What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: azjatycki horror

poniedziałek, 29 maja 2017

Ah-ga-ssi/ Służąca (2016)

służąca

Sook-he, młoda Koreanka, sierota wychowana przez paserkę, zaczyna pracę w charakterze pokojówki u japońskiej arystokratki mieszkającej z wujem. Nawiązuje silną więź ze swoją chlebodawczynią mimo, że w jej domu znalazła się w niekoniecznie przyjaznych zamiarach.

Gdy tylko pojawiała się informacja o nowym filmie Parka, wiedziałam, że będzie to dobry film, który muszę zobaczyć. Kiedy już wiedziałam, że będzie to film, którego akcja osadzona będzie na wschodzie wiedziałam, że będzie piękny. Lubię tego reżysera za to, że mimo sukcesów na zachodzie, mimo romansów z Hollywood nadal jest wierny temu co najlepsze w kinie koreańskim. "Stocker" bardzo przypadł mi do gustu, ale zdecydowanie wolę te filmy Parka, których akcja rozgrywa się w jego ojczyźnie.

służąca

Co ciekawe za inspirację dla scenariusza posłużyła powieść, której akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii w XIX wieku. Park wspólnie z Seo-Gyeong Jeong sprawnie przeniósł jej fabułę do Korei. Książkę z chęcią bym przeczytała zwłaszcza, że porównywana jest z twórczością Willkiego Collinsa, a ten to lubi dobre intrygi.

Intryg w "Służącej" nie zabraknie. Opowieść dzieli się na trzy części z czego każda dostarcza nam nowych informacji, stanowi inteligentny fabularny twist i kończy się efektem zaskoczenia.

służąca

Taka historia musi dostarczyć sporo emocji, choć czytałam recenzje które zarzucają "Służącej" nudę. No nie wiem, z czego to może wynikać... Albo wiem, ale nie chce być uszczypliwa:)

Chyba mogę się zaliczyć do grona oszalałych i bezkrytycznych fanek koreańskiego kina więc w "Służącej" nie dostrzegam wad. Sprawy techniczne zostawię lepiej mądralom, które lepiej uzasadnią zachwyt efektem końcowym, dość, że przyznam, że całkowicie utknęłam w świecie przedstawionym. Film jest piękny, historia fascynująca. Nie zabraknie tu ani sensualności, ani humoru ani suspensu. Dla mnie bomba. Tyle, że to nie horror:)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:10

aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

80/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 22 maja 2017

P aka Possession (2005)

p

Młodziutka dziewczyna opuszcza tajlandzką wioskę i przybywa do Bangkoku by zarobić na lekarstwa dla chorej babci. Na miejscu trafia do klubu go-go i przyjmując imię Dau zostaje prostytutką.

W niewdzięcznym świecie pomaga sobie za pomocą magii, której nauczyła ją stara babcia. Niestety Dau nie przestrzega zasad jakie rządzą światem czarów i wkrótce wpada w kłopoty.

"P" w języku tajskim oznacza tyle co "duch". Duchów jednak w tym filmie niewiele, choć nadal mieni się on mianem horroru.

Dużo większą uwagę, przynajmniej tak było w moim przypadku, przykuwa warstwa dramatyczna filmu. Tajlandia słynie z seks turystyki i to ona jest przewodnim tematem filmu Paula Spurriera. Tak, jest to film napisany i nakręcony przez Brytola, ale  w języku tajskim i z tajską, przynajmniej w większości, obsadą. To chyba generalnie ewenement. Sama sięgnęłam po niego by trochę bardziej przyjrzeć się tajskiemu kinowi grozy.

"P" na tle znanych mi produkcji z tego kraju wcale nie wypada najgorzej, choć pewne uwagi mam. Efekty chociażby, nie obyło się bez nich w drugiej partii filmu gdzie tytułowy duch zaczyna działać, i mogłyby być  lepsze technicznie.

Druga rzecz, to mało horroru w horrorze. Warstwa dramatyczna, to powiedzmy, tło społeczne, praktycznie zdominowało resztę wątków w tym wątek paranormalny. Mówię o tym tylko dlatego, że miłośnicy czystości gatunkowej mogą kręcić nosem. Sama jestem zdania, że takie rozbudowanie wątków obyczajowych wyszło filmowi na zdrowie. W porównaniu z częścią filmu skupioną na klątwie jaka spadła na Dau wypadają dużo ciekawiej.

p

Jeśli więc chodzi o tą najbardziej interesująca Was część, czyli to co nadnaturalne w fabule, to mamy tu generalnie średniawkę. Nie chcę Wam w tym miejscu zdradzić szczegółów tego co stało się z Dau, ale raczej nikt z Was nie padnie z zachwytu nad takim zagraniem.

P

Całość ogląda się bardzo sympatycznie. Mamy tu sporo ciekawych bohaterów, także tych z dalszego planu, niezłe dialogi i aktorstwo oraz świetną muzykę. Serio, soundtracki powinny przykuć Wasza uwagę. Ogólny klimat filmu jest dość przygnębiający, ale nie może być inaczej jeśli mowa jest o ciemnej stronie atrakcji turystycznych Azji. Zdjęcia fajnie portretują tą ciemną stronę.

Dla mnie jak najbardziej okej, choć ze swoją oceną będę raczej w mniejszości.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

56/100

W skal brutalności:2/10

środa, 12 kwietnia 2017

Take me home (2016)

take me home

Tan opuszcza szpital gdzie dochodził do siebie, po wypadku w wyniku, którego stracił pamięć. Zamierza wrócić do rodzinnego domu, gdzie jak podsunęła mu niejasna wizja, jego ojciec popełnił samobójstwo. Zgodnie z zamiarem udaje się do rodzinnej will,i gdzie obecnie mieszka jego siostra wraz z mężem i dwójką przybranych dzieci. Tan czuje więź z Tubtim, ale zupełnie jej nie pamięta, podobnie jak tragicznych okoliczności uprzedzających jego wypadek.

Tajlandia, spośród innych azjatyckich krajów,których horrorową filmografię zdarza mi się badać, wypada do tej pory najbiedniej. Oczywiście i tajlandzkim produkcjom nie da się odmówić charakteru, jednak w porównaniu z dorobkiem Japończyków, czy moich faworytów w temacie, czyli filmowców z Korei Południowej wypadają one blado. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest "Shutter", jeden z najstraszniejszych azjatyckich horrorów i jedyny z oglądanych przeze mnie  tajlandzki horror zasługujący na większa uwagę.

Tajlandczycy mają w mojej ocenie niezdrową tendencję do zbytniego upiększania. Ich filmom brakuje naturalności i silniejszej przynależności kulturowej do Azji.

Ich filmy z roku na rok wydają mi się coraz mniej wschodnie, a coraz bardziej zachodnie. Nawet grający w nich aktorzy coraz bardziej przypominają aktorów amerykańskich, co jest pewnie zasługą bardzo modnych operacji plastycznych, a także wymiany genów z 'białasami'. Na pewno są dzięki temu urodziwsi od większości Koreańczyków, ale mnie coś takiego nie przekonuje. Cenię skośne kino za jego odmienność i boleję nad każdym ukłonem w stronę zachodu wykonywanym kosztem azjatyckiej specyfiki.

take me home

Wszystkie te zarzuty mogę odnieść do "Take me home", choć generalnie nie uważam tego obrazu za nieudany. Miał swoje momenty, te stricte horrorowe które skojarzyły mi się z wrażeniami jakie przyniósł "Shutter".

take me home

Sama fabuła wydaje się dość złożona, ale to tylko pozory, bo ostatecznie wszystkie zagadki wyjaśniają się w posty sposób. Ogląda się go przyjemnie, ale nie przewiduje by na dłużej zapadł mi w pamięć.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

56/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 27 marca 2017

Ak-eui yeon-dae-gi aka Chronicles of evil (2015)

chronicles of evil

Komendant policji Chang-sik Choi wkrótce spodziewa się obiecanego awansu. Jedyne co ma zrobić by zrealizować zamierzenie, to nie podpaść szefowi policji 'robiąc coś głupiego'. Pech chce, że wracając z imprezy zostaje zaatakowany przez człowieka chcącego pozbawić go życia. Komendant zabija go w obronie własnej. Zamiast wezwać kolegów po fachu ucieka z miejsca zdarzenia. Następnego dnia okazuje się, że ukrycie sprawy nic nie dało, bo ktoś wyeksponował jego dzieło zawieszając trupa na dźwigu tuż obok siedziby policji. Chang-sik nabiera przekonania, że ktoś mocno che mu nabruździć, a atak nie był przypadkowy.

Kolejny koreański thriller, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Jak na koreańskie kino przystało produkcja bardzo udana.

chronicles of evil

Mamy tu do czynienia z dobrze przemyślaną intrygą skupiającą się wokół osoby docenianego komendanta. Poznajemy go jako osobę zdeterminowaną by osiągnąć sukces, postrzeganą jako prawą i konsekwentną. Dla kontrastu obok niego kręci się młody adept szkoły policyjnej, któremu nie brakuje instynktu i który bardziej niż na uszczęśliwianiu przełożonych skupia się na poszukiwaniu prawdy.

chronicles of evil

W filmowym wstępie pojawiają się enigmatyczne sceny dotyczące sprawy z przeszłości i jak się domyślacie ma ona związek z głównym bohaterem. Cóż więcej mogę zdradzić? Chyba nic.

Zakładam, że film przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom koreańskiego kina, bo posiada wszystkie jego zalety. Dobrze napisany scenariusz, który zastawia na widza sporo pułapek i pozwala mu pogłówkować nad filmową zagadką. Akcja jest wartka i wciągająca. Pomysł wyjściowy ciekawy, choć z nóg Was nie zwali, Koreańczycy miewają znacznie bardziej wymyśle patenty na zawiązanie akcji. Wysoki poziom realizacji od zdjęć przez montaż aż do muzyki. Solidne aktorstwo. Muszę przyznać, że kiedyś zupełnie rozróżniałam azjatyckich aktorów, teraz mogę powiedzieć, że się to zmieniło i mam już nawet swoich ulubieńców.

"Kroniki zła", bo pewnie tak by brzmiał polski tytuł, ogląda się bardzo przyjemnie i no cóż, jest kolejnym dowodem na niezawodność Korei Południowej w tej dziedzinie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie: 8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 12 marca 2017

Sadako vs Kayako (2016)

sadako vs kayako

Dwie japońskie nastolatki, Suzuka i Yuki będą miały okazję sprawdzić na własnej skórze prawdziwość dwóch znanych, lokalnych legend. Pierwsza z dziewcząt wraz z rodzicami wprowadza się do dzielnicy z 'domem klątwy', gdzie duch Kayako zabija każdego kto przekroczy jego próg. Yuki zaś chcąc pomóc przyjaciółce w przegraniu starej taśmy VHS na DVD staje się ofiarą morderczej kasety stworzonej przez innego ducha, Sadako.

sadako vs kayako

Ale ubaw. Kiedy zobaczyłam w internetach tytuł "Sadako vs Kayako" myślałam, że to żart. Gdyby była by to produkcja amerykanów, którzy sprzedali nam niejeden pasztet w tym stylu, choćby "Freddy vs Jason" łatwiej byłby mi w to uwierzyć, ale Japończycy? Szczerze, miałam o nich lepsze zdanie i sądziłam, że ośmieszą swoich horrorowych perełek dla taniej komerchy. Ale cóż, może wcale nie mają "Kręgu" i "Klątwy" za wspomniane perełki? Osobiście widziałam wiele lepszych skośnych filmów. Z resztą, kto trafi za Japończykami? Na pewno nie Europejczycy:)

Zasiadłam więc do seansu z filmem spodziewając się całkowitej porażki na polu horroru. Okazało się, jednak, że Koji Shiraishi (min. twórca niesławnego "Grotesque") wybrnął z temat z iście hollywoodzkim uśmiechem na ustach.


Kompilacja dwóch najsłynniejszych japońskich horrorów okazała się bowiem bardzo amerykańska. Zamiast pokrętnej, trudnej do odczytu dla zachodu fabuły mamy klasyczny, schematyczny i prosty jak drut scenariusz oparty na motywach często wstępujących w Hollywood i nakręconym w hollywoodzkim stylu z wartką akcją - nawet Sadako przyspieszyła i kasowała ludzi w dwa dni, bo na co tu czekać.

Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Ortodoksyjni fani oryginalnych serii "Krąg" i "Klątwa" pewnie będą srodze zniesmaczeni, ale Ci, którzy omijali skośne filmy ze względu na ich specyfikę tym razem mogą spokojnie znaleźć tu coś dla siebie, bo w zasadzie azjatycki klimat jest tu mało odczuwalny, przynajmniej jak na moje oko.

Reżyser wyciągnął z obydwu obrazów to co najlepiej sprzedawało się na zachodzie. Mamy tu dużo scen nastawionych na wpędzenie widza w popłoch, np. Kayako spełzająca po schodach, czemu towarzyszy 'ten' charakterystyczny dźwięk. Film jest takimi chwytami wyładowany, co też nie jest typowe dla azjatyckiego kina i jego subtelności w straszeniu - no chyba, że olejemy ghost story i weźmiemy japońskie gore, wtedy to już kurwa zero zasad.

Motyw przewodni, czyli japońskie miejskie legendy potraktowano w dosyć lajtowo, na zasadzie ciekawostki, którą chce się sprawdzić, ale niewielu traktuje ją poważnie. Dopiero kolejne serie zgonów sprawiają, że sprawa nabiera większej wagi, przynajmniej w mikro środowisku ofiar i świadków zdarzeń. Można powiedzieć, że japońskie duchy zostały potraktowane z przymrużeniem oka, co za pewne ma swój urok.

sadako vs kayako

Film nie w moim guście, ale nie mogę powiedzieć, by był tragiczny, zły, etc. Mogę negować całej założenie tego przedsięwzięcia, ale mówiąc szczerze nie jestem wielką miłośniczką, ani oryginalnego "Kręgu" ani "Klątwy", więc nie czuje się urażona jako widz. Bawiłam się całkiem nieźle, nie nudziłam zbytnio, ale żebym mogła Was do seansu zachęcić trzeba by czegoś więcej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 23 grudnia 2016

Teo-neol/ Tunel (2015)

tunnel

Jeong-soo po pracy spieszy się do domu by zdążyć na urodziny córeczki. By uniknąć korków wybiera trasę przez nowo wybudowany tunel na obrzeżach miasta. Pech chce, że dokładnie w momencie gdy będzie przez niego przejeżdżał tunel zawali się. Jeong-soo zostaje uwięziony w przygniecionym samochodzie na długie dni.

Koreańczycy z południa  wydają mi się bardzo zdystansowanym narodem. W ich produkcjach bardzo często pojawiają się elementy satyryczne, obśmiewające mentalność narodu, niedoskonałość władz i idiotyzm mediów.

W przypadku thrillera "Tunel" mamy do czynienia z niezwykle dramatyczną historią, która ze względu na przedstawione realia społeczne, przedstawione w sposób prześmiewczy, nabiera jeszcze większej mocy. Musicie wiedzieć, że w przypadku "Tunelu" nie będziecie mieli okazji obserwować brawury w stylu amerykańskim gdzie jakiś McGywer ratuje uwięzionego człowieka za pomocą paczki zapałek. Zamiast tego mamy człowieka w beznadziejnej sytuacji, zostawionego na pastwę nieogarniętej grupy ratowniczej, dziennikarzy, którzy liczą, że uda im się nagrać na żywo jak uwięziony człowiek kona z głodu i pragnienia i władz naciskanych prze społeczeństwo, dla którego bardziej liczy się finalizacja projektu budowlanego niż ludzkie życie.

tunnel

W pewnym momentach sytuacja robi się tak absurdalna że aż śmieszna. O wypadku Jeong-soo jego małżonka dowiaduje się z telewizji, a po przybyciu na miejsce musi się fotografować z całą ekipą ratowniczą i połową ministerstwa nim ktokolwiek powie jej co będzie dalej z jej małżonkiem. Oczywiście jest tego więcej, ale nie chce Was raczyć zbyt wyraźnymi spoilerami.

Humor humorem, ale nei zabraknie tu też solidnie budowanego napięcia i zwrotów akcji. Technicznie, jak zwykle, Koreańczycy wyśmienicie dają sobie radę. Od ujęć samej katastrofy po sceny w zawalonym już tunelu, nie możemy narzekać na brak realizmu.

tunnel

Scenariusz film powstał w oparciu o powieść, która pewnie nigdy nie ukarze się w Polsce. Dobrze chociaż, że Koreańskie kino dociera do nas coraz częściej.

"Tunel" oczywiście polecam, bo chyba nie może być inaczej:)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

środa, 09 listopada 2016

Sin-de-rel-la/ Kopciuszek (2006)

kopciuszek

Matka Hyunsu jest chirurgiem plastycznym. Ma lekką obsesje na punkcie zewnętrznego piękna. Dba o urodę swojej córki, jej koleżankom proponuje operacje. Poprawa wyglądu skalpelem Yoon- hee okazuje się mieć niszczący wpływ na psychikę pacjentek. Dziewczyny jedna po drugiej okaleczają się i umierają uprzednio doświadczając upiornych wizji ducha obecnego wraz z nimi na sali operacyjnej. Hyunsu bacznie przygląda się tym wydarzeniom, a rozwiązania zagadki szuka w piwnicy swojego domu.

Koreańskie kino grozy nie jest łatwe i "Kopciuszek" jest tu dobrym przykładem. Jeszcze dziesięć lat temu Koreańczycy znacznie pokrętniej prezentowali widzom filmową rzeczywistość. Myślę, że teraz jest już znacznie lepiej, choć tendencja do niezrozumiałych zagrań pozostała im do dziś.

"Kopciuszkowi" bliżej jest więc do "Opowieści o dwóch siostrach" niż oglądanego przeze mnie ostatnio dramatu "Szczurołap" - historii bardzo prostej jak na Koreańczyków.

Można go określić jako ghost story, ale moim zdaniem więcej tu psychologicznego dramatu, pełnego schizolskich wizji niż paranormalnych wydarzeń - ale to już kwestia interpretacji.

kopciuszek

Scen z duchem jest niewiele, za to często będziemy obserwować nieco makabryczne sceny, w których ofiary będą się okaleczać. Te sceny mają w sobie artyzm i poezję więc dalekie są od konkretnego gore mimo, że pokazują to co pokazują. Dużo tu pięknych, mrocznych ujęć, nie łatwych do jednoznacznego pojmowania, ale działających na rzecz filmowego nastroju, który jak na horror przystało musi budzić grozę.

Jak dla mnie dużo tu psychologicznych zagrywek, akcji bardziej typowych dla dramatu, co odnotowuję na plus. Tematem przewodnim jest nie tyle nawiedzenie przez zmorę ile ludzka obsesja na temat wyglądu. Koreanki są w tej kwestii równie szalone co brazylijki.

Temat tejże obsesji wykorzystano tu poniekąd ku przestrodze. Filmowe bohaterki wariują, bo przestają rozpoznawać swoją twarz. Podobną pointę mieliśmy w horrorze "Yoga" - nie możesz być ideałem i pozostać sobą.

kopciuszek

Fabuła usiana jest retrospekcjami, bo to przeszłe wydarzenia stanowią klucz do rozwiązania tajemniczych wydarzeń. Pociesze Was, że ta niejasna historia stanie się całkiem jasna na jej finiszu.

Nie będę tego filmu podsuwać tym, których nie rusza azjatycki przepis na horror, mimo, że dla mnie był całkiem okej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 18 października 2016

Gok-seong aka The Wailing (2016)

wailing

W małej koreańskiej wiosce masowo wzrasta liczba niewyjaśnionych zgonów. Podejrzenia w tej sprawie spadają na nowego mieszkańca, Japończyka, który osiedlił się na obrzeżach wioski. Dalsze wydarzenia zaczynają wskazywać na ingerencje sił nieczystych. Czara goryczy przelewa się gdy ofiarą staje się córka miejscowego policjanta.

No i mamy kolejny dobry koreański horror. Zastanawiam się, czy nie zostanę niebawem posądzona o stronniczość w kwestii ocen produkcji z tego rejonu świata, bo jak widać 90% koreańskich filmów grozy budzi mój zachwyt. Co poradzić, jak Koreańczycy naprawdę dają radę? Trzeba się tylko cieszyć. I oglądać.

W przypadku "The Wailing" mamy do czynienia z ghost story z licznymi watkami dramatycznymi, dobrze zarysowanym tłem społecznym i psychologiczną oceną postaw bohaterów.

Po azjatycku film rozkręca się powoli i tak na dobrą sprawę dopiero po godzinie przechodzimy do konkretów. Film trwa ponad dwie, więc wymaga cierpliwości.

Sama historia opiera się na motywie małej społeczności, której członkowie zostają postawieni wobec zdarzeń, których nie rozumieją. Jak zazwyczaj w takich sytuacjach pojawia się wątpliwość, czy to aby nie są diabelskie sztuczki. Ludzie umierają. Miejsca domniemanych zbrodni prezentują się dość makabrycznie. Policjant, na którego barki spada cała sprawa to człowiek prosty, nie da się ukryć, nerwowy.

wailing

Wiejska społeczność widzi w tym ingerencję sił nadprzyrodzonych. Odżywają zapomniane lokalne legendy, a miejscowi mężczyźni coraz uważniej przyglądają się 'obcemu', czyli Japończykowi żyjącemu na marginesie społeczności, nie znający ich języka i obyczajów. Na to kim jest mają masę pomysłów i domysłów, ale praktycznie wszyscy zgodni są w typowaniu go na winowajce wszystkich nieszczęść.

Sytuacja dramatycznie się pogarsza gdy córka komendanta zaczyna chorować. Jej dziwny stan jeszcze pogłębia domysły ojca i reszty mieszkańców. Pojawia się egzorcysta, a my bliżej przyglądamy się Japończykowi. Co też on kombinuje? A kim jest bezimienna kobieta, która podrzuca niejasne tropy?

wailing

Sprawa jest niejasna tak naprawdę do samego końca i nie łatwo tu o przewidzenie zamysłu scenarzysty. A jeśli mam być szczera to i finał nie wyjaśnia do końca z czym mamy tu do czynienia. Masa symboli, za pewne zrozumiałych dla ludzi wychowanych w tamtej kulturze, mi nie ułatwiła sprawy, a tylko bardziej namieszała w głowie.

Faktem jest, że w pierwszej połowie film się trochę wlecze, ale w drugiej następuje już przełom i wszytko nabiera wyraźnego kształtu. Desperacja bohaterów rośnie, wraz z nią rośnie napięcie.

Obsada nie szczędzi energii by wyraźnie zaznaczyć jak poważna to sprawa. Klimat, który budowany jest od pierwszych ujęć zaczyna ewoluować w coraz to mroczniejszy. Koreańska wioseczka staje się polem bitwy, choć nie wiadomo kto tak naprawdę jest wrogiem. Możecie być pewni, że nie będzie tu sztampy.

wailing

Dla mnie film, może nie medalowy, bo jednak jego długość poraża, ale jednak bardzo udany. Na tle zachodnich produkcji wypada niewątpliwie oryginalnie i poszukiwaczy takich właśnie wrażeń zachęcam do seansu z nim.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 03 października 2016

Geom-eun sa-je-deul aka The Priests (2015)

priests

Egzorcysta ksiądz Kim stara się pomóc młodej dziewczynie, którą wedle jego opinii opętał demon. Yeong-sin znajduje się w śpiączce po próbie samobójczej, a ojciec Kim próbuje znaleźć nowego pomocnika by kontynuować rytuał.

Tak trafia do niego młody Diakon Choi.

Nigdy nie widziałam koreańskiego horroru z motywem opętania to też przyjęłam tę nowość z radością i entuzjazmem jaki zawsze budzą we mnie koreańskie filmy. Koreańczycy udowodnili już, że potrafią robić świetne ghost story i thrillery o mordercach. Teraz  Jae-hyeon Jang, scenarzysta i reżyser w jednej osobie pokazał, że potrafią też robić filmy o egzorcyzmach. "The Peiestes" nawet przebił moje oczekiwania i sądzę, że mamy tu do czynienia z najlepszym opętańczym horrorem od wielu lat.

Początek filmu trochę mnie zgasił, bo fabuła rozkręca się wolno. Mamy tu sporo skośnego humoru, takiego jaki występował też w "Zagadce zbrodni" co jest niewątpliwym plusem, jednak niecierpliwcy mogą kręcić nosem.

Ja tą azjatycką powolność przyjmuje, bo do niej przywykłam. Wiem, że jest na co czekać. Fabuła filmu nie bardzo przypomina typowe filmy z motywem opętania. Skupiamy się tu bardziej na postaciach tytułowych księży niż ofierze demona.

Ojciec Kim to postać niezwykle barwna i wymykająca się schematowi. Podobnie do gustu przypadła mi sylwetka młodego Diacona.

priests

Dramatyczna sytuacja jaka został przedstawiona w filmie prezentowana jest bez zbędnej ckliwości co dodaje jej autentyczności. Sam kościół także sportretowano bez taryfy ulgowej.

Fakt, że połączono tu katolicki obrządek z wierzeniami z dalekiej Azji sprawia, że mamy tu sporo niestandardowych elementów, zamiast kolejnej powtórki z rozrywki.

Oczywiście nastąpi tu klasyczny już dialog z demonem - nowym demonem, żadnego Legiona tu nie ma - i wypada on wyśmienicie. Wszystkie sceny stricte horrorowe bardzo przypadły mi do gustu i sądzę, że Amerykanie mogli by wiele się z tego nauczyć. priests

Napięcie w tej historii rośnie w miarę jej rozwoju i tak naprawdę utrzymuje się do ostatniej klatki. Jak wspomniałam mamy tu elementy humorystyczne, bez Hollywoodzkiego nadęcia i nadmiaru patosu. To sprawia, że film ogląda się dobrze. Horror z motywem religijnym nie musi kojarzyć się z rekolekcjami w kościele - choć niestety tak najczęściej bywa.

Podsumowując, bardzo dobry, niebanalny obraz!

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

76/100

W skali brutalności: 2/10

piątek, 30 września 2016

Kaidan/ Kwaidan, czyli opowieści niesamowite (1964)

kwaidan

Na fabułę "Kaidan" składają się cztery nieco baśniowe opowieści utrzymane w klimacie grozy. Wszystkie zaczerpnięto z klasycznego już XIX dzieła. Co ciekawe ich autorem wcale nie był rodowity Japończyk, lecz imigrant zza oceanu, który zakochał się w tym, co w owym czasie nie cieszyło się wielką popularnością - średniowieczne japońskie legendy. Lafcadio Hearna, który później zmienił nazwisko na Koizumi Yakumo zainspirował reżysera Masaki Kobayashi do nakręcenia jedynego w jego dorobku horroru, co ciekawe ten gatunkowy debiut został wyróżniony nominacją do Oscara.

Spośród szeregu opowiadań wybrano cztery i wystarczyły one na trzy godzinny film. Tak mili Państwo, jeśli zdecydujecie się na seans, musicie się z tym liczyć.

Pierwsza z opowieści "Czarne włosy" traktuje o Samuraju, który mając dość życia w biedzie porzuca Kioto i swoją oddaną żonę by w innym zakątku kraju zdobyć posadę i majętną żonę.

kwaidan

Bohaterowi nie udaje się zaznać szczęścia u bogu drugiej żony, wraca więc skruszony do swojej 'opcji numer jeden'. Żona oczywiście czeka na niego z otwartymi ramionami, nadal piękna i wonna mimo iż minęło wiele lat...

Druga nowela "Kobieta Śniegu" to historia młodego drwala, który wraz ze swoim sędziwym nauczycielem gubi się w lesie w czasie śnieżnej zamieci. Co prawda mężczyźni znajdują schronienie, ale złowroga Pani Śniegu znajduje ich i tam. Przyjęła ona postać pięknej kobiety, która swoim mroźnym oddechem zdmuchnęła życie starszego z mężczyzn.

kwaidan

Pochyliła się zaś nad młodym. Znalazła w sobie litość nad nim i pozwoliła odejść, pod jednym tylko warunkiem: nigdy nie zdradzi historii spotkania z Panią Śniegu...

W trzeciej opowieści "Hoichi bez uszu" znowu obcujemy ze światem samurajskich wojowników. Rzecz odwołuje się do historii z przed blisko tysiąca lat kiedy to dwa wielkie Japońskie rody starły się w morskiej bitwie. Pokonani postanowili odejść z honorem toteż ocaleni włącznie z małym cesarzem popełnili samobójstwo. Od tamtej pory zatoka, gdzie rozegrała się bitwa cieszy się sławą nawiedzonej.

kwaidan

W zbudowanej w pobliżu świątyni posługę pełnią mnisi. W tym nasz tytułowy Hoichi, niewidomy młodzieniec obdarzony talentem do śpiewania ballad. To on staje się obiektem zainteresowania miejscowym duchów.

Ostatnia, najkrótsza opowieść nosi tytuł "W miseczce herbaty" i o owej miseczce opowiada. Pewnego dnia, pewien Samuraj dostrzega w miseczce herbaty obce odbicie. Mimo to wypija płyn i jeszcze tej samej nocy będzie miał okazję spotkać herbaciane widmo.

kwaidan

Jak sami widzicie film składa się z dość prostych i uniwersalnych opowieści. Jest tu ludowa moralność, sprawiedliwość dosięgająca zza grobu i pointa stawiają sprawę dość jasno: są na tym świecie rzeczy niesamowite.

Z tymi historiami doskonale współgra sposób ich opowiadania. Pomijając fakt, że stosownie po japońsku rozwijają się powoli i stosownie po japońsku mamy tu masę niedopowiedzeń, to ich baśniowość i niesamowitość odbija się we wszystkich elementach stricte technicznych.

Scenografia jest wspaniała. Trochę teatralna, miejscami przywodzi na myśl niemieckie kino ekspresjonistyczne, nawiązuje też do klasycznego teatru japońskiego, of course.

Barwy obrazu są żywe, choć szczerze mówiąc wolałabym dorwać wersje w czarno-bieli. Muzyka - hipnotyzująca. Aktorstwo, po japońsku bardziej milczące niż krzyczące, żadnej nadekspresji, niepotrzebnych manieryzmów. Kostiumy i charakteryzacja to już klasa sama w sobie, i chociażby dla nich wato na ten film zerknąć. Doskonale oddają ducha średniowiecznej Japonii, przynajmniej na tyle na ile po laicku mogę stwierdzić. Kiedyś czytałam że zamożne Japonki w średniowieczu specjalnie 'malowały' sobie zęby na czarno i faktycznie, można się tu tego dopatrzeć.

No, piękny film, co tu dużo mówić. Szczególnie fani współczesnego skośnego kina powinni poczuć się w obowiązku by zobaczyć ten film. Z pewnością dostrzeżecie tu całe gro elementów, które wykorzystywane są do dziś.

Moja ocena:

"Czarne włosy":9/10

"Kobieta śniegu":9/10

"Hoichi bez uszu": 8/10

"W misce herbaty":8/10

środa, 15 czerwca 2016

Yoga/ Joga (2009)

yoga

Hyo-jung zbliża się do trzydziestki i zaczyna tracić grunt pod nogami. Jej chłopak jest miłym chłopakiem i niestety niewiele ponad to. W pracy zaczyna być wypierana przez młodszą i atrakcyjniejszą koleżankę, w związku z czym dopada ją kryzys. Jak sama mówi, stoi nad krawędzi i ma ochotę skoczyć by umrzeć i narodzić się na nowo.

Wtedy właśnie spotyka dawną znajomą, która przeszła swoista metamorfozę, a wszytko to za sprawą ekstremalnego kursu jogi. Hyo-jung postanawia udać się na te same zajęcia. Tak trafi do posiadłości, której właścicielką jest niegdysiejsza gwiazda kina i to ona wprowadzi dziewczynę w ostatni krąg wtajemniczenia. Jednak zanim to nastąpi Hyo -jung musi udowodnić, że zasługuje na zgłębienie tajemnicy najwyższego piękna i perfekcji. Wraz z kilkoma innymi bidulkami musi wytrzymać tydzień surowej tresury i bezwzględnie przestrzegać zasad, w przeciwnym razie...

yoga

Pierwszy raz zetknęłam się z tym obrazem kilka lat temu i pamiętam, że spodobał mi się od razu. Teraz, kiedy naszło mnie na skośne kino grozy postanowiłam odświeżyć właśnie ten obraz. Jest to film Koreański, więc w mojej ocenie praktycznie pewniak. Taktuje o lękach współczesnych kobiet, nie tylko tych z krajów Azjatyckich.

Hyo-jung jest jedną z wielu kobiet, które czują, że nie wykorzystują swojego potencjału. Zamiast być wiecznie piękną, młodą i idealną jest zwykłą dziewczyną nieradzącą sobie z presją pracy jako prezenterka telezakupów. Jeszcze trochę i całkiem wypadnie z obiegu. Desperacja pcha ją w szpony ekstremalnych technik odnowy - fizycznej i duchowej.

yoga

Wraz z nią do królestwa jogi trafiają inne kobiety borykające się z podobnymi kłopotami. Przez lwią cześć filmu widzimy jak kobiety walczą z ze sobą. Powstrzymują się przed tym co zakazane i starają się sprostać wymaganiom kursu. W końcu kolejno wymiękają, a konsekwencje złamania zasad są o wiele gorsze niż wydalenie z kursu.

yoga

A co z tą której się uda? Czy perfekcja jest w ogóle możliwa dla zwykłego człowieka?

Jak na skośny horror przystało mamy tu spora warstwę paranormalną, która w drugiej części filmu zaczyna górować nad warstwą psychologiczną. Będą więc czarnowłose upiory i zjawiska nie z tej ziemi. Jest to jednak tylko środek do tego by ukazać jak niszczącą siłę nosi w sobie każdy człowiek.

Wedle mojej oceny to dobrze przemyślany film. Jest w nim wszytko co być powinno, a środki przekazu, są typowe dla kina azjatyckiego. Jest w tym groza ale i subtelność, jest wszytko to, co nam Europejczykom wydaje się dziwaczne i odmienne.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 30 maja 2016

A-i-deul aka Children (2011)

children

22 marca 1991 roku pięcioro chłopców mieszkających nieopodal Daegu w Korei Południowej ginie bez śladu. Zaalarmowani zniknięciem dzieci rodzice robią wszytko by jak najszybciej wszczęto poszukiwania, jednak odbywające się w tym czasie wybory skutecznie odciągają uwagę władz.

Chłopcy nigdy nie wrócili do domu. Z braku tropów, a raczej dowodów na ich potwierdzenie, sprawę zamknięto bodajże w 2002 roku.

Koreański "Children" jest sfabularyzowaną wersją wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni dziesięciu lat, od zaginięcia chłopców, do zamknięcia sprawy.

Film podsuwa rozwiązanie zagadki "zniknięcia żabich dzieci" jednak nie jest to potwierdzona wersja owych zdarzeń, lecz jedna z opcji.

children

Filmowe wydarzenia skupiają się na prywatnym śledztwie dziennikarza telewizyjnego, nagradzanego dokumentalisty, który zostaje wydelegowany z Seulu do Daegu. To tu Kang zaczyna interesować się starą sprawą zaginięcia grupy chłopców z pobliskiego miasteczka. Angażuje w sprawę profesora uniwersyteckiego, który stworzył ciekawą teorię dotyczącą przebiegu wydarzeń z 22 marca 1991 roku.  Ten trop bezlitośnie wbija nóż w serca rodziców najstarszego z zaginionych dzieci i to na nim skupiamy się przez lwią część filmu.

Podobnie jak w przypadku innego koreańskiego thrillera opartego na autentycznym zdarzeniu, "Zagadka zbrodni", "Children" nie skupia się na postaci antagonisty, jak najbardziej barwnej zgodnie z modą amerykańską, lecz na perspektywie śledczych, dokumentalisty, profesora, detektywów, rodziców.

children

Dzięki temu unikamy zbytniej brawury w portretowaniu filmowych bohaterów. Główna oś fabuły spoczywa na niepewności. Masa pytań, wiele podejrzeń, żadnych dowodów, nic pewnego.

Do pewnego momentu widz sam decyduje w jaką wersje wydarzeń uwierzyć. W finale pojawia się coś nowego, co nie do końca przypadło mi do gustu. Ta część jest zresztą najdalsza od rzeczywiście potwierdzonych wydarzeń.

Gdyby nie to, że tak przywarłam do tej zagadkowości i złożoności proponowane przez filmowców rozwiązanie zagadki przypadłoby mi do gustu, bo i tak jest sto razy lepsze niż w większości zachodnich produkcji.

Forma w jaką obleczono te historię na pewno podoba się miłośnikom nieszablonowych historii kryminalnych.

Film nie stara się na siłę zrobić wrażenia podsuwanymi obrazami a i tak mimochodem mu się to udaje. Brutalność, pozbawiona brutalności.

children

Zdjęcia uchwyciły jakąś dziwną poezję tkwiącą w zupełni przyziemnej ludzkiej tragedii. Wszytko ma bardzo wyważony ton, nawet aktorzy nie próbują szarżować w najbardziej dramatycznych momentach. Być może ktoś uzna tę stabilność narracji za kulawe, nudne rozwiązanie, ale moją uwagę najbardziej przyciągały właśnie te momenty ciszy. Milczenie porusza najbardziej, a jest to film o milczeniu, o ciszy, która zapada kiedy ktoś niespodziewanie znika.

Jeśli o mnie chodzi, kolejny punkt dla Koreańczyków.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 15 maja 2016

Akacja/ Acacia (2003)

acacia

Młode bezdzietne małżeństwo decyduje się na adopcję osieroconego chłopca. Małego Jin-sung poza ogromnym zapałem do rysowania cechuje pewna melancholia. Chłopczyk silniejszą więź nawiązuje z obumarłym drzewem w ogrodzie nowych rodziców niż z nimi samymi. Sprawa pogarsza się jeszcze bardziej gdy na świat przychodzi kolejne dziecko, rodzony syn małżonków. Wkrótce po tym chłopczyk znika.

"Akcja" to koreański thriller reżysera bardzo popularnych wśród miłośników skośnego kina grozy "Schodów życzeń".

Po raz pierwszy oglądałam go parę lat temu, w okresie mojego wzmożonego zainteresowania azjatyckimi horrorami. Zapadł mi w pamięć, to oczywiste, jednak jego popularność w kręgach widzów nie jest zbyt duża. Nawet najbardziej wyrozumiali fani skośnego klimatu mogą tu urągać na pewne kwestie.

Większa połowa obrazu jawi się bardziej jako psychologiczny dramat niż thriller. Nie dzieje się nic strasznego - w dosłownym rozumieniu. Trzeba jednak przyznać, że wiele elementów tej raczej dramatycznej i smutnej historii nawet na etapie wstępu może zaniepokoić.

acacia

Zacznę od rodziców. Adopcja to nie lata wyzwanie. Przyjmij obce dziecko, pokochaj jak własne. W tym przypadku mamy do czynienia z dzieckiem z pewnym bagażem doświadczeń, nie noworodkiem. Przyglądając się całej tej sytuacji odniosłam wrażenie, że żadne z rodziców nie wykazuje szczególnego entuzjazmu wobec faktu przygarnięcia dziecka, a jednak decydują się na to by utrzymać rodzinę w kupie. Matka wybiera Jin-sunga na podstawie jego artystycznych zainteresowań, sama pracując ze sztuką wierzy, że to wystarczy by uczynić z niego jej syna. Błąd. Chłopiec bardzo konkretnie reaguje na fakt, że teraz ma nowych rodziców. Ich starania by rozpoczął nowy rozdział, zapomniał o zmarłej matce nie przynoszą efektów, ale trudno się temu dziwić patrząc na formę jaką przyjęły ich działania.

acacia

Pewnego dnia chłopiec oświadcza, że jego mamą jest drzewo. Gdy mama zmarła zmieniła się w akację. Teraz ta akacja dogorywa w ogrodzie nowych rodziców Jin-sunga. Co więcej gdy chłopiec znika pewnej deszczowej nocy- drzewo odżywa.

Rysunki jakie tworzył chłopiec też nie przystają do tworów radosnego sześciolatka, są mroczne i dziwne - ale bardzo dobre. Gdy przybrana matka Jin-sunga nieoczekiwanie zachodzi w ciąże i rodzi dziecko zachowanie chłopca staje się jeszcze bardziej niepokojące, przynajmniej tak to jest interpretowane przez jego rodziców, choć moim skromnym zdaniem biorąc pod uwagę sytuację rodziną dzieciaka jego podejście do brata nie odbiega tak bardzo od tego co potrafi zrobić starsze rodzeństwo gdy jest zazdrosne o młodszego potomka i zdezorientowane nowym układem w domu. Wraz z pojawieniem się rodzonego dziecka małżonkowie tracą resztę sympatii do adoptowanego syna. Zaś ich zachowanie po zniknięciu dziecka trąci obojętnością. Wszytko to składa się na całkiem dobrze przedstawiony psychologiczny dramat.

To co uczyni ten film thrillerem pojawi się na półgodziny przed napisami końcowymi. To bardzo dobre półgodziny.

acacia

Dowiemy się co stało się Jin-sungiem, dlaczego tak się stało. Wyjaśni się większość niejasności. Oczywiście nie wszystkie, bo to kino skośne, więc jakby to można było tak łopatologicznie.

Finał wzbudzi emocje nie tylko ze względu na wydarzenia jakie przedstawia ale ze względu na sposób w jaki to robi. Pourywane fragmenty zdarzeń, ułamki obrazów, wszytko przedstawione w bardzo sugestywny sposób. No, i ta muzyka, rewelacyjny soundtrack finałowy.

Uważam "Akację" za jeden z lepszych koreańskich filmów grozy, ale nie jest to obraz który będę mocno polecać. Głównie dlatego, że nawet jak na kino skośne jest trudny w odbiorze. Może nie jest tak pojechany jak "Opowieść o dwóch siostrach", ale też nie jest tak... dobry. Nie wiem, więc czy ktoś kto nie jest absolutnym fanem skośnego kina grozy nie uzna przebrnięcia przez seans za dość męczący.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

wtorek, 19 kwietnia 2016

Gui Si aka Silk (2006)

silk

Międzynarodowa grupa naukowców pod kierownictwem niepokornego doktora Hashimoto pracuje nad zagadnieniem antygrawitacji.

Dzięki słynnej kostce Mengera udaje im się uwięzić w pomieszczeniu pewne skupisko energii. Owym skupiskiem jest... duch małego chłopca. Naukowcy monitorują jego poczynania w zamkniętej przestrzeni jednak w żaden sposób nie są w stanie dowiedzieć się kim jest chłopiec, jak tam trafił, ani jak to możliwe by jego życiowa energia dalej była obecna na Ziemi mimo jego śmierci.

Z pomocą przychodzi im Ye Qi-Dong, który posiada niezwykle rozwinięte umiejętności percepcyjne. Jest w stanie czytać z ruchu warg, a co najważniejsze widzi, niewidocznego dla innych po za obrębem działania Menger Sponge, ducha chłopca. Eksperyment naukowy staje się próbą zgłębienia istnienia życia po śmierci.

silk

Film Tajwańczyka, wyróżnia się na tle innych skośnych filmów grozy. Nie jest to na pewno produkcja wysoko budżetowa, widać to po realizacji. Efekty użyte do przedstawienia postaci ducha na pewno nie spodobają się wszystkim, mogą zostać uznane za tanie i niedorobione. Mnie taka technika bardzo się spodobała. Jest na pewno bardzo różna od tej jakiej używali twórcy "The ring" czy "The grunge". Obieram to jako przyjemną nowość.

Fabuła filmu w początkowej jego partii może wydać się nieco chaotyczna. To takie zbieranie wątków, które z czasem zostaną połączone. Przedstawieni zostają bohaterzy i ich przyszła rola w historii. Nim wszyscy zbiorą się w budynku gdzie Hashimoto trzyma swojego niesfornego duszka minie trochę czasu.

Właściwa akcja rozpoczyna się z chwilą wprowadzenia na arenę Ye Qi-Donga. Wtedy też będziemy mieć okazje bliżej poznać 'okaz ducha'.

silk

Scen stricte horrorowych z udziałem ducha, takich jakich można by się spodziewać po skośnym obrazie nie będzie tu zbyt wiele, choć historia opiera się na znanym schemacie czyli dążeniu do zgłębiania tajemnicy zmarłej osoby. Poznania przyczyny tego dlaczego choć martwy pozostaje wśród żywych.

Wkrótce okaże się, że nie tylko istnieje, ale też może działać i swoim działaniem odebrać życie. Naukowcy podejmują ryzyko wypuszczenia 'z klatki' swojego okazu po to by śledząc go poznać jego tożsamość.

Sceny w czasie przechadzki w ślad za duchem są właśnie tymi jednymi z nielicznych, w których można dopatrzeć się walorów horrorowych. Musicie jednak pamiętać, że wizualizacja ducha, która tak przypadła mi do gustu jest obecna na ekranie cały czas. Spuszczona głowa, białe oczy, niemrawo poruszające się usta, które coś mówią, to wszystko cały czas jest na widoku. Duszek porusza się wśród żywych wykonując te czynności, które robił za życia. Już samo to, może wielu osobom wydać się upiorne.

silk

Tu groza budowana jest na innej zasadzie niż nieoczekiwane manifestacje, tu jest budowana przez ciągłą obecność. Kidy już poznamy historie chłopca na arenę zostanie wciągnięta kolejna postać, martwa postać. Więc będziemy tu mieli już dwa duchy.

Zgłębienie zasady na jakiej opiera się istnienie pośmiertnego bytu jest bardzo kuszące dla naszych bohaterów. Szczególnie Hashimoto żywo interesuje się sprawą. Bliżej finału dowiecie się dlaczego tak mu na tym zależy. Cel do jakiego chce wykorzystać nabyta widzę jest moim zdaniem nieco makabryczny.

Sama geneza ducha jest stosownie przygnębiająca jak na ghost story przystało, ale nie można powiedzieć by była szczególnie odkrywcza.

Podsumowując film jest godny uwagi, szczególnie dla miłośników azjatyckiego kina grozy.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 20 marca 2016

Cui mian da shi/ Mistrz hipnozy (2014)

mistrz hipnozy

Chen Ting jest psychoterapeutą specjalizującym się w hipnozie. Pewnego dnia profesor, z którą pracuje na uczelni prosi go o pomoc w sprawie pewnej pacjentki. Kobieta ma poważne problemy psychiczne i wszytko wskazuje na to, że konwencjonalne metody nic tu nie pomogą. Chen niechętnie zgadza się przyjąć Ren i pomóc jej.

"Mistrz hipnozy" to nowy azjatycki thriller. Od czasu do czasu mam chęć na coś skośnego i muszę powiedzieć, że szczęście mi dopisuje, bo i tym razem udało mi się złowić interesujący film.

Oponentom kina azjatyckiego muszę zadeklarować iż różni się on od typowego, skośnego kina grozy. Owszem pojawia się tu wątek duchów, bo to właśnie z nimi ma problem Ren, jednak całość fabuły to jeden wielki dialog pomiędzy terapeutą a pacjentem.

Fani tematów w stylu "In treatment", czy jego polskiej wersji czyli "Bez tajemnic", osobiście uwielbiam - znajdą tu coś dla siebie. Podobnie jak fani pierwszego sezonu serialu "Hannibal" gdzie fabuła opiera się psychologicznych pułapkach.

mistrz hipnozy

mistrz hipnozy

W tym filmie istotny jest dialog. Ważone jest każde słowo. Mamy tu do czynienia z nie lada podstępem, ale niestety nie mogę Wam zbyt wiele zdradzić, bo to popsułoby seans.

Chiński reżyser postawił tu na psychologiczną grę gdzie każdy może być ofiara i każdy może być myśliwym. Watek hipnozy jest fascynujący sam w sobie, więc dobre go wykorzystanie jest praktycznie gwarantem sukcesu.

Historia jest bardzo wciągająca, wymaga odrobiny myślenia więc nie będzie tylko czczą rozrywką. Dla fanów kina azjatyckiego i nie tylko.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:0/10

środa, 09 marca 2016

Tell me something (1999)

tel

W Seulu grasuje seryjny zabójca. Wcale nie stara się ukrywać efektów swoich zbrodniczych działalności, wręcz przeciwnie, porzuca rozczłonkowane ciała, gdzie popadnie, najlepiej w miejscach publicznych. Co więcej kompletuje zwłoki wrzucając do jednego worka części ciał należące do różnych osób.

Detektyw Cho starając się powiązać ze sobą ofiary natrafia w końcu na punkt wspólny. Jest nim śliczna Chae Su-Yeo, którą z każdym z zabitych mężczyznom łączyła jakaś relacja. Teraz wystarczy wytypować z otocznia kobiety osobę, która potencjalnie mogłaby chcieć zaimponować jej takim czynem. Problem w tym, że życie Chae Su-Yeo jest bardzo pogmatwane, a przeszłość stanowi dla niej czarną dziurę. Kobieta będzie musiała przypomnieć sobie pewne nieprzyjemne historie ze swojego dzieciństwa by tym sposobem wyciągnąć na światło dzienne tożsamość zabójcy.

tell

"Telmisseomiding" jest połączeniem kryminału i thrillera psychologicznego, jednak jeśli ktoś określi film mianem horroru nie będzie to nadużycie, chociażby ze względu na duże nagromadzenie scen gore.

Jest to twór Koreański, czyli jeśli chodzi o moje preferencje ad. kina azjatyckiego nie mogło być mowy o lepszym rodowodzie. I tym razem Korea Południowa nie zawodzi, serwując widzom wyśmienitą zagadkę w świetnej oprawie.

Scenariusz, nad którym pracowało całe stado ludzi stanowi dobrze skonstruowany ciąg tropów, zmyłek i niespodzianek. W zasadzie do samego końca trzyma za gardło, do ostatniej minuty trzeba śledzić przedstawione wydarzenia, bo ogląd na sprawę często się zmienia.

Całe przedstawienie jest też doskonale zagrane przez odtwórców poszczególnych ról. Tu przydała się azjatycka powściągliwość  i ostrożna ekspresja. Jeśli już zbliżam się do kwestii technicznych to mamy tu niemal wybitne zdjęcia. Momentami miałam wrażenie, że zdjęcia nie są efektem pomysłu i wykonania nie jednej osoby, lecz dwóch z czego każda miała swój sposób na zainteresowania widza: z jednej strony sceny pełne artyzmu, mimo iż obrazujące dramat i przemoc, okraszone nastrojową muzyką, a z drugiej brud smród i marazm ukazujący tę historię z bardziej przyziemnej strony.

tell

Ścieżka dźwiękowa z filmu jest jak najbardziej warta uwagi.

Z resztą co tu dużo mówić, jest to bardzo udany obraz i z pewnością wyląduje na mojej liście koreańskich faworytów. Warto zobaczyć, uprzedzeni wobec skośnego kina nie wiedzą co tracą;)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

to coś:8

74/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 09 stycznia 2016

4 horror tales: Nebeonjjae cheung/

Zakazane piętro (2006)

zakazane piętro

"Zakazane piętro" to kolejna część koreańskiej serii filmów grozy na podstawie scenariuszy Il-han Yoo, "4 horror tales". To powieść o samotnej matce, która wynajmuje mieszkanie w apartamentowcu dla siebie i swojej pięcioletniej córeczki.

Budynek sprawia nieciekawe wrażenie, mimo powierzchownej dbałości o estetykę. Nastrój tam panujący mocno przygnębia i jak się okazuje ma zły wpływ na córeczkę głównej bohaterki. Mała całymi dniami nasłuchuje dziwnych odgłosów, które jak mniema jej matka dochodzą od sąsiadów z niższego piętra. Jak sądzi mieszka tam ponury typ wraz z żoną i synkiem. Wkrótce jednak okazuje się, że kobieta i jej dziecko od dawna nie mieszkają w tamtym mieszkaniu, bo ... nie żyją.

zakazane piętro

Zakazane piętro uważam za projekt średnio udany, z tego względu, że za bardzo rzuca się w oczy podobieństwo do "Dark Water". Mamy samotną matkę, która wprowadza się z małą rezolutną córeczką do apartamentu, gdzie ... straszy.

W "Dark Water" niepokojące wydarzenia miały miejsce u sąsiadów z góry, nie z dołu. Wszytko wiąże się of course ze śmiercią w sąsiedztwie i to napędza nadprzyrodzone zjawiska. Aż tak duże podobieństwo jest moim zdaniem czymś więcej niż inspiracją.

Scen stricte strasznych raczej tu nie uświadczymy, choć kilka zgonów w okolicy uatrakcyjni fabułę. Z założenia historia miała być zaskakująca, ale niestety każdy kto oglądał wspomniane "Dark water" od razu doda dwa do dwóch. Mamy tu więc klasycznie zagrany motyw zemsty zza grobu.

Jedyną innowacją jest wątek 'zakazanego piętra', czyli zjawisk nadprzyrodzonych do jakich dochodzi na teoretycznie nie istniejącym piętrze. Gdyby skupiono się na tym mogłoby być dużo ciekawiej, a tak mamy takie nic specjalnego.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:4

47/100

W skali brutalności:1/10

środa, 06 stycznia 2016

4 horror tales: 29 il/ 29 luty (2006)

29 luty

Młody dziennikarz udaje się do zakładu dla psychicznie chorych przestępców by przeprowadzić wywiad z dość interesującą rezydentką tej placówki. Jest nią Ji-Yeon, niegdyś bileterka w jednej z Seulskich autostrad, dziś skazana morderczyni.

Kobieta opowiada dziennikarzowi swoją historię, historię lęku przed ciemnością, z której wyłania się twarz zmarłej zabójczyni, za której sprawą 29 lutego każdego roku przestępnego giną ludzie. Ji-Yeon utrzymuje, że to właśnie duch zmarłej przed laty kobiety zabił kilka osób z jej otoczenia.

"29 luty" to kolejny film z serii "4 horror tales", jego scenarzystą podobnie jak w przypadku "Współlokatorek" jest Koreańczyk Il-han Yoo.

Jak wynika z opisu jest to film nawiązujący do typowych azjatyckich opowieści o mściwych duchach, jednak podobnie jak w poprzednim obrazie najważniejszą rolę odgrywa tu kontekst psychologiczny. Czyli dylemat, czy to nawiedzenie czy szaleństwo,  do tej pory raczej nie rozważany w Azjatyckich filmach - tu szlak przetarli Koreańczycy, takimi filmami jak "Opowieść o dwóch siostrach".

"29 luty" zrobił na mnie mniejsze wrażenie niż inny oraz z serii, wspomniane "Współlokatorki", nie mniej jednak jest to udany, klimatyczny straszak z pewną dozą swobody dla interpretacji faktów.

Przez lwią część filmu jesteśmy zapoznawani z historia młodej kobiety, pracującej na nocnych zmianach w kasie biletowej na autostradzie. Takie a nie inne warunki pracy - zmrok i samotność- są doskonałym wstępem dla narodzin strachu.

29 luty

Pewnej nocy, właśnie tuż przed feralną datą gdy to wedle lokalnej legendy przypada rocznica śmierci pewnej morderczyni w budce, gdzie swoją zmianę odbywa Ji-Yeon gaśnie światło. Zapada całkowity mrok i wówczas do okienka podjeżdża czarne auto. Kobiecie nie udaje się przyjrzeć osobie siedzącej za kierownica jednak to właśnie jej przybycie jest początkiem fali zbrodni w okolicy. Ji-Yeon na dowód tego spotkania posiada jedynie zakrwawiony bilet, który otrzymała od tajemniczego kierowcy. Z dnia na dzień zaczynają ginąć kolejne osoby z otoczenia bohaterki a jej osobą zaczyna interesować się policja.

29 luty

Najciekawszym elementem tej historii jest domniemana postać ducha morderczyni, bowiem wygląda on identycznie jak nasz bohaterka. Co więcej porusza się on swobodnie po mieście w ciągu dnia, a znajomi Ji-Yeon są przekonani, że to właśnie ona.Ona sama widuje owa postać i to jest pierwsza przesłanka na korzyść teorii o ogarniającym ją szaleństwie - rozdwojenie jaźni?

Wadą tego filmu mimo wszelkich starań by wyrwać ją ze szponów banału jest właśnie oczywistość. Wątki utkane są grubymi nićmi i tylko subtelność formy jaka jest znakiem rozpoznawczym azjatyckiego kina ratuje go przed klęską nudy.

Reasumując bawiłam się średnio, ale nie powiem, żeby to był kompletnie stracony czas.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 04 stycznia 2016

4 horror tales: Eoh-neu-nal-gap-ja-gi D-Day/

Współlokatorki (2006)

d-day

Bo-Ram, młodziutka przyszła studentka postanawia udać się na roczny kurs przygotowawczy w placówce, która dzięki niezwykle rygorystycznym zasadom zapewnia młodym dziewczyną najlepsze przygotowanie do nauki na Uniwersytecie.

Trafia do czteroosobowego pokoju wraz z trzema dziewczynami, niezbyt rozgarniętą gadułą Eun-soo, zbuntowaną Da-Young i prymuską Yoo-Jin.

Narratorka opowieści przedstawia rok z życia w upiornej szkole, gdzie rygor graniczący z terrorem już raz stał się przyczyną tragedii. Dziewczęta muszą przetrwać do dnia końcowego egzaminu.

Podobno w niektórych azjatyckich krajach nauka w szkole trwa do późnych godzin wieczornych, obowiązują mundurki, dyscyplina, a młodym od maleńkości wpaja się przymus dążenia do perfekcji.  Szkoła z koreańskiego horroru, o którym dziś jest mowa jest ekstremalną formą takiego systemu edukacji.

Kiedy dziewczęta chcące poprawić swój poziom wiedzy trafiają do owej placówki z miejsca są ograbiane ze wszystkich przedmiotów osobistych, zakazane jest wszytko co nie wiąże się ściśle z nauką przedmiotów szkolnych. Zakazane jest nawet czytanie książek innych niż podręczniki. Pobudka o szóstej na gimnastykę, a od ósmej lekcje, aż do 21, kiedy to zaczyna się nauka własna, również od ścisłym nadzorem.

d-day

Szybko okazuje się, że dziewczęta są tym systemem przemęczone. Pierwsza z obiegu wypada buntowniczka, a jej zniknięciu towarzyszą niewyjaśnione okoliczności.

To pociąga za sobą kolejne załamanie, którego doświadcza śliczna prymuska. Dziewczyna jest przekonana, że widzi zaginioną gdy ta snuje się po placówce, co więcej jest świadkiem innych bardziej mrocznych wizji przedstawiających tragedie z przed kilku lat kiedy to inne dziewczęta zajmujące ten sam pokój zginęły w pożarze. 

Nasz biedna prymuska coraz bardziej opuszcza się w nauce, jej kondycja fizyczna wskazuje jakoby była już na granicy śmierci, jednak największej dewastacji uległa jej psychika.

d-day

Wszystkie zjawiska paranormalne w tym obrazie są dodatkowo podkreślone tragizmem sytuacji w jakiej znalazły się uczennice. Ta szkoła to istny koszmar i jeśli o mnie chodzi za samą grozę wystarczyła by mi przyziemna codzienność biednych Azjatek i obserwowanie kiedy im do końca odpierdoli.Myślę, że ten kontekst obyczajowy jest tu dużo istotniejszy niż mroki przeszłości przedzierające się do teraźniejszości.

Jak dla mnie ów film jest kolejny przykładem solidności skośnych filmów grozy. Korea Południowa rządzi w moim osobistym rankingu, nadal i niezmiennie.

Tak się złożyło, że kilka dni wcześniej miałam okazję obejrzeć inny koreański straszak i jak wskazują mi mądre portale filmowe był to obraz tego samego twórcy co "Współlokatorki". Idąc tym tropem dowiedziałam się, że obydwa filmy są częścią serii '4 horror tales'. Znajdują się w niej właśnie "Współlokatorki", "29 lutego",  oraz "Mroczny las" i "Zakazane piętro".

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

To coś:6

Oryginalność:6

63/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 15 września 2015

The Silenced (2015)

silenced

Lata '30 dwudziestego wieku, Korea.

Nastoletnia Joo-ran po śmierci matki zostaje umieszczona przez ojca i macochę w szkole z internatem. Marzy by wraz z nimi wyjechać do Tokio, ale jest to niemożliwe dopóki nie wyzdrowieje.

Szkoła, w której jej 'ciało ma odpocząć' to placówka niezwykle rygorystyczna. Umieszczane w niej dziewczęta zwalczają trapiące je choroby przy pomocy nauki, ćwiczeń fizycznych, dziwacznej diety i kroplówek. Wiedzą, że te które osiągną najlepsze wyniki w nagrodę zostaną wydelegowane do szkoły w stolicy Japonii. Niestety słabowite dziewczęta z trudem radzą sobie z musztrą, a niektóre z nich przepadają bez wieści.

Darowałam Wam przytaczanie oryginalnego tytułu, bo jest nieludzko długi, a podejrzewam, że większość z Was i tak nie zna koreańskiego;)

Film ten został sklasyfikowany jako dramat na jednym z portali, co niejako mija się z prawdą, bo mocno paranormalna podszewka z gruntu przynależna jest gatunkom fantastyki, w tym przypadku dość mrocznej fantastyki, czyli osobiście stawiam na horror.

Koreańskie horrory to coś co lubię, mimo zauważalnej tendencji Azjatów do odchodzenia od dawnej estetyki. Na szczęście "The Silenced" nie jest tak amerykański jak większość współczesnych produkcji azjatyckich (jak to w ogóle brzmi...) przez co przypadł mi do gustu.

Przepadam za filmami osadzonymi w szkołach dla dziewcząt, szczególnie takich z zeszłego wieku, więc z miejsca urzekła mnie jego otoczka.

silenced

Gdybym bardziej orientowała się w historii kontynentu azjatyckiego, pewno lepiej potrafiłabym zinterpretować realia historyczne w jakich jest osadzony, niestety o historii Azji wiem tyle, ile wspomni Murakami w swoich książkach, więc nie będę się wymądrzać.

Szkoła, do której trafia główna bohaterka przeszywa dreszczem niepokoju. Pomijając już fakt, że młoda z miejsca dostaje w pysk za odezwanie się (ach ta skośna musztra) jest to przybytek wywołujący jednoznaczne skojarzenia z gatunkiem grozy.

Śledząc rozwój fabuły, zarówno warstwę dramatyczną - dość istotną w sprawie, jak i nasilające się zjawiska niewytłumaczalne chłopskim rozumem, zbudowałam sobie pewną teorię na temat tego, co rozgrywa się przed moimi oczami.

silenced

Racji nie miałam za grosz, to też film od razu zapunktował elementem zaskoczenia. Czy finalne rozwiązanie zagadki szkoły dla dziewcząt mnie zachwyciło, tu bym mogła polemizować. Nie mogę Wam jednak zdradzić dlaczego, bo zepsułabym soczystego surprise'a.

Od strony estetyczno technicznej wykonany jest na bardzo wysokim poziomie. Azjatyckie dziewczęta urzekają urodą i delikatnością przez co same parzenie na bohaterki jest bardzo przyjemnym doświadczeniem.

Z oceną skośnego warsztatu zawsze mam problem, więc powiem tylko, że nie zauważyłam niczego co mogłoby mi się nie spodobać.

Zdjęcia są dopieszczone, efekty efektowne, a scenografia i kostiumy adekwatnie dobrane. Wszytko jest więc na swoim miejscu.

Co się tyczy fabuły, to nie wiem, czy rozwiązanie jakie zaoferował scenariusz w samym finale opowieści jest tym czego będziecie oczekiwać, jednak na pewno nie będzie tym, czego będziecie się spodziewać.

Jeśli lubicie skośne kino, a wiem, że tacy wśród Was są, to spokojnie mogę polecić ten obraz.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

64/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl