What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: ghost story

sobota, 31 marca 2018

Insidious: The Last Key/ Naznaczony: Ostatni klucz (2018)

naznaczony ostatani klucz

Jest rok 1953. W małym miasteczku Five Keys w Nowym Meksyku wraz z rodzicami i młodszym bratem mieszka przyszła medium Elise Rainer. Dziewczynka od najmłodszych lat zdaje sobie sprawę ze swojego daru, jednak z uwagi na podejście do tej kwestii jej własnego ojca nie może o tym mówić głośno. Nie ma to jednak wpływu na fakt podstawowy, tak czy siak duchy i demony nawiedzają małą Elise i to w jej własnym domu.

W czasie jednego z takich zdarzeń dochodzi do tragedii, która na zawsze zniszczy rodzinę medium. Gdy wile lat później Elise zostaje zaproszona do Five Keys przez nowego lokatora jej dawnego domu, wie, że to szansa by naprawić stare błędy.

naznaczony ostatani klucz

Seria "Naznaczony" zapoczątkowana przez Jamesa Wana, późniejszego twórcy "Obecności" doczekała się już czwartej odsłony. "Ostatni klucz", żeby wszytko było jasne stanowi prequel wydarzeń z przed jedynki, nim jeszcze Elise trafi do domu małego podróżnika Doltona. Jeśli więc nie rypłam się w obliczeniach chronologia wszystkich "Naznaczonych" jest następująca: "Naznaczony: Rozdział trzeci", "Naznaczony:Ostatni klucz", "Naznaczony", "Naznaczony:Rozdział drugi". Z uwagi na to, że część druga i trzecia, a szczególnie trzecia nie jet moim faworytem, chronologię ustaliłam po jednorazowym oglądzie, więc nie dam sobie za nią uciąć głowy.

Filmowe wydarzenia z "Ostatniego klucza" skupiają się na postaci Elise, starszej Pani medium. Spotykamy ją nim jeszcze obierze telefon od babci Doltona ("Naznaczony"), w momencie gdy wraz ze swoimi barwnymi pomocnikami Speces'em i Tuckerem przyjmuje zlecenie od niejakiego Teda Garza, który tak się składa jest nowym właścicielem jej rodzinnego domu.

naznaczony ostatani klucz

Duża część filmowej taśmy została poświęcona na retrospekcje z dzieciństwa Elise, kiedy to ... a zresztą dowiecie się sami. Fragmenty te są z resztą bardzo udane i gdyby nie one, nie wiem gdzie upchnięto by skoczne scenki z udziałem duchów. Przyznam, że raz podskoczyłam na łóżku w czasie jednego z takich ujęć, więc jest moc. W tej kwestii twórca (reżyser "Opętania Deborah Logan") spisał się, bo nieczęsto w moim przypadku możemy mówić o takim efekcie.

Scenariusz to już zasługa Spaces'a - tak gra tu postać pomocnika - który spisał się lepiej niż w przypadku odsłony trzeciej, a może i drugiej. Cała historia bardzo przypadła mi do gustu choć czerpie z mainstreamowych trendów pełnymi garściami. Znalazło się w niej miejsce na element zaskoczenia i całkiem przewrotny.

Jak wspomniałam mamy tu do czynienia z wydarzeniami z przeszłości jak i tymi, które śledzimy na bieżąco. O ile wspomnienia dotyczą głównie dzieciństwa Eise o tyle ma to przełożenie na teraźniejszość. Jej rodzinny dom jest nadal nawiedzony.

naznaczony ostatani klucz

Możecie też spodziewać się fajnego nawiązania do "Naznaczonego", które tak naprawdę stanowi już zawiązanie akcji od której Wan rozpoczął kręcenie serii. Wszytko gra i trąbi, więc nie ma o co się przyczepić.

Horror przyjemny, choć chyba nie muszę wspominać, że nie doczekacie się tu niczego oryginalnego, czy świeżego. Ot dobre wykorzystanie dość standardowych chwytów. Może się podobać i pewnie się spodoba.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 26 marca 2018

Stil/Born (2017)

stil born

Młode małżeństwo, Mary i Jack wprowadzili się do pięknego domu na przedmieściu i doczekali narodzin pierwszego dziecka. Niestety brat bliźniak małego Adama nie przeżył porodu i na radości narodzin kładzie się cień żałoby. Obok dziecięcego łóżeczka stoi drugie, puste. Podczas gdy Jack angażuje się w rozwijanie zawodowej kariery jego młoda żona spędza coraz więcej czasu na samotnie. Mąż nie daje jej wiary gdy próbuje mu zakomunikować, że w ich wspólnym domu pojawiło się coś, co może zagrażać życiu ich synka.

stil born

"Still/Born" swoje odleżał, nim zdecydowałam się w końcu po niego sięgnąć. Kompletnie nie miałam melodii na kolejny film o trudach życia młodej matki, której dziecko okazuje się nawiedzone, opętane, albo rogate i kopytne. A takie właśnie przeczucia żywiłam wobec kanadyjskiej produkcji debiutującego Brandona Christensena. Okazało się jednak, że byłam zbyt uprzedzona.

Powiem krótko, "Still/Born" podobał mi się, ku mojemu zaskoczeniu. Podobał się nie dlatego, że odżegnuje się od schematu 'opętanie/nawiedzenie/rogi i kopyta', ale za sprawą bardzo sprawnego wykorzystania owego schematu.

Historia jaką opowiada może być sklasyfikowana zarówno jako paranoid thriller, gdzie główny bohater, w tym wypadku bohaterka, traci rozum, jak i jako horror paranormalny gdzie faktycznie dochodzi do ingerencji nadnaturalnego zjawiska w życie bohaterki. Wybór interpretacji zależy od widza.

Scenariusz, w którego tworzeniu maczał palce także bardziej doświadczony twórca Colin Minhan, przewiduje ukłony zarówno w stronę jednej jak i drugiej interpretacji zapewniając równowagę i pozostawiając przestrzeń na własne domysły.

Warstwa dramatyczna wskazuje nam trudną sytuacje młodziutkiej mamy, która w czasie porodu straciła jedno z dzieci. Jej równie młody małżonek zdaje się skupiać na karierze, która zapewni rodzinie byt na wysokim poziomie. Mary musi ogarnąć siebie i dziecko co okazuje się zbyt dużym wyzwaniem biorąc pod uwagę niesprzyjające okoliczności.

stil born

Tu do gry wkracza warstwa paranormalna. Odgłos płaczu dziecka, które nie jest małym Adamem. Złowrogie cienie przemykające na monitorze rejestrującym pokój dziecka, przyjmujące coraz wyraźniejsza i coraz bardziej niepokojącą postać. Wreszcie bardzo żywa relacja kobiety, która doświadczyła podobnego koszmaru co Mary i nie znalazła ratunku.

stil born

Z czym u mamy do czynienia? Z bardzo fajnie i klimatycznie skonstruowanym pokazem sił nadprzyrodzonych, czy upiorną projekcją umysłu będącego na skraju załamania? A może prawda leży po środku? Jakąkolwiek drogę interpretacji filmowych wydarzeń wybierzecie, myślę że film ma spora szansę Wam się spodobać.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 20 marca 2018

The Lodgres/ Lodgers: Przeklęci (2018)

lodgers

Bliźnięta Rachel i Edward mieszkają samotnie w starym domu odziedziczonym po przodkach. Ich rodzice zmarli przed laty i od tej pory rodzeństwo jest zdane tylko na siebie. Obydwoje wierzą, że na ich rodzie spoczywa klątwa. Duchy posiadłości wyznaczają zasady, których przestrzeganie stanowi sposób na przetrwanie. Rachel nie marzy o niczym innym jak tylko wyrwaniu się z domu, jednak lęki Edwarda rosną, a klątwa ciążąca na rodzeństwie przypomina o sobie każdorazowo gdy dochodzi do nagięcia zasad. Pojawienie się w domu prawnika wróżącego finansowy upadek rodzinie oraz znajomość Rachel z miejscowym weteranem, Samem, przynosi kolejne komplikacje.

"The Lodgres: Przeklęci" to drugi obraz w dorobku irlandzkiego reżysera Brian'a O'Malley'a. Po całkiem udanym debiucie w postaci "Let us prey" O'Malley proponuje nam historie przeklętego roku żyjącego w małym Irlandzkim miasteczku na początku XX wieku.

lodgers

Klimat filmu od początku skojarzył mi się klasycznymi horrorami gotyckimi, które wyjątkowo lubię. Nienazwane i nie do końca zobrazowane zło kryjące się pod murami domu to jednak nie biała dama, czy duch kobiety w czerni. Tu znajdujemy przestrzeń na własne domysły i interpretacje.

Osobiście bardzo szybko pojęłam w czym tkwi problem rodziny Edwarda i Rachel, co nieco zepsuło i jedyną filmową niespodziankę. Wszystko za sprawą jednego, acz konkretnego skojarzenia.

SPOILER: Mam tu na myśli Katie i Chistophera z "Kwiatów na poddaszu". "The Lodgers" dość silnie do nich nawiązuje. Hasło rodowa klątwa łatwo naprowadziło mnie na ten trop. Klątwa zakłada konieczność życia w izolacji i tu wyświetlił mi się w pamięci fragment powieści Marqueza "Plemiona skazane na sto lat samotności nie mają drugiej szansy na ziemi". Kazirodztwo było więc oczywistym tropem, który okazał się słuszny. KONIC SPOILERA.

Myślę, ze trafnym i dość popularnym skojarzeniem będzie obraz "Zagłada domu Ushrów" na podstawie opowiadania Poe'go.

Mimo, że w moim przypadku tajemnica szybko została zdemaskowana potrafiłam się cieszyć seansem z filmem. Fabuła nie obfitowała w moim przypadku w niespodzianki, jednak nastrój filmu, jego oniryczna i metaforyczna wymowa bardzo przypadła mi do gustu. Urzekła mnie też kreacja głównej bohaterki, bardzo dobrze zagrana przez śliczną Charlotte Vege.

lodgers

Technicznie film również prezentuje wysoki poziom. Uwagę zwracają efekty, które z resztą wyróżniono nagrodą. Owe efekty to jednak nie zagrania w stylu Jamesa Wana, które choć skuteczne mogą razić swoją natarczywością. Tu obserwujemy raczej chwyty w stylu wczesnego del Toro, subtelne i bardzo hym.. malarskie? Chyba nie znajdę lepszego określenia.

Doskonałą robotę robi też samo miejsce akcji, posiadłość rodowa Edwarda i Rachel. Miłośnicy słynnych nawiedzonych domów rozpoznają tu irlandzki Loftus Hall, znany ze swojego rzekomego nawiedzenia. Czy nawiedzony, czy nie na taki właśnie wygląda.

lodgers

Jak wspomniałam scenariusz dopuszcza metaforyczne rozumienie treści historii, co jest zasługą debiutującego Davida Trupina. Warstwa dramatyczna stanowi solidny filar całej opowieści. Film powinien się spodobać amatorom nastrojówek.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 10 marca 2018

El secreto de Marrowbone/ Tajemnica Marrowbone (2017)

tajemnica marrowbone

Jest końcówka lat '60. Rose wraz z czwórką swoich dzieci, Jackiem, Billym, Jane i małym Samem ucieka z Anglii przed mężem okrutnikiem. Wraca do Stanów by osiąść w rodzinnej posiadłości Marrowbone.

Wkrótce po przybyciu na miejsce kobieta umiera. Na łożu śmierci każe przysiąc najstarszemu z synów, że zaopiekuje się młodszym rodzeństwem. By nie zostać rozdzielonymi dzieciaki Rose ukrywają fakt jej śmierci czekając aż najstarszy brat ukończy 21 lat i będzie mógł stać się ich prawnym opiekunem i właścicielem posiadłości.

Rodzeństwo zmuszone jest żyć w nieustannym lęku i izolacji, ukrywając fakt śmierci matki, bojąc się powrotu ojca i czegoś jeszcze, czegoś kryjącego się w murach starego domu.

tajemnica marrowbone

"Tajemnica Marrowborne" to autorska produkcja Sergia Samcheza, Hiszpana, twórcy między innymi horroru "Sierociniec".

Tym razem postawił na film anglojęzyczny, którego akcja rozgrywa się za oceanem, jednak mimo tych zmyłek da się tu wyczuć ducha hiszpańskich nastrojówek.

Podobnie ja w przypadku większości hiszpańskich produkcji grozy dużą rolę odgrywa tu warstwa dramatyczna. Jet to opowieść z rodzaju tych smutnych, dla których niewyjaśnione zjawiska są nie tyle motorem napędowym całej fabuły co wisienką na torcie, kropką nad "i".

Historia może Wam się skojarzyć z "Kwiatami na poddaszu", "Zawsze mieszkałyśmy na zamku" czy "Betonowym ogrodem", ale to tylko luźne nawiązanie. Twórca obiera własną drogę i choć nie jest ona pionierskim szlakiem to nie jestem skłonna do urągać na wtórność pomysłów.

tajemnica marrowbone

Osadzenie akcji w starym domostwie może Wam kazać doszukiwać się podobieństw do klasycznych ghost story z motywem nawiedzonego domu, pełnych nagłych manifestacji zjawisk nadprzyrodzonych, ale tego tu nie znajdziecie. Mimo to nie można narzekać na klimat właściwy dla opowieści grozy, ale zbudowany nie tak typowymi i mainstreamowymi chwytami.

Technicznie film stoi na wysokim poziomie, podobnie sprawa wygląda z aktorstwem. Spotkamy tu sporo znanych twarzy, znanych szczególnie fanom kina grozy, jak Mia Goth z "Lekarstwa na życie", Charlie Heaton z "Stranger Things", czy Anya Taylor-Joy z "Czarownicy".

Ostatecznie mogę stwierdzić, że jest to jedna z lepszych produkcji jakie widziałam w ostatnim czasie. Warta uwagi i warta polecenia.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

To coś:8

Oryginalność:6

72/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 27 lutego 2018

 The Midnight Man (2016)

midnight

Alex postanawia zamieszkać ze swoją babcią po tym jak jej stan zdrowia pogorszył się. Dziewczyna wraca w tym celu do domu rodzinnego, którego przeszłość naznaczona została nie tylko samobójczą śmiercią matki Alex, ale i pewnym zdarzeniem mającym miejsce w latach pięćdziesiątych, gdy babka Alex była małą dziewczynką. Przeszukując strych domu Alex wraz ze swoim kolegą Milesem znajdują starą grę i przeglądając ją rzucają wyzwanie niejakiemu Midnight Manowi.

"Midnight Man" to kolejny teen horror z potworem w tytule, mogący wystraszyć tylko tych, którzy na prawdę nie potrzebują wiele. Prosty fabularnie, średni w wykonaniu i przeciętny w aktorstwie, pewnikiem zaraz zginie w tłumie. Sama prawie go przeoczyłam.

Jego twórca zasłynął jedynie niepotrzebnym remake "Śmiertelnej gorączki", obsada zaś zjadła już ostanie zęby na horrorowych produkcjach. Tak, moi drodzy, w roli babci Alex zobaczymy Lin Shaye, najbardziej zakręconą staruszkę z horrorów, towarzyszy jej ładna i byle jaka Gabrielle Haugh - jej licha filmografia składa się tylko z filmów grozy, natomiast filmografia odtwórcy roli jej chłopaka z samych seriali. Jakimś dziwnym trafem znalazł się tm też Robert Englund, dla przyjaciół Freddy Krueger.

midnight

Ta wesoła ekipa przeprowadzi Was przez seans bez większych zgrzytów, choć nie sądzę by ktokolwiek z widzów zaangażował się w tą historię bardziej niż w popatrywanie na talerz z parówką obracający się w mikrofali.

Użyto tu sporo efektów, o czym przekonacie się już w pierwszych minutach filmu składających się na prolog historii właściwej. Niektóre z nich wypadają dobrze inne tylko znośnie.

Największym minusem produkcji jest żelazna logika teen horroru która rządzi wszystkimi filmowymi wydarzeniami i dając nam szansy choćby podejrzewać bohaterów o myślenie.

midnight

Pomysł wyjściowy jak wspomniałam, kolejny potworek, którego ktoś wywołał z mrocznej strony i wpadł w kłopoty. Nie radzę oczekiwać od tego filmu czegokolwiek, co może skutkować rozczarowaniem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 02 lutego 2018

The Grotto/ Księga demonów (2014)

księga demonów

Młoda Amerykanka Melissa przyjeżdża do Włoch w ślad za ukochanym, Carlo. Para zatrzymuje się w domu rodzinnym mężczyzny, gdzie przyjmuje ich dziadek Carla. Już pierwszego dnia kobieta jest uczestnikiem makabrycznego znaleziska - ktoś rozpruł psa nieopodal podziemnej jamy zwanej przez rodzinę Bove grotą. Senior rodu ostrzega Melissę przed zwiedzaniem tego miejsca jednak ta zabijając nudę w końcu trafia do groty.

Nie często trafiam na współczesne włoskie horrory, w sumie nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałam takowy. Stąd moje zainteresowanie "Księgą demonów" mimo delikatnie rzecz ujmując mało zachęcającego opisu.

"Księga demonów" okazała się raczej średnim wyborem, choć bardzo chciałbym powiedzieć, że jest inaczej. Myślę nawet, że określenie 'średni' jest nad wyrost, bo film jest po prostu słaby, zarówno na poziomie scenariusza jak i realizacji. Dużego, łaskawego plusa mogę dać za scenografię i wybór plenerów. Nadmorska willa i otaczające ją krajobrazy wypada naprawdę fajnie.

księga demonów

Fabula w dużej mierze bazuje na retrospekcji sięgającej czterdziestu lat wstecz. Wszystko za sprawą pamiętnika babci Carlo niedbale porzuconego w pokoju nieżyjącej już od dawna lokatorki. Kobieta opisuje w nim okoliczności śmierci jednego z dzieci, syna Benito. Ten punkt historii jest zaskakująco dobry. Później pojawiają się cuda i dziwy, których świadkiem jest Melissa. Tu pierwszy z nich udał się całkiem, całkiem - kobieta widzi bowiem swoją postać, samą siebie w jakiejś okaleczonej, zmaltretowanej i obłąkanej wersji - zdarzenie ma miejsce w tytułowej grocie. Niestety im dalej tym gorzej. Pojawia się rzeczona księga demonów a stąd już tylko rzut beretem do opętania. Nic ciekawego się już tu nie wydarzy.

księga demonów

Ktoś spyta, o co się czepiam, przecież co drugi film z gatunku można opowiedzieć tymi samymi słowami i nie zawsze wiąże się to z porażką twórcy. A jednak  w tym przypadku do porażki przyczyniło się więcej czynników. Przede wszystkim bardzo toporne prowadzenie fabuły. Nie ma w tym płynności, co i rusz natrafiamy na coś co staje kantem na filmowej taśmie i nijak nie wchodzi w  symbiozę z całością. Dużo tu zwyczajnej niechlujności i działań po łepkach. Aktorstwo pozostawia wiele do życzenia i nie przyczynia się do zainteresowania losem postaci. Wszystko jest takie byle jakie, aby aby.

Jasno z tego wynika, że polecić Wam tego tytułu nie mogę, chyba, że macie ochotę na skonfrontowanie własnych wrażeń z moimi - w takim wypadku, Wasza wola.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:4

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:4

43/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 18 stycznia 2018

Verónica (2017)

veronica

Piętnastoletnia Veronica cały swój czas poświęca na opiekę nad młodszym rodzeństwem, Lucią, Irene i małym Antonio. Ich ojciec nie żyje, a matka prawie nie bywa w domu skupiając się na prowadzeniu knajpy.

W dniu zaćmienia słońca, przypadającego na 12 czerwca 1991 nastolatka wraz z dwoma koleżankami schodzi do szkolnej piwnicy by za pomocą planszy Ouija skontaktować się z nieżyjącym ojcem. Seans przyprawia o dreszcze zarówno samą Veronice jak i jej towarzyszki. Nazajutrz dziewczynie przyjdzie zmierzyć się z pierwszymi konsekwencjami zdarzenia.

Horror paranormalny "Veronica" jest nowym dziełem twórcy serii "Rec", Hiszpana Paco Plazy.

Szczęśliwie nie został utrzymany w konwencji paradokumentu, choć pierwsze sceny kazały mi podejrzewać, że tak właśnie będzie. Obraz otwierają ujęcia z anonimowego mieszkania, do którego wkraczają policjanci. Nie dowiemy się jeszcze co zastali na miejscu jednak szok i przerażenie malujące się na twarzy jednego z nich każe nam podejrzewać, że doszło tam do niezłej jatki.

Dalej dowiadujemy się iż oto przed nami przypadek autentyczny, odtworzony na podstawie policyjnego raportu z miejsca zdarzenia. Skwitowałam to półuśmiechem. Oczywiście nie znalazłam żadnych informacji potwierdzających te rewelacje, a fakt, że twórcy potknęli się już przy kalendarzu, twierdząc, że 12 czerwca 1991 przypadał na czwartek, też o czymś już świadczy - 12 czerwca 1991 przypadał na środę.

(Małe sprostowanie: Faktycznie, nie ma śladu po Veronice, która doswiadczyła nawiedzenia/opętania w czerwcu 1991 roku w Madrycie. Jest za to marzec 1990 i Estefania Gutierrez Lázaro. )

Nie wspominam o tym by utwierdzić Was w przekonaniu, że film nie wart jest zachodu. Tak się tylko podśmiewam ze sławetnych 'faktów autentycznych'. A film? Film mi się podobał.

Może nie jestem wielką miłośniczką serii "Rec", ale "Veronica" całkiem się Panu Plazie udała. Mamy tu sympatyczną bohaterkę, na która kochająca mama przerzuciła cała odpowiedzialność za wychowanie rodzeństwa.

Vero jest samotna do tego stopnia, że prawdopodobieństwo porozmawiania z martwym ojcem jest większe niż szansa na rozmowę z żywą matką. Wspólnie z koleżankami odprawia seans, który kończy się powodzeniem, bo coś tam udało się zza światów wywołać. Tatuś to jednak raczej nie jest, choć przyznam, że scenariusz nie fatyguje się by wyłuszczyć tu szczegóły biograficzne bytu wizytującego w domu Veroinicy. I dobrze, bo mi zbrzydło powtarzania w kółko tego samego.

veronica

Stopniowo obserwujemy coraz to intensywniejsze manifestacje paranormalnego gościa i jego działań. Efekty nie powalają, ale coś w tym jest. Może prostota? Mroczne cienie i te sprawy.

Warstwa paranormalna to jednak nie wszytko, co oferuje produkcja, bo jak wspomniałam nasza bohaterka znajduje się w dość chujowym położeniu, co każe nam podejrzewać załamanie nerwowe.

Co mnie cieszy nie pojawia się tu żaden wybitny psychiatra hipnotyzer, ani  egzorcysta, pada nawet zdanie : Bóg nie ma tu nic co rzeczy. I super, bo wymachiwanie krucyfiksami też mi zbrzydło.

Mimo, że film oparty jest na starym schemacie, to jednak nie idzie tą wydeptaną, przewidywalną ścieżką. Tym między innymi zaskarbił sobie moją sympatię.

Z czystym sumieniem mogę go polecić, bo podejrzewam, że spodoba się większości. Chociaż, co ja tam wiem. Ostatnim czasem moje filmowe sympatie i antypatie średnio pokrywają się z głosem internetów ;)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 07 stycznia 2018

The Nesting (1981)

nesting

Młoda pisarka Lauren Cochran za radą swojego terapeuty przenosi się z Nowego Jorku na wieś, by tam odzyskać spokój ducha i pozbyć się uporczywych objawów agorafobii. Gdy wraz ze swoim znajomym, Markiem dociera w okolice gdzie planowała osiąść jej oczom ukazuje się okazałe stare domostwo. Jak sama twierdzi nigdy go nie widziała, a mimo to stworzyła jego obraz na kartach ostatniej powieści. Kobieta postanawia zarzucić wcześniejsze plany i wynająć właśnie ten dom.

Jego właścicielem okazuje się stary pułkownik, który cokolwiek dziwnie reaguje na widok Lauren. Nie mniej jednak kobiecie udaje się zrealizować plan wynajmu za pośrednictwem wnuka pułkownika i wkrótce zostaje lokatorką domostwa. Tam jednak nie znajduje spodziewanego spokoju, a agorafobia okazuje się najmniejszym problemem.

"Nesting" nie jest znanym filmem. Jego reżyser nie ma dużego dorobku. To rościło mi nadzieję na coś oryginalnego, ale niestety, "Nesting" to typowy reprezentant ghost story, jedynie pewne fabularne wybiegi, które sprawiły, że w wielkiej Brytanii uznano go za obsceniczny stawowi pewne novum, albo też ukłon w stronę gatunku slashera.

nesting

Nie mniej jednak nie jest to obraz, który powala na kolana, ale obejrzałam go, bo miałam palącą ochotę na obejrzenie czegoś starszego. W tej roli się sprawdził. To dokładnie taki film jakie kręcono w latach osiemdziesiątych. Żadnych szczególnych efektów, ale przynajmniej dobra jakość dźwięku.

Spora część filmowych wydarzeń rozgrywa się w biały dzień, ale klimat wcale na tym nie traci, bo w tych promienistych kadrach jest coś podstępnego. Z uwagi na fakt, że nie jest to superprodukcja, w którą wpompowano miliony, nie może się też pochwalić wyróżniającą się obsadą. Filmografia odtwórczyni głównej roli ogranicza się do paru ról, ale za to John Carradine powinien zwrócić waszą uwagę. Wciela się tu w postać pułkownika, jest też narratorem opowieści. Facet ma świetny głos, stworzony do filmów grozy. "Nesting" może też poszczycić się niezłą muzyką.

nesting

Scenariusz filmu mieści się w ścisłych ramach opowieści o nawiedzonym domu. Samo domostwo, jego architektura zrobiła na mnie większe wrażenie niż sama jego historia, ale może to kwestia mojej niechęci do wątków rodem z "Niewolnicy Izaury". Mimo wszytko seans z "Nesting" muszę uznać za całkiem zadowalający. Dostałam od tegoż filmu to czego potrzebowałam, czyli klimatu kina lat '80. bez wygórowanych oczekiwań może na film zalukać.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

55/100

W skali brutalności:3/10

niedziela, 17 grudnia 2017

Found Footage 3D (2016)

found footage

Grupa filmowców przymierza się do nakręcenia pierwszego filmu grozy łączącego konwencję paradokumentu z technologią 3D. Swój arcy odkrywczy pomysł zamierzają zrealizować posługując się autorskim scenariuszem i obierając na miejsce akcji owianą złą sławą opuszczoną chatę. Na planie nie obejdzie się bez konfliktów, które zaogniają kolejne niewyjaśnione zjawiska będące udziałem bohaterów.

Nakręcenie oryginalnego i dobrego filmu found fotage to wyzwanie, które porywają się rozliczne rzesze szczególnie debiutujących filmowców. Do nakręcenia paradokumentu nie potrzeba profesjonalnego sprzętu, aktorów można wziąć z łapanki, a scenariusz stworzy się na spontanie. Takie przekonanie gubi większość twórców, a brak profesjonalnego podejścia nie zawsze daje efekt naturalizmu i prawdy przez duże P.

Mamy tu opowieść z cyklu film w filmie. Bohaterami są filmowcy i aktorzy pracujący nad ich zdaniem superprodukcją. Przewodzi im pyszałkowaty Derek, wielki wizjoner, jednocześnie odtwórca głównej roli męskiej w filmie. towarzyszy mu eks małżonka Amy, wcielająca się w pierwszoplanową postać kobiecą. Mamy jeszcze młodszego brata Dereka, Marka,młodziutka asystentkę produkcji Lily, dźwiękowca Carla i operatora Thomasa.

found footage

Historia składa się na ich próby nakręcenia filmu, kolejne potyczki obyczajowe i sekwencję paranormalnych wydarzeń. To co ma rozgrywać się jedynie w świecie kręconego przez nich filmu zaczyna znajdywać odzwierciedlenie w tym czego doświadczają filmowcy. Odgrywane przez aktorów konflikty bardzo szybko przestają być jedynie aktorskim popisem a nadnaturalne zdarzenia nie są wynikiem efektów specjalnych. tu możemy odnotować kilka bardziej udanych scen, jednak im bliżej finału tym więcej typowych dla paradokumentu potknięć.

found footage

Co myślę o tym pomyśle? Takie pomieszanie z poplątaniem, ale mogło by się udać. Odniosłam jednak wrażenie, że celem stworzenia takiego złożonego świata przedstawionego był brak solidnego pomysłu na to co najważniejsze, na horror. Jeśli przyjrzeć się motywowi złego, nawiedzonego domu i temu co z nim związane okazuje się bowiem, że mamy tu mieliznę. Myślę, że solidna dawka autoironii na jaką pozwalają sobie twórcy jest objawem świadomości, że coś tu jednak do końca nie wyszło. Może wcale nie chodziło o nakręcenie dobrego filmu tylko pokazanie jak trudna i nierzadko nieosiągalna jest to sztuka. "Found Fotage 3D" jest tego dowodem i stwierdzam to mając świadomość, że miał on dobre, choć nieliczne momenty.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:4

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 03 grudnia 2017

Nails/ Pazur (2017)

nails

W wyniku potrącenia przez samochód trenerka sportowa Dana trafia do szpitala gdzie podłączona do aparatury uniemożliwiającej jej mówienie i poruszanie się powoli dochodzi do zdrowia.

Nocami widuje w swoim pokoju widmo człowieka, który w końcu zaczyna otwarcie ją atakować. Ani skromny personel nie dofinansowanego szpitala, ani krewni Dany nie dają wiary w te rewelacje. Tymczasem Dana zaczyna dochodzić do pewnych niecodziennych wniosków na temat natury dziwnego zjawiska.

"Nails" jet debiutanckim filmem irlandzkiego reżysera. Jak na debiut przystało ma swoje braki, ale nie wiem, czy aby na pewno wynikają one z braku doświadczenia twórcy. "Nails" jest filmem bardzo typowym, na wskroś mainstreamowym i to w moim ocenie stanowi o jego słabości. Po debiutantach spodziewam się raczej realizacyjnych niedociągnięć, ale za to pewnej świeżości już na poziomie scenariusza. W przypadku "Nails" technicznie jest nieźle, ale nowatorskości w tym za grosz.

nails

Fabuła bardzo przypomina "Delikatną", inny film rozgrywający się w szpitalnych murach. Mamy bowiem złowrogie widmo, które prześladuje bohaterkę i ma związek z przeszłością placówki. Podobieństw jest zresztą więcej, ale nie zdradzę ich, żeby nie spoilerować.

Nie tu będzie więc żadnych niespodzianek, szczególnie w drugiej partii filmu zaczyna po prostu wiać nudą, mimo że paradoksalne akcja przyspiesza i zbliżamy się do finału.Finału oczywistego w swej oczywistości.

Żeby nie było produkcja ma swoje zalety i mocne strony i choć nie jest nimi scenariusz.

W pełni zaakceptowałam postać głównej bohaterki, najmocniejszy punkt programu. Dana wykreowana przez Shaune Macdonald (Sara z "Zejścia") to wzorcowa bohaterka horroru, całkowicie bezradna wobec zaistniałej sytuacji. Nie może za bardzo mówić - choć po wyjęciu rurki z gardła zaskakująco szybko dochodzi do siebie mimo ziejącej dziury w szyi -nie może się przemieszczać ani bronić.

nails

W jej głowie narastają lęki, być może nigdy nie odzyska sprawności, być może teraz mąż zostawi ją dla młodszej koleżanki, bo w obecnym stanie prezentuje się średnio atrakcyjnie. Wizje jakich doświadcza mogą mieć podłoże w załamaniu psychicznym, ale... co z ranami, całkiem realnymi jakie ktoś jej zadał? Obecność Dany bardzo pomogła temu filmowi, gdyby obsadzić na jej miejscu odrobinę mniej przekonującą aktorkę byłoby licho. Umówmy się jednak, że sam pomysł na tą postać nie sięgał po oryginalność. Do gustu przypadła mi również sceneria, czyli zaniedbany szpital, który w połączeniu z kiepskim oświetleniem- ach e jarzeniówki wypada stosownie mrocznie.

Jak dla mnie obraz mocno przeciętny i niewyróżniający się.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

55/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 19 października 2017

The Crucifixion/ Krucyfiks (2017)

krucifiks

Młoda reporterka wyrusza do dalekiej Rumunii by zbadać sprawę księdza egzorcysty, który trafił do aresztu oskarżony o spowodowanie śmierci zakonnicy w trakcie rytuału egzorcyzmów. Nicole jest sceptyczna i niechętna wszelkim gusłom i powierzania swojego życia wierze. Planuje skroić materiał oskarżycielski jednoznacznie wymierzony w osobę księdza egzorcysty, ale po drodze zgłębiając sprawę śmierci zakonnicy dopadają ją wątpliwości.

Słyszałam wiele złego o tej produkcji. Szumna reklama podkręciła oczekiwania widzów, którzy najczęściej byli rozczarowani. Jeśli o mnie chodzi, nie pofatygowałam się nawet by obejrzeć trailer i podeszłam do filmu stosownie ostrożnie i bez skonkretyzowanych oczekiwań.

Nazwiska twórców są mi znane. Scenarzyści z racji pracy przy serii "Obecność" i paru innych znanych tytułach, zaś reżyser ma na koncie takie obrazy jak "Frontieres", czy "Divide". Nie powinno być zatem źle. I wcale źle nie jest. Tym stwierdzeniem pewnie już Was zaskoczyłam, ale bez obaw, nie zapadłam na przytępienie zmysłów i nie przygotowałam tu hymnu pochwalnego na cześć "Krucyfiksu". Uważam jedynie, że 'nie taki diabeł straszny jak go malują'.

"Krucyfiks" jest filmem na wskroś typowym. Typowe są jego zalety i typowe są jego wady. Zaletą jest z pewnością jakość techniczna, tu nie mam zastrzeżeń względem aktorstwa, a zdjęcia, szczególnie plenery jestem gotowa mocno pochwalić. Nieźle prezentuje się też aktorstwo - inną sprawą jest sam pomysł na postacie - ale o tym później.

Fabuła jest bardzo prosta i schematyczna. Są próby zaskoczenia widza, ale raczej przejdą bez echa.

Historia w dużej mierze bazuje na retrospekcji. Historię opętania i śmierci młodej zakonnicy poznajemy wraz z reporterką Nicole. Oczywiście poznajemy też samą Nicole, której postać stworzono na bazie tradycyjnego schematu sceptyka. Złe doświadczenia związane z religią, nieprzepracowane problemy, które odżywają w konfrontacji z badaną przez nią sprawą.Wrażliwe dziewczę kontra demon.

krucifiks

Myślę, że twórcy chcieli by konstrukcja fabularna produkcji przypominała "Egzorcyzmy Emilly Rose", stąd główna bohaterka jest bohaterką poboczną, która wraz z widzem ma wahać się, wątpić, wierzyć etc. To sprawia, że łatwiej można zaangażować się w tą historię, bo przynajmniej do pewnego punktu uwzględnia różne drogi interpretacji.

To co Was najbardziej interesuje czyli walory horrorowe, te walory nie wybiegają po za standard, aczkolwiek jedna ze scen zasługuje na uwagę. Chodzi o ujęcie w łóżku gdy siostra zakonnicy odsłania nakrycie i... uh - dobre to było, bez dwóch zdań. Reszta tego rodzaju 'kwiatków' też całkiem zgrabna, ale już bez szału.

krucifiks

Kwestia miejsca akcji... Tu mam dysonans, bo z jednej strony piękna Rumunia, fajnie, kraina Draculi, idealna miejscówka dla horroru, ale moim zdaniem twórcy za bardzo tą Rumunię podkoloryzowali. Z jednej strony mamy zapadłą wieś, z wozami konnymi, budowlami jak ze średniowiecznego skansenu i mieszkańcami, którzy żyją zgodnie z dawnymi tradycjami. Z drugiej, mamy XXI wiek. Nie byłam w Rumunii, może faktycznie tak to wygląda, ale powątpiewam, czy prości mieszkańcy taki dziur posługiwali się biegle angielskim. Z tą kwestia językową zauważyłam ciekawą omyłkę. Gdy Biskup Gornik nakrywa obcą dziewczynę w kaplic,y gdzie odprawiono egzorcyzmy od razu woła do niej po angielsku. Skąd wiedział, że jest obcokrajowcem? W małym Rumuńskim miasteczku wszyscy nawołują się po angielsku?

Produkcja nie uniknęła więc klasycznego błędu, wypuściła się na manowce, ale nie do koca zbadała grunt.

Kwestii autentyczności historii się nie czepiam. Tak, napisy początkowe głoszą, że true events, ale nawet te filmy które starają się bazować na wziętych z życia historiach wciąż są tylko filmami i tak też je traktuje.

krucifiks

Reasumując, stwierdzam, że "Krucyfiks", a w zasadzie "Ukrzyżowanie" jest typowym średnim współczesnym filmem grozy. Ma swoje wady i zalety, zarówno jedne jak i drugie są typowe.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś: 5

58/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 16 października 2017

Amityville: The Awakening (2017)

amityville przebudzenie

Joan, która samotnie wychowuje troje dzieci, nastoletnią Belle, jej pogrążonego od dwóch lat w śpiączce brata bliźniaka, Jamesa i najmłodszą Juliet wprowadza się do nowego domu. Domu nie byle jakiego, bo słynnego na cały świat Amityville House.

Przeprowadzka odmienia ich życie wydawałoby się, że na lepsze, bo nie tylko zdołali ogarnąć niezła chatę za psi grosz, ale zmiana otoczenia najpewniej przysłużyła się medycznemu cudowi jakim stała się poprawa stanu zdrowia Jamesa.

Wszystkie te korzyści, wkrótce obrócą się w niwecz, bo zło obecne w murach domu wcale nie zniknęło.

Horrorów nawiązujących do historii pewnego domu na Long Island jest tyle, że nie da się ich już zliczyć na palcach obydwu dłoni. Niektóre obrazy ściśle skupiają się na biografii Ronniego Defeo, zabójcy rodziny z Amityville, inne dotyczą losów tych którzy przyszli po nim. W wielu produkcjach Amityville funkcjonuje jako symbol nawiedzonego domu i do jego historii nawiązują na sto rożnych sposobów.

Nie dziwi mnie więc, że Amityville zostało wzięte na tapetę po raz enty. Twórca nie wiedział nawet jaką opowieść chce stworzyć. Pomysły ewoluowały, a pewną rzeczą było tylko miejsce akcji. Moim zdaniem film powstał trochę na siłę i niestety jest to odczuwalne dla widza.

Fabuła filmu skupia się na nowej rodzinie, która dopiero co przekracza próg feralnego domostwa. Czteroosobowa familia ma za sobą trudne przejścia. Ojciec i mąż umarł na raka, matka pogrąża siew gniewie i depresji, nastoletnia córka narobiła głupot, a jej brat bliźniak doświadczył wypadku, który zmienił go w warzywo. Tylko najmłodszej członkini rodu nic ne dolega, bo nawet pies imieniem Larry wydaje się znerwicowany.

Po przeprowadzce fortuna się odwraca. Najważniejsze, syn, któremu nikt nie wróżył powrotu do zdrowia, zaczyna odzyskiwać świadomość. Jednak jednocześnie wokół  wszystkich lokatorów domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Najbystrzejsza w stadzie, nastoletnia 'grunge gotka' w różowych majtasach zaczyna rozkminiać sprawę do spółki z nowo poznanymi szkolnymi kolegami.

amityville przebudzenie

amityville przebudzenie

W tym miejscu możemy się zorientować jak "Amitywille: Przebudzenie" odnosi się do całej hordy podań na temat jego mrocznej historii. Ano, wszytko co było przed, między innymi słynny film "Horror Amityville" z 1979 to fikcja, jak i jego sequele, jego remake z 2005 roku to jeszcze większa fikcja, ale... No właśnie, historia Ronniego Defeo to już to słynne ziarnko prawdy. Młodzi bohaterzy zaczynają wierzyć, że zło tkwiące w domu, które skłoniło Ronniego do zabicia krewnych, przebudziło się po czterdziestu biblijnych latach i jest bigos. Nagłe przebudzenie Jamesa, ma więc podłoże paranormalne i jest zwiastunem zła.

Film, krótko mówiąc jest słabawy. Ogląda się go nieźle, jeśli nie mamy absolutnie żadnych wymagań, ale jeśliby zacząć szukać elementów, za które można by go polubić, lub chociaż zapamiętać zaczynają się schody.

Fabuła, mało wymyślna, schematyczna, do przejścia w najlepszym wypadku. Mam w sobie dużo niedociągnięć, miejscami wieje nudą, a miejscami jest niedorzecznie. Zastanawiający jest chociażby fakt, że nasza nastoletnia bohaterka, po stylu widać zainteresowana ciemnymi sprawkami, nie miała pojęcia o istnieniu Amityville. Serio? Istnieją ludzie, którzy o nim nie słyszeli? Efekty też nic nadzwyczajnego, aktorstwo bieda straszna, no może po za Jennifer Jason Leigh.  Bella Thorne, odtwórczyni głównej roli, gra dobrze dupą, ale jej ekspresji mimicznej już brak tak popisowej spójności.

Zakładam, że większość fanów horrorów i tak obejrzy ten film, więc nie będę nikogo od tego ociągać. W końcu jak można by odpuścić kolejna wizytę w najsłynniejszym nawiedzonym domu?

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:5

48/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 23 września 2017

A Ghost Story (2017)

a ghost story

Młode małżeństwo wprowadza się do nowego domu. Kobieta szybko traci sympatię do tego miejsca i chce je opuścić, jednak mężczyzna obstaje przy podjętej wcześniej decyzji. Konflikt przerywa jego śmierć. Wkrótce po tym małżonek powraca pod postacią ducha.

Brzmi jak opis z "Uwierz w ducha", ale jest to zupełnie inna historia. W zasadzie nie mieści się ona w żadnym gatunkowym standardzie, jednak los chciał, że 'Opowieść ducha' w filmowym świecie funkcjonuje jako horror. Nie wystraszy Was jednak, więc zduście w zarodku tego rodzaju oczekiwania, jeśli zamierzacie zmierzyć się z tą produkcją.

Sam tytuł obił mi się już wcześniej o uszy i siadając do seansu z nim miałam o nim pewne wyobrażenie. Może coś w stylu "Obecności" Wana? Klasyczna opowieść o duchach? Jak się okazało film ma coś wspólnego z "Obecnością", ale nie 'tą'. Jeśli by się uparła by czynić jakieś porównania to postawiła by na "Presence" z 2010 roku.

Ten 'horror nie horror' bardzo przypadł mi do serca.

a ghost story

Jeśli ktoś mnie pyta za co lubię horrory z podgatunku ghost story, zawsze odpowiem, że za ich przygnębiający nastrój. Nie ma chyba nic smutniejszego niż bezradność w jakiej pozostają osoby, które fizycznie opuściły swoje życie jednak nadal w nim tkwią w roli obserwatora. Jak bohater "Ghost strory" obserwujący żałobę swojej żony. W tego rodzaju filmach zawsze współczuje ich paranormalnym antybohaterom. Im większą żałość budzi we mnie duch tym bardzo podoba mi się film. Ot pokrętne to, bo opowieści o duchach w założeniu mają straszyć a nie smucić. A produkcja Davida Lowery smuci po mistrzowsku.

a ghost story

Głównym bohaterem jest martwy facet - nie poznajmy chyba nawet jego imienia, jest Panem C. Widzimy, że zginął w wypadku nieopodal swojego domu. Jako duch powstaje w kostnicy. Nie jest półprzezroczystą postacią samego siebie, lecz ... prześcieradłem z otworami na oczy. Taki duch rodem z kreskówek. Chyba nie dało się tego zrobić bardziej prostolinijnie. Ta prostota się sprawdzi, wierzcie bądź nie.

Mimo, że nie poznaliśmy go zbyt dobrze za życia, możemy uważnie przyjrzeć się jego pośmiertnej egzystencji na każdym jej etapie.

a ghost story

Życie idzie na przód, wydarzenia toczą się obok. Kolejni lokatorzy, duch ten sam. Związany z miejscem, czekający. Na co? Pewnie niebawem zapomni, jak jego martwa sąsiadka -machające do niego prześcieradło z okna naprzeciwko. Jest to mega smutne i potwierdzi to każdy wrażliwiec.

Napotkamy tu też jedną niespodziankę, choć cóż, jest to temat właściwy dla wszelkich teorii o życiu po śmierci.

Fabuła składa się z kolejnych obrazów. Długich ująć, między którymi raz na ruski miesiąc pojawia się jakiś dialog. Znaczna część widzów odrzuca tego rodzaju koncepcje narracji, bo żmudne, bo nudne. Często tak właśnie jest kiedy wizja pozbawiona jest treści. Tej produkcji to nie zagraża i gorąco wierzę, że znajdzie swoich amatorów. Osobiście jestem urzeczona.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:10

78/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 18 września 2017

Annabelle: Creation/ Annabelle: Narodziny zła (2017)

annabelle 2

Ameryka, lata 50 XX wieku. Samuel Mulins, mąż Ester i ojciec małej Bee, zawodowo zajmuje się robieniem zabawek. Sielskie życie w szczęściu i dobrobycie przerywa tragedia, której ofiarą pada jedyna córka Mulinsów.

Po jej śmierci małżonkowie wycofują się z życia społecznego, lecz po dwunastu latach postanawiają wykonać gest dobrej woli i w swoim okazałym domu ugościć wychowanki sierocińca pod opieką siostry Charlotte. Warunkiem gościny jest zakaz odwiedzania dwóch pomieszczeń: sypiali Ester Mulins, gdzie przebywa schorowana kobieta i pokoiku niegdyś należącego do córki właścicieli domu.

Niestety jedna z dziewcząt łamie drugi z zakazów i z ciekawością odkrywa skarby w pokoju Bee, w tym rudowłosą, drewnianą lalkę...

Tytułowa "Annabelle" to postać znana z opowieści pary amerykańskich demonologów, małżeństwa Warrenów. W swoim horrorze pokątnie wykorzystał ją James Wan, ale nie można powiedzieć by stała się ona ważnym bohaterem serii "Obecność".

Potencjał tej postaci dostrzegł John Leonetti, który w 2014 roku nakręcił film w całości poświęcony opętanej lalce imieniem "Annabelle". Jakże ten film mi się nie podobał...

Usłyszawszy o planach powstania prequela "Annabelle" miałam dwie myśli: Albo będzie równie lichy jak poprzednik, albo wybije się i uratuję historię z potencjałem jakim bez wątpienia dysponuje przypadek opętanej lalki. Domyślam się, że większość widzów raczej nie dopuszczała drugiej z założonych przeze mnie opcji, ale ja nauczona przypadkiem serii "Ouija", w której to prequel nakręcony później okazał się o niebo lepszy od poprzednika, dopuszczałam taka możliwość. I nie pomyliłam się.

annabelle 2

Oczywiście nie oznacza to bym "Narodziny zła" uważała za horror wybitnie dobry, ale w porównaniu z mielizną na jaką wpadł scenariusz pierwszej "Annabelle" jest zdecydowanie lepiej.

Twórcy prequela, co zaskakujące, ratując sprawę nie odżegnali się całkowicie od tego co opowiadał nam pierwszy film, ale podeszli do sprawy z głową i połączyli niespójności, jednocześnie naprawiając błąd rzeczowy popełniony przez Wana i Leonettiego - wygląd lalki.

Osoby, które udało mi się zachęcić do lektury "Demonologów" wiedzą, że prawdziwa Annabelle, ta którą w swoich demonicznych zbiorach urywają Warrenowie, była lalką szmacianą i do takiej też postaci wraca demon w epilogu "Narodzin zła". Co prawda godzi to w wizję pierwszej "Annabelle", ale sadzę, że ekipa Leonettiego powinna się cieszyć, że ktokolwiek uznał wypierdziane przez nich wątki za godne choćby zahaczenia.

annabelle 2

O ile pierwsza "Annabelle" rozgrywała się wczasach bliskim obecnym o tyle "Narodziny zła" cofają się do lat 50 czy 60 XX wieku. Tu poznajemy nieszczęsnego lalkarza, który zmajstrował Annabelle tuż przed śmiercią swojej córki. Sam proces opętania lalki bliższy jest temu co opisali Warrenowie, choć zdecydowanie nie jest to, ta właśnie historia. Nie mniej jednak uważam, że ma ręce i nogi, kupy się trzyma i nie śmiem narzekać.

Historię zła, które wstąpiło w lalkę poznajemy dzięki wydarzeniom związanym z jedną z sierotek, które Mulins sprowadza do domu.

annabelle 2

Śliczna Janice chorująca na polio ma pecha znaleźć się w złym miejscu o złym czasie przez co demoniczna siła zaczyna się nią żywo interesować. W tym miejscu mamy okazję obserwować sporo typowo horrorowych zagrywek wizualnych, z czego niektóre są całkiem dobre - scena z narzutą - inne zupełnie słabe - scena w szopie.

Efekt jest ogólnie średni, zwłaszcza biorąc pod uwagę miliony, które wpompowano w ten obraz. Mimo, że film nie przynosi jakiś większych uciech dla fana grozy, to i tak uważam, że twórcy zrobili dobrą robotę- zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak poprzednicy ją dokumentnie skopali.

Rezultatem jest produkcja dość przyjemna, nie godząca w inteligencje widza i stanowiąca nie najgorszą rozrywkę. I tyle musi Wam wystarczyć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

56/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 17 września 2017

Ghost house/ Dom duchów (2016)

ghost house

Para zakochanych z Los Angeles, Julie i Jim, wybierają się na urlop do Tajlandii. W trakcie wycieczki poznają dwóch Brytyjczyków, którzy kuszą ich perspektywą odwiedzenia cmentarzyska porzuconych 'domów duchów', czyli czegoś na kształt przydomowych kapliczek, które wedle wierzeń miejscowych zatrzymują w swoich wnętrzach duchy by te nie wkradały się do ludzkich siedzib.

Na miejscu Julie niefortunnie dotyka jednego z domów duchów, zabiera z niego fragment materiału, namówiona przez jednego z Brytoli. W tym samym momencie rozpętuje się piekło. Przede wszystkim rozgrywa się ono w głowie głównej bohaterki nie mniej jedna wszytko jet dziełem rozwścieczonego ducha.

"Ghost house" jest amerykańskim ukłonem w stronę kultury i wierzeń Tajlandczyków. Film kręcono w tym pięknym, barbarzyńskim kraju dosyć ciekawie wykorzystując jego ciemną stronę. Widzimy tu żebraków na ulicach, nieletnie prostytutki w knajpach i to na czym najbardziej się tu skupiamy, czyli obcujemy z religijnymi tradycjami w najmroczniejszej możliwie formie.

ghost house

Pomysł wyjściowy niezbyt oryginalny, ale wypróbowany, bo podobne zderzeni kulturowe mieliśmy w "Krwawych wizjach"- Chiny i USA, czy w "Klątwie" - Japonia i USA. Fabularnie film może przypominać też "Drag me to hell", ale niestety jeśli chodzi o wykonanie to wśród wymienionych tytułów wypada najsłabiej. Zdecydowanie nie jet to produkcja profesjonalistów, co wyraźnie da się odczuć. Zebrana tu ekipa potyka się wielokrotnie i na kilku obszarach.

W Tajlandii mamy wspaniałe plenery, bujną kolorystykę, niestety zdjęcia wypadają nijako a kolorystyka zdjęć jest po prostu mdła, jakby zabrakło tu profesjonalnego sprzętu albo solidnej obróbki.

ghost house

To jednak nie razi tak bardzo jak aktorstwo. Tu jest naprawdę źle i gdyby nie solenna obietnica złożona przed seansem, że obejrzę i napiszę o tym filmie, wyłączyłabym go chyba. Zarówno odtwórcy ról pierwszoplanowych, czyli Julie i Jima jak i aktorzy wcielający się w postaci w dalszym planie rażą słabością warsztatu. Są mega sztuczni jakby pierwszy raz występowali przed kamerą a przecież nie mamy tu do czynienia z obsadą bez doświadczenia. Najbardziej urągałam na Scout Taylor- Compton w roli Julie. Widziałam ją już w remake "Halloween 2" i więcej oglądać nie chcę - widok jej twarzy mnie nie ucieszył, ani urody ani talentu.

Z powodu powyższych uchybień i z powodu kilku innych, które pewnie pominęłam, albo nazwać nie potrafię, film plasuje się poniżej średniej, a mógłby być dużo wyżej.

ghost house

Scenariusz nie jest zły, choć w dialogi można by tchnąć więcej życia, ale z tą ekipą chyba nie dałoby rady więcej z tego wyciągnąć.

Pomysł jak wspomniałam mało odkrywczy mógłby się lepiej sprzedać w lepszym wykonaniu. Produkcja miała lepsze momenty, choć policzyć je mogę na palcach jednej ręki, to jeden z nich zasłużył w moich oczach na specjalne wyróżnienie: Scena w pokoju hotelowym, gdy Julie ogląda zdjęcia na aparacie - You know what I meen ;) Bardzo udany chwyt.

Do seansu nie zachęcam, ale myślę, że stosownie ostrzeżeni możecie przejść prze niego bez bólu.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:3

Oryginalność:5

To coś:5

48/100

W skali brutalności:1/10

środa, 24 maja 2017

Danza macabra aka Castle of blood (1964)

danza macabra

W karczmie w Londynie spotykają się trzej jegomoście. Jednym z nich jest Allan Foster dziennikarz pragnący zrobić wywiad z Edgarem Allanem Poe, który akurat bawi w Anglii, drugim jest sam powieściopisarz, zaś trzecim lord Blackwood posiadacz okazałego i owianego złą sławą zamku.

Tocząca się przy drinkach rozmowa dotyczy teorii życia po śmierci, w które zdają się wierzyć wszyscy mężczyźni po za dziennikarzem. Lord Blackwood proponuje Fosterowi zakład, którego przedmiotem miało być spędzenie przez niego nocy w we wspomnianym nawiedzonym pałacu. Foster przyjmuje zakład i przed północą w wigilię Wszystkich Świętych melduje się w nawiedzonym zamku.

danza macabra

"Danza Macabra" to włoski horror utrzymany w klimacie gotyku. Ma prostą ale nie głupią fabułę, szczególnie dla fanów bardzo klasycznego podejścia.

Wspomniani fani powinni być filmem zachwyceni, bo posiada wszystkie przymioty dobrego, starego kina z gatunku. I uwaga, mimo, że jest to produkcja włoska nie zobaczymy tu typowej dla włoskich produkcji nad ekspresji. Pewna teatralność - owszem, ale wszytko w granicach normy.

Jej głównym twórcą jest Antonio Margheriti, którego postrzegam jako taki włoski odpowiednik Cormana. Styl pracy, jeśli wierzyć legendom w przypadku obydwu panów był bardzo podobny. Obydwaj doskonale pracowali na niskim budżecie i operowali klasycznymi wątkami.

Oczywiście Margheriti nie żył samym horrorem, ale wiele osób twierdzi, że to w tym gatunku spisywał się najlepiej. "Daza macabra" to jego pierwszy horror, do którego udało mu się zaprosić gwiazdę włoskiego kina grozy Barbarę Steel. Barbara to aktorka ponadczasowa. Do tej pory można ją spotkać w jakimś straszaku. Jej niegdysiejsza uroda nabrała z wiekiem jeszcze demoniczniejszego rysu więc cały czas doskonale wpisuje się w gatunek.

danza macabra

W "Danza macabra" wciela się w postać ducha Elizabeth Blackwood, pięknej i bardzo zmysłowej kobiety, której rozliczne namiętności doprowadziły do zgonu co najmniej kilka osób.

W noc, w której Allan Foster zjawia się w pałacu z miejsca staje się obiektem jej uczuć. Wedle teorii, która cały czas odbija się echem w filmowej fabule, silne emocje dają ludziom pewien rodzaj nieśmiertelności. Elizabeth, jak sama mówi, żyje tylko gdy kocha.

Jej relacje z otoczeniem są nieźle pogmatwane, jak dowiadujemy się dzięki retrospekcjom. Pojawia się nawet wątek lesbijski. Wszystko sprowadza się jednak do starego jak świat schematu: nawiedzony dom, nieszczęśliwe duchy i uwięziony żywy. 

Atmosfera jest bardzo gęsta, kipi i grozą i erotyzmem zarazem co można uznać za zaletę.

Od strony technicznej jest po Cormanowskiemu. Teatralnie odstrojona scenografia, wyrazista charakteryzacja, tylko światła jakby mniej. Ogląda się go bardzo przyjemnie.

danza macabra

Podobnie jak filmy Cormana nawiązuje do twórczości Poego, choć ciężko mi ocenić jakie konkretne dzieło wzięto tu na tapetę. Generalnie nie przypomina to niczego co bym znała choć ogólny duch twórczości Poego jest jak najbardziej wyczuwalny.

Dla fanów tego rodzaju estetyki oferta jak znalazł.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

66/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 22 maja 2017

P aka Possession (2005)

p

Młodziutka dziewczyna opuszcza tajlandzką wioskę i przybywa do Bangkoku by zarobić na lekarstwa dla chorej babci. Na miejscu trafia do klubu go-go i przyjmując imię Dau zostaje prostytutką.

W niewdzięcznym świecie pomaga sobie za pomocą magii, której nauczyła ją stara babcia. Niestety Dau nie przestrzega zasad jakie rządzą światem czarów i wkrótce wpada w kłopoty.

"P" w języku tajskim oznacza tyle co "duch". Duchów jednak w tym filmie niewiele, choć nadal mieni się on mianem horroru.

Dużo większą uwagę, przynajmniej tak było w moim przypadku, przykuwa warstwa dramatyczna filmu. Tajlandia słynie z seks turystyki i to ona jest przewodnim tematem filmu Paula Spurriera. Tak, jest to film napisany i nakręcony przez Brytola, ale  w języku tajskim i z tajską, przynajmniej w większości, obsadą. To chyba generalnie ewenement. Sama sięgnęłam po niego by trochę bardziej przyjrzeć się tajskiemu kinowi grozy.

"P" na tle znanych mi produkcji z tego kraju wcale nie wypada najgorzej, choć pewne uwagi mam. Efekty chociażby, nie obyło się bez nich w drugiej partii filmu gdzie tytułowy duch zaczyna działać, i mogłyby być  lepsze technicznie.

Druga rzecz, to mało horroru w horrorze. Warstwa dramatyczna, to powiedzmy, tło społeczne, praktycznie zdominowało resztę wątków w tym wątek paranormalny. Mówię o tym tylko dlatego, że miłośnicy czystości gatunkowej mogą kręcić nosem. Sama jestem zdania, że takie rozbudowanie wątków obyczajowych wyszło filmowi na zdrowie. W porównaniu z częścią filmu skupioną na klątwie jaka spadła na Dau wypadają dużo ciekawiej.

p

Jeśli więc chodzi o tą najbardziej interesująca Was część, czyli to co nadnaturalne w fabule, to mamy tu generalnie średniawkę. Nie chcę Wam w tym miejscu zdradzić szczegółów tego co stało się z Dau, ale raczej nikt z Was nie padnie z zachwytu nad takim zagraniem.

P

Całość ogląda się bardzo sympatycznie. Mamy tu sporo ciekawych bohaterów, także tych z dalszego planu, niezłe dialogi i aktorstwo oraz świetną muzykę. Serio, soundtracki powinny przykuć Wasza uwagę. Ogólny klimat filmu jest dość przygnębiający, ale nie może być inaczej jeśli mowa jest o ciemnej stronie atrakcji turystycznych Azji. Zdjęcia fajnie portretują tą ciemną stronę.

Dla mnie jak najbardziej okej, choć ze swoją oceną będę raczej w mniejszości.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

56/100

W skal brutalności:2/10

niedziela, 30 kwietnia 2017

Rings (2017)

rings

Holt i Julia są parą. Gdy chłopak wyjeżdża na studia do innego miasta Julia cierpliwie czeka na każdą rozmowę i spotkanie. Jak się wkrótce okaże Holt pochłonięty studenckim życiem niefortunnie wplątał się w coś gorszego niż mogła przewidzieć jego dziewczyna.

Gdy Julia odbiera wiadomość od przerażonej koleżanki z roku Holta czym prędzej zjawia się na kampusie. W ten sposób okrywa, że Holt wziął udział w naukowym eksperymencie badającym znaną "taśmę śmierci". W wyniku seansu z Samarą Morgan zostało mu tylko kilkanaście godzin życia. Julia podejmuje heroiczną walkę o życie swojego chłopaka.


rings

Długo przyszło nam czekać na kolejny sequel "Kręgu". Dopiero po kilkunastu latach amerykańska wytwórnia podjęła próbę pociągnięcia tematu i tak, oto przed Państwem "The Rings".

Jak wspomniałam najnowsza produkcja jest sequelem a więc kontynuacją wydarzeń jakie miały miejsce w "Kręgu" i "Kręgu 2" - mam tu oczywiście na myśli amerykańskie remake japońskich horrorów.

Nie zobaczymy tu jednak Naomi Wats i jej dziwacznego synka, lecz zupełnie nowych bohaterów: młodych, pięknych, zakochanych. Fabula 'trójki' jest powiązana z tym co widzieliśmy do tej pory. Mamy więc zabójczą kasetę po obejrzeniu, której delikwent umiera zabity przez ducha Samary Morgan, dziewczynki, którą zatroskana matka wrzuciła do studni. Jesteśmy też bogatsi o informacje zawarte w kontynuacji, czyli 'dwójce' - skopiowanie zabójczego nagrania i pokazanie go komuś oddala od Ciebie klątwę Samary.

Nasz młody bohater, Holt pod przewodnictwem profesora akademickiego obejrzał owe nagranie, podobnie jak parę innych biednych dusz. Widmo śmierci już nadciąga, gdy z odsieczą pojawia się jego ukochana, Julia.

Dziewczyna podejmuje heroiczną decyzję, że obejrzy skopiowane przez Holta nagranie i tym samym ochroni go. Zamiast jednak tą sama droga uratować siebie postanawia położyć kres klątwie i dociec prawdy o Samarze.

rings

Z uwagi na to, że wszytko co mogliśmy się o niej dowiedzieć zostało powiedziane w dwóch poprzednich częściach, tu scenarzyści postanowili wziąć w obroty biologiczną matkę Samary. Tak, tą która wedle poprzednik ustaleń miała powić dziecko 'demona z głębin'. Scenarzyści 'trójki' obrali jednak inną ścieżkę. Czy mnie to dziwi? Nie.

Już zapowiedzi pojawienia się "Rings" po tylu latach od premiery ostatniego tytułu sprawiło, że nabrałam przekonania, że nic z tego nie będzie. Mało kiedy zdarza się, że kontynuacja nakręcona po takim czasie była dobra, a te kilkanaście lat poświecono na gruntowne przemyślenie sprawy. Najczęściej jest tak, że studio z braku lepszych komercyjnie pomysłów zleca wygrzebanie takiego trupa i do społu z zupełnie innymi ludźmi próbuje go reanimować. A, że minęło tyle i tyle czasu nikt nie zadaje sobie trudu by podejść poważnie do kontynuowania wcześniejszych filmowych założeń.

Nowy "Rings" praktycznie niczym nie przypomina starych "Ringów". Klimat zniknął bez śladu, akcja poszła w zapomnienie.

Mamy więc nowy film złożony ze starych składników połączony z kilkoma nowymi i złożony w niekoniecznie konsekwentną całość. Gdyby nie migawki z kaset, które doskonale pamiętają fani "Kręgu" i kilku ujęć z Samarą nikt nie rozpoznałby w tym kontynuacji.

rings

Dla mnie film zupełnie zbędny. Szczęście w tym, że nie spodziewałam się, że będzie inaczej, więc nie mogę mówić o rozczarowaniu.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 14 kwietnia 2017

Bye Bye Man (2016)

bye bye man

Troje studentów Sasha, Eliot i John wynajmuje dom na przedmieściach. Młodzi nie wiedzą, ze pod koniec lat '60 mieszkał w nim dziennikarz, który dokonał masowego morderstwa wśród sąsiadów zakończonych samobójstwem.

W czasie parapetówki w nowym domu młodzi zabawiają się w seans spirytystyczny, a jeden z lokatorów Eliot znajduje dziwne napisy w jeden z szuflad nocnej szafki. Napisy stanowią przestrogę przed Bye Bye Manem, istotą, której imienia lepiej nigdy nie poznać.

Następstwem tych zdarzeń jest pogarszająca się kondycja fizyczna i psychiczna lokatorów. Widmo śmierci wydaje się nieuchronnie urzeczywistniać.

Z tego co widzę, "Bye Bye Man" nie został zbyt dobrze potraktowany przez widownie, co mnie dziwi. Nie dlatego, żem przekorna i dopatrzyłam się w tym obrazie jakiegoś fenomenu niedostrzegalnego dla większości, lecz tak po prostu uważam, ze produkcja w żaden sposób nie odbiega od przyjemnego poziomu średniawek.

"Bye Bye Man" stanowi kompilacje wątków ghost story i slashera obleczonego w ramy teen horrroru, jak to było chociażby w sławetnym "Koszmarze z Ulicy Wiązów".

Zarówno sam pomysł, czyli legenda o upiornej istocie zwanej Bay Bay Manem jak i sposób przełożenia pomysłu na film, czyli stworzona tu warstwa narracyjna, wizualna i warsztat aktorski odtwórców ról tworzy całkiem zgrabną całość.

Nie dopatrzyłam się tu niczego co wywołało by zgrzyt zębów. Nie ma też jednak wielkiej dawki strachu, czy wybitnej psychologii postaci. Ot wszytko poprawne.

Fabuła skupia się na próbach rozwiązania zagadki Bye Bye Mana, które podejmuje Eliot. To on najsilniej odczuwa wpływ złej istoty na psychikę. Sasha z kolei podupada na zdrowiu fizycznych, choć objawem wspólnym dla wszystkich bohaterów są halucynacje. Bye Bye Man miesza wszystkim w głowach.

bye bye man

bye bye man

Spodobał mi się jako antybohater, bo jego działanie nie jest warunkowane przez głupotę antagonistów. Nie przywołano go wypowiedziawszy trzykroć jego imię przed lustrem. Bye Bye Man zawsze było i zawsze będzie. Dopadnie wszystkich, którzy poznali jego imię. Niczym spalony Freddy żywi się strachem.

Wizualizacja jego osoby nie powali, ale też nie stanowi jakiegoś karygodnego odstępstwa od średnio udanych demonów. Podobnie ma się sprawa ze scenami nastawionymi na przerażenie widza.

Czy więc "Bye Bye Man" mi się podobał? Cóż, podobał mi się na tyle, na ile może mi się podobać współczesny teen horror i to chyba będzie najuczciwsza odpowiedź.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

56/100

W skali brutalności:1/10

środa, 12 kwietnia 2017

Take me home (2016)

take me home

Tan opuszcza szpital gdzie dochodził do siebie, po wypadku w wyniku, którego stracił pamięć. Zamierza wrócić do rodzinnego domu, gdzie jak podsunęła mu niejasna wizja, jego ojciec popełnił samobójstwo. Zgodnie z zamiarem udaje się do rodzinnej will,i gdzie obecnie mieszka jego siostra wraz z mężem i dwójką przybranych dzieci. Tan czuje więź z Tubtim, ale zupełnie jej nie pamięta, podobnie jak tragicznych okoliczności uprzedzających jego wypadek.

Tajlandia, spośród innych azjatyckich krajów,których horrorową filmografię zdarza mi się badać, wypada do tej pory najbiedniej. Oczywiście i tajlandzkim produkcjom nie da się odmówić charakteru, jednak w porównaniu z dorobkiem Japończyków, czy moich faworytów w temacie, czyli filmowców z Korei Południowej wypadają one blado. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest "Shutter", jeden z najstraszniejszych azjatyckich horrorów i jedyny z oglądanych przeze mnie  tajlandzki horror zasługujący na większa uwagę.

Tajlandczycy mają w mojej ocenie niezdrową tendencję do zbytniego upiększania. Ich filmom brakuje naturalności i silniejszej przynależności kulturowej do Azji.

Ich filmy z roku na rok wydają mi się coraz mniej wschodnie, a coraz bardziej zachodnie. Nawet grający w nich aktorzy coraz bardziej przypominają aktorów amerykańskich, co jest pewnie zasługą bardzo modnych operacji plastycznych, a także wymiany genów z 'białasami'. Na pewno są dzięki temu urodziwsi od większości Koreańczyków, ale mnie coś takiego nie przekonuje. Cenię skośne kino za jego odmienność i boleję nad każdym ukłonem w stronę zachodu wykonywanym kosztem azjatyckiej specyfiki.

take me home

Wszystkie te zarzuty mogę odnieść do "Take me home", choć generalnie nie uważam tego obrazu za nieudany. Miał swoje momenty, te stricte horrorowe które skojarzyły mi się z wrażeniami jakie przyniósł "Shutter".

take me home

Sama fabuła wydaje się dość złożona, ale to tylko pozory, bo ostatecznie wszystkie zagadki wyjaśniają się w posty sposób. Ogląda się go przyjemnie, ale nie przewiduje by na dłużej zapadł mi w pamięć.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

56/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl