What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
wtorek, 23 sierpnia 2016

WYNIKI KONKURSU

maraton grozy

Konkurs rozstrzygnięty. Otrzymałam dużo zgłoszeń osób chętnych na seans w Heliosie i ani jednej duszy, która połakomiłaby się na seans w Cinema 3D - czy z tym kinem jest coś nie tak?;)

A więc podwójne zaproszenia do Kina Helios wędrują do:

1. Marty (Białystok)

2. Kamila (Łódź)

3. Moniki (Nowy Sącz)

21:09, ilsa333
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2016

La culpa/ Klinika (2006)

klinika

Lekarka Ana przygarnia pod swój dach samotną matkę, Glorię. Z uwagi na to, że Ana prowadzi w domu prywatną praktykę ginekologiczną oferuje Glorii pracę w charakterze pielęgniarki. Kobiety zaprzyjaźniają się się. Ana darzy dużą sympatią córeczkę Glorii, Vicky.

Wkrótce Gloria przekona się na czym polegać będzie jej praca - ni mniej ni więcej będzie asystować przy nielegalnych aborcjach, ale na tym nie kończą się podejrzane wydarzenia w domu Any.

klinika

Horror "Klinika" należy do hiszpańskiej serii "Filmów, które nie dadzą ci zasnąć", czyli takiego hiszpańskiego odpowiednika "Mistrzów horroru".

Przebrnęłam już przez wszystkie oferowane przez serię obrazy, "Klinika" wpadła mi w ręce jako ostatnia i niestety nie pozostawiła po sobie najlepszego wrażenia.

Nie jest to film zły, ale odbiega od poziomu jaki oferowały pozostałe produkcje. Co tym bardziej dziwi, jest to produkcja twórcy słynnego "Czy zabił byś dziecko?". Oczywiście jestem w stanie wybaczyć tę zniżkę formy sędziwemu reżyserowi, który nakręcił "Klinikę" po piętnastu latach przerwy od pracy.

Podobnie jak w przypadku najsłynniejszego obrazu Hiszpana i ten film opiera się na dylemacie: ja, czy dziecko. Oczywiście tu sprawa wygląda z goła inaczej, bo żadna ze skrobanych pacjentek Any nie zgłaszała, że ciąża zagraża jej życiu, więc w tym przypadku nie można powiedzieć, że dzieci są tu antagonistami.

Nie mniej jednak filmowa fabuła wskazuje na pewien pojedynek między nienarodzonymi, a ich matkami i paniami skrobaczkami.

Pielęgniarka Gloria zaczyna dopatrywać się w pewnych wydarzeniach działań ze strony nienarodzonych dzieci. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, babka jest przekonana, że wyskrobane płodziki żyją dalej i robią bałagan w klinice Any, chcąc skrzywdzić tych, którzy im zadali krzywdę.

klinika

Przesłanki jakieś ku temu są, ale z drugiej strony wersja o wyrzutach sumienia, które rzuciły się Glorii na głowę jest bardziej prawdopodobna.

Fabuła tego filmu mnie nie urzekła. To co na pewno dopisało w tej produkcji to aktorstwo. Odtwórczynie głównych ról, Glorii i Any stworzyły przedziwną relacje. Bardzo ciężko było mi rozgryźć o co im tak naprawdę chodzi.

Gloria, niby typowa ofiara losu a jednak walecznie zgląda kąty i tropi czające się zło, snuje paranoiczne wizje. Ana, niosąca pomoc potrzebującym, bez względu na to jakim kosztem, z drugiej strony za tą jej dobrocią jawił się szelmowski uśmiech człowieka, który dzięki dobrym uczynkom trzyma innych w garści. Ciekawe postaci.

Klimat filmu też jest zauważalny, dobrze zbudowany. Szkoda tylko scenariusza, zbyt banalnego jak na tę serię.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 20 sierpnia 2016

In the deep (2016)

in the deep

Siostry Lisa i Kate są na wycieczce w Meksyku. Młodsza z sióstr, przebojowa Kate wpada na pomysł skorzystania z lokalnej atrakcji: nurkowanie w żelaznej klatce wśród rekinów. Strachliwa Lisa w końcu się zgadza.

Już po kilku minutach zabawy zaczynają się problemy. Wciągarka nie wytrzymuje i klatka wraz z dziewczynami opada na dno. Zamiast na pięciu, znajdują się teraz na 47 metrach głębokości. Rekiny żywo się nimi interesują, ale nie jest to największy problem bohaterek.

Po thriller "In the deep" sięgnęłam bez większego przekonania mając w pamięci lekkie rozczarowanie po ostatnim rekinim survivalu "183 metry strachu". Spodziewałam się czegoś na zbliżonym poziomie. A tu proszę, niespodzianka.

Od obrazów nastawionych na przedstawienie walki człowieka z naturą, oczekuję przede wszystkim emocji - bardzo żywych nie podkręcanych sztucznie przez iście paranormalną logikę wydarzeń. Niestety najczęściej logika nie jest mocną stroną takich scenariuszy przez co trudno o to, by emocje związane z kibicowaniem survivalowcom górowały nad irytacją i zniecierpliwieniem.

in the deep

Tu o dziwo, siedziałam jak na szpilkach i wcale nie miałam ochoty zbluzgać scenarzysty. Faktem jest, że ciąg nieszczęść jakich doświadczają protagonistki jest nad wyraz bogaty, ale ani razu nie czułam się oszukana.

Fabuła jest absolutnie prosta i nawet w pewnym stopniu przewidywalna, nie mniej jednak, potrafi wciągnąć, potrafi utrzymać permanentnie wysoki poziom napięcia.

Praktycznie od chwili gdy Kate i Lisa lądują na dnie emocje mnie nie opuściły. To chyba ta słynna Hitchcockowska zasada: najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie ma tylko rosnąć. Tu się to udało, w moim przypadku przynajmniej. Może miałam dobry dzień, bo przez parę dni odpoczęłam od oglądania filmów grozy wszelkiej maści, a może faktycznie mamy tu coś zaskakująco solidnego?

Filmy, w których mamy do czynienia z uwięzieniem bohaterów przez siły natury są chyba jednymi z moich ulubionych. Jedno niefortunne zdarzenie i jesteśmy w czarnej dupie. Co robić? No, ratować się za wszelką cenę.

Jako osoba skłonna do paniki, co może zaświadczyć każdy kto świadkował mojej histerii na Orlej w Tatrach, bardzo silnie utożsamiałam się z panikującą Lisą i z przyjemnością obserwowałam jej postępy w ogarnięciu się. Tu mamy sporo naciąganych sytuacji, ale szczęśliwie nie widzimy tu przemiany w Larę Craft. Postarano się nawet o ciekawy zwrot akcji.

in the deep

Filmowe zdarzenia są bardzo dynamiczne i praktycznie nie ma tu chwili wytchnienia. Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, bo jak zacznę to już poleci.

Wszystko rozgrywa się pod wodą, więc naturalnie możemy powiedzieć tu o klaustrofobicznych nastrojach. Za chwilę nie będzie czym oddychać. No, chyba nie może być już gorzej.

Wizualnie wygląda to dobrze. Jeśli chodzi o rekiny to nie zachowują się jakoś nienormalnie, ale też po prawdzie nie na nich się tu skupiamy. Pojawiają się od czasu do czasu by wzbudzić jeszcze większy popłoch. Działa.

Aktorstwo jest okej, choć Mandy Moore raczej moją faworytka nigdy nie była.

"In the deep" spełnia oczekiwania jakie stawiam tego typu obrazom i jestem zadowolona, że tak skutecznie podniósł mi ciśnienie.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:9

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 18 sierpnia 2016

MARATON HORRORÓW - KONKURS

maraton strachu

Moi Drodzy, dnia 26 sierpnia w sieci kin Helios oraz sieci kin Cinema 3D odbędą się dwa maratony z filmowymi horrorami. Pech chce, że akurat wtedy będę z dala od cywilizacji, ale nie jestem egoistką i przynajmniej Was wyślę do kina.

Mam po trzy podwójne wejściówki na obydwa maratony. Trzy do Heliosa i trzy do Cinema 3D.

Jeśli jesteście chętni na ogarnięcie zaproszeń zgłaszajcie się tradycyjnie na maila: biblia_horroru@o2.pl

W treści maila napiszcie swoje imię, nazwisko i lokalizację interesującego Was kina (Helios lub Cinema 3D). W ramach zadania konkursowego podzielcie się ze mną refleksją na temat: Najstraszniejszej postaci w kulturze grozy. Chodzi mi tu głównie o bohaterów filmów i książek, ale kogo wybierzecie Wasza wola.

Na zgłoszenia czekam do wtorku (23.08), bo później wyjeżdżam.

A co będzie grane w czasie nocnych maratonów?

Cinema 3D (26.08. godz:22.00)

1. Blackburn

blaclburn

Grupa przyjaciół zmuszona przez szalejący pożar trafia do małego miasteczka na Alasce. Myślą, że znajdą tu schronienie i bezpieczeństwo. Jednak rzeczywistość jest inna, a ich sytuacja zmienia się w krwawy i mroczny koszmar. Głód krwi mieszkańców miasteczka z każdą minutą zyskują na sile….

2. The houses of halloween

hpuses halloween

Na kilka dni przed Halloween grupa przyjaciół rusza w podróż camperem w poszukiwaniu najbardziej przerażającego domu strachów w parkach rozrywki. Cała wyprawa jest przez nich dokumentowana amatorską kamerą wideo. Z czasem zaczyna dziać się coś dziwnego. Domy stają się coraz bardziej mroczne, a otoczenie coraz bardzie przerażające. Role zaczynają się odwracać, to nie oni szukają. Ktoś ich śledzi, ktoś z nimi gra w jakąś przerażającą grę...

3. Dead inside

dead inside

 Nastoletnia Sara zmaga się z rodzajem zaburzeń psychicznych - prześladują ją przerażające wizje. Pod nieobecność jej rodziców znajomi organizują imprezę, podczas której Sara dzieli się swymi mrocznymi wizjami. Widzi, jak goście mordują się wzajemnie w drastyczny sposób… Wizje, brane za chore omamy, zaczną się spełniać. Kto i co stoi za całym tym złem?

Helios (26.08. godz:23:00)

1.Kiedy zgasną światła

kiedy zgasna swiala

Kiedy Rebecca opuściła rodzinny dom, myślała, że wraz z nim pozostawiła za sobą lęki z dzieciństwa. Dorastając, nigdy nie miała całkowitej pewności, co było prawdziwe, a co nie, zwłaszcza kiedy gasły światła. Teraz jej młodszy brat, Martin, jest świadkiem tych samych niewyjaśnionych i przerażających sytuacji, które kiedyś wystawiały na próbę jej zdrowie psychiczne i zagrażały bezpieczeństwu. Przerażająca istota w tajemniczy sposób związana z matką rodzeństwa, Sophie, ponownie pojawiła się w ich życiu. Tym razem jednak, w miarę jak Rebecca zbliża się do odkrycia prawdy, nie ma wątpliwości, że ich życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo... zwłaszcza kiedy gasną światła.

2. Qeen of spades: the dark rite

dama pikowa

Czterech nastolatków zamieszkujących tak samo przerażające, jak i malownicze rosyjskie blokowisko pewnego dnia, w zupełnej ciemności staje przed lustrem i trzy razy wypowiada imię Damy Pikowej…
Kolejny żart zgranej paczki przyjaciół… Do czasu gdy jeden z nich umiera nagle na atak serca. Stopniowo dociera do nich, że przywołali coś śmiertelnie niebezpiecznego, a nie wszystkie legendy są pustym mitem… Przed nimi najstraszniejsze w ich życiu spotkanie… Spotkanie z Pikową Damą…

3. Summer Camp

summer camp

Troje wychowawców kolonijnych z USA przylatuje do Hiszpanii na obóz językowy. Zamiast spodziewanego wypoczynku i łatwych pieniędzy, czeka ich desperacka walka o przetrwanie. Wszystko przez zabójczy wirus, który zamienia ludzi w krwiożercze monstra. Kiedy choroba infekuje kolejne ofiary, a dawni przyjaciele robią wszystko, by wzajemnie rozerwać się na strzępy, przeżyć zdołają tylko nieliczni. Ci, którzy wykażą się odpowiednią siłą, przebiegłością i okrucieństwem przewyższającym nawet to, które cechuje stworzone przez wirus potwory.

4. Dark was the night

dark was he night

Maiden Woods to opuszczone i ciche miasto położone wśród lasów Północno-Wschodniej Ameryki. To miasto poczciwych ludzi. Coś jednak czai się w lasach otaczających wyizolowaną społeczność. Historie o drzewach i tym co mieszka wśród nich krążą od pokoleń. Zjawiska. Zniknięcia. Przemoc. Wszystko nazwane folklorem, aż do dziś. Po tym jak wycinki lasu niszczą jego zasoby, Paul Shields, szeryf Maiden Woods, zaczyna śledzić dziwne zdarzenia podejrzewając, że to jakieś żarty. Sześć miesięcy wcześniej, szeryf traci najstarszego syna i od tamtej pory cierpi, winiąc się za jego śmierć. W miarę postępu śledztwa, stawi czoła swoim demonom i odkryje prawdę, która kryje się w folklorze.

Do dzieła Moi Drodzy. Czekam na zgłoszenia!

14:50, ilsa333
Link Komentarze (2) »
środa, 17 sierpnia 2016

Kingdom Hospital/ Szpital "Królestwo" - Sezon 1 (2004)

szpital króletwo

Znany malarz Peter Rickman w wyniku wypadku trafia do szpitala. Jego rokowania nie są najlepsze, ale fakt, że trafił właśnie do tak osobliwej placówki jak Szpital "królestwo" wydaje się dawać nadzieje. Szpital królestwo jest bowiem nawiedzony. Krążą tam duchy dawno zmarłych osób, które szukając pomocy same mogą okazać się pomocne. Cała zgraja bohaterów i tych żywych i tych martwych bierze udział w przedsięwzięciu mającym ocalić "Królestwo" przed zagładą.

"Szpital królestwo" to serial powstały na podstawie innej produkcji, duńskiego miniserialu Larsa von Tiera. Oryginał jest znacznie krótszy, bo pierwszy sezon można zaliczyć w ciągu czterech godzin, zaś wersja amerykańska to zgoła trzynastoodcinkowa przeprawa z czego każdy odcinek to blisko godzina.

Nie mam pojęcia jak fabularnie jeden ma się do drugiego, ale obstawiam w ciemno, że duńska wersja spodobała by mi się bardziej- skandynawski klimat, żadnych Kingowskich dłużyzn, brak hollywoodzkiego zacięcia do efektów specjalnych.

Jednak jak na razie obejrzałam tylko amerykańskie "Królestwo" i jestem dość zadowolona.

To dość przyjemny serial. Wykorzystuje powszechnie lubiane motywy. Z uwagi na to, że autorem scenariusza jest ? Stephen King znajdziemy tu wiele elementów typowych dla jego prozy. Narracja też jest typowo Kingowska. Pewne jest że ortodoksyjni fani jego prozy byliby serialem zachwyceni.

Tematem przewodnim jest tu wątek strapionych dusz. Na pierwszym planie mamy ducha małej dziewczynki Mary Jensen, której wątek rozwija się niespiesznie. Jej historie poznamy tak na dobrą sprawę dopiero w finałowym odcinku.

szpital króletwo

W między czasie obserwujemy dążenia miejscowej medium do nawiązania kontaktu z duchami szpitala królestwo. Z pomocą przyjdzie jej część przychylnie nastawionego personelu, a utrudniać sprawę będzie czarny charakter.

Przekonamy się, że szpital istnieje jakby w dwóch wymiarach: pierwszym rzeczywistym i drugim nadnaturalnym, gdzie korytarzami snuje się mała dziewczynka, jej złośliwy wróg i... olbrzymi gadający mrówkojad. Tak, mrówkojad, bardzo ciekawa postać. Praktycznie w każdym odcinku pojawia się jakaś nowa postać, najczęściej pacjent - trochę jak w serialu "Dr. House". Wszyscy z miejsca zostają uwikłani w sprawki duchów, ciągani o na jasną to na ciemną stronę Królestwa.

Nie zabraknie tu barwnych postaci. Każdy bohater ma tu swoje za uszami, choć nie trudno wyłonić tu autentycznie czarne charaktery. Pojawia się sporo sytuacji z goła satyrycznych, komediowych, trącących czarnym humorem.

szpital króletwo

Jedno co można powiedzieć o "Królestwie", to jest to zdecydowanie dziwne miejsce.

Kilka elementów fabuły nie było dla mnie do końca czytelnych, ale myślę że to zabieg celowy by pociągnąć temat na drugi sezon. Na drug sezon, którego już chyba raczej nie będzie, bo od 2004 roku minęło trochę czasu, a produkcja nie zdobyła aż takiej popularności by rozgrzebywać temat po takim czasie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

w skali brutalności:1/10

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Shelley (2016)

shelley

Samotna matka Elena znajduje zatrudnienie na ekologicznej farmie duńskiego małżeństwa. By móc wrócić do swojego synka do Rumunii musi zgromadzić sporą sumę pieniędzy. Pracodawczyni wychodzi do niej z propozycją, która pomoże zarówno Elenie jak i im. Louise nie może urodzić upragnionego dziecka. Jedyną opcją by ona i jej mąż Kasper zostali rodzicami jest usługa surogatki. Elena zgadza się zostać 'inkubatorem' dla ich dziecka. Niestety ta decyzja ma poważne konsekwencje. Ciąża okazuje się dla kobiety wyjątkowo wyniszczająca, na tyle, że ta nabiera przekonania, że dziecko chce są zabić.

Filmy grozy o kobietach w ciąży trochę wieją nudą. Prędzej czy później, jakkolwiek kombinowano by nad fabularnym tłem, pojawia się kalka nieśmiertelnego "Dziecka Rosemary". Tak też jest w przypadku "Shelley".

Początek filmu całkowicie odgradza się od estetyki jaką serwował Roman Polański. Jednak w końcu i tak pojawia się nienarodzone dziecko i jacyś oni, którzy mocno interesują się dzieckiem mając głęboko w poważaniu stan zdrowia matki.

Co prawda myk jaki zastosowano w tym przypadku nie wskazuje jednoznacznie na złe intencje małżonków, którym Elena ma urodzić dziecko. Bardziej podejrzana wydaje się Elena. Tudzież dziecko w jej łonie. Tu mamy klasyczną zagrywkę paranoid thrillera: czy dziecko faktycznie jest trefne, czy może Elena za bardzo się nakręciła?

shelley

Tu mogę Wam zdradzić, że jak na skandynawski thriller przystało sprawa nie zostanie jednoznacznie rozstrzygnięta.

Fabula "Shelley" to więc nic specjalnego. Ciekawie prezentuje się natomiast forma. Bardzo nastrojowe kadry w pierwszej części filmu i sporo dosłownej brutalności w drugiej. To zdecydowanie może się podobać, ale wcale nie musi. Dlaczego? Ano dlatego, że to wyjątkowo stonowany film. Dzieje się tu niewiele tak naprawdę, a wydarzenia przebiegają żółwim tempem. Nie mamy tu skoków napięcia, wszytko idzie jednym rytmem.

Widzowie przyzwyczajeni do bardziej dynamicznych akcji mogą złapać drzemkę. Nie pojawiają się tu nagłe zwroty akcji, ani żadne inne wydarzenia których nie bylibyśmy w stanie przewidzieć. Nie mniej jednak film ogląda się przyjemnie, główne ze względu na jego walory estetyczne w postaci plenerów, scenografii, czy charakteryzacji bohaterów.

shelley

Technicznie to bardzo dobry obraz. Doskonale wykorzystuje motyw przewodni scenariusza: naturę. Wszytko jest tu bardzo naturalistyczne. Problem w tym, że mimo wszytko jest nieco nudnawy. Bardzo komercyjny wątek w bardzo nie komercyjnej ramie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:4

To coś:5

58/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 14 sierpnia 2016

Koty w kinie grozy

koty w horrorach

W poniższym wpisie postanowiłam wyróżnić jednego z uniwersalnych bohaterów kina grozy. Tym bohaterem jest kot.

Wątki związane z kocimi postaciami pojawiają się horrorach od zawsze. Nawet jeśli tylko przemykają pod nogami, albo robią za 'fałszywy alarm' w pełnej napięcia scenie.

Często funkcjonują w świecie przedstawionym na zasadzie symbolu. Koty, występują we wszystkich kulturach. Gdzie ludzi tam i koty. Wielu wielkich artystów doceniało kocich przyjaciół, często stawały się inspiracją dla ich twórczości. Weźmy chociażby Lovecrafta, czy Poego.

Osobiście, gdy tylko w jakimś filmie, w jakiejś książce wypatrzę kota, z miejsca dostaje ona/on u mnie kilka punktów. A niech tylko twórca spróbuje go skrzywdzić! Potrafię wyłączyć dobrze zapowiadający się film jeśli jego reżyser uraczy mnie sceną śmierci, albo jakiejkolwiek innej krzywdy jakiej doświadcza kot. Co prawda koty nie stanowią tu wyjątku, mam podobnie z innymi zwierzętami, ale koty z jakiejś przyczyny zawsze bardziej przyciągają moją uwagę.

koty w horrorach

Myślę, że wielu ludzi podziela mój zachwyt nad tymi zwierzętami stąd gro filmowych opowieści, gdzie pojawiają się koty.

1. Kot -cień

Jak wspomniałam koty często robią bardziej za filmowy rekwizyt niż pełnoprawnego bohatera filmu. W obrazach takich jak "Legenda piekielnego domu",czy "Grobowiec Ligei" po prostu przemykają gdzieś w zaciemnionym fragmencie kadru żyjąc swoim życiem, dając całkowite przyzwolenie na makabryczne wydarzenia jakie dzieją się wokół nich.

koty w horrorach

Są to zazwyczaj koty o czarnym futerku. Czarny kot ma przynosić pecha, jak twierdza niektórzy, choć moim zdaniem nie sądzę by kot jakkolwiek by go gloryfikować posiadał taką moc sprawczą:) Skąd więc ta uparta niechęć do kotów? Ochoczo zrzuciłabym winę na religię, ale prawda jest taka, ze ludzie zawsze bali się tego co nieznane. Koty przez setki lat towarzyszyły ludziom ale nigdy do końca nie dały się poznać. Mówi się, że to kot udomowił człowieka, a nie człowiek kota, dom należy do kota ty tylko spłacasz kredyt i jak czasami patrzę na mojego burego gada to myślę, no fakt.

W swojej rozprawie Lovecraft pokusił się o kilkanaście zjadliwych uwag kierowanych do osób, które w pogardzie mają koty. Warto się zapoznać.

Wracając do kotów w filmach, jako złowrogi symbol najczęściej pojawiają się w ghost story. Pojawienie się czarnego kota ma być sygnałem: ten dom jest nawiedzony.

koty w horrorach

2. Mój przyjaciel kot

Do tej pory nie udało mi się napisać recenzji serii "Alien", a paradoksalnie znam ją już prawie na pamięć. Moja pierwsza styczność z "Obcym" miała miejsce wiele lat temu i tym co sprawiło, że tak polubiłam ten film jest jego rudy bohater, kot Jonsey - faktyczny ósmy pasażer Nostromo.

Fabuły filmu nikomu streszczać nie muszę jak podejrzewam, wystarczy, że powiem iż jego główna bohaterka Ellen Ripley walczy na statku kosmicznym o przetrwanie. Jej wrogiem jest obca forma życia, tak obrzydliwa jak to tylko możliwe, tak niebezpieczna, że wszyscy wokół pożegnali się z życiem. Ocalała jedynie kocia matka Ripley i jej futrzany przyjaciel.

koty w horrorach

Przez całym film z trwogą obserwowałam poczynania bohaterki, co chwilę krzycząc do niej: pamiętaj o kocie! Scena w której Jonsey staje pyskiem w pysk z Obcym to chyba największy katalizator skoku ciśnienia w całym filmie.

Miałam w dupie co się stanie z resztą załogi- ważne żeby przeżył kot. Kot też chyba był tego zdania, bo obojętność z jaką patrzył na śmierć jednego z bohaterów jest kwintesencją niewdzięcznej kociej natury.

koty w horrorach

Podobne schematy występują w wielu innych filmach, żeby nie szukać daleko, ostatnio kibicowałam perskiej kotce o wdzięcznym imieniu 'Zdzira' w thrillerze "Hush", gdzie bohaterka walczyła o życie swoje i swojej przyjaciółki. Film taki sobie, ale kot przeżył i to najważniejsze.

3. Kot ma 9 żyć.

Stephen King, 'jak każdy wielki człowiek', również kocha koty i nie szczędzi klawiatury na opisanie ich przymiotów w swoich opowiadaniach i powieściach. Tu dobrym przykładem może być chociażby jeden z głównych bohaterów "Smętarza dla zwierząt".

Zarówno w wersji filmowej jak i literackiej wszytko zaczyna się od śmierci kota, później jest tylko gorzej.

koty w horrorach

Dziecko nie może pogodzić się z nagłą śmiercią swojego kocura, Churcha. Jego ojciec wpada na fantastyczny pomysł wskrzeszenia zwierzęcia dzięki magii obecnej na dawnym indiańskim cmentarzu. Jak się okazuje, myk zadziałał. Kot wrócił, ale nie był już taki sam. Niemal roniłam łzy nad jego losem, bo jak to tak? Church nie odnajdywał się w nowym wcieleniu, zamiast budzić miłość zaczął budzić grozę. Ten film to przestroga. Martwe musi pozostać martwe. Nawet jeśli to ukochany kot. Kot pełnił tu więc rolę edukacyjną, ale był też niezłym straszakiem.

4. Koty są wredne

"Głosy" to jedna z ciekawszych filmowych ofert ostatnich lat. Swój udział w sukcesie filmu też miał kot.

Bohater "Głosów" słyszy głosy. Słyszy głosy swoich zwierząt, kota i psa. Towarzyszą mu one w samotniczym życiu. Stanowią personifikacje dobrej i złej strony naszego bohatera. Kot oczywiście robi tu za czarny charakter. Bezdusznie krytykuje swojego pana, naśmiewa się z niego i podżega do zbrodni. Rudy futrzak jest doprawdy wredny, ale jakże barwny.

koty w horrorach

Wredne koty pojawiają się w wielu filmach, ale czy są na prawdę takie złe? Czy kot  w opowiadaniu Poego, i jego ekranizacji był zły, dlatego że przyczynił się do zdemaskowania zbrodni swojego pana? No cóż, pies na pewno by tego nie zrobił.Psy są wierne bez względu na to jaką kutwą jest ich pan. To urocze, ale śmierdzi frajerstwem;)

5. Kot na strażnicy dobra

Koty mimo ze nie cieszą się najlepszą opinią w wielu kręgach, szczególnie ludzi przesadnych, często łamią ten stereotyp i wile filmów podąża tym tropem. Tu wrócę jeszcze do Stephena Kinga. W ekranizacjach jego dzieł "Oko kot" i "Lunatycy" koty były postaciami jak najbardziej pozytywnymi.

Mówi się, że zwierzęta wyczuwają dobrych i złych ludzi. Koty w tych dwóch produkcjach robiły to wyśmienicie.

W "Oku kota" śledzimy przygody pewnego buraska, który z własnym sobie wdziękiem i swobodą pogrąża tych którzy na to zasłużyli i pomaga tym, który pomocy potrzebują.

koty w horrorach

Niekoniecznie trzeba się tu doszukiwać jakiś nadprzyrodzonych przymiotów w postaci kota jednak widać w tym pewną magie, dla nas obcą dla kotów naturalną.

"Lunatycy" opowieść o parze nadnaturalnych istot pożywiającej się ludźmi by zachować życie wieczne i wieczna młodość. Coś na zasadzie wampiryzmu. Ci mimo swojego po części kociego rodowodu muszą unikać kotów jak ognia. Kocie zadrapanie to dla nich rychły koniec.

koty w horrorach

W filmie możemy więc podziwiać jak zgraja dzielnych kocurów rozprawia si z antybohaterami robiąc im duże kuku.

6. Kot po azjatycku

Nie wiem na ile ma to związek z kulturą azjatycką a na ile było znakiem czasów, ale w przeszłości koty nie cieszyły się dużą popularnością w kraju Kwitnącej Wiśni.

W horrorze z lat '60 "Czarny kot w lesie" występuje nawiązanie do legendy mówiącej o duchach wracających pod postacią kotów, wracających by wymierzyć sprawiedliwość.

koty w horrorach

Był to nader popularny mit. Podobny pomysł występuje we współczesnym koreańskim ghost story "Kot". Jak wskazuje tytuł wszytko kręci się wokół kotów, kotów nawiedzonych, sprowadzających śmierć na ludzi. A ludzie, jak się okazało, jak najbardziej na ową śmierć zasłużyli. Kot, zwierzę magiczne potrafi wymierzyć sprawiedliwość.

koty w horrorach

Wspomniałabym jeszcze o obrazie "Ludzie koty" i jego remake, ale cóż, nie widziałam żadnego z nich, co z resztą będę musiała nadrobić.


Filmów z kocimi bohaterami znajdziemy znacznie więcej, nawet jeśli szukać tylko wśród kina grozy.

12:10, ilsa333
Link Komentarze (5) »
sobota, 13 sierpnia 2016

Prom Night/ Bal maturalny (1980)

bal maturalny

W czasie zabawy w chowanego grupka dzieciaków przyczynia się do śmierci młodszej koleżanki. Obwiniony za to zostaje lokalny ciemny typ, który wyrokiem sądu trafia na leczenie psychiatryczne.

W sześć lat po tych zdarzeniach, młodzi przyjaciele, którzy zawarli pakt milczenia w kwestii swojego udziału w śmierci Robin przygotowują się do wyczekiwanego balu maturalnego. Tak się składa, że wariat osądzony za śmierć dziewczynki właśnie dał nogę z psychiatryka. Grupa przyjaciół zaczyna odbierać dziwne telefony.

Wygląda na to, że widmo zemsty za śmierć Robin zajrzy im w oczy.

Dawno nie pisałam o starych, dobrych slasher'ach. Tak się złożyło, że jak dotąd nie miałam okazji obejrzeć słynnego "Balu maturalnego", chyba jedynego kanadyjskiego straszaka, który mógł konkurować ze szlagierowymi amerykańskimi slasherami z lat '80.

Winę za moją ignorancję w kwestii tej produkcji ponoszą jak zawsze moje uprzedzenia. Lubię stare slashery, ale nie koniecznie te rozgrywające się w cywilizowanych miejscach. "Bal maturalny" omijałam więc z rozmysłem. Do drugiego czynnika decydującego o tym przyznam się z lekkim wstydem. Nie lubię Jamie Lee Curtis. Wiem, shame on me, to niekwestionowana Królowa Krzyku, solidna aktorka etc. Jednakże jej twarz nie budzi mojej sympatii, wręcz przeciwnie, nie podoba mi się i już. Głupi argument prosto z dupy, ale tak mam z niektórymi aktorami.

prom night

"Bal maturalny" podobnie jak większość dochodowych produkcji grozy doczekał się sequeli i remake w roku 2008. Nie znam żadnego z nich.

Rzecz kluczowa, czy "Bal maturalny" przekonał mnie do siebie? Tak. Mimo, że ma pewne mankamenty, o których będzie później, uważam, że to całkiem przyzwoity slasher stanowiący dobrą rozrywkę, a o to przecież w tym gatunku chodzi.

Jamnie Lee Curtis tak bardzo mi nie przeszkadzała. Aktorska wciela się tu w postać powszechnie lubianej Kim, córki dyrektora, przyszłej królowej balu i... siostry zmarłej Robin.

bal maturalny

Kim nie zdaje sobie sprawy z okoliczności śmierci młodej, tym bardziej nie wie, że jej cudowny chłopak i przyjaciółki miały w tym zdarzeniu udział. Dowie się tego z ust oprawcy, który doprowadzi do masakry na balu maturalnym.

Tożsamość mordercy jest tajemnicą, ale już prolog filmu, w scenie śmierci Robin i następujących po niej zdarzeniach widz może mieć swoje podejrzenia. Błędne tropy to też rutyna w takiej sytuacji więc trzeba się ich spodziewać.

Mankamenty, tak. "Bal maturalny" jest wyjątkowo delikutaśny, nawet jak na slasher, wybitnie unika ukazywania scen śmierci. Gdy już takową ujrzymy jest już w zasadzie po fakcie. Brakowało mi trochę tych głupawych scen pościgów, mamy ich tu jak na lekarstwo. Za to bardzo dużą uwagę poświecono warstwie obyczajowej filmu. Zanim ktoś kogoś w końcu zabije dokładnie poznamy życie licealistów. Kto z kim śpi, kto z kim spać by chciał, kto kogo nie lubi, kto kogo kocha etc. Z uwagi na to, że grupa młodych bohaterów jest dość liczna będzie tego rodzaju wstawek sporo, żeby nie powiedzieć, że stanowią lwią część filmu. Patrzy się na to jednak przyjemnie. Lata '80 mają swój urok nawet w tych elementach obyczajowych.

bal maturalny

Dużą uwagę poświecono tez muzyce. Gdy wreszcie dojdzie do balu, najpierw musimy obejrzeć popis taneczny naszej królowej liceum. Disco daje ostro po uszach i mimo iż dalekie to od moich podobań, fajnie integrowało się z ogólnym klimatem filmu. Ogólnie klimat jest, i jest typowo slasherowy, więc wszytko zgodnie z normami.

"Bal maturalny" raczej moim ulubieńcem wśród slasherów nie zostanie, bo dalej jestem wierna obozowym historyjkom, ale wypada bardzo dobrze. Fani tego rodzaju kina znać powinni.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 11 sierpnia 2016

Demonolodzy, Ed i Lorraine Warren - Gerald Brittle

demonolodzy

Jestem niedowiarkiem jeśli chodzi o zjawiska nadnaturalne. Lubię horrory, ale nie wierzę w nie. Szczególnie jeśli sprawa dotyczy opętań, zagadnienia ściśle związanego z religią. Stąd też nie darzę sympatią wszelkich samozwańczych łowców duchów, demonologów i wszelkiej maści egzorcystów. Te fragmenty książek, czy filmów grozy, gdy na arenę wkraczali, ci właśnie, hym ludzie, cieszyły się u mnie najmniejszym zainteresowaniem. Nie jestem też fanką filmowej serii "Obecność" Jamesa Wan'a.

Skąd więc wziął się u mnie pomysł, żeby zapoznać się z historią wojującej pary pogromców wszelkiego duchowego wynaturzenia, znanych jako Ed i Lorraine Warren?

Chyba trochę z przekory. Ale bardziej z ciekawości. Mimo iż książka została wydana w Polsce dopiero w tym roku (podczas gdy jej pierwsze wydanie w Stanach to rok 1980) i widać jak mocno owe wydanie chce czerpać z popularności filmów z rodzaju "Obecność" (fragmenty wypowiedzi aktorów i reżysera filmów) to miałam nadzieję na coś mniej komercyjnego niż hollywoodzkie twory.

Moje nadzieje zostały spełnione. "Demonolodzy", historie w niej zawarte, znacznie odbiegają od tego co przedstawiają popularne filmowe horrory. Moi Drodzy, ta książka to hard core. Lewitujące krzesełka i wykręcone twarze to najsłabsze punkty programu w tej partii książki stricte poświęconej demonom. Bo musicie wiedzieć, że nie samymi demonami "Demonolodzy" żyją.

Początek książki to zapoznanie z sylwetkami Warrenów. Nie wiem czy wiecie, ale małżeństwo zajmowało się malarstwem i to od malarstwa wszytko się zaczęło. Młodzi małżonkowie ulubowali sobie portretowanie nawiedzonych miejsc. Przy okazji odwiedzin w takim domu poznawali jego historie, relacje mieszkańców, lub byłych mieszkańców. Zaczęli bardziej wgryzać się w temat. Lorraine zaczęła dawać upust stłamszonym przez religijne wychowanie nadnaturalnym umiejętnościom, a Ed od najmłodszych lat pochłaniający książki okultystyczne postanowił wiedzę teoretyczną przełożyć na praktykę. Tak zaczęła się ich krucjata.

ed i lorraine warren

Jeździli od domu do domu, pomagali ludziom w kłopotach z duchami. Ich popularność rosła, na tyle, że w latach '70 XX wieku byli już naczelnymi demonologami Ameryki, wzywanymi do każdej sprawy, w którą mogły być zamieszane siły nadprzyrodzone.

Narracja "Demonologów" opiera się na dialogu pomiędzy Ed'em, Lorraine i autorem książki. Przytaczane są też wypowiedzi innych osób, ale w mniejszym stopniu.

Początkowo byłam nieco zniechęcona, przez nachalność z jaką w co drugim zdaniu podkreślane jest słowo 'autentyczne'. Gorące zapewnienia Ed'a trochę mnie śmieszyły, śmieszyło mnie też to w jaki sposób Ed tłumaczył swoje zainteresowanie paranormalnym światem: Nie, absolutnie religijne wychowanie i codzienne wizyty w kościele nie miały na niego wpływu... Tia.

Im dalej rozwija się historia demonologów tym więcej pada konkretów. Zaczyna się niewinnie, bo od prostych ludzkich duchów. Szybko jednak wkraczamy na pole minowe w postaci demonicznej działalności w życiu ludzi.

Tu oczywiście na tapetę wzięta jest historia Annabell. Świetna historia, ale to co zrobił z niej film jest jakąś kpiną. Abstrahując od szczegółów takich jak wygląda lalki - prawdziwa Annabell jest lalką szmacianą - filmowcy biorący na tapetę jej historię w tym dość popularnym horrorze w żaden sposób nie wykorzystali jej potencjału. Szczegółów Wam nie zdradzę.

ed i lorraine warren

W książce nie poznamy autentycznej historii na podstawie, której powstała pierwsza część "Obecności", natomiast zahaczymy o "Obecność 2". Tu zmiany też są bardzo widoczne i oczywiście na minus dla filmu.

Porażająca był historia rodziny Fosterów i Beckfordów. W niewielkim stopniu pojawia się historia horroru w Amityville. Wiecie, że Jody była świnką, a nie dziewczynką? Ha. Takich smaczków znajdziecie dużo.

Na tle historii opowiedzianych przez Warrenów filmowe wersje wszelkich opętań i nawiedzeń wypadają bardzo słabo. To z czym według ich relacji mierzy się świadek opętania jest po stokroć mocniejsze.

To co najbardziej rzuciło mi się w pamięć to jedno z naczelnych znaków obecności demona - fekalia. Tak, w nawiedzonym domu częściej spotkasz obsraną ścianę, czy deszcz moczu niż lewitujące krzesło. Ten motyw w jakiś sposób jest kompletnie nie atrakcyjny dla filmowców, ciekawe czemu;)?

Opisy strasznych wydarzeń są bardzo żywe. Fragmenty w których Ed i Lorraine relacjonują przygodę z pewnym samochodem widmo, czy spotkanie z bezdomnym w Nowym Jorku bardzo zapadają w pamięć. Strachliwa nie jestem, ale jakoś kiepsko mi się po tym spało.

Jeśli chodzi o wartość edukacyjną książki, to każdy znajdzie tu szereg rad i przykazów jak uniknąć ingerencji sił nadprzyrodzonych w nasze życie, a także jak sobie radzić, gdy już wpadniemy w kłopoty.

Ed bardzo dokładnie wyjaśnia naturę tych zdarzeń, można powiedzieć, że analizuje je naukowo. Znajdziemy tu więc sporo ciekawostek.

Podsumowując, "Demonolodzy" to zaskakująco dobra rzecz.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit

esprit

środa, 10 sierpnia 2016

Black Mirror/ Czarne lustro - Sezon 1-2 (2011-2013)

black mirror

Brytyjski serial "Czarne lustro" bazuje na nieprzyjemnej wizji egzystencji współczesnego człowieka. Można rzec, że wybiega w przyszłość, jednak nie wydaje się to przyszłość odległa. Rysuje obraz społeczeństwa obdartego z humanizmu, zawłaszczonego przez technologie.

Gatunkowo możemy mówić tu o sci-fi. Jak dotąd wyemitowano dwa sezony. W tym roku mieliśmy spodziewać się kolejnego, jednak, póki co nie pojawiła się konkretna data brytyjskiej premiery. Każdy sezon liczy zaledwie trzy około godzinne odcinki.Każdy odcinek opowiada inną historię.

Nie ukrywam, że pilot serialu zrobił na mnie największe wrażenie. Gwarantuję więc, że jeśli sięgniecie po ten serial obejrzycie go w całości.

Pierwszy odcinek pierwszego sezonu traktował o przykrym zajściu na wysokim szczeblu brytyjskiej polityki. Brytyjska księżniczka zostaje porwana przez szaleńca. Może się wydawać, że sprawa ma podłoże polityczne jednak żądanie jakie wysuwa sprawca w zamian za uwolnienie dziewczyny uderza w coś więcej niż polityczna stabilność kraju. Facet mierzy wprost w premiera kraju żądając od niego by na oczach narodu dopuścił się aktu zoofilii. Tak, premier wielkiej Brytanii ma uprawiać seks ze świnią, a relacja z tego wydarzenia ma być emitowana na żywo na każdym kanale w kraju w biały dzień. Jeśli tego nie zrobi księżniczka zginie. Znając wagę rodziny królewskiej dla narodu brytyjskiego można powiedzieć, że odmowa owego 'aktu' jest równoznaczna z personalną odpowiedzialnością premiera za jej śmierć.

black mirror

Kurczę, rozwalił mnie ten odcinek na łopatki. Już nie mówiąc o samym pomyśle, który jest w gruncie rzeczy prosty, ale o całym socjologicznym kontekście jaki do tego dobudowano.

Szok, przygnębienie, niedowierzanie.

W tym odcinku jak i w zasadzie każdym kolejnym największym czarnym charakterem jest społeczeństwo. Ta ludzka masa, która posiada ogromną siłę. Deprywatyzacja człowieka, tożsamość jednostki wygenerowana przez technologie, przez społeczny nacisk na spełnianie sztucznie napędzanych potrzeb. Wszytko to znajdziecie w tym i innych odcinkach dwóch serii.

Brytyjczyk, twórca serialu, nieuleczalny pesymista, który chyba nie widzi w ludziach już nic pozytywnego wymierza tym serialem policzek. Wszystkie historie posiadają nieco satyryczny wydźwięk. Jednak jeśli się temu przyjrzeć widać tylko politowanie i żałość. Żadnych bohaterów pozytywnych, żadnych szczęśliwych finałów. Każdy ostatecznie przegrywa i to na własne życzenie. Jest w tym tyle bolesnej prawdy.

Po za przebojowym odcinkiem o wyczekującej premiera świni zobaczymy też wizję społeczeństwa gdzie jedyną nadzieją na wybicie się po za szarą (dosłownie) masę ludzi jest udział w talent show. To nic że cie tam sponiewierają i zamiast piosenkarka zostaniesz dziwką, lepsze to niż grupowe pedałowanie.

black mirror

Odcinek o kontroli wspomnień o możliwości uzyskania całkowitego wglądu w każdy aspekt życia innych ludzi jest nie mniej dołujący.

Drugą serie rozpoczyna odcinek, w którym technologia próbuje pokonać barierę życia śmierci. Nie, nie ożywia zmarłych, ale oferuje żywym substytut osoby którą stracili. Jak bardzo jest to okrutne i pomylone dowiecie się dzięki historii Asha i jego dziewczyny.

Drugi odcinek tej serii odwołuje się do potrzeby wspólnego, społecznego wymierzania sprawiedliwości tym, którzy złamali prawo, dopuścili się czegoś okrutnego. Pomyślcie, jakby było klawo uczestniczyć w niekończące się nagonce na morderczynie niewinnego dziecka. To jak udział w reality show z przesłaniem.

black mirror

Ostatni jak dotąd wyemitowany odcinek mówi o tym dlaczego wolimy fikcję od prawdy. Mając do wyboru żywego człowieka, z całym bagażem człowieczych zalet i wad wolimy przysłuchiwać się fikcyjnie stworzonym idolom. Żadna nowość, jednak tu posłużono się nie wykreowaną przez tv gwiazdką jakby nie patrzeć jednak z krwi i kości, a prymitywna animacją niebieskiego niedźwiadka, który w przedstawionym tu świecie odgrywa większą wolę niż jakikolwiek człowiek. Ba większą niż człowiek, który go stworzył.

black mirror

Z niecierpliwością czekam na nowe pomysły Charliego Brookera. Zanim zabrałam się za ten serial nastawiłam się na coś w stylu 'rzeczywistość w krzywym zwierciadle', ale to zwierciadło wcale nie jest krzywe, dobitnie odzwierciedla to kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Jest czarne nie dlatego, że ktoś chciał tak zabarwić obraz, jest czarne bo taka właśnie jest przykra prawda.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie: 9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 09 sierpnia 2016

Holidays/ Święta (2016)

swieta

"Święta" to kolejny filmowy horror pokazujący niesłabnącą modę na filmowe antologie. Tym razem dziewięciu reżyserów znanych w świecie grozy wykorzystuje popularny chwyt świątecznych straszaków. Osiem segmentów to osiem różnych świąt jakie zdarza nam się obchodzić. Każdy z krótkich filmów ukazuje ciemną, nie świętą stronę świąt.

Zaczynamy od "Walentynek", święta gdzie obdarowujemy swoje sympatie czerwonymi serduszkami. Jest to święto zakochanych i... szaleńców.

Bohaterką segmentu jest zakochana i szalona nastolatka. Darzy uczuciem trenera drużyny pływackiej i w dniu świętego Walentego postanawia udowodnić mu swoje gorące uczucie.

swieta

Z tego pomysłu można by wyciągnąć znacznie więcej, niestety nad grozą przeważa groteska i mimo że ma to swój urok to od tego reżysera oczekiwałam czegoś dobitniejszego.

6/10

Następnie przyjdzie nam świętować "Dzień świętego Patryka". Irlandzkie święto kojarzone głównie ze żłopaniem zielonego piwa. W odniesieni do religijnego znaczenia obrządku należy przytoczyć tu legendę o świętym Patryku, który jeszcze w wiekach ciemnych przegnał z Irlandii węże. Tak naprawdę pewnie chodziło o pogan jednak reżyser segmentu poświęconego ciemnej stronie dnia świętego Patryka wykorzystał ten motyw na swój własny sposób.

Bohaterką filmu jest nauczycielka, która zachodzi w ciążę. Radosna nowina nie jest już taka radosna gdy okazuje się,  że ma urodzić węża.

Film jest naprawdę mocno porypany, obfituje w wiele nie do końca czytelnych - jak dla mnie - symboli. Ogląda się go jak sen wariata i nie chce mi się wierzyć, że nakręcił go ktoś zwykle hołdujący komercyjnym badziewiom, a jednak.

7/10

Święta Wielkanocne nie cieszą się zbytnią popularnością wśród twórców horrorów. Jednak jak się okazuje nawet z zajączka wielkanocnego można wykrzesać solidną porcję makabry.

swieta

Makabryczny zajączek w cierniowej koronie nawiedza małą dziewczynkę. Nie ma dla niej dobrych wiadomości. "Wielkanoc" aspiruje nieco do filmów gore, czy też mniej popularnych body horrorów gdzie na pierwszym planie widzimy efektowny obraz brzydoty, rozkładu, deformacji ciała. W tym przypadku mamy szpetnego króliczka.

6/10

"Dzień matki", kolejne kalendarzowe święto pokazuje cienie macierzyństwa. Mamy tu bohaterkę, która permanentnie zachodzi w ciąże. Nie działa na nią żadna antykoncepcja, każdy wsad kończy się zapłodnieniem. Dziewczę szuka więc ratunku w sekcie wyznającej kult płodności. Tu dowiaduje się jaka może być przyczyna jej problemu, ale proponowana pomoc nie d końca jej odpowiada.

swieta

"Dzień matki" nie oferuje wielkich wrażeń wizualnych, ale sama historia jest dosyć pomysłowa. Dosyć, ale nie na tyle by mnie porwać.

5/10

Po dniu matki czas na "Dzień ojca" i tu mamy bardzo wyróżniający się obraz, bardziej psychologiczny niż nastawiony na wzbudzenie lęku.

Jego bohaterką jest młoda kobieta, która w dzieciństwie straciła ukochanego ojca. Co się z nim stało, nie jest to do końca określone. Kobieta otrzymuje jedynie taśmę z nagraniem taty, gdzie ten instruuje ją jak ma go odnaleźć. Mam swoją teorię ad. tego do czego zmierza ta historia jednakże jej finał nie daje jednoznacznego potwierdzenia.

7/10

"Halloween", święto o największym potencjale w mojej ocenie nie zostało wykorzystane.

W tym segmencie mamy do czynienia z historią alfonsa i jego dziewcząt, dających seksowne show przed kamerkami internetowymi. Jak wynika z kontekstu ich praca jest niewdzięczna, wiąże się z seksualna przemocą, a ich opiekun jest tyranem i gnidą. W wieczór Halloween dziewczyny biorą odwet na swoim szefie. Wypada to nieźle, ale nie wiem gdzie w tym magia Halloween? A no nie ma. Twórca chyba nie wziął sobie do serca przesłania antologii tylko ot, po prostu nakręcił sobie film.

4/10

Bohaterem "Bożego Narodzenia" jest nabywca niezwykłych okularów. W jakiś sposób potrafią one odczytać człowieka, poznać jego preferencje i na tej podstawie podsunąć mu obrazy. Nie trudno się domyślić, że będą one zdolne wyciągnąć z bohatera także mało pozytywne rzeczy. Film raczej przeciętny, ale sam pomysł z okularami nie był zły.

6/10

Na koniec "Sylwester", który chyba spodobał mi się najbardziej. Niby zwykła rzecz o seryjnym mordercy polującym na kobiety, a jednak występujący tu fabularny twist fajnie łamie konwencję.

8/10

Podsumowując, antologia świątecznych horrorów to klawy pomysł. Wykonanie nie w każdym przypadku zaowocowało sukcesem, bo niestety nie wszyscy potrafią szybko odnaleźć się w krótkiej formie. Znalazło się tu kilka oryginalnych zagrań, ciekawych form, ale daleka jestem od zachwytu całością.

Moja ocena: 6/10

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Zimne ognie - Simon Beckett

zimne ognie

Kate Powell prowadzi własną agencję PR i odnosi pierwsze zawodowe sukcesy. Nie jest jednak szczęśliwa. Dokucza jej samotność, lecz nie ma odwagi po raz kolejny wchodzić w związek partnerski. W duchu jednak marzy o dziecku. Wpada na pomysł użycia technologii in vitro by spełnić marzenie o macierzyństwie.

Kate nie chce by ojciec jej dziecka był całkowicie anonimowym facetem z banku spermy. Kobieta udaje się więc do kliniki, gdzie będzie mogła sama wybrać ojca dla swojego dziecka, poznać go i upewnić się, że wszytko z nim w porządku. W ten sposób poznaje samotnego psychologa, Alexa który początkowo ma być jedynie 'dawcą'. Okazuje się, że zagości w życiu Kate na dłużej i znajomość ta będzie miała bardzo ognisty finał.

Złapałam się na tym, że tworząc opis nowej książki Becketta pomyślałam- zaraz, czy to nie brzmi trochę nazbyt romansowo? Ma prawo tak brzmieć, bo "Zimne ognie" to zupełnie innych Beckett niż ten, którego pamiętają fani serii o policyjnym antropologu.

Fani wcześniejszych książek Simona Becketta zapamiętali go zapewne jako pisarza tworzącego coś mocniejszego niż przeciętnej klasy kryminały. Z uwagi na specyfikę pracy głównego bohatera autor raczył nas barwnymi opisami rozkładających się zwłok. Najbogatsza w takie wrażenia była chyba "Chemia śmierci". Czytałam ją bardzo dawno, ale do tej pory pamiętam wrażenia jakie mi wówczas towarzyszyły. Serio, wręcz czułam zapach trupów.

Tym razem pisarz wziął się za coś co można sklasyfikować jako thriller psychologiczny.

Mamy tu znacznie więcej wątków obyczajowych niż w poprzednich jego dziełach, ale nie przeszkadzały mi one, bowiem facet sprawnie się przez nie przeprawia unikając bzdurnych wstawek.

Książkę czytałam z zadowoleniem. Przez pierwszą połowę towarzyszył mi nastrój tajemnicy do rozwikłania i pewnego niecierpliwego napięcia. Co ukrywa Alex Turner, przyszyły ojciec dziecka Kate?

Sprawa wyjaśnia się moim zdaniem zbyt szybko. Zwłaszcza, że antybohater rozstaje obdarty ze wszystkich tajemnic, od modus operandi po przyczynę jego działań zakopaną w gruzach przeszłości. Dostajemy praktycznie pełną diagnozę na tacy.

Co więc robić z dalszą lekturą? Ano, chyba czekać końca. Gdy już poznamy prawdziwe oblicze antybohatera pozostaje nam śledzić jego poczynania na drodze do ostatecznej konfrontacji. Ta nadchodzi ze stosowną oprawą.

"Zimne ognie" nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak oczekiwałam po tym autorze. Zdecydowanie jest to książka lżejsza od poprzednich, nawet wątki psychologiczne nie są tak miażdżące jak to u Becketta bywało.

Nie mniej jednak dla osób nie zaznajomionych z jego poprzednimi pisarskimi dokonaniami będzie to odpowiednia lektura. Wygórowane oczekiwana względem makabreski nie przysłonią Wam radości z lektury.

Tych, którzy Becketta znają przestrzegam, że "Zimne ognie" to już coś innego i świadomość tej inności powinna pomóc Wam rozgrzeszyć autora z tej zmiany frontu.

Moja ocena:5+/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca

sobota, 06 sierpnia 2016

Twins of evil (1971)

twins of evil

Bliźniaczki Maria i Frida zmuszone są przeprowadzić się z kolorowej Wenecji do ponurej mieściny w Anglii gdzie mieszka ich wuj i obecny opiekun, Gustav. Nastolatki z trudem akceptują nową sytuację. Maria jest przerażona rygoryzmem religijnym jaki rozsiewa wokół wuj, zaś Frida szybko opracowuje plan ucieczki z domu.

Frida jest zafascynowana właścicielem pobliskiego zamczyska hrabią Karnstein, ten z kolei chętnie przyjmuje pod dach młode niewiasty. Jego marzeniem jest zawarcie paktu z diabłem. Z kolei wuj Gustav jest osobą stojąca na straży kościelnych praw, nocami biega po lesie i pali na stosie co ładniejsze laski by w ten sposób pozbyć się szatana. Nie trudno się domyślić, że dwa tak odmienne charaktery czeka pojedynek.

"Twins of evil" jak na produkcję Hammera przystało opiera swoją jakość na groteskowej grozie. Nie zabraknie tu fantazyjnych wątków rodem z piekła, przeklętych wampirów i okazałych biustów. Seks i przemoc jest znakiem rozpoznawczym trylogii do której zalicza się "Twins of evil". Głównym jej założeniem jest wykorzystanie motywu, który po raz pierwszy stworzył w swojej "Carmili" Le Fanu, mianowicie wampirzyc lesbijek. Czytałam "Carmile" i nie mogę się nadziwić jak Hammer potrafił sprowadzić do parteru prozę tej jakości, ale nie ważne.

Lesbijski wątek w "Twins of evil" jest lichy i praktycznie nie obecny, chyba że ktoś podejrzliwie patrzy na dwie biuściaste królewny śpiące w jednym łóżku.

twins of evil

Hammerowski świat rządzi się swoimi prawami i nie każdemu te prawa przypadną do gustu. Twórcy filmowi pozwalają by groteska przejmowała wodze nad scenariuszem przez co można odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia z parodią.

W tym przypadku parodią wątków takich jak satanizm, inkwizycja i wampiryzm. Pierwszą przejaskrawioną postacią jest wuj Gustav. W tej roli niezawodny Peter Cushing. Jak wspomniałam wuj Gustaw lubi ogniska. Z uwagi, że jest człowiekiem szlachetnych zawsze znajdzie czas by zaprosić na nie jakąś zbłąkaną niewiastę. Chcąc uchronić ją przed doszczętnym upadkiem pali jej nieczyste ciało i wyzwala nieśmiertelną duszę. Szybko możemy odgadnąć, że kryje się za tym seksualna frustracja. Jego pobratymcy są nie mniej zabawni.

twins of evil

Drugim śmiechowym bohaterem jest hrabia Karnstein, znudzony młodzian niestrudzenie poszukujący wrażeń. Gdy już zatapianie nosa w obfitych biustach znudziło go szczętu postanowił poszukać nowych inspiracji w satanizmie. Odpowiedzią na jego modły staje się wampiryzm. Koleżka bardziej kojarzył mi się z jakimś zblazowanym dandysem w stylu Doriana Gray'a niż z hrabim Draculą.

twins of evil

Na koniec mamy tytułowe bliźniaczki. Dwie biuściaste królewny zgarnięte wprost z rozkładówki Playboya z roku 1970. Dziewczyny odnajdują się w hammerowskiej estetyce znakomicie. Aktorkami wybitnymi nie są, ale ostatecznie nikt przed nimi nie stawiał wielkich oczekiwań, takie mam wrażenie. Jedna dobra, druga zła zgodnie z tradycyjnym motywem złego i dobrego sobowtóra.

Wiem, że trochę się nabijam, ale to wcale nie znaczy, że nie lubię tego filmu. Lubię go bardzo. Fajnie się go ogląda, ale raczej nie należy brać go za bardzo na serio, bo można się srodze rozczarować.

Jest tu wszystko czego potrzeba do dobrej zabawy. Fajne laski, obłąkane typy, trochę przemocy, znane i lubiane elementy świata horroru. Technicznie obraz jest dobry. Szczególną uwagę zwraca scenografia i kostiumy, dobrze dobrane do epoki.

Może nie każdemu, ale może się podobać.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 05 sierpnia 2016

The Medusa Touch/ Dotknięcie Meduzy (1978)

medusa touch

Niepokorny pisarz John Morlar zostaje zaatakowany we własnym domu. Mężczyzna doznał tak silnych obrażeń, że tylko cudem udało mu się przeżyć.

To nie pierwszy cud w jego życiu. John doświadczał ich od wczesnego dzieciństwa. Cuda te jednak nie nosiły miana wspaniałych. Jego cuda zawsze były niszczycielskie.

Jako mały chłopiec był świadkiem tragedii i śmierci, co więcej we własnym przekonaniu to on był ich sprawcą.

To przekonanie utrzymywało się przez lata, a niszczycielska moc Johna rosła. Czynił zło bezwiednie, jakby był do tego stworzony. Robił to telepatycznie. telepatycznie uśmiercił swoją opiekunkę, rodziców, strącił z nieba samolot...

Teraz, gdy ledwo żywy leżał w szpitalu i tylko aktywność mózgu dawała szansę na to, że nie zostanie odpięty od aparatury, komisarz z Francji, Brunel prowadzi śledztwo mające na celu schwytanie sprawcy, który chciał uśmiercić cudotwórcę.

medusa touch

Horror "Dotknięcie meduzy" jest klasyfikowany jako horror sci-fi, ale nie spodziewajcie się w związku z tym zagrożenia z kosmosu.

Głównym antagonistą i głównym bohaterem jest tu człowiek z krwi i kości. Dzięki retrospekcjom poznajemy go jako szaleńca przekonanego o tym, że wszystkie nieszczęścia, katastrofy i kataklizmy dzieją się za jego sprawą.

W toku prowadzonego przez detektywa Brunela śledztwa poznajemy historię Johna, który tymczasem dogorywa w szpitalnej sali. Widzimy go oczami innych ludzi, w tym jego terapeutki. Kobieta podejrzewała Johna o jakiś rodzaj psychozy podszytej manią wielkości. Dopiero, gdy na jej oczach strącił z nieba samolot, zaczęła mu wierzyć i bać się.

medusa touch

W bardzo sugestywny sposób ukazane zostały też fragmenty jego dzieciństwa, w tym śmierć rodziców i pożar szkoły. Wszytko miało być dziełem jednego człowieka.

Doskonale skonstruowana fabula wsparta warsztatem aktorskim wcielającego się w postać antybohatera Richarda Burtona, czyni ten film bardziej uniwersalny gatunkowo niż można by się spodziewać po horrorze sci-fi.

Mamy tu dużo psychologicznego dramatu, paranoid thrillera, czy kryminału. Ma swój klimat, ma swoje przesłanie. Nie jest naiwny, nie jest groteskowy. Temat telekinezy jest tu rozpatrywany na kilku płaszczyznach i to sprawia, że ten z gruntu ograny motyw nabiera mocy.

medusa touch

Film podobał mi się szalenie i nie jestem w stanie przywołać w myślach innego podobnego mu obrazu. Bardzo dobra rzecz, a jeśli dodatkowo gustujecie w starszych produkcjach to jest to coś dla Was.

W ramach ciekawostki mogę dodać, że scenariusz powstał w oparciu o powieść Petera van Greenway'a.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

środa, 03 sierpnia 2016

The Banshee Chapter (2013)

banshee chapter

Młoda dziennikarka śledcza, Anne, próbuje odnaleźć zaginionego kumpla ze studiów. Dziewczyna wie, że James interesował się sprawą prowadzonych w latach '50 i '60 rządowych eksperymentach na obywatelach Stanów.

Ostatni pozostawiony przez zaginionego trop wiąże się z opracowaną przez CIA psychogenną substancją. Wygląda na to, że chłopak zażył ją nim przepadł bez wieści. W toku swojego śledztwa Anne udaje się zgłębić działanie substancji  i poznać konsekwencje jej zażycia.

banshee chapter

Debiutancki horror "Banshee Chapter" zupełnie mi umknął. Być może dlatego, że horrory sci-fi nie należą do moich faworytów. Być może odstraszyła mnie konwencja paradokumentu, a może po prostu film nie doczekał się nawet garstki fanów, którzy ponieśli by w eter wieść, że to dobra, warta uwagi produkcja. Przypuszczam, że nie ja jedna o nim nie słyszałam, tym bardziej cieszę się, że mogę go Wam polecić. Bo polecam i to z dużym przekonaniem.

Tematyka filmu oscyluje wokół ważkiego tematu haniebnych eksperymentów rządowych jakie były prowadzone w czasach zimnej wojny. Opinia publiczna dwoi i troi się w domysłach na temat konsekwencji tych działań dla obywateli. Debiutujący scenarzysta i reżyser w jednej osobie, Blair Erickson, wykorzystuje wątek teorii spiskowych by jeszcze podkręcić lęk.

Mówiąc szczerze, Ameryki tu nie odkrywa, jeśli chodzi o wątek tajnych badań nad kontrolą umysłu poznaliśmy już szereg najróżniejszych filmów o tej tematyce. Erickosn robi jednak coś świetnego. Zamiast nakręcać niestworzoną historię, starać się zbudować jak najbardziej wydumaną teorię on rzuca nam szczątki informacji i pozwala by wyobraźnia zrobiła resztę.

banshee chapter

Finał nie przynosi nam jasnych odpowiedzi, co moim zdaniem jest strzałem w dziesiątkę. Pojawiają się jacyś enigmatyczni 'Oni', przedstawienie jako cienie, coś ulotnego jak zanikający sygnał.

W sytuacji zagrożenia napięcie naprawdę kurewsko wzrasta, a wszytko to za sprawą bardzo prostych rozwiązań wizualnych i dźwiękowych. Przesuwający się cień na amatorskim nagraniu, monotonna melodyjka, dziecięcy głos odliczający od tyłu w różnych językach. Kurczę to działa. Myślę, sobie ten gość ma autentyczne wyczucie klimatu grozy. Ma też niski budżet i jak teraz o tym myślę, to mam obawy co się stanie z jego polotem jeśli jakieś urzeczone jego talentem studio filmowe zasypie go kasą.

Amatorskość kamery nie była do końca podyktowana przebiegiem fabuły. Owszem wstawi z nagraniami z siedziby CIA, czy domowe filmy Jamesa to konieczność jeśli idzie o t formułę, jednak cały przebieg śledztwa Anne, jej droga, to teoretycznie film kręcony klasycznie, a jednak kamera lata, a obraz momentami jest nieostry.

Całe szczęście w przypadku obsady nie szczypano się z budżetem. Aktorstwo jest profesjonale, a skrojone postaci ciekawe. Anne w toku śledztwa trafia na trop znanego amerykańskiego pisarza, który ma dostęp do 'substancji', jego sylwetka od razu skojarzyła mi się z Charlesem Bukowskim i z miejsca drania polubiłam.

banshee chapter

Mimo iż film jest dość długi ani przez moment się nie nudziłam. Fabuła raźno brnie do przodu. Dużo się dzieje, choć groza jest budowana subtelnie, nawet sceny jak to mówię 'skoczne' nie pojawiają się tu ni z gruchy ni z pietruchy.

Napięcie jest dobrze stopniowane, a dbałość o odpowiednią atmosferę wyczuwalna. Nie jest to głupi straszak, który można oglądać jednym okiem, scenariusz jest inteligentny i przemyślany. Szczegółów nie chcę Wam zdradzać ale pojawiają się nawiązania do prozy Lovecrafta, co jest ogromnym plusem.

Mogę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem. Mało kiedy zdarza się by jakiś paradokument tak zapadł mi w serce, podobnie jeśli idzie o współczesne sci-fi.

Polecam!

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:9

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności:0/10

wtorek, 02 sierpnia 2016

Stranger Things - Sezon 1 (2016)

stranger things

Lata '80 XX wieku. W małym miasteczku w Stanach dochodzi do zaginięcia chłopca, Willa Byersa, który po sesyjce RPG w domu kolegi znika gdzieś bez śladu.

W poszukiwania dziecka szybko włącza się policja stanowa, ale prawdziwą wolę wali o odnalezienie Willa wykazują jego matka, miejscowy szeryf, brat chłopca i jego mali kumple.

Ci ostatni zresztą poszukując śladów kolegi znajdują inne dziecko. Dziewczynka wygląda na ich rówieśniczkę, ale jest cokolwiek dziwna. To dzięki niej zainteresowani poznają nadprzyrodzoną naturę zaginięcia Willa Byersa.

"Stranger Things" bije obecnie rekordy popularności. Szczególnie w Stanach ludzie, także ci znani, jak pisarz Stephen King rozpływają się w zachwycie nad nową produkcją Netflix.

Serial liczy zaledwie osiem niespełna godzinnych odcinków. Kwestia kontynuacji tej historii jest raczej pewna, zarówno z uwagi na kasowy sukces produkcji jak i z uwagi na mnogość wątków, które zostały otwarte w pierwszy sezonie i moim zdaniem aż proszą się o rozwinięcie.

Chyba spokojnie mogę powiedzieć, że jestem sercem z fanami "Stranger Things".

Fabuła pierwszego sezonu wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nie będziemy tu mieli do czynienia z pełnokrwistym horrorem, raczej familijną przygodówką z wątkami sci fi i fantasy. Jest to obraz w stylu który może kojarzyć się z hitami Stevena Spielberga, jak chociażby "E.T". Trochę mroku zaczerpnięto z dark fantasy, wprowadzono elementy Tolkien'owkiego świata, trochę zimnowojennej paranoi i typowo Kingowskiej przypowieści o przyjaźni.

stranger things

Całość obleczona jest w ramy dobrze kojarzącej się popkultury lat '80. Oczywiście tej rodem zza Oceanu. Ogromny wysiłek włożono w odtworzenie tamtejszych realiów, scenografia, kostiumy, rekwizyty, muzyka. Wszytko to całkowicie tkwi w czasach gdy do kin wchodziło "Coś" Carpentera a małolaty słuchały Joy Division a nie Hanny Montany.

Ten świat tak przyjemnie stworzył dla nad duet Duffer, rodzeństwa młodych twórców filmowych, którzy choć dopiero raczkują w Hollywood mają jak widać bardzo precyzyjną wizję tego jak osiągnąć komercyjny sukces. Do tej pory widziałam ich jeden pełnometrażowy film "Hidden" i jeśli nie pamiętacie, to zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Nie chciałabym Wam zbyt wiele zdradzać jeśli idzie o fabułę "Stranger Things", ale nie będzie to chyba zbyt duży spoiler jeśli powiem, że serial wykorzystuje gro znanych, popularnych motywów. To z kolei przekłada się na dużą przewidywalność ciągu fabularnych zdarzeń, ale wcale nie przeszkadzało mi to tak bardzo jak mogłam podejrzewać. Chyba właśnie to jest w tej produkcji najlepsze. Nie jest może najoryginalniejsza, bo o taka chyba nie stara się być, a wręcz celuje w naśladowaniu tego o czym współcześni twórcy kina grozy starają się zapomnieć. Bo nowsze jest lepsze. Nie zawsze jak widać.

Mylę, że w dużej mierze ta sentymentalna podróż w przeszłość zapewniła serialowi taką rzeszę fanów. "Stranger things" wykorzystuje wątki znane i lubiane, robi to z ogromną precyzją co skutkuje dużym powodzeniem. Jest to po prostu tak przesympatyczny serial, że nie da się go nie polubić.

Technicznie produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie. Wszytko od kolorystyki zdjęć po muzykę ma nam przywodzić na myśl złotą etę amerykańskich straszaków. O ile efekty specjalnie nie zwaliły mnie z nóg - tak już mam, że nie przepadam, o tle muzyka robi robotę wręcz fantastyczną.

Brawa należą się aktorom, zarówno tym znanym, jak obecnie nieco zapomniana  przez Hollywood Winona Ryder jak i debiutującym na ekranie małolatom.

stranger things

Kreacje dziecięcych aktorów przekonały mnie do siebie na tyle, że w głowie pojawiło mi się ciepłe skojarzenie z młodzikami ze "Stay by me".

Reasumując jestem pod ogromnym wrażeniem tej produkcji. Nie dlatego, że jest czymś nowym i przełomowym, ale dlatego że sprytnie korzysta ze starych klisz, a nie zawsze się to udaje.

Oczywiście jeśli będę mieć taką możliwość chętnie sięgnę po kolejny sezon "Stranger Thins".

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

The Shallows/ 183 metry strachu (2016)

183 metry strachu

Nancy przybywa na odludną plażę w Meksyku by posurfować. Niegdyś urokiem tego miejsca zachwycała się jej zmarła matka. Teraz niejako w hołdzie jej, dziewczyna odtwarza jej przygodę. Problem w tym, że mama zmarła na raka będąc już kobietą w średnim wieku, matką dwóch dorosłych córek. Nancy zaś ma szansę pożegnać się z życiem już teraz. Wszystko za sprawą niefortunnego spotkania z wodnym drapieżnikiem. Gdy dziewczyna ląduje na mieliźnie rekin uniemożliwia jej drogę ucieczki. Przypływ się zbliża, lada moment zmyje naszą syrenkę wprost w paszcze rekina. Do bezpiecznego lądu musiałaby pokonać jakieś 200 metrów.

"183 metry strachu" jest reklamowany jako przełom w gatunku animal attack. Oczytałam się, że jego pojawienie się to odpowiedz na oczekiwania widzów zmęczonych zbyt fantazyjnymi sylwetkami zwierzęcych antagonistów. Miał być realistyczny i unikać błędów logicznych. Być może w porównaniu z ośmiorekinami, megapiraniami innymi dziwnymi hybrydami jest to film wybitnie poważny, jednak jak na takie deklaracje jeszcze zbyt bajkowy, jeszcze snuje się w okolicy kina klasy B.

Główna bohaterka, niejaka Nancy jest podręcznikową ofiarą katastrofy na łonie natury. Ma za sobą ciężkie chwile związane ze śmiercią matki, właśnie rzuciła studia medyczne, a szczęścia i spokoju szuka dokazując w oceanie.

Jest oczywiście piękna, jej ponętne ciałko migocze w blasku meksykańskiego słońca, a rozliczne zbliżenia na pośladki, czy biust jeszcze podkreślają wagę tragedii jaką będzie poharatanie tego działa sztuki naturalnej przez krwiożerczego potwora.

183 metry strachu

Nancy jest też sympatycznym dziewczęciem, jak wynika z jej otwartości na napotkanych tubylców. Popisom surferskimw pierwszej partii filmu wydaje się nie mieć końca. Dużo zwolnionych ujęć ukazuje nam rajskość pejzażu, po to właśnie by za chwilę z impetem zmącić ten piękny obrazek.

Pierwszym zwiastunem nieszczęścia jest martwy wieloryb, którego żałosne szczątki unoszą się na wodzie. Atak rekina przychodzi jednak dosyć nieoczekiwanie.

Stworowi możemy przyjrzeć się dość dokładnie, dokonać oglądu jego paszczy zupełnie inaczej niż to było w szlagierowych "Szczękach" gdzie widzieliśmy głównie jego płetwę grzbietową.

Rekin robi hopki jak delfin próbując chwycić ofiarę. Takie sceny będą się powtarzać. Im bliżej finału tym goręcej graficy komputerowi zabiegają o względy widza.'

183 metry strachu

Bohaterka znajduje schronienie na mieliźnie złożonej ze skał otoczonych koralowcem. Spędzi tak około doby, ranna, przerażona. Za towarzyszkę będzie mieć mewę - najlepsza rola w tym filmie - która to dzieli jej los rannej sieroty. Odkąd pojawiła się mewa wreszcie miałam komu szczerze kibicować. Nancy też zapunktowała u mnie troską o skrzydlatego przyjaciela.

183 metry strachu

Finał filmu rozegra się w ostatnich minutach przed przypływem. Nie obejdzie się bez ckliwych monologów i heroicznych rób podejmowanych ostatkiem sił. Finał dość prosty do przewidzenia, ale zdecydowanie in minus. Dlaczego? SPOILER: Scena w której Nancy sprytnie nadziewa rekina na szkielet boi zatopiony na dnie wody jest zaprzeczeniem tego co promocja krzyczała o realizmie scenariusza. Czy ten rekin miał jakieś problemy neurologiczne? Pływając w oceanie miał problem z oceną odległości? Zapierdzielił paszczą w dno aż mu się wygięła. To było mega słabe. KONIEC SPOILERA.

Najbardziej realistycznym fragmentem fabuły było spotkanie z miejscowym opojem. Gdy nasza bohaterka tkwiła na swojej mieliźnie na plaży pojawił się pijany w sztok facet. Nancy licząc na ratunek skierowała go wprost do swojego pozostawionego na plaży plecaka. Co zrobił ziomek? Ha, to co każdy ziomek. Można to nawet podciągnąć pod walor komediowy, gdyby nie tragiczny skutek tego spotkania.

No cóż, zmierzając do końca, muszę rzec, że film stanowi niezłą rozrywkę. Sporo wysiłku włożono w próby zbudowania napięcia i od przypadku do przypadku przynosiły one jakiś efekt. Nie mniej jednak "183 metry strachu" to żaden realistyczny survival, a kino przygodowe z elementami grozy. Ogląda się go przyjemnie, ale nie budzi zachwytu ani jakiś głębszych refleksji, co udało się chociażby w przypadku filmu "127 godzin".

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 30 lipca 2016

The Dead room (2015)

deadroom

Trójka łowców duchów przybywa do porzuconego domu w górach, gdzie rzekomo dochodzi do nadprzyrodzonych zjawisk. Jego lokatorzy przepadli bez wieści. Medium Holly, sceptyczny naukowiec Scott i technik Liam mają zbadać sprawę.

"Dead room" to kolejny nic nie wnoszący straszak, którego fabułę zbudowano na popularnej konwencji przygód badaczy zjawisk nadprzyrodzonych w nawiedzonym domu.

deadroom

Szczęśliwie nie jest to paradokument, niemniej jednak wyżyn owa produkcja nie osiąga.

O ile obraz, sposób prowadzenia kamery, dobór lokalizacji, scenografia, czy udźwiękowienie robią raczej niezłe wrażenie, podobnie jeśli chodzi o tak zwane straszne momenty, o tyle scenariusz i aktorstwo to totalne szyderstwo z gatunku grozy. W tych kwestiach amatorszczyzna daje po oczach aż miło.

W dialogach brak płynności, naturalności, jakby obsada nie mogła spamiętać swoich kwestii i co chwilę zacinała się lub próbowała improwizować z nie do końca dobrym skutkiem.

Bohaterzy, skrojeni podłóg schematu są niemal przezroczyści. Nawet w momentach, które powinny wzbudzić w nich większe emocje, oni zachowują się jak kukły. Efekt tego jest taki: jeśli Wam jest wszytko jedno, widzowi tym bardziej.

deadroom

Fabuła, również podlegająca znanemu schematowi rozwija się dość ślamazarnie, jak na 80 minutowy film. Dużo bzdurnego gadania, trochę fajnych zagrywek, przewidywalny twist fabularny i finał z trudem wygrzebany z tyłka scenarzysty.

Myślę, że osoby odpowiedzialne za udane aspekty technicznej tejże produkcji czym prędzej powinni pożegnać się z niezbyt uzdolnionym duetem odpowiedzialnym za warstwę fabularną "Dead room" i spełniać się gdzie indziej, bo aż ich szkoda.

Plusów ma ten film niewiele, ale jeśli ktoś koniecznie chce obejrzeć jakiś film o takiej tematyce może spróbować. Zdjęcia są fajne, kolorystyka obrazu tworzy dobrą podwalinę dla zbudowania klimatu, więc zawsze to już coś.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:4

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:4

43/10

W skali brutalności:0/10

czwartek, 28 lipca 2016

Purgatorio/ Czyściec (2014)

czysciec

Małżeństwo, Marta i Luis wprowadzają się do nowego mieszkania. Tego samego dnia mężczyzna musi iść na nocna zmianę do pracy. Marta nie chce zostawać sama, trawią ją lęki, boi się zasnąć, ale nie ma innego wyjścia.

Gdy zostaje sama do jej drzwi puka sąsiadka. Małżonek sąsiadki właśnie trafił do szpitala i ta prosi Martę by zajęła się jej synkiem Danielem gdy ona uda się do męża. Marta niechętnie godzi się pomóc i szybko tego pożałuje.

"Czyściec" to bardzo oszczędny horror. Oszczędny w formie, ale już nie we wrażeniach. To dość krótka historia kobiety, pogrążonej w żalu po stracie. Żal ten odżywa w sytuacji kryzysowej, jaką okazało się spotkanie z małym sąsiadem. Gdy Daniel przekracza próg jej domu, szczeniacka bezczelność aż od niego bije. Marta zaś wygląda nam na osobę na granicy załamania. Bardzo łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a chłopiec robi to bardzo skutecznie.

czysciec

Oszczędna, żeby nie rzec hermetyczna przestrzeń na jakiej rozgrywa się akcja filmu to strzał w dziesiątek jeśli chodzi o moje upodobania. Wszytko rozgrywa się w pustych jeszcze pokojach nowego mieszkania Marty i ciemnej klatce schodowej. Karty rozdano na dwoje, nasza bohaterka i dzieciak. Daniel to typowy mały skurczybyk, ale kto wie co siedzi mu w głowie? Martę jeszcze trudniej rozgryźć. Kto dla kogo jest większym zagrożeniem? Chłopiec, który igra z cierpieniem obcej kobiety, czy kobieta gotowa uwierzyć we wszytko co pomoże zmniejszyć uczucie żalu?

czysciec

To bardzo psychologiczne kino oparte na niejednoznacznych sygnałach. Tak naprawdę nie wiem czy może spodobać się komuś kto szuka rozrywki, bo wartkiej efektownej akcji tu nie znajdzie. Nie wiem na ile go polecać na ile odradzać.

Wg. mnie "Czyściec" się udał i to przynajmniej z kilku powodów. Pomysł był dosyć niebezpieczny, bo cała opowieść oparta została na znajomości Marty i Daniela. O Marcie dowiemy się niewiele, o Danielu jeszcze mnie. Film nazwano horrorem, ale akcji typowych dla horrorów tu nie znajdziemy. Pojawi się wątek ducha, ale przedstawiony bardzo... detalicznie. Więcej tu znaków zapytania niż odpowiedzi. Nawet finał nie rozwiał zrodzonych po drodze wątpliwości. Dla mnie to plus, ale równie dobrze ktoś może powiedzieć - film o niczym, zmierzający donikąd i ciężko mieć pretensje to taki właśnie odbiór. Pewnym plusem jest  na pewno aktorstwo. Marta i Daniel tworzą bardzo ciekawy duet, aż kipi tu od emocji.

Cóż mogę powiedzieć, hiszpańskie kino przyzwyczaiło nas raczej do innego rodzaju kina grozy.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:7

68/100

W skali brutalności:0/10

wtorek, 26 lipca 2016

Penny Dreadful/ Dom grozy - Sezon 1-3 (2014-2016)

penny dredful

W wiktoriańskim Londynie dzieją się potworne rzeczy. Groza zdejmuje zarówno arystokratów jak i plebs. Każdy może tu spotkać potwora, każdy może stać się potworem. Niektórzy urodzili się z upiornymi darami, inni zostali poprowadzeni w otchłań. To tu dochodzi do spotkania z legendarnym Draculą, dotkniętym klątwą wilkołakiem, samotnym potworem Frankensteina, równie samotnym Frankensteinem, opętaną niewiastą, wiedźmami nawiedzającymi noce, wiecznie pięknym Dorianem Gray'em i samym Lucyferem.

"Penny Dreadful" był jednym z najczęściej polecanych mi serialów przez czytelników bloga. Już po premierze pierwszego sezonu dochodziły do mnie głosy zachwytu. Ale ilekroć słyszałam, że w serial telewizyjnym mam obcować z klasyką literatury gotyckiej, mam przełknąć jakieś hollywoodzkie innowacje w fabule "Draculi" czy "Frankensteina" zęby zaciskały mi się z niechęci.

Za dużo razy widziałam jak pazerni amerykanie wycierają sobie gęby tymi pięknymi historiami robiąc z nich karykatury dostosowane do komercyjnych wyborów widowni. Widowni, która najczęściej i tak nie znała oryginałów wykorzystywanych dzieł i miała je w dupie -Dracula to taki kuzyn Edwarda, nie?

Zapierałam się więc rękami i nogami przed "Penny Dreadful". Paradoksalnie okazało się, że serial, który nawet swoim tytułem nawiązuje do taniej literatury grozy popularnej w robotniczych dzielnicach wiktoriańskiego Londynu, wcale nie krzywdzi klasyki, nie odwraca się do niej dupą i nie ośmiesza ku uciesze gawiedzi.

penny dredful

Teraz mi jest nawet przykro, że obejrzałam już trzy sezony i następnego nie będzie. Tyle jeszcze można by z tego pomysłu wyciągnąć!

Jak wspomniałam moje największe obawy budziły kreacje postaci w scenariuszu serialu. Główną bohaterką filmu jest niejaka Vanessa Ives, młoda arystokratka o zdolnościach paranormalnych. W jakiś sposób umie nawiaząc kontakt z 'tama stroną', czy też może 'tamta strona' uparcie nawiązuje kontakt z nią. Poznajemy ją, gdy wraz ze starszym gentlemanem prowadzi poszukiwania swojej przyjaciółki, Miny. Gentleman, sir Malcolm jest ojcem zaginionej. Już na sam dźwięk imienia Mina, powinna Wam się zapalić, lampka: aha, oblubienica Draculi. I faktem jest, że Mina została poniesiona w ciemność przez jej księcia. Nie mniej jednak, to właśnie Vanessa jest głównym obiektem zainteresowań wszelkich złych mocy. Poszukiwanie zaginionej kumpeli to dopiero początek. Dzięki temu wątkowi poznajemy całą 'grupę zadaniową' do której dołącza rewolwerowiec o wyjątkowo dwoistej naturze oraz młody doktor marzący o wskrzeszaniu zmarłych. Gdzieś tam dobrze bawi się też Dorian Gray znany z "Portretu Doriana Gray'a, a w ostatnim sezonie trafi się jeszcze doktor Jekyl.

O ile nasza główna bohaterka nie ma wyraźnego pierwowzoru w literaturze o tyle większość postaci jest żywcem wyciągnięta z gotyckiej klasyki. Podobnie jest zresztą z większością serialowych wątków. Tematem przewodnim jest oczywiście nieśmiertelna walka dobra ze złem. Vanessa robi tu za przedmiot targu między jasną a ciemną strona mocy i gdyby nie bardzo dobrze zbudowana psychologia tej postaci było by bardzo licho,  typowo.

penny dredful

Zresztą, zanim dobrze poznamy tą historię trochę się schodzi. Osobiście nie byłam wcale oczarowana sezonem pierwszym. Dopiero stopniowe dobudowywanie wątków, wikłanie relacji między postaciami sprawiło, że wsiąkłam.

Dla mnie hitem jest postać potwora Frankensteina. Wiecie już chyba, że uwielbiam powieść Mary Shelly, a nad losem jej bohatera roniłam łzy. W serialu ta postać jest znacznie rozbudowana. Oczywiście pojawią się nieścisłości, cóż, ale nie wypadają one na niekorzyść. Postać potwora, wzrusza jeszcze bardziej, a co ciekawe nawet Victor Frankenstein bardziej przekonał mnie do siebie. Po lekturze powieści bardzo go znielubiłam, tu dał się poznać lepiej. O bohaterach i ich decyzjach trudno coś jednoznacznie powiedzieć. Kto zły, kto dobry, to raczej nie rozstrzygnięta kwestia, historie, które niosą ze sobą postaci wcale nie są proste.

penny dredful

Kurczę, ogólnie ten serial jest cholernie smutny. Dramatyzm jest bardzo żywy mimo tej sztucznie nadbudowanej warstwy paranormalnej, która napędza wydarzenia.

Nie da się ukryć, że jest to zasługa aktorstwa, zdecydowanie z wyższej półki. Wizualnie produkcja także robi dobre wrażenie. Obraz Londynu jest taki jaki pamiętamy z wykorzystanych tu powieści. Jest mroczny, tajemniczy, wielowarstwowy. Arystokratyczne salony, i śmierdzące palarnie opium, wystawne przyjęcia i powolne konanie w zaułkach. Po za wizualnym wrażeniem jest też kontekst wydarzeń, tych marginalnych, tych w tle, społeczne problemy wyłożono bardzo drastycznie.

Obok filmowej muzyki też nie da się przejść obojętnie, niejaki Abel Korzeniowski wymiata. Zdjęcia to dzieło tego samego człowieka, który wyczarował mi "Downton Abbey", zaś nad całą produkcją czuwał scenarzysta "Gladiatora", producent "Sweeny Todda" wraz z Samem Medesem którego twórczość kocham bezwarunkowo.

Tak, polubiłam "Penny Dreadful" i kajam się za moje uprzedzenia.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

77/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl