What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
poniedziałek, 18 marca 2019

What Keeps You Alive/ Zabij i żyj (2018)

zabij i żyj

Jackie i jej żona Jules mają zamiar świętować pierwszą rocznicę ślubu w domu nad jeziorem należącym do tej pierwszej. Romantyczne okoliczności przyrody skłaniają Jules do miłosnych uniesień, jednak jej partnerka ma zupełnie inny plan na ten wyjazd. Wyjście na jaw pewnych nieprzyjemnych faktów dotyczącym przeszłości Jackie tylko przyspieszają jej decyzję o pozbyciu się żony.

"Zabij i żyj" to autorski projekt znanego jako współtwórca "Grave encounters" Colina Minihana. Jednak w przeciwieństwie do wspomnianego filmu, który przecież zyskał nie małą popularność tym razem reżyser wybrał inną ścieżkę. Leśną ścieżkę można rzec. A gdzie las, tam zwykle survival. Miłośnicy tego typu produkcji już pewnie zacierają ręce, ale muszę ostudzić Wasze zapędy.

Osobiście najbardziej cenie survivale, gdzie głównym antagonistą jest przyroda. To z nią protagoniści mają walczyć o przetrwanie. W przypadku "Zabij i żyj" wyraźnie przybija tu nuta thrillera z pojebaną 'z natury' antybohaterką. Jackie, a raczej Megan, bo tak w rzeczywistości ma na imię rudawa psychopatka postanawia zutylizować swoją żonkę. Robi to bez najmniejszych skrupułów jakby wyrzucała sfilcowany sweter po zimie. Jednak Jules to twarda zawodniczka i nie podda się tak łatwo. Tu się zaczyna właściwa akcja.

zabij i żyj

Odniosłam wrażenie, że twórca nie mógł się zdecydować, czy bardziej chce iść w stronę thrillera psychologicznego pełnego chorych wynurzeń naszej antybohaterki i prób ogarnięcia jej pierdolca przez niedoszłą ofiarę, czy skupić się na wyeksponowaniu walki o przetrwanie, dzikiej i bezwzględnej.

Ta druga nie potrzebuje wiele słów, bardziej idzie o dynamikę wydarzeń. Tymczasem w "Zabij i żyj" mam sporo przystanków na analizę wspomnianego pierdolca, co moim zdaniem nie przysłużyło się wyeksponowaniu walorów survivalu.

Jednakże jak to mówią, jak się nie ma co się lubi to się lubi, co się ma, udało mi się znaleźć sporo plusów w tej produkcji. Bardzo przypadł mi do gustu klimat. Od samego początku nie mamy tu do czynienia ze słonecznymi wakacjami. Na niebie wiszą chmury, powietrze jest duszne, zaraz będzie burza. I jest ale nie ta pogodowa.

Muszę przyznać, że punkt rozpoczęcia właściwej akcji mnie zaskoczył. Wyobraźcie sobie taką scenę: idziecie przez las z partnerem, patrzycie: ooo skarpa i zrzucacie z niej tępego chuja, który w ogóle nie czai, że nastąpiło rozwiązanie Waszego związku. Tak to mniej więcej wyglądało.

zabij i żyj

Duża w tym zasługa wstępnej prezentacji postaci. To Jules wyglądała groźniej. Jej zakochany wzrok wbity w Jackie zalatywał mi mocno Otellem. Mimo, że ofiary zwykle zbytnio nie zajmują mojej uwagi, to właśnie Jules, mimo wszytko wydawała mi się bardziej interesująca. Rola antybohaterki przekonała mnie mniej. Może z powodu słabego modus operandi, czy raczej genezy zbrodni. Jest tyle lepszych powodów do zabicia człowieka, niż...

Co żeby nie strzępić klawiatury po próżnicy: Film całkiem niezły, choć jak wspomniałam, mam inne preferencje ad. survivalu. Podobało mi się zakończenie, więc film pozostawił po sobie dobre wrażenie.

 Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 3/10

środa, 13 marca 2019

 The Devil's Dooroway (2018)

the devils dooroway

Irlandia, lata '60 XX wieku. Dwóch watykańskich wysłanników, ojcowie  Riley i Thorton odwiedzają przyklasztorny ośrodek dla potrzebujących kobiet by zbadać i udokumentować na taśmie sprawę domniemanego cudu do jakiego miało tam dojść.

Jednak na miejscu ich uwagę zwracają bardziej skandaliczne warunki w jakich trzymane są podopieczne sióstr, niż płacząca krwią figura Najświętszej Panienki. Ojciec Thomas pragnie pomóc jednej z nich. Uznana za opętaną nastolatka staje się główną bohaterką dokumentu o cudach u sióstr Magdalenek.

Volak, czy jak tam miała słynna Nunnica, z "Obecności" rozpoczęła bum na horrory z rodzaju nunsploitation, czyli straszaków, czyniących z zakonnic filmowe antybohaterki. Niedawno pisałam o "Zakonie świętej Agaty", dziś uwagę poświęcam bliskiemu krewniakowi: "The Devil's Dooroway".

Podobnie jak we wspomnianym "St. Agahta" mamy tu do czynienia z nawiązaniem do historii niesławnych pralni sióstr magdalenek, które kręciły biznes pod przykrywką pomocy charytatywnej. Zyski z pralni, to jedno, największe oburzenie po ujawnieniu sprawy w latach '90 wzbudziły fakty dotyczące tego jak traktowane były podopieczne magdalenek. Terror i wszelkie formy przemocy, w tym seksualnej,a nawet zgony, wzbudziły grozę w opinii publicznej.

the devils dooroway

Ostatnia popularność zakonnych motywów dała twórcom horrorów pretekst do wykorzystania owego oburzającego wątku. Jeśli jednak sądzicie, że w debiutanckiej produkcji Aisliln Clarke dominować będą wątki dramatyczne, to jesteście w błędzie. Przypomnienie skandalicznych praktyk zakonnic to ledwie wstępniak do historii o opętaniu.

Przybywający do ośrodka księża, nie są kolejnymi czarnymi charakterami, którzy zamierzają poużywać sobie na kobietach upadłych i społecznie wykluczonych. Szczególnie starszy z nich, Thorton pochyla się nad losem nastoletniej Kathleen i gorąco apeluje o odwiezienie dziewczyny do szpitala. Jego młodszy, gorliwszy w wierze towarzysz, skłania się do wersji o opętaniu i ciężko mu się dziwić, gdy zostaje świadkiem przewidzeń z udziałem duchów martwych dzieci.

Wszytko to obserwujemy okiem amatorskiej kamery. Postarzane zdjęcia robią fajny klimat, nie mniej jednak tak jak zwykle dzieje się w przypadku konwencji found footage nie unikniemy tu oczopląsu. Jest to szczególnie kłopotliwe w najmniej odpowiednich momentach, bo właśnie fragmenty ukazujące gwałtowne i nadnaturalne wydarzenia powodują największe pobudzenie u kamerzysty.

the devils dooroway

Film nie jest w żaden sposób oryginalny, choć wtrącenie ad. miejsca akcji i nawiązanie do afery z magdalenkami było dobrym posunięciem. To właśnie miejsce akcji, jego obskurność i bezduszność jest głównym nośnikiem grozy.

Same zdarzenia niekoniecznie robią wrażenie, a latająca kamera zniechęca do uważnego śledzenia akcji. Mamy więc film całkiem średni i nie koniecznie będę Was zachęcać do seansu z nim.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

54/100

W skali brutalności:2/10

20:47, ilsa333
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 marca 2019

Velvet Buzzsaw (2019)

velvet buzzsaw

Pracownica jednej ze znamienitszych amerykańskich galerii sztuki przypadkiem trafia na obrazy będące dziełem nikomu nie znanego artysty.

Co więcej artysta ów jest martwy, a jego dzieła zostały porzucone. Josephine postanawia dać im atencję na jaką zasługują i wystawić w galerii, w której pracuje. Kobieta nie myli się. Obrazy budzą ogólny zachwyt, a ku uciesze jej szefowej ów zachwyt przekłada się na realny zysk finansowy. Szybko jednak okazuje się, że każdy kto pragnie skorzystać na hipnotycznym przekazie sztuki zmarłego malarza, ginie.

"Velvet Buzzsaw" zwrócił moją uwagę z kilku powodów.

Pierwszym najbardziej banalnym jest rola Jake'a Gyllenhaal'a, którego darzę obłędną miłością. W tej produkcji wciela się w postać krytyka sztuki,przyjaciela Josephine, który jako jeden z pierwszych ma okazję zobaczyć obrazy Vetrile'a Dease'a. Jest też jedną z pierwszych osób wskazujących na ich niszczycielską siłę. Jake, jest jak zawsze obłędny, gra tu dość zniewieściałego i manierycznego chłoptasia i wywiązuje się z powierzonej mu roli po mistrzowsku. Tak, jestem wobec niego zupełnie bezkrytyczna.

velvet buzzsaw

Drugim i chyba najważniejszym elementem, który przyciągnął moją uwagę jest temat przewodni filmu. Uwielbiam produkcje które w jakiś sposób łączą się z motywem malarstwa. Szczególnie te ukazujące ciemną stronę sztuki. Spodziewałam się więc atrakcji jak z opowiadaniach Lovecrafta "Model Pickmana", czy 'Piekielna ilustracja". Gdy zobaczyłam wykorzystane w filmie obrazy (Ktoś wie czyja sztuka się tu pojawia?) byłam gotowa na wejście w mrok. Jednak wcale się tam nie znalazłam.

velvet buzzsaw

"Velvet..." jest tego rodzaju horrorem, który nawet nie próbuje być mroczny. Idzie raczej w stronę satyry ukazującej zgniliznę artystycznego środowiska, gdzie arcydzieło wyznacza kwota którą za nie można uzyskać. Wszystkie pojawiające się tu elementy grozy jawią się jak kara wymierzona komercji. Efekt jest taki, że historia bardziej umoralnia niż straszy, a nie wiem czy jest to coś czego oczekiwałam. Raczej nie, choć nie mogę powiedzieć  by film zupełnie mi się nie podobał.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

środa, 06 marca 2019

Kladivo na čarodějnice/ Młot na czarownice (1969)

młot na czarownice

Inkwizytor Boblig, słynący z niezwykłej skuteczności w swoim fachu, przybywa do miasta Šumperk na wezwanie miejscowej hrabiny i dziekana Luthnera, by przeprowadzić proces kobiety oskarżonej o czary.

Przybywszy na miejsce szybko ocenia, że skala problemu jest o wiele większa i nie ogranicza się do jednej czarownicy. Rozpoczyna się seria przesłuchań zgodnych z Malleus Maleficarum, ale na pewno nie z chrześcijańskim miłosierdziem.

Tytuł "Młot na czarownice" powinien skojarzyć się Wam z książką. I słusznie. To właśnie słynny traktat dominikańskiego inkwizytora nazwiskiem Heinrich, a może raczej skutki jego przedawkowania przez gorliwych inkwizytorów, zainspirowały Czechosłowackiego reżysera do nakręcenia owego filmu.

Dzięki zgromadzonym przez Inkwizycje aktom procesowym, które udało się zachować oraz powieści historyka Václava Kaplický'ego widzowie mają okazje z bliska przyjrzeć się słynnym procesom czarownic na Europejskich ziemiach.

młot na czarownice

Te źródła nie kłamią. Stosy płonęły, a na nich kobiety posądzone o czary, czy inną herezje. Generalnie temat działań inkwizycji tylko liznęłam, głównie za sprawą filmu "Diabły" (1971) oraz "Duchy Goi" (2006) - obydwa szerze polecam, szczególnie drugi z nich - ale czarownice, czy te prawdziwe, czy te urojone nigdy nie leżały w kręgu moich szczególnych zainteresowań.

Myślę jednak, że "Młot na czarownice" to film, który warto znać. Jako horror sprawdzi się średnio, chyba, że widz skupi się na samym kontekście filmowych wydarzeń, nie tyle na ich aspekcie... hym wizualnym.

Film ma raczej uświadamiać niż straszyć. Wielu filmoznawców głośno mówi o jego politycznej wymowie i nawiązaniu do komunizmu, ale pozwolę to sobie przemilczeć i skupić się na przekazie dosłownym. Ten jest wystarczająco oburzający, bez konieczności doszukiwania się w nim drugiego dna.

młot na czarownice

Historia dzieje się w niewielkim mieście, gdzie stara kobieta dopuszcza się świętokradztwa. W czasie mszy przyjmuje komunie, jednak opłatek wypluwa, by dać go do zjedzenia zwierzęciu hodowlanemu. Podobno hostia dobrze wpływa na wydajność krów mlecznych;) Incydent ten zostaje dostrzeżony, a kobieta zostaje doprowadzona przed oblicze osób mających ją osądzić. Tu zaczyna się jazda. Ciemna kobiecina wskazuje, że dopuściła się czynu na zlecenie innej kobiety, ta próbuje się bronić, potrzebni są inni świadkowie...

Wszystkim dowodzi specjalnie na tę okazję sprowadzony inkwizytor. Miejscowy dziekan przygląda się sprawie z rosnącą trwogą, ale na interwencje jest już za późno. Czarownice muszą spłonąć.

młot na czarownice

Tak to wygląda w telegraficznym skrócie. Ale moi drodzy, w tym czarno-białym obrazie tkwi bardzo duża siła przekazu. Dialogi pomiędzy sądzonymi a sędziami, monologi opętanego "złotym, ale skromnym" krzyżem Inkwizytora, przyprawiają o dreszcze. Zupełnie jakby spotkać uciekiniera z zakładu psychiatrycznego w ciemnej ulicy. Może odczujecie tu diable macki, ale na bank nie ze strony oskarżonych chłopek.

Film gorąco polecam, bo znać warto, a nie znać wstyd.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 02 marca 2019

OSTATNIE POŻEGNANIE

RIP

Drodzy Parafianie, z dniem 29 kwietnia 2019 serwis Blox.pl zostanie zamknięty. Jest to decyzja odgórna i na ten moment ostateczna. W związku z powyższym zniknie też mój blog prowadzony na serwisie. Pisałam dla Was siedem długich lat i chyba już czas na emeryturę. Trochę mi żal, ale jak pomyślę o mozolnych przenosinach na które nie mam siły, przestrzeni mentalnej, czasu ani wiedzy technicznej, to wiem, że jest to ostateczne rozwiązanie. Tak więc żegnam się powoli z Wami.

14:29, ilsa333
Link Komentarze (38) »

Aterrados/ Nocne istoty (2017)

nocne istoty

W dzielnicy domów jednorodzinnych w Buenos Aires dochodzi do serii niewyjaśnionych zdarzeń. Każde z nich ma nadnaturalną konotację, a według specjalistów od zjawisk paranormalnych, którzy podejmują się interwencji, mają one związek z obecnością tak zwanych Nocnych Istot.

"Nocne Istoty" to argentyńska produkcja kinowa, która szerszej publiczności została zaprezentowana dzięki platformie Netfilx. Twórczość reżysera i scenarzysty filmu w jednej osobie mimo iż związana jest z tematyką horroru jak dotąd do mnie nie dotarła. Myślę, że większość widzów i krytyków traktuje go jako debiutanta.

Coś w tym jest, bo podobnie jak większość debiutujących twórców Demiana Rugana cechuje pewna niecierpliwość. Śledząc niewątpliwie wartką akcję "Nocnych istot" odniosłam wrażenie, że facet chciał zawrzeć w jednym filmie wszystkie swoje pomysły, maksymalnie wykorzystać filmową taśmę, pokazując widzom to, co jego zdaniem najlepsze.

nocne istoty

Moim zdaniem strzelił sobie tym w stopę, bo obcując z filmem nie mogłam wybyć się wrażenia chaosu. Nawet tworząc to króciutkie streszczenie fabuły miałam nie lada problem, który wątek przytoczyć, a który nie?

Można powiedzieć, że filmowa narracja tworzy coś na zasadzie segmentów. Pojawia się zalążek pierwszego wątku, gdzie kobieta słyszy głosy mówiące do niej ze zlewu, po czym nazajutrz ginie w dość makabryczny sposób na oczach męża. Następnie pojawia się wątek następnego mieszkańca okolicy dręczonego przez jakiś byt obecny w jego domu. Później mamy martwego chłopca, który wygrzebuje się z grobu i jak gdyby nigdy nic taki lekko nadgniły zasiada za stołem w jadalni swoich rodziców. Nie zapominajmy o łowcach duchów, czy kimkolwiek oni byli, którzy postanawiają zbadać dziwne zjawiska na przedmieściu Buenos Aires. We wszytko miesza się jeszcze służba mundurowa i... Chyba niczego nie pominęłam?

nocne istoty

Ten urodzaj sprawił, że film oglądało mi się ciężko. Niby wiedziałam kto jest kto, ale ciągłe skakanie z tematu na temat było dość uciążliwe dla mnie jako dla odbiorcy i zniechęcało do zaangażowania w tą historię.

Technicznie film jest bardzo udany. Zarówno w efektach jak i charakteryzacji widać wyczucie gatunku, sceny straszne są straszne tak jak trzeba, więc nie mogę powiedzieć, bym nie widziała w tym potencjału. Ot myślę jedynie, że Argentyński twórca na ten moment jest trochę zbyt narwany by w przemyślany sposób wykorzystać swój potencjał.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

wtorek, 26 lutego 2019

St. Agatha/ Zakon świętej Agaty (2018)

st agata

Ameryka, lata '50. Młoda kobieta imieniem Mary spodziewa się dziecka. Nie mając w nikim wsparcia udaje się do klasztoru Świętej Agaty, gdzie siostry zakonnej służą pomocą przyszłym, samotnym matkom.

Gdy Mary dociera na miejsce szybko orientuje się, że zasady panujące w zakonie niewiele mają wspólnego z chrześcijańskim miłosierdziem. Co więcej, następujące po sobie wydarzenia wskazują na to, że ciężarna Mary powinna czuć się poważnie zagrożona.

Biegnijcie co sił w kierunku znanym Wam Multipleksom, póki jeszcze macie szansę obejrzeć ten film na dużym ekranie!

Dobra, żartuję. Co prawda film Bousmana w pewien sposób mnie zaskoczył, nie znaczy to jednak, że było to zaskoczenie z rodzaju "Wow, to jest film". Mam na myśli raczej: spodziewałam się kolejnej opętanej zakonnicy, a dostałam historię w stylu "Sióstr Magdalenek".

st agata

Jak wiedzą mali i duzi, najciemniej jest pod latarnią, dlatego zło bardzo lubi osiedlać się w miejscach przeznaczonych do świętości. Tytułowy zakon św. Agaty nie jest tu wyjątkiem. Mimo, że byłam nastawiona na historię opętania (kolejną), a twórcy scenariusza w pewien sposób starali się przedstawić miejsce akcji jako swojego rodzaju przedpiekle i być może lokacje sił nieczystych, to nie włożyli w tą sprawę należytego wysiłku. Dlatego też elementów mogących uchodzić za nadnaturalne jest w filmie jak na lekarstwo. I pewnie wcale bym na to nie urągała, gdyby warstwa dramatyczna filmu oferowała coś ciekawego w zamian. A w zamian jest banał. Banał i schemat.

st agata

Nawet mało lotny umysłowo widz szybko połapie się o co siostrzyczkom chodzi i jaki los czeka naszą Marysie jeśli szybko nie da nogi z przybytku. Nieco pokraczne próby naśladowania klimatu "Dziecka Rosemary", czy "Odgłosów" (zakonnice niczym czarownice) wypadają naprawdę blado.

Mam wrażenie, że ilu scenarzystów tyle pomysłów. Żaden ze swojego rezygnować nie chciał, stąd mamy miszmasz i wahanie: jaki film chcemy zrobić? Każdy inny, więc wychodzi taki pokraczne coś.  Oczywiście w łączeniu motywów nie ma nic złego, ale w sprawnym łączeniu. Tu tej sprawności zabrakło.

st agata

Być może historia Mary kogoś za serce chwyci, ale zaraz pojawia się pytanie: jak mam do ciężkiej cholery rozumieć scenę duszenia człowieka pępowiną? Dla mnie to było jak średnio przemyślany żart.

Debiutująca odtwórczyni roli głównej stara się, oj stara, ale pogubiona jest nie mniej niż scenarzyści. Technicznie film nie wygląda źle, ale po co to oglądać jak historia nie wciąga. Bo nie wciąga, mnie nie wciągnęła. Plusa daję za scenę z językiem. Niezgorsza.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

46/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 23 lutego 2019

Suspiria/ Odgłosy (2018)

suspiria

Berlin 1977 rok. Wychowywana w wiosce Amiszów płomiennowłosa Amerykanka, Susan Banion przybywa do podzielonego murem Berlina by dołączyć do mieszczącej się po zachodniej stronie miasta szkoły baletowej.

Utalentowana dziewczyna szybko zyskuje aprobatę Madame Blanc, która powierza jej główną rolę w autorskiej choreografii Volk. Tak się składa, że Susie zastępuje w tej roli niedawno zaginioną tancerkę Patricie, która znikła bez wieści.

Za sprawą panującej w szkole atmosfery Susan szybko nabiera przekonania, że jest częścią czegoś więcej niż tylko tanecznego przedstawienia.

suspiria

Pamiętam moje pogardliwe parsknięcia na wieść o tym, że ktoś poważył się na remake'owanie dzieła mistrza włoskiego giallo, Dario Argento. Nie wnikałam kim jest ów śmiałek, ani kogo umieści w obsadzie. Gdybym wówczas wiedziała, że nowa "Suspiria" będzie pierwszym horrorem w dorobku reżysera melodramatów, a w roli głównej zostanie obsadzona Dakota "Pięćdziesiąt twarzy Greya" Johnson, chyba bym przeszła załamanie.

Jestem autentycznie zaskoczona tym, co zaserwował Luca Guadagnino. Powiedzieć, że spodziewałam się kompletnej klapy to chyba mało. Tymczasem dostałam film, który mnie, chyba mogę to powiedzieć, zachwycił.

Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że w dziele Argento można coś ulepszyć, dopóki nie skonfrontowałam się z nową wersją tej historii.

Rzecz pierwsza i najważniejsza: Taniec. Jak teraz przywołuje w pamięci dzieło Argento, widzę jak niewiele go w nim było, choć akcja rozgrywała się przecież w szkole baletu.

Tu, w nowej "Suspirii" z tańca uczyniono swoisty język magii jakim posługują się filmowe bohaterki. Sceny poświęcone na zaprezentowanie choreografii są chyba jeszcze lepsze niż te w "Czarnym łabędziu", choć może to złe porównanie, bo tam prezentowano najbardziej klasyczną formę baletu.

Każdy pokaz tańca w nowej "Suspirii" wygląda jak mistyczny obrzęd. Nie sądziłam, że taniec może przerazić, że może prezentować i budzić tak skrajne emocje. Nie ma się czemu dziwić, bo znawcą tematu nie jestem, ale liczy się efekt, a ten jest murowany.

suspiria

Taniec towarzyszy praktycznie każdej stricte horrorowej scenie. W jednej ze scen widzimy tańczącą Susan, a przejścia ukazują nam dotkliwie okaleczaną inną z tancerek. To jeden z nielicznych tak słusznie użytych efektów w kinie grozy. Taniec jest więc głównym nośnikiem grozy, jeśli chodzi o mój osobisty odbiór. Zawsze towarzyszą mu psychodeliczne elementy.

Wizje, efekty, charakteryzacja (Matka Markot wymiata). Muzyki jest stosunkowo niewiele, w porównaniu z Goblinami, które zjadły starą "Suspirie", tu faktycznie mamy więcej tytułowych odgłosów (oddech, szmer, szept, westchnienie), które są obecne na pierwszym planie bardziej niż ścieżka muzyczna. Szalenie spodobała mi się też sama kolorystyka zdjęć. Taka... postarzana, zupełnie jakby oglądała film z lat '70 czy '80.

Mimo, że nadal jestem pod urokiem scenografii starej "Suspirii" to wcale nie mogę narzekać, na tą zaprezentowaną w nowej. Bardzo dużo starania włożono, w odzwierciedlenie za jej pomocą charakteru lat '70. Jest zdecydowanie bardziej minimalistycznie niż w oryginale, ale czy przez to gorzej? Mnie się podobało.

suspiria

Jeśli chodzi o fabułę, to główne założenia oryginału zostały utrzymane, z tym, że w przypadku nowej "Suspirii" dodano elementy z pozostałych części trylogii Argento "Matki łez" i "Inferno".

Dużą uwagę poświecono wątkom politycznego i społecznego tła. Z Susan zrobiono ex amiszkę, która wyrzeka się swoich korzeni. Wprowadzono też na arenę psychiatrę z traumą wojenną. Gdzieś po kątach jakiś odbiornik wciąż nadaje informacje na temat terrorystycznych zamachów i zamieszek na tle politycznym. To wszytko sprawia, że wydarzenia w szkole baletowej silniej osiadają w świecie realnym, w świecie zwykłych ludzi. A wewnętrzne rozłamy jakie są udziałem grupy czarownic, mają swoje odzwierciedlenie w rozłamach otaczającego je świata. Sędziwy psychiatra co jakiś czas wyrzuca z siebie psychoanalityczne interpretacje. A czym innym jest proces psychoanalityczny jak nie burzeniem ładu? To w jakiś sposób podkreśla też pewną nieuchronność nadciągających zmian. Przez cały film towarzyszy nam wrażenie, że zaraz coś się wydarzy, a cięciwa naciągnięta została do maximum.

suspiria

Teraz chyba wypada się pokajać za negatywne nastawienie do Dakoty... No, wiem, jedna rola w kiepskim filmie nie czyni z niej złej aktorski. Muszę przyznać, że w "Suspirii" pokazała klasę i babcia (Tippi Herden mam na myśli) byłaby z niej dumna. Mimo wszystko uważam jednak, że to Tilda Swinton ze swoją niesamowitą aparycją skradła ten występ. Ją akurat zawsze lubiłam. Ucieszył mnie też widok Mii Goth, która wciela się w postać tancerki Sary.

suspiria

Pomimo wszystkich swoich uprzedzeń muszę przyznać, że nowa "Suspiria" spodobała mi się szalenie. I nich tam Argento się na mnie gniewa.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:5

To coś:9

77/100

W skali brutalności:3/10

czwartek, 21 lutego 2019

The Possession of Hannah Grace/ Diabeł: Inkarnacja (2018)

diabeł inkarnacja

Policjantka Megan Reed pełni nocny dyżur w prosektorium. To praca zastępcza, do czasu gdy kobieta zdoła uporządkować swoje życie po niedawnym incydencie w trakcie służby, w wyniku którego zginął jej partner.

Tej nocy do kostnicy przywiezione zostają zwłoki młodziutkiej dziewczyny, którą ktoś okaleczył i podpalił. Ofiara zostaje zidentyfikowana jako Hannah Grace. Badając jej zwłoki Megan zauważa kilka co najmniej dziwnych faktów, niestety nie jest w stanie uwiecznić swoich odkryć gdyż sprzęt komputerowy odmawia posłuszeństwa. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej gdy na jaw wychodzi, że Hannah była ofiarą nieudanego rytuału egzorcyzmów.

"Diabeł: Inkarnacja" to kolejny horror z serii: Opętanie takiej to a takiej, w tym przypadku, Hanny Grace. Polscy dystrybutorzy posilili się jednak o drobną wariację w tłumaczeniu tytułu i oto mamy złowrogo brzmiącą inkarnacje, która znaczy tyle co 'wcielenie'. Zbierając to do kupy mamy  'Wcielenie diabła'. Nie może być chyba bardziej upiornie.

diabeł inkarnacja

Za projekt odpowiada holenderski reżyser mało znanych filmów sensacyjnych i scenarzysta sequeli "Boogeymana". Film był dość solidnie reklamowany i prezentowany na dużym ekranie, choć nie wydaje mi się by zasłużył na taką pompę. Moja osobista opinia o nim waha się pomiędzy średni, a słaby.

Mało oryginalny pomysł opętania, ukazany jednak od nieco innej strony- po fakcie - mógłby się sprzedać. Udało się to chociażby w przypadku "Egzorcyzmów Emilly Rose".

Miejscem akcji jest mroczne i zimne prosektorium, czyli wręcz wymarzona lokalizacja dla horroru, która sprawdziła się już nie raz. Na stole leżą tajemnicze zwłoki, niczym w "Autopsji Jane Doe". Myślę, że "Diabeł: Inkarnacja" chciał podążać tropem tego ostatniego filmu, ale nie wyszło.

diabeł inkarnacja

Nie wiem czemu tak się dzieje, że niektóre produkcje, choć mają wszystkie potrzebne części składowe mogące je uczynić dobrym kinem grozy, zupełnie się w tym nie sprawdzają. Doskonałym przykładem jest tu właśnie nieszczęsny "Diabeł...".

Nie czułam tego filmu. Nie był w stanie mnie kupić. Może to przez wszechobecną sztampę, a może przez brak wyczucia gatunku. Nie wzbudził we mnie strachu, ani w ogóle żadnych emocji. Ani historia Megan, ani martwej Hanny nie zaciekawiła mnie.

Sposób prowadzenia fabuły nie miał w sobie nic spontanicznego, jakby każda kolejna zrywka napięcia była wyliczona. Coś na zasadzie: nic się nie dzieje, trzeba coś odjebać. Żadnego stopniowania napięcia, ani budowania atmosfery. Kompletnie bezpłciowa rzecz.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności: 2/10

poniedziałek, 18 lutego 2019

The Hole in the Ground (2019)

the hole in the ground

Sara O'Neill i jej mały synek Chris przeprowadzają się do domu położonego w lesie nieopodal niewielkiego miasteczka. Chłopiec liczy, że wkrótce dołączy do nich ojciec, ale wszytko skazuje na to, że to właśnie jego osoba była przyczyną nagłej zmiany miejsca zamieszkania.

Wkrótce po przeprowadzce Sara dowiaduje się, że w pobliskim miasteczku żyje kobieta, która jeśli wierzyć urban legend odpowiada za śmierć swojego dziecka. Sarę bardzo porusza ta historia, nie wie jednak, że wkrótce i ona zostanie postawiona w sytuacji, w której poważnie zacznie rozważać zabicie małego Chrisa.

"Dziura w ziemi", bo tak dosłownie można tłumaczyć tytuł irlandzkiej produkcji, to dzieło debiutantów wyprodukowane przez studio słynące z horrorów niskobudżetowych.

Scenariusz filmu przywodzi na myśl takie produkcje jak "Babycall", "Nowa córka", czy wreszcie "Inwazje porywaczy ciał". Ciężko tu mówić o oryginalnym pomyśle twórców.

the hole in the ground

Mamy tu do czynienia z typowym dla paranoid thrillera zagraniem, gdzie główną bohaterkę posądzić można o obłęd. Sara nabiera bowiem przekonania, że jej syn nie jest jej synem. Choroba psychiczna to oczywiście jedna z dwóch dróg interpretacji jakie możemy obrać.

Wg. drugiej wersji możemy dać wiarę zeznaniom Sary, chłopaczek faktycznie zachowuje się jakby nie był sobą, a towarzyszące owym zachowaniom zjawiska z goła nadnaturalne spokojnie mogą uwiarygodnić taką opcję. Przebieg akcji to więc klasyczne przeciąganie liny od opcji pierwszej do drugiej.

the hole in the ground

W takiej sytuacji warto byłoby zaskoczyć widza i finalnie podać rozwiązanie wykraczające po za te ramy, ale w przypadku "The Hole in the Ground" tak się nie dzieje. Jedyna nadzieja w rozbuchanej wyobraźni widza, który wykaże się dobrą wolą i po swojemu zinterpretuje wydarzenia dodając od siebie to i owo. Mogę więc orzec, że fabularnie jest bez rewelacji.

Inna sprawa wykonanie. Tu zarówno na poziomie aktorstwa, jak i całej otoczki realizacyjnej tworzącej klimat filmu jest o wiele lepiej. Pojawia się sporo niezłych horrowych zagrań i momentów dobrze wpływających na nastrój grozy. Z tego też względu film ogląda się całkiem przyjemnie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

środa, 13 lutego 2019

Hell Fest/ Parka grozy (2018)

hell fest

Gdy Natalie postanawia odwiedzić swoją dawną współlokatorkę i przyjaciółkę Brooke ta proponuje jej wspólne wyjście do objazdowego parku rozrywki zwanego Hell Fest, organizującego upiorną rozrywkę z okazji Halloween.

Natalie nie gustuje w takich atrakcjach, nie na rękę jest jej też obecność nowych najlepszych przyjaciół Brooke, ale ostatecznie wesoła sześcioosobowa ekipa udaje się do Parku Grozy, gdzie po za udawanymi mordercami grasuje jeden jak najbardziej prawdziwy.

hell fest

Nie będę ukrywać, że nie bardzo mi podszedł temat przewodni filmu. Owszem lubię klasyczne rąbanki z zamaskowanymi psychopatami, ale raczej te z ubiegłego wieku, pełne nieco kiczowatego uroku i prostoty.

Współczesne slashery w 90% nie spełniają moich oczekiwań. Część z nich i tak jest w przypadku "Parku grozy", stylizowana jest na estetykę filmów złotej ety nurtu slasherów. Co więcej stylizowana w dość niekonsekwentny sposób co wcale się nie sprawdza.

Słabym puntem tego rodzaju fabuł jest... tłok. Mamy grupę bohaterów, ale z żadnym z nich nie mamy szansy 'się zaprzyjaźnić', bo filmowej taśmy nie starcza na to, by zaprezentować charaktery sześciorga protagonistów nim ci zginą marną śmiercią. I jest to także bolączką "Parku grozy".

Szczerze mówiąc nie wychwyciłam nawet imion poszczególnych postaci, zlali mi się w bezkształtną masę i ledwo mignęli przed oczami w drodze po zgon. Nikt nie przykuł mojej uwagi w szczególny sposób, nawet finałowa dziewczyna. Morderca w masce też jest tak tajemniczy, że nie jestem w stanie nic i nim powiedzieć.

hell fest

Do nielicznych plusów filmu mogę zaliczyć dość udane sekwencje zgonów, stosownie przygotowane, uprzedzone napięciem i nierzadko małą zmyłką.

Zaletą "Parku grozy" jest też... park grozy, czyli obraz miejsca akcji. Zazdrośnie zerkałam na to miejsce myśląc, że chciałabym coś takiego odwiedzić. To wszytko jednak trochę za mało bym mogła powiedzieć, że był to horror, który mi się podobał i który zapamiętam. Niczym się nie wyróżnił i chyba nawet nie miał takiego zamiaru. Ot, produkcja jakich wiele.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:5

49/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 09 lutego 2019

 Zła krew - Zoje Stage

zła krew

Hanna ma siedem lat kiedy postanawia, że jej mama musi umrzeć. Jest dzieckiem niezwykłym pod każdym możliwym względem, sęk w tym, że jej mama Suzette owej niezwykłości nie docenia. Chce żeby Hanna mówiła jak każde dziecko, zamiast przystać na jej formę komunikowania się. Chce żeby Hanna chodziła do szkoły jak inne dzieci, ale po co skoro jest mądrzejsza i sprytniejsza niż niejeden dorosły? Wreszcie mama chce żeby Hanna ją kochała, zamiast zasłużyć na jej miłość. Mama zdecydowanie musi umrzeć.

Z całą pewnością większość z Was zna historie o psychopatach, seryjnych zabójcach, sprytnych i nieuchwytnych. O ich morderczych skłonnościach społeczeństwo dowiaduje się jednak dopiero gdy drzemiący w  nich sadyzm czy inna pokrewna skłonność jest w pełni rozkwitu. Ale jak do owego rozkwitu doszło?

"Zła krew" może przynieść odpowiedz na to pytanie, bowiem jest jedną z nielicznych książek ukazujących dziecko jako antagonistę absolutnego. Urojenia, manipulowanie, planowanie kolejnych zbrodniczych działań. Wszystko to, co mogłoby być udziałem zaburzonego dorosłego, jest udziałem dziecka

Narracja powieści Zoje Stage podzielona jest na dwie części. Pierwsza to opowieść Hanny, druga poświęcona jest jej matce Suzette. Akcja toczy się przeplatając te dwie perspektywy.

Czytając o przypadkach psychopatii najczęściej słyszymy historie wielkich traum, nadużyć i przemocy jakich doświadczali w dzieciństwie i wczesnej młodości wszelkiej maści wykolejeńcy. A co jeśli niektórzy po prostu rodzą się źli?

"Zła krew" wcale nie jest podręcznikiem "Jak wychować psychopatę", owszem Suzette nie jest matką idealną, podobnie jak Alex nie jest idealnym ojcem, ale czy w ogóle istnieje coś takiego? Starając się ocenić skalę winy rodziców małej Hanny zabrniecie w ślepy zaułek. Ale czy przez to spróbujecie przestać szukać winowajcy? Z pewnością nie, bo trudno pogodzić się z myślą, że dziecko - symbol niewinności- może być złe. Jak to w ogóle zracjonalizować? A wiecie co jest najlepsze? Ani przez chwilę nie zwątpiłam w wiarygodność tej historii.

Zoje Stage wykonała kawał roboty pochylając się na tak trudnymi i złożonymi postaciami jak jej bohaterzy. Kolejne aspekty ich charakterów osłaniała niespiesznie, naturalnie ukazując całą game emocji jakie nimi targały.

Ich wrażenia i odczucia mają szansę udzielić się czytelnikowi, bo słabości postaci, nawet  krańcowość zachowań Hanny przedstawione są w sposób pozbawiony zadęcia za to z ogromną autentycznością. Niektóre fragmenty mogą zmrozić krew w żyłach.

"Zła krew" to zdecydowanie coś nowego, świeżego. Nawet gdybym chciała się do czegoś przyczepić nie mam do czego.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

czarna owca

Tagi: książki
12:08, ilsa333
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 lutego 2019

You Might be the killer (2018)

you might be the killer

Chuck właśnie ma kończyć zmianę w sklepie, w którym pracuje, gdy odbiera telefon od swojego przyjaciela Sama. Chłopak jest jednym z opiekunów na letnim obozie dla dzieciaków i stamtąd właśnie telefonuje.

Kompletnie przerażony oznajmia przyjaciółce, że kilkoro z towarzyszących mu opiekunów padło ofiarą zamaskowanego mordercy. Chuck jako specjalistka od świat horroru staje się jego telefonicznym konsultantem od spraw przetrwania w sytuacji rodem ze slashera klasy b. 

Uśmiałam się. Całkiem szczerze uśmiałam się na tym filmie, a to całkiem spore osiągnięcie. Tak jak mało który horror potrafi mnie wystraszyć, tak w niewielu przypadkach jestem skłonna docenić humor sytuacyjny filmów stanowiących parodie horroru.

W zasadzie taki przypadki jestem w stanie zliczyć na palcach jednej ręki. Wliczając nieśmiertelny już cykl "Strasznych filmów", jestem skłonna do tego grona dorzucić nowszą serię  braci Wayans "Dom bardzo nawiedzony" 1 i 2, "Straszny hiszpański film", "Porąbanych" i "Final Girls", z czego właśnie dwa ostatnie tytuły dotyczą parodiowania shlasherów.

"You might be the killer" mimo że nie przewyższa wymienionych, w mojej ocenie jest całkiem dobrym filmem pastiszowym. Skutecznie obnaża wady konstrukcyjne konwencji, prezentując zarówno punkt widzenia slasherowych protagonistów, slasherowego antagonisty, jak i... widza, bo kimże innym jest Chuck jak nie wszechwiedzącym widzem z memów, który tym razem ma szansę udzielić bohaterowi wskazówek jak wyjść z horrorowej masakry cało?

you might be the killer

Spodobał mi się zamysł i spodobało wykonanie. Camp Clera Vista to miejsce gdzie toczy się akcja oparta na retrospekcji przywołanej w czasie rozmowy telefonicznej, jednej z dwóch czy trzech, bo w końcu Sam musi mieć czas na zrealizowanie zaleceń koleżanki.

Miejsce przypomina dobrze znane z camp slasherów obozy, a rozliczne nawiązania do klasycznych filmów z tego nurtu może odebrać jako swoisty hołd dla gatunku.

Śmieszki śmieszkami, ale tylko podchodząc z szacunkiem do nieśmiertelnych reguł slashera nasz bohater ma szansę wyjść z opresji. Jak... złożone jest jego położenie nie zdradzę, bo po co, bystrzaki jesteście to się połapiecie sami;)

you might be the killer

"You Might be the killer" polecam przede wszystkim osobom rozmiłowanym w podgatunku slashera, oni mają szansę docenić to co oferują twórcy.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 03 lutego 2019

Animas (2019)

animas

Nastoletni Abraham mierzy się z problemami rodzinnymi. Przemocowy ojciec na skraju bankructwa i pogrążona w depresji matka. Jedyną bliską chłopakowi osobą jest rówieśniczka, Alex, która wspiera przyjaciela jak tylko może. Ich relacja jest jednak zagrożona, gdy chłopak zaczyna spotykać się z Anchi, która dostrzega, że Alex wcale nie pomaga Abrahamowi, wręcz przeciwnie.

"Animas" to horror albo psychologiczny thriller, który pojawił się niedawno na platformie Netflix. Jest to produkcja hiszpańsko języczna nakręcona we współpracy z Belgijskimi twórcami.

Punktem wyjścia tej historii jest wątek dramatyczny ukazujący trudy życia nastolatka w rodzinie naznaczonej patologią. Abraham jest zamknięty w sobie i jedyną relacją jaką udało mu się nawiązać jest przyjaźń z Alex. Pewnego dnia to się zmienia. W życiu Abrahama pojawia się inna dziewczyna, to motywuje Abrahama do walki o siebie i swoje życie. Pytanie, czy będzie w nim miejsce dla starej kumpeli? Im bardziej chłopak oddala się od Alex tym bardziej burzy się jego wewnętrzna stabilizacja. Pojawiają się halucynacje i inne osobliwe doświadczenia.

animas

Główną siłą filmu jest efekt zaskoczenia, który nadaje historii innego wymiaru. Nie jest on trudny do rozgryzienia, ale też nie mogę powiedzieć by twórcy nie odwracali uwagi widza na tyle skutecznie by tajemnica pozostałą tajemnicą wystarczająco długo.

animas

Cała niespodzianka jest udana, choć nie mogę Wam wmawiać, że twórcy zaprezentowali tu coś nowatorskiego i niespotykanego. Temat był już poruszany w wielu produkcjach i powróci pewnie nie raz. Podobał mi się jednak sposób w jaki go wykorzystano. Na poziomie realizacji film daje sobie radę i nie ma się do czego przyczepić.

Ot całkiem dobra oferta, która jeśli już zwróci Waszą uwagę powinna ją skutecznie utrzymać aż do końca seansu.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Napięcie:7

Klimat:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 01 lutego 2019

The Super (2018)

super

Phil, były policjant, wdowiec i samotny ojciec zatrudnia się jako dozorca w starym apartamentowcu. Dzięki posadzie zdobywa lokum, mroczną norę praktycznie pozbawioną wyposażenia. Jego czternastoletnia córka Violet jest rozgoryczona warunkami bytowymi rodziny, a oliwy do ognia dolewa fakt, że Phil zdaje się liczyć jedynie zdaniem młodszej córki, Rose, którą za wszelką cenę stara się zadowolić.

Rodzinnym problemom towarzyszą te natury zawodowej, Phil orientuje się bowiem, że w budynku dzieje się coś niedobrego, kolejne zniknięcia lokatorów każą mu podejrzewać, że inny pracownik, imigrant Walter stoi za tą sprawą, co więcej dziwny Ukrainiec wykazuje niepokojące zainteresowanie małą Rose.

the super

Jeszcze zanim udało mi się przysiąść do seansu z "The Super" usłyszałam o nim wiele złego. Widzowie sprowadzali film do poziomu kalekiej amatorki, w co ciężko było mi uwierzyć z uwagi na nazwiska twórców. Okej, reżyser mało mnie obszedł, ale za scenariusz odpowiadał człowiek, który napisał scenariusz do "Czarnego łabędzia". Naiwnie sądziłam, że ktoś tu czegoś nie zrozumiał stąd taki niekonieczny odbiór.

Niestety tym razem głos ludu się nie mylił. Na wytłumaczenie tego faktu mogę powiedzieć tylko tyle, że sam filmowy zamysł był niekiepski, dobrze poprowadzony miałby szansę powodzenia niestety w rękach reżysera wszystko się rozleciało.

Niekiepski zamysł to przede wszystkim główny filmowy surprise, który zaskoczył mnie dość, choć nie tak jakby mógł, gdyby sprawę rozegrano lepiej na poziomie filmowej narracji.

the super

Podobał mi się też dobór lokalizacji, która z nieco lepszymi zdjęciami mogłaby zrobić piorunujące wrażenie. Aktorstwo nie było najgorsze, ale niestety scenariusz nie uwzględnia logiki w działaniu bohaterów przez co śledzenie ich poczynań staje się prawie bolesne. Nie wspinając już o finale, który zdaje się być zwieńczeniem konsekwentnie olewanej racjonalności.

"The Super" pozostanie mi więc w pamięci jako zmarnowany kawałek niegłupiego pomysłu.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:4

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

49/100

W skali brutalności:1/10

środa, 30 stycznia 2019

Possum (2018)

possum

Chmurny mężczyzna imieniem Philip przyjeżdża z wizytą do rodzinnego domu. W niewielkiej podróżnej torbie taszczy ze sobą kukłę pająka z ludzką twarzą. Nazywa go Possum, czystym mrokiem. Philip i jego Possum są nierozłączni, choć Philip wyraźnie pragnie się pozbyć bagażu ten zawsze do niego wraca. W tym samym czasie w okolicy dochodzi do zaginięcia nastoletniego chłopca.

"Possum" to debiutancki horror aktora i pisarza Matthew Holnessa na podstawie jego własnego scenariusza. Ów scenariusz z kolei jest przełożeniem opowiadania grozy wydanego dziesięć lat temu w zbiorze "The New Unncany: Tales of unease".

"Possum" jest też jednym z dziwniejszych filmów jakie miałam okazję obejrzeć i choć opinie widzów są raczej negatywne, ja filmem jetem zachwycona.

possum

Obecnie mało który horror jest w stanie zrobić na mnie jakiekolwiek wrażenie, a ten nie tylko utrzymał mnie przed ekranem, ale i wywołał niejaki efekt szoku. Okej, oglądałam go w gorączce, a w nocy śniły mi się wielkie pająki spacerujące po oknie, coś to chyba znaczy?

Produkcja jest skrajnie minimalistyczna. Na ekranie widzimy Philipa, dziwnego starca Maurice'a, no i torbę z Possum. Na wstępie historii przewija się też później zaginiony chłopaczek. Philip zaczepia go w pociągu, co z automatu sugeruje nam, że mógł mieć coś wspólnego z porwaniem dzieciaka. Philip wystaje też po szkołą jak rasowy pedofil, a cała jego osoba wskazuje nam że jest z nim coś mocno nie tak.

possum

Odpowiedzi na to możemy szukać w zawartości torby. Philip przechadza się z nią gdziekolwiek idzie. Wyciąga z niej człekopająka, próbuje go zutylizować na wszelkie możliwe sposoby na nic to jednak.

Maurice, starzec będący bodaj jedyną bliską Philipowi osobą budzi bardzo nieprzyjemne uczucia. Naturę ich relacji poznamy jednak później, wtedy wszystko stanie się jasne.

possum

Dla tych, którzy nawet po seansie mają więcej pytań niż odpowiedzi przygotowałam moją interpretacje sprawy w spoilerze. SPOILER: Possum to personifikacja traumy jakiej doświadczył Philip za sprawą seksualnej przemocy ze strony wuja Maurice'a. Torba to taki symboliczny bagaż doświadczeń, której Philip nie jest w stanie się pozbyć. Myślę, że Maurice nie żyje, i jest jedynie wspomnieniem Philipa. W rzeczywistości to Philip porwał chłopaczka, a tocząc walkę z Mauricem o uwolnienie chłopca, tak naprawdę walczy sam ze sobą ze swoimi pedofilskimi skłonnościami. KONIEC SPOILERA.

Bardzo podobała mi się aktorska kreacja Seana Harrisa w roli Philipa i Aluna Armstronga w roli Maurice. Possum też zagrał świetnie;)

To co najbardziej urzekło mnie w tej historii to jej klimat. Widoczne są naleciałości kina starej daty, horrorów metafizycznych z lat '60 i '70, kina ekspresjonistycznego. Bardzo surowe kadry, plenery epatujące chłodem i brudem i ogólnym wyniszczeniem idealnie wchodzące w symbiozę z treścią historii. Kilka stricte horrorowych ujęć, dużo metaforycznych rekwizytów, balony, czarny deszcz no i sam pająk...

possum

Oglądałam to jak jeden wielki przygnębiający pejzaż. To nie jest horror, który straszy wprost, ale jakoś dziwnie wgryza się w głowę. Dziwny film dla dziwnych ludzi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność: 9

To coś:9

78/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 27 stycznia 2019

 Pyewacket (2017)

peyewacket

Nastoletnia Leah próbuje pogodzić się ze śmiercią ojca szukając pocieszenia w okultystycznych wierzeniach. Gdy jej pogrążona w żałobie matka postanawia sprzedać ich rodzinny dom i przenieść się wraz z córką w nowe miejsce dziewczyna jest zrozpaczona. Przeprowadzka nie poprawia ani stanu matki Leah ani ich relacji. Po jednej z kłótni dziewczyna stwierdza, że jej rodzicielka powinna umrzeć. W lesie w pobliżu nowego domu Leah odprawia satanistyczny rytuał mający wysłać jej matkę wprost do piekła.

Opis filmu Adama MacDonada, ani odrobinę nie zachęcił mnie do seansu. Podejrzewam, że Wy również nie czujcie się szczególnie zachęceni tym co nasmarowałam powyżej. Zbuntowana nastolatka i czary mary - brzmi to jak tandetny teen horror, któremu bliżej do groteski niż do grozy, a jednak.

peyewacket

Obejrzałam go od niechcenia, ale wcale nie żałuję. "Pyewacket" ma coś w sobie i jest to coś całkiem niegłupiego. Owszem, bohaterką jest młoda gniewna wyznawczyni heartagramu (czy są na sali fani HIM'a?;) i jej drama wcale nie musi was przekonać, jednak wcale nie jawiła mi się jako emo nastka, tylko bohaterka z krwi i kości.

Podobni jej matka, która używając nieodpowiednich słów by wyrazić swoją rozpacz doprowadziła do eksplozji złości i żalu u swojej pociechy. Ich relacja jest bardzo żywa i nie można jej posadzić o przegięcie.

peyewacket

Co się tyczy wątki pt. czary mary, sprawa nie jest tak oczywista jak każe sądzić filmowy opis.

Wydarzenia następujące od momentu, w którym Leah wybiega z domu uzbrojona w guślarki ekwipunek nacechowane są grozą. Szybkie teledyskowe ujęcia, niejasne przebłyski, migawki wskazują, że ewidentnie 'coś tu się dzieje', ale czy jest to groza nadprzyrodzona? Ano właśnie, tu jest matka pogrzebana...

Mamy więc horror nastrojowy z wątkami etykietowanymi jako paranormalne, ale warstwa dramatyczna/psychologiczna każe nam szukać zupełnie innej interpretacji następujących po sobie wydarzeń. I wcale nie doszukuję się jej na siłę.

peyewacket

Na minus filmu mogę odnotować nieco zbyt powolny wstęp. Celowo rozwleczone wątki obyczajowe mogą zniechęć. W moim przypadku całkowicie uśpiły czujność i odłączyły radary poszukiwacza grozy. Może to i lepiej, bo finalnie przyniosło mi to zaskoczenie. Pozytywne, jak najbardziej.

 Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat: 7

Napięcie: 7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

w skali brutalności:1/10

czwartek, 24 stycznia 2019

You/ Ty (2018)

you

Joe pracuje w księgarni gdzie wpada mu w oko jedna z klientek. Dziewczyna wydaje się odwzajemniać zainteresowanie. Joe postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o Beck, więc sprawdza wszystkie informacje dotyczące dziewczyny jakie ta udostępnia w sieci. Udaje mu się zaaranżować 'przypadkowe' spotkanie, które daje początek ich romansowi. Joe jest jednak dość specyficznym facetem a jego zaangażowanie w relacje jest wręcz obsesyjne.

Jako fanka tematu psychopatów nie mogłam przejść obojętnie obok nowej serialowej oferty Netflixa. Serial "Ty" został nakręcony na podstawie powieści Caroline Kepnes, ale podobno jest bardzo luźną adaptacją. W każdym razie nie miałam jeszcze okazji się przekonać i nie wiem, czy będę miała.

Z seansu z serialem, którego pierwszy sezon liczy 10 odcinków, jestem zadowolona połowicznie. Początkowe odcinki, samo zawiązanie akcji, przykuło moją uwagę. Później serial przechodzi w rejony nazbyt romantyczne i nie koniecznie w wydaniu, które mogłoby mnie przekonać. Pod koniec znowu następuje zryw akcji z pod znaku thrillera. Nie mogę tym ostatnim odmówić suspensu, czy pomysłowości, ale moim zdaniem akcje trochę niezdrowo przeciągnięto.

you

Co przypadło mi do gustu? Myślę, że kreacja psychopaty wypada całkiem interesująco.W rolę głównego antybohatera wciela się Penn Badgley, uroczy chłopczyna z "Plotkary" i sądzę, że ten fakt może przyciągnąć damską część publiczności:)

Jak na mój gust trochę niezdrowo wychudł, ale mniejsza. Do tej pory widziałam go tylko w remake "Stepfathera" jeśli idzie o gatunek grozy, gdzie nie zabłysnął szczególnie i chyba ogólnie jest raczej przeciętnym aktorem, ale do roli Joego myślę pasował.

W każdym razie Joe jawi się bardzo... niegroźnie. Jak taki mały spragniony miłości szczeniaczek. Ciężko go postawić w jednym szeregu ze zwyrodnialcami zabijającymi kobiety. A jednak, jest jednym z nich.

Jego działanie skupia się na uszczęśliwieniu Beck. Paradoksalnie wszytko, co robi, robi w dobrej wierze, wspiera ją w pisarskiej karierze, chroni przed tymi, którzy nie życzą jej dobrze. Sęk w tym, że większość z tych rzeczy robi bez jej woli i wiedzy, mając własną wizję tego, co daje dziewczynie szczęście. Ma też własne... mordercze metody. Joe jest też narratorem całej opowieści dzięki czemu możemy poznać jego punkt widzenia.

you

Co odnotowuje na minus? kreacja głównej bohaterki. Odtwórczynie tej roli pamiętam z serialu "Dead of summer", gdzie już zdążyłam ją znielubić.

Beck jest postacią pełną egzaltacji, emocjonalnie pogubioną i jakąś taką... hym nie szczerą. Wcale nie jawiła mi się jako artystyczna dusza, tylko laleczka z parciem na szkło i skłonnością do wprowadzania w swoje życie elementów dramatycznych. Ciężko było mi się z nią solidaryzować, współczuć, czy kibicować. Raczej zastanawiałam się, czy Joe psychopata naprawdę nie mógł znaleźć sobie wdzięczniejszego obiektu ;) Myślę jednak, że taka a nie inna charakterystyka bohaterki była zabiegiem celowym. Ostatecznie mogło chodzić o pewien dysonans pomiędzy tym jak Joe postrzegał Beck, a jaka była naprawdę.

Finał sezonu otwiera furtkę dla kontynuacji, ale nie uważam tego za zbyt dobry pomysł. Generalnie serial do obejrzenia,a le bez zbytniej podniety.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walor techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 20 stycznia 2019

Mother, May I Sleep with Danger/ Mamo umieram z miłości (2016)


Młoda studentka literatury zakochuje się z wzajemnością w fotografce, Pearl. Niestety nad relacją obu dziewcząt ciążą czarne chmury. Matka Leah jest zdeterminowana żeby córka zakończyła szkodliwą relację. Leah nie daje wiary w to, że Pearl może być niebezpieczna zrzucając obawy matki na homofobię. Nie zdaje sobie sprawy, że jej ukochana jest wampirem.

Jedyne co spodobało mi się w tym filmie to, fragment dialogu pomiędzy Leah, a profesorem, w którym dziewczyna w ciekawy sposób interpretuje fenomen sagi "Zmierzch". Nie sądziłam, że można o owym fenomenie rzec coś inteligentnego, a jednak.

Niestety zasoby inteligencji twórców na tym się skończyły. Co jest w tym wszystkim najzabawniejsze  całe filmowe przesłanie ogranicza się do próby wmówienia widzowi, że wampiry były złe, nie dlatego, że piły krewkę. Nie, ludzie ich nie lubili bo byli ukrytymi (Dracula), lub jawnymi (Carmilla) homoseksualistami.

mamo umieram z milosci

Produkcja, w której niezwykle aktywnie maczał palce aktor James Franco (jakoś nie lubię typa) nawiązuje do popularnego niegdyś nurtu horrorów wampirycznych , w których silnie podkreślano aspekt homoerotyzmu. Jednocześnie film jest remake obrazu z lat '90, który z powyższymi nie miał nic wspólnego. Jakby tego było mało, ciesząc oko seansem z tą produkcją jesteśmy skazani na widok łamiącej wszelkie prawa fizyki naciągniętej twarzy Torii Spelling.

mamo umieram z milosci

To nie mogło się udać. I się nie udało. Szybko połapałam się o co idzie i zaczęłam podchodzić do tematu jak do pastiszu i chyba tylko to mnie uratowało.

Film jest naszpikowany niedorzecznymi dialogami, kanciastym aktorstwem i niedorobionymi efektami. Pomysł na całokształt jak zdążyłam pokątnie wspomnieć jest niewypałem okraszonym patosem ("Nocne Wędrowniczki", oh) i poważnie naciągniętym przesłaniem. Nie mam argumentów na plus, przykro mi.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

klimat:4

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:3

39/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 17 stycznia 2019

Inwazja porywaczy ciał - Jack Finney

inwazja porywaczy ciał

Pewnego dnia mieszkańcy małego miasteczka Mill Valley w Kalifornii  przestają być sobą. Niby każdy wygląda tak jak wcześniej, zachowania też nie ulegają zmianie, a jednak coś jest nie tak.

Lekarz, Miles Bennell pragnąc pomóc przyjaciółce zaczyna zgłębiać temat niezwykłej przemiany. Czy to zbiorowa psychoza, czy też może ingerencja siły, o której do tej pory nikt na świecie nie miał pojęcia?

"Inwazja porywaczy ciał" to najsłynniejsza powieść pisarza sci-fi Jacka Finney'a.

Doczekała się szeregu ekranizacji, których większość widziałam.

Po raz pierwszy wydana w 1955 roku jawi się jako odpowiedź na zimnowojenne nastroje i psychozę zagrożenia jaka opanowała wówczas Amerykę.

Każdy ówczesny czytelnik mógł ją odebrać jako historię panicznego lęku przed komunizmem i związkiem Radzieckim, który jawił się niczym obca cywilizacja pragnąca zniszczyć wysoko rozwinięte amerykańskie społeczeństwo.

Od tamtego czasu minęło jednak pół wieku z górką, a "Inwazja porywaczy ciał" nadal jest jedną z najbardziej znanych powieści sci-fi. Jedna z ostatnich ekranizacji powstała po roku 2000, co świadczy o dużo większej uniwersalności zaprezentowanych tam wątków, które są ponadczasowe. Zupełnie jak ludzkie lęki, nie zestarzały się.

inwazja porywaczy ciał

Wydawnictwo Vesper postanowiło przypomnieć o tej pozycji prezentując nowe wydanie powieści, swoim zwyczajem uzupełniając je o bogate ilustracje. Na te zawsze zwracam uwagę toteż udało mi się wychwycić w ej kwestii rzecz ciekawą. Na jednej z rycin widzimy miasteczko i jego zabudowania, w tym kino. A na budynku kina filmowy plakat. "Carrie". Może to taki celowy żarcik, bo jak wiadomo książka ukazała się w latach '50 XX wieku, w tych też czasach rozgrywa się akcja, a pierwsza ekranizacja "Carrie" Kinga to już lata '70. Czepiam się? No może.

Co do historii "Inwazji porywaczy ciał", znałam ją już wcześniej w niezliczonej ilości wersji, po za tą oryginalną, literacką.

Książkę przeczytałam więc z zainteresowaniem mając jeszcze w pamięci ślady wersji filmowych. Muszę powiedzieć, że żadna nie oddaje wiernie treści powieści, a już na pewno nie jest klimat.

Każda z ekranizacji skupiała się na zaprezentowaniu sfery paranormalnej, czyli wątki obcego organizmu z kosmosu, a tymczasem książce bliżej do filozoficznego traktatu o naturze naszej cywilizacji niż do sensacyjnej historii walki z obcymi.

Zaskoczyło mnie to i to w pozytywnym znaczeniu. Nie znaczy to jednak, że od tej chwili w poważaniu mam wszystkie filmowe "Inwazje...", bo tak nie jest. Odnotowuje to tylko i wyłącznie na plus książki, która w swojej wymowie daje wiele inspiracji.

Z tego miejsca zalecam każdemu zdeklarowanemu fanowi sci-fi zalecam zapoznanie się z powieścią. A i tym, którzy nie tykają tego typu literatury spokojnie mogę ją polecić, bo myślę, że ma szansę przedstawić  sci-fi nie jako futurystyczne bajki, a raczej uniwersalny zbiór historii o naturze tego co nazywamy naszą cywilizacją.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Tagi: książki
19:34, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
Biblia Horrou - Najwyżej ocenione filmy
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl