What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
wtorek, 31 grudnia 2013

Abandon/ Porzucona (2002)

porzucona

Katie to niezwykle ambitna studentka ostatniego roku finansów. Wydarzenia z przed roku, czyli zniknięcie jej byłego chłopaka Embriego, zaczynają ponownie dawać o sobie znać w niekoniecznie odpowiednim momencie. Zaginęcie rozwydrzonego gówniarza bardzo interesuje policjanta Wade'a, a tymczasem Katie nie daje sobie rady z kolejnymi obowiązkami, rozmyślając o tym jak Embrie mógł ją porzucić...

porzucona

Pod koniec seansu z tym filmem mignęła mi przed oczyma informacja, że powstał on na podstawie książki. Nie udało mi się znaleźć takiej info na FW, a pamięć moja krótka i zawodna, więc nic Wam więcej w tym temacie nie powiem.

"Porzucona" to obraz balansujący między dwoma gatunkami: Dramat i thriller. Jego twórca zgarnął dwie ważne nagrody na scenariusz filmu "Traffic" i teraz zajął się nie tylko scenariuszem, ale i reżyserią.

Jego największym błędem było zaangażowanie do głównej roli Katie Holmes. Jej kreacja aktorska na kilometr zaśmierdziała mi "Jeziorem marzeń".

porzucona

Tak jakby przy wyborze aktorki kierował się dwoma kryteriami: ma mieć na imię Katie i mieć na koncie rolę sieroty z prowincji. Podobną drogę na skróty podjął przy roli drugoplanowej angażując do roli policjanta aktora, który słynął już z odgrywania funkcjonariusza prawa.

Holmes nie umiała zagrać przytłaczającego ją kryzysu nerwowego, ani hardości, którą miała prezentować w czasie jednej z pierwszych rozmów z policjantem, oraz przy rozmowie kwalifikacyjnej. Radziła sobie tylko wówczas, gdy sytuacja wymagała od niej zrobienia miny cielaka, czy ucieleśnienia pokrzywdzenia.

Abstrahując od obsady, wszytko inne w tym filmie było ok.

Scenariusz z pomysłem, ale bez jakiejś szczególnej głębi, choć cały zamysł oparty jest na koncepcji wyciągniętej z nurtu psychoanalitycznego. Wszystkiego można się domyślić, co wcale nie znaczy, że tak będzie w przypadku każdego widza.

porzucona

Bardzo podobała mi się ciemno niebieska tonacja zdjęć i ogólny sposób prowadzenia kamery. Oprawą muzyczną zajął się Clint Mansell, co jest jednoznaczne z tym, że będzie ona bardzo dobra.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła: 8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 30 grudnia 2013

April fools day/ Prima aprilis (1986)

prima aprilis

"Prima aprilis" mimo fabuły utrzymanej w konwencji slashera kategoryzowany jest jako thriller i czarna komedia.

Grupa przyjaciół zostaje zaproszonych przez szkolną koleżankę do domu jej rodziców położonego na odludnej wyspie. Muffy pragnie ugościć swoich ziomków jak najlepiej, jednak impreza zaczyna zmierzać w złym kierunku. Jeszcze w drodze zdarza się pierwszy wypadek. W dalszej części filmu trup ścieli się gęsto.

prima aprilis

Pierwsze spotkanie widza z tym obrazem powinno wiązać się ze sporym zaskoczeniem. Twórcy filmu mimo iż czerpią pełnymi garściami z 'obozowego' horroru w stylu "Piątku 13ego", "Uśpionego obozu", czy "Podpalenia" szykują dla widza sporo ambitniejszych rozwiązań. Warto doczekać finału tej historii. Może nie jest on tak szokujący jak w "Uśpionym...", ani tak pokomplikowany jak w "Upiornych urodzinach" to zaskakuje i daje uzasadnienie dla kilku rodzącym się w czasie seansu wątpliwości.

prima aprilis

Minusem jest małe nagromadzenie krwawych scen. Prawdopodobnie dlatego obraz został wykolegowany z grona slasherów. Zabójstw jest masa, ale tak naprawdę nie widzimy żadnego z nich. Sposób budowania napięcia jest bardzo 'niezrównoważony'. Przez duża część filmu śledzimy rozwój akcji w napięciu- większym lub mniejszym, jednak niekiedy akcja zwalnia do takiego stopnia, że może zdarzyć się ziewnąć.

prima aprilis

prima aprilis

Nie jest to znowuż wielka zbrodnia ze strony filmu, bo cały czas towarzyszy nam klimat filmów grozy z lat 80: Dom na odludziu, las, jezioro, poboczne perypetie młodych, średnio rozgarniętych ludzi. Muzyka momentami bardzo przypomina ścieżkę z "Koszmaru z ulicy wiązów".

Polecam, ale nie gwarantuje mocnych wrażeń, raczej dobrą rozrywkę.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:9

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:7

73/100

W skali brutalności:3/10

niedziela, 29 grudnia 2013

Kuroyuri dacnchi/ Kompleks (2013)

kompleks 2013

Asuka, młoda uczennica szkoły medycznej wraz z rodzicami i młodszym bratem przeprowadza się do dzielnicy blokowisk. Tam w ciasnym mieszkanku wiedzie z rodziną tylko pozornie normalne życie. Dzielnica czarnych lilii ma nieciekawą opinię. Asuka zaczyna dostrzegać subtelne sygnały zwiastujące, że coś tu jest nie tak. Słyszy dziwne odgłosy, nad ranem budzi ją ostry dźwięk budzika sąsiada, którego nigdy nie spotkała, na podwórzu poznaje małego chłopca bawiącego się samotnie w piaskownicy, jej rodzice każdego dnia wygłaszają te same kwestię, jakby nie dostrzegając zmian wokół siebie.

Ucieszyłam się na wieść o nowym filmie Hideo Nakaty. Twórca filmu "The ring", który tak na dobrą sprawę zapoczątkował światowy bum na azjatyckie kino grozy tworzy dalej.

Jego nowy obraz poniekąd łączy w sobie to, co znamy i lubimy w japońskich horrorach z tym co przemycili do niego twórcy amerykańskich remake.

Fabuła nie jest tak poplątana jak w pierwszym "The ring", jednak nie brakuje jej tajemniczości, przynajmniej przez pierwszą połowę filmu.

kompleks 2013

kompleks 2013

Nie jest też klasyczną opowieścią o duchach, choć operuje wszystkimi typowymi dla niej przymiotami. Jest tu znacznie więcej psychologii wykładanej w bardzo przejrzysty sposób.

Niemal wszystkie opowieści o duchach skłaniają nas do podejrzenia, że wszystko zaczyna się od poczucia winy, Złe emocje dają energię nadprzyrodzonym bytom, a ich pogrążone w depresji ofiary są łatwym kąskiem. W filmie Nakaty jest to jasno pokazane. Może nazbyt jasno?

Finalnie rozwiązanie zagadki nie jest zaskakujące. Wszystko to już było, przez co możemy zacząć podejrzewać Nakate o wypalenie zawodowe. Chyba, że wszystkie zbieżności z jego poprzednimi tworami odbierzemy jako ukłon w ich stronę.

kompleks 2013

"Kompleks" okazuje się być  przyjemnym skośnym straszakiem. Nie ma niestety takiej mocy jak niegdysiejsze filmy z kraju kwitnącej wiśni, nie mniej jednak ogląda się go przyjemnie.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:7

Zaskoczenie:4

Napięcie:6

Aktorstwo:6

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

Zabawa:7

62/100

W skali brutalności: 1/10

piątek, 27 grudnia 2013

The Fourth Kind/ Czwarty stopień (2009)

czwarty stopien

Dr. Abbey Tyler pracuje jako psychoterapeuta na odległej Alasce. Dopiero próbuje podźwignąć się z traumy, jaką wywołała w niej tragiczna i niejasna śmierć męża. Kobieta próbując sobie wszytko poukładać postanawia kontynuować pracę badawczą męża, mimo, iż nie ma bladego pojęcia czego ona tak naprawdę dotyczy. Równocześnie prowadzi terapię kilku pacjentów mających problemy ze snem. Szybko zaczyna wiązać problemy ludzi z Nome ze śmiercią swojego męża. Odpowiedź na rodzące się pytania nie jest ani prosta, ani łatwa do zaakceptowania.

czwarty stopien

"Czwarty stopień" w moim mniemaniu jest jednym z najciekawszych filmowych ofert jeśli chodzi o współczesne kino poruszające kwestię przybyszy z kosmosu. Wcale nie trzeba się tymi sprawami interesować, aby wkręcić się w jego fabułę.

Tytuł thrillera nawiązuje of course do czterostopniowej skali dotyczącej spotkań z obcymi. Czwarty stopień to ingerencja o największej sile. Chodzi tu o uprowadzenie.

Abbey Tyler odkrywa, że problemy jej pacjentów mogą mieć z tym związek. Do wniosku tego dochodzi powoli i niechętnie, co doskonale wpisuje się w nastrój tajemnicy wokół przedstawionych wydarzeń.

czwarty stopien

Jest sporo mocnych scen, szczególnie mam tu na myśli seanse hipnozy, podczas których przerażeni pacjenci powoli przypominają sobie o nocnych gościach. Podobnie jak to było w przypadku "Wspólnoty" pojawia się tu motyw sowy.

czwarty stopien

Nic tu nie jest jasne. Możemy mieć wątpliwości zarówno względem zdrowia psychicznego głównej bohaterki jaki i kondycji psychicznej wyznawców teorii o uprowadzeniach. Szczególnie rozwiązanie zagadki śmierci męża może nas skłonić do podejrzeń o to, że z Abbey coś nie bardzo jest w porządku. Po przeciwnej stornie stoją bardzo sugestywnie przedstawione faktomity na temat obcych. Jest nawiązanie do Sumerów, którzy najczęściej posądzani są o konszachty z obcymi. Są zniknięcia i niczym nieuzasadnione traumy po rzekomych nocnych spotkania. Wszystko to, po to, aby wprowadzić widza w jak największą konsternację i nie podsuwać mu łatwych odpowiedzi.

Aktorstwo stoi na bardzo wysokim poziomie. W roli głównej mamy Milę Jodovic, którą bardzo lubię jako aktorkę. Drugoplanowi aktorzy, szczególnie pacjenci bardzo dobrze dają radę.

czwarty stopien

Jedyne, co mnie w tym filmie wkurzyło to nachalne starania twórców byśmy, biedacy, uwierzyli, że mamy tu do czynienia z prawdziwą historią. Są bardzo wiarygodni. Zgromadzone materiały wypadają elegancko i pomysłowo - szczególnie materiał z talk show, w którym bierze udział Abbey wile lat po ty,m co spotkało jej bliskich. Jednak wszytko to jest picem na wodę i co do tego nie ma złudzeń.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:10

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

84/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 26 grudnia 2013

Burning/ Podpalenie (1981)

podpalenie

"Podpalenie" to niskobudżetowy, kanadyjski camp slasher, który powstał w rok po sukcesie pierwszej odsłony "Piątku 13ego". W realizacji filmu wzięło udział wielu zdolnych filmowców, obraz trafił na sławetną listę viedo nasty, a mimo to dziś jest obrazem dość zapomnianym.

podpalenie

Na obozie "Czarna stopa" dochodzi do 'wypadku', którego ofiarą pada surowy nadzorca obozu. Grupa chłopaczków chcąc go porządnie nastraszyć ostatecznie prawie doprowadza go do śmierci. Cropsy jednak pokonał żywioł ognia i po pięciu latach powróci, aby szukać zemsty i siać mord w szeregach obozujących tam dzieciaków.

podpalenie

Jak widać, od początku wiemy, kto jest, czy też kto będzie sprawcą tragedii. Tu nie spodziewajcie się żadnych niespodzianek. Niewątpliwym plusem jest to, że nie mamy okazji zobaczyć okaleczonego oblicza Cropsiego - chociaż to pozostanie tajemnicą aż do finału.

Sceny zamachów na życia bohaterów często obserwujemy z jego perspektywy, patrzymy jego oczyma. To działa bardzo dobrze, bo nie każdy w życiu codziennym ma okazje kogoś zamordować, a tu dzięki ciekawemu chwytowi operatora mamy okazję poniekąd wcielić się w mordercę;)

Kolejną zaletą jest klimat filmu. Jeśli ktoś preferuje stare slashery nie powinien mieć najmniejszych problemów, żeby wczuć się w jego klimat.

podpalenie

podpalenie

W przeciwieństwie do chociażby "Upiornych urodzin", nakręconych w tym samym roku, groza objawia się tu w bezpośrednim rozlewie krwi, w scenach, w których wraz z mordercą obserwujemy z ukrycia naszą ofiarę.

podpalenie

Co do brutalności tego obrazu nie ma wątpliwości, jednak nie popada on w skrajność kina gore więc obrzydzenie raczej nam nie grozi. Fanów kina współczesnego sceny ataków na bohaterów mogą rozbawić, ale to jest kwestia stylu tamtych czasów, więc jeśli ktoś go nie lubi to po prosu nie powinien się za ten obraz zabierać.

Jeśli chodzi o napięcie to utrzymuje się ono na mniej-więcej tym samym poziomie.

"Podpalenie" to taki bardzo typowy reprezentant camp slasher'ów, kina grozy lat 80 i fanów takich obrazu z pewnością zadowoli.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła: 7

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:6

Klimat:9

Napięcie:8

Oryginalność:5

To coś:7

Zaskoczenie:4

70/100

W skali brutalności:6/10

Case 39/ Przypadek 39 (2009)

przypadek 39

Emily pracuje jako opiekunka socjalna. Specjalizuje się w przypadkach rodzicielskich zaniedbań. Pewnego dnia na jej biurku ląduje teczka z kolejną sprawą. Tym razem kobieta ma zbadać sytuację rodzinna dziesięcioletniej Lilith Sulivan. Mimo iż jest już przytłoczona nadmiarem obowiązków nie potrafi przejść obojętnie wobec potencjalnej tragedii jaka rozgrywa się w domu rodzinnym dziewczynki. Finalnie okazuje się, że jest gorzej niż sądziła. Rodzice Lilith nie tylko ją zaniedbują, ale chcą ją zabić. Emily rzuca małej koło ratunkowe nie wiedząc, że ten gest pociągnie ją na dno.

przypadek 39

W związku z tym filmem mam dość mieszane uczucia. Porusza on mój luby temat, czyli popieprzone, złe dzieci. Robi to w sposób w miarę umiejętny, lecz nie mogłam pozbyć się wrażenia wtórności tego, co widziałam na ekranie. Lilith, której imię ma nasuwać skojarzenia ze starym mezopotamskim demonem do złudzenia przypomina mi postać Delii z czwartej odsłony "Omena". Wyczułam też nawiązanie do postaci Samary Morgan, która też miała być demonicznym pomiotem z morskich głębin, o co posądzana jest Lilith.

Oglądając film po raz pierwszy obawiałam się, że zbytnio namieszają z postacią antybohaterki. Wyciągną z tekstów kultury jeden z najbardziej im odpowiadających wizerunków Lilith - a jest ich trochę- i zbudują na jej szkielecie nonsensowną przypowiastkę, gdzie wszytko w końcu staje się jasne, a pozytywna bohaterka nie posiadając żadnego przygotowania merytorycznego zgłębi tajemnice piekielnego ognia. Tak się na szczęście nie dzieje. Wątek religijny jest omijany szerokim łukiem, rzucony jako hasło i tyle w tym temacie.

przypadek 39

Dużo więcej jest tu wątków psychologicznych. Fabuła skłania się w stronę thrillera. Mocnych scen typowych dla horroru jest niewiele, chyba, że zaliczyć sceny finałowe, tak durne że pragnę je wymazać z pamięci. Na uwagę zasługuje piekarnik w domu Sulivanów, a w zasadzie jego nietypowa rola wychowawcza.

przypadek 39

To jeden z najmocniejszych momentów filmu. Inny moment, który zwrócił moją szczególną uwagę ma miejsce w drugiej połowie filmu kiedy Lilith znajduje się już pod opieka Emilly. Mam tu na myśli rozmowę małej z kolegą Emily, psychologiem, który miał wybadać, co siedzi w tym dziecku. Młoda aktorka (14letnia odtwórczyni roli Lilith) Jodelle Ferland zagrała tu wyśmienicie. Duży wachlarz emocji i jednoczesna precyzja.

przypadek 39

przypadek 39

Robi wrażenie, może nawet wzbudzić grozę. Ogólnie młoda jest dźwignią tego filmu, w przeciwieństwie do miałkiej, rozmemłanej Rene Zelveger, w roli Emily.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:5

To coś:7

Napięcie:8

Klimat:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:6

68/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Happy birthday to me/ Upiorne urodziny (1981)

happy birthday to me

Wszystko zaczyna się od zniknięcia jednej z uczennic elitarnej szkoły. Jej przyjaciele, tak zwana grupa dziesięciu wspaniałych nie są tym faktem szczególnie poruszeni, tylko Virginia próbuje dociec, co stało się z koleżanką. Dziwne wypadki i przypadki zbierają dalsze żniwo w szeregu 'wspaniałych'. Prawda o tym, kto jest za nie odpowiedzialny wyjdzie na jaw w czasie upiornego przyjęcia urodzinowego.

happy birthday to me

happy birthday to me

Kanadyjski slasher z lat '80 znajduje się w czołówce moich ulubionych produkcji. Zaraz obok "Uśpionego obozu" wyróżnia się zaskakującym finałem.

Ciekawe rozwiązania fabularne, zaskakiwanie widza, nigdy nie było nadrzędnym celem slasherów.

Niespodziankę w związku z tożsamością mordercy mamy w starym "Piątku 13ego", we wspomnianym "Uśpionym obozie", "April fools day" i właśnie w "Upiornych urodzinach". Reszta slasherów jest pod tym względem bardzo przewidywalna. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.

"Happy birthday to me" zasługuje na uwagę także ze względu na niewielką ilość krwawych scen- jak na swój podgatunek. Twórcy nie skupiali się na obrzydzeniu widza dużą ilością rozlewającej się posoki, centrum grozy kumulowali raczej wokół lęku przed nieznanym.

happy birthday to me

Pozwalali widzowi wierzyć, że już zna tożsamość mordercy, ba, jest pewien, po to by po chwili gwałtownie zmienić front. Na cały seans zdarzy się to kilka razy. Szczególnego nagromadzenia takich zwrotów doświadczymy w scenach finałowych na urodzinach Virginii. Niektórzy sądzą, że przez to film robi się przekombinowany, ale mnie akurat ta zmienność odpowiadała. Normalnie nudziłabym się obserwując kolejne morderstwa dokonane na biednych idiotach pchających się w łapy zabójcy.

Same morderstwa, cóż, pomysłowe, niektóre mają lekki zabarwienie komediowe (szaszłyk), ale nie jest to jakiś hardcore, jakiego mogą oczekiwać fani podręcznikowego slashera.

happy birthday to me

Ten horror odbiega trochę w stronę thrillera psychologicznego, a nastrojem momentami bardziej przypomina kryminał. Dobre to kino, myślę, że dużo osób będzie usatysfakcjonowane seansem.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Zabawa:8

Oryginalność:8

To coś:9

Zaskoczenie:10

79/100

W skali brutalności:4/10

niedziela, 22 grudnia 2013

Najlepsze horrory i thrillery

Przypominam Wam o małym projekcie, który ma na celu wyłonienie najlepszych filmów grozy, które powstały w 2013.

Szczegóły TU

Do tej pory swoje głosy oddaliście na:

1. Dark skies (3 głosy)

2. Połączenie (3 głosy)

3. Obecność (2 głosy).

4. House Hounting (2 głosy)

5. Stocker (2 głosy)

6. Polowanie na łowcę (1 głos)

7. Tragedia na przełęczy Dyatlova (1 głos)

8.World War Z (1 głos)

9. Labirynt (1 głos)


Możecie głosować na od jednego do trzech tytułów.

Ostateczne wyniki w nowym roku:)

14:07, ilsa333
Link Komentarze (6) »
czwartek, 19 grudnia 2013

Carrie - Stephen King

carrie recenzja

O Carrie White pisałam już przy okazji recenzji filmu z 1976 roku. Wspomniałam, że nie bardzo pamiętam fabułę książki na podstawie, której powstał, to też postanowiłam zabrać się do niej jeszcze raz - nie wiem nawet po ilu latach. Lekko licząc około dziesięciu, bo jazdę na Kinga miałam w okresie późnej podstawówki i gimnazjum.

Jak już wszyscy wiemy Carrie wychowuje się z szaloną mamusią, która chce ustrzec jedyna córę przez podszeptami szatana by na jej wzór i podobieństwo wiodła samotnicze życie wśród dewocyjnych przykazów i na przekór heretykom i prześmiewcom. Kiepsko kończy się to dla niej, dla jej córki i połowy miasta. Carrie bowiem wraz z pierwszą menstruacją odkrywa w sobie potężna moc telekinezy. Jej pierwszy i jedyny bunt przybiera postać masakry.

Postać jaką stworzył King różni się od filmowej wersji tej bohaterki. Pamiętam, że nieszczęsna Sissy Spacek budziła moje współczucie od samego początku. Czytając natomiast o tępej Carrie byłam jak najdalsza od takich odczuć. Głupota nigdy nie budziła we mnie empatii. Tak, szczególnie w początkowych fragmentach książki Carrie ukazana jest w takich sposób, aby czytelnik podzielał zadanie jej oprawców. Carrie, zasmarkana, baryłkowata debilka, która nie kojarzy połowy z tego co się do niej mówi, jest idealnym obiektem drwin ze strony szkolnych kolegów.

Poznając jej życie, jej psi los zaczynamy ją powoli usprawiedliwiać. Biedne dziecko, pomyślało mi się, w którymś momencie. King wykazał się tu niezłą przewrotnością.

Starał się ukazać tę historie z różnych perspektyw, toteż mamy tu punkt wiedzenia Kris, Sue, nauczycielki, najmniej do powiedzenia mam matka. Książka posiada również ciekawe tło obyczajowe. Literacki portret małego miasteczka i jego mieszkańców.

W powieści umieszczone zostały także przerywniki w postaci zeznań naocznych świadków masakry jakiej dopuszcza się telekinetyczna Carrie  kiedy puszczają jej nerwy, fragmenty prasowe, wypowiedzi specjalistów od TK i wiele wiele innych. Wszytko to, by uwiarygodnić historię szarej myszki z Chamberlain, która zmienia się w ryczącego lwa.

Zdecydowanie, od strony psychologicznej książkowa "Carrie" ma więcej głębi. W tym momencie wyparowało mi już z głowy zakończenie filmu, ale nie umieszczono tam chyba ostatniego spotkania Sue i Carrie. Jeśli nawet to zrobiono to w taki sposób, że wrażenie po nim dawno mi uleciało z głowy podczas gdy książkowy finał przechowałam w pamięci przez te dziesięć latek.

King pewnie puka się w tym momencie w głowę, bo Carrie przetrwała jako jedna z ważniejszych postaci popkultury i doczekała się kilku kinowych występów, nawet tegoroczny remake dowodzi sile tej postaci. A King podobno uważa że to jego najsłabsza książka:)


carrie recenzja

Moja ocena: 8/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

środa, 18 grudnia 2013

Open grave (2013)

open grave

Przerażony mężczyzna 'budzi się' w dole służącym za masową mogiłę. Nie wie gdzie jest, dlaczego tam jest, nie wie nawet kim jest. Z pomocą niemej Azjatki udaje mu się stamtąd wydostać. Trafia do domu pośrodku niczego, gdzie, po za jego wybawicielką, znajduje się kilkoro innych osób. Podobnie jak on nie mają pojęcia co się dzieje, a swoją tożsamość odkryli na podstawie porzuconych w domu dowodów tożsamości. Są pełni nieufności wobec siebie nawzajem, co szybko prowadzi do wzajemnych oskarżeń i obwiniania za porzucone w trupy. Zanim się wszystkiego dowiemy czeka nas pełna chaosu przeprawa przez wizję hiszpańskiego reżysera.

open grave

Film ma bardzo zastanawiający początek. Zastanawiający i efektowny (Nic przyjemnego obudzić się pośród cuchnącego truchła).

Od początku miałam swoje podejrzenia i poniekąd się one sprawdziły. Nie można jednak rzec, że to kolejne przewidywalne dzieło, które bazuje na kalecznych twistach fabularnych upychanych gdzie się da. Scenariusz jest dobrze przemyślany i przez lwią część filmu obserwowałam rozgrywające się na ekranie wydarzenia z rosnącą ciekawością.

open grave

Nasi bohaterzy zostali wrzuceni w środek jednej wielkiej niewiadomej. Nie dość, że nie wiedzą kim są, to jeszcze znajdują się w miejscu, którego po pierwsze, nie znają, a po drugie nie jest to przyjemna okolica. Pomijając trupiarnie w dole, to na całym terenie spotkać można porozwieszane eksponaty poszarpanych i pokrwawionych trupów. Przytwierdzone do pni, zwisające z gałęzi drzew. Chcąc się wydostać stopniowo odkrywają tajemnice tego, co było oraz mają coraz jaśniejsze podejrzenia co do tego, co może się jeszcze zdarzyć.

open grave

Nie zabraknie klimatu złowrogiej tajemnicy, a także mocniejszych i krwawszych scen.

Finałowe rozwiązanie zagadki jest bardzo, bardzo proste. Cóż... Nie mniej jednak ukazane w takiej, a nie innej formie zaskoczy i zadowoli - jak mniemam. Z czystym sumieniem polecam, szczególnie minimalistom, którzy gustują w raczej niejasnych sytuacjach, niż w prostym, tradycyjnym podejściu do tematu.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

Zaskoczenie:7

70/100

W skali brutalności: 3/10

wtorek, 17 grudnia 2013

Misery - Stephen King & Misery (1990)

misery

Chyba nikogo szczególnie nie zdziwię, jeśli napiszę, że bardzo lubię ekranizację powieści Stephena Kinga. Niekiedy nawet bardziej niż ich książkowe pierwowzory (np. "Lśnienie").

W przypadku "Misery" powieści wydanej w 1987 roku nie będę tak bezlitosna dla króla. Mimo, iż oscarowy film z 1990 roku jest bardzo, bardzo dobry to powieść bije go na głowę.

Paul Sheldon to poczytny pisarz romansideł o Misery, które przyniosły mu sławę i pieniądze. Teraz zapragnął napisać coś mniej komercyjnego, ale bardziej ambitnego. W celu ukończenia swojej nowej powieści udał się do ulubionego zajazdu w górach Colorado. Uczciwszy ukończenie powieści szampanem rusza w drogę powrotną do domu i  niemal ginie w wypadku. Z wraku jego samochodu wyciąga go jego 'najzagorzalsza fanka' Anne Wilkes, ex pielęgniarka, miejscowa persona non grata. Zabiera go na swoją farmę, gdzie pisarz przeżyje najgorsze momenty w swoim życiu.

misery

W filmowej wersji stopniowo poznajemy zamiary szalonej Anne, która postanawia więzić Paula tak długo, aż ten ukończy nową książkę. Książką tą ma być "Powrót Misery", bo 'przebrzydłe ptaszysko' ośmieliło się uśmiercić piękną Misery w poprzedniej powieści. Zmusza go do spalenia maszynopisu 'ambitnego dzieła', żeby nie miał wątpliwości co do wartości 'prawdziwej literatury, tj. literatury o Misery. Jego nogi są połamane, a Annie dodatkowo łamie mu je w kostkach. Dużo krzyczy i planuje wspólne samobójstwo.

Wszytko to choć brzmi i wygląda groźnie,  jest niczym w porównaniu z historią książkową. Film wygląda przy niej najwyżej jak dramat psychologiczny.

misery

Książka to prawdziwy masakrator złudzeń względem losu pisarza. Zamiast złamania w wyniku wypadku mamy zmiażdżenie. Anne natomiast nic mu nie łamie za to amputuje, a rany przypala- zdecydowanie najmocniejszy fragment powieści. Serwuje Paulowi silne leki, od których ten bardzo szybko się uzależnia i tym sposobem staje się bezwładną marionetką w jej rękach. Zmusza go do picia mydlin, zamyka w piwnicy, morduje na jego oczach młodego policjanta, przy użyciu niekonwencjonalnego środka zaradczego na intruzów na jej terenie.

Filmowa Anne mimo rewelacyjnej kreacji aktorskiej Katie Bates nie budzi aż takiego przerażenia, zarówno w Paulu jak i w widzu. Filmowy bohater pozwala sobie na drobne drwiny z pielęgniarki, natomiast Paul książkowy mdleje z przerażenia na jej temat.

misery

Przerażenie to, jest bardzo wiarygodnie ukazane  w wewnętrznych monologach bohatera, których ze zrozumiałych przyczyn nie uświadczymy w filmie. W filmie też nie poznamy treści pisanych przez niego stron. Niestety King umieścił książkę w książce przez co zmuszeni jesteśmy śledzić przygody infantylnej Misery i bandy jej przybocznych idiotów. Toż to autentyczna męka. Podejrzewam, iż King umieścił je w swojej powieści z istną premedytacją by w ten sposób pokazać swój stosunek do tego rodzaju literatury. Jednym słowem takie głupoty można wypisywać tylko pod wpływem silnych środków odurzających i z nożem przystawionym do szyi;). Inną sprawą jest to, że  filmie jednoznacznie widzimy jak bardzo Paul gardzi swoją dotychczasową twórczością. Finalnie nigdy nie publikuje "Powrotu Misery". Paul książkowy zawdzięcza 'tej głupiej suce' życie.

 "Misery" opiera się na obrazie relacji pomiędzy psychopatką i ofiarą. King ukazał go niemal idealnie, jednak twórca scenariusza miał na to nieco łagodniejszy pogląd, przez co odarł Anne z grozy autentycznego szaleństwa.

Fragmenty, które zostały pominięte, rzeczy które zostały zmienione zdecydowanie wpływają na odmienny kształt dwóch wersji tej samej historii.

Palmę pierwszeństwa oddaje Kingowi, bo to on autentycznie mnie przeraził.

misery

Nie wiem, czy są wśród Was osoby, które jeszcze nie poznały opowieści o Anne Wilkes najzagorzalszej fance Paula Shelodona, ale jeśli tak to zachęcam zarówno do lektury książki jak i do filmowego seansu.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru.

Moja ocena:

Misery- Stephen King: 10/10

Misery (1990): 8/10

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Żyć znaczy umrzeć - Joel McIver

żyć znaczy umrzec cliff burton

Na początku listopada na naszym rodzimym rynku wydawniczym pojawiło się coś, czego do tej pory nie było: Biografia pierwszego basisty Metallicy. Każdy fan mocniejszego brzmienia (a liczę, że właśnie takich osób wśród fanów horrorów nie zabraknie) chociażby pokątnie słyszał o Cliffie Burtonie.

Cliff przyszedł na świat w '62 roku. Został z nami niestety tylko przez 24 lata. W '86 zginął w wypadku, w czasie trasy zespołu po Europie.

Czego dokonał w swoim krótkim życiu? Przede wszystkim przysłużył się temu, że kapela taka jak Metallica odniosła światowy sukces. Wreszcie ich zauważono. Nadał kształt brzmieniu zespołu, a premiera albumu "Kill'em all" jest uznawana za moment narodzin trash metalu.

Dzięki lekturze McIvera poznajemy biografię młodego muzyka ze szczególnym uwzględnieniem lat jego estradowej działalności.

życ znaczy umrzeć

Osobiście zanim przeczytałam "Żyć znaczy umrzeć" obejrzałam z tuzin dokumentów o Metallice i Cliffie, więc lektura była dla mnie uzupełnieniem tego, co już wiedziałam i poniekąd powtórką z rozrywki. Nie rozczarowałam się jednak, bo autor, który słynie z biograficznych przepraw przez działalność wielu zespołów metalowych, nie pominął najważniejszych faktów, dorzucił wiele smaczków.

Czego dowie się ktoś, kto z historią Cliffa nie miał do czynienia? Pozna początki jego fascynacji muzyką i grą na basie, do czego przysłużył się jego starszy, świętej pamięci brat. Po jego śmierci Cliff postanowił, że zostanie najlepszym basista na świecie. Ćwiczył niekiedy po dziewięć godzin dziennie. Poznawał teorię muzyki.

Spojrzawszy na niego, pośród reszty członków zespołu, spokojnie można stwierdzić, że był najbardziej profesjonalny, ambitny i zdeterminowany.

Z wypowiedzi innych muzyków z zespołu,których 'przesłuchał' autor, a także przedstawicieli innych kapel wyłania się obraz niemal kryształowy. Kłóci się to niejako z tym, co wcześniej miałam okazję dowiedzieć się na temat Burtona. Chociażby to, że ćpał i pił równo z resztą ekipy. McIrving skłania się raczej do robienia z niego najmniej pochłoniętego używkami członka Metallicy. Drugą rzeczą jest stosunek kolegów do jego postawy. Wcześniej słyszałam, że Cliff nie był żadną duszą towarzystwa, często był uważany za przeintelektualizowanego i zarozumiałego gościa. Gdzie leży prawda? Pewnie po środku. Nie będę się o to czepiać, w końcu o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale;)

Autor skupia się na tym jak Cliff wpłynął na Metallice, ale poznajemy też go jako szarego człowieka. Faceta, który lubił sobie obejrzeć "Noc żywych trupów" i poczytać Lovectafta. Który nigdy nie zapalił ani jednego papierosa.

Jest to zdecydowanie lektura dla fanów zespołu Metallica, fanów mocnych brzmień. Raperzy i 'technomłoty' nie mają tu czego szukać;)


Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN

sqn

15:30, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 grudnia 2013

Najlepsze tegoroczne horrory i thrillery!

mama glosowanie obecnosc głosowanie

carrie glosowanie dark skies glosowanie

W ubiegłym roku egoistycznie sama wytypowałam, które produkcje w roku pańskim 2012 były najlepsze. Tym razem będzie inaczej. Poniżej umieszczę listę tegorocznych filmów z gatunku grozy, oczywiście nie gwarantuję, że obejrzałam wszystko, co wypełzło na światło dzienne i miało premierę pomiędzy pierwszym stycznia, a ostatnim grudnia 2013, więc możecie zaproponować coś od siebie.

Czekam na wasze propozycje i typy z listy do 1 stycznia 2014.

 (Tytuł zawierają linki do moich wpisów o tych filmach).

Do dzieła:

1. 13 eerie

2. Dark skies

3.Łowcy czarownic

4. Istnienie

5.Martwe zło (remake)

6.Mrok dotyku

7. Murder 3 (remake)

8. Naznaczony rozdział 2

9. Noc oczyszczenia

10. Nothing left to fear

11. Obecność

12. Piła mechaniczna

13. Połączenie

14.Polowanie na łowce

15. Sezon na zabijanie

16. Stocker

17. Tragedia na przełęczy Dyatlova

18. Udręczeni 2

19. SVHS

20. World War Z

21. Zabij dla mnie

23. House Haunting

24. Mama

25. Carrie (remake)

26. Old Boy (remake)

27. Labirynt

28.Open grave

29. Skinwalker Ranch

13:11, ilsa333
Link Komentarze (25) »
wtorek, 10 grudnia 2013

Szkarłatny blask - Łukasz Henel

szkarłatny blask

Łukasz, młody socjolog porzuca prestiżową pracę na stacji paliw w momencie gdy zapomniana ciotka postanawia przepisać na niego odziedziczony po szalonym bracie Bolesławie 'dom w głębi lasu'. Łukasz radośnie przemierza Międzyrzeckie drogi w poszukiwaniu swojego rodzinnego dziedzictwa. Już po drodze spotykają go cuda i dziwy jednak mały postój w rowie jest niczym przy iście szatańskim spisku jakiego stanie się pokątną ofiarą.

Sięgnęłam po tą pozycję wydawniczą głównie ze względu na opis wydawcy, który mocno sugeruje, że "Szkałatny blask" jest blisko spokrewniony z filmowym horrorem "Evil dead": 'Dom w głębi lasu', okultystyczne rytuały, niemal namacalna obecność zła grasującego po okolicy. Z jednej strony się to zgadza, z drugiej nie bardzo. Nie mniej jednak książka mi przypadła do gustu.

Autor, z wykształcenia filozof, z zawodu nauczyciel i informatyk ma na prawdę zadatki na dobrego pisarza. Ma niezły warsztat językowy, pisze uważnie i nie zapomina o obowiązujących w świecie grozy zasadach. Do tej pory opublikował kilka opowiadań i jedną powieść- "On".

W jego drugiej książce, "Szkarłatny blask" największe wrażenie robi klimat opowieści: Ciemny las, skąd dochodzą najstraszniejsze dźwięki, szelesty, szepty, chichoty, krzyki, duchy zmarłych pukające do drzwi i okien.

Akcja rozwija się na tyle wolno aby umieścić w niej zdarzenia paranormalne o różnym natężeniu mocy. Od szarpania za klamkę po efektowny występ pana z rogami tuż pod nosem przerażonych bohaterów. Nie jest jednak na tyle powolna, aby uśpić czujność czytelnika.

Opisy paranormalnych zdarzeń są bardzo plastyczne, ekspresyjne i skutecznie pobudzają wyobraźnię.

Autor nie boi się banału i robi z niego niezły użytek. Bo chyba nie da się powiedzieć aby tajemnicze moce w opuszczonej chacie na odludziu były czymś szczególnie oryginalnym? Podobnie jak sekta chcąca wykorzystać szatańskie siły dla swoich maluczkich ziemskich celów.

Bohaterzy pozytywnie, tj. Łukasz, jego kumpel ze studiów Witek i śliczna Marta z agencji nieruchomości również są dość standardowo scharakteryzowani:

Główny bohater to marzycielski, nieco niegarnięty chłopczyna, który właśnie dostał kopa w dupsko od ukochanej Barbie, jego kumpel dziwnym zbiegiem okoliczności pisze akurat pracę na temat okultyzmu w Polsce więc jego widza w obecnej sytuacji jest nieoceniona, Marta jest odważna i 'chętna'- mam tu na myśli zarówno wątki romansowe jak i działania zbrojne przeciwko przyczajonemu złu.

Wszytko to: standardowe chwyty i wątki wykorzystywane w horrorze, dobry styl i zapał do szperania po ciemnej stronie mocy sprawia że książka jest całkiem dobrym produktem, dobrym horrorem wywołującym takie uczucia jakie horror budzić powinien.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka.

zysk i ska


Moja ocena: 8/10

niedziela, 08 grudnia 2013

Insidious: Chapter 2/ Naznaczony: Rozdział drugi (2013)

naznaczony 2

Nie powiem, żebym szczególnie wyczekiwała tej produkcji. Kontynuacje to zazwyczaj strata czasu i w najlepszym wypadku zadowalają połowicznie.

Akcja drugiego rozdziału "Naznaczonego" rozpoczyna się od momentu, na którym skończyła się jedynka:

Renai ze zgrozą stwierdza, że z astralnej wycieczki jej mąż, Josh przyprowadził pasażera na gapę. Mimo bez wątpienia zapadającego w pamięć przerażenia kobiety jakie zapamiętaliśmy z finału w 2010 to bohaterka bardzo łatwo daje sobie zamydlić oczy, co trochę rozczarowuje.

naznaczony 2

Ach, mamy jeszcze retrospekcje z lat 80, właściwie to zaczynamy właśnie od niej. Wspomnienie to będzie stanowić poniekąd klucz do rozwiązania głównej filmowej zagadki "Naznaczonego: rodzdział 2".

naznaczony 2

Jako że reżyser zaczął swoją opowieść niejako od punktu kulminacyjnego w obrazie tym zabraknie wyważonego stopniowania napięcia. Wszystko dzieje się "już". Trochę mi zabrakło subtelnych sygnałów, duchów przemykających na drugim planie. Nie twierdzę, że w ogóle wycięto tego typu elementy, ale jest ich zdecydowanie mniej. Zamiast tego jest ostra nawalanka, głośny wrzask. Wypada to trochę nachalnie w porównaniu z tym jak operowano grozą w pierwszej części, nie mnie jednak można dostać palpitacji w poszczególnych scenach.

naznaczony 2

Jeśli chodzi o fabułę, to strasznie tu namieszali... Nie wiem, czy się z tego cieszyć czy nie, ale rozwiązanie tajemnicy tożsamości upiornej kobiety w czerni, która prześladowała Josha, a później jego syna, Daltona. wywołało u mnie szczere zdziwienie. Chyba jednak wolałabym bardziej klasyczny pomysł. Nasza antybohaterka była na tyle charakterystyczna i wyrazista, że nie potrzebowała takiego kopa w dupę na rozpęd.

Jest to jednak dość dobra kontynuacja z tego też względu, że reżyser potrafił korzystać z tego co już miał, czyli zamiast manewrować nie wiadomo gdzie, trzymał się znanego podwórka i tylko rozwijał wątki które już były. Wchodzi niejako w polemikę z tym co widz brał za pewnik i nie zbraknie tu właśnie zaskoczenia- czy pozytywnego, czy negatywnego to już kwestia indywidualnej oceny.

Były elementy komediowe za sprawą duetu 'pogromców duchów' znanych nam z jedynki i trochę hollywoodzkiej ckliwości. Upchnięto także sceny kręcone amatorska kamerą, moim zdaniem zupełnie niepotrzebny element.

Nie sądzę, że film powali fanów poprzedniej części na kolana, ale nie powinien także ich srodze rozczarować.

naznaczony 2

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:7

Napięcie:6

Klimat:7

Zaskoczenie:8

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:6

Zabawa:7

69/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 07 grudnia 2013

Let me in/ Pozwól mi wejść (2010)

let me in

Ameryka lat 80. W małym miasteczku mieszka dwunastoletni Owen. Chłopiec jest bardzo samotny. Jest zdany na  wykolejoną matką, ojciec ma go w dupie, a szkolni koledzy spuszczają mu regularny łomot. Pewnej nocy do jego bloku wprowadza się jego rówieśniczka, Abby wraz z ojcem. Dziwna, chodząca boso po śniegu dziewczynka bardzo intryguj Owena w końcu dwójka samotnych dzieciaków zaprzyjaźnia się z sobą. Niestety nie będzie to przyjaźń prosta dla żadnego z nich.

let me in

"Let me in" jest remake'm szwedzkiego horroru nakręconego dwa lata wcześniej w Europie. "Låt den rätte komma in" był z kolei ekranizacją powieści pod tym samym tytułem. Co do oryginału to nie bardzo go pamiętam. Nie mam nawet pewności, czy obejrzałam go do końca. Książkę widziałam w koszyku z przecenami w Matrasie z tytułem "Wpuść mnie" i tyle o niej wiem:)

Jak na amerykański twór przystało nie zabrakło tu małej gwiazdeczki w obsadzie. Mam tu na myśli Chloe Moretz, znaną mi jako Chelsa:) W "Let me in" wciela się w postać Abby i mimo iż jest jak zwykle bardo dobra w tym co robi, to partnerujący jej zupełnie mi nie znany Kodi Smit-McPhee zwraca uwagę dużo bardziej.

Historia, którą opowiada film jest nie tyle straszna co przede wszystkim smutna. Abby jest trochę jak Claudia z "Wywiadu z Wampirem". W rzeczywistości powinna być już dorosła, a nawet stara, ale wampiryzm zaklął ją w ciele małej dziewczynki. Nie może funkcjonować samodzielnie, potrzebuje opiekuna. Jej dotychczasowy 'dostarczyciel krwi' robi się stary i zramolały. Mordowanie za bardzo obciąża go także emocjonalnie.

Abby niewiele wie o świecie. Wie tylko tyle, że potrzebuje krwi, aby żyć.

let me in

Jej relacja z opiekunem może nastręczać różnych podejrzeń. Widzimy jak silny wpływ na dorosłego mężczyznę ma dziewczynka, jednocześnie zdajmy sobie sprawę z tego jak bardzo jest od niego zależna. Postać 'ojca' jest bardzo interesująca. Oczywiści dowiadujemy się kim on w rzeczywistości jest dla Abby, co przynajmniej dla mnie, było dużą niespodzianką.

let me in

Owen, samotne popychadło, szuka przyjaciół być może tam gdzie nie powinien. Nawet gdy już wie do czego zdolna jest Abby nie zamierza jej opuszczać. Jest poniekąd pogodzony z nienormalnością otaczającego go świata. Przyjaźń z Abby dodaje mu sił, choć podejrzewam, że chłopiec nie wie jakie brzemię bierze na swoje barki.

let me in

Tak jak wspomniałam wcześniej, cała historia ma przygnębiający wydźwięk. Oglądając filmowy świat przedstawiony miałam wrażenie, że nie ma tam ani jednego szczęśliwego człowieka. No, może po za Barbie z piskiem mieszkającą w sąsiedztwie, ale i ona zostaje w końcu zutylizowana przez bezlitosne siły natury.

Akcja filmu rozgrywa się zimą, to zapewne ukłon w stronę skandynawskiego oryginału. Horrory 'na śniegu' zawsze jakoś bardziej mnie przerażały, wydawały się bardziej klimatycznie dostosowane do gatunku.

"Let me in" bez wątpienia jest filmem nastrojowym. Nie ma w nim zbyt wielu krwawych scen, ale te, które występują są w pełni zadowalające jeśli chodzi o ich wykonanie.

let me in

Taki obraz wampiryzmu, jaki funkcjonuje w tej historii bardzo mi odpowiada. Wampir zawsze kojarzył mi się przede wszystkim z samotnością i gdybym bardziej kochała te posoko-lubne istoty zapewne film by mnie w pełni zachwycił.

let me in

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:7

Oryginalność:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:9

To coś:8

Aktorstwo:9

78/100

W skali brutalności: 4/10

wtorek, 03 grudnia 2013

When the lights went out/ Gdy zgasną światła (2012)

gdy zgasna światła

Jenny, jej mąż Len i nastoletnia córka Sally wprowadzają się do nowego domu w Yorkshire. Szybko okazuje się, że budynek jest nawiedzony, mieszkają w nim nie jeden, a przynajmniej dwa duchy. Przerażona rodzina nie wie co począć.

gdy zgasna światła

Brytyjski horror zaskakuje widza raczej niemile. W fabule mamy dużo nielogicznych rozwiązań, dziwacznych zachowań prezentowanych przez postacie, sporo zbędnych wstawek przez, które film bardzo się dłuży i na koniec dość idiotyczny finał.

Obraz rzekomo przedstawia autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w Wielkiej Brytanii w latach siedemdziesiątych. Podobnie jak osławiona "Obecność" film przenosi nas do tamtych czasów. Zarówno w jednym jak i drugim filmie stanowi to dużą zaletę.

Twórcom "Gdy zgasną..." udało się zbudować niezły klimat lat 70 i oddać nastroje panujące w WB w tamtych czasach.

Jeśli chodzi o obyczajową część fabuły to szokowały mnie nieco relacje pomiędzy córką a rodzicami. Niby normalna familia,  a co chwila bogu ducha winna córa jest nazywana dziwką przez własną matkę. Starałam się tłumaczyć to sobie złowrogą obecnością ducha, ale ostatecznie sądzę, że to sprawa nie do końca przemyślanego scenariusza, który umiejscawiał eskalacje emocji w nie koniecznie odpowiednich momentach.

gdy zgasna światła

Aktorstwo jest przeciętne jednak odtwórcy głównych ról starali się wydobyć z siebie coś, co pozwoliłoby uczynić ich postaci charakterystycznymi. Niestety na jałowej ziemi dorodna roślinność nie wystąpi toteż  od początku kiepska realizacja pomysły starannie utrudniała tworzenie czegoś sensownego.

Muzyka, też nie była najgorsza. "Straszne momenty", objawianie się złowrogiej działalności ducha chwilami całkiem pomysłowa, ale znowuż pozbawiona autentycznego ducha grozy. Kiepsko szło stopniowanie napięcia, przez to film zwyczajnie nudził i nie potrafił mnie utrzymać w niepokoju.

gdy zgasna światła

Nie polecam, generalnie to szkoda czasu.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zaskoczenie:2

Zabawa:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 01 grudnia 2013

Nosferatu, eine Symphonie des Grauens/ Nosferatu, Symfonia grozy (1922)

nosferatu symfonia grozy

Nosferatu wiekopomne dzieło niemieckiego ekspresjonisty Fredricha Wilhelma Marnau jest filmową wariacją na temat powieści Brama Stockera, "Dracula". Problem z prawami autorskimi sprawił, że wierna adaptacja nie mogła mieć miejsca toteż zamiast Hrabiego Draculi mamy Grafa Orloka w roli tytułowego Nosferatu. Imiona pozostałych bohaterów również zostały zmienione, pokombinowano także z fabułą, choć główne założenia, takie jak przybycie młodego handlarza nieruchomościami do zamku w Karpatach, pociąg Nosferatu do jego małżonki, obłęd starego sługi Nosferatu i wreszcie śmierć wampira pozostały nietknięte.

Pierwszym pełnometrażowym 'strasznym filmem' był oczywiście "Gabinet doktora Caligari" jednak nie został on oficjalnie przyporządkowany do gatunku grozy, prekursorem został więc w tej kwestii "Nosferatu".

nosferatu symfonia grozy

Dlaczego?

Nosferatu posiada wszystkie cechy dobrego horroru. Fabułę, oparta na legendzie, w tym przypadku o krwiopijcy oraz antybohatera, który przeraża swoją charakterystyką. Odtwórca roli Orloka, Max Shreck (jego nazwisko oznacza grozę) był posądzany o wampiryzm, sam reżyser święcie w to wierzył i szybko wokół Maxa stworzono nastrój upiornej tajemnicy.

nosferatu symfonia grozy

Jego naturalny wygląd sprzyjał takim podejrzeniom, a dodatkowa charakteryzacja na potrzeby filmu rozwaliła widzów na łopatki. Tak, w horrorach z lat 20 wszyscy aktorzy wyglądają dość upiornie, zapewne to kwestia mody na bladość, mocne podkreślanie oczu no i używanego wówczas oświetlenia. Nasz łysy pan z dziwną budową czaszki, nienaturalnie długimi kończynami, lekko przygarbioną postawą wygląda wręcz arcygroźnie.

nosferatu symfonia grozy

Kolejną sprawą jest typowe dla starego kina europejskiego kręcenie w plenerze. Widzimy więc łąki, na których czai się potwór, osnute mgłą zamczysko otulone szczytami gór, upiorne powykręcane drzewa w świetle księżyca. Za oceanem tak się nie wysilali budowali makietę i gotowe. To typowo romantyczne odzwierciedlanie w siłach natury nastroju obrazu bardzo sprzyja klimatowi grozy. Z resztą z fabuły filmu wynika iż wampir jako istota jeszcze niezbadana przez naukę jest nieodłącznym elementem ekosystemu, jak np.mięsożerne rośliny. Przybycie wampira do Wisborgu jest utożsamiane z epidemią, śmiercią, czyli również rzeczą niestety naturalną.

Co do reszty symboli filmowych niektórzy doszukiwali się tu feministycznego manifestu, bo w końcu to nie kto inny jak niewinna niewiasta rozprawia się z potworem.

nosferatu symfonia grozy

Uzupełnieniem tego wszystkiego jest muzyka. Rewelacyjna, mocna, nastrojowa, taka jaka w pełni potrafi zrekompensować niedogodność niemego kina.

Nawet jeśli ktoś nie gustuje w starych filmach, powinien zobaczyć "Nosferatu".

Moja ocena: 10/10

Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl