What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
niedziela, 20 stycznia 2019

Mother, May I Sleep with Danger/ Mamo umieram z miłości (2016)


Młoda studentka literatury zakochuje się z wzajemnością w fotografce, Pearl. Niestety nad relacją obu dziewcząt ciążą czarne chmury. Matka Leah jest zdeterminowana żeby córka zakończyła szkodliwą relację. Leah nie daje wiary w to, że Pearl może być niebezpieczna zrzucając obawy matki na homofobię. Nie zdaje sobie sprawy, że jej ukochana jest wampirem.

Jedyne co spodobało mi się w tym filmie to, fragment dialogu pomiędzy Leah, a profesorem, w którym dziewczyna w ciekawy sposób interpretuje fenomen sagi "Zmierzch". Nie sądziłam, że można o owym fenomenie rzec coś inteligentnego, a jednak.

Niestety zasoby inteligencji twórców na tym się skończyły. Co jest w tym wszystkim najzabawniejsze  całe filmowe przesłanie ogranicza się do próby wmówienia widzowi, że wampiry były złe, nie dlatego, że piły krewkę. Nie, ludzie ich nie lubili bo byli ukrytymi (Dracula), lub jawnymi (Carmilla) homoseksualistami.

mamo umieram z milosci

Produkcja, w której niezwykle aktywnie maczał palce aktor James Franco (jakoś nie lubię typa) nawiązuje do popularnego niegdyś nurtu horrorów wampirycznych , w których silnie podkreślano aspekt homoerotyzmu. Jednocześnie film jest remake obrazu z lat '90, który z powyższymi nie miał nic wspólnego. Jakby tego było mało, ciesząc oko seansem z tą produkcją jesteśmy skazani na widok łamiącej wszelkie prawa fizyki naciągniętej twarzy Torii Spelling.

mamo umieram z milosci

To nie mogło się udać. I się nie udało. Szybko połapałam się o co idzie i zaczęłam podchodzić do tematu jak do pastiszu i chyba tylko to mnie uratowało.

Film jest naszpikowany niedorzecznymi dialogami, kanciastym aktorstwem i niedorobionymi efektami. Pomysł na całokształt jak zdążyłam pokątnie wspomnieć jest niewypałem okraszonym patosem ("Nocne Wędrowniczki", oh) i poważnie naciągniętym przesłaniem. Nie mam argumentów na plus, przykro mi.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

klimat:4

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:3

39/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 17 stycznia 2019

Inwazja porywaczy ciał - Jack Finney

inwazja porywaczy ciał

Pewnego dnia mieszkańcy małego miasteczka Mill Valley w Kalifornii  przestają być sobą. Niby każdy wygląda tak jak wcześniej, zachowania też nie ulegają zmianie, a jednak coś jest nie tak.

Lekarz, Miles Bennell pragnąc pomóc przyjaciółce zaczyna zgłębiać temat niezwykłej przemiany. Czy to zbiorowa psychoza, czy też może ingerencja siły, o której do tej pory nikt na świecie nie miał pojęcia?

"Inwazja porywaczy ciał" to najsłynniejsza powieść pisarza sci-fi Jacka Finney'a.

Doczekała się szeregu ekranizacji, których większość widziałam.

Po raz pierwszy wydana w 1955 roku jawi się jako odpowiedź na zimnowojenne nastroje i psychozę zagrożenia jaka opanowała wówczas Amerykę.

Każdy ówczesny czytelnik mógł ją odebrać jako historię panicznego lęku przed komunizmem i związkiem Radzieckim, który jawił się niczym obca cywilizacja pragnąca zniszczyć wysoko rozwinięte amerykańskie społeczeństwo.

Od tamtego czasu minęło jednak pół wieku z górką, a "Inwazja porywaczy ciał" nadal jest jedną z najbardziej znanych powieści sci-fi. Jedna z ostatnich ekranizacji powstała po roku 2000, co świadczy o dużo większej uniwersalności zaprezentowanych tam wątków, które są ponadczasowe. Zupełnie jak ludzkie lęki, nie zestarzały się.

inwazja porywaczy ciał

Wydawnictwo Vesper postanowiło przypomnieć o tej pozycji prezentując nowe wydanie powieści, swoim zwyczajem uzupełniając je o bogate ilustracje. Na te zawsze zwracam uwagę toteż udało mi się wychwycić w ej kwestii rzecz ciekawą. Na jednej z rycin widzimy miasteczko i jego zabudowania, w tym kino. A na budynku kina filmowy plakat. "Carrie". Może to taki celowy żarcik, bo jak wiadomo książka ukazała się w latach '50 XX wieku, w tych też czasach rozgrywa się akcja, a pierwsza ekranizacja "Carrie" Kinga to już lata '70. Czepiam się? No może.

Co do historii "Inwazji porywaczy ciał", znałam ją już wcześniej w niezliczonej ilości wersji, po za tą oryginalną, literacką.

Książkę przeczytałam więc z zainteresowaniem mając jeszcze w pamięci ślady wersji filmowych. Muszę powiedzieć, że żadna nie oddaje wiernie treści powieści, a już na pewno nie jest klimat.

Każda z ekranizacji skupiała się na zaprezentowaniu sfery paranormalnej, czyli wątki obcego organizmu z kosmosu, a tymczasem książce bliżej do filozoficznego traktatu o naturze naszej cywilizacji niż do sensacyjnej historii walki z obcymi.

Zaskoczyło mnie to i to w pozytywnym znaczeniu. Nie znaczy to jednak, że od tej chwili w poważaniu mam wszystkie filmowe "Inwazje...", bo tak nie jest. Odnotowuje to tylko i wyłącznie na plus książki, która w swojej wymowie daje wiele inspiracji.

Z tego miejsca zalecam każdemu zdeklarowanemu fanowi sci-fi zalecam zapoznanie się z powieścią. A i tym, którzy nie tykają tego typu literatury spokojnie mogę ją polecić, bo myślę, że ma szansę przedstawić  sci-fi nie jako futurystyczne bajki, a raczej uniwersalny zbiór historii o naturze tego co nazywamy naszą cywilizacją.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Tagi: książki
19:34, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 stycznia 2019

Searching (2018)

searching

Wdowiec David Kim samotnie wychowuje nastoletnią córkę Margot. Pewnego dnia dziewczyna znika, a prowadząca dochodzenie detektyw Vick sugeruje ojcu, że szesnastolatka mogła dać nogę z domu.

Przeszukując komputer dziewczyny ojciec dowiaduje się o niej rzeczy, które zaskakują go i załamują. Stwierdza, że wcale nie znał swojego dziecka, a fakt ten nie pomaga w odnalezieniu jej, bo jak trafić na trop kogoś, o kim nie wie się nic?

Przyznam, że miałam chęć wybrać się na ten film do kina, jakoś nie poszło, ale jego wyłonienie się z czeluści internetu wychwyciłam szybko i czym prędzej go obejrzałam.

"Searchnig" to thriller utrzymany w konwencji niekonwencjonalnego paradokumentu.

Pamiętacie "Megan is missing", albo "Den"?

"Searching" podąża śladem tych produkcji prezentując wszystkie filmowe wydarzenia ograniczając cały świat przedstawiony do rzeczywistości wirtualnej. Widzimy jedynie to, co nasz bohater widzi w na monitorze komputera, wyświetlaczu telefonu i nagraniach kilku amatorskich kamer.

Rozmowy odbywają się za pośrednictwem aplikacji i komunikatorów. Wszyscy tkwią w wirtualnym świecie więc widzimy ludzi przetworzony nie przez jeden ekran, a przez dwa i więcej. Można powiedzieć, że jest to produkcja nakręcona przez internetową kamerę.

searching

Jeśli zdążyliście się zaznajomić z wcześniej przywołanymi przeze mnie tytułami nie muszę Wam tłumaczyć jaki daje to efekt, gdyby jednak "Searching" był dla Was całkowitą nowością w temacie, muszę Wam naświetlić sprawę.

Co jest ciekawego w obserwowaniu czyjegoś monitora, śledzeniu jego kliknięć, czytaniu postów, oglądaniu wraz z nim zdjęć i nagrań?

Ano chociażby to, że uzyskujemy wrażenie odbierania świata czyimiś oczami. Każdy krok naszego bohatera, zrozpaczonego ojca poszukującego córki, jest jednocześnie naszym krokiem.

Ale jak to wpływa na dynamikę akcji? O dziwo bardzo korzystnie. Mimo, że mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju bezruchem, to oszczędzamy czas i filmową taśmę omijając elementy, które muszą pojawić się w klasycznej formule. Bohater musi przejść z punktu A do punktu B. David Kim nie musi i my również nie musimy. Akcja odnawia się automatycznie, skupiając się tylko na punktach decydujących. Gdy nie dzieje się nic ważnego dla wątku przewodniego, po prostu jesteśmy offline. Bardzo to sprytne.

searching

Możecie więc uznać to jako zapewnienie, że w trakcie seansu nie będziecie się nudzić.

Początek filmu to... założenie konta na komputerze, archaiczny Windows xp przedstawia nam rodzinę Kim'a ukazując nam zawartość jego konta. W telegraficznym skrócie poznajemy najważniejsze wydarzenia w życiu rodziny aż do feralnego dnia, gdy Margot znika.

Całe śledztwo, jego najważniejsze punkty, kolejne przełomy, poznajemy dzięki aktywności bohatera na urządzeniach typu telefon, czy komputer.

Każdy współcześnie żyjący człek wie, jak ważna dla każdego policyjnego dochodzenia jest aktywność jego przedmiotu w sieci. Zapoznając się z czyjaś historią przeglądanych stron możemy dowiedzieć, się o nim więcej gdyby przepytać pół miasta. W sieci możemy być anonimowi, a to daje przestrzeń do zaprezentowania tego co zwykliśmy ukrywać nawet przed najbliższymi. Tak jest w przypadku Margot.

Historia dziewczyny, jej zaginięcia i wreszcie rozwiązania całej tajemnicy poprowadzona jest na tyle sprytnie, że zmieści się tu kilka solidnych zwrotów akcji, kilka wersji wydarzeń, a i znajdzie się tęga przestrzeń na zaprezentowanie kontekstu społecznego, nakreślenie bardzo wyrazistego tła. Wirtualny świat jest bardzo żywy.

searching

Podsumowując jest to emocjonujący thriller w ciekawej formie i mimo, że nie jestem jakim zadeklarowanym technokratą i mam świadomości obecności w "Searching" kilku pułapek, w które wpada jak śliwka w kompot to jestem z seansu bardzo rada.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:9

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

to coś:8

72/100

W skali brutalności: 1/10

poniedziałek, 07 stycznia 2019

The Wasting/ Wyniszczenie (2017)

wasting

Wychowywana w surowej rodzinie osiemnastoletnia Sophie po przeprowadzce z Kanady do Wielkiej Brytanii zaczyna doświadczać drastycznego pogorszenia samopoczucia. Praktycznie przestaje jeść. W sennych koszmarach dręczy ją coś, co jak twierdzi zagraża jej życiu. Przestaje więc też spać.

Jedyną pociechą są dla niej przyjaciele, Grace, Kail i Liam, którzy przed rozpoczęciem trasy koncertowej swojego zespołu zatrzymują się w miasteczku, w którym mieszka Sophie. Gdy stan dziewczyny pogarsza się do ojca i przyjaciół Sophie dociera z jak niszczycielską siłą mają do czynienia.

"Wyniszczenie" jest reżyserskim debiutem Carolyn Saunders, która też stworzyła do niego autorski scenariusz, z etykietką "True story". Kwestie autentyczności przedstawionym wydarzeń należy traktować z lekka bowiem historia, która faktycznie zainspirowała Carolyn jest ledwie ziarenkiem, w porównaniu z tym jak została wykorzystana i przetworzona.

wasting

Najmocniejszym punktem tej produkcji jest mnogość możliwości jej interpretowania. Sposób w jaki opisałam ją powyżej jest najprostszy z możliwych, same suche fakty, które jeśli już zmierzycie się z seansem, sami stwierdzicie - nie mówią o niej nic. Zrobiłam to celowo, by nie powiedzieć za dużo, a jednocześnie nie wprowadzać Was w błąd. Twórczyni filmu zrobi to lepiej;)

Sam obraz spodoba się poszukiwaczom nie mainstreamowych rozwiązań. Klimatem film idzie w stronę ghost story, czy innego horroru nastrojowego. Narracja bardziej przypomina dramat, zaś efekt końcowy może Wam przynieść na myśl thriller psychologiczny. Zapomnijcie więc o czystości gatunkowej i oczywistości. To jak odbierzecie tą historię zależy ostatecznie tylko od Was.

Nie jest to produkcja całkowicie pozbawiona dynamiki, ale sposób w jaki snuta jest opowieść podpada pod kategorię tych bardziej stonowanych, pozbawionych gwałtowności, co nie znaczy, że nie obfituje w emocje. Tyle, że raczej w te związane z powoli budowanym nastrojem niż nagłym skokiem napięcia.

Kreacja głównej bohaterki jest bardzo zadowalająca. Trzymane pod kloszem dziewczę pogrąża się w destrukcji. Choroba psychiczna, legendy z Czarnogóry, wadliwie działający system rodzinny, a może trudy dorastania rozrośnięte do miana tragedii? Wszytko w jednym, nic nie może zostać wykluczone.

wasting

Technicznie film prezentuje się bardzo dobrze. Jest mroczno, onirycznie i naturalistycznie jednocześnie. Dodatkowy punk za muzykę.

Wg. mnie "Wyniszczenie" to film zdecydowanie wart uwagi, pal licho, że ciężki do umieszczenia w kategorii gatunkowej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

Oryginalność:7

To coś:8

73/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 03 stycznia 2019

Cuando los ángeles duermen/ Gdy anioły śpią (2018)

gdy anioly spia

German, kochający mąż i ojciec małej córeczki śpieszy do domu pośród mroku nocy. Są urodziny córki, a on po raz kolejny przedłożył pracę nad rodzinę.

Gdy w końcu udało mu się wyjść z firmy wściekłe słowa żony rzucane w czasie rozmowy telefonicznej kazały mu zrezygnować z odpoczynku i czym prędzej gnać do domu.

Poruszając się po drodze z dala od jakiejkolwiek cywilizacji mężczyzna zasypia z kierownicą. Budzi się gdy jest już za późno.

Wygląda na to, że na kompletnym bezludziu kręciły się dwie nastolatki. Jedna z nich wpadła pod jego koła. Druga, zszokowana i przerażona bez chwili namysłu nazywa go mordercą.

"Gdy anioły śpią" to ostatnia tegoroczna propozycja od Netflixa jeśli chodzi o gatunek grozy. Ostatnia i jedna z lepszych ogółem choć odpowiada za nią twórca o dość skromniutkim dorobku, z którym do tej pory nie miałam okazji się zetknąć. Za to Hiszpan, a jeśli chodzi o kino europejskie z gatunku Hiszpania jest w czołówce moich ulubieńców i chyba tylko zimnokrwiści Skandynawowie są w stanie z nią konkurować.

Historia Germana, którą poznajemy w filmie opiera się na schemacie, który bardzo lubię. Można go nazwać efektem domina, bo jedna głupia decyzja bohatera prowadzi do konsekwencji, które spadają na niego lawinowo.


Wydaje się że wszystkim rządzi przypadek, albo jakieś tragiczne fatum. Wszytko zaczyna się od nieobecności na urodzinach córki. To chyba pierwszy błąd naszego bohatera. Machina ruszyła. Nie był wstanie odmówić przełożonym przez co naraził się na furię żony i rozczarowanie w migdałowych oczach córeczki.

Chcąc to odkręcić stara się jak najszybciej dotrzeć do domu. Wie, że ledwo ciągnie, a w takich sytuacjach nie trudno o drzemkę za kółkiem na prostej drodze. Jak mówi nieśmiertelne prawo Murphiego: jeśli coś ma się spierdolić na bank się spierdoli.

German zasypia i potrąca zbłąkaną nastolatkę, która wraz z kumpelą zerwała się z imprezy. Druga z dziewczyn atakuje go nie chcąc słuchać tłumaczeń. Świat jest zły, ludzie czynią zło, bo są źli. Sylvia jest przekonana, że German nie zamierza jej pomóc, nie uratuje jej koleżanki, raczej pozbędzie się niewygodnych świadków swojego przestępstwa. German gorąco pragnąc udowodnić swoją prawość tylko pogłębia podejrzenia rozhisteryzowanej nastolatki.

gdy anioly spia

"Mamusiu czy anioły śpią?" - pyta mała córeczka Germana

"Tak śpią" - Odpowiada zmęczona i wkurwiona na męża mama

"To kto nas wtedy pilnuje?" - pyta roztropnie dziewczynka

Fabuła filmu nie obfituje w typowe dla thrillera zwroty akcji, nie mniej jednak nie powinno Wam zabraknąć emocji z rodzaju tych jakie powodować może wpadnięcie do bagna, czy inne grzęzawisko, kiedy to każdy kolejny ruch powoduje głębsze zanurzenie.

Oczywiście historia może Wam się wydać zbyt przejaskrawiona. Czasem ciężko uwierzyć w skale ludzkiej głupoty i brak logiki w działaniu, ale osobiście oddaje sprawiedliwość w ręce twórcy, który bardzo dobrze przedstawił charaktery naszych bohaterów przez co ich działania nie wydają się tak naciągane  jak gdybyśmy nie byli świadomi, że German jest pierdołą z patologicznie wysoką potrzebą społecznej aprobaty, a Sylwia narwaną gówniarą, której każdy jawi się jako potencjalny wróg.

Realizacyjnie film nie urywa tyłka, ale aktorstwo jest w porządku, a to w tym przypadku czynnik decydujący o ogólnym poziomie. Jak na film niedoświadczonego twórcy, serwowany na Netflixie, jest dobrze a nawet bardzo dobrze.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Napięcie:8

Klimat:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 01 stycznia 2019

Wyniki głosowania na najlepszy film grozy roku 2018

wyniki głosowania

Moi drodzy, rok 2018 za nami. Przez ten czas udało mi się obejrzeć blisko 40 produkcji datowanych na rok bieżący. Oczywiście nie ma fizycznie szans bym zobaczyła absolutnie każdy tegoroczny straszak, Wy w komentarzach często wspominaliście, że nie zobaczyliście nawet połowy filmów z listy. Jednak trzeba przyznać, że w ubiegłym -już-roku pojawiły się tytuły, które doceniła większość widzów. W głosowaniu czytelników bloga każdy z chętnych mógł oddać głos na trzy filmy. Podsumowując Wasze głosy uzyskałam następujące wyniki:

Najlepszym filmem grozy roku 2018 okazał się...

1. Hereditary. Dziedzictwo - recenzja TUTAJ - który zyskał 12 głosów

hereditary

2. Ciche miejsce - recenzja TUTAJ - który uzyskał 8 głosów

ciche miejsce

3. Ghostland - recenzja TUTAJ - który uzyskał 7 głosów

ghostland

Po za podium znalazły się

4. Ritual - recenzja TUTAJ - 4 głosy

5. Suspiria - jeszcze nie widziałam, Tajemnica Marowbone - Recenzja TUTAJ, Hagazussa - Recenzja TUTAJ - 3 głosy

6. Przebudzenie dusz - Recenzja TUTAJ, Mandy, Apostoł - Recenzja TUTAJ - 2 głosy

Po jednym głosie uzyskały: Stephanie, Escape Room, Summer of '84, Boarding school, Domestic, Halloween, Nieznajomi: Ofiarowanie, Panny z dobrych domów, Cam, Mara, Cloverfield Paradox, Calibre,Prawda czy wyzwanie

 

Jeśli chcecie znać moje zdanie, to przychylam się do Waszego wyboru w kwestii miejsca pierwszego. Jeśli zaś chodzi o resztę

2. Hagazussa

3. Stephanie

 

A w Nowym Roku sobie i Wam życzę ogromu udanych seansów z masą dobrych straszaków

nowy rok

 

12:37, ilsa333
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 grudnia 2018

Halloween (2018)

halloween

Minęło czterdzieści lat od nocy Halloween, w czasie której obłąkany Michael Myers dokonał serii morderstw. Został schwytany i dożywotnio osadzony. Pozostawił jednak za sobą kilka niezałatwionych spraw. Jedną z nich jest jego siostra Laurie, która miała podzielić los tych, którzy zginęli z ręki Myersa. podczas gdy para dziennikarzy uprzykrza życie Laurie gradem pytań o brata ten umyka z niewoli. Nie trudno się domyślić jak wykorzysta świeżo odzyskaną wolność.

Najnowsze "Halloween" stanowi... niech pomyślę? Sequel pierwszej części najsłynniejszego lat '70, puszczając w niepamięć do tej pory powstałe kontynuacje, remake i inne twory.

Powiem całkiem szczerze, że powstanie tegoż filmu miałam głęboko w poważaniu. zacznę od tego, że nigdy nie byłam fanką filmu Carpentera.

Tak, mówię całkiem serio. Wieeem, nie do wiary, jak można lubić slashery i nie zachwycać się najsłynniejszym z nich? No, jakoś można i jestem na to żywym dowodem;)

Najnowsze dokonanie w temacie Michaela Myersa postanowiłam jednak obejrzeć. Poniekąd z braku lepszej oferty, ale też z poczucia obowiązku.

Cóż mogę powiedzieć? Jamie Lee Curtis starzeje się z godnością:)

halloween

Dobra, tak na serio to muszę stwierdzić, że najnowsza wersja najsłynniejszego slashera  w mojej ocenie nieco odchodzi od swojej konwencji.

Pojawia się sporo wątków psychologicznych, w tym obraz przecudacznej relacji naszej bohaterki z dorosłą córką i sam sposób zaprezentowania tego jak Laurie poradziła sobie z traumą.

Jest też sporo wątków detektywistycznych związanych ze śledztwem, a w zasadzie pościgiem za Myersem. No i nasi dziennikarze i ich podcast. Dużo zamieszania jak na horror typu slasher, gdzie liczy się prostota przekazu.

Z jakiegoś powodu nowi twórcy wspierani przez Carpentera i synów uznali, że młodych apetytów nie zaspokoi się zwykłym odgrzewanym kotletem i trzeba zmodyfikować przepis. Jednak mimo, że film całkowicie pomija dotychczasowe kontynuacje, 'jedynkę' traktuje z nabożnym szacunkiem starając się oddać jej hold poprzez liczne nawiązania, jak klasyczne morderstwo baby sitterki, czy cytaty pochodzące z oryginału etc.

halloween

Całkiem dobrze mi się go oglądało, choć podkreślam jeszcze raz, nigdy nie byłam i chyba nie zostanę fanką tego milczącego typa i jego siostry.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

58/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 22 grudnia 2018

Bird box/ Nie otwieraj oczu (2018)

bird box

W postapokaliptycznej rzeczywistości Malory wraz z dwójką dzieci próbuje przeprawić się przez rwącą rzekę by dostać się do osady ocalałych.

Natura zdarzenia, które zdziesiątkowało ludzkość jest tyle niezwykła co trwała. Życie Malory oraz dwójki dzieci nadal jest zagrożone. Wystarczy, że któreś z nich zdejmie z oczu przepaski i spojrzy na niegdyś przyjazny świat. To wystarczy by tajemnicza siła doprowadziła do ich śmierci, co ciekawe, śmierci samobójczej.

"Bird box" obraz, który możecie oglądać dzięki platformie Netflix powstał w oparciu o literacki pierwowzór, który ukazał się w Stanach przed czterema laty. Do Polski książka dotrze w przyszłym roku.

Z uwagi na to, że film jest całkiem udany nieśmiało podejrzewam, że książka będzie jeszcze lepsza. Ale dość o tym.

Gatunkowo "Bird box" oscyluje wokół horroru, thrillera i filmu sci-fi. Widzowie porównują go z tegorocznym hiciorem "Ciche miejsce".

W "Cichym miejscu" nie można było wydawać dźwięków, w "Nie otwieraj oczu" patrzeć. Oczywiście można powiedzieć, że produkcja Netflixa to inny poziom niż produkcja kinowa, ale muszę przyznać, że pod pewnymi względami "Bird box" podobało mi się bardziej.

Nie wiem czumu, ale jakoś bardziej cenię sobie filmy, które budują atmosferę grozy bazując na wyobraźni widza, a nie na efektach;)

bird box

W "Cichym miejscu" doczekaliśmy się pełnej prezentacji zagrożenia, co nie stało się w przypadku produkcji Netflixa, gdzie obserwowaliśmy jedynie efekty działania owej siły. To przydało jej tajemniczości, a to bardzo duża wartość dla filmu grozy, jeśli nie nadrzędna. Właśnie ten element filmu przesądził o pozytywnym odbiorze w moim przypadku.

Drugi duży plus daje za pomysł z samobójstwami. Nikt nie zabija bohaterów w dosłownym rozumieniu. Robią to sami. Dość oryginalne, gdyby nie nakręcone parę ładnych lat temu "Zdarzenie", gdzie pojawił się bliźniaczy motyw. Swoją drogą jestem jego fanką, choć stawia mnie to w mniejszości.

Fabuła "Nie otwieraj oczu" przebiega dwutorowo. Śledzimy wydarzenia bieżące, czyli desperacki spływ w dół rzeki z zamkniętymi oczami na jaki porywa się nasza bohaterka z dwójką dzieci, oraz poznajemy genezę jej położenia.

Dzięki retrospekcjom dowiadujemy się jak to wszytko się zaczęło. Dynamika obydwu narracji jest podoba, choć jeśli mam wybierać to w początkach apokalipsy samobójstw więcej się dzieje. A niektóre sceny są dość mocarne, jak ta z płonącym autem. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie dowiadujemy się wszystkiego od razu, co pozytywnie wpływa na budowanie napięcia. Widzimy, że Malory jest w ciemnej dupie, ale nie wiemy dlaczego.

bird box

Fabularnie film spełnia wymogi, a jeśli chodzi o względy techniczne, czy warsztat aktorski też nie ma się do czego przyczepić. W roli głównej dawno przeze mnie niewidziana Sandra Bullock, oraz słodziaczne dzieciaki. Reszta składu tez daje radę, a zdjęcia i dobór plenerów są przyjemne dla oka.

Tak więc jak dla mnie jest to całkiem sympatyczna propozycja z gatunku na koniec roku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

środa, 19 grudnia 2018

The Bell Witch Haunting/ Wiedźma Bell'ów (2013)

the bell witch haunting

Mieszkająca w Tennesse rodzina Sawyer zaczyna doświadczać w swoim domu nadprzyrodzonych zjawisk. Jeśli wierzyć prawdziwości lokalnej legendy to zdarzenia te mogą mieć związek z klątwą wiedzmy Kate Bates, która ciąży na ziemi, którą teraz zamieszkali Sawyerowie.

Jako fanka horroru "Demon. Historia prawdziwa" nie mogłam przejść obojętnie wobec produkcji w jakikolwiek sposób związanej z tym filmem.

Nakręcony w 2013 paradokument do tej pory mi umykał. Nie trafił do szerokiej dystrybucji, a niskie oceny widzów sprawiły, że nawet piraci nie interesowali się rozpowszechnianiem filmu.

Mając tego świadomość  tak postanowiłam zapoznać się z tą pozycją w duchu licząc, że dowiem się czegoś nowego na temat zjawiska, któremu świadkować miał sam przyszły prezydent Johnson.

Niestety nie dowiedziałam się nic na temat zdarzeń z początku XIX wieku. "Wiedźma Bellów" całkowicie odżegnuje się od doświadczeń z przeszłości skupiając się na zagrywkach bliższych estetyce "Paranormal Activity" niż ludowym wierzeniom purytan.

To co oferuje film Glena Millera to nic innego jak bardzo niskiej klasy paradokument, na wskroś współczesny i przy tym mało odkrywczy. Nie znalazłam w nim niczego co mogłabym z czystym sumieniem pochwalić.

the bell witch haunting

the bell witch haunting

Kilka komputerowych efektów przedstawiających jakąś szybująca w powietrzu siłę to trochę za mało. Wszytko co tu zobaczycie pojawiało się już w dużo lepszych wydaniach i jeśli jest coś czym może porazić widza ta historia to jest to jej naiwność.

Braków technicznych jest sporo i na ich czele wymieniłbym aktorstwo. Jednak to co najbardziej odrzuca od tej produkcji to brak pomysłu na wykorzystanie potencjału tkwiącego w legendzie o Kate Bates. Ale cóż, obejrzałam, przekonałam się, mogę wykreślić z listy. W tej kwestii został mi jeszcze do obadania "Nawiedzony dom państwa Bell" z 2004 roku.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:4

To coś:3

39/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 16 grudnia 2018

Muzeum dusz czyśćcowych. Opowieści niesamowite. - Stefan Grabiński

muzum dusz czyśćcowych

Stefan Grabiński to najlepszy polski pisarz horrorów. Koniec recenzji.

Spokojnie mogłabym do tego ograniczyć cały wpis poświęcony tej publikacji, bo do prawdy brakuje mi słów by wyrazić mój zachwyt twórczością Grabińskiego.

Odkryłam go przypadkiem, bo nie do wiary, ale jest to pisarz zapomniany. Na facebooku nie ma nawet polskiego fanpage. Za to od lat '90 jest bardzo popularny za oceanem.

Wszytko zaczęło się od polskiego miniserialu z czasów PRL "Opowieści niezwykłe". Tam wyniuchałam "Ślepy tor" najlepszą opowieść grozy ever jaką dane mi było poznać. Do tamtej pory. musiałam poznać jej pomysłodawce. wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy okazał się nim polski pisarz początku XX wieku. Tak trafiłam na zbiór "Demon ruchu". I przepadłam.

Wydawnictwo Vesper, które ma w zwyczaju odgrzebywać nierzadko zapomnianą klasykę horroru zafundowało swoim czytelnikom wznowienie opowiadań Grabińskiego.

Wydanie, jak zwykle u nich przepiękne, uzupełnione ilustracjami, w twardej oprawie...

muzum dusz czyśćcowych

Jako że moje pierwsze spotkanie z Grabińskim miało miejsce już jakiś czas temu z ochotą odświeżyłam sobie zawartość zbioru. A muszę Wam zdradzić, że "Muzeum dusz czyśćcowych' ma wszytko co u Grabińskiego najlepsze.

Nie znałam do tej pory zbioru "Na wzgórzu róż", a właśnie dwa opowiadania z niego otwierają wydanie.

"W willi nad morzem" to gotowy scenariusz na film dla Hitchcocka. Nieco skojarzył mi się z twórczością Daphne du Maurier. To świetne połączenie wątku psychologicznego - a wiadomo, że jeśli idzie o Grabińskiego można powiedzieć nawet psychoanalitycznego i kryminalnego.

"Po stycznej" to już metafizyka, ale też z odrobiną Freuda. Swoją drogą, Grabiński jak na człowieka żarliwie religijnego miał niesamowicie otwarty umysł.

Następny w kolejności jest zbiór "Demon ruchu", najpopularniejszy, zarówno za życia Grabińskiego - jeśli w ogóle o jakiejś sławie może być mowa - jak i teraz, długo po jego śmierci. Te opowiadania klasyfikuje się jako 'horror kolejowy'.

Ich motywem przewodnim jest umiłowana przez Grabińskiego kolej. Jej bohaterami są kolejarze, zaś miejscem akcji pociągi, stacje i stróżówki. Po raz kolejny moi faworyci w postaci "Ślepego toru", "Fałszywego alarmu", czyli "Głuchej przestrzeni" spisali się na medal, a Grabiński przypomniał mi, że horror to nie gatunek dla przygłupów lubiących emanowanie tanią groteską, a szansa na poruszenie bardzo istotnych tematów w niemal poetyckiej formie.

"Szalony pątnik",To zbiór najbardziej psychodeliczny, psychologiczny, freudowski. Tu znaleźli się faworyci z rodzaju "Szarego pokoju", czy "Problematu Czelawy", czyli groza skryta w ludzkim umyśle. Po raz pierwszy miałam tu z styczność z "Osadą dymów", opowiadaniem bardzo w stylu Lovecrafta, osadzonego za oceanem w kulturze Indian i poszukiwaczy złota.

"Księga ognia" to pochwała grozy żywiołu. Tu miejsce kolejarzy zastępują strażacy i kominiarze. Opowieści gawędziarskie przyjmujące postać przypowieści snutych przez prostych ludzi hołdującym ciężkiej pracy i gloryfikującej swój fach. "Czerwona Magda" nadal wymiata, a "Pożarowisko" jest świetną lokalizacją na dom marzeń;) Do tego też zbioru należy opowiadanie tytułowe publikacji, mianowicie "Muzeum dusz czyśćcowych" i choć uważam je za średnie biorąc pod uwagę inne utwory pisarza, to stanowi piękny tytuł koronujący całą jego twórczość. Bo kim innym są jego bohaterowie jak nie umęczonymi duszami cierpiącymi w życiowym czyśćcu?;)

"Niesamowita opowieść" to pierwsze wejście Grabińskiego w sferę erotyki i miłości jako takiej. Zbiór pełen demonicznych femme fatale, jak Sara Braga. I to właśnie tu poznacie nieszczęsnego Szamote...

Wydanie zamykają, znowuż dwa, opowiadania z ostatniego wydanego przez Grabińskiego zbioru "Namiętność". Dwa opowiadania których nie znałam. Mianowicie "Przypadek", czyli historia romansu w zaciszu pociągowego przedziału ze stosownie krwawym i przewrotnym zakończeniem, oraz "Projekcje" drugie z kolei opowiadanie, które przywiodło mi na myśl Lovecrafta. Swoją drogą obydwaj tworzyli w tym samym czasie. Czyżby połączyła ich jakaś mesmeryczna nić porozumienia;)?

muzum dusz czyśćcowych

Zachwycona jestem bez mała i co tu kryć piękne "Muzeum dusz czyśćcowych zajmie honorowe miejsce w mojej biblioteczce. Będę się na nie gapić i żarliwie modlić by ten brzydki świat wydał kiedyś jeszcze kogoś kto choć trochę dorówna Grabińskiemu.

Moja ocena:10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

 

 

Tagi: książki
12:08, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 grudnia 2018

La casa sperduta nel parco/ Dom na skraju parku (1980)

dom na skraju parku

Tom i Lisa udają się na przyjęcie do znajomych. Niestety po drodze ich auto ma awarię. Z pomocą przychodzi im dwóch typków, którzy naprawiwszy problem wpraszają się na wspólną imprezę. Tak wszyscy trafiają do tytułowego domu na skraju parku, gdzie na jaw wychodzi, że nieoczekiwani goście to seksualni przestępcy.

Aj, dawno nie oglądałam nic starego. Los skierował moje oko na sympatycznie brzmiący tytuł "Dom na skraju parku". Opis wskazał, że najpewniej będę tu mieć do czynienia z home invasion, a sceny otwierające film, ni mniej ni więcej przedstawiające gwałt, kazały mi się nastawić na coś na film naznaczony przemocą seksualną.

"Dom na skraju parku" ma sporo wspólnego z "Ostatnim domem po lewej" i nie chodzi mi tylko o pewne podobieństwo w tytule. Fani filmu Wesa Cravena z pewnością rozpoznają w jednym z antagonistów Davida Hessa, czyli niesławnego Kurga z "Ostatniego...". Drugiego z czarnych charakterów możecie kojarzyć z "Canibal Ferox". Zapowiada się ostro, czyż nie?

dom na skraju parku

Jednak jeśli pamiętacie niektóre z moich refleksji na temat sposobu prezentowania scen przemocy i mordu we włoskim kinie wiecie, że jednym z moich głównych zarzutów było zastępowanie upiornych krzyków przerażenia orgazmicznym spazmem jaki wydawały z siebie katowane włoskie aktorki. Za cholerę nie jestem w stanie się do tego przekonać i ilekroć słyszę te namiętne westchnienia z miejsca pojawia się u mnie uśmiech rozbawienia, cokolwiek nie na miejscu jeśli idzie o właściwy odbiór scen przemocy.

dom na skraju parku

Tak też zadziało się w przypadku tegoż filmu. Jako że jego twórcą jest Ruggero Deodato (tu pojawiają się czołowe tytuły włoskiego kina kanibalistycznego) zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy jego aktorzy pożerani przez kanibali też wydawali z siebie takie porno westchnienia;)

Tak więc jak już zapewne się domyślacie w filmie tym będziecie obcować z przemocą seksualną. Ale zapomnijcie o scenach rodem ze starego "Pluję na twój grób" gdzie nie ma się wątpliwości co do wyrządzanej krzywdy. Tu... naprawdę w pewnym momencie się pogubiłam.

Scen rozbieranych, scen jednoznacznie erotycznych jest urodzaj. W zasadzie można by ten film puścić w paśmie erotyków na TV4, ale jeśli chodzi o przemoc? No... nie jestem przekonana.

dom na skraju parku

Finał tej historii, dość zaskakujący przenoszący ją do kategorii rape and revegne niejako tłumaczy tak osobliwe zachowanie ofiar, ale mimo wszystko miałam wrażenie, że twórcy ciężko się zdecydować, czy chce widza podjarać, czy przerazić. Dopiero ostatnia ofiara zabiegów zaczęła budzić moje współczucie- przynajmniej się opłakała, co do reszty dam, brakowało tylko by oplotły swoich gwałcicieli nogami w miłosnym uniesieniu;/ Być może to właśnie ta dziwna niejednoznaczność sprawiła, że film ten został wciągnięty na listę zakazanych, i tak na dobrą sprawę wypłynął dopiero po roku 2000. Albo wrzucili go tak z rozpędu 'za nazwisko reżysera'.

dom na skraju parku

Z całą pewnością historia ma potencjał i choć nie mówię tego często warto by ją remakeować.

Podobno były nawet takie plany, ale przewidywana na rok 2016 premiera filmu nie odbyła się. Nie wiem nawet, czy obsada weszła na plan, czy może śmierć odtwórcy jednej z głównych ról położyła kres wszelkim zamiarom nie młodego już reżysera.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:4

56/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 07 grudnia 2018

Wybieramy najlepszy tegoroczny film grozy

głosowanie

Jak co roku o tej porze rozpoczynam głosowanie na najlepszy Waszym zdaniem film grozy, który miał premierę (polską lub światową) w tym roku.

Waszym zadaniem jest oddanie trzech głosów na trzy tegoroczne tytuły.

Poniżej umieszczam listę dla ułatwienia, choć tradycyjnie możecie oddawać głosy na filmy spoza niej o ile są to twory tegoroczne.

1. Ritual

2. Cloverfield paradox

3. Tajemnica Marrowbone

4. Lorges: przeklęci

5. Naznaczony: Ostatni klucz

6. Escape room

7. Mama i tata

8. Ciche miejsce

9. Niepoczytalna

10. Stephanie

11. Winchester: Dom duchów

12. Prawda czy wyzwanie

13. Nieznajomi: Ofiarowanie

14. Open House

15. Ghostland

16. Przebudzenie dusz

17. Hagazussa

18. Panny z dobrych domów

19. Zły samarytanin

20. Czuwaj

21. Mara

22. Apostoł

23. Sleder Man

24. Zakonnica

25. Mrok

26. 10x10

27. Calibre

28. Oblicza mroku

29. Cam

30. Welcome to Mercy

31. Kto pilnuje Olivera

32. Halloween

33. Suspiria

34. Diabeł: Inkanacja

35.Pierwsza noc oczyszczenia

36. Delirum

36. He's out there

37. Family blood

38. Mandy

39. The Domestic

40. Dziedzictwo. Hereditary

41. Summer of 84

42. Dziewczyna we mgle

43. Muza

44. Hagazussa

45. Zemsta

 

Podsumowanie wyników w Nowym Roku.

14:26, ilsa333
Link Komentarze (17) »
wtorek, 04 grudnia 2018

Sleepwalker/ Lunatyczka (2017)

lunatyczka

Sarah robi doktorat literatury i stara się pozbierać po trudnych doświadczeniach osobistych. Jej krucha równowaga psychiczna zostaje jednak wystawiona na szwank, gdy pewnej nocy budzi się na środku ulicy, gdzie zostaje znaleziona w lunatycznym transie.

Lunatyzm nie jest jedynym problemem z jakim musi mierzyć się każdorazowo, gdy zapada w sen. Dręczą ją koszmary.

W końcu koszmarem staje się też rzeczywistość. Terapia w instytucie zaburzeń snu nie przynosi efektów, wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Sarah popada w paranoje. Nie jest pewna już niczego, nawet własnego nazwiska.

lunatyczka

"Lunatyczka" to film w typie paranoid thrillera. Główną bohaterką jest kobieta, która z powodu zaburzeń snu jakich doświadcza przestaje odróżniać sen od jawy. Tak można by określić sprawę w skrócie, ale byłoby to chyba krzywdzące dla scenariusza. Twórcy bowiem dołożyli starań by ta historia nie była ani prosta ani oczywista.

Jak w przypadku wielu obrazów, w których dominują oniryczne motywy "Lunatyczka" może się wydawać zbyt pogmatwana i niejasna by spodobać się szerszej publiczności. Jednak wierzę, że przynajmniej część widzów doceni wysiłki scenarzysty, który wyciągnął z ogranego motywu lunatyzmu tyle ile się tylko dało. Co więcej, mogę powiedzieć, że lunatyzm Sary to dopiero wierzchołek góry.

lunatyczka

Prawdę na temat tego, co faktycznie dzieje się w życiu bohaterki poznajemy o trochu. Jednak sprawa zamiast robić się coraz bardziej jasna, gmatwa się tym bardziej. Stąd też myślę, że część widzów w pewnym momencie może machnąć ręką i uznać historię za zbyt pojebaną, by doszukiwać się w niej logiki;)

Zarówno widz jak i Sarah, z której perspektywy śledzimy wszystkie filmowe wydarzenia każdego dnia po przebudzeniu dowiaduje się czegoś nowego o sobie. Wszystko dzieje się w jakby jednym wielkim śnie, nowe wątki pojawiają się jakby znikąd tworząc dodatkowe zamieszanie i zmuszając naszą bohaterkę i nas jako obserwatorów do kolejnej rozkminki pt. "O co tu chodzi".

Jeśli lubicie się babrać w niejasnościach to fabuła filmu powinna przykuć Waszą uwagę. Druga sprawa, że film realizacyjnie jest całkiem niezły. Nie zauważyłam tu niczego do czego powinnam się przyczepić.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności/1/10

sobota, 01 grudnia 2018

Welcome tu Mercy aka  Beatus (2018)

welcome to mercy

Madeline samotnie wychowująca córeczkę Willow na wieść o ciężkiej chorobie ojca przybywa do rodzinnego domu na Łotwie. Odeszła stamtąd jako dziecko. Jak sama mówi, została porzucona przez matkę Yelene i ojca Franka.

Zgodnie z przewidywaniami nie czeka ją tam ciepłe powitanie. Matka wyraźnie nie cieszy się z obecności córki i namawia ją do przeniesienia się do pensjonatu na czas pobytu w rodzinnej wsi. Nie jest to jednak możliwe, dlatego Yelena niechętnie pozwala by córka i wnuczka spędziły z nią noc pod jednym dachem.

Pierwszy dziwny incydent zdarza się jeszcze tej samej nocy. Madeline lunatykuje, zaś nazajutrz dochodzi do jeszcze dziwniejszego zdarzenia. Madeline atakuje własną córkę, a na jej ciele pojawiają się rany, które opiekujący się Frankiem ksiądz identyfikuje jako stygmaty.

Za namową księdza i matki, kobieta udaje się po pomoc do pobliskiego ,gdzie przyjdzie jej się zmierzyć z prawdą o swoich rodzicach.

welcome to mercy

"Wlecome to Mercy" to produkcja, która zdecydowanie zwróci uwagę miłośników horrorów o zabarwieniu psychologicznym i jednocześnie religijnym. Oba te czynniki kształtują fabułę filmu i w dużej mierze decydują o użytych tu środkach wyrazu.

Jak na dzieło hollywoodzkie jest to obraz bardzo niehollywoodzki;).

Wcielająca się w główną rolę Kristen Ruhlin jest jednocześnie autorką scenariusza. Wyszykowała dla widzów historię, która porusza temat opętania i religii ogólnie, w bardziej psychologicznym ujęciu. Do tego dodajmy jeszcze bardzo naturalistyczny, nie plastikowy, nie komputerowo wygenerowany świat przedstawiony i mamy do czynienia z filmem, który spokojnie mógłby powstać przed rokiem 2000.

welcome to mercy

Wątek główny, tajemnica związana z rodziną Madeline i jej przypadłością rzucona na surowo, oprawiona w mainstreeam nie zrobiłaby pewnie takiego wrażenia. Pewnie uznałabym ją za banał, tak coś czuje, jednak ujęta w niemal poetycką ramę to zupełnie inna perspektywa. Zdarzenia niesamowite są tu naprawdę niesamowite, a brak dosłowności w serwowaniu kolejnych porcji retrospekcji nasuwa więcej przeraźliwych skojarzeń niż szwedzki stół w domu kanibala.

Technicznie film jest perełką, narracyjnie doskonale gra na emocjach i choć wiem, że nie każdemu się spodoba, bo taki inszy niż inne, to wierzę, że fanów będzie jakiś miał.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 29 listopada 2018

Cam (2018)

cam

W przeciwieństwie do większości swoich rówieśniczek, młoda i dość urodziwa Alice nie zamierza marnować młodości na zakuwanie w collegu. Już teraz zarabia nie małe pieniądze, a swoją pracę traktuje jak rozrywkę.

Ukrywając się pod pseudonimem Lola, każdego dnia urządza przed kamerą erotyczne pokazy wyświetlane w sieci ku uciesze hojnych widzów. Jej największym marzeniem jest dostanie się do pięćdziesiątki najpopularniejszych dziewczyn na stronie i gdy dzięki pomysłowości i zaangażowaniu udaje jej się przekroczyć magiczną liczbę coś zaczyna się psuć. Nie jest to bynajmniej giętki kręgosłup moralny dziewczyny;)

Wszystko wskazuje na to, że ktoś zhakował jej konto, przejął nad nim kontrolę i zaczął występować w jej imieniu. Kto jednak da temu wiarę skoro Lola, jak żywa nadal świeci tyłkiem w sieci?

cam

"Cam" horror technologiczny debiutującego reżysera niedawno trafił na platformę Netflix. Zapoznając się z jego opisem szybko skojarzyłam tą historię z nieco starszym "Girl House".

Wspomniana produkcja raczej średnio przypadła mi do gustu toteż moje nastawienie do "Cam" nie było jakoś szczególnie pozytywne. Ot, kolejne rozbierające się w sieci dziewczę trafiło na jakiegoś świra, jej koniec jest bliski, strzeżcie się ladacznice bezwstydnice, niech to będzie dla Was przestroga;)

Ale nie. Nie o to chodzi w "Cam". Jak wspomniałam film ten został zaklasyfikowany do kategorii filmów grozy związanych z technologią. To ona jawi się tu jako wróg więc próżno tu wypatrywać antagonisty z krwi i kości. Ojej poleciałam spoilerem? Ups. Darujcie, stara się robię;)

Tego ducha techno odczujecie bardzo wyraźnie od początku seansu. Uderzą w Was ostre, mocno nasycone barwy, sztuczne światło, praktycznie żadnych plenerów,cała masa obecnych na pierwszym planie techno gadżetów, dźwięki wygenerowane przez komputer, czasami miałam wrażenie, że Cam Laski mówią robocim głosem:)

cam

Wszystko jest przepysznie sztuczne i jaskrawe jak we wzorcowym wirtualnym świecie. Powiem Wam, że było to nawet ciekawe w odbiorze i trochę zaleciało mi  filmami sci fi z ubiegłego wieku straszącymi nas złem, które sprowadzą na nas nowinki techniczne.

W zasadzie można powiedzieć, że wymowa "Cam" tak bardzo od owych produkcji się nie różni. Mamy tu bowiem dziewczynę, która swoje życie w pewien sposób uzależniła od sieciowego alter ego. Gdy owe aler ego w jakiś sposób wymknęło jej się spod kontroli laska zaczęła świrować nie gorzej niż trzylatek pozbawiony tabletu.

cam

Obserwując poczynania Alice w pewnym momencie dotarło do mnie, że wcale nie chodzi jej o spierdalający z konta hajs tylko o skradzioną popularność. Jak wspomniałam jej 'simowa platynowa aspiracja' to bycie lepszą od innych dziewczyn na stronie. Wariatka, co? Ale dam sobie złamać paznokieć za to, że nie jednej z  pań odbiła by szajba jakby ktoś przejął ich insta, czy innego tindera;)

Historia jest więc dość ciekawa, w jakiś sposób tajemnicza. Alice choć może nie zgromadzi kibiców wśród przeintelektualizowanych zgryźliwców to trzyma przed ekranem, bo jakby nie patrzeć jej postać została wykreowana bardzo dobrze.

cam

Elementów horroru jest tu może niewielki urodzaj, jeśli rozumiemy je poprzez hektolitry krwi, czy złowrogie emanacje bytów nieczystych, ale technologia rozwiązuje sprawę inaczej i też dobrze.

Tak myślę, że filmowi nic nie brakuje, jest pomysł, jest napięcie, jest klimat - techno klimat, więc jest impreza.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 25 listopada 2018

Look Away/ Oblicze mroku (2018)

oblicze morku

Maria nie ma jeszcze szesnastu lat a już zdążyła gorąco znienawidzić samą siebie. Bardzo pomogły jej w tym zwyczaje wyniesione z domu: forsowany przez ojca chirurga plastycznego kult piękna i wieczna depresja matki.

Bardzo urodziwa nastolatka zdaje się tak mocno wierzyć w swoje braki, że staje się łatwym celem dla szkolnych rówieśników: radosnej jak barbie koleżanki, która przyjaźń z Marią traktuje jak okazję do pastwienia się nad bezbronnym pisklakiem i szkolnego pakera, który znęcając się nad nią rozładowuje erotyczne napięcie.

Jak wszystkie królewny Maria szuka pocieszenia w lustrze. Tam znajduje swoje drugie oblicze, gotowe na wiele by móc narodzić się na nowo.

"Oblicze mroku" to jeden z horrorów serwowanych na tegorocznym halloweenowym maratonie w kinach Helios, czy tam Multikinie. Jego odbiór przez polską publikę był raczej nie za konieczny, lepiej sprawa wygląda za oceanem.

Jeśli zaś chodzi o moją ocenę to mogę uczciwie przyznać, że film mi się spodobał. Może nie zachwyciły mnie stosowane tu wybiegi ukierunkowane na wzbudzenie grozy, ale jako teen thriller o trudach dorastania sprawdza się bardzo dobrze. Jest stosownie przedramatyzowany i miejscami wręcz infantylny, ale tak właśnie wygląda świat oczami osobników chorych na dojrzewanie.

oblicze morku

Technicznie bez zarzutów. Wszytko ładniuśkie jak po wykupieniu opcji premium w sieciowej grze o kosmosie. Niebieskawe, zimno metaliczne zdjęcia, ośnieżone plenery, gładkie buzie aktorów, czyste i  minimalistyczne przestrzenie dramatycznie podkreślające wewnętrzną pustkę świata przedstawionego. W tym wszystkim urodziwa i sprawna warsztatowo młoda odtwórczyni roli głównej - mogłaby spokojnie zdeklasować ostatnią Carrie.

Fabuła może Wam się skojarzyć - po za tym, że z całą stertą produkcji z motywem lustra -  z  teen horrorem "Tamara".

Tu też mamy do czynienia z wewnętrzną przemianą szarej myszy w prawdziwego wampa, a w okoliczności tej przemiany zamieszane są jakieś niezbyt czyste siły. Kopciuszek zyskując nowe oblicze zamiast iść na bal postanawia wymordować swoich oprawców.

oblicze morku

Czego tej produkcji brakuje? Może jakiegoś ambitniejszego, subtelniejszego przekazu.

W "Obliczu mroku" wszytko jest bardzo dosłowne i choć możemy posilić się o dwie różne interpretacje wydarzeń... SPOILER: A) Mściwe bliźnie porzucone przez rodziców przez niedostatek urody powraca zza grobu by dojechać krzywdzicieli. B)Dwubiegunówka, która dopadła Marie miota nią od depresji do morderczej manii, której towarzyszą objawy o charakterze wytwórczym. KONIEC SPOILERA... to i tak nie wychylimy nosa po za ramy, które skleił dla nas twórca tj historii.

Reasumując kino przyjemne i nie groźne.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 22 listopada 2018

Calibre (2018)

calibre

Dwaj kumple z czasów szkolnych Vaughn i Marcus udają się na myśliwską wycieczkę do niewielkiej osady położonej tuż przy rozległych lasach. Wynajmują pokój i idą się zabawić. Napotykają panienki, a następnego dnia skacowani idą strzelać do zwierzyny leśnej.

Voughn nie bardzo ma o tym pojęcie i to właśnie on spowoduje nieszczęśliwy wypadek, którego ofiarą pada lokalny dzieciak. Marcus dokłada starań by zatuszować wypadek i nie cofnie się przy tym przed niczym. Na niewiele się to jednak zdaje, bo w małych miasteczkach prędzej, czy później wszystko wychodzi na jaw.

calibre

Thriller "Calibre" Mata Palmera to kolejna propozycja z platformy Netflix. A jak to z Netflixem bywa ciężko nastawiać się tu na cokolwiek. Wiele z ich filmowych propozycji okazuje się fiaskiem, nie da się jednak odmówić mu kilku sukcesów. "Calibre" zdecydowanie można zaliczyć do tych drugich.

Film niewątpliwie wart uwagi, nie tylko ze względu na walory fabularne, ale też ze względu na wyjątkowo ciężki klimat którym jest wręcz przesiąknięty.

Fabule nie brak realizmu, który tylko podsyca bardzo naturalistyczne podejście  odzwierciedlone w wykonaniu technicznym. Duże brawa należą się aktorom, którzy bez wysiłku weszli w stworzone dla nich role.

Jak na solidny thriller przystało dominuje tu atmosfera napięcia i też pewnej nieuchronności zbliżającej się tragedii. Dramatyczne położenie bohaterów zostało tu zobrazowane na zasadzie przechadzki po ruchomych piskach. Im bardziej się szarpiesz tym bardziej toniesz.

calibre

Śledzeniu kolejnych wydarzeń będą towarzyszyć duże emocje, tak przynajmniej było w moim przypadku.

Być może jestem zbyt oszczędna w szczegółach by unaocznić Wam skale poruszanej tu problematyki, ale jak sądzę sami będziecie chcieli obadać sprawę;)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 18 listopada 2018

Ostatnie dni Jacka Sparksa - Jason Arnopp

ostatnie dni jacka sparksa

Jack Sparks jest dziennikarzem specjalizującym się w publikacjach opartych na wątkach autobiograficznych. Pisząc o gangach wkraczał w ich szeregi, pisząc o narkotykach opierał się na własnych doświadczeniach z uzależnieniem. Teraz przyszedł czas na zmierzenie się z mniej przyziemną sprawą życia po śmierci. By zbadać sprawę Jack postanawia umrzeć.

Nie, żartuję, ale to całkiem w jego stylu. Jack zaczyna od spotkania z włoskim egzorcystą by zostać świadkiem rytuału wypędzania demona z ciała nastoletniej dziewczyny. Jednak dziennikarz podchodzi do prawy bardziej niż sceptycznie i zamiast otworzyć umysł przed zjawiskiem, którego doświadcza rży na cały głos i obsmarowuje księdza w mediach społecznościowych.

Jest jednak ktoś komu wybitnie nie spodobała się postawa Jacka, bo wkrótce po tym zdarzeniu ktoś hakuje jego kanał na youtube i umieszcza na nim filmik podważający święte przekonanie o tym, że po drugiej stronie nie ma nic. Nagranie tak niepokoi Jacka, że postanawia znaleźć i zdemaskować osoby odpowiedzialne za ten zamach na jego osobę.

Powieść Jasona Arntroppa jest pewnego rodzaju eksperymentem. Postać dziennikarza, bohatera i narratora powieści została wyczarowana z niczego, jednak autor powieści włożył ten projekt ogrom wysiłku. Na tyle skutecznego, że czytelnik może się nabrać, że oto ma przed sobą zapis rzeczywistych przeżyć rzeczywistej osoby.

Na potrzeby promocji wydanej w 2016 roku książki postała aktywna do dziś strona internetowa fikcyjnego bohatera. Arntropp tchnął życie w papierowego bohatera obdarzył go niezwykle wyrazistym charakterem i zbudował jego historię od podstaw.

Na fabułę powieści składają się niecałe dwa tygodnie życia Jacka, począwszy od Halloween do bodajże 11 listopada, czyli dnia w którym zwłoki Jacka zostają odnalezione.

Jeśli liczycie, że zakończenie wyjaśni okoliczności śmierci bohatera to jesteście w błędzie. Pamiętajcie bowiem, że głównym zamysłem autora było stworzenie historii opisanej przez samego bohatera. Z wiadomych więc powodów nie mógł on zrelacjonować własnej śmierci;)

Relacja z ostatnich dni Jacka Sparksa to swego rodzaju kompendium współczesnego podejścia do zjawisk paranormalnych. Mamy tu do czynienia ze wspomnianym księdzem egzorcystą, ekscentryczną medium i grupą domorosłych łowców duchów nazywanych Paranormalsami i działającymi w samym centrum Hollywood. Przez powieść przewijają się też znani twórcy filmowych horrorów jak Roger Corman, czy twórcy słynnego "Blair Witch Project". 

Jeśli chodzi o charakter tej powieści to zdecydowanie jest ona horrorem. Niektóre fragmenty jawią się niczym kadry "Egzorcysty". Nie zabraknie bardzo żywych emanacji bardzo martwych bytów i całej serii zgonów opisanych z werwą i impetem.

Zaś sam narrator to niebywale pocieszny człowiek i jego czarny humor skutecznie bawi w czasie lektury.Z pewnością jest to pozycja warta uwagi i osobiście liczę, że doczekamy się polskich wydań reszty książek Jasona Arntroppa.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

piątek, 16 listopada 2018

10x10 (2018)

10x10

Cathy budzi się uwięziona w pomieszczeniu o rozmiarach 10x10. Jak się szybko przekona została tam zamknięta przez człowieka, który wcale nie ukrywa swojej tożsamości. Lewis zarzuca ją pytaniami dotyczącymi jej przeszłości. Przerażona kobieta nie wie do czego tym zmierza, jednak w końcu udaje mu się ją złamać.

"10x10" to kolejny thriller z rodzaju 'piłopodobnych'. Znowu mamy do czynienia z uwięzieniem i nierówną walką z porywaczem. Walką , która nie inaczej, odbywa się na jego zasadach.

10x10

Czy w związku z tym obraz ma cokolwiek ciekawego do zaoferowania? Powiem Wam, że przez większą część seansu nie szczególnie przykuwał moją uwagę. Ba, powiem nawet, że oglądałam go jednym okiem przekonana, że nic mnie tu nie zaskoczy. Jednak scenariusz, podobnie jak to było w przypadku chociażby thrillera "Pet" szykuje niezły zwrot akcji. Ów zwrot znacznie zmieni perspektywę i jeśli o mnie chodzi jestem rada z takiego poprowadzenia sprawy. I tu w zasadzie muszę skończyć rozwodzenie się nad walorami fabuły by nie zdradzić Wam zbyt wiele.

Realizacyjnie nie ma szału, ale nie ma też porażki. Aktorsko dowodzi Kelly Reilly, znana Wam chociażby z thrillera "Eden Lake". Partneruje jej Luke Evans ("Dziewczyna z pociągu") i obydwoje wywiązują się ze swojego zadania na tyle dobrze by reasumując wszytko film dał radę zmieścić się w całkiem przyjemnej średniawce. Niczego po za ową średniawką się jednak nie spodziewajcie, bo niczego więcej nie uświadczycie.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Napięcie:5

Klimat:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 13 listopada 2018

The Dark/ Mrok (2018)

mrok

Ścigany przez policję uciekinier Josef szuka schronienia w najmroczniejszym zakątku lasu zwanym Diabelskim Leżem. Znajduje tam, jak się zdaje opuszczony, dom, omijany przez miejscowych jako miejsce gdzie można stracić życie.

Mężczyzna zostaje zaatakowany przez jedynego lokatora domu, nastoletnią dziewczynę, która z niebywałą zwinnością powala dorosłego faceta i zabija go.

Pozbywszy się nieproszonego gościa odrywa, że nie przyjechał on sam. W jego samochodzie znajduje swojego rówieśnika, okaleczonego chłopaka imieniem Alex.

Gdy pierwszy raz obił mi się o uszy tytuł  filmu Justina Lange skojarzyłam go jako zombie movie z rodzaju tych bardziej nietypowych. W komentarzach widzów pojawiały się porównania do "Pozwól mi wejść", czy "Wiecznie żywy". Ja bym dorzuciła jeszcze film o blondynce prowadzącej zombiaka przez pustynie, jaki to był tytuł? Hym..."It Stains the sands red"

Jednak zanim zabrałam się za seans wszelkie informacje na temat produkcji zdążyły mi wywietrzeć z głowy toteż nie pokapowałam od razu, że główną bohaterką filmu jest dziewczynka zombie.

mrok

Wzięłam ją raczej za zmaltretowaną dzikuskę, którą przeżyła co okropnego i żyje teraz z dala od cywilizacji swoją egzystencję sprowadzając do poziomu zwierzęcia.Wspominam o tym, bo wiem, że niejako zmieniło to moje postrzeganie tej historii. Mimo, że w każdym filmowym opisie trąbią o tym, że Mina to zombie i mamy tu do czynienia z zombie movie to jeśli zapomnicie o tym małym elemencie łatwiej będzie Wam wychwycić metaforyczne znaczenie tej opowieści.

Fabuła filmu ma sporo do zaoferowania. Nie jest to obraz  z rodzaju tych boleśnie standardowych. Dobór wątków jest ciekawy. Co wśród nich znajdziemy?

Oczywiście motyw żywego trupa. Dziewczyny, która umarła, a o tragicznych okolicznościach jej śmierci dowiemy się z migawek jej wspomnień. Dlaczego dziewczyna wróciła do żywych? Jak to się stało? Czy faktycznie umarła? SPOILER: Szczerze mówiąc jeśli żywienie się ludzkim mięsem uznać jako objaw traumy, a nadzwyczajną sprawność dziewczyny przypisać umiejętnością wytrenowanym w czasie samotnej egzystencji w środku lasu czy nie mogłaby być zwyczajną małolatką, którą zabito nie do końca skutecznie? Może wcale nie jest zombie. Nie jest potworem? Scena finałowa w czasie której widzimy ją jako normalną, nieokaleczoną dziewczynę może być równie dobrze dowodem na to kim była w rzeczywistości. Chyba, że skorzystamy z teorii podsuniętej przez twórców "Wiecznie żywy", gdzie odzyskanie ludzkich uczuć sprawia, że zombie na powrót staje się człowiekiem. Ja jednak wolę swoją wersję;) KONIEC SPOILERA.

mrok

Bardzo ciekawie prezentuje się też motyw porwanego chłopca, którego Mina znajduje w samochodzie Josefa. Dzieciak był przetrzymywany przez starszego mężczyznę nie wiadomo przez jak długi czas. Celów przyświecającym oprawcy możemy się tylko domyślać. Josef okaleczył dzieciaka, wypalił mu oczy w ramach kary za niesubordynację. Wszystkiego tego dowiadujemy się przysłuchując się rozmowom między Miną a Alexem. Mogę jeszcze dodać, że mamy tu do czynienia z bardzo ciekawie przedstawionym obrazem syndromu sztokholmskiego jaki wytworzył się u porwanego chłopaka.

I wreszcie sam motyw relacji łączącej tą dwójkę. Potworna dziewczyna i ślepy chłopiec. Mina zaprzyjaźnia się nim, a przynajmniej tak można nazwać instynkt opiekuńczy jaki wzbudził w niej chłopak. Czemu go nie zabiła jak wszystkich innych? Może było jej go szkoda, a może chodziło o to, że chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego kim jest dziewczyna? Nie widział jej okaleczonego oblicza, nie widział jak bezwzględnie zabija i pożywia się ludzkim mięsem?

mrok

No, ale gdzie w tym wszystkim horror? A wszędzie i na każdym kroku. Sceny morderstw, charakteryzacja bohaterów, scenografia i leśne, stosownie ponure plenery. Myślę, że film może zainteresować większość widzów tolerującej obecność wątków dramatycznych w horrorach, tylko wielbiciele czystości gatunkowej mogą kręcić nosem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat: 8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl