What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
wtorek, 13 listopada 2018

The Dark/ Mrok (2018)

mrok

Ścigany przez policję uciekinier Josef szuka schronienia w najmroczniejszym zakątku lasu zwanym Diabelskim Leżem. Znajduje tam, jak się zdaje opuszczony, dom, omijany przez miejscowych jako miejsce gdzie można stracić życie.

Mężczyzna zostaje zaatakowany przez jedynego lokatora domu, nastoletnią dziewczynę, która z niebywałą zwinnością powala dorosłego faceta i zabija go.

Pozbywszy się nieproszonego gościa odrywa, że nie przyjechał on sam. W jego samochodzie znajduje swojego rówieśnika, okaleczonego chłopaka imieniem Alex.

Gdy pierwszy raz obił mi się o uszy tytuł  filmu Justina Lange skojarzyłam go jako zombie movie z rodzaju tych bardziej nietypowych. W komentarzach widzów pojawiały się porównania do "Pozwól mi wejść", czy "Wiecznie żywy". Ja bym dorzuciła jeszcze film o blondynce prowadzącej zombiaka przez pustynie, jaki to był tytuł? Hym..."It Stains the sands red"

Jednak zanim zabrałam się za seans wszelkie informacje na temat produkcji zdążyły mi wywietrzeć z głowy toteż nie pokapowałam od razu, że główną bohaterką filmu jest dziewczynka zombie.

mrok

Wzięłam ją raczej za zmaltretowaną dzikuskę, którą przeżyła co okropnego i żyje teraz z dala od cywilizacji swoją egzystencję sprowadzając do poziomu zwierzęcia.Wspominam o tym, bo wiem, że niejako zmieniło to moje postrzeganie tej historii. Mimo, że w każdym filmowym opisie trąbią o tym, że Mina to zombie i mamy tu do czynienia z zombie movie to jeśli zapomnicie o tym małym elemencie łatwiej będzie Wam wychwycić metaforyczne znaczenie tej opowieści.

Fabuła filmu ma sporo do zaoferowania. Nie jest to obraz  z rodzaju tych boleśnie standardowych. Dobór wątków jest ciekawy. Co wśród nich znajdziemy?

Oczywiście motyw żywego trupa. Dziewczyny, która umarła, a o tragicznych okolicznościach jej śmierci dowiemy się z migawek jej wspomnień. Dlaczego dziewczyna wróciła do żywych? Jak to się stało? Czy faktycznie umarła? SPOILER: Szczerze mówiąc jeśli żywienie się ludzkim mięsem uznać jako objaw traumy, a nadzwyczajną sprawność dziewczyny przypisać umiejętnością wytrenowanym w czasie samotnej egzystencji w środku lasu czy nie mogłaby być zwyczajną małolatką, którą zabito nie do końca skutecznie? Może wcale nie jest zombie. Nie jest potworem? Scena finałowa w czasie której widzimy ją jako normalną, nieokaleczoną dziewczynę może być równie dobrze dowodem na to kim była w rzeczywistości. Chyba, że skorzystamy z teorii podsuniętej przez twórców "Wiecznie żywy", gdzie odzyskanie ludzkich uczuć sprawia, że zombie na powrót staje się człowiekiem. Ja jednak wolę swoją wersję;) KONIEC SPOILERA.

mrok

Bardzo ciekawie prezentuje się też motyw porwanego chłopca, którego Mina znajduje w samochodzie Josefa. Dzieciak był przetrzymywany przez starszego mężczyznę nie wiadomo przez jak długi czas. Celów przyświecającym oprawcy możemy się tylko domyślać. Josef okaleczył dzieciaka, wypalił mu oczy w ramach kary za niesubordynację. Wszystkiego tego dowiadujemy się przysłuchując się rozmowom między Miną a Alexem. Mogę jeszcze dodać, że mamy tu do czynienia z bardzo ciekawie przedstawionym obrazem syndromu sztokholmskiego jaki wytworzył się u porwanego chłopaka.

I wreszcie sam motyw relacji łączącej tą dwójkę. Potworna dziewczyna i ślepy chłopiec. Mina zaprzyjaźnia się nim, a przynajmniej tak można nazwać instynkt opiekuńczy jaki wzbudził w niej chłopak. Czemu go nie zabiła jak wszystkich innych? Może było jej go szkoda, a może chodziło o to, że chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego kim jest dziewczyna? Nie widział jej okaleczonego oblicza, nie widział jak bezwzględnie zabija i pożywia się ludzkim mięsem?

mrok

No, ale gdzie w tym wszystkim horror? A wszędzie i na każdym kroku. Sceny morderstw, charakteryzacja bohaterów, scenografia i leśne, stosownie ponure plenery. Myślę, że film może zainteresować większość widzów tolerującej obecność wątków dramatycznych w horrorach, tylko wielbiciele czystości gatunkowej mogą kręcić nosem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat: 8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 11 listopada 2018

The Nun/ Zakonnica (2018)

zakonnica

Lata '50. W starym zakonie na Rumuńskiej prowincji dochodzi do samobójczej śmierci jednej z sióstr. Celem zbadania sprawy na miejsce zdarzenia przybywa watykański wysłannik ojciec Burke. Przybywa on w asyście nowicjuszki, Irene. Szybko okazuje się, że problemem zakonu nie jest depresyjny wystrój, który pchnął zakonnice na linę, a demoniczna postać starająca się obrzydzić życie mniszkom.

Jeśli Wam powiem, że wcale nie chciałam oglądać tego filmu i zrobiłam to tylko dla recenzji, to docenicie moją ofiarę?;)

Tak, słyszałam, że film "nie jest taki zły", ale wcale mnie to nie przekonało i słusznie, bo jest taki zły. Jeśli  "Krucyfiks", horror z  nieco podobnymi założeniami fabularnymi był słaby to w  takim razie ten jest fchuj słaby.

zakonnica

Nie znalazłam w nim żadnej zalety i poddaje w wątpliwość sens jego powstania. Oczywiście rozumiem intencje. Po premierze drugiej części "Obecności" postać upiornej Zakonnicy zwróciła uwagę większości widzów. Toteż postanowiono poświęcić jej całą osobną produkcję, jak to stało się w przypadku nawiedzonej lalki, Annabelle po premierze pierwszej części "Obecności". Efekt w obydwu przypadkach jest podobny.

Fabularnie film oferuje głównie nudę. Wszytko opiera się na bardzo topornych wątkach z rodzaju tych, które znają już wszyscy i chyba wszyscy mają już dość. Do tego mało ciekawi bohaterzy, tak szablonowi i papierowi jak to tylko możliwe i zupełny brak pomysłu na antybohaterkę. Tytułowa zakonnica dużo i chętnie prezentuje swoje zakazane oblicze.

zakonnica

Niezwykle silne wsparcie technologii sprawia, że cały świat przedstawiony w filmie odbieramy jako jakiś sztucznie wygenerowany twór pozbawiony realizmu. Jeśli w fabule pojawia się jakaś dziura, naprędce jest łatana przy pomocy pierwszego lepszego nielogicznego zagrania. Ciężko tu o jakiś ciąg przyczynowo skutkowy, który pozwoliłby mi logicznie streścić szczególnie drugą część obrazu. Dzieją się tu cuda i dziwy jakich nie powstydziliby się twórcy Indiany Jonesa.

zakonnica

Jest efektownie, głośno i w założeniu powinno być też strasznie. Niestety gdzieś została przekroczona granica między grozą a groteską. Rozliczne emanacje złej zakonnicy odarły ją ze wszelkich posiadanych tajemnic, więc jeśli celem produkcji było oswojenie widza z bodaj najstraszniejszym bohaterem "Obcności 2" to spisali się na medal. "Zakonnica" to poważny kandydat na najgorszy horror roku.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:3

37/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 09 listopada 2018

Sando-me no Satsujin aka The third Murder (2017)

third murder

Misumi zostaje przyłapany na gorącym uczynku. Przyznaje się więc do zamordowania prezesa fabryki, w której pracował. Sprawa wydaje się prosta jednak adwokat, Shigemori, uważa podany naprędce motyw zbrodni za naciągany. Kolejne rozmowy z oskarżonym tylko utwierdzają go w przekonaniu, że sprawa ma drugie, a może i trzecie dno.

Skupiona na filmowych dokonaniach Koreańczyków prawie zarzuciłam oglądanie filmów rodem z Japonii, choć to od niej zaczęło się moje zainteresowanie skośnym kinem. Tym razem trafiłam na obraz wcale o tym nie wiedząc, najbardziej docenianego na międzynarodowej arenie współczesnego japońskiego reżysera. Ba, trafiłam, podobno, na jego najsłabszy film. Nie pozostaje mi więc nic innego jak zainteresować się tymi uważanymi za najlepsze.

"Third Murder" Hirokazu Koreedy jako jedyny w jego filmografii mogę podciągnąć pod gatunek grozo podobny, bo mamy tu do czynienia połączeniem psychologicznego thrillera, kryminału i dramatu sądowego. Połączenie, jeśli idzie o moje osobiste preferencje, wyborne.

Film zresztą w żadnym aspekcie mnie nie rozczarował. Fragmentami obraz przyjmuje bardzo poetycki wymiar, szczególne sceny poświęcone retrospekcjom, ale to chyba warstwa dialogowa najbardziej wbija w fotel.

third murder

Wszytko skupia się na relacji oskarżonego i jego adwokata. Już od pierwszych ujęć wiedziałam, że będzie to bardzo interesująca potyczka, a rozgryzienie prawdziwego charakteru głównego bohatera, czy też antybohatera, nie będzie łatwym zadaniem. Za aktorstwo Kôji Yakusho należą się wielkie brawa.

Sama historia opowiedziana na sali przesłuchań, później na sali sądowej, jest tak pokrętna, że królestwo temu kto szczerze mógł powiedzieć, że przewidział rozgrywające się tu wydarzenia.

third murder

Szczerze mogę Wam ten obraz polecić. Szczególnie tym z Was, którzy podzielają mój zachwyt koreańskimi thrillerami. Nie odstaje od szczególnie od nich i myślę, że może się podobać.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 06 listopada 2018

Tracę ciepło - Łukasz Orbitowski

tracę ciepło

Kuba i Konrad poznali się szkole. Ich przyjaźń zaskoczyła wszystkich, włącznie z nimi samymi. Kiedy w podstawówce, do której obaj uczęszczają  dochodzi do niewyjaśnionego zgonu woźnego, Kuba i Konrad  przekonają się, że posiadają niezwykły i bolesny dar, który przez cały okres ich dorastania będzie otwierał przed ich oczami zupełnie inny świat pełen duchów zmarłych, aniołów i demonów.

Odkąd po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Łukasz Orbitowskiego za sprawą powieści "Szczęśliwa ziemia" wiedziałam, że będę go czytać. Największą chęć miałam na jego pierwszą powieść, "Tracę ciepło".

Tytuł szalenie mnie zainteresował, ale tak się złożyło, że miałam problem ze zdobyciem jej w wersji papierowej. W desperacji ogarnęłam nawet e-booka, a że e-booków nie lubię, leżał zapomniany na dysku dobre trzy lata. Wtedy dowiedziałam się o wznowieniu wydania nakładem wydawnictwa SQN i o to w końcu przeczytałam "Tracę ciepło"

" Strata ciepła ma sens podwójny - wyjaśnił. - Pierwszy to taki, że umieramy. Drugi, cóż, rzecz bardziej skomplikowana. Przyszła mi do głowy, kiedy patrzę na ciebie. Jesteś mądry, ale naiwny. Chcesz kochać, ale nie umiesz. W twoim wieku byłem taki sam. Wtedy jesteśmy gorący. Chce nam się różne rzeczy robić, przytulilibyśmy całą kulę ziemską. Potem, z czasem, no różnie bywa. Stygniemy, potem okazuje się, że praca ważniejsza niż miłość, sztuka niż człowiek. I budzisz się nagle kompletnym pierdzielem bez serca nawet dla samego siebie. - Obrzucił mnie badawczym spojrzeniem. - W ten czy inny sposób tracimy ciepło przez całe życie."

Teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest to po prostu książka o dorastaniu. Dorastaniu w cokolwiek dziwnych okolicznościach przyrody, ale tylko o nim. W zawikłany, fantastyczny i mocno metaforyczny sposób Orbitowski przekazuje jak trudny jest to czas, nie da się go przejść bez obrażeń, a można i stracić życie.

"- Gdzie my właściwie jesteśmy?

- Gdzieś pomiędzy, ani na ziemi, ani w niebie, czyli w dupie, jak zawsze"

Powieść dzieli się na trzy części. Jak się nie mylę Orbitowi zeszło z napisaniem jej dwa lata, ale mam wrażenie, że każdą z nich opowiadał na zupełnie innym etapie swojego życia. Może to były wyjątkowo intensywne dwa lata, a może te historie nosił ze sobą bardzo długo nim zdecydował się zacząć je spisywać.

  Pierwsza z nich to dzieciństwo w podstawówce naszych bohaterów. Cherlawy Kuba zaprzyjaźnia się z pyszałkowatym Konradem, bo okazuje się, że spośród wszystkich uczniów to właśnie oni dwaj zobaczyli coś niezwykłego w piwnicach szkoły.

Historia zamordowania woźnego pijaczka, emanacje jego potępionej duszy przed oczami chłopców to chyba najlepsza część powieści. Najlepsza, najprostsza i najbardziej klasyczna. Przypomina kingowskie opowieści o zmorach nawiedzających dzieci. Przez ten etap książki przeszłam bez trudu.

Schody zaczęły się gdy Kuba i jego kolega weszli w pełnoletność. Tu zaczyna się większa brawura, przygody z dużą ilością alkoholu. Giną konkrety zaczyna się dziwna jazda. "Wielki Dzwon"? Do tej pory nie ogarniam wątku tego typa, choć wiem jaka była jego rola w tej historii. Na tym etapie pojawia się też retrospekcja z czasów wojny. Mała wioska i przedziwaczny przypadek niemieckiego żołnierza, który postanowił oszczędzić pewną rodzinę i pewne dziecko. Wychodzi z tego nie liche love story, a gdzie miłość tam i śmierć. Gdzie śmierć tam i duchy.

Finisz to połączenie wątków. Z dużym impetem wracają 'jeziora', czyli druga strona, którą dostrzec mogli dwaj pryszczaci chłopcy z podstawowej w Krakowie.

Akcja rozgrywa się w wioseczce, którą poznaliśmy w części drugiej. Wydarzenia tam mające miejsce to chyba najbardziej solidna dawka grozy w całej powieści. Jak dla mnie zaleciało Dardą i "Czarnym wygonem", choć muszę oddać sprawiedliwość Orbitowskiemu- był tam pierwszy. Tu też powróciło moje zainteresowanie i sympatia do wyobraźni pisarza.

Całość wychodzi na plus, choć nie powiem by była to najłatwiejsza lektura w moim życiu;)

Czytałam ją całe wakacje, z przerwami na chyba dziesięć kolejnych książek, ale wracałam, bo Orbitowski już taki jest, że się do niego wraca.

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN:

sqn


Tagi: książki
17:48, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 listopada 2018

Slender Man (2018)

slender man

Cztery nastoletnie przyjaciółki: Katie, Chloe, Hallie i Wern spędzają wspólnie wieczór. Jedna z nich informuje resztę, że grupa ich kolegów ze szkoły dziś wieczór planuje 'przywołać Slender Mana'.

Dziewczyny postanawiają, że nie będą gorsze i szukają w sieci informacji na temat rzeczonej postaci trafiają na filmik, którego obejrzenie stanowi rytuał przywołania Slender Mana.

Mniej więcej tydzień po tym zdarzeniu jedna z nich znika bez śladu, a pozostałe dziewczęta zaczynają wiązać ten fakt z legendą o Slender Manie. Próbując ratować koleżankę przybliżają się jeszcze bardziej do jak się wydaje wcale nie fikcyjnej, upiornej postaci.

Pamiętacie jak w jednym z wpisów przybliżyłam Wam dokument HBO "Strzeż się Slender Mana"?

Nakręcony w 2016 obraz opowiadał o mającym miejsce dwa lata wcześniej zdarzeniu z udziałem dwóch małolat z Wiscomsin, które tak mocno uwierzyły w krążącą w necie legendę o niejakim Slendermanie, że postanowiły zabić swoją kumpelę wkradając się w ten sposób w jego łaski.

Pisząc Wam o nim zastanawiałam się na ile ta historia będzie miała wpływ na filmowy horror Sylvaina White'a pt. "Slender Man". Jak się okazało, wpływ miała, ale nie koniecznie był to wpływ pozytywny. Kiedy ruszyła produkcja filmu rodzice jednej z dziewczyn zadeklarowali swoje oburzenie, co skutkowało znaczną zmianą planów twórców filmu. Scenariusz przerobiono. Nie wiem na ile, ale efekt jest taki, że mamy tu do czynienia z historią opowiedzianą po łebkach i w żaden sposób nie wykorzystującej potencjału antybohatera.

slender man

Ot mamy kolejny teen horrorek, który nie zaangażuje emocjonalnie widza. Płaskie, kiepsko zarysowane i kiepsko odegrane postaci dziewcząt, brak logicznego ciągu zdarzeń oraz ograniczenie potencjału postaci tytułowej do przedstawienia jego komputerowo wykreowanych manifestacji to wszystko, co ma do zaoferowania widzowi seans ze "Slendermanem".

slender man

Osobiście wyczułam w tym jedno wielkie asekuranctwo. Jakby twórcy bali się, że "Slender Man" może wydać się komuś interesujący i zacznie szukać informacji o nim co skończy się kolejną tragedią jak ta z udziałem dwunastolatek z Wiscomsin.

Nie wiem natomiast co chcieli dać w zamian? Na to chyba zabrakło pomysłu, a brak pomysłu to najgorsze co może spotkać film. Zapędzeni w kozi róg wypluli z siebie miałką historyjkę od rzeczy licząc, że solidne efekty i obłędna ilość jump scenek załatwi sprawę.

Wielka szkoda, ale jakie były szanse? Nikłe.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła: 5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

48/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 01 listopada 2018

Haunted/ Paranormalne doświadczenia - Sezon 1 (2018)

hauted

Sześcioro ludzi, którzy doświadczyli w swoim życiu ingerencji nadnaturalnych bytów dzieli się swoimi doświadczeniami w gronie zaproszonych gości. Poznajemy historie przeklętych miejsc i opętanych ludzi, nawiedzeń przez duchy, a nawet wizyt kosmitów. Każdy z sześciu odcinków to inna historia.

"Haunted" to kolejna halloweenowa propozycja od Netflixa. Szybko przykuła moją uwagę z uwagi na formułę 'para reportażu'.

Narracja przyjmuje tu formę wywiadu jak w talkshow, gdzie gwiazda wieczoru dzieli się z zaproszonymi gośćmi historią swojego życia. Opowieści uzupełniane są przez przygotowane rekonstrukcje wydarzeń stanowiące retrospekcję tego, o czym wdanym momencie jest mowa. Coś jak w dokumentach serwowanych przez Discovery Investigation. Z tym, że dotyczy to zjawisk paranormalnych opatrzonych stosownym "True Story".

Z miejsca skojarzyło mi się to z rewelacyjnym "Lake Mungo", więc z zapałem podeszłam do sprawy.

Niestety. Pomyliłam się.

hauted

Koniec końców jakoś zmęczyłam te sześć blisko godzinnych odcinków składający na cały sezon. Owszem pojawiały się fragmenty bardziej godne uwagi, ale ogólny poziom serialu jest bardzo niski. Trąci amatorką i bardzo poważnymi niedoróbkami realizacyjnymi - Aktorstwo? Dramat...

Co jest w zasadzie najgorsze, same historie to w większości kpina. Opowiadane bez przekonania z pseudo dramatycznym zadęciem i desperacko pobudzaną grozą. Historie są tak przesadzone, przerysowane, miejscami wręcz absurdalne, że nawet osoba gorliwie wierząca w zjawiska paranormalne mogłaby podważyć wiarygodność tych opowiastek.

Ale o czym właściwie jest tu mowa?

Pierwszy odcinek to historia mężczyzny od dzieciństwa prześladowanego przez ducha kobiety w bieli starającej się doprowadzić go do śmierci.

Odcinek drugi to fest dramatyczna historia rodzeństwa wychowanego przez psychopatę. Jak się później okaże opętanego psychopatę, mordującego przypadkowych ludzi i znęcającego się nad własnymi dziećmi z błogosławieństwem i pomocą ich matki. Dawno nie słyszałam tak przejaskrawionej i tak pozbawionej pointy historii.

hauted

Trzeci, bodajże najsłabszy segment to historia kobiety, która wraz ze schorowaną matką zamieszkała w pokoju, w którym w przeszłości praktykowano okultyzm. W związku z powyższym dochodziło w nim do zjawisk cokolwiek strasznych. Historię pogrążył brak logiki i granicząca z kiczem groteskowość.

W odcinku czwartym nie zabrakło standardowego domu zbudowanego na starym indiańskim cmentarzu, gdzie mały -wówczas- chłopiec doświadczał wizyt duchów budząc tym samym gniew w fanatycznej mamie. Wszytko już było w dodatku w dużo lepszym wydaniu.

Piątka historia to miła odmiana, bo idziemy w stronę sci-fi i pojawiają się kosmici. To chyba najlepszy punkt serialu, choć nie znaczy wcale, że dobry:) Historia oczywiście standardowa, ale opowiedziana lepiej niż pozostałe.

hauted

Ostatni, szósty odcinek to historia dziewczyny, która zdradza męża z duchem:) Tak, jak Kisha w "Domu bardzo nawiedzonym". Nie no, żartuje, tu całkiem serio mamy do czynienia z relacją kobiety, którą prześladuje duch. Jednak zamiast ją straszyć otula ją czule ramieniem i finalnie doprowadza to do rozpadu małżeństwa. Rozmowa zainteresowanej pary powaliła mnie na łopatki. Plus za rozbawienie mnie;)

I to byłoby na tyle. Podsumowując serial bardzo niskich lotów.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

44/100

W skali brutalności: 1/10

wtorek, 30 października 2018

The Keeping Hours (2017)

the keeping hours

Elizabeth i Mark byli małżeństwem. Wspólnie wychowywali synka Jackoba. Gdy ten umiera w wyniku tragicznego wypadku małżeństwo rozpada się.

W dziesięć lat po tym zdarzeniu Elizabeth jest znaną pisarką, która zasłynęła książką o tym jak poradziła sobie po stracie dziecka. Ma nowego męża i wychowuje jego córki z pierwszego związku. Mark ma tylko pracę i ich dawny dom. Pewnego dnia postanawia go sprzedać. W tym celu musi skontaktować się z byłą żoną. Kiedy udaje im się dojść do porozumienia okazuje się, że jednak nie mogą sprzedać domu. Bo ich syn wciąż tam jest. Jackob wrócił.

Sięgnęłam po ten film jak po kolejny horror o duchach małych chłopców. I mimo, że jest to produkcja z bardzo wyraźnym wątkiem paranormalnym, wątkiem ghost story to daleko mu do klasycznej opowieści o duchach, czy nawet do współczesnych mainstreamowych horrorów. Nie jestem nawet przekonana, czy właściwym jest by oceniać go jako film grozy. Moim zdaniem zdecydowanie bliżej mu do dramatu. Duch nie pojawia się tu po to by straszyć.

the keeping hours

Efekt jest taki, że mamy tu do czynienia z kinem bardziej smutnym niż strasznym. Błędne przydzielenie go do gatunku grozy może rzutować na odbiór filmu przez widzów. Osobiście byłam bardziej zaskoczona niż rozczarowana. Mimo, że w kategorii straszaka film wypada bardzo blado, to jako dramat z wątkiem ghost story jest bardzo ciekawy.

Dominującym tematem jest tu próba poradzenia sobie ze stratą dziecka Elizabeth, która nawet napisała o tym książkę przyznaje, że tak naprawdę 'poradzenie sobie' jest niemożliwe. Ponowne pojawienie się zmarłego syna budzi w niej przerażenie i zaprzeczenie. Czy wracają do niej te same emocje, które wcześnie towarzyszyły jego odejściu.


the keeping hours

Jej życie znowu się zmienia. Jak mawiają mędrcy "Chujowo, ale stabilnie". Mark traci stabilność. Traci ją jego była żona. Wspólnie wracają do swojego dawnego domu i zaczynają żyć życiem, które miało bezpowrotnie minąć. Niestety duch ich syna nie może opuścić czterech ścian domu. Nie wiadomo też, ja długo z nimi pozostanie. Co jeśli znowu odejdzie? I najważniejsze dlaczego wrócił?

Finał tej historii przyniesie odpowiedzi.

"The Keeping hours" to film nostalgiczny, melancholijny i smutny. Nie spodoba się każdemu, ale jest szansa, że znajdziecie się w tym gronie.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10

piątek, 26 października 2018

Wrogi/ Hostile (2017)

hostille

W postapokaliptycznej rzeczywistości młoda kobieta imieniem Juliette walczy o przetrwanie wraz grupą ocalałych. W czasie jednej z samotnych wypraw o prowiant jej samochód ulega wypadkowi a ona sama tkwi uwięziona w jego wnętrzu z paskudnie złamaną nogą. Na zewnątrz pośród nocy czai się człekokształtne stworzenie, które nie odstępuje swojej ofiary na krok.

"Hostile" to francuski horroru utrzymany w klimacie postapo. Przynajmniej takie wrażenie możemy odnieść na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest to film anglojęzyczny w dodatku nie prezentuje tego do czego przyzwyczaili nas francuscy twórcy kina grozy. Nie jest makabrycznie brutalny i szczerze mówiąc sztandarowe wątki typowe dla kina grozy, czy kina sci-fi szybko nikną w motywach rodem z dramatu, czy nawet melodramatu. Takie to dziwo, o.

Stąd widzowie nastawieni na jazdę w stylu trzeciej części "Resident evil", czy innych podobnych tytułów gdzie dominuje obraz survivalu na pustyni mogą być z deka rozczarowani. Ja, i mówię to całkiem serio, chyba bardziej byłabym rozczarowana, gdyby owe wątki dramatyczne zastąpiono sztampową historią samotnej wojowniczki.

Ale zaraz skąd takie nieprzystające do tematu przewodniego motywy wzięły się w fabule filmu? Zostały tu umieszczone z zastosowaniem retrospekcji.

Po tym jak opowieść osadzona w teraźniejszości doprowadza naszą bohaterkę do punktu krytycznego przechodzimy do jej wspomnień z przed czasu apokalipsy, która doprowadziła ją tu gdzie jest.

hostille

hostille

Tu przed Państwem, dusze wrażliwe, historia miłosna. Przechodzimy przez kolejne jej etapy, poznajmy Juliette i Jacka. Może to chwyt mający związać widza z bohaterką, a może coś więcej. Jeśli przebrniecie przez te fragmenty- dla niektórych mogą być one nieszczególnie zajmujące - dotrzecie do punktu w którym poznacie początek. Kim są stwory.

Tu, nie powiem, nawet mi się wzruszyło i chyba to największy plus jaki mogę odnotować na korzyść tego filmu. Nie ładną i niezłą aktorkę na pierwszym planie, nie dobrze zrobione efekty prezentujące potworne istoty, tylko ta 'romantyczna sraka' mnie tu urzekła. Starość nie radość, czas się przebranżowić na "Dumę i uprzedzenie";)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 23 października 2018

Apostle/ Apostoł (2018)

apostoł

Wielka Brytania, początek XX wieku. Siostra zamożnego Thomasa Richardsona zostaje uprowadzona przez sektę wyznawców proroka Malcolma i więziona na odludnej wyspie. Mężczyzna uzbroiwszy się w skrzynie zawierającą okup za porwaną wyrusza statkiem wraz z ludźmi chcącymi przystąpić do sekty.

Thomas szybko orientuje się z jakimi osobami ma do czynienia toteż postanawia nie grać z nimi w otwarte karty i udawać kolejnego wyznawce Malcoma. To co zastaje po przybyciu na miejsce przerasta jego przypuszczenia.

"Apostoł" to nowy thriller od Netflixa. I tym razem mogę uznać przedsięwzięcie za udane. Być może to nie tyle kwestia jakości  produkcji, która z pewnością wyróżnia się przeznaczonym na nią budżetem na tle większości projektów Netflixa. Faktem jest, że klimat "apostoła" trafił w moje upodobania.

apostoł

Fabuła z całą pewnością mogła Wam się skojarzyć z obrazem "Kult" z lat '70, czy jego dość popularnym remake z Nicolasem Cage'm. Jest to skojarzenie jak najbardziej trafne.

Mogę Wam jednak zdradzić, że wykonanie tego pomysłu znacząco odbiega od starszego 'prototypu'. Tak, jest to film brutalny. Niektóre zaprezentowane tu sceny bez wątpienia mogą wywołać gęsią skórkę, czy inne bardziej nieprzyjemne reakcje. Wszytko jest bardzo żywe, bardzo soczyste i bardzo... brudne.

Film ma ogólnie brudny klimat. To chyba słowo, które dobrze go opisuje. Duża w tym zasługa wyboru plenerów filmowych, scenografii i kolorystyki samych filmowych zdjęć.

apostoł

Co mi się w nim najbardziej spodobało? Zdecydowanie motywy folklorystyczne, na których opiera się fabuła. Chyba folk horror to na ten moment mój podgatunek. Szalony prorok, fanatyzm i niezwykłe zjawiska, które dodają niesamowitości tej dziwacznej krainie jaką obrano na miejsce akcji. Zdecydowanie mój typ:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 20 października 2018

Powiedz, że jesteś moja - Elisabeth Noreback

powiedz ze jestes moja

Stella to dobiegająca czterdziestki szczęśliwa żona Henrika i matka trzystoletniego Milsa. Pracuje jako psychoterapeutka i na codzień pomaga ludziom wyjść z kryzysu. Niestety jej własny kryzys, który miał początek przed ponad dwudziestoma laty nie minął. Wówczas jako młodziutka dziewczyna urodziła córkę, którą później straciła. Okoliczności zaginięcia maleńkiej Alice do dziś nie są znane.

Isabelle to młoda studentka, która wbrew woli nadopiekuńczej matki opuściła rodzinny dom. Nim zdążyła pogodzić się ze śmiercią ukochanego ojca, matka storpedowała ją nowiną, że tata wcale nie był tatą. Aby poradzić sobie z tą sytuacją Isabelle postanawia rozpocząć terapię.

Drogi Stelli i Alice krzyżują się. Isabell pragnie tylko uwolnić się od matki, a Stella pragnie tylko odzyskać córkę.

Nie miałam wcześniej do czynienia z żadną powieścią autorstw Elisabeth Norenback. Być może "Powiedz, że jesteś moja" stanowi jej debiut, a być może jest to po prostu pierwsza  z jej książek która trafiła na polski rynek wydawniczy. Tak czy inaczej jest to kolejny bardzo dobry skandynawski thriller, który miałam okazję poznać.

Jego bohaterkami są kobiety, matki i córki. Ich narracja całkowicie zdominowała książkę. Jest to tylko i wyłącznie głos kobiet.

Skupiamy się tu głównie na relacji Stelli i Isabelle, ale swoje pięć groszy dorzuca także Kristen, matka Isabelle.Głównym wątkiem książki jest... chyba obsesja. Jeśli miałabym określić to jednym słowem to postawiłabym właśnie na nią.

Owszem możemy powiedzieć, że jest to powieść o sile matczynej miłości, sile więzi między matką, a dzieckiem, ale autorka postarała się o to byśmy nie mieli wątpliwości, że ta wzniosła wartość ma też swoją ciemną stronę.

Nie mówię tu tylko o Stelli która prawie traci rozum przekona o tym, że pacjentka jest jej zaginioną córką. Mam na myśli także matkę Isabelle, która osacza córkę swoją miłością. Skala tej miłości mocno Was zaskoczy.

Autorka angażuje czytelnika w swoją historię z dużą ostrożnością, by nie zdradzić zbyt wiele. Pojawiają się niejasne sugestie, zamazane retrospekcje, nieprzypadkowe przypadki. Wszytko po to by niemal do samego końca mylić tropy i mieszać czytelnikowi w głowie.

Nie brakuje tu silnych przewodników, którzy swoją argumentacją będą przeciągać linę na swoją stronę. Silne postaci, silne charaktery budują siłę tej opowieści. Mężczyźni pełnią tu dość marginalną rolę i dlatego myślę, że to typowo babska książka i babom polecam ją w szczególności.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

środa, 17 października 2018

The Haunting of Hill House/ Nawiedzony dom na wzgórzu (2018)

haunting of hill house

Rodzina Crain przeprowadza się do stuletniej posiadłości będącej dziedzictwem rodziny Hill'ów. Hugh Crain jest budowlańcem, jego żona Liv architektem. Nie po raz pierwszy kupują dom po to by odremontować go i wystawić za kwotę będącą czystym zyskiem. Wszytko po to by w końcu przeprowadzić się do "domu ostatecznego", gdzie wychowają pięcioro swoich pociech: bliźniaków Nel i Luke'a, Theo, Shirley i najstarszego Stevena. Sprawy komplikują się gdy dom okazuje się być w gorszym stanie niż przypuszczali. W międzyczasie najmłodsze z dzieci doświadczają sennych koszmarów, a panią domu coraz dotkliwiej męczą migreny. Wszytko ma swój tragiczny finał w noc śmierci Live Crain.

haunting of hill house

Netflix przygotował nie lada niespodziankę dla fanów horrorów. Dziesięcioodcinkowy serial "Nawiedzony dom na wzgórzu" nie był szczególnie promowany w sieci. Sama zwróciłam na niego uwagę na parę dni przed premierą notując sobie w pamięci, że trzeba będzie obadać sprawę. Tak możliwość pojawiła się dość szybko i ostatecznie cały przygotowany repertuar łyknęłam w dwa dni.

Serial promowany jest jako adaptacja książki Shirley Jackson, muszę Wam jednak coś wyjaśnić. Produkcja Mike'a Flanagana (tak, tego od "Oculusa") niewiele ma wspólnego z literackim pierwowzorem, ani z jego dotychczasowymi ekranizacjami.

Powiedziałabym, że serial luźno inspiruje się książką. Naprawdę luźno.. Nawet jeśli jej nie znacie wystarczy Wam znajomość filmów, "Nawiedzonego domu" z '63, czy '99, by stwierdzić jak daleko scenariusz serialu odchodzi od literackiego pierwowzoru i tego co do tej pory robili z nim filmowcy.

haunting of hill house

Serial to niemal klasyczne ghost story. Nie ma tu mowy o żadnym eksperymencie, choć imiona bohaterów z pewnością wydały Wam się znajome. W książce też mamy Nel, Theo, Luke'a, a nawet Hugh Crain'a z tym, że całkowicie martwego;) A Shirley? Cóż, imię autorki książki. Tak tu się więc z widzem pogrywa...

Sama spodziewałam się historii mocniej bazującej na tym co już znałam. Zastanwiałam się nawet jak mocno rozciągną fabułę książki do tej pory streszczanej w wersji filmowej na potrzeby serialu. Okazało się, że główkuje niepotrzebnie. Tak więc, Drodzy Państwo w żadnym stopniu nie mamy tu do czynienia z historią, którą znacie.

haunting of hill house

Serial rozgrywa się w kilku płaszczyznach czasowych. Sam wstęp to zapoznanie z dorosłym Stevenem, najstarszym z miotu. Tym, który przetrwał Hill House i zapamiętał, jak twierdzi najwięcej. Rodzinną historię spisał w książce, bo warto wiedzieć, że Steve wzorem Mike Enslina ("1408") tworzy 'prawdziwe' historie o nawiedzonych miejscach.

Poznajemy też jego rodzeństwo. Pogrążonego w narkotykowym nałogu Luke'a, depresyjną Nel, twardą Shirley prowadząca obecnie dom pogrzebowy i puszczalską Theo, która swój niezwykły dar wykorzystuje w pracy psychologa. Widzicie pewne podobieństwa z charakterystykami bohaterów powieści Jackson? A powinniście.

Śledzimy ich dorosłe losy, świadkujemy kolejnej rodzinnej tragedii, a w międzyczasie wracamy do Hill House za sprawą retrospekcji.

Z owych retrospekcji dowiecie się natomiast jak to wszytko się zaczęło. Oczywiście zagrywki scenariusza nie pozwalają dojść do sedna sprawy zbyt prędko. Tragiczna noc śmierci pani Crain pozostanie zagadką niemal do końca serialu.

Za tak sprytną rozgrywkę twórcom należą się nie małe brawa. Trudno bowiem zaangażować, szczególnie współczesnego widza, w opowieść o duchach, stworzyć atmosferę grozy, zbudować napięcie i zaintrygować tajemnicą, a później utrzymać ten stan przez kolejne dziewięć odcinków. Im się udało. Czapki z głów.

haunting of hill house

Może pomyślicie, że rozczarowałam się tak dużymi odstępstwami od oryginału, ale nic bardziej mylnego. Uważam, że posłużył za inspirację i posłużył dobrze. Najważniejszy filmowy bohater, czyli dom na wzgórzu, pozostał nietknięty mimo tej filmowej restauracji. Jak najbardziej przeraża i uwodzi swoim mrocznym urokiem. Powiedzieć Wam więc mogę tylko tyle: bierzcie i oglądajcie.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 14 października 2018

Czuwaj (2018)

czuwaj

Na harcerski obóz inaugurujący początek lata przybywa grupa chłopaków z domu dziecka. Mają oni spędzić czas wraz z harcerzami w ramach skromnych wakacji. Obozowy druh, Jacek, nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw i nieufnie patrzy na grupę wyrostków. Podobnie jest z resztą harcerskiej młodzieży. Chłopaki z bidula pod dowództwem najstarszego z nich, Piotrka, nie pozostają im dłużni buntując się na każdym kroku i obśmiewając harcerskiego ducha wspólnoty. Kiedy jedne z młodych harcerzy ginie tragicznie w dziwnych okolicznościach podejrzenie szybko pada na ekipę z bidula.

"Czuwaj" to nowy film Roberta Glińskiego utrzymany w klimacie thrillera.

Wiem, że znajduję się w opozycji co do większości widzów uskuteczniając szabry w polskiej kinematografii, gdzie obecnie aż roi się od filmów zwyczajnie nędznych, ale cóż poradzę, taką mam słabość. Jeśli już, daj boże, pojawi się coś, z gatunku grozopodobnego to nie bacząc na koszta psychiczne, muszę sprawę obadać;)

Obadałam więc "Czuwaj" i jestem pozytywnie zaskoczona. I znowuż wbrew głosom większości widzów;)

Scenariusz to taka kompilacja camp slashera i dramatu społecznego.Brzmi to może dziko, ale mnie to połączenie wydało się interesujące.

czuwaj

W praktyce mamy tu do czynienia z historią dość ciekawą, ale nie pozbawioną wad. Wadą jest przede wszystkim zbytnie poleganie na schemacie i jest to zauważalne już od pierwszych momentów. Stereotyp pogania stereotyp i na stereotypie zbudowany jest cały dramat sytuacyjny. Jednak coś Wam powiem, tak się dzieje w przypadku większości filmów, które chcą nam sprzedać jakąś prawdę dotyczącą naszego społeczeństwa. Osobiście szlachetnie przymknęłam na to oko. 

Z plusów obrazu z pewnością wymieniłabym naturszczyków z obsady. Na jej czele stoi Mateusz Więcałek, który moja uwagę zwrócił w serialu "Belfer". Wszyscy wypadają bardzo swobodnie. A ich aktorstwo nie jest męczące ani zbyt manieryczne.

czuwaj

Duży plus należy się za zdjęcia Łukasza Gutta, szarobure kadry, prawie wyprane z kolorów, mało statyczne ujęcia, ale bez zagrań w stylu "Blair witch project". Miejsce akcji czyli las przydaje wszystkiemu klimatu izolacji. A gdy opiekun chłopców, jedyny dorosły, opuszcza ich po tragicznym zdarzeniu można tylko czekać na rozgrywki w stylu "Władców much".

Cóż mogę powiedzieć? Film jak najbardziej do obejrzenia. Dla chętnych;)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 11 października 2018

The Good Neighbor/ Dobry sąsiad (2016)

dobry sąsiad

Dwóch chłopaczków kończących liceum marzy o sławie jaką ma im zapewnić udokumentowanie eksperymentu przeprowadzonego na niczego nie świadomym sąsiedzie.

Pomysłodawca Ethan i sponsor Sean montują system monitoringu w domu starszego Pana by przyglądać się jego poczynaniom podczas gdy sami będą prowokować w jego domu serie niewytłumaczalnych zdarzeń. Jednoznacznie planują przekonać Harolda Grainery, że oto jego dom jet nawiedzony.

Bardzo przypadł mi do gustu już sam pomysł zawarty w scenariuszu. Temat eksperymentów paranormalnych jest już tak oklepany i zdarty, że ciężko w tej materii o coś odkrywczego. A tu proszę, wystarczy nieco odwrócić sytuację.

dobry sąsiad

Za cały filmowy projekt odpowiada ekipa bez szczególnego doświadczenia. Na fotelu reżysera zasiadł scenograf, ale raczej nie odczujecie tu amatorki. Zarówno na poziomie technicznym jak i w przypadku warsztatu aktorskiego mamy tu do czynienia z dobrze zrobioną robotą.

Na fabułę filmu składają się bieżące wydarzenia, czyli relacja z kolejnych kroków eksperymentu naszych małolatów, oraz retrospekcje ukazujące fragmenty z życia naszego dziadeczka. Do tego dochodzą przerywniki z sali sądowej jednoznacznie wskazujące, że projekt pt. nawiedzenie zakończył się jakąś tragedią, za którą musi zostać wymierzona kara.

dobry sąsiad

Jednym wobec czego mogę mieć zarzut to niewielka ilość grozy. Ostatecznie jednak mamy tu do czynienia z thrillerem, a racze teen thrilerem więc nie ma chyba co oczekiwać zbyt wiele. Osobiście skupiłam się na warstwie stricte dramatycznej i to chyba jest przepis na całkiem udany seans z tym filmem.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 06 października 2018

Recenzja przedpremierowa:

Omen - David Seltzer

omen

Jeremy Thorn robi błyskotliwa karierę polityczną jako doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dzięki rodzinnej fortunie żyje w dostatku u boki pięknej żony Katherine. Jedyne czego mu potrzeba do szczęścia to potomek. Kiedy jego małżonce w końcu udaje się donosić kolejną ciążę jest o krok od całkowitego spełnienia. Niestety okazuje się, że syn Thorna umiera przy porodzie. Mężczyzna zdając sobie sprawę z tego jak strata kolejnego dziecka wpłynie na kondycje psychiczną jego wrażliwej żony, godzi się na pomysł podsunięty przez rzymskiego kapłana, który proponuje mu nieformalną adopcję dziecka, które przyszło na świat w tym samym czasie jednocześnie tracąc matkę.

W tajemnicy przed żoną polityk wchodzi w ten dziwny układ i aż do czwartych urodzin chłopca żyje w atmosferze sielanki, dając chłopcu na imię Damien i kochając go jak własne dziecko. Wtedy w jego życiu pojawia się  kapłan, który recytując wersety Apokalipsy oświadcza Thornowi, że wychowuje Antychrysta.

Wszyscy fani horrorów znają film "Omen" w reżyserii Richarda Donnera z 1976 roku. Obraz powstał w odpowiedzi na kultowego "Egzorcystę" i stał się obok niego najsłynniejszym horrorem religijnym.

Na krótko przed premierą filmu ukazała się książka, napisana przez scenarzystę obrazu Davida Seltzera. Jej rolą była głównie promocja filmu, ale złożyło się tak, że dziś mało kto pamięta o jej istnieniu, za to filmowy  "Omen"  stał się nieśmiertelny i doczekał kontynuacji. Być może książka powstała tylko dlatego, że "Egzorcysta" też miał swój książkowy odpowiednik. Z tą różnicą, że powieść Blattyego powstała niezależnie. Podobnie był z resztą z "Dzieckiem Rosemary" Polańskiego - jeszcze starszym horrorem religijnym i powieścią Iry Lewina. To też może być przyczyna jej relatywnie niewielkiej popularności.

Sama o istnieniu tej powieści nie wiedziałam i podejrzewam, że podobnie może być w przypadku wielu czytelników zaskoczonych publikacją wydawnictwa Vesper.

omen

Powieść jest w zasadzie idealnym odwzorowaniem filmowego scenariusza. Wszystkie opisane w niej zdarzenia miały miejsce w filmie. Owszem istnieją subtelne różnice, jak chociażby strój młodej niani, która 'skradła show' na czwartych urodzinach Damiena - w książce ma na sobie strój klauna.

Jednak większość różnic, które może odnotować czytelnik znający jednocześnie filmową wersję polega na pogłębieniu niektórych wątków. Dowiadujemy się więcej o księdzu, który zaaranżował adopcje i sekcie- nie wiem czy to dobre słowo - do której należał. Mam też wrażenie, że lepiej poznajemy Katherine i samego Thorna. Jest to zdecydowanie plus książki. Plusem jest też jej klimat, dość mocno zbliżony do filmowego. Gdybym jeszcze czytała ją w akompaniamencie "Ave Satani" efekt byłby pewno taki sam jak w przypadku filmu.

Co do minusów. Nie ukrywam, że filmowego "Omena" znam praktycznie na pamięć, ale jestem w stanie przypomnieć sobie niejasne pierwsze wrażenia i porównać je z tymi książkowymi. Książka od początku zakłada poinformowanie czytelnika o tym, że Damien jest dzieckiem Szatana. Nie pojawia się przestrzeń na wątpliwości. Jeśli chodzi o film, wydaje mi się, że tu nie wyłożono sprawy tak łopatologicznie i może, może jest nadzieja, że ktoś z widzów pozwolił sobie w czasie seansu na wątpliwości co do prawdziwej natury przedstawionej sytuacji.

Fanów filmu Donnera oczywiście zachęcam do zapoznania się z książką, bo z pewnością będzie dla nich, tak jak dla mnie ciekawym literackim kąskiem.

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Tagi: książki
13:08, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 października 2018

Mara (2018)

mara

Policyjna psycholog Kate Fuller zostaje wezwana na miejsce zbrodni dokonanej najprawdopodobniej przez żonę na mężu. Zadaniem Kate jest przesłuchanie jedynego świadka zdarzenia, mianowicie małej córeczki małżonków, Sophie. Przerażone dziecko stwierdza, że tatę zabiła Mara i że nie powinna, w ogóle rozmawiać z Kate, bo ta zabierze od niej mamusie. Niejasne zeznania dziecka i pełne emocjonalnego wybuchu słowa oskarżonej skutkują zamknięciem matki Sophie w szpitalu psychiatrycznym.

Wtedy Kate zaczynają dopadać wątpliwości. Zaczyna doświadczać sennych koszmarów, a zagłębiając się w sprawę domniemanego morderstwa trafia na całą serie doniesień o przypadkach podobnych, niejasnych śmierci. Najbardziej nieprawdopodobna wersja nabiera realnych kształtów, gdy Mara osobiście odwiedza Kate.

mara

Po sukcesie "Koszmaru z ulicy wiązów" jeszcze w latach osiemdziesiątych żaden z filmowców zajmujących się gatunkiem horroru nie tykał tematu sennych koszmarów. Takowe pojawiały się jedynie jako wątek poboczny i żaden filmowy antybohater nie umiał tak skutecznie uśmiercać śpiących ludzi jak czynił to Freddy Krueger. W ostatnich latach coś się zmieniło, bo jestem wstanie przypomnieć sobie przynajmniej dwa filmowe tytuły, których tematem była śmierć we śnie. Najpierw był "Dead Awake", a ostatnio "Slumber". Obydwa filmy odnosiły śmierć we śnie do znanego nauce zaburzenia snu zwanego sennym paraliżem.

Na czym polega ten stan będziecie mogli dowiedzieć się właśnie z seansu z "Marą". To właśnie tu jedna z postaci, doktorek prowadzący grupę wsparcia dla osób doświadczających zaburzeń snu tłumaczy na czym z naukowego punktu widzenia rzecz polega. Tym z Was, którzy sami doświadczyli sennego paraliży nie trzeba tego tłumaczyć, a samo zjawisko jest dość powszechne. Być może ten fakt zapewni filmowi sukces. Każdy kto doświadczył owego stanu z pewnością wczuje się w sytuacje przedstawionych tu bohaterów z trwogą będzie śledził wersje wydarzeń, w której paraliż senny kończy się śmiercią.

mara

Sęk w tym, że nie mamy tu do czynienia z naukową wersją przedstawienia tematu, choć jak wspomniałam taka interpretacja jest tu obecna. W "Marze" paraliż senny spowodowany jest atakiem sennego demona, tak zwanej Mary. Filmowa Mara wygląda jak duch z azjatyckiej "Klątwy" lub inna Anja Rubik po tygodniowym pobycie na dnie studni. Komputerowy efekt jest całkiem niezły.

Technika pozwoliła tu też na zmontowanie kilku zacnych scen, przy których możecie lekko podskoczyć na siedzisku. Są to zagrywki typowe dla współczesnego horroru, ale umiejętnie stosowane dają jakiś tam efekt. Aktorstwo nie budzi zastrzeżeń choć jakbym miała typować najsłabsze ogniwo, to postawiłabym na 'dziewczynę Bonda' panią Kurylenko, która nie szczególnie skradła moje serce w roli Kate.

Filmowa narracja przebiega gładko. Schemat goni schemat więc próżno tu szukać jakichkolwiek innowacji. Przesłanie filmu też jest z gruntu proste: miej czyste sumienie, a będziesz spał spokojnie;)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 29 września 2018

Sharp Objects/ Ostre przedmioty - Sezon 1 (2018)

ostre przedmoty

W rodzinnym miasteczku Camille doszło do dwóch morderstw dokonanych na nastoletnich dziewczynach. Redaktor gazety, w której Camille ma etat reporterki wpada na pomysł by jako była mieszkanka Wind Gap ponownie weszła w dobrze jej znane środowisko i ze swojej perspektywy nakreśliła sprawę niewyjaśnionych zbrodni. Camille godzi się na to. Problem w tym, że z rodzinnego miasta zamiast ciepłych wspomnień wyniosła traumę, z którą boryka się po dziś dzień. Powrót do domu okazuje się trudniejszy niż mogła przypuszczać, ale chęć rozwiązania zagadki zbrodni jest silniejsza niż instynkt samozachowawczy.

"Ostre przedmioty" to kolejna po "Zaginionej dziewczynie" i "Mrocznych miejsc" ekranizacja powieści Gillian Flynn. Tym razem książka stała się podstawą do nakręcenia serialu.

Taka forma daje możliwość dokładniejszego pochylenia się nad powieściowymi wątkami, zmniejsza ilość pominięć i przekształceń wymuszonych ograniczeniami czasowym.

Mimo tego osoby, które przed emisją serialu zapoznały się z książkowym pierwowzorem znalazły wiele słabych punktów w produkcji HBO, która jakoby nie wystarczająco wyczerpała temat. No cóż, może zostawiają furtkę na sezon drugi? Moim zdaniem byłoby to przegięcie, ale kto wie?

Sama książki nie czytałam, czeka na mnie i być może za jakiś czas po nią sięgnę, na ten moment oceniam serial jako samodzielny twór.

"Ostre przedmioty" bardzo przypadły mi do serca. Dom rodzinny Camille, południowe obyczaje, posągowa matka to pierwsze przykuło moją uwagę. Okej, może nie pierwsze.

ostre przedmoty

Pierwszy zwrócił moją uwagę już poster promujący serial. Na nim dwie aktorki które bardzo, bardzo lubię: Amy Adams i Patricia Clarkson. W serialu obydwie wypadają równie dobrze jak na plakacie. A nawet lepiej. Cała reszta również nie odstaje zbytnio poziomem. Na uwagę zasługuje chociażby Eliza Scanlen w roli przyrodniej siostry Camille, Ammy.

ostre przedmoty

Oczywiście ogromna w tym zasługa nie tylko samych aktorek i ich warsztatowych zdolności, ale też a może przede wszytkim świetnie stworzonych postaci. To one napędzają całą historię.

Historia może nie jest tak pokręcona i zaskakująca jak np. w "Zaginionej dziewczynie", ale nie mniej jednak wielu widzów w tym ja doceni jej zawiłości.

Motywy i wątki pojawiające się tu "już gdzieś były", ale nie w takim zestawieniu, nie w takim kolorycie. Sam klimat serialu wydał mi się wyjątkowy i raczej nietypowy dla serialu kryminalnego. W zasadzie nie mogę mu zarzucić nic ponad to, że tak szybko się skończył. Siadać i oglądać:)

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 25 września 2018

November/ Listopad (2017)

november

W małej estońskiej wsi rządzonej prze pogański zabobon mieszka młoda chłopka, Lina. Dziewczyna jest nieszczęśliwie zakochana w Hansie, chłopie który z kolei wypatruje oczy za urodziwą baronówną. Obydwoje sięgają po najróżniejsze środki by osiągnąć swój cel.

"November", czyli  estońsko-polsko-holenderska produkcja powstała w oparciu o bestselerową powieść Andrusa Kivriahka.

Gatunkowo pasuje do nurtu mrocznej fantastyki czerpiąc z estońskiego folkloru. Ma w sobie dużo z baśni pełnej niezwykłych postaci pochodzących z pogańskich kultów. Wątkiem przewodnim jest romans w gotyckiej ramie.

november

Z pewnością nazwanie go horrorem byłoby nadużyciem, ale nie znaczy to wcale, że nie spodoba się fanom tego gatunku. Jak już pewnie zdążyliście się połapać uwielbiam ludowe motywy w kinie,a te nawiązujące do 'ciemnej strony' już wręcz uwielbiam. "November" doskonale wpisał się w moje preferencje.

Bohaterem zbiorowym opowieści jest ciemne chłopstwo. Jak już mamy okazję przekonać się od pierwszych chwil filmu w ich rzeczywistości na stałe goszczą gusła, nader żywe.

november

W jednej z pierwszych scen mamy okazję poznać Kratta, czyli estoński odpowiednik skrzata domowego. Ów Kratt zrobiony ze szczątków zwierząt i narzędzi gospodarczych służy swojemu stwórcy na różne sposoby, wykonując zlecane przez chłopa prace. Sceny z jego udziałem mogą wzbudzić dreszcz niepokoju, ale i rozbawić.

november

Innym ważnym wątkiem zaczerpniętym z estońskiego folkloru jest motyw jesiennego spotkania z duszami zmarłych. Akcja filmu rozpoczyna się z początkiem listopada, a więc w Święto Zmarłych. Wtedy to estońscy chłopi szykują dla gości z zaświatów poczęstunek i gościnę w saunach. Właśnie w  czasie tak zwanego  hingedeaeg, czyli czasu w którym można było spotkać zmarłych w przedstawionej tu wiosce będziemy mogli świadkować owym niezwykłym zdarzeniom.

november

Sceny te bez wątpienia przykują uwagę miłośników grozy. Czarno białe zdjęcia, a także ujęcia kręcone  z użyciem podczerwieni przydają tym odrealnionym zdarzeniom niesamowitości. Z resztą, powiem Wam szczerze, że cały ten fil ogląda się jak niezwykły pejzaż. Zdjęcia są wprost hipnotyzujące i z radością muszę Wam obwieścić, że ekipa z polski miała w tym swój udział.

Sama fabuła jest dość prosta, jeśli ograbiłby ją z wszechobecnych tu metafor i otoczki baśniowości.

Jeśli lubicie tego typu klimat polecam Wam gorąco. Takich filmów nie spotyka się często.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:10

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

to coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 23 września 2018

Ruin me (2017)

ruin me

Alex, jej chłopak i kilkoro innych śmiałków bierze udział w terenowej grze Slasher Sleepout będącej czymś w rodzaju połączenia escape roomu i domu strachu. Dziewczyna niedawno wyrwała się ze szponów narkotykowego nałogu w czym bardzo pomógł jej właśnie Nathan. Niestety udział w grze w nieprzewidziany sposób niszczy to co bohaterce udało się zbudować.

"Ruin me" to jeden z tych straszaków, które wzięły się znikąd i prawdopodobnie umknie większości widzów. Jego scenariusz stara się czerpać z popularnych ostatnimi czasy motywów gier i rozrywek stających się wstępem do autentycznie rozgrywającego się horroru ("Escape room", "House of october bulit", "Truth or dare", "Would you rather").

Jego bohaterką jest całkiem sympatyczna Alex, która próbuje zbudować swoją nową grzeczną tożsamość. Unika wszystkiego co mogłoby na powrót sprowadzić ją na manowce. Wspiera ją w tym narzeczony Nathan, którego nie tyle kocha co darzy wdzięcznością, podobną tej żywionej przez psa, którego ktoś przygarnął z ulicy.

ruin me

Alex bierze udział w grze w zastępstwie kolegi swojego chłopaka. Gdy para dociera na miejsce i udzielone zostają im dość lakoniczne wyjaśnienia odnośnie ich dalszych działań, Alex Natahan i ich konkurenci w rozgrywce ruszają do lasu, gdzie uzbrojeni w przydatne fanty muszą odnaleźć wskazówki, które doprowadzą ich do rozwiązania zagadki i zgarnięcia nagrody. Tu oczywiście następuje mały przestój na zapoznanie się z barwnymi i stosownie schematycznymi postaciami, by wkrótce po tym oznajmić widzowi, że oho, oto zagrożenie, które ani trochę nie jest udawane.

ruin me

Film ma sporo z gatunkowego slashera, ale też nie można pominąć motywów wskazujących na thriller. To one w zasadzie decydują o jakości produktu końcowego. Gdyby nie małe zamieszanie, wprowadzenie stosownej dawki paranoi obraz nie odstawałby od poziomu mielizny ani o milimetr.

Szczęśliwie twórcy zadbali by przykuć uwagę widza drobnymi niepokojami, które są udziałem naszej bohaterki. Konkretów Wam oczywiście nie zdradzę.

Reasumując film całkiem przyzwoity, choć wysokich lotów raczej nie osiąga.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 20 września 2018

Bone Daddy/ Sprawa Palmera (1998)

bone daddy

William Palmer doświadczony patolog sądowy swoją specjalistyczną wiedzę i najróżniejsze doświadczenia zawodowe sprawnie wykorzystuje w pisarskiej karierze. Z wielkim powodzeniem stworzył postać seryjnego mordercy inspirując się autentycznym przypadkiem nigdy nie schwytanego mordercy. Tuż po premierze nowej książki "Bone Daddy", mężczyzna staje się ofiarą prześladowania przez człowieka, który jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, jest pierwowzorem jego pisarskiego tworu.

Mówi się, że film Mario Azzopardiego powstał na fali popularności "Milczenia owiec", czyli nie inaczej, jest kolejnym thrillerem- klasyfikowanym jednak jako horror - gdzie ogromną rolę odkrywają wątki detektywistyczne.

Opowiadana tu historia jest ciekawa i z pewnością zainteresuje większość widzów, którzy do niej przysiądą.

bone daddy

Sporym problemem jest jednak wykonanie. Reżyser wprawiony w produkcjach dla TV nie był w stanie wskoczyć na wyższy level i sporo elementów zgrzyta. Najbardziej zgrzytało mi aktorstwo. O ile Rutger Hauer jest całkiem okej to reszta, ekipy...hym... spuściłabym na to zasłonę milczenia. Nie powalają też dialogi i to one są najsłabszym punktem scenariusza.

To co z kwestii technicznych zasługuje na pochwałę, to wszelkie elementy stricte horrorowe. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć na ekranie nogę pozbawioną kości - piorunujący widok. Podobnych wizualnych smaczków jest więcej więc sądzę, że apetyty fanów horroru zostaną zaspokojone.

bone daddy

Dla tych zwracających większą uwagę na aspekt fabularny mamy tu nieźle ułożoną intrygę. Jej przedmiotem jest oczywiście poznanie tożsamości mordercy, który zagniewany na powieściopisarza postanawia uczynić z niego pionka w grze.

Palmer bezskutecznie próbuje ochronić bliskich będących celem dla jego wroga. Z drugiej jednak strony zmuszony jest bacznie przypatrywać się osobom ze swojego najbliższego otoczenia, bo wiele wskazuje na to, że właśnie w ich szeregach czai się sprawca.

Reasumując, kino całkiem dobre, acz nie rewelacyjne. Do obejrzenia jak najbardziej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:6

58/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 13 września 2018

Recenzja przedpremierowa

Skazany na zło - Adrian Bednarek

skazany na zło

Wiktor Hauke, jest przeciętnym facetem dobiegającym trzydziestki. Ma nie najgorzej prosperującą firmę, wierną żonę i zdolność kredytową. Ma też problem z alkoholem. Uciekając przed jedną słabością wpada w inną. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego jak kolosalne konsekwencje może przynieść jeden błąd. Nie wie, że istnieją ludzie, gotowi uczynić z niego aktora w swoim autorskim przedstawieniu.

Kuba Sobański, postać seryjnego mordercy stworzona przez płodną wyobraźnie Adrian Bednarka szturmem zdobyła serca czytelników. Część z nich właśnie pogrążyła się w żałobie w po zakończeniu serii poświęconej Kubie podczas, gdy autor przygotował dla nich godnego, myślę, następce.

Od razu Was uprzedzę, że "Skazany na zło" nie jest próbą odcięcia kuponu od popularności "Diabłów". Opowiedziana tu historia jest zupełnie inna zarówno na poziomie narracji, formy, treści. Głównym bohaterem nie jest piękny, skrzywdzony i szalony. Raczej durny, naiwny i pod wieloma względami słaby mężczyzna.

Zaskoczyła mnie przeciętność Wiktora i to co Adrian z tej przeciętności wyciągnął w miarę rozwoju fabuły. Ewolucja tej postaci jest tym bardziej imponująca, że jako czytelnik mogłam sobie zdać sprawę z tego jak łatwo wpaść w sytuację rodem z tragedii antycznej.

Narracja tej opowieści nie pozwala na zbyt dokładne przyjrzenie postaci antagonisty,ale wystarczy by w głowie zapaliła się czerwona lampka. Pojawiają się fragmenty historii widziane jego oczami, jednak to zbyt mało w porównaniu z historią widzianą stricte z puntu widzenia antybohatera. Skupiamy się więc na ofierze. Ofierze czego? Sytuacji? Złych wyborów? Ofierze chorego i bezwzględnego przeciwnika?

Wiem, że Adrian lubi swoje czarne charaktery, jednak dla mnie tym razem bardziej interesujący wydał się Wiktor. Człowiek, który topił frustracje w wódce i dopiero spotkanie oko w oko z innym drapieżnikiem przypomniało mu o jego prawdziwej naturze.

"Walka jest ojcem wszelkiego stworzenia" i właśnie taką walkę będziemy tu obserwować. Historia mocno chwyta za gardło i nie odpuszcza. Kiedy wydaje nam się, że gorzej być już nie może sytuacja gmatwa się jeszcze bardziej, a rykoszet powala tych, którzy najmniej na to zasługują.

Wniosek z tego jest prosty, każdy może być złym człowiekiem, wystarczy go odpowiednio pokierować.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

novae

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 77
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl