What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
czwartek, 24 kwietnia 2014

Signs/ Znaki (2002)

znaki

Graham Hess, niegdyś szczęśliwie żonaty pastor, dziś wdowiec samotnie wychowujący dwójkę dzieci, który utracił wiarę. Mieszka na farmie w Pensylwanii wraz z synem Morganem, córeczką Bo i młodszym bratem Merillem.

znaki

Pewnego ranka na swoim polu kukurydzy zastaje dziwne jakby wydeptane znaki, kręgi i inne nic nie mówiące mu wzory. Okazuje się, że nie jest to odosobniony przypadek. Na całym świecie w okolicy ponad 300 miast pojawiły się podobne wzory, a niektórzy świadkowie twierdzą iż na własne oczy widzieli przybyszy z kosmosu, którym to przypisuje się autorstwo kręgów. Mężczyzna musi zmierzyć się z przerażającą sytuacją.

znaki

"Znaki" to powszechnie wzgardzony film M. Night Shymalan'a, reżysera kasowego "Szóstego zmysłu" i mniej docenianej "Osady". Przez wielu widzów i krytyków został uznany jako pomyłka twórcy i nieporozumienie zarówno gatunku horror jak i sci-fi.

Przyznam, że sama byłam tym obrazem zdziwiona gdy dwanaście lat temu, jako mały gówniarz wybrałam się na niego do kina. Ciężko go uznać za mrożący krew w żyłach film grozy, jakim niewątpliwie był "Szósty zmysł", czy pełen wartkiej akcji i bajeranckich efektów  obraz traktujący o inwazji obcych, "Dzień niepodległości". "Znaki" uderzają w zupełnie inne struny, toteż efekt jest skrajnie różny od tego, co można wnioskować na podstawie schematu gatunków.

znaki

O sukcesie filmu zawsze decyduje, to czy trafia w oczekiwania widzów. Jeśli ktoś spodziewa się filmu w stylu "Ósmego pasażera Nostromo", a  za zamiast tego dostaje bardziej filozoficzną, czy psychologiczną przeprawę, poruszającą kwestię wiary, to rozczarowanie jest tu gwarantowane. Jeśli jednak wyzbyć się sztywnych, podszytych stereotypem oczekiwań i spojrzeć na film nie poprzez pryzmat schematów gatunkowych to jest szansa, że się spodoba.

W "Znakach" jest sporo elementów, które mogą trafić do widza. Przede wszystkim klimat opowieści. Bardzo statyczny, spokojny, stosownie podkreślony rewelacyjną muzyką Jamesa Newtona Howarda.

znaki

Pojawia się w nim wiele scen o sporym potencjale, mogących wzbudzić emocje w widzu, ale raczej nie z rodzaju tych, który wywołują nerwowy podskok na fotelu. Fabuła jest dosyć oryginalna zarówno jak na film grozy i jak na obraz Sci- fi.

Nie mamy pojęcia co dzieje się poza farmą. Przestrzenią dla wydarzeń jest farma i nic więcej. Nasi bohaterowie widzą o inwazji tylko tyle ile usłyszą w TV, zobaczą tyle ile ktoś zechce im pokazać. Widz natomiast nie zobaczy praktycznie nic. Musi skupić się na relacji bohaterów, równie zdezorientowanych jak my sami.

Dopiero finałowe sceny ukażą oblicze atakujący planetę najeźdźców, zupełnie inne niż byśmy się tego spodziewali- nie chodzi m tu rzecz jasna o wygląd, bo tu mamy standardzik.

znaki

W zasadzie cała sprawa z kosmitami jest tu pretekstem do pokazania czegoś innego. Nawet sam tytuł, "Znaki" można odnieść wcale nie do kręgów w kukurydzy. Znakami równie dobrze mogą być wydarzenia, zwiastuny większego planu, w którym uczestniczą bohaterzy. Coś się przydarza, dlatego, że tak miało być, dlatego, że jakaś odgórna siła o tym zdecydowała. Zatem wszytko, co nam się przydarza jest znakiem takowej działalności.

Obraz ogląda się przyjemnie także ze względu na bardzo udane zdjęcia, których celem na pewno nie jest wzbudzenie przerażenia. Miło śledzi się także losy bohaterów. Małej Bo, w tej roli ledwie odrośnięta od ziemi Abigail Brenslin, która fiksuje w temacie wody.

znaki

Ciekawą i ważna szczególnie dla finału postacią jest jej brat, Morgan, cierpiący na astmę inteligentny chłopaczek zaczytujący się w jedynej w okolicy książce na temat obcych. Na czele brygady stoi nieszczęśliwy ojciec rodziny wykreowany przez Mel'a Gipsona, którego wspiera brat.

znaki

Co tu dużo mówić, film dość niestandardowy. Wykorzystuje stary pomysł, dla którego stworzono nową przestrzeń. Problem w tym, że nie zadowala wszystkich apetytów jakie pobudza swoją przynależnością gatunkową.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

Zaskoczenie:6

68/100

W skali brutalności:1/10

środa, 23 kwietnia 2014

Timber Falls/ Ofiara spełniona (2007)

ofiara spełniona

Mike i Sheryll wybierają się na weekendowy biwak w górach. Za radą miejscowych wybierają szlak Timber Falls, gdzie wśród nielicznych mieszkańców spotkają trzech podpitych myśliwych i rodzinę Clyde'a i Idy. Wyprawa okazuje się niezwykle pechowa i jest duża szansa, że źle się dla nich skończy.

Horror Tonye'go Giglio opiera się na starym 'slasherowo - surviwalowym' schemacie: Turyści kontra wiejscy sodomici.

ofiara spełniona

Twórcy podejmują także temat religijnego fanatyzmu, co znacznie wzbogaca fabułę, jednak ostatecznie i tak nie pojawi się tu nic oryginalnego.

Niestety obraz czerpie pełnymi garściami z innych znanych filmów złożonych z podobnych wątków.

Jest więc malowniczy plener parku narodowego w Virginii. Jak na prowincję przystało można tam spotkać najróżniejsze oryginały, jest więc podstarzała dewotka ze swoim brutalnym małżonkiem i jej okaleczony, upośledzony, czy też szalony brat, oraz tak jak wcześniej wspomniałam trzech ordynarnych gostków ze spluwą.

Ciekawe jest, że znowu okazuje się, że to nie Ci, którzy wyglądają ewidentnie podejrzanie okazują się być największym zagrożeniem. Prawdziwe zło skrywa się w domu bogobojnych małżonków. Antybohaterowie chcą wykorzystać młodych do własnych celów. Jeśli ci nie zechcą spełnić ich żądań zostaną okaleczeni a konsekwencji także zabici.

ofiara spełniona

Jakie są owe wyzwania stojące przed parą nie zdradzę, powiem tylko, że wszytko mu się odbyć zgodnie z dekalogiem - to nadrzędny cel fanatyków.

Film jasno daje nam do zrozumienia jakim zagrożeniem dla naszych bezbożników jest spotkanie z ludźmi wiary. Sheryll i Mike nie tylko żyją bez ślubu dopuszczając się grzechu cudzołóstwa, ale też otwarcie nabijają się z dogmatów. To musi się dla nich źle skończyć.

ofiara spełniona

Jak na horror pokrewny obrazom w stylu "Drogi bez powrotu" jest niezbyt brutalny i nie celu w ukazywaniu okrutnych tortur. Drobnego sadyzmu i wynaturzenia jednak nie zabraknie.

Film mocno średni i raczej nie w moim guście. Niczym nie przykuł mojej uwagi choć, oczywiście może stanowić jednorazową rozrywkę jak szereg innych jemu podobnych obrazów.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Aktorstwo:5

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:5

Zaskoczenie:4

53/100

W skali brutalności:3/10

11:14, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 kwietnia 2014

Schloß Vogeloed/ Zamek Vogelod (1921)

zamek vogelod

Film znalazłam pod tytułem "Haunted Castle",w wersji trwającej godzinę dwadzieścia minut, z angielskimi napisami i o tej właśnie wersji będę tu pisać.

Fredrich Wilhelm Murnau to wybitnie mroczny twórca. Jego obraz "Zamek Vogelod" powstał na rok przed słynnym "Nosferatu" i również stanowi filmową adaptację literackiego utworu.

Bez wątpienia, w porównaniu historią wampira jest nieporównywalnie mniej straszny, nie mniej jednak utrzymuje nastrój grozy.

zamek vogelod

Opowiada o pewnym feralnym spotkaniu, w którym uczestniczą: podejrzany o morderstwo brata hrabia Oetsch, wdowa po zmarłym baronowa Safferstätt obecnie poślubiona z baron Safferstätt, którego wyrwała jeszcze będąc zamężną z obecnie nieżyjącym.

Wkrótce pojawia się także zakonnik przybyły z Rzymu, przyjaciel zamordowanego i jego żony. W tle przewijają się też inni goście lorda Vogelöd bawiący na jego zamku.

zamek vogelod

Fabuła skupia się na zatargach pomiędzy zebranymi. Głównie między wdową a szwagrem.

zamek vogelod

zamek vogelod

W całym zestawieniu aktorów kina niemego uwagę zwraca Olga Tschechowa,w roli baronowej. Dumna Rosjanka, ulubienica Hitlera, gwiazda kina lat 20 i 30, oraz podobno- szpieg ZSRR.

Uwagę przykuwa nie tylko urodą, ale także nader interesującą ekspresją. Jej rola opiera się na graniczących z omdleniem scenach załamań nerwowych jakie przezywa niemal przez cały seans. Niekiedy zamiera w bezruchu jak posąg, innym razem oddycha ciężko- czego rzecz jasna nie słyszymy lecz możemy dostrzec na wyraźnie falującej bluzce kobiety - z łzami w oczach, lub bijącym z nich szaleństwem.

Jej postać jest najbardziej wielobarwna, choć drażniła mnie plącząca się wiecznie w jej okolicy i obściskująca ją małżonka gospodarza 'imprezy' - Zupełnie zbędny rekwizyt.

zamek vogelod

Inną ważną postacią jest graf Oetsch, który zamierza wprowadzić trochę zamieszania. Być może znowu przybył kogoś uśmiercić - w końcu ksiądz i kucharz gdzieś wyparowują- a może planuje coś z goła odwrotnego?

W obrazie Murnau widzimy tylko jedną autentyczną scenę grozy - w akcie zatytułowanym "Sny" obserwujemy wizje z koszmaru sennego jednego z wesołkowatych gości.

zamek vogelod

Widać reżyser już wtedy nosił się z zamiarem straszenie na serio Oczywiście miał już wtedy na koncie jeden horror, adaptację- znowuż- "Dr. Jeckyll and mr Hyde" w filmie "Głowa Janusa", ale nie wiem, co tam zastosował, bo jeszcze na nią nie trafiłam.

W każdym bądź razie "Zamek..." nie jest  horrorem. Scenariusz może kojarzyć się z "Domem na przeklętym wzgórzu" (59) gdzie również chodzi o zagadkę morderstwa nie o nawiedzenia jako takie.

Idąc śladem reżysera trafiłam na całkiem interesujący obiekt dalszego tropienia starych filmów, mianowicie, producenta Erich'a Pommera, który maczał palce w wszystkich głośnych obrazach kina niemego.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

73/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Lśniące dziewczyny - Lauren Beukes

Lśniące dziewczyny

Historię opisaną przez Lauren Beukes, pisarkę i dziennikarkę z RPA poznajemy z dwóch perspektyw:

Pierwszą śledzimy oczyma bezdomnego włóczęgi i mordercy, Harpera Curtisa, który pewnego dnia roku 1931 znajduje w Chicago tajemniczy dom. Z zewnątrz wygląda jak rudera jednak w środku skrywa przepych i niezwykłe możliwości. Znajduje się w nim pokój stanowiący portal do innych momentów w czasie. Poprzedni lokator domu, polski inżynier wykorzystywał ten fakt dla zysków finansowych, jednak Harper ma zupełnie inne potrzeby.

Przenosząc się w czasie poluje na dziewczęta. Wybiera je, gdy są jeszcze dziećmi, po czym znajduje je w przyszłości, jako młode kobiety i morduje w okrutny sposób.

Jest wybredny, wybiera dziewczyny, które jak określa, lśnią. W małych dzieciach dostrzega potencjał, który mógłby im zapewnić świetlaną przyszłość, szczęśliwe, niezwykłe życie. Harper jednak bezdusznie gasi to wewnętrzne światło wypruwając im wnętrzności.

Jedną z jego ofiar miała być Kirby, młoda, zwichrowana studentka dziennikarstwa, wychowana przez ekscentryczną i dość dysfunkcyjną matkę. Kirby jest jedną, która z zamachu na swoje życie wychodzi cało.

Jej prywatne śledztwo w sprawie mężczyzny, który usiłował ją zabić stanowi drugą perspektywę z jakiej śledzimy historię "Lśniących dziewczyn".

Lektura książki jest bardzo satysfakcjonująca. Zapewne autorka nie osiągnęłaby tego efektu, gdyby skupiła się tylko na Kirby, nie poszerzając spektrum obserwacji na antybohatera powieści.

Perypetie Kirby są dość typowe, jak na powieść kryminalną. Sprytna smarkula wtrynia się w środowisko, które może ułatwić jej zdobywanie informacji. Poznaje samotnika, Dana, który angażuje się w pomoc dziewczynie. Między bohaterami czuć napięcie seksualne, ciągnie ich do siebie, co pogłębia ich relację czyniąc ciekawszą - choć to oczywiście kwestia dyskusyjna, bo nie każdy czytelnik toleruje upychanie wątków romansowych do powieści z pogranicza grozy i akcji. Beukes czyni to jednak z pewną klasą i unika ckliwości, zastępując ją humorem.

Kirby jest sympatyczną i ciekawą bohaterką, ma charakter, ma ten blask, który przed laty dostrzegł w niej Curtis.

Mimo iż polubiłam Kirby dużo ciekawsze wydarzenia wyczytałam z 'rozdziałów  Harpera'.

Autorka bardzo obrazowo przedstawia sceny spotkań dziewięciu lśniących dziewcząt z mordercą. Nie robi uników przed brutalniejszymi opisami jednocześnie pamiętając o tym, by dać szanse czytelnikowi na poznanie dziewcząt. Każda z nich jest bowiem inna. Różną je pokolenia, bo jak wspomniałam, Harper wyszukuje je w najróżniejszych czasach, tak więc mamy tu przekrój lśniących kobiet od lat 30 do 90, żyjących w zupełni innych realiach, pochodzących z różnych warstw społecznych i grup etnicznych.

Mamy szanse je poznać i zrozumieć, co takiego dostrzegł w nich morderca.

Lśniące dziewczyny

Wiele powieściowych wątków do końca pozostaje owianych tajemnicą. Nie wiemy skąd wziął się dom i dlaczego Harper był przekonany, że to ON nakazuje mu mordować - oczywiście jeśli wykluczymy chorobę psychiczną, bo ostatecznie nawet pies sąsiada może motywować świra do świrowania:) Niewiele też wiemy o samych Harperze, za wyjątkiem tego, że od maleńkości miał sadystyczne zapędy.

Te niejasności dają przestrzeń dla wyobraźni, choć dla niektórych czytelników mogą stanowić problem - założywszy, że ktoś od finału historii oczekuje rozplątania wszytki supełków i typowej 'kawy na ławę'.

Dla mnie historia domyka się w bardzo ciekawy sposób - zatacza koło. Doceniam autorkę za to, że tak sprytnie odnalazła się w czasowych przeskokach, nie gubiąc wątków po drodze.

Jej styl pisarski jest bardzo przystępny i poprawny. Widać w nim dziennikarskie zacięcie i umiejętność przykuwania uwagi czytelnika.

Dzięki wątkom fantastycznym książka różni się od standardowych powieści o seryjnych zabójcach, in plus, of course.

Moja ocena:  9/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Rebis:

http://www.rebis.com.pl/rebis/public/news/news.html?instance=1000


niedziela, 20 kwietnia 2014

The Devils due/ Diabelskie nasienie (2014)

diabelskie nasienie

Sam i Zach są świeżo poślubioną parą. Na miesiąc miodowy udają się na Dominikanę, gdzie dochodzi do podejrzanego incydentu z miejscowymi, z którego nikt z młodych nie pamięta. Po powrocie okazuje się, że kobieta jest w ciąży.

Od tej chwili będziemy światkami szaleństwa ciężarnej, którym zdaje się kierują nie tylko hormony, lecz coś skrajnie złego.


diabelskie nasienie

"Dzieci jest już ostatnia godzina. 

Tak jak słyszeliście antychryst nadchodzi.

Bo oto teraz pojawiło się wielu antychrystów.

Stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina."

Powyższy, złowrogi (a jakże) cytat z apokalipsy ma nam sugerować udział szatana w ciąży Sam. Czyli mamy do czynienia z kolejna próbą odgrzebana  motywu z "Dziecka Rosemary". Wszystkie tego typu próby zakończyły się katastrofą - nie jest inaczej w przypadku tegorocznej produkcji.

diabelskie nasienie

Z polską premiera obrazu były jakieś zawirowania. Miał trafić do naszych kin w Walentynki, ale ostatecznie premierę przesunięto na maj - a tym czasem, borem lasem, w sieci można znaleźć już wersję z lektorem - chyba ktoś zapomniał, żeby wraz z premierą kinową przesunąć, premierę DVD;)

Obraz amerykańskiego duetu, a nawet kwartetu, jeśli przygarnąć scenarzystów, utrzymany jest w konwencji found footage, czyli jest po prostu paradokumentem - kolejnym. Jak na wynik burzy mózgów tylu osób film wypada bardzo biednie, zarówno pod względem pomysłu jak i wykonania.

Sposób kręcenia z ręki daje możliwość zrobienia na prawdę oryginalnych i odjechanych ujęć, których poprawności nikt nie ma prawa skrytykować - bo to w końcu ma wyglądać na amatorkę.

Niestety w "Diabelskim nasieniu" nie znajdziemy ani jednej oryginalnej klatki. Plusem jest, że kamera 'nie lata' za nadto, a nawet zdarzało się, iż zapominałam o tym, że oglądam paradokument.

W zasadzie jedyną rzeczą jaka podobała mi się tym filmie to przebłyski/ zrywy szaleństwa jakie prezentowała Samatha. Dobra jest chociażby scena na parkingu, gdzie gołymi rękami wywala szyby jakiemuś kolesiowi. Zamachy na męża są już mniej interesujące.

diabelskie nasienie

Finał filmu to zapowiadana przez Jana proroka - apokalipsa, nic ciekawego jeśli mam być szczera.

Nie wiem kogo miałbym zachęcić do seansu, komu ten film polecić, bo ciężko tu znaleźć jakąś grupę docelową. Może zapalczywi fani konwencji paradokumentu, albo osoby gustujące w motywach diabelskich nawet tych w słabym wydaniu. Nie wiem doprawdy, mnie na pewno nikt nie namówi na powtórkę z tego filmu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:4

Aktorstwo:6

Oryginalność:2

To coś:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:4

43/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 19 kwietnia 2014

Dark House (2014)

dark house

Nick Di Santo kończy 23 lata. W dniu swoich urodzin postanawia odwiedzić swoją matkę, od lat pacjentkę szpitala psychiatrycznego. Chłopak liczy na to, że matka w przebłysku świadomości powie mu coś, na temat jego ojca. Rozczarowany rozmową udaje się do baru, gdzie z przyjacielem, Ryanem celebruje rocznicę swych narodzin. Właśnie tam poznaje swoją ukochaną, Eve i po ośmiu miesiącach kobieta biega już z tęgim brzuchem, a Nick nieoczekiwanie dziedziczy tytułowy Dark house.

dark house

Film zwrócił moją uwagę tylko ze względu na swojego twórce, reżysera "Smakosza" i "Domu klaunów".

Tytuł i plakat promujący nie zapowiadał nic ciekawego, co potwierdził seans, jednak mimo wszytko w pewnym stopniu mnie zaskoczył.

Pierwsza rzecz: spodziewałam się historii z cyklu młodzi w opuszczonym domu spotykają świra z siekierą. To się poniekąd zgadza, bo takowe elementy występują, jednak nie składają się na krwawą rąbankę, lecz na horror o podłożu paranormalnym.

Pierwszy sygnał o zjawiskach nie z tej ziemi widzimy już w czasie wizyty Nicka u matki. Chłopak dotyka jej reki i widzi jak matka ginie w płomieniach. Sprawa szybko zostaje wyjaśniona: Nick po prostu tak ma. Jeśli dotknie kogoś, kto ma zginąć naglą i okrutną śmiercią widzi to w czasie swojej wizji.

Z odziedziczonym domem też jest coś na rzeczy: Chłopak d najmłodszych lat rysuje ów dom, odtwarzając go w najdrobniejszych detalach, choć nie wie, że istnieje on w rzeczywistości.

dark house

W poszukiwaniu swojego spadku udaje się na prowincje w asyście ciężarnej dziewczyny i kumpla. Po drodze napotyka ekipę geodetów, którzy oznajmiają mu, że dom od lat nie istnieje. Sporą niespodzianką jest odkrycie, że pomimo powodzi, chata stoi i ma się całkiem nieźle.

dark house

W tym momencie na arenę wkracza długowłosy pan Piła, tym razem w wersji tajemniczy mężczyzna o imieniu Seth, który stara się odpędzić towarzystwo z dala od posiadłości.

Na ekranie widzimy dziwnych 'małpoludzi', którzy machają siekierami i w dodatku nie da się ich zabić.

dark house

Od tego momentu robi się coraz dziwniej i dziwniej. Nick w swym uporze dalej drąży temat i zamachy na życie jego kompanów nie odstręczają go od prób poznania swojego dziedzictwa. Ono okazuje się dość zaskakujące, choć durne jednocześnie: SPOILER: Nick jest bowiem synem diabła/ demona zaklętego w domu. Ojciec czekał na niego, bo tylko on jest w stanie uwolnić go i umożliwić grasowanie na ziemi. Nicki staje się ofiarą opętania, a geodeci okazują się wysłannikami piekła. Co z resztą sugerowały ich imiona. KONIEC SPOILERA

Sam finał historii pokazuje, że wcale nie dobiegła ona końca, lecz zamierza zatoczyć koło przy użyciu potomka Nicka. .

Victor Salva proponuje nam wiele różnych rozwiązać zagadki domu. Wmanewrowuje nas w różne ścieżki interpretacji, dużo ciekawsze niż to, co finalnie okazuje się być prawdą.

Obraz niezły, przyzwoicie zagrany, z jakimś tam pomysłem, który jednak nie do końca przypadł mi do gustu.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:6

57/100

W skali brutalności:3/10

piątek, 18 kwietnia 2014

Paper house/ Dom na papierze (1988)

dom na papierze

Jedenastoletnia Anna to dziewczynka obdarzona ogromną wyobraźnią. Jako jedynaczka wychowywana przez zapracowaną matkę musi sama sobie uatrakcyjniać codzienność.

Pewnego dnia w ramach zabawy Anna rysuje dom, który następnie odwiedza we śnie. Sytuacja powtarza się, a dziewczynka zaczyna poważnie chorować. Nie wychodząc z łóżka dorysowuje kolejne elementy wnętrza i otoczenia domu, które zaczynają istnieć w świecie jej snów. Problem polega na tym, że żadnego z narysowanych elementów nie da się już usunąć. Anna musi uważać, co umieszcza na rysunku.

dom na papierze

Jeśli rzucić okiem na filmografię twórców zauważymy, że jeden znany jest z "Lessie", zaś drugi z "Candyman'a". Wspominam o tym nie bez powodu, bo to połączenie doskonale obrazuje to, czym jest "Dom na papierze". Posiada elementy fantasy, kina familijnego, dramatu i thrillera, a nawet horroru.

Pod płaszczykiem fantastycznej historii o domu, który istnieje w świecie wyobraźni, domu w którym mieszka kaleki chłopiec i który nawiedza szalony ojciec Anny, ukryta jest zasmucająca historia o samotności.

dom na papierze

Anna ma problemy z rodzicami. Matka nie traktuje jej poważnie, a ojciec wyjechał daleko w związku z pracą. Nawet, gdy był w domu sytuacja nie była najlepsza, bo facet lubił sobie wypić. Teraz kobiety czekają na jego powrót by wspólnie wyjechać nad morze.

Gdy Anna zaczyna chorować zostaje powierzona opiece doktor Nicols, która opowiada jej o nieszczęsnym pacjencie, który już od ponad roku jest przykuty do łóżka.

Wszystkie te elementy fabuły zostają przeniesione z 'świata realnego' do domu ze snu.

dom na papierze

dom na papierze

Anna poznaje tam Marca, kalekiego chłopca, z którym się zaprzyjaźnia, dom otacza morze, a wkrótce pojawia się też tatuś, który niestety nie ma najlepszego dnia - Anna uważa, że to dlatego, że narysowała go z 'miną szaleńca'.

Dziewczyna toczy bitwę na jawie i we śnie. Niektóre fragmenty potyczki mogą kojarzyć się z "Koszmarem z ulicy wiązów".

dom na papierze

Jest kilka nico brutalniejszych scen. Po tej dawce horroru znowu wracamy do dramatu.

O dziwo sentymentalne zakończenie przypadło mi do gustu, choć zazwyczaj tak się nie zdarza. Być może po prostu pasowało do całej poetyki filmu więc przyjęłam je bez zastrzeżeń.

Podsumowując, kawał dobrego kina z lat 80. Film posługuje się ówczesnymi trendami, więc raczej nie spodoba się fanom współczesnego bajeru.

W fabule skondensowana jest opowieść o samotności, przyjaźni, problemach rodzinnych, świecie fantazji i grozy. Wszytko to w bardzo ładnej oprawie wizualnej, a jak by tego było mało muzykę zrobił Hans Zimmer- to argument ostateczny.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:9

Napięci:7

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Zaskoczenie:6

Oryginalność:9

To coś:8

Aktorstwo:8

79/100

W skal brutalności:1/10

czwartek, 17 kwietnia 2014

Gin gwai/ Oko (2002) vs The Eye/ Oko (2008)

oko

oko

Fabuła obydwu filmów, azjatyckiego oryginału i amerykańskiego remake traktuje o niewidomej skrzypaczce, która dostaje szansę na to by znów podziwiać piękno tego świata dzięki przeszczepowi rogówek.

Wkrótce po operacji kobieta odzyskuje wzrok, ale po za światem realnym jej nowe oczy mają zdolność widzenia tego, co zwykle jest poza postrzeganiem dla zwykłych ludzi.

oko

Bracia Pang, chiński duet filmowców, ostatnio zaczął działać za oceanem, lecz zanim do tego doszło majstrowali w swojej ojczyźnie klasyczne opowieści o duchach, tak typowe dla azjatyckiego kina grozy.

"Oko" jest właśnie jednym z tego rodzaju obrazów. Nie da się ukryć, że nie grzeszy oryginalnością, bo bohaterów widzących 'martwych ludzi' już trochę mieliśmy.

Fabuła, która zmierza do odkrycia mrocznej tajemnicy daru jaki posiadał dawca organu również nie rozwala na łopatki.

Największą zaletą oryginalnej produkcji jest jej klimat. Próżno szukać go w Amerykańskim remake.

oko

Tu doświadczymy dużo więcej 'strasznych scen', chociażby ta ze starszym panem w windzie - nie przypominam jej sobie z remake, choć istnieje ogromna szansa na to, że wyparowała mi z pamięci jako coś niegodnego zapamiętania.

oko

Azjaci potrafią stworzyć brawurowo śmigające po filmowych klatkach duchy i tego nie można im odmówić.

Aktorsko oryginał również stoi na wyższym poziomie, ale w porównaniu z Jessicą Albą, która wciela się w główną bohaterkę w remake nawet Belka ze "Zmierzchu" wydaje się bardziej utalentowanym betonem. Na temat tego jak nie trawię Alby mogłabym tu napisać trzynastozgłoskowiec, ale ograniczę się do tego, że jej cielęca twarz nie wyraża nic, więc ciężko, żeby jakakolwiek kreacja w jej wydaniu wykraczająca wymogami po za wdzięczny uśmiech miała szansę na choćby poprawne zrealizowanie.

oko

Remake pod względem fabuły jest dosyć wierny oryginałowi. Powiela większość filmowych wydarzeń.

Azjatyckie "Oko" w porównaniu z większością skośnych straszaków pozbawione jest ogromnej ilości niedomówień równających się dla widza z zachodu z dużą dozą niezrozumienia, dlatego też twórcy remake nie mieli tu wielkiego pola do popisu.

Nie musieli wiele zmieniać, żeby przełożyć wydarzenia na język zachodu, choć niestety i tam wykastrowali film z tego, co było w nim najbardziej pociągające. W efekcie, choć oryginał mnie nie zachwycił to niestety remake po porostu wynudził.

Moja ocena:

Oko (2002): 6/10

Oko (2008): 3+/10

środa, 16 kwietnia 2014

 Swimfan/ Wielbicielka (2002)

wielbicielka

Taka sytuacja: Młody przystojny pływak, Ben poznaje atrakcyjną (kwestia dyskusyjna) nową uczennicę liceum, Madison. Wdaje się z nią w romans, choć określenie 'jednorazowe tournee' bardziej oddaje obraz sytuacji. Ben nie zamierza kontynuować znajomości, bo jest w szczęśliwym związku ze słodką Amy. Niestety Madison jest nieco 'MAD' i rzeczowa argumentacja chłopaka nie dociera do niej.

wielbicielka

Schemat stary jak świat, bo ile już było takich femme fatale, które wzgardzone wpadały w ślepą furię?

"Wielbicielka" doskonale wpisuje się w powyższy schemat.

Tłem opowieści jest życie high school'u: Ben marzy o stypendium w Stanford które mają mu zapewnić doskonałe wyniki w pływaniu. Niestety zamiast pływać bzyka w basenie kędzierzawą blondyneczkę, która skrywa 'mroczną tajemnicę'.

Koledzy mu zazdroszczą, bo przecież Madison jest 'powalająco atrakcyjna'.

Tymczasem niczego nieświadoma Amy martwi się tym, że jej chłopaka wyjedzie do odległego uniwersytetu, nie zdając sobie sprawy, że niebawem wszyscy spotkają się w basenie i jedno z nich nie wyjdzie stamtąd żywe.

wielbicielka


Madison, kobieta bluszcz, jest czołową bohaterką filmu. Odtwórczynie tej roli, Erika Christensen całkiem dobrze odgrywa fatalną świruskę. Prawda, że jej typ urody zupełnie do mnie nie trafia, ale w końcu to nie ja mam ją przelecieć w myśl filmowego scenariusza;)

Kolejne filmowe wydarzenia składają się na moralitet o zgubnych skutkach zdrady. Madison dręczy Bena na różne sposoby, nie obejdzie się bez ofiar w ludziach, a wszytko to by osaczyć chłopaka.

wielbicielka

wielbicielka

Ten thriller nie jest szczególnie pomysłowy, ale realizacja jest poprawna i jeśli nie oczekuje się od seansu zbyt wiele to historia 'Swimmfanki' powinna zadowolić.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:5

Napięcie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

Tagi: thriller
16:22, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 kwietnia 2014

Paranormal Actyvity: The maked ones/  Paranormal Actyvity: Naznaczeni (2014)

Paranormal activity naznaczeni

Kolejna odsłona filmu z pod szyldu Paranormal Activity. W zasadzie nie wiem, czy traktować ją jako PA5, czy coś po za numeracją.

Z nagrań kręconych amatorską kamerą tym razem poznajemy losy młodego meksykanina Jessiego. Świeżo upieczony absolwent high school'u wraz z kumplem, Hectorem nagrywa dziwne zdarzenie w domu sąsiadki- dziwaczki. Wkrótce panna z zostaje znaleziona martwa, a tuż pod jego nosem samobójstwo popełnia podejrzewany o to chłopak.

Paranormal activity naznaczeni

Wraz z koleżanką, Marisol i Hectorem Jesse włamuje się na miejsce zbrodni skąd wynosi okultystyczną księgę. Zgadnijcie co się stanie? Ależ oczywiście, młodzi pobawią się w czary mary, które otworzą coś na kształt portalu. 'Przy okazji' do Jessiego przyplątuje się coś, co da mu fantastyczną moc. Wszystko zaczyna zmierzać do nieciekawego końca.

Paranormal activity naznaczeni

Twórcą tejże części jest znowuż Christopher Landon, który po sukcesie 'jedynki' nakręcił wszystkie dotychczasowe kontynuację- z wyjątkiem 'Tokyo Night'.

Jak zapewne wywnioskowaliście z opisu, formuła scenariusza nieco się zmieniła. Nie musimy śledzić kolejnych 23 dni nagraniowych z wypaśnego domu amerykańskich burżujów, żeby doczekać się widoku cienia w korytarzu. Dla tych, którzy uważali poprzednie części za nudne i pozbawione akcji, "Naznaczeni" mogą okazać się krokiem w dobrym kierunku.

Początkowo zastanawiałam się o co w ogóle chodzi? Po co ta część kompletnie wyrwana z kontekstu? 

Paranormal activity naznaczeni

Przez cały film nie dostrzeżemy wielu analogii nawiązujących do serii. LEKKI SPOILER: Coś tam niby świta, w momencie, gdy słyszymy czytane z księgi słowa o tym, że portal przenosi ludzi w czasie i przestrzeni, ale tylko do 'złych miejsc'. Podobnie sprawa z sabatem czarownic, który ma związek ze śmiercią Anny. KONIEC SPOILERA. Dopiero w finale dowiadujemy się 'po co to wszytko'.

Seria w dość zgrabny, acz nie pozbawiony błędów logicznych sposób wiąże się z pierwszą i ostatnią częścią PA. Można więc rzecz, że kręcenie "Naznaczonych" miało jakąś rację bytu. Pytanie tylko, czy ucieszy widza?

Jeśli chodzi o mnie, to raczej średnio. W zasadzie podobała mi się tylko pierwsza i druga część. Dalej wszystko zaczyna gubić związek przyczynowo skutkowy. "Naznaczeni" mieli poniekąd powiązać poplątane sznurki kolejnych fabuł i jakoś się to trzyma, ale tak 'na słowo honoru'.

Tak jak wspomniałam, tempo akcji jest szybsze, ale przez to nieco kuleje typowy dla PA klimat. Aktorstwo na zwykłym dla serii poziomie. Efekty nieco odmiennego rodzaju niż to co do tej pory widzieliśmy.

Film kierowany do wytrwałych fanów serii i osób, które nie mają lepszego pomysłu na filmowy wieczór.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

w skali brutalności:2/10

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

The Haunted/ Nawiedzony dom (1991)

the haunted

Rodzina Smurl wprowadza się do nowego domu po tym, jak ich poprzednie lokum zostało zniszczone w wyniku kataklizmu. Kupują tani duplex do remontu w dzielnicy pełnej serdecznych i pomocnych ludzki.

Pierwsze dwa lata upływają im w spokoju, jednak pewnego dnia dochodzi do nieprzyjemnego incydentu, który staje się początkiem serii ciągnących się latami typowych problemów lokatorów nawiedzonego domu.

the haunted

Bardzo dziękuję za polecenie mi tego filmu. Był to, w przeciwieństwie do większości recenzowanych tu obrazów jeden z nielicznych filmów, którego nie oglądałam nigdy wcześniej. Nie zachwycił mnie w jakiś szczególny sposób, ale kolejna historia nawiedzonego domu do kolekcji jet zawsze mile widziana.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu podobieństwa historii rodzimy Smurl do perypetii Perronów w "Obecności". Szczególnie, gdy na arenę wkroczyło małżeństwo Warrenów, których nazywam naczelnymi duchologami Ameryki. Jeśli ktoś oszalał z zachwytu za ubiegłorocznym obrazem to "Nawiedzony dom" z 1991 roku powinien przypaść mu do gustu.

Podobno jest to historia autentyczna. Podobnie jak "Amityville", "Udręczeni","Entity" czy właśnie "Obecność"- ile jest faktycznie tej autentyczności we wspomnianych filmach wolę nie wnikać;)

the haunted

Cały obraz składa się z blisko dwugodzinnych sekwencji scen kolejnych nawiedzeń. Faworytem w tym zestawie jest gwałt męża przez demonicznego sukuba- który wygląda jak posunięty w latach transwestyta;)

the haunted

the haunted

Podobnie molestowana jest małżonka, a z dokumentu, który czytałam na temat tejże familii, ofiarą demona padła także jedna z córek, ale tego już w filmie nie pokazano. Rodzina Smurl, w przeciwieństwie do Perronów, była wybitnie rozmodlona toteż duży przyrost gwałtów na liczbę lokatorów nastręcza mi podejrzeń, że nadmierny rygoryzm religijny równoznaczny z wytłumianiem bardziej ekstrawaganckich potrzeb seksualnych mógł w tych wizjach odgrywać dużą rolę;)

Tak na serio, to najbardziej podobało mi się pierwsze i ostatnie nawiedzenie. Bardzo skromne, ograniczające się do wzywania imienia Pani Smurl. Mała rzecz, a cieszy.

Ciekawych scen jest sporo, ale użyte efekty mogą co poniektórych rozczarować - to dość stara produkcja w dodatku nie kinowa lecz telewizyjna.

the haunted

Aktorstwo również nie zachwyca, ale może to kwestia tego, że świętojebliwa rodzinka była ogólnie z samego pomysły bardzo mało ciekawa.

Film ma mocny klimat, a wysiłki włożone w przestraszenie widza jak najbardziej mogę docenić. Dobre, stare kino, choć przebieg całego nawiedzenia baaardzo schematyczny.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:6

klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:8

69/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 13 kwietnia 2014

Dream house / Dom snów (2011)

dom snów

Will Atenton wraz z małżonką Libby i dwoma córeczkami Trish i Dee Dee wprowadza się do nowego domu. Okazuje się, że przed pięcioma laty w tym miejscu doszło do rodzinnej tragedii. Niejaki Paul Ward zabił tu dwoje dzieci i żonę, sam zostając przez nią postrzelony. Jako że jego zeznania w sprawie nie do końca można było uznać za normalne, gość wylądował na oddziale w pobliskim psychiatryku.Teraz Will i jego rodzina mogą stać  kolejnymi ofiarami, bowiem jakiś podejrzany tym kręci się koło ich 'domu snów'.

dom snów

Moim pierwszym skojarzeniem dla tego filmu było "Lśnienie" Kubricka. Nie mam na to dobrego wyjaśnienia, po za podobieństwem wątku dwóch zamordowanych dziewczynek, szalonego tatusia i zimowej scenerii.

Nie sądzę nawet, żeby twórcy użyli tych elementów licząc na takie skojarzenie. Byłoby dla nich istnym samobójstwem aspirować do Kubricka. Z drugiej strony chronicznie niezadowoleni producenci, którzy wciąż żądali poprawek w filmie mogli takim ambicjom hołdować.

Po za "Lśnieniem", "Dom snów" budzi skojarzenia z wieloma innymi produkcjami. Samo początek filmu to aspirujący do ghost story fragment zawierający: przeprowadzkę do nowego domu, prywatne śledztwo w sprawie haniebnej przeszłości byłego lokatora, tajemniczo wyłaniającego się z ciemności podejrzanego typa i oczywiście sąsiadeczkę, która zdaje się wiedzieć więcej niż się wydaje.

dom snów

Po tym następuje to, co tygryski lubią najbardziej, czyli zwroty akcji.

Pierwszy twist otwiera przed widzem nową perspektywę. Nie widzimy już tylko rodzinnej sielanki niszczonej przez wroga z zewnątrz, lecz wewnętrzną ruinę "Domu snów" pieczołowicie oddaną w zdjęciach o mrocznej tonacji. Scenarzysta zaczyna owijać pętlę wokół szyi głównego bohatera, osaczając go dopiero co odkrytym szaleństwem i samotnością.

dom snów

Kolejny fabularny twist następuję na tyle szybko, że widz nie zdąży dobrze wczuć się w tragizm pierwszoplanowego protagonisty. Pojawia się oto światełko w tunelu, robi się jeszcze bardziej ckliwie, sentymentalnie i melodramatycznie. Wszystko po to, żeby jeszcze raz odwrócić kota ogonem i przywrócić zasmuconemu widzowi pogodę ducha.

Im więcej twistów w scenariuszu tym więcej logicznych pułapek. "Dom snów" kilkakrotnie wpada w owe sidła i możemy mieć żal do twórców za te nieprzemyślane ruchy. Jednak staram się być wyrozumiała, bo w końcu trudno grać w pokera i szachy jednocześnie.

Dobrodziejstwem tego obrazu są nastrojowe zdjęcia, choć sama chciałbym zobaczyć więcej momentów w stylu sceny z walącym się korytarzem pośrodku, którego stoją dwie małe siostrzyczki.

Twórcy zadbali o dobrą obsadę choć postaci, nawet ci, którzy mają problem z tożsamością są za mało plastyczni i jednowymiarowi. Daniela Craiga wielce nie lubię, bo odkąd obejrzałam "Sylvie" kojarzy mi się z jedynie z tym skurwysynem Tedem Hughes'em :)

Przepadam natomiast za Rachel Weisz i dosyć lubię Naomi Watts - cały ten zestaw holywoodzkich skarbów podtrzymuje nieco obsuwające się fundamenty "Domy snów".

Arcydziełem nastrojówek to ten obraz zdecydowanie nie będzie, ale można z zadowoleniem obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:5

To coś:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

67/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 12 kwietnia 2014

Madison county (2011)

madison county

Grupa znajomych wybiera się na wycieczkę do tytułowego Madison County. Jedynym różnicującym od innych slasherów elementem jest fakt, że młodzi nie jadą tam w celach czysto rozrywkowych, lecz by poznać autora książki o miejscowym mordercy. Cóż, czysto naukowego przyczyny eskapad również miały miejsce w podobnych filmach, jednak ta dziatwa jest autentycznie ugrzeczniona. Nikt nie pije, nikt się nie pieprzy, a i tak ściągają na siebie uwagę wiejskich sodomitów.

madison county

W małej wiejskiej społeczności młodzież nie jest mile widziana. Chodzą i węszą za niejakim Davidem, autorem książki o niejakim Damianie. Obydwaj panowie są mieszkańcami osady toteż wszyscy czują się zobligowani do chronienia ich prywatności. Bohaterzy są jednak nie zrażeni i wiercą dziurę w brzuchu nieodpowiednim osobom. Jak wiadomo ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

madison county

Diabeł nosi tu maskę z głowy świni- jak swojsko:)- i wkrótce dobierze się do tyłków dwóch atrakcyjnych dziewcząt i trzech średnio walecznych młodzieńców.

Tępo akcji jest szybkie i to ratuje sytuację. To bardzo klasyczny slasher z małymi niuansami różnicującymi. Nawet jego początek rozpoczyna się od starego chwytu, czyli sceny pościgu za roznegliżowaną niewiastom.

madison county

Nie ma w nim miejsca na zaskoczenie. Nawet niedoróbki są typowe dla tej klasy kina: niezbyt ambitny scenariusz, słabe aktorstwo, topornie schematyczny portret mordercy.

Nie najgorsza rozrywka 'na raz'.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:5

50/100

W skali brutalności:5/10

piątek, 11 kwietnia 2014

SENNENTUNTSCHI (2010)

sennentuntschi

W małym miasteczku w szwajcarskich Alpach dziewczynka znajduje szkielet młodego chłopaka, który zaginął przed trzydziestoma laty. Dziewczynka twierdzi, że miejsce pochówku wskazał jej nieżyjący młodzieniec. Jej matka opowiada niedowiarkowi,policjantowi lokalną legendę, która  stała się uzasadnieniem dla niezwykłych wydarzeń mających miejsce w miasteczku.

sennentuntschi

Szwajcarski horror? Nie miałam jeszcze do czynienia. Właśnie z ciekawości sięgnęłam po obraz "Sennentuntschi", by dowiedzieć się, co twórcy z tego kraju mają do powiedzenia w temacie grozy.

Okazuje się, że nie mający w zasadzie żadnego światowej sławy dorobku w dziedzinie horrorów Szwajcarzy postawili na pewnik, jakim jest wątek lokalnych legend.

Tym razem jest to legenda rodem z Alp. W obrazie przywołana zostaje historia niejakiej Sennentuntschi, czyli demonicznej kobiety stworzonej przez samotnych górali. Legenda głosi, że trzej mężczyźni, którym doskwierał brak kobiecego towarzystwa stworzyli sobie z miotły i szmat kukłę, a nieznana siła sprawiła, że 'lalka' przybrała postać żywej, pięknej kobiety.

sennentuntschi

S. Za dnia robiła za służącą, a nocami w oparach absyntu zabawiała się z mężczyznami. Sposób w jaki była traktowana nie do końca jej odpowiadał toteż pewnego dnia zabiła ich wszystkich, obdarła ze skóry i przerobiła na lalki - być może po to, żeby teraz oni służyli jej.

sennentuntschi

Akcja horroru jest rozciągnięta miedzy czasami współczesnymi, a hipisowską erą lat 70.

Trzej mężczyźnie wypełniają słowa mitu, a pobliskim miasteczku dochodzi do kilku przykrych zdarzeń. Między innymi samobójstwa Zakrystiana. Na arenę wkracza ksiądz i od tej pory będziemy świadkami pojedynku zabobonu z racjonalnym spojrzeniem na świat.

Być może Sennentuntschi znajdzie sobie teraz nową ofiarę. A może w tym wszystkim nie ma nic demonicznego, a nieszczęsna piękność sama jest ofiarą?

Film porusza stary jak świat dylemat, czy zło ma korzenie nadprzyrodzone, czy jest czymś obecnym na co dzień, stworzonym przez ludzi bez diabelskiego rodowodu.

sennentuntschi

Jeśli chodzi o realizację tematu to fabuła w pełni zadowala, jest w niej sporo haczyków i miejsc gdzie zarówno twórca jak i widz mógłby się potknąć.

Mimo iż obraz trwa dłużej niż przeciętnie, bo blisko dwie godziny, wcale nie nudzi. Uroku filmowi dodaje śliczna odtwórczyni tytułowej roli, która ma wybitne szczęście do grana takich demonicznie ponętnych kobiet (chociażby Eve z "Sheitan"), oraz tło historii, czyli piękne alpejskie plenery.

sennentuntschi

Nie jestem tylko przekonana, czy spełnia swoją rolę jako horror, bowiem straszny szczególnie to on zdecydowanie nie jest.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś:7

Oryginalność:7

70/100

W skali brutalności:3/10

czwartek, 10 kwietnia 2014

Don't let him in/ Uważaj komu otwierasz drzwi (2011)


uważaj komu otwierasz drzwi 


Czworo ludzi, para Paige i jej narzeczony Calvin oraz jego siostra Mandy i jej towarzysz poznany ubiegłego wieczora wyruszają do domku na wsi.
Okazuje się, że w okolicy grasuje niebezpieczny morderca nazywany lekarzem drzew. Psychol zwykł zabijać ludzi, a ich członki przywiązywać do drzew.


 uważaj komu otwierasz drzwi


'Mądry w swym przesłaniu' tytuł oraz intrygujący plakat filmu zachęciły mnie do jego obejrzenia:)
Jest to produkcja amatorska, a jej twórczyni ma na koncie jeszcze tylko jeden obraz. Co do niskiego budżetu tego filmu i niewielkiego doświadczenia w branży filmowej jego twórców i odtwórców rol nie będziemy mieć złudzeń już od pierwszych chwil seansu.
Dialogi są bardzo toporne, choć przebijająca z nich drwina nieco ratuje sytuację. Sposób w jaki scharakteryzowano głównych bohaterów jest bardzo schematyczny: Dobry chłopak, dobra dziewczyna, zły chłopaka, zła dziewczyna - tudzież głupia dziewczyna.

uważaj komu otwierasz drzwi
 
Wiemy kto będzie naszą final girl, natomiast nie wiemy kto jest mordercą.
Film nosi tytuł "Uważaj komu otwierasz drzwi". Nasi bohaterzy postąpili pochopnie dwukrotnie. Najpierw zabierając ze sobą anty sympatycznego fircyka, kolegę Mady z 'jedno nocnego turne', który od razu wydaje się podejrzany. Następnie wpuszczając nocą do domu rannego autostopowicza, którego minęli w drodze na wieś.


 uważaj komu otwierasz drzwi


Kiedy tylko zobaczyłam samotnego faceta na poboczu drogi od razu pomyślałam, że będą z nim kłopoty, pytanie tylko kiedy? Jest to schemat z wielu znanych produkcji. Weźmy chociażby "Autostopowicza", moim drugim skojarzeniem był nowszy film, o którym swego czasu tu pisałam "Blood river".

Nie powiem, twórczyni trochę tu nakombinował, bo względem tożsamości mordercy mamy poważny dylemat, a sprawa final girl zostaje rozstrzygnięta w sposób dość nietypowy. Wszytko to jednak w ramach średniej normy, więc nikt nie podskoczy na krześle z wrażenia.
Można obejrzeć, ale jako całość jest to obraz poniżej określenia 'średni'.


Moja ocena:
Straszność:4
Fabuła:5
Klimat:6
Napięcie:6
Aktorstwo:4
Walory techniczne:6
Oryginalność:3
To coś:5
Zaskoczenie:5
Zabawa:4
48/100


W skali brutalności:4/10

11:14, ilsa333
Link Komentarze (2) »
środa, 09 kwietnia 2014

The house of the devil/ Dom diabła (2009)

dom diabla

Młoda studentka Samantha, pragnie wyprowadzić się z pokoju w akademiku dzielonego z niechlujną współlokatorką. W tym celu musi jak najszybciej zdobyć pieniądze na wynajęcie lokum. Na terenie kampusu znajduje ogłoszenie zamieszczone przez mężczyznę poszukującego opiekunki do dziecka. Mimo iż finalnie okazuje się, że Sam ma zajmować się matką mężczyzny nie jego dzieckiem, godzi się na cztery godziny w domu na odludziu w noc zaćmienia księżyca.

dom diabla

Mimo iż jest to już starszy film to do tej pory przeszedł bez echa i ja osobiście nie słyszałam o nim nigdy wcześniej. Jest to obraz Ti Westa, reżysera rozmiłowanego w klasycznych rozwiązaniach, nawiązaniach do produkcji w przed lat. Jego najpopularniejszym dokonaniem jest "Zajazd pd duchem". "Dom diabła" powstał rok wcześniej.

Najważniejszą rzeczą jako należy napisać o tym filmie to to, że stanowi swoisty hołd złożony estetyce kina grozy z przełomu lat 70 i 80. Sama akcja horroru rozgrywa się właśnie w tych czasach i od pierwszych chwil West stara się abyśmy wczuli się w ich klimat. Już nawet napisy początkowe, sposób prowadzenia kamery, muzyka świetnie zdaje egzamin w tej kwestii.

dom diabla

Film może kojarzyć się z takimi produkcjami jak stare "Halloween"- ze względu na typowe slasher'owe rozwiązania, czy "Dziecko Rosemary" i "Omen" - ze względu na wątek pary starców wyznających kult szatana.

dom diabla

Mnie gdzieś jeszcze świtał "Kiedy dzwoni nieznajomy".

Akcja filmu rozwija się bardzo powoli. Reżyser kładzie ogromny nacisk na suspens i to taki w starym dobrym stylu. Przez większość filmu po prostu 'oczekujemy' na to co się stanie, a oczekiwanie to jest na tyle przyjemne, że nie męczy ani nie nuży. Obserwujemy Samathe przechadzającą się po domu, badającą teren, tańczącą do muzyki ze starego kaseciaka, niby nic, a jednak cały czas gdzieś w tle wyczuwamy zagrożenie.

dom diabla

dom diabla

Pomysł na wątek przewodni filmu West zaczerpnął z zakorzenionego gdzieś w purytańskiej amerykańskiej świadomości przekonania, że większość popełnianych zbrodni jest dziełem wyznawców szatana. Dowodami na silne ukorzenienie tej myśli są kasowe sukcesy kolejnych produkcji poruszających wątki religijne.

Ti West nie stara się nas niczym zaskoczyć. Rozgrywa piłkę na własnym podwórku korzystając z tego co już było i zawsze się sprawdzało. Widać facet wyraźnie tęskni za złotym okresem filmów grozy i na powrót chce wprowadzić tą estetykę do współczesnego kina.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:4

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności: 4/10

wtorek, 08 kwietnia 2014

Wyniki konkursu z szalonymi kobietami!

Z okazji 8 marca ogłosiłam konkurs, w którym Waszym zadaniem było rozpoznanie słynnych szalonych kobiet z horrorów i thrillerów. Oto lista poprawnych odpowiedzi:


1. Mama z "Baby blues" (2008)

2. Baby Jane z "Co się zdarzyło Baby Jane (1962)

3. Anne Wilkes z "Misery" (1990)

4. Mandy Lane z "Wszyscy kochają Mandy Lane" (2006)

5. Mamusia z "Mamusia i tatuś" (2008)

6. Panna Giddens z "W kleszczach lęku" (1961)

7. Lola z "The Loved ones" (2009)

8. Minnie Castevet z "Dziecko Rosemary" (1964)

9. Veronica Ellen (Baby) Firefly z "Dom tysiąca trupów" (2003)

10. Holly Jones z "Labirynt" (2013)

11. Aileen Wuornos z "Monster" (2003)

12. Ida Smith z "Piekielny motel" (1980)

13. Kobieta z "Najście" (2007)

14. Anna z "Opętanie" (1980)

15. Pauline z "Chirurgiczna precyzja" (2012)

Cztery konkursowe nagrody ufundowane przez wydawnictwa SQN i Oficynka zostały rozlosowane spośród osób, które zgłosiły wszystkie poprawne odpowiedzi.

A zwycięzcami są:


Sylwester Kokowicz

Iwona Andrejczuk

Aneta Gawrońska

Kari5454


Zwycięzcom gratuluję wytrwałości, sprytu i fartu:)

22:45, ilsa333
Link Komentarze (6) »

Surogat - Witold Tauman

surogat witold tauman

Pewnego dnia trzydziestoletni doktorant na uczelni zastaje pod swoim domem szpitalny ambulans. Facet nie uważa się za chorego, ale po namowach ciotki decyduje się na wizytę w szpitalu. Tam słyszy upiorną diagnozę: Jest pan nieuleczalnie chory. Tylko nadzieja i szpitalne kuracje mogą pana uratować.

Szybko przestałam mieć nadzieję na to, że  w przypadku "Surogata" będę obcować z normalną literaturą. Historia spisana, tak na dobrą sprawę nie wiadomo przez kogo, bowiem Witold Tauman to postać fikcyjna, jeden z bohaterów "Surogata", ociera się o Sci-fi, choć sama chętniej wymieniłabym surrealizm.

W jednej chwili mężczyzna w sile wieku zostaje zamknięty w ogromnym gmachu, który wydaje się żyć własnym życiem. Słyszy o nieznanej chorobie, śmiertelnym Katarze, który go uśmierci jeśli pacjent nie będzie stosował się do wymogów lekarzy.

"O, tak. Nadzieja. Oczywiście. Nadzieja jest i zawsze będzie. O Nadziei musi pacjent koniecznie pamiętać, musi w nią wierzyć. Niech pan to sobie wbije do głowy: głęboka nadzieja i wiara do zdrowia potrzebna para. Jednak wiara wewnętrzna nie wystarczy. Ważniejsza jest zewnętrzna. Po stokroć ważniejsza. Niech pacjent wbije sobie do głowy, kto wiarę manifestuje ten lepiej się czuje. Kiedy ostatnio pacjent manifestował swoją wiarę? Czy poddawał się kuracjom?"

Od tej chwili biedny Franz stara odnaleźć się w szpitalnych realiach. Początkowo wyraża lekkie oburzenie, nieznaczny sprzeciw, ale szybko zostaje wciągnięty w szpitalne życie. Godzi się na bolesne kuracje, polegające w zasadzie na masochistycznych torturach nie mających żadnego zastosowania medycznego. To one mają zwrócić uwagę Dyrektora szpitala, a tylko osobista wizyta u niego może pomóc nieuleczanie chorym.

Ani przez moment nie zastanawia się np. nad swoimi objawami, a ściślej mówiąc ich braku. Nie zastanawia się dlaczego nikt nie opuszcza szpitala. Nie zastanawia się nad niczym, całkowicie skupiony na walce o wyzdrowienie. Czy z czymś Wam się to kojarzy? Mnie, osobiście od razu zaleciało "Procesem" Kafki.

Podobnie jak bohater tej książki nasz Franz - jeszcze to imię - całkowicie poddaje się sugestii z zewnątrz nie popartej żadnymi argumentami. Jeśli ktoś mówi, że jest chory to znaczy, że jest chory, jeśli ktoś mówi, że przebijanie palca igłą na wylot ma pomóc, to robi to bez sprzeciwu.

Czytałam "Proces" na tyle dawno, że nie pamiętam jego szczegółów, ale idę o zakład, że autor, kimkolwiek jest starał się stworzyć coś na kształt współczesnego "Procesu". Z tym, że w "Surogacie" wykorzystał nie system prawno-karny lecz służbę zdrowia.

Niby książka jest pełna absurdów, ale czy rzeczywistość nie składa się właśnie z nich?  Czy przypadkiem autor nie opisał tego, co widział? Chociażby opisane zachowania lekarzy. Niektórzy pacjenci, aby zdążyć na wizyty przeprowadzali się ze swoich cel pod gabinety, a mimo to i tak słyszeli, że są spóźnienia i że swoją postawą marnują czas lekarzy.

Sami Doktorzy, wszyscy identyczni, wtłoczeni w ten sam wzór, czy wykrój cierpią na kompleks boga, zaś pacjentów traktują 'z małej litery'. Niczego nie tłumaczą, unikają konkretów, a gdy przyjrzeć im się z boku zachowują się jak debile i szaleńcy.

Być może nasz autor miał taki pogląd na służbę zdrowia, może szpital to tylko dobry symbol obrazujący funkcjonowanie świata, w którym, albo jesteś 'wybalonowanym' Doktorem albo pacjentem.

Książka w pełni oddaje 'uroki' systemów, w których zmuszeni są żyć ludzie. Żeby było zabawniej autor używa narracji drugoosobowej, byśmy mieli wrażenie, że pisze o nas.

Z pod pióra naszego  anonimowego autora wyjdą jeszcze dwie kolejne książki "Taktotu" i "Koncept nr 14" - nie powiem, szalenie jestem ciekawa do czego to wszytko zmierza. Do lektury zachęcam. Książka nietuzinkowa i oryginalna.


Moja ocena: 8/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Oficynka:

http://www.oficynka.pl/

poniedziałek, 07 kwietnia 2014

The Village/ Osada (2004)

osada

Gdzieś w Stanie Pensylwania, pośród rozległych terenów leśnych leży polana i to na niej kwitnie życie osadników ze społeczności Edwarda Walkera. Kilkanaście domów umieszczonych z dala od cywilizacji chroni przed światem zewnętrznym leśna gęstwina, gdzie żyją okrutne stwory. 'Ci o których nie mówimy' stanowią silną barierę dla tych, którzy z jakiś szlachetnych przyczyn zechcieliby opuścić osadę i udać się do Miast.

osada

Hermetyczna, odizolowana społeczność żyje jakby czas zatrzymał się dla nich na XIX wieku. Kobiety noszą skromne suknie do ziemi, mężczyźni są poważni i zasadniczy. Wszystkich członków tej społeczności łączy przysięga, by nigdy nie opuszczać osady, bo Miasta są siedzibą chciwości i deprawacji.

'Ojcowie założyciele' zawierają pakt z 'Tymi, o których nie mówimy', który dodatkowo wymusza trzymanie się z dala od linii drzew. Nadchodzi jednak dzień, w którym jeden z przedstawicieli społeczności musi przełamać lęk i niechęć i udać się do Miast po pomoc.

osada

M. Night Shyamalan to Hinduski reżyser, który zasłynął obrazem "Szósty zmysł". "Osada" jest chyba jego ostatnim dobrym filmem, bo kolejne produkcje po niej nie zaskarbiły sobie sympatii widzów, czego dowodem mogą być liczne nominacje do Złotych Malin.

Mam pewne uprzedzenia wobec kina grozy z Indii. Nie ważne o czym jest film, twórcy z Bollywood zawsze umieszczają wstawkę z tańcem i śpiewem. Chyba nie ma większej zbrodni jaką można popełnić na horrorze. Szczęśliwie Shamalan zupełnie odcina się od rodzimej estetyki i zdecydowanie stawia na bardziej zachodnie techniki kręcenia filmów.

Oglądając "Szósty zmysł", "Osadę", czy nawet "Znaki" nie przyszło mi do głowy, że ich twórca mógłby teraz kręcić sobie jakieś "Monsunowe wesela":) Facet ma doskonałe wyczucie klimatu grozy i dobre, a nawet bardzo dobre pomysły.

"Osada" bardzo rozczarowała filmowych krytyków, co poniekąd mnie nie dziwi. Widzowie reagowali różnie i z czasem "Osada" dorobiła się grona fanów, do których również ja jestem skłonna przystać.

Ten thriller ma w sobie wszytko, co może wynieść na piedestał film grozy:

Miejsce akcji, które zaskakuje 'innością', jednocześnie jest to lokacja stworzona do budowania klimatu izolacji i tajemnicy.  Nieco groteskową, ale uzasadnioną w dalszej części fabuły,  wizję antybohaterów.

Świetne aktorstwo, gdzie na pierwszy plan - przynajmniej w moim odczuciu - wysuwa się Adrian Brody w roli upośledzonego  Noah'a.

osada

Sporo twistów fabularnych i ciekawą, zupełnie nie horrorową pointe. Rewelacyjną muzykę Jamesa Newtona Howarda do spółki ze zdjęciami Rogera Deains'a (Tak, tego od "Skazanych na Shawshank"), w których autor wykorzystuje stare europejskie chwyty (Scena z nożem) podobne klimatowi giallo. Ogólnie "Osada" jakoś dziwnie kojarzyła mi się ze starymi włoskimi horrorami, może to przez te żółte odzienia, może przez wolne tępo akcji, a może faktycznie 'coś' jest w sposobie prowadzenia kamery:)

Paradoksalnie "Osada" jest także idealną ofiarą do tytułu  nieudanego thrillera. Świat przedstawiony w "Osadzie" jest jak najdalszy ode reali w jakich żyje współczesny widz. Trochę ciężko identyfikować się z grupą Amiszów gardzących łącznością ze światem.

osada

Dopiero gdy poznajemy motywacje "Ojców założycieli", a na świat wychodzą brudne sekreciki, Osada wydaje się mniej oderwana od rzeczywistości. Drugim zarzutem względem fabuły może być to, że jest mocno przegadana.Akcja jest ślamazarna, a i wielbiciele jump scenek będą niepocieszeni. Wracając do potworów: jak wspomniałam ich postaci są nieco groteskowe, ale tu wszytko znajdzie swoje uzasadnienie. A jeśli wejdziemy w sprawę głębiej odkryjemy, że potwory ze swoją dziwaczną powierzchownością są personifikacją wszystkiego, przed czym uciekali osadnicy- chociażby kolor ich odzienia, krwista czerwień kojarzona z gwałtowną śmiercią, a także, byś może, rozpustą.

osada

Sama intryga stanowiąca oś fabuły wyraża, za pewne nie obcą wielu ludziom, tęsknotę za prostym życiem, ale czy na pewno chcemy żeby ktoś tą sielską wizję i marzenie o utopii skreślał jednym zdaniem w filmowym scenariuszu? - w tym momencie robi się przygnębiająco i nie każdemu to rozwiązanie musi się podobać.

W "Osadzie" można znaleźć wiele dobrego, jeśli nie potraktujemy jej tylko i wyłącznie jako film grozy. Jeśli zechcemy docenić starania twórcy w ukazaniu drugiego dna tej historii zapewne trafi do widza bardziej.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Zaskoczenie:8

Oryginalność:8

To coś:7

71/100

W skalali brutalności:0/10

piątek, 04 kwietnia 2014

Altered States (1980)

odmienne stany świadomości

"Odmienne stany świadomości", horror naukowy, operujący elementami Sc-fi został wyreżyserowany na początku lat osiemdziesiątych przez Ken'a Russell'a. Obraz powstał w oparciu o powieść Paddy'ego Cayefsky'eja, który zasłynął jako pisarz, dramaturg i scenarzysta wielu nagradzanych filmów.

Fabuła horroru wykorzystuje bardzo popularnego, w zasadzie jednego z pierwszych, bohatera opowieści grozy: szalonego naukowca.

Owym naukowcem jest wybitnie inteligentny Eddie Jessup. Mężczyzna ma w sobie dużo z badacza o chłodnym analitycznym umyśle gotowym poświęcić wszytko dla dogłębnego zbadania wybranej dziedziny, ale także z filozofa, mistyka, bo temat jego badań ociera się o parapsychologię.

odmienne stany świadomości

Mówiąc w skrócie Eddie pragnie osiągnąć nieosiągalne na co dzień stany świadomości. W tym celu używa komory deprywacji sensorycznej (zbiornik wypełniony wodą, uniemożliwiający odbieranie sygnałów sensorycznych z zewnątrz) oraz halucynogennych środków, które mają dodatkowo 'rozpędzić' jego świadomość. Początkowo Eddie nawiązuje kontakt z 'porzuconą' po śmierci ojca, swoją religijną jaźnią. Widzi sceny nawiązujące do biblii.

odmienne stany świadomości

Z czasem po zafundowaniu sobie silniejszego draga, sprowadzonego prosto z meksykańskiej pustyni, osiąga to, o co mu chodziło.

Eddie wierzył w pamięć komórkową, która wg. jego teorii sprawie, że człowiek przechowuje w swoim umyślę pamięć wszystkich przodków- i nie chodzi mu tu o pradziadka, lecz najpierwotniejsze formy życia, które w procesie ewolucji stworzyły człowieka takiego, jakim jest obecnie.

Eddie, ku swej radości cofa się do czasów neandertalczyków mogąc obserwować ich codzienne życie. Z czasem jego świadomość robi skok wgłąb jednego z nich i od tej pory Eddie bywa... małpą - wiem, brzmi to śmiesznie, ale przypadek Eddiego jest jak najbardziej daleki od walorów rozrywkowych.

odmienne stany świadomości

W filmie usłyszymy wiele doniosłych, przygnębiających monologów, teorii naukowych i filozoficznych, prób wyjaśnienia 'prawdy'.

"Dotarłem do przerażających początków życia.To nicość, prosta, obrzydliwa nicość.

Najwyższą prawdą jest to, że nie ma najwyższej prawdy. Prawda jest przejściowa."

odmienne stany świadomości

Po za tym, że jest to film o szalonym naukowcu, poruszający bardzo intrygujące kwestie, jest to obraz bardzo... hipisowski (?). Nie wiem, czy to właściwe określenie, ale właśnie ono rzuciło mi się na myśl w pierwszych momentach seansu. Może to kwestia filmowej muzyki i kostiumów aktorów, a może faktycznie Paddy przemycił tu historie o zgubnych skutkach ćpania.

Jakkolwiek by go interpretować to bardzo dobry, dopracowany obraz, choć jego poziom bywa nierówny. Są momenty słabsze, kiedy wieje nudą, są momenty przesadnie sentymentalne, jak finał, ale jest też ostra schizolska przejażdżka, gdzie przy użyciu efektów specjalnych mamy okazję uczestniczyć w wizjach naćpanego Eddiego.

odmienne stany świadomości

odmienne stany świadomości

Może nie osiągnęłam przez to odmiennego stanu świadomości :), ale jak na lata osiemdziesiąte technika sprawdziła się bardzo dobrze, a ja odebrałam to jako ukłon w stronę surrealizmu, czasem mrocznego czasem groteskowego. Doszukiwałam się w wizjach Eddiego drugie dna i powiem Wam, że koncepcje były ciekawe.

Dobry, wielowymiarowy film, który każdy może interpretować po swojemu.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:10

Aktorstwo:7

Oryginalność:10

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

12:40, ilsa333
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie


















Najstraszniejsze strony w necie

Blogi

Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących

Spis moli