What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
sobota, 31 grudnia 2016

I am not a serial killer (2016)

iam not a serial killer

Nastoletni John ma specyficzne zainteresowania. Fascynują go psychopatyczni mordercy. Czuje, że ma z nimi sporo wspólnego biorąc pod uwagę to w jaki sposób postrzegali ich profilerzy. Z tego powodu chodzi na terapię, która ma sprawić, że zacznie współodczuwać z innymi jak normalna osoba. Bardzo boi się, że stanie się jednym z nich i skończy na krześle elektrycznym. Tymczasem jego spokój zakłóca coś jeszcze. W okolicy grasuje zabójca, który nie ograniczył się do jednorazowego wyskoku. John ma pewne podejrzenia względem jego tożsamości.

Jak dotąd miałam do czynienia z dwoma filmami Billy'ego O'Brien'a. Obydwa były dziwne. Nie inaczej jest w przypadku "I am not a serial killer". A że lubię dziwne... Wszystkie te filmy przypadły mi do gustu. Jeśli chodzi o "I am not a serial killer" film byłby jeszcze lepszy gdyby nie finał tej historii, którego nie jestem w stanie zrozumieć i trudno mi go zaakceptować jako konsekwencje uprzednich filmowych wydarzeń. Natomiast cała reszta filmu jest bardzo dobra.

Nie jest to obraz z wartką akcją, ale rozwija się swoim tempem i posiada mocniejsze momenty. Wszyto sprowadza się do śledztwa Jona, który wierzy, że odkrył tożsamość sprawcy kilku zabójstw.

iam not a serial killer

Biorąc pod uwagę jego kondycje psychiczną możemy mieć sporo wątpliwości względem tego, co dzieje się naprawdę a co rozegrało się tylko w głowie bohatera. Sam bohater jest wielce interesujący. Jego postawa wobec innych może nam sugerować, że młody powinien obawiać się samego siebie. To właśnie ta jego świadomość swoich zapędów, jego próby ich stłumienia w zarodku czynią go interesującym. Jeśli ktoś potrafi w taki sposób utożsamić się chorym zabójcą, to albo zostanie jednym z nich, albo dzięki tej umiejętności będzie najlepszym łowcą takich typów. Bardzo podobał mi się fragment w którym John wyjaśnia swojemu 'koledze' jak mocno musi się powstrzymywać by nie zrobić mu krzywdy.

I w tym miejscu na pochwałę zasługuje kreacja aktorska Maxa Records'a, dobrze się zapowiada. Ogólny nastrój filmu jest nieco depresyjny. Szaroniebieska kolorystyka zdjęć, wydarzenia rozgrywające się zimową porą, szarobure miasto. I tylko ten finał...

iam not a serial killer

SPOILER: Kompletnie nie rozumiem co twórca chciał osiągnąć nagle zmieniając front w kierunku paranormalnego podłoża zdarzeń. Z ciała mordercy wydostaje się coś na kształt demona. Że niby co?, dziadzia był opętany? To ma być uzasadnienie jego czynów? Nie ma chorych zabójców, są tylko opętani zabójcy? Nie kupuję tego. Wolę myśleć, że ta scena był tylko projekcją umysłu John'a. KONIEC SPOILERA.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 1/10

czwartek, 29 grudnia 2016

The Autopsy of Jane Doe/ Autopsja Jane Doe (2016)

jane doe

Nazwiskiem Jane Doe zwykło określać się niezidentyfikowane zwłoki. Z takim właśnie przypadkiem ma do czynienia wdowiec Tony Tilden, któremu powierzono wykonanie sekcji zwłok młodej dziewczyny pochowanej w piwnicy pewnego domu. Gdy mężczyzna wraz z synem, Austinem, przystępuje do rutynowej autopsji okazuje się, że odkrycie okoliczności śmierci dziewczyny będzie trudniejsze niż mógł się spodziewać, co więcej w czasie sekcji zaczyna dochodzić do wydarzeń, które ciężko zracjonalizować.

O "Autopsji Jane Doe" było głośno już od jakiegoś czasu. Głównie za sprawą jej twórcy słynącego z raczej niesztampowego podejścia do gatunku. Ja swoim zwyczajem starałam się unikać szperania po newsach zdradzających coś więcej na temat tej produkcji. Miałam przeczucie, że będziemy tu mieli do czynienia z kolejnym body horrorem, ale to prawda tylko po części.

jane doe

Pierwsza połowa filmu zdecydowanie spodoba się fanom filmów grozy, gdzie hojnie eksponuje się 'bardzo martwą naturę'. Możemy sobie zajrzeć do wnętrza martwego ciała przyglądając się pracy patologów - choć tak szczerze mówiąc nie wiem jaki zawód wykonywał Pan Tilden: koroner? Lekarz sądowy? Właściciel zakładu pogrzebowego?

Widzimy jaka nasza Jane Doe jest krojona zgodnie z procedurą, którą znają wszyscy miłośnicy seriali typu "Doktor G. Lekarz sądowy". Widoki są całkiem znośnie, choć można to nazwać estetyką gore.Cały proces wypada bardzo naturalistycznie.

jane doe

Produkcji od początku towarzyszy mroczny nastrój, a atmosfera gęstnieje w miarę rozwoju fabuły. Krok po kroku Tilden i syn odkrywają coraz to dziwniejsze tajemnice ciała Jane Doe, a wokół nich, w piwnicy gdzie mieści się kostnica, zaczynają dziać się tak zwane dziwne rzeczy.

Nie ma tu sztampy jeśli chodzi o sposób straszenia widza mimo iż twórca posłużył się raczej standardowymi chwytami. Drygnęło mi się kilkakrotnie w czasie tych zabiegów co odnotowuje na plus, bo jump scenki mało kiedy na mnie działają.

Nie uraczę Was szczegółami tych zdarzeń, co by nie psuć efektu. Można jednak stwierdzić, że fabuła filmu wyraźnie dzieli się na dwie części: Tę bardziej kryminalną i tę paranormalną. Mimo, że nie lubię tego typu przeskoków i zazwyczaj wypadają one biednie i psują realizm, tu jakość to przyjęłam bez większych sprzeciwów. Zapewne to zasługa dobrej konstrukcji fabuły i konsekwentnie budowanego nastroju, co sprawie, że zmiana frontu nie kojarzy się z wydumanym na siłę upchniętym twistem, a jest raczej efektem uprzedniej rozwagi.

jane doe

Fabuła jest więc zadowalająca, choć nie powalająca. Dużo większe wrażenie zrobiła na mnie realizacja. Wygląd martwej dziewczyny, lokalizacja, aktorstwo Briana Coxa i nawet takie szczegóły jak oświetlenie- mam na tym punkcie autentycznego świra.

Wszytko to sprawia, że film ma swój całkiem oryginalny klimat, który spokojnie można sprzedać zarówno niedzielnemu zjadaczowi horrorów jak tym, którzy ten gatunek mają w stałej diecie.

Dobry film. Wchodzi do kin w styczniu, więc jeśli chcecie go zobaczyć na dużym ekranie, to spokojnie mogę go polecić.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Luna de miel/ Miesiąc miodowy (2015)

miesiac miodowy

Isabel wpada w oko swojemu sąsiadowi Jorge. Zamężna kobieta nie zwraca jednak na niego uwagi. Jorge marzący o poślubieniu ukochanej postanawia więc przejść do bardziej drastycznych metod i ostatecznie Isabel ląduje w piwnicy jego domu. Szybka ceremonia zaślubin i można przejść do miesiąca miodowego...

"Luna de miel" to horror prosto z Meksyku wykorzystujący znany z latynoskich telenowel motyw wielkiej namiętności, oczywiście w bardziej drastycznym wydaniu.

Jest zrobiony poprawnie choć widać, że twórcy nie mają wielkiego doświadczenia. Fabuła oparta jest na znanym schemacie psychopaty, który rości sobie prawo do posiadania wybranej przez siebie kobiety choćby wbrew jej woli.

miesiac miodowy

Szkielet historii jest więc bardzo prosty i w zasadzie nie ma tu miejsca na elementy zaskoczenia. Widzowi pozostaje jedynie śledzenie nierównej walki pomiędzy oprawca a ofiarą. Mimo dużej dozy oczywistości jest tu parę elementów, które można pochwalić, jak chociażby pomysłowość antagonisty. Jorge, trzeba mu przyznać doskonale przemyślał system kar i nagród dla swojej oblubienicy i sądziłam, że sprawa rozwinie się w stronę syndromu sztokholmskiego, jednak nic z tego. Isabel pozostaje fight'erką do końca, a nasz psychol pozostaje psycholem. Psychologia postaci nie rozwija się tu praktycznie wcale i nie uzyskamy głębszego wglądu w tą sytuację.

miesiac miodowy

Zamiast tego suche fakty, cały proces dręczenie i karania Isabel za nierespektowanie małżeńskiej przysięgi. Dziewczyna jest rażona prądem, jej palce zostają precyzyjnie obdarte ze skóry, etc. Mamy tu więc sporo nieciekawych widoków i w pewnym stopniu jest to plus, bo gdyby nie dosadna wizualizacja nie byłoby w tym filmie już nic interesującego. To na bazie tej dosłowności budowana jest cały filmowy nastrój, obfitujący w przemoc i brud. Finał historii wzmocniony na siłę w imię kolejnego schematu.

Na pewno nie jest to film dla każdego, nawet ja nie jest do niego przekonana. Obejrzeć można, ale nie zaspokoi on większych apetytów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:5

Oryginalność: 4

To coś:5

50/100

W skali brutalności:4/10

piątek, 23 grudnia 2016

Teo-neol/ Tunel (2015)

tunnel

Jeong-soo po pracy spieszy się do domu by zdążyć na urodziny córeczki. By uniknąć korków wybiera trasę przez nowo wybudowany tunel na obrzeżach miasta. Pech chce, że dokładnie w momencie gdy będzie przez niego przejeżdżał tunel zawali się. Jeong-soo zostaje uwięziony w przygniecionym samochodzie na długie dni.

Koreańczycy z południa  wydają mi się bardzo zdystansowanym narodem. W ich produkcjach bardzo często pojawiają się elementy satyryczne, obśmiewające mentalność narodu, niedoskonałość władz i idiotyzm mediów.

W przypadku thrillera "Tunel" mamy do czynienia z niezwykle dramatyczną historią, która ze względu na przedstawione realia społeczne, przedstawione w sposób prześmiewczy, nabiera jeszcze większej mocy. Musicie wiedzieć, że w przypadku "Tunelu" nie będziecie mieli okazji obserwować brawury w stylu amerykańskim gdzie jakiś McGywer ratuje uwięzionego człowieka za pomocą paczki zapałek. Zamiast tego mamy człowieka w beznadziejnej sytuacji, zostawionego na pastwę nieogarniętej grupy ratowniczej, dziennikarzy, którzy liczą, że uda im się nagrać na żywo jak uwięziony człowiek kona z głodu i pragnienia i władz naciskanych prze społeczeństwo, dla którego bardziej liczy się finalizacja projektu budowlanego niż ludzkie życie.

tunnel

W pewnym momentach sytuacja robi się tak absurdalna że aż śmieszna. O wypadku Jeong-soo jego małżonka dowiaduje się z telewizji, a po przybyciu na miejsce musi się fotografować z całą ekipą ratowniczą i połową ministerstwa nim ktokolwiek powie jej co będzie dalej z jej małżonkiem. Oczywiście jest tego więcej, ale nie chce Was raczyć zbyt wyraźnymi spoilerami.

Humor humorem, ale nei zabraknie tu też solidnie budowanego napięcia i zwrotów akcji. Technicznie, jak zwykle, Koreańczycy wyśmienicie dają sobie radę. Od ujęć samej katastrofy po sceny w zawalonym już tunelu, nie możemy narzekać na brak realizmu.

tunnel

Scenariusz film powstał w oparciu o powieść, która pewnie nigdy nie ukarze się w Polsce. Dobrze chociaż, że Koreańskie kino dociera do nas coraz częściej.

"Tunel" oczywiście polecam, bo chyba nie może być inaczej:)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

środa, 21 grudnia 2016

Rzeka podziemna - Tomasz Jastrun

rzeka podziemna

Czytajcie opisy książek, Moi Drodzy, zanim po nie sięgniecie;)

Rada taka dość oczywista, a jednak nie zastosowałam się do niej i widząc książkę z okładkę, na której widnieje twarz zanurzona w wodzie, z góry uznałam, że to kryminał- raczej nie inaczej, jeszcze roiłam sobie, że pewno taki w skandynawskim klimacie, bo kolorystyka taka oO.

Gdy byłam w połowie lektury zorientowałam się, że bardziej zanosi się tu na samobójstwo niż na morderstwo, bo powieść Tomasza Jastruna to książka z rodzaju tych mini spowiedzi gdzie autor wylewa gorzkie żale na świat przy pomocy narratora nihilisty. Tak, to nie kryminał. Głupia ja.

Nie mniej jednak ta niespodzianka towarzysząca odrywaniu prawdziwego pisarskiego zamysłu autora nie była niespodzianką przykrą. Faktem jest, że w pewnym momencie przerwałam czytanie i Jastrun leżakował na półce przez miesiąc, czekając aż mój nastrój znajdzie się na orbicie zbliżonej do jego bohatera, ale wróciłam do niej i zmierzyłam się z przykrą rzeczywistością świata przedstawionego "Rzeki podziemnej".

Pomyślałam sobie, że za parę lat to pisarze z mojego pokolenia będą mogli tak dobitne rozliczać się z nieciekawą przeszłością- dzisiejszą teraźniejszością i pomyślało mi się jeszcze, że nasza samotność i frustracja będzie jeszcze większa - jak na pokolenie nadmiaru przystało;)

"Rzeka podziemia" w wielkim uproszczeniu to powieść o depresji, o ile dobitne dostrzeganie brzydoty świata można zaliczyć jako jednostkę chorobową. Jej bohaterem jest starzejący się, wylniały nieco playboy, który desperacko ucieka przed pustką. Pustkę wokół siebie dostrzegł dość wcześnie, ale dopiero teraz jakby przestał zaklinać rzeczywistość. Depresyjna natura i hipochondria zaczęła wygrywać i rzec można, że nasz narrator znalazł się pod ścianą.

Język powieści jak mi się wydaje jest połączeniem bezwzględnego realizmu z ulotnym poetyckim duchem. To doskonale pasuje do refleksyjnej natury książki. Jej wadą i zaletą jednocześnie - zależy kto czego szuka, jest to, że skutecznie potrafi przygnębić. Nie łatwo czyta się przemyślenia faceta, który jak twierdzi gnije mu dusza, zwłaszcza, gdy odkrywamy, że możemy dzielić z nim pewne myśli. Ale co tam, jeśli chcecie trochę podumać w depresyjnym tonie, jest to coś dla Was.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca:

czarna owca

Tagi: książki
10:41, ilsa333
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 grudnia 2016

Pet (2016)

pet

Seth pracownik schroniska dla bezdomnych zwierząt spotyka w autobusie swoją licealną miłość, Holly. To miłość z rodzaju tych platonicznych, z których obiekt uczuć nie zdaje sobie sprawy. W wyniku spotkania uczucie odżywa i Seth postanawia, że tym razem Holly go zauważy.

Jak się okazuje starania chłopaka nie robią na dziewczynie większego wrażenia, zmuszony jest więc podjąć bardziej zdecydowane kroki...

Po thrillerze "Pet" spodziewałam się standardowej historyjki o stalkerze, który to dręczy obiekt swojej miłości aż do eskalacji kończącej się przemocą. Jak się okazało to ledwie wierzchołek góry lodowej, bo scenarzysta przygotował dla nas sporo ciekawych niespodzianek. We współpracy z hiszpańskim reżyserem, który jak dotąd nie błysnął niczym ciekawym, scenarzysta w osobie twórcy serialu "Exorcist" zbudował całkiem nie lichą intrygę.

Wiele Wam z niej zdradzić nie mogę, bo tylko całkowita nieświadomość tego co będzie grane jest gwarantem udanego seansu. Jak, jak wspomniała zasiadałam do filmu spodziewając się schematycznego posunięcia ze strony twórców, a dostałam coś co mnie zaintrygowało i zaskoczyło.

Główny bohater jawi nam się jako kompilacja ofiary losu i niebezpiecznego świra. Gdy spotyka śliczną jasnowłosą Holly decyduje się na brawurowy podryw. Depcze naszej ślicznotce o piętach, nachalnie przypominając o swojej osobie. Nic z tego nie wychodzi toteż w momencie gdy nadarza się okazja by zbliżyć się do dziewczyny w inny sposób, bezwzględnie ją wykorzystuje.

pet

Od mniej  tego momentu sprawa nabiera rumieńców. Wraz z Sethem dowiadujemy się więcej o Holly i są to nowiny niesłychane.

Konfrontacja tych dwóch postaci przeradza się w psychologiczna grę, w której łatwo o kontuzję. Psychologia postaci nie jest płaska jakby mogło się zdawać, choć nie ma tu też ambicjonalnego intelektualizowania przysłaniającego dobrą rozrywkę.

Bardzo miłym zaskoczeniem jest gra aktorska odtwórców pierwszoplanowych ról. Łotewska aktorka, którą możecie kojarzyć  z "Czarnego łabędzia"- choć jest nie do poznania - wcale nie miała łatwego zadania, a dała rade doskonale.

pet

Co mnie dość mocno zaskoczyło, film nie został zbyt dobrze przyjęty choć w mojej ocenie spełnia wymogi solidnego thrillera psychologicznego z dobrym pomysłem i dobrą realizacją. Tak więc odcinam się od krytycznych uwag i zostawiam same pochwały.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:6

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 16 grudnia 2016

Najlepszy film grozy 2016 roku - głosowanie

najlepszy film grozy 2016

Moi Drodzy, jak co roku zapraszam Was do głosowania na najlepsze, Waszym zdaniem, filmy grozy mijającego roku. Wiem, wiem, jak co roku okaże się, że połowa tegorocznych produkcji jeszcze do nas nie dotarła i niedobitki z datą 2016 będą spływać jeszcze przez pół dekady, ale co poradzić, taki klimat.

W głosowaniu biorą udział filmy które widziałam ja lub Wy - to podstawowe kryterium. Biorę pod uwagę zarówno datę premiery światowej jak  premiery polskiej, więc będzie niezły miszmasz, bo tu najczęściej jest spory rozrzut. Poniżej macie sporządzoną przeze mnie listę tytułów, ale możecie też dawać swoje propozycje. Każdego z głosujących proszę o podanie trzech jego zdaniem najlepszych filmów z gatunku horror lub thriller. Wyniki w Nowym Roku. Czas start!

1. Dziewczyna z pociągu

2. Morgan

3. Monster

4. Under the shadow

5. Possesion experiment

6. Ouija 2: Narodziny zła

7. I am the pretty thing that lives in the house

8. Patient seven

9. Denat

10. Lament

11. Kiedy gasną światła

12. Neon Demon

13. Nie oddychaj

14. Friend reqest

15. Ofiara

16. They're watching

17. Południca

18. Duma i uprzedzenie i zombie

19. Duchy kanionu

20. Edge of winter

21. Remains

22. Summer camp

23. In the deep

24. Shelley

25. Święta

26. 183 metry strachu

27. Zanim się obudzę

28. Obecność 2

29. Po tamtej stronie drzwi

30. 10 Cloverfield lane

31. The witch

32. Veil

33. Hush

34. Blackburn

35. Worry dolls

36. The boy

37. Las samobójców

38. Krwawa gorączka

39. Viktor Frankenstein

40. Na granicy

41. Blair Witch

42. Jestem mordercą

43. Osaczona

44. Underworld: wojny krwi

45. Diabelski młyn

46. 31

19:14, ilsa333
Link Komentarze (27) »
środa, 14 grudnia 2016

Quicksilver Highway/ Autostrada strachu (1997)

autostrada strachu

Nowożeńcy, Olivia Parker i jej małżonek mają awarię wozu na odludnej drodze. Mężczyzna postanawia ruszyć z buta w poszukiwaniu stacji benzynowej. Młoda żonka czekając jego powrotu spotyka tajemniczego Aarona Quicksilver'a, który oferuje jej gościnę w swojej przyczepie. Tu raczy ją mroczną opowiastką o pewnym akwizytorze, który w przydrożnym sklepiku nabywa stara zabawkę mechaniczne 'szczęki'. Staroć w ten sposób zyskuje nowe życie, a jego właściciel przekonana się jaka potworna moc w niej drzemie.

autostrada strachu

Druga historia znowuż rozpoczyna się od postaci Arona. Tym razem jest on właścicielem 'domu grozy' w wesołym miasteczku, gdzie pewnemu drobnemu złodziejaszkowi opowiada historię jednego ze swoich eksponatów. Jest nim dłoń. Jak głosi legenda należąca do pewnego znanego chirurga plastycznego. Owa dłoń, narzędzie jego pracy, pewnego dnia po prostu odmówiła mu posłuszeństwa. Postanowiła oddzielić się od ciała i rozpocząć własną, niezależną egzystencję. Co więcej do tego samego namówiła inne ludzkie dłonie, co rzecz jasna nie skończyło się dobrze.

autostrada strachu

"Autostrada strachu" składa się więc z dwóch filmowych nowel spiętych klamrą retrospekcji, na zasadzie 'opowieść w opowieści'. Scenariusz powstał w oparciu o dwa opowiadania grozy, pierwsze to rzecz Kinga, drugie Clive'a Bakera.

Reżyserem filmu został King'owski faworyt Mick Garris słynący z ekranizacji twórczości Kinga, w tym nieszczęsnego mini serialu "Lśnienie". Ten twórca, trzeba przyznać, doskonale odnajduje się w niego naiwnych opowiastkach, gdzie groza pojmowana jest raczej po dziecięcemu. Tak też wyszło w przypadku "Autostrady strachu", która wypada nieco banalnie, ze sporą dawką niedoróbek technicznych i maniacko ostrożnym prezentowaniem elementów horroru.

Obydwa segmenty są w zasadzie bez krwawe choć fabuła wskazywałaby na co innego. Liczy się tu morał, swoista przestroga przed pewnymi niewyjaśnionymi aspektami ludzkich losów. Króluje groteska, bardzo wyraźna w charakteryzacji bohaterów (Aron  wygląda jakby urwał się z planu gej porono), oraz efektach - wędrujące rączki, ścigająca ludzi zabawka.

autostrada strachu

Wynik tego jest taki, że strachu tu nie uświadczymy, chyba, że załapaliśmy się na przedział wiekowy max 12 lat. Jak na film grozy jest mega lekki, w sam raz do niedzielnego kotleta.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 12 grudnia 2016

The Girl on the Train/ Dziewczyna z pociągu (2016)

girl on train

Rachel, samotna rozwódka z problemem alkoholowym każdego dnia w drodze do miasta mija swój dawny dom gdzie obecnie mieszka jej ex z nową żonką i maleńkim dzieckiem. Żeby odciągnąć przykre myśli mijając dawną ulicę Rachel skupia się na nowych sąsiadach. Nigdy nie miała okazji poznać pięknej młodej pary, ale wyobraźnia podsunęła jej wizję, że stanowią oni spełnienie idyllicznej wizji małżeństwa. Pewnego dnia z wagonu swojego pociągu Rachel dostrzega coś, co stanowi rysę na tym ideale. Widzi idealną żonę, która całuje innego mężczyznę. Nie wiedzieć czemu odbiera to jako osobisty cios i jeszcze tego samego wieczoru upija się i trafia w okolicę swojego dawnego domu i domu 'upadłego ideału'. Na dniach okazuje się, że młoda 'nieidealna żona idealna' zniknęła bez śladu.

Cieszę się, że ekranizację powieści Pauli Hawkins miałam okazję obejrzeć stosunkowo niedługo po lekturze książki. Dzięki temu mogę sobie porównywać do woli.

Sukces powieści sprawił, że szybko przeniesiono ją na ekran. Już pisząc recenzję książki wiedziałam, że w głównej roli obsadzona została Emilly Blunt, którą bardzo lubię.

Generalnie w swojej roli wypada bardzo dobrze. To aktorka o niezwykle wyrazistym spojrzeniu, która tym tylko spojrzeniem potrafi zagrać całą gamę emocji. Tu wciela się w postać zniszczonej, przeczołganej przez życie pijaczki, która spada coraz niżej na dno.

girl on train

Genezę tego upadku poznajemy powoli, dzięki takiej a nie innej konstrukcji fabuły, ale można też powiedzieć, że cała ta historia jest wypisana na twarzy Emily- Rachel. Charakteryzacja pomogła mi uwierzyć w jej styl życia- wygląda do prawdy żałośnie, choć nie aż tak jak widziałam to oczami wyobraźni. Książkowe wersje bohaterek zawsze rozmijają się z tymi filmowymi. W filmach nie ma brzydkich głównych bohaterek. Aktorstwo Emilly oczywiście rekompensuje to uchybienie więc okej.

Często czytając jakąś powieść w wyobraźni obsadzam w rolach jej bohaterów filmowych aktorów. Tak więc mąż Rachel przez całą moją lekturę powieści miał twarz Toma Cruse'a i choć zasiadając do filmu wiedziałam, że go tam nie zobaczę, jakoś dziwnie mnie to zdziwiło:) Inaczej też wyobrażałam sobie Scotta - typ australijskiego tenisisty z jasną grzywką - ale cóż.

Obsady się nie czepiam, podobnie jak aktorstwa. jest w porządku, albo lepiej niż w porządku. Najbardziej ciekawiło mnie jak wcale nie prosta konstrukcyjnie książkowa narracja zostanie przełożona na język filmu.

girl on train

Okazało się, że scenariusz wybrnął z tego zachowując książkową formułę, czyli narracja z trzech punktów widzenia: Rachel i jej pijackie powidoki, Megan i jej tajemnice i Anna za swoją naiwnością. Odbieram to oczywiście jako aspekt pozytywny. Jednak największy plus daje za całkiem udaną próbę odzwierciedlenia klimatu książki w jej ekranizacji. Gdy oglądałam film towarzyszył mi nastrój bardzo zbliżony do tego, który budziła książka. Jest zimno, ponuro i dość brutalnie. Jak na tak komercyjne przedsięwzięciem jakim był ten film zadziwiająco nie unikał tej porcji przemocy jaką serwowała książka. Zobaczymy więc sceny, w których obrywa Rachel, zobaczymy morderstwo Megan.

girl on train

Cieszę się, ze scenariusz i jego realizacja nie starały się spłycać tej historii, bo przecież to nie jest zwykły kryminał, ale też psychologiczny dramat, w którym konfrontujemy marzenia z rzeczywistością.

Oczywiście nie myślcie, że ekranizację pozna postawić na równi z wersja literacką, bo to nie możliwie. Książka jest pełna wewnętrznych monologów Rachel, których nijak nie dało się tu upchnąć w tak okrojonym czasie, dlatego tych, którzy nie czytali książki będę zachęcać by to nadrobili nim zabiorą się za film.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7*

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

63/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 10 grudnia 2016

Belfer - Sezon 1 (2016)

belfer

W małym miasteczku niedaleko Elbląga dochodzi do zabójstwa licealistki. Na kilka dni przed nowym rokiem szkolnym miejscowa prymuska, Asia Walewska zostaje znaleziona martwa w lesie. Społeczność Dąbrowic jest tym faktem przerażona, każdy ze swoich własnych powodów. Policji naciskanej przez miejscową oligarchię bardziej zależy na zamieceniu sprawy pod dywan niż  na ukaraniu sprawcy. Dopiero pojawienie się w Dąbrowicach nowego polonisty, prosto ze stolicy zmienia bieg spraw. Z jakiejś przyczyny Belfrowi zależy nie tylko na zdemaskowaniu sprawcy zbrodni, ale też wystawieniu na światło dzienne wszystkich lokalnych intryg.

Już w trakcie trwania emisji serialu na kanale Canal Plus polecałam Wam ten tytuł. Czasami zdarza się tak, że dobrze zapowiadający się serial w pewnym momencie traci rozbieg i ląduje na mieliźnie. Tu mogę Was uspokoić, "Belefer" trzyma poziom i to poziom europejski od pierwszego do ostatniego odcinka.

Odcinków liczy sobie zaledwie dziesięć, ale to wystarcza na stworzenie wielowątkowej historii z fajnym klimatem, pełnej elementów zaskoczenia i zwrotów akcji. A kto wie, może doczekamy się sezonu drugiego?

belfer

Co zasługuje na konkretną pochwałę to fakt, ze w przeciwieństwie do znacznej większości polskich produkcji telewizyjnych scenariusz "Belefera" nie został odkupiony, nie ma zagranicznej licencji i jest stuprocentowo autorski.

To co ujmuje w tej produkcji po za walorami fabularnymi, to jej klimat. Mnie kojarzył się ze skandynawskimi kryminałami. Może to i błahostka, ale w oko bardzo wpadła mi czołówka serialu, taka enigmatyczna, w miarę rozwoju akcji niejasne obrazy stawały się coraz bardziej klarowne. Ujęcie Asi na stole sekcyjnym to już prawie "Miasteczko Twin Peaks". Zresztą, jak by ktoś się uparł można by rozmnożyć porównania z tym serialem, ale ja tego robić nie będę.

Jak wspomniałam scenariusz jak najbardziej wpisuje w wymogi dobrego kryminału. Mamy watek główny, czyli morderstwo młodziutkiej dziewczyny. Do tego stopniowo dochodzą kolejne wątki poboczne, które w zmyślny sposób znajdują drogę do wątku przewodniego. Nie zabraknie tu elementów zaskoczenia. Parokroć mamy już morderce na wyciągnięcie ręki, a tu ...skucha.

belfer

Mogę Wam się pochwalić, że zwęszyłam kto był sprawca tragedii, może nie bezpośrednio ale jednak :) Nie da się jednak ukryć, że finał został rozegrany cudnie.

Faktem jest, że występujący w serialu aktorzy do samego końca nie wiedzieli kto odpowiada za zbrodnie w Dąbrowicach. Maciek Stuhr, odtwórca roli tytułowego belfra powiedział w jednym z wywiadów, że w pewnym momencie zaczął o to posądzać swojego bohatera, wiec wyobraźcie sobie jakie napięcie musiało być na planie zdjęciowym. Fabułą jest poprowadzona w takich sposób, że autentycznie sprawcą mógł być każdy. Żeby już nie ględzić w nieskończoność - polecam, tak po prostu, warto obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuł:8

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

72/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 08 grudnia 2016

February (2015)

february

W szkole z internatem w Bramford właśnie zaczynają się ferie zimowe. Dwie z uczennic, Kat i Rose nie wyjeżdżają od razu, muszą poczekać na przyjazd rodziców. To wówczas jedna z dziewczyn zaczyna zachowywać się w mocno niepokojący sposób. Tymczasem w w drodze do Bramsford pewne małżeństwo spotyka autostopowiczkę przedstawiającą się jako Joan i szukającą podwózki do miasteczka Bramford.

"February" to już drugi horror w dorobku Oza Perkinsa jaki miałam okazję zobaczyć w ostatnim czasie. "February" jest jednocześnie jego reżyserskim debiutem i mogę powiedzieć, że ten odraz spodobał mi się zdecydowanie bardziej niż jego "I am pretty thing...".

Obydwie produkcje mają sporo wspólnych mianowników, szczególnie jeśli chodzi o formę filmowej narracji, jednak historia opowiedziana w "February" wydała mi się o wiele bardziej interesująca i przede wszystkim bardziej złożona, co doskonale kontrastowało z minimalistyczną formą. Dialogów w filmie mamy tyle co kot napłakał, akcja toczy się jak stary fiat przez zaspy, a straszne momenty, skoczne scenki, można policzyć na palcach jednej ręki. Jak wspomniałam podobnie jest w przypadku nowszego filmu reżysera, jednak tam ta oszczędność nie została szczególnie nadrobiona przez fabularny zamysł. Tu, niby nic się nie dzieje, a jednak się dzieje. Zakładam, że część z widzów może w ogóle nie załapać o co tu kurna chodzi i nie dlatego, że mam ich za idiotów tylko dlatego, że ta historia nie jest ani odrobinę klarowna.

february

Mamy tu dwie równorzędnie toczone narracje. Jedna to wydarzenia wokół Kat, młodziutkiej uczennicy szkoły z internatem, która zaczyna wykazywać objawy typowe dla opętania. Nie są one prezentowane w taki sposób jak robią to współczesne horrory i można to odnotować na plus, bo widzimy, że dzieje się coś niepokojącego, ale nikt nie biega po planie zdjęciowym z transparentem "Opętanie".

Tę bohaterkę można by poddać solidnej diagnozie i trochę mnie korci by to zrobić, jednak myślę, że nie po to Perkins przemilczał pewne rzeczy bym teraz pozbawiła Was możliwości samodzielnej oceny sytuacji. Kat zdecydowanie budzi niepokój. Atmosfera wokół jej osoby jest gęsta i paranoiczna. Nie widziałam czym mam jej współczuć, czy się jej bać. Aktorska wcielająca się w jej rolę, zupełnie niepozorne stworzenie dała sobie doskonale radę.

february

Druga narracja to perspektywa niejakiej Joan, na oko parę lat starszej od Kat i Rose, która jak wskazują urwane retrospekcje nawiała z psychiatryka. Wydaje się jednak całkiem normalna w porównaniu z małżeństwem, które spotyka na trasie do Bramford. Mężczyzna w średnim wieku wykazuje dziwne zainteresowanie jej osobą, zwierza jej się, opowiada o rodzinnych tragediach.

SPOILER: Mężczyzna opowiada o morderstwie swojej córki, Rose, która została zamordowana w szkole z internatem. Kumacie cza czę? Tak, geniusze, to ta sama Rose, która została w szkole z Kat. Wiecie więc już, że narracja Joan to wydarzenia późniejsze rozgrywające się już po tym jak Kat oszalała. Ale kim jest Joan? Ano Joan to po prostu starsza wersja Kat. Dziewczyna przyjęła to imię, bo jak pamiętacie to o niejakiej Joan Rose opowiadała Kat gdy tej zaczynało już walić na główkę. Zaciukała kumpele i trafiła do szpitala skąd teraz zwiała. KONIEC SPOILERA.

Twist fabularny następuje z chwilą, gdy widza ma wreszcie szansę dodać dwa do dwóch i stwierdzić co łączy obydwie historie. Jak się nad tym zastanowić pomysł wcale nie jest mega kosmiczny, jednak sposób w jaki został zrealizowany to już nieco inna sprawa. Myślę, że gdyby ktoś inny go wykorzystał, wepchnął w standardową ramkę typowego współczesnego horroru, nie byłoby takiego wow, bo szybko zwąchalibyście o co chodzi.

february

Mimo, że jak wspomniałam, taka a nie inna forma bardzo służy fabule "February" to Oz Perkins nie do końca przekonuje mnie swoim stylem. Minimalizm minimalizmem, ale z tym też nie można przegiąć, bo śledząc tak opowiedzianą historię widz po drodze może stracić zainteresowanie i wtedy nici z 'Wow', bo szare komórki zostały uśpione i widz nic z filmu nie skumał.

Ciężko mi polecić ten film komukolwiek mimo, że mnie się spodobał. Może jakiś poszukiwacz inności doceni Perkinsa, ale na arenie tendencyjnych apetytów ma marne szanse.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:5

60/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 06 grudnia 2016

Morgan (2016)

morgan

W mieszczącym się na uboczu cywilizacji korporacyjnym ośrodku badawczym od lat trwają eksperymenty nad hybrydowym organizmem, będącym czymś na kształt udoskonalonej wersji człowieka. Efektem tych prac jest pięcioletnia Morgan, w pełni już ukształtowany osobnik. Gdy hybryda zaczyna sprawiać poważne problemy 'wychowawcze' do ośrodka przybywa Lee Weathers, która to ma zadecydować, czy eksperyment może być kontynuowany, czy też Morgan należy zlikwidować.

Fani kina sci- fi niecierpliwie przebierali nogami gdy tylko rozeszła się wieść, że syn wielkiego ojca, Luke Scott, pod surowym okiem tatusia jako producenta ma nakręcić własny film. Przyznam, że nie znalazłam się w gronie entuzjastów pomysłu, bo po wstępnym zbadaniu sprawy projekt nie wydał mi się ani ciekawy, ani odkrywczy, ot kolejna futurystyczna wariacja na temat odczłowieczenia człowieka.

I niestety miałam racje, "Morgan" mnie znudził. Nie wyniosłam z seansu z nim nic czym mogłabym się z Wami podzielić. Chwalić film nie bardzo mam za co, rugać też nie koniecznie mogę.

"Morgan" to produkcja bardzo minimalistyczna biorąc pod uwagę budżet i zapędy producenta. Nie uświadczymy tu ani wielkich efektów ani porażającej charakteryzacji. Akcja filmu biegnie swoim powolnym rytmem, co nie sprzyja zbyt wielkim emocjom jeśli jeszcze dodać do tego brak konkretnego pomysłu na fabułę.

Mamy tu historie małej Hybrydki, która bardzo chce zobaczyć jezioro. Od tego wszytko się zaczyna. Opiekunowie nad jezioro zabrać ją nie chcą, toteż młoda buntuje się i robi krzywdę jednej z nich.

Wszyscy bohaterowie filmu, jak jeden mąż, są odarci z uczuć, ich twarze przypominają maski, a rzadkie pokazy jakiejkolwiek ekspresji wypadają bardzo sztucznie. To w tym prym wiedzie Kate Mara w roli Lee Weathers - nigdy nie lubiłam tej aktorki.

morgan

Jedyną osobą z obsady, która paradoksalnie w założeniu emocje miała ukrywać, a pokazała ich najwięcej jest Anya Taylor Joy, czyli Tomasine z "The Witch". Miło się na nią patrzy i jej obecność w tym filmie była dla mnie w zasadzie jedyną rozrywką.

Dialogi jakoś mi się nie kleiły i nie wiem, czy to przez ostrożność twórcy scenariusza, który bał się, że jego dzieło będzie odebrane jako przeintelektualizowany bełkot jeśli spróbuje pokazać coś głębszego, czy po prostu scenariusz był źle napisany, niedopracowany i liczono, że film obroni się sam ze względu na topowy temat sztucznej inteligencji. Od strony technicznej wszytko wypada bardzo ładnie: ładne zdjęcia, muzyka, scenografia. Dużo wysiłku jak na takich film trochę o niczym.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:6

Zabawa:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś: 4

50/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 04 grudnia 2016

The Monster (2016)

monster

Uzależniona od alkoholu Kate wraz z córeczką Lizzy przemierza leśną drogę pod osłoną nocy. Gdy nieoczekiwanie na jezdnie wybiega wilk kobieta traci panowanie nad kierownicą i ulegają wypadkowi. Matka roku czym prędzej nakazuje córce wezwać pomoc jednak już zanim ona nadejdzie dziewczynka nabierze przekonania, że obie znajdują się niebezpieczeństwie.

"Monster" to kolejny straszak Bryana Bertino, który w prosty sposób wykorzystuje najbardziej znane ludzkie lęki. W przypadku jego poprzedniego filmu, "Nieznajomi", był to lęk przed atakiem na jedyne bezpieczne schronienie- własny dom. Tu bazował na dziecięcym lęku przed potworami.

Po raz kolejny bohaterzy jego produkcji przekonali się, że wszelkie obawy są uzasadnione. Nie mamy tu co prawda straszydła kryjącego się w szafie, czy pod łóżkiem, lecz dziką bestię z lasu, która jednak swoim wyglądem spokojnie może robić za twór dziecięcej wyobraźni.

Lizzy, która jako pierwsza odkrywa tragiczne położenie w jakim znalazły się z matką też nie jest typową zalęknioną dziewczynką, która boi się własnego cienia. Jest nad wiek dojrzała, realnie analizuje sytuacje. Najpierw zastanawia się czemu wilk wybiegł na drogę? Musiał przed czymś uciekać. Czego może bać się taki drapieżnik? Tu zapala jej się czerwona lampka. Jak się okazuje wbrew temu co mówi mama potwory jednak istnieją. Lizzy to bardzo ciekawa bohaterka przy tym doskonale wykreowana przez młodziutką aktorkę. Warto jej kibicować. Co się tyczy mamy tu również mamy do czynienia z bardzo dobrym aktorstwem, ale już mnie godną podziwu postacią. Jeśli kiedykolwiek słyszeliście o parentyfikacji to macie tutaj podręcznikowy przykład. Kate jest skrajni niedojrzała. W relacji z córka zachowuje się jak zbuntowana nastolatka. To sprawia, że ich związek odgrywa bardzo istotną rolę w całym filmie.

monster

Co się tyczy tytułowego potwora to jak wspomniała wygląda jak wykreowany dziecięcą wyobraźnią. Wielka paszcza i kły, z pyska nieco dinozaur nieco jaszczurka, chropowata powłoka. Rozszarpuje swoje ofiary i konsumuje. Nie bardzo mamy okazje widzieć go w całej okazałości, ale i nie o to tu chodzi. Twórca bardziej skupił się na budowaniu napięcia wokół tego co nie widać, tego co czai się w ciemności, co wydaje groźne dźwięki, niż na eksponowaniu przyczyny tego lęku i napięcia.

Dla mnie to duży plus, bo budżet nieszczególnie pozwalał na wielkie szaleństwa z grafiką komputerową. Z resztą prawda jest taka, że nawet najlepiej zmajstrowany potwór nie zastąpi siły wyobraźni. Dlatego też dominują tu niewyraźne kadry, ciemność, zasłona ulewnego deszczu.

monster

Fabuła to więc pojedynek z nieznanym. Najpierw próba ukrycia się, ucieczki aż wreszcie konieczna konfrontacja. We wstępie filmu pojawia się cytat mówiący, że to ludzie są największymi potworami i tak sobie myślę, że można to odnieść do postaci matki Lizzy. Mała więc walczyła nie z jednym lecz z dwoma potworami tej nocy.

"The monster" ma szansę się podobać. To dość prosty film, może nawet nieco naiwny, ale przynajmniej nie plastikowy.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

piątek, 02 grudnia 2016
Oblicza wampiryzmu
Może taka gratka zainteresuje kogoś z Was?
"Szanowni Państwo,
w imieniu Stowarzyszenia Badaczy Popkultury i Edukacji Popkulturowej „Trickster” chciałbym Państwa poinformować o naszym najnowszym przedsięwzięciu, tj. o ogólnopolskiej sesji naukowej „Oblicza wampiryzmu”. Odbędzie się ona 2 i 3 grudnia w klubie dyskusyjnym
CaféTHEA (Przejście Żelaźnicze 4) we Wrocławiu. Wstęp dla wszystkich słuchaczy jest wolny.
Nasze stowarzyszenie funkcjonuje od 2013 roku i zrzesza młodych naukowców z całej Polski. Prowadzimy wielostronne, interdyscyplinarne badania nad kulturą popularną i promujemy wiedzę o popkulturze. Na swoim
koncie mamy już liczne projekty związane m.in. "Gwiezdnymi Wojnami","Wiedźminem" czy polskimi grami wideo.
Nasz kolejny projekt to konferencja, w ramach której badacze z kilkunastu polskich uniwersytetów będą mogli zaprezentować szerszej publiczności wyniki swoich badań nad obliczami wampiryzmu w kulturze. Analizie poddane zostaną zarówno wampiry klasyczne - Drakula czy Carmilla - jak i współczesne - Edward Cullen czy Stefan Salvatore, wampiry SS oraz nieumarli detektywi. Wystąpienia dotyczyć będą nie tylko obecności motywów wampirycznych w literaturze, filmie, serialach,
utworach muzycznych oraz grach komputerowych i rpg, ale także praktykom antywampirycznym oraz wierze w wampiry m.in. w Starożytnej Grecji i
Rzymie oraz na Śląsku i Morawach."
08:38, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl