What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
niedziela, 25 stycznia 2015

The Remaining (2014)

remaining

Grupa przyjaciół spotyka się na weselu Sky i Dana. Zamiast dobrze się bawić bohaterzy będą świadkami apokalipsy. Część gości padnie trupem w ułamku sekundy, a część będzie skazana na szukanie schronienia podczas, gdy z nieba poleci grad, szarańcza, pioruny i wypełzną porywające ludzi macki. Wszystko to ma być zwiastunem biblijnej apokalipsy.

remaining

Carsey La Scala bardziej zasłynął jako producent niż jako reżyser, czy scenarzysta. W tej kwestii "The Remaining" można uznać za debiut. Facet pracował przy takich produkcjach jak "Szkoła uczuć", czy "Historia kopciuszka", w tym zestawie tylko "Donie Darko" wygląda dobrze.

Gdybym wiedziała wcześniej, że facet lubi nachalnie moralizować - bo czym innym jest historia o córce pastora nawracającej zbuntowanego przystojniaka - ominęłabym ten film z daleka. Tak się nie stało...

Spędziłam więc półtorej godziny słuchając o tym, jak to bóg nas kocha, ale nas wybije, jeśli nie jesteśmy prawdziwie wierzący.

Co oznacza być prawdziwie wierzącym, nie dowiedziałam się, niestety, bo jak się okazuje, samo chodzenie do kościoła, czy bycie księdzem to jeszcze za mało, nie wystarczy też bycie dobrym człowiekiem.

remaining

Już od pierwszych scen nie można mieć złudzeń co do pointy filmu. Nikt za bardzo nie rozważa innych opcji niż biblijna apokalipsa. Ktoś tam nieśmiało wtrąci coś o ataku kosmitów, ale zaraz dostanie biblią w łeb i na tym skończy się cały dylemat. Fabuła przebiega więc jednotorowo. Bohaterowie filmu są uczestnikami apokalipsy. Doświadczą wielu trudnych sytuacji w czasie jednej tylko nocy kiedy to usłyszano archanielskie trąby.

Wszyscy oczywiście doświadczą nawrócenia za co zostaną nagrodzeni bolesną śmiercią, która jednak gwarantuje życie wieczne.

W miarę rozwoju fabuły robi się coraz większa schiza. Jeśli usłyszałabym choćby jedną więcej ckliwą deklarację wiary to chyba strzeliłabym sobie w stopę przed ekranem.

remaining

Liczyłam, że u schyłku scenariusza nastąpi jakiś zwrot akcji, ale nic z tych rzeczy. Boguś szaleje z nienawiści do niewiernych, a ci na prętce chrzczą się w wannach by zyskać jego łaskę.

Na ziemi zostali już tylko ci niewierzący, którzy starają się ogarnąć sytuacje, pomagają sobie nawzajem z narażeniem własnego życia, ale cóż to znaczy? Film jest straszliwie przegadany, na dodatek nie zbyt mądrze tu prawią, zaś nieliczne sceny pokazujące apokalipsę wyglądają bardzo przeciętnie i mało pomysłowo. Aktorstwo jest średnie, ale w sumie lepsze nie było wcale potrzebne, bo brakuje tu postaci choćby odrobinę charakterystycznych.

Nie wydaje mi się by ten film w jakikolwiek sposób ukazywał ludzkie zachowanie w sytuacji wszechogarniającego zniszczenia. Weźmy dla porównania choćby "Mgłę" Kinga. Jak tam zachowują się ludzie? Gdy klepanie pacierzy nie pomaga postanawiają wykorzystać starotestamentowe zagrania zacząć składać ofiary. Zamiast wspierać się szukają winnego gniewu bożego, nikt nie nagrywa na fonie wyznania wiary i nie krzyczy w niebo, że wierzy w boga. Wszyscy robią po gaciach i nikogo nie obchodzi los bliźniego. Tu wszyscy przechodzą przemianę. Tak jakby jeszcze ktokolwiek wierzył w to, że cierpienie uszlachetnia. Ci którzy byli z natury dobrzy, tacy pozostaną, a ci którzy byli bezwzględni zrobią się tylko gorsi.

Podsumowując: film głupi jak nieszczęście:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:4

klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:6

To coś:3

Oryginalność:5

Walory techniczne:5

48/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 24 stycznia 2015

The Secret of Crickley Hall (2012) - odc. 1-3

the secret of crickley hall

Eve i Gabe przeprowadzają się do posiadłości nazywanej Crickley Hall by otrząsnąć się po stracie dziecka. Pół roku wcześniej ich synek Cameron został uprowadzony z placu zabaw. Poszukiwania nie przynoszą rezultatów, więc wraz z małą Cally i nastoletnią Loren postanawiają zmienić otoczenie.

W wielkim wiktoriańskim domu nie znajdują jednak spokoju. Crickley Hall był niegdyś sierocińcem, którego mieszkańcy zginęli w tragicznych okolicznościach.

Eve, która posiadała nadnaturalną zdolność porozumiewania się z synem telepatycznie znowu zaczyna słyszeć jego głos - po raz pierwszy od dnia jego zaginięcia. Rodzina musi dowiedzieć się, czy istnieje jakaś szansa na odnalezienie syna żywego i co mają z tym wspólnego wydarzenia z przed pół wieku, jakie miały miejsce w Crickley Hall.

the secret of crickley hall

Mini serial produkcji BBC miał premierę w listopadzie 2012 roku. Do polski nie dotarł - przynajmniej nie oficjalnymi drogami. Większość z Was za pewne o nim nie słyszała, tak też byłoby w moim przypadku gdyby nie został mi podsunięty :)

Scenariusz do filmu powstał w oparciu o powieść Jamesa Herberta, w moim odczuciu specjalisty od nastrojowych ghost story.

the secret of crickley hall

Do udziału w projekcie zostali zaproszeni znani z innych seriali aktorzy, jak Olivia Cook, która rozpanoszyła w filmowych horrorach od czasu debiutu w "Motel Bates", czy Maisie Williams, znana przede wszystkim jako Arya Stark z "Gry o tron". Podobnie serialowe doświadczenia ma cała reszta obsady, generalnie twarze znane.

Opowieść podzielona jest na trzy blisko godzinne odcinki. Film raczej unika nudnych wstępów i dłużyzn, jak to często bywa z mini serialami, chociażby w przypadku ubiegłorocznego "Dziecka Rosemary". Praktycznie od razu przechodzimy do rzeczy.

Akcja filmu dzieje się, w dwóch czasach. Na przemian śledzimy losy rodziny Cribben osadzone we współczesności, by za chwilę przenieść się do lat '40 ubiegłego wieku, by poznać historię Nancy Linnet młodej nauczycielki z sierocińca i jej uczniów dręczonych przez obłąkanego dyrektora placówki i jego- nie wiele lepszą - siostrę.

the secret of crickley hall

Twórcy serialu postawili na bardzo klasyczny przepis na kino grozy:

Mamy wielkie domostwo skrywające mroczną tajemnicę, bohaterów którzy chcą przed czymś uciec, a w efekcie wplątują się w niezłą intrygę uknutą wiele lat temu i oczywiście tych, którzy coś wiedzą, ale nie powiedzą.

Do tego dochodzą przemykające po schodach przyjazne duszki i kryjący się w piwnicach potępieńcy, obowiązkowo mamy kogoś na kształt medium, dziecko, które widzi duchy i 'znawce zjawisk paranormalnych'.

W przeciwieństwie do chociażby "Nawiedzonego" czyli innej adaptacji prozy Herberta nie uświadczymy tu wielkiego efektu zaskoczenia, nawet o mały jest ciężko, choć umiejętnie budowana fabuła nie pozwala na poczucie rozczarowania finałem.

Udaje się zbudować coś, co przypomina klimat klasycznych brytyjskich straszaków, ale nie jest idealnie.

the secret of crickley hall

Jak na mój gust sprawa jest mocno uproszczona i mam wrażenie, że w porównaniu z oryginalną, czyli książkową wersja tej historii mamy tu sporo dziur, które warto było zapełnić. Książki nie czytałam i nie wiem nawet czy jest dostępne jej polskie wydanie, ale coś mi mówi, że pewne kwestie zostały tu pominięte.

Nie mniej jednak ogólne wrażenia są na plus. Bardzo przyjemna, sprawna historia, spełnia wymogi gatunku. Trochę przypomina takie horrory jak "Sierociniec", Szepty w mroku", czy "Kręgosłup diabła", a to bardzo miłe skojarzenia dla każdego fana ghost story.

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:8

Napięcie:6

Fabuła:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10

środa, 21 stycznia 2015

Isolation/ Izolacja (2005)

isolation

Na farmie w Irlandii za zgodą jej właściciela Dan'a, naukowiec John przeprowadza eksperymenty na bydle. Poddaje je genetycznym modyfikacjom, by przyspieszyć ich dojrzewanie i tym samym sprawić, by szybciej mogły się rozmnażać. Sprawę nadzoruje doktor weterynarii Orla, która wkrótce po odebraniu porodu u jednej z krów odkrywa, że z nowo narodzonym cielakiem jest coś nie tak. Zwierze jest bardzo agresywne i trzeba je uśmiercić.

isolation

Po dokonanej sekcji zwierzęcia Orla wraz z Johnem odkrywają iż nowo narodzone bydlątko było w ciąży, a z jego wnętrza wyciągnięto kilka martwych płodów. A przynajmniej wyglądających na martwe.

Gdy John i Dan zastanawiają się, co poszło nie tak Orla znika, a ukrywający się w okolicy wraz z dziewczyną Jamie, zostaje ugryziony przez coś co zostało wyhodowane na farmie.

Horror Billy'ego O'Brien'a porusza  temat zwierząt transgenicznych hodowanych dla zysku, wbrew dezaprobaty większości społeczeństwa. Wiemy, że skutki modyfikacji genetycznych mogą być mało ciekawe. 'Ulepszone' w ten sposób zwierzęta mogą być chore, bezpłodne, agresywne...  Reżyser "Izolacji" idzie o krok dalej snując wizję jeszcze gorszego, co więcej, zaraźliwego efektu ubocznego.

isolation

Wynik pracy naukowca okazuje się być śmiercionośnym stworem, którego nie sposób w łatwo unieszkodliwić. Bardzo czytelne jest tu nawiązanie do takich filmów jak "Coś", czy innych monster movie, z tym, że pochodzenie potwora w przypadku "Izolacji" nie jest nadprzyrodzone, lecz wynika z ludzkich działań. 

Posiada bardzo czytelne przesłanie - nauka rozwija się w niebezpiecznym dla ludzkości kierunku - ale posiada też walory czysto rozrywkowe.

Podczas seansu możemy cieszyć oko bardzo dużym nagromadzeniem scen krwawych, graniczących z uczuciem obrzydzenia, bardzo precyzyjnie zrobionych mimo niewielkiego budżetu jakim dysponował twórca.

Efektom gore towarzyszy dobrze budowany suspens, mroczny klimat grozy kryjącej się pod osłoną nocy. Kolorystyka obrazu jest ciemna, ale intensywna. Ograniczona przestrzec pozwala zbudować klaustrofobiczny klimat i tytułowe poczucie izolacji.  

Aktorstwo jest jak najbardziej zadowalające, w filmie możemy zobaczyć chociażby Essie Davis, którą ostatnio widzieliśmy w "Babadooku" i wielu innych znanych choć nie 'opatrzonych' jeszcze aktorów. 

Dla mnie największą zaletą filmu jest dokładność twórcy, który nie pozwala na przypadkowe kierowanie fabułą, ani na ubytki w formie. Wszytko jest zbudowane konsekwentnie. Fani scen niemiłych dla oka będą mieli na co popatrzeć , bo nawet jak kilkakrotnie się skrzywiłam na temat tego o widzimy na ekranie.

isolation

W ubiegłym roku O'Brien wypuścił nowy film "Scintilla" teraz wystarczy poczekać aż gdzieś się wyłoni. Przypuszczam, że niebawem to nastąpi, bo "Izolacja" została doceniona przez krytyków, parokrotnie nagrodzona, a i wielu widzów wypowiada się o filmie pozytywnie.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:4/10

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Messiah of Evil/ Mesjasz zła (1973)

mesjasz zła

Arlette straciła kontakt ze swoim ojcem, malarzem, gdy ten przeprowadził się do małego miasteczka w Kalifornii. Zanim przestał się odzywać nadsyłał jej listy o coraz bardziej niepokojącej treści. Kobieta postanawia rozwikłać tajemnice miejsca, które jej ojciec uznał za przeklęte oraz, o ile to możliwe, odnaleźć tatę.

Stareńki film małżeńskiego duetu Huyeck& Katz.(To w ogóle produkcja rodzinna, bo jeszcze zdjęcia od szwagra:)

Trafiłam na niego, rzecz jasna, przypadkiem. Ostanie łowy mogę uznać za owocne. Po kilku wpadka z kinem terajszym zawsze sięgam po coś starego i zapomnianego, to przywraca mi wiarę w kino grozy.

Od razu mówię, że nie jest to film, który spodoba się każdemu. Niedawno pisałam tu "The Sentinel" zaznaczając jego dziwność. W przypadku "Mesjasza zła" muszę uczynić to samo.

Po scenie otwierającej, w której widzimy mężczyznę mordowanego przez młodą aczkolwiek dziwnie wyglądającą dziewczynę przechodzimy do opowieści snutej przez narratorkę i tym samym bohaterkę filmu, Arlette.

mesjasz zła

Jej głos będzie towarzyszył nam przez cały seans, uzupełniając to, co widzimy na ekranie. To przydaje filmowi trochę gawędziarskiego klimatu, choć historia raczej nie nadaje się na opowieść przy ognisku, jest na to zbyt pokrętna.

Dzięki temu wstępowi poznajemy jednocześnie epilog. Smutny koniec naszej bohaterki zamkniętej w domu wariatów. Widź ma się stać świadkiem jej historii. A historia ta wiąże się z legendą Point Dune (nie jestem pewna pisowni), gdzie:

"Przed stu laty księżyc stał się czerwony i zaczęły się dziać różne rzeczy, tak jakby ta czerwień wpychała ludzi w otchłań piekła. Nagle zaczynali krwawić. Dzieci jadły surowe mięso, miasto zmieniło się w rozjątrzoną ranę, aż do pewnej nocy, gdy tamci wyszli z kanionu".

mesjasz zła

Takie słowa nasza bohaterka usłyszy od miejscowego pijaczka po dotarciu na miejsce. Ten sam typek poleci jej także zabicie ojca, gdy tylko go odnajdzie.

Arlette wprowadza się do opustoszałego domu taty wraz z poznanymi w mieście ludźmi zainteresowanymi historią miasta. Bogaty turysta z Europy i dwie jego kochanki przez pewien czas towarzyszą dziewczynie w śledztwie. Jak to bywa w miejscach przeklętych ludzie znikają i wkrótce Arlette zobaczy na własne oczy prawdziwe oblicze mieszkańców miasteczka.

Temu 'objawieniu' będzie towarzyszyć wiele smakowitych scen. W zasadzie każda kolejna jest lepsza od poprzedniej, wiec mogłabym je wymieniać w nieskończoność. Wszytko dzieje się nocą, niby banał ale pomaga w budowaniu klimatu. Pojawia się też szereg dziwacznych postaci, jak Murzyn albinos jedzący myszy, czy wspomniany pijaczek.

mesjasz zła

mesjasz zła

Kamera posuwa się z wolna więc idzie się w tym klimacie rozsmakować. Mamy sporo zbliżeń na przerażone oblicza ofiar czy na obłąkane oczy oprawców, trochę brutalności, trochę krwi. Obstawiam, że twórcy mogli zapatrzeć się na stare, dobre giallo, albo na horrory metafizyczne, których cóż, mamy jak na lekarstwo, ale jak już któryś się trafi to klękajcie narody.

Jeśli chodzi o inne skojarzenia to na pewno postawiłabym na młodszy o dwa lata "Przestraszmy Jessikę na śmierć". Tu też mamy podejrzewaną o szaleństwo narratorkę, w której głos wsłuchujemy się podczas śledzenia tego, co dzieje się na ekranie. To nie wszystkie punkty wspólne tych dwóch obrazów, ale nie chciałabym czynić spoilera.

Motyw tajemnicy miasteczka finalnie może okazać się trochę banalny, ale zdradzę Wam, że to wcale nie przeszkadza w całościowym odbiorze filmu.

Tyle się tu dzieje, że nikt nie powinien być rozczarowany, to jedno, druga rzecz to sposób w jaki ta historia jest przedstawiona: Wspomniane zdjęcia, efektowne dodatki, jak muzyka, czy całkiem niezłe aktorstwo. Mamy tu też trochę lekkiej psychodeli, co wytrąca z prostego rozumowania i oczywistego odbioru wprost.

Na koniec powiem, że polecam. Ale nie każdemu:)

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:10

Fabuła:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Zaskoczenie:4

Oryginalność:7

To coś:9

72/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 18 stycznia 2015

Out of the Dark (2014)

out of the dark

Trzy osobowa rodzina Harrimanów przeprowadza się z Europy do Kolumbii, gdzie od lat ojciec Sarah Harriman prowadzi fabrykę papieru. Kobieta ma przejąć kierownicze stanowisko po niedawno zmarłym w dziwnych okolicznościach mężczyźnie. Nie ma pojęcia o branży, ale angażuje się w pracę widząc jak ważnym elementem życia społeczeństwa Santa Clara jest możliwość zarobkowania w jej rodzinnej firmie.

Tymczasem jej mąż Paul poświęca się swojej artystycznej działalności oraz opiece nad ich mała córeczką Hannah. Rodzina osiedla się w domu zamieszkałym przez wcześniej wspomnianego martwego faceta i powoli poznaje historię małego kolumbijskiego miasteczka. Po za biedą mieszkańcom Santa Clara w jego długiej historii przydarzały się różne nieszczęścia, miedzy innymi makabryczna zbrodnia dokonana na dzieciach w czasach konkwisty. Teraz, w rocznicę zajścia, tuż po obchodach upamiętniających ofiary zbrodni, mała Hannah zaczyna chorować, a jej rodzice będą musieli dowiedzieć się co jest przyczyną niejasnej dolegliwości by móc ocalić córkę.

out of the dark

"Out of the Dark" to kolejne współczesne ghost story bazujące na maksymalnym użyciu efektów komputerowych w celu wyłuskania choć odrobiny przerażenia z potencjalnego widza. Gładkość grafiki widać już choćby na plakacie promującym.

Już początek filmu zdaje się krzyczeć: mamy budżet i nie zawahamy się go użyć!

Debiutujący twórcy postawili więc na hollywoodzka obsadę, piękne plenery Ameryki Południowej i wspomniane efekty. Szkoda, że nie postawili na oryginalniejszy scenariusz.

Nie jestem jasnowidzem, ale już po pierwszych minutach filmu domyśliłam się co jest na rzeczy, Wystarczyło dodać dwa do dwóch. Choć później podrzucony trop stara się (jak może) zmylić widza w moim przypadku się nie sprawdził. Jeśli wszytko w filmie jest do tego stopnia oczywiste pozostaje cieszyć się formą. Idę o zakład, że wielu osobom przypadną do gustu komputerowo wygenerowane postaci duchów, spore nagromadzenie skocznych scen i inne klasyczne we współczesnych horrorach elementy.

out of the dark

Gdyby nie fakt, że mierzi mnie takie stawianie sprawy: brak pomysłu nadrabiamy budżetem, to może być podeszła d sprawy łaskawiej, bo w jakiś sposób te zabiegi spełniają swoją rolę. Piękne plenery i bogactwo rodziny fabrykantów dobrze kontrastują z mrokami historii Santa Clara, które manifestują się poprzez ciągle żywe złe wspomnienia, wszechobecną nędzę i wreszcie złowrogie cienie padające na rozsłonecznione twarze szczęśliwej rodziny przybyłej z cywilizowanej części świata.

  Wygenerowane komputerowo duszki, wyglądają całkiem dobrze, ale niestety sztucznie. Dopieszczone szczegółowo szybko pokazują swoje oblicza, grają w otwarte karty nie biorąc pod uwagę najstarszej zasady budzenia grozy:strachu przed tym czego nie widać.

Tak jak wspomniałam, fabuła jest bardzo prosta, oparta na spranym schemacie. Trochę dostrzegalna jest inspiracja innym na poły hiszpańskim straszakiem "Darkness". Tam też mamy wątek obrotnego seniora rodu osiadłego w hiszpańskojęzycznym kraju, do którego wprowadza się rodzina. Są duchy dzieci, jest atak na najmłodszego z rodu i jest tocząca się po podłodze kolorowa kredeczka. Nie myślcie jednak, że nowa produkcja trzyma taki sam poziom, bo nawet się do niego nie zbliża.

Gwoździem do trumny w przypadku "Out of the dark" jest zakończenie. Maksymalnie ckliwe, słodko pierdzące, będące kulminacyjnym popisem zdolności zaangażowanych w produkcje grafików.

out of the dark

Podsumowując, obiektywnie patrząc film może się podobać, spełnia podstawowe wymogi gatunku, ale dla mnie jest kolejnym przykładem na to, że współcześni twórcy horrorów cierpią na chronicznego lenia.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zaskoczenie:3

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

52/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 17 stycznia 2015

Dark Summer (2015)

dark summer

Nastoletni hacker zostaje skazany na areszt domowy za włamania na internetowe konta swojej szkolnej koleżanki, Mony. Lato spędzi więc w domu, gdzie odwiedzać będzie go para znajomych, można rzecz: mogło być gorzej.

I będzie, gdy wspomniana Mona postanowi skontaktować się z nim przez sieć tylko po to by przed ekranem komputera strzelić sobie w łeb. Bohater zacznie fiksować ze strachu i poczucia winy. Duch Mony pod postacią złowrogiej emanacji, będzie próbować skrzywdzić chłopaka.

dark summer

Czytając opis filmu wcale nie miałam ochoty go oglądać, bo zapowiadało się, że pierwsza produkcja z roku 2015 będzie słaba. Skusiło mnie jednak nazwisko reżysera, który mając na koncie całkiem fajny i pomysłowy straszak "Grace" siedział cicho od pięciu lat. Pomyślało mi się, że może potrzebował tyle czasu, żeby wystrzelić z czymś na prawdę dobrym. Niestety. "Dark summer" nie jest słabe, ale też nie dobre. Jest średnie. Rok dla horrorów zaczął się więc średnio. Można rzecz: mogło być gorzej.

I pewnie jeszcze będzie;)

"Dark summer" to nic innego jak kolejne ghost story traktujące o tym, jak duch potrafi uprzykrzyć swawolne życie nastolatków. Pojawiają się typowe elementy: nastoletni protagoniści, samobójcza śmierć, manewry w wirtualnym świecie, niespełnione miłości i obowiązkowe 'wywoływanie ducha'.

Daniel napytał sobie biedy, bo zakochał się w tajemniczej Monie. Coś skłoniło go do tego, by wykorzystać swoje hackerskie umiejętności, by prześledzić jej internetowe poczynania. Został na tym złapany.

Wkrótce obiekt jego westchnień popełnia samobójstwo, na jego oczach, a widz zaczyna rozkminiać, o co chodzi? Zmienił jej status na facebooku na 'jestem wywłoką', wrzucił na tablice zdjęcia z kibla?

Osobiście sądziłam, że Daniel zrobił coś co skłoniło Monę do samobójstwa, coś więcej niż nielegalne zalogowanie się na jej konto na portalu społecznościowym.

Gdy obserwujemy zachowanie bohatera, jego mniejsze i większe psychojazdy, trop wskazujący na jego winę w całym tym zamieszaniu wydaje się sensowny. Zamęczył dziewczynę, ot co.

dark summer

Chłopak upiera się jednak, że duch go prześladuje, jego znajomi zaczynają mu wierzyć, do tego nic nie wskazuje na to, że w jakiś sposób zniszczył życie Mony. Tu kończą się dylematy, czas przypalić świece, wyrecytować formułkę, chwycić się za rączki. Od tego momentu, już nie ma za bardzo nad czym się rozwodzić. Mamy ducha.

dark summer

Pozostaje jednak pytanie, dlaczego Mona jest duchem? Dlaczego palnęła sobie w łeb na oczach zakochanego w niej chłopca? No i tu robi się trochę ciekawiej. Co, jak i dlaczego, Wam nie powiem, bo może ktoś zechce się na seans skusić. Oczywiście nikogo do tego nie namawiam, bo w żadne sposób nie jest to film, który koniecznie trzeba obejrzeć.

Jeśli komuś nie przeszkadza fabuła, może to zrobić jej 'wykonanie'. Sporo dłużyzn, które nudzą zamiast podnosić ciśnienie, mało ciekawe zdjęcia, tanie efekty, średnie aktorstwo. Jeśli oczekujecie czegoś ponad średniawkę to będziecie rozczarowani. Seans należy zacząć od obniżenia oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:5

Oryginalność:5

To coś:5

54/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 16 stycznia 2015

 Når dyrene drømmer/Wilkołacze sny (2014)

wilkolacze sny

W małej rybackiej wiosce wraz z ojcem i chorą matką mieszka nastoletnia Marie. Dziewczyna rozpoczyna prace w miejscowej przetwórni ryb, gdzie nie spotyka się ze zbyt miłym przyjęciem. Wydaje się, że miejscowi, a także jej własny ojciec coś przed nią ukrywają. Ma to związek z chorobą  jej matki, która uczyniła z niej przykute do wózka warzywo, a teraz wydaje się atakować także jej córkę, bowiem Marie zaczyna mieć niepokojące objawy. Zmienia się psychicznie i fizycznie. Zmiany dotyczą koloru oczu, układu kostnego, owłosienia, staje się też wybuchowa i agresywna. Marie ma do wyboru poddać się leczeniu, które wpędzi ją w stan katatonii, lub starać się żyć z objawami. 

Skandynawskie horrory zawsze oglądam z ochotą. Często mają taki melancholijny klimat, czasami mam wrażenie, że północne wiatry zamrażają krew w żyłach. Są zazwyczaj bardzo stonowane, oszczędne w wyrazie, co nie znaczy, że ich treść jest uboga.

"Wilkołacze sny" też takie są.

Przez większość czasu obserwujemy senne życia nadmorskiej osady. Powolne przejazdy kamerą po plaży, miasteczku, pochmurnym niebie, są stałym elementem filmowej ekspozycji. 

wilkolacze sny

Filmowa fabuła opiera się na rodzinnej tajemnicy. Co dolega matce Marie? Co dolega jej samej?

I tu mamy strzał w stopę ze strony dystrybutorów, bo już po samym tytule filmu możemy się zorientować co jest na rzeczy. W tytule oryginalnym są to "Zwierzęce marzenia", czy jakoś tak, ale "Wilkołacze sny" to już spoiler ewidentny. Być może ktoś uznał, że już po samych objawach bohaterki rozpoznamy 'tajemniczą chorobę' i być może jest w tym racja, ale o tym się nie przekonamy, dzięki bardzo konkretnemu przekazowi jaki bije z tytułu. 

wilkolacze sny

Jeśli nie może być mowy o elemencie zaskoczenia to co nam pozostaje? Ano wspomniany klimat. Podniety estetyczne jakie zapewniają doskonałe zdjęcia, czy nastrojowa muzyka.

Bardzo subtelny sposób narracji, pozwala na podziwianie formy, ale nie wiem czy to wystarczy.

Pamiętam, że w "Zdjęciach Ginger" duży nacisk kładziony był na walory rozrywkowe. Tu nastoletnia bohaterka jest mało zabawowa, przeważnie milczy, czasem delikatnie uśmiechnie się do kolegi z pracy.

To podkreśla siłę zmian, jakie w niej powoli zachodzą. Marie zaczyna się buntować, atakuje tych, którzy wchodzą jej w drogę, ochoczo wskakuje na wspomnianego kolegę. 

Dzięki dobrodziejstwu tytułu wiemy, co dzieje się z Marie i że będzie już tylko gorzej. Problem polega na tym, co w związku z tym?

Jak wspomniałam bohaterka ma wybór, ale nie jest on łatwy. Może zacząć wegetatywny styl życia wzorem swojej matki, za sprawą przyjmowanych leków, albo pozwolić zmianom zachodzić, ale z dala od społeczności, która nigdy tego nie zaakceptuje.

wilkolacze sny

Mimo bardzo ciekawego wykonania, sam pomysł niczym nie różni się od typowych opowieści o potworach. Motyw skrywanej tajemnicy, wygnanie na margines społeczeństwa, poszukiwanie sprzymierzeńca etc. Jeśli komuś to nie przeszkadza, jeśli jest w stanie zrekompensować sobie niedostatki w pomyśle zadowoleniem z wykonania, to film powinien mu się spodobać.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:5

Zaskoczenie:3

Zabawa:7 

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Oryginalność: 5

To coś:6

67/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 15 stycznia 2015

Starve/ Zagłodzeni (2014) 

zaglodzeni

Beck, jego dziewczyna Candice i brat Jim poszukują inspiracji dla nowego komiksu, który chciał stworzyć Beck. W tym celu udają się do wyludnionego miasteczka, gdzie według legendy można spotkać 'dzikie dzieci', żywiące się ludzkim mięsem.

Gdy docierają na miejsce ktoś kosi im brykę i zostawia na pastwę nieznanego oprawcy. Trafiają do "Freedom high", gdzie pewien szalony człowiek uczy ludzi tego, co może zrobić z nimi głód.

Troje podróżnych staje się jego ofiarami. Zamknięci w klatkach jak zwierzęta zmuszani są do toczenia walk z innymi 'uczniami' by 'dyrektor' umożliwił im zaspokojenie głodu.

zaglodzeni

zaglodzeni

zaglodzeni

Kolejny film z cyklu 'zbadajmy granice człowieczeństwa'. Motyw przewodni jest niemal identyczny z tym z obrazu "Hunger".

Znowu chodzi o straumatyzowanego mężczyznę, który w przeszłości znalazł się w sytuacji, która zmusiła go do dokonania zbrodni morderstwa. Nie trudno się domyślić, że chodziło o wybór, czy nakarmić swój głód czy umrzeć.

Tak, więc kolejny reżyser z mikrym doświadczeniem, chciał zrobić wrażenie wykorzystując proste chwyty i oklepany motyw. 

Podejrzewam, że budżet filmu był niewielki, ale i tak twórca pokusił się o użycie komputerowych chwytów, które niestety wypadają tanio. Nie wiem, czemu przy każdej scenie przemocy obraz zwalniał. Kojarzyło mi się to z dachującymi w zwolnionym tempie samochodami biorącymi udział w pościgu w jakimś znanym filmie akcji z lat '90.

Dzięki temu widz może dostrzec, jak skopane są te sceny. Może dokładnie przyjrzeć się ciosom, od których pada przeciwnik, a które w rzeczywistości wcale go nie dosięgają. Klapa. 

W zasadzie udanych, przykuwających uwagę fragmentów tu nie uświadczymy. Co się tyczy obsady, to nie mam jakiś szczególnych zarzutów. Dobrze komponuje się z ogólnym poziomem produkcji. Nie ratuje go, ale też nie pogrąża jeszcze bardziej.

Krótko mówiąc: kolejny nic nie wnoszący, wtórny produkt. Jest nie więcej niż strawny.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:5

Walory techniczne:4

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:3/10

środa, 14 stycznia 2015

The Final (2010)

final

Grupa szkolnych wyrzutków organizuje imprezę, na którą zapraszają tylko wybrańców. Tych najatrakcyjniejszych, odnoszących sukcesy na każdym polu i przede wszystkim najokrutniejszych. Tych, którzy dręczą i poniżają innych znajdując w tym uciechę.

W noc imprezy mają zamiar ukarać swoim oprawców za lata złego taktowania jakiego doświadczali za szkolnymi murami. Przygotowują na tę okoliczność coś specjalnego. Zamierzają torturować kolegów fizycznie i psychicznie, by ci mogli na własnej skórze przekonać się o konsekwencjach własnej podłości. Coś na zasadzie zamiany ról. W trakcie tej, nazwijmy ją 'zabawy edukacyjnej' poleje się krew, ale nie chodzi tylko o zadawanie bólu. Grupa zaprzyjaźnionych wyrzutków chce pokazać jak nic niewarte są pozorne więzi łączące ze sobą gwiazdy socjogramu, zmuszając ich do wzajemnego ranienia.

final 

"The Final" po raz pierwszy oglądałam już kawał czasu temu. Ani za pierwszym, ani za drugim razem nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Szanse były na to marne biorąc pod uwagę wtórność motywu przewodniego, czyli zemsta na niemiłych kolegach, i biorąc pod uwagę wykonanie- mocno przeciętne.

Oglądając film nie kibicowałam żadnej z grup, ani ofiarom ani oprawcom. Uznałam, że i jedni i drudzy są chuja warci. Frajerzy, bo dały się wpędzić w błędne koło ciągłego poniżenia i zamiast zrobić z tym coś sensownego to planują podniosłą zemstę w teatralnym stylu. Gwiazdy, bo mimo iż nie miały powodów do kompleksów maskowały ukrytą niską samoocenę poniżając tych, którzy im na to pozwalali. Wszystkiemu winne są emocjonalne niedostatki nastoletnich bohaterów i w moim odczuciu nie ma tu miejsca na moralizatorską pointe, którą starają nam się wcisnąć twórcy. Nad głupotą nie ma co się rozwodzić.

Motyw szkolnych prześladowań ukazywany był wielokrotnie w dużo ciekawszej formie, być może to najbardziej wpłynęło na mój odbiór obrazu, a może empatia nie jest moją mocną stroną;).

Głównymi bohaterami, jak już wspomniałam jest paczka frajerów, którzy wciąż wygłaszają depresyjne monologi i planują dać nauczkę tym, którzy w ich mniemaniu niszczą im życie. (Tak jakby życie zaczynało się i kończyło w liceum) Jest wśród nich reprezentant mniejszości narodowej, mózgowiec, czy mała metalówa, która w duchu marzy o dołączeniu do paczki pustakowatych laleczek bujających dupciami na szkolnych korytarzach. Urządzają swoisty festiwal zemsty. Zwabiają swoich wrogów, usypiają ich, skuwają łańcuchami i odziani w maski przedstawiają sens całej intrygi.

final

final

Zabiegi jakim poddawani są szkolni gwiazdorzy są całkiem efektowne, gdyby tylko nie towarzyszyła im ta uporczywa dramatyczna nuta, którą twórcy starają się podkreślić słuszność sprawy.  Ciągle przewija się jedno pytanie "Dlaczego?" Grupa gwiazdeczek zastanawia się dlaczego, frajerzy mszczą się w tak okrutny sposób. Frajerzy pytają dlaczego przez lata byli ofiarami bezrozumnej przemocy ze strony kilku wybrańców losu. Odpowiedź na nie twórcy filmu serwują drobnymi porcjami, choć wszytko sprowadza się do prostej odpowiedzi: Bo mogli.

final

Znajdziemy tu kilka mocniejszych scen, tj. krwawszych scen, które pewnie niektórym widzom przypadną do gustu. Jest teatralnie, moralizatorsko, pseudoambitnie, pseudopsychlogicznie. Nie dla mnie ten film.

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:5

Napięcie:4

Fabuła:5

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:6

Oryginalność:3

To coś:4

48/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Big Dviver/ Wielki kierowca (2014)

big driver

Tess, pisarka poczytnych kryminałów, których bohaterkami są przebiegłe staruszki wyrusza na spotkanie autorskie w prowincjonalnej bibliotece. Organizatorka spotkania poleca udręczonej długa podróżą Tess by w drodze powrotnej skorzystała ze skrótu. Bohaterka wykorzystuje tę opcję i wkrótce ląduje na odludnej drodze z dziurawą oponą i brakiem zasięgu na komórce.

Niebawem pojawi się przy niej tytułowy Wielki kierowca. Potężnej budowy gość oferuje jej pomoc. Stojąc samotnie na pustkowiu w towarzystwie olbrzyma w głowie Tess pojawia się sygnał alarmowy, ale nie zdąży wykorzystać ostrzeżenia, bo po solidnym uderzeniu w głowę obudzi się w opuszczonym budynku. Gdy otworzy oczy zobaczy odrażający pysk leżącego na niej gwałciciela.

Kolejna produkcja TV zrealizowana na podstawie utworu z zbioru "Czarna bezgwiezdna noc" Stephena Kinga. Tym razem pisarz nie brał czynnego udział w tworzeniu obrazu. Realizacja projektu została jednak powierzona osobom wprawionym w filmowych adaptacjach.

Efekt jest bardzo dobry, zważywszy na ograniczenia budżetowe i wyzwanie jakie stanowi przeniesienie na ekran niekończących się wewnętrznych monologów bohaterów, jakie stanowią stały punkt prozy Kinga.

Bohaterką "Big Diver", jak to często bywa u Kinga, jest pisarka. Samotna kobieta w samotnej podróży narażona na niebezpieczeństwo typowe dla horrorowego schematu: Zła droga, a na złej drodze, zły człowiek i nieszczęście gotowe.

big driver

Tess nie trafia jednak na rodzinę kazirodczych kanibali, lecz na seksualnego dewianta, który gwałci i morduje swoje zdobycze. W filmie nie obejdzie się więc bez scen gwałtu. Nie są one tak brutalne jak w innych produkcjach wykorzystujący tenże nieprzyjemny wątek, ale mimo to mają solidny ładunek emocjonalny. W scenach, w którzy kierowca pastwi się nad Tess, King wykorzystuje to o czym w pierwszych fragmentach filmu mówi jego bohaterka: pisarz musi być znawcą ludzkiej duszy, ludzkich zachowań, musi widzieć to na co większość przymyka oczy, wypiera. Widzimy więc typowy efekt seksualnej traumy, rozdwojenie. Brutalnie wykorzystywana Tess opuszcza swoje zbolałe ciało i przygląda się całemu zajściu zza szyby, jako druga ona. To mechanizm obronny, który może mieć poważne konsekwencje, jak tak lubiane przez twórców filmów grozy, rozdwojenie jaźni, które najczęściej jet efektem seksualnych nadużyć. Osoba tworzy wtedy alternatywną osobowość by móc w ten sposób odciąć się od złych wydarzeń. To nie przydarza się TEJ , tylko TAMTEJ.

Twórca filmu bardzo fajnie to wykorzystał i fajnie przedstawił na ekranie. Jako że produkcje telewizyjne mają pewne ograniczenia, sceny brutalne nie trwają długo. Kiedy oprawca uzna, że już skończył z Tess, wynosi jej, jak sądzi, zwłoki i porzuca pod mostem. Gdy Tess odzyskuje przytomność i widzi, że ma obok siebie dwie martwe towarzyszki, wiemy, że próba jej morderstwa nie była debiutem. Z kolei cudowne ocalenie zgwałconej pisarki wywołuje automatyczne skojarzenie z "Pluję na Twój grób". Dalszy rozwój wydarzeń tylko potwierdza tę bardzo czytelną inspirację tej historii. Tess udaje się przeżyć i jedyne czego teraz chce, to zemsta.

big driver

Następna część filmu jest już mniej brutalna, więc wrażliwcy mogą odetchnąć. Druga połowa obrazu skupia się na wewnętrznych przeżyciach Tess. Widzimy jak szuka przyczyny nieszczęścia, które ją spotkało, jak knuje by znaleźć winnego. Wykorzystuje tu swoją wprawę w tworzeniu pokręconych aczkolwiek logicznych scenariuszy wydarzeń. W ten sposób szybko trafia na właściwy trop, a przed widzem otwiera się ostatni rozdział: dokonanie zemsty.

Widzicie więc, że King stworzył tu historię bardzo uległą schematowi. Wcale się z tym nie kryje, bowiem wkłada w usta swojej bohaterki wiele rzeczowych argumentów na obronę takiego prowadzenia akcji. Staje więc w obronie wszystkich horrorów, którym zarzuca się brak logiki i zbyt naiwne podejście. Broni bohaterów, których ponoszą emocje, którzy popełniają błędy. Przekonuje, że każdy człowiek, nawet samotna pisarka śpiąca w łóżku z kotem może odnaleźć w sobie siłę by dokonać czynów absolutnie nietypowych i wymykających się logice. W ten sposób góruje nad typowymi opowieściami z gatunku rape and revegne, bo dzieli się z widzem swoją znajomością tematu,a  tym tematem jest człowiek.

Sama postać pisarki ma solidne podwaliny by budzić sympatię. To silna, charakterna kobieta. Ma swoje małe szaleństwa, która czynią ją wyjątkową. Żyje samotnie, ale wcale nie jest samotna, bo w swojej głowie nieustannie znajduje towarzystwo postaci, które tworzy w powieściowym świecie. Gada z kotem, z GPS'em. Można rzecz, walnięte babsko, ale ja odebrałam to jako wyjątkowo rozwinięte porozumienie z samym sobą. Te wszystkie głosy, to tak naprawdę jej podświadomość. Nikt nigdy nie doradzi nam lepiej niż my sami, czyż nie? Taka właśnie jest Tess.

big driver

Odtwórczyni jej roli wywiązała się z powierzonego zadania całkiem dobrze, choć nie spodobała mi się tak bardzo jako kreatorka roli Darcy w "Dobrym małżeństwie". Miłą niespodzianką była dla mnie mała rólka Joan Jett.

Jeśli chodzi o całościowe wrażenie, to jest ono jak najbardziej pozytywne. Mimo całej wtórności, historia stara się wnieść coś nowego, więc myślę, że warto się z nią zapoznać.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

Walory techniczne:7

65/100

W skali brutalności:4/10

niedziela, 11 stycznia 2015

APP (2013)

app

Anna studiuje psychologię, stara się o certyfikat płetwonurka, opiekuje się kalekim bratem, a w między czasie imprezuje z przyjaciółką, Sophie. Dziewczęta ruszają na balangę do kolesia, który okazuje się byłym chłopakiem Anny z czasów licealnych. Nazajutrz Anna budzi się z potężnym kacem i nową aplikacją na swoim smartfonie. Aplikacja o nazwie IRYS, początkowo bardzo pomocna, okazuje się złośliwym wirusem, który przenosi się z jednego sprzętu na drugi, przejmując władzę nad telefonem/ komputerem/ tabletem, a w konsekwencji  także nad ich użytkownikami.

app

To pierwszy holenderski thriller jaki miałam okazję obejrzeć. Sam opis filmu nie koniecznie mnie zainteresował, bo techno thrillery przeważnie mnie nudzą.

Początek filmu to sceny z udziałem niejakiej Lisbeth, która postanawia pożegnać się z życiem wskakując pod pociąg. Nie wiemy jeszcze jaki związek ma ona z główną bohaterką, Anną. Temat zostaje ucięty na dłuższy czas, a my poznajemy śliczną Annę i skupiamy się na jej maluczkich poczynaniach.

Muszę przyznać, że pierwsza połowa filmu, gdy wirus Irys powoli dezorganizuje życie Anny jest całkiem ciekawa. Zastanawiałam się co z tego jeszcze wyniknie. Minus jest taki, że bardzo łatwo można się domyślić kto jest odpowiedzialny za złośliwą aplikację. Ale niech tam.

app

ZaIRYSOWANY telefon Anny wymyka jej się z pod kontroli. Sam wysyła wiadomości, infekuje inne sprzęty, kręci filmy. Doprowadza do bardzo niefajnej sytuacji na uczelni i konfliktu z przyjaciółką.

Niestety w drugiej połowie sytuacja zaczyna zmierzać w nieciekawym kierunku. Anna podejmuje rękawice, chce pozbyć się Irys i trafia na trop osoby odpowiedzialnej za jej stworzenie i zainstalowanie na jej fonie. Z naszej Anny wychodzi Lara Craft, która walczy jak lwica, kopie, wierzga i pozostawia za sobą kolejne pokiereszowane ofiary, które chciały wejść jej w drogę.

Tempo robi się zawrotne i nie bardzo to wszytko pasuje do raczej spokojnych początków rozgrywki. Im dalej, tym gorzej, pojawiają się coraz bardziej nonsensowne wątki, próbujące dodatkowo skomplikować sprawę. Zupełnie nieprzemyślany finał, powrót Lisbeth z zaświatów - dziwny i niejasny i wreszcie happy end, który happy end'em wcale nie jest.

app

O ile początki były dobre, to ciąg dalszy jest konsekwentnym pogrzebaniem dobrego wrażenia, jakie udało się zbudować.

Czyli o fabule wiele dobrego powiedzieć nie mogę.

Co się tyczy sprawy formy to tu jest bardzo ładnie. Graficznie obraz prezentuje się elegancko, choć nieco sztucznie i nazbyt gładko - co jednak jakby nie patrzeć pasuje do techno fabuły. Muzyka niezła, oczywiście elektroniczna.

Jeśli będziecie oglądać film na sprzęcie z androidem możecie pobrać sobie apkę, która daje możliwość obejrzenia dodatkowych scen na osobnym ekranie. Czyli np. w czasie jakiś nudnawych ujęć, możemy zobaczyć, co dzieje się w innym miejscu filmowego planu. Na second screem pojawiają się też fragmenty sms'owych rozmów, czy wycinki artykułów. Ja oczywiście z tej opcji nie skorzystałam, ale tak jak mówię, jest to opcja dodatkowa i jeśli olejecie aplikacje nie uronicie nic z fabuły. To pierwszy film z wykorzystaniem takiej technologii.

Dla mnie, mimo tej całej bajeranckiej otoczki film jest mniej niż średni. Typowy przykład przerostu formy nad treścią.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:3

Zabawa:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Oryginalność:6

To coś:4

49/100

W skali brutalności:1/10

Tagi: thriller
10:31, ilsa333
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 stycznia 2015

The Fog/ Mgła (1980)

the fog

Rybackie miasteczko Antonio Bay ma świętować setną rocznicę założenia. Jego mieszkańcy przygotowują się do hucznego świętowania. Tymczasem redaktorka miejscowego radia, Stevie dostaje od zaprzyjaźnionego meteorologa informacje o nadciągające znad oceanu mgle. Nikt z mieszkańców nie zdaje sobie sprawy zwiastunem czego może być to w gruncie rzeczy proste zjawisko pogodowe, aż do chwili, gdy miejscowy pastor odkrywa ukryty w murach kościoła dziennik jednego z założycieli miasta.

Okazuje się, że ręce założycieli Antonio Bay zostały splamione krwią, a za fundamenty posłużyła tu zbrodnia.

Już w pierwszych wprowadzających scenach usłyszymy historię, w zasadzie lokalną legendę o załodze statku, który roztrzaskał się o skały u wybrzeży Antonio Bay.Narrator, tj. sędziwy mężczyzna snujący opowieść przy ognisku grupce małolatów to taki przedsmak uniwersalnego horrorowego klimatu jakim epatować będzie "Mgła".

the fog

Dalej przechodzimy do ujęć prezentujących nadmorskie miasteczko i piękną Stevie o aksamitnym głosie, która tkwi w latarni morskiej, gdzie znajduje się rozgłośnia KAB.

To ona będzie jedną z osób, które jako pierwsze powiążą niepokojące zjawiska jakie zachodzą w miasteczku z nadciągającą znad horyzontu mgłą.

Oczywiście bohaterów, którzy na własnej skórze doświadczą 'godziny duchów' będzie więcej, ale ich drogi nie skrzyżują się szybo, co pozwala widzowi śledzić filmowe wydarzenia z wielu perspektyw.

the fog

Jeśli miałabym w jednym zdaniu scharakteryzować film Carpentera, powiedziałabym, że jest to bardzo klasyczny horror. Sprawnie wykorzystuje schemat opowieści o duchach trochę rodem z dziecięcych bajań, czy ogniskowych historii.

Składa się ze świetnie połączonych sekwencji ujęć z czego każde jest bardziej nastrojowe i upiorne od drugiego. Scena z marynarzami zaatakowanymi na statku, czy 'coś na progu' drzwi Nicka, czy też mgła wdzierająca się pomiędzy kościelne ławy.

the fog

To wszytko popis niesamowitego wyczucia klimat grozy, absolutnie nie do powtórzenia, czego dowodzi klapa remake filmu z 2004 roku, który przyprawia co najwyżej o ból zęba.

Na pewno nie jest to najlepszy horror tego reżysera, ale podobał mi się zdecydowanie bardziej niż "Halloween" do którego jakoś przekonać się nie mogę, ale też wypada bladziej przy "Coś", które uważam za szczytowe osiągniecie Carpentera. Nie jest to z pewnością horror, który Was powali na kolana historią, bo taka jak napisałam, jest bardzo klasyczna i prosta, ale klimat jest taki, ze klękajcie narody.  Zdjęcia są rewelacyjne a muzyka perfekcyjnie trafiona. Chce się na to patrzeć chce się tego słuchać.

the fog

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:6

Klimat:10

Napięci:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

środa, 07 stycznia 2015

The Sender/ Nadawca (1982)

sender

Na obserwację na oddziale psychiatrycznym trafia około dwudziestoletni chłopak, który nie zna swojej tożsamości. Jedyne co o sobie wie, to to, że pragnie umrzeć i to z powodu próby realizacji tegoż pragnienia znalazł się w szpitalu.

Opiekę nad nim roztacza doktor Gail Farmer, która w przeciwieństwie do swojego przełożonego hołduje mniej ekspansywnym metodom leczenia. Rozmowy z chłopakiem budzą w niej fascynację jego osobą, która zwiększa się jeszcze bardziej, gdy nieoczekiwanie odwiedza ją starsza kobieta podająca się za matkę niedoszłego samobójcy. Owa kobieta ostrzega lekarkę przed synem, jednak Gail nie zamierza rezygnować. Chce dowiedzieć się kim w rzeczywistości jest John Doe i jak mu może pomóc.

Oto kolejny z raczej zapomnianych filmów. Premierę miał w latach '80, co niejako tłumaczy to 'wykluczenie'. Lata '80 to era krwawych slasherów, nie horrorów w których chodzi o zgłębianie tajemnic ludzkiego umysłu. A o to chodzi w "Nadawcy".

Spodobały mi się już pierwsze sceny otwierające. Widzimy w nich chłopaczka w czerwonej kurtce, który budzi się na poboczu, pod drzewem. Podnosi się i zmierza w sobie tylko znanym kierunku. Okazuje się nim park i przyległe do niego jezioro. Tam nie bacząc na tłumy wypoczywających na łonie natury ludzi, tajemniczy chłopak zaczyna zbierać do kieszeni kamienie. Obładowany głazami w milczeniu kieruje się w stronę wody. Wchodzi do jeziora, coraz głębiej, aż niknie pod wodą.

sender

Gdy akcja przenosi się do szpitala, poznajemy drugą bohaterkę, Gail, która jest bardzo zaintrygowana przypadkiem anonimowego pacjenta. Chłopak niechętnie nawiązuje rozmowę, a to co mówi jest na poły intrygujące, a poły przerażające.

Amnezja to nie jedyny problem pacjenta Gail. Johna Doe dręczą złe sny przypominające ataki psychozy. Co więcej jakimś sposób wizje z jego umysłu mogą przeniknąć do świadomości innych ludzi. John Doe jest nadawcą, telepatą, który przeżywa wewnętrzny koszmar na który narażeni są także wszyscy w jego otoczeniu.

sender

Doskonale obrazuje to scena zabiegu elektrowstrząsami, gdy asystujący przy nim personel szpitalny na własnej skórze odczuwa skutki zabiegu.

To bardzo efektowna scena, wymagała wspomożenia się efektami specjalnymi, ale to jedna z niewielu takich sytuacji. Większość scen nie epatuje sztucznością, choć robią wrażenie. Generalnie nie odciągają uwagi od fabuły, która jest, nie powiem, ciekawa.

Do tego dochodzi jeszcze bardzo dobre aktorstwo. Shirley Knight, która gra tu rolę drugoplanową, albo nawet trzecioplanową robi doskonałe wrażenie. Podobnie jest z odtwórcą głównej roli,Żeljko Ivankiem, którego widujemy w wielu hollywoodzkich produkcjach. "Nadawca" był jego trzecią rolą, więc ledwie początkiem kariery.

sender

Podobał mi się cały film, jego oprawa i jego nieco przygnębiająca treść. Telepatia użyta tu została poniekąd jako pretekst do rozważenia kwestii 'dzielenia się bólem'. Chyba nikt nie chciałby zostać zmuszony do odczuwania na własnej skórze tego co ktoś kto wyjątkowo cierpi. Nasz tytułowy Nadawca, również nie chce by jego bliscy cierpieli. Jest bardzo skryty, stara się stłumić swój ból.

Serdecznie polecam i zachęcam do seansu.

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:8

Napięcie:7

Fabuła:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:8

Oryginalność:7

To coś:7

73/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 06 stycznia 2015

Find me/ Znajdź mnie (2014)

find me

Młode małżeństwo, Emily i Tim przeprowadzają się w rodzinne strony kobiety. Udaje im się tanio kupić dom na końcu ulicy, na której w dzieciństwie mieszkała Emily.

Już pierwszego dnia młodzi odkrywają, że z domem nie wszytko jest w porządku. Zaczyna się od pękniętej szyby, a kończy na upiornym znalezisku pod podłogą.

"Find me" to taki baaardzo typowy straszak o duchach.

Znany schemat: małżonkowie w nowym domu, który okazuje się być nawiedzony, do tego dochodzą złe wspomnienia z dzieciństwa jednego z małżonków, tajemnicza śmierć i duch, który szuka pomocy u żyjących. Jedyny zwrot akcji, jeśli to określenie nie będzie nadużyciem, następuje w finale.

find me

Film nie rości sobie pretensji do bycia oryginalnym, twórca z pełną świadomością podąża za konwencją, używając przy tym typowych zagrywek, ale robi to z lekkością i wydaje mi się, że chwilami puszcza oko do widza.

Tak jak w chwilach, gdy bohaterzy cytują inne szlagierowe horrory, czy wspominają o duchach, czy nawiedzeniach jako stałym elemencie amerykańskiej popkultury.

To sprawia, że film ogląda się przyjemnie, ale też nie dostarcza on większych wrażeń.

find me

To co ma być straszne, stara się nim być, ale wychodzi to jak wychodzi.

W zasadzie nie ma nad czym bardzo się rozwodzić, bo wszytko zostało już powiedziane. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, to "Find me" będzie jak znalazł.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:4

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 05 stycznia 2015

The Sentinel/ Bractwo strażników ciemności (1977)

sentinel

Modelka Alison Parker szuka mieszkania do wynajęcia. Trafia na apartament w kamienicy na Brooklyn'ie i decyduje się w nim zamieszkać. Poznaje bardzo niezwykłych sąsiadów, którzy mogą być kimś więcej niż niegroźnymi dziwakami. Kiedy dziewczyna zgłasza swoje obawy agentce nieruchomości dowiaduje się, że nie mogła uczestniczyć w urodzinach kotki Jessabelle, ani paść ofiarą napastowania ze strony lesbijki, bo nikt za wyjątkiem niej i ślepego księdza nie mieszka w kamienicy.

sentinel

Prowadzący prywatne śledztwo w tej sprawie zmartwiony narzeczony Alison trafia na trop kościelnego bractwa, zwanego strażnikami ciemności, którzy są właścicielami kamienicy, w której zamieszkała jego dziewczyna.

Nawet nie wiecie jak jestem szczęśliwa, że trafiłam na ten film. Chyba od czasu seansu z "Suspirią" nie miałam do czynienia z tak świetnie zrobionym horrorem.

Nawet nie wiem, czy wymienianie poszczególnych elementów, rozbieranie go na czynniki pierwsze, ma jakikolwiek sens, bo tworzy on skończoną całość i ta idealna kompilacja decyduje o jego świetności.

Sama historia zaczyna się dość sennie. Obserwujemy szczęśliwe życie Alison, która robi karierę, ma fajnego faceta, zdrowie i urodę. Po jakimś czasie zaczynamy dostrzegać rysy na tym ideale. Dowiadujemy się o ciężkich przeżyciach z młodości Alison, które prześladują ją w dziwacznych wizjach. Przystojny narzeczony prawnik, (albo 'grecki kelner' jak podsumował go ówczesny szef Universalu), jest posądzany o udział w śmierci byłej żony.Kariera i zdrowie Alison też zaczyna podupadać, gdy dręczona niepokojem nie przesypia nocy w nowym mieszkaniu.

Przez filmowy plan przewija się cała plejada dziwolągów, którzy występują tu w rolach sąsiadów dziewczyny. Jest para bezpruderyjnych, wręcz wulgarnych lesbijek baletnic, jest ekscentryczny staruszek mieszkający z kanarkiem i kotką Jessabelle...

sentinel

...i wielu innych, a na sam koniec ślepy ksiądz osiedlony na ostatnim piętrze wpatrujący się w okno niewidzącymi oczyma.

W sposób bardzo konkretny te postaci wzbudzają niepokój. Jest w nich jakaś iskra szaleństwa, coś pierwotnie diabolicznego. Wiele scen z ich udziałem na prawdę wywołuje gęsią skórkę, choć paradoksalnie nie dzieje się nic jednoznacznie zagrażającego życiu bohaterki.

sentinel

W finałowych scenach twórca przechodzi sam siebie, bo oto przychodzi czas na pokazanie natury zła w pełnej klasie. Z pokoi zaczynają więc wypełzać zdeformowane obrzydliwe istoty, których wygląd, co pewnie niektórych zaskoczy, nie jest efektem wprawnej charakteryzacji czy efektów, na które nie było stać Winnera, lecz złośliwości natury, bowiem zaangażowano tu prawdziwie okaleczony ludzi.

sentinel

Cały klimat filmu ma w sobie coś niezwykłego. To za pewne zasługa świetnej ścieżki dźwiękowej, kostiumów, scenografii, gry świateł, czy doskonale dobranej obsady i oczywiście samego scenariusza.

Niektórzy z biorących udział aktorów dopiero rozpoczynało wówczas swoją karierę, a "The Sentinel" był do niej ledwie wstępem,inni to starzy hollywoodzcy wyjadacze. Tak, czy inaczej zobaczymy tu plejadę gwiazd.

Scenariusz autorstwa Jeffrey'a Konvitz'a powstał w oparciu o jego własną powieść wydaną trzy lata wcześniej. W samym pomyśle widać naleciałości takich obrazów jak "Egzorcysta", "Omen", czy "Dziecko Rosemary". Cóż, w latach 70 horror religijny święcił tryumfy. Ja osobiście dopatrzyłam się też ducha włoskich produkcji z pod znaku giallo, jeśli weźmiemy pod uwagę dbałość o efekty gore czy sam sposób prowadzenia historii, która ma coś z włoskiego nurtu.

sentinel

Nie wiem, co najbardziej podobało mi się w tym filmie - po za tym, że wszystko - ale chyba postawię na klimat. Niepowtarzalny.Może to brzmi zbyt ogólnie, ale nie jestem w stanie wyrazić się precyzyjniej.

Szkoda, że reżyser Michael Winner, mając taki potencjał do działania w świcie filmów grozy poszedł w kierunku produkcji sensacyjnych. Natomiast scenarzysta, jednocześnie pisarz i producent filmowy, jest znany także z horroru "Cicha noc, krwawa noc", który również można zaliczyć do gatunku produkcji osobliwych.

sentinel

Zastanawiam się czemu wcześniej nie trafiłam na ten film, czemu nawet o nim nie słyszałam? Chętnie zrzuciłabym to na karb własnej ignorancji, ale obawiam się, że jest znacznie gorzej, z nieznanych mi przyczyn jest to po prostu film zapomniany.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:8

klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

87/100

W skali brutalności:4/10

niedziela, 04 stycznia 2015

A Good Marriage/ Dobre małżeństwo (2014)

dobre małżeństwo

Darcy i Bob świętują w gronie rodziny i przyjaciół 25 rocznicę ślubu. Tuż po tym kobieta odkrywa w garażu męża skrytkę, w której znajdują się dowody zbrodni, do jakiej popełnienia przyznaje się seryjny morderca o pseudonimie 'Beadie'.

Nikt nie wie kim jest facet ,który wciągu blisko trzydziestu lat zamordował tuzin kobiet. Nikt, oprócz jego żony...

dobre małżeństwo

"Dobre małżeństwo", film w reżyserii Petera Askin'a, powstał na podstawie opowiadania Stephena Kinga umieszczonego w zbiorze "Czarna bezgwiezdna noc". King jest też autorem scenariusza i to on odpowiada za rozbudowanie historii do rozmiarów pełnometrażowego filmu.

Opowiadania nie znam, nie znam całego zbioru "Czarna bezgwiezdna noc", więc ciężko mi powiedzieć, czy King zmienił coś w fabule, czy kurczowo trzymał się pierwowzoru. Jakkolwiek było film wyszedł bardzo zgrabnie, choć zapewne opowiadanie, znając styl Kinga, dużo bardziej skupia się na meandrach duszy bohaterów.

Historię otwiera scena ukazująca sielankę małżeńskiego życia. Wspaniała para, dojrzała kobieta i jej dość jeszcze atrakcyjny mąż bawią się na przyjęciu, on daje jej prezent, a później celebrują rocznice w małżeńskiej sypialni. Niebawem Bob, który hobbystycznie zajmuje się zbieranie monet wybywa w poszukiwaniu kolejnego skarbu, a Darcy szukając w garażu baterii natrafia na małe czerwone pudełeczko... i to zmienia jej życie.

dobre małżeństwo

Przez całą noc bije się z myślami zastanawiając się jak to możliwe, że mężczyzna u boku, którego spędziła pół życia, dobry ojciec, odnoszący sukcesy zawodowe księgowy, pasjonat starych monet i w gruncie rzeczy bardzo sympatyczny człek mógł torturować, gwałcić i mordować przez wszystkie lata ich małżeństwa? Nie zdradzając się przy tym choćby najmniejszym gestem?

Darcy zaczyna lekko odwalać, pojawiają się halucynację i bardzo intensywne wizje przyszłości jaka czeka ją i jej rodzinę, gdy oficjalnie zostaną pobratymcami najbardziej znienawidzonego faceta w Ameryce.

Darcy nie wie, co zrobi gdy mąż wróci z wojaży.

dobre małżeństwo

Tu mamy ciekawy zabieg, bo jawa miesza się ze snem i tak naprawdę nie byłam pewna czy powrót męża, mrożąca krew w żyłach rozmowa w małżeńskim łożu to jej urojenie ,czy dzieje się na prawdę. Pewnie treść opowiadania klarownie przedstawia tę kwestię.

Show must go on.

Co ostatecznie zrobi Darcy, jak postąpi, jak sobie poradzi z czymś tak nie wyobrażalnym pozostawię w tajemnicy dla przyszłego widza, choć podejrzewam, że każdy kto zna Kingowski styl snucia opowieści i jego sposoby na rozprawianie się z bohaterami domyśli się, co będzie dalej :)

Thrller bardzo przypadł mi do gustu. Sama historia jest świetna.

Filmów o seryjnych zabójcach, o ich sposobie postrzegania rzeczywistości, tego jak maskują swoje zbrodnie, mamy od groma, ale mało kogo interesuje co dzieje się z ich bliskimi? King wmanewrował widza w rozważenie tej kwestii, w swoim stylu dowalił do pieca i oczywiście zrobił to bardzo skutecznie.

dobre małżeństwo

Duże brawa należą się filmowej obsadzie, szczególnie odtwórczyni roli Darcy, Joan Allen, którą bardzo lubię, szczególnie w tej dojrzalszej wersji. Świetnie wywiązała się z niełatwej roli, choć partnerujący jej Bob, Anthony LaPagila, też poradził sobie dobrze.

Właściwie nie mam żadnych zarzutów wobec tej produkcji, szkoda, że nie znam pierwowzoru, pewno mogłabym się do czegoś przyczepić:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:7

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 03 stycznia 2015

No Good deed (2014)

no good deed

Terry, matka dwójki dzieci zostaje z nimi sama na weekend podczas gdy jej mąż ma świętować urodziny ojca na polu golfowym. Wieczorem, gdy na dworze pada ulewny deszcz na progu domu Terry zjawia się Colin. Przystojny i uprzejmy robi dobre wrażenie na kobiecie, toteż ta nieco strapiona problemami małżeńskimi zaprasza go do domu i nawiązuje rozmowę.

W rzeczywistości Colin jest zbiegłym przestępcą. Mordercą i wg. biegłego psychiatry cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości. Mężczyzna nie prędko pokaże swoje prawdziwe oblicze, ale w końcu to zrobi, a finał będzie przykry dla rodzinnego szczęścia Terry...

no good deed

no good deed

"No good deed" to thriller z pod znaku home invasion. Nie epatuje brutalnością, bardziej skupia się na grze psychologicznej, ale w tej kwestii też nie rości sobie zbyt wiele.

Fabuła zbudowana jest w sposób na tyle sprawny, że możemy mówić o napięciu, ale raczej nikt w majtki nie popuści z wrażenia. Scenariusz skupia się na relacji dwójki bohaterów, w zasadzie bohaterki i antybohatera. Widzimy jak łatwo zbir wywiera wpływ na, bądź co bądź, inteligentną kobietę i jak pogrywa by osiągnąć sobie tylko znany cel.

Szkoda tylko, że od początku wiemy kim jest Colin i że spotkanie z nim może skończyć się w kostnicy. Nie wiemy natomiast czemu obrał sobie za cel Terry, to dość miła niespodzianka, ale żeby poznać przyczyny działania Colina musicie film obejrzeć do końca.

no good deed

Jeśli pominiemy brutalną diagnozę osobowości Colina to pierwsze przesłanki dla jego złych zamiarów pojawiają się już w momencie, gdy Terry otwiera mu drzwi. Colin nie jest jednym z głupich sukinkotów, z którymi kobieta miała do czynienia, gdy robiła karierę w prokuraturze, jest ostrożny i nie rzuci się na nią z nożem przy pierwszej nadarzającej się okazji. Czekamy aż uderzy i to oczekiwanie fajnie buduje napięcie.

no good deed

Pierwszy kryzys wiary w dobre chęci Colina pojawia się w głowie bohaterki, gdy do wesołej schadzki z nieznajomym przyłącza się jej przyjaciółka, Meg. Ostrze jej percepcji okazuje się niezawodne jednak łopata leżąca z garażu szybko ostudza jej zapędy w ratowaniu kumpeli. Terry znowu zostaje sama a złe zamiary Colina zostają ujawnione. Akcja nabiera tępa, napięcie rośnie, aż do eskalacji w finale. Czyli wszystko zgodnie z formułą thrillera.

"No good deed" ogląda się całkiem przyjemnie, ale ma on swoje wady, chociażby sztampowość i przewidywalność. Na szczęście nie wypiera się tych elementów, nie udaje filmu bardziej ambitnego niż jest on w rzeczywistości. Dzięki temu twórcy zachowują twarz.

Co się tyczy wykonania, to mamy tu kilka dobrze zmontowanych ujęć, jak chociażby sceny na progu domu, czy te z samochodu Terry bliżej finału. Jest zrealizowany dobrze. Aktorstwo wcale nie powala, ale nie jest najgorzej. Obsadzie można zarzucić pewną sztywność, ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu na tyle by go zdyskwalifikować. Podsumowując: średnia, ale przyjemny.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

To coś:6

Oryginalność:5

60/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 01 stycznia 2015

Najlepsze filmy grozy roku 2014 - wyniki głosowania

Witam wszystkich w nowym roku. Mam nadzieję, że szczęśliwie dożyliście poranka:)

Na początku grudnia, tak jak w ubiegłym roku, rozpoczęło się głosowanie na najlepsze, Waszym zdaniem, filmy grozy jak wyszyły w roku 2014. Wszyscy chętni mogli oddać głos na trzy ich zdaniem najlepsze produkcje.

Dziś mam już wyniki.

1. Babadook

babadook

Wszelkich konkurentów wykosił "Babadook", horror australijski, debiut reżyserski. Silnie nawiązujący do zapomnianej estetyki starego kina grozy, okraszony solidną porcją psychologii.W formie minimalistyczny. Uzyskał 8 głosów, jeśli dodać do tego mój - będzie 9. Podzielam Waszą opinie, "Babadook" jest najlepszym tegorocznym straszakiem. Recenzja TU.

2. The Canal/ Oculus

the canal oculus

Te dwa filmy uzyskały identyczną liczbę głosów od czytelników bloga. Po 6. Ja swój głos oddaję na "The Canal", nastrojowe ghost story produkcji irlandzkiej. Recenzja "The Canal" TU.

"Oculus" to już z kolei produkcja amerykańska. w przeciwieństwie do "The canal" trafił on od szerokiej dystrybucji, miał solidną akcję promocyjną. Fabuła filmu traktuje o tajemniczym zwierciadle, które jest wyjątkowo groźne dla swoich właścicieli. Recenzja TU.

3. Klątwa Jessabelle

klatwa jesseabelle

Trzecie miejsce dzięki czterem głosom udało się zdobyć "Klątwie Jessabelle". Tu znowu mamy trochę duchów trochę psychologii, a wszytko to w Luizjanie, kolebce magii Voodoo. Recenzja TU

4. Zbaw nas ode złego.

Po za podium znalazł się nowy film Scotta Derriecksona, reżysera takich hiciorów jak "Egzorcyzmy Emilly Rose", czy "Sinister". Uzyskał 3 głosy. Jego nowy film o opętaniu na pewno zaskarbił sobie Wasze uznanie dzięki sprawnej realizacji pomysłu. Recenzja TU.

5. Eliza Graves/ Opętanie Michaela Kinga/ Housebound/ Wolf Creek 2

Cztery filmy wcisnęły się na miejsce piąte zyskując po 2 Wasze głosy. Dwóch ostatnich tytułów jeszcze nie widziałam, ale skoro część z Was uznała je za godne wyróżnienia, to będę musiała to nadrobić.

"Eliza Graves",  to adaptacja opowiadania Poego. Film dość złożony pod względem fabuły i bardzo ładnie zrobiony. Recenzja TU.

"Opętanie Michaela Kinga" to kolejny paradokument o walce z demonem. Czymś się jednak wyróżnił. Czym? Może jest coś na ten temat w recenzji TU.

6. Uśpieni /Link do Zbrodni/ Pojmani/ Diabelska plansza Ouija/ Zanim zasnę/ 13 grzechów/ Animal/ Annabelle/ Kieł/ Jako w piekle tak i na ziemi.

O tytułach z miejsca szóstego wspomnieliście tylko raz, ale dzięki tym głosikom i one zostały wyróżnione. Linki do recenzji znajdziecie pod tytułami.

 

Wszystkim którzy wzięli udział w głosowaniu, serdecznie dziękuję!

11:16, ilsa333
Link Komentarze (9) »
środa, 31 grudnia 2014

OSTATNI DZIEŃ GŁOSOWANIA!

Dziś macie ostatnią szansę by oddać głosy na Waszym zdaniem, najlepsze tegoroczne produkcje z gatunków horror i thriller.

Zapraszam do głosowania TU

najlepsze horrory roku

Ze swojej strony życzę czytelnikom bloga wspaniałego nowego roku, pełnego krwawych mordów, duchów i mutantów:)

12:54, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 grudnia 2014

Blutgletscher/ Krwawy lodowiec (2013)

krwawy lodowiec

Na stacji badawczej w austriackich Alpach przebywa grupa naukowców i techników, w tym mechanik Janek, zapijający smutki samotnik.

Pewnego dnia w czasie kontroli jednego z urządzeń natrafia na dziwnie wyglądający lodowiec. Tworzy on jaskinie, ale nie to jest w nim niezwykłe. Pokrywa go coś na kształt krwawej mazi, tak jakby pod lodem znajdowała się jakaś substancja, która teraz pod wpływem ciepła została uwolniona z lodu. Jego towarzyszka, pies o imieniu Tinny znajduje w owej jaskini dziwnie wyglądającego lisa. Pies zostaje raniony, a Janek wraca do bazy i opowiada towarzyszom o dziwnym znalezisku. Tymczasem do bazy z wizytacją ma przybyć Pani minister wraz ze swoją strażą przyboczną. Grupa ma pokonać szlak w okolicy krwawiącego lodowca.

krwawy lodowiec

Reżyser i scenarzysta, Marvin Kren zawsze fascynował się monster movie. Jego pierwsza produkcja traktowała jednak o potyczka z zombiakami, a dopiero parę lat później zdołał uciułać trochę grosza na nakręcenie filmu bliższego swoim fascynacjom.

"Krwawy lodowiec" spodobał mi się już od pierwszych ujęć. Piękne alpejskie plenery widziane z ziemi i z powietrza. Pokryte śniegiem i lodem tworzą bardzo zimny klimat, a otaczające zewsząd pustkowia z miejsca budzą niepokój.

Grupie naukowców - bardzo barwne stado- przyjdzie się tam zmierzyć z iście Carpenter'owskim zagrożeniem. Tak, skojarzenia z "The Thing" są bardzo czytelne, bo znowu mamy motyw 'czegoś' ukrytego pod lodem, co jak się szybko okaże jest pasożytem zagrażającym życiu wszystkich żywych organizmów na ziemi. 'Modus operandi' nieznanego bardzo przypomina pomysł z filmu Carpenter'a, jednak, żeby nie było, działa na nieco innych zasadach.

krwawy lodowiec

W szczegóły wdawać się nie będę. Dość powiedzieć, że widz będzie miał okazję popatrzeć na owe obrzydliwe 'coś', przyjrzeć się dość dokładnie, bo mimo iż twórca nie bardzo mógł zaszaleć z efektami, to postarał się by jego 'cosiek' wypadł bardzo efektownie.

Scen krwawych, brutalnych i budzących obrzydzenie tu nie zabraknie, ale udało się twórcy utrzymać na granicy znośnego smaku, nie ocierać o kicz i nie hołdować zbyt estetyce gore. Co pewnie jedni uznają za zaletę, inni za wadę.

krwawy lodowiec

Sama historia oparta jest na pomyśle Carpenter'a i nie ma co tego ukrywać. Można mówić o bezlitosnym przerżnięciu pomysłu, albo o czytelnej inspiracji. Wszystko zależy od dobrej woli widza.

Jak wspomniałam filmowi bohaterzy tworzą ciekawe stado. Na pierwszym planie mamy Janka, ze złamanym sercem i mocno nadużywaną wątrobą, którego towarzyszką życia jest suczka Tinny.

krwawy lodowiec

Jest też para naukowców, do których Janek odnosi się z lekceważeniem, co bywa dość zabawne. Gdy na plan wkracza pani minister ze swoją świtą mamy wzbogacenie o kolejne ciekawe charaktery. Tu szczególną uwagę zwraca pani minister 'nie żryj banana gdy płaczesz', która, jak się okazuje nie tylko w polityce radzi sobie bardzo dobrze. W tej roli, co ciekawe zobaczymy mamusie twórcy filmu:)

Żeby nie było, że to jakaś komedia, zaznaczę, że klimat grozy, napięcie stosowne do dramatycznych wydarzeń cały czas jest obecne i film należy traktować całkiem serio. Przynajmniej do pewnego momentu... Nie mogłam pojąć jak twórca ,który tak fajnie radził sobie z całym scenariuszem tak skopał go w finale. Zakończenie jest po prostu durne i nieadekwatne. Typowe dla filmów z motywem jakiejś zarazy, ale nie pasujące do tego konkretnego scenariusza. Jest jakby oderwane od całości i zupełnie bez sensu, jeśli mam być szczera.

Te ostanie minuty filmu mogę wybaczyć, bo całość jest zadowalająca w stopniu większym niż przeciętny. Być może przemawia przeze mnie sentyment do "The Thing", ale film mi się spodobał.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:3

To coś:7

67/100

W skali brutalności:4/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie










Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidzących



Spis moli



zBLOGowani.pl