What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
RSS
środa, 29 lipca 2015

A Lonely place to die (2011)

a lonely place to die

Pięcioro alpinistów spotyka się w szkockich górach by wspólnie się wspinać. Podczas wyprawy po szlaku jeden z uczestników wycieczki słyszy dochodzący z głębi lasu głos. Jak się okazuje jest to głos dziewczynki, którą ktoś zakopał w skrzyni po środku niczego. Bohaterzy decydują się pomóc małej. Jak wiadomo każdy dobry uczynek zostanie ukarany, dlatego też należy się spodziewać komplikacji związanych z uwolnieniem dziecka.

Jak się za pewne domyślacie, mała Anna nie znająca nawet słowa po angielsku nie trafiła w szkockie góry sama, a tym bardziej nie zakopała się w lesie. Wkrótce w ślad za dzielnymi wybawicielami zaczną podążać porywacze dziecka. Wszystko to rozegra się w pięknej górskiej scenerii.

"A lonely place to die" jest dziełem twórcy o niewielkim aczkolwiek obiecującym dorobku. Reżyser i scenarzysta w jeden osobie zadbał by jego film okazał się survivalem z prawdziwego zdarzenia. W przeciwieństwie do większości obrazów z tego podgatunku nasi bohaterzy pozytywni nie stawiają tu czoła zdegenerowanej  rodzinie mutantów żyjącej z dala od cywilizacji, a zwykłym przestępcom, którzy wybrali niedostępne górskie ostępy na miejsce popełniania przestępstwa.

a lonely place to die

Największą zaletą obrazu jest nieustanne podtrzymywanie napięcia.

Akcja szybko dochodzi do punktu w którym 'wszytko na dobre się zaczyna'. Alison ie jej przyjaciele znajdują ukrytą w skrzyni pod ziemią dziewczynkę. Wszytko wskazuje na to, że dziecko zostało zabrane z dala od domu, prawdopodobnie z drugiego końca europy. Kto ją tam ukrył i dlaczego? Protagoniści nie mają czasu zastanawiać się na tym, muszą działać.

a lonely place to die

Z uwagi na miejsce  w jakim się znajdują szybkie dotarcie do cywilizacji jest mocno utrudnione, dlatego też ekipa dzieli się na dwie grupy. Dwoje najbardziej doświadczonych wspinaczy pójdzie skrótem, którego nie miałaby szansy pokonać druga grupa, zwłaszcza z wystraszonym dzieckiem na ręku.

Ani jedni ani drudzy nie wiedzą, że już są śledzeni przez dwóch porywaczy, którzy nie mają zamiaru ustąpić. W pewnym momencie zaczną ginąć ludzie. Tylko nielicznym uda się ujść cało.

Twórca nie ustępuje ani na moment, cały czas podgrzewa atmosferę zagrożenia. Z jednej strony trudny teren i zagrożenie płynące z natury z drugiej dwóch uzbrojonych i bezwzględnych typów depczących bohaterom po piętach.

a lonely place to die

Obiektem troski i strapienia dla widza ma być oczywiście dziecko. Mała dziewczynka w białych rajstopkach, którą ktoś uprowadził.

Kontakt z młodą jest utrudniony, ponieważ nie zna angielskiego. Jest jak wystraszone zwierzątko, mała aktorka obsadzona w tej roli poradziła sobie z nią bardzo dobrze. Najważniejszą postacią jest jednak dzielna Alison, w którą wciela się znana w świecie horroru Melissa George. Nie można mieć względem niej żadnych zarzutów.

Film jest po prostu dobry.

Dużą ozdobą są plenery: Lasy, górskie rzeki i strome szczyty potęgują atmosferę zagorzenia i izolacji.

Tempo akcji jest niezwykle szybkie i nie ma tu miejsca na nudnawe zastoje w fabule, czy bzdurne monologi na temat sensu istnienia, jakie niemal zawsze spotkamy w filmach grozy - najczęściej wstawione w najmniej odpowiednich momentach.

Myślę, że to jedne z tych filmów, który spodoba się każdemu. Jest bardzo uniwersalny i mimo iż przez to traci na oryginalności to z pewności zgromadzi sporo zadowolonych z seansu widzów. 

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:7

67/100

w skali brutalności:2/10

poniedziałek, 27 lipca 2015

KRÓL HORRORU - NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI # 4

"Kto jest królem horroru? Może banalnie, ale Stephen King. 

Ścieżki wytyczył HPL - ale jest ciężki w odbiorze i przez to dość hermetyczny, zresztą kto wie, czy to horror, czy proroctwo. 
Można mówić o Ketchumie - ale on wyciąga z człowieka takie ekstremum, że nie możemy do końca uwierzyć, że jest to możliwe. 
Można by przytoczyć Eda Lee, ale on - mimo że brodzi z upodobaniem we wszelkich płynach ustrojowych i innych obrzydlistwach - traktuje grozę trochę z przymrużeniem oka, wie, że jego czytelnik nie bierze tego śmiertelnie poważnie (bo jak popaprany by wtedy był). 
King natomiast...stawia nas w niby normalnych sytuacjach, które rozwijają się w szalenie i niepokojąco nienormalny sposób. Czasami nawet tej grozy nie ma pozornie, ale za rogiem, pod skórą coś się czai. Klown? Zabójczy samochód? Pisarz, który ma dość? Szalony pociąg w dziwnym świecie? a może człowiek, który posunie się za daleko? Fantazja Mistrza nie zna granic, w końcu sam znalazł się w swojej powieści i wpłynęło to na niego. czytając Mroczną Wieżę miałem momentami wrażenie rodem z paranoi Dicka względem Lema - że ten nie istnieje,ale jest nie agendą rządową, a jakimś fantazmatem, kosmicznym konstruktem który chce opanować nasze umysły. Piękną opowieścią, a przy tym grozą i horrorem, który nie epatuje obrzydzeniem, ale sadza nas na krześle elektrycznym dreszczy i niepokoju. Chcemy takiego wyroku."

Paw
stephen king

"Nie będę bardzo odkrywcza, jeśli powiem, że Stephen King.
Od dziecka uwielbiam wszelkie horrory i książki z dreszczykiem.
Co tydzień czekaliśmy z bratem na Kino nocne w sobotę, kiedy były
dawniej nadawane horrory i kryminały.
Pierwszym filmem Kinga jaki widziałam były Langoriery, nie miałam wtedy
pojęcia, że to film na podstawie Jego opowiadania.
Pierwsza książka to Carrie, potem Misery i zakochałam się w Jego
opowieściach, jego stylu, nieprzewidywalności.
Tylko od Jego książek nie mogę się oderwać i tak mocno przeżywam. Nie
muszę nawet oglądać ekranizacji, przy czytaniu wszystko jest tak żywe,
jakbym oglądała film.
Czytałam też Mastertona, Koontza, Ketchuma, ale to Stephen King jest dla
mnie Królem Horroru:)"


Katarzyna


niedziela, 26 lipca 2015

I Will follow you into the dark/

Pójdę za Tobą w ciemność (2012)

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia i Sam spotykają się pewnego dnia i zakochują w sobie.  Dziewczyna często odwiedza chłopaka w jego mieszkaniu. Legenda głosi, że kamienica, w przeszłości służąca jako szpital jest nawiedzona. Na ostatnim pietrze gnieżdżą się niespokojne duchy tych, którzy konali w męczarniach. Teraz, od czasu do czasu ktoś, kto zwróci ich uwagę dołącza do nich, czy tego chce czy nie, znikając bezpowrotnie. Pewnego ranka Sam znika.

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie już w momencie, gdy zobaczyłam dość zaskakuje połączenie gatunkowe, do którego został przyporządkowany ten tytuł: horror, melodramat.

Jako że lubi eksperymenty postanowiłam film obejrzeć pomimo pewnych obaw. Pomijając tę dziwną hybrydę gatunków, mój niepokój wzbudziła Misha Burton w obsadzie. Ostatni horror z jej udziałem, jaki miałam okazję obejrzeć, był tak gniotliwy, że bardziej się już nie dało. Do tej pory mam w pamięci ducha napierdalającego głową w balkonowego okno, czy chlastającego się w kuchennym zlewie. Misha, strasznie podupadła, nie da się ukryć. W "Pójdę za tobą w ciemność" również nie pokazuje dobrego warsztatu, ale wypada lepiej.

Przynależność do gatunku melodramat jest niestety bardzo widoczna. Ckliwych momentów, w których nasza zakochana para przechodzi miłosne uniesienia patrząc sobie głęboko w oczy i trzymając się za rąsie nie zabraknie, ale nie jest to tak kompletnie bezcelowe jak w klasycznych horrorach. Tu ta cała romantyczna sraka była potrzebna by uzasadnić całą akcję horrorową. I mimo iż można było oszczędzić wodzowi te ciężkie kilogramy patosu, którym jesteśmy obrzucani w niemal każdym zdaniu, istnieje tu logiczne uzasadnienie.

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia w krótkim czasie straciła oboje rodziców, co odbiło się na jej kondycji psychicznej i ją sama 'przybliżyło' do śmierci. Teraz kiedy okazuje się, że może stracić jeszcze jedną ukochaną osobę, wskoczy za nią w ognień, pójdzie za nią w ciemność. Widać iż twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, czerpał znacznie większą satysfakcje z pochylania się nad warstwą melodramatyczną traktując tym samym nieco po macoszemu to, co w horrorze powinno być horrorem.

pójdę za tobą w ciemnośc

Efekt jest taki, że jest to bardziej film sentymentalny niż straszny. Od początku do końca. Nic tylko przywiązać se kamień do szyi (najlepiej z napisem LOVE) i skoczyć z budynku - tak można podsumować działania bohaterów.

Czy ten film komuś się spodoba? O tak, jestem pewna. Z gruntu jest skierowany do osób lubujących się w historiach miłosnych z elementami fantastyki. Popularność "Zmierzchu" i tworów 'zmierzchopodobnych' dowodzi temu, że takich widzów nie brakuje.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:0/10

sobota, 25 lipca 2015

W ciemnym zwierciadle - Joseph Sheridan Le Fanu

w ciemnym zwierciadle

Odkąd miałam przyjemność obejrzeć film "Moth diaries" (luźno nawiązujący do "Carmilli") i później polską filmową adaptację "Carmilli" po głowie chodziła mi wersja literacka tej historii.

Zbierałam się zbierałam... aż wkrótce po premierze "Styrii", czyli kolejnej filmowej wariacji na temat dzieła Le Fanu, wydawnictwo Zysk i S-ka dało swoim czytelniom szansę na poznanie klasyki horroru gotyckiego wydając zbiór "W ciemnym zwierciadle".

Wydanie jest naprawdę godne uwagi, zarówno od strony techniczno estetycznej (intrygująca okładka, twarda oprawa)  jak i od strony zawartości, bowiem pozycja nie ogranicza się do "Carmilii", zawiera jeszcze cztery inne opowiadania. Całość liczy sobie 546 stron, a cena jest bardzo przystępna (cztery dychy).

"W Ciemnym zwierciadle" to pięć opowieści zgromadzonych w aktach niejakiego doktora Martina Hesseliusa parającego się sprawami psychiki i metafizyki.

Każda z opowieści opatrzona jest krótkim prologiem uzasadniającym zamieszczenie jej w zbiorze, a także konkluzję, czyli lekkie podsumowanie.

Pierwsze opowiadanie "Zielona Herbata" traktuje o przypadku księdza, wielebnego Jenningsa, którego prześladuje wizja złośliwej małpy, która pojawia się nie stąd ni zowąd w rożnych miejscach, jakby podążając za duchownym. Doprowadza go do prawdziwego kryzysu wiary bowiem małpa ma na celu odciągnięcie mężczyzny od modlitwy i wpędzenia go w paranoje, co zresztą jej się udaje.

Drugie opowiadanie traktuje o urzędniku Sądu, "Sędzim Harbottle", którego wyrzuty sumienia związane z pewną sprawą, w której wydał niesprawiedliwy wyrok doprowadzają do choroby psychicznej i śmierci.

Pewnego dnia Sędzia otrzymuje list zawiadamiający go o procesie toczącym się przeciw niemu od tamtej pory prześladuje go wizja szubienicy.

"Prześladowca" to ostanie opowiadanie z 'serii nawiedzony, czy chory psychicznie'. Wszystkie wspomniane wyżej opowiadania osobiście interpretowałam jako przypadki chorób psychicznych, ale Le Fanu nie stawia sprawy tak dosłownie. Podobnie jak Grabiński zostawia podejmuje tematy psychologiczne mieszając je z ze strefą paranormalną.

W ten sposób tworzy niesamowity nastrój tajemnicy, niedomówienia i grozy oczywiście. "Prześladowca" to historia kapitana, którego prześladuje karzeł. Dziwnie wyglądający mężczyzna podąża w ślad za swoją ofiarą nie pozwalając zaznać jej spokoju u boku ukochanej.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do małpy z "Zielonej herbaty" widzą go także inni bohaterzy, jednak tylko główny bohater widzi w tym groźbę pozbawienia życia.

Najdłuższe z opowiadań "Pokój w Gospodzie Le Dragon Volant" to niejaka zmiana tematu. Bliżej mu do kryminału niż opowieści grozy, choć zawiera ono elementy i jednego i drugiego gatunku. Opowiada o młodym angliku, który zakochuje się w pięknej hrabinie w czasie wycieczki do Francji. Chcąc uchronić ukochaną przed życiem z mężem tyranem pakuje się w nie lada kłopoty.

To opowiadanie bardzo się wyróżnia. Nie tylko swoją złożonością, ale także nowatorskością. Skojarzyło mi się ze stylem Wilkie'ego Collinsa (kumpla Dickensa). Wprowadza ono postać famme fatale i intrygę iście kryminalną, okraszoną dużą porcją romantyzmu w stylu Poego.

I najlepsze na koniec.

"Carmille" z premedytacją umieszczono na końcu zbioru. Wreszcie miałam okazje poznać tę historię w takiej wersji, w jakiej stworzył ją szalony Le Fanu.

Pierwsza kobieta wampiryczna to nie jakaś Belka, lecz słowiański demon gnieżdżący się na terenach Węgier. Polska adaptacja filmowa tej historii jest jej najbliższa z pośród tych, które widziałam do tej pory.

Wszytko zaczyna się do feralnego wypadku pod posiadłością w Styrii, gdzie mieszka angielski hrabia wraz ze swoja jedynaczką, Laurą. Całą historię poznajemy z jej perspektywy. To ona jest narratorką. Wspomina koszmarny sen, który przyśnił jej się jako dziecku, i który spełnia się w momencie, gdy próg jej domu przekracza Carmilla.

Dziewczęta nawiązują dziwna, podszytą erotyzmem więź, która kończy się dla Laury chorobą. Pojawia się tu także watek innej ofiary Carmilli, córki przyjaciela Ojca Laury, który to demaskuje wampira w finale. Świętna, nastrojowa opowieść. Przypadła mi do gustu chyba jeszcze bardziej niż "Dracula" Brama Stockera.

Le Fanu na pewno jeszcze nie raz u mnie zagości. Chętnie poznałabym bliżej inne jego działa czy jakąś dobrze spisaną biografię, bo pisarz wydaje mi się postacią szalenie intrygującą. Podobnie jak Poe, czy Grabiński nie skończył zbyt dobrze. Przez całe życie cierpiał na poważne zaburzenia lękowe. Dręczony wizjami zamarł na atak serca w wieku 59 lat, przez całe życie dzieląc się swoim strachem z czytelnikami.

le fanu


Moja ocena:10/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

http://www.zysk.com.pl/zapowiedzi

czwartek, 23 lipca 2015

Ich seh, Ich seh/ Widzę, widzę (2014)

widzę widzę

Jedenastoletni Elias spędza całe dnie ze swoim bratem bliźniakiem, Lucasem. Mieszkają w wielkim domu otoczonym lasem wraz z matką, która po rekonwalescencji w szpitalu wraca do swoich synów. Jej zachowanie budzi podejrzenia w Eliasie, a Lucas przekonuje go, że kobieta z twarzą owinięta bandażami nie jest ich matką. W czterech ścianach eleganckiego domu rozegra się pojedynek pomiędzy matką, a dziećmi.

Gdzie były te filmy kiedy robiłam ranking najlepszych produkcji z 2014, się pytam?

Nigdy nie miałam do czynienia z Austriackim kinem grozy, o ile dobrze pamiętam, a to pierwsze spotkanie było bardzo owocne, mimo iż całej filmowej zagadki, wielkiego suprise z finału, domyśliłam się w pierwszych pięciu minutach filmu.

Nie dlatego żem tak lotna, film bardzo silnie skojarzył mi się z mało znaną produkcją z lat '70 "Odmieniec" i z miejsca wyszłam z założenia, że intryga będzie opierać się na tym samym schemacie. To nie jest jedyne skojarzenie, ale innych tytułów nie wymienię, bo są zbyt znane i z automatu zepsułabym niespodziankę tym, którzy mają szanse na obejrzenie filmu w niewiedzy.

Co więc tak mocno spodobało mi się w tym obrazie jeśli nie element zaskoczenia? Ano wszytko:)

Z miejsca w oczy rzuca się artystyczne podejście twórców do swojego projektu. Dołożyli wszelkich starań, aby wszystko się ze sobą zgrywało. W obrazie dominuje biel. Może to jakaś alegoria do niewinności, a może przypadek, ale wygląda to bardzo 'sterylnie'.

widzę widzę

Filmowe tło nie jest upchane jakimiś niepotrzebnymi elementami, mamy tylko trzech aktorów na pustej scenie- ja przynajmniej tak to odebrałam. Wszytko skupia się więc na nich. Tu potrzeba było solidnie dopracowanego scenariusza i jeszcze lepszego aktorstwa. Nie wiem, czy występujący tu odtwórcy trzech głównych ról mają jakiś dorobek aktorski na koncie, ale chce wierzyć, że nie bo wszyscy wypadają niespotykanie 'świeżo' i naturalnie.

Tak jak wspomniałam, głównej zagadki domyśliłam się ekspresowo, ale nie znaczy to, że twórcy nie włożyli starań w to by widza wyprowadzić w pole. Starali się, ja sama momentami miałam wątpliwości i chciałam zarzucić swoją tezę.

Fabuła skupia się na relacji między matką a synami. A w zasadzie z jednym synem, bo z drugim z jakiś przyczyn nie chce gadać. To tym bardziej podkręca podejrzenia chłopców. I podejrzenia widza.

Nie bardzo wiemy, jak ta historia się zaczęła. Jesteśmy jakby w jej środku. Gdzie jest ojciec dzieciaków? Dlaczego matka była w szpitalu? Czemu tak negatywnie zachowuje się wobec swoich synów? Wszytko powoli się wyjaśnia, choć na wystawienie kawy na ławę musicie poczekać do finału.

W miedzy czasie będzie na co popatrzeć, bo matka, którą twórcy starają się postawić w roli oprawcy wkrótce staje się ofiarą. Przywiązana do łóżka próbuje przekonać synów, że jest tym za kogo się podaje.

widzę widzę

widzę widzę

Finał przyniesie nie tylko niespodziankę dla tych, którzy nie zwąchali pisma nosem, ale też popis bardziej brutalny w formie. Cały film pokazuje przemoc psychiczną, ale tam gdzie przemoc psychiczna prędzej czy później dochodzi do przemocy fizycznej i to też będziecie mieli okazję zobaczyć.

Lubię taki minimalizm w formie, zwłaszcza jeśli przepych i efekty ustępują miejsca na rzecz treści. "Widzę, widzę" zdecydowanie nie należy do kategorii filmów o niczym. Można się tu doszukać drugiego dna jeśli tylko zepnie się szare komórki. Dodatkowo sprawnie gra na emocjach, spełniając swoją rolę jako kino grozy, może nie horror, ale thriller z pewnością.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

to coś:7

Oryginalność:6

70/100

W skali brutalności: 3/10

wtorek, 21 lipca 2015

 Musarañas (2014)

musaranas

Montse cierpi na poważną agorafobię. Od lat nie wychodzi z domu, gdzie prowadzi skromną szwalnie. Mieszka wraz z siostrą, którą wychowywała od momentu śmierci matki wraz z ojcem do chwili, gdy ten zaginął w wojenne zawierusze.

Agorafobia to nie jedyny problem jaki trapi starą pannę. Wyraźnie bolesne przejścia z przeszłości wpędziły ją w religijny fanatyzm, który odbija się na jej relacjach z otoczeniem, szczególnie z młodszą siostrą.

Pewnego dnia na klatce schodowej kamienicy, gdzie mieszkają kobiety dochodzi do wypadku. Ich sąsiad, przystojny Carlos spada ze schodów, łamie nogę i traci przytomność. Montse zaciąga go do swojego domu by się nim zaopiekować. Opieka szybko przeradza się w coś więcej, niestety nie będzie miło, ani romantycznie.

"Musaranas" to debiut trojga Hiszpanów. Dla fanów horrorów z tych okolic nie powinno być zaskoczeniem, że jest to debiut bardzo udany.

Film łączy w sobie elementy dramatu psychologicznego, thrillera i horroru. Z każdego z tych gatunków biorąc co najlepsze.

Akcja osadzona jest w Hiszpanii w latach '50. Stąd dużą uwagę poświecono stylizacji scenografii, kostiumom i ogólnej charakteryzacji. Efekt jest bardzo dobry.

W rolę Montse wciela się urodziwa hiszpańska aktorka, którą pamiętam z filmu "Apartament" należącego do cyklu "Filmy, które nie dadzą ci zasnąć".

Już w przeszłości pokazała dobry warsztat jednak rola Montse wymagała znacznie większego wysiłku włożonego w odegranie warstwy dramatycznej.

musaranas

To na złożonej psychologii postaci zbudowany jest cały filmowy pomysł.Mimo iż przyczyny choroby Montse nie są jakimś novum to sposób w jaki zostały wykorzystane do nakręcenia spirali szaleństwa całkowicie rozgrzesza z przewidywalności.

Nasz bohaterka pokazuje szaleństwo już od pierwszych scen, gdzie widzimy jak katuje swoją siostrę za to iż ta wybrała się na przechadzkę z kolegą. To bardzo szybka i efektowna akcja choć cały obraz szaleństwa składa się raczej z drobnych przesłanek tworzących przerażającą całość niż z takich szybkich eskalacji.

Jak wspomniałam w domu Montse pojawia się mężczyzna. Jakimś cudem rozbudza w tej zimnej jak głaz kobiecie nieznane jej dotąd uczucia. Ta sytuacja przypomniała mi nieco scenariusz "Wstrętu" gdzie główna bohaterka podobnie jak Montse popada w obłęd, boi się wyjść z domu i odczuwa wręcz paraliżujący lęk przed rodzajem męskim. Mimo to jeden samiec zwraca jej uwagę co doprowadza do wewnętrznej walki i pogłębienia się psychozy. Tak jak u Montse.

musaranas

Ta bohaterka mając w swoim domu, w swoim łóżku przystojnego, rannego mężczyznę chce go zachować dla siebie. Początkowa nieufność przeradza się w drapieżną pożądliwość. Tu mamy akcje rodem z "Misery", ale nie tej filmowej, raczej lajtowej, lecz tej książkowej.

W tym wszystkim mamy jeszcze jej młodziutką, niewinną siostrę. Chyba największą ofiarę. Jej zachowanie w finałowych scenach może nie być do końca zrozumiałe dla widza jednak , cóż, taka wizja.

musaranas

Tak przechodząc płynnie od dramatu przez thriller trafiamy do świata horroru. Finałowe sceny to nieoczekiwany popis gore. Twórcy nie popadają jednak w skrajności i dbają o podtrzymanie warstwy dramatycznej dzięki czemu bezgłowe zwłoki i nogi przyszyte do łóżka robią jeszcze większe wrażenie, bo tak jakby nie przystają do tej opowieści.

Kino nieoczekiwanie solidne jak na debiut.

Twórcy niby nie pokazują tu nic nowego, bo motywy wykorzystane w filmie pojawiały się już wcześniej, zarówno na ekranie jak i horrorach powieściowych, ale mimo wszytko ogląda się to z rosnącą trwogą i zdziwieniem. Do tego jest jeszcze ciekawy klimat, czemu przysłużyła się dbałość o szczegóły i bardzo emocjonalną grę aktorską.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

To coś:7

Oryginalność:6

71/100

W skali brutalności:3/10

piątek, 17 lipca 2015

KRÓL HORRORU - NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI

# PART3


"Moim zdaniem królem horroru nie może być nikt inny jak Tobin Bell. Jest to niezwykle utalentowany 72 letni aktor .Swoją karierę zawodową zaczął w 1972 ,grając niewiele znaczące role. Dopiero w 1995 roku wcielił się w role inteligentnego seryjnego zabójcy William'a Lucian Morrano ,który prowadzi morderczą grę między agentem FBI Shelby Younger oraz policjantem Cole`m Greysonem .Już w tej produkcji filmowej odkrywa przed widzami swoją mroczną stronę. Udowadniając nam ,że świetnie odnajduje się w tematyce horroru. Film ten stanowił zaledwie zapowiedź jego 'tryunfu' w tym gatunku. Serią produkcji z jego udziałem w roli głównej okazała się
być „Piła” ,którą zapoczątkował świetny reżyser James Wan w 2004 roku. Bell wcielił się tam wpsychopatycznego geniusza nazywanego "Jigsaw". który jest bardzo inteligentny a jego zbrodnie są swego rodzaju zagadkami.Jigsaw, mistrz makabry i autor napawających przerażeniem, skomplikowanych gierw każdej serii powraca z nowymi tajemniczymi 'zagadkami' dla swoich ofiar.
Nic w tym dziwnego,że „Piła” zyskała wiele fanów, nie tylko ze względu dopracowanej fabuły,makabrycznym krwawym sceną lecz także świetną grą aktorską głównego bohatera ,który zdaje się być idealnym kandydatem do tej roli. Choć ma jak wspomniałam 72 lata to wcale nie wychodzi z formy lecz przeciwnie ,to właśnie jego wygląd wzbudza u widza tajemniczość , strach lęk czy nawet grozę. Grane przez niego filmy stają się być intrygujące. Inspirują w pewien sposób nowych reżyserów filmów grozy czy też kreują jego następców.
Podsumowując , według mnie osobą ,która zapoczątkowała kino horroru i grozy jest
Tobin Bell.
Uważam ,że posiada niezwykłe umiejętności aktorskie , osobowość oraz 'duszę' artysty. Jego wygląd głos ,który przyprawia mnie o dreszcze i ciarki powodują ,że tak bardzo uosabia KRÓLA tego gatunku jakim jest Horror."

tobin bell

Marta

09:53, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2015

Das Experiment/ Eksperyment (2001) vs

The Experiment/ Eksperyment (2010)

eksperyment

eksperyment

Dwa filmy opowiadające praktycznie tę samą historię.

Pierwsi byli Niemcy. Oliver Hirschbiegel w dwutysięcznym pierwszym roku stworzył, podstawie głośnej książki, "Black box," film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Wydarzeniami mającymi miejsce za oceanem w latach 70. Amerykańscy twórcy zazdrośnie patrzyli na sukces filmu, który sprawił iż Hollywood zwróciło uwagę na twórce "Komisarza Rexa" i po kilku latach pracował on już przy kasowych produkcjach w USA.  Swoim zwykłym zwyczajem wykupili prawa do filmu i nakręcili swoja wersję.

Dziś porównam obydwie produkcje. 

Fabuła jest w zasadzie jedna i ta sama: Grupa śmiałków połakomiła się na udział w eksperymencie psychologicznym za godziwe wynagrodzenie. Miał on trwać 14 dni, a sprawa polegała na symulowaniu życia więziennego i obserwacji zachowań społecznych w dwóch sytuacjach: gdy badany jest więźniem pozbawionym praw obywatelskich, wtrąconym za kraty i zdanym na łaskę władz, oraz gdy badany jest strażnikiem więziennym z praktycznie nieograniczoną władza nad podopiecznymi. Po przeprowadzeniu wstępnych badań śmiałkowie zostali przydzieli do grup więźniów lub strażników.

eksperyment

W obydwu filmach skupiamy się na głównym bohaterze. W wersji niemieckiej jest on dziennikarzem, który bierze udział w eksperymencie by zdobyć materiał do reportażu.

Nie od dziś wiadomo, że eksperymenty na ludziach budzą dużą krytykę społeczeństwa.Dlatego też zazwyczaj wieści o badaniach nie ogłasza się wszem wobec, raczej werbuje się ochotników wśród studentów 'za punty' do egzaminu. Mało kto porywa się też na badania wychodzące po za obręb laboratorium gdzie najłatwiej manipulować zmiennymi i kontrolować metodologię. Jednak nie zawsze.

Niektórzy ryzykują dla nauki i to właśnie te eksperymenty przynoszą najciekawsze wyniki i oburzają społeczeństwo. Chyba każdy słyszał o słynnym eksperymencie Milgrama z 'rażeniem prądem' mającym badać wpływy autorytetów na jednostkę. To były lata '60 ,a naukowca 'zainspirowały zbrodnie wojenne', a raczej zachowanie ludzi wobec autorytetów nakazującym im łamanie praw człowieka. Wyniki były 'porażające': Zawieście na moment koncepcje winy i kary, powiedzcie człowiekowi, że 'może', a w większości przypadków bezrefleksyjnie uczyni krzywdę drugiemu człowiekowi żeby się przypodobać, żeby wypełnić swoją role.

W przeszło dziesięć lat później inny psycholog, Philip Zimbardo, autor wielu interesujących publikacji z dziedziny psychologi społecznej, analizujących ciemną stronę ludzkiej natury podjął się eksperymentu bardzo podobnego. Tu też skupił się na pełnieniu ról społecznych. Wybrał  za cel sprawdzenie do czego zdolni są ludzie by wypełnić narzuconą rolę. Jak wtłoczenie w daną funkcję społeczna zmienia człowieka.

eksperyment

Wybrał badanych, którzy nie mieli kryminalnej przeszłości, nie wykazywali skłonności do agresji i przydzielił im zadania. W piwnicy uniwersytetu stworzono więzienie i wtrącono tam ludzi. Pieczę nad nimi sprawowali reprezentanci drugiej grupy badawczej, strażnicy. Eksperyment przerwano w połowie. Reszta to już historia.

W pierwszej wersji filmu, jak wspomniałam, skupiamy się na postaci reportera, który niemal od początku trwania eksperymentu, od chwili, gdy został utytułowany więźniem numer 77 dążył do buntu. Wydaje mi się, że początkowo robił to by uatrakcyjnić zebrany materiał, żeby więcej 'się działo', jednak z czasem przyjął on role obrońcy praw więźniów, przerażonego tym do czego zaczął zmierzać eksperyment.

W remake, w którym główną postacią jest były opiekun DPS od początku mamy do czynienia z człowiekiem hołdującym zasadom humanizmu. W główna rolę, więźnia 77 wciela się tu mój ulubieniec, Adrien Brody. Moim zdaniem wypada on na ekranie lepiej niż jego niemiecki odpowiednik, ale warsztatowo obydwaj panowie są okej.

eksperyment

Charakterystyczni są też przedstawiciele straży więziennej. Niemiecka produkcja postawiła na sportretowanie ich tylko i wyłącznie w warunkach eksperymentu. Nie wiemy jak wyglądało codzienne życie najgorszego z klawiszy i jego przybocznych. Chyba amerykanie wyczuli w tym miejscu potencjał i postanowili poświęcić trochę taśmy tej kwestii:

W Eksperymencie z 2010 najgorszym klawiszem okazuje się człowiek najbardziej niepozorny. Facet w średnim wieku, lubiący oglądać czarno białe melodramaty, całkowicie podporządkowany mamusi, z którą mieszka. Jego przemiana z sympatycznego i nieśmiałego Murzynka w rozwścieczonego 'Czarnucha' któremu staje w momencie, gdy dopuszcza się przemocy jest imponująca i najlepiej ukazuje wyniki eksperymentu. Władza, która nagle na niego spada powoduje odbicie palmy, po prostu. Klawisz zostaje utytułowany Kapitanem przez innych strażników po tym jak zaimponował im metodykom postępowania z więźniami. A wszytko dzięki własnym doświadczeniom w byciu ofiarą. Nikt nie będzie lepszym oprawcą niż ktoś, kto wcześniej był ofiarą. Facet wykorzystał dokładnie to czego sam doświadczył w życiu: upokorzenie.

eksperyment

Ciekawym typkiem jest też rozrywkowy młodzian, którego początkowo wytypowałam na największego skurwiela. Jego głównym celem jest zamaskowanie własnych homoseksualnych skłonności, co nie znaczy, że nie próbuje się po cichu wyżyć angażując w to podległych.

W wersji oryginalnej nie pojawia się wątek seksualnej przemocy, a  miała ona miejsce w Stanford. Ciekawostka dla fanów "Wikingów":  tle jako klawisz przemyka też 'Ragnar Lodbrok', jako postać z dalszego planu ;)

Każdy z filmów w znaczącym stopniu odbiega od prawdziwej historii, ale wcale nie mam o to pretensji. Jeśli miałbym powiedzieć, który z filmów bardziej sprawę przejaskrawia to postawiłabym na wersje niemiecką. To co dzieje się w finale jest już całkowitym apogeum, może trochę do przesady, ale nie mnie oceniać. Zarówno w jednym jak i w drugim filmie będą ofiary w ludziach. W eksperymencie Zimbardo nikt nie zginął.

Polecam obydwa filmy, bo jakoś znacząco nie odbiegają od siebie poziomem. Amerykanie starają się być bardziej klarowni natomiast Niemcy efektowni. Co kto lubi. Dla mnie obydwie wersje są interesujące.

Filmy poruszają bardzo ważny temat. Robią to w sposób dosadny i bezkompromisowy. Pokazują jak niewiele czasem potrzeba by z człowieka zrobić bydle. Mam tu na myśli zarówno więźniów, jak i strażników.

Ktoś komu przydzielono daną rolę potrafi w nią wejść bardzo szybko i nie zawsze chce z niej rezygnować. Okrzyk Klawisza z wersji amerykańskiej "To wszytko co mamy nie możecie nam tego zabrać" dosadnie pokazuje jak władza zmienia człowieka. Jak bardzo się w niej rozsmakowuje i nawet jeśli jest tylko iluzją to będzie się jej trzymał pazurami.

eksperyment

Co się tyczy więźniów niektórym bardzo łatwo jest odebrać godność. Szybko poddają się roli byleby przetrwać. Rezygnują z praw. Inni będą walczyć i gotowi będą się poświęcić w imię zasad. Sposób w jaki ukazuje to film, którykolwiek z nich,  mocno wali w głowę, więc musicie się przygotować na sporą dozę brutalności.

Moja ocena:

Eksperyment (2001):7/10

Eksperyment (2010):8/10

wtorek, 14 lipca 2015

KRÓL HORRORU - NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI

# Part 2

Czyli kolejna porcja Waszych odpowiedzi w sprawie króla horroru:

 

"Dlaczego króla, a nie królową miałyby mieć horrory?

Feministycznie niech będzie trochę - na tron Elżbieta Batory.
Z pozoru fajna, wyluzowana, rzec można, że spoko babka, 
lecz razu pewnego, na tafli zwierciadła odbiła się ,,kurza łapka,,
Więc dawaj, w te pędy do kosmetyczki, znanej w okręgu Doroty,
bo dziś kurza łapka, jutro sieć zmarszczek i widmo okropnej brzydoty.
Dorotka, wiadomo, w tych czasach na topie każdy doradca być musi
Kardashian pomogło, wiec poleciła ''lifting vampirzy" Elusi.:)
Dlaczego wybrałam akurat Elżbietę? Z dwóch powodów - po pierwsze,jej historia jest tragiczna,ponieważ najpewniej została w całą akcję z kąpielami we krwi wrobiona przez ludzi rządnych korzyści materialnych. I to już jest straszne, dla kobiety, która przed oszczerstwami wysoko sytuowanych osób nie potrafiła się obronić. Powód drugi -jej mroczna  legenda, bazująca na odwiecznym babskim lęku przed starością, brzydotą, przemijaniem. W oparciu o prozaiczny tak na prawdę powód powstała  mroczna opowieść, która przetrwała wieki.  Bo dla kobiety zmarszczki mogą być prawdziwym horrorem:)
Kinga też lubię, ale on mało wie o tym co tak naprawdę przeraża kobiety;)"

elżbieta bathory

Pati
18:12, ilsa333
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 lipca 2015

Ciemność płonie - Jakub Ćwiek

ciemność płonie

Młoda przerażona dziewczyna puka do drzwi jednej z katowickich parafii. Uciekła przed ciemnością, ciemnością, która płonie, jak mówiła. Naćpana? Szalona? Opętana? By dowiedzieć się co spotkało Natalię należy udać się na katowicki dworzec i poznać historie kilku mieszkających tam bezdomnych. Dworzec to jedyne bezpieczne miejsce dla 'wybranych", tylko tam mogą się schronić przed płonąca ciemnością.

Kiedy myślimy o bezdomnych koczujących w dworcowych podziemiach mamy na myśli śmierdzących meneli, którzy przegrali swoje życie, często na własne życzenie, nie rzadko z przyczyn od nich niezależnych. Szukają tam schronienia przez zimnem w grudniową noc, przed wyrostkami penetrującymi ciemne bramy w celu 'skopania żula'. Nikomu chyba nie przychodzi do głowy by spojrzeć na ich los z innej perspektywy.

Jakub Ćwiek, autor powieści "Ciemność płonie" posłużył się wątkami paranormalnymi ubarwiając tym samych 'dworcowe historie'.

W moim odczuciu motyw ciemności, która wybiera osoby, które chce pochłonąć zmuszając ich tym samym do tułaczki na dworcu- jedynym bezpiecznym miejscu gdzie nie ma dostępu - jest metaforą. Jest metaforą wszystkiego tego, co spycha ludzi na margines.

W ciemności, każdy z bohaterów tkwiących na dworcu widzi co innego. Dla każdego ciemność jest czymś innym. W przypadku jednego z bohaterów ma twarz mężczyzny, którego zabił w młodości w przypływie furii.

Najważniejsze to nie dać się pochłonąć.

Pewnego wieczoru młoda studentka spotyka na przystanku mężczyznę. Ten odbiera jej coś, o czego istnieniu nawet nie wiedziała. Jest to moneta z wizerunkiem katowickiego dworca. Od tamtej pory Natalia nie jest już bezpieczna. Ciemność wdziera się do jej mieszkania, a jedynym ratunkiem jest ucieczka na dworzec.

Zwyczajna dziewczyna ląduje w podziemiu dworca i tam poznaje jego stałych rezydentów, miedzy innymi pisarza, który skrzętnie spisuje wszystkie dworcowej historie ,tym samym będąc skarbnicą wiedzy o ludzkich losach i ich spotkaniach z ciemnością.

Nikt nie wie jak to się zaczęło, ani jak się skończy. Grupa wybrańców wie tylko tyle, że po zmroku nie wolno im opuszczać dworca.

ciemność płonie

Natalia staje się jedną z nich.

Cała powieść Jakuba Ćwieka stanowi relacje z kilku dni, a raczej nocy, przeplatana retrospekcjami dotyczącymi przeszłości bohaterów.

Warstwa paranormalna jest tu zaledwie zasygnalizowana. Autor nie skupia się na niej. W tym przypomina mi to nieco prozę Kinga. Zjawisko paranormalne, jako pretekst do poruszenia zwyczajnych kwestii. Robi tu za siłę napędową akcji, ale nie jest w niej najważniejsza. Przynajmniej nie dla mnie. Być może dlatego, że z miejsca zinterpretowałam sobie zjawisko ciemności po swojemu, właśnie jako symbol.

Nie da się ukryć, że powieść wciąga. Sama przeczytałam ją bardzo szybko. Jest sprawne napisana, nie brakuje tu napięcia i rozwagi w tworzeniu świata przedstawionego. Jest też świetny wyjściowy pomysł: Paląca ciemność i grupa bezdomnych ścigana przez nią. Każdy z nich miał swoje życie, bardziej lub mniej poukładane, jednak pewnego dnia każdy z nich poczuł na sobie palący wzrok ciemności. Z jakiś powodów sprytny, widmowy demon zainteresował się właśnie nimi i doprowadził ich życie do ruiny. Nie wszyscy rodzą się ze 'szczęśliwą monetą' i nie mają okazji widzieć ciemności.

Czy nie brzmi to bardzo metaforycznie;)?

Jakby nie spojrzeć na powieść Jakuba Ćwieka jest ona warta uwagi, jako zwykły horror, ciekawa opowieść o losach społecznych wygnańców i jako historia z drugim dnem.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN


sqn


sobota, 11 lipca 2015

The Drownsman (2014)

drownsman

Madison po feralnym podtopieniu w czasie imprezy nabawiła się poważnych rozmiarów hydrofobii. Teraz nie jest w stanie znieść choćby widoku wody, a kontakt z nawet najmniejszym akwenem przyprawia ją o paniczny strach.

Fobia rozwinęła się na tyle, że Madison musi nawadniać się, dożylnie bo nawet wypicie szklanki wody jest dla niej niemożliwym wyzwaniem.

Jej przyjaciółki rozżalone jej stanem postanawiają zastosować terapię szokową. Nie wierzą dziewczynie, która twierdzi iż prześladuje ją 'coś nie z tego świata' i każdorazowo gdy zbliża się do wody ów byt zagraża jej życiu. Jak się wkrótce okaże Madison nie jest wariatką, a 'Topielec' faktycznie istnieje.

"The Drownsman" to dość klasyczny slasher nakręcony przez Kanadyjczyków o niewielkim doświadczeniu. Podobnie jak to było np. w "Koszmarze z ulicy wiązów" antybohater jest tu postacią o nadnaturalnych zdolnościach. Fizycznie od dawna nie żyje jednak w jakiś sposób potrafił zachować swoją życiową energię i potrafi ją obudzić by dalej czynić zło. Przewodnikiem, czy też wrotami do świata żywych jest dla niego woda. Z jakiś powodów, które widz pozna mniej więcej w połowie filmu uparł się na Madison i doprowadził ją do psychicznej ruiny.

drownsman

Gdy jej przyjaciółki interweniują  organizując 'spotkanie przy wannie' ten zwraca się przeciwko nim. W tym momencie rozpoczyna się klasycznie slasherowa sekwencja mordów na niewiastach. Kobiety giną kolejno, a jako że specjalnością naszego mordercy jest topienie każda z nich ginie w wodzie. Tu bywa całkiem zabawnie:) Jedna z dziewczyn znika w zlewie, inna w niewielkiej plamie wody rozlanej na biurku. Trzeba przyznać, ze efekty są tu dobre. Ogólna oprawa wizualna jest zacna. Uwagę przykuwa wnętrze lochu naszego antagonisty, gdzie za czasów swojej świetności topił młode kobiety. On sam wygląda dość przeciętnie jednak twórcy postawili na nastrój tajemnicy, więc mało kiedy możemy oglądać oblicze mordercy w pełnej klasie.

drownsman

Pochwały kończą się gdy weźmiemy pod lupę scenariusz. Pomysł na hydrofobie jest całkiem fajny, ale trudny. Trudny z tego względu, że wymaga zbudowania pewnych zasad na jakich funkcjonuje osoba taką fobią ogarnięta. Twórcy bardzo się rozpędzili czyniąc z Madison osobę, która nie może znieść widoku deszczu, nie może się nawet napić, co więc z kąpielą? Przez cały film zastanawiałam się na tym. Może przeciera się mokrymi szmatkami, które ktoś dla niej przygotowuje. Ale ile można tak żyć i nie zacząć mimo wszytko cuchnąć? Co z włosami? Przecież je też trzeba myć. Twórcy całkowicie olewają tę podstawą kwestię.

Slasher nie jest gatunkiem słynącym z ogólnie przyjętej logiki, oferuje nam jednak coś na jej kształt, tworzy własne zasady. W przypadku tego filmu bardzo tego brakuje. Antybohater też zadaje się nie mieć żadnych ograniczeń co też burzy wizję.

Pierwszą połowę filmu oglądałam zastanawiając się nad aromatem głównej bohaterki, zaś w drugiej zaczęłam się powoli wyłączać. Nie wiem, może znudziły mnie moje rozważania, a może burdel w scenariuszu przerósł moje możliwości pojmowania? Druga połowa filmu to już jedno wielkie zamieszanie, eskalacja efektów i wyścig nonsensów.

Wydawać by się mogło, że slasher jest jednym z najłatwiejszych podgatunków horroru, ale i on ma swoje wymogi. Niestety w mojej ocenie "Drownsman" o nich nie pamięta.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:4

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 10 lipca 2015

Geoul sokeuro/ Lustro (2003)

lustro

Młody policjant i mistrz strzelectwa w jednej osobie odchodzi ze służby po tym, jak przyczynił się do śmierci partnera. Co często jest mu wypominane, popełnił gafę strzelają w lustrzane odbicie napastnika zamiast w niego samego.

Teraz obejmuje posadę szefa ochrony w budynku galerii handlowej, gdzie prezesem jest jego wuj.

Galeria ma wyjątkowego pecha, bo tuż przed otwarciem doszło w niej do poważnego pożaru, w którym zginęło kilka osób w tym jedna z bliskim współpracownic dyrektora. Teraz przy ponownej próbie otwarcia galerii dochodzi do kilku kolejnych bardzo tajemniczych zgonów. Woo Yeong-min wierzy, że ma to związek z lustrami umieszczonymi w budynku, jednak detektyw prowadzący sprawę szuka bardziej przyziemnych przyczyn śmierci pracowników. Kto ma rację?

lustro

Z zamiarem odświeżenia sobie koreańskiej, czyli oryginalnej, wersji "Luster" nosiłam się już od jakiegoś czasu. Recenzując remake "Lustra" i ich sequel cały czas miałam w pamięci fakt iż pierwotny pomysł na ten film podobał mi się dużo bardziej. Nikogo, kto czytuje moje wypociny nie powinno to dziwić, bo wprost przepadam za koreańskim kinem grozy. "Lustro" też bardzo przypadły mi gustu choć one nie do końca są typowym reprezentantem koreańskich udziwnień fabularnych.

lustro

Film jest bardzo składny i logiczny. Nie epatuje tak nachalnie efektami jak remake Aji, ani nie trąci banałem jak sequel remake, choć w przypadku tego drugiego pojawia się tam wspólny wątek.

Tak na dobrą sprawę można powiedzieć, że oryginale "Lustro" łączą w sobie fabułę remake i sequelu i oczywiście dodają coś od siebie, mianowicie bardzo mocny element psychologiczny, który najsilniej daje o sobie znać w piorunującym finale. Tak, finał jest praktycznie identyczny z tym, który widzieliście w remake, a jednak lepszy.Dlaczego? Być może dlatego, że koreańskiemu twórcy lepiej udało się zbudować klimat. Nie napierdzielał po oczach brutalnością i nie posiłkował się tandetnymi jump scenkami. Miał inny pomysł na zaprezentowanie warstwy paranormalnej, czyli tego na czym skupił się później Aja i inny sposób na zbudowanie warstwy kryminalnej, którą tak uprościł twórca sequelu.

lustro

W moich oczach oryginał jest lepszy, choć zakładam, że antyfani skośnego kina będą się czepiać zbyt wolno prowadzonej akcji, czy dość specyficznego kontekstu kulturowego. Myślę, że warto sprawdzić na własnej skórze, chociażby z ciekawości, dla porównania.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

to coś:7

Oryginalność:7

70/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 09 lipca 2015

Bhoot Returns (2012)

bhoot returns

Rodzina Taruna, jego żona i dwoje dzieci przeprowadzają się do nowego domu. Poprzedni lokatorzy wyparowali, zniknęli w niewyjaśnionych okoliczność. Już od pierwszych dni po przeprowadzce córka Taruna i Namraty zaczyna wspominać o wyimaginowanej przyjaciółce o imieniu Shabbu. Nikt nie wierzy, że Shabbu może istnieć, a tym bardziej, że może stanowić zagrożenie dla całej rodziny.

Długo omijałam ten film. Omijałam go z tej prostej przyczyny, że nie miałam jeszcze okazji obejrzeć dobrego horroru made in India. Próbowałam, kilkakrotnie dawałam szansę równym produkcjom z tamtych rejonów, ale jak do tej pory każdy okazywał się ogromnym rozczarowaniem. Bollywood chyba po prostu nie czuje klimatu grozy.

"Bhoot Returns" nie zmienił tego poglądu, choć chciałabym by było inaczej. Liczyłam na to ponieważ reżyser horroru kilka lat wcześniej oczarował mnie swoim filmem "Nishabd". To jedyny film z tamtych rejonów, którzy mi się podobał.  Niestety serwując horror pokazał, jak bardzo nie radzi sobie z estetyką grozy.

Po pierwsze mamy tu bardzo wtórną historię. Rodzina przeprowadza się do okazałego domu, gdzie najmłodsze z dzieci zaprzyjaźnia się z duchem. Każda próba pozbycia się Shabbu z wyobraźni, jak sadzą rodzice , dziecka kończy się zamachem na domowników.

bhoot returns

Ile było już takich filmów?Praktycznie większość współczesnych ghost story bazuje na tych samych motywach. Jak już mówiłam, jestem w stanie wybaczyć mało oryginalny pomysł, jeśli przekona mnie realizacja.

Sposób w jaki prezentuje się "Bhoot Returns" nie przekona nikogo. Jedyną grupą docelowa jaka przychodzi mi w tym momencie go głowy są miłośnicy amatorszczyzny na każdej możliwej płaszczyźnie w programach typu "Trudne sprawy".

Aktorstwo jest poniżej wszelkiej krytyki. Nie mamy tu wielu bohaterów, bo pewnie trudno było znaleźć w agencji większą ilość tak wyjątkowo nieuzdolnionych ludzi.

Myślę, że nikt nigdy nie rozpisał im dialogów i lecieli na  żywioł, bo tylko taka sytuacja wyjaśniałaby sypanie tak niedorzecznymi tekstami... Dziecko mówi matce, że ma 'nową przyjaciółkę', matka wpada w furie i odpowiada sześciolatce, że ją zabije. O co chodzi? To ledwie początek filmu, Shabbu jeszcze nie zdążyła zrobić nic, co mogłoby wywołać u matki groźbę pozbawienia życia kierowaną do własnego dziecka.

Jeśli jesteśmy przy dziecku, to warto się tu na moment zatrzymać. Mała odtwórczyni roli Nimmi jest na serio dobra. Nie gra zbyt świadomie, ale kwestie wkładane w usta sześciolatki są dużo bardziej przemyślane niż to co wygadują dorośli z jej otoczenia. Młodej nie uda się jednak uratować tego filmu, ale można ją potraktować jako światełko w tunelu. Finałowa scena też poświęcona jest jej i dzięki temu istnieje szansa, że w tej ostatniej minucie ktoś uśmiechnie się do tego pomysłu.

bhoot returns

Prowadzenie kamery w "Bhoot Returns" jest co najmniej dziwne. Niby wygląda to jak film kręcony z ręki, ale żaden z bohaterów nie wciela się tu w rolę kamerzysty. Nie wiem, może duch robił tu za operatora?

Jeśli idzie o operowanie grozą, to widać tu kompletny brak czucia. Twórcy rzucają na lewo i prawa najróżniejszym dźwiękami, które mają wypłoszyć widza, wstawiając je zupełnie nie adekwatnie do rozgrywającej się na ekranie sytuacji. Wszytko jest za głośnie, zbyt nachalne zbyt nadużywane. Shabbu wydaje dźwięki przypominające muczenie krowy domagającej się wydojenia, efekt jest na prawdę śmieszny.

Jeśli mam być boleśnie szczera to powiem, że ten film mnie po prostu załamał. Nie wiem, jak dotrwałam do końca. Przed ekranem trzymała mnie chyba tylko chęć opowiedzenia Wam o tej "Trudnej Sprawie".

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Walory techniczne:2

Aktorstwo:3

Zaskoczenie:3

Zabawa:3

Oryginalność:4

to coś:3

33/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 06 lipca 2015

KRÓL HORRORU - NAJCIEKAWSZE ODPOWIEDZI # Part 1

Opublikowałam już dwie zwycięskie odpowiedzi na pytanie konkursowe, kto Waszym zdaniem jest królem horroru. Teraz czas na inne Wasze odpowiedzi:

"Bardzo trudne zadanie, bo ciężko jest wybrać "króla horroru" spośród grona wszystkich artystów tworzących tego typu rozrywkę, tym bardziej, gdy do wyboru ma się przedstawicieli różnych profesji. Nasuwa się więc pytanie, czy należy wybrać autora, który w swym dorobku ma najwięcej dzieł tego rodzaju, tego, który powszechnie cieszy się największą popularnością wśród fanów, czy też kogoś, kto może nie jest zbyt rozpoznawalny i znany szerokiemu gronu odbiorców, ale w swojej karierze zrobił coś wyjątkowego, co przeszło lub kiedyś przejdzie do historii i stanie się prawdziwym klasykiem w swym gatunku. Postawię na tę ostatnią opcję i wybiorę twórcę, czy też raczej dwóch, którzy będąc debiutantami nie tylko stworzyli horror, który w mojej ocenie jest najstraszniejszym filmem, jaki dane mi było zobaczyć, ale na jego przykładzie pokazali, że w świetnym horrorze nie trzeba wcale epatować krwią, przemocą i makabrą. Mowa tu o duecie: Daniel Myrick i Eduardo Sánchez. Są to twórcy paradokumentalnego horroru "Blair Witch Project", filmu pozorowanego na prawdziwy materiał znaleziony w lasach Blair, którego autorami była trójka studentów szkoły filmowej, mająca za zadanie nakręcenie filmu o legendarnej wiedźmie grasującej w owych lasach. To, co jest największą siłą tej produkcji, to fakt, że nic strasznego tak naprawdę nie zostało w niej pokazane, a mimo to potrafi ona mocno przerazić. To, co w czasie oglądania tego obrazu wywołuje gęsią skórkę u widza, to niezwykły klimat oraz przekonanie (jeżeli ogląda się go po raz pierwszy), że pokazany materiał to autentyk. Dziś co prawda wiele osób chcących sięgnąć po ten tytuł pewnie będzie już wiedziało, z czym mogą mieć do czynienia. Ale oglądając ten film w roku jego premiery, poprzedzonej niezwykle pomysłową kampanią reklamową, można było doświadczyć czegoś, czego wcześniej w kinie grozy jeszcze nie było. Myślę, że dzięki pomysłowi na tak minimalistyczną w formie produkcję, a co za tym idzie bardzo skromnemu budżetowi, oraz oryginalnej promocji owego przedsięwzięcia, duet Daniel Myrick i Eduardo Sánchez mogą być uznawani przynajmniej za jednych z wielu królów horroru, bo za sprawą swojego nowatorskiego dzieła pokazali, że prawdziwie przerażający horror wcale nie musi wyglądać tak, jak tysiące innych produkcji tego rodzaju."

myrick sanchez

brazowy_jenkin

08:11, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lipca 2015

Carrie (2002)

carrie

To już chyba ostania z istniejących, przynajmniej na tę chwilę, adaptacji debiutanckiej powieści Stephena Kinga.

Została wyprodukowana dla telewizji, a jej twórcami są osoby, które zasłynęły ze współpracy przy takich produkcjach jak seriale "Hannibal", "Herosi",czy "Tajemnice Smallville".

Pisałam już o książce, o adaptacji De Palmy i o readaptacji z 2013 roku. Legenda głosi, że "Carrie" 2002 miała być pilotem serialu, ale nie wiem ile w tym prawdy, bo film trwa ponad dwie godziny i zawarta w nim została cała książkowa historia. Jest też jedyną wersją "Carrie", która niemal kurczowo trzyma się literackiego pierwowzoru, czyli jest czymś, co pokochają ortodoksyjnie fani prozy króla.

Osobiście nie jestem filmem zachwycona. Na pierwszym miejscu stawiam adaptację De Palmy. Telewizyjna "Carrie" jest jak dla mnie nazbyt rozwleczona.

Fabuła filmu osadzona jest w czasie, już po 'wybuchu' Carrie na wiosennym balu. Jesteśmy świadkami przesłuchania Sue na komisariacie, gdzie stróże prawa próbują rozstrzygnąć jak doszło do całe katastrofy.

carrie

Dzięki retrospekcjom poznajemy historię, która zaczęła się szesnaście lat wcześniej, kiedy to Margaret White powiła swoją jedyną, niezwykłą córkę.

W każdym z do tej pory nakręconych filmów pomijany jest obraz dzieciństwa Carrie, jej słynna przygoda z deszczem kamieni spadającymi na dach jej domu i przeżycia z matką.

Następnie po krótkiej przerwie na 'przesłuchanie' wracamy do śledzenia losów Carrie tym razem już będącej nastolatką. Tu mamy to co zwykle, pierwszy okres, upokorzenie związane z reakcją rówieśniczek na panikę Carrie, pomysł Sue z wypożyczeniem Carrie chłopaka na bal.

carrie

Jeśli chodzi o walory produkcji to zachwyciła mnie obsada. Uważam, że Angela Bettis pasowała do roli Carrie bardziej niż jakakolwiek z aktorek obsadzana w tej roli. Z resztą powiedzmy sobie szczerze, Bettis słynie z ról dziwaczek, weźmy choćby "May". Miłym zaskoczeniem okazała się też odtwórczyni roli Kris, którą możecie kojarzyć z remake "Wzgórza mają oczy". Odegrała postać stosownie śliczną i wredną. Dała radę.

carrie

Tu muszę na moment wrócić do niesławnej readaptacji z ostatnich lat: Kris z wersji z 2013 roku podobała mi się chyba najbardziej ze wszystkich, taki mały plusik dla tej nieszczególnie udanej produkcji.

Co mi się nie podobało po za długością filmu? Prowadzenie kamery. Gdybym dostała operatora na odległość dubeltówki to bym go postrzelił między oczy. Kadry są zrobione tragicznie. Miałam wrażenie, że film kręcono jakąś starą wersja srajfona gdzie ustawienia zoomu działają tyle o ile.

Większość scen, gdzie kamera powinna zmienić kąt kręcenia, oddalić się nieco kręcone są na jakimś nienaturalnym zbliżeniu. Praktycznie nie można zobaczyć tła, bo cały kadr zajmuje obsada, która z resztą ledwo się tam mieści. To bardzo męczy oko i irytuje widza.

Kolorystyka obrazu była jakaś nienaturalnie blada, jakby kompletnie źle ustawiono oświetlenie. Nie wiem, może ja dorwałam jakąś posraną wersję w której ktoś nakręcił ekran telewizora telefonem, bo taki właśnie efekt otrzymujemy. Już nawet nie zwróciłam uwagi na efekty, bo tak mnie to wytrąciło z równowagi.

Cóż, film ma swoje zalety: Bardzo dużą uwagę przywiązano do scenariusza, dopełniono go w każdym calu. Dialogi były rozpisane bardzo dobrze, powiem więcej lepiej niż we wszystkich innych "Carrie". Obsada też jest na szóstkę, ale na miły bóg, czemu ten film trwa tak długo i czemu kamerzysta ucina aktorów i nie daje zaznać jakiejś przestrzeni między 'figurami'?

Ta wersja "Carrie", jak i wszystkie inne znajdzie swoich zwolenników, to pewne, ja nadal wolę wersję De Palmy.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:4

Walory techniczne:3

Aktorstwo:8

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 04 lipca 2015

Demonic (2015)

demonic

John'a nawiedza duch jego zmarłej matki. W związku z niepokojem jaki wzbudzają w nim te wizje godzi się na pomysł seansu spirytystycznego. Grupa młodzików, w tym John, obiera na cel owiany złą sławą dom, w którym doszło do pamiętnej masakry. Młoda dziewczyna o imieniu Martha zarąbała tam swoich przyjaciół, a wieść niesie iż uczyniła to zgodnie z demonicznym rytuałem. Początkującym 'łowcom duchów', którzy towarzyszą Johnowi i jego dziewczynie, Michelle bardzo podoba się pomysł zbadania tego miejsca i próby nawiązania kontaktu z zaświatami.

demonic

Nie mogę zbyt wiele powiedzieć o twórcach tego horroru. Nie kojarzę ich zupełnie, ale kto zwróciłby na nich uwagę skoro na plakacie drukowanymi literami wymienione jest nazwisko Jamesa Wan'a jako producenta? Przyznam, że i na mnie zadziałał ten tani chwyt marketingowy i skłonił mnie do zapoznania się z z historią opowiedzianą w "Demonic".

Film wykorzystuje konwencje para dokumentu jak i klasyczny sposób kręcenia. Amatorka kamera latająca po ścianach wykorzystywana jest w sekwencjach retrospekcji. Zaś bieżące wydarzenia, warstwa bardziej kryminalna niż paranormalna, kręcona jest klasycznie.

Fabuła zaczyna się od... środka wydarzeń. Do starego domu wezwana zostaje ekipa detektywów, którzy otrzymują zgłoszenie o kolejnej masakrze w feralnym domu. W środku zastają urodzaj trupów i jednego przerażonego ocalałego, właśnie John'a.

Po wstępnym rozeznaniu okazuje się, że dwie osoby są zaginione, Mischelle- dziewczyna Johna i Bryan 'przywódca' łowców duchów i jednocześnie jej ex boyfriend. Zanim widz zapozna się z wydarzeniami w opuszczonym domu relacjonowanymi przez Johna a także odtwarzanymi z uszkodzonych dysków 'łowców duchów' będzie obserwować działania policji w próbach dojścia do prawdy.

demonic

Brzmi to dość chaotycznie i tak też niestety wygląda. Myślę, że twórcy celowo chcieli skołować widza takimi zabiegami z czasem akcji, aby ten nie domyślił się głównej filmowej 'intrygi'. Niestety, przynajmniej w moim przypadku, prawda szybko wydała mi się oczywista to też finał, którzy miał zwalić z nóg, który dodatkowo podkreślono stosownym efekciarstwem nie zrobił pożądanego wrażenia.

Jak to zazwyczaj bywa dużo bardziej przypadły mi do gustu fragmenty kręcone 'po ludzku' niż te w konwencji found footage, które to mają tu być głównym sprawcą przerażenia. Mamy tu sporo skocznych scen, targanie po podłodze, rzucanie ludźmi po ścianach itp. Dla mnie trochę wiało nudą.

Co mnie mile zaskoczyło, aktorstwo było bardzo przyzwoite. W roli przesłuchującej Johna psycholog dostaliśmy Marię Bello. Mile zaskoczył mnie odtwórca roli Johna, jego filmografia naprawdę nie budzi wielkich nadziei, a zagrał zaskakująco przekonująco. Ta dwójka w moich oczach zasłużyła na szczególne wyróżnienie, choć cała reszta towarzystwa też sprawdza się dobrze.

demonic

W mojej ocenie "Demonic" to dość przyzwoity film. Myślę, że miał większe ambicje niż wskazuje końcowy efekt, ale i tak większość widzów, szczególnie tych oglądających horrory 'od święta' powinna być zadowolona.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

58/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 02 lipca 2015

Reversal aka Bound to Vengeance (2015)

reversal

W piwnicy pewnego domu przetrzymywana jest młoda dziewczyna. Skuta łańcuchami Eve stałą się ofiarą porwania i jest przetrzymywana przez seksualnego dewianta od pół roku.

Pewnego dnia, gdy oprawca przychodzi do niej z jedzeniem, dziewczynie udaje się go obezwładnić (przy pomocy cegły) i wydostać się z lochu.

Szukając kluczyków do vana dziewczyna znajduje zdjęcia kilku młodych kobiet, w tym swoje. Dziewczyny są ponumerowane. W tym momencie Eve postanawia, że nie zwieje cichaczem lecz zmusi swojego oprawce by uwolnił resztę dziewczyn, które w tym momencie przeżywają to, co ona jeszcze niedawno.

"Reversal" to horror zaskakujący pomysłem. Nie zaczyna się od porwania, punktu kulminacyjnego nie stanowi eskalacja przemocy wobec ofiary, nie wiemy czego się spodziewać po zakończeniu.

Zaczyna się w momencie, gdy większość horrorów torture porn przeważnie się urywa. Wszyscy twórcy skupiają się raczej na standardowym planie wydarzeń. W przypadku tego filmu jest inaczej. Można by go podciągnąć pod nurt rape and revenge, ale tu też nie do końca pasuje, bo nie mamy tu brutalnych scen gwałtu, ani sprawnego widowiska brutalnej zemsty.

Nie wiemy co tak naprawdę przeszła Eve w piwnicy domu Phila. Możemy się tylko domyślać na podstawie migawek wspomnień i na podstawie tego, co nasza bohaterka widzi w czasie akcji ratowniczej pozostałych dziewcząt: Gwałcone, głodzone, skute łańcuchami i innym osprzętem, przerażone, obłąkane. 

Eve przystawia swojemu oprawcy broń do głowy i zmusza go by wybrał się z nią na przejażdżkę. Phil ma wskazać jej miejsca przetrzymywania pozostałych dziewczyn.

reversal

Antybohater usilnie jej to 'odradza' mówiąc 'one nie są takie jak ty'. I faktycznie, akcja ratunkowa nie przebiega tak, jak można by się spodziewać... Niektóre zawarte tu wydarzenia mogą zszokować, ale nie jest ich tyle bym zaczęła odradzać ten film wrażliwcom. Jest agresja, jest widoczny kontekst przemocy seksualnej, ale tak na prawdę twórcy obchodzą się w widzem bardzo delikatnie i nie narażają go na emocjonalną katorgę.  Bardziej chcą straszyć tematem niż sposobem jego zaprezentowania.

reversal

Dominuje ciemna kolorystyka, wszechobecny brud i zaschnięta krew. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się pod osłoną nocy, dopiero w finale wschodzi słońce, a na nasza bohaterkę spływa coś w rodzaju objawienia. 

"Reversal" to film o dylemacie między zemstą a zadość uczynieniem.

Eve przez cały film mierzy się z chęcią zarąbania swojego oprawcy, z drugiej strony wie, że jeśli to zrobi nie uda jej się pomóc pozostałym porwanym. Jej siłą i determinacja są zadziwiające, zważywszy na jej przeżycia wręcz niewiarygodne i zakładam, że widzowie też nie do końca będą wstanie przyklasnąć takiej postawie. To słaby punkt tego pomysłu.

Jest szansa, że dzięki dużej dynamice przedstawionych zdarzeń widzowie nie będą zwracać zbytniej uwagi na psychologiczny aspekt sprawy i przyjmą wszytko tak jak jest powiedziane. 

Jeśli chodzi o dodatkowe plusy to na pewno na korzyść wypada filmowa muzyka, przeważnie stare rockowe kawałki. Plus także za obsadę.

Czy polecam? Polecić mogę, ale bez zachwytu.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Oryginalność:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

To coś: 5

57/100

W skali brutalności:3/10

środa, 01 lipca 2015

WYNIKI KONKURSU!

Dwie książki ufundowane przez wydawnictwo Videograf trafiają do: Kamila i 'Ewekop'

Ewkop:

"Po przeczytaniu tematu konkursu od razu wiedziałam kogo chcę opisać. Przez głowę przemknęło mi jeszcze kilka innych nazwisk, lecz kurczowo uczepiłam się tego jednego. Wypisałam wszystkie argumenty przemawiające za słusznością mojej decyzji i doszłam do wniosku, że choć zawsze uważałam tę osobę za wybitną i niezwykle uzdolnioną, to dodatkowo teraz mogę jej przypisać etykietkę ,,króla horroru".
Moim zdaniem na miano ,,króla horroru" zasłużył polski malarz Zdzisław Beksiński. Charakterystyczną cechą jego malarstwa jest turpizm, przedstawienie postaci ludzkiej w sposób zdeformowany, zniekształcony. Wystarczy spojrzeć na dowolny jego obraz, by poczuć lekki niepokój.
Kolekcję dzieł Zdzisława Beksińskiego miałam okazję po raz pierwszy zobaczyć w Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie. Byłam tam na wycieczce szkolnej w gimnazjum. Pamiętam, jak ogromne wrażenie wywarły na mnie obrazy Beksińskiego - były zarówno piękne, jak i przerażające. Z początku spodziewałam się nudnej, nieciekawej kolekcji, a tymczasem miło się zaskoczyłam. Wszyscy przyznawali, że obrazy są niesamowite, jednak baliby się mieć jeden z nich w domu.
Jego malarstwo kojarzy się odbiorcom z okrucieństwem i brutalnością. Jednak, sam Beksiński podkreślał, że nie jest ono wyrażeniem jego niespełnionych upodobań, a jedynie odzwierciedleniem obrazów powstających w jego głowie. Uważam, że jest to główny powód, dla którego został przeze mnie okrzyknięty ,,królem horroru". Malarz miał ogromną wyobraźnię, namalował wiele obrazów, z których każdy był inny, a równocześnie tak samo przerażający. Chodzi mi o to, że Beksiński wciąż potrafił zaskakiwać widza. To nie był jeden, dwa czy trzy obrazy, którymi zyskał popularność, ale cała masa dzieł, które coraz bardziej napawały lękiem.
Dodatkowo osobę malarza zawsze otaczała aura tajemniczości. Jego żona zapadła na chorobę, w wyniku której zmarła, a jego syn, Tomasz, popełnił samobójstwo. Sam artysta został zamordowany przez swojego pracownika, który zadał mu siedemnaście pchnięć nożem. Możliwe, że mrok w jego sztuce kładł się cieniem na jego życiu osobistym. Myślę, że warto przyjrzeć się jego dziełom i historii, a potem samemu wyrobić sobie opinię.
Podsumowując, Zdzisław Beksiński miał nadzwyczajny talent we wzbudzaniu u czytelnika podskórnego niepokoju. Moim zdaniem jest nie tylko ,,królem horroru", lecz także królem w swojej dziedzinie."

beksinski


Kamil:

"Kto jest mistrzem horroru według mojej skromnej osoby? Chciałoby się krzyknąc, że S. King. Ale nie tym razem. Może i jest (na pewno jest!) to autor, który ma miejsce w poczecie ludzi wybitnych jednak książki nie potrafią przerazić tak jak film. I o reżyserze, scenarzyście chciałem napisać. Dwa słowa - David Lynch. Nietuzinkowy, genialny w swoich pomysłach, nierozumiany (nawet przeze mnie do końca) a do tego mistrz ukazywania nam, że rzeczywistość w której żyjemy jest snem lunatyka. Nie wiem czemu takie akurat określenie przyszło mi do głowy. Lynch nie epatuje potworami z szafy czy rzeźnikami za rozwieszonym prześcieradłem :) Lynch gra na pierwotnych lękach. Jego filmy po prostu zajebiście oddają to o czym inni boją się mówić. A do tego boją się tego! (wiem masło maślane) Tabu, które łamie właśnie w jakiś sposób mnie fascynuje. Nawet nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, że gdy zobaczyłem na twoim blogu wzmiankę o konkursie to napiszę o Lynch'u. Miałem wiele osób na myśli w tamtej chwili ale Lynch naszedł mi dopiero po głębszym zastanowieniu. Może na tym to polega? Może rzeczywiście świat w jakim żyjemy to tylko sen lunatyka?"

lynch

18:10, ilsa333
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 czerwca 2015

OSTATNI DZIEŃ KONKURSU

Przypominam, że jutro upływa termin nadsyłania zgłoszeń na KONKURS

Mistrzowie ostatniej, chwili do działa! Piszcie na adres biblia_horroru@o2.pl kto i dlaczego wg. Wa jest królem horroru. Na zwycięzców czeka "Miasteczko" i "Zabij mnie tato"

18:10, ilsa333
Link Dodaj komentarz »

Poltergeist/ Duch (2015)

poltergrist

Pięcioosobowa rodzina Bowen'ów z powodu problemów finansowych zmuszona jest przeprowadzić się na tanie osiedle domów jednorodzinnych, gdzie zamiast urokliwych parków za horyzontem widać jedynie słupy wysokiego napięcia.

Na domiar złego w miejscu, gdzie zbudowano domy niegdyś mieścił się indiański cmentarz, a wszyscy chyba wiemy co dla Amerykańskiej rodziny oznacza osiedlenie się w takim miejscu;)

poltergeist

Niebawem strapiona familia będzie musiała zmierzyć się z przybyszami z zaświatów, którzy najpierw nawiązują kontakt z ich najmłodsza córką Maddy, a później porywają ją ... w głąb szafy.

Kolejny remake. Tym razem na patelni wylądował kultowy "Poltergeist" wyprodukowany w latach osiemdziesiątych przez Stephena Spielberga i nakręcony przez Tobe'iego Hoppera. Jacyś zupełnie nie znani mi Panowie sowicie podlali temat oliwą,wrzucili na  duży ogień i smażyli aż wysmażyli z klasycznego "Ducha" cały klimat podając nam tym samym jakiś spalony zuzel.

Astronomiczny budżet w większości przeznaczono na efekty specjalne, które to mają zastąpić widzowi brak oryginalności - kto by od remake oczekiwał oryginalności? Ha! Zdarzały  się w remake'ach innowacje, lepsze lub gorsze ale się zdarzały - W przypadku "Poltergeista" innowacja polega na wycięciu z filmu tego, co dobre ;)

Fabuła jest niemal identyczna. Wszystko zaczyna się od przeprowadzki w feralne miejsce. Najpierw pojawiają się drobne przesłanki, że coś jest nie tak. Dwójka najmłodszych dzieci zwraca na to uwagę rodziców jednak ci ignorują to zajęci problemami finansowymi.

Mała Maddy gada z telewizorem, a starszy Griffin toczy zaciekłą walkę z zabawkami ukrytymi w jego pokoju. Eskalacja następuje pewnej burzowej nocy, gdy dzieci zostają same w domu.

Tu twórcy mogli zaszpanować budżetem. Ożywające drzewa, czy demoniczne postaci wyłaniające się z odmętów szafy. Zabrakło jednak mojej ulubionej sceny z 'tornadem' szalejącym w pokoju najmłodszej pociechy.

poltergeist

Podobała mi się natomiast jedna z wcześniejszych scen kiedy Maddy gadając z telewizorem przykłada rączkę do ekranu, a po drugiej jego stornie kilka istot robi to samo. Efekt jest bardzo ciekawy, ale wcale nie trzeba oglądać całego filmu, żeby zobaczyć tę scenę, wystarczy trailer:)

Nowi twórcy to i nowa obsada. W zasadzie nie mam co do niej większych zarzutów po za jednym bardzo konkretnym skierowanym w najważniejszą postać. Odtwórczyni roli Maddison to wyjątkowo niemrawe dziecko i wszystko co jej poprzedniczka robiła z lekkością jej przychodziło z wielkim bólem a efekt był o wiele gorszy.  

poltergeist

Podobał mi się odtwórca roli ojca rodziny, Sam Rocwell i dwie starsze pociechy, szczególnie Griffin.

W zasadzie nie widzę sensu w polecaniu komukolwiek tego filmu. No, może osobom lubiącym dużo efektów, więcej efektów i jeszcze więcej efektów. Podejrzewam, że film nie przypadnie do gustu żadnemu miłośnikowi oryginału, a zadowoli jedynie tych, którzy oryginału nie widzieli lub za nim nie przepadają.

Czy jestem rozczarowana tym filmem? Zdecydowanie nie. Właśnie takiego obrazu się spodziewałam. O zgrozo. 

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:3

Oryginalność:3

To coś:5

47/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl