What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: serial killer

wtorek, 20 czerwca 2017

A martfüi rém aka Starangled/ Potwór z Martfu (2016)

martfu

W 1957 roku w małym robotniczym miasteczku na Węgrzech zostaje zamordowana młoda pracownica fabryki butów. O ten czyn zostaje oskarżony jej kochanek Akos Reti i po intensywnych przesłuchaniach zostaje skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Podczas gdy mężczyzna odsiaduje wyrok, odsiadkę ową uatrakcyjniają mu pouczające spotkania ze współosadzonymi, w Martfu znowu zaczynają ginąć młode kobiety. Bystry detektyw zaczyna podejrzewać, że przed siedmioma laty złapano nie tego człowieka.

Sylwetkę głównego antybohatera filmu, Petera Kovacsa, poznałam dopiero dzięki temu filmowi. O ile za oceanem tacy osobnicy szybko zyskują ogólnoświatową popularność o tyle zbrodniarzy działających pod komunistycznym blokiem wymazuje się z kart historii. Nawet w Polsce, urodzajnej w takich wykolejeńców, jak się okazuje, gdy władza zaczyna przecierać oczy po radosnej amnestii z przed 25 lat, ten temat nie był dotąd zbyt spopularyzowany. Teraz widzę, że i inni europejscy filmowcy zaczynają doceniać potencjał swoich narodowych antybohaterów.

martfu

Węgierski obraz o seryjnym mordercy to taki miszmasz tego co udało się w tej materii osiągnąć polakom z typowo amerykańskim schematem.

Z polskimi filmami tego rodzaju nie wątpliwie łączy go historyczno-obyczajowe tło. Motywy polityczne, które tak, a nie inaczej wpływały na decyzje policji i prokuratury. Przygnębiające obrazy komunistycznej rzeczywistości oddane za pomocą posępnych w kolorystyce i doborze plenerów zdjęć.

Żaden jednak z polskich filmów tego rodzaju - w końcu nie jest ich dużo - nie razi taką dosłownością. Węgierski twórca wykłada kawę na ławę i niczego nie unika w swojej opowieści, ani brutalnych scen z mordercą ani nie stosuje zmyłek mogących ukryć jego tożsamość.

Praktycznie od samego początku wiemy, że odsiadujący wyrok chłopina nie jest winien zbrodni. Wkrótce zobaczymy winowajce w całej okazałości, na tle życia rodzinnego, a wkrótce także w jego zbrodniczym akcie. Wrażliwe dusze, tu zwracam się do Was, nekrofilskie gwałty nie są przyjemne dla oka, zwłaszcza dokonywane na kobietkach w kucykach, którym jeszcze nie zdążył dobrze wykiełkować biust. Takie właśnie tu będą widoki.

martfu

Sama historia opowiedziana jest dość sprawnie mimo tej sporej dozy dosłowności udaje się utkać tu pewną nic tajemniczości wokół mordercy. Dopiero postawiony pod murem wyzna co i dlaczego robił. Jego wyznanie jak często bywa w filmach opartych na faktach nijak ma się do hollywoodzkiego gwiazdorzenia. Ot, powód zbrodni bardzo podręcznikowy i typowy.

Obraz śledztwa, ponownego śledztwa w zasadzie, to głównie polityczne przepychanki ukazujące rażące uchybienia systemu. Mamy detektywa idealistę w kontrze z prokuratorem lizodupem, który nie zamierza przyznać się do machlojek, które zapewniły mu awans.

martfu

Film w ogólnym rozrachunku robi dobre wrażenie i w swoim gatunku sprawdza się jak najbardziej. Myślę, że zapoznać się warto chociażby po to by zobaczyć jak w Europie kręci się filmy o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:4/10

piątek, 19 maja 2017

The Fall/ Upadek - Sezony 1-3 (2013)

upadek

W Belfaście grasuje seryjny morderca, który włamuje się do domów swoich ofiar, gwałci je i dusi. Wcale nie wybiera łatwo dostępnych kobiet z marginesu, lecz atrakcyjne i odnoszące sukcesy damy po trzydziestce.

W sprawę angażuje się agentka Stella Gibson, która początkowo miała tylko skontrolować dotychczas prowadzone śledztwo. To ona w końcu trafia na trop mordercy idealnego.

Powiem szczerze, że byłam uprzedzona do tego serialu, głównie z powodu obsady. Z jednej strony Gillian Anderson, która od zawsze i na zawsze będzie mi się kojarzyć z niestworzonymi historiami "Archiwum X", z drugiej pięknuśny Jamie Dornan, bardziej model niż aktor, skazany na szyderstwa za swoją rolę w "Pięćdziesięciu twarzach Greya".

upadek

Jako że z uprzedzeniami trzeba walczyć, a pogoda w czasie majówki była tak beznadziejna, że musiałam zrezygnować ze swoich planów, w końcu rzuciłam na tapetę "Upadek". Serial składa się z trzech sezonów liczących po pięć, sześć odcinków, które obejrzałam w ciągu paru dni.

Tak, serial mnie wciągnął.

Wcześniej miałam pewne obawy, z tych wyłączających obsadę było to "O jej kolejny schematyczny kryminał o seryjnym mordercy". Owszem, "Upadek" wcale nie walczy ze schematem, ale robi coś lepszego - ukazuje nam jego drugie oblicze.

Sprawa wygląda tak, że już od pierwszego odcinka znamy tożsamość mordercy, z każdą chwilą wiemy więcej o jego modus operandi. Podobnie bliski wgląd osiągamy w życie innych bohaterów, jak naszej agentki Gibson. A mimo to, przez kolejne godziny śledzimy fabułę i czekamy na rozwiązanie.

To dowodzi temu, że wcale nie potrzeba nam przewrotnych twistów i niespodzianek. Sprawni filmowcy mogą wyłożyć kawę na łatę, podać nam wszystkie elementy układanki, ale to wcale nie znaczy, że w lot ją ułożymy. Tak naprawdę wiedząc wszytko i tak nie wiemy nic. Postaci intrygują coraz bardziej.

Gwóźdź programu to oczywiście nasz antybohater, seryjny zabójca, seksualny drapieżnik. Nie przypomina on jednak zwykłych dewiantów, których można zdiagnozować po kwadransie. Paul Spector jest człowiekiem układanką.

Kiedy rodził się pomysł na jego postać, na cały serial w zasadzie, jego twórca usłyszał o pewnym kanadyjskim, bodajże, pilocie, który był przykładnym ojcem i mężem. Niestety miał nieuleczalne kuku na móniu, które rozwinęło się w niebezpieczne hobby- włamy i kradzieże damskiej bielizny, a w końcu gwałty i morderstwa - zupełnie jak Paul.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Uadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Upadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa, w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Muszę przyznać, że duet "Archiwum X" i "50 twarzy Greya" sprawdził się tu nad wyraz dobrze i nie mogę mieć zastrzeżeń tak do nich jak i do całego serialu. Kto jeszcze nie widział, temu polecam.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 18 kwietnia 2017

M/M - Morderca (1931)

m- morderca

W niemieckim mieście grasuje seryjny morderca dzieci. Policja dokłada starań by wykryć sprawce zbrodni i ukrócić jego zbrodniczą działalność. 

W sprawę angażują się wszyscy mieszkańcy, szczególnie grupa z przestępczego półświatka, która urąga na  niemożność prowadzenia własnych interesów gdy policja wciąż węszy pod ich nogami.

W końcu w najmniej oczekiwany sposób udaje się złapać trop.

„M-morderca” to kamień milowy w historii kina, szczególnie jeśli chodzi o jego mroczną stronę. Może się mylę, ale jest to bodajże pierwszy film o seryjnym mordercy, nakręcony jeszcze nurcie niemieckiego ekspresjonizmu, ale już z udźwiękowieniem.

Oglądałam go w zachwycie typowym dla mojej słabości do starego kina. Obraz stanowi ucztę dla oczu, popis wybitnego aktorstwa i podwaliny pod współczesne kino z watkami detektywistycznymi i psychologicznymi. 

m- morderca

Jego reżyserem i scenarzystą jest nikt inny jak Fritz Lang, którego filmografie powinnam zgłębić z większym zaangażowaniem, bo jak do tej pory widziałam tylko świetną „Kobietę w oknie”. W pisaniu scenariusza jak w przypadku wielu innych jego filmów wspierała go nieoceniona małżonka.

Historia mordercy została luźno zainspirowana przypadkiem niejakiego Petera Kurtena z Dusseldorfu, który działał w okresie międzywojennym i dokonał kilku okrutnych morderstw na dzieciach.

peter kurten

„M-morderca”  gatunkowo najbliżej mam do thrillera z wątkami kryminalnymi. Śledzimy tu bowiem proces wytropienia i schwytania niebezpiecznego psychopaty.

Przeczucie mi podpowiada, że twórca filmu musiał solidnie zagłębić się w kryminalne kroniki , żeby stworzyć tak przewrotną historię. Żeby zwiększyć wiarygodność sprowadził na plan filmowy kilku prawdziwych ulicznych kryminalistów, jednak większość z nich nie ukończyła zdjęć.

Nie ma tu miejsca na banał czy luki fabularne. Dla mnie jest perfekcyjnie w każdym calu. Do dobrze przemyślanego scenariusza dochodzi forma najwyższej próby.  Ujęcia takie jak to, gdy cień mordercy pochylającego się nad małą dziewczynką pada na slup ogłoszeniowy z informacją  o nagrodzie za jego schwytanie stanowi przykład staromodnego sposobu przedstawiania nam antagonisty. Z resztą ujęć z udziałem naszego zbrodniarza mamy sporo. Jego oblicze zobaczymy dość prędko, co nie znaczy że od tej pory wszystko będzie jasne.

Nie dziwie się twórcy, że nie trzymał Pettera Lore po za zasięgiem wzroku widza, bo byłoby to marnotrawienie jego aktorskiego warsztatu. Facet jednym spojrzeniem  robił więcej niż cała zgraja wyposażonych w salę tortur psycholi.

m- morderca

Lang postarał się byśmy nieco poznali naszego antagonistę i pozwolił mu na dłuższy monolog w finale. To kolejny element , który będą naśladować filmowcy aż do czasów współczesnych.  

Podobnie jest z obrazem śledztwa. Poznamy tu szereg technik kryminalistycznych, tok rozumowania śledczych i problemy organizacyjne z jakimi przeszło im się mierzyć.

Wreszcie mamy  bohatera zbiorowego w postaci społeczności niemieckiego miasta, gdzie każdy od oficera, przez gospodynie domową do żebraka czuje moralny obowiązek schwytania mordercy dzieci.

Przewrotny punkt kulminacyjny jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wątków kina detektywistycznego. To w jak gruncie rzeczy przypadkowy sposób został zdemaskowany morderca również znajdzie gro naśladowców.

m- morderca

Przy tym dodaje sprawie większego realizmu. Mimo, że film został nakręcony w latach 30 czyli jeszcze przed 'wysypem' prawdziwych seryjnych morderców, to twórca przewidział fakt, że najnieuchwytniejsi sprawcy wpadają w ręce władz przypadkiem. A pisanie listów do redakcji lokalnych gazet? Medialność antagonisty? Cóż, pomyślało mi się nawet, że filmowy morderca Langa zainspirował samego Zodiaka:)

Fabuła "M-Mordercy" to nie tylko nieśmiertelne filmowe wątki, ale też wciąż aktualne dylematy. Mamy tu motyw piętnowania przestępców - Tu symboliczna literka M na płaszczu zabójcy. Motyw zbiorowej histerii jaką budzi pojawienie się takiego ludzkiego drapieżnika w szeregach zwykłych obywateli i dążenie do społecznego samosądu. Zabójstwo dokonane na dziecku ukazane tu zostaje jako coś, co obrzydza wszystkich, nawet tych, którzy nie wiodą do końca uczciwego życia. Wciąż żywy jest dylemat, co z takim zrobić? Ubić na miejscu? Leczyć? Czy dożywotni wikt na państwowym garnuszku to adekwatna kara?

W tym momencie już powinniście wyzbyć się wątpliwości czy warto sięgnąć po "M-Morderce". Warto, po stokroć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:10

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:10

Oryginalność:10

To coś:9

84/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 01 kwietnia 2017

Split (2016)

split

Trzy nastolatki zostają uprowadzone przez chorego psychicznie mężczyznę. Dwie z nich ogarnięte panicznym pragnieniem ucieczki z pułapki nie zauważają innej szansy na ratunek jak zmasowany atak na napastnika. Trzecia z nich, Casey dopatruje się szansy na ratunek w czym innym.

Zarówno sprzymierzeńcem jak i największym zagrożeniem dla ofiar jest choroba psychiczna oprawcy. Bystra dziewczyna zauważa, że tajemniczy, młody mężczyzna posiada wiele tożsamości i za każdym razem pojawia się przed nią jako inna osoba.

Jedną z tożsamości jest Bestia której 'przybycie' przepowiada osobowość dziewięcioletniego chłopca. Dziewczyny muszą wydostać się z pułapki zanim osobowość Bestii przejmie kontrolę nad umysłem sprawcy porwania.

O tym, że "Split" jest zajebistym filmem słyszałam zanim jeszcze wszedł na ekrany polskich kin. Wieść o sukcesie filmu za granicą zamydliła oczy wszystkim i czytając kolejne recenzje nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam tu do czynienia z niespotykanym fenomenem.

Entuzjazm widzów udzielił mi się i sama czym prędzej chciałam zobaczyć nowy film twórcy "Szóstego zmysłu", którego w ostatnich latach posądzano o twórczy upadek.

Zachowałam przy tym jednak trochę mojej zwyczajowej nieufności, która jak na wezwanie pojawia się ilekroć jakiś filmowy twórca bierze na tapetę temat zaburzeń psychicznych.

Widziałam, że film ma traktować o zabójcy cierpiącym na rozdwojenie jaźni. I to właśnie wybór choroby budził we mnie największe wątpliwości. Nie dlatego, że samo istnienie tego zaburzenia wielu naukowców poddaje w wątpliwość skupiając się na innych drogach interpretacji zaburzeń dysocjacyjnych, ale dlatego, że jest to najpopularniejsza 'filmowa choroba psychiczna'.

split

Wielokroć wykorzystywana była w filmowych thrillerach, najczęściej jako finałowy element, który miał za zadanie odwrócić perspektywę z jakiej widz patrzył na antybohatera. O rozdwojenie jaźni podejrzewano wszystkich, od opętanych przez demony młodych dziewcząt po seryjnych morderców. Nawet psychozę Normana Batesa podciągano pod tą klasyfikację.

W efekcie dobrych filmów wykorzystujących ów motyw jest niewiele. Większość twórców zupełnie bez przemyślenia używa hasła 'rozdwojenie jaźni' wyciągając je jak królika z kapelusza, ilekroć zabraknie pomysłu na ciekawy portret psychologiczny antybohatera.

Tak słynna osobowość wieloraka obrasta kolejnymi mitami, dopuszczając coraz to bardziej absurdalne możliwości przebiegu choroby.

Zdarza się, że cierpiących na nią filmowe postaci traktuje się jak komiksowych superbohaterów potrafiących w jednej chwili przyodziać powiewającą pelerynę by pobiec zbawiać lub podpalać świat.

Reżyser "Split", który do takich komiksowych aluzji ma słabość (Weźmy chociażby "Niezniszczalnego") wykorzystuje tą drogę trochę na zasadzie parodii:

Jego bohater posiada krańcowo nieprawdopodobna ilość alternatywnych tożsamości, z czego każda z nich ma inne możliwości i właściwości fizyczne, inne choroby przewlekłe, inny wiek, pojawia się inna płeć i wreszcie osobowość posiadającą nadnaturalny rodowód. Przy tym wszystkie osobowości 'się znają', a osobowość 'przewodnia' może je w dużym stopniu kontrolować.

Twórca wykorzystał dosłownie wszystkie opcje, wszystkie teorie, jakimi obrosło dysocjacyjne zaburzenie osobowości i których naukowe podłożenie jest delikatnie mówiąc wielce wątpliwe. Czasami myślę, że osobowość wieloraką stworzyło Hollywood, bo osobiście nie poznałam żadnego lekarza psychiatry ani żadnego psychologa, który zetknąłby się z tą chorobą w praktyce - nie licząc biegłych sądowych badających poczytalność przestępców, ci badani nader często łakomią się na tę właśnie wersję w myśl zasady: jeśli złapią cię za rękę mów, że to nie twoja ręka.

split

Reżyser "Split" obok naszego 'ciężkiego przypadku' wprowadził na arenę lekarkę specjalizująca się w badaniu zaburzeń dysocjacyjnych i pokładającą wielką wiarę we wszystkie dotyczące niej teorie. Kobieta na co dzień pracuje z naszym sprawcą i wspiera go w świadomym życiu z zaburzeniem, mimo że ten zdaje sobie sprawę, że nikt więcej nie daje mu wiary. Kobieta zauważa, że w system dwudziestu paru tożsamości pacjenta wkradł się jakiś chaos i z niepokojem śledzi jego poczynania. Nie wie jak daleko zabrnął.

Śledzimy tu więc poczynania pani doktor, poczynania naszego sprawcy i losy trzech dziewcząt uwięzionych i czekających na śmierć. Tu do głosu dochodzi jeszcze retrospekcja z dzieciństwa. Ku miłemu zaskoczeniu nie dotyczy ona traumy dzieciństwa antybohaterka- choć pojawia się jedna migawka z jego wspomnień- lecz dotyczy dzieciństwa Casey, która również doświadczyła i można rzec, cały czas doświadcza traumy w domu rodzinnym.

Casey jest zresztą bardzo ciekawa postacią i bardzo żałuje, że nie dano jej większego pola manewru zwłaszcza, że w ta postać aktorsko wciela się Anna Taylor -Joy, którą zachwyciła mnie w "The Witch". Tak na marginesie, pięknie jej w ciemnych włosach.

split

O obsadzie zresztą można powiedzieć dużo dobrego, zaczynając oczywiście od odtwórcy roli głównej czyli Jamesie McAvoy, który brawurowo wciela się kolejne tożsamości porywacza.

Teraz pytanie za sto punktów. Czy to wszytko zasługuje na mianą takiego fenomenu? W mojej ocenie nie. Nie widzę tu absolutnie nic przed czym mogłabym w zachwycie chylić czoła. "Split" to nic innego jak kolejny film o psychicznym przestępcy, którego twórca na przekór rozsądkowi podsuwa nam rozdmuchaną fikcję dając jej psychologiczną przepustkę.

Jak wspomniałam mamy gro filmów z osobowością wieloraką w roli głównej i jak wspomniałam niewiele jest tych dobrych. Polecałam Wam kiedyś historię "Sybil" i polecę raz jeszcze, bo ze wszystkich naciąganych historii tej choroby tą przełknęłam najłatwiej.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:5

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 24 marca 2017

Zodiac/ Zodiak (2007)

zodiak

W latach '60 i '70 XX wieku w San Francisco grasował seryjny morderca o pseudonimie Zodiak. Był to pierwszy seryjny morderca 'celebryta'. Pisał listy do gazet, rozmawiał przez telefon na żywo na antenie telewizyjnej, sam wymyślił swój pseudonim opatrzony stosownym symbolem i nieustannie domagał się atencji społeczeństwa. Przyznał się do zabicia blisko 40 osób, jednak jego bezpośredni udział udowodniono tylko w pięciu. Jego legenda urosła tym bardziej, gdyż nigdy nie został oficjalnie zidentyfikowany. Nikt nie odpowiedział za brodnie Zodiaka i po dziś dzień wokół jego tożsamości narastają domysły.

David Fincher nieodmiennie kojarzy się z ciemną stroną kina. Zwykł kręcić mroczne thrillery o mrocznych ludziach. Jego najbardziej znanym filmem jest "Siedem", opowieść o seryjnym zabójcy. "Zodiak" to poniekąd powrót do tego czym zasłynął.

Scenariusz filmu stara się nam przybliży nie tyle sylwetkę tytułowego bohatera, która jakby nie patrzeć pozostaje w sferze domniemań, ile przebieg wieloletniego śledztwa kilku osób zdeterminowanych by schwytać szaleńca.

Pan Zodiak, jeśli wziąć pod uwagę modus operandi i liche informacje na temat jego sylwetki, które zechciał nam zdradzić nie stawiają go szczególnie wysoko w statystyce amerykańskich top czubków. Nie był sadystą, nie mordował dzieci. Strzelał do swoich ofiar z pistoletu często chybiając i pozostawiając je przy życiu. Jak poinformował opinie publiczną, zabijał, bo pomagało mu to na ból głowy. Bardzo zależało mu na tym, by zwrócić na siebie uwagę. Gdyby nie fakt, że nigdy go nie złapano, choć pozostawił po sobie krwawy ślad i obszerną korespondencję, zginął by w tłumie bardziej barwnych amerykańskich antybohaterów. Z tego też powodu nigdy szczególnie się nim nie interesowałam.

zodiak

Po film Finchera sięgnęłam głównie ze względu na zainteresowanie poprzednimi jego filmowymi dokonaniami, Jake'm Gyllenhallem w obsadzie i niejakim poczuciem obowiązku.

Muszę przyznać, że obraz nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak na większości widzów, jak wynika z krążących w necie opinii. Obejrzałam film z zainteresowaniem, ale bez wypieków na twarzy, niczym dobrej jakości dokument na ID.

Nie umniejszam jego filmowym walorom, bo nie da się ukryć, że scenarzysta odwalił kawal dobrej roboty prezentując nam tak złożoną i niejasną historię w bardzo przystępny sposób. Traktuję go bardziej jako film o ludziach, w których życiu Zodiak odegrał jakąś istotna rolę. O wpływie jego zbrodni, o wpływie desperackiej chęci schwytania go na ich życie.

Jak dla mnie było tu trochę za mało tytułowego Zodiaka, ale jak wspomniałam - nie ma się czemu dziwić skoro niewiele o nim wiadomo, a reżyser jak sądzę starał się trzymać faktów.

zodiak

Jeśli chodzi o watek dominujący w filmie, czyli przedstawione tu realia śledztwa to są zdecydowanie mocnym punktem programu i gdyby nie to, że mnie nie szczególnie interesują sprytni detektywi i bystrze dziennikarze to mój odbiór byłby zdecydowanie bardziej entuzjastyczny. Czyli mamy dobry film, do sensu z którym zachęcam, niemniej jednak uważam, że rozminął się z moimi zainteresowaniami.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:5

60/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 28 lutego 2017

I madman/ Hardcover w sztywnej okładce (1989)

I madman

Virginia pracuje w antykwariacie i jest namiętną czytelniczką niszowych horrorów. W ten sposób w jej ręce wpada powieść niejakiego Malcolma Branda pod tytułem "Ja szaleniec". Czytadło wciąga ją na tyle, że zaczyna utożsamiać się z główną bohaterką, Anną prześladowaną przez zakochanej w niej seryjnego zabójce.

"Harcover w sztywnej okładce" jest przykładem typowego niskobudżetowego straszaka, który podobnie jak literackie groteski, o których opowiada, w dziwny sposób przyciąga uwagę widza mimo wej taniości.

Jego reżyser w latach '90 kręcił popularne seriale dla TV, zaś scenarzysta maczał palce w niejednym straszaku utrzymanym na podobnym poziomie co "I madman".

Film może się podobać i zapewne spodoba się miłośnikom produkcji klasy B, choć mogę stwierdzić, że jego poziom zawyża ogólne przekonanie na temat kondycji takich projektów.

Bawiłam się przy nim przednio, co jest zasługą nie tylko przekonującego aktorstwa odtwórczyni głównej roli, ale i samego pomysłu, który głupi wcale nie jest. Można się tu nawet doszukać drugiego dna, bo czy nie zdarza się tak, że bohaterzy czytanych przez nas powieści stają się częścią naszego życia? Czy nie boimy się tego samego, czego boją się bohaterzy, których losy śledzimy?

I madman

Nasza Virginia wczuwa się w czytaną książkę tak mocno, że ludzie z jej otoczenia stają się jej bohaterami, wreszcie ona sama ma okazje doświadczyć tego, co główna bohaterka. Podobnie autor książki, który za sprawą niezwykle żywych opisów i niezwykłego zaangażowania w twórczość, przejmuje cechy swojego narratora i można rzecz, staje się nim.

Fabuła jest utrzymana w konwencji paranoid thrillera z dużą dawką kryminału, jak zawsze gdy pojawia się morderca i dzielni detektywi.

Znajdziemy tu też solidną dawkę horroru, co sprawiło, że to ten gatunek dominuje w filmie.

Wizualnie, jest jak jest, sceny mordów, charakteryzacja bohaterów wszytko na miarę niskobudżetówki, co jak wiadomo znajduje swoich zwolenników, czujących sentyment do tego typu podejścia do realizacji.

I madman

"Hardcover w sztywnej okładce" nie jest to filmem powszechnie chwalonym, ale z pewnością znajdzie wśród Was amatorów swoich wdzięków.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:6

To coś:7

60/100

w skali brutalności:2/10

wtorek, 14 lutego 2017

Dear mr. Gacy/ Szanowny Panie Gacy (2010)

szanowny panie gacy

Młody student w ramach zajęć z kryminologii podejmuje się napisania pracy o jednym z niesławnych amerykańskich seryjnych morderców. Jego wybór Pana na Johna Gacy'ego, który oczekuje na wykonanie wyroku w celi śmierci bez skutecznie składając kolejne apelacje.

Jason Moss nie zamierza opierać swojej pracy na teoriach i domniemaniach, ma ambitny plan wniknięcia w psychikę seryjnego zabójcy. W tym celu nawiązuje z nim korespondencję.

Umknął mi ten film, co uważam za osobistą porażkę w filmowych łowach. Przypuszczam, że dzielę tę klęskę z przynajmniej częścią z Was toteż już teraz na samym wstępie zachęcam do sięgnięcia po ten obraz.

O Johnie Gacym słyszałam już niejedno. Oglądałam masę dokumentów ukazujących jego sylwetkę z perspektywy osób, które miały nieprzyjemność go poznać. Biografia jego czynów znajduje się w większości kryminalnych antologii.

Jeśli chodzi o mnie, nie byłam nim wielce zafascynowana, dużo bardziej moją uwagę przyciągają mordercy dzieci, bo tu już chyba doprawdy przedpiekle. John Wayne Gacy zabijał mężczyzn, młodych mężczyzn z czego najmłodsza z ofiar miała 14 lat. Był gwałcicielem z sadystycznymi zapędami. Lubił nosić przebranie klauna, udzielać się charytatywnie i robić za przykładnego członka społeczności Waterloo. Nieźle malował i sprawdzał się jako businessman. Po za tym dbał o użyźnianie ogrodowej gleby zwłokami 28 ofiar swoich zbrodni.

W filmie "Szanowny Panie Gacy" poznajemy go dzięki młodemu bohaterowi, Jasonowi Mossowi, który zafascynowany sylwetką mordercy i przekonany o własnym geniuszu the bestu porywa się na 'dokonanie tego czego nikt nie zdołał, wniknięcia w psychikę Gacy'ego'.

szanowny panie gacy

Studencki przez blisko rok koresponduje ze sprawcą, rozmawia z nim przez telefon, i wreszcie spotka się z nim w więzieniu.

To co w tym wszystkim najbardziej spodoba się potencjalnemu widzowi to obraz przedziwnej, porąbanej relacji jaką nawiązuje Jason i Gacy. Chłopak doskonale wpisuje się w profil potencjalnej ofiary, można rzec, uwodzi Gacy'ego.

Kreacja młodego aktora w roli Jasona spełni większość oczekiwań, ale mnie zawsze w tego rodzaju produkcjach interesuje antybohater. Tu w roli Gacy'ego ujrzymy Williama Forsythe, znanego między innymi z roli porucznika w "Bękartach diabła". Zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie jako odtwórca postaci Gacyego.

Jak wspomniałam, Gacy jako taki nie budził mojej fascynacji. Myślę, że to co chciał zgłębić Jason nie wymagało aż takich ofiar. Gacy zabijał młodych chłopców z okrucieństwem, bo karał ich za popęd seksualny jaki w nim budzili. Wolał już być mordercą niż gejem.

szanowny panie gacy

Scenariusz filmu powstał w oparciu o powieść Jasona Mossa, który w "The last victim" opisał swoją znajomość z Gacym. Jak mocno odbiła się ona na psychice studencika można wnioskować chociażby po jego samobójczej śmierci lata później. Może od początku był porypany, ale może to Gacy coś z nim obudził? Jak prawił Nietzsche: jeśli długo patrzysz w ciemność i ona spojrzy na Ciebie.

szanowny panie gacy

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 07 stycznia 2017

Jestem mordercą (2016)

jestem morderca

W Dąbrowie Górniczej grasuje seryjny morderca. Zupełna nowość w Polsce Ludowej. Bezradna milicja decyduje się na stworzenie specjalnej grupy dochodzeniowej, na czele której staje młody, niedoświadczony kapitan Janusz Jasiński. Dzięki otwartości na nowe metody made in USA - profilowaniu psychologicznemu- udaje mu się wytypować sprawce. Teraz pozostaje tylko udowodnić mu winę.

jestem morderca

Nie ukrywam, że byłam ciekawa tego filmu. Moda na filmowe opowieści o seryjnych zabójcach po czasie dotarła nawet do Polski. W ciągu ostatnich trzech lat powstały trzy filmy mieszczące się w  tej kategorii. I jakby to powiedział bohater filmu "Jestem mordercą", jak na razie wygrywamy 3:0, bo wszystkie mogę uznać za bardziej lub tylko nieco mniej udane.

Nowy obraz Macieja Pieprzycy podobnie jak "Anna i wampir" o którym pisałam Wam jakiś czas temu, opowiada historię bodajże najsłynniejszego polskiego seryjnego mordercy, Zdzisława Marchwickiego. Jeśli czytaliście, wspomnianą przeze mnie starą recenzję wiecie jaki mam stosunek do tej sprawy. Jeśli zaś nie czytaliście, powtórzę: Facet mógł nigdy nie istnieć.

jestem morderca

"Jestem mordercą" jest fabularyzowaną i stosownie podkoloryzowaną wersją wydarzeń z lat '70. Zmieniono imię i nazwisko domniemanego mordercy, więc tak naprawdę nie bardzo można czepić się wierności tamtym wydarzeniom - z resztą rozsądek mi podpowiada, że nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.

Maciej Pieprzyca oferuje nam więc fikcję. Dobrze opowiedzianą, mocną.Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co o wykonania.Zdecydowanie postawiono tu na realizm dzięki czemu wszystkie filmowe elementy od kostiumów po zdjęcia składają się na dobrze zgraną całość.Duży plus za dźwięk. Wiem, banał, ale w to co najbardziej drażni mnie w polskich filmach to kiepska jakość dźwięku ,która w połączeniu z niekiedy bardzo słabą dykcją aktorów czyni jeden wielki bełkot z filmowych dialogów.Tu nie było tego problemu.

W przeciwieństwie do filmu "Anna i wampir" w "Jestem mordercą" mamy szansę poznać naszego podejrzanego. Arkadiuszowi Jakubikowi, który to wciela się w rolę Wiesława Kalickiego należą się gromkie brawa. Byłam zachwycona jego kreacją.

jestem morderca

Nie gorzej poradził sobie odtwórca innej ważnej postaci, kapitana Jasińskiego. Obydwie postaci są bardzo niejednoznaczne. Z jednej strony mamy milczącego aresztanta, który momentami zdaje się drwić z organów ścigania, innym razem budzi współczucie jak ratlerek którego ktoś porzucił pod sklepem i jedyne co może robić to podkulać ogon i kwilić.

Jasiński to młody - ambitny, który z jednej strony chce dopełnienia sprawiedliwości, z drugiej kusi go łatwy sukces, który może osiągnąć biegnąc na skróty. Mój Boże, co człowiek potrafił zrobić dla kolorowego telewizora.

Wisienką na torcie jest Agata Kulesza w roli żony oskarżonego, wypada wybitnie, ale to dobra aktorka więc nie zaskoczyła mnie. Pochwałę więc kieruje do reżysera, który tak pięknie pokierował tą bohaterką.

jestem morderca

Cała sprawę można zamknąć w słowach: Dla jednych miejcie litość, dla tych którzy mają wątpliwości. Kołatały mi się w głowie przez cały film i myślę, że pasują tu jak ulał.

Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś dużo mniej złożonego, bardziej jednoznacznego. Choć nie trudno było mi wyrobić sobie zdanie na temat pogmatwanych relacji miedzy bohaterami jakie nam tu przedstawiono, to czułam, że nie mamy tu do czynienia z góry narzuconą oceną.

Przygnębił mnie ten film, solidnie. Ze zdziwieniem mogę stwierdzić, że jego tytuł niekoniecznie musi odnosić się do sprawcy dwunastu słynnych morderstw.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:9

70/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 31 grudnia 2016

I am not a serial killer (2016)

iam not a serial killer

Nastoletni John ma specyficzne zainteresowania. Fascynują go psychopatyczni mordercy. Czuje, że ma z nimi sporo wspólnego biorąc pod uwagę to w jaki sposób postrzegali ich profilerzy. Z tego powodu chodzi na terapię, która ma sprawić, że zacznie współodczuwać z innymi jak normalna osoba. Bardzo boi się, że stanie się jednym z nich i skończy na krześle elektrycznym. Tymczasem jego spokój zakłóca coś jeszcze. W okolicy grasuje zabójca, który nie ograniczył się do jednorazowego wyskoku. John ma pewne podejrzenia względem jego tożsamości.

Jak dotąd miałam do czynienia z dwoma filmami Billy'ego O'Brien'a. Obydwa były dziwne. Nie inaczej jest w przypadku "I am not a serial killer". A że lubię dziwne... Wszystkie te filmy przypadły mi do gustu. Jeśli chodzi o "I am not a serial killer" film byłby jeszcze lepszy gdyby nie finał tej historii, którego nie jestem w stanie zrozumieć i trudno mi go zaakceptować jako konsekwencje uprzednich filmowych wydarzeń. Natomiast cała reszta filmu jest bardzo dobra.

Nie jest to obraz z wartką akcją, ale rozwija się swoim tempem i posiada mocniejsze momenty. Wszyto sprowadza się do śledztwa Jona, który wierzy, że odkrył tożsamość sprawcy kilku zabójstw.

iam not a serial killer

Biorąc pod uwagę jego kondycje psychiczną możemy mieć sporo wątpliwości względem tego, co dzieje się naprawdę a co rozegrało się tylko w głowie bohatera. Sam bohater jest wielce interesujący. Jego postawa wobec innych może nam sugerować, że młody powinien obawiać się samego siebie. To właśnie ta jego świadomość swoich zapędów, jego próby ich stłumienia w zarodku czynią go interesującym. Jeśli ktoś potrafi w taki sposób utożsamić się chorym zabójcą, to albo zostanie jednym z nich, albo dzięki tej umiejętności będzie najlepszym łowcą takich typów. Bardzo podobał mi się fragment w którym John wyjaśnia swojemu 'koledze' jak mocno musi się powstrzymywać by nie zrobić mu krzywdy.

I w tym miejscu na pochwałę zasługuje kreacja aktorska Maxa Records'a, dobrze się zapowiada. Ogólny nastrój filmu jest nieco depresyjny. Szaroniebieska kolorystyka zdjęć, wydarzenia rozgrywające się zimową porą, szarobure miasto. I tylko ten finał...

iam not a serial killer

SPOILER: Kompletnie nie rozumiem co twórca chciał osiągnąć nagle zmieniając front w kierunku paranormalnego podłoża zdarzeń. Z ciała mordercy wydostaje się coś na kształt demona. Że niby co?, dziadzia był opętany? To ma być uzasadnienie jego czynów? Nie ma chorych zabójców, są tylko opętani zabójcy? Nie kupuję tego. Wolę myśleć, że ta scena był tylko projekcją umysłu John'a. KONIEC SPOILERA.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 18 grudnia 2016

Pet (2016)

pet

Seth pracownik schroniska dla bezdomnych zwierząt spotyka w autobusie swoją licealną miłość, Holly. To miłość z rodzaju tych platonicznych, z których obiekt uczuć nie zdaje sobie sprawy. W wyniku spotkania uczucie odżywa i Seth postanawia, że tym razem Holly go zauważy.

Jak się okazuje starania chłopaka nie robią na dziewczynie większego wrażenia, zmuszony jest więc podjąć bardziej zdecydowane kroki...

Po thrillerze "Pet" spodziewałam się standardowej historyjki o stalkerze, który to dręczy obiekt swojej miłości aż do eskalacji kończącej się przemocą. Jak się okazało to ledwie wierzchołek góry lodowej, bo scenarzysta przygotował dla nas sporo ciekawych niespodzianek. We współpracy z hiszpańskim reżyserem, który jak dotąd nie błysnął niczym ciekawym, scenarzysta w osobie twórcy serialu "Exorcist" zbudował całkiem nie lichą intrygę.

Wiele Wam z niej zdradzić nie mogę, bo tylko całkowita nieświadomość tego co będzie grane jest gwarantem udanego seansu. Jak, jak wspomniała zasiadałam do filmu spodziewając się schematycznego posunięcia ze strony twórców, a dostałam coś co mnie zaintrygowało i zaskoczyło.

Główny bohater jawi nam się jako kompilacja ofiary losu i niebezpiecznego świra. Gdy spotyka śliczną jasnowłosą Holly decyduje się na brawurowy podryw. Depcze naszej ślicznotce o piętach, nachalnie przypominając o swojej osobie. Nic z tego nie wychodzi toteż w momencie gdy nadarza się okazja by zbliżyć się do dziewczyny w inny sposób, bezwzględnie ją wykorzystuje.

pet

Od mniej  tego momentu sprawa nabiera rumieńców. Wraz z Sethem dowiadujemy się więcej o Holly i są to nowiny niesłychane.

Konfrontacja tych dwóch postaci przeradza się w psychologiczna grę, w której łatwo o kontuzję. Psychologia postaci nie jest płaska jakby mogło się zdawać, choć nie ma tu też ambicjonalnego intelektualizowania przysłaniającego dobrą rozrywkę.

Bardzo miłym zaskoczeniem jest gra aktorska odtwórców pierwszoplanowych ról. Łotewska aktorka, którą możecie kojarzyć  z "Czarnego łabędzia"- choć jest nie do poznania - wcale nie miała łatwego zadania, a dała rade doskonale.

pet

Co mnie dość mocno zaskoczyło, film nie został zbyt dobrze przyjęty choć w mojej ocenie spełnia wymogi solidnego thrillera psychologicznego z dobrym pomysłem i dobrą realizacją. Tak więc odcinam się od krytycznych uwag i zostawiam same pochwały.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:6

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 16 października 2016

Angst (1983)

angst

Bezimienny mężczyzna po odsiedzeniu dziesięcioletniego wyroku za morderstwo zostaje zwolniony z więzienia. Resocjalizacja najwyraźniej nie powiodła się, bo jedyne o czym myśli  to sadystyczny gwałt i morderstwo na kobietach.

Szukając wymarzonej ofiary, najlepiej w liczbie mnogiej, trafia do okazałej rezydencji, gdzie przyczaja się na nic niepodejrzewającą rodzinę.

"Angst" jest porażająco realistycznym zapisem dwóch dni z życia mordercy. W najdrobniejszych szczegółach prezentuje planowanie i przebieg zamachu na życie pewnej rodziny.

Reżyserem filmu jest austryjak Gerald Kargl, jednak to nasz rodak Zbigniew Rybczyński, odwalił tu najlepszą robotę. Był nie tylko współtwórcą scenariusz, ale także głównym operatorem i to właśnie dzięki jego zdjęciom możemy przyjrzeć się mordercy z tak bliska jak to nigdy przedtem ani nigdy potem nie zostało uczynione.

angst

Fabuła filmu jest prosta. Siedź i patrz, a ja będę mordował.

Inspiracją dla postaci głównego bohatera był schwytany w 1980 roku Werner Kniesek, którego autentyczna zbrodnia do złudzenia przypomina to czego dokonał bohater "Angst". Zbliżone są też biografie obydwu 'panów'.

"Angst" to bardzo minimalistyczny i naturalistyczny obraz. Morderca nie jest żadnym Hannibalem Lecterem, który błyszczy inteligencją (i zębami). Mamy tu gościa w typie narwańca, który gorąco pragnie szybko rozładować swoje seksualne napięcie. Opuściwszy więzienie czym prędzej napada na rodzinę, która ma dostarczyć mu oczekiwanych wrażeń. Wszytko rozgrywa się naprawdę szybko.

Obrazom towarzyszy narrator, który robi tu za głos mordercy. Opowiada nam o swojej przeszłości, planach i na bieżąco komentuje dokonywane czyny. To sprawia, że nie tylko obserwujemy morderce, jesteśmy też w jego głowie - jakkolwiek to brzmi. Efekt jest bardzo dobry zwłaszcza, że scenariusz nie przewidział jakiś hollywoodzkich udziwnień w sylwetce zabójcy.

Nie robiłoby to tak piorunującego wrażenia gdyby nie zdjęcia. Jak wspomniałam ich autorem jest polak lubujący się w niekonwencjonalnych formach. To co wyprawia z kamerą to po prostu szok. Zdjęcia są tak żywe i precyzyjne, że strach. Zbliżamy się do mordercy i jego ofiar o milimetry. Prawie czułam smród kiełbachy, którą łapczywie pożerał bohater. Nie wspominając już o wrażeniach przy scenach mordów...

angst

Film emanuje brutalnością, ale nie taką w hollywoodzkim stylu. Nie przejaskrawia sprawy. Wszytko wydaje się bardzo realne, choć ciężko mi to wnioskować na własnym doświadczeniu, ostatecznie nigdy nikogo nie mordowałam.

angst

Poczynania bohatera autentycznie budzą popłoch. Jest tak czubowaty i niebezpieczny, że przypomina dzikie zwierze, które ruszyło na żer. Do tego z takim spokojem o wszystkim opowiada.

W roli narratora mamy innego aktora niż ten, który występuje przed kamerą, niemniej jednak tworzą doskonały duet. Nawet ofiary wypadają naturalnie w swoich niewdzięcznych rolach, bez nad ekspresji i sztucznych emocji.

No, szok. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, zarówno samego konceptu jak i wykonania.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:8

82/100

W skali brutalności: 4/10

sobota, 15 października 2016

The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durst/ Przeklęty: Życie i śmierci Roberta Dursta - odc. 1-6 (2015)

jinx

Wszytko zaczyna się w Galveston w Teksasie, gdzie miejscowa policja wyławia z zatoki czarne worki z rozczłonkowanymi ludzkimi zwłokami. Strzępek gazety z zapisanym adresem doprowadza śledczych do ofiary i potencjalnego sprawcy. Zamordowany to Morris Black, zwykły starszy mężczyzna, jednak tożsamość potencjalnego sprawcy stawia na nogi całą Amerykę.

w 1982 roku bez śladu zniknęła piękna Katheelyn Durst młoda żona multimilionera z rodziny deweloperskiej z Nowego Yorku. Wiele osób jako podejrzanego o zniknięcie kobiety wskazało jej małżonka, ekscentrycznego Boba. Jednak mijały lata a sprawa pozostała zagadką. Nie ma ciała, nie ma zbrodni. Byli jednak tacy, którzy się nie poddawali i w okolicy roku 2000 na nowo otwarto prawe zaginięcia Kathy. Wkrótce po tym śmierć poniosła przyjaciółka małżonków Durst, Susan, a później w Teksasie na powierzchnie wody wypłynęły zwłoki Morrisa Blacka. I tu na nowo pojawia się nazwisko Robert Durst.

W sześcioodcinkowym dokumencie mało znanego reżysera Andrew Jareckiego, poznamy zupełnie nowy rodzaj serialu o mordercy.

jinx

Przyznam, że po raz kolejny prawda okazała się dziwniejsza od fikcji.

Pamiętam jak niedawno śledziłam wieloletnią batalię o wolność Stevena Avery'a w serialu "Making a murder" i szczerze wątpiłam, że w niedługim czasie będzie mi dane obejrzeć coś równie ekscytującego.

Dla wielu widzów "Jinx..." okarze się nawet lepszy niż serial Neflixa z tego względu, że nie można mu zarzucić tak ogromnej stronniczości.

W przypadku "Jinx" wraz z reżyserem i uczestnikiem dokumentu w jednej osobie, poznajemy Roberta Dursta i wraz z nim spadamy z krzesła gdy na światło dzienne wychodzą coraz to nowe fakty. W przypadku tego serialu raczej nie możemy już liczyć na kontynuacje, choć w patrząc na zawiłość losów Dursta wszytko jest możliwe.

jinx

Jak wspomniałam serial otwierają sceny ze śledztwa w sprawie morderstwa Morrisa Blacka, następnie przechodzimy do procesu w tej sprawie.

Anderw Jarecki jest reżyserem raczej mało popularnego filmu fabularnego o małżeństwie Roberta Dursta i Kathy Durst. Tak się złożyło, że ów film miał okazję obejrzeć sam zainteresowany, Robert Durst i wkrótce po tym sam zgłosił się do reżysera z ofertą wywiadu. To miał być pierwszy wywiad z Durstem. Czujecie to, mieć możliwość porozmawiać z facetem podejrzanym o trzy brutalne morderstwa, wolnym jak ptaszek pląsającym po Central Parku.

Muszę przyznać, że sylwetka Roberta Dursta robi tu największe wrażenie. Nie mamy tu żadnego fikcyjnego bohatera. Mamy prawdziwego Dursta. Poznamy historię jego życia opowiedzianą z jego perspektywy.

Bardzo ciężko było mi ocenić tego człowieka i sądzę, że nie tylko mnie. Diaboliczny, czy pogubiony? Największy pechowiec świata, czy największy farciarz wśród zabójców? Jest on tak przedziwnym człowiekiem, że nie przyśniłby się najlepszym hollywoodzkim scenarzystom. Sam Durst to jednak nie wszytko, poznajcie jego rodzinkę...

Na serial, po za wywiadem z Durstem- wisienką na torcie - składają się nagrania z prowadzonych dochodzeń, wywiady ze świadkami, uczestnikami procesu, krewnymi. Wszytko jest żywe, autentyczne. A finał tego przedsięwzięcia, myślę, zaskoczył nawet twórców serialu.

jinx

Czapki z głów, Drodzy Państwo.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:10

Zabawa:10

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:10

Oryginalność:7

To coś:9

80/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 10 października 2016

Anna i wampir (1981)

anna i wampir

Zagłębie Dąbrowskie, lata '60 XX wieku. W mglisty dzień zostaje zamordowana młoda kobieta, Anna. Jej częściowo obnażone zwłoki i głowa rozbita ciężkim narzędziem to początek całej serii ataków na kobiety, których wedle Katowickiej milicji miał dopuszczać się Zdzisław Marchwicki znany jako Wampir z Zagłębia.

Po film Janusza Kidawy nakręcony jeszcze w czasach PRL sięgnęłam w związku ze zbliżającą się premierą nowej historii skazanego za wielokrotne morderstwo Zdzisława Marchwickiego, "Jestem mordercą". Z tego co zdążyłam się zorientować nowy film, ma przeczyć historii przedstawionej w "Anna i Wampir", czyli zaprzeczać winie Marchwickiego, zaś jego skazanie przedstawiać jako manipulację ówczesnych władz.

Sprawa Marchwickiego, trzeba przyznać, nie była tak ewidentna jak chociażby przypadek Bogdana Arnolda. Wiele osób twierdzi, że Marchwicki - niewykształcony, słaby na umyśle, człowiek z marginesu społecznego - stał się kozłem ofiarnym. O szczegółach, tej i innych teorii możecie przeczytać w sieci, znajdziecie tam nawet pamiętnik Marchwickiego pisany przed egzekucją, więc nie będę teraz wdawać się w polemikę z historią przedstawioną w "Annie i wampirze". Ocenę zostawię Wam.

anna i wampir

Filmów o polskich seryjnych mordercach mamy niewiele, ale faktem jest, że w naszym kraju raczej niechętnie przypina się zabójcom tego rodzaju łatki. W porównaniu z Ameryką wypadamy blado. "Anna i wampir" jest więc pewnego rodzaju nowością, choć jak sami zauważyliście polskich twórców filmowych zaczyna kręcić ten temat. W ubiegłym roku doczekaliśmy się "Fotografa" i "Czerwonego Pająka".

Obrazu Kidawy nie da się porównać z hollywoodzkimi filmami o seryjnych zabójcach. Mało w nim thrillera, jeszcze mniej horroru. Bardziej przypomina fabularyzowany dokument niż film fabularny, a tym bardziej daleki jest od kina sensacyjnego.

Mnie mimo całych wątpliwości ad. autentyczności tej rzekomo autentycznej historii przypadł do gustu. Może dlatego, że lubię stare polskie kino i jego estetykę. "Anna i Wampir" bardzo od niej nie odbiega i to co oferuje film to przede wszystkim naturalizm.

Reżyser unikał filmowego studia, stawiał na plenery, więc co i rusz możemy podziwiać bardzo nastrojowe obrazy polski czasów PRL. Nastrój filmu jest stosowne przygnębiający. Szarobure kadry, mało atrakcyjne wyglądające miasto, łyse drzewa otulone mgłą. Dźwięk nagrywano na żywo. W tym wszystkim, kobiety, kilka kobiet (Marchwicki podobno dokonał 23 ataków), które pożegnały się z życiem i ich zwłoki z zadartymi sukienkami możemy tu podziwiać. Jedna z nich przeżyła atak, ale już nie wróciła do normalności.

Naszego mordercy nie zobaczymy w akcji byt szybko. Skupiamy się na ścigających go milicjantach, którzy z lepszym lub gorszym skutkiem starają się wdrożyć w śledztwo amerykańskie pomysły i teorie na temat technik kryminalistycznych.

anna i wampir

Dowodzący śledztwem komisarz Andrzej Jaksa, jawi się tu jako bardzo rozważny i myślący człowiek. Zależy mu na złapaniu prawdziwego sprawcy, nie złapaniu kogokolwiek by zadowolić zwierzchników. Tu bardzo dobrze aktorsko daje radę Wirgiliusz Gryń (bardzo pracowity aktor, znany chociażby z serialu "Dom").

Zaś sam Marchwicki... ciężko tu coś o nim powiedzieć, niby film jednoznacznie potwierdza jego winę, tworzy nawet pewien profil psychologiczny, ale odtwórca jego roli nie miał tu wielkiego pola do popisu. Całość więc bardziej przypomina "Obywatela X" niż "Milczenie owiec".

anna i wampir

Jak wspomniałam niewiele tu grozy jeśli chodzi o fabułę, czy sposób jej opowiadania. Groza przyczaja się raczej w formie, zdjęciach, muzyce. Jest zresztą bardzo subtelna. Do tej pory mam przed oczami ostatni filmowy kadr.

Podsumowując, film zdecydowanie nie dla każdego. Jeśli jesteście w opozycji do starego polskiego kina to raczej Was tym filmem do niego nie przekonam. Nie mniej jednak jeśli jesteście fanami tematu seryjnych morderców, warto poznać historię jednego z naszego własnego podwórka.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła: 7

Klimat: 8

Napięcie: 6

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 25 września 2016

And soon the darkness/ I zapadła ciemność (1970)

and soon the darkness

Jane i Cathy, dwie młode angielki spędzają wakacje na wycieczce rowerowej po mało popularnych trasach we Francji. W słoneczny dzień w czasie krótkiego postoju w niewielkim zagajniku przy drodze dochodzi między nimi do kłótni w efekcie czego dziewczyny się rozdzielają. Cathy zostaje na miejscu, a Jane rusza dalej. Po drodze zaniepokojona niejasnym ostrzeżeniem miejscowej kobiety postanawia zawrócić po przyjaciółkę. Tej już jednak nie ma. Wkrótce okazuje się, że odludna trasa już raz była miejscem zbrodni na młodej kobiecie. Sprawcy czynu nie odnaleziono.

and soon the darkness

"I zapadła ciemność" jest kolejnym filmem poleconym mi przez czytelnika bloga w zakładce "Jaki film polecasz". Dziękuję Wam za wszystkie filmowe oferty, szczególnie za te tak trafne, jak ta.

Wcześniej nie słyszałam o tym obrazie, choć jak się okazuje, miałam okazję oglądać jego remake z 2010 roku. Remake jako to remake nastawiony był uwspółcześnienie filmu i to też uczyniono.

Tak naprawdę fabularnie obydwa filmy mają ze sobą niewiele wspólnego. Łączy je wątek dwóch dziewcząt samotnie zwiedzających obcy kraj i motyw uprowadzenia. W nowszym filmie nie mieliśmy do czynienia z tajemniczym mordercą, lecz zorganizowaną grupą handlarzy żywym towarem, toteż wydźwięk obydwu produkcji jest całkiem inny. Inne są też środki wyrazu. Robert Fuest postawił na minimalizm, zaś twórcy remake wspierani przez scenarzystę oryginału wytoczyli potężne działa wartkiej akcji. Remake Średnio mi się podobał, ale odniósł dużo większy sukces komercyjny niż oryginał.

Dziś jednak olewam remake i skupiam się na oryginale. Co tu mamy fajnego, po za tym, że wszytko?

Ujmujący jest klimat filmu, angażujący zmysły widza już od pierwszych minut. Pastelowa kolorystyka, jasne słońce i skontrastowana z tym dość mocna ścieżka dźwiękowa dają nam czytelny znak, że powinniśmy zachować czujność, bo jeszcze przed zachodem słońca coś się wydarzy.

I faktycznie tak jest. Sygnały o potencjalnym zagrożeniu czekającym na samotne turystki wysyłane są jeszcze przed punktem kulminacyjnym. Widzimy podejrzanego mężczyznę, który najwyraźniej śledzi nasze śliczne damy.

and soon the darkness

W końcu przełom, czyli rozstanie dziewczyn. Cathy zostaje sama na pustkowiu. Leżakuje w najlepsze wśród drzew gdy zaczyna być przez kogoś obserwowana. Kamera skrywa się za drzewami sugerując nam, że właśnie patrzymy na ofiarę oczami potencjalnego oprawcy. Chwyt stary jak świat, ale dzięki bardzo racjonalnie stopniowanemu napięciu działa tu jak należy, a nawet lepiej. Druga część filmu to potyczki Jane. Dziewczyna wraca po przyjaciółkę, ale jej nie zastaje. Wie, że nie pojechała dalej, bo spotkałyby się po drodze.

Na plan wkracza wcześniej wspomniany samotny mężczyzna. Oferuje Jane pomoc w odszukaniu koleżanki i tak dowiadują się, że kobieta nie zawróciła także do pobliskiego miasteczka. Wyparowała.

and soon the darkness

Po za Jane i Paulem mamy tu jeszcze kilku innych bohaterów, ale przestrzeń wydarzeń jest niewielka niewielu jest też potencjalny sprawców okrutnego czynu uprowadzenia Cathy, ale to spokojnie wystarcza.

Scenariusz jest na tyle sprany, że bez wysiłku potrafi zaintrygować. Tak, to w sumie prosta historia, ale opowiedziana w tak by zadowolić miłośników opowieści o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność: 7

To coś:8

70/100

W skali brutalności: 1/10

czwartek, 15 września 2016

La Residencja/ Rezydencja (1969)

la residencja

W tytułowej rezydencji gdzieś na terenie Hiszpanii początku XX wieku mieści się szkoła dla dziewcząt prowadzona przez surową dyrektorkę Madame Fourneau. Do placówki przybywa nowa uczennica, córka kabaretowej śpiewaczki, Teresa. Nastolatka szybko odkrywa, że dyscyplina panująca w szkole ma dużo z sadyzmu, a uczennice starające się dostosować do panujących tu warunków są gotowe na wiele.W końcu dziewczęta zaczynają znikać.

"Rezydencja" jest pierwszym 'nietelewizyjnym' dziełem Urugwajskiego reżysera Narciso Serrador'a, twórcy słynnego "Czy zabił byś dziecko?".

Jak na końcówkę lat '60 "Rezydencja" wyróżnia się na tle popularniejszych zachodnich produkcji. Nie ma w sobie nic z Hammer'owskiego kiczu, bliżej jej do zmyślnych Hitchcockowskich intryg, czy zbrodni królujących w świecie giallo.

Jest to wyjątkowo smakowity thriller psychologiczny, którego finał ma zaskoczyć i pewnie w wielu przypadkach tak właśnie będzie. Posiada klimat typowy dla opowieści gotyckich, a jednak króluje tu freudowska psychologia.

la residencja

Jeśli widzieliście "Dziewczęta w mundurkach" zapewne nasunie Wam się przyjemne skojarzenie z tym tytułem.

Fabuła filmu skupia się na prezentacji internatowego życia nastoletnich dziewcząt, które z różnych przyczyn zostały wysłane do tej placówki. Większość z nich posądzana jest o niemoralne prowadzenie się, czy inne nieprzystojne przewinienia. W przypadku Teresy chodziło o jej pochodzenie i reputację jej matki. Dziewczyna jawi się jako bardzo skromna i układna dlatego też szybko pada ofiarą 'grupy trzymającej władzę' w szkole.

la residencja

O ile psychiczne i fizyczne znęcanie się jest w tej szkole codziennością o tyle sporą nowość sanowi seria morderstw. Tak, dziewczęta zaczynają znikać, a nasze podejrzenia szybko kierują się w stronę największych szkolnych sadystek, dyrektorki i jej 'faworyty'. Pod uwagę weźmiecie też zapewne inne opcje, ale tożsamość mordercy i przyczynę jego działań poznacie dopiero w finale. Ten finał jest jak najbardziej war uwagi, choć nie zaprzeczę, że trochę wcześniej zwęszyłam sprawę.

la residencja

Mamy tu wiec bardzo ciekawy miks kina nastrojowego z powolnymi przejazdami kamerą po ciemnych zakamarkach i bogatej scenografii z kinem psychologicznym mogącym być przykładem solidności w realizacji motywu szaleństwa i zbrodni.Co ciekawe nie zabraknie tu scen morderstw, które spokojnie można skojarzyć z włoskim giallo.

Dla mnie jest to połączenie wręcz wymarzone i mogę sobie tylko pluć w brodę, że nie obejrzałam tego filmu wcześniej.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 7

To coś:9

73/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 12 września 2016

Intensity/ Intensywność (1997)

intensity

Studentka psychologii Chyna zgadza się spędzić świąteczny weekend u przyjaciółki z uczelni Laury. Na odludnej farmie rodzina Laury zostaje zaatakowana. Sprawca morduje rodziców Laury i jej brata, ją samą gwałci i wrzuca do swojego wozu kempingowego, co jest zwiastunem tego, że jeszcze z nią nie skończył. Zabójca nie jest świadomy obecności jeszcze jednego gościa w domu, Chyny. Ta w przypływie heroicznej odwagi postanawia pomóc rannej przyjaciółce co niestety wiąże się z podążaniem w ślad za sprawcą. Chyna ukryta w samochodzie odkrywa, że facet, który wtargnął do domu jej przyjaciółki jest bardziej szalony niż można by się spodziewać. Laura na pewno nie jest jego jedyną ofiarą. Chyna postanawia pomóc także więzionej w domu mordercy nastolatce, Ariel.

Nie przeczytałam żadnej książki Deana Koontza. W związku z poczuciem winy z tego powodu postanowiłam zapoznać się bodaj z filmem na podstawie jednej z jego najbardziej znanych powieści. Tak uspokoiłam swoje sumienie.

O "Intensywności" wiedziałam tyle, że swego czasu francuski reżyser Alexander Aja bezczelnie zerżnął jej fabułę i wykorzystał w swoim filmie "Blady strach". Nie świadoma wagi problemu sądziłam, że Aja wyciągnął z "Intensywności" to co najlepsze w jego filmie, czyli finałowy twist fabularny. Okazuje się jednak, że wina francuza nie jest tak wielka, bowiem to nie elementy zaczerpnięte od Koontza przesądziły o sukcesie jego filmu. Twist fabularny jest całkowicie jego. Zerżnięta jest natomiast pierwsza połowa filmu. Za pewne z tego powodu Koontz darował sobie oskarżenia o plagiat, przecież ostatecznie wymowa obydwu historii jest całkiem inna. A może po prostu Koontz to bardzo spokojny człowiek i nie lubi bić piany z reżyserami w przeciwieństwie do Kinga ;)

Ekranizacja "Intensywności" nakręcona w latach 90 jest w zasadzie nie tyle filmem co mini serialem podzielonym na trzy części.

W pierwszej poznajemy Chynę i Laurę. Trafiamy do domu na odludziu gdzie żyje rodzina Laury i tu dochodzi do ataku nieznanego nam jeszcze sprawcy. Drugi akt to początek 'wycieczki' Chyny w ślad za mordercą. Wydarzenia na stacji benzynowej, podróż wozem mordercy i nieudane próby pomocy Laurze. Trzecia część rozgrywa się w kolejnym domu na odludziu, tym razem należącym do mordercy. Tu następuje finał.

intensywność

O ile dwa pierwsze 'odcinki' bardzo przypominają to co później stworzył Aja to trzecia część całkowicie zmienia tor. Zmiany następuje w zasadzie w chwili gdy pojawia się wątek Ariel. Dziewczynki, która została uprowadzona przed dwoma laty i od tamtej pory jest więźniem w domu mordercy.

Film trwa długo, więc nie wprawieni w takich formułach widzowie mogą się z deka umęczyć. Muszę was jednak pocieszyć, że nie są to trzy godziny spędzone w nudzie. Co to, to nie. Akcja cały czas toczy się, rozwija. Można by tę historię skrócić ale straciła by na tym psychologia postaci, a ta jest tu bardzo ważna, najważniejsza.

Główną bohaterką jest Chyna młoda studentka z tragiczną przeszłością. Kobieta wychowywała się w domu wraz dwójką psychopatów, duże słowo, ale tak można określić jej rodziców. Obydwoje byli skrajne deprawowani, nie cofali się przed niczym, nawet przed morderstwem. Dorastając w takim środowisku Chyba nabawiła się syndromu 'ocalonego'. Jej życie to walka o przetrwanie, a jej cel to ochrona siebie i podobnych sobie ofiar zwyrodnialców. Jej brawura w tej kwestii może rodzic podejrzenie o psychiczne schorzenie, bo nikt normalny nie wykazałby się takim altruizmem jak Chyna względem Ariel, obcej sobie dziewczynki. Jej postać na pewno jest interesująca, a przewijające się w fabule retrospekcje na temat jej przeszłości tylko napędzają ciekawość. Sceny z barwnego dzieciństwa bohaterki robią duże wrażenie.

intensywność

Drugą ważną postacią jest morderca, pan intensywny zafiksowany na temat intensywnych emocji. Jak sam mówi, nie liczy się to czy dane doświadczenie jest pozytywne czy negatywne, liczy się intensywność emocji jakie budzi. Intensywność to klucz do szczęścia. Pan morderca dąży do takich przeżyć i funduje je innym. Jego młoda ofiara Ariel jest swego rodzaju eksperymentem. Morderca czeka aż ją złamie, czeka na magiczne pękniecie w psychice dziewczyny. Niestety dla niego Ariel jedynie milczy. Obojętna na wszelkie bodźce nawet na brawurę z jaką do jej świata wtargnie Chyna zdeterminowana by ją uratować. Między Chyna a Ariel istnieje dziwna więź, może dlatego, że lubią ta samą książkę, "O czym szumią wierzby"?:) A może dlatego, że ich przeżycia, tragiczne przeżycia, są bardzo podobne.

intensywność

Tytuł "intensywność" bardzo pasuje do ego obrazu. Intensywność to jego nadrzędna cecha. Intensywna, wartka akcja, intensywne emocje jakie budzi, intensywny nacisk jaki kładzie na budowanie relacji między nielicznymi bohaterami. To dobry film, choć nie wiem jak wypada w porównaniu z książką.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat: 7

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 04 września 2016

Deranged (1974)

deranged

Ezra Cobb mieszka na farmie z chorą matką. Dla niego matka jest wszystkim, a więź z nią sensem życia. Gdy kobieta umiera Ezra pogrąża się w depresji. Głos matki nawołuje go z grobu. Postanawia wykopać zwłoki matki i zabrać je do domu, gdzie ich miejsce. Z każdym dniem odbija mu coraz bardziej i w tym przypadku szaleństwo przyniesie ofiary w ludziach.

Fabuła "Deranged" stanowi filmową wariację na temat historii Ed'a Gein'a słynnego rzeźnika z Plainfield w Wisconsin.

Z pośród wszystkich filmów inspirowanych historią Geina ten jest chyba najbliższy faktom. Oczywiście wyłączam z tego grona obrazy które odnoszą się do tej historii bezpośrednio. Elementy upiornej biografii mordercy znajdziemy w takich obrazach jak "Psychoza", "Teksańska masakra piłą mechaniczną", czy nawet w "Milczeniu owiec", więc jak widać Ed, stanowił łakomy kąsek dla filmowców. 

Historię jego szaleństwa zna chyba cały świat.

W przypadku "Deranged" ani razu nie usłyszymy tu nazwiska Gein. Zamiast tego nasz bohater nazywa się Ezra Cobb. Zmieniono także miejsce akcji, zapewne z uwagi na fakt, że film kręcono w stosunkowo niedługim czasie od wybuchu całego zamieszania, jeszcze za życia Geina.

Obraz stanowi połączenie dokumentu i filmu fabularnego. Przez filmową akcję przeprowadza nas narrator, dziennikarz badający sprawę Ezry Cobba i relacjonujący ją widzom. To dość ciekawy zabieg.

deranged

Naszego bohatera poznajemy gdy pochylony nad łóżkiem matki próbuje ratować ją od rychłej śmierci. Sceny karmienia mamuni są dość obrzydliwe, jesteśmy tu świadkami agoni kobiety. Od tej pory ta ważna bohaterka będzie nam towarzyszyć już jako podgniłe zwłoki. Amanda Cobb ożywa tylko w wyobraźni Ezry, gdy surowo gani go za brudne myśli, zainteresowanie kobitami. Przypuszczam, że tak właśnie czyniła za swojego życia utrwalając w synu przekonanie o złych zamiarach płci przeciwnej. Tak zrodziła się u niego seksualna frustracja, która w końcu doprowadzi do nekrofilii i morderstw.

deranged

Początkowo nasz Ezra zadowala się wykopywaniem z cmentarza świeżych zwłok niedawno złożonych do grobu kobiet. W ten sposób pozyskuje części ciała potrzebne do rekonstrukcji podgniłej mamusi. Posuwa się jednak coraz dalej i przy okazji spełnia się artystycznie tworząc z pozostałych członków różnego rodzaju bibeloty. Zadba też o towarzystwo dla mamy - wkrótce będzie miał w domu całkiem pokaźną kolekcję trupów.

Cmentarne szabry nie ściągają na niego uwagi stróży prawa dopiero gdy Ezra zaczyna zabijać powstaje legenda Rzeźnika. Tu zobaczymy trzy morderstwa. Wszystkie zostały popełnione na kobietach, które wzbudziły w mężczyźnie seksualne zainteresowanie. Przy ostatnim wpadł.

Jak widzicie historia ta nie odbiega szczególnie od faktów związanych z biografią Geina, oczywiście wycięto to i owo, to i owo zmieniono, ale generalnie wszytko trzyma się kupy.

Formuła filmu jest dosyć zaskakująca. Pomijając elementy dokumentalne, w tym horrorze nierzadko obfitujący w bardzo nieprzyjemne widoki, jak wydłubywanie mózgu z czaszki, mamy sporą dawkę humoru. Tak, scenariusz stara się nas rozbawić, co przynosi dość upiorne rezultaty. Humor pasuje tu jak pięść do oka, ale nie da się ukryć, że przydaje filmowi oryginalności.

deranged

Jest sprawnie nakręcony więc ogląda się go przyjemnie. Co niektórych może odstręczyć, mało apetyczne sceny pojawiają się bez żadnego ostrzeżenia, więc lekki szok macie w gwarancji.

Aktorski popis daje tu odtwórca roli Ezry Roberts Blossom.

Myślę, że fanów filmów o działalności seryjnych morderców zadowoli bez dwóch zdań.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 11 czerwca 2016

Bates Motel/ Motel Bates (2016) - Sezon 4

bates motel

Czy ktoś jeszcze śledzi losy młodego Normana Batesa, bohatera "Psychozy"? Już prawie zapomniałam o tym serialu i gdyby nie przypadek przegapiłabym pojawienie się nowego sezonu.

I powiem Wam, że byłoby szkoda, bo to jak do tej pory najlepszy sezon "Motelu Bates".

Już w pierwszym odcinku Normanek przyodziewa maminy szlafroczek i wymierza sprawiedliwość pewnej kobiecie. Jak wspomniałam przy wpisie o sezonie trzecim szaleństwo Normana znacznie się rozwinęło, jego zaburzeniom poświecono znacznie więcej uwagi niż przez dwa pierwsze sezony razem wzięte.

Czwarty sezon praktycznie eliminuje wątki poboczne. Emma, Dylan, i inni schodzą na dalszy plan, a młody Bates coraz bardziej szaleje.

Ze wszystkich dziesięciu odcinków, bo tyle zwykł liczyć przeciętny sezon, najlepszy okazał się odcinek drugi, w którym Norman już po zabiciu bogu ducha winnej przybłędy w przebłysku niejasnego wspomnienia zaczyna obarczać winą za swojej zbrodnie matkę.

Tak, dochodzi do niezwykłej konfrontacji. Norma nie chcąc uświadomić syna o jego morderczych skłonnościach zaciera za nim ślady. Ten widząc jej dziwne zachowanie zaczyna wierzyć, że matka jest zabójczynią. Ostatecznie coś w tm, jest, bo jakby nie patrzeć Norman nie popełnia zbrodni w codziennym wydaniu, zawsze robi to w czasie zaniku świadomości w ramach którego 'zmienia się w matkę'.


Zarówno wcielająca się tu w postać Normy Vera Farmiga jak i partnerujący jej Freddie Highmore w roli Normana pokazali tu popis teatru dwóch aktorów na najwyższym poziomie. Na Verę patrzę z coraz większym podziwem, szkoda, że upss...

Tak, w tym sezonie młody Bates w końcu zabije swoją matkę.

bates motel

Zanim to się stanie wyląduje w psychiatryku, nawet w dwóch, objawi terapeucie swoją drugą twarz dzięki czemu dowiemy się więcej o jego dzieciństwie.

Zdecydowanie dużo się tu dzieje. Miałam nawet obawę, że stacja planuje wycofać się z kręcenia serialu i tym sezonem chce zamknąć sprawę, ale nie, będzie sezon piąty.

Jeśli twórcy dalej będą kroczyć tak raźnym krokiem, będzie to bardzo dobry sezon. Czy piąty będzie ostatni? Nie wiem.

Zastanawiam się jak zakończą historię Normana. Wg. mnie fajnym pomysłem byłby finał pokazujący ofiarę ,którą Norman zabił w "Psychozie". Wiecie, Marion wchodzi do motelu z walizką, Norman ją wita, uśmiecha się słodko i złowieszczo i na tym kończymy. Ale czy twórcy an to wpadną? Wątpię. Przez większą część serialu, kombinowali, gmatwali, cudowali i dopiero teraz wracają na właściwe tory. W związku z tym wątpię, czy taka prostota ich zadowoli.

Jeśli przebrnęliście już przez trzy sezony, to warto zrobić kolejny krok i sięgnąć po sezon czwarty, jak napisałam, najlepszy z dotychczasowych, najbardziej mroczny, psychodeliczny i dramatyczny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 06 czerwca 2016

The Hillside Strangler/ Dusiciel z Hillside (2004)

dusiciel z hilldside

Kenneth Bianchi po nieudanych próbach dostania się w szeregi policji rodzinnego Rochester za radą matki postanawia poszukać szczęścia w Los Angeles. Zatrzymuje się u swojego kuzyna Angelo i poznaje uroczą, młodą kobietę. Po kolejnej klęsce w dążeniu do kariery policjanta, Kenneth postanawia otworzyć gabinet psychoterapeutyczny i bawić się w psychoanalityka. Jego kuzyn wpada na jeszcze lepszy pomysł: założenia agencji towarzyskiej. Tak Kenneth i Angelo zostają stręczycielami. To właśnie wówczas po raz pierwszy posmakują morderstwa. W duecie zabiją jeszcze dziesięć kobiet, w większości prostytutek tworząc legendę dusicieli z Hilldside.

"Dusiciel z Hilldside" to kolejna fabularyzowana historia amerykańskiego seryjnego mordercy. Tym razem rzecz dotyczy Kennetha Bianchi, który wraz z kuzynem grasował w Los Angeles w końcówce lat '70.

Jest to dzieło wprawionego w temacie reżysera kilku innych filmów biograficznych przybliżających sylwetki znanych i znienawidzonych.

Sam film jest taki sobie, nie porywa i nie zachwyca. Zabrakło mi tu trochę głębszego wglądu w postaci antagonistów. Nie bardzo wiem skąd u Kennetha wziął się ten zapał do mordowania.

Niejaką podpowiedz stanowi tu postać jego kuzyna, który deklaruje nienawiść do kobiet, także do swojej matki i sympatię do seksualnych nadużyć. Można więc stwierdzić, że gdyby nie Angelo Buono, Bianchi dalej płakał by w mamine ramię, że nie może dostać wymarzonego munduru policjanta.

Rzecz w tym, moim zdaniem, że nic nie dzieje się bez przyczyny i nie można z normalnego człowieka zrobić seryjnego mordercy tylko dlatego, że spotkał na swojej drodze wykolejeńca. W Bianchi'm musiała tkwić ta ciemna strona, pytanie skąd się wzięła? Film nie daje nam choćby sugestii w tym względzie i bardzo mnie to uwiera, stanowi potężną lukę nie tylko w portrecie psychologicznym bohatera, ale także w całej fabule filmu.

dusiciel z hilldside

Co możemy powiedzieć o słynnym dusicielu na podstawie filmu Chucka Parello?

Od początku był na bakier w prawem. Podszywanie się pod doktora i prowadzenie sesji terapeutycznych nie stanowiło dla niego problemu. Nie przeszkadzał mu udział w pijackich orgiach, ani przemoc wobec kobiety, którą kochał- tak przynajmniej twierdził.

Nazwać go psychopata to nadużycie, bo był bardzo skupiony na emocjach, tyle że wyłącznie swoich. Czuł się zajebiście pokrzywdzony i urągał na niesprawiedliwość losu.

Kiedy kuzyn zaproponował mu wspólne werbowanie dziwek do swojego interesu ten od razu się zgodził. Zero namysłu, zero refleksji. Robił to, na co aktualnie miał ochotę. Jak rozwydrzone dziecko podążał za impulsem mając za wzór człowieka, który pokazywał mu jak fajnie się zabawić.

Co ciekawe, to Bianchi, głównie on mordował. To on dokonał pierwszego zabójstwa w akompaniamencie radosnych okrzyków kuzyna: zabij dziwkę! Obaj panowie sądzili, że mogą ot tak sobie śmigać nocą po mieście, gwałcić i zabijać. Typowe osobowości niedojrzałe - Po raz kolejny mit seryjnego mordercy psychopaty zostaje obalony przez mało atrakcyjną przyziemność.

Gdyby nie fakt, że los dziwek nie koniecznie interesował władze miasta, wpadli by dużo wcześniej. Bianchi i Angelo byli niezorganizowani pod wieloma względami, więc pogłoski o tym, że to właśnie Kenneth Bianchi miałby dopuszczać się zabójstw w Rochester przed wyjazdem do Los Angeles zupełnie mi się nie zgadza. Zorganizowany seryjny jakim był 'Alfabetyczny morderca' całkowicie nie przystaje do spontanu jaki uprawiał Kenneth.

Z drugiej strony mamy jednak zainteresowanie Bianchi'ego psychologią, technikami i procedurami policyjnymi. Bianchi dużo o tym wie, ale z filmu wynika, że raczej nie potrafi z tego korzystać. Przykładem mogą być sceny w jego pseudogabinecie, gdzie prowadzi konsultacje z pacjentką. Gdyby nie była tak pieprznięta nic by z nią nie ugrał takimi metodami.

Sam film bardzo uwypukla nieścisłości, momentami biegnie dużym skrótem i przez to ciężko o wzbudzenie silnych emocji mimo iż znamy kontekst przedstawionych wydarzeń.

dusiciel z hilldside

Jedna rzecz, która mocno rzuciła mi się w oczy to sitcom'owy styl gry głównych bohaterów. W przypadku wielu scen zastanawiałam się czy kwestie, które wypowiadają są mówione na serio, czy to kiepski żart. To samo tyczy się ekspresji towarzyszącej gestom i mimice. Dziwnie to wygląda.

Generalnie film jest taki sobie, suche fakty, do których nikt szczególnie się nie przykładał, na pewno nie rozbudzi w nikim fascynacji postacią dusiciela z Hilldside. Może i dobrze:)

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:4

50/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 30 maja 2016

A-i-deul aka Children (2011)

children

22 marca 1991 roku pięcioro chłopców mieszkających nieopodal Daegu w Korei Południowej ginie bez śladu. Zaalarmowani zniknięciem dzieci rodzice robią wszytko by jak najszybciej wszczęto poszukiwania, jednak odbywające się w tym czasie wybory skutecznie odciągają uwagę władz.

Chłopcy nigdy nie wrócili do domu. Z braku tropów, a raczej dowodów na ich potwierdzenie, sprawę zamknięto bodajże w 2002 roku.

Koreański "Children" jest sfabularyzowaną wersją wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni dziesięciu lat, od zaginięcia chłopców, do zamknięcia sprawy.

Film podsuwa rozwiązanie zagadki "zniknięcia żabich dzieci" jednak nie jest to potwierdzona wersja owych zdarzeń, lecz jedna z opcji.

children

Filmowe wydarzenia skupiają się na prywatnym śledztwie dziennikarza telewizyjnego, nagradzanego dokumentalisty, który zostaje wydelegowany z Seulu do Daegu. To tu Kang zaczyna interesować się starą sprawą zaginięcia grupy chłopców z pobliskiego miasteczka. Angażuje w sprawę profesora uniwersyteckiego, który stworzył ciekawą teorię dotyczącą przebiegu wydarzeń z 22 marca 1991 roku.  Ten trop bezlitośnie wbija nóż w serca rodziców najstarszego z zaginionych dzieci i to na nim skupiamy się przez lwią część filmu.

Podobnie jak w przypadku innego koreańskiego thrillera opartego na autentycznym zdarzeniu, "Zagadka zbrodni", "Children" nie skupia się na postaci antagonisty, jak najbardziej barwnej zgodnie z modą amerykańską, lecz na perspektywie śledczych, dokumentalisty, profesora, detektywów, rodziców.

children

Dzięki temu unikamy zbytniej brawury w portretowaniu filmowych bohaterów. Główna oś fabuły spoczywa na niepewności. Masa pytań, wiele podejrzeń, żadnych dowodów, nic pewnego.

Do pewnego momentu widz sam decyduje w jaką wersje wydarzeń uwierzyć. W finale pojawia się coś nowego, co nie do końca przypadło mi do gustu. Ta część jest zresztą najdalsza od rzeczywiście potwierdzonych wydarzeń.

Gdyby nie to, że tak przywarłam do tej zagadkowości i złożoności proponowane przez filmowców rozwiązanie zagadki przypadłoby mi do gustu, bo i tak jest sto razy lepsze niż w większości zachodnich produkcji.

Forma w jaką obleczono te historię na pewno podoba się miłośnikom nieszablonowych historii kryminalnych.

Film nie stara się na siłę zrobić wrażenia podsuwanymi obrazami a i tak mimochodem mu się to udaje. Brutalność, pozbawiona brutalności.

children

Zdjęcia uchwyciły jakąś dziwną poezję tkwiącą w zupełni przyziemnej ludzkiej tragedii. Wszytko ma bardzo wyważony ton, nawet aktorzy nie próbują szarżować w najbardziej dramatycznych momentach. Być może ktoś uzna tę stabilność narracji za kulawe, nudne rozwiązanie, ale moją uwagę najbardziej przyciągały właśnie te momenty ciszy. Milczenie porusza najbardziej, a jest to film o milczeniu, o ciszy, która zapada kiedy ktoś niespodziewanie znika.

Jeśli o mnie chodzi, kolejny punkt dla Koreańczyków.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl