What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: vampire movies

wtorek, 11 lipca 2017

Manhattan Undying (2014)

manhattan undying

Młody malarz, Max Garman dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. Nie zamierza poddać się leczeniu więc, ma perspektywie parę tygodni życia. Postanawia wykorzystać ten czas na namalowanie nowego obrazu, który zwali wszystkich z nóg. Gdy szuka odpowiedniej modelki w jego mieszkaniu zjawia się tajemnicza piękność.

"Manhattan Undying" jest nietypowym vampire movie. Podobnie jak "Tylko kochankowie przeżyją" skupia się na warstwie dramatycznej, uderza w bardziej filozoficzny aspekt problemu nieśmiertelności, niż w jego horrorowy wymiar.

Jego bohaterami jest para: umierający artysta i wampirzyca, która wysysa krew z mężczyzn w czasie miłosnych aktów.

Vivian przychodzi do Maxa by ten namalował jej portret. Nie zdradza mu swojej tożsamości, przyznaje jednak enigmatycznie, że nigdy nie widziała swojej twarzy. Portret rozwiązałby ten problem. Jak wiecie, te legendarne stworzenia nie mają lustrzanego odbicia, nie można ich sfotografować ani sfilmować.

Wstępny pomysł - bardzo ciekawy, ale co dalej? No właśnie, dalej mamy wielki znak zapytania.

Max przygotowuje się na śmierć, starając się naprawić swoje błędy. W między czasie wymienia poglądy z tajemniczą modelką.

Nie wiem, może po prostu poezja słowa tym razem do mnie nie trafiła, ale relacja tej dwójki nie wzbudziła mojej ciekawości, a z ich rozmów nie wiele dla mnie wynikało. Czekałam aż wreszcie zacznie ją malować i coś ruszy do przodu.

Tak się w końcu stało, ale finał historii nie przyniósł zachwytu. Liczyłam, że w chwili gdy zobaczę śmiertelne dzieło Maxa, zrozumiem o co w tym wszystkim szło. Obrazu nie zobaczyłam.

manhattan undying

Scenariusz filmu tak silnie skupia się na zbudowaniu atmosfery tajemnicy, że fabuła nie ma o co zahaczyć. Masa niedomówień nakazuje obrać najprostszą drogę interpretacji.

SPOILER: Wampirzyca zakochała się w malarzu. Dzięki uczuciu obydwoje poczuli, że żyją i w spokoju sobie zmarli. KONIEC SPOILERA.

Jeśli oto tyle hałasu, to mamy to do czynienia z przerostem ambicji twórcy, który zbudował pewną formę, dla w gruncie rzeczy lichej treści.

Być może film zainteresuje poszukiwaczy vampire movie, ale dla siebie wiele tu nie znalazłam.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:8

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:4

50/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 06 sierpnia 2016

Twins of evil (1971)

twins of evil

Bliźniaczki Maria i Frida zmuszone są przeprowadzić się z kolorowej Wenecji do ponurej mieściny w Anglii gdzie mieszka ich wuj i obecny opiekun, Gustav. Nastolatki z trudem akceptują nową sytuację. Maria jest przerażona rygoryzmem religijnym jaki rozsiewa wokół wuj, zaś Frida szybko opracowuje plan ucieczki z domu.

Frida jest zafascynowana właścicielem pobliskiego zamczyska hrabią Karnstein, ten z kolei chętnie przyjmuje pod dach młode niewiasty. Jego marzeniem jest zawarcie paktu z diabłem. Z kolei wuj Gustav jest osobą stojąca na straży kościelnych praw, nocami biega po lesie i pali na stosie co ładniejsze laski by w ten sposób pozbyć się szatana. Nie trudno się domyślić, że dwa tak odmienne charaktery czeka pojedynek.

"Twins of evil" jak na produkcję Hammera przystało opiera swoją jakość na groteskowej grozie. Nie zabraknie tu fantazyjnych wątków rodem z piekła, przeklętych wampirów i okazałych biustów. Seks i przemoc jest znakiem rozpoznawczym trylogii do której zalicza się "Twins of evil". Głównym jej założeniem jest wykorzystanie motywu, który po raz pierwszy stworzył w swojej "Carmili" Le Fanu, mianowicie wampirzyc lesbijek. Czytałam "Carmile" i nie mogę się nadziwić jak Hammer potrafił sprowadzić do parteru prozę tej jakości, ale nie ważne.

Lesbijski wątek w "Twins of evil" jest lichy i praktycznie nie obecny, chyba że ktoś podejrzliwie patrzy na dwie biuściaste królewny śpiące w jednym łóżku.

twins of evil

Hammerowski świat rządzi się swoimi prawami i nie każdemu te prawa przypadną do gustu. Twórcy filmowi pozwalają by groteska przejmowała wodze nad scenariuszem przez co można odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia z parodią.

W tym przypadku parodią wątków takich jak satanizm, inkwizycja i wampiryzm. Pierwszą przejaskrawioną postacią jest wuj Gustav. W tej roli niezawodny Peter Cushing. Jak wspomniałam wuj Gustaw lubi ogniska. Z uwagi, że jest człowiekiem szlachetnych zawsze znajdzie czas by zaprosić na nie jakąś zbłąkaną niewiastę. Chcąc uchronić ją przed doszczętnym upadkiem pali jej nieczyste ciało i wyzwala nieśmiertelną duszę. Szybko możemy odgadnąć, że kryje się za tym seksualna frustracja. Jego pobratymcy są nie mniej zabawni.

twins of evil

Drugim śmiechowym bohaterem jest hrabia Karnstein, znudzony młodzian niestrudzenie poszukujący wrażeń. Gdy już zatapianie nosa w obfitych biustach znudziło go szczętu postanowił poszukać nowych inspiracji w satanizmie. Odpowiedzią na jego modły staje się wampiryzm. Koleżka bardziej kojarzył mi się z jakimś zblazowanym dandysem w stylu Doriana Gray'a niż z hrabim Draculą.

twins of evil

Na koniec mamy tytułowe bliźniaczki. Dwie biuściaste królewny zgarnięte wprost z rozkładówki Playboya z roku 1970. Dziewczyny odnajdują się w hammerowskiej estetyce znakomicie. Aktorkami wybitnymi nie są, ale ostatecznie nikt przed nimi nie stawiał wielkich oczekiwań, takie mam wrażenie. Jedna dobra, druga zła zgodnie z tradycyjnym motywem złego i dobrego sobowtóra.

Wiem, że trochę się nabijam, ale to wcale nie znaczy, że nie lubię tego filmu. Lubię go bardzo. Fajnie się go ogląda, ale raczej nie należy brać go za bardzo na serio, bo można się srodze rozczarować.

Jest tu wszystko czego potrzeba do dobrej zabawy. Fajne laski, obłąkane typy, trochę przemocy, znane i lubiane elementy świata horroru. Technicznie obraz jest dobry. Szczególną uwagę zwraca scenografia i kostiumy, dobrze dobrane do epoki.

Może nie każdemu, ale może się podobać.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 22 kwietnia 2016

The Last Man on Earth/ Ostatni człowiek na ziemi (1964)

last man on earth

Doktor Robert Morgan jest ostatnim człowiekiem na ziemi nie zarażonym śmiercionośnym wirusem. Żyje samotnie kryjąc się nocą w swoim domu, wychodząc za dnia by zgromadzić zapasy.

Każdy dzień jest taki sam. Nieskończenie samotny i pozbawiony nadziei. Jego żona i córka zmarły przed laty dotknięte chorobą, nad którą naukowcy w tym Robert Morgan nie zdołali zapanować. Od tamtej pory wszyscy ludzie na ziemi żyją nocą, niczym nietoperze. Stanowią zupełnie nowa rasę. Jak w takim świecie może przetrwać jeden zwyczajny człowiek?

last man on earth

Mój zamiar przeczytania książki Richarda Mathesona, na podstawie której powstał szereg ekranizacji w tym "Jestem legendą" 2007, "Człowiek omega" 1971, czy wreszcie "Ostatni człowiek na ziemi" 1964, wciąż odwleka się w czasie. Muszę w końcu nadrobić tę sprawę, bo już kończą mi się filmowe wariacje na jej temat.

"Ostatni człowiek na ziemi" pośród wszystkich produkcji opartych na powieści Mathesona budził we mnie największe nadzieje. Nie ukrywam, że przyczyną tego była rola Vincenta Price w filmie, ale też moje zamiłowanie do czarno białego kina. Dodatkowym plusem jest fakt, że autor książki współtworzył scenariusz toteż budzi nadzieję, a to, że jest to ekranizacja najbliższa literackiemu pierwowzorowi.

last man on earth

Początkowo prawa do filmu miały wpaść w ręce wytwórni Hammer i nie wiem, czy nie powinnam odżałować zmiany decyzji. Myślę ta historia w tak teatralnym wydaniu z jakim kojarzą mi się produkcje Hammera mogłaby nabrać większego rozpędu. Ale z drugiej strony, czy ona się do tego nadaje?

Z góry muszę przestrzec fanów tej historii, że sposób w jaki jest opowiadana w tym filmowym wydaniu nie wszystkich zadowoli. Nie chodzi mi tu o jakieś rażące mankamenty realizacyjne, lecz o tempo akcji. Jest tak ślamazarne, jak to tylko możliwe. Na lwią cześć całej opowieści składają się wewnętrzne monologi głównego bohatera. Tu nawet nie może sobie pogadać z psem, bo psi bohater, który doprowadził mnie do płaczu w "Jestem legendą" z 2007 roku tu pojawia się ledwie na moment.

Niejakie ożywienie pojawia się gdzieś w środkowej części obrazu, gdy wtrącone zostają pierwsze retrospekcje z życia Roberta przed wybuchem epidemii. Tu możemy poznać historię śmierci jego bliskich, a także jego naukowe próby zwalczenia choroby.

last man on earth

Niewielkich zrywów akcja doświadcza w chwilach, gdy pod domem bohatera pojawiają się zarażeni. Mamroczący coś do niego, próbujący sforsować drzwi. W tej wszechobecnej ciszy panującej w filmie takie drobne elementy z miejsca budzą popłoch.

last man on earth

Już u schyłku opowieści wprowadzona zostaje kobieca bohaterka, która przyczyni się do zguby bohatera. Tu też poznamy wreszcie naturę tych, których epidemia zmieniła w nocne stworzenia.

Jeśli znacie jedynie najnowsza wersję tej historii tj. "Jestem legendą" (2007) z pewności zdziwi Was sposób w jaki przedstawiona zostaje brać zarażonych. Wyglądają zupełnie normalnie, ich funkcjonowanie nie przypomina życia jakiś prymitywnych stworzeń, typu zombie. Stanowią coś na kształt sekty, która całkowicie zaakceptowała swoją przemianę, w pewien sposób umie nad nią zapanować, na tyle by nie skutkowała śmiercią.  Gloryfikują siebie, a w naszym bohaterze, ostatnim ocalałym, widzą zagrożenie dla swojego gatunku. Są jak ugrupowanie chcące przejąc władzę nad światem.

last man on earth

Następuje tu całkowite odwrócenie starego sposobu pojmowania kategorii chory i zdrowy. To Robert jest chory, to on zagraża, to on zabija. Wszystko przedstawione jest bardzo kategorycznie i prosto.

Względem realizacji nie mam żadnych zarzutów, jeśli o mnie chodzi wolne tempo akcji doskonale podkreśla status tej opowieści, jest powolna jak agonia.

Ekspresja Vincenta Price'a, nieliczne emocjonalne wybuchy na jakie mu tu pozwolono trochę ożywiają fabułę, ale nie na tyle byśmy mogli zinterpretować to jako coś w rodzaju woli walki i życia. Mamy tu bohatera, który żyje bo musi, doświadczył już wystarczająco rozczarowań by pozwolić sobie na odpuszczenie sprawy. Zakończenie filmu mimo pewnego tragizmu jest po prostu dopełnieniem tego co konieczne.

Każdego dnia na świecie bezpowrotnie ginie jeden gatunek i nikt nie zwraca na to uwagi, czemu człowiek miałby oczekiwać jakiego specjalnego traktowania w tym względzie?

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 22 czerwca 2015

The Stranger (2014)

stranger

Samotny tułacz Martin wraca do małego kanadyjskiego miasteczka, gdzie mieszkał niegdyś z żoną, Aną. Pragnie odszukać kobietę, ale zamiast pomocy od miejscowych otrzymuje cięgi. Trzech mężczyzn, w tym syn miejscowego policjanta, Caleb, dotkliwie biją Martina. Świadkiem zajścia jest nastoletni graficiarz, Peter. To on zabiera ledwie żywego Martina do swojego domu i udziela mu pomocy. Ojciec Caleba jest mocno wkurzony tym, że Peter wtrącił się w sprawę pobicia, zaś Caleb jest rządny zemsty na małolacie.

"The Stranger" jest straszakiem wyreżyserowanym przez niedoświadczonego twórce, którego pod swoje producenckie skrzydła wziął sam Eli Roth. Bardzo cieszy mnie postawa Rotha, to, że daje szanse młodym talentom i wspiera ich działania. W przypadku Gulliermo Amoedo nie jest to współpraca jednorazowa, bo Chilijczyk napisał scenariusz do najnowszego filmu Rotha, którego możemy się spodziewać w tym roku.

"The Stranger" , podobnie jak "Late phases" bierze na warsztat bardzo pospolity horrorowy motyw. W "Late..." było to wilkołactwo, tu spokojnie możemy mówić o wampiryzmie, choć, co ciekawe, 'ta przypadłość", która trawi głównego bohatera (Martina) ani razu nie jest nazwana po imieniu.

stranger

Pierwsze filmowe sceny, w których widzimy jak Ana z twarzą umazaną krwią pochyla się nad ledwie żywą kobietą dość czytelnie daje nam znać, że temat pożywiania się ludzką krwią jest tu naczelnym motywem.

Później, gdy akcja przenosi się o kilkanaście lat do przodu, a poturbowany Martin znajduje się w domu Petera mamy do czynienia z kolejną przesłanką. Martin mówi swoim wybawcom, by nie dotykali jego krwi, że mogą się czymś zarazić. Zachowuje się przy tym bardzo agresywnie, że już nie wspomnę o tym, że gardzi wszelkimi napojami za to ochoczo pożywia się kotem Petera.

Podobnie jak we wspomnianym "Late..." wątek nadprzyrodzony stoi w cieniu warstwy dramatycznej obrazu. W mniejszym stopniu, ale jednak.

Mamy tu obraz niewielkiej społeczności, gdzie niektórzy mogą pozwolić sobie na więcej (Caleb i jego przyboczni), a inni są zaszczuci i wykluczeni (Martin i jego żona), jeszcze inni podejmują walkę z niesprawiedliwością i płacą za to wysoką cenę (Peter).

stranger

Fabula skupia się na konflikcie, który zaczyna się od pobicia, a kończy ... kończy się eskalacją przemocy.

Caleb nie odpuści Peterowi, ale w obronie chłopca staje Martin. Scena, w której dochodzi do konfrontacji jest jedną z nielicznych nacechowanych brutalnością. Oczywiście pojawia się ich trochę, ale tak jak wspomniałam warstwa dramatyczna jest tu bardziej eksponowana niż sceny podpaleń, czy konsumpcji ludzkiej krwi. Można by to uznać za plus, gdyby nie fakt, że nie do końca przekonała mnie ta historia. Mówiąc szczerze trochę się nudziłam. Niedomówień jest tu nieco za dużo, niektóre istotne wątki są przedstawione bardzo pobieżnie.  Brakowało mi tez klimatu grozy, takiego z prawdziwego zdarzenia.

stranger

Hybrydy gatunkowe nie zawsze się udają, ale mimo wszytko cieszę się, że ktoś podejmuje próby wyjścia po za schemat. Pytanie tylko, czy motyw wampira nieszczęśnika nie staje się aby nowym schematem w gatunku?

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

klimat:6

Napięcie:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:5

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:6

To coś:5

57/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 12 maja 2015

Istota z ciemności/ From the Dark (2014)

from the dark

Sarah i Mark wybierają się na wieś. Wypoczynek rozpoczyna się od niefortunnego wypadku w wyniku, którego ich auto grzęźnie w błocie. Mark walecznie rusza w poszukiwaniu oznak cywilizacji i tak natrafia na dom pewnego mężczyzny. Facet wygląda jakby zaatakowało go jakieś wściekłe zwierzę. Ale nie o zwierzęciu tu mowa, a o czymś nadnaturalnym.

Kolejny film o wampirach. Teraz powinnam wyrazić swoje zniesmaczenie tym wtórym pomysłem, ale tak nie zrobię i to z kilku powodów.

Historia może nie należy do oryginalnych, ba, na pewno nie jest oryginalna, bo chyba po opisie fabuły każdy domyślił się już, co za chwilę stanie się z pogryzionym farmerem i co w związku z tym czeka Marka i jego dziewczynę. Pomysł na fabułę jest więc wtórny i niewyróżniająca się. Co więc oferuje nam film?

Pierwsza rzeczą jaka zwraca uwagę to wykonanie filmowych zdjęć. Owszem przyczynia się do tego sceneria, czyli irlandzka wieś obrana na filmowy plan, ale nie można odmówić kadrom artyzmu, jaki spotykać można w klasycznych vampire movie, jak "Nosferatu" '22 czy "Vampyr" '31. Co więcej nie są to akcje jednorazowe, bo towarzyszący takim scenom nastrój utrzymuje się przez większość filmu.

Conor McMahon nie poświęca na swoje filmy ogromnego budżetu nie może więc nadużywać dobrodziejstwa efektów komputerowych. W zasadzie mamy tu do czynienia tylko z jedną taką sceną, w chwili gdy spopielone przez światło ciało farmera zaczyna się rozpadać. Jednak przez większość czasu reżyser dla uzyskania efektu niesamowitości używa gry światła i cienia, czy osnuwa kadr lekką mgłą.Nawet sama postać antagonisty zazwyczaj skryta jest mroku i widzimy zaledwie kontur postaci.

from the dark

Kiedy na arenę wkracza istota, która przyczyniła się do śmierci farmera mamy bardzo czytelny ukłon w stronę kina ekspresjonistycznego, taki hołd złożony starym wampirom, które nie świecą na diamentowo, a ich wygląd jest daleki od piękna. Tytułowa istota z ciemności wygląda jak Graf Orlok. Jest nienaturalnie smukła i wysoka, ma przerośniętą czaszkę i długi rozcapierzone palce. Doznałam szoku, gdy to zobaczyłam. A był to szok bardzo przyjemny.

from the dark

Zachowanie równowagi między dynamiczną akcją, która musi się rozwijać i dostarczać widzowi emocji, a zachowaniem ponurego nastroju  jest dość trudne i nie wiem, czy każdemu widzowi spodoba się takie połączenie, w takim kształcie jak podaje nam reżyser.

from the dark

Dla mnie ten banalny film jest w jakiś sposób niebanalny. Kupił mnie postacią wampira, co jest bezdyskusyjne, ale fakt jest taki, że McMahon w każdym swoim filmie używa jakiegoś wyświechtanego pomysłu i opowiada go na swój sposób, czyniąc tym samym z banału coś wyróżniającego się. Nie wiem, czy ktoś z Was miał okazje oglądać jego wariacje na temat zombizmu w "Martwym mięsie", ale ja jego krowy zombie zapamiętam chyba do śmierci. Jego dziełem jest też opowieść o klaunie w horrorze "Szwy", który bardzo przypadł mi do gustu choć publika raczej nie reagowała zbyt entuzjastycznie. Przypuszczam, że podobnie będzie w przypadku "Istoty z ciemności", ale walić to, mnie się podobał.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 23 kwietnia 2015

Styria aka Angel of death (2014)

styria

Do opuszczonego od lat '20 XX wieku zamku na Węgrzech przybywa angielski profesor wraz z nastoletnią córką, Larą.

Dziewczyna jest świadkiem jak jeden z mieszkańców okolicznej wsi napada na młodą dziewczynę. Lara pomaga jej ukryć się w zamku. Córka profesora i tajemnicza Carmilla zaprzyjaźniają się. Tym czasem Styrię nawiedza fala samobójstw młodych dziewcząt, zupełnie jak w odległej przeszłości.

"Styrię" miałam na oku już jakiś czas. Trafiłam na nią przypadkiem szukając screenów z polskiego filmu "Carmilla". Wiedziałam, że na oficjalną dystrybucje będę musiała się naczekać, bo twórcy obrazu nie są cudownymi dziećmi Hollywood.

Zauważyłam, że jest to produkcja, w której spory udział mają Polacy: Za zdjęcia odpowiada nasz rodak, a w jedną z głównych rol wciela się polka, Julia Pietrucha. Film kręcono w Europie, dokładnie na Węgrzech, więc narobiłam sobie nadziei na piękne widoki oraz europejski klimat i nie pomyliłam się.

styria

"Styria" to bardzo europejska produkcja. Powiedziałabym nawet, że wschodnioeuropejska, bo bardzo przypomina mi rosyjskie horrory, które udało mi się do tej pory zobaczyć, mam tu na myśli tę udaną grupę. Kojarzy się też ze starymi polskimi produkcjami grozy. Ma podobny klimat, nie opiera się teatralnej manierze i nadużywa zaufania widza zakładając, że wcale nie musi wszystkiego dokładnie wyjaśniać. Posiada klimat klasycznego horroru gotyckiego, okraszonego elementami psychologicznymi dla podkręcenia wrażenie szaleństwa.

Poniekąd fabularnie jest to wariacja na temat "Carmilli" Le Fanu: Mamy tajemnicze dziewczę, które trafia pod jeden dach z młodą bohaterką (W oryginale Laurą w tym filmie Larą) i wchodzi z nią w bardzo intensywną relację.

Odwiedza ją w nocy, gdy reszta domowników śpi i oprowadza po okolicy. Dziewczęta doskonale się bawią, ale z nocy na noc Lara zaczyna się coraz gorzej czuć. Słabnie i widać, że towarzystwo Carmilli, którego bardzo pragnie wcale jej nie służy.

styria

Mamy jeszcze wątek ojca, który ukrywa przez Larą pochodzenie jej matki, a także fakty związane z jej zniknięciem z ich życia.

Ojciec Lary zajmuje się badaniem zabytków, coś jak połączenie archeologa i restauratora sztuki. Obiera na cel zamek w Styrii, gdzie ukryte są trzy ścienne malowidła o mrocznym rodowodzie. Murale przedstawiają stara legendę, a może historię? W dodatku historię, która zdaje się powtarzać w tej chwili, gdy okazuje się, że w Styrii młode dziewczęta bardzo chętnie popełniają samobójstwa.

Fabułę filmu można podzielić na dwie części. Pierwsza, czyli ta bliższa oryginalnej historii Le Fanu, gdzie jeszcze nie wiemy skąd wzięła się Carmila, więc zakładamy, że jak w oryginale jest wampirem i obserwujemy zmiany jakie zachodzą w Larze i druga, gdy przedstawiona zostaje historia z przed lat, związana z malowidłami, leczniczymi źródłami i samobójstwami dziewcząt, oraz gdy dochodzi do pewnego zdarzenia z udziałem Carmilli. Nie mogę wam więcej zdradzić, dość powiedzieć, że w tym momencie odchodzimy od oryginalnej historii. Wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.

Wampiryzm jest bardzo oczywistym rozwiązaniem i gdy twórca bierze na tapetę ten wątek musi trzymać się pewnych zasad inaczej zostanie wyklęty przez potencjalnego widza. Innowacyjne podejście nie jest pożądane dlatego też dobrze się stało, że twórcy "Styrii" posługują się bardziej metaforą wampiryzmu niż jego mitologiczną wersją.Choć obawiam się, że większość widzów i tak nie wychwyci niuansu i potraktuje sprawę nazbyt dosłownie, jak kolejny vampire movie, gdzie głównym celem antybohatera jest picie krwi.

Bardzo, ale to bardzo podobały mi się sceny finałowe.Ujęcia Carmilli obserwującej Larę jakby z innego świata, jasnego i pięknego podczas gdy ta balansuje nad krawędzią.To takie podsumowanie całej relacji obydwu panien. Lara, która podświadomie dąży do samozagłady i Carmilla, która oferuje jej śmierć.

styria

Fabuła przypadła mi więc do gustu i nie przeszkadzało mi pewne jej 'pomieszanie z poplątaniem'.

Wykonanie też zasługuje na uwagę. Jak wspomniałam za zdjęcia odpowiada Polak  należą mu się za nie brawa, bo wypadają świetnie. Perfekcyjne operowanie światłem wyznacza granicę między mrokiem i jasnością czym świetnie zgrywa się z poetyką filmu.

Sceneria jaka została wybrana jako filmowy plan również wypada bardzo dobrze, mam tu na myśli zarówno wnętrze zamku jak i jego otoczenie tj. panorama gór,przyległe lasy, czy wioska pełne zabobonów i średniowiecznych lęków malujących się na twarzach mieszkańców.

styria

Aktorstwo jest jak najbardziej okej. Na czele ekipy jako najbardziej doświadczony w aktorstwie staje Stephen Rea ze swoim cierpiętniczym wyrazem twarzy. Lubię go i jak zawsze zagrał dobrze. W Larę wciela się aktorka mi osobiście nie znana choć ma już nie najgorszą filmografie. Ma bardzo interesującą urodę i zagrała bardzo bardzo dobrze. Na koniec rodaczka, Julia Pietrucha, znana z polskich seriali - głównie. Bałam się, że jej akcent będzie kalał moje uszy, ale nic podobnego, dykcja daleka od kwadratowej i mimo iż nieco odstawała od brytyjskiej obsady to nie było to bolesne. Bardzo mile zaskoczyła mnie swoja grą. Była bardzo sensualna i naturalna, doskonale poradziła sobie z tak niejednoznaczną postacią jak Carmilla. Urody też jej nie brakuje. Nie jest ona jedyny polskim akcentem w obsadzie bo mamy tu jeszcze jedno nazwisko i rolę trzecioplanową, w którą wciela się jeden z najlepszych polskich dubbingowców. Na ekranie też można go pokazać bez wstydu i znać po nim światową klasę aktorską:)

Na pewno jest to kino oryginalne zarówno pod względem formy jak i treści. Odbiega od hollywoodzkich standardów, trzyma się pazurami europejskiej estetyki wypinając tyłek na banał. Mnie bardzo się podobał.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:8

Oryginalność:7

to coś:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

71/100

W skali brutalności:2/10

czwartek, 09 kwietnia 2015

Carmilla (1980)

carmilla

Nieopodal okazałego domostwa karoca wioząca pewną damę ma wypadek. Podróżnicy znajdują schronienie we wspomnianym domu. W wyniku zdarzenia najbardziej ucierpiała młoda dama, Carmilla, więc zamieszkująca dom rodzina postanawia otoczyć ją opieką,a tym czasem jej opiekunka będzie kontynuować wyprawę w celu załatwienia 'spraw najwyższej wagi.'

carmilla

Carmilla szybko zwraca uwagę córki Pana domu, młodziutkiej Laury. Obie dziewczyny zgodnie twierdzą, że widziały się już wcześniej. We śnie.

Zawsze bardzo lubiłam polski teatr telewizji. Pamiętam, że kolejne spektakle leciały w każdy poniedziałkowy wieczór na jedynce. Nigdy jednak nie miałam okazji obejrzeć "Carmilli" w reżyserii Janusza Kondratiuka, która miała premierę TV w roku '80.

Fabuła oparta jest na znanym opowiadaniu  Josepha Sheridana Le Fanu pod tym samym tytułem.

"Carmilla" to obok "Draculi" Brama Stokera jedna z najbardziej spopularyzowanych wampirycznych historii. Le Fanu niejako zrewolucjonizował poglądy o tych mrocznych istotach wprowadzając  kobiecą antagonistkę, piękną kusicielkę o szlacheckim rodowodzie i homoseksualnych skłonnościach.

carmilla

Nie będę tutaj rozwodzić się nad opowiadaniem, bo mm zamiar dopiero się z nim zapoznać. Interesującą biografię autora też wam daruje - innym razem.

Gdy wczoraj oglądałam ten 'film' nie obeszło się bez zgryźliwych komentarzy mojego 'towarzysza seansu' pt. Obsada ze "Złotopolskich". No, fakt. Zobaczymy tu aktorów, którzy  w większości obecnie spełniają się w polskich telenowelach. Nie zmienia to jednak faktu, że wypadają na ekranie dobrze, w dobrych rolach, w rolach z "Carmilli".

W tytułową postać wciela się Iza Trojanowska, taka młodziutka i niewątpliwie ładna, w postać Laury wciela się Monika Stefanowicz, ojcem rodziny jest Leon Niemczyk. Nie zapominajmy, że wszyscy oni są, czy też byli, przede wszystkim aktorami teatralnymi z tym powinni być kojarzeni.

Film trwa ledwie ponad godzinę. Nie wiem na ile odchodzi fabularnie od pierwowzoru.

carmilla

Historia skupia się na postaci niewinnej i młodziutkiej Laury, którą od dzieciństwa dręczą złe sny. Przybierają one na sile gdy w jej rodzinnym domu pojawia się Carmilla. Kobieta budzi w dziewczęciu bardzo intensywne uczucia. Nie mniej jednak kondycja fizyczna Laury pogarsza się. Dziewczyna twierdzi, że coś nawiedza ją w nocy i wbija coś ostrego w szyję.

"Czułam się jakby odmieniona. Owładnął mną dziwny smutek, z którego więzów nie próbowałam się wyzwolić. Zaczęły mnie nachodzić niejasne myśli o śmierci, z wolna opanowało mnie łagodne, na swój sposób przyjemne uczucie, że gdzieś się zapadam."

carmilla

Relacja między paniami jest pokazana bardzo subtelnie, ale aluzja jest bardzo czytelna. Tymczasem w okolicy domu Laury zaczynają się przypadki niewyjaśnionych śmierci, których ofiarami padają głównie kobiety. Miejscowy lekarz zaczyna podejrzewać iż przyczyną tego stanu rzeczy jest pojawienie się wampira.  Tak rozpoczyna się polowanie na Carmille.

Fabuła jest dość prosta, aluzje do homoseksualizmu nikogo dziś nie powinny gorszyć, a sam przebieg akcji konsekwentnie zmierza do finału z przebiciem serca osikowym kołkiem. Jednak nie zaznamy tu znienawidzonego przeze mnie szczęśliwego zakończenia.

carmilla

Jak na produkcje dla TV, w dodatku z czasów dość już odległych walory techniczne realizacji powalają. Mnie przynajmniej:) Zdjęcia są czarno-białe, oświetlenie punktowe i stosowanie nakładanie na siebie  dwóch filmowych taśm dla uzyskania efektu zjawy. Nie wychodzi to tak dobrze jak w niemym kinie szwedzkim, czy niemieckim, ale efekt jest bardzo zadowalający.

carmilla

Zabiegi jakie zastosowano przy montażu są bardzo proste, ale dają fajny efekt zapętlania. W chwilach grozy, ujęciach z pędząca karocą, czy atakiem wampira następują powtórzenia ujęć. Gdy wampirzyca już pochyla się nad ofiarą wracamy do punku w którym dopiero wyłania się z cienia i całą sekwencję śledzimy jeszcze raz. Skojarzyło mi się to ze snem. W końcu motywy oniryczne są tu bardzo istotne, więc tak jak we śnie, szczególnie tym złym śnie, śniący obserwator nie może wyrwać się z cyku wydarzeń, które powtarzają się aż do przebudzenia często z krzykiem.Do tego dodałabym jeszcze doskonałą, mocną muzykę.

carmilla

Doceniajmy więc polskie kino grozy, bo jest za co!

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

Oryginalność:6

To coś:9

74/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 02 lutego 2015

The Addiction/ Uzależnienie (1995)

addiction

Doktorantka na wydziale filozofii, Kathleen pisze prace na temat pochodzenia i natury zła. W tym celu namiętnie ogląda dokumenty traktujące o zbrodniach ludobójstwa, jakie miały miejsce w XX wieku i bacznie obserwuje nocne życie Nowego Jorku przechadzając się jego ulicami. W czasie jednego z takich spacerów zostaje zaatakowana prze kobietę. Ta gryzie ją w szyję czemu Kathleen nie potrafi się przeciwstawić. Napastniczka żegna ją słowami: "Chcesz wiedzieć co się teraz stanie? Zobaczysz" i odchodzi w  ciemność.

addiction

Nazajutrz ofiara napaści czuje się fatalnie. Nie pomaga wizyta w szpitalu, Kat nie może jeść, choć wciąż czuje palący głód. Wkrótce dowie się, że może go zaspokoić w prosty sposób, atakując drugiego człowieka. Kobieta z czasem zatraca się w niegasnącej żądzy krwi i traci kontrolę.

"Uzależnienie" to bardzo ciekawy film. Jego reżyserem jest kontrowersyjny Abel Ferrara.

W swoim wampirycznym dziele użył, co ciekawe, czarno białych zdjęć. Może to nawiązanie do klasycznych filmów grozy, a może podkładka pod pointe filmu: istnieje dobro i zło, czerń i biel. Świat jest w sumie bardzo prosty(?)

Jego bohaterka chce zbadać korzenie zła, ale obserwowanie zbrodni nie przynosi takich odkryć jak uczestniczenie w nim.

Gdy zmienia się w potwora, wzorem najsłynniejszych oprawców dziejów osiąga władzę absolutną nad życiem innych. Ale czy ma jeszcze władze nad samą sobą?

Przy każdym ataku czeka aż ofiara jej się przeciwstawi, czyli zrobi to, czego ona nie zrobiła, wierząc, że wobec zła jest całkowicie bezradna (a może to kwestia wampirycznego uroku?) Tak się jednak nie dzieje. Mówi do jednej ze swoich ofiar: "To ty miałaś wybór. (...) moja obojętność nie jest istotna, Twoje zdumienie jest bardziej wart uwagi"

addiction

Do innej mówi: "Spójrz mi w oczy i kategorycznie każ mi odejść".

Kathleen szuka kogoś kto przeciwstawi się złu, które ona niesie. Jaki z tego morał?

Zło istnieje, bo nikt mu się nie przeciwstawia? Nie wiem, czy o to chodził Ferrerze, ale tak sobie myślę. Wielu ludzi, którzy robią krzywdę innym lubią przerzucać odpowiedzialność na ofiary. Uzależniona Kat też.

Tę bohaterkę i jej problem można interpretować różnie. W końcu gdyby była uzależniona od czegokolwiek innego czy nie krzywdziła by ludzi ze swojego otoczenia, nie wysysałaby z nich soków?

addiction

Wampiryzm może być tu tylko metaforą, dlatego reżyser nie skupia się na paranormalnych aspektach tego zjawiska. Jest strach przed światłem i niechęć do luster, ale kto lubi wyrzucać na światło dzienne swoje zbrodnicze oblicze i mierzyć się z nim patrząc mu prosto w oczy?

W pewnym momencie na swojej drodze kobieta spotyka Peina, jego imię brzmi jak 'Pain' i to też wydaje się być znaczące, bo ten człowiek zapozna naszą bohaterkę z bólem jaki niesie walka z uzależnieniem, próba przywrócenia sumienia.

W pewnym momencie Kathleen będzie przekonana, że zrozumiała, a zrozumienie ją wyzwoli. Nic z tego...

addiction

Bardzo podobało mi się użycie czarno białych zdjęć. Dzięki temu oświetlenie wywiera jeszcze większy wpływ na odbiór obrazu i kształtuje całościowy obiór filmu: światło i cień.

Lilli Taylor nigdy nie była moja ulubioną aktorką, wręcz przeciwnie, ale w tym filmie bardzo mi się podobała. Doceniłam jej urodę i warsztat, może po prostu posłużyła jej kolorystyka i temat? Christopher Walker w roli Peina też wypada świetnie, jego bujna ekspresja świetnie kontrastuje z odrętwieniem partnerki.

addiction

Tak, to bardzo ciekawy film. Nie oferuje zbyt wartkiej akcji, raczej senne poruszanie się po planszy. Zadaje bardzo dużo pytań, ale próby odpowiedzenia na nie to już zupełnie inna potyczka.

Ma intrygujący klimat, trochę oniryczny, a już na pewno przygnębiający. Ma bogatą metaforykę i posługuje się masą symboli. Horror jako gatunek wydaje się być tu tylko pretekstem, formą, a treść 'to już inna potyczka'.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:8

Zaskoczenie:5

Oryginalność:8

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 07 lipca 2014

Afflicted/ Dotknięcie mroku (2013)

afflicted

Derek i jego kumpel Clif postanawiają wyruszyć w trwającą rok podróż dookoła świata. Plan ambitny i odważny zważywszy na to, że pierwszy z mężczyzn ma poważne problemy zdrowotne i w każdej chwili może spotkać się ze stwórcą. To ich nie zraża, wręcz przeciwnie. Pełni determinacji ruszają z Kanady do Europy, gdzie zacznie się ich przygoda. Wkrótce trafiają do Paryża gdzie Derekowi udaje się, ku zdziwieniu kumpli, poderwać atrakcyjną Audrey i zwabić ją do swojego pokoju hotelowego. Gdy kumple znajdują go nieprzytomnego z pogryzionego w łóżku można by zacząć się zastanawiać, kto kogo zwabił i w jakim celu? Wnioski nasuną się same i to w bardzo krótkim czasie.

Oto moi drodzy pierwszy horror paradokument o wampirach. Ha, tego jeszcze nie było. Oświećcie mnie jeśli się mylę;)

Domyślałam się, że większość z Was po przeczytaniu ostatniego akapitu pokręciło głową ze zrezygnowaniem. Gdybym czytała opisy filmów przed ich obejrzeniem, to zapewne nie wzięłabym się za niego. Współczesne horrory o wampirach są zazwyczaj słabe, a przy dobrym wietrze najwyżej średnie. O konwencji found footage mam też zdanie takie, a nie inne. Ale...

afflicted

afflicted

afflicted

No, właśnie z połączenie dwóch motywów, za którymi nie przepadam wyszedł film, który całkiem przypadł mi do gustu. Nie wiem jak twórcom udało się to osiągnąć, ale jakimś cudem się udało.

Jako reżyserzy i scenarzyści obrazu figurują odtwórcy głównych ról. Zabieg znany z "Grave encounters", mający za zadanie wmówienie widzowi, że ma do czynienia z autentycznym nagraniem, stworzonym przez amatorów. Kto tak naprawdę stoi za tą produkcją pewnie można się skądś dowiedzieć, ale nie będę psuła intrygi.

Od samego początku seansu z filmem wydarzenia śledzimy dzięki nagraniom Cliffa, który  jest głównym dokumentalistą wycieczki. Obserwujemy ich radosne wybryki aż do momentu, gdy Derek po spotkaniu z tajemniczą Francuzką zaczyna chorować. Zwraca wszystko, co zje, alergicznie reaguje na światło. Z czasem przybywa mu mocy. Staje się bardzo silny i szybki. Nie chce iść do szpitala z obawy, że już z niego nie wyjdzie.

Cliff i Derek zaczynają rozważać różne opcje, dzięki bogu chwila, w której odkrywają co spotkało Derek'a nie jest ukazana w jakimś dramatyczny tonie, który ma sugerować widzowi, że teraz powinien spaść z krzesła z wrażenia. Myślą logicznie i dochodzą do logicznych wniosków.

Kiedy już wiedzą, co dolega Derek'owi mają nowy problem, jak go nakarmić? Tu znowuż mamy metodę prób i błędów, której efekt jest dość tragiczny.

afflicted

afflicted

W głowie Dereka rodzi się pomysł żeby odszukać Audrey, ale zanim na to wpada zdąży narobić sporego zamieszania, toteż w drugiej połowie filmu widz będzie świadkiem nieprzerwanej gonitwy. Tempo zostaje solidnie podkręcone toteż obawiałam się, że teraz skończą się w miarę statyczne i przemyślane ujęcia. Wręcz przeciwnie. Dobrodziejstwo found footage zostaje wykorzystane w sposób zaskakująco prawidłowy. Kamera zawieszona na szyi bohatera łapie dobre ujęcia niekiedy robiąc autentycznie mocne wrażenie, szczególnie w momentach starć z przeciwnikami.

Sam finał, czyli spotkanie z Audrey jest zadowalające, jeśli chodzi o takie rozwiązanie fabularne. Motyw wampiryzmu nie jest tu ukazany w sposób pomysłowy, jest na wskroś współczesny, w pewnym momencie pojawiło się nawet skojarzenie ze "Zmierzchem", ale akurat wykorzystany tu element jest sensowy i przedstawiony w sposób nie trącący gimnazjalnym tokiem myślenia.

Film mile mnie zaskoczył. Trzyma poziom jeśli chodzi o realizację: zdjęcia, montaż, no, nawet aktorstwo. Tempo akcji jest szybkie, napięcie się utrzymuje, więc obserwowanie dalszych wydarzeń nie nudzi. Jeśli mnie, jako antyfance found footage ten obraz się spodobał to jego zwolennicy powinni być zachwyceni.

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:7

Napięcie:8

Klimat:6

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Zaskoczenie:5

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności: 3/10

niedziela, 09 marca 2014

Only Lovers Left Alive/ Tylko kochankowie przeżyją (2013)

tylko kochankowie przezyja

Adam to żyjący od setek lat wampir. Jego wielką pasją jest muzyka, fascynuje się także literaturą i odkryciami naukowymi. Mieszka w zrujnowanym przez kryzys Detriot i powoli pogrąża się w depresji. Brzydzi go brud tego świata, nie potrafi pogodzić się ze zmieniającą się rzeczywistością. Tęskni za epoką romantyków. Na drugim końcu świata żyje jego ukochana, wampirzyca Ewa. Kobieta niepokoi się o swojego lubego toteż postanawia go odwiedzić.

tylko kochankowie przezyja

Nie bardzo orientuję się w filmografii Jima Jarmuscha, ale mam wrażenie, że ten film dobitnie pokazuje jak silnie twórcy filmów wampirycznych pragną odciąć się od skomercjalizowanego oblicza swoich bohaterów.

tylko kochankowie przezyja

Wampir Adam początkowo może Wam się skojarzyć z Lestatem, bohaterem "Królowej potępionych" ze względu na zamiłowanie do muzyki. Ci dwaj panowie raczej by się ze sobą nie dogadali. Adam nie pragnie scenicznego sukcesu, wyjścia z mroku, wręcz przeciwnie, swoja twórczość chce zachować dla siebie. Respektuje odwieczne prawa wampirów i wcale nie ciągnie go do uwspółcześniania ich oblicza. Nie jest też samotny, ma w końcu swoją ukochaną, którą ze względu na typowo weltschmerzowską postawę niejako odtrąca. To dość pokrętny typ, ale bardzo odpowiada mi takie oblicze wampiryzmu.

W życie Adama i Ewy wkracza siostra kobiety, Ava. Wampirzyca doskonale odnajduje si w konsumpcyjnym społeczeństwie Los Angeles skąd przybywa. Przysparza spokojnej i cichej parze sporo problemów.

tylko kochankowie przezyja

Nie wydarzy się tu jednak nic, co można by nazwać punktem kulminacyjnym akcji filmu. Tu czegoś takiego po prostu nie ma. To może nieco rozczarowywać, bo widz ma wrażenie, że fabuła zmierza donikąd, jest jak wampir zawieszony w próżni wieczności.

tylko kochankowie przezyja

Napisałam Wam o czym jest ten film, ale nie jestem w stanie określić jaka jest jego puenta. Czy chodzi tylko o ukazanie wampirycznego weltschmerz? A może o przemycenie wampiryzmu na karty historii czyniąc z krwiopijców towarzyszy artystów, przyjaciół naukowców i rzeczywistych autorów najsłynniejszych dzieł danej epoki?

tylko kochankowie przezyja

Tego nie wiem, ale mimo wszystko stonowany, wręcz do bólu spokojny seans z "Tylko kochankowie przeżyją" jest satysfakcjonujący. Miło się na niego patrzy, miło się go słucha. Nawet jeśli fabuła Was znudzi to dużą rekompensatą będzie świetne aktorstwo, piękne zdjęcia i muzyka.

Aktualnie film leci w kinach.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:10

Napięcie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:4

Oryginalność:7

To coś:8

68/100

W skali brutalności: 1/10

sobota, 07 grudnia 2013

Let me in/ Pozwól mi wejść (2010)

let me in

Ameryka lat 80. W małym miasteczku mieszka dwunastoletni Owen. Chłopiec jest bardzo samotny. Jest zdany na  wykolejoną matką, ojciec ma go w dupie, a szkolni koledzy spuszczają mu regularny łomot. Pewnej nocy do jego bloku wprowadza się jego rówieśniczka, Abby wraz z ojcem. Dziwna, chodząca boso po śniegu dziewczynka bardzo intryguj Owena w końcu dwójka samotnych dzieciaków zaprzyjaźnia się z sobą. Niestety nie będzie to przyjaźń prosta dla żadnego z nich.

let me in

"Let me in" jest remake'm szwedzkiego horroru nakręconego dwa lata wcześniej w Europie. "Låt den rätte komma in" był z kolei ekranizacją powieści pod tym samym tytułem. Co do oryginału to nie bardzo go pamiętam. Nie mam nawet pewności, czy obejrzałam go do końca. Książkę widziałam w koszyku z przecenami w Matrasie z tytułem "Wpuść mnie" i tyle o niej wiem:)

Jak na amerykański twór przystało nie zabrakło tu małej gwiazdeczki w obsadzie. Mam tu na myśli Chloe Moretz, znaną mi jako Chelsa:) W "Let me in" wciela się w postać Abby i mimo iż jest jak zwykle bardo dobra w tym co robi, to partnerujący jej zupełnie mi nie znany Kodi Smit-McPhee zwraca uwagę dużo bardziej.

Historia, którą opowiada film jest nie tyle straszna co przede wszystkim smutna. Abby jest trochę jak Claudia z "Wywiadu z Wampirem". W rzeczywistości powinna być już dorosła, a nawet stara, ale wampiryzm zaklął ją w ciele małej dziewczynki. Nie może funkcjonować samodzielnie, potrzebuje opiekuna. Jej dotychczasowy 'dostarczyciel krwi' robi się stary i zramolały. Mordowanie za bardzo obciąża go także emocjonalnie.

Abby niewiele wie o świecie. Wie tylko tyle, że potrzebuje krwi, aby żyć.

let me in

Jej relacja z opiekunem może nastręczać różnych podejrzeń. Widzimy jak silny wpływ na dorosłego mężczyznę ma dziewczynka, jednocześnie zdajmy sobie sprawę z tego jak bardzo jest od niego zależna. Postać 'ojca' jest bardzo interesująca. Oczywiści dowiadujemy się kim on w rzeczywistości jest dla Abby, co przynajmniej dla mnie, było dużą niespodzianką.

let me in

Owen, samotne popychadło, szuka przyjaciół być może tam gdzie nie powinien. Nawet gdy już wie do czego zdolna jest Abby nie zamierza jej opuszczać. Jest poniekąd pogodzony z nienormalnością otaczającego go świata. Przyjaźń z Abby dodaje mu sił, choć podejrzewam, że chłopiec nie wie jakie brzemię bierze na swoje barki.

let me in

Tak jak wspomniałam wcześniej, cała historia ma przygnębiający wydźwięk. Oglądając filmowy świat przedstawiony miałam wrażenie, że nie ma tam ani jednego szczęśliwego człowieka. No, może po za Barbie z piskiem mieszkającą w sąsiedztwie, ale i ona zostaje w końcu zutylizowana przez bezlitosne siły natury.

Akcja filmu rozgrywa się zimą, to zapewne ukłon w stronę skandynawskiego oryginału. Horrory 'na śniegu' zawsze jakoś bardziej mnie przerażały, wydawały się bardziej klimatycznie dostosowane do gatunku.

"Let me in" bez wątpienia jest filmem nastrojowym. Nie ma w nim zbyt wielu krwawych scen, ale te, które występują są w pełni zadowalające jeśli chodzi o ich wykonanie.

let me in

Taki obraz wampiryzmu, jaki funkcjonuje w tej historii bardzo mi odpowiada. Wampir zawsze kojarzył mi się przede wszystkim z samotnością i gdybym bardziej kochała te posoko-lubne istoty zapewne film by mnie w pełni zachwycił.

let me in

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:7

Oryginalność:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:9

To coś:8

Aktorstwo:9

78/100

W skali brutalności: 4/10

niedziela, 01 grudnia 2013

Nosferatu, eine Symphonie des Grauens/ Nosferatu, Symfonia grozy (1922)

nosferatu symfonia grozy

Nosferatu wiekopomne dzieło niemieckiego ekspresjonisty Fredricha Wilhelma Marnau jest filmową wariacją na temat powieści Brama Stockera, "Dracula". Problem z prawami autorskimi sprawił, że wierna adaptacja nie mogła mieć miejsca toteż zamiast Hrabiego Draculi mamy Grafa Orloka w roli tytułowego Nosferatu. Imiona pozostałych bohaterów również zostały zmienione, pokombinowano także z fabułą, choć główne założenia, takie jak przybycie młodego handlarza nieruchomościami do zamku w Karpatach, pociąg Nosferatu do jego małżonki, obłęd starego sługi Nosferatu i wreszcie śmierć wampira pozostały nietknięte.

Pierwszym pełnometrażowym 'strasznym filmem' był oczywiście "Gabinet doktora Caligari" jednak nie został on oficjalnie przyporządkowany do gatunku grozy, prekursorem został więc w tej kwestii "Nosferatu".

nosferatu symfonia grozy

Dlaczego?

Nosferatu posiada wszystkie cechy dobrego horroru. Fabułę, oparta na legendzie, w tym przypadku o krwiopijcy oraz antybohatera, który przeraża swoją charakterystyką. Odtwórca roli Orloka, Max Shreck (jego nazwisko oznacza grozę) był posądzany o wampiryzm, sam reżyser święcie w to wierzył i szybko wokół Maxa stworzono nastrój upiornej tajemnicy.

nosferatu symfonia grozy

Jego naturalny wygląd sprzyjał takim podejrzeniom, a dodatkowa charakteryzacja na potrzeby filmu rozwaliła widzów na łopatki. Tak, w horrorach z lat 20 wszyscy aktorzy wyglądają dość upiornie, zapewne to kwestia mody na bladość, mocne podkreślanie oczu no i używanego wówczas oświetlenia. Nasz łysy pan z dziwną budową czaszki, nienaturalnie długimi kończynami, lekko przygarbioną postawą wygląda wręcz arcygroźnie.

nosferatu symfonia grozy

Kolejną sprawą jest typowe dla starego kina europejskiego kręcenie w plenerze. Widzimy więc łąki, na których czai się potwór, osnute mgłą zamczysko otulone szczytami gór, upiorne powykręcane drzewa w świetle księżyca. Za oceanem tak się nie wysilali budowali makietę i gotowe. To typowo romantyczne odzwierciedlanie w siłach natury nastroju obrazu bardzo sprzyja klimatowi grozy. Z resztą z fabuły filmu wynika iż wampir jako istota jeszcze niezbadana przez naukę jest nieodłącznym elementem ekosystemu, jak np.mięsożerne rośliny. Przybycie wampira do Wisborgu jest utożsamiane z epidemią, śmiercią, czyli również rzeczą niestety naturalną.

Co do reszty symboli filmowych niektórzy doszukiwali się tu feministycznego manifestu, bo w końcu to nie kto inny jak niewinna niewiasta rozprawia się z potworem.

nosferatu symfonia grozy

Uzupełnieniem tego wszystkiego jest muzyka. Rewelacyjna, mocna, nastrojowa, taka jaka w pełni potrafi zrekompensować niedogodność niemego kina.

Nawet jeśli ktoś nie gustuje w starych filmach, powinien zobaczyć "Nosferatu".

Moja ocena: 10/10

poniedziałek, 14 października 2013

Doktor Sen - Stephen King

doktor sen recenzja

Przyznam, że sporym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że Stephen King podjął się napisania modnego w świecie horroru seqela, czyli kontynuacji. Zdarzyło mu się to tylko raz, chyba, że wziąć pod uwagę cykl "Mroczna wieża". A tu taka niespodzianka, bo po 36 latach po raz kolejny spotykamy starego bohatera jednej z najbardziej cenionych powieści mistrza grozy Stephena Kinga, Dannego Torrence'a.

Chłopca, który lśnił i który przeżył koszmar w hotelu Overlook/ Panorama. Chłopca, którego chciał zabić własny ojciec i zmory zamieszkujące nawiedzony hotel. Autor przyznał, że motorem napędowym do napisania kontynuacji losów tego bohatera były pytania czytelników:Hej, nie wie Pan co się stało z tym dzieciakiem z "Lśnienia"?

Chyba wiedział, bo na stronicach powieści "Doktor sen" wymalował bardzo wiarygodną wersję jego losów, mam tu na myśli szczególnie wątki obyczajowe.

Danny dorastał wraz z matką. Nadal lśnił i bał się. Bał się duchów z hotelu, które nie chciały mu odpuścić, bał się, że pójdzie w ślady ojca.

Horror bazuje na lękach. Nie dziwne więc, że wszystkie obawy naszego bohatera się spełniły.

Dorosły Danny chla na umór i robi wszystkie te rzeczy, które spokojnie można zamknąć w zbiorze znaczeń słowa DNO. Duchy też się pojawiają, i te z przeszłości i nowe. Danny nadal wyczuwa śmierć i zagrożenie. Jednak w jego życiu pojawiają się osoby, które wyciągną do niego pomocną dłoń. W tym także tacy, którzy lśnią.

Dan także będzie niósł innym pomoc. Jako sanitariusz w hispicjum dzięki swojej mocy i pomocy, ku mej wielkiej ucieszę, kota Azziego, będzie ułatwiał umierającym przejście na drugą stronę. Opisy takich scen mogą wycisnąć łezkę z czytelnika.

W powieści doświadczymy także brawurowego pojedynku dobra ze złem- tak to najprościej można określić.

Grupa ludzi-nieludzi podróżuje po Ameryce i zabija dzieci, które lśnią. Tylko osoby o podobnym im mocom mogą ich skutecznie pokonać. Danny wiedziony poczuciem misji, a także wyrzutami sumienia za pewne zdarzenie z przeszłości podejmie rękawice.

Cieszę się, ze ta kontynuacja powstała i cieszę się, że dopiero po tylu latach. Sam King przyznał, że pisząc "Lśnienie" nie był w najlepszej 'kondycji' jeśli chodzi o kwestie popijania.  Teraz po 36 latach, kiedy pisarz jak twierdzi dzielnie trzyma się abstynencji  wiarygodnie przedstawił nam dalsze losy Dannego, który pił i który przestał pić. Ta postać przez te długie lata bardzo w nim 'dojrzała', że tak ujmę.

Długi okres przerwy pomiędzy pisaniem obu powieści wpłynął też na ich klimat. "Doktor sen" jest zdecydowanie mniej mroczny, ale nadal jest horrorem, z tego autor się nie wycofał.

Chłopiec, który zrodził się lata temu w jego wyobraźni 'lśni' dalej i to jest najważniejsze.


Moja ocena: 7/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru

czwartek, 25 lipca 2013

Livide ( 2011)

livide recenzja

Francuski duet Alexandre Bustillo i Julien Maury znani z przede wszystkim z niezwykle brutalnego obrazu "Najście" tym razem stworzyli film, któremu bliżej do nastrojówek Guillermo del Toro niż francuskiego torture porn.

Młoda studentka Lucie odbywa praktyki w zawodzie opiekunki/pielęgniarki pod czujnym okiem surowej Pani Wilson. W czasie pracy dziewczyna poznaje historie jednej z podopiecznych, staruszki Deborah Jessel, która od lat pogrążona jest w śpiączce. Legenda głosi, że stara ukrywa gdzieś w domu cudowny skarb. Po namowach swojego przygłupiego chłopaka Wiliama Lucie decyduje się na włam do domu Jessel...

livide recenzja

Na temat filmu dominują raczej negatywne opinie, dlatego też ociągałam się obejrzeniem go. Jedno co muszę stwierdzić z całym przekonaniem, że dawno nie miałam do czynienia z tak osobliwym obrazem...

Pierwsza połowa filmu, powiedzmy do 50 minuty, przebiega z wolna. Obserwujemy Lucie i jej zabiedzonych podopiecznych, przyglądamy się dziwnej Pani Wilson, poznajemy osobiste problemy bohaterów.

Pierwsze naprawdę niepokojące zdarzenie wiąże się z postacią pani Wilson. Był to spory szok i nie od razu ogarnęłam o co chodzi.

livide recenzja

Od momentu włamu wydaje się że akcja pędzi na łeb na szyje, przeplatając elementy fantasty z krwawym horrorem. Film jednak nie gubi swojego klimatu.

Na dużą uwagę zasługuje scenografia, charakteryzacja i użyte tu efekty. Dom Jessel wygląda jednocześnie baśniowo i upiornie, trochę jak dom Panny Havisham z "Wielkich nadziei".

livide recenzja

Podobnie sama staruszka, niesamowicie wychudzona, podłączona do aparatu tlenowego- wyglądała jak śmierć. Jej dom skrywa sporo tajemnic. Pozornie nie uświadczymy tu żadnej przełomowej nowości.

SPOILER: Nadopiekuńcza matka znęcająca się nad córką KONIEC SPOILERA.

Ale ta prostota obleczona jest w ramy mocnej, momentami wręcz absurdalnej, fantazji. Przekonacie się o tym przekraczając wraz z Lucie próg pewnego strzeżonego pokoju.

livide recenzja

Film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i jestem jak najbardziej na tak.

Moja ocena:

Straszność:9

Klimat:9

Fabuła:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Zdjęcia:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

To coś:8

Dialogi:6

78/100

piątek, 08 marca 2013

Dracula 2000 (2000)

dracula 2000

Niech nikogo nie zmyli nazwisko reżysera, Patricka Lussiera, bo oto mamy montażystę w służbie Wesa Cravena. który jest producentem "Draculi 2000". Zabawne. Obok mamy scenarzystę, Joela Soissona, który jest współproducentem dzieła. Tak oto czytając informacje o filmie nasunęła mi się wizja, zdolnego faceta - wypada spojrzeć co jeszcze "montował"-  wciśniętego pomiędzy dwóch gostków, którzy wykładają kasę. Śmiem mniemać, że nie wiele miał do powiedzenia, dlatego pisząc o filmie wszelkie pochwały i kopniaki będę kierować do producentów filmu.

Wes, mający zamiłowanie do odgrzebywania starych tematów porwał się na kontynuowanie historii najsłynniejszego wampira. Z jakim skutkiem? O tym za moment.

Oto mamy nowe stulecie. Jest rok 2000. Do pilnie strzeżonego sejfu Van Helsinga włamuje się kilku rządnych kasy złodziejaszków - uśmiechnęłam się tu na widok dr. Erika Formana - zamiast skarbów znajdują srebrną trumnę, a w niej wyschnięte, oblepione pijawkami zwłoki - nie wiem czy to dobre określenie- Draculi. Hrabia szybko przechodzi do rzeczy - pokrótce mówiąc.

Czego może szukać stary wampir w nowym świecie? Oczywiście ukochanej.

dracula recenzja

Nie można odmówić Wesowi i Joelowi odważnych i nowatorskich pomysłów. Chociażby postać Van Helsinga, skąd on się tu wziął po tylu latach? Potomek? Ależ skąd! SPOILER: Van Helsing wysysał za pomocą pijawek krew Draculi i ją popijał by być nieśmiertelny jak on i strzec jego truchła by ten nigdy nie powrócił do swojej działalności. KONIEC SPOILERA.

Sprawa pochodzenia Draculi - to była dopiero niespodzianka! Co za chytry pomysł, ale czy wykorzystany w odpowiedni sposób? No, nie bardzo, nie bardzo.

Pomimo tej całej pomysłowości, tej burzy mózgów, które wyprojektowały tak zacne rozwiązania scenariusz niemal od początku do końca tkwi na mieliźnie i nic nie jest w stanie rozbujać tej historii. Kilka klawych chwytów nie zamydliło i oczu i widziałam przede wszystkim banał i tandetę w wykonaniu bardzo słabych aktorów. O ile postać Draculi miała jeszcze potencjał to nie został on zupełnie wykorzystany. Scenarzysta nie dał mu szansy.

dracula 2000

Ukochana Draculi, Mery w tej roli znowu jakaś przeciętnie urodziwa i totalnie drewniana aktorka swoją ekspresją świetnie zgrała się z marnym scenariuszem. Dialogi w filmie to jakaś kpina, po prostu kpina. Dobrze, że chociaż muzyka była dobra. Ścieżka dźwiękowa z filmu zawiera wiele smacznych kasków dla fanów mocniejszych brzmień.

Warto wiedzieć, że historia ta znalazła zwolenników, bo powstały jeszcze dwie części przygód Draculi we współczesnym świecie, tych samych twórców.

Nie polecę tego filmu nikomu. Chyba, że ktoś ma ochotę na ponad półtorej godzinną przeprawę przez opowieść w tonie bliskim "Zmierzchowi".

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:4

Klimat:3

Zabawa:2

Dialogi:1

Zdjęcia:7

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:2

Zaskoczenie:7

40/100

sobota, 02 marca 2013

Dracula (1931)

dracula recenzja

Tod Brrowning, ex cyrkowiec, wielki miłości Poego w roku 1931 nakręcił pierwszy udźwiękowiony horror, właśnie "Draculę". Filmowy scenariusz opiera się na kultowej już powieści wydanej w 1897 roku autorstwa Brama Stockera.

Obecnie "Dracule" znają wszyscy. Od momentu ukazania się powieści doczekała się ona niezliczonej ilości adaptacji teatralnych a w końcu i filmowych.

W rolę hrabiego z wielkim powodzeniem wcielił się rumuński aktor Bela Lugosi, który zanim dostał angaż do filmu odgrywał rolę wampira na deskach teatru. Facet wydaje się być stworzony do tej roli. Jego prezencja, akcent, sposób wysławiania się i akcentowania poszczególnych słów, to jak patrzy to jak się porusza... Bela sam był zafascynowany postacią Draculi do tego stopnia, że prywatni lubił się za niego podawać:)

deacula recenzja

Filmowa historia Draculi rozpoczyna się od nocy, w której do jego zamku przybywa młody pan Renfield, który to pada ofiarą Draculi i ostatecznie ląduje w szpitalu psychiatrycznym, dalej wiernie służąc Draculi.  Tak pechowo się składa, że ów szpital sąsiaduje z posiadłością nabytą  przez Dracule.

Hrabia zaprzyjaźnia się z kilkoma mieszkańcami Londynu i z pośród nich wybiera kolejne ofiary. Najpierw bezduszny stwór wbija kły w piękną i niewinną Lucy by później przekierować swoje wampirze zainteresowanie na jej przyjaciółkę Mindy. Jej ojciec zaniepokojony tajemniczym przybyszem z Transylwanii wzywa do pomocy profesora Van Helsinga. Wszyscy starają się zapobiec tragedii.

dracula recenzja

Jeśli chodzi o wcześniejsze, starsze filmy o wampirach do głowy przychodzi mi jedynie "Nosferatu". Jednak to ekranizacja "Draculi" okazała się przełomem w kwestii obrazu wampiryzmu i zyskała największą popularność.

Film ten jest niezaprzeczalnie godnym reprezentantem gatunku grozy. Mamy tu motyw istoty nie z tego świata przedstawiony w jak najbardziej upiornej formie.Posępny mężczyzna snujący się po mrocznych komnatach, śpiący w trumnie, zmieniający w nietoperza tudzież wilka wbija bezlitośnie kły w szyję pięknej niewiasty.  Chyba po raz pierwszy wampir pokazany został jako potwór będący jednocześnie mężczyzną obdarzonym niezwykłym magnetyzmem, który przyciąga do niego kobiety.

dracula recenzja

Jeśli chodzi o aktorstwo to cała obsada ginie w tle za Belą. No, może jedynie kreacja Renfielda Dwighta Frye zapadła mi w pamięć dzięki jego upiornemu, szaleńczemu śmiechu. Co się tyczy damskiej części obsady. Damy są stosownie ładne, przerażone i egzaltowane.

dracula recenzja

Scenografia w filmie wypadała bardzo ciekawie, jest mroczno- tak jak powinno być. Efekty specjalne są iście śladowe, więc nie ma co się w tym temacie szczególnie rozwodzić. Jeśli chodzi o muzykę to nie uświadczyłam jej tu zbyt wiele, bo w pamięć zapadł mi tylko motyw z Jeziora Łabędziego pojawiający się przy napisach początkowych. Jeśli chodzi o inne sprawy techniczne to prowadzenie kamery wydało mi się niezwykle drętwe.

Jako że w każdej bajce jest ziarnko prawdy warto wiedzieć, iż pierwowzór dla Draculi stanowił rzeczywisty władca ziemski, bogaty i bezlitosny Vlad Palownik, którego zamek, podobno ozdabiany był nabitymi na pal głowami jego wrogów;)

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:7

Klimat:10

Zdjęcia:6

Zabawa:7

dialogi:6

Oryginalność:8

To coś:7

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:4

70/100

sobota, 09 lutego 2013

Vampyr- Der Traum des Allan Grey/ Wampir (1932)

vampyr recenzja

Czyli kolejny wpis kierowany przede wszystkim do fanów starego kina. A może nie tylko?

"Ta historia opowiada o dziwnych przygodach młodego Allana Greya. Jego badania nad kultem diabła i wampirami sprzed wieków, uczyniły go marzycielem, dla którego zatarły się granice między rzeczywistością a światem nierzeczywistym"

vampyr recenzja

Od takiegoż wstępu zaczyna się na wpół niemy obraz Carla Theodora Dyera. Na wpół niemy- nie wiem czy to dobre określenie... Nieliczne dialogi po między postaciami są "udźwiękowione", Widz czyta to, co ma do powiedzenia w temacie narrator opowieści, oraz fragmenty pojawiającej się w filmie książki. Nie spotkałam się jeszcze z takim zabiegiem, ale mało widziałam, więc, cóż:)

Nasz bohater Allan, w tej roli wielki entuzjasta kina i współtwórca obrazu Nicolas de Gunzburg, przybywa do wioski Courtempierre. Zatrzymuje się w motelu, gdzie z niespokojnego snu budzi go starszy mężczyzna, który wtargnął do jego pokoju zostawiając po sobie tajemniczą książkę oraz słowa "Ona nie może umrzeć". Nazajutrz Allan poznaje personalia owego człowieka. Jest nim bogaty lord, właściciel zamku i ojciec dwóch córek z czego jedna trawiona jest właśnie śmiertelną chorobą. Na oczach Allana lord pada martwy. Cień na ścianie wskazywałby na użycie broni palnej, ale w tym filmie nic nie jest pewne. Allan będący świadkiem śmierci tego człowieka zostaje w jego domu i stara się pomóc umierającej i jej siostrze. Przy okazji pilnie studiuje pozostawioną przez zmarłego książkę, "Dziwne opowieści o wampirach".

vampyr recenzja

O jakości i wartości tego filmu decyduje przede wszystkim jego atmosfera. Fabuła ma tu raczej drugorzędne znaczenie, bo ani nie jest odkrywcza ani szczególnie wciągająca. Oglądając film kilkakrotnie wciskałam pauzę, aby lepiej przyjrzeć się poszczególnym kadrom. A jest na co popatrzeć. Film ogląda się jak własny sen -  Motyw snów jest z resztą bardzo ważny w tym obrazie.

vampyr recenzja

Podobnie jak w wspomnianym nie tak dawno "Furmanie śmierci" zastosowano tu nakładanie na siebie dwóch taśm filmowych, by uzyskać efekt przezroczystości wszelkich "widm".

Obraz epatuje mglistą bielą, jakby prześwietliły im się taśmy. Zapewne to zabieg celowy, aby jeszcze silniej podkreślić oniryzm powieści. Mamy dzięki temu wrażenie, że wszystkie wydarzenia dzieją się bardzo wczesnym, oślepiająco bladym świtem. W końcu kiedy noc przechodzi w świt można dopiero ujrzeć ohydne oblicza nocnych bestii. Z resztą najintensywniej śnimy właśnie o świcie- podobno:)

vampyr recenzja

Praca kamery jest iście mistrzowska. Ujęcia są bardzo długie przez co widz ma wrażenie, że płynie przez ten film, albo płynie wraz z nim - to już kwestia podatności na sugestie.

Tak jak sen, film posługuje się językiem symboli. Biel- kolor ofiary, chłop z kosą jako zwiastun nadciągającej śmierci. etc.

Wampiryzm jest tu przedstawiony jako zgnilizna, starość, drapieżna chęć przetrwania. Wampiry to starcy i staruchy, które piją krew by jakoś przetrwać. Żaden tam kult młodości piękna i nieskończonych uciech. Oglądając takie filmy możemy zobaczyć jak przez lata ewoluowała wizja wampiryzmu.

vampyr recenzja

Nie będę nachalnie lobbować nikogo do oglądania takich prehistorycznych obrazów, ale jeśli ktoś ma ochotę to polecam:)

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:7

Klimat:10!

Zdjęcia:10!

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

To coś:10

Dialogi:5

72/100

czwartek, 03 stycznia 2013

Wir sind die nacht/ Jesteśmy nocą (2010)

jesteśmy nocą

Niekończąca się i ani odrobinę niesłabnąca fascynacją wampiryzmem zaczyna mnie odrobinę dobijać. Nie ma w tym temacie już nic, co można by jeszcze dodać. Temat wałkowany jest w kółko: Krew, sex, forsa...

"Jesteśmy nocą" różni się od serii obrazów na podstawie powieści Anne Rice, czy obecnie popularnych "zmierzcho podbnych tworów", nie da się go również porównać z  serią "Underwold". Może dlatego, że to produkcja niemiecka? Ciężko mi stwierdzić, w czym rzecz.

Kto jest nocą? Odpowiedz jest prosta: Trzy wampirzyce szalejące po zmierzchu na ulicach Berlina. Pierwsza połowa filmu to istna pochwała "życia" nieśmiertelnych. Rozbijają się drogimi samochodami, bzykają, piją, ćpają. Wiecznie młode, wiecznie piękne.

jestesmy nocą recenzja

Już można by postawić krzyżyk na tym filmie za takie prostolinijne infantylne podejście, ale sprawa staje się mniej jednoznaczna gdy poznajemy rozterki "nowo narodzonej" wampirzycy. Jej wewnętrzne dramaty może nie są niczym nowym, ale nie wypadają tak nonsensownie w porównaniu z dylematami Belli czy innej Eleny:) Może to kwestia sposobu zaprezentowania, czy też tła.

jestesmy nocą recenzja

Film jest po prostu mniej zesłodzony, co nie znaczy że wyzbył się całkowicie naiwnego podejścia do sprawy nieśmiertelności. Od strony technicznej wypada zdecydowanie na plus. Miło się go ogląda. Polecam jako niezobowiązującą rozrywkę.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:5

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Oryginalność:5

Aktorstwo:6

Zdjęcia:8

To coś:5

Dialogi:5

54/100

poniedziałek, 12 listopada 2012

Abraham Lincoln łowca wampirów (2012)

abraham lincoln łowca wampirów

Dawno nie miałam do czynienia z TAKĄ bzdurą opowiedzianą z takim patosem...

Ale czego można się spodziewać, gdy twórca rozbujanej estetyki filmów akcji o dzielnych bohaterach usiądzie na fotelu reżyserskim obok kolesia któremu mrok, wampiryzm i Johny Depp są całym światem? Piję tu do Timura Bekmambetow'a i Tima Burtona, którym to zawdzięczamy to dzieło.

To ci dopiero był pomysł, żeby z legendarnego prezydenta robić łowce wampirów. Pewien człowiek napisał o tym, książkę dwaj następni postanowili przełożyć to na język filmu. Kiedy zobaczyłam w kinie trailer "Abrahama..." nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Czy naprawdę amerykański kryzys popycha filmowców do pokrzepiania wiary w wartości amerykańskiej konstytucji za pomocą zmierzchopodonych produkcji?

Tytuł tej notki dokładnie obrazuje do to zobaczymy w czasie seansu. Ale zanim ujrzymy owe wampiry na koniach rzucające końmi (to nie jest żart- przysięgam:) Poznamy ckliwą historie będąca kolejną profanacją obrazu wampiryzmu, który udało się stworzyć Stockerowi, czy Le Fanu   Poznamy młodego rozjuszonego Abrahama Lincolna, którego matka została zagryziona przez paskudnego stwora będącego wampirem. Umarła w katuszach z wzniosłymi słowami na ustach. Słowa te Abraham powtarzać nam będzie przez cały film, żebyśmy nie zapomnieli w ferworze uciech estetycznych jaki to pouczający obraz...

Tak więc Młody dorasta sobie w poczuciu krzywdy z jedynym tylko marzeniem w sercu: zemścić się na podłym wampirze. U progu dorosłości na swojej drodze spotyka gościa, który chętny jest mu pomóc w realizacji planu zemsty. Ów tajemniczy człowiek zostaje jego mentorem i przyjacielem, to dzięki niemu młody Abraham nauczy się ścinać topole jednym zamachnięciem siekiery.

abraham lincoln łowca wampirów

Będzie niczym super bohater: za dnia skromny subiekt w sklepie- w nocy krwawy morderca, polujący na przeklęta rasę. W miedzy czasie studiować będzie mądre księgi i dzięki wrodzonej charyzmie i sprawiedliwej duszy zostanie wkrótce prezydentem Stanów Zjednoczonych.

abraham lincoln łowca wampirów

Wszytko będzie trącić ostrą paranoją. Będziemy mieć przed oczyma jakiś groteskowy obraz obleczony w złote ramy patosu. Nagromadzenie w scenariuszu scen walki jest tak wielkie ze aż się wylewają bokami. Co krok to rzeź, ale nie zwykła. Zawsze brawurowa. Po bajecznemu przekoloryzowana. Ciężko to wszystko przyjąć o wiadomości... Takie nagromadzenie nonsensu może przyjąć tylko najbardziej przepalony środkami zakazanymi mózg.

Chcąc być dobrym widzem i dobrym człowiekiem skłoniłam mój umysł nie będący już dalej w stanie śledzić akcji i szukać tam jakiejkolwiek logiki, do odnalezienia usprawiedliwienia dla takiego czynu, dla takiego filmu. Być może pod tą taniuśką rozrywką ukrywa się jakiś słodko pierdzący moralitet?  "Wampiryzm jako alegoria wyzysku niższych klas społecznych?" Hej, czyżbym załapała głębszy sens tego filmu? Hej ,być może, ale jaką trzeba mieć opinie o odbiorcach żeby karmić ich takim shitem tylko po to, żeby przemycić wyższe wartości. Hej, idioci pójdą na filmik o wampirach i prze okazji przypomną sobie wzniosłe idee jakie zrodziły się w naszym pięknym kraju. A może powód jest dużo bardziej prozaiczny i taki sam jak zazwyczaj? Mania wielkości. Sen o amerykańskim śnie. Nasz prezydent to super bohater nie jakiś tam zwykły człowiek. Co tam, że wyrżnęliśmy w pień rdzenny mieszkańców tej ziemi? Grunt, że pokonaliśmy hordy wampirów i uchroniliśmy świat przed ich krwawymi rządami!

Ciekawe, czy amerykańskie nastki są zabierane na to do kin przez nauczycieli historii. Hi, hi. Dziękuję, nie mam więcej teorii:)

Moja ocena:

Straszność: 0

Fabuła: 2

Klimat:1

Aktorstwo: 3

Zdjęcia: 6

Zabawa:3

Oryginalność: 10

Zaskoczenie: 4

To "coś": 0

Dialogi: 2

31/100

niedziela, 14 października 2012

Let's scare Jessica to death/ Przestraszmy Jessike na śmierć (1971)

przestraszmy jessike na śmierć

Uwielbiam filmy z pogranicza obłędu i zjawisk paranormalnych.

Finalnie nigdy nie jest do końca wiadome, czy obserwowaliśmy coś nie z tego świata, czy po prostu byliśmy świadkami rozwoju choroby psychicznej. Taka kombinacja jest bardzo często używana w horrorach. W zasadzie nie można już bez niej się obejść.

"Przestraszmy Jessikę na śmierć" jest bardzo wyróżniającym się obrazem. Nie tylko na tle horrorów w ogóle, bo to oczywiste, że obecne obrazy różnią się od tych z lat '70. Ten film stanowi awangardę nawet na tle dzieł z jego czasów. Widać iż robiony był po taniości, ale to absolutnie nie przeszkadza w odbiorze. Chyba staje się fanką nisko budżetówek...:)

Film polecany jest i chwalony przez samego mistrza Stephena Kinga.

Jessica wraz z mężem i jego przyjacielem wprowadza się do starego domu na odludziu.

przestraszmy jessike na śmierć

Robi wrażenie, prawda?

W domu znajdują dzika lokatorkę. Młoda i dość urodziwa hipiska zagnieździła się w posiadłości. Jessica, jej mąż i przyjaciel zapraszają zbłąkaną dziewczynkę do swojego stołu, goszczą i zaprzyjaźniają się. Wszystko było by ok, gdyby nie kilka faktów.

Z owym domem wiąże się pewna nieprzyjemna historia. Przypomina ona nieco wiktoriańskie opowieści o białych damach.

Abigail Bishop córka dawnych właścicieli domu utonęła w jeziorze, bodajże przed dzień swojego ślubu. Od tamtej pory widywana jest jak błąka się po okolicy w białej sukni. Podobno stała się wampirem i żywi się teraz krwią okolicznych mieszkańców.

Dodatkowo, jak widz za pewne szybko się zorientuje z głową Jessiki nie jest zbyt dobrze. Kobieta ma już za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Obecnie stara się przekonać męża i samą siebie, że już wszytko z nią w porządku.

Narratorem całej opowieści są właśnie głosy z główki Jessiki, które słyszy niemal nieustannie. To wręcz genialny chwyt. Do tego dochodzą jeszcze omamy wzrokowe i lekka mania prześladowcza. Jessica zaczyna bowiem coraz goręcej wierzyć w historię o wampirzycy Abigail...

Cała ta przedziwna filmowa konstrukcja epatuje klimatem podobnym starej wersji "Kobiety w czerni". Po raz pierwszy oglądałam obydwa te filmy tego samego dnia, więc może stąd to moje odczucie.

Nie mam żadnych potwierdzonych informacji na temat okoliczności powstania filmu, ale jak wspomniałam bida w budżecie bije po oczach, ale chyba to dodatkowo przysłużyło się filmowi. Jak się nie ma kasy na efekty, drogą scenografie itp. twórcy bardziej skupiają się na stworzeniu dobrego scenariusza i zmuszeniu aktorów do grania na wysokim poziomie. A widz ma okazje docenić takie sceny jak ta:

przestraszmy jessike na śmierć

przestraszmy jessike na śmierć

Osobiście miałam ciary... :)

Takim reakcją, po za sposobem prowadzenia narracji, dobrym aktorstwem i zmyślnym scenariuszem przysłużyła się jeszcze muzyka. Idealnie dobrana, podtrzymująca nastrój narastającego szaleństwa, dziwna jak cały ten film.

Zakończenie filmu również nie przyniesie rozczarowania. Żadnych zbędnych wystrzałów. Stonowane i eskalujące poczucie niepokoju.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:8

Zdjęcia:8

Aktorstwo:8

Dialogi:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

To "coś":8

Oryginalność:8

75/100

 
1 , 2
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl