What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: serial killer

środa, 16 sierpnia 2017

El guardián invisible/ Niewidzialny strażnik (2017)

niewidzialny traznik

Detektyw Amaia Salazar po powrocie ze stanów gdzie miała okazję pracować w szeregach FBI angażuje się w sprawę serii morderstw w swoim rodzinnym miasteczku. Od jakiegoś czasu w Elizando giną młodziutkie dziewczyny, które morderca zabija w myśl swojego rytualnego modus operandi. Amaia zauważa, że już przed laty w dolinie doszło do kilku niewyjaśnionych zabójstw i zaczyna łączyć sprawy. Niestety Elizando nie jest dla niej zwykłym miejscem zbrodni lecz też siedliskiem przykrych wspomnień z czasów dzieciństwa, co bardzo utrudnia jej działanie.

Tytuł "Niewidzialny strażnik" może być Wam już znany za sprawą książki pod tym samym tytułem, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca. Wchodzi ona w skład całej serii przygód naszej detektyw Salazar.

Na scenariusz filmowy przełożył ją scenarzysta "Rec'a" i "Granic bólu", bardzo sprawny Hiszpan, Lusio Berdejo. Reżyserię powierzono nie mniej doświadczonemu Fernando Molinie, choć zwykł on obracać się raczej w innym filmowym gatunku. Mogę powiedzieć, że efekt ich współpracy jest bardzo udany. Otrzymujemy bowiem dobre kino z pogranicza thrillera i kryminału, którego fabuła skupia się na postaci seryjnego zabójcy. Jest to kino hiszpańskie nie amerykańskie więc mniej tu sensacji, a więcej, bo ja wiem? Uduchowienia?

niewidzialny traznik

niewidzialny traznik

Klimat filmu ma w sobie coś złowrogiego i baśniowego. Bardzo udane zdjęcia plenerowe ukazują nam Hiszpanię od zupełnie nie słonecznej strony. Pojawiają się złe wróżby tarota i baskijskie legendy o strażniku natury. Tuż obok morderca, który obrał za cel udowodnienie światu swoich przekonań względem dorastających dziewcząt. Według mnie takie połączenie bardzo się udało. Jakby tego było mało na dokładkę otrzymujemy mocne wątki dramatyczne dotyczące Amai i jej relacji z rodziną. Retrospekcje z jej dzieciństwa to taka wisienka na torcie.

Jednoznacznie mogę stwierdzić, że film mi się podobał.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

62/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 04 sierpnia 2017

Die Hölle/ Piekło (2017)

piekło

Ozge, była narkomanka, wychowana w muzułmańskiej rodzinie imigrantów z Turcji, przemierza Wiedeń na nocnych dyżurach taksówką, po czym wraca do obskurnego mieszkanka w czynszowej kamienicy. Pewnej nocy po powrocie z pracy staje się świadkiem morderstwa. Widzi jak mężczyzna morduje jej sąsiadkę, prostytutkę. Pech chce, że i on ją zauważa. Seryjny zabójca kobiet obiera Ozge za następny cel.

"Piekło" to thriller produkcji austriackiej i niemieckiej. Bohaterką, raczej nie inaczej, jest imigrantka wyznania islamskiego. Generalnie cała fabuła kręci się wokół świata przybyszy ze wschodu. Tematy imigracyjne będą tu na pierwszym miejscu, ale nie Angela Merkel ma tu głos, więc nie będzie słowa o kulturowym ubogaceniu.

Jest to kino gatunkowe, trzyma sie motywów stosowny dla thrillera z seryjnym mordercą. Nasza bohaterka nie jest jakąś bidulką zakutaną w burkę, lecz kobietą wyzwoloną z patriarchatu w jakim dorastała. Jej dzieciństwo zresztą odgrywa tu nie małą rolę.

Obecnie Ozge zdołała podnieść się z rynsztoka i już nie rozładowuje agresji na sobie. Trenuje tajski boks i jest doprawdy twardą babką. Lecz nawet najtwardsza postać może stać się ofiarą, gdy upatrzy ją sobie świrnięty sukinsyn z misją.

W sytuacji gdy Ozge staje się świadkiem morderstwa zaczyna bezskutecznie poszukiwać pomocy. Jedyną przyjazną jej osoba okaże się mało znaczący detektyw, który poświęca się opiece nad zdemenciałym ojcem. Wspólnymi siłami wytropią morderce.

piekło

piekło

Fabularnie można by rzec film podobny do setek innych. Ilu mieliśmy już biblijnych morderców? Ile niewiast kryjących się w ramionach twardych gliniarzy, bo znalazły się w złym miejscu o złym czasie?

Rzecz w tym, że "Piekło" prezentuje rzeczywistość z innego kręgu kulturowego. Owszem rozgrywa się na zachodzie, ale w świecie imigrantów wyznania 'nie biblijnego'. Nasz morderca w zasadzie niewiele różni się od fanatyków chrześcijańskich (jak pan z "Siedem") z tym, że posługuje się inną lekturą i odbiorcą jego działań - jakkolwiek to brzmi - jest inna grupa docelowa.

Ten kontekst kulturowy jest też istotny jeśli idzie o wątki obyczajowe i dramatyczne. Jest tu rasizm, seksizm i cały wachlarz powikłań jakie mogą wystąpić w wyniku zderzenia odmiennych idei. Myślę, że właśnie to sprawia, że film staje się ciekawszy.

Niewątpliwym plusem jest też tempo akcji. "Piekło" ociera się wręcz o sensacyjne kino kryminalne, choć miejscami można odnieść wrażenie, że z tego rozpędu gubi logikę zdarzeń, ale jestem w stanie litościwie przymknąć na to oko. Reasumując film na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

62/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 31 lipca 2017

Frenzy/ Szał (1972)

frenzy

W Londynie grasuje seryjny morderca kobiet zwany 'krawaciarzem'. Krawaciarz ma sadystyczne zapędy, gwałci i dusi swoje ofiar własnymi krawatami. Ofiar stale przybywa, a wkrótce jedną z nich stanie się Brenda, była żona Richarda Blaney'a. Z racji pojawienia się naocznego świadka podejrzenie pada na Richarda.

O "Szale" często mówi się, że to ostatni dobry film Hitchcocka. Nie oglądałam dwóch następnych, które jeszcze zdążył zrealizować przed śmiercią, więc ciężko tu potwierdzić to stwierdzenie. Faktem jednak jest, że jest to jeden z bardziej docenianych obrazów mistrza suspensu.

Alfred nakręcił go 'na starych śmieciach', czyli w rodzinnej Anglii. Jak zwykle dobrze przemyślał wybór historii opartej na literackim pierwowzorze i wybór scenarzysty, który bezkompromisowo spełnił jego wolę mieszając nieco w fabule, tak że odstawała od oryginału.

Wrócił do Anglii i wrócił też do tematu, dzięki, któremu odniósł największy sukces - do motywu seryjnego zabójcy szczęśliwie porzucając kino szpiegowskie.

Mimo iż jest to bardzo późny film Hitchcocka i pozbawiony jest wielu charakterystycznych dla twórcy elementów- gdzie ślicznotki na miarę Grace Kelly? - to nadal jest to nieodzowne dziecię swego ojca. Hitchcocka można rozpoznać w ciętych ripostach, dowcipnych i inteligentnych dialogach i przede wszystkim w suspensie.

frenzy

Intryga kryminalna zbudowana jest bardzo dobrze mimo, że niektórzy mogą urągać na to, że Hitch tak szybko zdradza nam tożsamość mordercy- nie martwcie się, facet wie co robi. Mimo że prędko dowiemy się kto zabija, nie znaczy, że nie będzie tu elementu zaskoczenia- będzie jedynie prędko zostanie wprowadzony.

Mamy tu w zasadzie dwóch męskich bohaterów - głównych bohaterów - kobiety tradycyjnie po Hitchcockowsku robią za dodatek do wystroju - którzy mają wzbudzić w widzu niepokój. Pierwszym jest agresywny pijaczek frustrat, wściekły na cały świat zazdrosny o cudze sukcesy, drugim jest jego przyjaciel z sukcesami, ale nie w interesującej go branży - miłości - nadal poszukuje kobiety, która spełni jego specyficzne oczekiwania. To któryś z nich jest zabójcą działającym w morderczym szale.

To co Was pewnie zainteresuje, sceny morderstw. Hitchcock podszedł do sprawy odważnie, bo mamy i gwałty i duszenia. Nie cień noża, nie krew na ścianie. Jak na dzisiejsze standardy mogą się one wydać bardzo asekuranckie, ale przypomnijcie sobie jak to było kiedyś, jak było we wcześniejszych filmach Alfreda.Ofiary wyglądają delikatnie mówiąc nieestetycznie co też musiało budzić spory bulwers.

frenzy

Obok ciemnej strony mamy popis Hitchcockowskich żarcików. Nawet potencjalnym antybohaterom udaje się rozbawić widza, a takie postaci jak duet detektyw i jego żona to istni kabareciarze. Twórcy zapewniają nam więc rozrywki różnego rodzaju. W mojej ocenie jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Hitchcocka.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 22 lipca 2017

Jack (2015)

jack

Jack Unterweger w 1976 zostaje skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo osiemnastolatki. Odsiadując wyrok zaczyna pisać sztuki teatralne, opowiadania i wreszcie  autobiograficzną powieść "Czyściec", która z jakiś powodów zachwyca elity intelektualne Austrii.

Jack skutecznie ubiega się o zwolnienie warunkowe. Wychodzi na wolność jako dojrzały mężczyzna, przykład sukcesu procesu resocjalizacji. Jest rozchwytywanym celebrytą, któremu nie brakuje powodzenia u kobiet. Wkrótce po jego zwolnieniu, w Wiedniu rozpoczyna się fala morderstw na prostytutkach.

Kojarzycie takiego typa jak "Dusiciel z Wiednia"? Oto przed Wami Jack Unterweger, cud resocjalizacji, albo raczej mistrz manipulacji. Człowiek, który wydymał austriacki wymiar sprawiedliwości. Nabrał wszystkich. O jego zwolnienie z więzienia apelowała sama noblistka Elfriede Jelinek autorka "Pianistki" - ktoś kto czytał powieść, powie: wiadomo, że baba ma niepokolei, ale fakt faktem, że talent prozatorski mordercy zamydlił wszystkim oczy.

Po raz pierwszy z historią Unterwegera spotkałam się przy okazji lektury książki "Pisarz, który nienawidził" kobiet. Służyła mi za lekturę na wykładach z psychometrii, z której i tak nic nie kumałam. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że oto mam do czynienia z historią opartą na autentycznych wydarzeniach. No, bo jak to tak? Później usłyszałam o kanibalu z Japonii, który po dokonaniu makabrycznego czynu w Europie żyje sobie w ojczyźnie w blasku glorii - nic mnie już nie powinno dziwić.

jack

Muszę przyznać, że sama historia Unterwegera jest bardziej porywająca niż nakręcony przez Elisabeth Scharnang obraz w oparciu o nią. Film jest bodaj produkcją dla TV i byłabym rada gdybym mogła obejrzeć coś zgrabniejszego na ten temat.

Seansu z "Jack'em" absolutnie nie odradzam, bo jakby nie patrzeć jest to szansa na poznanie niezwykle interesującej historii, ale wykonanie mogłoby być lepsze.

Z plusów odnotować muszę kreację aktorską głównego bohatera, który wypada bardzo przekonująco. Z minusów zdecydowanie nierówny tok narracji, która wprowadza więcej zamieszania niż to konieczne.

Akcja filmu rozpoczyna się z chwilą opuszczenia przez morderce murów więzienia. Poznajemy go jako gościa talk show, błyskotliwego, owianego tajemnicą intelektualistę i artystę.

Jack zaczyna pracę jako dziennikarz. Związuje się z kobietą, która jego mordercze zapędy odczytuje jako akty miłości. Stwierdza, że Jack potrafi kochać jak nikt inny.

jack

Są lata 90 i austriacka policja nie ma szczególnej wprawy w tropieniu seryjnych zabójców, a właśnie takowy zagnieżdża się na ich terenie. Zaczynają ginąć prostytutki. Oczywiście nieprędko padnie podejrzenie na Jacka. Nie pamiętam już jak konkretnie tę kwestie przedstawiono w filmie, ale prawdziwy Jack w swojej dziennikarskiej karierze poruszał temat seryjnych morderców - można rzec dzielił się informacjami z pierwszej ręki. W końcu rozwija skrzydełka na tyle, że Austria to dla niego za mało. Tak zostaje mordercą międzynarodowym.

Film skupia się na tym by jak najlepiej sportretować mordercę. Idzie to jak idzie, ale nie można mu odmówić tego, że poznamy tu sporo faktów z życia Jacka w tym jego własną interpretację swojego zachowania. Tu zaskoczenia nie będzie, przypadek bardzo typowy.

Jest więc tak jak wspomniałam, film średni, ale sama historia świetna i jak zwykle gdy pisze ją życie - dziwniejsza od fikcji.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:5

58/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 13 lipca 2017

Valley of ditches (2017)

valley of ditches

Młoda kobieta zostaje uprowadzona przez religijnego fanatyka, który w ramach boskiej misji zamierza 'oczyścić ją z grzechu'. Oczyszczenie przynieść może tylko śmierć. Lecz mężczyzna ne zamierza jej od tak zabić.

"Valley of ditches" to niskobudżetowy thriller nakręcony za mniej niż 50 tysięcy dolców. Budżet filmu jest lichy nawet jak na niskobudżetówki. To spore osiągnięcie nakręcić film za taką kwotę, zwłaszcza, że w czasie seansu żaden widz nie powinien szczególnie odczuć dziury budżetowej twórców.

Finansowe braki filmowców najłatwiej odczuć w warstwie technicznej. Brak profesjonalnego sprzętu i doświadczonych operatorów i montażystów, że o aktorach już nie wspomnę. Nie wiem jak reżyser rozwiązał ten problem, ale skompletował całkiem dobrą ekipę. Przyznać trzeba, że fabuła filmu, nie wymagała wielkich eksperymentów technicznych, brawurowych efektów, czy większej charakteryzacji aktorów.

valley of ditches

Akcja filmu dzieje się generalnie w jednym miejscu. Jest to spory połać pustynnej ziemi, gdzie antybohater przywozi skrępowaną ofiarę. Dalej zaczyna się monolog sprawcy, który ma uświadomić tam ogrom jego szaleństwa.

Nasza ofiara, skrajnie przerażona nie zamierza się poddać, gdy w sytuacji beznadziejne znajduje szansę na ocalenie. Nie zobaczymy tu większych tortur niż przemoc psychiczna i obietnica śmieci. Jak bardzo prawdopodobne jest, że kobieta dokona żywota na pustyni widać po leżącym tuż obok trupie. Trupie jej chłopaka, którego psychopata zdążył już uśmiercić.

valley of ditches

Dalszy rozwój wydarzeń sprawia, że film ten ma więcej z survival horroru niż sadystycznego pokazu do jakiego dochodzi ilekroć na aren wkracza wykolejeniec.

Cała groza sytuacji opiera się w zasadzie na odosobnieniu pięknie zaprezentowanemu dzięki zdjęciom. Dobór lokalizacji miejsca akcji odegrał tu ogromną rolę.

A sama historia, cóż... większość widzów uzna ją za mało atrakcyjną i w pewnym stopniu nie dziwię się temu.

Film ma jednak swoje przesłanie, które stara się ukazać nie tylko dzięki bieżącym wydarzeniom, ale także retrospekcjom z życia ofiary. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, bo wówczas oglądanie "Valley of ditches całkowicie straci sens, tak więc na tym zakończę. Czy polecam? Niekoniecznie, choć warto zobaczyć żywy dowód na to, że filmowcy bez kasy też mogą zrobić coś na poziomie tego co inni kręcą za grubą kasę.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

55/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 20 czerwca 2017

A martfüi rém aka Starangled/ Potwór z Martfu (2016)

martfu

W 1957 roku w małym robotniczym miasteczku na Węgrzech zostaje zamordowana młoda pracownica fabryki butów. O ten czyn zostaje oskarżony jej kochanek Akos Reti i po intensywnych przesłuchaniach zostaje skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Podczas gdy mężczyzna odsiaduje wyrok, odsiadkę ową uatrakcyjniają mu pouczające spotkania ze współosadzonymi, w Martfu znowu zaczynają ginąć młode kobiety. Bystry detektyw zaczyna podejrzewać, że przed siedmioma laty złapano nie tego człowieka.

Sylwetkę głównego antybohatera filmu, Petera Kovacsa, poznałam dopiero dzięki temu filmowi. O ile za oceanem tacy osobnicy szybko zyskują ogólnoświatową popularność o tyle zbrodniarzy działających pod komunistycznym blokiem wymazuje się z kart historii. Nawet w Polsce, urodzajnej w takich wykolejeńców, jak się okazuje, gdy władza zaczyna przecierać oczy po radosnej amnestii z przed 25 lat, ten temat nie był dotąd zbyt spopularyzowany. Teraz widzę, że i inni europejscy filmowcy zaczynają doceniać potencjał swoich narodowych antybohaterów.

martfu

Węgierski obraz o seryjnym mordercy to taki miszmasz tego co udało się w tej materii osiągnąć polakom z typowo amerykańskim schematem.

Z polskimi filmami tego rodzaju nie wątpliwie łączy go historyczno-obyczajowe tło. Motywy polityczne, które tak, a nie inaczej wpływały na decyzje policji i prokuratury. Przygnębiające obrazy komunistycznej rzeczywistości oddane za pomocą posępnych w kolorystyce i doborze plenerów zdjęć.

Żaden jednak z polskich filmów tego rodzaju - w końcu nie jest ich dużo - nie razi taką dosłownością. Węgierski twórca wykłada kawę na ławę i niczego nie unika w swojej opowieści, ani brutalnych scen z mordercą ani nie stosuje zmyłek mogących ukryć jego tożsamość.

Praktycznie od samego początku wiemy, że odsiadujący wyrok chłopina nie jest winien zbrodni. Wkrótce zobaczymy winowajce w całej okazałości, na tle życia rodzinnego, a wkrótce także w jego zbrodniczym akcie. Wrażliwe dusze, tu zwracam się do Was, nekrofilskie gwałty nie są przyjemne dla oka, zwłaszcza dokonywane na kobietkach w kucykach, którym jeszcze nie zdążył dobrze wykiełkować biust. Takie właśnie tu będą widoki.

martfu

Sama historia opowiedziana jest dość sprawnie mimo tej sporej dozy dosłowności udaje się utkać tu pewną nic tajemniczości wokół mordercy. Dopiero postawiony pod murem wyzna co i dlaczego robił. Jego wyznanie jak często bywa w filmach opartych na faktach nijak ma się do hollywoodzkiego gwiazdorzenia. Ot, powód zbrodni bardzo podręcznikowy i typowy.

Obraz śledztwa, ponownego śledztwa w zasadzie, to głównie polityczne przepychanki ukazujące rażące uchybienia systemu. Mamy detektywa idealistę w kontrze z prokuratorem lizodupem, który nie zamierza przyznać się do machlojek, które zapewniły mu awans.

martfu

Film w ogólnym rozrachunku robi dobre wrażenie i w swoim gatunku sprawdza się jak najbardziej. Myślę, że zapoznać się warto chociażby po to by zobaczyć jak w Europie kręci się filmy o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:4/10

piątek, 19 maja 2017

The Fall/ Upadek - Sezony 1-3 (2013)

upadek

W Belfaście grasuje seryjny morderca, który włamuje się do domów swoich ofiar, gwałci je i dusi. Wcale nie wybiera łatwo dostępnych kobiet z marginesu, lecz atrakcyjne i odnoszące sukcesy damy po trzydziestce.

W sprawę angażuje się agentka Stella Gibson, która początkowo miała tylko skontrolować dotychczas prowadzone śledztwo. To ona w końcu trafia na trop mordercy idealnego.

Powiem szczerze, że byłam uprzedzona do tego serialu, głównie z powodu obsady. Z jednej strony Gillian Anderson, która od zawsze i na zawsze będzie mi się kojarzyć z niestworzonymi historiami "Archiwum X", z drugiej pięknuśny Jamie Dornan, bardziej model niż aktor, skazany na szyderstwa za swoją rolę w "Pięćdziesięciu twarzach Greya".

upadek

Jako że z uprzedzeniami trzeba walczyć, a pogoda w czasie majówki była tak beznadziejna, że musiałam zrezygnować ze swoich planów, w końcu rzuciłam na tapetę "Upadek". Serial składa się z trzech sezonów liczących po pięć, sześć odcinków, które obejrzałam w ciągu paru dni.

Tak, serial mnie wciągnął.

Wcześniej miałam pewne obawy, z tych wyłączających obsadę było to "O jej kolejny schematyczny kryminał o seryjnym mordercy". Owszem, "Upadek" wcale nie walczy ze schematem, ale robi coś lepszego - ukazuje nam jego drugie oblicze.

Sprawa wygląda tak, że już od pierwszego odcinka znamy tożsamość mordercy, z każdą chwilą wiemy więcej o jego modus operandi. Podobnie bliski wgląd osiągamy w życie innych bohaterów, jak naszej agentki Gibson. A mimo to, przez kolejne godziny śledzimy fabułę i czekamy na rozwiązanie.

To dowodzi temu, że wcale nie potrzeba nam przewrotnych twistów i niespodzianek. Sprawni filmowcy mogą wyłożyć kawę na łatę, podać nam wszystkie elementy układanki, ale to wcale nie znaczy, że w lot ją ułożymy. Tak naprawdę wiedząc wszytko i tak nie wiemy nic. Postaci intrygują coraz bardziej.

Gwóźdź programu to oczywiście nasz antybohater, seryjny zabójca, seksualny drapieżnik. Nie przypomina on jednak zwykłych dewiantów, których można zdiagnozować po kwadransie. Paul Spector jest człowiekiem układanką.

Kiedy rodził się pomysł na jego postać, na cały serial w zasadzie, jego twórca usłyszał o pewnym kanadyjskim, bodajże, pilocie, który był przykładnym ojcem i mężem. Niestety miał nieuleczalne kuku na móniu, które rozwinęło się w niebezpieczne hobby- włamy i kradzieże damskiej bielizny, a w końcu gwałty i morderstwa - zupełnie jak Paul.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Uadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Upadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa, w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Muszę przyznać, że duet "Archiwum X" i "50 twarzy Greya" sprawdził się tu nad wyraz dobrze i nie mogę mieć zastrzeżeń tak do nich jak i do całego serialu. Kto jeszcze nie widział, temu polecam.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 18 kwietnia 2017

M/M - Morderca (1931)

m- morderca

W niemieckim mieście grasuje seryjny morderca dzieci. Policja dokłada starań by wykryć sprawce zbrodni i ukrócić jego zbrodniczą działalność. 

W sprawę angażują się wszyscy mieszkańcy, szczególnie grupa z przestępczego półświatka, która urąga na  niemożność prowadzenia własnych interesów gdy policja wciąż węszy pod ich nogami.

W końcu w najmniej oczekiwany sposób udaje się złapać trop.

„M-morderca” to kamień milowy w historii kina, szczególnie jeśli chodzi o jego mroczną stronę. Może się mylę, ale jest to bodajże pierwszy film o seryjnym mordercy, nakręcony jeszcze nurcie niemieckiego ekspresjonizmu, ale już z udźwiękowieniem.

Oglądałam go w zachwycie typowym dla mojej słabości do starego kina. Obraz stanowi ucztę dla oczu, popis wybitnego aktorstwa i podwaliny pod współczesne kino z watkami detektywistycznymi i psychologicznymi. 

m- morderca

Jego reżyserem i scenarzystą jest nikt inny jak Fritz Lang, którego filmografie powinnam zgłębić z większym zaangażowaniem, bo jak do tej pory widziałam tylko świetną „Kobietę w oknie”. W pisaniu scenariusza jak w przypadku wielu innych jego filmów wspierała go nieoceniona małżonka.

Historia mordercy została luźno zainspirowana przypadkiem niejakiego Petera Kurtena z Dusseldorfu, który działał w okresie międzywojennym i dokonał kilku okrutnych morderstw na dzieciach.

peter kurten

„M-morderca”  gatunkowo najbliżej mam do thrillera z wątkami kryminalnymi. Śledzimy tu bowiem proces wytropienia i schwytania niebezpiecznego psychopaty.

Przeczucie mi podpowiada, że twórca filmu musiał solidnie zagłębić się w kryminalne kroniki , żeby stworzyć tak przewrotną historię. Żeby zwiększyć wiarygodność sprowadził na plan filmowy kilku prawdziwych ulicznych kryminalistów, jednak większość z nich nie ukończyła zdjęć.

Nie ma tu miejsca na banał czy luki fabularne. Dla mnie jest perfekcyjnie w każdym calu. Do dobrze przemyślanego scenariusza dochodzi forma najwyższej próby.  Ujęcia takie jak to, gdy cień mordercy pochylającego się nad małą dziewczynką pada na slup ogłoszeniowy z informacją  o nagrodzie za jego schwytanie stanowi przykład staromodnego sposobu przedstawiania nam antagonisty. Z resztą ujęć z udziałem naszego zbrodniarza mamy sporo. Jego oblicze zobaczymy dość prędko, co nie znaczy że od tej pory wszystko będzie jasne.

Nie dziwie się twórcy, że nie trzymał Pettera Lore po za zasięgiem wzroku widza, bo byłoby to marnotrawienie jego aktorskiego warsztatu. Facet jednym spojrzeniem  robił więcej niż cała zgraja wyposażonych w salę tortur psycholi.

m- morderca

Lang postarał się byśmy nieco poznali naszego antagonistę i pozwolił mu na dłuższy monolog w finale. To kolejny element , który będą naśladować filmowcy aż do czasów współczesnych.  

Podobnie jest z obrazem śledztwa. Poznamy tu szereg technik kryminalistycznych, tok rozumowania śledczych i problemy organizacyjne z jakimi przeszło im się mierzyć.

Wreszcie mamy  bohatera zbiorowego w postaci społeczności niemieckiego miasta, gdzie każdy od oficera, przez gospodynie domową do żebraka czuje moralny obowiązek schwytania mordercy dzieci.

Przewrotny punkt kulminacyjny jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wątków kina detektywistycznego. To w jak gruncie rzeczy przypadkowy sposób został zdemaskowany morderca również znajdzie gro naśladowców.

m- morderca

Przy tym dodaje sprawie większego realizmu. Mimo, że film został nakręcony w latach 30 czyli jeszcze przed 'wysypem' prawdziwych seryjnych morderców, to twórca przewidział fakt, że najnieuchwytniejsi sprawcy wpadają w ręce władz przypadkiem. A pisanie listów do redakcji lokalnych gazet? Medialność antagonisty? Cóż, pomyślało mi się nawet, że filmowy morderca Langa zainspirował samego Zodiaka:)

Fabuła "M-Mordercy" to nie tylko nieśmiertelne filmowe wątki, ale też wciąż aktualne dylematy. Mamy tu motyw piętnowania przestępców - Tu symboliczna literka M na płaszczu zabójcy. Motyw zbiorowej histerii jaką budzi pojawienie się takiego ludzkiego drapieżnika w szeregach zwykłych obywateli i dążenie do społecznego samosądu. Zabójstwo dokonane na dziecku ukazane tu zostaje jako coś, co obrzydza wszystkich, nawet tych, którzy nie wiodą do końca uczciwego życia. Wciąż żywy jest dylemat, co z takim zrobić? Ubić na miejscu? Leczyć? Czy dożywotni wikt na państwowym garnuszku to adekwatna kara?

W tym momencie już powinniście wyzbyć się wątpliwości czy warto sięgnąć po "M-Morderce". Warto, po stokroć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:10

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:10

Oryginalność:10

To coś:9

84/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 01 kwietnia 2017

Split (2016)

split

Trzy nastolatki zostają uprowadzone przez chorego psychicznie mężczyznę. Dwie z nich ogarnięte panicznym pragnieniem ucieczki z pułapki nie zauważają innej szansy na ratunek jak zmasowany atak na napastnika. Trzecia z nich, Casey dopatruje się szansy na ratunek w czym innym.

Zarówno sprzymierzeńcem jak i największym zagrożeniem dla ofiar jest choroba psychiczna oprawcy. Bystra dziewczyna zauważa, że tajemniczy, młody mężczyzna posiada wiele tożsamości i za każdym razem pojawia się przed nią jako inna osoba.

Jedną z tożsamości jest Bestia której 'przybycie' przepowiada osobowość dziewięcioletniego chłopca. Dziewczyny muszą wydostać się z pułapki zanim osobowość Bestii przejmie kontrolę nad umysłem sprawcy porwania.

O tym, że "Split" jest zajebistym filmem słyszałam zanim jeszcze wszedł na ekrany polskich kin. Wieść o sukcesie filmu za granicą zamydliła oczy wszystkim i czytając kolejne recenzje nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam tu do czynienia z niespotykanym fenomenem.

Entuzjazm widzów udzielił mi się i sama czym prędzej chciałam zobaczyć nowy film twórcy "Szóstego zmysłu", którego w ostatnich latach posądzano o twórczy upadek.

Zachowałam przy tym jednak trochę mojej zwyczajowej nieufności, która jak na wezwanie pojawia się ilekroć jakiś filmowy twórca bierze na tapetę temat zaburzeń psychicznych.

Widziałam, że film ma traktować o zabójcy cierpiącym na rozdwojenie jaźni. I to właśnie wybór choroby budził we mnie największe wątpliwości. Nie dlatego, że samo istnienie tego zaburzenia wielu naukowców poddaje w wątpliwość skupiając się na innych drogach interpretacji zaburzeń dysocjacyjnych, ale dlatego, że jest to najpopularniejsza 'filmowa choroba psychiczna'.

split

Wielokroć wykorzystywana była w filmowych thrillerach, najczęściej jako finałowy element, który miał za zadanie odwrócić perspektywę z jakiej widz patrzył na antybohatera. O rozdwojenie jaźni podejrzewano wszystkich, od opętanych przez demony młodych dziewcząt po seryjnych morderców. Nawet psychozę Normana Batesa podciągano pod tą klasyfikację.

W efekcie dobrych filmów wykorzystujących ów motyw jest niewiele. Większość twórców zupełnie bez przemyślenia używa hasła 'rozdwojenie jaźni' wyciągając je jak królika z kapelusza, ilekroć zabraknie pomysłu na ciekawy portret psychologiczny antybohatera.

Tak słynna osobowość wieloraka obrasta kolejnymi mitami, dopuszczając coraz to bardziej absurdalne możliwości przebiegu choroby.

Zdarza się, że cierpiących na nią filmowe postaci traktuje się jak komiksowych superbohaterów potrafiących w jednej chwili przyodziać powiewającą pelerynę by pobiec zbawiać lub podpalać świat.

Reżyser "Split", który do takich komiksowych aluzji ma słabość (Weźmy chociażby "Niezniszczalnego") wykorzystuje tą drogę trochę na zasadzie parodii:

Jego bohater posiada krańcowo nieprawdopodobna ilość alternatywnych tożsamości, z czego każda z nich ma inne możliwości i właściwości fizyczne, inne choroby przewlekłe, inny wiek, pojawia się inna płeć i wreszcie osobowość posiadającą nadnaturalny rodowód. Przy tym wszystkie osobowości 'się znają', a osobowość 'przewodnia' może je w dużym stopniu kontrolować.

Twórca wykorzystał dosłownie wszystkie opcje, wszystkie teorie, jakimi obrosło dysocjacyjne zaburzenie osobowości i których naukowe podłożenie jest delikatnie mówiąc wielce wątpliwe. Czasami myślę, że osobowość wieloraką stworzyło Hollywood, bo osobiście nie poznałam żadnego lekarza psychiatry ani żadnego psychologa, który zetknąłby się z tą chorobą w praktyce - nie licząc biegłych sądowych badających poczytalność przestępców, ci badani nader często łakomią się na tę właśnie wersję w myśl zasady: jeśli złapią cię za rękę mów, że to nie twoja ręka.

split

Reżyser "Split" obok naszego 'ciężkiego przypadku' wprowadził na arenę lekarkę specjalizująca się w badaniu zaburzeń dysocjacyjnych i pokładającą wielką wiarę we wszystkie dotyczące niej teorie. Kobieta na co dzień pracuje z naszym sprawcą i wspiera go w świadomym życiu z zaburzeniem, mimo że ten zdaje sobie sprawę, że nikt więcej nie daje mu wiary. Kobieta zauważa, że w system dwudziestu paru tożsamości pacjenta wkradł się jakiś chaos i z niepokojem śledzi jego poczynania. Nie wie jak daleko zabrnął.

Śledzimy tu więc poczynania pani doktor, poczynania naszego sprawcy i losy trzech dziewcząt uwięzionych i czekających na śmierć. Tu do głosu dochodzi jeszcze retrospekcja z dzieciństwa. Ku miłemu zaskoczeniu nie dotyczy ona traumy dzieciństwa antybohaterka- choć pojawia się jedna migawka z jego wspomnień- lecz dotyczy dzieciństwa Casey, która również doświadczyła i można rzec, cały czas doświadcza traumy w domu rodzinnym.

Casey jest zresztą bardzo ciekawa postacią i bardzo żałuje, że nie dano jej większego pola manewru zwłaszcza, że w ta postać aktorsko wciela się Anna Taylor -Joy, którą zachwyciła mnie w "The Witch". Tak na marginesie, pięknie jej w ciemnych włosach.

split

O obsadzie zresztą można powiedzieć dużo dobrego, zaczynając oczywiście od odtwórcy roli głównej czyli Jamesie McAvoy, który brawurowo wciela się kolejne tożsamości porywacza.

Teraz pytanie za sto punktów. Czy to wszytko zasługuje na mianą takiego fenomenu? W mojej ocenie nie. Nie widzę tu absolutnie nic przed czym mogłabym w zachwycie chylić czoła. "Split" to nic innego jak kolejny film o psychicznym przestępcy, którego twórca na przekór rozsądkowi podsuwa nam rozdmuchaną fikcję dając jej psychologiczną przepustkę.

Jak wspomniałam mamy gro filmów z osobowością wieloraką w roli głównej i jak wspomniałam niewiele jest tych dobrych. Polecałam Wam kiedyś historię "Sybil" i polecę raz jeszcze, bo ze wszystkich naciąganych historii tej choroby tą przełknęłam najłatwiej.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:5

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 24 marca 2017

Zodiac/ Zodiak (2007)

zodiak

W latach '60 i '70 XX wieku w San Francisco grasował seryjny morderca o pseudonimie Zodiak. Był to pierwszy seryjny morderca 'celebryta'. Pisał listy do gazet, rozmawiał przez telefon na żywo na antenie telewizyjnej, sam wymyślił swój pseudonim opatrzony stosownym symbolem i nieustannie domagał się atencji społeczeństwa. Przyznał się do zabicia blisko 40 osób, jednak jego bezpośredni udział udowodniono tylko w pięciu. Jego legenda urosła tym bardziej, gdyż nigdy nie został oficjalnie zidentyfikowany. Nikt nie odpowiedział za brodnie Zodiaka i po dziś dzień wokół jego tożsamości narastają domysły.

David Fincher nieodmiennie kojarzy się z ciemną stroną kina. Zwykł kręcić mroczne thrillery o mrocznych ludziach. Jego najbardziej znanym filmem jest "Siedem", opowieść o seryjnym zabójcy. "Zodiak" to poniekąd powrót do tego czym zasłynął.

Scenariusz filmu stara się nam przybliży nie tyle sylwetkę tytułowego bohatera, która jakby nie patrzeć pozostaje w sferze domniemań, ile przebieg wieloletniego śledztwa kilku osób zdeterminowanych by schwytać szaleńca.

Pan Zodiak, jeśli wziąć pod uwagę modus operandi i liche informacje na temat jego sylwetki, które zechciał nam zdradzić nie stawiają go szczególnie wysoko w statystyce amerykańskich top czubków. Nie był sadystą, nie mordował dzieci. Strzelał do swoich ofiar z pistoletu często chybiając i pozostawiając je przy życiu. Jak poinformował opinie publiczną, zabijał, bo pomagało mu to na ból głowy. Bardzo zależało mu na tym, by zwrócić na siebie uwagę. Gdyby nie fakt, że nigdy go nie złapano, choć pozostawił po sobie krwawy ślad i obszerną korespondencję, zginął by w tłumie bardziej barwnych amerykańskich antybohaterów. Z tego też powodu nigdy szczególnie się nim nie interesowałam.

zodiak

Po film Finchera sięgnęłam głównie ze względu na zainteresowanie poprzednimi jego filmowymi dokonaniami, Jake'm Gyllenhallem w obsadzie i niejakim poczuciem obowiązku.

Muszę przyznać, że obraz nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak na większości widzów, jak wynika z krążących w necie opinii. Obejrzałam film z zainteresowaniem, ale bez wypieków na twarzy, niczym dobrej jakości dokument na ID.

Nie umniejszam jego filmowym walorom, bo nie da się ukryć, że scenarzysta odwalił kawal dobrej roboty prezentując nam tak złożoną i niejasną historię w bardzo przystępny sposób. Traktuję go bardziej jako film o ludziach, w których życiu Zodiak odegrał jakąś istotna rolę. O wpływie jego zbrodni, o wpływie desperackiej chęci schwytania go na ich życie.

Jak dla mnie było tu trochę za mało tytułowego Zodiaka, ale jak wspomniałam - nie ma się czemu dziwić skoro niewiele o nim wiadomo, a reżyser jak sądzę starał się trzymać faktów.

zodiak

Jeśli chodzi o watek dominujący w filmie, czyli przedstawione tu realia śledztwa to są zdecydowanie mocnym punktem programu i gdyby nie to, że mnie nie szczególnie interesują sprytni detektywi i bystrze dziennikarze to mój odbiór byłby zdecydowanie bardziej entuzjastyczny. Czyli mamy dobry film, do sensu z którym zachęcam, niemniej jednak uważam, że rozminął się z moimi zainteresowaniami.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:5

60/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 28 lutego 2017

I madman/ Hardcover w sztywnej okładce (1989)

I madman

Virginia pracuje w antykwariacie i jest namiętną czytelniczką niszowych horrorów. W ten sposób w jej ręce wpada powieść niejakiego Malcolma Branda pod tytułem "Ja szaleniec". Czytadło wciąga ją na tyle, że zaczyna utożsamiać się z główną bohaterką, Anną prześladowaną przez zakochanej w niej seryjnego zabójce.

"Harcover w sztywnej okładce" jest przykładem typowego niskobudżetowego straszaka, który podobnie jak literackie groteski, o których opowiada, w dziwny sposób przyciąga uwagę widza mimo wej taniości.

Jego reżyser w latach '90 kręcił popularne seriale dla TV, zaś scenarzysta maczał palce w niejednym straszaku utrzymanym na podobnym poziomie co "I madman".

Film może się podobać i zapewne spodoba się miłośnikom produkcji klasy B, choć mogę stwierdzić, że jego poziom zawyża ogólne przekonanie na temat kondycji takich projektów.

Bawiłam się przy nim przednio, co jest zasługą nie tylko przekonującego aktorstwa odtwórczyni głównej roli, ale i samego pomysłu, który głupi wcale nie jest. Można się tu nawet doszukać drugiego dna, bo czy nie zdarza się tak, że bohaterzy czytanych przez nas powieści stają się częścią naszego życia? Czy nie boimy się tego samego, czego boją się bohaterzy, których losy śledzimy?

I madman

Nasza Virginia wczuwa się w czytaną książkę tak mocno, że ludzie z jej otoczenia stają się jej bohaterami, wreszcie ona sama ma okazje doświadczyć tego, co główna bohaterka. Podobnie autor książki, który za sprawą niezwykle żywych opisów i niezwykłego zaangażowania w twórczość, przejmuje cechy swojego narratora i można rzecz, staje się nim.

Fabuła jest utrzymana w konwencji paranoid thrillera z dużą dawką kryminału, jak zawsze gdy pojawia się morderca i dzielni detektywi.

Znajdziemy tu też solidną dawkę horroru, co sprawiło, że to ten gatunek dominuje w filmie.

Wizualnie, jest jak jest, sceny mordów, charakteryzacja bohaterów wszytko na miarę niskobudżetówki, co jak wiadomo znajduje swoich zwolenników, czujących sentyment do tego typu podejścia do realizacji.

I madman

"Hardcover w sztywnej okładce" nie jest to filmem powszechnie chwalonym, ale z pewnością znajdzie wśród Was amatorów swoich wdzięków.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:6

To coś:7

60/100

w skali brutalności:2/10

wtorek, 14 lutego 2017

Dear mr. Gacy/ Szanowny Panie Gacy (2010)

szanowny panie gacy

Młody student w ramach zajęć z kryminologii podejmuje się napisania pracy o jednym z niesławnych amerykańskich seryjnych morderców. Jego wybór Pana na Johna Gacy'ego, który oczekuje na wykonanie wyroku w celi śmierci bez skutecznie składając kolejne apelacje.

Jason Moss nie zamierza opierać swojej pracy na teoriach i domniemaniach, ma ambitny plan wniknięcia w psychikę seryjnego zabójcy. W tym celu nawiązuje z nim korespondencję.

Umknął mi ten film, co uważam za osobistą porażkę w filmowych łowach. Przypuszczam, że dzielę tę klęskę z przynajmniej częścią z Was toteż już teraz na samym wstępie zachęcam do sięgnięcia po ten obraz.

O Johnie Gacym słyszałam już niejedno. Oglądałam masę dokumentów ukazujących jego sylwetkę z perspektywy osób, które miały nieprzyjemność go poznać. Biografia jego czynów znajduje się w większości kryminalnych antologii.

Jeśli chodzi o mnie, nie byłam nim wielce zafascynowana, dużo bardziej moją uwagę przyciągają mordercy dzieci, bo tu już chyba doprawdy przedpiekle. John Wayne Gacy zabijał mężczyzn, młodych mężczyzn z czego najmłodsza z ofiar miała 14 lat. Był gwałcicielem z sadystycznymi zapędami. Lubił nosić przebranie klauna, udzielać się charytatywnie i robić za przykładnego członka społeczności Waterloo. Nieźle malował i sprawdzał się jako businessman. Po za tym dbał o użyźnianie ogrodowej gleby zwłokami 28 ofiar swoich zbrodni.

W filmie "Szanowny Panie Gacy" poznajemy go dzięki młodemu bohaterowi, Jasonowi Mossowi, który zafascynowany sylwetką mordercy i przekonany o własnym geniuszu the bestu porywa się na 'dokonanie tego czego nikt nie zdołał, wniknięcia w psychikę Gacy'ego'.

szanowny panie gacy

Studencki przez blisko rok koresponduje ze sprawcą, rozmawia z nim przez telefon, i wreszcie spotka się z nim w więzieniu.

To co w tym wszystkim najbardziej spodoba się potencjalnemu widzowi to obraz przedziwnej, porąbanej relacji jaką nawiązuje Jason i Gacy. Chłopak doskonale wpisuje się w profil potencjalnej ofiary, można rzec, uwodzi Gacy'ego.

Kreacja młodego aktora w roli Jasona spełni większość oczekiwań, ale mnie zawsze w tego rodzaju produkcjach interesuje antybohater. Tu w roli Gacy'ego ujrzymy Williama Forsythe, znanego między innymi z roli porucznika w "Bękartach diabła". Zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie jako odtwórca postaci Gacyego.

Jak wspomniałam, Gacy jako taki nie budził mojej fascynacji. Myślę, że to co chciał zgłębić Jason nie wymagało aż takich ofiar. Gacy zabijał młodych chłopców z okrucieństwem, bo karał ich za popęd seksualny jaki w nim budzili. Wolał już być mordercą niż gejem.

szanowny panie gacy

Scenariusz filmu powstał w oparciu o powieść Jasona Mossa, który w "The last victim" opisał swoją znajomość z Gacym. Jak mocno odbiła się ona na psychice studencika można wnioskować chociażby po jego samobójczej śmierci lata później. Może od początku był porypany, ale może to Gacy coś z nim obudził? Jak prawił Nietzsche: jeśli długo patrzysz w ciemność i ona spojrzy na Ciebie.

szanowny panie gacy

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 07 stycznia 2017

Jestem mordercą (2016)

jestem morderca

W Dąbrowie Górniczej grasuje seryjny morderca. Zupełna nowość w Polsce Ludowej. Bezradna milicja decyduje się na stworzenie specjalnej grupy dochodzeniowej, na czele której staje młody, niedoświadczony kapitan Janusz Jasiński. Dzięki otwartości na nowe metody made in USA - profilowaniu psychologicznemu- udaje mu się wytypować sprawce. Teraz pozostaje tylko udowodnić mu winę.

jestem morderca

Nie ukrywam, że byłam ciekawa tego filmu. Moda na filmowe opowieści o seryjnych zabójcach po czasie dotarła nawet do Polski. W ciągu ostatnich trzech lat powstały trzy filmy mieszczące się w  tej kategorii. I jakby to powiedział bohater filmu "Jestem mordercą", jak na razie wygrywamy 3:0, bo wszystkie mogę uznać za bardziej lub tylko nieco mniej udane.

Nowy obraz Macieja Pieprzycy podobnie jak "Anna i wampir" o którym pisałam Wam jakiś czas temu, opowiada historię bodajże najsłynniejszego polskiego seryjnego mordercy, Zdzisława Marchwickiego. Jeśli czytaliście, wspomnianą przeze mnie starą recenzję wiecie jaki mam stosunek do tej sprawy. Jeśli zaś nie czytaliście, powtórzę: Facet mógł nigdy nie istnieć.

jestem morderca

"Jestem mordercą" jest fabularyzowaną i stosownie podkoloryzowaną wersją wydarzeń z lat '70. Zmieniono imię i nazwisko domniemanego mordercy, więc tak naprawdę nie bardzo można czepić się wierności tamtym wydarzeniom - z resztą rozsądek mi podpowiada, że nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.

Maciej Pieprzyca oferuje nam więc fikcję. Dobrze opowiedzianą, mocną.Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co o wykonania.Zdecydowanie postawiono tu na realizm dzięki czemu wszystkie filmowe elementy od kostiumów po zdjęcia składają się na dobrze zgraną całość.Duży plus za dźwięk. Wiem, banał, ale w to co najbardziej drażni mnie w polskich filmach to kiepska jakość dźwięku ,która w połączeniu z niekiedy bardzo słabą dykcją aktorów czyni jeden wielki bełkot z filmowych dialogów.Tu nie było tego problemu.

W przeciwieństwie do filmu "Anna i wampir" w "Jestem mordercą" mamy szansę poznać naszego podejrzanego. Arkadiuszowi Jakubikowi, który to wciela się w rolę Wiesława Kalickiego należą się gromkie brawa. Byłam zachwycona jego kreacją.

jestem morderca

Nie gorzej poradził sobie odtwórca innej ważnej postaci, kapitana Jasińskiego. Obydwie postaci są bardzo niejednoznaczne. Z jednej strony mamy milczącego aresztanta, który momentami zdaje się drwić z organów ścigania, innym razem budzi współczucie jak ratlerek którego ktoś porzucił pod sklepem i jedyne co może robić to podkulać ogon i kwilić.

Jasiński to młody - ambitny, który z jednej strony chce dopełnienia sprawiedliwości, z drugiej kusi go łatwy sukces, który może osiągnąć biegnąc na skróty. Mój Boże, co człowiek potrafił zrobić dla kolorowego telewizora.

Wisienką na torcie jest Agata Kulesza w roli żony oskarżonego, wypada wybitnie, ale to dobra aktorka więc nie zaskoczyła mnie. Pochwałę więc kieruje do reżysera, który tak pięknie pokierował tą bohaterką.

jestem morderca

Cała sprawę można zamknąć w słowach: Dla jednych miejcie litość, dla tych którzy mają wątpliwości. Kołatały mi się w głowie przez cały film i myślę, że pasują tu jak ulał.

Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś dużo mniej złożonego, bardziej jednoznacznego. Choć nie trudno było mi wyrobić sobie zdanie na temat pogmatwanych relacji miedzy bohaterami jakie nam tu przedstawiono, to czułam, że nie mamy tu do czynienia z góry narzuconą oceną.

Przygnębił mnie ten film, solidnie. Ze zdziwieniem mogę stwierdzić, że jego tytuł niekoniecznie musi odnosić się do sprawcy dwunastu słynnych morderstw.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:9

70/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 31 grudnia 2016

I am not a serial killer (2016)

iam not a serial killer

Nastoletni John ma specyficzne zainteresowania. Fascynują go psychopatyczni mordercy. Czuje, że ma z nimi sporo wspólnego biorąc pod uwagę to w jaki sposób postrzegali ich profilerzy. Z tego powodu chodzi na terapię, która ma sprawić, że zacznie współodczuwać z innymi jak normalna osoba. Bardzo boi się, że stanie się jednym z nich i skończy na krześle elektrycznym. Tymczasem jego spokój zakłóca coś jeszcze. W okolicy grasuje zabójca, który nie ograniczył się do jednorazowego wyskoku. John ma pewne podejrzenia względem jego tożsamości.

Jak dotąd miałam do czynienia z dwoma filmami Billy'ego O'Brien'a. Obydwa były dziwne. Nie inaczej jest w przypadku "I am not a serial killer". A że lubię dziwne... Wszystkie te filmy przypadły mi do gustu. Jeśli chodzi o "I am not a serial killer" film byłby jeszcze lepszy gdyby nie finał tej historii, którego nie jestem w stanie zrozumieć i trudno mi go zaakceptować jako konsekwencje uprzednich filmowych wydarzeń. Natomiast cała reszta filmu jest bardzo dobra.

Nie jest to obraz z wartką akcją, ale rozwija się swoim tempem i posiada mocniejsze momenty. Wszyto sprowadza się do śledztwa Jona, który wierzy, że odkrył tożsamość sprawcy kilku zabójstw.

iam not a serial killer

Biorąc pod uwagę jego kondycje psychiczną możemy mieć sporo wątpliwości względem tego, co dzieje się naprawdę a co rozegrało się tylko w głowie bohatera. Sam bohater jest wielce interesujący. Jego postawa wobec innych może nam sugerować, że młody powinien obawiać się samego siebie. To właśnie ta jego świadomość swoich zapędów, jego próby ich stłumienia w zarodku czynią go interesującym. Jeśli ktoś potrafi w taki sposób utożsamić się chorym zabójcą, to albo zostanie jednym z nich, albo dzięki tej umiejętności będzie najlepszym łowcą takich typów. Bardzo podobał mi się fragment w którym John wyjaśnia swojemu 'koledze' jak mocno musi się powstrzymywać by nie zrobić mu krzywdy.

I w tym miejscu na pochwałę zasługuje kreacja aktorska Maxa Records'a, dobrze się zapowiada. Ogólny nastrój filmu jest nieco depresyjny. Szaroniebieska kolorystyka zdjęć, wydarzenia rozgrywające się zimową porą, szarobure miasto. I tylko ten finał...

iam not a serial killer

SPOILER: Kompletnie nie rozumiem co twórca chciał osiągnąć nagle zmieniając front w kierunku paranormalnego podłoża zdarzeń. Z ciała mordercy wydostaje się coś na kształt demona. Że niby co?, dziadzia był opętany? To ma być uzasadnienie jego czynów? Nie ma chorych zabójców, są tylko opętani zabójcy? Nie kupuję tego. Wolę myśleć, że ta scena był tylko projekcją umysłu John'a. KONIEC SPOILERA.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 18 grudnia 2016

Pet (2016)

pet

Seth pracownik schroniska dla bezdomnych zwierząt spotyka w autobusie swoją licealną miłość, Holly. To miłość z rodzaju tych platonicznych, z których obiekt uczuć nie zdaje sobie sprawy. W wyniku spotkania uczucie odżywa i Seth postanawia, że tym razem Holly go zauważy.

Jak się okazuje starania chłopaka nie robią na dziewczynie większego wrażenia, zmuszony jest więc podjąć bardziej zdecydowane kroki...

Po thrillerze "Pet" spodziewałam się standardowej historyjki o stalkerze, który to dręczy obiekt swojej miłości aż do eskalacji kończącej się przemocą. Jak się okazało to ledwie wierzchołek góry lodowej, bo scenarzysta przygotował dla nas sporo ciekawych niespodzianek. We współpracy z hiszpańskim reżyserem, który jak dotąd nie błysnął niczym ciekawym, scenarzysta w osobie twórcy serialu "Exorcist" zbudował całkiem nie lichą intrygę.

Wiele Wam z niej zdradzić nie mogę, bo tylko całkowita nieświadomość tego co będzie grane jest gwarantem udanego seansu. Jak, jak wspomniała zasiadałam do filmu spodziewając się schematycznego posunięcia ze strony twórców, a dostałam coś co mnie zaintrygowało i zaskoczyło.

Główny bohater jawi nam się jako kompilacja ofiary losu i niebezpiecznego świra. Gdy spotyka śliczną jasnowłosą Holly decyduje się na brawurowy podryw. Depcze naszej ślicznotce o piętach, nachalnie przypominając o swojej osobie. Nic z tego nie wychodzi toteż w momencie gdy nadarza się okazja by zbliżyć się do dziewczyny w inny sposób, bezwzględnie ją wykorzystuje.

pet

Od mniej  tego momentu sprawa nabiera rumieńców. Wraz z Sethem dowiadujemy się więcej o Holly i są to nowiny niesłychane.

Konfrontacja tych dwóch postaci przeradza się w psychologiczna grę, w której łatwo o kontuzję. Psychologia postaci nie jest płaska jakby mogło się zdawać, choć nie ma tu też ambicjonalnego intelektualizowania przysłaniającego dobrą rozrywkę.

Bardzo miłym zaskoczeniem jest gra aktorska odtwórców pierwszoplanowych ról. Łotewska aktorka, którą możecie kojarzyć  z "Czarnego łabędzia"- choć jest nie do poznania - wcale nie miała łatwego zadania, a dała rade doskonale.

pet

Co mnie dość mocno zaskoczyło, film nie został zbyt dobrze przyjęty choć w mojej ocenie spełnia wymogi solidnego thrillera psychologicznego z dobrym pomysłem i dobrą realizacją. Tak więc odcinam się od krytycznych uwag i zostawiam same pochwały.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:6

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 16 października 2016

Angst (1983)

angst

Bezimienny mężczyzna po odsiedzeniu dziesięcioletniego wyroku za morderstwo zostaje zwolniony z więzienia. Resocjalizacja najwyraźniej nie powiodła się, bo jedyne o czym myśli  to sadystyczny gwałt i morderstwo na kobietach.

Szukając wymarzonej ofiary, najlepiej w liczbie mnogiej, trafia do okazałej rezydencji, gdzie przyczaja się na nic niepodejrzewającą rodzinę.

"Angst" jest porażająco realistycznym zapisem dwóch dni z życia mordercy. W najdrobniejszych szczegółach prezentuje planowanie i przebieg zamachu na życie pewnej rodziny.

Reżyserem filmu jest austryjak Gerald Kargl, jednak to nasz rodak Zbigniew Rybczyński, odwalił tu najlepszą robotę. Był nie tylko współtwórcą scenariusz, ale także głównym operatorem i to właśnie dzięki jego zdjęciom możemy przyjrzeć się mordercy z tak bliska jak to nigdy przedtem ani nigdy potem nie zostało uczynione.

angst

Fabuła filmu jest prosta. Siedź i patrz, a ja będę mordował.

Inspiracją dla postaci głównego bohatera był schwytany w 1980 roku Werner Kniesek, którego autentyczna zbrodnia do złudzenia przypomina to czego dokonał bohater "Angst". Zbliżone są też biografie obydwu 'panów'.

"Angst" to bardzo minimalistyczny i naturalistyczny obraz. Morderca nie jest żadnym Hannibalem Lecterem, który błyszczy inteligencją (i zębami). Mamy tu gościa w typie narwańca, który gorąco pragnie szybko rozładować swoje seksualne napięcie. Opuściwszy więzienie czym prędzej napada na rodzinę, która ma dostarczyć mu oczekiwanych wrażeń. Wszytko rozgrywa się naprawdę szybko.

Obrazom towarzyszy narrator, który robi tu za głos mordercy. Opowiada nam o swojej przeszłości, planach i na bieżąco komentuje dokonywane czyny. To sprawia, że nie tylko obserwujemy morderce, jesteśmy też w jego głowie - jakkolwiek to brzmi. Efekt jest bardzo dobry zwłaszcza, że scenariusz nie przewidział jakiś hollywoodzkich udziwnień w sylwetce zabójcy.

Nie robiłoby to tak piorunującego wrażenia gdyby nie zdjęcia. Jak wspomniałam ich autorem jest polak lubujący się w niekonwencjonalnych formach. To co wyprawia z kamerą to po prostu szok. Zdjęcia są tak żywe i precyzyjne, że strach. Zbliżamy się do mordercy i jego ofiar o milimetry. Prawie czułam smród kiełbachy, którą łapczywie pożerał bohater. Nie wspominając już o wrażeniach przy scenach mordów...

angst

Film emanuje brutalnością, ale nie taką w hollywoodzkim stylu. Nie przejaskrawia sprawy. Wszytko wydaje się bardzo realne, choć ciężko mi to wnioskować na własnym doświadczeniu, ostatecznie nigdy nikogo nie mordowałam.

angst

Poczynania bohatera autentycznie budzą popłoch. Jest tak czubowaty i niebezpieczny, że przypomina dzikie zwierze, które ruszyło na żer. Do tego z takim spokojem o wszystkim opowiada.

W roli narratora mamy innego aktora niż ten, który występuje przed kamerą, niemniej jednak tworzą doskonały duet. Nawet ofiary wypadają naturalnie w swoich niewdzięcznych rolach, bez nad ekspresji i sztucznych emocji.

No, szok. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, zarówno samego konceptu jak i wykonania.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:8

82/100

W skali brutalności: 4/10

sobota, 15 października 2016

The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durst/ Przeklęty: Życie i śmierci Roberta Dursta - odc. 1-6 (2015)

jinx

Wszytko zaczyna się w Galveston w Teksasie, gdzie miejscowa policja wyławia z zatoki czarne worki z rozczłonkowanymi ludzkimi zwłokami. Strzępek gazety z zapisanym adresem doprowadza śledczych do ofiary i potencjalnego sprawcy. Zamordowany to Morris Black, zwykły starszy mężczyzna, jednak tożsamość potencjalnego sprawcy stawia na nogi całą Amerykę.

w 1982 roku bez śladu zniknęła piękna Katheelyn Durst młoda żona multimilionera z rodziny deweloperskiej z Nowego Yorku. Wiele osób jako podejrzanego o zniknięcie kobiety wskazało jej małżonka, ekscentrycznego Boba. Jednak mijały lata a sprawa pozostała zagadką. Nie ma ciała, nie ma zbrodni. Byli jednak tacy, którzy się nie poddawali i w okolicy roku 2000 na nowo otwarto prawe zaginięcia Kathy. Wkrótce po tym śmierć poniosła przyjaciółka małżonków Durst, Susan, a później w Teksasie na powierzchnie wody wypłynęły zwłoki Morrisa Blacka. I tu na nowo pojawia się nazwisko Robert Durst.

W sześcioodcinkowym dokumencie mało znanego reżysera Andrew Jareckiego, poznamy zupełnie nowy rodzaj serialu o mordercy.

jinx

Przyznam, że po raz kolejny prawda okazała się dziwniejsza od fikcji.

Pamiętam jak niedawno śledziłam wieloletnią batalię o wolność Stevena Avery'a w serialu "Making a murder" i szczerze wątpiłam, że w niedługim czasie będzie mi dane obejrzeć coś równie ekscytującego.

Dla wielu widzów "Jinx..." okarze się nawet lepszy niż serial Neflixa z tego względu, że nie można mu zarzucić tak ogromnej stronniczości.

W przypadku "Jinx" wraz z reżyserem i uczestnikiem dokumentu w jednej osobie, poznajemy Roberta Dursta i wraz z nim spadamy z krzesła gdy na światło dzienne wychodzą coraz to nowe fakty. W przypadku tego serialu raczej nie możemy już liczyć na kontynuacje, choć w patrząc na zawiłość losów Dursta wszytko jest możliwe.

jinx

Jak wspomniałam serial otwierają sceny ze śledztwa w sprawie morderstwa Morrisa Blacka, następnie przechodzimy do procesu w tej sprawie.

Anderw Jarecki jest reżyserem raczej mało popularnego filmu fabularnego o małżeństwie Roberta Dursta i Kathy Durst. Tak się złożyło, że ów film miał okazję obejrzeć sam zainteresowany, Robert Durst i wkrótce po tym sam zgłosił się do reżysera z ofertą wywiadu. To miał być pierwszy wywiad z Durstem. Czujecie to, mieć możliwość porozmawiać z facetem podejrzanym o trzy brutalne morderstwa, wolnym jak ptaszek pląsającym po Central Parku.

Muszę przyznać, że sylwetka Roberta Dursta robi tu największe wrażenie. Nie mamy tu żadnego fikcyjnego bohatera. Mamy prawdziwego Dursta. Poznamy historię jego życia opowiedzianą z jego perspektywy.

Bardzo ciężko było mi ocenić tego człowieka i sądzę, że nie tylko mnie. Diaboliczny, czy pogubiony? Największy pechowiec świata, czy największy farciarz wśród zabójców? Jest on tak przedziwnym człowiekiem, że nie przyśniłby się najlepszym hollywoodzkim scenarzystom. Sam Durst to jednak nie wszytko, poznajcie jego rodzinkę...

Na serial, po za wywiadem z Durstem- wisienką na torcie - składają się nagrania z prowadzonych dochodzeń, wywiady ze świadkami, uczestnikami procesu, krewnymi. Wszytko jest żywe, autentyczne. A finał tego przedsięwzięcia, myślę, zaskoczył nawet twórców serialu.

jinx

Czapki z głów, Drodzy Państwo.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:10

Zabawa:10

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:10

Oryginalność:7

To coś:9

80/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 10 października 2016

Anna i wampir (1981)

anna i wampir

Zagłębie Dąbrowskie, lata '60 XX wieku. W mglisty dzień zostaje zamordowana młoda kobieta, Anna. Jej częściowo obnażone zwłoki i głowa rozbita ciężkim narzędziem to początek całej serii ataków na kobiety, których wedle Katowickiej milicji miał dopuszczać się Zdzisław Marchwicki znany jako Wampir z Zagłębia.

Po film Janusza Kidawy nakręcony jeszcze w czasach PRL sięgnęłam w związku ze zbliżającą się premierą nowej historii skazanego za wielokrotne morderstwo Zdzisława Marchwickiego, "Jestem mordercą". Z tego co zdążyłam się zorientować nowy film, ma przeczyć historii przedstawionej w "Anna i Wampir", czyli zaprzeczać winie Marchwickiego, zaś jego skazanie przedstawiać jako manipulację ówczesnych władz.

Sprawa Marchwickiego, trzeba przyznać, nie była tak ewidentna jak chociażby przypadek Bogdana Arnolda. Wiele osób twierdzi, że Marchwicki - niewykształcony, słaby na umyśle, człowiek z marginesu społecznego - stał się kozłem ofiarnym. O szczegółach, tej i innych teorii możecie przeczytać w sieci, znajdziecie tam nawet pamiętnik Marchwickiego pisany przed egzekucją, więc nie będę teraz wdawać się w polemikę z historią przedstawioną w "Annie i wampirze". Ocenę zostawię Wam.

anna i wampir

Filmów o polskich seryjnych mordercach mamy niewiele, ale faktem jest, że w naszym kraju raczej niechętnie przypina się zabójcom tego rodzaju łatki. W porównaniu z Ameryką wypadamy blado. "Anna i wampir" jest więc pewnego rodzaju nowością, choć jak sami zauważyliście polskich twórców filmowych zaczyna kręcić ten temat. W ubiegłym roku doczekaliśmy się "Fotografa" i "Czerwonego Pająka".

Obrazu Kidawy nie da się porównać z hollywoodzkimi filmami o seryjnych zabójcach. Mało w nim thrillera, jeszcze mniej horroru. Bardziej przypomina fabularyzowany dokument niż film fabularny, a tym bardziej daleki jest od kina sensacyjnego.

Mnie mimo całych wątpliwości ad. autentyczności tej rzekomo autentycznej historii przypadł do gustu. Może dlatego, że lubię stare polskie kino i jego estetykę. "Anna i Wampir" bardzo od niej nie odbiega i to co oferuje film to przede wszystkim naturalizm.

Reżyser unikał filmowego studia, stawiał na plenery, więc co i rusz możemy podziwiać bardzo nastrojowe obrazy polski czasów PRL. Nastrój filmu jest stosowne przygnębiający. Szarobure kadry, mało atrakcyjne wyglądające miasto, łyse drzewa otulone mgłą. Dźwięk nagrywano na żywo. W tym wszystkim, kobiety, kilka kobiet (Marchwicki podobno dokonał 23 ataków), które pożegnały się z życiem i ich zwłoki z zadartymi sukienkami możemy tu podziwiać. Jedna z nich przeżyła atak, ale już nie wróciła do normalności.

Naszego mordercy nie zobaczymy w akcji byt szybko. Skupiamy się na ścigających go milicjantach, którzy z lepszym lub gorszym skutkiem starają się wdrożyć w śledztwo amerykańskie pomysły i teorie na temat technik kryminalistycznych.

anna i wampir

Dowodzący śledztwem komisarz Andrzej Jaksa, jawi się tu jako bardzo rozważny i myślący człowiek. Zależy mu na złapaniu prawdziwego sprawcy, nie złapaniu kogokolwiek by zadowolić zwierzchników. Tu bardzo dobrze aktorsko daje radę Wirgiliusz Gryń (bardzo pracowity aktor, znany chociażby z serialu "Dom").

Zaś sam Marchwicki... ciężko tu coś o nim powiedzieć, niby film jednoznacznie potwierdza jego winę, tworzy nawet pewien profil psychologiczny, ale odtwórca jego roli nie miał tu wielkiego pola do popisu. Całość więc bardziej przypomina "Obywatela X" niż "Milczenie owiec".

anna i wampir

Jak wspomniałam niewiele tu grozy jeśli chodzi o fabułę, czy sposób jej opowiadania. Groza przyczaja się raczej w formie, zdjęciach, muzyce. Jest zresztą bardzo subtelna. Do tej pory mam przed oczami ostatni filmowy kadr.

Podsumowując, film zdecydowanie nie dla każdego. Jeśli jesteście w opozycji do starego polskiego kina to raczej Was tym filmem do niego nie przekonam. Nie mniej jednak jeśli jesteście fanami tematu seryjnych morderców, warto poznać historię jednego z naszego własnego podwórka.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła: 7

Klimat: 8

Napięcie: 6

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 25 września 2016

And soon the darkness/ I zapadła ciemność (1970)

and soon the darkness

Jane i Cathy, dwie młode angielki spędzają wakacje na wycieczce rowerowej po mało popularnych trasach we Francji. W słoneczny dzień w czasie krótkiego postoju w niewielkim zagajniku przy drodze dochodzi między nimi do kłótni w efekcie czego dziewczyny się rozdzielają. Cathy zostaje na miejscu, a Jane rusza dalej. Po drodze zaniepokojona niejasnym ostrzeżeniem miejscowej kobiety postanawia zawrócić po przyjaciółkę. Tej już jednak nie ma. Wkrótce okazuje się, że odludna trasa już raz była miejscem zbrodni na młodej kobiecie. Sprawcy czynu nie odnaleziono.

and soon the darkness

"I zapadła ciemność" jest kolejnym filmem poleconym mi przez czytelnika bloga w zakładce "Jaki film polecasz". Dziękuję Wam za wszystkie filmowe oferty, szczególnie za te tak trafne, jak ta.

Wcześniej nie słyszałam o tym obrazie, choć jak się okazuje, miałam okazję oglądać jego remake z 2010 roku. Remake jako to remake nastawiony był uwspółcześnienie filmu i to też uczyniono.

Tak naprawdę fabularnie obydwa filmy mają ze sobą niewiele wspólnego. Łączy je wątek dwóch dziewcząt samotnie zwiedzających obcy kraj i motyw uprowadzenia. W nowszym filmie nie mieliśmy do czynienia z tajemniczym mordercą, lecz zorganizowaną grupą handlarzy żywym towarem, toteż wydźwięk obydwu produkcji jest całkiem inny. Inne są też środki wyrazu. Robert Fuest postawił na minimalizm, zaś twórcy remake wspierani przez scenarzystę oryginału wytoczyli potężne działa wartkiej akcji. Remake Średnio mi się podobał, ale odniósł dużo większy sukces komercyjny niż oryginał.

Dziś jednak olewam remake i skupiam się na oryginale. Co tu mamy fajnego, po za tym, że wszytko?

Ujmujący jest klimat filmu, angażujący zmysły widza już od pierwszych minut. Pastelowa kolorystyka, jasne słońce i skontrastowana z tym dość mocna ścieżka dźwiękowa dają nam czytelny znak, że powinniśmy zachować czujność, bo jeszcze przed zachodem słońca coś się wydarzy.

I faktycznie tak jest. Sygnały o potencjalnym zagrożeniu czekającym na samotne turystki wysyłane są jeszcze przed punktem kulminacyjnym. Widzimy podejrzanego mężczyznę, który najwyraźniej śledzi nasze śliczne damy.

and soon the darkness

W końcu przełom, czyli rozstanie dziewczyn. Cathy zostaje sama na pustkowiu. Leżakuje w najlepsze wśród drzew gdy zaczyna być przez kogoś obserwowana. Kamera skrywa się za drzewami sugerując nam, że właśnie patrzymy na ofiarę oczami potencjalnego oprawcy. Chwyt stary jak świat, ale dzięki bardzo racjonalnie stopniowanemu napięciu działa tu jak należy, a nawet lepiej. Druga część filmu to potyczki Jane. Dziewczyna wraca po przyjaciółkę, ale jej nie zastaje. Wie, że nie pojechała dalej, bo spotkałyby się po drodze.

Na plan wkracza wcześniej wspomniany samotny mężczyzna. Oferuje Jane pomoc w odszukaniu koleżanki i tak dowiadują się, że kobieta nie zawróciła także do pobliskiego miasteczka. Wyparowała.

and soon the darkness

Po za Jane i Paulem mamy tu jeszcze kilku innych bohaterów, ale przestrzeń wydarzeń jest niewielka niewielu jest też potencjalny sprawców okrutnego czynu uprowadzenia Cathy, ale to spokojnie wystarcza.

Scenariusz jest na tyle sprany, że bez wysiłku potrafi zaintrygować. Tak, to w sumie prosta historia, ale opowiedziana w tak by zadowolić miłośników opowieści o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność: 7

To coś:8

70/100

W skali brutalności: 1/10

czwartek, 15 września 2016

La Residencja/ Rezydencja (1969)

la residencja

W tytułowej rezydencji gdzieś na terenie Hiszpanii początku XX wieku mieści się szkoła dla dziewcząt prowadzona przez surową dyrektorkę Madame Fourneau. Do placówki przybywa nowa uczennica, córka kabaretowej śpiewaczki, Teresa. Nastolatka szybko odkrywa, że dyscyplina panująca w szkole ma dużo z sadyzmu, a uczennice starające się dostosować do panujących tu warunków są gotowe na wiele.W końcu dziewczęta zaczynają znikać.

"Rezydencja" jest pierwszym 'nietelewizyjnym' dziełem Urugwajskiego reżysera Narciso Serrador'a, twórcy słynnego "Czy zabił byś dziecko?".

Jak na końcówkę lat '60 "Rezydencja" wyróżnia się na tle popularniejszych zachodnich produkcji. Nie ma w sobie nic z Hammer'owskiego kiczu, bliżej jej do zmyślnych Hitchcockowskich intryg, czy zbrodni królujących w świecie giallo.

Jest to wyjątkowo smakowity thriller psychologiczny, którego finał ma zaskoczyć i pewnie w wielu przypadkach tak właśnie będzie. Posiada klimat typowy dla opowieści gotyckich, a jednak króluje tu freudowska psychologia.

la residencja

Jeśli widzieliście "Dziewczęta w mundurkach" zapewne nasunie Wam się przyjemne skojarzenie z tym tytułem.

Fabuła filmu skupia się na prezentacji internatowego życia nastoletnich dziewcząt, które z różnych przyczyn zostały wysłane do tej placówki. Większość z nich posądzana jest o niemoralne prowadzenie się, czy inne nieprzystojne przewinienia. W przypadku Teresy chodziło o jej pochodzenie i reputację jej matki. Dziewczyna jawi się jako bardzo skromna i układna dlatego też szybko pada ofiarą 'grupy trzymającej władzę' w szkole.

la residencja

O ile psychiczne i fizyczne znęcanie się jest w tej szkole codziennością o tyle sporą nowość sanowi seria morderstw. Tak, dziewczęta zaczynają znikać, a nasze podejrzenia szybko kierują się w stronę największych szkolnych sadystek, dyrektorki i jej 'faworyty'. Pod uwagę weźmiecie też zapewne inne opcje, ale tożsamość mordercy i przyczynę jego działań poznacie dopiero w finale. Ten finał jest jak najbardziej war uwagi, choć nie zaprzeczę, że trochę wcześniej zwęszyłam sprawę.

la residencja

Mamy tu wiec bardzo ciekawy miks kina nastrojowego z powolnymi przejazdami kamerą po ciemnych zakamarkach i bogatej scenografii z kinem psychologicznym mogącym być przykładem solidności w realizacji motywu szaleństwa i zbrodni.Co ciekawe nie zabraknie tu scen morderstw, które spokojnie można skojarzyć z włoskim giallo.

Dla mnie jest to połączenie wręcz wymarzone i mogę sobie tylko pluć w brodę, że nie obejrzałam tego filmu wcześniej.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 7

To coś:9

73/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl