiększyła sobie dawkę leku który testowała na Harlanie.  Zastrzegam, że jest to tylko i wyłącznie moja interpretacja zdarzeń, ktoś może widzieć sprawę inaczej. KONIEC SPOILERA.

Mimo iż okładka filmu kojarzy się raczej z tanim slasherem klasy B, a początek fabuły wskazuje na kalkę innych popularnych obrazów, mamy tu jednak film nie tak jednoznaczny i prosty, jak mogło się wydawać. Nie twierdzę, że rozwiązania fabularne są tu jakieś kosmiczne, nic z tych rzeczy, bywały już takie finały, ale nie znaczy to, że widz nie będzie zaskoczony. Film obfituje w dobrze zbudowane dialogi, wpiera go solidne aktorstwo, a klimat jest dosyć klaustrofobiczny: mały domek w lesie w środku zimy. Myślę, że wszyscy powinni być zadowoleni:)

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:7

Fabuła:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie










Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących



Spis moli



zBLOGowani.pl