What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
czwartek, 17 kwietnia 2014

Gin gwai/ Oko (2002) vs The Eye/ Oko (2008)

oko

oko

Fabuła obydwu filmów, azjatyckiego oryginału i amerykańskiego remake traktuje o niewidomej skrzypaczce, która dostaje szansę na to by znów podziwiać piękno tego świata dzięki przeszczepowi rogówek.

Wkrótce po operacji kobieta odzyskuje wzrok, ale po za światem realnym jej nowe oczy mają zdolność widzenia tego, co zwykle jest poza postrzeganiem dla zwykłych ludzi.

oko

Bracia Pang, chiński duet filmowców, ostatnio zaczął działać za oceanem, lecz zanim do tego doszło majstrowali w swojej ojczyźnie klasyczne opowieści o duchach, tak typowe dla azjatyckiego kina grozy.

"Oko" jest właśnie jednym z tego rodzaju obrazów. Nie da się ukryć, że nie grzeszy oryginalnością, bo bohaterów widzących 'martwych ludzi' już trochę mieliśmy.

Fabuła, która zmierza do odkrycia mrocznej tajemnicy daru jaki posiadał dawca organu również nie rozwala na łopatki.

Największą zaletą oryginalnej produkcji jest jej klimat. Próżno szukać go w Amerykańskim remake.

oko

Tu doświadczymy dużo więcej 'strasznych scen', chociażby ta ze starszym panem w windzie - nie przypominam jej sobie z remake, choć istnieje ogromna szansa na to, że wyparowała mi z pamięci jako coś niegodnego zapamiętania.

oko

Azjaci potrafią stworzyć brawurowo śmigające po filmowych klatkach duchy i tego nie można im odmówić.

Aktorsko oryginał również stoi na wyższym poziomie, ale w porównaniu z Jessicą Albą, która wciela się w główną bohaterkę w remake nawet Belka ze "Zmierzchu" wydaje się bardziej utalentowanym betonem. Na temat tego jak nie trawię Alby mogłabym tu napisać trzynastozgłoskowiec, ale ograniczę się do tego, że jej cielęca twarz nie wyraża nic, więc ciężko, żeby jakakolwiek kreacja w jej wydaniu wykraczająca wymogami po za wdzięczny uśmiech miała szansę na choćby poprawne zrealizowanie.

oko

Remake pod względem fabuły jest dosyć wierny oryginałowi. Powiela większość filmowych wydarzeń.

Azjatyckie "Oko" w porównaniu z większością skośnych straszaków pozbawione jest ogromnej ilości niedomówień równających się dla widza z zachodu z dużą dozą niezrozumienia, dlatego też twórcy remake nie mieli tu wielkiego pola do popisu.

Nie musieli wiele zmieniać, żeby przełożyć wydarzenia na język zachodu, choć niestety i tam wykastrowali film z tego, co było w nim najbardziej pociągające. W efekcie, choć oryginał mnie nie zachwycił to niestety remake po porostu wynudził.

Moja ocena:

Oko (2002): 6/10

Oko (2008): 3+/10

środa, 16 kwietnia 2014

 Swimfan/ Wielbicielka (2002)

wielbicielka

Taka sytuacja: Młody przystojny pływak, Ben poznaje atrakcyjną (kwestia dyskusyjna) nową uczennicę liceum, Madison. Wdaje się z nią w romans, choć określenie 'jednorazowe tournee' bardziej oddaje obraz sytuacji. Ben nie zamierza kontynuować znajomości, bo jest w szczęśliwym związku ze słodką Amy. Niestety Madison jest nieco 'MAD' i rzeczowa argumentacja chłopaka nie dociera do niej.

wielbicielka

Schemat stary jak świat, bo ile już było takich femme fatale, które wzgardzone wpadały w ślepą furię?

"Wielbicielka" doskonale wpisuje się w powyższy schemat.

Tłem opowieści jest życie high school'u: Ben marzy o stypendium w Stanford które mają mu zapewnić doskonałe wyniki w pływaniu. Niestety zamiast pływać bzyka w basenie kędzierzawą blondyneczkę, która skrywa 'mroczną tajemnicę'.

Koledzy mu zazdroszczą, bo przecież Madison jest 'powalająco atrakcyjna'.

Tymczasem niczego nieświadoma Amy martwi się tym, że jej chłopaka wyjedzie do odległego uniwersytetu, nie zdając sobie sprawy, że niebawem wszyscy spotkają się w basenie i jedno z nich nie wyjdzie stamtąd żywe.

wielbicielka


Madison, kobieta bluszcz, jest czołową bohaterką filmu. Odtwórczynie tej roli, Erika Christensen całkiem dobrze odgrywa fatalną świruskę. Prawda, że jej typ urody zupełnie do mnie nie trafia, ale w końcu to nie ja mam ją przelecieć w myśl filmowego scenariusza;)

Kolejne filmowe wydarzenia składają się na moralitet o zgubnych skutkach zdrady. Madison dręczy Bena na różne sposoby, nie obejdzie się bez ofiar w ludziach, a wszytko to by osaczyć chłopaka.

wielbicielka

wielbicielka

Ten thriller nie jest szczególnie pomysłowy, ale realizacja jest poprawna i jeśli nie oczekuje się od seansu zbyt wiele to historia 'Swimmfanki' powinna zadowolić.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:5

Napięcie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

Tagi: thriller
16:22, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 kwietnia 2014

Paranormal Actyvity: The maked ones/  Paranormal Actyvity: Naznaczeni (2014)

Paranormal activity naznaczeni

Kolejna odsłona filmu z pod szyldu Paranormal Activity. W zasadzie nie wiem, czy traktować ją jako PA5, czy coś po za numeracją.

Z nagrań kręconych amatorską kamerą tym razem poznajemy losy młodego meksykanina Jessiego. Świeżo upieczony absolwent high school'u wraz z kumplem, Hectorem nagrywa dziwne zdarzenie w domu sąsiadki- dziwaczki. Wkrótce panna z zostaje znaleziona martwa, a tuż pod jego nosem samobójstwo popełnia podejrzewany o to chłopak.

Paranormal activity naznaczeni

Wraz z koleżanką, Marisol i Hectorem Jesse włamuje się na miejsce zbrodni skąd wynosi okultystyczną księgę. Zgadnijcie co się stanie? Ależ oczywiście, młodzi pobawią się w czary mary, które otworzą coś na kształt portalu. 'Przy okazji' do Jessiego przyplątuje się coś, co da mu fantastyczną moc. Wszystko zaczyna zmierzać do nieciekawego końca.

Paranormal activity naznaczeni

Twórcą tejże części jest znowuż Christopher Landon, który po sukcesie 'jedynki' nakręcił wszystkie dotychczasowe kontynuację- z wyjątkiem 'Tokyo Night'.

Jak zapewne wywnioskowaliście z opisu, formuła scenariusza nieco się zmieniła. Nie musimy śledzić kolejnych 23 dni nagraniowych z wypaśnego domu amerykańskich burżujów, żeby doczekać się widoku cienia w korytarzu. Dla tych, którzy uważali poprzednie części za nudne i pozbawione akcji, "Naznaczeni" mogą okazać się krokiem w dobrym kierunku.

Początkowo zastanawiałam się o co w ogóle chodzi? Po co ta część kompletnie wyrwana z kontekstu? 

Paranormal activity naznaczeni

Przez cały film nie dostrzeżemy wielu analogii nawiązujących do serii. LEKKI SPOILER: Coś tam niby świta, w momencie, gdy słyszymy czytane z księgi słowa o tym, że portal przenosi ludzi w czasie i przestrzeni, ale tylko do 'złych miejsc'. Podobnie sprawa z sabatem czarownic, który ma związek ze śmiercią Anny. KONIEC SPOILERA. Dopiero w finale dowiadujemy się 'po co to wszytko'.

Seria w dość zgrabny, acz nie pozbawiony błędów logicznych sposób wiąże się z pierwszą i ostatnią częścią PA. Można więc rzecz, że kręcenie "Naznaczonych" miało jakąś rację bytu. Pytanie tylko, czy ucieszy widza?

Jeśli chodzi o mnie, to raczej średnio. W zasadzie podobała mi się tylko pierwsza i druga część. Dalej wszystko zaczyna gubić związek przyczynowo skutkowy. "Naznaczeni" mieli poniekąd powiązać poplątane sznurki kolejnych fabuł i jakoś się to trzyma, ale tak 'na słowo honoru'.

Tak jak wspomniałam, tępo akcji jest szybsze, ale przez to nieco kuleje typowy dla PA klimat. Aktorstwo na zwykłym dla serii poziomie. Efekty nieco odmiennego rodzaju niż to co do tej pory widzieliśmy.

Film kierowany do wytrwałych fanów serii i osób, które nie mają lepszego pomysłu na filmowy wieczór.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

w skali brutalności:2/10

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

The Haunted/ Nawiedzony dom (1991)

the haunted

Rodzina Smurl wprowadza się do nowego domu po tym, jak ich poprzednie lokum zostało zniszczone w wyniku kataklizmu. Kupują tani duplex do remontu w dzielnicy pełnej serdecznych i pomocnych ludzki.

Pierwsze dwa lata upływają im w spokoju, jednak pewnego dnia dochodzi do nieprzyjemnego incydentu, który staje się początkiem serii ciągnących się latami typowych problemów lokatorów nawiedzonego domu.

the haunted

Bardzo dziękuję za polecenie mi tego filmu. Był to, w przeciwieństwie do większości recenzowanych tu obrazów jeden z nielicznych filmów, którego nie oglądałam nigdy wcześniej. Nie zachwycił mnie w jakiś szczególny sposób, ale kolejna historia nawiedzonego domu do kolekcji jet zawsze mile widziana.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu podobieństwa historii rodzimy Smurl do perypetii Perronów w "Obecności". Szczególnie, gdy na arenę wkroczyło małżeństwo Warrenów, których nazywam naczelnymi duchologami Ameryki. Jeśli ktoś oszalał z zachwytu za ubiegłorocznym obrazem to "Nawiedzony dom" z 1991 roku powinien przypaść mu do gustu.

Podobno jest to historia autentyczna. Podobnie jak "Amityville", "Udręczeni","Entity" czy właśnie "Obecność"- ile jest faktycznie tej autentyczności we wspomnianych filmach wolę nie wnikać;)

the haunted

Cały obraz składa się z blisko dwugodzinnych sekwencji scen kolejnych nawiedzeń. Faworytem w tym zestawie jest gwałt męża przez demonicznego sukuba- który wygląda jak posunięty w latach transwestyta;)

the haunted

the haunted

Podobnie molestowana jest małżonka, a z dokumentu, który czytałam na temat tejże familii, ofiarą demona padła także jedna z córek, ale tego już w filmie nie pokazano. Rodzina Smurl, w przeciwieństwie do Perronów, była wybitnie rozmodlona toteż duży przyrost gwałtów na liczbę lokatorów nastręcza mi podejrzeń, że nadmierny rygoryzm religijny równoznaczny z wytłumianiem bardziej ekstrawaganckich potrzeb seksualnych mógł w tych wizjach odgrywać dużą rolę;)

Tak na serio, to najbardziej podobało mi się pierwsze i ostatnie nawiedzenie. Bardzo skromne, ograniczające się do wzywania imienia Pani Smurl. Mała rzecz, a cieszy.

Ciekawych scen jest sporo, ale użyte efekty mogą co poniektórych rozczarować - to dość stara produkcja w dodatku nie kinowa lecz telewizyjna.

the haunted

Aktorstwo również nie zachwyca, ale może to kwestia tego, że świętojebliwa rodzinka była ogólnie z samego pomysły bardzo mało ciekawa.

Film ma mocny klimat, a wysiłki włożone w przestraszenie widza jak najbardziej mogę docenić. Dobre, stare kino, choć przebieg całego nawiedzenia baaardzo schematyczny.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:6

klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:8

69/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 13 kwietnia 2014

Dream house / Dom snów (2011)

dom snów

Will Atenton wraz z małżonką Libby i dwoma córeczkami Trish i Dee Dee wprowadza się do nowego domu. Okazuje się, że przed pięcioma laty w tym miejscu doszło do rodzinnej tragedii. Niejaki Paul Ward zabił tu dwoje dzieci i żonę, sam zostając przez nią postrzelony. Jako że jego zeznania w sprawie nie do końca można było uznać za normalne, gość wylądował na oddziale w pobliskim psychiatryku.Teraz Will i jego rodzina mogą stać  kolejnymi ofiarami, bowiem jakiś podejrzany tym kręci się koło ich 'domu snów'.

dom snów

Moim pierwszym skojarzeniem dla tego filmu było "Lśnienie" Kubricka. Nie mam na to dobrego wyjaśnienia, po za podobieństwem wątku dwóch zamordowanych dziewczynek, szalonego tatusia i zimowej scenerii.

Nie sądzę nawet, żeby twórcy użyli tych elementów licząc na takie skojarzenie. Byłoby dla nich istnym samobójstwem aspirować do Kubricka. Z drugiej strony chronicznie niezadowoleni producenci, którzy wciąż żądali poprawek w filmie mogli takim ambicjom hołdować.

Po za "Lśnieniem", "Dom snów" budzi skojarzenia z wieloma innymi produkcjami. Samo początek filmu to aspirujący do ghost story fragment zawierający: przeprowadzkę do nowego domu, prywatne śledztwo w sprawie haniebnej przeszłości byłego lokatora, tajemniczo wyłaniającego się z ciemności podejrzanego typa i oczywiście sąsiadeczkę, która zdaje się wiedzieć więcej niż się wydaje.

dom snów

Po tym następuje to, co tygryski lubią najbardziej, czyli zwroty akcji.

Pierwszy twist otwiera przed widzem nową perspektywę. Nie widzimy już tylko rodzinnej sielanki niszczonej przez wroga z zewnątrz, lecz wewnętrzną ruinę "Domu snów" pieczołowicie oddaną w zdjęciach o mrocznej tonacji. Scenarzysta zaczyna owijać pętlę wokół szyi głównego bohatera, osaczając go dopiero co odkrytym szaleństwem i samotnością.

dom snów

Kolejny fabularny twist następuję na tyle szybko, że widz nie zdąży dobrze wczuć się w tragizm pierwszoplanowego protagonisty. Pojawia się oto światełko w tunelu, robi się jeszcze bardziej ckliwie, sentymentalnie i melodramatycznie. Wszystko po to, żeby jeszcze raz odwrócić kota ogonem i przywrócić zasmuconemu widzowi pogodę ducha.

Im więcej twistów w scenariuszu tym więcej logicznych pułapek. "Dom snów" kilkakrotnie wpada w owe sidła i możemy mieć żal do twórców za te nieprzemyślane ruchy. Jednak staram się być wyrozumiała, bo w końcu trudno grać w pokera i szachy jednocześnie.

Dobrodziejstwem tego obrazu są nastrojowe zdjęcia, choć sama chciałbym zobaczyć więcej momentów w stylu sceny z walącym się korytarzem pośrodku, którego stoją dwie małe siostrzyczki.

Twórcy zadbali o dobrą obsadę choć postaci, nawet ci, którzy mają problem z tożsamością są za mało plastyczni i jednowymiarowi. Daniela Craiga wielce nie lubię, bo odkąd obejrzałam "Sylvie" kojarzy mi się z jedynie z tym skurwysynem Tedem Hughes'em :)

Przepadam natomiast za Rachel Weisz i dosyć lubię Naomi Watts - cały ten zestaw holywoodzkich skarbów podtrzymuje nieco obsuwające się fundamenty "Domy snów".

Arcydziełem nastrojówek to ten obraz zdecydowanie nie będzie, ale można z zadowoleniem obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

67/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 12 kwietnia 2014

Madison county (2011)

madison county

Grupa znajomych wybiera się na wycieczkę do tytułowego Madison County. Jedynym różnicującym od innych slasherów elementem jest fakt, że młodzi nie jadą tam w celach czysto rozrywkowych, lecz by poznać autora książki o miejscowym mordercy. Cóż, czysto naukowego przyczyny eskapad również miały miejsce w podobnych filmach, jednak ta dziatwa jest autentycznie ugrzeczniona. Nikt nie pije, nikt się nie pieprzy, a i tak ściągają na siebie uwagę wiejskich sodomitów.

madison county

W małej wiejskiej społeczności młodzież nie jest mile widziana. Chodzą i węszą za niejakim Davidem, autorem książki o niejakim Damianie. Obydwaj panowie są mieszkańcami osady toteż wszyscy czują się zobligowani do chronienia ich prywatności. Bohaterzy są jednak nie zrażeni i wiercą dziurę w brzuchu nieodpowiednim osobom. Jak wiadomo ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

madison county

Diabeł nosi tu maskę z głowy świni- jak swojsko:)- i wkrótce dobierze się do tyłków dwóch atrakcyjnych dziewcząt i trzech średnio walecznych młodzieńców.

Tępo akcji jest szybkie i to ratuje sytuację. To bardzo klasyczny slasher z małymi niuansami różnicującymi. Nawet jego początek rozpoczyna się od starego chwytu, czyli sceny pościgu za roznegliżowaną niewiastom.

madison county

Nie ma w nim miejsca na zaskoczenie. Nawet niedoróbki są typowe dla tej klasy kina: niezbyt ambitny scenariusz, słabe aktorstwo, topornie schematyczny portret mordercy.

Nie najgorsza rozrywka 'na raz'.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:5

50/100

W skali brutalności:5/10

piątek, 11 kwietnia 2014

SENNENTUNTSCHI (2010)

sennentuntschi

W małym miasteczku w szwajcarskich Alpach dziewczynka znajduje szkielet młodego chłopaka, który zaginął przed trzydziestoma laty. Dziewczynka twierdzi, że miejsce pochówku wskazał jej nieżyjący młodzieniec. Jej matka opowiada niedowiarkowi,policjantowi lokalną legendę, która  stała się uzasadnieniem dla niezwykłych wydarzeń mających miejsce w miasteczku.

sennentuntschi

Szwajcarski horror? Nie miałam jeszcze do czynienia. Właśnie z ciekawości sięgnęłam po obraz "Sennentuntschi", by dowiedzieć się, co twórcy z tego kraju mają do powiedzenia w temacie grozy.

Okazuje się, że nie mający w zasadzie żadnego światowej sławy dorobku w dziedzinie horrorów Szwajcarzy postawili na pewnik, jakim jest wątek lokalnych legend.

Tym razem jest to legenda rodem z Alp. W obrazie przywołana zostaje historia niejakiej Sennentuntschi, czyli demonicznej kobiety stworzonej przez samotnych górali. Legenda głosi, że trzej mężczyźni, którym doskwierał brak kobiecego towarzystwa stworzyli sobie z miotły i szmat kukłę, a nieznana siła sprawiła, że 'lalka' przybrała postać żywej, pięknej kobiety.

sennentuntschi

S. Za dnia robiła za służącą, a nocami w oparach absyntu zabawiała się z mężczyznami. Sposób w jaki była traktowana nie do końca jej odpowiadał toteż pewnego dnia zabiła ich wszystkich, obdarła ze skóry i przerobiła na lalki - być może po to, żeby teraz oni służyli jej.

sennentuntschi

Akcja horroru jest rozciągnięta miedzy czasami współczesnymi, a hipisowską erą lat 70.

Trzej mężczyźnie wypełniają słowa mitu, a pobliskim miasteczku dochodzi do kilku przykrych zdarzeń. Między innymi samobójstwa Zakrystiana. Na arenę wkracza ksiądz i od tej pory będziemy świadkami pojedynku zabobonu z racjonalnym spojrzeniem na świat.

Być może Sennentuntschi znajdzie sobie teraz nową ofiarę. A może w tym wszystkim nie ma nic demonicznego, a nieszczęsna piękność sama jest ofiarą?

Film porusza stary jak świat dylemat, czy zło ma korzenie nadprzyrodzone, czy jest czymś obecnym na co dzień, stworzonym przez ludzi bez diabelskiego rodowodu.

sennentuntschi

Jeśli chodzi o realizację tematu to fabuła w pełni zadowala, jest w niej sporo haczyków i miejsc gdzie zarówno twórca jak i widz mógłby się potknąć.

Mimo iż obraz trwa dłużej niż przeciętnie, bo blisko dwie godziny, wcale nie nudzi. Uroku filmowi dodaje śliczna odtwórczyni tytułowej roli, która ma wybitne szczęście do grana takich demonicznie ponętnych kobiet (chociażby Eve z "Sheitan"), oraz tło historii, czyli piękne alpejskie plenery.

sennentuntschi

Nie jestem tylko przekonana, czy spełnia swoją rolę jako horror, bowiem straszny szczególnie to on zdecydowanie nie jest.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś:7

Oryginalność:7

70/100

W skali brutalności:3/10

czwartek, 10 kwietnia 2014

Don't let him in/ Uważaj komu otwierasz drzwi (2011)


uważaj komu otwierasz drzwi 


Czworo ludzi, para Paige i jej narzeczony Calvin oraz jego siostra Mandy i jej towarzysz poznany ubiegłego wieczora wyruszają do domku na wsi.
Okazuje się, że w okolicy grasuje niebezpieczny morderca nazywany lekarzem drzew. Psychol zwykł zabijać ludzi, a ich członki przywiązywać do drzew.


 uważaj komu otwierasz drzwi


'Mądry w swym przesłaniu' tytuł oraz intrygujący plakat filmu zachęciły mnie do jego obejrzenia:)
Jest to produkcja amatorska, a jej twórczyni ma na koncie jeszcze tylko jeden obraz. Co do niskiego budżetu tego filmu i niewielkiego doświadczenia w branży filmowej jego twórców i odtwórców rol nie będziemy mieć złudzeń już od pierwszych chwil seansu.
Dialogi są bardzo toporne, choć przebijająca z nich drwina nieco ratuje sytuację. Sposób w jaki scharakteryzowano głównych bohaterów jest bardzo schematyczny: Dobry chłopak, dobra dziewczyna, zły chłopaka, zła dziewczyna - tudzież głupia dziewczyna.

uważaj komu otwierasz drzwi
 
Wiemy kto będzie naszą final girl, natomiast nie wiemy kto jest mordercą.
Film nosi tytuł "Uważaj komu otwierasz drzwi". Nasi bohaterzy postąpili pochopnie dwukrotnie. Najpierw zabierając ze sobą anty sympatycznego fircyka, kolegę Mady z 'jedno nocnego turne', który od razu wydaje się podejrzany. Następnie wpuszczając nocą do domu rannego autostopowicza, którego minęli w drodze na wieś.


 uważaj komu otwierasz drzwi


Kiedy tylko zobaczyłam samotnego faceta na poboczu drogi od razu pomyślałam, że będą z nim kłopoty, pytanie tylko kiedy? Jest to schemat z wielu znanych produkcji. Weźmy chociażby "Autostopowicza", moim drugim skojarzeniem był nowszy film, o którym swego czasu tu pisałam "Blood river".

Nie powiem, twórczyni trochę tu nakombinował, bo względem tożsamości mordercy mamy poważny dylemat, a sprawa final girl zostaje rozstrzygnięta w sposób dość nietypowy. Wszytko to jednak w ramach średniej normy, więc nikt nie podskoczy na krześle z wrażenia.
Można obejrzeć, ale jako całość jest to obraz poniżej określenia 'średni'.


Moja ocena:
Straszność:4
Fabuła:5
Klimat:6
Napięcie:6
Aktorstwo:4
Walory techniczne:6
Oryginalność:3
To coś:5
Zaskoczenie:5
Zabawa:4
48/100


W skali brutalności:4/10

11:14, ilsa333
Link Komentarze (2) »
środa, 09 kwietnia 2014

The house of the devil/ Dom diabła (2009)

dom diabla

Młoda studentka Samantha, pragnie wyprowadzić się z pokoju w akademiku dzielonego z niechlujną współlokatorką. W tym celu musi jak najszybciej zdobyć pieniądze na wynajęcie lokum. Na terenie kampusu znajduje ogłoszenie zamieszczone przez mężczyznę poszukującego opiekunki do dziecka. Mimo iż finalnie okazuje się, że Sam ma zajmować się matką mężczyzny nie jego dzieckiem, godzi się na cztery godziny w domu na odludziu w noc zaćmienia księżyca.

dom diabla

Mimo iż jest to już starszy film to do tej pory przeszedł bez echa i ja osobiście nie słyszałam o nim nigdy wcześniej. Jest to obraz Ti Westa, reżysera rozmiłowanego w klasycznych rozwiązaniach, nawiązaniach do produkcji w przed lat. Jego najpopularniejszym dokonaniem jest "Zajazd pd duchem". "Dom diabła" powstał rok wcześniej.

Najważniejszą rzeczą jako należy napisać o tym filmie to to, że stanowi swoisty hołd złożony estetyce kina grozy z przełomu lat 70 i 80. Sama akcja horroru rozgrywa się właśnie w tych czasach i od pierwszych chwil West stara się abyśmy wczuli się w ich klimat. Już nawet napisy początkowe, sposób prowadzenia kamery, muzyka świetnie zdaje egzamin w tej kwestii.

dom diabla

Film może kojarzyć się z takimi produkcjami jak stare "Halloween"- ze względu na typowe slasher'owe rozwiązania, czy "Dziecko Rosemary" i "Omen" - ze względu na wątek pary starców wyznających kult szatana.

dom diabla

Mnie gdzieś jeszcze świtał "Kiedy dzwoni nieznajomy".

Akcja filmu rozwija się bardzo powoli. Reżyser kładzie ogromny nacisk na suspens i to taki w starym dobrym stylu. Przez większość filmu po prostu 'oczekujemy' na to co się stanie, a oczekiwanie to jest na tyle przyjemne, że nie męczy ani nie nuży. Obserwujemy Samathe przechadzającą się po domu, badającą teren, tańczącą do muzyki ze starego kaseciaka, niby nic, a jednak cały czas gdzieś w tle wyczuwamy zagrożenie.

dom diabla

dom diabla

Pomysł na wątek przewodni filmu West zaczerpnął z zakorzenionego gdzieś w purytańskiej amerykańskiej świadomości przekonania, że większość popełnianych zbrodni jest dziełem wyznawców szatana. Dowodami na silne ukorzenienie tej myśli są kasowe sukcesy kolejnych produkcji poruszających wątki religijne.

Ti West nie stara się nas niczym zaskoczyć. Rozgrywa piłkę na własnym podwórku korzystając z tego co już było i zawsze się sprawdzało. Widać facet wyraźnie tęskni za złotym okresem filmów grozy i na powrót chce wprowadzić tą estetykę do współczesnego kina.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:4

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności: 4/10

wtorek, 08 kwietnia 2014

Wyniki konkursu z szalonymi kobietami!

Z okazji 8 marca ogłosiłam konkurs, w którym Waszym zadaniem było rozpoznanie słynnych szalonych kobiet z horrorów i thrillerów. Oto lista poprawnych odpowiedzi:


1. Mama z "Baby blues" (2008)

2. Baby Jane z "Co się zdarzyło Baby Jane (1962)

3. Anne Wilkes z "Misery" (1990)

4. Mandy Lane z "Wszyscy kochają Mandy Lane" (2006)

5. Mamusia z "Mamusia i tatuś" (2008)

6. Panna Giddens z "W kleszczach lęku" (1961)

7. Lola z "The Loved ones" (2009)

8. Minnie Castevet z "Dziecko Rosemary" (1964)

9. Veronica Ellen (Baby) Firefly z "Dom tysiąca trupów" (2003)

10. Holly Jones z "Labirynt" (2013)

11. Aileen Wuornos z "Monster" (2003)

12. Ida Smith z "Piekielny motel" (1980)

13. Kobieta z "Najście" (2007)

14. Anna z "Opętanie" (1980)

15. Pauline z "Chirurgiczna precyzja" (2012)

Cztery konkursowe nagrody ufundowane przez wydawnictwa SQN i Oficynka zostały rozlosowane spośród osób, które zgłosiły wszystkie poprawne odpowiedzi.

A zwycięzcami są:


Sylwester Kokowicz

Iwona Andrejczuk

Aneta Gawrońska

Kari5454


Zwycięzcom gratuluję wytrwałości, sprytu i fartu:)

22:45, ilsa333
Link Komentarze (4) »

Surogat - Witold Tauman

surogat witold tauman

Pewnego dnia trzydziestoletni doktorant na uczelni zastaje pod swoim domem szpitalny ambulans. Facet nie uważa się za chorego, ale po namowach ciotki decyduje się na wizytę w szpitalu. Tam słyszy upiorną diagnozę: Jest pan nieuleczalnie chory. Tylko nadzieja i szpitalne kuracje mogą pana uratować.

Szybko przestałam mieć nadzieję na to, że  w przypadku "Surogata" będę obcować z normalną literaturą. Historia spisana, tak na dobrą sprawę nie wiadomo przez kogo, bowiem Witold Tauman to postać fikcyjna, jeden z bohaterów "Surogata", ociera się o Sci-fi, choć sama chętniej wymieniłabym surrealizm.

W jednej chwili mężczyzna w sile wieku zostaje zamknięty w ogromnym gmachu, który wydaje się żyć własnym życiem. Słyszy o nieznanej chorobie, śmiertelnym Katarze, który go uśmierci jeśli pacjent nie będzie stosował się do wymogów lekarzy.

"O, tak. Nadzieja. Oczywiście. Nadzieja jest i zawsze będzie. O Nadziei musi pacjent koniecznie pamiętać, musi w nią wierzyć. Niech pan to sobie wbije do głowy: głęboka nadzieja i wiara do zdrowia potrzebna para. Jednak wiara wewnętrzna nie wystarczy. Ważniejsza jest zewnętrzna. Po stokroć ważniejsza. Niech pacjent wbije sobie do głowy, kto wiarę manifestuje ten lepiej się czuje. Kiedy ostatnio pacjent manifestował swoją wiarę? Czy poddawał się kuracjom?"

Od tej chwili biedny Franz stara odnaleźć się w szpitalnych realiach. Początkowo wyraża lekkie oburzenie, nieznaczny sprzeciw, ale szybko zostaje wciągnięty w szpitalne życie. Godzi się na bolesne kuracje, polegające w zasadzie na masochistycznych torturach nie mających żadnego zastosowania medycznego. To one mają zwrócić uwagę Dyrektora szpitala, a tylko osobista wizyta u niego może pomóc nieuleczanie chorym.

Ani przez moment nie zastanawia się np. nad swoimi objawami, a ściślej mówiąc ich braku. Nie zastanawia się dlaczego nikt nie opuszcza szpitala. Nie zastanawia się nad niczym, całkowicie skupiony na walce o wyzdrowienie. Czy z czymś Wam się to kojarzy? Mnie, osobiście od razu zaleciało "Procesem" Kafki.

Podobnie jak bohater tej książki nasz Franz - jeszcze to imię - całkowicie poddaje się sugestii z zewnątrz nie popartej żadnymi argumentami. Jeśli ktoś mówi, że jest chory to znaczy, że jest chory, jeśli ktoś mówi, że przebijanie palca igłą na wylot ma pomóc, to robi to bez sprzeciwu.

Czytałam "Proces" na tyle dawno, że nie pamiętam jego szczegółów, ale idę o zakład, że autor, kimkolwiek jest starał się stworzyć coś na kształt współczesnego "Procesu". Z tym, że w "Surogacie" wykorzystał nie system prawno-karny lecz służbę zdrowia.

Niby książka jest pełna absurdów, ale czy rzeczywistość nie składa się właśnie z nich?  Czy przypadkiem autor nie opisał tego, co widział? Chociażby opisane zachowania lekarzy. Niektórzy pacjenci, aby zdążyć na wizyty przeprowadzali się ze swoich cel pod gabinety, a mimo to i tak słyszeli, że są spóźnienia i że swoją postawą marnują czas lekarzy.

Sami Doktorzy, wszyscy identyczni, wtłoczeni w ten sam wzór, czy wykrój cierpią na kompleks boga, zaś pacjentów traktują 'z małej litery'. Niczego nie tłumaczą, unikają konkretów, a gdy przyjrzeć im się z boku zachowują się jak debile i szaleńcy.

Być może nasz autor miał taki pogląd na służbę zdrowia, może szpital to tylko dobry symbol obrazujący funkcjonowanie świata, w którym, albo jesteś 'wybalonowanym' Doktorem albo pacjentem.

Książka w pełni oddaje 'uroki' systemów, w których zmuszeni są żyć ludzie. Żeby było zabawniej autor używa narracji drugoosobowej, byśmy mieli wrażenie, że pisze o nas.

Z pod pióra naszego  anonimowego autora wyjdą jeszcze dwie kolejne książki "Taktotu" i "Koncept nr 14" - nie powiem, szalenie jestem ciekawa do czego to wszytko zmierza. Do lektury zachęcam. Książka nietuzinkowa i oryginalna.


Moja ocena: 8/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Oficynka:

http://www.oficynka.pl/

poniedziałek, 07 kwietnia 2014

The Village/ Osada (2004)

osada

Gdzieś w Stanie Pensylwania, pośród rozległych terenów leśnych leży polana i to na niej kwitnie życie osadników ze społeczności Edwarda Walkera. Kilkanaście domów umieszczonych z dala od cywilizacji chroni przed światem zewnętrznym leśna gęstwina, gdzie żyją okrutne stwory. 'Ci o których nie mówimy' stanowią silną barierę dla tych, którzy z jakiś szlachetnych przyczyn zechcieliby opuścić osadę i udać się do Miast.

osada

Hermetyczna, odizolowana społeczność żyje jakby czas zatrzymał się dla nich na XIX wieku. Kobiety noszą skromne suknie do ziemi, mężczyźni są poważni i zasadniczy. Wszystkich członków tej społeczności łączy przysięga, by nigdy nie opuszczać osady, bo Miasta są siedzibą chciwości i deprawacji.

'Ojcowie założyciele' zawierają pakt z 'Tymi, o których nie mówimy', który dodatkowo wymusza trzymanie się z dala od linii drzew. Nadchodzi jednak dzień, w którym jeden z przedstawicieli społeczności musi przełamać lęk i niechęć i udać się do Miast po pomoc.

osada

M. Night Shyamalan to Hinduski reżyser, który zasłynął obrazem "Szósty zmysł". "Osada" jest chyba jego ostatnim dobrym filmem, bo kolejne produkcje po niej nie zaskarbiły sobie sympatii widzów, czego dowodem mogą być liczne nominacje do Złotych Malin.

Mam pewne uprzedzenia wobec kina grozy z Indii. Nie ważne o czym jest film, twórcy z Bollywood zawsze umieszczają wstawkę z tańcem i śpiewem. Chyba nie ma większej zbrodni jaką można popełnić na horrorze. Szczęśliwie Shamalan zupełnie odcina się od rodzimej estetyki i zdecydowanie stawia na bardziej zachodnie techniki kręcenia filmów.

Oglądając "Szósty zmysł", "Osadę", czy nawet "Znaki" nie przyszło mi do głowy, że ich twórca mógłby teraz kręcić sobie jakieś "Monsunowe wesela":) Facet ma doskonałe wyczucie klimatu grozy i dobre, a nawet bardzo dobre pomysły.

"Osada" bardzo rozczarowała filmowych krytyków, co poniekąd mnie nie dziwi. Widzowie reagowali różnie i z czasem "Osada" dorobiła się grona fanów, do których również ja jestem skłonna przystać.

Ten thriller ma w sobie wszytko, co może wynieść na piedestał film grozy:

Miejsce akcji, które zaskakuje 'innością', jednocześnie jest to lokacja stworzona do budowania klimatu izolacji i tajemnicy.  Nieco groteskową, ale uzasadnioną w dalszej części fabuły,  wizję antybohaterów.

Świetne aktorstwo, gdzie na pierwszy plan - przynajmniej w moim odczuciu - wysuwa się Adrian Brody w roli upośledzonego  Noah'a.

osada

Sporo twistów fabularnych i ciekawą, zupełnie nie horrorową pointe. Rewelacyjną muzykę Jamesa Newtona Howarda do spółki ze zdjęciami Rogera Deains'a (Tak, tego od "Skazanych na Shawshank"), w których autor wykorzystuje stare europejskie chwyty (Scena z nożem) podobne klimatowi giallo. Ogólnie "Osada" jakoś dziwnie kojarzyła mi się ze starymi włoskimi horrorami, może to przez te żółte odzienia, może przez wolne tępo akcji, a może faktycznie 'coś' jest w sposobie prowadzenia kamery:)

Paradoksalnie "Osada" jest także idealną ofiarą do tytułu  nieudanego thrillera. Świat przedstawiony w "Osadzie" jest jak najdalszy ode reali w jakich żyje współczesny widz. Trochę ciężko identyfikować się z grupą Amiszów gardzących łącznością ze światem.

osada

Dopiero gdy poznajemy motywacje "Ojców założycieli", a na świat wychodzą brudne sekreciki, Osada wydaje się mniej oderwana od rzeczywistości. Drugim zarzutem względem fabuły może być to, że jest mocno przegadana.Akcja jest ślamazarna, a i wielbiciele jump scenek będą niepocieszeni. Wracając do potworów: jak wspomniałam ich postaci są nieco groteskowe, ale tu wszytko znajdzie swoje uzasadnienie. A jeśli wejdziemy w sprawę głębiej odkryjemy, że potwory ze swoją dziwaczną powierzchownością są personifikacją wszystkiego, przed czym uciekali osadnicy- chociażby kolor ich odzienia, krwista czerwień kojarzona z gwałtowną śmiercią, a także, byś może, rozpustą.

osada

Sama intryga stanowiąca oś fabuły wyraża, za pewne nie obcą wielu ludziom, tęsknotę za prostym życiem, ale czy na pewno chcemy żeby ktoś tą sielską wizję i marzenie o utopii skreślał jednym zdaniem w filmowym scenariuszu? - w tym momencie robi się przygnębiająco i nie każdemu to rozwiązanie musi się podobać.

W "Osadzie" można znaleźć wiele dobrego, jeśli nie potraktujemy jej tylko i wyłącznie jako film grozy. Jeśli zechcemy docenić starania twórcy w ukazaniu drugiego dna tej historii zapewne trafi do widza bardziej.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Zaskoczenie:8

Oryginalność:8

To coś:7

71/100

W skalali brutalności:0/10

piątek, 04 kwietnia 2014

Altered States (1980)

odmienne stany świadomości

"Odmienne stany świadomości", horror naukowy, operujący elementami Sc-fi został wyreżyserowany na początku lat osiemdziesiątych przez Ken'a Russell'a. Obraz powstał w oparciu o powieść Paddy'ego Cayefsky'eja, który zasłynął jako pisarz, dramaturg i scenarzysta wielu nagradzanych filmów.

Fabuła horroru wykorzystuje bardzo popularnego, w zasadzie jednego z pierwszych, bohatera opowieści grozy: szalonego naukowca.

Owym naukowcem jest wybitnie inteligentny Eddie Jessup. Mężczyzna ma w sobie dużo z badacza o chłodnym analitycznym umyśle gotowym poświęcić wszytko dla dogłębnego zbadania wybranej dziedziny, ale także z filozofa, mistyka, bo temat jego badań ociera się o parapsychologię.

odmienne stany świadomości

Mówiąc w skrócie Eddie pragnie osiągnąć nieosiągalne na co dzień stany świadomości. W tym celu używa komory deprywacji sensorycznej (zbiornik wypełniony wodą, uniemożliwiający odbieranie sygnałów sensorycznych z zewnątrz) oraz halucynogennych środków, które mają dodatkowo 'rozpędzić' jego świadomość. Początkowo Eddie nawiązuje kontakt z 'porzuconą' po śmierci ojca, swoją religijną jaźnią. Widzi sceny nawiązujące do biblii.

odmienne stany świadomości

Z czasem po zafundowaniu sobie silniejszego draga, sprowadzonego prosto z meksykańskiej pustyni, osiąga to, o co mu chodziło.

Eddie wierzył w pamięć komórkową, która wg. jego teorii sprawie, że człowiek przechowuje w swoim umyślę pamięć wszystkich przodków- i nie chodzi mu tu o pradziadka, lecz najpierwotniejsze formy życia, które w procesie ewolucji stworzyły człowieka takiego, jakim jest obecnie.

Eddie, ku swej radości cofa się do czasów neandertalczyków mogąc obserwować ich codzienne życie. Z czasem jego świadomość robi skok wgłąb jednego z nich i od tej pory Eddie bywa... małpą - wiem, brzmi to śmiesznie, ale przypadek Eddiego jest jak najbardziej daleki od walorów rozrywkowych.

odmienne stany świadomości

W filmie usłyszymy wiele doniosłych, przygnębiających monologów, teorii naukowych i filozoficznych, prób wyjaśnienia 'prawdy'.

"Dotarłem do przerażających początków życia.To nicość, prosta, obrzydliwa nicość.

Najwyższą prawdą jest to, że nie ma najwyższej prawdy. Prawda jest przejściowa."

odmienne stany świadomości

Po za tym, że jest to film o szalonym naukowcu, poruszający bardzo intrygujące kwestie, jest to obraz bardzo... hipisowski (?). Nie wiem, czy to właściwe określenie, ale właśnie ono rzuciło mi się na myśl w pierwszych momentach seansu. Może to kwestia filmowej muzyki i kostiumów aktorów, a może faktycznie Paddy przemycił tu historie o zgubnych skutkach ćpania.

Jakkolwiek by go interpretować to bardzo dobry, dopracowany obraz, choć jego poziom bywa nierówny. Są momenty słabsze, kiedy wieje nudą, są momenty przesadnie sentymentalne, jak finał, ale jest też ostra schizolska przejażdżka, gdzie przy użyciu efektów specjalnych mamy okazję uczestniczyć w wizjach naćpanego Eddiego.

odmienne stany świadomości

odmienne stany świadomości

Może nie osiągnęłam przez to odmiennego stanu świadomości :), ale jak na lata osiemdziesiąte technika sprawdziła się bardzo dobrze, a ja odebrałam to jako ukłon w stronę surrealizmu, czasem mrocznego czasem groteskowego. Doszukiwałam się w wizjach Eddiego drugie dna i powiem Wam, że koncepcje były ciekawe.

Dobry, wielowymiarowy film, który każdy może interpretować po swojemu.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:10

Aktorstwo:7

Oryginalność:10

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

12:40, ilsa333
Link Komentarze (2) »
środa, 02 kwietnia 2014

In Fear/ Trwoga (2013)

trwoga

Lucy i Tom znają się zaledwie od dwóch tygodni. Kiełkuje między nimi uczucie toteż chłopak postanawia uświetnić ich maleńką rocznicę noclegiem w ekskluzywnym hotelu położonym na bezdrożach Irlandii. Droga do niego okazuje się drogą przez mękę i trwogę, bo wszystko wskazuje na to, że młodzi pobłądzili, albo co gorsza, ktoś, lub też coś perfidnie plącze ścieżki, po których podążają.

trwoga

Brytyjski thriller od pierwszych scen uwodzi klimatem. Obserwujemy 'smutne', jak stwierdza Lucy, pola w drodze do miejsca, którego nie znają ani bohaterzy, ani widz. Krajobrazy Irlandii to wymarzone tło dla tego rodzaju obrazu, celującego w budowaniu nastroju.

trwoga

Między młodymi podróżnikami wyczuwamy widmowe napięcie. Sprawa dotyczy jakiegoś incydentu w pobliskim pubie. Widz może puścić wodze fantazji na temat enigmatycznego zajścia. Ja osobiście miałam swój trop.

Klimat tajemnicy i narastający niepokój są doskonale wyważone i powiem szczerze, że pierwsza połowa filmu budziła moje wielkie nadzieje.

Domyślałam się, że finał może nie być zbyt oryginalny, w końcu w horrorowym kinie drogi mamy z tego typu sytuacji w zasadzie dwa wyjścia. Jedno zaczerpnięte z produkcji typu "Zapach śmierci", czy "Droga śmierci", drugie zaś z "Autostopowicza", czy "Smakosza".

Jak teraz o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że twórca obrazu zaprzepaścił potencjał swojej historii wybierając jakiś pokrętny nie do końca przemyślany półśrodek. Zwrot akcji w fabule nie przypadł mi do gustu i wolałabym by nasi bohaterzy dalej jeździli sobie bez sensu:)

trwoga

Nie jestem ani na tak, ani na nie dla tego filmu. Oceniając go najchętniej pokroiłabym go na dwie części z czego pierwszą wychwaliłabym pod niebiosa, a drugą dość dotkliwie skrytykowała.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:7

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Oryginalność:5

To coś:6

64/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 01 kwietnia 2014

The haunting of Helena (2012)

the haunting of helena

Sophia wraz z córeczką, Heleną, przeprowadza się do nowego mieszkania. Tam zainteresowanie młodej wzbudza stara szafa, która zostaje umieszczona w jej pokoju. Wkrótce dochodzi do wypadku, z którego obie damy wychodzą cało. No, może nie do końca, bo Helena traci mleczny ząb:) Od tej pory zaczyna się fiksacja małej na punkcie zębowej wróżki, która ma zamieszkiwać starą szafę. Opowieść dziewczynki zdaje się mieć pewne odzwierciedlenie w faktach, bowiem w latach 30 XX wieku w ich mieszkaniu żyła pewna kobieta, której duch może być żywo zainteresowany uzębieniem Helenki.

the haunting of helena

the haunting of helena

Po film sięgnęłam z ciekawości. Włoskie kino grozy kojarzy mi się głównie z giallo, a ten współczesny reprezentant włoskiego horroru bliżej ma do ghost story.

Nie jestem pewna, co sądzić o tym obrazie. Film ma jedną bardzo poważną wadę: beznadziejne, tracące telenowelą, aktorstwo pierwszoplanowej postaci, Sophie. Jej warsztat totalnie 'odstaje' od całej produkcji.

W scenach, w których gra razem z Sabriną Perez (Helnką) miałam wrażenie, że młoda patrzy na nią z taką niechęcią, bo szokuje ją jej obłąkańcza ekspresja nie dlatego, że scenariusz wymagał od niej takiej postawy wobec matki;)

the haunting of helena

Sam pomysł jest nie najgorszy. Doceniam szczególnie zwrot akcji pod koniec, który wnosi sporo 'życia' w tę historię.

the haunting of helena

Całość niestety bliższa jest przeciętności. Twórcom zabrakło trochę wprawy, a przede wszystkim wyczucia klimatu. Niekiedy nadgorliwie starają się wzbudzić lęk w miejscu, gdzie tak naprawdę nic się nie dzieje.

Taki lepszy średniak, można obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Napięcie:5

Klimat:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:6

62/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 31 marca 2014

Shadow Puppets/ Niewolnicy cienia (2007)

niewolnicy cienia

Osiem osób z całkowitą amnezją budzi się w opuszczonym budynku szpitalnym. Niektórzy z nich są zamknięci w celach, niektórzy wsadzeni w kaftan, albo skuci, a jeszcze inni biegają na swobodzie.

niewolnicy cienia

niewolnicy cienia

Szybko okazuje się, że nie są sami, bo po budynku krąży złowrogi cień, który zabija każdego, na którego trafi.

O "Niewolnikach cienia" mogę powiedzieć krótko: Film głupi i bezsensu. W dodatku to produkcja amatorska, więc po za bardzo słabym, w ogóle nierozwijającym się pomysłem, mamy jeszcze kiepskie zdjęcia, kijowe efekty i tragiczne aktorstwo. Tych 'atutów' celowo nie wymieniam w jednym szeregu z fatalnie napisanymi dialogami, bo one wnoszą chociaż jakiś element komediowy do tej czarnej dziury.

niewolnicy cienia

niewolnicy cienia

Scenarzysta/ reżyser w jednej osobie, wysilił się, żeby upchnąć jeden twist fabularny, który jednak nie ratuje sprawy, bo szczerze mówiąc już od pierwszych minut tego filmu miałam w dupie jak on się potoczy.

Kompletny brak potencjału, więc i film nie wart zachodu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:3

Napięcie:2

Klimat:4

Zabawa:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Zaskoczenie:5

Oryginalność:4

To coś:2

36/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: gniot
10:54, ilsa333
Link Komentarze (3) »
sobota, 29 marca 2014

Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz

- Mary Shelley

frankenstein książka

O okolicznościach powstania powieści "Frankenstein" krążą legendy. Jedna z nich mówiła, iż młoda autorka napisała swoją ją w trakcie kilkudniowej balangi zaprawianej opium w posiadłości Lorda Byrona. Inna, 'załagodzona' wersja tej historii mówi o tym, że owszem, Mary i jej luby bawili nad jeziorem genewskim i tam właśnie zrodził się koncept powieści, jednak jej napisanie zajęło autorce dwa lata.

W historii stworzenia książki nasi rodacy mają swój skromny udział: W XVII wieku w pewnej miejscowości, obecnie znajdującej się na terenie polski, grupa grabarzy dopuściła się zbezczeszczenia zwłok za co wszyscy zostali skazani na okrutną śmierć. Chodzą słuchy, że właśnie ta słynna afera zainspirowała Mary. Dlaczego? Miejscowość, o której mowa, obecnie zwana Ząbkowicami Śląskimi, wówczas nosiła nazwę Frankenstein.

Autorka "Frankensteina" była niepokorną osóbkom. Pochodziła z inteligenckiej rodziny, jej matka była słynna feministką, zaś sama Mary po raz pierwszy zasłynęła w kręgach towarzysko - artystycznych w momencie, gdy w wieku siedemnastu lat zwiła z domu z żonatym i dzieciatym poetom, w dodatku przyjacielem ojca. Czekając na rychły zgon opuszczonej małżonki zakochana para przebywała min. w Szwajcarii, gdzie Mary nawiązała znajomość z Byronem.

Sama historia "Frankensteina" zapisała się w kulturze przede wszystkim jako powieść grozy, z czasem okrzyknięta pierwszą powieścią Sci- fi. Nikt w zasadzie nie zwracał uwagi, że reprezentuje nurt romantyczny, a tym bardziej, że jest szalenie mądrym utworem o zatrważająco smutnym przesłaniu. Winą za to można obarczyć liczne adaptacje i 'przeróbki' powieści, które całkowicie pomijają warstwę filozoficzną, egzystencjalną, skupiając się na taniej grotesce. Często dochodzi do przeinaczeń i w świadomości wielu osób tytułowy Frankenstein o właśnie TEN potwór, nie zaś ambitny naukowiec, który stworzył bezimiennego samotnego stwora, którego porzucił rozczarowany swym dziełem. W zasadzie istnieje tylko jedna, na milion, adaptacja tej powieści trzymająca się historii. Mam tu na myśli ekranizację z 1994 roku z Robertem de Niro w roli potwora.

frankenstein książka

frankenstein książka

frankenstein książka

Książka nosi podtytuł "Współczesny Prometeusz". O tym także wie niewiele osób, mimo iż odwołanie do mitologicznego boga, który stworzył człowieka jest bardzo czytelne jeśli już zapoznamy się z oryginalną wersją "Frankensteina". Podobnie można odnieść to do chrześcijańskiej wizji stworzenia. Bo co takiego zrobił nasz Wiktor Frankenstein? Stworzył człowieka. Stworzył go z niedoskonałych części, zwłok różnych przestępców, tchnął w niego życie licząc iż dzieło jego będzie doskonałe. Naiwny był, bo jak to możliwe by z niedoskonałych części powstała doskonała całość? Podobnie jak biblijny bóg wygnał go ze swego łona rozczarowany tym, iż nie jest taki jak sobie wyobrażał. W przeciwieństwie do pierwszego mężczyzny w religii katolickiej wygnaniec Mary Shelley był całkiem sam, nie miał swojej Ewy, więc domagał się zadośćuczynienia od stwórcy i naprawienia tego błędu. Wiktor okazał się jednak wyjątkowo okrutnym bogiem. Jego pogarda dla potwora jest absolutna i tylko przez moment widać w nim oznaki współczucia wobec swego 'dziecka'.

"Frankenstein" to książka o samotności. Mary oddała bezmiar opuszczenia jakiego może doznać człowiek posługując się elementami grozy i sci fi, wszytko po tom by oddać ludzkie kalectwo w całej mierze.

Zafascynowana odkryciami naukowymi być może jakimś szóstym zmysłem wyczuła, że postęp medycyny, rozwój cywilizacji, udoskonalanie świata skutkować będzie tym iż na świecie zapanuje jeszcze większy podział, a takich samotnych wadliwych istot będzie coraz więcej. A może wcale nie patrzyła w przyszłość, lecz opisała tylko to co widziała obok siebie?

Jedno jest pewne, w XVIII wieku Mary wyprzedziła swoją epokę, szkoda tylko że współcześni słuchacze jej historii najczęściej widzą tylko to co widział tytułowy bohater- groteskowego potwora.

Moja ocena:9/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka Horroru

piątek, 28 marca 2014

Naboer/ Drzwi obok (2005)

drzwi obok

John, porzucony przez dziewczynę, mieszka samotnie na piątym piętrze starej kamienicy. Wkrótce do mieszkania obok wprowadzają się dwie kobiety. Anna, pierwsza z nich, prosi go o pomoc w charakterze tragarza, wtedy poznaje drugą, ostentacyjnie prowokującą go Kim. Samotny John stanie się ofiarą żądz. Pytanie tylko czyje pragnienia tak naprawdę spełnia: Kim, czy swoje?

drzwi obok

drzwi obok

"Drzwi obok" to koprodukcja Danii, Szwecji i Norwegii. Skandynawowie nie raz już udowodnili mi, jak doskonale poruszają się po pokrętnych ścieżkach thrillera psychologicznego. Warto tu wspomnieć chociażby o "Babycall", gdzie w jedną z głównych ról wciela się Kristoffer Joner, który w "Naboer" odgrywa pierwsze skrzypce jako główny bohater, John.

Innym przykładem może być bardzo zbliżony klimatem i poniekąd fabułą thriller "Klatka", o którym również miałam już okazję pisać.

Jeśli komuś przypadły do gustu te dwa obrazy i dobrze czuje specyficzną poetykę skandynawskiego kina na pewno spodoba mu się także "Drzwi obok". 

Słyszałam, że ten thriller jest przesiąknięty brutalnym sadomasochistycznym seksem, dlatego też dość długo ociągałam się z obejrzeniem go.

Faktycznie będzie tu jedna mocno erotyczna scena w której seksualna zabawa przeradza się w przemoc, jednak nie jest tak odpychając jak się spodziewałam.

drzwi obok

Nie jest to film, którego fundamentem są wrażenia wizualne, takie które mogą obrzydzić, wzbudzić lęk. Dominuje tu sama historia i jej niuanse.

Zakrętów, zwrotów akcji, dziwnych niepokojących sygnałów znajdziemy to całkiem sporo. Jeśli chodzi o sam klimat filmu to jest odpowiednio, jak na skandynawskie kino, zimny i surowy. Przechadzki naszego bohatera po długich, słabo oświetlonych korytarzach mieszkań mają szansę wywołać specyficzny rodzaj niepokoju.

I przestrzeń i ilość postaci jaka się po niej porusza jest bardzo niewielka, ale dzięki temu przez cały seans zdołamy się z nimi dobrze zapoznać. A jest tu co podziwiać, szczególnie dla pasjonatów dziwactw, parafilii i wszelkiego rodzaju elementów mogących budzić lęk u normalnego człowieka.

drzwi obok

Warsztat aktorski jaki reprezentuje pierwszoplanowy trójkąt: John, Kim i Anna jest naprawdę na wysokim poziomie, zważywszy, na to, że wielowymiarowość charakterów wszystkich tych postaci, pulsujące szaleństwo w każdym w nich nie jest rzeczą łatwą do zagrania jeśli chce się cały czas podtrzymywać napięcie.

Dla męskiej części publiczność spora uciechą będzie zapewne uroda aktorki wcielającej się w Kim. Jest naprawdę prześliczna i bez krępacji to pokazuje - nie wiem tylko czemu na plakacie wygląda tak niekorzystnie.

drzwi obok

Finał film jest taki jak lubię- nic ostatecznie nie jest takie jakim się wydawało.Scenariusz jest o tyle przemyślany, że nadpobudliwy w wyszukiwaniu intryg widz może się domyślić o co chodzi, innych czeka niespodzianka.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:9

Klimat:9

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

Napięcie:8

84/100

W skali brutalności:5/10

czwartek, 27 marca 2014

The Iceman/ Iceman:Histria mordercy (2012)

iceman

W sześć lat od niewyjaśnionej śmierci skazanego na podwójne dożywocie mordercy, Izraelski reżyser postanowił wykorzystać historię jego życia do nakręcenia tego oto filmu.

Długo się do niego przymierzałam z obawy oto, że twórca zaserwuje jakąś słodkopierdzącą opowiastkę zamiast wiarygodnego portretu faceta, który zabił, jak sam twierdził, blisko dwieście osób.

Moje obawy niestety się potwierdziły.

Richarda Kuklińskiego poznajemy jako pracownika 'wytwórni', a raczej 'przetwórni', filmów porno. Dokładnie w chwili, gdy spotyka swoją ukochaną i bierze z nią ślub. Jego 'silna osobowość' szybko wpada w oko członkom mafii toteż Kukliński przebranżowuje się na płatnego mordercę. Dni upływają mu na strzelaniu, podrzynaniu gardeł i czułej opiece nad córkami i małżonką. Aż do chwili gdy poznaje kolegę z branży, który podrzuca mu pomysł uświetnienia działalności zamrażaniem zwłok ofiar, dla zmylenia lekarzy sądowych oraz podrzuca pomysł używania bardziej subtelnych wynalazków jak cyjanek. Tak w mediach rodzi się legenda Icemana.

iceman

Jego 'pseudonim artystyczny' można odnieść nie tylko do techniki działania, ale także, a może przede wszystkim do wewnętrznego chłodu, wręcz duchowej zmarzliny, która sprawiała, że człowiek ten nie czuł nic.

Nasz rodak zawsze był obiektem mojej (chorej) fascynacji, dlatego przykro mi było patrzeć jak w filmie "Iceman: Historia mordercy" zostaje poddany kastracji.

Miałam wrażenie, że twórcy chcą z gościa zrobić "Leona zawodowca". Dziwne, że nie dopisali do scenariusza fragmentu z przygarnięciem sierotki. Choć, scena w domu jednej z ofiar, gdzie Richie darowuje życie siedemnastolatce, którą znajduje w szafie jest już o krok od adopcji i otoczenia opieką.

Druga sprawa rzucająca się w oczy: relacja z żoną. W filmie mamy tylko jeden fragment. w którym w wykazuje wobec niej agresje. Oczywiście ogranicza się do krzyku i rzutu zastawą stołową, co w konfrontacji z tym, co Kukliński mówił swojej relacji z małżonką wygląda jak rodzinna sielanka.

iceman


Aktor wcielający się w rolę Polaka robił, co mógł by jak najlepiej oddać emocjonalny chłód i bezwzgledność, niestety w scenariuszu zabrakło momentów popisowych. Niemniej wykonał kawał dobrej roboty i bardzo go za to chwalę.

W historii życia i kariery ominięto najbardziej makabryczne mordy, typu więzienie ludzi w jaskini ze szczurami do momentu, aż ofiary zostaną pożarte żywcem. Pominięto też fakt że Kukliński miał kolekcje taśm super 8, z tego typu wydarzeń, które odtwarzał sobie by 'wreszcie coś poczuć'.

O jego dzieciństwie, czyli przemocowym ojcu i oziębłej emocjonalnie matce, o zrzucaniu psów z dachu, wiązaniu kotów ogonami i innych przeżyciach, które ukształtowały te bryłę lodu, nie ma praktycznie ani słowa. Zamiast tego nasz bandzior recytuje wiersze dla swojej córki na szesnaste urodziny.

Owszem, Kukliński dobrze traktował swoje dzieci i należało podkreślić iż były dla niego jedynym ważnymi osobami, ale w końcu to historia psychopaty cierpiącego na poważne zaburzenia (deficyt lęku, osobowość dyssocjalną, osobowość paranoidalną) i warto by było o tym pamiętać.

Film, jako taki, jest dobry, ale perspektywa z jakiej ukazano historię życia Kuklińskiego jest mocno kopnięta. Osobom, które mają względem tego wątpliwości polecam dokument, w trakcie którego Iceman rozmawia z psychiatrą. To jest prawdziwy Iceman. Żywy jak cholera. Wzbudzający bardzo skrajne emocje- bynajmniej we mnie- od przerażenia do współczucia gdy mówi, że przez to, że nie czuje nic jest najbardziej samotnym człowiekiem na ziemi. Z kimś Wam się to kojarzy? Mnie osobiście z automatu przyszedł na myślPotwór Frankensteina, podobnie jak Kukliński złożony ze 'złych' części (R. był obciążony genetycznie zaburzeniami psychotycznymi) nauczony, że nikomu nie można ufać.

iceman

Co do filmu, po prostu nie kupuję go jako historii życia Kuklińskiego. Może jako obraz traktujący o jakimś tam fikcyjnym mordercy.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Napięcie:6

Klimat:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:3

Zaskoczenie:5

51/100

W skali brutalności: 1/10

środa, 26 marca 2014

Chór sierot - Sophie Hannah

chór sierot

Louise, matka siedmioletniego Josepha i żona Stuarta, bardzo ceni sobie święty spokój. Jak na ironię, to właśnie takiej wrażliwej duszy trafia się upierdliwy sąsiad rozmiłowany w starym rocku, który uporczywie nęka kobietę nocnymi balangami.

Poznajemy Louis pewnej deszczowej nocy kiedy to po raz kolejny idzie do swojego sąsiada na interwencję. Barwnie opisana przez autorkę sytuacja doskonale pokazuje nam z jakim typem osoby, mam tu na myśli naszą bohaterkę, będziemy mieć do czynienia przez całą lekturę "Chóru sierot".

Louis zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Nie brak jej humoru i animuszu, jednak rozwój wydarzeń następujących po nieudanej próbie odzyskania upragnionej ciszy pokazują nam drugą stronę jej charakteru. Paranoiczka? Być może.

Z czasem Louis zaczyna słyszeć nie tylko Freediego Mercurego dającego koncert u sąsiada, lecz także chóry chłopięce. Czy ma to związek z tym, że jej ukochany brzdąc opuścił rodzinne pielesze by zostać chórzystą w elitarnej, brytyjskiej szkole?

chór sierot

Do tej pory nie miałam do czynienia z prozą Sophie Hanna,h czego bardzo żałuję. Autorka ma dość spory dorobek, a "Chórem sierot", będącym połączeniem ghost story z thrillerem psychologicznym pokazała, że trafia w mój gust idealnie.

Początkowo wydawało mi się, że akcja powieści rozwija się bardzo wolno, ale to nie prawda. Bardzo czytelne sygnały tego, co było w zamyśle autorki zauważamy dosyć wcześnie, ja je jednak zignorowałam. Dlaczego? Ano dlatego, że stawiałam na zupełnie inne rozwiązanie tej zagadki. Z premedytacją wypierałam inne możliwości. Tym samym Sophie Hannah zagrała mi na nosie.

Po za niewątpliwie dobrą i wielowymiarowa historią mamy tu do czynienia z dobrym i dopracowanym warsztatem literackim. Nie da się nudzić czytając tą powieść. Niebywale wciąga. Śledzenie losów głównej bohaterki, przeplatanych wewnętrznymi monologami i pełnym paranoidalnego humoru "Dziennikiem hałasów" jest po prostu dobrą zabawą.

Nie zabranie tu także bardziej czytelnej grozy i przede wszystkim suspensu, który jak przyznaje w posłowiu do książki jej autorka, jest bardzo bliski jej sercu. W ramach tego tekstu poznałam także jej filmowe gusta, a tym samym inspiracje. Podzielam jej entuzjazm wobec horrorów, o których wspomniała więc nie dziwne, że także jej twórczość mocno przypadła mi do gustu.

"Chór sierot"- jak najbardziej polecam.

Moja ocena: 8+/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Burda:

http://www.burdaksiazki.pl/

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie
















Najstraszniejsze strony w necie

Blogi

Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących

Spis moli