What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: serial grozy

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Kruk. Szepty słychać po zmroku - Sezon 1 (2018)

kruk

Policjant Adam Kruk zostaje oddelegowany do Białegostoku by zająć się sprawą przemytników papierosów. Gdy przybywa na miejsce okazuje się, że doszło tam do porwania wnuka prominentnego  lokalnego przedsiębiorcy. Powrót w te strony uruchamia całą falę wspomnień. Tym razem Kruk nie zamierza zagłuszać szeptów każących mu dochodzić sprawiedliwości za doznane w dzieciństwie krzywdy.

O "Kruku" wspomniałam już na fanpage bloga kiedy zalecałam Wam zapoznanie się z tym bardzo dobrze zapowiadającym się serialem. Jest to kolejna po "Belfrze" polska produkcja kryminalna wyprodukowana przez Canal +. Po zakończeniu pierwszego i najpewniej ostatniego sezonu mogę Wam powiedzieć, że "Kruk" zjada "Belfra" na śniadanie.

Serialem byłam oczarowana już od pierwszych minut. Świetna wejściówka i wszytko to co następuje później utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy potrafią podejmować ciężkie tematy i realizować je na światowym poziomie.

kruk

Jedną z najlepszych rzeczy w całej produkcji jest muzyka Bartoza Chajdeckiego. "Kołysanka Kruka" w wykonaniu Południc pozamiatała mi temat. Koniecznie musicie posłuchać. Oczywiście puściłam ją sobie teraz i nie mogę się skupić na dalszym pisaniu:) Doskonale wtapia się w klimat Podlasia, które wręcz uwielbiam.

Druga rzecz, zdjęcia, utrzymane w mglistej metalicznej i zimnej stylistyce budują taki nastrój, że oglądałam je jak piękny surowy pejzaż malarstwa przełomu epoki romantyzmu i pozytywizmu.

kruk

Rzecz najważniejsza to oczywiście sama historia, której pomysłodawcą był Jakub Korolczuk ("Afterlife"). Wciąga od samego początku choć nie powiem bym nie przewidziała jednego z głównych fabularnych twistów. Porusza temat głęboko zakorzenionego żalu zmieniającego się w obsesję i  niedającego żyć. Chyba mogę Wam zdradzić, że chodzi o seksualne nadużycia na dzieciach, bo temat wyłożony zostaje już w pierwszym odcinku.

Intryga zbudowana jest w sposób zgrabny i przemyślany, z pewnością atrakcyjny dla poszukiwaczy tajemnic. Nie ma tu miejsca na banał. Wszytko uatrakcyjniają rozliczne metafory. Weźmy choćby nazwisko naszego bohatera - Kruk - mitologii babilońskiej był on strażnikiem tajemnic.

Ostatnia istotna sprawa to kreacje bohaterów. Tytułowy Kruk od razu wzbudził moją sympatie choć wcielający się w niego Michał Żurawski robił wiele by Adaś jawił się stosownie odpychająco. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jest z niego taki kawał aktora. Jest naprawdę świetny. Moją faworytką wśród bohaterów jest jednak babcia Szeptucha.

kruk

Genialna postać, z miejsca skojarzyła mi się jedna z moich ulubionych literackich postaci "Stara Słaboniową". Co tu dużo gadać, serial jest naprawdę rewelacyjny, a staram się jednak nie nadużywać tego słowa. Jest przygnębiający, nostalgiczny, miejscami budzi grozę i ma wszelkie szanse by zaintrygować widza. Brawa dla twórców.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

to coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 03 lutego 2018

Manhunt: Unabomber - Sezon 1 (2017)

manhunt: unabomber

USA. lata '90. Jim "Fitz" Fitzgerald kończy szkolenie w wydziale behaviorystyki FBI, gdzie uczył się profilowania kryminalnego. Wkrótce zgłaszają się do niego przedstawiciele agencji proponując współprace przy projekcie UNABOMBER. Jim, który do tej pory był zwykłym 'krawężnikiem' postanawia wykorzystać szansę i pomóc w schwytaniu najgroźniejszego terrorysty jakiego wydala amerykańska ziemia, nieuchwytnego już od siedemnastu lat.. Jego intuicja nakazuje mu stworzenie nowego profilu psychologicznego przestępcy słynącego z wysyłania ludziom ładunków wybuchowych w oparciu o autorską technikę:lingwistyki kryminalnej.

siedmioodcinkowy serial "Manhunt:Unabomber" powstał we współpracy Netflixa i Discovery i szybko zyskał sobie zainteresowanie widzów. Sama trafiłam na ów tytuł przeglądając jakiś internetowy ranking najlepszych seriali ubiegłego roku. Zainteresował mnie głównie z powodu terminu: lingwistyka kryminalna. A cóż to takiego i jak się ma do tworzenia profili psychologicznych?

manhunt: unabomber

Wielu seryjnych morderców, w tym Unabomber, bo chyba możemy go do tego grona zaliczyć, lubiło korespondować z władzą czując palącą potrzebę podzielenia się ze światem swoimi refleksjami na temat dokonanych czynów. Jak wiecie na podstawie takich bardziej lub mniej szalonych wypocin behawioryści i psychologowie kryminalni potrafią odczytać charakter sprawcy niejednokrotnie typując nie tylko jego cechy osobnicze, ale i wyrokując na temat jego biografii.

To jednak nie zawsze wystarcza, jak okazało się w przypadku Unabombera, którego - uwaga - uznano za bezrobotnego mechanika mieszkającego z mamusią i mającego trudności z potencją:) Jak daleko byli wówczas od prawdy przekonacie się oglądając serial- lub czytając informacje znalezione w sieci- sporo tego.

manhunt: unabomber

Lingwistyka kryminalna to nie tylko analiza treści, ale przede wszystkim formy. Właściwości języka, zależne od miejsca, czasu, wykształcenia, zainteresowań, ilorazu inteligencji i od wielu wielu innych czynników to trop w oparciu, o który schwytano 'bombownika'.

Serial opowiada o procesie narodzin tej techniki, tak jak "Mindhunter" opowiadał o narodzinach profilowania kryminalnego.

Naszym przewodnikiem w  tej historii jest średnio sympatryczny policjant Jim. Bystrością swej dedukcji może budzić podziw, ale mimo tego nie potrafiłam go polubić, bo cóż.. koniec końców okazał się dupkiem.Pierwsze odcinki skupiają się na jego osobie, dopiero później robi się ciekawiej - kiedy Unabomber przesyła swój słynny manifest. Poznajemy naszego mordercę, człowieka niebagatelnego.

manhunt: unabomber

Nie chcę Wam zdradzać szczegółów jego postaci, nawet kosztem jałowości tej recenzji, bo liczę, że sięgniecie po serial i nie chcę popsuć Wam miłej niespodzianki.  Samo trafienie na jego trop to jeszcze nic, niczym jest też zebranie dowodów i posadzenie go w areszcie. Jeśli podobała Wam się rozgrywka toczona w serialu "The Fall" pomiędzy 'Scully' a 'Christianem Gray'em' to gwarantuje uciechę przy pojedynku 'mały krawężnik' i 'pan bombka'. Tu zresztą mamy do czynienia z historią nie fikcyjną, choć należy brać poprawkę na pewne ubarwienia na potrzeby serialu.

Dla mnie była to nie tylko ciekawa historia kryminalna, ale też, a może przede wszystkim pretekst do przemyśleń. Myślę, że główny antybohater tej opowieści byłby bardzo zadowolony z uzyskanego efektu.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

73/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 14 stycznia 2018

Black Mirror - Sezon 4 (2017)

black mirror

Brytyjski serial Black Mirror został reaktywowany przez platformę Netflix mimo że pierwotnie był to serial stacji Chanal 4. Już przy trzecim sezonie zastanawiałam się, czy będzie to miało wpływ na kondycje serialu.

Teraz, po seansie z kolejnym, czwartym już sezonem, i drugim od czasu 'przeprowadzki za ocen' muszę powiedzieć, że Netflix nie skrzywił formatu. Co więcej, dzięki tej zmianie, mamy po sześć odcinków w sezonie zamiast trzech.

Jakość to z pewnością zasługa pomysłodawcy serialu, który nie wypadł z obiegu i "Czarne lustro" nadal stanowi odzwierciedlenie jego wyobraźni. Czytałam gdzieś, że Brooker unika śledzenia nowinek technologicznych i czerpie tylko i wyłącznie z własnych zasobów wyobraźni. Wymyśla temat odcinka i podkręca go do chwili gdy jego współpracownica stwierdzi, że jest już wystarczająco okropnie.

Jakie więc tematy zostają poruszone w sezonie czwartym?

"USS Callister" to wizja upiornych konsekwencji fascynacji grami sieciowymi. Nie jednokrotnie słyszy się, że gry online, dziejące się w czasie rzeczywistym zawłaszczają prawdziwe życie. Ludzie wolą egzystować w cyberświecie niż w szarej codzienności. O tym też jest pierwszy odcinek nowego sezonu.

black mirror

Genialny twórca gier,  programista i współtwórca cyberkorporacji klonuje i porywa kopie swoich podwładnych umieszczając ich w świecie stworzonej przez siebie gry. Odcinek całkiem dobry, choć przyznam szczerze, że klimat "Star treka" to nie moja bajka.

Odcinek drugi "Arkangel" okazał się zdecydowanie bliższy moim zainteresowaniom. Rzecz jest o pewnej zatroskanej matce, która po przykrym incydencie w trakcie którego nieomal zgubiła córkę decyduje się na udział w projekcie, którego celem jest zwiększenie rodzicielskiej kontroli.

black mirror

Jej córka, Sara zostaje zaczipowana jak rasowy piesek, co pozwala jej matce monitorować świat widziany oczami jej dziecka. Mama zerka w tablet i dzięki temu widzi i słyszy dokładnie to co jej córka. Co więcej może wpływać na jej postrzeganie świat, zamazując pewne obrazy. Sara dorasta, nie znając widoku krwi, nie widząc szczekającego psa. Kiedy matka w końcu decyduje się na przerwanie eksperymentu dziecko jest już poważnie skrzywdzone. Wyobraźcie sobie, że żyjecie na rajskiej wyspie w otoczeniu przyjaznych małpek i błękitnej wody, a wtem nagle wrzucają Was do slumsów  na obrzeżach Rio de Janeiro i widzicie okropieństwo w całej krasie. Czegoś w tym rodzaju doświadcza Sara.

Oczywiście na tym się to nie skończy. Twórca przedstawił nam tu wszystkie konsekwencje nadmiernej kontroli i w pewien sposób zgubnego wpływu rodzicielskiej ingerencji na budowanie tożsamości dziecka.

Odcinek trzeci "Crocodile" też trafił w mój gust. Za sprawą pewnego wynalazku, mogącego wiernie odtworzyć wspomnienia pewna kobieta, wzięta architekt i matka roku staje się... seryjnym mordercą. Lęk przed wykryciem pewnej zbrodni młodości pociąga za sobą niebagatelne konsekwencje. Czyli znowu mamy rzecz o kontroli.

black mirror

Czwarty odcinek "Hang the DJ" to mój faworyt w serii. Skojarzył mi się z "San Jupitero" z sezonu 3, bo znowu mamy historię miłosną.

Dwoje młodych ludzi żyje w świcie w którym 'system' decyduje o doborze partnerów i czasie trwania związków. Idziecie na umówioną randkę w czasie której dowiadujecie się, że z siedząca na przeciwko osobą spędzicie kolejne... 12h, 3 miesiące, czy 5 lat. Dopiero po przejściu określonej ilości związków, rozważeniu przez system Waszych preferencji dostajecie partnera 'na zawsze'. A co jeśli system się pomyli? Cała historia była słodko gorzka, a jej finał, łał, nie małe zaskoczenie.

black mirror

Piąty odcinek serii ruszył mnie już mniej. No może za wyjątkiem finału. Generalnie podsumowania historii są zazwyczaj najmocniejszym punktem każdego z odcinków.

"Metalhead" to postapokaliptyczna historia kobiety, która wraz z dwoma towarzyszami opuszcza bezpieczne schronienie celem zdobycia czegoś, jak się domyślamy, niezbędnego do dalszego przetrwania. W czasie akcji zostają napadnięci przez psa robota - przynajmniej ja go tak nazywam - który nie odpuści puki nie zrealizuje swojej robociej misji. Opowieść pędząca dość brawurowo, ku jak wspomniałam zaskakującemu  jednocześnie smutnemu finałowi.

black mirror

Ostatni, szósty odcinek, to drugi z moich ulubieńców w serii.

"Black Musem" to swoiste podsumowanie, w zasadzie można rzecz kilka odcinków w jednym. Stworzony na zasadzie opowieści z dreszczykiem, gdzie dziwaczny właściciel muzeum technologicznej zgrozy oprowadza zaciekawioną turystkę.

black mirror

Usłyszymy tu hoho, kilka niezłych historii o tym jak techniczne nowinki zniszczyły życie kilku osób. Każda historia nawiązuje do jednego z muzealnych eksponatów. Jednym z najbardziej interesujących  jest urządzenie mające pomagać w diagnozowaniu schorzeń. Inna dotyczące przesyłu świadomości z ciała do ciała i wreszcie z cała do przedmiotu martwego powinna Was solidnie zasmucić. Słowem bardzo dobry finał sezonu.

Zazdroszczę tym, którzy seans z czwartym sezonem mają jeszcze przed sobą. Ja mam w perspektywie jedynie roczne oczekiwanie na następny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

78/100

W skalii brutalności:2/10

piątek, 05 stycznia 2018

Belfer - Sezon 2 (2017)

belfer 2

Po wydarzeniach w Dąbrowicach, polonista Paweł Zawadzki ulega szantażowi agenta Kędzierskiego i zaczyna pracę w prywatnym liceum we Wrocławiu. To tu zdaniem policjanta dzieją się niepokojące rzeczy. Zaczyna się od zniknięcia trójki uczniów, lecz to dopiero początek całej nie łatwej do zrozumienia historii. Paweł ma za zadanie wniknąć w szkolne środowisko poznać o nim prawdę i zapobiec kolejnym nieszczęściom.

Pierwszy sezon serialu "Belfer" był swego rodzaju objawieniem w polskiej telewizji. Wyróżniał się na tle zupełnej amatorszczyzny i wtórnych pomysłów. dlatego też z ochotą podeszłam do sezonu drugiego, który okazał się... no właśnie, jaki?

Sezon drugi zaczął się z przytupem, bo już na początku możemy stwierdzić, że mamy do czynienia z grubą sprawą, a młodzież z dużego miasta będzie stanowić znacznie większe wyzwanie dla pedagoga niż to było w przypadku maleńkich Dąbrowic.

Przyznam, że młodzi bohaterzy szybko zaczęli mnie drażnić swoim manieryzmem, jednak muszę stwierdzić, że reżyserowi dość dobrze udało się sportretować środowisko młodej burżuazji. Akcja serialu rozkręca się z odcinka na odcinek i  w pewnym momencie chciałam temu sezonowi oddać sprawiedliwość, ale finał został tak dokumentnie skopany, że ogarnął mnie brak nadziei na sensowną kontynuację.

belfer 2

belfer 2

Z lepszych wątków wymienić mogę strzelaninę w szkole - pocisnęli trochę "Musimy porozmawiać o Kevinie", ale generalnie to jeden z lepszych momentów w serialu. Niestety finalne wyjaśnieni przyczyny zajścia okazało się bardzo rozczarowujące. Podobał mi się wątek prepersów i przywrócenie na plan Eweliny z pierwszego sezonu. Do bohaterów też z czasem się przekonałam, a przynajmniej do niektórych z nich. Bardzo do gustu przypadła mi aktorska kreacja Michaliny Łabacz w roli Halucyny, piękna i zdolna dziewczyna - debiutowała u Smarzowskiego.

Większa część serialowej akcji to narastające niewiadome, wtedy przychodzi odcinek ósmy, finałowy i wszytko bierze w łeb. Wręcz nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest dziełem zupełnie innych twórców, którzy nawet nie wysilili się, żeby zapoznać się ze skryptami z odcinków poprzednich. Na szybko wyrzucili z siebie jakieś niedbałe wyjaśnienia, na siłę komplikując kilka wątków inne olewając. Nie wiem czemu nie było dziesięciu odcinków jak w sezonie pierwszym, bo wyraźnie widać, że scenariusz nie wyrobił się w ośmiu, stąd takie pospieszne i byle jakie i skrótowe potraktowanie sprawy. I sprawa się rypła,a szkoda.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

62/100

W skali brutalności:1/10

środa, 20 grudnia 2017

Dark -Sezon 1 (2017)

dark

Jest rok 2019. W małym niemieckim miasteczku położonym w cieniu elektrowni atomowej, Vinden bez śladu znika nastolatek. Grupa jego znajomych udaje się więc do jego niegdysiejszej kryjówki by przechwycić towar, którym chłopak handlował. Kiedy kręcą się tam dochodzi do czegoś na kształt wstrząsu. Małolaty rozbiegają się, nie zauważając, że młodszy brat jednego z nich znika.

W Vinden jest więc już doje zaginionych dzieci. Ale to nie koniec. Takie zdarzenia miały tu miejsce niejednokrotnie na przestrzeni ostatnich 66 lat. Ludzie znikali i pojawiali się ze zdziwieniem odkrywając, że są w zupełni innej rzeczywistości.

dark

"Dark" to niemiecki serial wyprodukowany dla Netflixa. Ktoś bardzo chciał by widzowie zobaczyli w nim podobieństwo do "Strager things", bo w sieci aż roi się od pokątnych informacji głoszących jakoby "Dark" stanowiło odpowiedź na amerykański serial. Muszę tą pogłoskę oprotestować.

"Dark" to serial z zupełnie innej beczki, oryginalny, dużo bardziej złożony fabularnie. Że pojawiają się tu wątki typu 'małe miasteczko' i 'sekretne przejścia' zbieżne z wątkami "Stranger Things" nie znaczy, że twórca serialu bazował na amerykańskim pomyśle i zaproponował wtórny produkt.

dark

Powiem to, "Dark" podobał mi się bardziej niż "Stranger thins"."Dark" stanowi  Swoistą kompilacje, kina sci fi, kina obyczajowego, thrillera i horroru. Przyniósł mi nie mały zawrót głowy jeśli chodzi o fabularne zawirowania i przeplatanie wątków. Mamy tu bowiem trzy rzeczywistości istniejące na przestrzeni 66 lat. Całe gro bohaterów których losy splatają się, przenikają. Wszytko inteligentnie złożone do kupy, może stanowić wyzwanie dla widza, który przedwcześnie chciałby wszytko widzieć.

dark

Nie mam wielkiego rozeznania w kinie niemieckim, ale "Dark" zaskoczył mnie poziomem wykonania. Jego tytuł spokojnie możne znaleźć odzwierciedlenie w klimacie osiągniętym dzięki misternemu i precyzyjnemu dobraniu kolorystyki, scenografii, plenerów i oczywiście muzyki. Ścieżka dźwiękowa zasługuje na osobne wyróżnienie. Wychodzi z tego rasowy dreszczowiec, który ma wiele do zaoferowania.

Przed nami jeszcze sezon drugi. Czekam na niego niecierpliwie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zaskoczenie9

Zabawa:10

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

87/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 30 listopada 2017

Mindhunter - Sezon 1 (2017)

mindhunter

Jest lato 1977 roku. Jeden z najbardziej znanych seryjnych morderców, zwany Synem Sama z powodu niezwykłej zażyłości z psem o tym imieniu, zostaje schwytany. Tymczasem dwóch agentów FBI z wydziału behawiorystyki rozpoczyna swój autorski projekt. Młody Holden Ford i doświadczony Bill Tench zamierzają wykorzystać żyjących na garnuszku państwa przestępców by dzięki rozmowom z nimi poznać naturę zbrodni. Na cel obierają 'cyklicznych morderców', którzy z resztą w trakcie trwania projektu zyskują nowe miano: seryjnych. Tak rozpoczyna się nowy rozdział w historii kryminalistyki.

Krótko mówiąc jestem obłędnie zakochana w tym serialu. Kiedy tylko zobaczyłam, że David Fincher robi serial kryminalny dla Netflixa wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Ciężko o innego współczesnego reżysera, który w taki sposób rozprawia się z przestępcami najgorszego kalibru. Jego filmy są przesiąknięte autentycznym mrokiem pozyskanym wprost z najciemniejszych dusz. Scenariusz powstał w oparciu o książkę "Tajemnice elitarnej jednostki FBI" Marka Olshakera i Johna E. Douglasa.

mindhunter

"Minthunter" porusza temat, który budzi kontrowersję do dnia dzisiejszego. Co robić z seryjnymi zabójcami? Eliminować, czy badać? Wielu amerykańskich morderców spędza lata w celi śmierci czekają c na wykonanie wyroku. W stanach gdzie nie obowiązuje kara śmierci tacy przestępcy odsiadują wielokrotne dożywocia. Są chronieni, przed społeczeństwem, które pewnikiem rozszarpałoby ich dwa kroki za murami więzienia i tymi, którzy chcieli by ich widzieć w rolach celebrytów. Wiecie, że taki Manson w pierdlu zajmował się produkcją muzyczną i pojął za żonę młodą kobietę? Ktoś powie: to ma być kara? Nie o to jednak chodzi. ta cała banda pojebańców mogłaby doskonale posłużyć społeczeństwu. Wiecie, że Ted Bundy pomógł w złapaniu mordercy z nad Green River? Był bystrzakiem i znał specyfikę problemu od kuchni, jego wynurzenia bardzo pomogły w zawężeniu kręgu poszukiwań.

Na serio tworzeniem profili psychologicznych zajęto się w 1969 roku, właśnie w szeregach FBI. Wtedy też powstało określenie 'morderca cykliczny' i podział na 'morderce zorganizowanego' i 'niezorganizowanego'. Jednak psychologia i psychiatra interesowała się sprawą dużo wcześniej. Swojego profilu doczekał się Kuba Rozpruwacz, a stworzył go chirurg na podstawie obrażeń jakie morderca zadawał ofiarom. Opracowano też profil Hitlera, gdzie przewidziano jego samobójcze zapędy. Nie mniej jednak badanie więźniów skazanych za wielokrotne morderstwa do dziś w wielu kręgach budzi sprzeciw.Dlaczego? tego możecie się dowiedzieć między innymi z serialu "Mindhunter".

mindhunter

mindhunter

Młody agent Holden Ford jeździ po Stanach z wykładami dla policjantów i detektywów, które mają im pomóc w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Jego wiedza w dużej mierze opiera się na raczkującym wówczas profilowaniu. Aby ją zwiększyć agent zaczyna szukać u źródeł. Tak trafia do pierwszego osadzonego Ed'a Campera i to po rozmowie z nim nabiera apetytu na więcej. Wkrótce wraz z partnerem i z pomocą bystrej Pani naukowiec rozkręca projekt badawczy.

To co jest bezwzględnie najmocniejszym punktem programu to właśnie spotkania z mordercami. Otrzymujemy tu informacje  z pierwszej ręki. Słyszymy o dewiacjach, motywach, konsekwencjach. Wszytko żywe, ekspresyjne, takie realne. Zamiast oglądać makabrę słuchamy o niej i uruchamiamy wyobraźnie. Można powiedzieć że uzyskujemy wgląd w psychikę morderców, ale nie tylko ich. Możemy poznać też tych, którzy z nimi przebywają i w końcu przesiąkają tym czym te typy epatują. Dla mnie to idealna strategia zainteresowania widza.

Niestety wszytko, co dobre szybko się kończy i liczący zaledwie dziesięć odcinków sezon pierwszy dobiegł końca. Ile będziemy czekać na następny nie wiem, ale wiem że będzie warto.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:9

82/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 02 listopada 2017

Mr. Mercedes/ Pan Mercedes - Sezon 1 (2017)

mr mercedes

Emerytowany detektyw David Hodges zamiast cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem po latach służby w policji kryminalnej zadręcza się swoją ostatnią nierozwiązaną sprawą. Przed dwoma laty wariat w przebraniu klauna wjechał w tłum ludzi oczekujących na otwarcie targów pracy skradzionym Mercedesem. Zabił szesnaścioro z nich, w tym matkę z niemowlęciem na ręku.

Sprawca nie został złapany, właścicielka skradzionego auta popełniła samobójstwo dręczona wyrzutami sumienia, a detektyw prowadzący sprawę przeszedł na emeryturę i obecnie zapija zawodową porażkę nie mogąc znaleźć sobie miejsca. wtedy otrzymuje pierwszą wiadomość. Jej autor podaje się za mordercę z mercedesa i nie mniej ni więcej rzuca emerytowi wyzwanie: złap mnie jeśli potrafisz.

mr mercedes

Słyszałam wiele dobrego o powieści "Pan Mercedes", ale jakoś dotąd po nią nie sięgnęłam. Przeczytałam natomiast drugi tom detektywistycznej serii o Davidzie Hodgesie "Znalezione nie kradzione". Zatem serial był moim pierwszym spotkaniem z tą historią. Spotkaniem bardzo udanym z resztą, o czym mogłam stwierdzić już po pierwszych odcinkach.

Obecnie zakończyła się emisja pierwszego sezonu liczącego sobie dziesięć odcinków. Historia znalazła rozwiązanie, ale wcale nie jest oczywiste, czy w kwestii Pana Mercedesa nic więcej się nie wydarzy. Z resztą już pojawiły się pogłoski o pracach nad sezonem drugim. Jeśli o mnie chodzi jestem za.

Śledzenie losów detektywa Davida Hodgesa odnotowuje jak najbardziej na plus. Serial jest wart uwagi. Bardzo przypadła mi do gustu kreacja głównego bohatera. Wydał mi się dużo bardziej interesujący niż w powieści "Znalezione nie kradzione". Bredan Gleeson świetny aktor, jakby nie patrzeć wykreował postać, której nie można nie polubić mimo jej oczywistych i bardzo rzucających się w oczy wad. W kontrze mamy antybohatera, którego tożsamość nie jest żadna tajemnicą. Już w pierwszym pilotowym odcinku zobaczymy jego oblicze. Tuż przed napisami końcowymi widzimy niepozornego młodzieńca z niebezpiecznie wytrzeszczonymi oczami.

mr mercedes

Był dla mnie sporą niespodzianką. Mimo, że profil szaleńca mieści się w szeroko pojmowanych ramach, w których umieszcza się wszystkich seryjnych morderców, to jego postać wcale nie wydała mi się banalna.Tu aktorski popis daje Harry Treadaway, którego z pewnością kojarzycie. Jego postać ma siłę i impet, którego często brakuje innym filmowym szaleńcom. Pan Mercedes jest wzorcowy. Poznamy go dość dobrze, przyjrzymy się przyczynom i skutkom. Przyznam, że King się nie patyczkował. Z pewnością wasza uwagę zwróci wątek matki mordercy. Na dalszym planie również jest ciekawie, nie mamy tu bohaterów nijakich. Bardzo polubiłam Holly.

Fabuła skład się na kolejne rundy rozgrywki między emerytowanym detektywem a nieuchwytnym morderca. David musi stawić mu czoła, jednocześnie walcząc z samym sobą. Szanse są nierówne, ale z każdym odcinkiem przekonujemy się, że tradycyjnie: na każdego cwaniaka znajdzie się większy cwaniak. W porównaniu z innym tegorocznym serialem, a podstawie twórczości Kinga, tj. "Mgłą", "Pan Merecdes" wypada wybitnie;) A tak całkiem serio, mamy tu dobrze zrobiony serial.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 06 sierpnia 2017

Black Mirror/ Czarne lustro - Sezon 3 (2016)

black mirror

Brytyjski serial "Black Mirror" nieskromnie uważam za jedno z moich najlepszych serialowych odkryć. Gdy ubiegłego lata obejrzałam dwa pierwsze sezony nakręcone w 2011 i w 2013 roku nie robiłam sobie nadziei na kontynuację serialu. Okazało się jednak, że sezon 3 ujrzał światło dzienne jeszcze tego samego roku, późną jesienią za sprawą platformy Netflix.

Tak, przespałam sprawę i obejrzałam go dopiero teraz. Jak doszło do tego, że Chanal 4 stracił swój flagowy serial na rzecz amerykańskiej platformy VOD nie wnikam, ale zapewne poszły na tym spore sumy.

Szczęśliwie pomysłodawca "Czarnego lustra", Charlie Brooker nie wypadł z gry, więc mimo, że produkcja przeniosła się za ocena nie straciła swojego charakteru. Brooker z mniejsza lub większą pomocą napisał scenariusze aż sześciu nowych odcinków, które składają się na sezon 3.

Pierwszy odcinek pod tytułem "Nosedive" to futurystyczna wizja świata zdominowanego, całkowicie zdominowanego, przez social media. Tu życiowe powodzenie zależy od oceny jaką wystawią Ci inni użytkownicy sieci - czyli praktycznie każdy. Wyobraźcie sobie, że jeśli zaleziecie za skórę powiedzmy sprzedawczyni w warzywniaku i Wasza ocena spada, bo pani daje Wam jedną gwiazdkę na portalu. W konsekwencji spadku oceny nie dostaniecie zniżki na zajęcia z pilatesu i Wasz świat się zawali.

black mirror

Tak właśnie wygląda rzeczywistość w jakiej żyje Lacie. Im mniejsza popularność w sieci tym gorsze perspektywy. Trzeba wciąż się uśmiechać,mozolnie budować swój wizerunek, bo nigdy nie wiadomo kto Cię oceni i jak wpłynie o na Twoją przyszłość.

"Nosedive" uważam za jeden z najlepszych odcinków w serii. Mimo iż podobnie jak w większości historii akcja dzieje się w futurystycznym świecie, przedstawione tu realia są jedynie skrajną formą tego co dzieje się już dziś. Jeśli bowiem łudzicie się, że nigdy nie odpadliście z rekrutacji do nowej pracy z powodu zawartości swojego profilu na facebooku to jesteście w błędzie ;)

Drugi odcinek serii "Playtest" to już świat gier komputerowych. Jak wie każdy kto interesuje się tematem twórcy prześcigają się w tym by jak najbardziej urzeczywistnić świat wirtualny, tak by gracz mógł fizycznie odczuwać to co dzieje się w grze.

black mirror

Bohaterem "Playtest" jest młody mężczyzna (tu rozpoznałam aktora z "Devil's candy"), który po śmierci ojca porzuca rodzinny dom i udaje się w podróż po świecie chcąc zebrać jak najwięcej wspomnień. Kiedy dopada go finansowy kryzys zgłasza się na ochotnika by za wynagrodzenie przetestować nową grę japońskiego potentata z branży. Nowa technologia użyta w grze ma za zadanie bezbłędne namierzyć źródło lęku testującego i urzeczywistnić go w wirtualnym świecie. Jest to więc kolejna odsłona wrogiej strony technologii, która chce oferować rozrywkę bez granic. Całkiem niezły.

Trzeci z odcinków "Shut up and dance" to kolejny faworyt wyścigu. Traktuje o typowym zakompleksionym nastolatku, którego komputer zostaje zhakowany za pomocą złośliwego oprogramowania. Jego kamerka internetowa uruchamia się w najmniej odpowiednim momencie i teraz mały onanista jest szantażowany przez anonimowego hakera, który grozi upublicznieniem nagrania.

black mirror

Młody jest bardzo zdeterminowany by spełnić wszystkie możliwe żądania szantażysty, ale nie to jest najlepsze. Najlepszy jest twist fabularny u schyłku odcinka. Kopara w dół, Drodzy Widzowie.

"San Jupitero", jak wskazują opinie widzów to chyba czarny koń wyścigu. Początek seansu to małe: hello, ale jak to? Bowiem widzimy, że akcja rozgrywa się w latach '80 XX wieku. Ale to tylko pozory. W tym odcinku poznajemy technologie w pewnym sensie pozwalającą przenosić się do konkretnego momentu w czasie.

black mirror

Dlaczego ten odcinek doczekał się tak żywych reakcji? Jest nieoczekiwanie romantyczny... To nic innego jak historia miłosna, ale jaka.... Piękny odcinek.

Piąty odcinek "Men Against Fire" to historia debiutującego żołnierza, który chcąc nie chcąc odkrywa prawdę o działaniach wojennych.

black mirror

Cała intryga jest bardzo ciekawa, teoria na której się opiera też trzyma się kupy, bo na pewno jest wielu mężczyzn, którzy nie lubują się w zabijaniu, ale chłodno osądzając biologiczne mechanizmy zachowania ludzi, ich drapieżną naturę trudno oprzeć się wrażeniu, że ludzie kochają się zabijać i wcale nie potrzebują do tego silniejszych sugestii niż podszepty idei, którą im wpojono. Nie mniej jednak to ciekawa historia.

Na finiszu znowu mamy porażającą siłę social mediów i odcinek "Hated in the nation". To opowieść o sile internetowego hejtu, który przyjmuje formę zbiorowego samosądu przenosząc się z wirtualnej rzeczywistości i plucia jadem w ekran do całkiem rzeczywistych morderstw.

black mirror

Udany pomysł, choć jakby to powiedzieć, nieco wtóry i mało odkrywczy jak na standardy "Black Mirror".

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że "Black Mirror" nie zginie. Udany powrót i dobre przyjęcie sezonu Netflixa przez widzów daje nadzieję na kontynuację.

Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia to cóż... trzeci sezon nie przynosi już takiego szoku, jak pierwszy, ale jest chyba nieco lepszy niż sezon drugi. Niewyczerpane źródełko forsy płynącej od producenta działa na korzyć technicznej wyższości najnowszego sezonu, oby tylko Brookrerowi nie zabrakło pomysłów, dobrych pomysłów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

79/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 03 czerwca 2017

Forbrydelsen/ Dochodzenie - Sezon 1 (2007)

forbrydelsen

Detektyw pracująca w duńskiej policji, Sara Lund, tuż przed przeprowadzką do Szwecji zostaje zaangażowana w sprawę morderstwa nastolatki, Nanny Birk Larsen. Dochodzenie pochłania ja coraz bardziej, odsuwając wizję wyjazdu za granicę. Podejrzanych i tropów jest mnóstwo, jednak żaden zdaje się nie być tym właściwym.

"Forbrydelsen" to duński serial kryminalny, którego popularność nie słabnie mimo iż jego emisja w Polsce przypadała na lata 2011-2014. Wyświetlany był tez w innych, aż 120 krajach. Zdobył liczne nagrody i jak każdy nie amerykański hit, doczekał się amerykańskiego remake.

Szczerze mówiąc nieco dziwi mnie fakt, że powstały jedynie trzy sezony tego serialu. Osobiście jestem świeżo po seansie z sezonem pierwszym.

forbrydelsen

Rzuciłam jednym okiem na początek sezonu drugiego, ale jeszcze nie jestem w stanie go ocenić. Być może w dwóch następnych seriach nie udało się powtórzyć sukcesu historii śledztwa w sprawie morderstwa Nanny? Jeśli oglądaliście pozostałe sezony podzielcie się wrażeniami, bo nie wiem czy warto z nimi zaczynać.

Pierwszy sezon liczy sobie 20 odcinków z czego każdy opowiada o jednym dniu śledztwa. Wątków jest tyle, że ilekroć rozpoczyna się nowy odcinek, dobroduszny lektor przypomina nam poprzednie wydarzenia dość rozlegle. Wspominam o tym, bo o ile w przypadku innych seriali ta maniera mnie przeważnie wkurza i uważam ja za zbędna to w przypadku "Forbrydelsen" okazało się to potrzebne i pomocne.

Siła tej produkcji opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest klimat. Zimny, surowy, nieco mroczny, typowo skandynawski.

forbrydelsen

Drugim jest fabuła. fabuła w gruncie rzeczy nie bardzo odkrywcza, bo standardowo kryminalna. Mamy typowa ofiarę- młodą, piękna Nanne, kochaną przez zrozpaczonych rodziców, ale daleką od ideału - kolejny odpowiednik Laury Palmer.

forbrydelsen

Mamy pana X, który uprowadza dziewczynę, pastwi się nad nią przez wiele godzin a następnie morduje. Pan X pozostaje nieuchwytny aż do ostatniego odcinka. Jego tożsamość poznamy z resztą niewiele wcześniej, choć ,uwaga, cały czas przewija się na ekranie niezauważony.

Mamy też bohaterkę pozytywną w postaci Sary Lund, twardej babki, która nie ogarnia swojego życia osobistego, ale w kwestiach śledczych nie ma sobie równych. Sytuacje uatrakcyjnia cała masa podejrzanych, i choć nie jestem zwolenniczką motywów politycznych to uważam, że ich wykorzystanie w serialu było dobrym posunięciem.

A największą zaleta., jak w każdym filmie, serialu czy książce z motywem kryminalny jest to, że nie brakuje tu tajemnic i nie chodzi tu o watek główny w postaci tożsamości sprawcy morderstwa - każdy ma tu sekrety. Całość dograna, mimo licznych elementów, składa się w całość.

Pierwszy sezon okazał się więc jak najbardziej wart uwagi, zobaczymy co będzie dalej.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 19 maja 2017

The Fall/ Upadek - Sezony 1-3 (2013)

upadek

W Belfaście grasuje seryjny morderca, który włamuje się do domów swoich ofiar, gwałci je i dusi. Wcale nie wybiera łatwo dostępnych kobiet z marginesu, lecz atrakcyjne i odnoszące sukcesy damy po trzydziestce.

W sprawę angażuje się agentka Stella Gibson, która początkowo miała tylko skontrolować dotychczas prowadzone śledztwo. To ona w końcu trafia na trop mordercy idealnego.

Powiem szczerze, że byłam uprzedzona do tego serialu, głównie z powodu obsady. Z jednej strony Gillian Anderson, która od zawsze i na zawsze będzie mi się kojarzyć z niestworzonymi historiami "Archiwum X", z drugiej pięknuśny Jamie Dornan, bardziej model niż aktor, skazany na szyderstwa za swoją rolę w "Pięćdziesięciu twarzach Greya".

upadek

Jako że z uprzedzeniami trzeba walczyć, a pogoda w czasie majówki była tak beznadziejna, że musiałam zrezygnować ze swoich planów, w końcu rzuciłam na tapetę "Upadek". Serial składa się z trzech sezonów liczących po pięć, sześć odcinków, które obejrzałam w ciągu paru dni.

Tak, serial mnie wciągnął.

Wcześniej miałam pewne obawy, z tych wyłączających obsadę było to "O jej kolejny schematyczny kryminał o seryjnym mordercy". Owszem, "Upadek" wcale nie walczy ze schematem, ale robi coś lepszego - ukazuje nam jego drugie oblicze.

Sprawa wygląda tak, że już od pierwszego odcinka znamy tożsamość mordercy, z każdą chwilą wiemy więcej o jego modus operandi. Podobnie bliski wgląd osiągamy w życie innych bohaterów, jak naszej agentki Gibson. A mimo to, przez kolejne godziny śledzimy fabułę i czekamy na rozwiązanie.

To dowodzi temu, że wcale nie potrzeba nam przewrotnych twistów i niespodzianek. Sprawni filmowcy mogą wyłożyć kawę na łatę, podać nam wszystkie elementy układanki, ale to wcale nie znaczy, że w lot ją ułożymy. Tak naprawdę wiedząc wszytko i tak nie wiemy nic. Postaci intrygują coraz bardziej.

Gwóźdź programu to oczywiście nasz antybohater, seryjny zabójca, seksualny drapieżnik. Nie przypomina on jednak zwykłych dewiantów, których można zdiagnozować po kwadransie. Paul Spector jest człowiekiem układanką.

Kiedy rodził się pomysł na jego postać, na cały serial w zasadzie, jego twórca usłyszał o pewnym kanadyjskim, bodajże, pilocie, który był przykładnym ojcem i mężem. Niestety miał nieuleczalne kuku na móniu, które rozwinęło się w niebezpieczne hobby- włamy i kradzieże damskiej bielizny, a w końcu gwałty i morderstwa - zupełnie jak Paul.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Uadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Upadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa, w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Muszę przyznać, że duet "Archiwum X" i "50 twarzy Greya" sprawdził się tu nad wyraz dobrze i nie mogę mieć zastrzeżeń tak do nich jak i do całego serialu. Kto jeszcze nie widział, temu polecam.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 08 maja 2017

Bates Motel/ Motel Bates - Sezon 5 (2017)

bates motel

Norman Bates mieszka sam w wielkim domu i sam prowadzi motel. Jego droga mama została pochowana, ale troskliwy syn nie pozwolił jej długo gnić w ziemi. Jak wiedzą fani oryginału i widzowie poprzedniego sezonu Norman trzyma truchło matki ukryte w domu, a jego psychika ulega coraz głębszej dezintegracji. Coraz częściej zmienia się w matkę, choć trzeba przyznać, że w finałowym sezonie piątym jest już świadomy swojej choroby, co jednak nie przeszkadza mu w uleganiu halucynacjom.

Sezon piąty jest jednocześnie pożegnaniem z serialowym Batesem. Będzie mi go brakować, choć w trakcie śledzenia poprzednich sezonów miałam względem tej historii wiele uwag.

Finałowy sezon powinien być najbliższy literackiemu oryginałowi i Hitchcockowskiej ekranizacji. Jego akcja rozgrywa się gdy Norman sam prowadzi motel, od śmierci matki minęły dwa lata. Serialowy Norman wzorem tego książkowego i filmowego trwa w przekonaniu, że jego matka żyje. Dalej kieruje jego działaniami i od czasu do czasu całkowicie przejmuje kontrolę nad jego ciałem.

bates motel

Norman w tym czasie dokonał kilku morderstw.

Serialowy świat przedstawiony, wątki i bohaterowie ulegli jednak sporej przemianie względem swoich pierwowzorów toteż ciężko się dziwić, że nawet na finiszu nie zobaczymy tu tego co w "Psychozie".

Szczerze mówiąc liczyłam, że ostatni sezon tego, jakby nie patrzeć prequelu "Psychozy", zakończy się w chwili gdy powinna rozpocząć się akcja właściwego filmowego oryginału. Czyli coś na zasadzie Marion defrauduje pieniądze, widzimy jej ucieczkę i historia kończy się w momencie, gdy ta przekracza próg motelu i poznaje Normana. Co będzie dalej, wiemy z filmu Hitchcocka i książki Bloocha.

Nie drodzy Państwo, nic z tego.

bates motel

SPOILER: W serialu Norman nawet nie zabija Marion tylko jej kochanka... W dodatku twórcy serialu całkowicie pogwałcili Hitchcoowski przykaz obsadzania blondynek w rolach ofiar i z Marion zrobili Murzynkę, a w tejże roli.. Rihanna:) KONIEC SPOILERA

Cały więc czas w mojej głowie pobrzmiewa ten sam zarzut względem serialu: nie trzyma się nie nie chce się trzymać oryginału. Ale spójrzmy co dostajemy w zamian?

W zamian dostajemy bardzo dobrze skonstruowane postaci Normana, jego matki i doskonale przedstawiony motyw jego choroby. Nie da się ukryć, że tym serial punktuje na tyle, że ortodoksyjni fani Hitchcocka przy odrobinie dobrej woli będą w stanie zaakceptować tak inny bieg wydarzeń.

Przez pięć sezonów mieliśmy okazje śledzić rozwój głównego wątku, czyli obłędu Normana, jego dziwnej, przedziwnej relacji z matką, która budzi bardzo ambiwalentne uczucia. Nie mamy tu tak kategorycznie przedstawionych postaci. Norma wcale nie była jędzą, jak mogliśmy wywnioskować z "Psychozy", była matką która z miłości i poczucia winy popełniła wiele błędów wychowawczych. Norman to też ciężki orzech do zgryzienia, człowiek autentycznie chory, którego ciężko postrzegać w biało czarnych barwach. Przyznam, że z perspektywy całości nawet wątki poboczne nie wydają mi się tak złe i niepotrzebne. Cóż, jest to serial mainstreamowy, który wykorzystuje klasykę i tyle. Mogło być gorzej.

Podsumowując, nie dostałam od tego serialu tego czego bym chciała, ale moje rozczarowanie, to jedno, a obiektywna ocena to drugie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:9

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:2/10

 

Ocena całego serialu:

Sezon 1:72/100

Sezon 2: 66/100

Sezon 3: 68/100

Sezon 4: 75/100

Sezon 5: 65/100

Całość:7/10

poniedziałek, 20 lutego 2017

The Exorcist/ Egzorcysta - Sezon 1 (2016)

egzorcysta

Do młodego proboszcza podupadającej parafii zgłasza się jedna z wiernych, Angela Rance, matka i żona, kobieta w średnim wieku. Angela utrzymuje, że jedna z jej dorastających córek doświadcza opętania. Młody ksiądz podchodzi do sprawy stosownie sceptycznie i dopiero seria nieprawdopodobnych zdarzeń skłania go do ponownego rozpatrzenia sprawy, która jak się okazuje, jest bardzo jednoznaczna. Córka Pani Rance jest opętana, jak diabli.

Emisja pierwszego sezonu serialu FOX, "Egzorcysta", skończyła się już sporo czasu temu i mimo pewnego nieoczekiwanego entuzjazmu jaki wzbudził we mnie serial zabierałam się do napisania o nim jak pies do jeża. Teraz leżąc obłożnie chora w domu i nie mogąc się wykręcić ważnymi obowiązkami - tak więc, przyszedł czas na "Egzorcystę".

Serial wzbudził dużo szumu jeszcze na długo przed premierą. Powiem szczerze, że nieśmiało stałam po stronię kręcących nosem miłośników klasycznego "Egzorcysty", który to zdaniem wielu miał zostać sponiewierany przez serialową konwencję. No, bo prawda jest taka, że "Egzorcystę" znają wszyscy. Jest on niejako prekursorem wszelkich horrorów religijnych z motywem opętania, których mamy w chwili obecnej taki urodzaj, że spokojnie można stwierdzić, że jest to wątek wiodący w gatunku.

egzorcysta

Dla wielu "Egzorcysta" jest niedoścignionym ideałem horroru, przykładem najstraszniejszego filmu w dziejach. Powstał w oparciu o znaną powieść zmarłego niedawno Wiliama Petera Blatty'ego pod tym samym tytułem. (Ps. Niebawem nakładem wydawnictwa Vesper ukaże się wznowienie polskiego wydania powieści. Aj!)

Jak głosiła wieść gminna scenariusz serialu powstał w oparciu o wspomniany kinowy horror. Większość z widzów, w tym ja, spodziewało się zatem, że jego fabuła będzie stanowić kalkę scenariusz filmowego, być może w uwspółcześnionej wersji, ale jednak kalkę. Jednak już po pierwszym odcinku możemy zauważyć, że ów niepokój był niepotrzebny. Serial opowiada zupełnie nową historię, wykorzystując wątki z filmu kinowego, ale o tym w jaki sposób i gdzie tkwi spryt owego chwytu dowiecie się gdzieś na półmetku sezonu.

Tak, niespodzianek jest tu całkiem sporo, już nawet kwestia: która córka Angeli jest opętana stanowiła dla twórców pretekst do knucia przeciwko osądowi widza.

Drugą dużą obawą wśród widowni było, czy serial odda klimat filmu z lat 70. Nie oddał, nie mam co Was oszukiwać, ale powiem szczerze, że chyba nawet nie starał się tego uczynić, bo skupił się na budowaniu własnego nastroju. I tu powiem, odniósł w mojej ocenie spory sukces. Nie jest łatwo zbudować grozę którą pomieści i zaakceptuje mały ekran. Mamy tu pewne ograniczenia trudne do przejścia. Nie będzie więc szoku i przerażenia, ale będzie groza wyczuwalna.

egzorcysta

O serialowej fabule staram się pisać jak najmniej, bo jak wspomniałam mamy tu trochę niespodzianek, które jak liczę, mile Was zaskoczą. Ja to wszytko kupiłam, być może dlatego, że moje oczekiwania względem seansu z tym serialem były naprawdę niskie, a może dlatego, że faktycznie mamy tu do czynienia z czymś dobrym.

Scenariusz wykorzystuje znane motywy, znane przede wszystkim z pierwowzoru, ale także pewne rzeczy przedstawia w innym kształcie zmieniając nieco perspektywę - in plus jak dla mnie. Mimo że mamy tu odgrzewany kotlet, no cóż, da się tu wyczuć pewną świeżość- mało znane twarze aktorów, pewne chwyty zastosowane w zaprezentowaniu samego opętania - jak personifikacja demona. To wszystko sprawia, że ku memu zaskoczeniu nowy "Egzorcysta" trafił w mój gust. Może trafi i w Wasz.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 10 grudnia 2016

Belfer - Sezon 1 (2016)

belfer

W małym miasteczku niedaleko Elbląga dochodzi do zabójstwa licealistki. Na kilka dni przed nowym rokiem szkolnym miejscowa prymuska, Asia Walewska zostaje znaleziona martwa w lesie. Społeczność Dąbrowic jest tym faktem przerażona, każdy ze swoich własnych powodów. Policji naciskanej przez miejscową oligarchię bardziej zależy na zamieceniu sprawy pod dywan niż  na ukaraniu sprawcy. Dopiero pojawienie się w Dąbrowicach nowego polonisty, prosto ze stolicy zmienia bieg spraw. Z jakiejś przyczyny Belfrowi zależy nie tylko na zdemaskowaniu sprawcy zbrodni, ale też wystawieniu na światło dzienne wszystkich lokalnych intryg.

Już w trakcie trwania emisji serialu na kanale Canal Plus polecałam Wam ten tytuł. Czasami zdarza się tak, że dobrze zapowiadający się serial w pewnym momencie traci rozbieg i ląduje na mieliźnie. Tu mogę Was uspokoić, "Belefer" trzyma poziom i to poziom europejski od pierwszego do ostatniego odcinka.

Odcinków liczy sobie zaledwie dziesięć, ale to wystarcza na stworzenie wielowątkowej historii z fajnym klimatem, pełnej elementów zaskoczenia i zwrotów akcji. A kto wie, może doczekamy się sezonu drugiego?

belfer

Co zasługuje na konkretną pochwałę to fakt, ze w przeciwieństwie do znacznej większości polskich produkcji telewizyjnych scenariusz "Belefera" nie został odkupiony, nie ma zagranicznej licencji i jest stuprocentowo autorski.

To co ujmuje w tej produkcji po za walorami fabularnymi, to jej klimat. Mnie kojarzył się ze skandynawskimi kryminałami. Może to i błahostka, ale w oko bardzo wpadła mi czołówka serialu, taka enigmatyczna, w miarę rozwoju akcji niejasne obrazy stawały się coraz bardziej klarowne. Ujęcie Asi na stole sekcyjnym to już prawie "Miasteczko Twin Peaks". Zresztą, jak by ktoś się uparł można by rozmnożyć porównania z tym serialem, ale ja tego robić nie będę.

Jak wspomniałam scenariusz jak najbardziej wpisuje w wymogi dobrego kryminału. Mamy watek główny, czyli morderstwo młodziutkiej dziewczyny. Do tego stopniowo dochodzą kolejne wątki poboczne, które w zmyślny sposób znajdują drogę do wątku przewodniego. Nie zabraknie tu elementów zaskoczenia. Parokroć mamy już morderce na wyciągnięcie ręki, a tu ...skucha.

belfer

Mogę Wam się pochwalić, że zwęszyłam kto był sprawca tragedii, może nie bezpośrednio ale jednak :) Nie da się jednak ukryć, że finał został rozegrany cudnie.

Faktem jest, że występujący w serialu aktorzy do samego końca nie wiedzieli kto odpowiada za zbrodnie w Dąbrowicach. Maciek Stuhr, odtwórca roli tytułowego belfra powiedział w jednym z wywiadów, że w pewnym momencie zaczął o to posądzać swojego bohatera, wiec wyobraźcie sobie jakie napięcie musiało być na planie zdjęciowym. Fabułą jest poprowadzona w takich sposób, że autentycznie sprawcą mógł być każdy. Żeby już nie ględzić w nieskończoność - polecam, tak po prostu, warto obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuł:8

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

72/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 21 listopada 2016

American horror story: Roanoke - Sezon 6 (2016)

ahas roanoke

Matt i Shelby mieli dość miastowego zgiełku i jego zagrożeń więc postanowili rozpocząć nowe życie na wsi. Wsi spokojna, wsi wesoła, to jednak mit w miejscu gdzie się postanawiają się osiedlić. Para kupuje starą farmę w Roanoke, gdzie od wielu lat dochodzi do niewytłumaczalnych zjawisk w noce krwawych pełni księżyca. Wkrótce do pary dołącza także problematyczna siostra Matta Lee Harris wraz z córeczką Florą którą wbrew sądowemu nakazowi odebrała ojcu. Zaginięcie dziewczynki to początek serii tragicznych zdarzeń za które odpowiadają złe duchy Roanoke.

Z sezonu na sezon obserwuje spadek formy u twórców  serii "American horror story".

Każdy z kolejnych sezonów stanowi odrębni mini serial złożony z dziesięciu odcinków. Każdy ma innych bohaterów, inne miejsce akcji i inną fabułę. Tym razem, w przypadku sezonu szóstego zmieniono także formułę serialu, tworząc film filmie, bowiem oglądając przygody Shelby i Matta mamy do czynienia z odgrywanymi przez aktorów retrospekcjami z wydarzeń, którym świadkowali właściwi bohaterzy.

ahas roanoke

Brzmi to dość porąbanie i takie właśnie jest. Styl jaki przyjęli twórcy AHS miał kojarzyć się ze znanymi dokumentami o zjawiskach paranormalnych jakie możemy oglądać na większości stacji pokroju CI Polsat czy Discovery Investigation. Każdy kto widziała choć jeden z tego rodzaju dokumentów wie, że nie są to seriale wysokich lotów, zyskują jednak sporą popularność. tak też dzieje się w przypadku serialu "Mój koszmar w Roanoke".

Skupiamy się na nim przez pierwsze pięć odcinków, później zaś następuje zwrot akcji i śledzimy wydarzenia po emisji "Mojego koszmaru w Roanoke". Te pierwsze pięć odcinków przyjęłam może nie z zachwytem, ale jednak z pobłażliwą akceptacją. Akcja nieco przypomniała mi wydarzenia w domu morderstw z pierwszego sezonu, jednak owa właściwa akcja- jak wspomniała odgrywana przez aktorów 'aktorów' była nagminnie przerywana i uzupełniania przez wypowiedzi 'prawdziwych' bohaterów. Wprowadza to spore zamieszanie i w mojej ocenie psuje to klimat.

ahas roanoke

Od odcinka szóstego przechodzimy do jeszcze dziwniejszej serialowej rzeczywistości, gdzie aktorzy biorący udział w dokumencie "Mój koszmar w Roanoke" spotykają się w nawiedzonym domu z prawdziwymi bohaterami tych wydarzeń. Po co? Ano po to by wszystko zdarzyło się raz jeszcze. By można było dokręcić jeszcze parę odcinków w myśl nieśmiertelnego zamiłowania do sequeli.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tym sezonem twórcy parodiują sami siebie. Chcąc być przesprytni narażają się na śmieszność. Dla mnie te sezon jest wynikiem braku lepszego pomysłu, desperacją próbą ożywienia formuły i wrócenia do czasów świetności serialu. Niestety zapomniało im się o tym, że czasem mniej znaczy więcej, a odgrzewany kotlet nie smakuje tak samo.

ahas roanoke

Mimo, że pomysł wyjściowy z wykorzystaniem motywu legendy o zaginionej koloni purytan w Roanoke był jak najbardziej dobry, to kierunek w jakim się z nim udali doprowadził ich do zguby. W tym wielkim zamieszaniu jakie stworzyli pojawiają się co prawda stare dobre momenty z duchami, morderstwami i barwnymi czarnymi charakterami, jednak są zaledwie echem dawnego stylu całkowicie stłamszone przez nowatorskie rozwiązania.

Twórcy w namiętnej próbie ulepszania swojej produkcji stopniowo wycinają z niej to co było ich znakiem firmowym. Najpierw pozbawili się Jessiki Lange, teraz wycieli serialową wejściówkę- to co zawsze, bez względu na poziom sezonu oglądało się z przyjemnością. Co będzie dalej?

Powiem szczerze, że w pewnym momencie już po prostu nie chciało mi się tego oglądać. Nie wyczekiwałam następnego odcinka. Dotrwałam do końca z poczucia obowiązku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

53/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 15 października 2016

The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durst/ Przeklęty: Życie i śmierci Roberta Dursta - odc. 1-6 (2015)

jinx

Wszytko zaczyna się w Galveston w Teksasie, gdzie miejscowa policja wyławia z zatoki czarne worki z rozczłonkowanymi ludzkimi zwłokami. Strzępek gazety z zapisanym adresem doprowadza śledczych do ofiary i potencjalnego sprawcy. Zamordowany to Morris Black, zwykły starszy mężczyzna, jednak tożsamość potencjalnego sprawcy stawia na nogi całą Amerykę.

w 1982 roku bez śladu zniknęła piękna Katheelyn Durst młoda żona multimilionera z rodziny deweloperskiej z Nowego Yorku. Wiele osób jako podejrzanego o zniknięcie kobiety wskazało jej małżonka, ekscentrycznego Boba. Jednak mijały lata a sprawa pozostała zagadką. Nie ma ciała, nie ma zbrodni. Byli jednak tacy, którzy się nie poddawali i w okolicy roku 2000 na nowo otwarto prawe zaginięcia Kathy. Wkrótce po tym śmierć poniosła przyjaciółka małżonków Durst, Susan, a później w Teksasie na powierzchnie wody wypłynęły zwłoki Morrisa Blacka. I tu na nowo pojawia się nazwisko Robert Durst.

W sześcioodcinkowym dokumencie mało znanego reżysera Andrew Jareckiego, poznamy zupełnie nowy rodzaj serialu o mordercy.

jinx

Przyznam, że po raz kolejny prawda okazała się dziwniejsza od fikcji.

Pamiętam jak niedawno śledziłam wieloletnią batalię o wolność Stevena Avery'a w serialu "Making a murder" i szczerze wątpiłam, że w niedługim czasie będzie mi dane obejrzeć coś równie ekscytującego.

Dla wielu widzów "Jinx..." okarze się nawet lepszy niż serial Neflixa z tego względu, że nie można mu zarzucić tak ogromnej stronniczości.

W przypadku "Jinx" wraz z reżyserem i uczestnikiem dokumentu w jednej osobie, poznajemy Roberta Dursta i wraz z nim spadamy z krzesła gdy na światło dzienne wychodzą coraz to nowe fakty. W przypadku tego serialu raczej nie możemy już liczyć na kontynuacje, choć w patrząc na zawiłość losów Dursta wszytko jest możliwe.

jinx

Jak wspomniałam serial otwierają sceny ze śledztwa w sprawie morderstwa Morrisa Blacka, następnie przechodzimy do procesu w tej sprawie.

Anderw Jarecki jest reżyserem raczej mało popularnego filmu fabularnego o małżeństwie Roberta Dursta i Kathy Durst. Tak się złożyło, że ów film miał okazję obejrzeć sam zainteresowany, Robert Durst i wkrótce po tym sam zgłosił się do reżysera z ofertą wywiadu. To miał być pierwszy wywiad z Durstem. Czujecie to, mieć możliwość porozmawiać z facetem podejrzanym o trzy brutalne morderstwa, wolnym jak ptaszek pląsającym po Central Parku.

Muszę przyznać, że sylwetka Roberta Dursta robi tu największe wrażenie. Nie mamy tu żadnego fikcyjnego bohatera. Mamy prawdziwego Dursta. Poznamy historię jego życia opowiedzianą z jego perspektywy.

Bardzo ciężko było mi ocenić tego człowieka i sądzę, że nie tylko mnie. Diaboliczny, czy pogubiony? Największy pechowiec świata, czy największy farciarz wśród zabójców? Jest on tak przedziwnym człowiekiem, że nie przyśniłby się najlepszym hollywoodzkim scenarzystom. Sam Durst to jednak nie wszytko, poznajcie jego rodzinkę...

Na serial, po za wywiadem z Durstem- wisienką na torcie - składają się nagrania z prowadzonych dochodzeń, wywiady ze świadkami, uczestnikami procesu, krewnymi. Wszytko jest żywe, autentyczne. A finał tego przedsięwzięcia, myślę, zaskoczył nawet twórców serialu.

jinx

Czapki z głów, Drodzy Państwo.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:10

Zabawa:10

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:10

Oryginalność:7

To coś:9

80/100

W skali brutalności:0/10

czwartek, 06 października 2016

Dead of summer - Sezon 1 (2016)

dead of summer

Obóz Stillwater ponownie otwiera swe podwoje przed obozowiczami i ich opiekunami. W przeszłości działy się tam złe rzeczy, ale nadal dla wielu osób jest o miejsce pełne sentymentu. Grupa nastoletnich opiekunów mimo najlepszych chęci nie spędzi tu sielankowego lata, bowiem zagrożenie już czyha.

Wiązałam spore nadzieje z "Dead of summer", głównie ze względu na mój sentyment do gatunku camp slasherów z lat '80. Ten serial miał przenosić widza właśnie w tamten nieco zapomniany przez filmowców świat, świat Jasona, Angeli Baker, czy innych szlagierowych już postaci, które zyskały sławę jako mordercy małolatów w jaskrawych portkach. Bardzo liczyłam na wierne odwzorowanie klimatu tamtych obrazów i co... przeliczyłam się.

Gdyby na dole ekranu nikt wspaniałomyślnie nie rzucił informacji o tym, że akcja serialu rozgrywa się w 1989 roku, wcale bym nie odczuła tej podróży w czasie. Twórcy nie wysili się szczególnie by za pomocą scenografii, charakteryzacji i kostiumów trafić w lata 80. Tylko brak komórek i social mediów daje nam znać, że coś jest nie tak.

dead of summer

Litościwie przymknęłam na to oko, licząc, że takie braki łatwo załatwi dobra fabuła. I faktycznie, przez pierwsze cztery odcinki śledziłam serialowe wydarzenia ze sporą uwagą. Doceniam próby nakreślenia bardziej złożonych charakterystyk bohaterów, mimo nieuniknionego umieszczenia ich w slasherowym schemacie.

Podobały mi się retrospekcje ukazujące skąd wzięła się nasza grupa i co każdy z nich ma za uszami. Odnotowałam kilka nawiązań do klasyki camp slasherów, ale niestety w pewnym momencie wszytko zaczęło iść w złym kierunku. Starania twórców by nie znudzić widzów i co i rusz oferować nowe zagrywki ostatecznie minęły się z celem. Nieprzewidywalność okazała się bowiem bardzo przewidywalna, za zmyłki raziły niekonsekwencją.

To co jednak najbardziej powinno mnie zaboleć jako fankę horroru, to kompletny brak horroru w horrorze. Serio, jest to bardziej serial obyczajowy o perypetiach pięknych i młodych i serial grozy. Na grozę nie znaleziono miejsca.

dead of summer

Jak na slasher, w dodatku składajacy się z dziesięciu odcinków trupów u mamy jak na lekarstwo. Większość bohaterów wychodzi cało z opresji i dopiero finałowy odcinek to większe żniwo śmierci.

Co więc robią bohaterzy slashera skoro nie umierają? Bawią się w detektywów, w dodatku mało rozgarniętych.

Ten serial to zmarnowana idea. O ile będzie drugi sezon, w co wątpię, brać się za niego nie będę.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Napięcie:5

Klimat:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

46/100

W skali brutalności:2/10

środa, 17 sierpnia 2016

Kingdom Hospital/ Szpital "Królestwo" - Sezon 1 (2004)

szpital króletwo

Znany malarz Peter Rickman w wyniku wypadku trafia do szpitala. Jego rokowania nie są najlepsze, ale fakt, że trafił właśnie do tak osobliwej placówki jak Szpital "królestwo" wydaje się dawać nadzieje. Szpital królestwo jest bowiem nawiedzony. Krążą tam duchy dawno zmarłych osób, które szukając pomocy same mogą okazać się pomocne. Cała zgraja bohaterów i tych żywych i tych martwych bierze udział w przedsięwzięciu mającym ocalić "Królestwo" przed zagładą.

"Szpital królestwo" to serial powstały na podstawie innej produkcji, duńskiego miniserialu Larsa von Tiera. Oryginał jest znacznie krótszy, bo pierwszy sezon można zaliczyć w ciągu czterech godzin, zaś wersja amerykańska to zgoła trzynastoodcinkowa przeprawa z czego każdy odcinek to blisko godzina.

Nie mam pojęcia jak fabularnie jeden ma się do drugiego, ale obstawiam w ciemno, że duńska wersja spodobała by mi się bardziej- skandynawski klimat, żadnych Kingowskich dłużyzn, brak hollywoodzkiego zacięcia do efektów specjalnych.

Jednak jak na razie obejrzałam tylko amerykańskie "Królestwo" i jestem dość zadowolona.

To dość przyjemny serial. Wykorzystuje powszechnie lubiane motywy. Z uwagi na to, że autorem scenariusza jest ? Stephen King znajdziemy tu wiele elementów typowych dla jego prozy. Narracja też jest typowo Kingowska. Pewne jest że ortodoksyjni fani jego prozy byliby serialem zachwyceni.

Tematem przewodnim jest tu wątek strapionych dusz. Na pierwszym planie mamy ducha małej dziewczynki Mary Jensen, której wątek rozwija się niespiesznie. Jej historie poznamy tak na dobrą sprawę dopiero w finałowym odcinku.

szpital króletwo

W między czasie obserwujemy dążenia miejscowej medium do nawiązania kontaktu z duchami szpitala królestwo. Z pomocą przyjdzie jej część przychylnie nastawionego personelu, a utrudniać sprawę będzie czarny charakter.

Przekonamy się, że szpital istnieje jakby w dwóch wymiarach: pierwszym rzeczywistym i drugim nadnaturalnym, gdzie korytarzami snuje się mała dziewczynka, jej złośliwy wróg i... olbrzymi gadający mrówkojad. Tak, mrówkojad, bardzo ciekawa postać. Praktycznie w każdym odcinku pojawia się jakaś nowa postać, najczęściej pacjent - trochę jak w serialu "Dr. House". Wszyscy z miejsca zostają uwikłani w sprawki duchów, ciągani o na jasną to na ciemną stronę Królestwa.

Nie zabraknie tu barwnych postaci. Każdy bohater ma tu swoje za uszami, choć nie trudno wyłonić tu autentycznie czarne charaktery. Pojawia się sporo sytuacji z goła satyrycznych, komediowych, trącących czarnym humorem.

szpital króletwo

Jedno co można powiedzieć o "Królestwie", to jest to zdecydowanie dziwne miejsce.

Kilka elementów fabuły nie było dla mnie do końca czytelnych, ale myślę że to zabieg celowy by pociągnąć temat na drugi sezon. Na drug sezon, którego już chyba raczej nie będzie, bo od 2004 roku minęło trochę czasu, a produkcja nie zdobyła aż takiej popularności by rozgrzebywać temat po takim czasie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

w skali brutalności:1/10

środa, 10 sierpnia 2016

Black Mirror/ Czarne lustro - Sezon 1-2 (2011-2013)

black mirror

Brytyjski serial "Czarne lustro" bazuje na nieprzyjemnej wizji egzystencji współczesnego człowieka. Można rzec, że wybiega w przyszłość, jednak nie wydaje się to przyszłość odległa. Rysuje obraz społeczeństwa obdartego z humanizmu, zawłaszczonego przez technologie.

Gatunkowo możemy mówić tu o sci-fi. Jak dotąd wyemitowano dwa sezony. W tym roku mieliśmy spodziewać się kolejnego, jednak, póki co nie pojawiła się konkretna data brytyjskiej premiery. Każdy sezon liczy zaledwie trzy około godzinne odcinki.Każdy odcinek opowiada inną historię.

Nie ukrywam, że pilot serialu zrobił na mnie największe wrażenie. Gwarantuję więc, że jeśli sięgniecie po ten serial obejrzycie go w całości.

Pierwszy odcinek pierwszego sezonu traktował o przykrym zajściu na wysokim szczeblu brytyjskiej polityki. Brytyjska księżniczka zostaje porwana przez szaleńca. Może się wydawać, że sprawa ma podłoże polityczne jednak żądanie jakie wysuwa sprawca w zamian za uwolnienie dziewczyny uderza w coś więcej niż polityczna stabilność kraju. Facet mierzy wprost w premiera kraju żądając od niego by na oczach narodu dopuścił się aktu zoofilii. Tak, premier wielkiej Brytanii ma uprawiać seks ze świnią, a relacja z tego wydarzenia ma być emitowana na żywo na każdym kanale w kraju w biały dzień. Jeśli tego nie zrobi księżniczka zginie. Znając wagę rodziny królewskiej dla narodu brytyjskiego można powiedzieć, że odmowa owego 'aktu' jest równoznaczna z personalną odpowiedzialnością premiera za jej śmierć.

black mirror

Kurczę, rozwalił mnie ten odcinek na łopatki. Już nie mówiąc o samym pomyśle, który jest w gruncie rzeczy prosty, ale o całym socjologicznym kontekście jaki do tego dobudowano.

Szok, przygnębienie, niedowierzanie.

W tym odcinku jak i w zasadzie każdym kolejnym największym czarnym charakterem jest społeczeństwo. Ta ludzka masa, która posiada ogromną siłę. Deprywatyzacja człowieka, tożsamość jednostki wygenerowana przez technologie, przez społeczny nacisk na spełnianie sztucznie napędzanych potrzeb. Wszytko to znajdziecie w tym i innych odcinkach dwóch serii.

Brytyjczyk, twórca serialu, nieuleczalny pesymista, który chyba nie widzi w ludziach już nic pozytywnego wymierza tym serialem policzek. Wszystkie historie posiadają nieco satyryczny wydźwięk. Jednak jeśli się temu przyjrzeć widać tylko politowanie i żałość. Żadnych bohaterów pozytywnych, żadnych szczęśliwych finałów. Każdy ostatecznie przegrywa i to na własne życzenie. Jest w tym tyle bolesnej prawdy.

Po za przebojowym odcinkiem o wyczekującej premiera świni zobaczymy też wizję społeczeństwa gdzie jedyną nadzieją na wybicie się po za szarą (dosłownie) masę ludzi jest udział w talent show. To nic że cie tam sponiewierają i zamiast piosenkarka zostaniesz dziwką, lepsze to niż grupowe pedałowanie.

black mirror

Odcinek o kontroli wspomnień o możliwości uzyskania całkowitego wglądu w każdy aspekt życia innych ludzi jest nie mniej dołujący.

Drugą serie rozpoczyna odcinek, w którym technologia próbuje pokonać barierę życia śmierci. Nie, nie ożywia zmarłych, ale oferuje żywym substytut osoby którą stracili. Jak bardzo jest to okrutne i pomylone dowiecie się dzięki historii Asha i jego dziewczyny.

Drugi odcinek tej serii odwołuje się do potrzeby wspólnego, społecznego wymierzania sprawiedliwości tym, którzy złamali prawo, dopuścili się czegoś okrutnego. Pomyślcie, jakby było klawo uczestniczyć w niekończące się nagonce na morderczynie niewinnego dziecka. To jak udział w reality show z przesłaniem.

black mirror

Ostatni jak dotąd wyemitowany odcinek mówi o tym dlaczego wolimy fikcję od prawdy. Mając do wyboru żywego człowieka, z całym bagażem człowieczych zalet i wad wolimy przysłuchiwać się fikcyjnie stworzonym idolom. Żadna nowość, jednak tu posłużono się nie wykreowaną przez tv gwiazdką jakby nie patrzeć jednak z krwi i kości, a prymitywna animacją niebieskiego niedźwiadka, który w przedstawionym tu świecie odgrywa większą wolę niż jakikolwiek człowiek. Ba większą niż człowiek, który go stworzył.

black mirror

Z niecierpliwością czekam na nowe pomysły Charliego Brookera. Zanim zabrałam się za ten serial nastawiłam się na coś w stylu 'rzeczywistość w krzywym zwierciadle', ale to zwierciadło wcale nie jest krzywe, dobitnie odzwierciedla to kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Jest czarne nie dlatego, że ktoś chciał tak zabarwić obraz, jest czarne bo taka właśnie jest przykra prawda.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie: 9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 02 sierpnia 2016

Stranger Things - Sezon 1 (2016)

stranger things

Lata '80 XX wieku. W małym miasteczku w Stanach dochodzi do zaginięcia chłopca, Willa Byersa, który po sesyjce RPG w domu kolegi znika gdzieś bez śladu.

W poszukiwania dziecka szybko włącza się policja stanowa, ale prawdziwą wolę wali o odnalezienie Willa wykazują jego matka, miejscowy szeryf, brat chłopca i jego mali kumple.

Ci ostatni zresztą poszukując śladów kolegi znajdują inne dziecko. Dziewczynka wygląda na ich rówieśniczkę, ale jest cokolwiek dziwna. To dzięki niej zainteresowani poznają nadprzyrodzoną naturę zaginięcia Willa Byersa.

"Stranger Things" bije obecnie rekordy popularności. Szczególnie w Stanach ludzie, także ci znani, jak pisarz Stephen King rozpływają się w zachwycie nad nową produkcją Netflix.

Serial liczy zaledwie osiem niespełna godzinnych odcinków. Kwestia kontynuacji tej historii jest raczej pewna, zarówno z uwagi na kasowy sukces produkcji jak i z uwagi na mnogość wątków, które zostały otwarte w pierwszy sezonie i moim zdaniem aż proszą się o rozwinięcie.

Chyba spokojnie mogę powiedzieć, że jestem sercem z fanami "Stranger Things".

Fabuła pierwszego sezonu wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nie będziemy tu mieli do czynienia z pełnokrwistym horrorem, raczej familijną przygodówką z wątkami sci fi i fantasy. Jest to obraz w stylu który może kojarzyć się z hitami Stevena Spielberga, jak chociażby "E.T". Trochę mroku zaczerpnięto z dark fantasy, wprowadzono elementy Tolkien'owkiego świata, trochę zimnowojennej paranoi i typowo Kingowskiej przypowieści o przyjaźni.

stranger things

Całość obleczona jest w ramy dobrze kojarzącej się popkultury lat '80. Oczywiście tej rodem zza Oceanu. Ogromny wysiłek włożono w odtworzenie tamtejszych realiów, scenografia, kostiumy, rekwizyty, muzyka. Wszytko to całkowicie tkwi w czasach gdy do kin wchodziło "Coś" Carpentera a małolaty słuchały Joy Division a nie Hanny Montany.

Ten świat tak przyjemnie stworzył dla nad duet Duffer, rodzeństwa młodych twórców filmowych, którzy choć dopiero raczkują w Hollywood mają jak widać bardzo precyzyjną wizję tego jak osiągnąć komercyjny sukces. Do tej pory widziałam ich jeden pełnometrażowy film "Hidden" i jeśli nie pamiętacie, to zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Nie chciałabym Wam zbyt wiele zdradzać jeśli idzie o fabułę "Stranger Things", ale nie będzie to chyba zbyt duży spoiler jeśli powiem, że serial wykorzystuje gro znanych, popularnych motywów. To z kolei przekłada się na dużą przewidywalność ciągu fabularnych zdarzeń, ale wcale nie przeszkadzało mi to tak bardzo jak mogłam podejrzewać. Chyba właśnie to jest w tej produkcji najlepsze. Nie jest może najoryginalniejsza, bo o taka chyba nie stara się być, a wręcz celuje w naśladowaniu tego o czym współcześni twórcy kina grozy starają się zapomnieć. Bo nowsze jest lepsze. Nie zawsze jak widać.

Mylę, że w dużej mierze ta sentymentalna podróż w przeszłość zapewniła serialowi taką rzeszę fanów. "Stranger things" wykorzystuje wątki znane i lubiane, robi to z ogromną precyzją co skutkuje dużym powodzeniem. Jest to po prostu tak przesympatyczny serial, że nie da się go nie polubić.

Technicznie produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie. Wszytko od kolorystyki zdjęć po muzykę ma nam przywodzić na myśl złotą etę amerykańskich straszaków. O ile efekty specjalnie nie zwaliły mnie z nóg - tak już mam, że nie przepadam, o tle muzyka robi robotę wręcz fantastyczną.

Brawa należą się aktorom, zarówno tym znanym, jak obecnie nieco zapomniana  przez Hollywood Winona Ryder jak i debiutującym na ekranie małolatom.

stranger things

Kreacje dziecięcych aktorów przekonały mnie do siebie na tyle, że w głowie pojawiło mi się ciepłe skojarzenie z młodzikami ze "Stay by me".

Reasumując jestem pod ogromnym wrażeniem tej produkcji. Nie dlatego, że jest czymś nowym i przełomowym, ale dlatego że sprytnie korzysta ze starych klisz, a nie zawsze się to udaje.

Oczywiście jeśli będę mieć taką możliwość chętnie sięgnę po kolejny sezon "Stranger Thins".

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 26 lipca 2016

Penny Dreadful/ Dom grozy - Sezon 1-3 (2014-2016)

penny dredful

W wiktoriańskim Londynie dzieją się potworne rzeczy. Groza zdejmuje zarówno arystokratów jak i plebs. Każdy może tu spotkać potwora, każdy może stać się potworem. Niektórzy urodzili się z upiornymi darami, inni zostali poprowadzeni w otchłań. To tu dochodzi do spotkania z legendarnym Draculą, dotkniętym klątwą wilkołakiem, samotnym potworem Frankensteina, równie samotnym Frankensteinem, opętaną niewiastą, wiedźmami nawiedzającymi noce, wiecznie pięknym Dorianem Gray'em i samym Lucyferem.

"Penny Dreadful" był jednym z najczęściej polecanych mi serialów przez czytelników bloga. Już po premierze pierwszego sezonu dochodziły do mnie głosy zachwytu. Ale ilekroć słyszałam, że w serial telewizyjnym mam obcować z klasyką literatury gotyckiej, mam przełknąć jakieś hollywoodzkie innowacje w fabule "Draculi" czy "Frankensteina" zęby zaciskały mi się z niechęci.

Za dużo razy widziałam jak pazerni amerykanie wycierają sobie gęby tymi pięknymi historiami robiąc z nich karykatury dostosowane do komercyjnych wyborów widowni. Widowni, która najczęściej i tak nie znała oryginałów wykorzystywanych dzieł i miała je w dupie -Dracula to taki kuzyn Edwarda, nie?

Zapierałam się więc rękami i nogami przed "Penny Dreadful". Paradoksalnie okazało się, że serial, który nawet swoim tytułem nawiązuje do taniej literatury grozy popularnej w robotniczych dzielnicach wiktoriańskiego Londynu, wcale nie krzywdzi klasyki, nie odwraca się do niej dupą i nie ośmiesza ku uciesze gawiedzi.

penny dredful

Teraz mi jest nawet przykro, że obejrzałam już trzy sezony i następnego nie będzie. Tyle jeszcze można by z tego pomysłu wyciągnąć!

Jak wspomniałam moje największe obawy budziły kreacje postaci w scenariuszu serialu. Główną bohaterką filmu jest niejaka Vanessa Ives, młoda arystokratka o zdolnościach paranormalnych. W jakiś sposób umie nawiaząc kontakt z 'tama stroną', czy też może 'tamta strona' uparcie nawiązuje kontakt z nią. Poznajemy ją, gdy wraz ze starszym gentlemanem prowadzi poszukiwania swojej przyjaciółki, Miny. Gentleman, sir Malcolm jest ojcem zaginionej. Już na sam dźwięk imienia Mina, powinna Wam się zapalić, lampka: aha, oblubienica Draculi. I faktem jest, że Mina została poniesiona w ciemność przez jej księcia. Nie mniej jednak, to właśnie Vanessa jest głównym obiektem zainteresowań wszelkich złych mocy. Poszukiwanie zaginionej kumpeli to dopiero początek. Dzięki temu wątkowi poznajemy całą 'grupę zadaniową' do której dołącza rewolwerowiec o wyjątkowo dwoistej naturze oraz młody doktor marzący o wskrzeszaniu zmarłych. Gdzieś tam dobrze bawi się też Dorian Gray znany z "Portretu Doriana Gray'a, a w ostatnim sezonie trafi się jeszcze doktor Jekyl.

O ile nasza główna bohaterka nie ma wyraźnego pierwowzoru w literaturze o tyle większość postaci jest żywcem wyciągnięta z gotyckiej klasyki. Podobnie jest zresztą z większością serialowych wątków. Tematem przewodnim jest oczywiście nieśmiertelna walka dobra ze złem. Vanessa robi tu za przedmiot targu między jasną a ciemną strona mocy i gdyby nie bardzo dobrze zbudowana psychologia tej postaci było by bardzo licho,  typowo.

penny dredful

Zresztą, zanim dobrze poznamy tą historię trochę się schodzi. Osobiście nie byłam wcale oczarowana sezonem pierwszym. Dopiero stopniowe dobudowywanie wątków, wikłanie relacji między postaciami sprawiło, że wsiąkłam.

Dla mnie hitem jest postać potwora Frankensteina. Wiecie już chyba, że uwielbiam powieść Mary Shelly, a nad losem jej bohatera roniłam łzy. W serialu ta postać jest znacznie rozbudowana. Oczywiście pojawią się nieścisłości, cóż, ale nie wypadają one na niekorzyść. Postać potwora, wzrusza jeszcze bardziej, a co ciekawe nawet Victor Frankenstein bardziej przekonał mnie do siebie. Po lekturze powieści bardzo go znielubiłam, tu dał się poznać lepiej. O bohaterach i ich decyzjach trudno coś jednoznacznie powiedzieć. Kto zły, kto dobry, to raczej nie rozstrzygnięta kwestia, historie, które niosą ze sobą postaci wcale nie są proste.

penny dredful

Kurczę, ogólnie ten serial jest cholernie smutny. Dramatyzm jest bardzo żywy mimo tej sztucznie nadbudowanej warstwy paranormalnej, która napędza wydarzenia.

Nie da się ukryć, że jest to zasługa aktorstwa, zdecydowanie z wyższej półki. Wizualnie produkcja także robi dobre wrażenie. Obraz Londynu jest taki jaki pamiętamy z wykorzystanych tu powieści. Jest mroczny, tajemniczy, wielowarstwowy. Arystokratyczne salony, i śmierdzące palarnie opium, wystawne przyjęcia i powolne konanie w zaułkach. Po za wizualnym wrażeniem jest też kontekst wydarzeń, tych marginalnych, tych w tle, społeczne problemy wyłożono bardzo drastycznie.

Obok filmowej muzyki też nie da się przejść obojętnie, niejaki Abel Korzeniowski wymiata. Zdjęcia to dzieło tego samego człowieka, który wyczarował mi "Downton Abbey", zaś nad całą produkcją czuwał scenarzysta "Gladiatora", producent "Sweeny Todda" wraz z Samem Medesem którego twórczość kocham bezwarunkowo.

Tak, polubiłam "Penny Dreadful" i kajam się za moje uprzedzenia.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

77/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl