What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.
Kategorie: Wszystkie | Ghost story
RSS
sobota, 31 maja 2014

Hannibal - Sezon 2 (2014)

hannibal sezon 2

Niedawno zakończono emisję drugiego sezonu serialu "Hannibal". Każdy kto ma już za sobą sezon pierwszy wie, że Hannibal osiągnął swój cel. Dla niego zabawa jest przednia. Manipulując faktami wrabia Willa Grahama w zbrodnie jakich dokonał niesławny 'Dzierzba z Chesapeake'. W rzeczywistości największy udział w makabrycznych zbrodniach okraszonych kanibalizmem  miał sam doktor Lecter.

hannibal sezon 2

Już pod koniec pierwszego sezonu Willa na poziomie bardziej świadomym zaczyna obarczać winą za przestępstwa swojego psychiatrę. Hannibal jest sprytnym manipulantem i tak się składa, że ma dużo większy autorytet niż chwiejny emocjonalnie Will.

Między tymi dwoma mężczyznami stworzyła się specyficzna więź. Lecter mówi tu o przyjaźni, lecz nazwałabym to raczej wzajemną drapieżną ciekawością drugiej osoby. Stąd też nikogo nie powinno zdziwić, że Lecter ostatecznie do dopuści do tego by jego przyjaciel, jego obiekt badawczy, ktoś w kim widzi cząstkę siebie, trafił na krzesło elektryczne.

hannibal sezon 2

Sprawa Dzierzby na powrót zostaje otwarta, a Will podejmuje walkę z Lecterem wykorzystując do tego jego własną broń. Tu się robi bardzo ciekawie, moi drodzy. W porównaniu z sezonem pierwszym mamy znacznie mniej pobocznych zagadek kryminalnych, które dopiero połączone dłonią Hannibala nabierają znaczenia. W tym sezonie skupiamy się przede wszystkim na psychologicznej grze jaką rozgrywa Will i Hannibal.

Graham wie czego oczekuje Hannibal. On chce całkowitego oddania, stworzenia z Willa potencjalnego psychopaty posłusznego jego manipulacjom.

W czasie jednej z rozmów między mężczyznami pojawia się wątek siostry Hannibala. Jak wiemy w dzieciństwie mały Lecter został zmuszony do zjedzenia potrawki z siostrzyczki. Całkowicie wypaczyło mu to psychikę. Wielokrotnie powtarzałam przy okazji innych filmów poruszających motyw traumy, że nie przepracowany uraz prowadzi do tego, że osoba przez resztę życia będzie tę traumę nieświadomie odtwarzać. Nie wiem, czy w przypadku Hannibala można mówić o braku świadomości, ale cóż on robi z Willem? Co robi podając mu kolacje złożoną z ludzkiego mięsa? To samo co kiedyś zrobiono jemu. Proste? Proste. To samo robi ze wszystkimi swoimi pacjentami, których poznamy w tym sezonie. Zmusza ich do tego czego sami nigdy by nie zrobili. Dostrzega potencjał mordercy w każdym człowieku z problemami. Zabić każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej.

hannibal sezon 2

Wielką radością zareagowałam na pojawienie się postaci Masona, którego poznajemy także w pełnometrażowym filmie "Hannibal" kiedy to planuje zemstę na doktorze. W tej roli zobaczymy jak zwykle rewelacyjnego Michaela Pitt'a. Jego postać bardzo ożywia nieco senną fabułę drugiego sezonu.

Bardzo duże emocje u widzów budzi finał trzynastu odcinków. Jego zwiastun, czyli walkę między Jackiem, a Hannibalem zobaczy już w pierwszym odcinku, lecz aby zobaczyć jak ona się skończy musimy poczekać do odcinka trzynastego.

hannibal sezon 2

Cóż mogę powiedzieć o tym zakończeniu? Jest bardzo niechlujne i nieco przypomina tricki a la wyciąganie królika z kapelusza, głównym magikiem jest oczywiście Lecter. Jak na razie sprawa jest dla mnie nie jasna, zobaczymy co przyniesie sezon 3.

O tym, jak daleko fabuła serialu zaczyna odbiegać od historii książkowej przekonałam się już w momencie, gdy dr. Chilton zarobił kulę w łeb. Kto więc będzie znęcał się nad Hannibalem kiedy trafi do pierdla? Może w ogóle nie trafi? Póki co, nic na to nie wskazuje. Szczerze to są w tym serialu postaci, które dużo chętniej odesłałabym na tamten świat, chociażby mdła i głupiutka Alana Bloom.

Trudno mi jest przewidzieć do czego to wszytko zmierza. Fabuła robi się coraz bardziej wykręcona, choć mam wrażenie, że na równi ze śledzeniem akcji widz powinien równie dużo uwagę poświeć na to, co stanowi tło opowieści, symbole, metafory wszytko to, co kryje się w piękne zrealizowanym drugim planie, który z kolei spokojnie można posądzić bycie drugim dnem opowieści.

hannibal sezon 2

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:8

Klimat:8

Walory techniczne: 10

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Napięcie:8

Oryginalność:6

To coś:7

76/100

W skali brutalności: 4/10

piątek, 30 maja 2014

Dark Circles (2013)

dark circles

Świeżo upieczeni rodzice małego Tannera, Penny i Alex zostają właścicielami okazałego domu na wsi. Z radością przenoszą się tam, ale szybko zaczynają żałować swojej decyzji. Okazuje się, że w sąsiedztwie trwają prace budowlane, a hałas im towarzyszący uniemożliwia normalne funkcjonowanie w ciągu dnia. Nocą, natomiast, po ich domu przemyka tajemnicza kobieta, która wyraźnie interesuje się ich dzieckiem. Parze powoi zaczyna odbijać.

dark circles

"Dark Circles" to jeden z tych najbardziej niedocenianych horrorów. Nie powiedziałabym, żeby był fenomenalny, ale na pewno nie postawiłabym go w jednym szeregu z gniotami. Ma swoje wady, ale ma także zalety i o tym teraz będzie.

Za reżyserie i scenariusz obrazu odpowiada Paul Soter, specjalizujący się w typowych amerykańskich komediach. Czy w związku z tym jest w stanie czuć klimat grozy i dobrze go oddać na ekranie?Powiem tak, radzi sobie.

Scenariusz stworzony jest na podstawie spranego już schematu, ale unika bardzo topornego i tradycyjnego podejścia. Łączy w sobie elementy ghost story, home invasion i paranoid thriller.

dark circles

Jest wątek załamania nerwowego spowodowanego przemęczeniem, obraz rozpadu więzi między bliskimi w sytuacji kryzysu, jest wiecznie wrzeszczące niemowlę, artysta, którego przerastają domowe obowiązki, nie do końca gotowa na macierzyństwo młoda matka i tajemnicza lokatorka, najpewniej przybyła z zaświatów.

Jeśli chodzi o realizację projektu to bardzo raziły mnie zbyt ciemne zdjęcia. Rozumiem, coś czai się w mroku, ale serio ciężko to dostrzec.

Podobny sposób prezentowania tego co ma wystraszyć widza mamy chociażby w serii Paranormal Activity. Jednak jak za pewne pamiętacie, w tamtym filmie nic praktycznie się nie dzieje, więc cała uwaga może skupić się na tropieniu zjawy w zakamarku kadru.

"Dark Circle" nie jest tak statyczny. Dużo więcej się w nim dzieje i dobrze, że się dzieje, bo dzieje się dobrze:)

Mamy tu pewien rodzaj kiełkującej paranoi, nasi bohaterzy są krańcowo wykończeni tym co zdaje się ich osaczać. Nie radzą sobie.

Podobał mi się sposób w jaki pokazano rozpad ich egzystencji. Po miesiącu w nowym domu, Alex wygląda jak zombie, Panny jakby ją zdjęli z krzyża, w dodatku sama już nie wie, co jest rzeczywiste, co nie. Dom zamiast rozkwitnąć dzięki nowym lokatorom wygląda jak polana zniszczeń.

dark circles

Wszystko fajnie. Jak na debiut w świecie horroru nawet bardzo fajnie.

Plus ode mnie również za zakończenie. Może nic specjalnego, ale inne niż się spodziewałam.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:7

To coś: 7

Oryginalność:6

69/100

W skali brutalności: 2/10

czwartek, 29 maja 2014

House of dust/ Dom z pyłu (2013)

house of dust

Ostatni dzień wakacji. Studenci przybywają na kampus i pragną zabawić się zanim rozpoczną zajęcia. Wśród rządnych przygód jest grupa studentów medycyny, kumple Kolt i Dylan oraz Gaby i jej nowo dostarczona współlokatorka, Emma, dziewczyna cicha i dziwna.

Młodzi postanawiają zwiedzić obecny na ternie kampusu stary dom, gdzie niegdyś szalony lekarz przeprowadzał eksperymenty.

Pewnego dnia jeden z pacjentów nie chcąc poddać się zabiegowi lobotomii zaatakował lekarza i jego towarzyszy. Doktorek nie przeżył za to ci z zemsty spalili buntownika żywcem.

house of dust

house of dust

Studenci wracają z wyprawy, ale nie są już tacy sami. Wszyscy za wyjątkiem Emmy wykazują oznaki opętania, każdy przez ducha innego z pacjentów doktorka.

Czasami mam takie szczęście, że jednego dnia obejrzę więcej gniotów niż w przeciągu, powiedzmy, miesiąca. Wczoraj odwaliłam maraton.

Oczywiście większość filmów wyłączałam po pół godziny, ale "Dom z pyłu" w przeciwieństwie do chociażby "Burzy duchów" obejrzałam w całości. Nie dlatego, że pod względem fabuły był lepszy od serii gniotów, które spadły na moją biedną głowę. Nie dlatego, że miał szansę 'wciągnąć'. Chyba z nich wszystkich miał najmniej rażąca formę. Spotkał go zaszczyt bycia najlepiej zrealizowanym wśród najgorszych;/

Agrentyński reżyser, który odpowiada za to dzieło ma talent do wymyślania ciekawych tytułów. Jak spojrzałam na jego filmografię, stwierdziłam: oglądałabym, ale obawiam się, że byłby to błąd. "Dom z pyłu" ostatecznie też brzmi dobrze...

Do spłodzenia scenariusza zaangażował aż trzy osoby z czego rekordzista nabył doświadczenie w AŻ dwóch produkcjach.

Fabuła tej historii jest bardzo prosta. Tak prosta jak przystało na jak najmniej pomysłowy teen horror: Grupa nastolatków, opuszczony dom, opętanie.

Na podstawie ie do końca logicznego scenariusza mogę wnioskować, że katalizatorem całego nieszczęścia był dziwna Emma, niesłusznie posądzona o schizofrenie w rzeczywistości miała kontakt z 'drugą stroną'.

house of dust

Plusem filmu jest to, że twórcy uciekli od prezentowania fizycznych objawów opętania, które przy ich małej pomysłowości i niskim budżecie jaki ten film posiadała wypadły by katastrofalnie. Już widzę tą tandetę...

Aktorstwo kiepskie, ale wyżej ponad poziom warsztatu polskich celebrytów. Dialogi rozpisane znośnie.

Jeśli na serio nie macie już co obejrzeć, to możecie zerknąć na "Dom z pyłu", w przeciwnym razie polecam unikać.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Zaskoczenie:3

Oryginalność:3

To coś:3

44/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 27 maja 2014

Mindscape (2013)

mindscape

Tytułowe "Mindscape" to organizacja zrzeszająca i dająca zatrudnienie tak zwanym 'detektywom pamięci'. Ich praca polega na wnikaniu we wspomnienia osób i rejestrowaniu ich dzięki własnym zdolnościom parapsychicznym i odpowiedniemu sprzętowi. Jednym z nich jest John.

mindscape

Mężczyzna nie do końca radzi sobie w pracy. Trauma jaką była samobójcza śmierć jego żony utrudnia mu oddzielenie wspomnień klienta od własnych, co skutkuje groźnymi dla zdrowia atakami. Mimo to John podejmuje nowe wyzwanie.

Sprawa wydaje się prosta, ma nakłonić zbuntowaną nastolatkę by zaczęła jeść. "Wystarczy schować czasopisma o modzie"- twierdzi lekceważąco, aż do chwili gdy poznaje Anne. Dziewczynę bardziej niezwykłą niż zdołał przewidzieć.

Amerykański thriller duetu niezbyt wprawionych twórców początkowo bardzo mnie zaintrygował. Motyw obdarzonych niezwykłymi zdolnościami osób, mogących wyciągnąć z człowieka to, co on sam wyparł ze swojej pamięci nie jest może nowością, ale nie zmienia to faktu, że jest to wątek ciekawy.

W połączeniu z dobrym scenariuszem i klimatyczną oprawą może robić wrażenie. Niestety w przypadku "Mindscape" było zbyt dużo zgrzytów by można było mówić o pełnej satysfakcji z seansu.

Fabuła rozwija się do pewnego momentu aż następuje spięcie i wysiada całe zasilanie mogące pchnąć ją w kierunku mocnego finału.

mindscape

Poznajemy Johna i Annę, która niewątpliwie mogłaby być ciekawym okazem. Inteligentna, zarozumiała i bardzo utalentowana. W okół jej postaci roi się sporo tajemnic jednak droga do ich rozwikłania jest mniej wyboista niż powinna.

Najchętniej wszystko zrzuciłabym na montażystę, który kicał z kolejnymi ujęciami jak pijany zając. Jedyne co mu się udało w ten sposób osiągnąć to wrażenie chaosu. Mogę to uzasadnić tematyką filmu, wątkiem wspomnień, które nie zawsze powracają do nas w kolejności logicznej.

Niestety wobec scenariusza nie mogę być tak łaskawa, bo widać tu ewidentny brak namysłu. Pierwsze spotkanie Johna z Anną rozpoczyna się od badania. Mężczyzna od razu przechodzi do testów mających sprawdzić, czy dziewczyna nie ma rysu socjopaty. Skąd pomysł, że może nią być? Dlatego, że od tygodnia nie chce jeść i się okalecza? Z czasem kiedy John kontynuuje sesje z dziewczyną, okazuje się że pewne wydarzenia z jej życia mogły by budzić podejrzenia takich zaburzeń. Owszem sam przebieg ich pierwszej rozmowy może intrygować i robić wrażenie, nie mniej jednak pełni tu rolę spoilera i jest wstawiony tak... z dupy.

mindscape

W scenariuszu mamy więcej takich nie do końca spójnych elementów. Największym błędem, niewiadomą  i po prostu czarną dziurą w fabule jest postać Anny. Wielki potencjał, jednak nie została poprowadzona w sposób, który zapewnił by jej podium w zawodach na największego pojeba. Podobnie jest z resztą z Johnem. Dużo lepiej prezentują się postaci drugoplanowe. Jak były terapeuta Anny, czy jej rodzice.

Aktorstwo jest bardzo przeciętne, choć fani młodszej Farmigi, znanej głównie z "American horror story" ucieszą się na jej widok. Niestety moim skromnym zdaniem warsztatowo nie dorasta do pięt swojej starszej siostrze, Verze.

Jedyną rzeczą jaką mogę z całą pewnością powiedzieć o tym filmie to to, że w rękach bardziej sprawnych twórców sam pomysł mógłby rozkwitnąć, a tak mamy film ledwie powyżej przeciętnej i to oceniając bardziej chęci niż efekt.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 0/10

Tagi: thriller
10:00, ilsa333
Link Komentarze (14) »
niedziela, 25 maja 2014

The Forgotten/ Życie którego nie było (2004)

życie którego nie było

Telly nie może pogodzić się ze śmiercią synka. Czternaście miesięcy temu w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej ginie jej jedynak, Sam. Od tamtej pory kobieta pogrąża się w ustawicznej depresji. Godzinami przegląda pamiątki po synu, uczęszcza też do psychoterapeuty, który ma pomóc jej pogodzić się z tragedią.

Pewnego dnia ku rozpaczy Telly wszystkie rzeczy syna, zdjęcia, kasety itp zaczynają znikać, zaś terapeuta oświadcza jej, że celem ich spotkań wcale nie jest przepracowanie traumy, lecz zrozumienie, że jej jasnowłosy Sam nigdy nie istniał.

życie którego nie było

Joseph Ruben w swoim thrillerze znowu podejmuje temat rodzinnych więzi.

Jego twórczość powinna znać brać fanów dreszczowców. To bowiem on nakręcił "Ojczyma", czy "Synalka", dwa bardzo dobre thrillery, których tematyka pazurami trzyma się analizy systemu rodziny.

"Życie, którego nie było" nie opowiada o psychopatycznym ojczymie, czy wyrodnym synu. Tym razem główną bohaterką jest matka.Podobno pomysł na fabułę przyśnił się scenarzyście, czy to prawda, nie wiem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że podobnie, jak wcześniejsi bohaterzy Rubena, cierpi ona na poważne problemy psychiczne. Jej terapeuta utrzymuje, że stworzyła fikcyjną wizję synka, który w rzeczywistości zmarł jeszcze w życiu płodowym.

życie którego nie było

Przez znaczną część filmu obserwujemy szarpiącą się Telly, której wszyscy na około wmawiają, że nigdy nie było żadnego dziecka. Sąsiedzi, jej terapeuta a nawet mąż. z gazet znikają wzmianki o katastrofie lotniczej. Jak to możliwe, że tylko ona go pamięta? Kobieta postanawia szukać odpowiedzi. Odnajduje mężczyznę, którego córka zginęła w ten sam sposób. Ash okazuje się być różnie odporny na wspomnienia jak reszta świata. Do czego to wszytko zmierza?

życie którego nie było

To co co zaczęło się jak mocny thriller psychologiczny odlatuje w rejony sci-fi. Wiem jak wiele osób było rozczarowanych takim rozwiązaniem. Ostatecznie gdybyśmy zostali 'na ziemi', wszytko potoczyłoby się znanym tropem. Ruben wyskoczył ze swoim rozwiązaniem jak filip z konopi. Poniekąd mnie to cieszy. Lubię zaskakujące zwroty akcji. Nawet jeśli mogą wydawać się 'kosmiczne', to chyba już wolę taki odlot niż kolejną płaską papkę o tym jak mamusi odpierdala po śmierci dziecka. Ile już było takich filmów?

Ruben jak zwykle zadbał o dobór doskonałej obsady. Na czele niej stoi Julianne Moore,w roli Telly. Podobnie jak w innych filmach tego twórcy dużą rolę odgrywa muzyka. Tym razem zaangażował do tego zadania Jamesa Hornera. Oscarowego twórce ścieżek dźwiękowych do takich obrazów jak "Alien", "Titanic", "Piękny umysł", "Apocalypto"... i wiele wiele innych. W każdym bądź razie muzyka z "The Forgotten" jest naprawdę przepyszna.

Myślę, że mimo słabych opinii o tym filmie znajdą się wśród Was tacy, którym obraz przypadnie do gustu.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:7

To coś:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

72/100

W skali brutalności:0/10

piątek, 23 maja 2014

Piękna para, morderca i ofiara - KONKURS

Z okazji tego, że nie wiem... mamy ładną pogodę;) ogłaszam konkurs. Do wygrania tradycyjnie, książki. Fundatorami nagród są wydawnictwa Oficynka i Novae Res.

Zadanie nieco inne, ale ponownie przyda Wam się znajomość filmów grozy. Tym razem nie interesuje mnie postać, ani tytuł.

Waszym zadaniem jest połączenie w pary OFIAR I OPRAWCÓW.

Mordercy znajdują się na pierwszym obrazku, ponumerowani od 1 do 12. Ofiary umieściłam poniżej oznaczając je literami alfabetu od A do K. Bystre oko już pewnie zauważyło, że morderców mamy większy urodzaj, jeden więc zostanie bez pary, żeby Wam trochę utrudnić życie.

Odpowiedzi zatem mają wyglądać np. tak: 1-A, 2-B, etc. Musicie skojarzyć ze sobą wizerunki ofiar i ich oprawców i połączyć.

Konkurs będzie trwać do 20 czerwca. Macie więc prawie cały miesiąc na zgłoszenia. Tradycyjnie odpowiedzi proszę przesyłać na mail: biblia_horroru@o2.pl

A oto Wasza zagadka:

konkurs

Kliknij w obrazek, aby powiększyć.

konkurs

Kliknij w obrazek, aby powiększyć

 

Dla laureatów, którzy podadzą największą ilość prawidłowych odpowiedzi mam dwie książki:

teufel pamiętnik diabła recenzja

 

A więc, do dzieła!

13:41, ilsa333
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 maja 2014

The Returned/ Przywróceni (2013)

the returned

Właśnie czytam książkę pod tytułem "Przywróceni". Nawet obawiałam się, że mam tu do czynienia z ekranizacją - tak to jest jak nie czyta się opisów filmów;) - ale szczęśliwie to nic w tym stylu.

"Returned", koprodukcja Hiszpanii i Kanady opowiada o ... zombie. Tak, ale w nieco innym stylu.

Rzecz dzieje się  świecie po epidemii, kiedy to naukowcy odkryli serum zapobiegające przykrym skutkom zetknięcia z wirusem. Osoba zarażona nie stanie się żywym trupem pod warunkiem, że w ciągu 36 godzin od ugryzienia. dostanie serum. Kolejnym warunkiem jest zażywanie lekarstwa, każdego dnia przez resztę życia. Ominięcie choćby jednej dawki jest katastrofalne w skutkach.

the returned

Problemem są jednak koszty wytwarzania lekarstwa i opieki nad "Przywróconymi". Ludzie obawiają się także, że przez jednego niedobitka, który zapomni pewnego dnia wziąć lek epidemia zacznie się od nowa. Protesty doprowadzają do kryzysu w wyniku, którego przerwane zostają dostawy serum. Ostatnią nadzieją są lekarze nadal pracujący nad lekarstwem całkowicie eliminującym skutki zarażenia. Czy się uda? Zobaczycie.

the returned

Główną bohaterką filmu jest Kate. Kate, młoda pani doktor, która w czasie epidemii straciła rodzinę. Strzelenie własnemu ojcu w łeb nie należy do najbardziej pozytywnych wspomnień jakie można wynieść z dzieciństwa. Teraz z w obliczu kryzysu Kate ponownie może stracić kogoś, kogo kocha.

the returned

Podstawowym i w zasadzie jedynym problemem tego filmu jest to, że nie jest on straszny. Nie zbliża się nawet do gatunku grozy, a mimo to został nazwany horrorem. Gdyby wirus zombie zastąpić jakąś bardziej przyziemną przypadłością zostawiając wszystkie inne elementy, z horrorem nie miałby już zupełnie nic wspólnego. A tak, jest zombie, jest horror.

the returned

Jako dramat z elementami thrillera spisuje się bardzo dobrze.

Historia społeczeństwa żyjącego w strachu, ludzie, którzy cudem ocaleli, a teraz mogą zostać wykluczeni ze społeczeństwa, a najlepiej zlikwidowani jest bardzo dramatyczna. Postawy bohaterów mogą wzbudzić wiele emocji. Czarne charaktery są w rzeczywistości zwykłymi desperatami walczącymi o przetrwanie. Przyjaciel zwraca się przeciwko przyjacielowi. Matka boi się własnego dziecka. Etc.

Scenariusz jest na swój sposób pomysłowy, choć po Hetem'ie Khraiche, scenarzyście "La cara oculta" spodziewałabym się czegoś bardziej przewrotnego i trzymającego w napięciu. Reżyserem obrazu jest z kolei znany z "Opętania Amy Evans" Manuel Carballo.

Jeśli chodzi o samo wykonanie, grę aktorską, zdjęcia... wszytko jest zrealizowane poprawnie. Spokojnie mogę film polecić, jednak nie nastawiajcie się na horror.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Napięcie:7

Klimat:6

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

Zaskoczenie:7

68/100

W skali brutalności:3/10

środa, 21 maja 2014

Pet Sematary/ Smętarz dla zwierzaków (1989)

&

Smętarz dla zwierzaków - Stephen King

stephen king

smętarz dla zwierząt

Zgodnie z obietnicą, dziś będzie o jednej z moich ulubionych książek Stephena Kinga i o jej ekranizacji z roku 1989, którą zawdzięczamy reżyserce Mary Lambert i samemu Kingowi, który jest autorem filmowego scenariusza.

Fabuła historii "Smętarza dla zwierzaków" rozpoczyna się od przeprowadzki rodziny Creedów do Ludlow. Louis, z zawodu lekarz wraz z żoną Rachel, córeczką Ellie  synkiem Gage'm kupuje dom położony przy ruchliwej drodze. To właśnie z jej powodu w zagajniku za domem Creedów powstał "Smętarz dla zwierzaków" - nieszczęsnych ofiar wypadków na drodze. Sam smętarz choć jest miejscem nieco upiornym nie nosi znamion miejsca o paranormalnych właściwościach, jednak tuż za nim znajduje się coś nie tylko upiornego, ale i posiadającego niezwykłe właściwości.

smętarz dla zwierząt

smętarz dla zwierząt

"Ziemia serca mężczyzny jest kamienista"- jak stwierdza przyjaciel i sąsiad Louisa, sympatyczny staruszek Jud- kamienista jak ziemia na cmentarzu Micmaców, starego indiańskiego plemienia. To właśnie indiańskie cmentarzysko ponownie stanie się 'głównym bohaterem' powieści Kinga.

Pierwsza część historii to zaledwie wierzchołek góry lodowej, która będzie sukcesywnie sunąć w niebezpiecznym kierunku. Pierwszym złym doświadczeniem w nowym miejscu jest śmierć młodego chłopaka, który umiera na rękach Louisa w pierwszym dniu jego pracy.

Dalej jest już tylko gorzej.

W listopadową noc ukochany kot Ellie podzielił los innych zwierzaków, które zginęły pod domem Creedów. W tym tragicznym momencie Louisowi z pomocą przybywa Jud. Staruszek pomaga mężczyźnie zakopać kota jego córki nie ma smętarzu dla zwierzaków, lecz dalej, na kamienistym cmentarzu Indian. Louis nie domyśla się dlaczego i po co. Jednak, gdy następnego dnia kot powraca cały i zdrowy zaczyna rozumieć z jak niezwykłym miejscem ma do czynienia.

smętarz dla zwierząt

"Smętarz dla zwierzaków" to historia o próbach radzenia sobie ze śmiercią bliskich. Pojawiają się w niej duchy zmarłych. Duchy pomocne i duchy mściwe. Pojawiają się wizje napędzane strachem. Pojawiają się w niej ludzie, którzy zrobią wszytko by uniknąć tego, co nieuniknione. Przesłanie Kinga jest proste: są rzeczy gorsze niż śmierć, trzymanie się pazurami życia nie przynosi nic dobrego. Nikt nie wraca z tamtej strony taki sam...

"Pamiętaj o mnie doktorze Creed. Żyłem a potem umarłem i znów żyję. Byłem tam i chcę Ci powiedzieć, że kiedy wracasz z tamtej strony nie masz ochoty mruczeć lecz polować. Jestem tu by ci powiedzieć, że mężczyzna hoduje co może i opiekuje się tym. Nie zapomnij o tym doktorze Creed. Jestem częścią tego co hodujesz w sercu. Twoja żona, córka syn i ja. Pamiętaj o sekrecie i pielęgnuj swój ogród".

To mój ulubiony cytat z książki.

smętarz dla zwierząt

Książka bez mała mnie przeraziła. W takim samym stopniu jak czytałam ją pierwszy raz, wiele lat temu. Jest w niej coś przygnębiającego:

Postać Churcha, który powraca z zaświatów tylko po to by zostać odepchnięty przez tych, którzy się nim opiekowali (swojego Behemotha kochałabym nawet w wersji zombie:), postać Zeldy, obłąkanej z bólu siostry Rachel, która nie była dla bliskich niczym innym jak żywym trupem, wreszcie sam Louis, który chcąc nie chcąc sprowadza na rodzinę tragedię. Jego postać jest niejednoznaczna, coś jak Jack Torrence, tkwiący między opętaniem przez 'złe miejsce' a wewnętrznym szaleństwem.

Pomyśleć, że do jej wydania w ogóle mogło nie dojść, bo autor nie był z niej zadowolony. Napisał ją pod wpływem impulsu. Pomysł podsunęło mu zdarzenie z udziałem jego własnego syna, który to prawie wpakował się pod ciężarówkę. Stephen zaczął gdybać, a co by było... i tak zrodziła się główna oś fabuły powieści.

Jeśli chodzi o film, to mimo iż autorem scenariusza był sam pisarz, to daleko mu do ideału. Zupełnie nie przypadła mi do gustu obsada. No, może po za kotem:)Choć nie powiem, mój gwiazdor lepiej by się nadawał.

Kilka elementów w fabule zmieniono, nie mam tu na myśli tylko marki papierosów, które pali Jud:) Wycięto postać, Normy, zmieniono pierwszą scenę, w której Louis poznaje sąsiada, zmieniono dialog pomiędzy umierającym Victorem, a doktorem, który w książce robi piorunujące wrażenie.

Przyznam, jednak, że podobał mi się motyw ducha- przewodnika, w książce Victor nie towarzyszy bohaterom aż tak 'namacalnie'.

smętarz dla zwierząt


Najwyraźniejszym plusem obrazu jest filmowa muzyka, dzieło tego samego twórcy któremu zawdzięczamy ścieżkę z "Wywiadu z wampirem".

Element komediowy? Stephen King w roli księdza;).


smętarz dla zwierząt

Moja ocena:

Książka:10/10

Film:7/10

wtorek, 20 maja 2014

What lies beneath/ Co kryje prawda (2000)

co kryje prawda

Clarie i Norman to szczęśliwe małżeństw w średnim wieku. On robi karierę jako inżynier genetyk, ona zajmuje się ich pięknym domem położonym nad jeziorem. Kiedy ich córka wyjeżdża na studia Clarie przechodzi załamanie - tak przynajmniej sądzi jej mąż. A może dziwne zdarzenia jakich doświadcza kobieta to coś innego, niż zwiastun problemów psychicznych? Może faktycznie sąsiad państwa Spencerów zabił swoją żonę, której duch nawiedza teraz Clarie? A może prawda kryje coś zupełnie innego?

co kryje prawda

Robert Zemeckis, reżyser filmu jest prawdziwym człowiekiem sukcesu. To on nakręcił "Foresta Gumpa" i mój ulubiony "Cast away". Obracał się też w gatunkach komediowych, ale nie przypominam sobie żadnego horroru tego reżysera. Po za "Co kryje prawda".

"What lies beneath" to obraz pogranicza dramatu, ghost story i thrillera psychologicznego. Twórca żongluje najpopularniejszymi motywami obecnymi w kinie grozy: Choroba psychiczna, morderstwo, nawiedzenie przez ducha.

Wszystko to znajdziemy w tym filmie. W zależności od tego, co aktualnie sugeruje nam scenariusz zmienia się przynależność gatunkowa.

Zaczyna się od wątku rodem z Hitchcockowskiego "Okna na podwórze". Clarie wierzy, że jej sąsiad zabił swoja małżonkę. Przyznam, że jej podejrzenia nie są wzięte z kosmosu. Pojawia się duch grasujący po domu Clarie i Normana. Mąż ma dość wymysłów żony i najchętniej ululał by ją porządną porcjom valium.

co kryje prawda

co kryje prawda

Wtedy pojawia się kolejny wątek tym razem związany z wypadkiem samochodowym, w którym uczestniczyła przed rokiem Clarie. Dlaczego do niego doszło? Oto jest kolejne pytanie.

Dalszej ścieżki wzdłuż, której będą biec filmowe wydarzenia nie mogę Wam już zdradzić.

Po za "Oknem na podwórze", Zemeckis korzysta również z "Psychozy" ogniskując wszelkie złe wydarzenia wokół łazienki, nadając swojemu bohaterowi na imię Norman  i oczywiście tworząc swoją bohaterkę, Clarie, na wzór i podobieństwo blondynek Alfreda.

co kryje prawda

 Ważnym elementem tego filmu jest zaskoczenie. Duża ilość twistów fabularnych ma zapewnić widzowi mocne wrażenia, a usilne naśladowanie elementów Hitchcockowskich obrazów ma kojarzyć się z klasycznie budowany suspensem.

Efekt tych zabiegów jest udany, choć nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ten film 'skrojony jest na miarę'. Nie ma w nim miejsca na nieprzemyślane ruchy, choćby cień spontaniczności wszystko jest sztywne jak dykta, jak zoperowana twarz Michelle Pfeiffer :)

Gwiazdorska obada, sprawdzone motywy, odwołanie do klasyki. Gotowy przepis na sukces.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:8

Napięcie:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

Walory techniczne:9

77/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 18 maja 2014

Wywiad z pisarzem Adrianem Bednarkiem

pamiętnik diabła recenzja

Wywiadów dawno nie było, bo nikt ostatnimi czasy nie wpadł mi w oko. "Pamiętnik diabła" zaskoczył mnie na tyle, że postanowiłam 'przesłuchać' autora. Korespondencja, długa i szeroka, trwała od 9 maja. Teraz, dla Was moi drodzy, składam do kupy to, co mogę Wam ujawnić.

Adrian Bednarek, trzydziestolatek, zadebiutował "Pamiętnikiem diabła", który ukazał się nakładem wydawnictwa Novae Res. Z wykształcenia ekonomista, z zamiłowania pisarz. Fan żużlu zafascynowany postaciami seryjnych morderców i błyskotliwą karierą Adolfa Hitlera. Właściciel firmy handlowej.

Reszty dowiecie się z lektury wywiadu:)


B.H: Z informacji jakie umieszczono na okładce książki wynika, że jesteś ... ekonomistą (?) a przynajmniej absolwentem Akademii Ekonomicznej, skąd więc zainteresowanie twórczością literacką?

ADRIAN: Zgadza się, jestem absolwentem AE, na co dzień prowadzę firmę w branży handlowej, co nie koliduje z rozwijaniem pasji zupełnie niezwiązanych z zawodem lub wykształceniem.

Od zawsze lubiłem czytać, najpierw komiksy, później książki. Pomysł na napisanie własnej dojrzewał we mnie od dłuższego czasu i w końcu... wyrósł :)


B.H: "Od lat zafascynowany tematyką kryminalną, szczególnie postaciami seryjnych morderców", skąd takie nietypowe (dla niektórych, nie dla mnie:) fascynacje?

ADRIAN: Nie uważam swoich fascynacji za nietypowe. Niektórzy lubią godzinami oglądać taniec w telewizji, inni lubią czytać o seryjnych mordercach ;)

Osobiście nie widzę w swoich zainteresowaniach niczego dziwnego.

B.H:Nie widzisz nic dziwnego, ja też nie, ale skąd Ci się to wzięło, co takiego fascynującego, Twoim zdaniem jest w mordercach?

ADRIAN:Nie w mordercach ogólnie, a w seryjnych mordercach. Nie fascynują mnie ludzie zabijający dla pieniędzy, w afekcie, z miłości, czy np. zazdrości.

Seryjni mordercy są fascynujący ponieważ najczęściej zabijają przypadkowe osoby z sobie tylko znanych pobudek. Można powiedzieć, że zabijają dla przyjemności, a to wystarczający argument, żeby się nimi zainteresować.


B.H: Masz swojego faworyta wśród zabójców? Literackich, filmowych, autentycznych?

ADRIAN:W moim przypadku na czoło mrocznej klasyfikacji zdecydowanie wysuwa się postać autentyczna, Dennis Rader - BTK.

Historia tego człowieka, motywy, metody działania, niekonwencjonalne zachowanie, a nawet sposób, w jaki został złapany wyróżniają go na tle pozostałych najsłynniejszych seryjnych morderców.

Wśród fikcyjnych postaci w pamięci zapadł mi Doktor Danko z książki "Dekalog Dextera". Od zawsze intrygowała mnie też postać Jokera z komiksów o Batmanie.


B.H: Każdy pisarz w pewnym stopniu okrada swoje życie osobiste. Tworząc, postaci, miejsca, kreując wydarzenia opiera się na doświadczeniach swoich i swojego otoczenia. Drugą sprawą jest wyobraźnia, a wyobraźnia jest ekstraploracją naszej osobowości. Tematyka Twojej książki wymaga specyficznego spojrzenia na świat.

Sądzisz, że masz diabła za skórą, który ułatwił Ci wyprofilowanie książkowego psychopaty?

ADRIAN: Zależy, co rozumiesz przez posiadanie diabła za skórą?  Nie jestem aniołem, ale z pewnością nie mam takich ciągot, jak główny bohater mojej książki :) Natomiast wczuwanie się w niego, odkrywanie jego myśli, obserwacja i w końcu wychodzenie na polowanie stanowiło niezapomniane przeżycie.

Pisząc musiałem nauczyć się patrzeć na świat oczami psychopaty, wyzbyć się emocji, uczuć, empatii. Bo to w końcu typowe cechy psychopaty. Potrafiłem się zatracić w postaci Kuby na kilka godzin dziennie, ale potem szybko wracałem do swojego życia, w którym nie ma miejsca na w/w cechy.

Podsumowując mogę powiedzieć, że prywatnie nie mam wiele wspólnego z książkowym psychopatą. Kuba stanowi moją małą odskocznie od codzienności.

B.H: Absolutnie nic wspólnego? Słyszałam kiedyś wypowiedź pewnego pisarza, że każda jego postać jest nim (autorem) w 100 %, jednak on jest swoim bohaterem tylko w 10 %.

Kubuś nie ma nawet 10 % Ciebie? Nie macie żadnych wspólnych 'zainteresowań', nie wiem muzyka, trampki, blondynki?;)

ADRIAN:No dobra, po dłuższej chwili zastanowienia przyznaję, że troszkę przesadziłem. Może mam z Kubą 20, 25% wspólnych cech. Ale odpowiedź, jakie są to cechy pozostawię dla siebie :) Ktoś tu obiecał nie robić mi żadnej analizy, a coraz bardziej czuję się analizowany :))

Kubą i z pewnością nie spadł mi z kosmosu tylko narodził się w zakamarkach głowy ;)

B.H: Czy pomysł na książkę "Pamiętnik diabła" zrodził się z impulsu, czy była to długotrwała, zaplanowana strategia twórcza?

ADRIAN: Odpowiedź na to pytanie zawiera się pośrodku między impulsem, a strategią twórczą. Pół roku wcześniej napisałem zupełnie inną historię i w ogóle nie byłem z niej zadowolony. Fabuła "Pamiętnika diabła" chodziła mi po głowie przez kolejne sześć miesięcy i nie chciała z niej wyjść. Często zastanawiałem się, czy taka książka miałaby w ogóle rację bytu w literackim świecie.

Ostateczna decyzja "piszę" zapadła spontanicznie. Usiadłem i zacząłem pisać :)

B.H: Jak gromadziłeś informacje potrzebne do napisania "Pamiętnika.." Intrygi Kuby robią wrażenie. Domyślam się, że nikogo nie zabiłeś w ramach dokształcania?

ADRIAN: Dobrze się domyślasz, nikogo nie zabiłem :) A uwierzysz, jak powiem Ci, że nie gromadziłem żadnych informacji? To najprawdziwsza prawda. Znałem kilka miejsc, w których Kuba zamordował swoje ofiary, kilka wymyśliłem, intrygi też wymyślałem :) Wszystko to moja wyobraźnia.

Wiem, że niektórzy przeprowadzają research, badania, czy inne tego typu sprawy. To nie mój klimat. Ja się bawię pisaniem, wszystko musi powstawać w głowie ;) Taka już moja leniwa dusza :PP Pomysły powstają podczas biegania, albo w domu w pokoju, w którym piszę ;)

Szukałem tylko w necie instrukcji obsługi urządzenia do otwierania zatrzaśniętego okna z zewnątrz, bo nie byłem pewien jak się go używa :PP

I czasami używałem google maps, żeby ocenić, gdzie najwygodniej byłoby mi zostawić furę, gdybym był mordercą ;)

Poza tym uważam, że śledzenie kogoś, kto Cię nie zna, w dodatku jest słabszy od Ciebie, wyszukiwanie jego słabego punktu i następnie atakowanie go jest rzeczą dziecinnie prostą przy odpowiednim przygotowaniu i motywacji :)

B.H: Ile czasu zajęło Ci napisanie, a później doprowadzenie do wydania "Pamiętnika..."? Było ciężko?

ADRIAN: Samo napisanie "Pamiętnika diabła" zajęło mi mniej więcej siedem miesięcy. Starałem się pisać regularnie, ale zdarzały się kilkudniowe przerwy. Bardzo ciężko było doprowadzić do ostatecznego wydania tekstu w postaci książki. Opowieść na ten temat zajęłaby co najmniej kilka stron.

Całość, od napisania pierwszej strony do premiery książki trwała prawie dwa lata.

B.H:Chętnie dowiem się więcej o perypetiach wydawniczych:)

ADRIAN:Dużo by o tym mówić. Jako absolutny debiutant od samego początku miałem pod górkę. Wysłałem tekst do naprawdę dużej ilości wydawnictw. Część w ogóle nie odpowiadała, niektóre do dziś odpowiadają. Ale najlepsze były te, które obiecywały przeczytać i się odezwać i... nadal nie otrzymałem żadnej odpowiedzi ;)

Na szczęście znalazłem wydawnictwo zainteresowane "Pamiętnikiem diabła" i teraz mogę traktować usilne poszukiwania wydawcy, jako ciekawe doświadczenie. I lekcję cierpliwości :)

B.H:Nie wiem, czy czytałeś moją recenzję książki, ale chciałabym się do niej odnieść. Nie za bardzo przypadł mi do gustu tytuł i okładka. Sam decydowałeś o 'tych sprawach'?

ADRIAN:Czytałem Twoją recenzję, jak tylko się pojawiła. Tytuł wymyśliłem sam ( teraz już wiem, że nie tylko moja książka nosi taki tytuł, ale i tak od pierwszej strony byłem przekonany, że musi się nazywać "Pamiętnik diabła").

Opis z ostatniej strony okładki jest również mojego autorstwa. Na wygląd okładki nie miałem wpływu. Z tego, co zdążyłem się zorientować okładka budzi skrajne odczucia. Od zachwytu po całkowitą niechęć. Domyślam się, że właśnie dlatego o nią zapytałaś.

Ad. recenzji: Jesteś pierwszą osobą, która tak bezpośrednio porównała Kubę do Karola Kota. Muszę Ci od razu powiedzieć, że postać Kota poznałem dopiero, kiedy byłem w trakcie pisania epilogu. Serrio! Pomagałem żonie w zbieraniu materiałów do pracy dyplomowej i wtedy natknąłem się na Kota. Pamiętam, jak dziś, że powiedziałem wtedy "zobaczysz, ktoś kiedyś stwierdzi, że wymyślając Kubę inspirowałem się Kotem" :)))))Pewnie gdybym go poznał wcześniej właśnie tak by było :P 

Patrick Bateman- owszem, nie zaprzeczę. Ale z Budnym to też nie do końca trafiłaś. Fakt, książka zaczyna się od jego cytatu, ale tylko dlatego, że bardzo mi przypasował. Nie zwróciłem uwagi, że zabijał tylko brunetki. To akurat w przypadku Kuby wyszło z czegoś zupełnie innego.  Najbardziej chciałem użyć jakiegoś cytatu BTK, ale niestety nie powiedział nigdy nic ciekawego ;) Poza tym Budny był jak dla mnie chaotyczny, dużo ryzykował, zgarniał dziewczyny z miejsc publicznych. Zauważ, że Kuba ma wszystko dokładnie zaplanowane, śledzi ofiarę, znajduje słaby punkt, atakuje, znika. No i nie ma żadnego kontaktu płciowego z ofiarą ;)

A i nie jestem fetyszystą trampek ;)

B.H: Sama jestem strasznie kontrolującym typem, więc prawdopodobnie bym nie zniosła, że jakiś aspekt mojej twórczości, choćby okładka jest po za moja kontrolą. Oplułabym  jadem każdego, kto by chciał skrzywdzić moje 'dziecko';)

ADRIAN: Ojj, a myślisz, że mnie to nie męczy? Jak od kilku lat prowadzi się swoją firmę to człowiek jest przyzwyczajony, że na wszystko ma wpływ i o wszystkim decyduje :/ Ale markę, zwłaszcza w rozrywce trzeba sobie wyrobić. Nikt nie będzie Ci od początku pozwalał na wszystko, nawet Kingowi nie pozwalali, więc musisz przecierpieć i zrozumieć, że nie tylko Ty masz wizję w jaki sposób Twoje dziecko może przyciągnąć czytelników. Choć i tak uważam, że mój pomysł na okładkę byłby lepszy ;))) Mam tylko nadzieję, że się mylę. Naprawdę rozumiem podejście wydawcy. Jestem debiutantem, więc nie ja dyktuję warunki a wydawcy też zależy na sukcesie książki. Poza tym dotychczasowe, zróżnicowane opinie na temat okładki jednoznacznie świadczą, że jest... ciekawa. Nie zapominaj też, że książki nie ocenia się po okładce :)


B.H: Najpierw wpadł Ci do głowy pomysł na tytuł, czy na fabułę?

ADRIAN:W tym wypadku pomysł na tytuł urodził się na równi z pomysłem na prolog. Reszta przychodziła stopniowo później. Mnie się wyświetla najczęściej ogólny zarys historii, a reszta fabuły przychodzi z czasem. Moje historie żyją własnym życiem i często to, co na początku wydawało mi się absolutnie niezbędne w danej książce często w ogóle nie zostaje napisane.

B. H: Osobiście liczę, że dalej będziesz rozwijać się twórczo, planujesz dalej pisać, publikować? Jeśli tak to, czy zrodził się już jakiś pomysł?

ADRIAN: Bardzo bym chciał dalej publikować. Staram się pisać regularnie i cały czas rozwijać swoje umiejętności. Pomysłów na szczęście mi nie brakuje.

W styczniu skończyłem drugą część "Pamiętnika...", ma ona tytuł "Proces Diabła", obecnie pracuję nad kolejnym thrillerem, wkrótce powinienem go skończyć, a co potem, jeszcze nie zdecydowałem.  Zdaję sobie sprawę, że to, czy kolejne opowiadania ujrzą światło dzienne w dużej mierze zależy od zainteresowania czytelników moją debiutancką książką.

B.H: Kiedy ukaże się "Proces diabła"? Co będzie 'w środku'?

ADRIAN: Na dzień dzisiejszy nie wiem, czy w ogóle się ukaże, a tym bardziej, kiedy ;) Dużo zależy od zainteresowania czytelników "Pamiętnikiem diabła". W środku z pewnością nie będzie nudno. Mogę zdradzić jedynie, że Kuba, jako młody adwokat dostanie swoją pierwszą sprawę. Czego będzie dotyczyła dowiesz się jeśli "Proces diabła" zostanie wydany :)

Thriller, nad którym obecnie pracuję jest nieco inny. Tym razem czytelnik nie wchodzi  bezpośrednio do świata bestii tylko... ofiary.

B.H: Jeszcze jedno pytanie: Twoje literackie fascynacje? Co lubisz, czego nie znosisz?

ADRIAN:Żeby odpowiedzieć na pytanie, co czytam musiałbym stworzyć bardzo długą listę. Na jej topie z pewnością znaleźliby się Puzo, Lapidus, Ellis, kilka książek Kinga, Ziemiańskiego, Cobena, Pattersona, przygodny Jasona Bourne'a, "Sieroty Zła" Nicholasa D'Estienne D'Orves, "Przenajświętsza Rzeczpospolita" Jacka Piekary i oczywiście komiksy o Batmanie z początku lat 90tych, od których zaczynałem przygodę z czytaniem.
Nie mam gatunków, których jakoś specjalnie nie znoszę. Każdy gatunek jest skierowany do innej grupy odbiorców, a ja czytam tylko te, które mnie interesują :)

adrian bednarek wywiad


Bardzo dziękuję wydawnictwu Novae Res za tak ochocze 'podzielenie' się ze mną swoim nowym autorem i oczywiście samemu Adrianowi, za to, że tak cierpliwie znosił przesłuchanie;)

11:39, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 maja 2014

The last will and testament of Rosalind Leigh (2012)

ostatnia wola i testament RL

Po śmierci matki, jej dorosły już syn, Leon, przybywa do odziedziczonego po zmarłej domu. Po co? Początkowo może się wydawać, że tylko po to by sprzedać przez lata gromadzone przez matkę zabytkowe ozdoby. Tak naprawdę chodzi o coś jeszcze. Można to nazwać próbą poradzenia sobie z przeszłością.

ostatnia wola i testament RL

Narratorką opowieści jest zmarła Rosalind, która snuje historię swojego samotnego życia. Kobieta zmarła w opuszczeniu, otoczona przez rozliczne przedmioty mające ją chronić przed mrokiem, piszczałki organów (nie wiem jak je powinnam nazwać), dzwoneczki i przede wszystkim anioły. Wszystkie te przedmioty zdobią wnętrze domu, do którego przybywa bohater.

ostatnia wola i testament RL

Dużą część filmu stanowią powolne przejazdy kamery po domostwie, które może zachwycać i jednocześnie przytłaczać swoim wystrojem. Za tak klimatyczną scenografię należą się duże brawa twórcy. Podobnie jak operatorowi, który precyzyjnie ukazał nastrój obecny w poszczególnych pomieszczeniach. Po za atmosferą grozy nie ma bowiem w tym filmie wiele więcej.

ostatnia wola i testament RL

Mistrz tworzenia klimatu nie skupił się już tak bardzo na fabule. Zbudował ją na lichych podstawach, rzucił kilka szczątkowych informacji, zasiał ziarnko strachu, ale cały ciężar filmu oparł na tylko sobie znanej interpretacji. Owszem, widz może mieć własne teorie, ale szczerze mówiąc nie bardzo ma na czym je oprzeć. Efekt jest taki, że mamy bardzo ładnie zrobiony film o niczym.

Pojawia się wątek religijnego fanatyzmu, który bez wątpienia ogarnął matkę Leona i który doprowadził do tego, że została ona sama. Dewocja zawsze budzi grozę, przynajmniej we mnie. Twórca filmu opowiada o tym szaleństwie w bardzo poetycki sposób, jednocześnie jest w tym bardzo asekurancki, tak jakby bał się zdradzić zbyt wiele. Tak samo jak swój bohater, jest już gotowy do otwarcia drzwi, ale odwraca się na pięcie i wycofuje. Jest bardzo niekonsekwentny w straszeniu.

ostatnia wola i testament RL

Pojawiają się tu potencjalnie bardzo interesujące elementy, jak pukający do drzwi przyjaciel matki członek religijnej społeczności, w której działała, stwór grasujący w ogrodzie, czy ręka wyłaniająca się zza winkla. Niestety przyjaciel nie pojawia się już więcej, stwór wpadł jedynie na gościnny występ, a ręka pozostaje tylko ręką, innych części zmory brak.

ostatnia wola i testament RL

Nie chcę żeby to brzmiało tak, jakby film mi się nie podobał. O nie, tak nie było. Oglądałam go jak urzeczona. Pod względem realizacji jest rewelacyjny, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt iż jest debiutem kanadyjskiego reżysera, który do tej pory obracał się w kręgach krótkometrażówek. Tym razem wygrzebał skądś dobrego operatora i scenografa i przekonał do udziału w projekcie dobrą obsadę. Mam tu szczególnie na myśli Vanesse Redgrave, moją ulubioną aktorkę, jeśli chodzi o starsze pokolenie. Użycza ona głosu narratorce i w dużej mierze jej zasługą jest nastrój filmu. Całkiem dobrze spisał się także odtwórca roli Leona, którego pamiętam z "Zabójczych piosenek małego miasta".

"Ostatnia wola i testament R.L." jest skierowany do widzów przedkładających klimat nad fabułę. Nie oczekujących szczególnych wrażeń po za tymi wizualnymi. Na pewno jest to coś nowego, ale ostrzegam, nie każdemu się to spodoba i trudno mieć o to pretensje.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:5

Klimat:10

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:7

71/100

W skali brutalności:0/10

czwartek, 15 maja 2014

Bates Motel/ Motel Bates (2013-2014) - Sezon 2

bates motel

Końca dobiegł kolejny sezon serialu "Motel Bates". Podobnie jak pierwszy sezon składał się on z dziesięciu odcinków. Za produkcję znowuż odpowiada ta sama trójca amerykańskich reżyserów seriali.

Scenariusz sukcesywnie zmierza do ukazania krok po kroku, jak rozwijała się mordercza kariera Normana Batesa znanego z "Psychozy".

W tym sezonie nie zginie żadna kobieta. Niestety na sceny 'prysznicowe' trzeba będzie jeszcze poczekać. Fabuła dziesięciu odcinków skupia się, po pierwsze na narkotykowym biznesie w White Pine Bay, który kwitnie i zbiera ofiary.

W tej przestrzeni coraz pewniejszą pozycję zdobywa brat Normana, Dylan. Norma Bates niechcący staje się uczestniczką całego zamieszania w momencie, gdy podejmuj walkę z władzami o budowę obwodnicy (która jak wiemy z "Psychozy" i tak zostanie w końcu zbudowana). Tego typu wątki jak zwykle starają się wepchnąć na pierwszy plan i osobiście mam już ich serdecznie dość.

Jeśli chodzi o Normana to coraz częściej doświadcza swoich zaników świadomości. Matka uparcie milczy, lecz młody Bates jest bardzo zdeterminowany, by dowiedzieć się kim jest i co robi.

bates motel

Nieciekawej prawdy o sobie dowiaduje się także Dylan, przez co dochodzi do kolejnego rozłamu w rodzinie.

bates motel

Dużym plusem jest fakt, że Norman coraz silniej objawia swoje rozszczepienie osobowości, coraz częściej 'staje się matką'. To bardzo udane momenty, niestety nikną w tłumie wątków pobocznych.

Na arenie pojawia się też nowa kochanka Normana, niejaka Cody, niestety podobnie jak Bradley w końcu znika z jego życia, a Norman po raz kolejny jest rozczarowany. Znowu zostaje tylko mama...

bates motel

bates motel

Tak więc, powoli, sukcesywnie zmierzamy do finału. Może trochę zbyt wolno? Zbyt dużo zapchajdziur w scenariuszu? Szczerze mówiąc ciężko mi to ocenić. Nie oglądałam kontynuacji "Psychozy" a zakładam, że również na ich bazie konstruowany jest scenariusz serialu. Czas się za nie wziąć. Tymczasem Norman powróci w trzecim sezonie zapowiadanym na 2015 rok.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Oryginalność:6

To coś:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:8

66/100

W skali brutalności: 2/10

środa, 14 maja 2014

All Hallow's Eve/ Halloweenowy seans (2013)

halloweenowy seans

Amatorski horror Damien'a Leone wykorzystuje wskrzeszoną ostatnimi czasy konwencję filmowych noweli. "Halloweenowy seans" składa się z trzech filmików grozy, oraz ramy, czyli jeszcze jednego obrazu łączącego trzy historie.

W noc Halloween Sarah opiekuje się dwójką dzieci. Chłopiec, Timmy, z tradycyjnych halloweenowych wojaży przynosi worek cukierków. W worku znajduje się coś jeszcze, mianowicie kaseta wideo. Zarówno Tim jak i jego siostra wbrew protestom niańki bardzo chcą poznać zawartość taśmy. Sarah zgadza się i cała trójka zasiada przed ekranem.

halloweenowy seans

Od tej pory będziemy śledzić równolegle wydarzenia w domu, oraz wydarzenia zarejestrowane na taśmie. Takie... filmy w filmie.

Ujrzymy bardzo słabiutki horror, nakręcony kiepskim sprzętem, z kiepską obsadą i jeszcze gorszą charakteryzacją opowiadający o kulcie uprowadzającym młode kobiety. Obraz stanowi taki dość niezgrabny ukłon w stronę klasyków jak "Wysłannik piekieł", czy "Władca życzeń".

halloweenowy seans

Drugi film, który Sarah ogląda już sama, opowiada o kobiecie, która boi się obrazu, ostatniego działa swojego męża. Widać na nim przerażającą twarz klowna, który wcześniej uczestniczył w porwaniu jednej z bohaterek poprzedniego filmu. Ni z tego ni z owego, w jej domu pojawiają się... kosmici. Tak, dziwna sprawa.

halloweenowy seans

Ostatni obraz, najlepszy zarówno pod względem realizacji jak i samego pomysł skupia się właśnie na postaci klowna. Przebieraniec okazuje się sadystycznym mordercom, który ściga podróżującą po bocznej drodze dziewczynę.

halloweenowy seans

Na zakończenie znowuż wracamy do domu dzieciaków gdzie historia znajdzie domknięcie z udziałem Sarah.

halloweenowy seans

Nawet jak na niskobudżetowy film, "Halloweenowy seans" wypada słabo. Ma jakiś swój amatorski urok, pod warunkiem, że lubi się klimat starych niedopracowanych obrazów jakie masowo wychodziły na VHS w latach 80 czy 90. Reprezentuje podobny, niski poziom, jednocześnie nie posiada klimatu tych starych produkcji.

Jest krwawo, tego nie można mu odmówić. Niestety po oczach bije słabe aktorstwo i mizerne efekty.

halloweenowy seans

Niewykluczone jednak, że nowele przypadkom komuś do gustu. Ostatecznie nasza bohaterka Sarah mając do wyboru telewizyjny seans z klasyczną "Nocą żywych trupów" i filmiki z VHS wybrała właśnie je. Może ktoś z Was podzieli jej wybór ;)

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:3

Aktorstwo:4

Oryginalność:6

To coś:5

45/100

W skali brutalności: 4/10

12:43, ilsa333
Link Komentarze (1) »

Hider in the House/ Obcy w domu (1989)

obcy w domu

Tom większość swojego życia spędził w szpitalu psychiatrycznym, gdzie został umieszczony po tym jak zamordował swoich rodziców.

Przez całe dzieciństwo był przez nich maltretowany, aż powiedział 'dość'. Teraz, jako dojrzały mężczyzna pragnie normalnego życia. Niestety trauma jaką przeżył trochę wypacza mu perspektywę 'normalności'. Tom włamuje się do remontowanego domu, i urządza sobie na jego strych kryjówkę. Jest na tyle sprytny, że rodzina Dreyer, która wkrótce się do niego wprowadza nie ma pojęcia o dzikim lokatorze.

obcy w domu

Tom z ukrycia śledzi losy rodziny. Jest zachwycony panią domu, Julie, jednak już mniej podoba mu się ojciec rodziny, Phil. Gdy Tom odkrywa, że facet zdradza swoją śliczną żonkę doprowadza do zdemaskowania go, co kończy się separacją małżonków, teraz Tom udając sąsiada (w pewnym sensie, jest to prawda:) stara się zaskarbić sobie uczucie Julie.

"Obcy w domu" to thriller z końca lat osiemdziesiątych. Wpasowuje się w stylistykę dreszczowców z tamtego okresu. Nie jest zaskakujący, nie posiada gwałtownych zwrotów akcji. Od początku znamy tożsamość antybohatera i domyślamy się jego zamiarów. Napięcie ogniskuje się więc wokół nieświadomości bohaterów pozytywnych o bliskiej obecności wroga. Coś jak na zasadzie "Ręki nad kołyską".

Wróg przenika w szeregi ofiar i osacza je. Początkowo nie ujawnia swojej obecności. Przyczaja się, a w sprzyjającym momencie wyłania się wprowadzając w życie swój plan.

obcy w domu

Jak na antybohatera Tom, wydaje się być sympatycznym człowiekiem. Mogę powiedzieć, że nawet mu współczułam. Jego postępowanie miało pewne uzasadnienie w złych doświadczeniach z przeszłości. W zasadzie nie chciał nikogo skrzywdzić. Chciał mieć rodzinę.

Jeśli by się uprzeć można by go skojarzyć z bohaterem "Ojczyma" Rubena, jednak Tom nie jest wprawnym psychopatom. Kiepsko radzi sobie z agresją, ale nie czerpie przyjemności z psychicznego znęcania się.

Odtwórca roli Toma, nieco mnie zaskoczył. Tj. zaskoczył mnie wybór właśnie tego aktora. Gary Busey grywał raczej w kinie akcji, twardzieli pokroju swojego bohatera w "Predatorze". Spisał się jednak całkiem przyzwoicie.

Cały film oceniam na plus. Jest szaleniec, jest intryga, jest napięcie, czyli wszystkie elementy jakie powinien posiadać thriller psychologiczny.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:5

Napięcie:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Oryginalność:7

To coś:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

63/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 11 maja 2014

Autopsy (2008)

autopsy

Grupa znajomych imprezuje w Nowy Orleanie. W przypływie boskich mocy wsiadają pijani do samochodu i powodują wypadek na odludnej drodze. Szybko zjawia się karetka, bowiem personel pobliskiego szpitala poszukuje zbiegłego pacjenta. A ten, ups, tkwi pod kołami auta młodych. Znajomi zostają zapakowani do karetki i odwiezieni do szpitala - tego samego, z którego udało uciec się pacjentowi. Ciekawe dlaczego uciekał? Może dlatego, że personel to banda świrów?

autopsy

Horror w reżyserii Adama Gierasch'a wg. opisu w internecie ma się kojarzyć z "Piłą", "Hostelem" i "Teksańską masakrą piłą mechaniczną". Ja bym się ograniczyła do słowa 'masakra'. Bo owszem, krwi tu sporo, ale do wymienionych powyżej filmów "Autopsy" jest daleko.

Trzech scenarzystów, w tym jeden w osobie reżysera dumali wspólnie nad fabułą filmu i jedyne, co osiągnęli to dobrze zlaną krwią pozbawioną logiki historię.

Na temat poziomu aktorstwa nie ma co się wypowiadać. Jest źle. W zasadzie jedyna zaletą owego filmu jest jego brutalność- pod warunkiem, że ktoś preferuje.

Nasi bohaterzy przesiadują w szpitalnej poczekalni, czekając na badania. Każdy kto się na nie wybierze już nie wróci, ale młodzi nie szczególnie zaprzątają sobie głowę znikającymi znajomymi.

autopsy

W między czasie mamy mnóstwo bezsensownych zapchaj dziur w scenariuszu, które miały prawdopodobnie rozładować napięcie, które jednak nigdy nie zostało zbudowane.

Antybohaterem jest szalony lekarz, który ochoczo kroi przypadkowych ludzi, by móc leczyć żonę. Na co jest chora, do czego potrzebne mu są części przypadkowych osób? - nie wiemy i się nie dowiemy.

autopsy

autopsy

Przez cały seans miałam wrażenie, że film epatuje przemocą dla samego ukazania przemocy. Nie ma w tym racjonalności, ani logiki.

Kiepsko też wyszły próby zbudowania psychodelicznego klimatu jakim powinien emanować stary szpital. Ot, nieudany horror klasy B.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:3

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Klimat:5

To coś:4

Oryginalność:3

40/100

W skali brutalności:5/10

sobota, 10 maja 2014

Hell Baby (2013)

hell baby

Vanessa i Jack wprowadzają się do starego zrujnowanego domostwa w 'czarnej dzielnicy'. Sąsiad F'resnel szybko uświadamia ich, że mają do czynienia z nawiedzonym domem, w którym trup ściele się gęsto (ale od dwóch i pół miesiąca nikt tu nikogo nie zabił).

Kobieta jest w ósmym miesiącu ciąży i od momentu przeprowadzki 'dziwnie' się zachowuje. Zaczyna się upijać, palić papierosy, przez pomyłkę zamiast napoju serwuje mężowi truciznę. Robi też dużo gorsze rzeczy...

hell baby

Tym czasem z Watykanu przybywają dwaj egzorcyści ścigający demona, który uśmiercił parasolką ich kolegę, również duszpasterza.

Chyba nie muszę dobitnie zaznaczać, że jest to horror komediowy. A może muszę? Sama wybieram filmy na ślepo, w przypadku "Hell baby" nie przeczytałam nawet opisu. Plakat mi się spodobał:) Dużą niespodzianką był więc dla mnie fakt, że mamy tu do czynienia z pastiszem filmów grozy z wątkiem piekielnych dzieci. Jest oczywiście "Dziecko Rosemary", "Omen", "Hellboy" i oczywiście ostania nieudana produkcja "Diabelskie nasienie".

Jakkolwiek byłam zaskoczona, to bardzo mile. Zamiast kolejnych prób wskrzeszenia małego antychrysta w postaci mrocznej i przerażającej dostałam fajnie zrobioną komedię obśmiewającą wszystkie znane diabelskie dzieci.

hell baby

Pada tu sporo gagów autentycznie mogących wzbudzić śmiech.

Bardzo dobrze wykreowana została postać matki szatanka. W tej roi zobaczymy znaną chociażby z "Nocnego pociągu z mięsem" Leslie Bibb. Jako aktorka komediowa spisuje się znacznie lepiej niż w klasycznym horrorze.

hell baby

Partneruje jej śmieszny łysek Rob Corddy, który też jak najbardziej daje radę. Dużą wagę przywiązano także do postaci drugoplanowych jak para egzorcystów, para policjantów, szalona babcia, sąsiad F'resnel, czy nawiedzona siostra głównej bohaterki. Wszyscy tworzą zabawne stado.

hell baby

hell baby

Jednym słowem na banalnym, spranym schemacie stworzono coś 'ożywczego'. Fajną, zgrabnie zrobioną czarną komedię.

Fani bardziej znanych parodii, jak seria "Scary movie" mogą być nieco zawiedzeni, bo jednak humor w "Hell baby" nie jest chyba aż tak durnowaty i absurdalny. Nie skupia się też na przerobieniu w krzywym zwierciadle najsłynniejszych horrorowych scen czy cytatów, raczej obśmiewa całe założenie.  Więcej tu przewrotności i groteski niż klasycznego amerykańskiego debilizmu.

Moja ocena: 8+/10

piątek, 09 maja 2014

The Burrowers (2008)

burrowers

"The Burrowers" to jeden z nielicznych horrorów, który został połączony z gatunkiem jak najdalszym od kina grozy, mianowicie westernem.

Akcja filmu toczy się na preriach stanu Dakota w roku 1879. Rodzina osadników ginie bez śladu.

Na poszukiwania wyrusza grupa mężczyzn w tym Irlandczyk Coffey, gdyż to właśnie jego ukochana jest jedną z zaginionych.

Bohaterzy, na których przygodach będziemy się skupiać stanowią klasyczny przekrój mieszkańców dzikiego zachodu. Po za butnym Irlandczykiem uwagę przykuwa, 'kowboj' Clay, czarnoskóry Callaghan i pułkownik z manią wielkości, w którym rozpoznamy znienawidzonego klawisza z "Zielonej mili".

burrowers

Wszyscy oni za porwanie obwiniają Indian, z którymi osadnicy toczą walki. Ich perspektywa zmienia się, gdy odkrywają co prawdopodobnie mogło spotkać uprowadzonych.

Wśród amerykańskiej prerii mężczyźni znajdują zakopaną żywce młodą dziewczynę. Jest ona jakby sparaliżowana, na jej szyi widnieje paskudna rana przez, którą ktoś wprowadził do jej organizmu truciznę.

burrowers

W miarę rozwoju fabuły niejasności zostają rozwiane, a topniejąca z każdą chwilą ekipa poszukiwawcza będzie musiała zmierzyć się z rdzennymi mieszkańcami Ameryki. I nie mam tu na myśli ludzi.

"Kopacze", czy też "Zakopywacze", jak można by tłumaczyć tytuł obrazu szybko mogą skojarzyć się widzom z innym, mało popularnym obrazem "Martwe ptaki". Jeśli komuś przypadł do gustu ów filmy i "The Burrowers" powinno zaspokoić horrorowy apetyt.

Sęk w tym, tak jak wspominałam przy okazji wpisu o "Dead Birds",połączenie kina grozy z westernem jest mało oczywiste. Pozornie wręcz nie da się tych dwóch gatunku złączyć w jedną sensowną fabułę.

Jak widać dla chcącego nie ma nic trudnego, bo mało doświadczony twórca jakim jest słynący ze scenariuszy gier komputerowych J.T. Petty zrobił to całkiem dobrze.

Film nie dostał kredytu zaufania na tyle by móc cieszyć się premierą kinową, ale trafił do dystrybucji DVD i przyniósł wymierne zyski. Zgromadził też sporą rzeszę fanów, do których i ja jestem skłonna dołączyć. Prawdopodobnie przez mój pociąg do horrorów kostiumowych. Choć i klimat dzikiego zachodu w bardziej mrocznej odsłonie jest tym co lubię.

burrowers

Od pierwszych minut seansu uwagę widza powinny przykuć filmowe zdjęcia. Pięknie prezentujące się kadry półpustynnych terenów. Drugą rzeczą, na która ja osobiści zwróciłam uwagę jest muzyka. Może nie jest wybitnie porywająca, ale wprowadza w odpowiedni nastrój.

Dużą zasługą twórcy jest również zaangażowanie do filmu dobrych, znanych aktorów, którzy od razu podnoszą jakość całej produkcji.

Całkiem dobrze sprawa ma się także z efektami. Nie mamy ich przesytu. W zasadzie wykorzystano je tylko w celu zaprezentowania ohydności stworów z jakimi przyjdzie się mierzyć bohaterom.

Wygląd tych paskudników trącił nieco przesadą, ale na szczęście w pełnej krasie widzimy ich dopiero w finale. Wcześniej ich tożsamość i szczegółowe zamiary owiane są tajemnicą.

burrowers

Właśnie tajemniczość jest największą zaletą tego obrazu. Opiera się ona na indiańskich wierzeniach i zupełnej nieświadomości białych ludzi, którzy z własnym sobie egotyzmem pchają się tam gdzie nie powinni.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:5

Oryginalność:8

To coś:7

68/100

W skali brutalności:3/10

czwartek, 08 maja 2014

Pamiętnik diabła - Adrian Bednarek

 pamiętnik diabła recenzja

Kuba Sobański, godny reprezentant gatunku bananowej generacji młodych ludzi, ma swoją drugą twarz. San nazywa siebie diabłem i wydaje się, że ma ku temu pewne powody. Jego życie dzieli się na dwie części. Pierwsza to bezstresowa egzystencja wzorowego studenta prawa, którego nie martwią takie prozaiczne rzeczy, jak brak gotówki. Druga, mroczna, strona jego życia to dni wypełnione obserwacją  polowaniem na młode atrakcyjne brunetki. Nie to żeby brakowało mu zainteresowana ze strony płci pięknej, wręcz przeciwnie 'Kuba Rozpruwacz' jest gwiazdą wśród swoich rówieśników, jego dziewczyna nosi przydomek "królowa piękności" i wydaje się nie być w tym przesady. Co, więc takiego tkwi w dwudziestoparoletnim chłopaku, że wypruwa flaki kobietom?

Do debiutanckiej powieści trzydziestoletniego absolwenta ekonomi podeszłam nieufnie. Nie dlatego, że nie wierzę w debiutów. Wierzę w nich jak cholera, dlatego przełamałam swoje obawy i skusiłam się na książkę.

Obaw było kilka, przede wszystkim, nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam dobry psychologiczny thriller traktujący o seryjnym mordercy. Ciężko mi było dać wiarę, że właśnie teraz będę mieć okazję.

Kiczowata okładka i do bólu pretensjonalny tytuł nie zapowiadały niczego dobrego. Wypociny takich, co sądzili, że samego diabła złapali za rogi czytałam już kilku i żaden nawet o krok nie zbliżył się do ognia piekielnego.

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że bohater powieści Adriana Bednarka rozpętał swoje małe piekiełko, do którego wtrącił kilka dziewcząt, swoją ukochaną i kumpla.

Kuba Sobański i jego pierwszoosobowa narracja mnie oczarowały. Z początku język wydawał mi się infantylny, ale już po kilku stronach przekonałam się do tej prostoty. Nie miałam innego wyjścia.

Historia ma niesamowite tempo, nie skupia się jednak tylko i wyłącznie na mrocznym świecie mordu, lecz balansuje miedzy nim, a zwykłym życiem, w taki sposób, że zaczynamy się zastanawiać ilu takich dobrze ułożonych chłopaczków może mieć diabła za skórą?

Nie mam pojęcia czy Adrian Bednarek dobrze zaprezentował egzystencje bananowców, bo kiepsko orientuję się w życiu takowych.  Zastanawiałam się tylko, czemu wszyscy bohaterzy i bohaterki noszą trampki. Wiem, może to głupia uwaga, ale jakoś nie pasowało mi to do tych burżujów, a z opisu autora wynikało, że nie noszą praktycznie nic innego, zmieniają się tylko marki i kolory. Może autor jest fetyszystom trampek? Dobra,  to był joke.

BTW bardzo podobał mi się sposób w jaki Kuba postrzegał siebie. Wreszcie dobry literacki portret psychopaty z narcystycznym zaburzeniem osobowości.

"Czasami czuję się tak lepszy od reszty, że mam ochotę wykrzyczeć całemu światu swoją historię. Chciałbym widzieć ich miny. Przerażenie pomieszane z podziwem. Niestety nikt nie może się dowiedzieć, jedyny minus bycia wyjątkowym."

Z notki o autorze dowiadujemy, się między innymi, o tym, że jest fanem seryjnych morderców. WIDAĆ.

Widać też niestety, że ma do nich bardzo schematyczne podejście. Jak mówi nam psychopatologia żaden z morderców, nie urodził się mordercom. To traumy z dzieciństwa czynią ich właśnie takimi.  Takie bardzo podręcznikowe i uproszczone podejście bardzo mnie wkurza.

No i cóż, Bednarek też wyszedł z tego założenia, choć gorąco liczyłam, że tak nie będzie. Abstrahując od teorii zaburzeń osobowości, chciałam po prostu  ujrzeć diabła. Diabeł nie potrzebuje przyczyny, żeby rozpętać piekło. Diabeł nie jest wystraszonym chłopcem z traumą rodzinną. Diabeł jest czystym złem, które nie ma początku.

Niestety Kuba diabłem nie jest.

Podobnie jak byłam rozczarowana historią z "Hannibal po drugiej stronie maski" tak rozczarowała mnie geneza destrukcji Kuby. Zemsta jest najbardziej banalną przyczyną morderstwa. Niestety w ten banał uderza Kuba, a także wcześniej jego oprawca, Klara.

Dopóki na kartach powieści nie pojawia się jej imię, wszystko jest ok.

(Sama historia z samobójstwem wydała mi się mocno naciągana i od razu zwąchałam, że coś jest nie tak - gorzej dla realizmu powieści, że fikcyjne organy ścigania ni wpadły na ten trop.

W moim odczuciu nie do końca sprawdziły się też opisy traumatycznych przeżyć Kuby z dzieciństwa. W porównaniu z bardzo plastycznymi opisami tortur jakim poddawane były brunetki Kuby, jego przeżycia ze szpikulcem i wykorzystaniem seksualnym są dla mnie nie jasne. Na tyle oszczędne, że nie wiem tak naprawdę, co mu dokładnie zrobiono, a chciałabym, jeśli już bawimy się w związki przyczynowo skutkowe.)

Tak, czy inaczej wątek traumy stanowi  jedyny element powieści, który mnie nie przekonał, jest jednak na tyle ważny, że nie da się tego przemilczeć, choćbym chciała, bo Bednarek i tak odwalił dobrą robotę.

Dla kogoś zafascynowanego kwestią seryjnych morderstw, i tych fikcyjnych i tych autentycznych, nie sprawi problemu rozpoznanie na podstawie czyich historii autor wykreował Kubę.

Pierwszy jest oczywiście Ted Bundy, ze swoim skrzywieniem na temat brunetek. Charakterystyka jego zachowania, jego systematyczność, inteligencja i opanowanie jest odzwierciedlona w zachowaniu Kuby. Do tego dochodzi jeszcze wątek zemsty (Ted widział w ofiarach swoją Samathe) i problemy rodzinne.

ted bundy

Drugim tropem jest morderca z wyższych sfer, bohater "American Psycho", ze swoją obsesją na punkcie doskonałości i wrażliwością na objawy niesubordynacji ze strony otoczenia.

american psycho

 Nasunął mi się jeszcze nieodżałowany dla badań nad psychopatią Karol Kot. Maturzysta. który grasował w Krakowie (podobnie jak Kuba) w czasach PRL. Z lektury jego wypowiedzi, zanim został stracony, wyłania się charakterystyka osoby bardzo zbliżonej psychologicznie do Kuby. Obydwaj pogardzali ludźmi, wierzyli, że górują nad resztą świata, implikując sobie prawo do zaspokajania wszystkich potrzeb, jakie by one nie były. Podobne są także postawy ojców obydwu panów.

karol kot

"Pamiętnik diabła" - choć brzmienie tytułu nadal mnie uwiera - gorąco polecam. Moje zarzuty wynikają tylko i wyłącznie z mojej subiektywnej perspektywy. Założę się, że większości z Was książka spodoba się w całości - taka jaka jest. Ocenę nieco podnoszę ze względu na to, że mam tu do czynienia z debiutem.

Moja ocena: 9/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

http://novaeres.pl/

wtorek, 06 maja 2014

The Den (2013)

Den

Studentka, Elizabeth otrzymuje od uczelni grant umożliwiający jej zbadanie 'sekretnego życia' użytkowników internetowych czatów. Jej praca ma polegać na przeprowadzeniu i udokumentowaniu jak największej ilości rozmów z użytkownikami video chatów z całego świata. Ma to dać obraz temu, z czym można zetknąć się w sieci.

Liz ostro bierze się do roboty i szybko nawiązuje kontakt z najróżniejszymi odszczepieńcami, żartownisiami, zbokami i nawet, czasami, zupełnie normalnymi ludźmi.

Problem z jednym z rozmówców pojawia się dość szybko. Liz jest światkiem zbrodni online. Widzi jak ktoś podrzyna gardło dziewczynie, z którą jak sądziła przed chwilą korespondowała. Człowiek, który załatwił dziewczynkę teraz zagina parol na Liz.

Den

Den

"The Den" to obraz mało znanego twórcy, który wykorzystuje formułę found footage. Zamiast amatorski nagrań z kamer przemysłowych, kręcenia z rączki, czy zlepku taśm super 8, reżyser posługuje się nagraniami z kamery internetowej.

Z tego typu rozwiązaniem mieliśmy już do czynienia w przypadku "Megan is missing", zaś sam pomysł wirtualnego prześladowcy może kojarzyć się także  z obrazem "Nieuchwytny", "Smile", czy "Cyber stalker". Dorzuciłabym jeszcze jeden tytuł, ale byłby to zbyt duży spoiler.

Formuła paradokumentu w przypadku "The Den"- tytuł od nazwy czatu-  sprawdza się idealnie. I nie dlatego, że jestem fankom tego typu rozwiązań, lecz dlatego, że daje widzowi szansę na większy wgląd w cybernetyczną przestrzeń, w której egzystuje Elizabeth. Po protu z tej perspektywy wszystko 'lepiej widać'.

Sam widz ma przy tym wrażenie, że w jakiś sposób uczestniczy, lub też obserwuje 'online' poczynania bohaterki i prześladowcy.

A jest na co popatrzeć, bo stalker jest bardzo pomysłowy, posiada dużą wprawę i w porównaniu ze studentką, która wybierając temat badań, moim skromnym zdaniem, porwała się z motyką na słońce, jest królem internetu.

Liz jest bezradna wobec jego zdolności hakerskich, co gorsza, świat internetowych prześladowań zaczyna wkraczać do jej  życia z poza sieci. Zaczynają ginąć ludzi z jej otoczenia, a ona sama zaczyna wyczuwać fizyczną obecność prześladowcy w swoim życiu.

Den

Widz może znaleźć kilka możliwych tropów prowadzących do różnych podejrzanych. Wszytko jednak okazuje się daremnym trudem.

Film mówi o tym jak cienka jest granica między tym, co wirtualne a tym co realne, jak łatwo można się przejechać na przekonaniu, że sieć stanowi odrębną rzeczywistość i w żaden sposób nie zagraża nam fizycznie. Porusza tez kwestię tego, do czego mogą być wykorzystywane możliwości cyberprzestrzeni.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Oryginalność:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 05 maja 2014

Contracted (2013)

contracted

Samantha idzie na imprezę do swojej przyjaciółki, Alice. Jako że jej dupa, Nicky, olała ją ciepłym moczem Sam upija się i ląduje w samochodzie, kolesia przedstawiającego się jako BJ. Koleś bierze ją praktycznie gwałtem, a nazajutrz Samantha budzi się już we własnym łóżku. Kac morderca nie ma serca. Dziewczyna czuje się wyjątkowo okropnie, jej pohańbiona fallusem pochwa zaczyna krwawić, Sam ma też omamy słuchowe. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Zaczynają wypadać jej zęby, włosy, paznokcie. Nie pomaga fakt, że rodzicielka oskarża ją o ćpanie, a dziewczyna nadal ma ekstremalnie w dupie.

contracted

Erick England, z którego twórczością miałam okazję zapoznać się przy seansie z bardzo przeciętnym slasherem "Madison County" mile zaskoczył mnie tym razem.

"Contracted" ciężko wpisać w jakikolwiek podgatunek horroru.

Ewidentnie widzimy, że Sam dopadło jakieś choróbsko, prawdopodobnie sprzedane przez niesławnego BJ'a. Dziewczyna zaczyna wyglądać jak zombie. Może więc zombie movie?

Postęp choroby jest na tyle wolny, żebyśmy mogli przyjrzeć się stopniowemu rozkładowi dziewczyny. Widok jest doprawdy mało apetyczny, ociera się wręcz o estetykę gore.

contracted

Fabuła jest zbliżona do meksykańskiego horroru "Halley", z tym, że bohater owego filmu jest świadom tego, co się z nim dzieje.

Sam nie jest pogodzona ze swoim losem, stara się dowiedzieć co się z nią dzieje, ale słabo jej to wychodzi. Czuje się coraz gorzej, a resztki sił angażuje w ratowani swojego związku i kariery ogrodniczej.

contracted

"Contracted" prezentuje ciekawe, a przynajmniej w pewnym stopniu nowatorskie podejście do gnijącego mięsa. W końcu zombie też byli kiedyś ludźmi. Jest raczej oszczędny w formie.

Aktorsko nie wybija się na wyżyny. Nie operuje efektami specjalnymi, jedynym bajerem jest bardzo sprawna charakteryzacja głównej bohaterki. Raczej spokojny film, nie zawróci w głowie tempem akcji, ale nie powinien wydać się nudny. Pamiętajcie jednak, że jest skierowany do widzów gustujących w okropnościach. Po za dobrze zaprezentowanym postępem choroby Sam ze wszelkimi obrzydliwymi detalami- a jest ich trochę- nie ma tu wiele więcej.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Oryginalność:8

To coś:7

Aktorstwo:7

64/100

W skali brutalności:3/10

 
1 , 2
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl