What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: hiszpański horror

wtorek, 24 stycznia 2017

Scherzo Diabolico (2015)

scherzo diabolico

Aram , od lat pracuje w tej same firmie próżno wyczekując awansu. Naciski ze strony żony i osobiste niespełnienie wpędzają go w coraz większą desperację. W końcu zaczyna w nim dojrzewać pomysł, jak w bezkrwawy sposób pozbyć się szefa i zająć jego miejsce. Mężczyzna porywa jego nastoletnią córkę. W tej sytuacji szef Arama jest zmuszony sam zrezygnować by skupić się na poszukiwaniach. Chwilę po tym jak Aram dostaje upragnione stanowisko, wypuszcza Anabelle. Nie wie jednak co z jej psychiką zrobiła trauma porwania.

"Serzo Diabolico" to nowy horror Adriana Garci Bogliano, twórcy takich obrazów jak "Nadchodzi diabeł", czy "Późne fazy człowieczeństwa". Styl tego reżysera odbiega od przeciętności, choć niekiedy można by się zastanawiać, w którą stronę? O ile "Późne fazy człowieczeństwa" były bardzo dopracowanym filmem, a o tyle ustępowały klimatem bardziej chaotycznemu "Nadchodzi diabeł". Moje specyficzne upodoba sprawiają, że szukam dziwności i tym razem udało mi się ją znaleźć w "Serco Diabolico", choć nie jest to najdziwniejszy film jaki oglądałam w ubiegły weekend, ale o tym innym razem.

Pojawiają się tu elementy czarnego humoru, co w wykonaniu tego właśnie reżysera bardzo trafiają w mój gust. Pojawia się też groza, co oczywiste, ale nie jest to typowy straszak. Tu niepokój może wzbudzić bardziej sam kontekst sytuacyjny niż konkretne wydarzenia i sceny, choć nie powiem, im bliżej finału tym twórca bardziej sobie folguje, aż zobaczymy jedno z bardziej udanych ujęć odstrzelonej głowy.

Głównym bohaterem i antybohaterem, można rzec, jest Aram, facet w średnim wieku, sumienny pracownik, wierny mąż i oddany ojciec rodziny. Mimo tej życiowej przyzwoitości nie może odnotować zbyt wielu życiowych sukcesów. Żona jazgocze, że za mało zarabia i za późno wraca do domu- pewnie ją zdradza, szef poklepuje po ramieniu ale podwyżki ani ani.

scherzo diabolico

Jego kręgosłup moralny zaczyna coraz bardziej się uginać, aż wpada na genialny pomysł. Realizuje go jednocześnie pozwalając sobie na coraz więcej niegodziwości. Zwrócicie na to uwagę przy okazji oglądania filmu. Dopiero wtedy, gdy zmienia się w zupełnie innego człowieka, gorszą wersję siebie, zaczyna sprzyjać mu fortuna. Dopuścił się przestępstwa, zostaje ono nagrodzone awansem, zdradza żonę, ale unika wszelkich podejrzeń bo zasypuje ją forsą i tak dalej i tak dalej.

scherzo diabolico

Można by uznać, że to przestroga dla dobrodusznych frajerów, ale... karma wraca. W jaki sposób? Wystarczy spojrzeć na filmowy plakat.

Jak dla mnie "Scherzo Diabolico" jest filmem całkiem udanym. Lubię klimat produkcji tego meksykańskiego reżysera, kupuje go. Podoba mi się podstępna dziwność i prostota wykonania.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

oryginalność:6

To coś:7

60/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 15 września 2016

La Residencja/ Rezydencja (1969)

la residencja

W tytułowej rezydencji gdzieś na terenie Hiszpanii początku XX wieku mieści się szkoła dla dziewcząt prowadzona przez surową dyrektorkę Madame Fourneau. Do placówki przybywa nowa uczennica, córka kabaretowej śpiewaczki, Teresa. Nastolatka szybko odkrywa, że dyscyplina panująca w szkole ma dużo z sadyzmu, a uczennice starające się dostosować do panujących tu warunków są gotowe na wiele.W końcu dziewczęta zaczynają znikać.

"Rezydencja" jest pierwszym 'nietelewizyjnym' dziełem Urugwajskiego reżysera Narciso Serrador'a, twórcy słynnego "Czy zabił byś dziecko?".

Jak na końcówkę lat '60 "Rezydencja" wyróżnia się na tle popularniejszych zachodnich produkcji. Nie ma w sobie nic z Hammer'owskiego kiczu, bliżej jej do zmyślnych Hitchcockowskich intryg, czy zbrodni królujących w świecie giallo.

Jest to wyjątkowo smakowity thriller psychologiczny, którego finał ma zaskoczyć i pewnie w wielu przypadkach tak właśnie będzie. Posiada klimat typowy dla opowieści gotyckich, a jednak króluje tu freudowska psychologia.

la residencja

Jeśli widzieliście "Dziewczęta w mundurkach" zapewne nasunie Wam się przyjemne skojarzenie z tym tytułem.

Fabuła filmu skupia się na prezentacji internatowego życia nastoletnich dziewcząt, które z różnych przyczyn zostały wysłane do tej placówki. Większość z nich posądzana jest o niemoralne prowadzenie się, czy inne nieprzystojne przewinienia. W przypadku Teresy chodziło o jej pochodzenie i reputację jej matki. Dziewczyna jawi się jako bardzo skromna i układna dlatego też szybko pada ofiarą 'grupy trzymającej władzę' w szkole.

la residencja

O ile psychiczne i fizyczne znęcanie się jest w tej szkole codziennością o tyle sporą nowość sanowi seria morderstw. Tak, dziewczęta zaczynają znikać, a nasze podejrzenia szybko kierują się w stronę największych szkolnych sadystek, dyrektorki i jej 'faworyty'. Pod uwagę weźmiecie też zapewne inne opcje, ale tożsamość mordercy i przyczynę jego działań poznacie dopiero w finale. Ten finał jest jak najbardziej war uwagi, choć nie zaprzeczę, że trochę wcześniej zwęszyłam sprawę.

la residencja

Mamy tu wiec bardzo ciekawy miks kina nastrojowego z powolnymi przejazdami kamerą po ciemnych zakamarkach i bogatej scenografii z kinem psychologicznym mogącym być przykładem solidności w realizacji motywu szaleństwa i zbrodni.Co ciekawe nie zabraknie tu scen morderstw, które spokojnie można skojarzyć z włoskim giallo.

Dla mnie jest to połączenie wręcz wymarzone i mogę sobie tylko pluć w brodę, że nie obejrzałam tego filmu wcześniej.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność: 7

To coś:9

73/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 30 sierpnia 2016

Summer Camp (2015)

summer camp

Dwie czarowne Amerykanki przybywają na hiszpańską prowincję by wypełnić wakacyjny czas pracą w charakterze opiekunek na obozie językowym. Tu wraz z dwoma kolegami przygotowują się do pracy, gdy nieoczekiwanie jednemu po drugim zaczyna odbijać. Krwawe mordy, obłęd w oczach i walka o przetrwanie.

"Summer camp", jak wskazuje już sam tytuł filmu, miał nawiązywać do znanej konwencji camp slasherów - mojej ulubionej odmiany horrorwych rąbanek.

Pod tym względem swoje zadanie spełnia, choć twórcy nie silili się na odwzorowanie uroku lat '80 - złotej ery takowych produkcji - postawili na współczesność. Przez to "Summer camp" nie bardzo zbliża się do klimatu typowego camp slashera, ale tworzy swoją własną atmosferę opartą na czasem bardziej czasem mniej udanej grze z konwencją.

Pierwszy rzut to rozpoznanie, czyli przedstawienie urokliwej okolicy, starej hiszpańskiej hacjendy no i gospodarzy imprezy, czyli czwórki klasycznie skrojonych bohaterów. Mamy tu Michelle - równiachę, 'dziewczynę z sąsiedztwa',  Chrisy - nadętą egoistkę z perfekcyjnie wyprostowanymi włosami, Antonia - Hiszpańskiego lowelasa, który planuje czym prędzej wypuścić swojego ptaka na łowy i sympatycznego okularnika Willa. Już wiemy kogo mamy lubić, kogo nie. Czas na wprowadzenie antagonisty.

summer camp

I u moi Drodzy za pewne nasunie Wam się skojarzenie z "Cabin fever", bo głównym zagrożeniem dla życia bohaterów będzie zaraza. No i fajnie, ale posłużono się tu dość klasycznym obrazem horrorowej choroby - zombizm, albo coś w podobie. Każdy kto zostanie zainfekowany zmienia się w żadną krwi bestię. Żeby nie było do końca nudno blado i typowo scenariusz nieco zmodyfikował ten motyw.

SPOILER: Otóż, żaden z bohaterów po zetknięciu się z toksyczną substancją nie umiera. W związku z tym nie jest to zombie w tradycyjnym rozumieniu. Bardziej przypomina to wściekliznę. KONIEC SPOILERA

Nie potrzebujemy więc zewnętrznego antagonisty, który wyłazi z lasu i macha siekierą. Jest to partia na czworo. Bohaterzy są jednocześnie antybohaterami, atakują siebie nawzajem. Będą żwawe sceny walk i pościgów, ale to nie wszytko, bo mamy kolejną zmyślna zagrywkę.

SPOILER: Efekt działania trucizny jest krótkotrwały. Jak działanie prochów lub innych substancji psychoaktywnych. Po mniej więcej 20 minutach szaleństwa osoba chora wraca do normalności i nie pamięta, że przed chwilą kogoś uszkodziła. KONIEC SPOILERA.

summer camp

Ten zabieg, owa innowacja w przebiegu choroby rozwiązała problem zbyt szybkiego rozwiąznia akcji. Bo jak można przez półtorej godziny uśmiercać cztery osoby? Toż to nuda i bida. Dlatego w klasycznych camp slasherach mamy pokaźną liczbę ofiar i giną sobie biedactwa po kolei.

Tu, dzięki takiemu a nie innemu przebiegowi choroby tworzy nam się niezłe zamieszanie. Fajne zamieszanie, trochę taka komedia pomyłek. Każdy chce zabić każdego i nie wiadomo kto przyjaciel kto wróg. Mnie to przekonało. Finał rozgrywki nie jest wesoły, zostaje zadany mały cios w tradycję final girl, po czym wracamy do klasycznego trybu: oj, będzie jeszcze gorzej.

"Summer camp" stanowi niezłą rozrywkę choć, nie wszystkim się spodobał. Oceny są raczej mało przychylne, ale ja się do nich nie przyłącze, bo to całkiem klawy straszak, jeśli nie postawicie mu zbyt wygórowanych oczekiwań.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

La culpa/ Klinika (2006)

klinika

Lekarka Ana przygarnia pod swój dach samotną matkę, Glorię. Z uwagi na to, że Ana prowadzi w domu prywatną praktykę ginekologiczną oferuje Glorii pracę w charakterze pielęgniarki. Kobiety zaprzyjaźniają się się. Ana darzy dużą sympatią córeczkę Glorii, Vicky.

Wkrótce Gloria przekona się na czym polegać będzie jej praca - ni mniej ni więcej będzie asystować przy nielegalnych aborcjach, ale na tym nie kończą się podejrzane wydarzenia w domu Any.

klinika

Horror "Klinika" należy do hiszpańskiej serii "Filmów, które nie dadzą ci zasnąć", czyli takiego hiszpańskiego odpowiednika "Mistrzów horroru".

Przebrnęłam już przez wszystkie oferowane przez serię obrazy, "Klinika" wpadła mi w ręce jako ostatnia i niestety nie pozostawiła po sobie najlepszego wrażenia.

Nie jest to film zły, ale odbiega od poziomu jaki oferowały pozostałe produkcje. Co tym bardziej dziwi, jest to produkcja twórcy słynnego "Czy zabił byś dziecko?". Oczywiście jestem w stanie wybaczyć tę zniżkę formy sędziwemu reżyserowi, który nakręcił "Klinikę" po piętnastu latach przerwy od pracy.

Podobnie jak w przypadku najsłynniejszego obrazu Hiszpana i ten film opiera się na dylemacie: ja, czy dziecko. Oczywiście tu sprawa wygląda z goła inaczej, bo żadna ze skrobanych pacjentek Any nie zgłaszała, że ciąża zagraża jej życiu, więc w tym przypadku nie można powiedzieć, że dzieci są tu antagonistami.

Nie mniej jednak filmowa fabuła wskazuje na pewien pojedynek między nienarodzonymi, a ich matkami i paniami skrobaczkami.

Pielęgniarka Gloria zaczyna dopatrywać się w pewnych wydarzeniach działań ze strony nienarodzonych dzieci. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, babka jest przekonana, że wyskrobane płodziki żyją dalej i robią bałagan w klinice Any, chcąc skrzywdzić tych, którzy im zadali krzywdę.

klinika

Przesłanki jakieś ku temu są, ale z drugiej strony wersja o wyrzutach sumienia, które rzuciły się Glorii na głowę jest bardziej prawdopodobna.

Fabuła tego filmu mnie nie urzekła. To co na pewno dopisało w tej produkcji to aktorstwo. Odtwórczynie głównych ról, Glorii i Any stworzyły przedziwną relacje. Bardzo ciężko było mi rozgryźć o co im tak naprawdę chodzi.

Gloria, niby typowa ofiara losu a jednak walecznie zgląda kąty i tropi czające się zło, snuje paranoiczne wizje. Ana, niosąca pomoc potrzebującym, bez względu na to jakim kosztem, z drugiej strony za tą jej dobrocią jawił się szelmowski uśmiech człowieka, który dzięki dobrym uczynkom trzyma innych w garści. Ciekawe postaci.

Klimat filmu też jest zauważalny, dobrze zbudowany. Szkoda tylko scenariusza, zbyt banalnego jak na tę serię.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:8

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 28 lipca 2016

Purgatorio/ Czyściec (2014)

czysciec

Małżeństwo, Marta i Luis wprowadzają się do nowego mieszkania. Tego samego dnia mężczyzna musi iść na nocna zmianę do pracy. Marta nie chce zostawać sama, trawią ją lęki, boi się zasnąć, ale nie ma innego wyjścia.

Gdy zostaje sama do jej drzwi puka sąsiadka. Małżonek sąsiadki właśnie trafił do szpitala i ta prosi Martę by zajęła się jej synkiem Danielem gdy ona uda się do męża. Marta niechętnie godzi się pomóc i szybko tego pożałuje.

"Czyściec" to bardzo oszczędny horror. Oszczędny w formie, ale już nie we wrażeniach. To dość krótka historia kobiety, pogrążonej w żalu po stracie. Żal ten odżywa w sytuacji kryzysowej, jaką okazało się spotkanie z małym sąsiadem. Gdy Daniel przekracza próg jej domu, szczeniacka bezczelność aż od niego bije. Marta zaś wygląda nam na osobę na granicy załamania. Bardzo łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a chłopiec robi to bardzo skutecznie.

czysciec

Oszczędna, żeby nie rzec hermetyczna przestrzeń na jakiej rozgrywa się akcja filmu to strzał w dziesiątek jeśli chodzi o moje upodobania. Wszytko rozgrywa się w pustych jeszcze pokojach nowego mieszkania Marty i ciemnej klatce schodowej. Karty rozdano na dwoje, nasza bohaterka i dzieciak. Daniel to typowy mały skurczybyk, ale kto wie co siedzi mu w głowie? Martę jeszcze trudniej rozgryźć. Kto dla kogo jest większym zagrożeniem? Chłopiec, który igra z cierpieniem obcej kobiety, czy kobieta gotowa uwierzyć we wszytko co pomoże zmniejszyć uczucie żalu?

czysciec

To bardzo psychologiczne kino oparte na niejednoznacznych sygnałach. Tak naprawdę nie wiem czy może spodobać się komuś kto szuka rozrywki, bo wartkiej efektownej akcji tu nie znajdzie. Nie wiem na ile go polecać na ile odradzać.

Wg. mnie "Czyściec" się udał i to przynajmniej z kilku powodów. Pomysł był dosyć niebezpieczny, bo cała opowieść oparta została na znajomości Marty i Daniela. O Marcie dowiemy się niewiele, o Danielu jeszcze mnie. Film nazwano horrorem, ale akcji typowych dla horrorów tu nie znajdziemy. Pojawi się wątek ducha, ale przedstawiony bardzo... detalicznie. Więcej tu znaków zapytania niż odpowiedzi. Nawet finał nie rozwiał zrodzonych po drodze wątpliwości. Dla mnie to plus, ale równie dobrze ktoś może powiedzieć - film o niczym, zmierzający donikąd i ciężko mieć pretensje to taki właśnie odbiór. Pewnym plusem jest  na pewno aktorstwo. Marta i Daniel tworzą bardzo ciekawy duet, aż kipi tu od emocji.

Cóż mogę powiedzieć, hiszpańskie kino przyzwyczaiło nas raczej do innego rodzaju kina grozy.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:7

68/100

W skali brutalności:0/10

czwartek, 19 maja 2016

Sweet Home (2015)

sweet home

Alicia organizuje swojemu chłopakowi Simonowi romantyczną schadzke w jednym z opuszczonych mieszkań w starej kamienicy. Gdy młodzi rozkoszują się swoim towarzystwem do budynku wpadają nieproszeni gości. Grupa mężczyzn udaje się do jedynego lokatora starego budynku i morduje go prawie na oczach Alicii. Wtedy sprawcy orientują się, że opuszczony dom nie jest taki opuszczony. Teraz muszą pozbyć się świadków swojej działalności.

Jak zapowiada wstęp do "Sweet home", Hiszpania boryka się obecnie z dużymi problemami ekonomicznymi skutkującymi masowymi eksmisjami. Przedstawione tu statystyki mówią nam, że nie wszystkie wysiedlenia odbywają się zgodnie z literą prawa.

Dzięki tej informacji już wiemy, dlaczego dziadeczek, ostatni lokator starego budynku, musiał zginąć.

Sprawcy są może i zamaskowani, ale doskonale wiemy o co im chodzi, więc nastrój tajemnicy budowany wokół postaci intruzów w przykładnym home invasion w tym przypadku nie istnieje.

Panowie Zbirowie są bardzo bezwzględni, zaś nasza bohaterka bardzo głupia. Kilkakrotnie sama podkłada się potencjalnym oprawcom, sama doprowadza do wielu niebezpiecznych sytuacji narażając życie swoje i swojego ukochanego. Są to na tyle ewidentne gafy, że potrafią skutecznie zniesmaczyć widza. Jeśli chodzi o scenariusz to wiele brakuje tu do pełni szczęścia.

Na wysokim poziomie stoi natomiast realizacja. Zdjęcia, montaż, muzyka. Tu możemy poczuć się mile połechtani, bo za sporą część producenckich aspektów odpowiadają w tym filmie Polacy. Ha!

Właśnie to w dużej mierze zwróciło moja uwagę na ten właśnie obraz, hasło produkcja hiszpańsko - polska. Niestety jak wspomniałam o ile mogę pochwalić chociażby polskiego twórce odpowiadającego za udźwiękowienie doskonale grające na rzecz klimatu, to Hiszpanie odpowiadający za scenariusz nie popisali się zbytnio.

sweet home

Fabuła zbudowana jest względnie poprawnie jeśli spojrzeć na nią z daleka. Przy bliższym spotkaniu wychodzą jednak te wspomniane gafy, niedoróbki i zbytnie lecenie po łepkach.

Klimat jest fajny, co jest zasługą po pierwsze muzyki, po drugie zdjęć, po trzecie i najważniejsze wyboru lokalizacji: stara kamienica, odrapana, rozległa, pełna długich ciemnych korytarzy i klatka schodowa będącej głównym światkiem rozgrywających się tu dramatów i całkowita izolacja od świata zewnętrznego, za sprawą mroku nocy i niefajnych warunków atmosferycznych zagłuszających to, co dzieje się wewnątrz.

sweet home

Taki rozrzut między poziomem wykonania, a samą historią jest aż zadziwiający. Tyle wysiłku włożono w to by film wyglądał, a praktycznie zero starań o historię na której się opierał. Aktorstwo też wypada raczej biednie, więc mamy tu już przewagę minusów. Jeśli dołożyć do tego wysokie oczekiwania jakie budzi we mnie hiszpańskie kino grozy, mogę powiedzieć, że ten film się nie udał.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 6

Klimat:8

napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:6

Walory techniczne:8

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W skali brutalności: 2/10

czwartek, 11 lutego 2016

La isla Minima/ Stare grzechy mają długie cienie (2014)

la isla minima

Hiszpania, lata '80. Dwaj policjanci z Madrytu Juan i Pedro przybywają na prowincję w celu zbadania sprawy zaginięcia dwóch nastoletnich sióstr, Estreli i Carmen.

W toku śledztwa odkrywają, że przypadek zniknięcia młodych dziewcząt nie jest odosobniony, bowiem już w przeszłości zdarzało się, że wiejskie dziewczęta znikały bez ślady. Wkrótce mężczyźni znajdują na mokradłach brutalnie okaleczone ciała dwóch nastolatek.

Teraz prowadzą już sprawę o serię morderstw na małej hiszpańskiej wsi.

Tytuł filmu polecił mi jeden z czytelników, gdzieś kiedyś, już nawet nie pamiętam o co rzecz szła. Chyba muszę zrobić nową zakładkę na stronie: "Co polecasz", bo obawiam się, że tracę sporo dobrych tytułów, które przewijają się w dyskusji. Tak się złożyło, że szczęśliwie tytuł zapamiętałam i niebawem udało mi się film przypolować i dobrze, bo to dobry film.

Polski tytuł "Stare grzechy mają długie cienie" niejako zdradzam nam o czym traktuje film. Oczywiście w największej mierze skupiamy się tu na teraźniejszości, czyli śledztwie prowadzonym przez dwóch detektywów.

la isla minima

To dwa ciekawe typy i właśnie do jednego z nich szczególnie można odnieść ów polski tytuł. Starszy z nich Juan ma bogatą przeszłość, a po jego obecnym zachowaniu widać, że na swój sposób umie się odnaleźć w najgorszej nawet sytuacji. Można rzec 'nie pierdoli się'. Jego partner, młodszy i spokojniejszy drepcze za nim zdając się nie widzieć otaczającego ich gówna.

Mała hiszpańska wioseczka nie jawi się tu jako gniazdo sodomitów, ale przykre sytuacje zdarzają się też tam, a odkąd pojawił się tam człowiek lubiący 'zajeżdżać młode klaczki' robi się paskudnie.

la isla minima

Juan i Pedro w czasie rozmów z mieszkańcami odkrywają niechlubne zajęcia jakimi zwykły trudnić się wiejskie dziewczęta. Kto jednak jest na tyle perfidny by wykorzystywać ich młodość i naiwność? Ten temat jest zgłębiany powoli. Trop za tropem jak w dobrym kryminale.

To co jest w tym filmie uderzające to obojętność ludzi na zło, rzekłabym nawet - przyzwolenie. Słońce świeci, stateczek pływa po rzece, plony czekają na zebranie, wszytko pięknie, a kij z tym, że ktoś pod nosem obywateli oprawia nielaty. Nie wiedzą, że pewnego dnia spadnie deszcz i to w strugach wody wszytko wyjdzie na jaw.

la isla minima

Bieda, marazm, cienie wojny domowej wszytko to przygniata do ziemi i nie pozwala patrzeć w przyszłość. Słoneczność obrazu, jego artyzm można rzec bardzo kontrastuje z przekazem i to para Hiszpanów odpowiedzialna za to dzieło doskonale ujęła. Dla mnie to kolejne potwierdzenie dla doskonałej kondycji hiszpańskiego kina.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 14 listopada 2015

Crimson Peak/ Wzgórze krwi (2015)

crimson peak

Edith, młodziutka córka Nowojorskiego przedsiębiorcy marzy o zostaniu pisarką pokroju Mary Shelley. Na własnej skórze doświadczyła tego co nazywamy zjawiskami paranormalnymi toteż jej wrażliwa dusza chce podzielić się owymi wrażeniami z czytelnikami. Wrażliwa dusza jest też sprawcą nagłego wybuchu namiętności w kierunku zubożałego szlachcica który przybywa z Anglii by przekonać jej ojca do wspólnych interesów.

Gdy ojciec umiera dziewczę wpada w ramiona ukochanego Thomasa i wybywa wraz z nim do miejsca noszącego wdzięczną nazwę Wzgórze krwi. Znajdująca się pod zrujnowaną acz nadal dostojną posiadłością Thomasa i jego siostry kopalnia gliny sprawia iż ziemia barwi się tam na kolor krwistej czerwieni. Kiedy Edith poznaje bliżej swojego męża i jego historię odkrywa, że nazwa Wzgórze Krwi pasuje do tego miejsca także z kilku innych powodów...

crimson peak

"Crimson Peak" to nowy horror w reżyserii Guillermo del Toro. Pracowity Hiszpan ostatnimi czasy skupiał się na produkcji popularnego, przynajmniej w Stanach, serialu o wampirach, "Wirus", jednak jak widać nie zamierza rezygnować z dużego ekranu. W najbliższych latach możemy się spodziewać z jego strony jeszcze przynajmniej dwóch ciekawych projektów, na którymi także pracuje i kolejnego serialu.

Oglądając "Wzgórze krwi" nie zdawałam sobie sprawy z tego, kto jest jego twórcą. Jak to ja;) Jednak rozpoznałam Guillermo po jednej scenie z duchem, w którym widzimy jak z rany na czole umarlaka sączy się krew, w bardzo charakterystyczny sposób, przypominając raczej unoszącą się w niebo smugę czerwonego dymu. Pomyślałam, że albo ktoś bezczelnie rżnie z "Kręgosłupa diabła", albo to nowy film del Toro.

"Wzgórze krwi" spodobało mi się praktycznie od pierwszych scen. Uwielbiam horrory kostiumowe, rozgrywające się na przełomie XIX i XX wieku.

Del Toro czaruje widza wizualnie. Jego film przypomina przedstawienie iluzjonisty. Świetnie oddaje klimat czasów Poego, Dickensa, Lovecrafta.

Początkowo akcja rozgrywa się w Nowym Yorku gdzie poznajemy Edith Cushing. Nazwisko skojarzyło mi się jednym z czołowych aktorów Hamera, ale pewnie użyto go przypadkowo.

Młode dziewczę wyznaje widzom, że w dzieciństwie odwiedził ją duch matki przestrzegając przed tytułowym "Wzgórzem krwi". Jednak zapomina o tym i poznając Thomasa, zakochując się w nim i przeprowadzając się do mglistej Anglii nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej życie jest zagrożone. Przedstawiona tu historia nosi znamiona klasycznego gotyckiego romansu, gdzie bladolica dama oddając się w objęcia miłości trafia wprost do mrocznej krypty, gdzie duchy poprzednich lokatorek próbują objawić jej straszliwą prawdę o jej położeniu.

crimson peak

W roli bladolicej damy doskonale sprawdziła się Mia Wasikowska słynąca ze swojej wiktoriańskiej urody. Lubię na nią patrzeć. Jej podejrzany ukochany to również znany z ról w filmach kostiumowych i kinie grozy Tom Hiddleston, ostatnio widziany w towarzystwie jasnowłosej wampirzycy w filmie "Tylko kochankowie przeżyją".

W domu na krwawym wzgórzu po za małżonkami, duchami i widmami, mieszka także siostra Thomasa i jej rola w całej intrydze może mile zaskoczyć widza.

Fabula jednak nie jest tym czym ten film powinien najbardziej się chwalić. Wg. mnie w pewnym momencie scenariusz traci impet i zaczyna kręcić się w kółko i po prostu męczyć. Gama uczuć odgrywana przez aktorów jest mocno ograniczona i naznaczona dużą dozą egzaltacji. 

Dla mnie najlepsza była jednak oprawa. Iluzja operatorska, doskonałe efekty i rewelacyjna scenografia. Na domostwo na krwawym wzgórzu wręcz nie mogłam się napatrzeć. Każdy kąt tego domu był majstersztykiem, a ziejąca dziura w suficie, przez którą wpadał śnieg z miejsca skojarzyła mi się w domem szalonej Nory Dinsmoor w "Wielkich nadziejach" '98.

crimson peak

Gra świateł, cieni, nasycona kolorystyka. To wszytko robi kolosalne wrażenie. To jest film do oglądania w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jego horrorowe walory opierają się na gotyckim klimacie, nie jest film nastawiony na przerażanie w taki sposób w jaki robią to mainstreamowe horrory.

Moja ocena:

Straszność:3

Klimat:9

Napięcie:5

Fabuła:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności: 1/10

środa, 26 sierpnia 2015

Para Elisa/ Dla Elizy (2013)

para elisa

Ana kończy studia na Madryckim uniwersytecie. W ramach świętowania zakończenia edukacji planuje wraz z grupą studentów wybrać się na kilka dni na Maderę. Problem stanowi kasa. Ana zmuszona jest szybko zgromadzić pieniądze, w związku z czym odpowiada na ogłoszenie o pracę opiekunki do dziecka. Stawia się na umówione spotkanie z emerytowaną pianistką by tam dowiedzieć się na czym dokładnie będzie polegać jej praca.

para elisa

Jako że babysitterka to zawód wysokiego ryzyka jak już mieli okazje przekonać się widzowie rozlicznych slasherów i Anę czeka bliskie spotkanie ze śmiercią.

"Dla Elizy" kusi swoim hiszpańskim rodowodem. Mimo iż napływ filmów z tego rejonu sprawił, że po za niewątpliwie wartościowymi i oryginalnymi tytułami dopływają do nas produkcje słabsze, to perspektywa obejrzenia strasznego hiszpańskiego filmu nadal napawa mnie entuzjazmem.

Do debiutanckiego filmu kolejnego Hiszpana podeszłam więc entuzjastycznie. Entuzjazm mój przygasł już w pierwszych minutach filmu. Mamy tu ewidentnie slasherowy wstęp- studentka szukająca pracy, niezbyt rozsądna i rozkapryszona idzie na rozmowę o pracę. Tu w głowie pojawia się milion skojarzeń, bo wiadomo, że opiekunki do dzieci to wdzięczne ofiary wszelkich świrów. Na myśl przyszło mi "Babysitter wanted", czy "Dom diabła". Skojarzenia jak najbardziej trafne, bo gdy tylko nasza bohaterka przekroczy próg domu niejakiej Diamantiny wiemy już, że będzie miała kłopoty.

para elisa

Podstarzała pianistka przyjmuje ją raczej oschle i zdradza objawy choroby nerwowej. Ale to dopiero spotkanie z rzekomym dzieckiem przyprawi o dreszcz niepokoju, a przynajmniej takie jest założenie. Jak widzicie ewidentna powtórka z "Babysitter wanted" i jemu podobnych obrazów.

W dalszej części fabuły również nie należy się spodziewać zrywów oryginalności. Mało, że jest dość przewidywalnie to jeszcze trochę nudnawo, bo ile można patrzeć na szamoczącą się bezradną laskę?

Tragedii zupełnej jednak nie będzie. W horrorach typu slasher nośnikiem ich wszelkiego sukcesu wcale nie jest postać ofiary, ale oprawcy. O ile emerytowana pianistka może wydawać się szalona i tyle, o tyle postać tytułowej Elizy to już ciekawszy temat. To ona będzie głównym antagonistą i to dzięki jej postaci i z powodzeniem wcielającej się w nią odtwórczyni tej roli coś może widza w tym filmie zainteresować.

para elisa

Ciekawy morderca mus być uzbrojony w ciekawe modus operandi, bo bez tego ani rusz. Musi mieć swoją szaleńczą wizję. W tym przypadku jest to zmienianie żywych dziewcząt w lalki. Tu temat skojarzył mi się nieco z oglądanym niedawno "Pokojem motyla".

Nie spotkamy tu scen naładowanych dużą dawką brutalności, ale liczy się sam kontekst i to co jest widzowi sugerowane. Ana będzie mieć ciekawe przeżycia w pokoju Elizy.

Niestety to nadal zbyt mało bym mogła zapiać z zachwytu i naganiać Was do seansu. Jak na hiszpańskie kino grozy jest trochę nijako, a przede wszystkim wtórnie. Plusa mogę dać za kreacje Elizy i filmową muzykę, która jak zapewne się domyślacie bazować będzie na słynnym utworze Bethovena.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:5

Oryginalność:4

50/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 21 lipca 2015

 Musarañas (2014)

musaranas

Montse cierpi na poważną agorafobię. Od lat nie wychodzi z domu, gdzie prowadzi skromną szwalnie. Mieszka wraz z siostrą, którą wychowywała od momentu śmierci matki wraz z ojcem do chwili, gdy ten zaginął w wojenne zawierusze.

Agorafobia to nie jedyny problem jaki trapi starą pannę. Wyraźnie bolesne przejścia z przeszłości wpędziły ją w religijny fanatyzm, który odbija się na jej relacjach z otoczeniem, szczególnie z młodszą siostrą.

Pewnego dnia na klatce schodowej kamienicy, gdzie mieszkają kobiety dochodzi do wypadku. Ich sąsiad, przystojny Carlos spada ze schodów, łamie nogę i traci przytomność. Montse zaciąga go do swojego domu by się nim zaopiekować. Opieka szybko przeradza się w coś więcej, niestety nie będzie miło, ani romantycznie.

"Musaranas" to debiut trojga Hiszpanów. Dla fanów horrorów z tych okolic nie powinno być zaskoczeniem, że jest to debiut bardzo udany.

Film łączy w sobie elementy dramatu psychologicznego, thrillera i horroru. Z każdego z tych gatunków biorąc co najlepsze.

Akcja osadzona jest w Hiszpanii w latach '50. Stąd dużą uwagę poświecono stylizacji scenografii, kostiumom i ogólnej charakteryzacji. Efekt jest bardzo dobry.

W rolę Montse wciela się urodziwa hiszpańska aktorka, którą pamiętam z filmu "Apartament" należącego do cyklu "Filmy, które nie dadzą ci zasnąć".

Już w przeszłości pokazała dobry warsztat jednak rola Montse wymagała znacznie większego wysiłku włożonego w odegranie warstwy dramatycznej.

musaranas

To na złożonej psychologii postaci zbudowany jest cały filmowy pomysł.Mimo iż przyczyny choroby Montse nie są jakimś novum to sposób w jaki zostały wykorzystane do nakręcenia spirali szaleństwa całkowicie rozgrzesza z przewidywalności.

Nasz bohaterka pokazuje szaleństwo już od pierwszych scen, gdzie widzimy jak katuje swoją siostrę za to iż ta wybrała się na przechadzkę z kolegą. To bardzo szybka i efektowna akcja choć cały obraz szaleństwa składa się raczej z drobnych przesłanek tworzących przerażającą całość niż z takich szybkich eskalacji.

Jak wspomniałam w domu Montse pojawia się mężczyzna. Jakimś cudem rozbudza w tej zimnej jak głaz kobiecie nieznane jej dotąd uczucia. Ta sytuacja przypomniała mi nieco scenariusz "Wstrętu" gdzie główna bohaterka podobnie jak Montse popada w obłęd, boi się wyjść z domu i odczuwa wręcz paraliżujący lęk przed rodzajem męskim. Mimo to jeden samiec zwraca jej uwagę co doprowadza do wewnętrznej walki i pogłębienia się psychozy. Tak jak u Montse.

musaranas

Ta bohaterka mając w swoim domu, w swoim łóżku przystojnego, rannego mężczyznę chce go zachować dla siebie. Początkowa nieufność przeradza się w drapieżną pożądliwość. Tu mamy akcje rodem z "Misery", ale nie tej filmowej, raczej lajtowej, lecz tej książkowej.

W tym wszystkim mamy jeszcze jej młodziutką, niewinną siostrę. Chyba największą ofiarę. Jej zachowanie w finałowych scenach może nie być do końca zrozumiałe dla widza jednak , cóż, taka wizja.

musaranas

Tak przechodząc płynnie od dramatu przez thriller trafiamy do świata horroru. Finałowe sceny to nieoczekiwany popis gore. Twórcy nie popadają jednak w skrajności i dbają o podtrzymanie warstwy dramatycznej dzięki czemu bezgłowe zwłoki i nogi przyszyte do łóżka robią jeszcze większe wrażenie, bo tak jakby nie przystają do tej opowieści.

Kino nieoczekiwanie solidne jak na debiut.

Twórcy niby nie pokazują tu nic nowego, bo motywy wykorzystane w filmie pojawiały się już wcześniej, zarówno na ekranie jak i horrorach powieściowych, ale mimo wszytko ogląda się to z rosnącą trwogą i zdziwieniem. Do tego jest jeszcze ciekawy klimat, czemu przysłużyła się dbałość o szczegóły i bardzo emocjonalną grę aktorską.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

To coś:7

Oryginalność:6

71/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Los Ojos de Julia/ Oczy Julii (2010)

oczy julii

Bliźniaczki, Sara i Julia cierpią na chorobę , która objawia się stopniową utratą wzroku. Stan Sary jest znacznie gorszy, jest już praktycznie ślepa. Pewnego dnia Sara zawisa w swojej piwnicy, a jej siostra Julia nie potrafi tego zaakceptować.

Być może strach przed resztą życia spędzoną w ciemności popchnął ją do samobójstwa? Ale czemu Sara miałby popełniać samobójstwo po operacji przywracającej wzrok?

W wyniku strasu jaki przysporzyła Julii śmierć siostry i u niej objawy ślepoty zaczynają gwałtownie postępować. Pytaniem jest, czy Julia zdąży rozwiązać zagadkę zanim i ją dopadnie ciemność?

Filmy sygnowane nazwiskiem Guillermo del Toro przyciągają najwięcej fanów hiszpańskiego kina. Jego nazwisko jest już marką i gwarancją udanego seansu. Osobiście nie spotkałam się chyba ze złym filmem którego producentem, tudzież reżyserem, czy scenarzystą byłby del Toro.

"Oczy Julii" powstały w wyniku współpracy del Toro, Moralesa ("Dziwny lokator") i Paulo ("El Cuerpo"). W podwójną role bliźniaczek wciela się naczelna gwiazda hiszpańskiego kina Belen Rueda ("Sierociniec", "El Cuerpo", "W stronę morza").

Fabuła opiera się na próbach rozwikłania tajemniczej śmierci Sary. Julia nie wierzy w wersję z samobójstwem. Wprowadza się do domu Sary i ku rozpaczy swojego męża zaczyna prywatne śledztwo. Szybko okazuje się, że Sara miała swoje tajemnice. W jej życiu był jakiś mężczyzna.

oczy julii

Julia jest przekonana, że to on mógł mieć udział w śmierci siostry. Pojawia się też wątek dziwacznego sąsiada o niecierpliwym penisie.

Julia za wszelką cenę chce poznać tożsamość mężczyzny, z którym spotykała się Sara. Problem w tym, że jest to człowiek widmo posiadający jakiś dziwny dar niewidzialności. Nikt kto go napotkał, nie jest w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące jego wyglądu.

Tymczasem Julia ślepnie. Niewidzialny mężczyzna coraz natarczywiej atakuje kobietę. Przemyka obok niej jak cień. Może być każdym, a postępująca ślepota nie ułatwia walki z nim, a może wręcz przeciwnie? Może to właśnie niewidzące oczy mają szansę zobaczyć najwięcej?

oczy julii

W przeciwieństwie do bardziej znanych filmów del Toro, "Oczy Julii" nie wykorzystują wątków paranormalnych. Nie ma tu żadnych Faunów, duchów, diabłów. To bardziej thriller oparty na psychologii relacji między poszczególnymi bohaterami. Kluczem do rozwikłania zagadki jest poznanie każdego z bohaterów wraz z jego tajemnicami i połączenie w całość zawikłanej układanki wzajemnych relacji.

Przynajmniej kilkakrotnie w czasie seansu widz będzie przekonany, przekonany stu procentowo, że już wszytko wie. Scenariusz jednak bezlitośnie wywodzi w pole pokazując nam tylko połowę prawdy.

Najciekawszym elementem fabuły, w moim odczuciu, jest wątek 'niewidzialnego'. Przemyka niezauważony, zupełnie zlany z tłem i z ciemnością. Na to kim jest miałam sporo pomysłów, ale dopiero u kresu tej historii mamy szansę poznać jego tożsamość. Zdemaskowanie sprawcy przyjmuje bardzo dramatyczny kształt i nie zabraknie tu scen pełnych napięcia.

Fabularnie jest to więc film solidny, ciekawy, wciągający.

Klimat zbudowany jest na podstawie narastającego wrażenia ciemności. Ciemności, która jak to z nią bywa często, niesie zagrożenie.

oczy julii

Twórcy po mistrzowsku wykorzystali motyw ślepoty Julii często ukazując świat przedstawiony jej oczami, zamazane kontury, zaciemnione przestrzenie, ciemność na końcu pola widzenia. Aktorstwo jest solidne, bo zobaczymy wielu czołowych aktorów hiszpańskich znanych nie tylko z kina grozy.

Na pewno nie zaliczyłabym go do moich ulubieńców jeśli chodzi o hiszpańskie horrory, bo są jednak filmy, które lubię dużo bardziej, ale na pewno nie zaniża on poziomu hiszpańskiego kina grozy i spokojnie mogę go polecić.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 02 kwietnia 2015

Tras el cristal/ W kryształowe klatce (1986)

w kryształowej klatce

Klaus jest jednym z wielu zbrodniarzy, którzy wykorzystywali wojnę i swoją pozycję 'zawodową' do spełniania perwersyjnych pragnień. I nie mówię tu o orgiach z tabunem dziwek na prywatnych usługach SS, ale bardziej specyficznych preferencjach, jakie wojna obudziła w Klausie:Pewnego dnia odkrył, że nic nie podnieca go tak jak powolna agonia małych chłopców.

Teraz, wiele lat po upadku jego dobrodzieja Klaus dogorywa zamknięty w szczelnej kapsule, która spełnia funkcję sztucznego płuca- takiego zamierzchłego modelu. Kapsuła/trumna stanowi całość jego życiowej przestrzeni. Za towarzystwo ma jedynie zgorzkniałą żonę, która ma już dość opiekowania się kaleką i małą córeczkę, która uh.. ona jest tu najbardziej złożoną postacią. Z jednej strony kocha ojca, a z drugiej przy pierwszej nadarzającej się okazji wymieniłaby go na 'lepszy model'.

Pewnego dnia w ich życiu pojawia się młodzieniec o imieniu Angelo. Anielski Angelo spotkał już kiedyś Klausa i od tamtej pory poszukiwał go. Jego i tego, co zbrodniarz w nim obudził.

w kryształowej klatce

Hiszpański horror psychologiczny Agustina Villaronga opowiada o kacie i ofierze. Początkowo mogłoby się wydawać, że postać Angela jest typowym bohaterem szukającym zemsty za doznane krzywdy. Nie muszę chyba przed Wami ukrywać, że chłopak jest jednym z chłopaczków, z którymi zabawiał się Klaus - zorientujecie się już w pierwszych fragmentach filmu. Z czasem widz, ja, ktokolwiek, kto będzie świadkiem tej historii, zacznie tracić rezon.

Postawa Angela wcale nie wskazuje na to, że wprowadzając się do domu Klausa pod postacią pielęgniarza pragnie go uśmiercić. On szuka czegoś zupełnie innego. Zanim jednak wyleje na Was wiadro psychologicznych pomyj, albo pseudo psychologicznych, zależy od tego na ile mój odbiór filmu był klarowny, 'cosik' o formie:

"W szklanej klatce" jest jednym z najmroczniejszych thrillerów/ horrorów psychologicznych, jakie miałam okazję obejrzeć. To jakby spotkać czyste zło.

Treść filmu jest na tyle wymowna w swoim brudzie i okrucieństwie, że nie można przejść obok tego obojętnie.

Kolorystka obrazu jest ciemna i intensywna. Każdy kadr jest wyrazisty, co jak na kino lat '80 jest, moim zdaniem, niespotykane. Widzimy kropelki potu na twarzy Angela, czy małej Reny.

Scenografia robi piorunujące wrażenie. Dom, we wnętrzu którego rozgrywa się akcja jest jednocześnie ciasny i ogromny. Nie wiem jak mam uzasadnić takie odczucie, ale to na pewno zasługa operatorskich chwytów. Gdy Angelo przerabia dom na podobieństwo wnętrz z zapisków Klausa robi się jeszcze ciemniej i straszniej. Muzyka i ogólne udźwiękowienie filmu również jest doskonałe. A aktorstwo... miodzio:) Choć miodzio nie bardzo pasuje do tego, co obsada tu odgrywa;)

Teraz treść. W moim odczuciu głównym założenie twórcy (który nadal działa w gatunku i niektórzy z Was mieli okazje spotkać jakieś z jego współczesnych dzieł, chociażby "Dziwny lokator") było pokazanie, jak zmienne są role kata i ofiary.

Tak jak napisałam, na początku wydaje się, że Angelo przybył w poszukiwaniu zemsty, ale nie do końca o to mu chodzi. On przybywa do domu Klausa by stać się nim.

w kryształowej klatce

Ostatnia scena z filmu temu dowodzi chyba, że nie kombinuję tak źle. Angelo pozbywa się gosposi i żony Klausa pozostawiając przy sobie tylko jego córkę, Rene. Dziewczyna bardzo łatwo akceptuje jego rolę nowego pana domu. Nie przeszkadza jej to, że na jej oczach zabił jej matkę. To świadczy tylko o tym, jak źle czuła się w swojej rodzinie.

Następnie Angelo przechodzi do odtwarzania przeżyć Klausa z czasów wojny. Z początku tylko czyta mu na głos jego zapiski, ale z czasem zaczyna wcielać się w kole narratora- Klausa. Rekwizyt w postaci spisanych wspomnień zbrodniarza przestaje wystarczać. Zaczyna przerabiać wystój domu, rozpoczyna polowanie na chłopców, a następnie dotwarza ich agonię na oczach Klausa.

Nie wiem, czy w naszym Klausie zaszła jakaś przemiana, czy po prostu choroba nie pozwalała cieszyć mu się widowiskiem, a może też chodzi o coś zupełnie innego. Klaus miał możliwość zobaczyć siebie samego z boku. Działając w odosobnieniu i skupiając się na na chęci zaspokojenia nie zastanawiał się nad sobą. Pal licho krzywdę tych dzieci. Teraz patrząc na Angela oddającego się tym samym zabawom zobaczył ich niszczącą siłę - niszczącą dla niego samego. Klaus mówi Renie: Angelo oszalał. Dziewczynka jest na to zupełnie obojętna. Zapatrzona w Angelo, w jakiś sposób w nim zakochana, dziękuje mu za to co robił.

Jej postać jest tu dla mnie największą zagadką. Małe dziewczynki lubią to co nowe i błyszczące, ale trzeba chyba czegoś więcej by pozwolić komuś na zajęcie miejsca najbliższych jej osób, na rozprawienie się z nimi w tak brutalny sposób niż tylko chęć posiadania fajniejszego tatusia?

w kryształowej klatce

Angelo w swojej chorobie, bo chyba możemy tu już mówić o chorobie, wybrał drogę, która w jego mniemaniu ma go ocalić i uczynić mocniejszym. Może być tylko katem, albo ofiarą. A nikt nie chce być do końca życia ofiarą. Nie ważne jakich krzywd doznał w dzieciństwie, jak bardzo był wobec nich bezbronny w pewnym momencie musi znaleźć sposób by wyrwać się z tej roli. Dlaczego tak wiele osób, które w przeszłości było ofiarami przestępstw seksualnym w późniejszym życiu sami się ich dopuszczają? Angelo jest tu najlepszym przykładem. Chce się wyrwać, nie che być już sobą (w początkowych fragmentach filmu widzimy jego chłopięcą nieporadność) Chce stać się tym kto w jego życiu jawi się jako przykład bezkompromisowej siły, to najlepsze rozwiązanie. Dlatego wraca do Klausa. Nie wydaje się nawet był czuł do niego nienawiść. Zamiast tego podziwia go. Pobudza w sobie podobne niemu instynkty. Ofiary szukają dwóch rzeczy: zadośćuczynienia i poprzez nie, stworzenia nieskrzywdzonego "ja". Dlatego ofiara zmienia się w kata. To bardzo prosty mechanizm, choć wielu osobom nie mieści się w głowie, dlaczego ktoś kto sam doznał krzywdy i wie jak to boli robi to samo innym ludziom.

w kryształowej klatce

Film oferuje bardzo mocne wrażenia. Nie mamy tu wielu dialogów, reżyser nie stawia na groteskową makabreskę w scenach brutalnych , raczej na ich wymowny naturalizm i to uderza dużo bardziej niż tryskająca z tętnicy krew.

Wielu widzów będzie zniesmaczonych. Opowieści pedofila sadysty z ustach jednej z ofiar, która odczuwa fascynację oprawcą jeżą włos na głowie. Niektórym może się zrobić niedobrze. Trzeba jednak pamiętać, że to tez fascynująca, ogromnie fascynująca, opowieść o szaleństwie.

Film polecam tym odważnym;)

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:10

Oryginalność:10

To coś:9

85/100

W skali brutalności:3/10

niedziela, 18 stycznia 2015

Out of the Dark (2014)

out of the dark

Trzy osobowa rodzina Harrimanów przeprowadza się z Europy do Kolumbii, gdzie od lat ojciec Sarah Harriman prowadzi fabrykę papieru. Kobieta ma przejąć kierownicze stanowisko po niedawno zmarłym w dziwnych okolicznościach mężczyźnie. Nie ma pojęcia o branży, ale angażuje się w pracę widząc jak ważnym elementem życia społeczeństwa Santa Clara jest możliwość zarobkowania w jej rodzinnej firmie.

Tymczasem jej mąż Paul poświęca się swojej artystycznej działalności oraz opiece nad ich mała córeczką Hannah. Rodzina osiedla się w domu zamieszkałym przez wcześniej wspomnianego martwego faceta i powoli poznaje historię małego kolumbijskiego miasteczka. Po za biedą mieszkańcom Santa Clara w jego długiej historii przydarzały się różne nieszczęścia, miedzy innymi makabryczna zbrodnia dokonana na dzieciach w czasach konkwisty. Teraz, w rocznicę zajścia, tuż po obchodach upamiętniających ofiary zbrodni, mała Hannah zaczyna chorować, a jej rodzice będą musieli dowiedzieć się co jest przyczyną niejasnej dolegliwości by móc ocalić córkę.

out of the dark

"Out of the Dark" to kolejne współczesne ghost story bazujące na maksymalnym użyciu efektów komputerowych w celu wyłuskania choć odrobiny przerażenia z potencjalnego widza. Gładkość grafiki widać już choćby na plakacie promującym.

Już początek filmu zdaje się krzyczeć: mamy budżet i nie zawahamy się go użyć!

Debiutujący twórcy postawili więc na hollywoodzka obsadę, piękne plenery Ameryki Południowej i wspomniane efekty. Szkoda, że nie postawili na oryginalniejszy scenariusz.

Nie jestem jasnowidzem, ale już po pierwszych minutach filmu domyśliłam się co jest na rzeczy, Wystarczyło dodać dwa do dwóch. Choć później podrzucony trop stara się (jak może) zmylić widza w moim przypadku się nie sprawdził. Jeśli wszytko w filmie jest do tego stopnia oczywiste pozostaje cieszyć się formą. Idę o zakład, że wielu osobom przypadną do gustu komputerowo wygenerowane postaci duchów, spore nagromadzenie skocznych scen i inne klasyczne we współczesnych horrorach elementy.

out of the dark

Gdyby nie fakt, że mierzi mnie takie stawianie sprawy: brak pomysłu nadrabiamy budżetem, to może być podeszła d sprawy łaskawiej, bo w jakiś sposób te zabiegi spełniają swoją rolę. Piękne plenery i bogactwo rodziny fabrykantów dobrze kontrastują z mrokami historii Santa Clara, które manifestują się poprzez ciągle żywe złe wspomnienia, wszechobecną nędzę i wreszcie złowrogie cienie padające na rozsłonecznione twarze szczęśliwej rodziny przybyłej z cywilizowanej części świata.

  Wygenerowane komputerowo duszki, wyglądają całkiem dobrze, ale niestety sztucznie. Dopieszczone szczegółowo szybko pokazują swoje oblicza, grają w otwarte karty nie biorąc pod uwagę najstarszej zasady budzenia grozy:strachu przed tym czego nie widać.

Tak jak wspomniałam, fabuła jest bardzo prosta, oparta na spranym schemacie. Trochę dostrzegalna jest inspiracja innym na poły hiszpańskim straszakiem "Darkness". Tam też mamy wątek obrotnego seniora rodu osiadłego w hiszpańskojęzycznym kraju, do którego wprowadza się rodzina. Są duchy dzieci, jest atak na najmłodszego z rodu i jest tocząca się po podłodze kolorowa kredeczka. Nie myślcie jednak, że nowa produkcja trzyma taki sam poziom, bo nawet się do niego nie zbliża.

Gwoździem do trumny w przypadku "Out of the dark" jest zakończenie. Maksymalnie ckliwe, słodko pierdzące, będące kulminacyjnym popisem zdolności zaangażowanych w produkcje grafików.

out of the dark

Podsumowując, obiektywnie patrząc film może się podobać, spełnia podstawowe wymogi gatunku, ale dla mnie jest kolejnym przykładem na to, że współcześni twórcy horrorów cierpią na chronicznego lenia.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zaskoczenie:3

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

52/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 18 listopada 2014

La Noche del terror ciego/Grobowiec ślepej śmierci (1972)

grobowiec ślepej smierci

Młoda kobieta imieniem Virginia przyjeżdża na wakacje w okolice Lizbony. Tam nieoczekiwanie spotyka swoją dawną przyjaciółkę, z którą dzieliła pokój w latach szkolnych. Betty wprasza się na wycieczkę wraz z Virginią i jej kolegą, Rogerem.

W drodze na obóz dowiadujemy się o lesbijskim romansie dwóch bohaterek, a także dostrzegamy konflikt między nimi dotyczący osoby Rogera. Zazdrosna o kolegę Virginia dość nieoczekiwanie przerywa podróż, wysiadając z kolejki w szczerym polu. Trafia do opuszczonego przed stu laty miasta, gdzie mieścił się klasztor templariuszy. Legenda głosi, że owi templariusze zostali przeklęci i teraz wiele lat po swojej śmierci nadal grasują w opuszczonym mieście. Virginia, która postanawia przenocować w ruinach będzie miała okazje przekonać się o prawdziwości lokalnej legendy.

grobowiec ślepej smierci

Hiszpańskie kino grozy kojarzy mi się głównie z nastrojowymi opowieściami o duchach. Ale nigdy nie jest tak, że reżyserzy z danego kraju hołdują tylko jednemu podgatunkowi, dlatego z przyjemnością zabrałam się do oglądania hiszpańsko portugalskiej produkcji z pod znaku zombie movie.

grobowiec ślepej smierci

Wygląd filmowych zombie  z lat 70 to popis umiejętności charakteryzatorów. Gnijące kończyny, tony specyfików wylanych na twarze aktorów, stosownie sparciałe odzienia. Tak też prezentują się antybohaterzy w filmie Amando de Ossorio.

grobowiec ślepej smierci

Zupełnie inaczej niż ma to miejsce we współczesnych produkcjach, które, no cóż, bez wysiłku korzystają z dobrodziejstwa techniki. Dodatkowo film Hiszpana nie posiadał dużego budżetu, więc nie mogło być mowy o rozrzutności. Postawiono więc na całkiem dobre aktorstwo, a przynajmniej urodziwe:) i ładne plenery portugalskiej prowincji, które zarówno za dnia jak i po zmroku są stanowiło podstawę do stworzenia klimatu grozy.Kadry są wyjątkowo plastyczne.Kolorystyka obrazu jest bardzo intensywna.

Amando de Ossorio wykazał się sporą odwagą w swoim scenariuszu upychając w nim wiele wątków erotycznych. Zaczynając od lesbijskiego romansu dwóch nastolatek kończąc na scenie gwałtu,a to jeszcze nie wszystkie smaczki... Ten erotyzm cały czas wisi widzowi nad głową, nawet w scenach, w których nieprzyjemnie narasta poczucie zagrożenia związane z widmem martwych templariuszy na koniach ruszających na łowy.

grobowiec ślepej smierci

Jak na bohaterów horroru to mamy tu ciekawy przekrój postaci. Betty, która jednocześnie uwodzi mężczyzn i ich nie znosi. Virginia, która pragnie bliskości Betty, a jednocześnie chce się jej pozbyć by mieć Rogera dla siebie. Do tego dochodzą ciekawe postaci drugoplanowe, jak przemytnik/gwałciciel, czy pracownik kostnicy.

Z pewnością jest to jeden z bardziej zapomnianych filmów, nie mniej jednak fani filmów z czasów dawnych na pewno docenią jego urok.A tych, których obraz wyjątkowo zachwyci mogę uradować nowiną o trzech sequelach obrazu.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:6

62/100

W skali brutalności:3/10

wtorek, 12 sierpnia 2014

Gallows Hill aka The Damned (2014)

gallows hill

Akcja filmu rozgrywa się w Ameryce Południowej, w okolicach Bogoty. To właśnie w stolicy Kolumbii obecnie mieszka osiemnastoletnia Jill. Przybyła do rodzinnego kraju swojej nie żyjacej już matki, by uczestniczyć w akcji charytatywnej. Opiekę nad nią sprawuje ciotka (siostra matki), a wkrótce z wizytą wpada tatuś, David - wraz nową narzeczoną, Lauren, zwaną pazerną suką. A, jest jeszcze chłopak Jill, niejaki Ramon.

Wszyscy oni w trakcie podróży trafią do nieczynnego od lat gościńca należącego do Felipe. W piwnicy jego przybytku odkryją ogromnych rozmiarów skrzynie, gdzie samotny facet przetrzymuje małą dziewczynkę, Anę Marię. Nie trudno się domyślić, że nasz główny bohater, David, w raz z familią zapragnie pomóc więzionej istotce.

gallows hill

gallows hill

Horror nakręcony przez dwóch panów z Hiszpanii - mam tu na myśli reżysera Vicora Garcie i scenarzystę Richarda D'Ovido -  stosownie wsparty przez producentów z USA, rozbudził we mnie pewne oczekiwania.

Od filmów grozy made in Espania zwykła oczekiwać więcej, niż od produkcji chociażby, Amerykańskich. Niestety, jak już miałam okazję się wcześniej przekonać, nawet najlepszym zdarzają się potknięcia i "Gallows hill" zdaje się być tego potwierdzeniem.

Fabuła filmu skupia się na postaci Any Marii. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że stary Felipe nie zamknął dziecka bez powodu. Jeśli wykluczymy, że jest zboczeńcem- a należy to wykluczyć, bo żaden hiszpański filmowiec, jeśli przypadkiem nie nazywa się Almodovar, nie tyka takiej tematyki, a już na pewno nie spotkamy jej w horrorach.

gallows hill

Z góry można obstawić, że z dziewczynką jest coś nie tak. Rodzina Davida nie zamierza jednak wysłuchać  tego, co może mieć na ten temat do powiedzenia Felipe, bo i po co? Facet ląduje w 'izolatce', związany i zakneblowany. Tymczasem nasza gromada wraca do swoich maluczkich poczynań. Nie dane im będzie znudzić mnie do końca bezbarwnością ich postaci, bo oto Ana Maria przystępuje do ataku. Kim jest ta dziewczyna i co zamierza? Dla tych, którzy nie zamierzają filmu oglądać zdradzę tę tajemnicę w spoilerze, zaś tym, którzy planują seans powiem, że nie wiąże się z tą postacią absolutnie żadna godna zachodu zagadka. Wszystko to już było. Setki razy, w dodatku w kinie amerykańskim.

SPOILER: Ana Maria to w rzeczywistości Elena, czarownica stracona przed wielu laty. Jak się okazuje czarownicy nie da się zabić, bo czym prędzej jej demoniczny duch włazi w tego, kto dopuścił się morderstwa. A nawet bez tego mała czarowniczka jest w stanie przejąć kontrole nad niewinnymi duszami- co z resztę uczyni. Przyczyną jej 'niewłaściwego' zachowania jest chęć zemsty, na potomkach tych, którzy próbowali ją uśmiercić. KONIEC SPOILERA.

Jak na doświadczonych filmowców, a za takowych można uznać zarówno reżysera jak i scenarzystę, film wypada blado. Może w tym wypadku nabyte doświadczenie podziałało na niekorzyść, bo twórcy zamiast szukać nowy rozwiązań wybrali ścieżkę mocno wydeptaną.

Zabrakło tu elementu który mógłby chwycić za gardło. Bo ani antagonistka nie jest przerażająca, ani protagoniści godni współczucia, czy w jakikolwiek sposób interesujący. W ogóle rzekłabym, że to stado jest za duże. Dobry układ do slashera, gdzie trzeba sporo mięsa armatniego, żeby spełnić wymogi podgatunku, ale słaby do horroru nastrojowego, gdzie najlepiej spisuje się minimalizm.

gallows hill

Aktorstwo jest słabe, bardzo słabe. W rolę głównego bohatera, Davida, wciela się ojciec rodziny ze "Zmierzchu". Chyba maniera dostojnego wampira bez jaj została mu po pięciu częściach super produkcji bo jest po prosu... drewno. Reszta obsady też nie wydaje się pochodzić z ulicznej łapanki, bo jakaś tam filmografie mają, a zupełnie po nich tego nie widać. Myślę, że ta produkcja od początku nie miała potencjału, dlatego efekt jest taki - nijaki.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:4

Walory techniczne:6

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:5

49/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 08 lipca 2014

Tesis sobre un homicidio/ Egzamin z morderstwa (2013)

egzamin z morderstwa

Roberto Bermudez to wykładowca prawa karnego i były prawnik. Pracuje na uniwersytecie, gdzie prowadzi seminaria przygotowujące młodych adwokatów do pracy w wymiarze sprawiedliwości. Nieoczekiwanie na jego zajęciach pojawia się młody syn jego przyjaciół. Przyjaciół, z którymi już dawno stracił kontakt, zaś samego Gonzalo ostatni raz widział przed dwudziestoma laty.

Młodzieniec zaczyna go intrygować swoimi celnymi uwagami na temat tego, jak wg. niego funkcjonuje prawo. Roberto zaczyna podejrzewam, że pod maską inteligentnego i skupionego studenta skrywa się umysł psychopaty. Gdy pod oknami budynku wydziału zostają znalezione zwłoki zgwałconej i pociętej młodej barmanki Roberto tym bardziej kieruje ostrze swojej percepcji na Gonzala.

egzamin z morderstwa

"Egzamin z morderstwa" to kolejny hiszpańsko języczny thriller. Za jego produkcje odpowiadają filmowcy z Hiszpanii i Argentyny. Na swoim koncie nie mają szczególnie przykuwających uwagę dokonań, ale o ile pamiętam "La cara oculta" też nie była dziełem starych kinowych wyjadaczy, a mimo to zwaliła mnie na glebę.

"Egzamin z morderstwa" na glebę nie zwala, ale ma ciekawie zbudowaną intrygę, inteligentnie poprowadzoną fabułę i interesujących bohaterów. Thriller powstał w oparciu o powieść Diego Paszkowskiego pod tym samym tytułem. Pewnie na zapoznanie się jej polskim wydaniem szanse są marne.

Wszystkie filmowe wydarzenia krążą wokół umysłowego pojedynku mistrza i ucznia. Profesor posiada poszlaki, dość naciągane zresztą, ale jednak mogące świadczyć o winie Gonzalo. Student wcale nie stara się kryć ze swoimi zbrodniami. Robi wszytko by naprowadzić profesora na swój trop jednocześnie nie pozostawiając śladów, które zinterpretować mógłby ktoś jeszcze. Z wyrachowaniem wciąga go w swoją grę. Chce mu coś udowodnić, coś uświadomić, coś przypomnieć?

Kim tak naprawdę Roberto jest dla chłopaka? Student utrzymuje, że to właśnie on miał największy wpływ na jego życie mimo iż zniknął z niego przed wieloma laty. Gonzalo odsłania kolejne karty by pokazać nieszczęsnemu wykładowcy swoją przewagę. Drwiący uśmiech triumfu nie schodzi z jego twarzy.

Tak widzi to Roberto, ale czy widzi prawdę, czy po prostu to, co chce zobaczyć? Czemu nikt po za nim nie dostrzega w Gonzalu psychopaty? Czyżby był geniuszem zła? A może jest tylko bystrym młodzikiem, który podkopuje pewność siebie sędziwego profesora i przypomina błędy młodości?

egzamin z morderstwa

Żeby przekonać się o co tu chodzi sami musicie zapoznać się z tą opowieścią. Od razu Wam powiem, że zakończenie może wydać się niejednoznaczne. Jak ja widzę całą sprawę napiszę w spoilerze, oczywiści tylko dla tych, którzy film już widzieli i chcą skonfrontować swoją opinię.

SPOILER: Śmiem mniemać iż Gonzalo mścił się na Roberto za to, że ten romansował z jego matką. Może nawet był jego ojcem, dlatego chłopakowi tak zależało na pokazaniu swojej zajebistości: spójrz tatusiu na kogo wyrosłem, gdy ciebie nie było. Morderstwa jakich dokonał na krótkowłosych brunetkach były zemstą na matce, oczywiście pośrednią, symboliczną. Ciekawi mnie tylko dlaczego 'oficjalny' ojciec Gonzalo wysłał Robertowi sztylet tuż przed przyjazdem syna. To miało być ostrzeżenie? Ostatecznie sztylet skończył w piecu jako jedyny dowód tego, że Roberto nie oszalał. KONIEC SPOILERA.

egzamin z morderstwa

Film opowiada ciekawą historię, pojawiają się tu wątki nierozwiązanych spraw z przeszłości, pojedynki intelektualne, szaleństwo, psychopatyczna żądza mordu. Podane w przystępny sposób w sprawnej oprawie, z dobrym aktorstwem, zdjęciami i muzyką. Jeśli przypadły Wam do gustu takie filmy jak "La cara oculta", czy "El cuerpo" to "Egzamin z morderstwa" może być dobrym wyborem.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:8

Napięcie:8

Klimat:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

69/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 06 lutego 2014

La casa del fin de los tiempos/ Dom na końcu czasu (2013)

dom na koncu czasu

Przesunęłam całą kolejkę wpisów, żeby polecić Wam, TADAM: thriller wenezuelski.

Skojarzenia z tymże krajem mogą raczej odbiegać od gatunków grozy, ale warto dać szansę:)

Film rozpoczyna się w momencie, gdy kobieta o imieniu Dulce znajduje w piwnicy zadźgane zwłoki swojego męża, Juana, a na jej oczach 'coś' wciąga w mrok jej dziesięcioletniego syna Leo. Kobieta zostaje oskarżona o podwójne morderstwo, trafia do więzienia skąd wychodzi po 30 latach. Wraca do swojego domu pod nadzorem policji. Jedyną osobą, która wykazuje zainteresowanie jej losem jest młody ksiądz i to jemu Dulce opowiada o tym, co stało się w jej przedziwnym domu.

dom na koncu czasu

Moim mili, może to dziwnie zabrzmi, ale wenezuelscy filmowcy, dla większości widzów wprawieni głównie w sławnych na całym świecie telenowelach, coś jednak z tych swoich tasiemców wynieśli. Co? Zdolność tworzenia porąbanych fabuł, gdzie nigdy nie wiadomo kto jest kim.

Może to brzmi jak ironia, ale piszę to absolutnie serio, bo "Dom na końcu czasu" jest moim faworytem jeśli chodzi o elementy zaskoczenia w fabule.

Byłam gotowa sądzić, że Kolumbijska "La cara oculta" jest odosobnionym przypadkiem autentycznie dobrego filmu z Ameryki Południowej. Później przypomniałam sobie o urugwajskim "La casa muda", a wczoraj obejrzałam "La casa del fin de los tiempos".

dom na koncu czasu

dom na koncu czasu

Nie mogę Wam wiele zdradzić jeśli chodzi o zalety scenariusza, bo zepsułabym seans, na który mam nadzieję Was namówić.

Dość, że powiem iż "Dom na końcu czasu" jest naszpikowany twistami fabularnymi wysokiego sortu. Przestrzeń rozgrywających się wydarzeń jest oszczędna i nie ma tu zbędnych wątków pobocznych, więc spokojnie unika on wrażenia chaosu- tak częstego gdy scenarzyści tak kombinują.

Zdarzenia rozgrywają się głównie na terenie domu Dulce. Jego wystrój idealnie pasuje do scenografii nastrojowego filmu grozy. Nie ma tu szczególnie dużo jump scenek, czy efektów specjalnych- nie ma ich praktycznie wcale.

dom na koncu czasu

Groza jest budowana na bazie kontekstu do wcześniejszych wydarzeń i dobrze zbudowanego napięcia. Aktorstwo na wysokim poziomie, dobra muzyka i ujęcia. Ciężko mi uwierzyć, że to debiut twórców filmu. Polecam!

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:10

Klimat:9

Napięcie:9

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Zaskoczenie:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:9

91/100

W skali brutalności:1/10

środa, 15 stycznia 2014

Paranormal Xperience 3D (2011)

paranormal xperience

Grupa studentów medycyny chcąc uzyskać dobre stopnie z trudnego przedmiotu godzi się na udział w eksperymencie mającym na celu zbadanie domniemanych zjawisk paranormalnych mających miejsce w opuszczonym kamieniołomie. Ambitna przyszła doktor psychiatrii Angela zaprasza do udziału w nim swoją młodszą siostrę, dziwaczkę, by ta wraz z jej chłopakiem, dwoma kumplami i koleżanką z roku odkryła tajemnice morderczego doktora Matargi, który po śmierci nawiedza miejsce swoich zbrodni.

paranormal xperience

Trzeba się trochę naszukać, żeby znaleźć hiszpański horror, który byłby autentycznie słaby. Moje doświadczenia z ubiegłorocznym "After party" nauczyły mnie, że jest to jednak możliwe, a "Paranormal Xperience" dodatkowo potwierdza fakt, że nawet najlepszym zdarzają się potknięcia.

Nie wiem jak sobie wytłumaczyć to, że do kinowej dystrybucji - na szczęście nie w Polsce - puszczono tak mierny twór. Nie wiem też dlaczego Hiszpanie kojarzony z bardzo dobrymi historiami o duchach, zaskakującymi i posiadającymi niepowtarzalny klimat raptem spłodzili takie COŚ. Może ten film jest słaby, bo nie miał scenarzysty? Autentycznie, na FW wymieniony jest jedynie reżyser. Scenarzysty brak, scenariusz powstał spontanicznie w trakcie kręcenia;)

Film przystosowany jest do wykorzystania efektu 3D. Naliczyłam chyba z 6 momentów, w których został użyty. Bardzo typowe zastosowanie w stylu przebijanie ofiary kołkiem, czy strzał w głowę. Nic nowego pod słońcem.

Pod względem realizacji - aktorstwo, scenografia, efekty, zdjęcia - wszytko wypada bardzo przeciętnie. No, może nie aktorstwo, ono jest poniżej przeciętnej.

Sam pomysł na film jest z gruntu słaby i przewidywalny. Postać zmory piekielnej, czyli doktorka od razu wydaje się podejrzana toteż szybko szukamy odpowiedzialnych za morderstwa w gronie naszych protagonistów. Z tego miejsca już prosta droga do wytypowania jedynego sensownego podejrzanego. Nie ma tu miejsca na jakąkolwiek niespodziankę. Nawet średnio rozgarnięty widz domyśli się tego jeszcze na długo przed wielkim finałem.

paranormal xperience

Na pewno celny strzał ułatwi schematyczność charakterystyk bohaterów: Angela twarda i nieustępliwa, siostrę, Dianę taktuje protekcjonalnie i ze sporą dozą drwiny. Mimo iż w finale twórca stara się nam  wmówić, że jest wobec niej troskliwa i przejęta jej losem to wszystkie wcześniejsze wydarzenia stawiają sprawę z zupełnie innym świetle - jeśli to miała być zmyła to wygląda raczej na niekonsekwencje i niezdecydowanie niż zaskakujący twist fabularny.

Jej chłopak oczywiście w pewnym momencie będzie musiał pokazać rogi i podjąć próbę romansu z siostrą dziwaczką, na której cnotę dybał także jeden z poboczny kolegów - zdecydowanie obydwaj panowie, których imion nie zapamiętałam robią tu za tło, dość przezroczyste w dodatku.

Jest jeszcze koleżanka barbie, taka postać to element konieczny, żeby było z kogo się pośmiać i komu życzyć rychłej śmierci.

A najzabawniejsze jest to, że w filmowym epilogu nadal starano się wmówić widzowi, że sprawa jest niejasna, o tak...

paranormal xperience

Nie polecam, odradzam, omijać, nie obrzydzać sobie hiszpańskiego kina grozy takim czymś.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:4

Napięcie:4

Klimat:3

Zaskoczenie:4

Zabawa:4

Walory techniczne:6

Oryginalność:3

To coś:2

Aktorstwo:4

38/100

W skali brutalności:3/10

poniedziałek, 13 maja 2013

El Cuerpo/ Ciało (2012)

ciało recenzja

Alex właśnie stracił żonę, Maykę, która zmarła przedwcześnie na zawał serca. Wdowcowi nie jest dane w spokoju opłakać jej śmierci gdyż w nocy ktoś kradnie z kostnicy ciało Mayki. Od tamtej pory coś, co wydawało się smutnym zrządzeniem losu dostaje łatkę potencjalnej zagadki kryminalnej. Po co ktoś miał by kraść ciało kobiety? Nekrofile wolą młodsze egzemplarze - jak przyznaje z wdziękiem policjant zajmujący się sprawą.

Zastanawiające jest to, że ciało znikło przed przeprowadzeniem rutynowej autopsji. Do tego dochodzi jeszcze tajemniczy wypadek nocnego stróża z kostnicy, którego ktoś potrącił tej samej nocy, gdy ten w panice wybiegł z pobliskiego lasu na drogę. O co chodzi? Będzie to moi drodzy, zawikłana opowieść.

ciało recenzja

Oriol Paulo, hiszpański twórca obrazu zyskał ostatnimi czasy rozgłos jako scenarzysta horroru "Oczy Juli". W thrillerze "Ciało" odpowiadał za równo za pomysł jak i za jego realizację. W filmie możemy również spotkać znaną z wspomnianego horroru Belen Rueda, bez której , mam wrażenie, nie obejdzie się żaden porządny hiszpański film. Belen wciela się w postać Ciała:) To znaczy Mayki.

"Ciało" klasyfikowane jest jako thriller, ale ja dorzuciłabym tu jeszcze kryminał, bowiem cała sprawa toczy się właśnie wokół zagadki kryminalnej. Jest to jeden z tych obrazów w czasie seansu, z którym tezy na temat rozwiązania zagadki mnożą się, przekształcają, by ostatecznie zaskoczyć widza finałem. Film jest bardzo pomysłowy, choć na pewno nie tak mroczny jak "Oczy Julii".

Po za zagmatwaną fabułą widz będzie miał okazję cieszyć oko dobrym aktorstwem i ładnymi, precyzyjnymi zdjęciami. Osobiście z całego obrazu najbardziej podobała mi się konstrukcja postaci: Mayka to kobieta zagadka. Postać o niesamowitej sile charakteru, gdyby nie taki właśnie rys tej postaci nie dało by się upleść takiej fabuły. Reszta towarzystwa również odznacza się dużą... niejednoznacznością. Co poniektórzy finalnie bardzo zaskoczą.

ciało recenzja

Na pewno film spodoba się fanom hiszpańskiego kina. Thriller miał światową premierę w październiku zeszłego roku, może jeszcze do naszych multipleksów dopełznie. A tak na marginesie, to jestem wkurwiona, bo jak wreszcie znalazłam czas żeby się wybrać do kina na nowy "Evil dead" to okazuje się, że już go praktycznie nigdzie nie grają. Co za dno... Może ktoś z Was był w kinie i może mnie pocieszyć, że wiele nie straciłam?

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:9

Klimat:7

Zaskoczenie:9

Aktorstwo:9

Zabawa:8

Dialogi:7

Zdjęcia:7

Oryginalność:7

To coś:7

76/100

środa, 24 kwietnia 2013

Xmas tale/ Świąteczna opowieść (2005)

Xmas tale recenzja

Pięcioro dzieci w czasie przerwy świątecznej znajduje w lesie kobietę przebraną w strój świętego mikołaja. Kobieta nieźle się potłukła wpadając do głębokiego dołu. Nie ma szans żeby wydostała się stamtąd sama. Gdy dzieci dowiedzą się kim jest owa Pani Mikołaj, postanawiają wykorzystać jej położenie do swoich niecnych celi.

Xmas tale recenzja

Fracisco Plaza to przede wszystkim współtwórca serii "Rec". Tak jak inni bardziej znani reżyserzy Hiszpańscy został zaproszony do współpracy przy "Filmach, które nie dadzą Ci zasnąć".

"Xmas tale" to już piąty, czyli przedostatni film w tej serii. I chyba najsłabszy. Oglądając go nie skojarzyłam nazwiska Plaza, więc moje uprzedzenie do "Rec'a" nie ma tu nic do rzeczy. Obraz jest po prostu przeciętny.

Horrory z dziecięcymi bohaterami zazwyczaj są bardzo interesujące. Mogą z młodych bohaterów zrobić małe potworki, albo niewinne ofiary. Grupa przyjaciół z "Opowieści świątecznej" należy jednocześnie do obydwu kategorii. Dzieci zamiast pomóc Rebece, wyciągnąć ją z dziury, postanawiają ją szantażować. Ale Rebeka także nie jest święta. Zbiegła przestępczyni powinna zostać oddana w ręce sprawiedliwości. Ale tego dzieci też nie zrobią. W końcu sam muszą rozprawić się z Mikołajką.

Xmas tale recenzja

Nasi mali bohaterzy to żadni wykolejeńcy z marginesu społecznego. Ot dzieciaki lubiące jeździć na rowerach i oglądać filmy. Tak filmy... To właśnie fascynacja tworami pop kultury w największym stopniu determinuje zachowania bohaterów. Jeden z chłopców fascynuje się "Karate kid'em"  i nie odpuści okazji do rozegrania w realu ulubionej sceny z filmu. Lata '80 w których osadzona jest fabuła opowieści to też dobry czas dla horrorów, dlatego też w filmie zostały wykorzystane fragmenty "Zombieinvasion", który to film również zainspirował bohaterów do realizacji niecodziennych pomysłów.

Ciekawą sprawą jest, że w filmie możemy zobaczyć mała bohaterkę "Labiryntu fauna", która wciela się w postać Moni.

Xmas tale recenzja

Konstrukcja fabuły jest poprawna, ale jakoś temat mnie nie urzekł.

Moja ocena:

Straszność:5

Klimat:5

Fabuła:7

Zabawa:5

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

Zaskoczenie:6

Dialogi:5

59/100

 
1 , 2
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl