What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
niedziela, 23 listopada 2014

W poszukiwaniu nieznanego Kadath - H.P. Lovecraft

w poszukiwaniu nieznanego kadath

Po przeczytaniu "Koszmarów i fantazji", czyli  zbiorów listów i esejów Lovecrafta wiedziałam, że czas już najwyższy bliżej zapoznać się z jego twórczością literacką.

W moje ręce wpadała nowelka "W poszukiwaniu nieznanego Kadath".

Muszę przyznać, że nigdy nie czytałam niczego równie obłędnego.

Ralph Carter, bohater, który występuje też w innych dziełach autora, śni o pięknym mieści skąpanym w promieniach zachodzącego słońca. Niczego tak nie pragnie jak na zawsze zatopić się w tym śnie. Wykorzystując zdolność świadomego śnienia wyrusza w drogę w poszukiwaniu swojej utopii. 

Tak trafia do krainy snu. Owa kraina pełna jest najwymyślniejszych dziwów, których barwne opisy biją na głowę najbardziej twórczą fantastykę.

Carter wędruje po przedziwnych ziemiach i spotyka jeszcze przedziwniejsze istoty. Niektóre z nich są mu przychylne, inne mają wręcz odwrotne zamiary. Niektórzy napotkani tam bohaterowie są stałymi rezydentami krainy snów inni, podobnie jak Carter tylko odwiedzają ją w onirycznym transie.

Spośród najróżniejszych stworów zdarzają się istoty całkowicie zwyczajne, ale to tylko pozory. W swojej podróży Ralph spotyka dzielne koty, swoistą kocią armię, która w czasie pełni odwiedza księżyc, skąd wracają jednym kocim susem prosto na dachy ziemskich domów. Toczą one rozliczne bitwy z wrogo nastawionymi mieszkańcami krainy snów, którym nie podoba się kocia natura. Oczywiście stają się one sprzymierzeńcami bohatera, co wcale nie dziwi ze względu na obłędną miłość autora noweli do tych stworzeń:)

w poszukiwaniu nieznanego kadath

Nie tylko one wesprą Cartera w jego podróży. A co jest jej celem, po za tym, że ponowne zobaczenie niezwykłego miasta? Carter musi przekonać bogów snów, którzy zazdrośnie bronią przed śniącymi najpiękniejszych zakamarków swojej krainy, by dopuścili do do wyśnionego miasta.

Niektóre z opisanych wydarzeń mrożą krew w żyłach, ale wszystkie co do jednego mają niezwykłą, czarodziejską moc uwodzenia czytelnika.

Wyobraźnia Lovecrafta nie ma żadnych granic. Buduje on światy w najdrobniejszych szczegółach, tworzy bogów, ludzi, stworzenia, budowle, wierzenia i ciąg fantastycznych zdarzeń. Nie ucieka przed brutalnością, ale nadaje jej baśniowy wymiar, używa symboli, metafor. A gdy jesteśmy przy metaforach warto szepnąć coś o finale tej opowieści, który jest dość przewrotny, ale i mądry w swoim przesłaniu.

"Awanturnicza kronika przygód w krainie snu", jak określił swój utwór Lovecraft, jest pisana 'jednym ciągiem'. Brak tu jakiegokolwiek podziału, który ułatwił by czytelnikowi porcjowanie książki. Jesteśmy w wirze wydarzeń, z którego nie możemy się tak po prostu wyrwać, tak jak czasami trudno się przebudzić, wyrwać ze snu.

To najdziwniejsze co miałam okazję czytać. Jestem pod kolosalny wrażeniem. Zasobami swojej wyobraźni Lovecraf mógłby obdzielić co najmniej kilku artystów.

Moja ocena:9/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

sobota, 22 listopada 2014

Quija /Diabelska plansza Quija (2014)

ouija

Nastoletnia Lane wini się za samobójczą śmierć najlepszej przyjaciółki, Debbie. Jej poczucie winy nie dziwi, bo kumpela wolała zadyndać na  lampkach choinkowych zamiast iść z Lane na mecz;)

Wykorzystując tabliczkę Quija bohaterka chce skontaktować się z samobójczynią, by dowiedzieć się czemu targnęła się na swoje życie, albo chociaż pożegnać się z nią. Z pomocą przychodzi jej chłopak, chłopak Debbie, zbuntowana emo siostra i jeszcze jedna koleżanka.Seans zostaje odprawiony w domu rodzinnym samobójczyni pod nieobecność pogrążonych w żałobie rodziców. Jak należy się domyślać, młoda, piękna i zadowolona z życia dziewczyna nie zadyndała bez konkretnej przyczyny. Coś ją do tego skłoniło...

ouija

Oglądając horrory made in USA można dowiedzieć się o amerykańskim stylu życia dwóch rzeczy: każda rodzina jest w posiadaniu wielgachnej dwudrzwiowej lodówki i tabliczki Quija. Pomijając kwestie lodówki, która raczej ze śmiercią Debbie nie miała nic wspólnego, skupiamy się na tabliczce, która to służyła Debbie od dzieciństwa. Zapewniała rozrywkę i towarzystwo. Niestety wybierając numer telefonu na ślepo można trafić na niewdzięcznego rozmówce (o czym wiedzą za pewnie wszyscy pracownicy Call Center, którzy trafią na mnie), podobnie jest z wywoływaniem duchów. Nigdy nie wiadomo kto znajduje się po drugiej stronie.

ouija

Nastolatki z horroru Stiles White chcą skontaktować się z duchem kumpeli. W pogrążonym w mroku salonie siadają w kole i chwytają się za ręce. Klepią formułkę i nawiązują kontakt. Problem polega na tym, że jeśli do kogoś dzwonisz, ten ktoś może oddzwonić do ciebie. Tak też dzieje się, gdy zamiast komórki użyjesz tabliczki Quija. Młodzi zaczynają być prześladowani przez to co 'wydzwonili' z zaświatów. Są ofiary w ludziach i przekonanie o nadprzyrodzonym charakterze zjawiska.

Muszą poznać przeciwnika zanim on siłą zaciągnie ich do swojej gromady. Dzielna Lane trafia na trop związany z poprzednimi lokatorami domu. Nie wie jednak wszystkiego, dzięki czemu naiwna fabuła filmu wzbogaca się o jeden fabularny twist, który jednak nie zawróci nam w głowie, ale przynajmniej uatrakcyjni seans.

A atrakcji nie mamy zbyt dużo. Scenariusz jest prosty i naiwny. Typowy teen horror o nastolatkach i dla nastolatek. Występują w nim młodzi i urodziwi. Ich włosy zawsze błyszczą i są nienagannie ułożone, makijaż nie rozmazuje się w chwilach największej rozpaczy... Przy tej okazji warto wspomnieć o aktorstwie, które jest uh... mniej niż słabe. To już kolejny kiepski horror z Olivią Cook. Myślałam, ze nie ma dziewczyna szczęścia do reżyserów, ale jej kiepawy warsztat też odgrywa tu rolę. Reszta obsady jest w zasadzie całkowicie nie warta wspomnienia, bo po za walorami estetycznymi, jakie daje młodość, uroda i dobry makijaż na twarzach nie skażonych emocją, nie wnoszą nic do produkcji.

ouija

Trochę lepiej jest z walorami technicznymi. Mamy tu kilka dobrych scen, więc chwała dla operatora, że chociaż popatrzeć jest na co. Do gustu przypadł mi moment w drugiej połowie filmu, scena przy stole kiedy w szeregach żyjących pojawia się trup. Fajny efekt. Muzyka też nie najgorsza, więc jakoś się to ogląda. Myśleć za bardzo nie trzeba, ale akcja posuwa się do przodu, nie mamy tu zastojów, więc nikt usnąć nie powinien. Finał przewidywalny, ale to można było... przewiedzieć:)

Nikomu nie polecam, nikomu nie odradzam. Można zerknąć.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Aktorstwo:4

Walory techniczne:8

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 20 listopada 2014

Black Swan/ Czarny łabędź (2010)

czarny łabędz

Nina Sayers, młoda tancerka z nowojorskiego baletu marzy o wielkiej roli. Taką szansą jest dla niej zagranie w nowej wersji "Jeziora łabędzi". Nina ma przed sobą nie łatwe zadanie, bo musi wcielić się w podwójną rolę, białego łabędzia i jej mrocznej siostry, czarnego łabędzia. Dziewczyna zrobi wszytko, by zatańczyć perfekcyjnie, ale czy perfekcja jest tym, czego oczekuje reżyser, Thomas? Zdeterminowana tancerka coraz bardziej się gubi, granice pomiędzy rzeczywistością, a wizjami jej umysłu zacierają się. Upadek jest kwestią czasu.

Darren Aronofsky przed dziesięcioma laty wymarzył sobie zrobienie filmu, którego akcja rozgrywałaby się w świecie baletnic, a główną rolę miała otrzymać Natalie Portman. Czemu tak długo zwlekał? Cóż historia poniekąd inspirowana baletowym widowiskiem o nieszczęsnej dziewczynie zmienionej w łabędzia i zdradzonej przez ukochanego księcia, nie jest zbyt komercyjnym pomysłem, jak na współczesne kino. Po za tym mimo, iż film został sklasyfikowany jako dramat bardzo mocno idzie w stronę thrillera psychologicznego, a niektóre sceny w nim zawarte spokojnie mogłyby pojawić się w horrorze. Tak, czy siak, film powstał, zrobił na mnie kolosalne wrażenie, a Natalie Portman zgarnęła za rolę w nim Oscara. Zasłużenie z resztą, bo zagrała fenomenalnie.

Fabuła filmu mimo, iż pozornie prosta ma w sobie niespotykaną siłę.

czarny łabędz

Poznajemy młodą kobietę, której całym życiem jest taniec. Mieszka z matką, która również była baletnicą i która dzięki talentowi i pracy Niny spełnia własne, niespełnione marzenia . Starsza pani jest nadopiekuńcza i nie pozwala córce dorosnąć. Każdy objaw buntu ze strony Niny kończy się emocjonalnym szantażem. Nina jest jak dziesięcioletnia dziewczynka, zamknięta w różowym pokoiku z białymi pluszakami. Jej seksualność jest całkowicie stłumiona.

Kiedy reżyser daje jej szanse zagania głównej roli w wielkim tanecznym widowisku Nina musi mu udowodnić, że ma swoją mroczną stronę i może jej użyć by pokazać publiczności doskonałą kreację czarnego łabędzia.

W zasadzie cały film to powolne przebudzenie naszego niewiniątka, które dokonuje bolesnych odkryć. Z jednej strony pragnie zaspokoić wymagania Thomasa i przekracza granice, których normalnie nigdy by nie przekroczyła, ale z drugiej strony mroczna połowa jej charakteru jest jej całkowicie obca. Tak obca, że niemożliwym jest by obydwie Niny mogły istnieć w jednym ciele i się realizować. Stąd pojawiają się halucynacje, w których baletnica widzi swojego sobowtóra.


czarny łabędz

Im głębiej stara się wejść w rolę czarnego łabędzia tym bardziej wariuje. Następuje całkowity rozpad osobowości, nasila się autoagresja, a wizje, których doświadcza mają jednocześnie seksualny i morderczy charakter. Natalie Portman wywiązała się z roli Niny całkowicie.

W obsadzie znajdziemy więcej gwiazd, chociażby Winona Ryder często porównywana z Natalie Portman, która wciela się w postać prima baleriny, której kariera już gaśnie i na której miejsce wybrana zostaje Nina.

czarny łabędz

Istotną postacią jest też Thomas wykreowany przez francuskiego aktora Vincenta Cassela. Thomas to amant i jednocześnie artysta tyran, który wyciska ostanie soki ze swoich tancerek. Widzi w Ninie potencjał, który nie może się uwolnić przygnieciony tym, co Nina nazywa perfekcją.

czarny łabędz

Perfekcja to w rzeczywistości samokontrola. Młoda tancerka wyklucza ze swojej egzystencji wszystko, co mogłoby zagrozić jej karierze. Ma poważne problemy psychiczne objawiające się autoagresją i zaburzenia odżywiania.

Jej przeciwieństwem jest przybyła z Kalifonii Lily. Baletnica, dla których w tańcu najważniejsze są emocje. Mila Kunis, która niestety nie otrzymała spodziewanego Oscara za ole drugoplanową, fantastycznie wykreowała postać kobiety całkowicie wyzwolonej. Ciepłej, serdecznej i jednocześnie odhamowanej, wolnej- w pełnym tego słowa znaczeniu. Nina utożsamia ją z zagrożeniem. Lily ma to czego tak bardzo boi się Nina.


czarny łabędz

Postać matki Niny to także ciekawy przypadek. Całkowicie oddana córce ograniczająca do jej osoby wszelkie swoje życiowe zainteresowania. Wywiera na córkę niespotykaną presję i w dużym stopniu jej zachowanie przyczyniło się do zaburzeń głównej bohaterki.

czarny łabędz

Nie będę Wam szczegółowo opisywać fabuły ani interakcji pomiędzy wymienionymi postaciami, dość powiedzieć że to mocna, psychologiczna rozgrywka.

Nad walorami technicznymi obrazu Aronofsky'ego można by się rozwodzić równie długo, co nad walorami scenariusza.

Film jest po prostu piękny. Uwielbiam na niego patrzeć.

Ciemna kolorystyka zdjęć przydaje mu mroczny wymiar, który i tak bije z tej historii. Kostiumy nie są przesadnie efekciarskie, scenografia subtelna, montaż nie za szybki, ale też nie ślamazarny, w zasadzie nie mamy tu długich ujęć, ale nawet te migawkowe nacechowane są precyzją i dobitną dokładnością.

czarny łabędz

Efektów specjalnych jest dość sporo, ale użyte zostały tam, gdzie powinny, bez zbytków. Po za tym, są na prawdę dobre. Sceny, w których Nina przeobraża się w łabędzia, na scenie wyrastają jej czarne skrzydła jest wręcz zachwycająca. Muzyka to już klasyka. Clint Mansell wykorzystał motywy z utworów Czajkowskiego, więc muzyka współgra z obrazem.

Cóż, według mnie to wspaniały film. Reżyser przyznał, że inspirował się klasycznymi filmami psychologicznymi Polańskiego, jak "Wstręt" i muszę przyznać, że ta inspiracja jest tu czytelna zarówno na poziomie budowania skomplikowanego portretu psychologicznego bohaterki, jak i w formie opartej na zobrazowaniu tego, co doświadcza ogarnięta szaleństwem osoba.

Jeśli wśród Was są jeszcze osoby, które filmu nie widziały, zachęcam do seansu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:10

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

90/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 18 listopada 2014

La Noche del terror ciego/Grobowiec ślepej śmierci (1972)

grobowiec ślepej smierci

Młoda kobieta imieniem Virginia przyjeżdża na wakacje w okolice Lizbony. Tam nieoczekiwanie spotyka swoją dawną przyjaciółkę, z którą dzieliła pokój w latach szkolnych. Betty wprasza się na wycieczkę wraz z Virginią i jej kolegą, Rogerem.

W drodze na obóz dowiadujemy się o lesbijskim romansie dwóch bohaterek, a także dostrzegamy konflikt między nimi dotyczący osoby Rogera. Zazdrosna o kolegę Virginia dość nieoczekiwanie przerywa podróż, wysiadając z kolejki w szczerym polu. Trafia do opuszczonego przed stu laty miasta, gdzie mieścił się klasztor templariuszy. Legenda głosi, że owi templariusze zostali przeklęci i teraz wiele lat po swojej śmierci nadal grasują w opuszczonym mieście. Virginia, która postanawia przenocować w ruinach będzie miała okazje przekonać się o prawdziwości lokalnej legendy.

grobowiec ślepej smierci

Hiszpańskie kino grozy kojarzy mi się głównie z nastrojowymi opowieściami o duchach. Ale nigdy nie jest tak, że reżyserzy z danego kraju hołdują tylko jednemu podgatunkowi, dlatego z przyjemnością zabrałam się do oglądania hiszpańsko portugalskiej produkcji z pod znaku zombie movie.

grobowiec ślepej smierci

Wygląd filmowych zombie  z lat 70 to popis umiejętności charakteryzatorów. Gnijące kończyny, tony specyfików wylanych na twarze aktorów, stosownie sparciałe odzienia. Tak też prezentują się antybohaterzy w filmie Amando de Ossorio.

grobowiec ślepej smierci

Zupełnie inaczej niż ma to miejsce we współczesnych produkcjach, które, no cóż, bez wysiłku korzystają z dobrodziejstwa techniki. Dodatkowo film Hiszpana nie posiadał dużego budżetu, więc nie mogło być mowy o rozrzutności. Postawiono więc na całkiem dobre aktorstwo, a przynajmniej urodziwe:) i ładne plenery portugalskiej prowincji, które zarówno za dnia jak i po zmroku są stanowiło podstawę do stworzenia klimatu grozy.Kadry są wyjątkowo plastyczne.Kolorystyka obrazu jest bardzo intensywna.

Amando de Ossorio wykazał się sporą odwagą w swoim scenariuszu upychając w nim wiele wątków erotycznych. Zaczynając od lesbijskiego romansu dwóch nastolatek kończąc na scenie gwałtu,a to jeszcze nie wszystkie smaczki... Ten erotyzm cały czas wisi widzowi nad głową, nawet w scenach, w których nieprzyjemnie narasta poczucie zagrożenia związane z widmem martwych templariuszy na koniach ruszających na łowy.

grobowiec ślepej smierci

Jak na bohaterów horroru to mamy tu ciekawy przekrój postaci. Betty, która jednocześnie uwodzi mężczyzn i ich nie znosi. Virginia, która pragnie bliskości Betty, a jednocześnie chce się jej pozbyć by mieć Rogera dla siebie. Do tego dochodzą ciekawe postaci drugoplanowe, jak przemytnik/gwałciciel, czy pracownik kostnicy.

Z pewnością jest to jeden z bardziej zapomnianych filmów, nie mniej jednak fani filmów z czasów dawnych na pewno docenią jego urok.A tych, których obraz wyjątkowo zachwyci mogę uradować nowiną o trzech sequelach obrazu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:6

62/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 17 listopada 2014

Grace: The Possesion/ Grace: Opętanie (2014)

grace

Osiemnastoletnia Grace wychowana w duchu silnej religijności wyjeżdża na studia by tam poznać inne odcienie życia. Już drugiego wieczoru na kampusie upija się i traci przytomność. Ląduje w szpitalu skąd odbiera ją zapobiegliwa babcia. Teraz Grace po raz kolejny zostanie poddana religijnemu praniu mózgu, ale czy to cokolwiek pomoże skoro w jej ciele zdążył już zagnieździć się demon?

grace

Film totalnie mnie zaskoczył. Nie sądziłam, że można jeszcze w oryginalny sposób ukazać sprany motyw opętania.

Twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie nie ma wielkie doświadczenia filmowego jeśli nie liczyć krótkometrażówek. Robiąc film pełny, postawił na gatunek grozy i bardzo oklepany motyw opętania przez demona.

Nie nakręcił klasycznego filmu o dzielnym egzorcyście, o kryzysie wiary u młodego kleryka, który napotyka diabła, nie nakręcił paradokumentu.

Nakręcił film z perspektywy głównej bohaterki, kręcony klasycznie, bez pomocy operatora z delirką.

Filmowe wydarzenia śledzimy 'oczami' tytułowej Grace. Tak jakbyśmy siedzieli w ciele osiemnastoletniej dziewicy, którą dręczą makabryczne wizje i która próbuje odnaleźć się w normalnym świecie pomimo religijnego rygoryzmu i złych sił czekających na jej duszę.

To bardzo ciekawy zabieg, bo nie dość, że widz ma szansę wczuć się w postać głównej bohaterki to w zasadzie staje się nią patrzeć na filmowe wydarzenia jej oczami.

Nasza Grace to wdzięczne dziewczę, którego jeszcze nie zdążył splugawić żaden samiec.

grace

Budząca się w niej seksualność napotyka twardy opór ze strony babki, która ją wychowała i dwóch panów z krucyfiksami, którzy to mają zapobiec upadkowi dziewczęcia.

Po za tym, że Grace chciałby wreszcie zacząć żyć jak normalna nastolatka - tj. upijać, się, ćpać i dawać dupki - chciałby dowiedzieć się czegoś o swojej matce, o której słyszy tylko tyle, że była kobietą upadłą. Zwiała od rozmodlonej rodzicielki, puściła się i zaszła w ciążę. Zmarła przy porodzie, co zapewne było karą boską za grzech nieczystości.

Umysł nastolatki jest mocno splatany i tak naprawdę nie wiemy jaka w tym rola demona,  jaka szalonej babki, która za grzebanie w majtkach wymierza razy pasem, a jaka odziedziczonej po matce choroby psychicznej.

grace

Coś podsuwa naszemu niewiniątku złe obrazy, które są wizją tego, co tak naprawdę spotkało jej nieszczęsną mamę.

Bohaterka ma coraz bardziej pojechane jazdy, które, jak zaczynamy wierzyć, mogą być konsekwencją opętania. Ale dlaczego demon uparł się na Grace? Czyżby była kolejną Emily Rose, która ma dać światu świadectwo wiary? Nie, tu chodzi o coś innego.

grace

Warto ten film obejrzeć, chociażby na oryginalny zabieg prowadzenia fabuły. Mało kto ma szansę być opętany, a Jeff Chan daj nam taką okazję.

Jeśli idzie o walory techniczne to efektów nie mamy dużo, a sposób prezentowania obrazu może się jednak kojarzyć amatorsko.

Scenariusz jest wielowymiarowy, dużo tu psychologicznych zagadek i szalonych możliwości ich rozwiązania. Aktorstwo całkiem dobre i naprawdę nie ma cię do czego przyczepić. Kto chce demona, niech ogląda.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 16 listopada 2014

Jessabelle/ Klątwa Jessabelle (2014)

jessabelle

W wyniku wypadku samochodowego Jess traci ukochanego chłopaka. Nie ma już nikogo bliskiego, więc decyduje się wrócić do Luizjany by zamieszkać z ojcem. Ojcem, który po śmierci jej matki oddał ją na wychowanie ciotce. Jess przybywa do starego domostwa, które zwiedza z wysokości wózka inwalidzkiego. Odnajduje tam kasety wideo, które nagrała dla niej śmiertelnie chora matka. Tak Jess poznaje kobietę, której nie miała okazji poznać osobiście, kobietę dość niezwykłą, która za pomocą nagranych filmów pragnie przekazać córce informacje na temat jej przyszłego losu wywróżonego z tarota. Chyba nie trzeba nadmieniać, że przyszłość Jess maluje się w wyjątkowo przykrych barwach. Wydarzenia rozgrywające się w starym domu zdają się potwierdzać istnienie siły zagrażającej życiu Jess.

Horror "Klątwa Jessabelle" reklamowany jest jako nowe dzieło twórcy "Piły". Niestety chodzi o Kevina Greuterta, czyli reżysera "Piły VI" i "Piły 3D", czyli gościa, który raczej nie kojarzy się z sukcesem serii lecz jej powolnym dogorywaniem. Co prawda facet pracował wcześniej jako montażysta w poprzednich odsłonach filmów, ale tak czy siak podniecanie się jego osobą nie zwróci uwagi nikogo kto wie o co chodzi.

"Jessabelle" nie ma nic wspólnego z pokręconym, sadystycznym thrillerem, jest to raczej horror nastrojowy z wątkami ghost story którego akcja umiejscowioną w stanie słynącym z wierzeń voodoo.

jessabelle

Początek filmu nie bardzo mnie porwał i gdyby nie druga połowa obrazu, gdzie wydarzenia nabierają tempa i nastąpi ciekawy zwrot akcji nie oceniłabym go zbyt dobrze. Owszem twórcy starali się zbudować klimat opierając się główne na stosownej scenografii. Upiorny dom robi dobre wrażenie, ale nie zmienia to faktu, że jest trochę drętwo i gotowa jestem obarczyć za to winą odtwórczynie głównej roli. Jej postać potrzebowała mocnych wrażeń, żeby się trochę obudzić.

Ogromnym plusem są wspomniane nagrania video, na których obserwujemy matkę Jess, która ze sceny na scenę coraz bardziej przeraża nas swoimi karcianymi sztuczkami.

jessabelle

Dalej mamy coraz więcej sytuacji rozgrywających się na granicy snu i jawy jakich doświadcza Jess.

Dziewczyna posiłkując się wskazówkami z kart matki stara się rozwikłać zagadkę... no właśnie, czego? Dziwnej istoty, która zdaje się ją prześladować i atakować z coraz większą mocą.

jessabelle

Pomaga jej w tym szkolny kolega.

Jess odwiedza miejsca i ludzi, którzy mogą wiedzieć coś na temat jej 'małego problemu'. Tu warto zwrócić uwagę na scenę z udziałem starej gosposi, która niegdyś pracowała dla rodziców dziewczyny. Majacząca babcia robi kolosalne wrażenie.

Im dalej tym lepiej, bo wypad łódką na bagna przynosi kolejną piorunująca niespodziankę.

jessabelle

Coraz więcej wątków związanych z czarną magią i coraz więcej niejasności względem przeszłości rodziców Jess.

Reasumując jest to obraz obfitujący w niespodzianki, starający się zmieniać tor myślenia widza, ale niestety nacechowany pewną niekonsekwencją w budowaniu nastroju, który jak wspomniałam, w drugiej połowie jest znacznie mocniejszy, ale nadal zdarza mu się przygasać. Do tego dochodzi jeszcze słabe aktorstwo głównej bohaterki i sporo niepotrzebnych wątków pobocznych jak chociażby upychany na siłę wątek a'la romansowy.

Najprościej będzie sklasyfikować "Klątwę Jessabelle" jako obraz trochę lepiej niż średni. Można spojrzeć, nie będzie źle, ale nie wypada spodziewać się fajerwerek. 28 listopada polska premiera kinowa.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 15 listopada 2014

W proch się obrócisz - Yrsa Sigurdardóttir

w proch sie obrocisz

Prawniczka Thora, znana z innych powieści kryminalnych islandzkiej autorki, tym razem pracuje nad sprawą Markusa. Jej zadanie jest proste, ma wywalczyć dla mężczyzny zgodę na to, by mógł wejść do swojego domu rodzinnego zanim zrobi to ekipa archeologów zajmujących się odkopywaniem z powulkanicznego pyłu domów na wyspie Westmana, gdzie trzydzieści lat temu doszło do erupcji.

Czemu Markusowi tak bardzo zależy na tym, by to on pierwszy przekroczył próg domu?

Okazuje się, że klient przed laty ukrył coś w piwnicy domu i nie zdołał zabrać tego ze sobą w noc ewakuacji. Jest to... pudło z ludzka głową. Odciętą głową mężczyzny z genitaliami wciśniętymi w otwór gębowy. Tę osobliwą paczkę w dzień wybuchu miała mu dać na przechowanie szkolna koleżanka, Alda. Ale to nie wszstkie niespodzianki z piwnicy rodziny Magnusson, bowiem tuż obok pudła znalazły się tam trzy okryte popiołem ciała mężczyzn...

Jak to w przypadku kryminałów bywa, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo pojawi się tu jeszcze więcej niejasności i kolejny trup, trup jedynej osoby, która mogłaby w prosty sposób wskazać winnego całej sprawy.

Dawno nie sięgałam po twórczość tej pisarki. W zasadzie uczyniłam to tylko raz,w przypadku powieści "Spójrz na mnie" i nieco się sparzyłam. Nie tyle chodziło mi o trefną treść, bo ta była całkiem zgrabna ile o formę, styl, język, sposób snucia opowieści.

Powiedziałabym, że od tamtej pory styl autorki się poprawił, gdyby nie fakt, że mam tu do czynienia ze starszą jej książką. Co więc się zmieniło? Tłumacz ten sam, więc nie mogę zrzucić tego na jego barki. Może w przypadku niektórych pisarzy z czasem ich styl się pogarsza, może wynika to z nacisków wydawców, którzy nie dają odpowiednio dużo czasu na napisanie kolejnej powieści? Nie wiem. W każdym bądź razie "W proch się obrócisz" spodobała mi się zdecydowanie bardziej.

Fabuła jest złożona, stosownie jak na kryminał, pojawia się tu wiele zagadek do rozwikłania, które z czasem zaczynają łączyć się w związek przyczynowo skutkowy.

Autorka zadbała by jej bohaterowie nie byli nudni, toteż wprowadziła na arenę duży przekrój charakterów. Przyłożyła się nawet do postaci z dalszego planu, o których poczynaniach czytamy z dużym zainteresowaniem nawet na początku, gdy nie zdajemy sobie sprawy z wagi ich poczynań dla głównego wątku.

Historia jest rozciągnięta w czasie na wiele lat. Pojawiają się epizody sięgające trzydziestu lat wstecz i to od ich zrozumienia zależy rozwiązanie teraźniejszych problemów.

Wikłamy się w relacje małej społeczności, która funkcjonuje na swoich zasadach. Poznajemy ludzi dobrych i złych, choć oczywiście tych złych jest znacznie więcej, ale nie od razu dane nam będzie przekonać się o tym.

Może trochę tęskniło mi się za islandzkich chłodem bijącym z twórczości autorki i dlatego przychylniej odebrałam jej pisarskie starania, a może faktycznie pisząc swoją starszą powieść przyłożyła się do niej bardziej?

w proch sie obrocisz

Książkę spokojnie mogę polecić. Dobra rozrywka, ale raczej nie z tych zapadających w pamięć.

Moja ocena:6+/10

piątek, 14 listopada 2014

"Stanąłem przed głównym wejściem dawnego pałacu braci Steinertów przy Piotrkowskiej w Łodzi. Zadarłem w górę głowę aby obejrzeć to co zrobiła ekipa remontowa dotychczas. Dół elewacji już wyremontowany. Na rusztowaniach leniwie łazili robotnicy. Muszę porozmawiać o tym z Mateuszem aby ich trochę zagonił do pracy. „SALUS INTRANDIBUS” - pozdrowienia dla wchodzących. Sentencja umieszczona pomiędzy dwoma trójdzielnymi oknami a pod nią data budowy przybytku 1911. Prawie sto lat temu mieszkały tu dwie rodziny Steinertów potęznych fabrykantów. Budynek był dwupiętrowy z mansardą, łamanym dachem o szczytach obramowanych wolutami. Lecz to wschodnia mansarda, czy jak kto woli poddasze było celem mojej wizyty. Kilku robotników narzekało, że zamieszkał tam jakiś bezdomny. Pomimo interwencji Mateusza ze strażą miejską nie znaleźli żadnych śladów bytności człowieka. Albo robotnicy bywali pijani (co cholera, muszę wspomnieć Mateuszowi) albo koleś wymykał się za dnia.Nacisnąłem guzik w pilocie i usłyszawszy, że alarm w aucie się włączył ruszyłem przed siebie. Obejrzałem się jeszcze na lekko szare niebo, takie, które robi się tuż przed zmierzchem w jesienne ponure dni. Postawiłem kołnierz kurtki gdyż w bramie dość mocno zawiało. Dwóch młodych robotników czmychnęło na mój widok z klatki schodowej. Nie chciało mi się już ich ochrzaniać. Chciałem na własne oczy zobaczyć „nawiedzone pomieszczenie” jak je w myślach nazywałem, i czym prędzej pojechać do domu. Strome schody, tak charakterystyczne dla kamienic tamtego okresu dały mi nieźle w kość i będąc już na ostatnich stopniach czułem ból w mięśniach ud i łydek. To nasunęło mi myśl, że może powinienem zacząć uprawiać jakiś sport. Może bieganie? Rozchyliłem folię malarską, która zaszeleściła echem po klatce schodowej. W środku panował nieprzyjemny mrok. Wszędzie pachniało farbą, klejami i jeszcze czymś, co zidentyfikowałem jako rozkładające się truchło szczura albo ptaka. Cholera, trzeba było przyjść za dnia. Okno mansardy było zakurzone. Wyjąłem telefon z zamiarem włączenia latarki, ale wtedy usłyszałem szuranie. Był to ewidentnie czyjeś kroki, tak nieudolnie stawiane jak tylko stary dziadek czy babcia potrafią.

 - Witaj na moim strychu. - głos, który to wypowiedział przypominał żarna, które trą o siebie.

 - Kimkolwiek pan jest, to własność prywatna. Proszę opuścić to miejsce bo przyjdę z policją.

 Długo oczekiwałem na odpowiedź i zdawało mi się, że w ciszy która zapadła słyszę cichy chichot. Nie byłem ułomkiem i podejrzewałem, że dałbym sobie radę z dziadkiem. Jednak ciemność nadal nie chciała się rozświetlić gdyż komórka zgasła a ja nie widząc potencjalnego przeciwnika czułem się coraz bardziej nieswojo. Cholerna bateria padła akurat teraz!

 - Och – rzekł wreszcie mój rozmówca – Gościnność to chyba nie jest twoja mocna strona. Szkoda. - ostatnie słowo było ledwie szeptem. Starzec, którego sylwetkę mogłem teraz dostrzec poruszył się w stronę okna. Był zdecydowanie niższy ode mnie, choć miał chyba na głowie kapelusz z wąskim rondem i siwą brodę, która niczym biała plama odcinała się na tle postępującej czerni. Nie widziałem dokładnie jego twarzy ale to co wziąłem wcześniej za smród rozkładającego się zwierzęcia pochodził ewidentnie od starego bezdomnego.

 - Wiesz... - zaczął znów starzec zanim cokolwiek zdążyłem rzec – Życie w ciemności ma swoje lepsze i gorsze strony. Ja jednak mam już tego dosyć. Chcę się stąd wyrwać, pożyć jeszcze trochę.

 - W takim razie droga wolna – rzekłem z ulgą, gdyż całą ta sytuacja przestała mi się podobać. - Proszę opuścić... - nie dokończyłem. Starzec z niespodziewaną jak na niego szybkością dopadł do mnie i chwycił mnie obiema rękami za głowę. Jego uścisk był jak imadło. Chyba krzyknąłem, ale zbyt cicho aby ktoś mógł mnie usłyszeć. Wtedy poczułem jak coś dosłownie wyrywa ze mnie jestestwo. Wspomnienia ulatywały z mojej głowy. Ból, fizyczny i psychiczny był tak silny, że aż dziwne, że nie straciłem przytomności. A może straciłem? Nie wiem. Dłonie starca wręcz paliły mi głowę. Zaś moja pamięć kurczyła się niczym przebity balon. Nie pamiętałem już dzieciństwa, ani wieku młodzieńczych lat. Nie pamiętałem ani żony ani córki... o ile je kiedyś miałem. Teraz jawiły mi się tylko jako szare cienie ukryte gdzieś daleko w podświadomości i przywoływane we śnie. Nie wiem ile czasu minęło gdy starzec wreszcie puścił moją głowę. Teraz jedyne co pamiętałem to to gdzie się znajduję i co tu robię.

 - Martwy i żywy. Śmierć to jedynie uczucie mój drogi. Ja czuję się cholernie żywy. A ty? – głos który wydobył się z gardła istoty, która stała przede mną nie był już starczy... i chyba go kojarzyłem. To był mój głos! Próbowałem coś powiedzieć ale z gardła wyrwał mi się już tylko charkot. Dotknąłem ręką gardła i natrafiłem na białe nitki włosów wyrastających mi z brody.

 - Od dziś będziemy sprzymierzeni w śmierci. Tak długo czekałem na kolejnego właściciela. Odkąd trafiłem tu w latach czterdziestych nie mogłem pozwolić sobie na dopadnięcie kogoś innego. Ty masz to co ja miałem za życia. Cóż powodzenia.

Ostatnie słowa przebrzmiały a starzec, który teraz był mną odszedł. Słyszałem jeszcze jego kroki na schodach. Próbowałem za nim iść lecz nogi ugięły się pode mną i padłem na podłogę wzbudzając tumany kurzu. Moje ciało było przegniłe, stare jak może być stary rozkładający się trup. Wiedziałem, że teraz jestem więźniem mansardy tak jak mój poprzednik. Wiedziałem, że jedyną drogą ucieczki jest dorwać kolejnego właściciela pałacu Steinertów. Ile to będzie trwało? Lata, dziesięciolecia, wieki? A może jest inne wyjście? Może to sprawdzisz? Przyjdź do pałacu Steinbertów w Łodzi i wejdź do wschodniej mansardy..."

starzec


Kamil

16:58, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 listopada 2014

Black Widow/ Czarna wdowa (1987)

czarna wdowa

Piękna, 28 letnia Catherine wie jak zdobyć mężczyznę i jego fortunę. Jest wprawną uwodzicielką, do każdego nowego związku podchodzi zadaniowo, przygotowuje się, zmienia tożsamość. Wszytko po to, by poślubić kolejnego milionera, wykończyć go w ciągu kilku najbliższych miesięcy i zgarnąć spadek.Jako, że jest wyjątkowo sprytna, jej zbrodnie przechodzą bez echa, a ona pomnaża swój majątek bez przeszkód.

czarna wdowa

Jedynie samotna agentka widzi coś podejrzanego w nagłych zgonach zdrowych panów w średnim wieku, którzy umierają wkrótce po wstąpieniu w związek małżeński z młodymi kobietami. Alex dostrzega, że wszyscy mieli do czynienia z tą samą kobietą. Niestety nikt z podwładnych jej nie wierzy. Agentka na własną rękę postanawia wytropić Czarną Wdowę, ale żeby to uczynić musi się do niej zbliżyć...

Jeśli lubicie filmy, w których piękna femme fatale robi w wała naiwnych facetów, to jest to film dla was. Zdecydowanie dobrze obrazuje działania morderczej łowczyni majątków. Świetnie portretuje jej charakter, a także nierzadko skomplikowany przebieg kolejnych 'akcji'.

Początek filmu bardziej skupia się na postaci agentki, kobiety raczej nijakiej, ale obdarzonej spostrzegawczością i zdolnością łączenia faktów na poziomie niedostępnym dla jej współpracowników.

Jej obsesja na punkcie Czarnej Wdowy polega na mieszance chęci wymierzenia sprawiedliwej kary, podziwie dla jej sprytu i chęci wejścia w konkury z niewątpliwie niebezpiecznym przeciwnikiem.

czarna wdowa

Czarna wdowa jest wyzwaniem dla Alex.

Druga połowa filmu bardziej przybliża nam postać Catherine, w którą z powodzeniem wciela się Theresa Russel. Widzimy jak precyzyjnie kieruje swoją zbrodniczą karierą, jak nie dopuszcza możliwości poniesienia klęski. Jest niewątpliwie piękna i inteligentna. Niestety nie zamierza wykorzystywać owych walorów dla osiągnięcia sukcesu w sposób uczciwy. Zamiast tego woli związać się z kolejnym milionerem, poznać jego słabość i zmienić w zimnego trupa.

czarna wdowa

Kiedy na arenę wkracza Alex, Cat traktuje ją protekcjonalnie, a agentka wchodzi w ta rolę, żeby zbliżyć się do morderczyni. Chce zrozumieć fenomen jej działania. Czuje dla niej podziw i w pewnym momencie miałam wrażenie, że styl życia Catherine zaczyna imponować Alex. Chce się do niej upodobnić. Być może tylko dlatego, że w ten sposób łatwiej będzie jej przechytrzyć przeciwnika, a może chodzi o coś zupełnie innego? O pragnienia jakie wcześniej tłumiła Alex, a których łatwe spełnienie podsuwa jej pod nos Catherine?

czarna wdowa

Relacja tych dwóch pań jest niewątpliwie intrygująca i stanowi o sile tego filmu.

"Ze wszystkich związków z ludźmi, za pięćdziesiąt lat wspominać będę właśnie ten. Z tobą." - Wyznaje Alexandrze Czarna Wdowa.

Obie kobiety są dla siebie godnymi przeciwniczkami. Obydwie są silne i konsekwentne. Widzą więcej i zdolność tą potrafią wykorzystać w swoich 'pracach'.

Podsumowując, film bardzo ciekawy. Dobry aktorski pojedynek dwóch warsztatowo dobrych aktorek. Fabuła jest raczej klasyczna jak na thriller z elementami kryminału, ale ma w sobie coś intrygujące, co z całą pewnością jest zasługą dobrzej skonstruowanej psychologii postaci bohaterów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:7

69/100

W skali brutalności:0/10

środa, 12 listopada 2014

"Opowiem Wam historie która przytrafiła mi się naprawdę.
Po około roku będąc w związku ze starszą ode mnie kobietą, postanowiliśmy zamieszkać razem. Wszyscy prócz babci życzyli Nam szczęścia. Babcia była przeciwna tylko dlatego że moja kobieta była po rozwodzie. Wieczór spędziliśmy miło i czas było pójść spać pierwszy raz razem w łóżku i nowym mieszkaniu. Nigdy nie pomyślałbym że to będzie najgorsza noc w moim życiu...Około godziny 3 coś nagle mnie obudziło w środku nocy, otworzyłem oczy i wyczuwałem czyjąś obecność za łóżkiem, chciałem odwrócić głowę, ale nie mogłem się ruszyć,byłem sparaliżowany, jakby ktoś lub coś miało władze nad moim ciałem. Słyszałem tylko tykający zegar na ścianie, wiejący wiatr za oknem. Panikowałem. Nie mogłem wydobyć z siebie żadnego odgłosu a chciałem krzyczeć, obudzić śpiącą narzeczoną. Ogarnął mnie zimny pot. Przez cały ten czas czułem kogoś obecność, mogłem poruszać tylko oczami, rozglądałem się po pokoju i zobaczyłem przez chwile cień niskiej postaci, poruszała się powoli w stronę drzwi. Byłem przerażony, ciągle walczyłem z paraliżem. Gdy nie widziałem i nie czułem niczyjej obecności nagle raptownie spadłem z łóżka. Narzeczona się obudziła, zapaliła światło a ja cały mokry z potu leżałem na dywanie. Opowiedziałem jej co mi się przytrafiło. Nie wiem czy mi uwierzyła, powtarzała że to był sen ale ja wiem że to działo się naprawdę. Rano zadzwoniła do mnie mama ze złą wiadomością... Babcia zmarła około 3 w nocy. Do dziś jestem przekonany że ta postać która była o nas w pokoju była moja babcia...Tą historie opowiedziałem tylko narzeczonej i Wam czytelnikom strony Biblia horroru."

mroczne historie

Tomasz K.

 

"Mieszkałem koło kościoła gdzie znajdował się  też krzyż. 
Pewnego dnia mała dziewczynka (10-12 lat) wracając do domu 
późną porą ujrzała krzyż. Był on ogromny. Zaciekawiona nim, podeszła do niego. Po chwili zaczęła słyszeć dziwne głosy
wołające ją:
- Chodź do mnie... - nieznajomy głos - pobawmy się.....
Wyraz jej twarzy się nie zmieniał. Nie było widać nawet u niej strachu. Zaciekawiona szła za głosem. Gdzie doszła nikt tego
 nie wie. Rodzice zmartwieni tym gdzie podziewa się ich córka wyszli ją poszukać. Po nieudanych godzinach szukania powrócili
do domu ze łzami na twarzach. Dziewczynka zaginęła. Nigdy jej nie odnaleziono.
Miałem wgląd na krzyż. Mianowicie moje okno znajdowało się na przeciwko jego. Z wybiciem godziny 23 na zegarkach,
równało to się z tym że dziewczynkę można było spotkać koło krzyża. Wołała inne dzieci aby się z nią pobawiły. Tak jak ją jakiś nieznajomy głos ją wołał.
Pamiętam to. Jednego dnia nie mogłem spać. Patrzyłem z niecierpliwością na zegarek. Modliłem się aby zasnąć przed 23. Czułem w tedy strach. Serce waliło jak głupie.
Po nieudanych próbach czas przyszedł na godzinę 23. Zgrzytanie zębów. Przerażenie. Spojrzałem w okno. Nikogo nie ujrzałem....
Straszna historia starszych kolegów ;)"

krzyż

Daniel
17:27, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 listopada 2014

Joshua (2007)

joshua

Dziewięcioletni Joshua to nieprzeciętnie inteligentny i utalentowany muzycznie chłopiec. Swoją postawą wprawia w konsternację najbliższe otoczenie toteż rodzice nie bardzo widzą jak z nim postępować. Kiedy na świat przychodzi kolejne dziecko, ich córeczka Lily, na niej skupiają swoją uwagę. Jak każdy starszy brat Joshua czuje się w tej sytuacji odepchnięty, ale w jego przypadku to poczucie zmieni się w nienawiść do najbliższych.

Na początku możemy współczuć chłopcu, jednak z czasem, gdy zaczniemy mu się baczniej przyglądać zauważymy, że Joshua to nie skrzywdzone dziecko, a mały socjopata, który sukcesywnie zmienia życie swojej rodziny w piekło.

joshua

Nie sądziłam, że kiedykolwiek sięgnę po ten film ponownie. Miałam pecha być na nim w kinie. Żaden z kinowych seansów tak mocno nie wytrącił mnie z równowagi.

Teraz, gdy ponownie zapoznałam się z jego treścią muszę przyznać, że nie jest to film tak tragiczny, jak oceniłam go siedem lat temu. Może dlatego, że dźwięk z komputera nie daje tak mocno po uszach jak kinowe głośniki i tym razem monotonna, nieustannie lecąca filmowa muzyka klawiszowa, nie wywołała u mnie bólu głowy? Może dlatego, że oglądając go teraz w domu byłam nastawiona wyczynowo, by wytrwać przed ekranem dwie godziny, a kiedy robiło się zbyt smętnie urządzałam przechadzkę po domu? Może po prostu to nie jest dobry film do kina? Za długi, zbyt powolny, duży ekran wyciąga na światło dzienne wszystkie mankamenty realizacyjne, od prowadzenia kamery, po montaż.

Scenariusz filmu jest wtórny. Nie da się ukryć, że popieprzone złe dzieci to ciekawy i pożądany temat, ale też mający swoje ograniczenia. W zasadzie konstrukcja fabuły filmu, w którym głównym antagonistą jest dzieciak opiera się na schemacie: dziecko nie może być niczemu winne, dorosły w konfrontacji z takim dzieckiem nie ma żadnych szans, bo po pierwsze, nikt mu nie uwierzy, że małolat stanowi zagrożenie dla życia rodziny, po drugie samemu nieszczęsnemu rodzicowi trudno jest zaakceptować fakt, że jego dziecko jest złe.

joshua

Tak było już od czasów "Omena", gdzie szatański pomiot manipulował swoimi rodzicami, a gdy ci poczuli się zagrożeni wyeliminował ich by znaleźć innego opiekuna. Taki sam schemat widzieliśmy też w "Synalku", "Kręgu", czy w późniejszych filmach jak "Przypadek 39", czy "Sierota". Dzieci bywają wspaniałymi antybohaterami. Budzą podziw dla swojego sprytu i specyficzny rodzaj lęku.

Joshua nie jest dzieckiem szatana, czy pomiotem bestii z morskich głębin. Jest inteligentnym dzieciakiem, który na wczesnym etapie rozwoju dostrzega, fakt, że jest inny. Widzi w oczach swoich opiekunów dezorientację i brak akceptacji.

joshua

Próbuje zwrócić na siebie uwagę odgrywając role cudownego dziecka, gdy to nie skutkuje, zwraca się przeciwko swoim rodzicom. Już w tak młodym wieku ma zapędy dość mordercze, a socjopatia umożliwia mu całkowity brak refleksji nad własnymi czynami. Gdy do tego dodamy jeszcze nieprzeciętny intelekt otrzymujemy maszynę do zabijania zamknięta w ciele dziecka. Maszynę, która bezlitośnie wykorzystuje słabości otoczenia jak skłonność matki do popadania w depresję, czy nieporadność ojca w pełnieniu roli głowy rodziny. Wykorzystuje religijność babci, czy bezsporną bezbronność niemowlęcia, by w ten sposób spełnić swoje marzenia. O co chodziło chłopcu dowiemy się w finale filmu. Popieprzone złe dzieci zawsze dostają to, co chcą.

joshua

Pisałam o mankamentach realizacyjnych, ale nie wspomniałam o aktorstwie. Tu też nie jest najlepiej, bo choć dorośli spisują się dobrze, to chłopiec wcielający się w postać małego socjopaty nie udźwignął swojej roli i na tle innych, popieprzonych dzieci wypadł bardzo blado. Jego gra jest bardzo powierzchowna i nie był on w stanie wydobyć z siebie nic, co zrobiłoby wrażenie na widzu. Nie chwycił mnie za gardło samym spojrzeniem, jak to było w przypadku jednej pamiętnej sceny w gabinecie psychologa w filmie "Przypadek 39".

Podsumowując, film średni, nieznośnie długi i powolny, posiadający nader dużo wad jak na obraz mało odkrywczy nie niewymagający wielkiej twórczej inwencji.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 10 listopada 2014

- Jesteś pewna, że tego chcesz? - Absolutnie. Gdybym tego nie chciała, nie gadałabym o tym od dobrego roku, nie zrezygnowałabym z mojego ulubionego serialu aby tu z tobą przyjść i w ogóle nie zawracałabym ci głowy. Kate i Charlie podążali wolno opustoszałymi ulicami. Było to zwykłe, letnie popołudnie w małym, amerykańskim miasteczku Lewiston. Większość mieszkańców skończyła już pracę i wylegiwała się teraz leniwie na kanapach sącząc piwo i oglądając na żywo relację z „The Rock Show”. Młode pary zajmowały się sobą a dzieciaki siedziały przy biurkach odrabiając lekcje. Słowem, dla osób chcących przemknąć przez miasteczko niepostrzeżenie była to idealna pora do działania. - Kate, pamiętaj, że nie jest jeszcze za późno aby się wycofać. - Przestań smęcić, cały czas nawijasz o tym samym. Zaczynam podejrzewać, że po prostu strach cię obleciał. Nie mogę uwierzyć, że ktokolwiek jeszcze wierzy w tą bajeczkę o nawiedzonym domu Conway’ów. Zresztą już niedługo sam się przekonasz – odparła dziewczyna. Charlie spojrzał na nią błagalnym wzrokiem. Kate wiedziała, że Charlie się boi i świadomość ta dawała jej pewien rodzaj satysfakcji. To ona chciała być tą, która zburzy zaporę milczenia i strachu, którą otoczyli się mieszkańcy. Chciała dokonać czegoś wielkiego, pokazać światu swoją odwagę. Ona, Kate Holbs, skromna dziewczyna z przedmieścia. Każde miasteczko ma swoje legendy. Na przykład mieszkańcy Lewiston wierzyli, że w domu pod numerem czwartym przy Sunset Avenue zalęgło się zło. W sumie nikt nie wiedział dokładnie co ma na myśli mówiąc o „złu”. Duchy? Wampiry? Psychopaci? Wiedzieli oni po prostu, że lepiej nie zbliżać się do tego domu. I tyle. Przed piętnastu laty w domu zamieszkała rodzina Conway’ów – szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci; dziewczynką – Rose i chłopcem – Thomasem. Sielanka nie trwała jednak długo. Trzy lata po wprowadzeniu się do „siedliska zła” Rose zniknęła. Trudno powiedzieć coś więcej na ten temat, po prostu pewnego dnia przepadła, niektórzy stwierdziliby, że zapadła się pod ziemię i nikt już jej więcej nie widział. Nigdy. Dokładnie w rocznicę zniknięcia Rose jej brata znaleziono martwego w ogródku warzywnym na tyłach domu. Jego ciało pokrywały liczne rany, tak głębokie i dziwacznie ukształtowane, że niektórzy poddawali w wątpliwość, że jest to dzieło ludzkie. Rany miały postać długich bruzd, powstałych jakby na skutek działania potężnych szponów należących do… no właśnie, do czego? Tego nie wiedział nikt, a większość ludzi bała się nawet o tym myśleć. Niedługo po znalezieniu ciała Thomasa mocno nadszarpnięta na skutek przebytych tragedii psychika pani Conway nie wytrzymała i kobietę odwieziono do miejscowego szpitala psychiatrycznego. Nigdy już nie wypowiedziała nawet słowa, a w jej oczach na stałe zagościła dojmująca pustka. O panu Conway’u natomiast wiadomo jedynie tyle, że po stracie rodziny przeniósł się na południe i wiódł proste życia farmera. Wreszcie ujrzeli przed sobą okazały budynek. Ze swoimi drewnianymi, białymi ścianami i zielonym dachem wyglądał dość niewinnie, jednak po uwzględnieniu zarośniętego wysokimi chwastami, opustoszałego ogrodu i mrocznej pustki ziejącej z okien przechodnia zaczynał ogarniać pewien niepokój i zwykle pragnął jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. Kate i Charlie szybko pokonali ogrodzenie, rzucając nerwowe spojrzenia w stronę ulicy. Charlie pierwszy podszedł do drzwi i nacisnął klamkę, czując jednocześnie, że jeśli to zrobi, nie będzie już odwrotu. Wnętrze starego domu Conway’ów było… mroczne. Tyle można było o nim powiedzieć na pewno. W środku brakowało większości mebli i przedmiotów codziennego użytku, które najprawdopodobniej zwyczajnie skradziono. Z sufitu zwieszały się długie pajęczyny a w powietrzu czuć było odór zgnilizny i wilgoci. Dom wypełniały ciche, niezidentyfikowane odgłosy, które dopełniały atmosfery tajemniczości. Przypominało to trochę nocny spacer do lasu, kiedy wszystkimi zmysłami czujemy, że wokół tętni życie, ale nie jesteśmy w stanie nic konkretniejszego powiedzieć na ten temat.
Kate w milczeniu chłonęła ten widok. Nagle, jakby kierowana przeczuciem pokierowała się w stronę schodów. Zaskoczony Charlie podążył za nią. Na piętrze bez wahania chwyciła za klamkę do pokoju po prawej stronie korytarza. Drzwi uchyliły się, skrzypiąc przeraźliwie i naraz ich oczom ukazał się widok nad wyraz dziwny. Pokój ten jakby zatrzymał się w czasie, tak jak gdyby wciąż żył własnym życiem, tym sprzed piętnastu lat. W oknach powiewały białe firanki, podłogę pokrywał świeżo wycyklinowany parkiet, duże, dwuosobowe łóżko było elegancko pościelone a na niewielkim stoliku przy ścianie stał wazon pełen kwiatów. W pomieszczaniu panował przyjemny zapach delikatnych perfum. Dzieci, zafascynowane tym niewytłumaczalnym zjawiskiem rozglądały się z otwartymi buziami. Kate pochyliła się nad wazonem z kwiatami, chcąc powąchać znajdujące się w nim frezje. Naraz odwróciła się gwałtownie, jej oczy powiększyły się z przerażenia. - Co jest?! – zapytał chłopak. - Ja… ja poczułam jakby ktoś mnie obserwował. To uczucie gdy ktoś ci się przygląda za twoimi plecami, mrowienie w karku, dlaczego poczułam je właśnie teraz? Przecież… nikogo tu nie ma. Prawda…? - Oczywiście, że nie Katie. Ale na dzisiaj już wystarczy. Chodźmy do domu. Chodź… - powiedział łagodnie Charlie i chwycił Kate za łokieć kierując się w stronę wyjścia. Kate rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę monumentalnego łoża i dopiero teraz dostrzegła, że u wezgłowia wyrzeźbiono głowę lwa. Dziewczyna pomyślała, że chyba nigdy wcześniej nie widziała tak realistycznej rzeźby. Oczy zwierzęcia wyglądały tak prawdziwie… Nie miała jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, gdyż Charlie pociągnął ją w stronę wyjścia. Szybko pokonali schody i drzwi wejściowe. Dopiero na ulicy odetchnęli z ulgą. - To było dziwne, prawda? Ten pokój na piętrze, tak bardzo różnił się od reszty domu. – rzekła Kate, głęboko zamyślona. - Tak. A najdziwniejsze było to, że właśnie w nim najsilniej odczuwałem atmosferę grozy. Kate, ja czułem, że po prostu nie powinienem tam przebywać. Coś mi mówiło, że nie jestem mile widziany. To były jedyne zdania, jakie zamienili na ten temat. Resztę drogi do domu pokonali w milczeniu. Kate tej nocy długo nie mogła zasnąć. Myślała o białych firankach, frezjach i ogromnym łóżku z głową lwa wyrzeźbioną u wezgłowia. Zastanawiała się czy ktoś oprócz nich wie o tajemniczym pokoju na piętrze, czy ktoś kiedykolwiek go widział. Przypomniała sobie jak kiedyś ojciec powiedział jej, że zimą zamieszkują tam bezdomni. Może ona i Charlie nie są jednymi świadkami tej tajemnicy? Następnego ranka stwierdziła, że musi tam wrócić. Sama do końca nie znała motywów swojego postępowania, bo z jednej strony myśląc o tajemniczym pokoju czuła niepokój, z drugiej natomiast „coś” ją do niego przyciągało. Dwie godziny później otwierała już znajome drzwi, mając za plecami milczącego Charliego. Nagle wydała z siebie okrzyk zaskoczenia. Pokój całkowicie się zmienił! Nie był już tak skromnie wyposażony jak przedtem. Po pierwszym szoku Kate zaczęła dostrzegać szczegóły. Przy ścianie po lewej stronie pomieszczenia stał domek dla lalek z pełnym umeblowaniem. Na ziemi rozrzucono plastikową biżuterię z rodzaju tych, jakimi lubią bawić się małe dziewczynki, a spod łóżka wystawała kolorowa grzechotka. Na parapecie okiennym leżała przewrócona, niemowlęca butelka, z eleganckiego żyrandolu zwisał żółty, pluszowy pies, który wyglądał jakby niejedno już przeszedł a wszędzie wokół walały się różnej wielkości piłki i pluszowe misie. Wzrok dziewczyny zatrzymał się po prawej stronie parapetu, gdzie spoczywała lalka. Była to naprawdę piękna lalka. Przystrojono ją w elegancką zieloną sukienkę, a porcelanową twarz podkreślały niesamowite, brązowe oczy okolone długimi rzęsami. Gdyby nie rozmiary zabawki, łatwo można by pomylić ją z prawdziwym dzieckiem. Te oczy. Było w nich coś dziwnego – z jednej strony nie można było od nich oderwać wzroku, z drugiej wywoływały pewien niepokój, przypuszczalnie z powodu swej niesamowitej realistyczności. Kate ruszyła w stronę lalki jak zahipnotyzowana, coś w jej wyjątkowym wyglądzie przyciągało dziewczynę, coś niewytłumaczalnego kazało jej dotknąć kukły. - Kate, nie! Nic nie dotykaj! Nie wiemy o co tu chodzi, coś tu nie gra! Jak te wszystkie przedmioty się tu znalazły? A ta lalka… jest jakaś dziwna. Spójrz na jej oczy. Wyglądają jakby… jakby patrzyły wprost na ciebie… - Charlie chwycił przyjaciółkę, nie pozwalając jej pójść dalej. Odwrócił dziewczynę przodem do siebie. Jej wzrok był nieprzytomny, jakby myślami była gdzieś bardzo daleko.
- Kate! Kaaate! Co się z tobą dzieje?! – chwycił ją za ramiona i mocno potrząsnął. - Przestań, nic mi nie jest. – odpowiedziała Kate jednostajnym, pozbawionym emocji tonem, po czym zrobiła krok w przeciwnym kierunku, jakby chciała skierować się w stronę drzwi. Charlie stracił czujność tylko na moment. Wystarczyło. Kate wykonała natychmiastowy zwrot w stronę parapetu, po którym nastąpił szybki skok. Zdawałoby się, że całe zdarzenie trwało ułamek sekundy i już dziewczyna trzymała w swej dłoni małą, porcelanową rączkę. - Nieeee! – wrzasnął Charlie. Było już jednak za późno. Naraz dał się słyszeć głośny brzęk, materac ogromnego łoża wpuklił się na środku, a z powstałego otworu wystrzeliły z przerażającą siłą ciężkie łańcuchy. Jeden z nich oplótł się wokół kostki Kate, drugi unieruchomił jej towarzysza. Dziewczyna wrzasnęła histerycznie, wyrzucając ręce przed siebie i próbując się czegoś chwycić dla zachowania równowagi. Na próżno. Nagle łańcuchy szarpnęły gwałtownie pociągając ich w stronę łóżka. Z tego co wydarzyło się później Kate pamiętała jedynie potworny ból w kostce oraz kakofonię kształtów i kolorów wirującą przed jej oczami. Po minucie, a może godzinie, nie miała pojęcia jak długo mogło to trwać, poczuła silne uderzenie o ziemię. Zacisnęła powieki. „To się nie dzieje naprawdę. To tylko sen, koszmarny sen. Po wczorajszej wizycie w domu Conway’ów mój umysł płata mi figle” – myślała gorączkowo. Leżała nieruchomo, aż jej ciało zaczęło się wychładzać a ubranie nabierać wilgoci od mokrej ziemi. W nozdrzach czuła zapach trawy. „Czy we śnie można czuć zapachy?” – rozważała. W końcu odważyła się otworzyć oczy. Wokół panowała ciemność. Gdy jej wzrok przywyknął do mroku i zaczęła rozróżniać kształty wokoło, uświadomiła sobie, że jest w lesie. Raptem usiadła gwałtownie, ogarnięta paniką. „Charlie… Gdzie jest Charlie? Czy nic mu się nie stało?” – gorączkowała się. Lecz zaraz ulga spłynęła na jej serce, gdy dostrzegła, że leży obok niej. Popatrywała teraz na korony drzew, zastanawiając się gdzie się znajduje. Nigdzie nie widać było księżyca, jednak gdy wytężyła wzrok dostrzegła świecące punkciki, które migotały pośród drzew. „Czy to świetliki?” – pomyślała. Wstała i ruszyła w ich stronę, chcąc przyjrzeć się im z bliska. Serce Kate zaczęło łomotać w piersi, gdy uświadomiła sobie, że istotom emitującym to jasne światło raczej daleko do świetlików. Przypominały miniaturowe kobiety ubrane w ciemne sukienki. Z ich pleców wyrastały czarne, spiczaste skrzydełka, którymi trzepotały mocno, utrzymując się w powietrzu. Te dziwne, piękne stworzenia szeptały między sobą. Kate słyszała szepty, jednak nie dość głośno by móc rozróżnić poszczególne słowa. Podeszła więc jeszcze bliżej. „Przybyli nowi, nowi, nowi…” – dało się słyszeć ze zbiorowiska jaśniejących istotek. - Czym one są? – usłyszała za sobą głos Charliego. - Nie mam pojęcia. Słyszysz jak szepczą? - Tak. Myślisz, że chodzi o nas? - Chyba – odparła. – Którędy powinniśmy pójść dalej? – zapytała Kate kobietek. - Tędy, tędy, tędy… - odpowiedziały wszystkie jednocześnie, wskazując dłońmi drogę. Gdy Kate spojrzała w tamtym kierunku, dostrzegła ścieżkę. – Dziękujemy – powiedziała i ruszyła w drogę zgodnie ze wskazówką. Po chwili dogonił ją Charlie. - Zwariowałaś? Dlaczego zapytałaś je akurat o to? Mogłaś zadać tysiąc innych pytań, ale akurat to wydaje mi się w tej chwili najmniej odpowiednie! - Spokojnie. Myślę, że nie dowiedzielibyśmy się od nich niczego więcej. Zdaje się, że są posłańcami. Ich zadaniem jest wskazywanie drogi „nowym”, takim jak my – wyjaśniła dziewczyna. - Skąd wiesz? - Po prostu czuję, że tak jest.
Szli leśną ścieżką dosyć długo, aż w końcu zza drzew prześwitywać zaczęło jasne, niebieskie światło. Gdy wyszliz lasu, ich oczom ukazał się widok przedziwny. Zgromadzenie ludzi (tylko, czy to aby na pewno byli ludzie?) w czarnych szatach pochylało głowy nad zbiornikiem wypełnionym fluoryzującym niebieskim płynem. Wszyscy jednocześnie wypowiadali jakieś niezrozumiałe słowa, jakby w obcym języku, który nie przypominał żadnego z współcześnie znanych. Postacie siedziały na stopniach niewielkiego amfiteatru. Wysoki mężczyzna siedzący najbliżej wstał i podszedł do nich. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, Kate zaczęła przyglądać się jego twarzy. Była blada, miała pociągły kształt
a jego podbródek wieńczyła szpiczasta bródka. Oczy nieznajomego miały bladoniebieski kolor i przenikliwe spojrzenie. - Nowi, witamy was w społeczności Niewymawialnych – przemówił. - Kim jesteście? – odparował natychmiast Charlie. - To nie jest właściwe pytanie. Właściwe pytanie brzmi: czym się zajmujecie? Jesteśmy prastarymi istotami, które trwają niezmiennie od początku istnienia rodzaju ludzkiego. Pozwalamy wam przetrwać, choć jest to coraz trudniejsze. Ludzie nieustannie, każdego dnia dążą do samozagłady. Wywołują wojny, konstruują nowe bronie by walczyć ze sobą, spierają się o władzę. Dzieci wkraczają z bronią do szkół. Mężowie zabijają żony. Każdego dnia świat zbiera obfite żniwo ofiar. My dbamy o równowagę. By ludzie mogli dalej egzystować muszą ponosić ofiarę, choć nie są tego świadomi. By ofiara miała sens, musi zostać złożona z niewinnej duszy i czystego serca. Za każde sto martwych ciał ludzkich na ziemi, musimy złożyć ofiarę z jednego dziecka. Rytualne zanurzenie go w Wiecznej Wodzie (tutaj wskazał dłonią na zbiornik z fluoryzującym płynem) przywraca utraconą równowagę. Pewnie zastanawiacie się co dzieje się w sytuacji gdy ofiara nie zostanie złożona na czas. Wówczas ginie jeden z Niewymawialnych. Kiedyś było nas znacznie więcej… Gdy zginie ostatni Niewymawialny, świat przestanie istnieć. Ot tak, po prostu. Pach i… koniec. - Czyli… znaleźliśmy się tutaj by stać się ofiarą? By zginąć na rzecz innych? – zapytała Kate drżącym głosem. Z oddali nadal dochodziły niezrozumiałe słowa przerażającej modlitwy. - Czasami trafiają do nas osoby wyjątkowe, posiadające cechy, zdolności i predyspozycje, których potrzebujemy. Zawsze wiemy, gdy taka osoba przyjdzie na świat. Obserwujemy jej życie i czuwamy nad bezpieczeństwem. Gdy przyjdzie odpowiedni czas, wzywamy ją do siebie. W różnych miejscach na ziemi rozlokowaliśmy portale, zazwyczaj w postaci specjalnych pokoi. Mieliście okazję skorzystać z jednego z nich. Gdy złożymy dziecko w ofierze, wówczas jedna z jego zabawek trafia do wyposażenia pokoju-portalu, gdzie przyciągała będzie kolejne. Lecz jak mówiłem, gdy wezwiemy wybrańca do siebie, wówczas ma on szansę stać się jednym z Niewymawialnych. Kate, to o ciebie chodzi. - O mnie? Ale jeśli ja… nie chcę? Na ziemi mam rodzinę, przyjaciół. A co z Charliem? – pytała Kate. - O niego się nie martw. Abyś zdała sobie sprawę ze swojej wyjątkowości powiem ci, że ostatni raz taka osoba przybyła do nas dwanaście lat temu. W swoim poprzednim życiu miała na imię Rose. – Niewymawialny wskazał na nisko pochyloną postać. Kate zauważyła, że spod czarnego kaptura szaty wystaje pukiel jasnych włosów. - Niestety nie obyło się bez przeszkód – kontynuował swój wywód mężczyzna - po pewnym czasie jej bratu udało się nas znaleźć. Nie rozumiał jak ważną rolę pełni jego siostra, chciał ją ratować. Był gotów oddać za nią życie… i tak też się stało – w oczach nieznajomego pojawiły się złowrogie błyski – radzę więc byś uzmysłowiła swemu przyjacielowi powagę sytuacji.
Kate napięła wszystkie mięśnie gotując się do ucieczki. Jej mózg pracował intensywnie. „Jak się stąd wydostać?” – myślała. Przypomniała sobie miejsce, w którym pojawili się z Charliem w tym mrocznym, złowrogim świecie. Nie znajdowało się tam nic, co mogłoby im pomóc w powrocie do domu. Spojrzała na zbiornik z Wieczną Wodą i nagle oświeciła ją pewna myśl. Mężczyzna przyglądał się jej wyczekująco jakby oczekiwał odpowiedzi… „Niewymawialni składają ofiarę zanurzając dziecko w Wiecznej Wodzie podczas specjalnego rytuału. Co by się stało gdyby dwie osoby nagle wskoczyły do zbiornika? Ryzyko jest ogromne. Jednak to nasza jedyna szansa” – kalkulowała. Nagle Kate szarpnęła Charliego za ramię i biegnąc pociągnęła za sobą. Zmierzała wprost do zbiornika z Wieczną Wodą. Jednak pozostali Niewymawialni zareagowali błyskawicznie – przerwali modlitwę i zerwali się na równe nogi. Skupili się próbując schwytać uciekinierów. Kate udało się znaleźć lukę w zbiorowisku postaci i umknąć. Charlie pędził zaraz za nią. Teraz pozostało tylko wykonać skok… Kate mocniej ścisnęła dłoń swojego przyjaciela i razem osunęli się w nicość, czując otulające ich zimno i jednocześnie dostrzegając znajomy wir barw i form… Jeszcze przez chwilę słychać było wściekłe wrzaski Niewymawialnych…"

tajemniczy pokój

Salcella

09:02, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 listopada 2014

Vila Roza/ Zagadka Willi Róża (2013)

zagadka willi roza

Położony w górach pensjonat nazywany "Willą Róża" istnieje od lat trzydziestych XX wieku. Przez ten czas zrodziła się teoria jakoby położenie budynku sprzyjało niewyjaśnionym zdarzeniom związanym ze skumulowaną w tym miejscu energią.

Obraz bułgarskiego reżysera ma być filmową wersją wydarzeń jakie miały mieć miejsce w pensjonacie w roku 1985 roku. Uczestniczyło w nich zaledwie pięcioro ludzi. Właściciel przybytku, George, jego przyjaciółka Dora, kumpel Steven i dwoje nowożeńców spędzających w tamtej okolicy miesiąc miodowy, Nadya i Vassil.

Filmowa fabuła prezentuje zakończone zbiorową tragedią wydarzenia mające tam miejsce.

Oto horror wprost z Bałkanów. Jak do tej pory nie miałam okazji oglądać filmu z tamtych okolic, więc bardzo mnie taka możliwość zainteresowała.

Obraz jest filmowym debiutem reżysera seriali Martina Makarieva, któremu z całego serca życzę by Hollywood nigdy nie wyciągnęło w jego stronę swoich zachłannych łapsk. To, że zepsuliby jego naturalny talent obrzucając złotymi monetami jest niemal pewne, a szkoda by było, bo jego niskobudżetowy horror udowadnia, że zbytki wcale nie są potrzebne artyście.

"Zagadka Willi Róża" to ewidentnie horror nastrojowy. Za filmową scenerię robi mocno ograniczona przestrzeń, pensjonat i przyległy las, po których porusza się znowu, ograniczona liczba protagonistów.

Początek filmu to wieczorek zapoznawczy. Przyglądamy się charakterystykom bohaterów, wyrabiamy sobie  nich jakieś zdanie, by w dalszej części filmu, zobaczyć ich diametralne przemiany.

zagadka willi roza

Wszystko dzieje się za sprawa tajemniczej legendy dotyczącej okolicy. Sam pensjonat nie robi tu za siedlisko zła, ale spokojnie można powiedzieć, że wybudowano go w nie do końca szczęśliwym miejscu. Przed budynkiem rośnie stary dąb, zwany Siwym Starcem, który zwraca uwagę Vassila. Mężczyzna jest przekonany, że drzewo do niego 'mówi'.

zagadka willi roza

Wtedy zaczynają się seanse z lunatykowaniem i dziwne wizje, których forma jest swoistym popisem umiejętności twórców w budowaniu nastroju grozy.

Tu ujrzymy kilka niewątpliwie godnych uwagi scen. Jedną z najlepszych jest ujęcie potężnego wilka, który ukazuje się Vassilowi w jego sypialni. Stwór materializuje się tak nieoczekiwanie i bez zbędnych fajerwerków, że  trafia precyzyjnie w nieświadomego takiego rozwoju sytuacji widza.

Następną godną uwagi sceną jest wizja Nadyii, która w koszuli nocnej nienaturalnie energicznymi ruchami kopie dół u podnóża wspomnianego wcześniej drzewa. 'Scena balkonowa' z kobietą bez twarzy to kolejna perełka, ale tu podobnie jak w przypadku wilka, pojawiają się efekty komputerowe - nie nachalne, ale jednak.

Twórcy radzą sobie także bez nich budując nastrój grozy tylko przy użyciu stosownych ujęć, sposobu kręcenia, odpowiedniego oświetlenia i naprawdę prostego pomysłu, jak scena w której Vassil widzi samego siebie, czy moment, w którym George obserwuje zza uchylonych drzwi Dorę - sam sposób w w jaki kobieta odwraca w jego kierunku głowę wystarczy, żeby wzbudzić niepokój.

Takie małe elementy, ale właśnie dzięki nim upewniamy się, że mamy do czynienia z filmem grozy, nie kolejną skrajnie komercyjną próbą zrobienia wrażenia idąc po najniższej linii oporu.

zagadka willi roza

"Willa Róża" to bardzo miła niespodzianka, dla tych, którzy nie szczególnie pokładają wiarę w mało popularnych produkcjach, zaś dla tych, którzy na takowe polują jest potwierdzeniem, że warto się za nimi rozglądać.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:8

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:8

73/100

W skali brutalności: 2/10

sobota, 08 listopada 2014


 "Znasz to uczucie kiedy czekasz, czekasz i wiesz, że nic nie jest w stanie spieprzyć twoich planów. Atmosfera staje się napięta, twój umysł nie przyjmuje innych wiadomości – musi się udać.
Chmury przykrywają całe niebo. Lada chwila zacznie padać. Idealna pogoda, żeby wsiąść na rower. Krople delikatnie uderzają o ziemię. Łączą się ze sobą tworząc coraz większe kałuże.
Dobrze, że Gary Fisher wiedział co robi.
Nie obrałem dokładnie trasy. Jestem zwolennikiem podróży spontanicznej. To pomaga uwolnić wyobraźnię. Jedziesz jedną trasą masz przed sobą idealną drogę. Wszystko się zmienia kiedy dostrzegasz polną mało uczęszczaną ścieżkę. Mnóstwo błota, dziur, wąskich przejazdów. To jest to co normalny niedzielny rowerzysta omija szerokim łukiem.
Nie ja. Serce od razu przyspiesza. Oddech staje się coraz szybszy. Puls skacze do góry. Nabieram prędkości. Jestem jak opętany. Widzę ją – ciemna, szara, wyglądająca jak zwężający się tunel. Tunel w którym nie widać światełka. Naprawdę mało kto tędy jeździ. Widać tylko ślady niewielkiej terenówki. Wąska ścieżka, nad którą zwisają wygięte gałęzie ledwo pozwalając przejechać. Czuję się jak żołnierz, który chce uniknąć kuli. Wyginam się raz na lewo raz na prawo, schylam głowę i prę do przodu. Coś ciągnie mnie nieustannie w tym kierunku. Nigdy tędy nie jechałem. Im bardziej parłem do przodu tym więcej zostawiałem za sobą szarość pochmurnego dnia. Dziwne było to, że za szybko robiło się ciemno. Trochę trwało zanim jedną ręką udało mi się pokonać opór przycisku włączającego lampę. Nie chciałem się zatrzymywać. Światło lampy odbijało się od ziemi jak od srebrnej tacy. Pozwoliłem sobie przyspieszyć. Błoto i wąskie wyrwy utrudniają sprawną jazdę.
Ocknąłem się po bliżej nie określonym czasie. Byłem cały w błocie i strasznie bolała mnie głowa. Wiedziałem, żeby zainwestować w kask. Już dawno bo to nie pierwsza taka sytuacja. Ważne, że rower cały. Szybko zebrałem się do kupy. Nie mogłem zawrócić. Nie fizycznie. Żadna myśl nie była czysta. Zakłócał ją dziwny głos, który kazał jechać dalej.
Cudownie się czułem jakbym jechał nie dotykając ziemi. Ktoś już chyba przede mną przeżył coś podobnego. Nie zastanawiałem się dlaczego musze brnąć do przodu.
Widok porfirów i melafirów był oszałamiający. Niektóre grupami leżały na ziemi, niektóre wystawały z fragmentów osuwającej się ziemi. Wszystko wyglądało jak stary opuszczony kamieniołom. Nikt o zdrowych zmysłach nie wypuścił był tak mlekodajnej krowy. Mimo, że bum na tego typu kamienie już minął.
Dalej było widać wąską ścieżkę. Nie miałem wyjścia musiałem tam jechać. Dojechałem do skarpy, z której mogłem ocenić prawdziwą wielkość kamieniołomu. Droga ucinała się i trzeba
było zawrócić. Na dole zobaczyłem wypływające spośród kamieni niewielkie źródełko. Pomyśleć, że z takich miejsc ma początek wiele wielkich rzek. Takie źródełko życia.
Zrobiło się dziwnie nagle jasno, ale tylko na kilka sekund. Znów ciemniej. W tym momencie okazało się, że woda ze źródełka już nie płynie. Źródło życia i śmierci sprostowałem.
Przeraziło mnie to, że wszystko wokół zaczyna mnie przytłaczać. Zgniata i jest coraz ciaśniej. Muszę się stąd wydostać. Powoli zaczynałem szukać wyjścia. Zawróciłem, ale tak jakbym nie mógł odnaleźć tej samej drogi.
Na górze ktoś pali ognisko. Może uda się od tych ludzi uzyskać informację.
Witam – możecie powiedzieć jak stąd wrócić?
Dziwne twarze; nie widać dokładnych rysów. Blask ogniska oślepiał mnie na tyle, że praktycznie w ogóle nie mogłem nikomu dokładnie się przyjrzeć. Przy ognisku siedziało pięć osób. Każdy odwrócony w kierunku ogniska. Nikt mi nie odpowiedział.
Tutejsi może nie lubią dyskutować z nieznajomymi.
Wieczność nie ma dnia i nocy. Noc jest dniem, a dzień nocą. – nikt nie powiedział ani jednego słowa, ale to właśnie usłyszałem w swojej głowie.
Postanowiłem wrócić tą samą drogą na dół. Szybki zjazd po śliskich kamieniach wymaga koncentracji. Mijam kilka zakrętów, ale wciąż jestem w kamieniołomie. W oddali ktoś przemyka wśród skał. Jadę za cieniem, który tylko na chwilę pozwala zobaczyć się dokładniej. Klimat tego miejsca jest jak gęsta mgła. Potrafi odstraszyć, ale jednocześnie każdy chce zobaczyć co jest kilka metrów przed nim.
Postać zniknęła. Spojrzałem do góry. Nie możliwe, że ognisko tak szybko zgasło. Na górze jest zupełnie pusto. Kręcę się w kółko. Nie mogę znaleźć drogi powrotnej.
Głowa ciągle mnie boli. Zemdlałem. Światło reflektorów pobudziło moje źrenice.
Wstałem szybko, machałem - rękami muszą mnie zauważyć. Przecież wyszli z samochodu i patrzą w moją stronę. Pochylają się nad ziemią. Ktoś nerwowo odskakuje.
Zmęczyłem się okropnie. Wtedy zrozumiałem.
Jestem tu na zawsze.
To wszystko to jest nic naprzeciw wieczności."

kamieniołom

Tomasz

08:48, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 listopada 2014

Eliza Graves aka Stonehearst Asylum (2014)

eliza graves

Młody adept sztuki medycznej przybywa do tytułowego szpitala Stonehearst by praktykować psychiatrię. Nastawiony na tradycyjne, w dawnych czasach (mowa o końcówce XIX wieku) metody leczenia doznaje szoku zapoznając się z zupełnie innym podejściem do problemu chorób psychicznych, jakie reprezentuje dyrektor szpitala, doktor Lamb. Psychiatra uważa, że leczenie chorób psychicznych tak naprawdę nie przynosi żadnego rezultatu, a graniczące z torturami zabiegi stosowane w placówkach dla obłąkanych jedynie czynią życie chorych jeszcze większym koszmarem.

eliza graves

"Lepiej mieć szczęśliwego konia, niż nieszczęśliwego człowieka".

Jedną z pacjentek, która zwraca szczególną uwagę młodego lekarza, jest Eliza Graves, żona zamożnego brutala cierpiąca na popularną wśród dam histerię. Eliza ostrzega Edwarda przed dalszym pobytem w placówce, nie wyjaśniając powodów. Młody mężczyzna będzie musiał przekonać się na własnej skórze, jak naprawdę funkcjonuje placówka wyglądająca na ostatni bastion humanizmu.

eliza graves

W zasadzie mogłam Wam darować to wstępne streszczenie, bo w nowym filmie Brada Andersona nic nie jest takie jakim się wydaje. :)

"Nie ufaj temu co słyszysz i a tylko w połowie temu co widzisz".

To główne przesłanie thrillera, którego scenariusz oparto, again, na twórczości Poego. Przyznam, że nie przypominam obie abym miała okazje obcować z dziełem, które zainspirowało twórcę, ale koniecznie muszę to uczynić, ponieważ... film jest dobry. Ogłaszam to z radością, bo niewiele w tym roku mamy filmów godnych uwagi. "Eliza Graves" możemy spokojnie zaliczyć do tegorocznych skarbów, choć nie posunęłabym się do stwierdzenia, że to filmowe objawienie. :)

Zakłady psychiatryczne z XIX wieku wywołują grozę swoim funkcjonowaniem. Kiedy nasz główny bohater wkracza do placówki, w której pragnie pracować wpada w niemałą konsternację, bo jak to 'nie leczyć'?

eliza graves

Z czasem obserwując pacjentów, którzy 'spuszczeni ze smyczy' funkcjonują całkiem dobrze przekonuje się do metod Lamberta, ale... No, właśnie, przypominam, że nic nie jest takie jakim się wydaje.

Obraz Andersona obfituje w zwroty akcji, które wcale nie łatwo przewidzieć. Nie mamy tu wiele tropów, które mogły by nas naprowadzić dodatkowo filmowa narracja nie daje nam czasu byśmy poddawali w wątpliwość, rzecz, która miała być oczywista.

Filmowa historia jest bardzo złożona i nie chodzi mi tu jedynie o wspomniane twisty fabularne, ale także o jej wielowątkowość. Każdy z pacjentów jakich poznamy ma swoją historię, podobnie jest ze szpitalnym personelem.

Pełno tu wątpliwości względem moralności niektórych postaw. Tak naprawdę... nic tu nie jest normalne. Pojawia się wątek pod tytułem' kto jest chory, a kto zdrów?'. Trochę to typowe, ale Anderson wychodzi z tego schematu obronną ręką okraszając swoją historię solidną porcją moralnego relatywizmu, zmuszając tym samym widza do namysłu.

eliza graves

Kiedy my skupiamy się na poszczególnych dramatycznych sytuacjach jakich w filmie nie zabraknie, reżyser czaruje nas świetnymi zdjęciami, teatralną scenografią i świetną muzyką. Nie można też zapomnieć o obsadzie. Tu zobaczymy wielu starych horrorowych wyjadaczy, jak Kate Beckinsale, czy Michael Caine. znajdą się, też tacy, którzy już mieli okazje kreować personel szpitalny i po raz kolejny udowadniają, że to role stworzone dla nich.

Nie ma potrzeby bym dłużej się rozwodziła nad tym tematem. Krótko mówiąc, to całkiem dobry film, na swój sposób mroczny, ale nie straszny. Dla mnie to jednak wystarczy.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:8

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Zaskoczenie:8

Oryginalność:6

To coś:7

76/100

W skali brutalności:2/10

środa, 05 listopada 2014

"Lubię ten moment, kiedy noc i dzień toczą ze sobą walkę na śmierć i życie, a czarna pani składa oręż zmuszona do tego przez odwieczne prawo natury. Bo po nocy zawsze przychodzi dzień. Przeciągam się leniwie w satynowej pościeli, a moje myśli skupiają się teraz na kubku gorącej, czarnej kawy. Kiedy już pobudzający napój krąży w mojej krwi, myślę sobie, że jestem właściwie zadowolona ze swojego życia. Gdyby tylko nie ten upiorny ból głowy. Leki nie pomagają, lekarze są bezradni. Fizycznie nic mi nie dolega, tak twierdzą specjaliści. Patrick, mój mąż uważa, że biorę za dużo leków, że być może się uzależniłam i uodporniłam na nie, że potrzebuję coraz większych dawek. Nieprawda. Ja dobrze wiem, że to przez TEN dom. Odkąd się wprowadziliśmy do wiktoriańskiego domu po jego ciotce, dzieją się dziwne rzeczy. W nocy słyszę kroki i drapanie. Patrick twierdzi, że to pewnie myszy, w końcu to stary dom, ale ja mu nie wierzę. W tym domu COŚ jest. Czai się w mroku nocy, gotowe na atak, kiedy tylko osłabnie moja czujność. Idę do łazienki i zmywam z twarzy ślady po nieprzespanej nocy. Za chwilę wstanie Daniel- mój sześcioletni synek, przygotuję mu śniadanie, ucałuję i wyruszy do przedszkola. Dzień jak co dzień. Jednak obecne wydarzenia uświadamiają mi jak bardzo kocham tę zwykłą codzienność. Siedzę w kuchni i uderzam palcami o blat stołu. Z marazmu wyrywa mnie huk. To stare, spróchniałe drzewo uderza konarami o szybę, szarpnięte nagłym podmuchem wiatru. Serce coraz mocniej łomocze mi się w piersi. Jeszcze dobrą chwilę nie mogę się uspokoić. Wsłuchuję się w miarowe tykanie zegara i próbuję zebrać myśli. Daniel jeszcze nie wstaje a już dochodzi siódma. Pewnie za długo wczoraj siedział przed komputerem. Wchodzę do pokoju synka i drętwieję z przerażenia. Nie ma go ! Pościel równiutko złożona, przykryta narzutą w tęczowe prążki. Dziecka ani śladu. Zaglądam pod łóżko, do szafy, może mój mały chciał mi zrobić psikusa, łudzę się resztką nadziei. Mój synek zniknął, dosłownie zapadł się pod ziemię ! Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy do zadzwonić do Patricka. Drżącymi dłońmi chwytam za telefon, wybieram numer. Poczta głosowa, zostaw wiadomość. Cholera ! Przerażenie przeradza się we wściekłość. Na siebie, na Patricka, na tę chorą sytuację. Od dwóch miesięcy jesteśmy z Patrickiem w separacji. Oddaliliśmy się od siebie, nie potrafiliśmy się porozumieć. Kiedyś wszystko było inaczej. Kiedyś nie byłam dla niego uzależnioną od leków psychopatką, tak mnie nazwał przy ostatniej kłótni. Kiedyś mnie kochał. Osuwam się na podłogę i płaczę z bezsilności. Znowu słyszę huk i dźwięk tłuczonego szkła. Wychodzę do holu i zamieram z przerażenia. Wszystkie nasze rodzinne fotografie, moje, Patricka i Daniela spadły ze ścian i leżą na ziemi. Podnoszę potłuczoną ramkę i przyglądam się zdjęciu z czasów, kiedy byliśmy szczęśliwi. Moją uwagę przykuwa jeden szczegół. Idę dalej i biorę do ręki kolejne zdjęcie i jeszcze kolejne. Teraz już nie mam wątpliwości. Tu dzieje się coś złego, niewytłumaczalnego. Na wszystkich fotografiach mam zamazaną twarz. Postanawiam działać. Cokolwiek jest w tym domu, chce nas skrzywdzić. Może już skrzywdziło moje dziecko ? Muszę się z tym skontaktować. Z duchem, demonem, bytem, czymkolwiek lub kimkolwiek to jest. Potrzebuję narzędzia. W głowie mam gonitwę myśli. Przechodzę do salonu i aż przecieram oczy ze zdumienia. Na stole leży rozłożona plansza ouija. Gdy podchodzę bliżej stół zaczyna się trząść, jakby moja obecność wprawiła go w wibrację. Wskaźnik sam zaczyna się poruszać. Moim oczom ukazuje się pytanie :kim jesteś ? Sama chciałabym o to zapytać kim jest duch nawiedzający dom, w którym mieszkam i który zabrał mojego syna ? Litery układają się w kolejne słowa, a wyrazy w zdania. „Dlaczego tu jesteś ?” pyta plansza. Jak to dlaczego, jestem w swoim domu. „To już nie jest twój dom, teraz jest NASZ” odczytuję odpowiedź i coraz bardziej się przerażam. Diabelska tablica czyta mi w myślach. Moja złość narasta tak bardzo, że rozwibrowany stół sam się przewraca, niebo obleka się w ciemne chmury i teraz nie widzę w zasadzie nic. Słyszę tylko głos. JEJ głos. Medium przemawia powoli, właściwie to uspokaja mnie jej łagodny głos. „kim jesteś i jak się tu znalazłaś?’” pyta a ja nie muszę odpowiadać czuję, że odpowiedź sama wypływa z mojego umysłu bez wypowiadania zbędnych słów, a ja przemawiam teraz jej głosem: „ Mam na imię Roma i mieszkałam w tym domu z mężem i synkiem. Pięć lat temu mój synek zginął potrącony przez samochód. Nie umiem się z tym pogodzić, obwiniam się o to mogłam go lepiej pilnować”. Czuję, że łzy, które spływają mi po policzkach nie palą jak do tej pory żywym ogniem, ale przynoszą oczyszczenie i uspokojenie. „Mów dalej”- prosi mnie medium. „Nie umiałam tak żyć, mąż ode mnie odszedł, nie mógł już tego znieść. Ja wiedziałam, co może mi pomóc, garść proszków, to takie proste”. Słyszę przeraźliwy, zdławiony szloch. Nie wiem czy to ja płaczę, czy medium. Już niczego nie wiem na pewno. Łagodny lecz stanowczy głos medium nie pozwala mi zapaść w letarg. „Musisz stąd odejść. Nie możesz dalej ich straszyć. Oni mają dwójkę małych dzieci. Boją się, kiedy do nich przychodzisz. Musisz odejść”. Tak nowa rodzina wprowadziła się do naszego domu, Patrick go sprzedał, w końcu minęło już tyle czasu. Ale jak mam opuścić dom, w którym pozostały moje najcenniejsze wspomnienia, które ożywają, jeśli tylko tego zechcę ? Jakby ta tragedia nigdy się nie wydarzyła. „Musisz opuścić ten dom” powtarza medium. To jedyna szansa na wybór. Tu i teraz. Ukołysana słowami powtarzanymi jak mantrą, podejmuję decyzję. Odchodzę w niebyt.

Mam na imię Roma. Pięć lat temu popełniłam samobójstwo przez przedawkowanie leków. Od pięciu lat jestem martwa. Tkwię w siódmej czeluści piekła, do którego Dante zesłał morderców i samobójców. Jestem bezlistnym drzewem, którego korą żywią się zgłodniałe harpie. Nie jestem już człowiekiem. Co się stało z moim mężem i synkiem ? Gdzie teraz są ? Tego nie wiem. Może spotkamy się kiedyś w moim piekle."


Monika

17:44, ilsa333
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 listopada 2014

Wataha (2011)

wataha

Polska. Post apokaliptyczna rzeczywistość. Grupa żołnierzy z oddziału specjalnego walczy o przetrwanie w świcie ogarniętym epidemią zmieniającą ludzi w zombie. Trafią do domu pewnego mężczyzny, który mieszka wraz z córką, wkrótce w ślad za nimi przyjdą hordy wygłodniałych zombiaków.

Taki tam sobie filmik. Trwa ledwo ponad półgodziny, więc bardziej pasuje na etiudę niż na pełnometrażowy film.  Jest to horror, pierwszy polski zombie movie, nakręcony przez Wiktora Kiełczykowskiego - kimkolwiek on jest:)

Cóż można o nim rzec? Fabuła typowa. Grupa survivalowców radzi sobie doskonale, aż trafiają na innych ocalałych, wtedy wszytko się sypie i wszystkich szlag trafia.

wataha

wataha

Jest to produkcja amatorska więc nad walorami technicznymi nie ma co się szczególnie rozwodzić. Dość powiedzieć, że nie wygląda to najgorzej. Stosownie ciemna kolorystyka zdjęć, niezła muzyka, znośne prowadzenie kamery i zaskakująco dobra jakość dźwięku. Często rezygnuje z oglądania polskich filmów właśnie z powodu jakości dźwięku. Nie wiem co jest tego przyczyną, ale oglądając nasze rodzime produkcję trzeba wytężać słuch.

Aktorzy, najpewniej amatorzy mają problemy z dykcją, ale nie uderzyło mnie to jakoś szczególnie.

Podobały mi się filmowe dialogi. Bohaterzy twardziele ciągle na siebie warczą i prześcigają się w puszczaniu kolejnych obraźliwych wiązanek w kierunku swoich towarzyszy i atakujących ich zombiaków. Taki walor komediowy.

Oglądanie "Watahy" nie wywołuje boleści, a nawet jeśli to nie będą one trwać zbyt długo, bo film krótki:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:2

Aktorstwo:4

Walory techniczne:5

Oryginalność:2

To coś:3

39/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 03 listopada 2014

"Będąc w piwnicy często możemy znaleźć  różowe kostki przeciw szczurom. Czy są jednak one na pewne potrzebne? Istnieje bowiem legenda, że w murach blokowych piwnic czai się coś o wiele gorszego niż para gryzoni…
Krążą pogłoski, że miejsce to jest domem demona w kobiecej postaci- Lezulli. Kim naprawdę jest Lezulla? Nie da się dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Podania wiejskie głoszą, że w  XIV wieku wieśniacy nękali młodą kobietę, podejrzaną
o kontakty z diabłem. Wymęczoną, ze związanymi kończynami i powyłamywanymi paznokciami po godzinach tortur, wrzucono do piwnicy domu grabarza, aby zmarła z głodu i pragnienia. Nie spodziewali się jednak, że owym miejscu zalęgło się stado wygłodniałych szczurów, które przyspieszyły śmierć wiedźmy.
Niedługo po tym wydarzeniu, w wiosce zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Koty zaczęły rodzić się w zastraszającym tempie, a psy ginąć. Rośliny nie dawały plonów. Częste burze, ale też susze, stały się normalnością w tamtych stronach.  Jednak najgorsze miało dopiero nadejść.  Kiedy nikt nie widział grabarza przez długi czas, postanowiono  przeszukać  dom. Nikt nie wrócił z ekipy ratunkowej, a wkrótce po tym wioskę nawiedziła epidemia dżumy. Ludność zaczęła przypisywać tą katastrofę zamordowanej wiedźmie, Lezulli. Powstawały legendy, zabobony.  Do dziś na wsi można usłyszeć od babć historię demona krążącego po piwnicach. Prawie nikt w to nie wierzy, ale są ludzie, co panicznie się go boją oraz donoszą, że go widzieli.  Ci co przeżyli kontakt z tą postacią, opowiadali, że na początku myśleli, iż jest to zwykła sąsiadka z klatki obok. Nie raz  możemy spotkać się z ogromnymi piwnicami połączonymi wspólnym korytarzem przez cały blok. Właśnie o takich miejscach mowa. Dwudziestoletnia Irena, mieszkanka województwa Podkarpackiego, mówi:
„Jak byłam mała babcia często opowiadała mi o straszliwej Lezulli grasującej
w piwnicach. Z czasem jednak zapomniałam o tej historii. Do czasu tego fatalnego dnia. Był piątek, miałam wolny dzień na studiach. Postanowiłam zrobić wreszcie porządek w piwnicy. Trochę nagromadziło się tam gratów. Wzięłam potrzebne przedmioty i zabrałam się do pracy. Po ok. 2 godzinach, nagle, poczułam muśnięcie po karku. Pewnie zahaczyłam się o coś- pomyślałam. Wtem ujrzałam za kratką drugiego sektora piwnicy młodą kobietę. Uśmiechnęłam się i powiedziałam dzień dobry. Odpowiedzi nie uzyskałam. Trochę mnie to zaniepokoiło. Na pewno usłyszała, skoro stała zwrócona w moją stronę. Przyjrzałam jej się dokładnie. Ubrana byłam w dziwną szarą suknię, jeśli można nazwać tak ten worek. Na głowę zarzuconą miała starą chustę, a ręce… Tego widoku wolałabym nie pamiętać. Przeraźliwie blade, z widocznymi ugryzieniami gryzoni ,z powyłamywanymi paznokciami. Coś obrzydliwego. Z moich rozmyślań wyrwał mnie jej ruch. Powoli podniosła ręce i zaczęłam kierować nimi w stronę chusty, jakby chciała ją zdjąć. Stałam jak sparaliżowana, nie mogłam się poruszyć. Wtem z jakiegoś zakamarku wyskoczył szczur. Dosyć często zdarza się to w piwnicach mojego bloku, ale ostatnio długo ich nie wiedziałam, pewnie ze względu na trutki. Nastąpiło coś nieoczekiwanego. Postać zaczęła wrzeszczeć grubym, gardłowym głosem machać rękami, a następnie zniknęła. Wmurowana w ziemię stałam przez kilka chwil, a po chwili ruszyłam pędem na górę do domu. Tam przerażona odkryłam długie na ok. 6 cm postrzępione zadrapanie wzdłuż szyi. Przez tydzień nie mogłam się z tego otrząsnąć. Znajomi zauważyli, że coś jest ze mną nie tak. Nie wiem czemu, ale stwierdzili, że to przez samotność i kupili mi zwierzaka. Okazał się nim mało kłopotliwy szczur. Coś we mnie wtedy pękło. Przypomniałam sobie, że właśnie jego współplemiennik ocalił mi życie. Do piwnicy odważyłam się wejść dopiero po roku,
i to z chłopakiem i Dżidżi (szczurem).”
Nie dla wszystkich spotkanie z Lezullą skończyło się tak szczęśliwie. Monika, mieszkanka województwa wielkopolskiego, niedawno przeżyła śmierć brata.
„Patryk miał 34 lata- wspomina. Tego dnia wrócił wcześnie z pracy i poszedł do piwnicy po dżem do naleśników, które robiłam. Długo nie wracał. W końcu wszedł do domu dziwnie osowiały. Usiadł przy stole i czekał. Nie widział nawet co je. Po posiłku udał się bez słowa do pokoju. Siedział tam, nie wiem, może z 3 godziny. Niepokoiłam się. Nagle usłyszałam krzyk i łomot. Natychmiast pobiegłam do niego. Otworzyłam drzwi, a tam… Pokój wyglądał katastrofalnie. Firanki postrzępione, stół przewrócony. Wszędzie walały się rysunki kobiety z dziurami zamiast oczu, plamami na rękach i strzępkami paznokci. Mój brat…. Siedział w kącie pokoju z albumem ze zdjęciami. Wskazywał na jedno, z naszą babcią. Krzyczał „ONA! ONA!” Pytam: „Babcia?” „NIE, NIE, NIE, PUSTKA” . Przeraziłam się. Myślę- „O co chodzi”?. Cały czas krzyczał „ONA”.  Przyjrzałam się zdjęciu. Siedzimy z bratem na kolanach babci wsłuchani w jej opowieści. Wtem spadło na mnie olśnienie. Obrazki, pustka, piwnica. Lezulla.  „Chodzi ci o Lezullę”- pytam. Zawodzenie ustało. Rozszerzone ze strachu oczy, zwężyły się niebezpiecznie. Patryk wstał jakby nigdy nic, wyszedł na balkon… i z niego wypadł. Nie chcę tego pamiętać. Zapowiadał się taki normalny dzień, a skończyło się tak tragicznie. Piwnicy się boję. Nigdy nie wierzyłam
w historię babci, ale o tej pory wolę tam nie chodzić.”
Przypadków takich jak Patryk było kilkanaście. Zawsze zaczynały się otępieniem,
a kończyły samobójstwem. Czy jest to jednak prawda? Trudno określić. Sceptycy
w każdym przypadku znaleźli racjonalne wyjaśnienie. Wracając jeszcze do historii pani Ireny, posiadaczki szczura. Okazało się, że wszyscy, którzy mieli wątpliwą przyjemność spotkać się z Lezullą, nigdy nie zobaczyli oczu kobiety. Co więcej, wszyscy mają szczura…"

lezulla

Juliett

16:46, ilsa333
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 listopada 2014

Annabelle (2014)

annabell

Koniec lat sześćdziesiątych. W słonecznej Kalifornii mieszka młode małżeństwo, Mia i John Gordon. Kobieta jest w zaawansowanej ciąży, zaś mężczyzna ma rozpocząć karierę w zawodzie lekarza. Są mili, sympatyczni i pobożni. Pewnego dnia John wręcza swojej małżonce piękną lalkę do jej kolekcji.

Zwyczajna kukła jest niczym więcej, jak dziecięcą zabawką, aż do chwili, gdy za sprawą satanistycznych zapędów pary młodocianych czcicieli ciemnych mocy staje się ona siedliskiem zła.

Córka sąsiadów młodej pary zabija swoich rodziców po czym kieruje się do domu obok, domu Grodonów. Dziewczyna podcina sobie gardło w rękach trzymając lalkę Mii. Śmierć Annabelle Higgins staje się początkiem klątwy jaka spada na Gordonów.

annabell

annabell

Nie ukrywam, że nie szalałam z niecierpliwości by obejrzeć prequel ubiegłorocznej "Obecności". Ów film, jak dla mnie był zbyt nijaki, zbyt wtórny, żebym mogła podzielić opinie rzeszy jego fanów. Dlatego też po "Annabelle" nie spodziewałam się niczego lepszego. Choć sądziłam, że nie będzie tak źle...

Ku mojemu zdziwieniu reżyserem filmu wcale nie został James Wan, twórca "Obecności". Historię nawiedzonej lalki, która przewinęła się w starszej produkcji rozwija już ktoś inny. Filmowiec dość sprawny, posiadający spore doświadczenie, szczególnie jako operator kamery. Niestety jako reżyser nie wniósł do świat horroru nic nowego. "Annabelle" jest bowiem jeszcze bardziej standardowym straszakiem niż "Obecność". Ślizga się po wszystkich schematach aż piszczy w uszach. Ma wprawę, nie powiem, szczególnie we wprowadzaniu na plan skocznych scenek, ale wszystkie one są żywcem zerżnięte z innych produkcji. Zjawy przelatujące w tle, nie pchające się wcale na pierwszy plan to, to co najbardziej podobało mi się w "Naznaczonym". Tu mamy to samo. Nie zabraknie też chwytów bardziej bezczelnych, jak ciąganie bohaterki po podłodze przez niewidzialną siłę. Ale to przecież też już było, i to ile razy.

Scenariusz będący dziełem specjalisty od raczej niszowych pomysłów, jak 'krwiożercza małpa' jest zlepkiem typowych sekwencji wydarzeń jakich zawsze uświadczymy w horrorze. Motyw opętanego przedmiotu, w tym przypadku lalki, walka o duszę dziecka, pełna poświecenia ze strony młodej mamy, troskliwy ksiądz, który przybywa z pomocą, i przyjaciel, który gotowy jest poświęcić życie dla kogoś, kogo zna kilka tygodni...

Wszytko jest takie płaskie, powierzchowne, niedorobione. Nawet przy samym motywie powstania Annabelle twórcy się nie natrudzili tylko zerżnęli wszytko z "Laleczki Chucky". Zerowe zaangażowanie.

annabell

Kilka dobrych ujęć, niezłych scen i fajna ścieżka dźwiękowa to jedyne elementy, które mogę pochwalić.

Straszna bieda jest z aktorstwem, ale to zauważyłam już na trailerze. Odtwórczyni roli Mii to totalne drewno, a partnerujący jej odtwórca roli męża wcale nie jest lepszy. Twarz  lalki wyrażała więcej emocji niż oni razem wzięci w najbardziej dramatycznych momentach filmu.

annabell

Bardzo to wszytko średnie, a nawet marne jeśli skonfrontujemy szeroko zakrojona promocję filmu z tym co rzeczywiście oferuje.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:5

Klimat:6

Napięci:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:5

Walory techniczne:8

Oryginalność:4

To coś:5

52/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 01 listopada 2014

"Historia opowiedziana kiedyś przy ognisku przez starszego kolegę, która zapadła mi w pamięci do dziś:

Przez długie lata w pewnej małej Polskiej miejscowości na torach kolejowych każdy pociąg w niewyjaśnionych okolicznościach zatrzymywał się na chwile, tracił łącznośći i gasły światła. Po chwili samoistnie ruszał bardzo powoli bez pomocy maszynisty. Po około 100 metrów wszystko wracało do normy. Nikt nie wiedział dlaczego akurat w tym miejscu pociągi się zatrzymywały. Po paru miesiącach pewien ksiądz podróżując pociągiem w tak zwanym "martwym punkcie" zauważył chwile po tym jak pociąg samoistnie powoli ruszał odciski dłoni na szybach w ale od zewnątrz. Nie dawało mu to spokoju. Opowiedział historie księżom z różnych parafii i wpadli na pewien ciekawy pomysł. Gdy pociąg zatrzymał się w tej miejscowości i po paru sekundach znowu sam ruszył pasażerowie otworzyli okna i wysypywali mąkę. Ku po ich zdziwieniu mąka opadła na setki nie widzialnych gołym okiem postaci ludzi którzy pchali pociąg. Księża wysiedli z pociągu i zaczęli się modlić o dusze tych wszystkich ludzi. Dnia następnego pociągi kursowały bez problemu po "martwym punkcie" i jest tak do dziś. Szybko się okazało że dnia 6.06.1906 roku i godzinie 6 wykoleił się pociąg w tej miejscowości i nikt nie przeżył."

tor

Korn619


"Cieszę się, że zorganizowałaś konkurs na straszną historię, ponieważ jakiś czas temu miałem w swoim życiu pewną zagadkową sytuację, o której do dziś nie wiem co sądzić, i której wspomnienie wciąż wywołuje we mnie dziwny niepokój. Nie wiem, czy w ogóle należy uznawać ją za straszną, bo być może jestem po prostu przewrażliwiony i tak naprawdę nie wydarzyło się nic, co powinno budzić mój lęk, jednak jestem pewien, że to, co wówczas zobaczyłem, nie było wytworem mojej wyobraźni, ani pozostałością po śnie, co sugerowały mi osoby, którym później o tym opowiadałem.

 

W każdym razie miało to miejsce jakieś pół roku temu, kiedy to zamieszkałem w moim nowo zakupionym mieszkaniu. Jest to niewielki lokal w starym budownictwie niemalże w centrum miasta, nabyty od młodego małżeństwa z dzieckiem, które postanowiło kupić dla siebie coś większego. Moi sąsiedzi to w większości starsi, samotni ludzie, raczej przychylnie, jak sądzę, do mnie nastawieni. Mój kontakt z nimi ogranicza się zwykle do grzecznościowej wymiany "dzień dobry", gdy wychodząc lub wracając do domu spotykam ich na klatce schodowej. Z jedną tylko sąsiadką zdarzyło mi się przez cały ten czas porozmawiać kilka razy trochę dłużej. Jest to starsza, drobna kobieta o siwych włosach upiętych zawsze w kok z tyłu głowy. W ruchach dość energiczna i, jak mi się już podczas pierwszego spotkania z nią wydało, przesadnie wobec mnie uprzejma. Spotykałem już wielu starszych ludzi, ale jeszcze nigdy żadna z tych osób nie zdawała się zabiegać o moją uwagę tak bardzo, jak ta kobieta. Pomyślałem sobie jednak, że to pewnie przez fakt, iż mieszka sama i nieczęsto zdarza się, żeby ją ktoś odwiedzał.

 

Jakieś dwa miesiące temu miałem pewien sen i może dziś już nie wydawałby mi się on tak dziwny i niepokojący, gdybym wtedy, zamiast wstać z łóżka, po prostu go zbagatelizował i spróbował ponownie zasnąć. Pojawiła się w nim moja wspomniana przed chwilą sąsiadka, i to jej postać oraz to, co robiła, napędziło mi niemałego stracha.

Śniło mi się, że był środek nocy, wokół panowała cisza i dziwna, tajemnicza atmosfera. Na początku nie do końca wiedziałem, gdzie się znajduję, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że jestem u siebie w domu, a dokładniej, że po prostu w jakiś sposób widzę to, co dzieje się za drzwiami mojego mieszkania, na klatce schodowej. Stała tam ona i skierowana w stronę moich drzwi wykonywała rękoma w powietrzu jakieś dziwne gesty. Cisza była wręcz przejmująca, ale po chwili zacząłem wychwytywać jakiś ledwo słyszalny szmer. Wtedy też zobaczyłem jej twarz, wykrzywioną nienaturalnym grymasem, i uświadomiłem sobie, że tym szmerem był jej chichot, brzmiący trochę jak jakoś dziwnie zniekształcony, a przez to bardzo złowrogi, śmiech małego dziecka. Widok ten oraz dźwięk utrzymywały się w mojej podświadomości zaledwie przez kilka sekund, ale moje przerażenie rosło przez ten czas coraz bardziej, aż w końcu się obudziłem z walącym mocno sercem i dopiero uświadomiwszy sobie, że był to sen, trochę się uspokoiłem.

Zapaliłem nocną lampkę i wstałem z łóżka, żeby pójść do kuchni napić się wody. Przechodząc przez przedpokój naszła mnie absurdalna myśl, by wyjrzeć na klatkę schodową. Założę się, że wielu ludzi oglądając jakiś horror lub czytając powieść grozy, w momencie gdy bohater zaniepokojony jakimiś hałasami dochodzącymi z dworu lub piwnicy idzie tam poznać ich przyczynę, mówi sobie, że nigdy nie zrobiłoby tego samego. Jednak w rzeczywistej sytuacji, gdy coś ich zaniepokoi, zawsze chcą to sprawdzić. Podobnie było ze mną, po prostu musiałem przekonać się, że nikogo nie ma na zewnątrz. Wyjąłem latarkę z szafki w przedpokoju i otworzyłem drzwi prowadzące na klatkę schodową. Zalewała ją ciemność, więc skierowałem strumień światła z latarki najpierw na podłogę przed wejściem, potem wzdłuż korytarza, na końcu oświetlając prowadzące w dół schody. Naraz poczułem silny wstrząs w piersi, widząc jak tył głowy mojej sąsiadki znika za pochyłą balustradą. Zamarłem w bezruchu nie mogąc złapać tchu. Jedna lub dwie sekundy, w czasie których widziałem chowające się za drewnianą poręczą upięte w kok siwe włosy kobiety, jawiły mi się trwającym całą wieczność ponurym spektaklem, w którym doznałem nagłego, dziwnego wrażenia, że cały mój świat i wszystkie dotychczasowe doświadczenia zostały poddane jakiejś koszmarnej manipulacji. Gdy głowa starej kobiety znikła mi z pola widzenia, pozostało już tylko ciche skrzypienie schodów, jęczących ledwo pod nieznacznym naporem jej ostrożnych kroków. "Chwileczkę, proszę pani!", powiedziałem drżącym głosem, ale na tyle głośno, by mogła mnie usłyszeć, lecz w odpowiedzi usłyszałem tylko ten sam cichy dźwięk skrzypiącej podłogi, a chwilę później przekręcanej powoli klamki u drzwi. Nie ruszałem się na krok, by nie zagłuszyć ewentualnych dalszych odgłosów dochodzących z dołu, jednak po zamknięciu się drzwi od domu kobiety, zapadła całkowita cisza. Stojąc jak wryty, odczekałem jeszcze jakąś minutę, po czym wróciłem do swojego mieszkania. Zegar pokazywał piętnaście po trzeciej. Zapaliłem światło w salonie i postanowiłem już nie spać do rana. I tak pewnie nie zmrużyłbym oka.

 

Od tamtego czasu ani razu nie spotkałem sąsiadki. Wiele razy przechodząc obok jej drzwi słyszałem dochodzące z mieszkania ciche odgłosy krzątania, lecz nie zdarzyło mi się już osobiście na nią natknąć, ani słyszeć z mojego piętra, by ta opuszczała swoje domostwo."


 

Brązowy Jenkin

12:40, ilsa333
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie










Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących



Spis moli



zBLOGowani.pl