What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: serial grozy

niedziela, 06 sierpnia 2017

Black Mirror/ Czarne lustro - Sezon 3 (2016)

black mirror

Brytyjski serial "Black Mirror" nieskromnie uważam za jedno z moich najlepszych serialowych odkryć. Gdy ubiegłego lata obejrzałam dwa pierwsze sezony nakręcone w 2011 i w 2013 roku nie robiłam sobie nadziei na kontynuację serialu. Okazało się jednak, że sezon 3 ujrzał światło dzienne jeszcze tego samego roku, późną jesienią za sprawą platformy Netflix.

Tak, przespałam sprawę i obejrzałam go dopiero teraz. Jak doszło do tego, że Chanal 4 stracił swój flagowy serial na rzecz amerykańskiej platformy VOD nie wnikam, ale zapewne poszły na tym spore sumy.

Szczęśliwie pomysłodawca "Czarnego lustra", Charlie Brooker nie wypadł z gry, więc mimo, że produkcja przeniosła się za ocena nie straciła swojego charakteru. Brooker z mniejsza lub większą pomocą napisał scenariusze aż sześciu nowych odcinków, które składają się na sezon 3.

Pierwszy odcinek pod tytułem "Nosedive" to futurystyczna wizja świata zdominowanego, całkowicie zdominowanego, przez social media. Tu życiowe powodzenie zależy od oceny jaką wystawią Ci inni użytkownicy sieci - czyli praktycznie każdy. Wyobraźcie sobie, że jeśli zaleziecie za skórę powiedzmy sprzedawczyni w warzywniaku i Wasza ocena spada, bo pani daje Wam jedną gwiazdkę na portalu. W konsekwencji spadku oceny nie dostaniecie zniżki na zajęcia z pilatesu i Wasz świat się zawali.

black mirror

Tak właśnie wygląda rzeczywistość w jakiej żyje Lacie. Im mniejsza popularność w sieci tym gorsze perspektywy. Trzeba wciąż się uśmiechać,mozolnie budować swój wizerunek, bo nigdy nie wiadomo kto Cię oceni i jak wpłynie o na Twoją przyszłość.

"Nosedive" uważam za jeden z najlepszych odcinków w serii. Mimo iż podobnie jak w większości historii akcja dzieje się w futurystycznym świecie, przedstawione tu realia są jedynie skrajną formą tego co dzieje się już dziś. Jeśli bowiem łudzicie się, że nigdy nie odpadliście z rekrutacji do nowej pracy z powodu zawartości swojego profilu na facebooku to jesteście w błędzie ;)

Drugi odcinek serii "Playtest" to już świat gier komputerowych. Jak wie każdy kto interesuje się tematem twórcy prześcigają się w tym by jak najbardziej urzeczywistnić świat wirtualny, tak by gracz mógł fizycznie odczuwać to co dzieje się w grze.

black mirror

Bohaterem "Playtest" jest młody mężczyzna (tu rozpoznałam aktora z "Devil's candy"), który po śmierci ojca porzuca rodzinny dom i udaje się w podróż po świecie chcąc zebrać jak najwięcej wspomnień. Kiedy dopada go finansowy kryzys zgłasza się na ochotnika by za wynagrodzenie przetestować nową grę japońskiego potentata z branży. Nowa technologia użyta w grze ma za zadanie bezbłędne namierzyć źródło lęku testującego i urzeczywistnić go w wirtualnym świecie. Jest to więc kolejna odsłona wrogiej strony technologii, która chce oferować rozrywkę bez granic. Całkiem niezły.

Trzeci z odcinków "Shut up and dance" to kolejny faworyt wyścigu. Traktuje o typowym zakompleksionym nastolatku, którego komputer zostaje zhakowany za pomocą złośliwego oprogramowania. Jego kamerka internetowa uruchamia się w najmniej odpowiednim momencie i teraz mały onanista jest szantażowany przez anonimowego hakera, który grozi upublicznieniem nagrania.

black mirror

Młody jest bardzo zdeterminowany by spełnić wszystkie możliwe żądania szantażysty, ale nie to jest najlepsze. Najlepszy jest twist fabularny u schyłku odcinka. Kopara w dół, Drodzy Widzowie.

"San Jupitero", jak wskazują opinie widzów to chyba czarny koń wyścigu. Początek seansu to małe: hello, ale jak to? Bowiem widzimy, że akcja rozgrywa się w latach '80 XX wieku. Ale to tylko pozory. W tym odcinku poznajemy technologie w pewnym sensie pozwalającą przenosić się do konkretnego momentu w czasie.

black mirror

Dlaczego ten odcinek doczekał się tak żywych reakcji? Jest nieoczekiwanie romantyczny... To nic innego jak historia miłosna, ale jaka.... Piękny odcinek.

Piąty odcinek "Men Against Fire" to historia debiutującego żołnierza, który chcąc nie chcąc odkrywa prawdę o działaniach wojennych.

black mirror

Cała intryga jest bardzo ciekawa, teoria na której się opiera też trzyma się kupy, bo na pewno jest wielu mężczyzn, którzy nie lubują się w zabijaniu, ale chłodno osądzając biologiczne mechanizmy zachowania ludzi, ich drapieżną naturę trudno oprzeć się wrażeniu, że ludzie kochają się zabijać i wcale nie potrzebują do tego silniejszych sugestii niż podszepty idei, którą im wpojono. Nie mniej jednak to ciekawa historia.

Na finiszu znowu mamy porażającą siłę social mediów i odcinek "Hated in the nation". To opowieść o sile internetowego hejtu, który przyjmuje formę zbiorowego samosądu przenosząc się z wirtualnej rzeczywistości i plucia jadem w ekran do całkiem rzeczywistych morderstw.

black mirror

Udany pomysł, choć jakby to powiedzieć, nieco wtóry i mało odkrywczy jak na standardy "Black Mirror".

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że "Black Mirror" nie zginie. Udany powrót i dobre przyjęcie sezonu Netflixa przez widzów daje nadzieję na kontynuację.

Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia to cóż... trzeci sezon nie przynosi już takiego szoku, jak pierwszy, ale jest chyba nieco lepszy niż sezon drugi. Niewyczerpane źródełko forsy płynącej od producenta działa na korzyć technicznej wyższości najnowszego sezonu, oby tylko Brookrerowi nie zabrakło pomysłów, dobrych pomysłów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

79/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 03 czerwca 2017

Forbrydelsen/ Dochodzenie - Sezon 1 (2007)

forbrydelsen

Detektyw pracująca w duńskiej policji, Sara Lund, tuż przed przeprowadzką do Szwecji zostaje zaangażowana w sprawę morderstwa nastolatki, Nanny Birk Larsen. Dochodzenie pochłania ja coraz bardziej, odsuwając wizję wyjazdu za granicę. Podejrzanych i tropów jest mnóstwo, jednak żaden zdaje się nie być tym właściwym.

"Forbrydelsen" to duński serial kryminalny, którego popularność nie słabnie mimo iż jego emisja w Polsce przypadała na lata 2011-2014. Wyświetlany był tez w innych, aż 120 krajach. Zdobył liczne nagrody i jak każdy nie amerykański hit, doczekał się amerykańskiego remake.

Szczerze mówiąc nieco dziwi mnie fakt, że powstały jedynie trzy sezony tego serialu. Osobiście jestem świeżo po seansie z sezonem pierwszym.

forbrydelsen

Rzuciłam jednym okiem na początek sezonu drugiego, ale jeszcze nie jestem w stanie go ocenić. Być może w dwóch następnych seriach nie udało się powtórzyć sukcesu historii śledztwa w sprawie morderstwa Nanny? Jeśli oglądaliście pozostałe sezony podzielcie się wrażeniami, bo nie wiem czy warto z nimi zaczynać.

Pierwszy sezon liczy sobie 20 odcinków z czego każdy opowiada o jednym dniu śledztwa. Wątków jest tyle, że ilekroć rozpoczyna się nowy odcinek, dobroduszny lektor przypomina nam poprzednie wydarzenia dość rozlegle. Wspominam o tym, bo o ile w przypadku innych seriali ta maniera mnie przeważnie wkurza i uważam ja za zbędna to w przypadku "Forbrydelsen" okazało się to potrzebne i pomocne.

Siła tej produkcji opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest klimat. Zimny, surowy, nieco mroczny, typowo skandynawski.

forbrydelsen

Drugim jest fabuła. fabuła w gruncie rzeczy nie bardzo odkrywcza, bo standardowo kryminalna. Mamy typowa ofiarę- młodą, piękna Nanne, kochaną przez zrozpaczonych rodziców, ale daleką od ideału - kolejny odpowiednik Laury Palmer.

forbrydelsen

Mamy pana X, który uprowadza dziewczynę, pastwi się nad nią przez wiele godzin a następnie morduje. Pan X pozostaje nieuchwytny aż do ostatniego odcinka. Jego tożsamość poznamy z resztą niewiele wcześniej, choć ,uwaga, cały czas przewija się na ekranie niezauważony.

Mamy też bohaterkę pozytywną w postaci Sary Lund, twardej babki, która nie ogarnia swojego życia osobistego, ale w kwestiach śledczych nie ma sobie równych. Sytuacje uatrakcyjnia cała masa podejrzanych, i choć nie jestem zwolenniczką motywów politycznych to uważam, że ich wykorzystanie w serialu było dobrym posunięciem.

A największą zaleta., jak w każdym filmie, serialu czy książce z motywem kryminalny jest to, że nie brakuje tu tajemnic i nie chodzi tu o watek główny w postaci tożsamości sprawcy morderstwa - każdy ma tu sekrety. Całość dograna, mimo licznych elementów, składa się w całość.

Pierwszy sezon okazał się więc jak najbardziej wart uwagi, zobaczymy co będzie dalej.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 19 maja 2017

The Fall/ Upadek - Sezony 1-3 (2013)

upadek

W Belfaście grasuje seryjny morderca, który włamuje się do domów swoich ofiar, gwałci je i dusi. Wcale nie wybiera łatwo dostępnych kobiet z marginesu, lecz atrakcyjne i odnoszące sukcesy damy po trzydziestce.

W sprawę angażuje się agentka Stella Gibson, która początkowo miała tylko skontrolować dotychczas prowadzone śledztwo. To ona w końcu trafia na trop mordercy idealnego.

Powiem szczerze, że byłam uprzedzona do tego serialu, głównie z powodu obsady. Z jednej strony Gillian Anderson, która od zawsze i na zawsze będzie mi się kojarzyć z niestworzonymi historiami "Archiwum X", z drugiej pięknuśny Jamie Dornan, bardziej model niż aktor, skazany na szyderstwa za swoją rolę w "Pięćdziesięciu twarzach Greya".

upadek

Jako że z uprzedzeniami trzeba walczyć, a pogoda w czasie majówki była tak beznadziejna, że musiałam zrezygnować ze swoich planów, w końcu rzuciłam na tapetę "Upadek". Serial składa się z trzech sezonów liczących po pięć, sześć odcinków, które obejrzałam w ciągu paru dni.

Tak, serial mnie wciągnął.

Wcześniej miałam pewne obawy, z tych wyłączających obsadę było to "O jej kolejny schematyczny kryminał o seryjnym mordercy". Owszem, "Upadek" wcale nie walczy ze schematem, ale robi coś lepszego - ukazuje nam jego drugie oblicze.

Sprawa wygląda tak, że już od pierwszego odcinka znamy tożsamość mordercy, z każdą chwilą wiemy więcej o jego modus operandi. Podobnie bliski wgląd osiągamy w życie innych bohaterów, jak naszej agentki Gibson. A mimo to, przez kolejne godziny śledzimy fabułę i czekamy na rozwiązanie.

To dowodzi temu, że wcale nie potrzeba nam przewrotnych twistów i niespodzianek. Sprawni filmowcy mogą wyłożyć kawę na łatę, podać nam wszystkie elementy układanki, ale to wcale nie znaczy, że w lot ją ułożymy. Tak naprawdę wiedząc wszytko i tak nie wiemy nic. Postaci intrygują coraz bardziej.

Gwóźdź programu to oczywiście nasz antybohater, seryjny zabójca, seksualny drapieżnik. Nie przypomina on jednak zwykłych dewiantów, których można zdiagnozować po kwadransie. Paul Spector jest człowiekiem układanką.

Kiedy rodził się pomysł na jego postać, na cały serial w zasadzie, jego twórca usłyszał o pewnym kanadyjskim, bodajże, pilocie, który był przykładnym ojcem i mężem. Niestety miał nieuleczalne kuku na móniu, które rozwinęło się w niebezpieczne hobby- włamy i kradzieże damskiej bielizny, a w końcu gwałty i morderstwa - zupełnie jak Paul.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Uadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Najważniejszą rzeczą jaka różni ten serial od innych jest jego pointa. Nie chodzi tu o to by złapać sprawce, ocalić niewinnych i postawić go przed sądem. "Upadek" staje na wprost oczekiwań widzów, którym nie wystarczy wiedza kto zabijał i dlaczego. W "Upadku" chodzi o to by zrozumieć sprawce. Tu finałem nie będzie zakucie w kajdany, lecz rozmowa, w której bystra Stella pokaże Paulowi kim naprawdę jest.

Muszę przyznać, że duet "Archiwum X" i "50 twarzy Greya" sprawdził się tu nad wyraz dobrze i nie mogę mieć zastrzeżeń tak do nich jak i do całego serialu. Kto jeszcze nie widział, temu polecam.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 08 maja 2017

Bates Motel/ Motel Bates - Sezon 5 (2017)

bates motel

Norman Bates mieszka sam w wielkim domu i sam prowadzi motel. Jego droga mama została pochowana, ale troskliwy syn nie pozwolił jej długo gnić w ziemi. Jak wiedzą fani oryginału i widzowie poprzedniego sezonu Norman trzyma truchło matki ukryte w domu, a jego psychika ulega coraz głębszej dezintegracji. Coraz częściej zmienia się w matkę, choć trzeba przyznać, że w finałowym sezonie piątym jest już świadomy swojej choroby, co jednak nie przeszkadza mu w uleganiu halucynacjom.

Sezon piąty jest jednocześnie pożegnaniem z serialowym Batesem. Będzie mi go brakować, choć w trakcie śledzenia poprzednich sezonów miałam względem tej historii wiele uwag.

Finałowy sezon powinien być najbliższy literackiemu oryginałowi i Hitchcockowskiej ekranizacji. Jego akcja rozgrywa się gdy Norman sam prowadzi motel, od śmierci matki minęły dwa lata. Serialowy Norman wzorem tego książkowego i filmowego trwa w przekonaniu, że jego matka żyje. Dalej kieruje jego działaniami i od czasu do czasu całkowicie przejmuje kontrolę nad jego ciałem.

bates motel

Norman w tym czasie dokonał kilku morderstw.

Serialowy świat przedstawiony, wątki i bohaterowie ulegli jednak sporej przemianie względem swoich pierwowzorów toteż ciężko się dziwić, że nawet na finiszu nie zobaczymy tu tego co w "Psychozie".

Szczerze mówiąc liczyłam, że ostatni sezon tego, jakby nie patrzeć prequelu "Psychozy", zakończy się w chwili gdy powinna rozpocząć się akcja właściwego filmowego oryginału. Czyli coś na zasadzie Marion defrauduje pieniądze, widzimy jej ucieczkę i historia kończy się w momencie, gdy ta przekracza próg motelu i poznaje Normana. Co będzie dalej, wiemy z filmu Hitchcocka i książki Bloocha.

Nie drodzy Państwo, nic z tego.

bates motel

SPOILER: W serialu Norman nawet nie zabija Marion tylko jej kochanka... W dodatku twórcy serialu całkowicie pogwałcili Hitchcoowski przykaz obsadzania blondynek w rolach ofiar i z Marion zrobili Murzynkę, a w tejże roli.. Rihanna:) KONIEC SPOILERA

Cały więc czas w mojej głowie pobrzmiewa ten sam zarzut względem serialu: nie trzyma się nie nie chce się trzymać oryginału. Ale spójrzmy co dostajemy w zamian?

W zamian dostajemy bardzo dobrze skonstruowane postaci Normana, jego matki i doskonale przedstawiony motyw jego choroby. Nie da się ukryć, że tym serial punktuje na tyle, że ortodoksyjni fani Hitchcocka przy odrobinie dobrej woli będą w stanie zaakceptować tak inny bieg wydarzeń.

Przez pięć sezonów mieliśmy okazje śledzić rozwój głównego wątku, czyli obłędu Normana, jego dziwnej, przedziwnej relacji z matką, która budzi bardzo ambiwalentne uczucia. Nie mamy tu tak kategorycznie przedstawionych postaci. Norma wcale nie była jędzą, jak mogliśmy wywnioskować z "Psychozy", była matką która z miłości i poczucia winy popełniła wiele błędów wychowawczych. Norman to też ciężki orzech do zgryzienia, człowiek autentycznie chory, którego ciężko postrzegać w biało czarnych barwach. Przyznam, że z perspektywy całości nawet wątki poboczne nie wydają mi się tak złe i niepotrzebne. Cóż, jest to serial mainstreamowy, który wykorzystuje klasykę i tyle. Mogło być gorzej.

Podsumowując, nie dostałam od tego serialu tego czego bym chciała, ale moje rozczarowanie, to jedno, a obiektywna ocena to drugie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:9

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:2/10

 

Ocena całego serialu:

Sezon 1:72/100

Sezon 2: 66/100

Sezon 3: 68/100

Sezon 4: 75/100

Sezon 5: 65/100

Całość:7/10

poniedziałek, 20 lutego 2017

The Exorcist/ Egzorcysta - Sezon 1 (2016)

egzorcysta

Do młodego proboszcza podupadającej parafii zgłasza się jedna z wiernych, Angela Rance, matka i żona, kobieta w średnim wieku. Angela utrzymuje, że jedna z jej dorastających córek doświadcza opętania. Młody ksiądz podchodzi do sprawy stosownie sceptycznie i dopiero seria nieprawdopodobnych zdarzeń skłania go do ponownego rozpatrzenia sprawy, która jak się okazuje, jest bardzo jednoznaczna. Córka Pani Rance jest opętana, jak diabli.

Emisja pierwszego sezonu serialu FOX, "Egzorcysta", skończyła się już sporo czasu temu i mimo pewnego nieoczekiwanego entuzjazmu jaki wzbudził we mnie serial zabierałam się do napisania o nim jak pies do jeża. Teraz leżąc obłożnie chora w domu i nie mogąc się wykręcić ważnymi obowiązkami - tak więc, przyszedł czas na "Egzorcystę".

Serial wzbudził dużo szumu jeszcze na długo przed premierą. Powiem szczerze, że nieśmiało stałam po stronię kręcących nosem miłośników klasycznego "Egzorcysty", który to zdaniem wielu miał zostać sponiewierany przez serialową konwencję. No, bo prawda jest taka, że "Egzorcystę" znają wszyscy. Jest on niejako prekursorem wszelkich horrorów religijnych z motywem opętania, których mamy w chwili obecnej taki urodzaj, że spokojnie można stwierdzić, że jest to wątek wiodący w gatunku.

egzorcysta

Dla wielu "Egzorcysta" jest niedoścignionym ideałem horroru, przykładem najstraszniejszego filmu w dziejach. Powstał w oparciu o znaną powieść zmarłego niedawno Wiliama Petera Blatty'ego pod tym samym tytułem. (Ps. Niebawem nakładem wydawnictwa Vesper ukaże się wznowienie polskiego wydania powieści. Aj!)

Jak głosiła wieść gminna scenariusz serialu powstał w oparciu o wspomniany kinowy horror. Większość z widzów, w tym ja, spodziewało się zatem, że jego fabuła będzie stanowić kalkę scenariusz filmowego, być może w uwspółcześnionej wersji, ale jednak kalkę. Jednak już po pierwszym odcinku możemy zauważyć, że ów niepokój był niepotrzebny. Serial opowiada zupełnie nową historię, wykorzystując wątki z filmu kinowego, ale o tym w jaki sposób i gdzie tkwi spryt owego chwytu dowiecie się gdzieś na półmetku sezonu.

Tak, niespodzianek jest tu całkiem sporo, już nawet kwestia: która córka Angeli jest opętana stanowiła dla twórców pretekst do knucia przeciwko osądowi widza.

Drugą dużą obawą wśród widowni było, czy serial odda klimat filmu z lat 70. Nie oddał, nie mam co Was oszukiwać, ale powiem szczerze, że chyba nawet nie starał się tego uczynić, bo skupił się na budowaniu własnego nastroju. I tu powiem, odniósł w mojej ocenie spory sukces. Nie jest łatwo zbudować grozę którą pomieści i zaakceptuje mały ekran. Mamy tu pewne ograniczenia trudne do przejścia. Nie będzie więc szoku i przerażenia, ale będzie groza wyczuwalna.

egzorcysta

O serialowej fabule staram się pisać jak najmniej, bo jak wspomniałam mamy tu trochę niespodzianek, które jak liczę, mile Was zaskoczą. Ja to wszytko kupiłam, być może dlatego, że moje oczekiwania względem seansu z tym serialem były naprawdę niskie, a może dlatego, że faktycznie mamy tu do czynienia z czymś dobrym.

Scenariusz wykorzystuje znane motywy, znane przede wszystkim z pierwowzoru, ale także pewne rzeczy przedstawia w innym kształcie zmieniając nieco perspektywę - in plus jak dla mnie. Mimo że mamy tu odgrzewany kotlet, no cóż, da się tu wyczuć pewną świeżość- mało znane twarze aktorów, pewne chwyty zastosowane w zaprezentowaniu samego opętania - jak personifikacja demona. To wszystko sprawia, że ku memu zaskoczeniu nowy "Egzorcysta" trafił w mój gust. Może trafi i w Wasz.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 10 grudnia 2016

Belfer - Sezon 1 (2016)

belfer

W małym miasteczku niedaleko Elbląga dochodzi do zabójstwa licealistki. Na kilka dni przed nowym rokiem szkolnym miejscowa prymuska, Asia Walewska zostaje znaleziona martwa w lesie. Społeczność Dąbrowic jest tym faktem przerażona, każdy ze swoich własnych powodów. Policji naciskanej przez miejscową oligarchię bardziej zależy na zamieceniu sprawy pod dywan niż  na ukaraniu sprawcy. Dopiero pojawienie się w Dąbrowicach nowego polonisty, prosto ze stolicy zmienia bieg spraw. Z jakiejś przyczyny Belfrowi zależy nie tylko na zdemaskowaniu sprawcy zbrodni, ale też wystawieniu na światło dzienne wszystkich lokalnych intryg.

Już w trakcie trwania emisji serialu na kanale Canal Plus polecałam Wam ten tytuł. Czasami zdarza się tak, że dobrze zapowiadający się serial w pewnym momencie traci rozbieg i ląduje na mieliźnie. Tu mogę Was uspokoić, "Belefer" trzyma poziom i to poziom europejski od pierwszego do ostatniego odcinka.

Odcinków liczy sobie zaledwie dziesięć, ale to wystarcza na stworzenie wielowątkowej historii z fajnym klimatem, pełnej elementów zaskoczenia i zwrotów akcji. A kto wie, może doczekamy się sezonu drugiego?

belfer

Co zasługuje na konkretną pochwałę to fakt, ze w przeciwieństwie do znacznej większości polskich produkcji telewizyjnych scenariusz "Belefera" nie został odkupiony, nie ma zagranicznej licencji i jest stuprocentowo autorski.

To co ujmuje w tej produkcji po za walorami fabularnymi, to jej klimat. Mnie kojarzył się ze skandynawskimi kryminałami. Może to i błahostka, ale w oko bardzo wpadła mi czołówka serialu, taka enigmatyczna, w miarę rozwoju akcji niejasne obrazy stawały się coraz bardziej klarowne. Ujęcie Asi na stole sekcyjnym to już prawie "Miasteczko Twin Peaks". Zresztą, jak by ktoś się uparł można by rozmnożyć porównania z tym serialem, ale ja tego robić nie będę.

Jak wspomniałam scenariusz jak najbardziej wpisuje w wymogi dobrego kryminału. Mamy watek główny, czyli morderstwo młodziutkiej dziewczyny. Do tego stopniowo dochodzą kolejne wątki poboczne, które w zmyślny sposób znajdują drogę do wątku przewodniego. Nie zabraknie tu elementów zaskoczenia. Parokroć mamy już morderce na wyciągnięcie ręki, a tu ...skucha.

belfer

Mogę Wam się pochwalić, że zwęszyłam kto był sprawca tragedii, może nie bezpośrednio ale jednak :) Nie da się jednak ukryć, że finał został rozegrany cudnie.

Faktem jest, że występujący w serialu aktorzy do samego końca nie wiedzieli kto odpowiada za zbrodnie w Dąbrowicach. Maciek Stuhr, odtwórca roli tytułowego belfra powiedział w jednym z wywiadów, że w pewnym momencie zaczął o to posądzać swojego bohatera, wiec wyobraźcie sobie jakie napięcie musiało być na planie zdjęciowym. Fabułą jest poprowadzona w takich sposób, że autentycznie sprawcą mógł być każdy. Żeby już nie ględzić w nieskończoność - polecam, tak po prostu, warto obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuł:8

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:8

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

72/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 21 listopada 2016

American horror story: Roanoke - Sezon 6 (2016)

ahas roanoke

Matt i Shelby mieli dość miastowego zgiełku i jego zagrożeń więc postanowili rozpocząć nowe życie na wsi. Wsi spokojna, wsi wesoła, to jednak mit w miejscu gdzie się postanawiają się osiedlić. Para kupuje starą farmę w Roanoke, gdzie od wielu lat dochodzi do niewytłumaczalnych zjawisk w noce krwawych pełni księżyca. Wkrótce do pary dołącza także problematyczna siostra Matta Lee Harris wraz z córeczką Florą którą wbrew sądowemu nakazowi odebrała ojcu. Zaginięcie dziewczynki to początek serii tragicznych zdarzeń za które odpowiadają złe duchy Roanoke.

Z sezonu na sezon obserwuje spadek formy u twórców  serii "American horror story".

Każdy z kolejnych sezonów stanowi odrębni mini serial złożony z dziesięciu odcinków. Każdy ma innych bohaterów, inne miejsce akcji i inną fabułę. Tym razem, w przypadku sezonu szóstego zmieniono także formułę serialu, tworząc film filmie, bowiem oglądając przygody Shelby i Matta mamy do czynienia z odgrywanymi przez aktorów retrospekcjami z wydarzeń, którym świadkowali właściwi bohaterzy.

ahas roanoke

Brzmi to dość porąbanie i takie właśnie jest. Styl jaki przyjęli twórcy AHS miał kojarzyć się ze znanymi dokumentami o zjawiskach paranormalnych jakie możemy oglądać na większości stacji pokroju CI Polsat czy Discovery Investigation. Każdy kto widziała choć jeden z tego rodzaju dokumentów wie, że nie są to seriale wysokich lotów, zyskują jednak sporą popularność. tak też dzieje się w przypadku serialu "Mój koszmar w Roanoke".

Skupiamy się na nim przez pierwsze pięć odcinków, później zaś następuje zwrot akcji i śledzimy wydarzenia po emisji "Mojego koszmaru w Roanoke". Te pierwsze pięć odcinków przyjęłam może nie z zachwytem, ale jednak z pobłażliwą akceptacją. Akcja nieco przypomniała mi wydarzenia w domu morderstw z pierwszego sezonu, jednak owa właściwa akcja- jak wspomniała odgrywana przez aktorów 'aktorów' była nagminnie przerywana i uzupełniania przez wypowiedzi 'prawdziwych' bohaterów. Wprowadza to spore zamieszanie i w mojej ocenie psuje to klimat.

ahas roanoke

Od odcinka szóstego przechodzimy do jeszcze dziwniejszej serialowej rzeczywistości, gdzie aktorzy biorący udział w dokumencie "Mój koszmar w Roanoke" spotykają się w nawiedzonym domu z prawdziwymi bohaterami tych wydarzeń. Po co? Ano po to by wszystko zdarzyło się raz jeszcze. By można było dokręcić jeszcze parę odcinków w myśl nieśmiertelnego zamiłowania do sequeli.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tym sezonem twórcy parodiują sami siebie. Chcąc być przesprytni narażają się na śmieszność. Dla mnie te sezon jest wynikiem braku lepszego pomysłu, desperacją próbą ożywienia formuły i wrócenia do czasów świetności serialu. Niestety zapomniało im się o tym, że czasem mniej znaczy więcej, a odgrzewany kotlet nie smakuje tak samo.

ahas roanoke

Mimo, że pomysł wyjściowy z wykorzystaniem motywu legendy o zaginionej koloni purytan w Roanoke był jak najbardziej dobry, to kierunek w jakim się z nim udali doprowadził ich do zguby. W tym wielkim zamieszaniu jakie stworzyli pojawiają się co prawda stare dobre momenty z duchami, morderstwami i barwnymi czarnymi charakterami, jednak są zaledwie echem dawnego stylu całkowicie stłamszone przez nowatorskie rozwiązania.

Twórcy w namiętnej próbie ulepszania swojej produkcji stopniowo wycinają z niej to co było ich znakiem firmowym. Najpierw pozbawili się Jessiki Lange, teraz wycieli serialową wejściówkę- to co zawsze, bez względu na poziom sezonu oglądało się z przyjemnością. Co będzie dalej?

Powiem szczerze, że w pewnym momencie już po prostu nie chciało mi się tego oglądać. Nie wyczekiwałam następnego odcinka. Dotrwałam do końca z poczucia obowiązku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

53/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 15 października 2016

The Jinx: The Life and Deaths of Robert Durst/ Przeklęty: Życie i śmierci Roberta Dursta - odc. 1-6 (2015)

jinx

Wszytko zaczyna się w Galveston w Teksasie, gdzie miejscowa policja wyławia z zatoki czarne worki z rozczłonkowanymi ludzkimi zwłokami. Strzępek gazety z zapisanym adresem doprowadza śledczych do ofiary i potencjalnego sprawcy. Zamordowany to Morris Black, zwykły starszy mężczyzna, jednak tożsamość potencjalnego sprawcy stawia na nogi całą Amerykę.

w 1982 roku bez śladu zniknęła piękna Katheelyn Durst młoda żona multimilionera z rodziny deweloperskiej z Nowego Yorku. Wiele osób jako podejrzanego o zniknięcie kobiety wskazało jej małżonka, ekscentrycznego Boba. Jednak mijały lata a sprawa pozostała zagadką. Nie ma ciała, nie ma zbrodni. Byli jednak tacy, którzy się nie poddawali i w okolicy roku 2000 na nowo otwarto prawe zaginięcia Kathy. Wkrótce po tym śmierć poniosła przyjaciółka małżonków Durst, Susan, a później w Teksasie na powierzchnie wody wypłynęły zwłoki Morrisa Blacka. I tu na nowo pojawia się nazwisko Robert Durst.

W sześcioodcinkowym dokumencie mało znanego reżysera Andrew Jareckiego, poznamy zupełnie nowy rodzaj serialu o mordercy.

jinx

Przyznam, że po raz kolejny prawda okazała się dziwniejsza od fikcji.

Pamiętam jak niedawno śledziłam wieloletnią batalię o wolność Stevena Avery'a w serialu "Making a murder" i szczerze wątpiłam, że w niedługim czasie będzie mi dane obejrzeć coś równie ekscytującego.

Dla wielu widzów "Jinx..." okarze się nawet lepszy niż serial Neflixa z tego względu, że nie można mu zarzucić tak ogromnej stronniczości.

W przypadku "Jinx" wraz z reżyserem i uczestnikiem dokumentu w jednej osobie, poznajemy Roberta Dursta i wraz z nim spadamy z krzesła gdy na światło dzienne wychodzą coraz to nowe fakty. W przypadku tego serialu raczej nie możemy już liczyć na kontynuacje, choć w patrząc na zawiłość losów Dursta wszytko jest możliwe.

jinx

Jak wspomniałam serial otwierają sceny ze śledztwa w sprawie morderstwa Morrisa Blacka, następnie przechodzimy do procesu w tej sprawie.

Anderw Jarecki jest reżyserem raczej mało popularnego filmu fabularnego o małżeństwie Roberta Dursta i Kathy Durst. Tak się złożyło, że ów film miał okazję obejrzeć sam zainteresowany, Robert Durst i wkrótce po tym sam zgłosił się do reżysera z ofertą wywiadu. To miał być pierwszy wywiad z Durstem. Czujecie to, mieć możliwość porozmawiać z facetem podejrzanym o trzy brutalne morderstwa, wolnym jak ptaszek pląsającym po Central Parku.

Muszę przyznać, że sylwetka Roberta Dursta robi tu największe wrażenie. Nie mamy tu żadnego fikcyjnego bohatera. Mamy prawdziwego Dursta. Poznamy historię jego życia opowiedzianą z jego perspektywy.

Bardzo ciężko było mi ocenić tego człowieka i sądzę, że nie tylko mnie. Diaboliczny, czy pogubiony? Największy pechowiec świata, czy największy farciarz wśród zabójców? Jest on tak przedziwnym człowiekiem, że nie przyśniłby się najlepszym hollywoodzkim scenarzystom. Sam Durst to jednak nie wszytko, poznajcie jego rodzinkę...

Na serial, po za wywiadem z Durstem- wisienką na torcie - składają się nagrania z prowadzonych dochodzeń, wywiady ze świadkami, uczestnikami procesu, krewnymi. Wszytko jest żywe, autentyczne. A finał tego przedsięwzięcia, myślę, zaskoczył nawet twórców serialu.

jinx

Czapki z głów, Drodzy Państwo.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:9

Klimat:7

Napięcie:10

Zabawa:10

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:10

Oryginalność:7

To coś:9

80/100

W skali brutalności:0/10

czwartek, 06 października 2016

Dead of summer - Sezon 1 (2016)

dead of summer

Obóz Stillwater ponownie otwiera swe podwoje przed obozowiczami i ich opiekunami. W przeszłości działy się tam złe rzeczy, ale nadal dla wielu osób jest o miejsce pełne sentymentu. Grupa nastoletnich opiekunów mimo najlepszych chęci nie spędzi tu sielankowego lata, bowiem zagrożenie już czyha.

Wiązałam spore nadzieje z "Dead of summer", głównie ze względu na mój sentyment do gatunku camp slasherów z lat '80. Ten serial miał przenosić widza właśnie w tamten nieco zapomniany przez filmowców świat, świat Jasona, Angeli Baker, czy innych szlagierowych już postaci, które zyskały sławę jako mordercy małolatów w jaskrawych portkach. Bardzo liczyłam na wierne odwzorowanie klimatu tamtych obrazów i co... przeliczyłam się.

Gdyby na dole ekranu nikt wspaniałomyślnie nie rzucił informacji o tym, że akcja serialu rozgrywa się w 1989 roku, wcale bym nie odczuła tej podróży w czasie. Twórcy nie wysili się szczególnie by za pomocą scenografii, charakteryzacji i kostiumów trafić w lata 80. Tylko brak komórek i social mediów daje nam znać, że coś jest nie tak.

dead of summer

Litościwie przymknęłam na to oko, licząc, że takie braki łatwo załatwi dobra fabuła. I faktycznie, przez pierwsze cztery odcinki śledziłam serialowe wydarzenia ze sporą uwagą. Doceniam próby nakreślenia bardziej złożonych charakterystyk bohaterów, mimo nieuniknionego umieszczenia ich w slasherowym schemacie.

Podobały mi się retrospekcje ukazujące skąd wzięła się nasza grupa i co każdy z nich ma za uszami. Odnotowałam kilka nawiązań do klasyki camp slasherów, ale niestety w pewnym momencie wszytko zaczęło iść w złym kierunku. Starania twórców by nie znudzić widzów i co i rusz oferować nowe zagrywki ostatecznie minęły się z celem. Nieprzewidywalność okazała się bowiem bardzo przewidywalna, za zmyłki raziły niekonsekwencją.

To co jednak najbardziej powinno mnie zaboleć jako fankę horroru, to kompletny brak horroru w horrorze. Serio, jest to bardziej serial obyczajowy o perypetiach pięknych i młodych i serial grozy. Na grozę nie znaleziono miejsca.

dead of summer

Jak na slasher, w dodatku składajacy się z dziesięciu odcinków trupów u mamy jak na lekarstwo. Większość bohaterów wychodzi cało z opresji i dopiero finałowy odcinek to większe żniwo śmierci.

Co więc robią bohaterzy slashera skoro nie umierają? Bawią się w detektywów, w dodatku mało rozgarniętych.

Ten serial to zmarnowana idea. O ile będzie drugi sezon, w co wątpię, brać się za niego nie będę.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Napięcie:5

Klimat:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

46/100

W skali brutalności:2/10

środa, 17 sierpnia 2016

Kingdom Hospital/ Szpital "Królestwo" - Sezon 1 (2004)

szpital króletwo

Znany malarz Peter Rickman w wyniku wypadku trafia do szpitala. Jego rokowania nie są najlepsze, ale fakt, że trafił właśnie do tak osobliwej placówki jak Szpital "królestwo" wydaje się dawać nadzieje. Szpital królestwo jest bowiem nawiedzony. Krążą tam duchy dawno zmarłych osób, które szukając pomocy same mogą okazać się pomocne. Cała zgraja bohaterów i tych żywych i tych martwych bierze udział w przedsięwzięciu mającym ocalić "Królestwo" przed zagładą.

"Szpital królestwo" to serial powstały na podstawie innej produkcji, duńskiego miniserialu Larsa von Tiera. Oryginał jest znacznie krótszy, bo pierwszy sezon można zaliczyć w ciągu czterech godzin, zaś wersja amerykańska to zgoła trzynastoodcinkowa przeprawa z czego każdy odcinek to blisko godzina.

Nie mam pojęcia jak fabularnie jeden ma się do drugiego, ale obstawiam w ciemno, że duńska wersja spodobała by mi się bardziej- skandynawski klimat, żadnych Kingowskich dłużyzn, brak hollywoodzkiego zacięcia do efektów specjalnych.

Jednak jak na razie obejrzałam tylko amerykańskie "Królestwo" i jestem dość zadowolona.

To dość przyjemny serial. Wykorzystuje powszechnie lubiane motywy. Z uwagi na to, że autorem scenariusza jest ? Stephen King znajdziemy tu wiele elementów typowych dla jego prozy. Narracja też jest typowo Kingowska. Pewne jest że ortodoksyjni fani jego prozy byliby serialem zachwyceni.

Tematem przewodnim jest tu wątek strapionych dusz. Na pierwszym planie mamy ducha małej dziewczynki Mary Jensen, której wątek rozwija się niespiesznie. Jej historie poznamy tak na dobrą sprawę dopiero w finałowym odcinku.

szpital króletwo

W między czasie obserwujemy dążenia miejscowej medium do nawiązania kontaktu z duchami szpitala królestwo. Z pomocą przyjdzie jej część przychylnie nastawionego personelu, a utrudniać sprawę będzie czarny charakter.

Przekonamy się, że szpital istnieje jakby w dwóch wymiarach: pierwszym rzeczywistym i drugim nadnaturalnym, gdzie korytarzami snuje się mała dziewczynka, jej złośliwy wróg i... olbrzymi gadający mrówkojad. Tak, mrówkojad, bardzo ciekawa postać. Praktycznie w każdym odcinku pojawia się jakaś nowa postać, najczęściej pacjent - trochę jak w serialu "Dr. House". Wszyscy z miejsca zostają uwikłani w sprawki duchów, ciągani o na jasną to na ciemną stronę Królestwa.

Nie zabraknie tu barwnych postaci. Każdy bohater ma tu swoje za uszami, choć nie trudno wyłonić tu autentycznie czarne charaktery. Pojawia się sporo sytuacji z goła satyrycznych, komediowych, trącących czarnym humorem.

szpital króletwo

Jedno co można powiedzieć o "Królestwie", to jest to zdecydowanie dziwne miejsce.

Kilka elementów fabuły nie było dla mnie do końca czytelnych, ale myślę że to zabieg celowy by pociągnąć temat na drugi sezon. Na drug sezon, którego już chyba raczej nie będzie, bo od 2004 roku minęło trochę czasu, a produkcja nie zdobyła aż takiej popularności by rozgrzebywać temat po takim czasie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

w skali brutalności:1/10

środa, 10 sierpnia 2016

Black Mirror/ Czarne lustro - Sezon 1-2 (2011-2013)

black mirror

Brytyjski serial "Czarne lustro" bazuje na nieprzyjemnej wizji egzystencji współczesnego człowieka. Można rzec, że wybiega w przyszłość, jednak nie wydaje się to przyszłość odległa. Rysuje obraz społeczeństwa obdartego z humanizmu, zawłaszczonego przez technologie.

Gatunkowo możemy mówić tu o sci-fi. Jak dotąd wyemitowano dwa sezony. W tym roku mieliśmy spodziewać się kolejnego, jednak, póki co nie pojawiła się konkretna data brytyjskiej premiery. Każdy sezon liczy zaledwie trzy około godzinne odcinki.Każdy odcinek opowiada inną historię.

Nie ukrywam, że pilot serialu zrobił na mnie największe wrażenie. Gwarantuję więc, że jeśli sięgniecie po ten serial obejrzycie go w całości.

Pierwszy odcinek pierwszego sezonu traktował o przykrym zajściu na wysokim szczeblu brytyjskiej polityki. Brytyjska księżniczka zostaje porwana przez szaleńca. Może się wydawać, że sprawa ma podłoże polityczne jednak żądanie jakie wysuwa sprawca w zamian za uwolnienie dziewczyny uderza w coś więcej niż polityczna stabilność kraju. Facet mierzy wprost w premiera kraju żądając od niego by na oczach narodu dopuścił się aktu zoofilii. Tak, premier wielkiej Brytanii ma uprawiać seks ze świnią, a relacja z tego wydarzenia ma być emitowana na żywo na każdym kanale w kraju w biały dzień. Jeśli tego nie zrobi księżniczka zginie. Znając wagę rodziny królewskiej dla narodu brytyjskiego można powiedzieć, że odmowa owego 'aktu' jest równoznaczna z personalną odpowiedzialnością premiera za jej śmierć.

black mirror

Kurczę, rozwalił mnie ten odcinek na łopatki. Już nie mówiąc o samym pomyśle, który jest w gruncie rzeczy prosty, ale o całym socjologicznym kontekście jaki do tego dobudowano.

Szok, przygnębienie, niedowierzanie.

W tym odcinku jak i w zasadzie każdym kolejnym największym czarnym charakterem jest społeczeństwo. Ta ludzka masa, która posiada ogromną siłę. Deprywatyzacja człowieka, tożsamość jednostki wygenerowana przez technologie, przez społeczny nacisk na spełnianie sztucznie napędzanych potrzeb. Wszytko to znajdziecie w tym i innych odcinkach dwóch serii.

Brytyjczyk, twórca serialu, nieuleczalny pesymista, który chyba nie widzi w ludziach już nic pozytywnego wymierza tym serialem policzek. Wszystkie historie posiadają nieco satyryczny wydźwięk. Jednak jeśli się temu przyjrzeć widać tylko politowanie i żałość. Żadnych bohaterów pozytywnych, żadnych szczęśliwych finałów. Każdy ostatecznie przegrywa i to na własne życzenie. Jest w tym tyle bolesnej prawdy.

Po za przebojowym odcinkiem o wyczekującej premiera świni zobaczymy też wizję społeczeństwa gdzie jedyną nadzieją na wybicie się po za szarą (dosłownie) masę ludzi jest udział w talent show. To nic że cie tam sponiewierają i zamiast piosenkarka zostaniesz dziwką, lepsze to niż grupowe pedałowanie.

black mirror

Odcinek o kontroli wspomnień o możliwości uzyskania całkowitego wglądu w każdy aspekt życia innych ludzi jest nie mniej dołujący.

Drugą serie rozpoczyna odcinek, w którym technologia próbuje pokonać barierę życia śmierci. Nie, nie ożywia zmarłych, ale oferuje żywym substytut osoby którą stracili. Jak bardzo jest to okrutne i pomylone dowiecie się dzięki historii Asha i jego dziewczyny.

Drugi odcinek tej serii odwołuje się do potrzeby wspólnego, społecznego wymierzania sprawiedliwości tym, którzy złamali prawo, dopuścili się czegoś okrutnego. Pomyślcie, jakby było klawo uczestniczyć w niekończące się nagonce na morderczynie niewinnego dziecka. To jak udział w reality show z przesłaniem.

black mirror

Ostatni jak dotąd wyemitowany odcinek mówi o tym dlaczego wolimy fikcję od prawdy. Mając do wyboru żywego człowieka, z całym bagażem człowieczych zalet i wad wolimy przysłuchiwać się fikcyjnie stworzonym idolom. Żadna nowość, jednak tu posłużono się nie wykreowaną przez tv gwiazdką jakby nie patrzeć jednak z krwi i kości, a prymitywna animacją niebieskiego niedźwiadka, który w przedstawionym tu świecie odgrywa większą wolę niż jakikolwiek człowiek. Ba większą niż człowiek, który go stworzył.

black mirror

Z niecierpliwością czekam na nowe pomysły Charliego Brookera. Zanim zabrałam się za ten serial nastawiłam się na coś w stylu 'rzeczywistość w krzywym zwierciadle', ale to zwierciadło wcale nie jest krzywe, dobitnie odzwierciedla to kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Jest czarne nie dlatego, że ktoś chciał tak zabarwić obraz, jest czarne bo taka właśnie jest przykra prawda.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie: 9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 02 sierpnia 2016

Stranger Things - Sezon 1 (2016)

stranger things

Lata '80 XX wieku. W małym miasteczku w Stanach dochodzi do zaginięcia chłopca, Willa Byersa, który po sesyjce RPG w domu kolegi znika gdzieś bez śladu.

W poszukiwania dziecka szybko włącza się policja stanowa, ale prawdziwą wolę wali o odnalezienie Willa wykazują jego matka, miejscowy szeryf, brat chłopca i jego mali kumple.

Ci ostatni zresztą poszukując śladów kolegi znajdują inne dziecko. Dziewczynka wygląda na ich rówieśniczkę, ale jest cokolwiek dziwna. To dzięki niej zainteresowani poznają nadprzyrodzoną naturę zaginięcia Willa Byersa.

"Stranger Things" bije obecnie rekordy popularności. Szczególnie w Stanach ludzie, także ci znani, jak pisarz Stephen King rozpływają się w zachwycie nad nową produkcją Netflix.

Serial liczy zaledwie osiem niespełna godzinnych odcinków. Kwestia kontynuacji tej historii jest raczej pewna, zarówno z uwagi na kasowy sukces produkcji jak i z uwagi na mnogość wątków, które zostały otwarte w pierwszy sezonie i moim zdaniem aż proszą się o rozwinięcie.

Chyba spokojnie mogę powiedzieć, że jestem sercem z fanami "Stranger Things".

Fabuła pierwszego sezonu wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nie będziemy tu mieli do czynienia z pełnokrwistym horrorem, raczej familijną przygodówką z wątkami sci fi i fantasy. Jest to obraz w stylu który może kojarzyć się z hitami Stevena Spielberga, jak chociażby "E.T". Trochę mroku zaczerpnięto z dark fantasy, wprowadzono elementy Tolkien'owkiego świata, trochę zimnowojennej paranoi i typowo Kingowskiej przypowieści o przyjaźni.

stranger things

Całość obleczona jest w ramy dobrze kojarzącej się popkultury lat '80. Oczywiście tej rodem zza Oceanu. Ogromny wysiłek włożono w odtworzenie tamtejszych realiów, scenografia, kostiumy, rekwizyty, muzyka. Wszytko to całkowicie tkwi w czasach gdy do kin wchodziło "Coś" Carpentera a małolaty słuchały Joy Division a nie Hanny Montany.

Ten świat tak przyjemnie stworzył dla nad duet Duffer, rodzeństwa młodych twórców filmowych, którzy choć dopiero raczkują w Hollywood mają jak widać bardzo precyzyjną wizję tego jak osiągnąć komercyjny sukces. Do tej pory widziałam ich jeden pełnometrażowy film "Hidden" i jeśli nie pamiętacie, to zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Nie chciałabym Wam zbyt wiele zdradzać jeśli idzie o fabułę "Stranger Things", ale nie będzie to chyba zbyt duży spoiler jeśli powiem, że serial wykorzystuje gro znanych, popularnych motywów. To z kolei przekłada się na dużą przewidywalność ciągu fabularnych zdarzeń, ale wcale nie przeszkadzało mi to tak bardzo jak mogłam podejrzewać. Chyba właśnie to jest w tej produkcji najlepsze. Nie jest może najoryginalniejsza, bo o taka chyba nie stara się być, a wręcz celuje w naśladowaniu tego o czym współcześni twórcy kina grozy starają się zapomnieć. Bo nowsze jest lepsze. Nie zawsze jak widać.

Mylę, że w dużej mierze ta sentymentalna podróż w przeszłość zapewniła serialowi taką rzeszę fanów. "Stranger things" wykorzystuje wątki znane i lubiane, robi to z ogromną precyzją co skutkuje dużym powodzeniem. Jest to po prostu tak przesympatyczny serial, że nie da się go nie polubić.

Technicznie produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie. Wszytko od kolorystyki zdjęć po muzykę ma nam przywodzić na myśl złotą etę amerykańskich straszaków. O ile efekty specjalnie nie zwaliły mnie z nóg - tak już mam, że nie przepadam, o tle muzyka robi robotę wręcz fantastyczną.

Brawa należą się aktorom, zarówno tym znanym, jak obecnie nieco zapomniana  przez Hollywood Winona Ryder jak i debiutującym na ekranie małolatom.

stranger things

Kreacje dziecięcych aktorów przekonały mnie do siebie na tyle, że w głowie pojawiło mi się ciepłe skojarzenie z młodzikami ze "Stay by me".

Reasumując jestem pod ogromnym wrażeniem tej produkcji. Nie dlatego, że jest czymś nowym i przełomowym, ale dlatego że sprytnie korzysta ze starych klisz, a nie zawsze się to udaje.

Oczywiście jeśli będę mieć taką możliwość chętnie sięgnę po kolejny sezon "Stranger Thins".

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 26 lipca 2016

Penny Dreadful/ Dom grozy - Sezon 1-3 (2014-2016)

penny dredful

W wiktoriańskim Londynie dzieją się potworne rzeczy. Groza zdejmuje zarówno arystokratów jak i plebs. Każdy może tu spotkać potwora, każdy może stać się potworem. Niektórzy urodzili się z upiornymi darami, inni zostali poprowadzeni w otchłań. To tu dochodzi do spotkania z legendarnym Draculą, dotkniętym klątwą wilkołakiem, samotnym potworem Frankensteina, równie samotnym Frankensteinem, opętaną niewiastą, wiedźmami nawiedzającymi noce, wiecznie pięknym Dorianem Gray'em i samym Lucyferem.

"Penny Dreadful" był jednym z najczęściej polecanych mi serialów przez czytelników bloga. Już po premierze pierwszego sezonu dochodziły do mnie głosy zachwytu. Ale ilekroć słyszałam, że w serial telewizyjnym mam obcować z klasyką literatury gotyckiej, mam przełknąć jakieś hollywoodzkie innowacje w fabule "Draculi" czy "Frankensteina" zęby zaciskały mi się z niechęci.

Za dużo razy widziałam jak pazerni amerykanie wycierają sobie gęby tymi pięknymi historiami robiąc z nich karykatury dostosowane do komercyjnych wyborów widowni. Widowni, która najczęściej i tak nie znała oryginałów wykorzystywanych dzieł i miała je w dupie -Dracula to taki kuzyn Edwarda, nie?

Zapierałam się więc rękami i nogami przed "Penny Dreadful". Paradoksalnie okazało się, że serial, który nawet swoim tytułem nawiązuje do taniej literatury grozy popularnej w robotniczych dzielnicach wiktoriańskiego Londynu, wcale nie krzywdzi klasyki, nie odwraca się do niej dupą i nie ośmiesza ku uciesze gawiedzi.

penny dredful

Teraz mi jest nawet przykro, że obejrzałam już trzy sezony i następnego nie będzie. Tyle jeszcze można by z tego pomysłu wyciągnąć!

Jak wspomniałam moje największe obawy budziły kreacje postaci w scenariuszu serialu. Główną bohaterką filmu jest niejaka Vanessa Ives, młoda arystokratka o zdolnościach paranormalnych. W jakiś sposób umie nawiaząc kontakt z 'tama stroną', czy też może 'tamta strona' uparcie nawiązuje kontakt z nią. Poznajemy ją, gdy wraz ze starszym gentlemanem prowadzi poszukiwania swojej przyjaciółki, Miny. Gentleman, sir Malcolm jest ojcem zaginionej. Już na sam dźwięk imienia Mina, powinna Wam się zapalić, lampka: aha, oblubienica Draculi. I faktem jest, że Mina została poniesiona w ciemność przez jej księcia. Nie mniej jednak, to właśnie Vanessa jest głównym obiektem zainteresowań wszelkich złych mocy. Poszukiwanie zaginionej kumpeli to dopiero początek. Dzięki temu wątkowi poznajemy całą 'grupę zadaniową' do której dołącza rewolwerowiec o wyjątkowo dwoistej naturze oraz młody doktor marzący o wskrzeszaniu zmarłych. Gdzieś tam dobrze bawi się też Dorian Gray znany z "Portretu Doriana Gray'a, a w ostatnim sezonie trafi się jeszcze doktor Jekyl.

O ile nasza główna bohaterka nie ma wyraźnego pierwowzoru w literaturze o tyle większość postaci jest żywcem wyciągnięta z gotyckiej klasyki. Podobnie jest zresztą z większością serialowych wątków. Tematem przewodnim jest oczywiście nieśmiertelna walka dobra ze złem. Vanessa robi tu za przedmiot targu między jasną a ciemną strona mocy i gdyby nie bardzo dobrze zbudowana psychologia tej postaci było by bardzo licho,  typowo.

penny dredful

Zresztą, zanim dobrze poznamy tą historię trochę się schodzi. Osobiście nie byłam wcale oczarowana sezonem pierwszym. Dopiero stopniowe dobudowywanie wątków, wikłanie relacji między postaciami sprawiło, że wsiąkłam.

Dla mnie hitem jest postać potwora Frankensteina. Wiecie już chyba, że uwielbiam powieść Mary Shelly, a nad losem jej bohatera roniłam łzy. W serialu ta postać jest znacznie rozbudowana. Oczywiście pojawią się nieścisłości, cóż, ale nie wypadają one na niekorzyść. Postać potwora, wzrusza jeszcze bardziej, a co ciekawe nawet Victor Frankenstein bardziej przekonał mnie do siebie. Po lekturze powieści bardzo go znielubiłam, tu dał się poznać lepiej. O bohaterach i ich decyzjach trudno coś jednoznacznie powiedzieć. Kto zły, kto dobry, to raczej nie rozstrzygnięta kwestia, historie, które niosą ze sobą postaci wcale nie są proste.

penny dredful

Kurczę, ogólnie ten serial jest cholernie smutny. Dramatyzm jest bardzo żywy mimo tej sztucznie nadbudowanej warstwy paranormalnej, która napędza wydarzenia.

Nie da się ukryć, że jest to zasługa aktorstwa, zdecydowanie z wyższej półki. Wizualnie produkcja także robi dobre wrażenie. Obraz Londynu jest taki jaki pamiętamy z wykorzystanych tu powieści. Jest mroczny, tajemniczy, wielowarstwowy. Arystokratyczne salony, i śmierdzące palarnie opium, wystawne przyjęcia i powolne konanie w zaułkach. Po za wizualnym wrażeniem jest też kontekst wydarzeń, tych marginalnych, tych w tle, społeczne problemy wyłożono bardzo drastycznie.

Obok filmowej muzyki też nie da się przejść obojętnie, niejaki Abel Korzeniowski wymiata. Zdjęcia to dzieło tego samego człowieka, który wyczarował mi "Downton Abbey", zaś nad całą produkcją czuwał scenarzysta "Gladiatora", producent "Sweeny Todda" wraz z Samem Medesem którego twórczość kocham bezwarunkowo.

Tak, polubiłam "Penny Dreadful" i kajam się za moje uprzedzenia.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

77/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 11 czerwca 2016

Bates Motel/ Motel Bates (2016) - Sezon 4

bates motel

Czy ktoś jeszcze śledzi losy młodego Normana Batesa, bohatera "Psychozy"? Już prawie zapomniałam o tym serialu i gdyby nie przypadek przegapiłabym pojawienie się nowego sezonu.

I powiem Wam, że byłoby szkoda, bo to jak do tej pory najlepszy sezon "Motelu Bates".

Już w pierwszym odcinku Normanek przyodziewa maminy szlafroczek i wymierza sprawiedliwość pewnej kobiecie. Jak wspomniałam przy wpisie o sezonie trzecim szaleństwo Normana znacznie się rozwinęło, jego zaburzeniom poświecono znacznie więcej uwagi niż przez dwa pierwsze sezony razem wzięte.

Czwarty sezon praktycznie eliminuje wątki poboczne. Emma, Dylan, i inni schodzą na dalszy plan, a młody Bates coraz bardziej szaleje.

Ze wszystkich dziesięciu odcinków, bo tyle zwykł liczyć przeciętny sezon, najlepszy okazał się odcinek drugi, w którym Norman już po zabiciu bogu ducha winnej przybłędy w przebłysku niejasnego wspomnienia zaczyna obarczać winą za swojej zbrodnie matkę.

Tak, dochodzi do niezwykłej konfrontacji. Norma nie chcąc uświadomić syna o jego morderczych skłonnościach zaciera za nim ślady. Ten widząc jej dziwne zachowanie zaczyna wierzyć, że matka jest zabójczynią. Ostatecznie coś w tm, jest, bo jakby nie patrzeć Norman nie popełnia zbrodni w codziennym wydaniu, zawsze robi to w czasie zaniku świadomości w ramach którego 'zmienia się w matkę'.


Zarówno wcielająca się tu w postać Normy Vera Farmiga jak i partnerujący jej Freddie Highmore w roli Normana pokazali tu popis teatru dwóch aktorów na najwyższym poziomie. Na Verę patrzę z coraz większym podziwem, szkoda, że upss...

Tak, w tym sezonie młody Bates w końcu zabije swoją matkę.

bates motel

Zanim to się stanie wyląduje w psychiatryku, nawet w dwóch, objawi terapeucie swoją drugą twarz dzięki czemu dowiemy się więcej o jego dzieciństwie.

Zdecydowanie dużo się tu dzieje. Miałam nawet obawę, że stacja planuje wycofać się z kręcenia serialu i tym sezonem chce zamknąć sprawę, ale nie, będzie sezon piąty.

Jeśli twórcy dalej będą kroczyć tak raźnym krokiem, będzie to bardzo dobry sezon. Czy piąty będzie ostatni? Nie wiem.

Zastanawiam się jak zakończą historię Normana. Wg. mnie fajnym pomysłem byłby finał pokazujący ofiarę ,którą Norman zabił w "Psychozie". Wiecie, Marion wchodzi do motelu z walizką, Norman ją wita, uśmiecha się słodko i złowieszczo i na tym kończymy. Ale czy twórcy an to wpadną? Wątpię. Przez większą część serialu, kombinowali, gmatwali, cudowali i dopiero teraz wracają na właściwe tory. W związku z tym wątpię, czy taka prostota ich zadowoli.

Jeśli przebrnęliście już przez trzy sezony, to warto zrobić kolejny krok i sięgnąć po sezon czwarty, jak napisałam, najlepszy z dotychczasowych, najbardziej mroczny, psychodeliczny i dramatyczny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

środa, 24 lutego 2016

Making a Murder - odc. 1-10 (2015)

making a murder

Steven Avery po raz pierwszy trafił przed sąd jeszcze jako 19letni chłopak. W ramach zabawy z kumplami podpalił kota. Kto by pomyślał, że ta zbrodnia doczeka się wyroku dożywocia?

Okrucieństwo wobec zwierząt to w zasadzie jedyny zarzut, który został mu w pełni udowodniony, to zarzut, do którego się przyznał.

Parę lat później gdy Steve założył rodzinę i wraz z nimi wiódł spokojny żywot 'janusza cebulaka' w małym mieście w Wisconsin, na pobliskiej plaży doszło do napaści seksualnej na szanowaną członkinie małej społeczności hrabstwa Manitowoc. Otoczenie od razu wskazali na Stevena. Okruszek do okruszka zbierali wysokiej wątpliwości dowody aż doprowadzili do skazania chłopaka na 60 lat.

making a murder

Po 18 latach Steven wychodzi na wolność,  bo drodzy Państwo okazało się, że dowody były zmanipulowane, a wyniki badan DNA wskazywały zupełnie innego sprawce. Swoją drogą był nim seryjny gwałciciel, którego władze hrabstwa spuściły z oka na jeden dzień. Co lepsze, wszyscy włącznie z prokuratorem zdawali sobie sprawę, że wina Averyego jest wielce wątpliwa. Chłopina wyszedł z paki i zażądał od zamieszanych w preparowanie dowodów śledczych, prokuratury i hrabstwa odszkodowania w wysokości 36 milionów dolarów.

Pewnie nie jednokrotnie słyszeliście o sprawach karnych, w których zapadały wyroki oparte na dowodach prosto z dupy. Po kilku latach, gdy dobrodziejstwo nauki pozwalało na zgłębienie fizycznych dowodów okazywało się, że naoczny świadek gówno widział, a facet, który odsiedział w pierdlu pół życia nigdy nie był na miejscu zbrodni. W Stanach istnieje nawet organizacja pozwalająca ubiegać się niesłusznie skazanym o powtórne procesy sądowe. Avery był jednym z nich. Niestety cieszył się wolnością tylko przez siedem miesięcy. Bo nim sprawa odszkodowania nabrała rozpędu, a odpowiedzialni za feralny wyrok potracili stołki Steven powtórnie został aresztowany. Tym razem za morderstwo.

Dziesięcioodcinkowy serial produkcji Netflix ukazuje historię człowieka skazanego za dwie zbrodnie, których nie popełnił. Przynajmniej taki jest zamysł twórców i tak wygląda perspektywa z jakiej ta opowieść jest przedstawiana.

making a murder

Jeśli chodzi o moją prywatną opinię, to niczego nie mogę być pewna, aczkolwiek muszę przyznać, że twórcy filmu pokazali sprawę Averyego w sposób tak sugestywny, że zagryzałam zęby z furii.Uwierzyłam im.

Serial pokazuje walkę jednostki z systemem. System każdorazowo kopie po dupie wybranego kozła ofiarnego, czyli faceta z biednej rodziny żyjącej na społecznym marginesie.

Po tym jak Steven dowiódł swojej niewinności w sprawie o gwałt system postawił veto. To wygląda jakby mówili: Mało ci było odsiadki? Teraz chcesz kasy? To cie wpierdolimy w takie łajno, że do końca życia będziesz zeskrobywał z siebie gówno. Stawiasz się? To jeszcze w kopiemy twojego upośledzonego siostrzeńca, niech też posiedzi.

Nie mogę Wam zrelacjonować tej historii ze wszystkimi bulwersującymi szczegółami, bo zabrakło by mi liter. A z reszta liczę, że ktoś z Was będzie na tyle szalony, że poświeci dziesięć godzin życia i obejrzy ten serial.

Chciałabym Wam powiedzieć, że scenariusz jest zajebisty, a twórcom należą się brawa. Ale scenarzystą jest samo życie i Steven Avery do dziś dnia siedzi w pierdlu. Again.

Powtórnie skazano go w roku 2007 i mimo iż cały proces był... uh... maksymalnie dziwny to chłopina ma marne szansę na wyście na wolność mimo iż nad jego losem ronią łzy ludzie z całego świata i sam Barac Obama.

making a murder

Oglądając pierwszy odcinek i słysząc o akcji z kotem, pomyślałam sobie: masz za swoje pogięty pojebie. Później zmieniałam zdanie. Osiemnaście lat za kota w pełni mnie usatysfakcjonowało. Niestety nie usatysfakcjonowało systemu.Po odparciu zarzutu za gwałt pojawiło się morderstwo. Miałam wrażenie, że trup tej dziewczyny spadł im z nieba...

Serial utrzymany jest w konwencji paradokumentu. Stanowi gratkę dla osób zainteresowanych kryminologią, a także miłośników potyczek sądowych. Mamy tu nagrania z rozmów telefonicznych, relacje z sali sądowej, nagrania przesłuchań, Relacje z mediów, rozmowy z rodziną ofiary i skazanego ( jak mi się serce krajało na widok rodziców Averyego, mam nadzieję że dożyją wyjścia syna na wolność) i oczywiście rozmowy z samym osadzonym.

making a murder

Historia opowiadana jest chronologicznie. Z odcinka na odcinek rośnie napięcie, ba, rośnie wkurwienie.

Co mnie osobiście zaintrygowało to nadnaturalny przerost polsko brzmiących nazwisk wśród osób z zamieszanych w sprawę;)

Przez dziesięć godzin będziecie trwać z opadem dolnej szczęki, mogę Wam to praktycznie zagwarantować. Wszyto jest pokazane tak szczegółowo, że zęby bolą.

Oczywiście pamiętajcie, że film narzuca pewną perspektywę. Być może prawdziwą, ja tak podejrzewam, ale jest to perspektywa z góry zakładająca niewinność skazanego. Czy jest to słuszna perspektywa? Oby nie, bo jeśli tak to znaczy, że ten świat powinien spłonąć, za podłość, za bezwzględność, za brak refleksji, za brak sumienia.

making a murder

Serial polecam gorąco! Jeśli kto już go widział niech podzieli się wrażeniami w komentarzu.

Moja ocena:9/10

środa, 20 stycznia 2016

American horror story- Sezon 5 (2015)

hotel

Pierwsze przecieki na temat piątego sezonu sugerowały, że będzie on nawiązywał do konwencji slashera, a w roli głównej Jessike Lange zastąpi Jamie Lee Curtis znana przede wszystkim jako królowa krzyku z "Halloween". Jak się szybko okazało informacje te dotyczyły zupełnie innego serialu, zupełnie nowego projektu pod szyldem "Scream Queens".

Następny soczysty news przedpremierowy głosił, że w obsadzie zobaczymy Lady Gage. Myślałam, że to chory dowcip. Już abstrahując od moich muzycznych upodobań, jak najdalszych od Lady Gagi nie mogłam sobie tego pomysłu zracjonalizować. A tu proszę, faktycznie Lady Gaga zastąpiła Jessikę Lange i jeszcze została doceniona Złotym Globem za tą herezję;)

Z tą herezją to żartuje, bo mimo iż brak Jessiki uważam za błąd producentów, to Lady Gaga poradziła sobie z główną rolą bardzo dobrze. Może powinna zmienić branżę, bo jej teatralny styl sprawdziłby się w jeszcze nie jednym filmowym projekcie, gdzie dziwność jest w cenie.

Najnowszy sezon "American horror story" nosi podtytuł "Hotel", a jego akcja rozgrywa się w starym hotelu w Los Angeles. Tu mogę przytoczy słowa Mike Enslina z "1408": "Pokoje hotelowe z natury są przerażające, bo ilu z gości zmarło, ilu było chorych etc." Pasują one do tematu sezonu jak ulał.

Jak zazwyczaj, twórcy serialu swoja fabułę złożyli z kilku połączonych wątków dotyczących słynnych amerykańskich historii budzących grozę. Jedne z nich można uznać za autentyczne, inne tylko nawiązują do faktów, a jeszcze inne stanowią swoiste legendy.

Główną 'osoba dramatu' jest wampirzyca zwana Hrabiną. To w tą postać wciela się Lady Gaga i na niej skupiamy uwagę przez pierwsze kilka odcinków. Wampiry, jak wampiry nigdy jakoś szczególnie mnie nie kręciły, chyba te z pod znaku XIX wiecznych powieści gotyckich. Podobne wrażenia miałam względem postaci hrabiny, Nie urzekła mnie swoją krwistą seksualnością i mimo iż Lady Gaga poradziła sobie w roli femme fatale to i tak daleko jest do kreacji stworzonych przez Lange. Doceniam ją jednak, bo spodziewałam się istnej katastrofy.

Historia hrabiny jest naznaczoną żądzą władzy, miłością, i krwią. W pewnym momencie pojawia się ciekawe nawiązanie do  postaci amanta wszech czasów i gwiazdy kina niemego Rudolfa Valentino i jego ostatniej żony, Nataszy.

hotel

Idąc dalej trafiamy na legendarnego reżysera Friedricha Murnau i jego wampiryczne zapędy. Facet był posądzany o wampiryzm tak jak Bela Lugosi i ten moty zgrabnie wykorzystali twórcy serialu. Hrabina niejako scala wszystkie wątki, bo to ona decyduje kto trafi do Hotelu 'Cortes'. Wciąż pojawiają się nowi kochankowie, kochanki i ofiary.

W ten sposób na arenę wkracza postać właściciela hotelu Jamesa Marcha, w tej roli znany z wszystkich wcześniejszych sezonów Evan Peters. Postać Marcha nawiązuje do bodajże- tego nikt nie może być pewien - pierwszego seryjnego mordercy Ameryki H.H Holmes'a, który w swoim hotelu w Chicago mordował ludzi, zazwyczaj hotelowych gości.  March jak większość stałych rezydentów hotelu jest duchem, który w noc Halloween zaprasza w swoje skromne progi inne duchy, duchy najsłynniejszych seryjnych zabójców. Tu spotkamy między innymi Gacy'ego, Alien, Ramireza itp.

hotel

Wątek seryjnych morderców jest tu bardzo istotny bo wprowadza nam kolejnego, o dziwno żywego bohatera, agenta FBI, który w Los Angeles tropi zbrodnie 'mordercy od 10 przykazań'. Ten bohater przyniesie nam pewną niespodziankę, i wprowadzi kolejnych bohaterów na planszę. Agent John ma żonę i dwójkę dzieci. Niestety kilka lat temu jego synek Holdem zaginął i ups... pewnego dnia odnalazł się w niezmienionym kształcie w hotelu Hrabiny, jako wampirzątko.

hotel

Z seryjnym mordercom miała też do czynienia jedna z najzabawniejszych i najsmutniejszych jednocześnie postaci dalszoplanowych, mianowicie pokojówka Hazel. Wierna swemu morderczemu Panu nie radząca sobie z tragedią z przeszłości, kiedy to jej syn padł ofiarą zabójstwa. Ona także jest jednym z uwięzionych tu duchów.

Jeśli już o duchach mowa, nie można zapomnieć o zaćpanej Sally, heroinistce, która dokonała żywota w hotelu i od tamtej pory szuka ukojenia swojej samotności w budynku bez wyjścia. Sally dawała sobie w żyłę wraz z Donovanem, dopóki jego niewątpliwa urodą zainteresowała się Hrabina i uczyniła go swoim kochankiem i wampirem.

Wraz z Donovanem poznajemy jego strapioną matkę, która większość życia poświęciła na bezowocne próby wyciągnięcia syna z nałogu. By móc być przy nim zamieszkałą w hotelu i od tamtej pory pracuje jako recepcjonistka- w tej roli widzimy wymęczoną Kate Bates.

hotel

Za ladą recepcji towarzyszy jej, moim zdaniem najsympatyczniejsza postać sezonu, stary transwestyta zwany Liz Taylor lub Cleopatra. Losy wszystkich, tych bohaterów- plus kilku innych których pomijam z braku czasu - łączą siew historii gdzie głównym wątkiem jest życie po śmierci.

Czy ten sezon przypadł mi do gustu? Dosyć, jest na pewno lepszy niż sezon trzeci i czwarty, ale niestety nie zbliża się do wrażeń jakie zafundowały mi dwie pierwsze odsłony serialu.

Sam pomysł na lokalizacje jest tu udany, bo jak wspomniałam, hotele nadają się na siedlisko mrocznych tajemnic, jak żadne inne miejsce. Scenografia, którą stanowi wystrój hotelu jest jednym z najmocniejszych punktów programu.

Martwi mnie tylko jednak rzecz, twórcy coraz więcej uwagi poświęcają formie, a coraz mniej treści. Za dużo tu rozwleczonych scen gdzie ciężko o jakaś treść.

Pierwsze trzy odcinki nie nastroiły mnie pozytywnie i dopiero większe nagromadzenie wątków pobocznych sprawiło, że ta historia zaczęła mnie interesować. Jestem ciekawa, co będzie w następnym sezonie.

Był nawiedzony dom, był szpital psychiatryczny, była szkoła czarownic, był cyrk, był hotel... Może by tak wyszli po za budynki i rozkręcili coś powiedzmy na odludnej drodze? Za miejsce 'przystankowe' mógłby posłużyć upiorny motelik, czy na wpół opuszczona stacja benzynowa.  O Amerykańskich zapomnianych drogach krąży tyle samo legend podszytych zbrodnią co o hotelach, domach i szpitalach. 

Jednakże jak do tej pory jedyny znaleziony przeze mnie news z zagranicznej strony poświęconej horrorom głosi, że nowy sezon będzie nosił podtytuł "Summer Camp" co sugeruje nawiązanie do nurtu camp slasherów.

Czy to prawda, czy plotka, czy czyjeś pobożne życzenie, okaże się.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła: 7

Klimat: 8

Napięcie: 6

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:6

Oryginalność:7

To coś:8

68/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 29 października 2015

Scream/ Krzyk - Sezon 1 (2015)

scream 

W miasteczku Lakewood zaczynają ginąć uczniowie liceum. Pierwszą ofiarą jest suczkowata Nina, która uprzykrzyła życie szkolnej koleżanki wrzucając do sieci nagranie, na którym ta całuje się z inną dziewczyną.

Kolejnymi ofiarami są osoby z otoczenia Niny, ale to nie ona była głównym celem mordercy. Wszystko wskazuje na to, że to słodka Emma Duval jest obiektem zainteresowania człowieka w masce. Uśmiercając jej przyjaciół podrzuca jej kolejne wskazówki odnośnie swojej tożsamości i związku jaki łączy go z Emmą.

Pierwszy sezon zakończył się wyjaśnieniem zagadki. Już wiemy kto dybał na życie Emmy, ale to jeszcze nie koniec. Zapowiedziano sezon drugi przypominając widzom o kilku niejasnościach ad fabuły sezony pierwszego.

"Scream" dedykowany pamięci twórcy pełnometrażowej serii horrorów "Krzyk" został wyprodukowany dla telewizji MTV... i to widać. Miałam wrażenie, że najważniejszym bohaterem całego sezonu, nie jest morderca, nie jest potencjalna final girl, lecz multimedia, wszelkiego rodzaju gadżety typu srajfony i tablety obecne są w niemal każdej scenie i odgrywają ważną rolę w makabrycznych wydarzeniach.

W dole ekranu podczas emisji każdego odcinka możemy przeczytać informacje o aktualnie wykorzystywanej ścieżce dźwiękowej, co jest charakterystyczne dla MTV, ale wadą nie jest. Coś takiego przydałoby mi się w przypadku wielu produkcji, bo nie musiałabym desperacko szukać w sieci jakiś wskazówek ad. konkretnej piosenki, która wpadła mi w ucho.

scream

Zanim zaczęłam oglądać serial najważniejszym pytaniem jakie kołatało mi się w głowie, było, czy będzie trzymał konwencje którą stworzył Craven, czy będzie wykorzystywał te same pastiszowe chwyty i czy będzie miał zbliżony klimat. Czy ten serial jest godny legendy na którą się porywa?

Po seansie z całym sezonem mam raczej mieszane uczucia. Dla mnie mogłoby w ogóle nie dojść do produkcji tego serialu. W mojej opinii był jedynie skokiem na kasę i próbą po raz kolejny zarobienia na tym samym tytule.

Przez cały sezon podkreślana jest przynależność gatunkową filmu. Występują liczne nawiązana do popkultury horroru typu slasher. Twórcy desperacko chcą pokazać, że nie odwracają się dupą do Cravena, lecz kontynuują jego dzieło.

Moim zdaniem to zbyt daleko idąca deklaracja. Film owszem, trzyma się w ramach gatunku, ale w przeciwieństwie do filmowych wersji krzyku jego walory pastiszowe są znikome. Wszytko jest brane na serio i to jest błąd.

Tym, którzy obawiali się kalki fabularnej z filmowej wersji scenariusza mogą odetchnąć, bo mamy tu do czynienia z całkiem nową historią. Czy lepszą, w to wątpię, choć jeszcze nie dobiegła końca.

scream

Łączy w sobie pomysły zerżnięte z najbardziej znanych filmowych slasherów. Jest wątek wykluczonego społecznie i oszpeconego chłopaka, który zakochuje się w ślicznej dziewczynie z sąsiedztwa. Niestety ta odrzuca jego uczucie. Chłopak o wyglądzie potwora ujawnia swoją potworną naturę, zaczynają ginąć ludzie. Mimo iż sprawca zostaje spacyfikowany te same wydarzenia zaczynają rozgrywać się wiele lat później jakby od nowa.  Mnie nasunęły się takie tytuły jak "Krew niewinnych", czy "Zabójca Rosemary", ale skojarzeń może być znacznie, znacznie więcej.

Nic nadzwyczajnego moi drodzy.

Część widzów urągała na to, że zmieniono wygląd czołowego filmowego rekwizytu: maski, ale dla mnie po obejrzeniu całego sezonu nowego "Krzyku" ma to znikome znaczenie. To tylko kolejny współczesny slasher, nie żaden hołd dla gatunku, ani błyskotliwy pastisz.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Walory techniczne:8

Oryginalność:3

To coś:5

53/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 09 sierpnia 2015

The Enfield Haunting (2015) - odc. 1-3

the enfield haunting

"The Enfield Haunting" to trzy odcinkowy mini serial, zrealizowany dla stacji Sky Living. Emitowany był w maju tego roku. Twórcą jest Duńczyk z doświadczeniem w tego rodzaju produkcjach.

Pomysł na serial zaczerpnięto, jak to zazwyczaj z rzekomo autentycznej historii, która miała miejsce w Stanach w latach 70.

Historia została opisana przez jednego z jej uczestników Guy'a Lyona Playfair'a w książce "Ten dom jest nawiedzony" traktującej o zjawisku poltergeista, który zagościł w domu samotnej matki wychowującej czwórkę dzieci.

the enfield haunting

the enfield haunting

Najmłodsza z córek, Janet doświadcza tego, co nazywamy nawiedzeniem. Dziwne zjawiska w domu Hodngsonów zaalarmowały sąsiadów i policję, aż w końcu w domu rodziny pojawia się łowca duchów Maurice Grosse, a w ślad za nim pojawia się dziennikarz specjalizujący się w tego rodzaju tematach, Guy Playfair. Wszyscy wspólnie próbują zgłębić tajemnicę jaką skrywa dom.

the enfield haunting

Każdy z odcinków trwa czterdzieści pięć minut więc przy dobrych chęciach można obejrzeć całość w ciągu jednego wieczoru. Ja tak właśnie uczyniłam.

Realizacja jest na tyle sprawna by nie odstraszać, a dodać mogę, że sceny z udziałem zjawisk nadprzyrodzonych, czyli wszelkich emanacji złych mocy które atakują Janet wyglądają zadowalająco. Młoda jest podwieszana przez firankę, atakuje ją lustrzane odbicie etc, etc...

Fabuła jest bardzo prosta. Niczym w horrorach z rodzaju "Obecności" mamy rodzinę, w której życiu następuje zmiana. Następuje kryzys. Tatuś porzuca rodzinę, najstarszy syn sprawia problemy wychowawcze, wtedy pojawia się poltergeist, z którym najbliższa więź ma właśnie Janet. To jej ustami komunikuje się z otoczeniem, to ją najsilniej atakuje.

Jak zazwyczaj pojawią się wątpliwości ad. autentyczności zjawiska, które zostają rozwiane w punkcie kulminacyjnym. Nawiązanie kontaktu z poltergeistem nasila niepokojące zjawiska i dopiero pomoc zaprzyjaźnionych duchów może rozwiązać sytuację. Koniec.

the enfield haunting

Historia jest więc prosta i niczym nie powinna zaskoczyć. Oczywiście pojawiają się wątki poboczne jak te związane z życiem osobistym Maurice'a. Nudy nie ma, ale jakiś niesamowitych wrażeń ten serial nam nie dostarczy. Fani produkcji bardzo klasycznie podchodzących do tematu nawiedzenia będą zadowoleni, poszukiwacze innowacji mogą sobie odpuścić.

Osoby niecierpliwie oczekujące na premierę "Obecności 2" mogą sobie obejrzeć ten film słowem wstępu, ponieważ to właśnie historia Poltergeista z Enfield będzie stanowić wątek przewodni nowego filmu.

Moja ocena:

Straszność: 5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

53/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 21 maja 2015

Bates motel/ Motel Bates (2014-2015) - Sezon 3

bates motel

Właśnie zakończono emisję trzeciego sezonu o 'Batesa początkach', czyli serialu opartego na sławnej "Psychozie". Opartego, tyle o ile, bo jak już wspomniałam akcja całkowicie przeniesiona jest w czasy współczesne i wzbogacona o gro wątków pobocznych związanych z mieściną w jakiej znajduje się rodzinny biznes Batesów.

We wpisie poświęconym sezonowi drugiemu narzekałam na brak akcji skupionej tylko i wyłącznie na Normanie i rozwijającej się psychozie. Już nawet byłam gotowa zarzucić pomysł podchodzenia do kolejnego sezonu, zwłaszcza, że złowiłam sobie nowy serial, o którym wkrótce napiszę, ale po obejrzenie trzech pierwszych odcinków nowego sezonu zauważyłam progres w kwestii wątku Normana.

bates motel

Tak, moi mili to w tym sezonie Norman po raz pierwszy przyodzieje sukienkę mamusi i na jedną szaloną noc stanie się nią.

Spora uwagę poświecono także halucynacjom Normana, w którym matka jest znacznie bardziej apodyktyczna niż w rzeczywistości. Do głosu dochodzi tu oczywiście podświadomość Normana, jego lęk przed naruszeniem więzi z matką, ale bardzo podoba mi się sposób w jaki jest to ukazane.

Dzięki wprowadzeniu na arenę nowego bohatera, psycholog,a z którym Norma odbędzie 'szybką randkę' zacznie na jaw wychodzić seksualna sfera zaburzeń Normana. Pewne rzeczy zostaną nazwane po imieniu- nareszcie!

bates motel

Mamy więc nowych bohaterów, ale też wielki come back. Kto wraca, nie zdradzę, bo ma to kluczowe znaczenie dla finału. A finał, podobnie jak w sezonie pierwszym okraszony zostaje kobiecym trupem. Jak miło. Mam nadzieję, ze Norman nie zrobi sobie kolejnej, trwającej cały sezon przerwy w tym do czego został powołany przez autora powieści:)

Tak więc, moi drodzy, jest postęp. Niestety watki poboczne nadal utrzymują na się linii frontu. Norma Bates dalej ma problemy z obwodnicą, a Dylan mieszka na plantacji zioła. Szczęśliwie domknięto watek ojca Dylana i to w bardzo zgrabnym stylu. Pojawił się też nieoczekiwany wątek miłosny, który na razie mnie nie mierzi bo dopiero się wykluł.

Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy. Mam nadzieję, Ze Norman dalej będzie nam się rozkręcał.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 07 marca 2015

Lightfields (2013) - Odc.1-5

lightfields

"Lightfields" to kolejny brytyjski serial utrzymany w konwencji ghost story i którego tytuł wskazuje nam miejsce akcji produkcji.

Na pierwszy sezon składa się pięć odcinków. Nie wróżę powstania kolejnych sezonów, bo fabuła została całkowicie domknięta, a wszystkie wątki zostały rozwiązane.

Trafiłam na niego szukając informacji o wcześniej tu wspomnianym "Marchlands". "Lightfields" do złudzenia go przypomina.

Akcja rozciągnięta jest na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat. Jednocześnie śledzimy losy bohaterów z czasów drugiej wojny światowej, bohaterów żyjących w latach '70 i bohaterów nam współczesnych. Wszyscy oni mają przyjemność zamieszkiwać na farmie nazywanej Lightfields.

lightfields

Historia zaczyna się w roku '44. Trwa wojna, choć jej echa niezbyt często dobiegają na nadmorską prowincję, gdzie mieszka rodzina Felwoodów. Surowy ojciec, opanowana matka i dwoje dzieci, siedemnastoletnia Lucy i jej mały braciszek Pip. Pewnego dnia do rodziny dołącza daleka krewna Eve, która ma pomóc w pracy na farmie. Wraz z nią pojawia się też jej młodsza siostra Vivien, która zaprzyjaźnia się z małym Pipem. Eve poznaje przystojnego amerykańskiego lotnika, ale to nie ona ląduje z nim na sianie w stodole, lecz nieśmiała Lucy. Tej samej nocy stodoła staje w płomieniach, a ukochana córka Felwood'ów ginie. Tajemnica jej śmierci przez wiele lat osnuta jest mgłą tajemnicy.

lightfields

W latach '70 do Lighfields wprowadza się na okres letni aspirująca pisarka Vivien i jej nastoletnia córka, Clare. Vivien przez lata boryka się z nawracającymi stanami załamania nerwowego. Nie wie, że przyczyna tkwi w jej przeszłości - Lecie '44 spędzonego wraz z Pipiem w Lightfields.

lightfields

Czasy współczesne: Barry i jego żona w Lighfields wychowują swojego wnuka Luke'a. Wprowadza się do nich ojciec Barry'ego, sędziwy Pip. To on jako pierwszy zauważa, że duch Lucy próbuje nawiązać kontakt z Luke'em. Pip jest przekonany, że Lucy wróciła szukać zemsty. Zemsty na nim, za to, co zdarzyło się gdy on był dzieckiem.

lightfields

Cóż mogę powiedzieć? "Lightfields" to kolejna produkcja z pogranicza dramatu i horroru, z przewagą tego pierwszego. Podobnie jak w przypadku "Marchlands" możemy tu mówić o dramacie z elementami paranormalnymi.

Fabuła prowadzona jest wielotorowo. Akcja toczy się w trzech odrębnych czasach, bohaterzy są ze sobą połączeni wspólną przeszłością. Celem całego zamieszania jest poznanie tajemnicy z przed lat. Tajemnicy pożaru, w którym zginęła młoda dziewczyna.

lightfields

Tropów, drodzy państwo jest wiele. Przez pierwsze dwa odcinki trochę trudno się w tym wszystkim połapać. Z czasem wyklaruje się najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń, ale i tak rozwiązanie tajemnicy znajduje się gdzie indziej, co mnie cieszy. Finał może ie podobać, lub nie, faktem jest, że niewiele wskazywało na taki rozwój wydarzeń. Oczywiście na pewno znajdą się wśród Was geniusze, którzy powiedzą: ale ja od początku wiedziałem. Ok, ja nie wiedziałam;)

Aktorstwo w mojej ocenie stoi nieco niżej niż było to w przypadku "Marchlands", czy "Tajemnic Crickley Hall", ale nie ma tragedii. Efektów tu nie uświadczymy, postać ducha nie wyróżnia się z tłumu żywych, co też jest jakimś pomysłem.

Jeśli cenicie sobie takie historie, podobały Wam się wcześniejsze polecane przez mnie produkcje z tej kategorii to i "Lightfields" powinno przypaść Wam do gustu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Zaskoczenie:6

Napięcie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:7

60/100

W skali brutalności:0/10

 
1 , 2
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl