What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: azjatycki horror

sobota, 18 listopada 2017

Sil-jong aka Missing (2009)

missing

Hyeon-a wraz ze swoim chłopakiem odwiedzają małą restaurację na prowincji. Jej właścicielem jest niejaki Pan-kon, który od razu wzbudza podejrzenie dziewczyny. Nie spodziewa się ona jednak, że starszy mężczyzna o przebiegłym spojrzeniu jest seryjnym mordercą, a ona będzie jego trzecią ofiarą. Podczas gdy Hyeon-a przeżywa katusze więziona przez Pan-kon, jej siostra  Hyeon-jeong rusza na jej poszukiwania.

"Missing" to jeden z nieco starszych koreańskich thrillerów. Mimo, że zostaje w tyle za moimi faworytami jeśli chodzi o kino koreańskie, to nadal jest to bardzo udana produkcja, którą muszę Wam polecić. Jest jednocześnie jedną z brutalniejszych.

Temat popularny - seryjny morderca. W tym przypadku fabuła czerpie nieco z autentycznej historii pewnego siedemdziesięcioletniego rybaka, który u schyłku swego żywota rozpoczął morderczą karierę, zabijając trzy kobiety.

Film można podzielić na dwie części. Pierwsza skupia się na postaci pierwszej z sióstr, młodszej, rozrywkowej Hyeong-a, która jest przetrzymywana przez zwyrodnialca. Tu poznajemy jego zbrodniczy kunszt, jego sadystyczne upodobania. Nie obejdzie się bez drastycznych scen, gwałt, etc.

missing

Druga połowa filmu jest poświęcona działaniom, starszej z sióstr, tej odpowiedzialnej i rozważnej. Dziewczynie dość szybko udaje się ustalić gdzie mniej więcej słuch o jej siostrze zaginął, ale na niewiele się to zdaje, bo miejscowa policja nie dostrzega przesłanek o popełnieniu przestępstwa. Hyeong-jeong można rzec bierze sprawy w swoje ręce i tak dochodzi do niezbyt szczęśliwej konfrontacji z psycholem.

missing

Jak na solidny thriller przystało, nie zabraknie tu napięcia. Scenariusz nie patyczkuje się z bohaterami, więc happy end jest tu bardzo wątpliwą sprawą. Aktorzy dają radę, choć pewne manieryzmy typowe dla Azjatów są tu bardziej widoczne niż w młodszych filmach z tego kraju. Na prowadzenie wysuwa się tu Seong-kun Mun, który mógłby wiele nauczyć innych filmowych zboków. Film raczej z kategorii tych mocniejszych więc przestrzegam.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

64/100

W skali brutalności:5/10

sobota, 04 listopada 2017

Memoir of a Murderaka  Sal-in-ja-eui Gi-eok-beob/ Wyznania mordercy (2015)

memoir of a murder

 Byeong-soo właśnie dowiaduje się, że cierpi na alzhaimera. Jedyną radę jaką dostaje od lekarza to, by pielęgnował wspomnienia póki może. Tak też postanawia uczynić Byeong -soo. Rezygnuje ze swojej praktyki weterynaryjnej po tym jak przez pomyłkę uśmierca kota i skupia się na spisywaniu swoich wspomnień. Wspomnień nie byle jakich, bo wspomnień seryjnego mordercy, który ostatnią ofiarę zabił przed siedemnastoma laty. Niestety okoliczności zmuszą go kolejnego pościgu w ślad za osobą, która zasługuje na śmierć, gdy na swojej drodze spotyka godnego, albo niegodnego, zastępce.

Kiedy przeczytałam, że "Meoir of murder" to historia seryjnego mordercy z demencją produkcji koreańskiej, wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć.

Koreańczycy jak zwykle, niebanalni. Co prawda cała opowieść nie zrodziła się w głowie twórców filmu, lecz pisarza, autora powieści pod tym samym tytułem, nie mniej jednak uderzające jest to, że moi ulubieńcy znowu wyszli na przeciw moim potrzebom. Ile razy zastanawiałam się co dzieje się z seryjnymi mordercami na starość? Oczywiście tymi, którym starości było dane dożyć. Dlaczego przestali zabijać? A może nie przestali? Co porabiał Zodiak? Jak emeryturę spędził Kuba Rozpruwacz? I wielu wielu innych, o których nawet nie dane nam było usłyszeć, bo ich zbrodnie nigdy nie wyszły na jaw, albo nie zostały rozwiązane właściwie.

memoir of a murder

Byeong-soo jest odpowiedzią na te pytania. Po zabiciu ostatniej ofiary miał wypadek i skupił się na wychowywaniu córki. Teraz cierpi na zaniki pamięci i walczy jak lew by zachować odrobinę przytomności umysłu. Wtedy na jego drodze staje, można rzec, sobowtór. Młody sprawny i zabójczy. Byeong- soo nakrywa go praktycznie na gorącym uczynku. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy by drapieżnik rozpoznał drapieżnika.

memoir of a murder

Młody morderca oczywiście nie chce być złapany, w pogardzie ma próby zdemenciałego starca, układa plan.Byeong- soo wie, że jego umysł powoli zanika, ale mordercze zwyczaje pozostają. ów brak jasności umysłu po stronie naszego staruszka niejednokrotnie każde nam poddawać w wątpliwość jego osąd sytuacji.

Ich pojedynek dostarczy wielu emocji. Bez hollywoodzkiej kaskaderki i efekciarstwa, czyli po koreańsku, czyli tak jak lubię. Ze świetnym aktorstwem po męskiej stronie obsady i urodnym po damskiej. Jest to pojedynek między dwoma czarnymi charakterami, bo jeden i drugi ulepieni są z tej samej gliny, nawet historie ich naznaczonego przemocą dzieciństwa można przyrównać. Oczywiście, Byeong-soo zabijał tylko tych, którzy 'zasługiwali na śmierć tym jak żyli', ale przecież tak mówi każdy seryjny, czyż nie. Mimo tego jestem pewna, że starszy pan przekona Was by to jemu kibicować.

Nie będę ukrywać, że thriller "Wyznania mordercy" mnie zachwycił. Próbuje desperacko przypomnieć sobie jakiś koreański thriller, który mnie nie zachwycił, by pokazać, że tli się we mnie trochę obiektywizmu, ale nic z tego. Albo koreańskie kino jest tak bezbłędne, albo postradałam rozum;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

78/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 06 października 2017

Sei mong se jun/ Zdjęcie śmierci (2004)

zdjęcie śmierci

Nastoletnia Jiney jest zdolną fotografką, ale nadal poszukuje swojej inspiracji, która uczyniła by jej zdjęcia naprawdę wyjątkowymi. Pewnego dnia staje się świadkiem wypadku samochodowego w wyniku, którego ginie mężczyzna. Jiney z fascynacją w oczach obserwuje ulatujące z mężczyzny życie. Zaczyna uwieczniać tą chwilę. Jest zachwycona uzyskanym efektem i od tej pory poszukuje śmierci by móc ją fotografować. Niestety ta fascynacja ma dla niej zgubne skutki.

"Zdjęcie śmierci" nie jest najnowszą produkcją. Wypłynęła jeszcze w czasach popularności "The Ring". Film został więc zrobiony na typowo azjatycką modę przez to niekoniecznie zaspokaja zachodnie apetyty, choć nie powiem by nie zyskał swoich amatorów, podobnie jak gro skośnych straszaków. Twórca filmu odpowiada za takie produkcje jak "Oko", czy "Odrodzenie", a na pewnym etapie swojej kariery zaczął też kręcić w Stanach, gdzie powstał między innymi film "Posłańcy".

Pisząc, że film jest robiony typowo po azjatycku, nie miałam na myśli fabuły, bo ta w przeciwieństwie do szlagierowych skośnych horrorów nie skupia się na wątkach paranormalnych lecz na psychologicznym można rzec psychodelicznych.

zdjęcie śmierci

zdjęcie śmierci

Wszytko kręci się wokół kiełkującej i rozrastającej się obsesji głównej bohaterki - obsesji na punkcie fotografowania agonii i śmierci. Co jest typowo azjatyckie, akcja w ogóle nie jest dynamiczna. Wielu widzów stwierdzi przez to, że film jest nudny. Nie podważam tego, niektórzy po prostu potrzebują silniejszych bodźców żeby zaangażować się w jakąś historię. Skośny styl to też niedomówienia i metafory, choć muszę przyznać, że akurat w tej sferze "Zdjęcie śmierci' nie powinno się wydać trudnym w odbiorze.

Bardzo przypadła mi do gustu cała oprawa techniczna jak muzyka, zdjęcia i ich montaż. Pod tymi względami widać perfekcjonizm twórcy. Sam pomysł na film też niekiepski. Fabuła całkiem okej pod względem wątku głównego i towarzyszącym mu tajemnic i niespodzianek.

Przyjemny film, a jeśli ktoś szczególnie lubuje się w azjatyckim kinie grozy nie powinien go pomijać.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

66/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 11 września 2017

Si-gan-wi-ui jib aka The house of disappeared (2017)

house of disappeard

Kang Mi-hee zostaje skazana na dwadzieścia pięć lat więzienia za podwójne zabójstwo, męża i synka. Zostaje złapana z nożem w dłoni nad zwłokami tego pierwszego, zaś ciało syna nigdy nie zostało odnalezione. Po odsiedzeniu wyroku, sędziwa kobieta wraca do swojego domu, gdzie dopadają ją duchy przeszłości. Może to sumienie, a może w domu Kang Mi-hee faktycznie dzieje się coś strasznego? Młody wikary miejscowej parafii jako jedyny wydaje się interesować staruszką i jako jedyny dopuszcza możliwość, że nie ona odpowiada za tragedię z przed lat.

Czy ten skrót fabularny coś Wam mówi? A powinien. Nie od razu zorientowałam się, że w przypadku "House of disappeard" mamy do czynienia z tą samą historię co w "La Casa del fin de los tiempos".

Do głowy by mi nie przyszło, że Koreańczycy mogą remake'ować wenezuelski horror, a jednak. Coś mi jednak świtało, a gdy zaczęłam przywidywać dalszy rozwój fabuły- co nie jest łatwe w przypadku tak pomysłowego scenariusza - w końcu do mnie dotarło, że gdzieś już to widziałam. To przeważnie Amerykanie podkupują koreańskie, czy południowo amerykańskie scenariusze i przerabiają je wtłaczając w plastikowe formy, a tu proszę, koreańczy zrobili remake. Wciąż uczę się o ich filmowych zwyczajach i nadal mnie zaskakują.

Remake jest oczywiście bardzo dobry i pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że lepszy niż oryginał, gdyby nie fakt, że wenezuelską wersję oglądałam bardzo dawno temu i w tym momencie w mojej głowie walczy ze sobą efekt świeżości z efektem pierwszeństwa.

To, że Korea Południowa potrafi robić kino grozy głoszę jak mantrę i fakt, że będę Was zachęcać do kolejnej produkcji z tego kraju już Was chyba nie zaskoczy.

W filmie mamy doskonałą intrygę, tajemnicę, której rozwiązania nikt nie powinien mieć szansy przewidzieć i wspaniałą atmosferę horroru paranormalnego.

house of disappeard

house of disappeard

Wszystkie wydarzenia skupiają się na domu, opuszczonym przez lata odsiadki gospodyni. Nastrój, aura obrazu jest przygnębiająca i powiem Wam, że film może stanowić ciężki emocjonalny gips dla wrażliwych. Sceny, te z założenia straszne robią całkiem dobre wrażenie, ale nie są też po hollywoodzku nachalne.

Z fabuły zdradzić wiele nie mogę, co oczywiste skoro scenariusz bazuje na efekcie zaskoczenia, więc musicie mi zaufać.

Miłośnicy koreańskiego kina pewnie i tak go obejrzą, a osoby uczulone na skośne kino odsyłam do wenezuelskiej wersji oryginalnej - na poziomie fabuły ni odnotowałam większych zmian. A najlepiej obejrzyjcie jeden i drugi, a co.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klima:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:9

73/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 27 czerwca 2017

Ham-jeong aka Deep Trap (2015)

deep trap

Bezdzietne małżeństwo wybiera się na wycieczkę na odludną wyspę by tam popracować nad swoją relacją. Na miejscu trafiają do 'restauracji' niejakiego Seong -Cheol Parka, którą mężczyzna prowadzi wraz z żoną. Wycieczkowicze zostają u nich na noc, a wkrótce z powodu awarii samochodu zmuszeni są zostać dłużej. Każda kolejna godzina spędzona u Parków nastręcza podejrzeń, że ich los jest zagrożony.

Thriller z Korei Południowej, czyli to co tygryski lubią najbardziej.

W roli głównej mamy weterana koreańskiego kina, Dong-seok Ma, który kręci po kilka a nawet kilkanaście filmów rocznie. Ostatnio widziany w "Pociągu do Busan". To jego rola  Parka zdominowała "Deep trap" - jak na porządnego antybohatera przystało.

Fabuła filmu kręci się wokół czterech osób Joon-sik Kwon i jego żony, oraz Seong- Cheola i jego żony.

deep trap

Gdy wycieczkowicze trafiają do restauracji Parków, rozpoczyna się biesiada, już wiemy, że będzie z tego klops. Joon-sik wyraźnie ma problem z alkoholem co skrzętnie wykorzystuje właściciel restauracji. Podstępem wmanewrowuje go w bardzo nie fajną sytuację po to by zrealizować własny cel. Szybko zorientujemy się, że Parka ma kuku na móniu, a położenie jego żony, tak samo jak przyjezdnych, jest bardzo nieciekawe.

deep trap

Mamy tu ciekawą rozgrywkę psychologiczną, ale też sporo brutalnej akcji. Fabularnie jest zdecydowanie dobrze. Jak na thriller przystało będzie napięcie i element zaskoczenia. Na tle kina koreańskiego wypada dobrze, choć nie bardzo dobrze. Filmowcy z tego kraju tak wywindowali poziom, że czasem sami nie są w stanie mu sprostać. Nie mniej jednak jest to udana produkcja, zwłaszcza dla kogoś kto lubi takie klimaty.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

67/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 29 maja 2017

Ah-ga-ssi/ Służąca (2016)

służąca

Sook-he, młoda Koreanka, sierota wychowana przez paserkę, zaczyna pracę w charakterze pokojówki u japońskiej arystokratki mieszkającej z wujem. Nawiązuje silną więź ze swoją chlebodawczynią mimo, że w jej domu znalazła się w niekoniecznie przyjaznych zamiarach.

Gdy tylko pojawiała się informacja o nowym filmie Parka, wiedziałam, że będzie to dobry film, który muszę zobaczyć. Kiedy już wiedziałam, że będzie to film, którego akcja osadzona będzie na wschodzie wiedziałam, że będzie piękny. Lubię tego reżysera za to, że mimo sukcesów na zachodzie, mimo romansów z Hollywood nadal jest wierny temu co najlepsze w kinie koreańskim. "Stocker" bardzo przypadł mi do gustu, ale zdecydowanie wolę te filmy Parka, których akcja rozgrywa się w jego ojczyźnie.

służąca

Co ciekawe za inspirację dla scenariusza posłużyła powieść, której akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii w XIX wieku. Park wspólnie z Seo-Gyeong Jeong sprawnie przeniósł jej fabułę do Korei. Książkę z chęcią bym przeczytała zwłaszcza, że porównywana jest z twórczością Willkiego Collinsa, a ten to lubi dobre intrygi.

Intryg w "Służącej" nie zabraknie. Opowieść dzieli się na trzy części z czego każda dostarcza nam nowych informacji, stanowi inteligentny fabularny twist i kończy się efektem zaskoczenia.

służąca

Taka historia musi dostarczyć sporo emocji, choć czytałam recenzje które zarzucają "Służącej" nudę. No nie wiem, z czego to może wynikać... Albo wiem, ale nie chce być uszczypliwa:)

Chyba mogę się zaliczyć do grona oszalałych i bezkrytycznych fanek koreańskiego kina więc w "Służącej" nie dostrzegam wad. Sprawy techniczne zostawię lepiej mądralom, które lepiej uzasadnią zachwyt efektem końcowym, dość, że przyznam, że całkowicie utknęłam w świecie przedstawionym. Film jest piękny, historia fascynująca. Nie zabraknie tu ani sensualności, ani humoru ani suspensu. Dla mnie bomba. Tyle, że to nie horror:)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:10

aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

80/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 22 maja 2017

P aka Possession (2005)

p

Młodziutka dziewczyna opuszcza tajlandzką wioskę i przybywa do Bangkoku by zarobić na lekarstwa dla chorej babci. Na miejscu trafia do klubu go-go i przyjmując imię Dau zostaje prostytutką.

W niewdzięcznym świecie pomaga sobie za pomocą magii, której nauczyła ją stara babcia. Niestety Dau nie przestrzega zasad jakie rządzą światem czarów i wkrótce wpada w kłopoty.

"P" w języku tajskim oznacza tyle co "duch". Duchów jednak w tym filmie niewiele, choć nadal mieni się on mianem horroru.

Dużo większą uwagę, przynajmniej tak było w moim przypadku, przykuwa warstwa dramatyczna filmu. Tajlandia słynie z seks turystyki i to ona jest przewodnim tematem filmu Paula Spurriera. Tak, jest to film napisany i nakręcony przez Brytola, ale  w języku tajskim i z tajską, przynajmniej w większości, obsadą. To chyba generalnie ewenement. Sama sięgnęłam po niego by trochę bardziej przyjrzeć się tajskiemu kinowi grozy.

"P" na tle znanych mi produkcji z tego kraju wcale nie wypada najgorzej, choć pewne uwagi mam. Efekty chociażby, nie obyło się bez nich w drugiej partii filmu gdzie tytułowy duch zaczyna działać, i mogłyby być  lepsze technicznie.

Druga rzecz, to mało horroru w horrorze. Warstwa dramatyczna, to powiedzmy, tło społeczne, praktycznie zdominowało resztę wątków w tym wątek paranormalny. Mówię o tym tylko dlatego, że miłośnicy czystości gatunkowej mogą kręcić nosem. Sama jestem zdania, że takie rozbudowanie wątków obyczajowych wyszło filmowi na zdrowie. W porównaniu z częścią filmu skupioną na klątwie jaka spadła na Dau wypadają dużo ciekawiej.

p

Jeśli więc chodzi o tą najbardziej interesująca Was część, czyli to co nadnaturalne w fabule, to mamy tu generalnie średniawkę. Nie chcę Wam w tym miejscu zdradzić szczegółów tego co stało się z Dau, ale raczej nikt z Was nie padnie z zachwytu nad takim zagraniem.

P

Całość ogląda się bardzo sympatycznie. Mamy tu sporo ciekawych bohaterów, także tych z dalszego planu, niezłe dialogi i aktorstwo oraz świetną muzykę. Serio, soundtracki powinny przykuć Wasza uwagę. Ogólny klimat filmu jest dość przygnębiający, ale nie może być inaczej jeśli mowa jest o ciemnej stronie atrakcji turystycznych Azji. Zdjęcia fajnie portretują tą ciemną stronę.

Dla mnie jak najbardziej okej, choć ze swoją oceną będę raczej w mniejszości.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

56/100

W skal brutalności:2/10

środa, 12 kwietnia 2017

Take me home (2016)

take me home

Tan opuszcza szpital gdzie dochodził do siebie, po wypadku w wyniku, którego stracił pamięć. Zamierza wrócić do rodzinnego domu, gdzie jak podsunęła mu niejasna wizja, jego ojciec popełnił samobójstwo. Zgodnie z zamiarem udaje się do rodzinnej will,i gdzie obecnie mieszka jego siostra wraz z mężem i dwójką przybranych dzieci. Tan czuje więź z Tubtim, ale zupełnie jej nie pamięta, podobnie jak tragicznych okoliczności uprzedzających jego wypadek.

Tajlandia, spośród innych azjatyckich krajów,których horrorową filmografię zdarza mi się badać, wypada do tej pory najbiedniej. Oczywiście i tajlandzkim produkcjom nie da się odmówić charakteru, jednak w porównaniu z dorobkiem Japończyków, czy moich faworytów w temacie, czyli filmowców z Korei Południowej wypadają one blado. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest "Shutter", jeden z najstraszniejszych azjatyckich horrorów i jedyny z oglądanych przeze mnie  tajlandzki horror zasługujący na większa uwagę.

Tajlandczycy mają w mojej ocenie niezdrową tendencję do zbytniego upiększania. Ich filmom brakuje naturalności i silniejszej przynależności kulturowej do Azji.

Ich filmy z roku na rok wydają mi się coraz mniej wschodnie, a coraz bardziej zachodnie. Nawet grający w nich aktorzy coraz bardziej przypominają aktorów amerykańskich, co jest pewnie zasługą bardzo modnych operacji plastycznych, a także wymiany genów z 'białasami'. Na pewno są dzięki temu urodziwsi od większości Koreańczyków, ale mnie coś takiego nie przekonuje. Cenię skośne kino za jego odmienność i boleję nad każdym ukłonem w stronę zachodu wykonywanym kosztem azjatyckiej specyfiki.

take me home

Wszystkie te zarzuty mogę odnieść do "Take me home", choć generalnie nie uważam tego obrazu za nieudany. Miał swoje momenty, te stricte horrorowe które skojarzyły mi się z wrażeniami jakie przyniósł "Shutter".

take me home

Sama fabuła wydaje się dość złożona, ale to tylko pozory, bo ostatecznie wszystkie zagadki wyjaśniają się w posty sposób. Ogląda się go przyjemnie, ale nie przewiduje by na dłużej zapadł mi w pamięć.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

56/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 27 marca 2017

Ak-eui yeon-dae-gi aka Chronicles of evil (2015)

chronicles of evil

Komendant policji Chang-sik Choi wkrótce spodziewa się obiecanego awansu. Jedyne co ma zrobić by zrealizować zamierzenie, to nie podpaść szefowi policji 'robiąc coś głupiego'. Pech chce, że wracając z imprezy zostaje zaatakowany przez człowieka chcącego pozbawić go życia. Komendant zabija go w obronie własnej. Zamiast wezwać kolegów po fachu ucieka z miejsca zdarzenia. Następnego dnia okazuje się, że ukrycie sprawy nic nie dało, bo ktoś wyeksponował jego dzieło zawieszając trupa na dźwigu tuż obok siedziby policji. Chang-sik nabiera przekonania, że ktoś mocno che mu nabruździć, a atak nie był przypadkowy.

Kolejny koreański thriller, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Jak na koreańskie kino przystało produkcja bardzo udana.

chronicles of evil

Mamy tu do czynienia z dobrze przemyślaną intrygą skupiającą się wokół osoby docenianego komendanta. Poznajemy go jako osobę zdeterminowaną by osiągnąć sukces, postrzeganą jako prawą i konsekwentną. Dla kontrastu obok niego kręci się młody adept szkoły policyjnej, któremu nie brakuje instynktu i który bardziej niż na uszczęśliwianiu przełożonych skupia się na poszukiwaniu prawdy.

chronicles of evil

W filmowym wstępie pojawiają się enigmatyczne sceny dotyczące sprawy z przeszłości i jak się domyślacie ma ona związek z głównym bohaterem. Cóż więcej mogę zdradzić? Chyba nic.

Zakładam, że film przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom koreańskiego kina, bo posiada wszystkie jego zalety. Dobrze napisany scenariusz, który zastawia na widza sporo pułapek i pozwala mu pogłówkować nad filmową zagadką. Akcja jest wartka i wciągająca. Pomysł wyjściowy ciekawy, choć z nóg Was nie zwali, Koreańczycy miewają znacznie bardziej wymyśle patenty na zawiązanie akcji. Wysoki poziom realizacji od zdjęć przez montaż aż do muzyki. Solidne aktorstwo. Muszę przyznać, że kiedyś zupełnie rozróżniałam azjatyckich aktorów, teraz mogę powiedzieć, że się to zmieniło i mam już nawet swoich ulubieńców.

"Kroniki zła", bo pewnie tak by brzmiał polski tytuł, ogląda się bardzo przyjemnie i no cóż, jest kolejnym dowodem na niezawodność Korei Południowej w tej dziedzinie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie: 8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności: 1/10

niedziela, 12 marca 2017

Sadako vs Kayako (2016)

sadako vs kayako

Dwie japońskie nastolatki, Suzuka i Yuki będą miały okazję sprawdzić na własnej skórze prawdziwość dwóch znanych, lokalnych legend. Pierwsza z dziewcząt wraz z rodzicami wprowadza się do dzielnicy z 'domem klątwy', gdzie duch Kayako zabija każdego kto przekroczy jego próg. Yuki zaś chcąc pomóc przyjaciółce w przegraniu starej taśmy VHS na DVD staje się ofiarą morderczej kasety stworzonej przez innego ducha, Sadako.

sadako vs kayako

Ale ubaw. Kiedy zobaczyłam w internetach tytuł "Sadako vs Kayako" myślałam, że to żart. Gdyby była by to produkcja amerykanów, którzy sprzedali nam niejeden pasztet w tym stylu, choćby "Freddy vs Jason" łatwiej byłby mi w to uwierzyć, ale Japończycy? Szczerze, miałam o nich lepsze zdanie i sądziłam, że ośmieszą swoich horrorowych perełek dla taniej komerchy. Ale cóż, może wcale nie mają "Kręgu" i "Klątwy" za wspomniane perełki? Osobiście widziałam wiele lepszych skośnych filmów. Z resztą, kto trafi za Japończykami? Na pewno nie Europejczycy:)

Zasiadłam więc do seansu z filmem spodziewając się całkowitej porażki na polu horroru. Okazało się, jednak, że Koji Shiraishi (min. twórca niesławnego "Grotesque") wybrnął z temat z iście hollywoodzkim uśmiechem na ustach.


Kompilacja dwóch najsłynniejszych japońskich horrorów okazała się bowiem bardzo amerykańska. Zamiast pokrętnej, trudnej do odczytu dla zachodu fabuły mamy klasyczny, schematyczny i prosty jak drut scenariusz oparty na motywach często wstępujących w Hollywood i nakręconym w hollywoodzkim stylu z wartką akcją - nawet Sadako przyspieszyła i kasowała ludzi w dwa dni, bo na co tu czekać.

Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Ortodoksyjni fani oryginalnych serii "Krąg" i "Klątwa" pewnie będą srodze zniesmaczeni, ale Ci, którzy omijali skośne filmy ze względu na ich specyfikę tym razem mogą spokojnie znaleźć tu coś dla siebie, bo w zasadzie azjatycki klimat jest tu mało odczuwalny, przynajmniej jak na moje oko.

Reżyser wyciągnął z obydwu obrazów to co najlepiej sprzedawało się na zachodzie. Mamy tu dużo scen nastawionych na wpędzenie widza w popłoch, np. Kayako spełzająca po schodach, czemu towarzyszy 'ten' charakterystyczny dźwięk. Film jest takimi chwytami wyładowany, co też nie jest typowe dla azjatyckiego kina i jego subtelności w straszeniu - no chyba, że olejemy ghost story i weźmiemy japońskie gore, wtedy to już kurwa zero zasad.

Motyw przewodni, czyli japońskie miejskie legendy potraktowano w dosyć lajtowo, na zasadzie ciekawostki, którą chce się sprawdzić, ale niewielu traktuje ją poważnie. Dopiero kolejne serie zgonów sprawiają, że sprawa nabiera większej wagi, przynajmniej w mikro środowisku ofiar i świadków zdarzeń. Można powiedzieć, że japońskie duchy zostały potraktowane z przymrużeniem oka, co za pewne ma swój urok.

sadako vs kayako

Film nie w moim guście, ale nie mogę powiedzieć, by był tragiczny, zły, etc. Mogę negować całej założenie tego przedsięwzięcia, ale mówiąc szczerze nie jestem wielką miłośniczką, ani oryginalnego "Kręgu" ani "Klątwy", więc nie czuje się urażona jako widz. Bawiłam się całkiem nieźle, nie nudziłam zbytnio, ale żebym mogła Was do seansu zachęcić trzeba by czegoś więcej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 23 grudnia 2016

Teo-neol/ Tunel (2015)

tunnel

Jeong-soo po pracy spieszy się do domu by zdążyć na urodziny córeczki. By uniknąć korków wybiera trasę przez nowo wybudowany tunel na obrzeżach miasta. Pech chce, że dokładnie w momencie gdy będzie przez niego przejeżdżał tunel zawali się. Jeong-soo zostaje uwięziony w przygniecionym samochodzie na długie dni.

Koreańczycy z południa  wydają mi się bardzo zdystansowanym narodem. W ich produkcjach bardzo często pojawiają się elementy satyryczne, obśmiewające mentalność narodu, niedoskonałość władz i idiotyzm mediów.

W przypadku thrillera "Tunel" mamy do czynienia z niezwykle dramatyczną historią, która ze względu na przedstawione realia społeczne, przedstawione w sposób prześmiewczy, nabiera jeszcze większej mocy. Musicie wiedzieć, że w przypadku "Tunelu" nie będziecie mieli okazji obserwować brawury w stylu amerykańskim gdzie jakiś McGywer ratuje uwięzionego człowieka za pomocą paczki zapałek. Zamiast tego mamy człowieka w beznadziejnej sytuacji, zostawionego na pastwę nieogarniętej grupy ratowniczej, dziennikarzy, którzy liczą, że uda im się nagrać na żywo jak uwięziony człowiek kona z głodu i pragnienia i władz naciskanych prze społeczeństwo, dla którego bardziej liczy się finalizacja projektu budowlanego niż ludzkie życie.

tunnel

W pewnym momentach sytuacja robi się tak absurdalna że aż śmieszna. O wypadku Jeong-soo jego małżonka dowiaduje się z telewizji, a po przybyciu na miejsce musi się fotografować z całą ekipą ratowniczą i połową ministerstwa nim ktokolwiek powie jej co będzie dalej z jej małżonkiem. Oczywiście jest tego więcej, ale nie chce Was raczyć zbyt wyraźnymi spoilerami.

Humor humorem, ale nei zabraknie tu też solidnie budowanego napięcia i zwrotów akcji. Technicznie, jak zwykle, Koreańczycy wyśmienicie dają sobie radę. Od ujęć samej katastrofy po sceny w zawalonym już tunelu, nie możemy narzekać na brak realizmu.

tunnel

Scenariusz film powstał w oparciu o powieść, która pewnie nigdy nie ukarze się w Polsce. Dobrze chociaż, że Koreańskie kino dociera do nas coraz częściej.

"Tunel" oczywiście polecam, bo chyba nie może być inaczej:)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

środa, 09 listopada 2016

Sin-de-rel-la/ Kopciuszek (2006)

kopciuszek

Matka Hyunsu jest chirurgiem plastycznym. Ma lekką obsesje na punkcie zewnętrznego piękna. Dba o urodę swojej córki, jej koleżankom proponuje operacje. Poprawa wyglądu skalpelem Yoon- hee okazuje się mieć niszczący wpływ na psychikę pacjentek. Dziewczyny jedna po drugiej okaleczają się i umierają uprzednio doświadczając upiornych wizji ducha obecnego wraz z nimi na sali operacyjnej. Hyunsu bacznie przygląda się tym wydarzeniom, a rozwiązania zagadki szuka w piwnicy swojego domu.

Koreańskie kino grozy nie jest łatwe i "Kopciuszek" jest tu dobrym przykładem. Jeszcze dziesięć lat temu Koreańczycy znacznie pokrętniej prezentowali widzom filmową rzeczywistość. Myślę, że teraz jest już znacznie lepiej, choć tendencja do niezrozumiałych zagrań pozostała im do dziś.

"Kopciuszkowi" bliżej jest więc do "Opowieści o dwóch siostrach" niż oglądanego przeze mnie ostatnio dramatu "Szczurołap" - historii bardzo prostej jak na Koreańczyków.

Można go określić jako ghost story, ale moim zdaniem więcej tu psychologicznego dramatu, pełnego schizolskich wizji niż paranormalnych wydarzeń - ale to już kwestia interpretacji.

kopciuszek

Scen z duchem jest niewiele, za to często będziemy obserwować nieco makabryczne sceny, w których ofiary będą się okaleczać. Te sceny mają w sobie artyzm i poezję więc dalekie są od konkretnego gore mimo, że pokazują to co pokazują. Dużo tu pięknych, mrocznych ujęć, nie łatwych do jednoznacznego pojmowania, ale działających na rzecz filmowego nastroju, który jak na horror przystało musi budzić grozę.

Jak dla mnie dużo tu psychologicznych zagrywek, akcji bardziej typowych dla dramatu, co odnotowuję na plus. Tematem przewodnim jest nie tyle nawiedzenie przez zmorę ile ludzka obsesja na temat wyglądu. Koreanki są w tej kwestii równie szalone co brazylijki.

Temat tejże obsesji wykorzystano tu poniekąd ku przestrodze. Filmowe bohaterki wariują, bo przestają rozpoznawać swoją twarz. Podobną pointę mieliśmy w horrorze "Yoga" - nie możesz być ideałem i pozostać sobą.

kopciuszek

Fabuła usiana jest retrospekcjami, bo to przeszłe wydarzenia stanowią klucz do rozwiązania tajemniczych wydarzeń. Pociesze Was, że ta niejasna historia stanie się całkiem jasna na jej finiszu.

Nie będę tego filmu podsuwać tym, których nie rusza azjatycki przepis na horror, mimo, że dla mnie był całkiem okej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 18 października 2016

Gok-seong aka The Wailing (2016)

wailing

W małej koreańskiej wiosce masowo wzrasta liczba niewyjaśnionych zgonów. Podejrzenia w tej sprawie spadają na nowego mieszkańca, Japończyka, który osiedlił się na obrzeżach wioski. Dalsze wydarzenia zaczynają wskazywać na ingerencje sił nieczystych. Czara goryczy przelewa się gdy ofiarą staje się córka miejscowego policjanta.

No i mamy kolejny dobry koreański horror. Zastanawiam się, czy nie zostanę niebawem posądzona o stronniczość w kwestii ocen produkcji z tego rejonu świata, bo jak widać 90% koreańskich filmów grozy budzi mój zachwyt. Co poradzić, jak Koreańczycy naprawdę dają radę? Trzeba się tylko cieszyć. I oglądać.

W przypadku "The Wailing" mamy do czynienia z ghost story z licznymi watkami dramatycznymi, dobrze zarysowanym tłem społecznym i psychologiczną oceną postaw bohaterów.

Po azjatycku film rozkręca się powoli i tak na dobrą sprawę dopiero po godzinie przechodzimy do konkretów. Film trwa ponad dwie, więc wymaga cierpliwości.

Sama historia opiera się na motywie małej społeczności, której członkowie zostają postawieni wobec zdarzeń, których nie rozumieją. Jak zazwyczaj w takich sytuacjach pojawia się wątpliwość, czy to aby nie są diabelskie sztuczki. Ludzie umierają. Miejsca domniemanych zbrodni prezentują się dość makabrycznie. Policjant, na którego barki spada cała sprawa to człowiek prosty, nie da się ukryć, nerwowy.

wailing

Wiejska społeczność widzi w tym ingerencję sił nadprzyrodzonych. Odżywają zapomniane lokalne legendy, a miejscowi mężczyźni coraz uważniej przyglądają się 'obcemu', czyli Japończykowi żyjącemu na marginesie społeczności, nie znający ich języka i obyczajów. Na to kim jest mają masę pomysłów i domysłów, ale praktycznie wszyscy zgodni są w typowaniu go na winowajce wszystkich nieszczęść.

Sytuacja dramatycznie się pogarsza gdy córka komendanta zaczyna chorować. Jej dziwny stan jeszcze pogłębia domysły ojca i reszty mieszkańców. Pojawia się egzorcysta, a my bliżej przyglądamy się Japończykowi. Co też on kombinuje? A kim jest bezimienna kobieta, która podrzuca niejasne tropy?

wailing

Sprawa jest niejasna tak naprawdę do samego końca i nie łatwo tu o przewidzenie zamysłu scenarzysty. A jeśli mam być szczera to i finał nie wyjaśnia do końca z czym mamy tu do czynienia. Masa symboli, za pewne zrozumiałych dla ludzi wychowanych w tamtej kulturze, mi nie ułatwiła sprawy, a tylko bardziej namieszała w głowie.

Faktem jest, że w pierwszej połowie film się trochę wlecze, ale w drugiej następuje już przełom i wszytko nabiera wyraźnego kształtu. Desperacja bohaterów rośnie, wraz z nią rośnie napięcie.

Obsada nie szczędzi energii by wyraźnie zaznaczyć jak poważna to sprawa. Klimat, który budowany jest od pierwszych ujęć zaczyna ewoluować w coraz to mroczniejszy. Koreańska wioseczka staje się polem bitwy, choć nie wiadomo kto tak naprawdę jest wrogiem. Możecie być pewni, że nie będzie tu sztampy.

wailing

Dla mnie film, może nie medalowy, bo jednak jego długość poraża, ale jednak bardzo udany. Na tle zachodnich produkcji wypada niewątpliwie oryginalnie i poszukiwaczy takich właśnie wrażeń zachęcam do seansu z nim.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 03 października 2016

Geom-eun sa-je-deul aka The Priests (2015)

priests

Egzorcysta ksiądz Kim stara się pomóc młodej dziewczynie, którą wedle jego opinii opętał demon. Yeong-sin znajduje się w śpiączce po próbie samobójczej, a ojciec Kim próbuje znaleźć nowego pomocnika by kontynuować rytuał.

Tak trafia do niego młody Diakon Choi.

Nigdy nie widziałam koreańskiego horroru z motywem opętania to też przyjęłam tę nowość z radością i entuzjazmem jaki zawsze budzą we mnie koreańskie filmy. Koreańczycy udowodnili już, że potrafią robić świetne ghost story i thrillery o mordercach. Teraz  Jae-hyeon Jang, scenarzysta i reżyser w jednej osobie pokazał, że potrafią też robić filmy o egzorcyzmach. "The Peiestes" nawet przebił moje oczekiwania i sądzę, że mamy tu do czynienia z najlepszym opętańczym horrorem od wielu lat.

Początek filmu trochę mnie zgasił, bo fabuła rozkręca się wolno. Mamy tu sporo skośnego humoru, takiego jaki występował też w "Zagadce zbrodni" co jest niewątpliwym plusem, jednak niecierpliwcy mogą kręcić nosem.

Ja tą azjatycką powolność przyjmuje, bo do niej przywykłam. Wiem, że jest na co czekać. Fabuła filmu nie bardzo przypomina typowe filmy z motywem opętania. Skupiamy się tu bardziej na postaciach tytułowych księży niż ofierze demona.

Ojciec Kim to postać niezwykle barwna i wymykająca się schematowi. Podobnie do gustu przypadła mi sylwetka młodego Diacona.

priests

Dramatyczna sytuacja jaka został przedstawiona w filmie prezentowana jest bez zbędnej ckliwości co dodaje jej autentyczności. Sam kościół także sportretowano bez taryfy ulgowej.

Fakt, że połączono tu katolicki obrządek z wierzeniami z dalekiej Azji sprawia, że mamy tu sporo niestandardowych elementów, zamiast kolejnej powtórki z rozrywki.

Oczywiście nastąpi tu klasyczny już dialog z demonem - nowym demonem, żadnego Legiona tu nie ma - i wypada on wyśmienicie. Wszystkie sceny stricte horrorowe bardzo przypadły mi do gustu i sądzę, że Amerykanie mogli by wiele się z tego nauczyć. priests

Napięcie w tej historii rośnie w miarę jej rozwoju i tak naprawdę utrzymuje się do ostatniej klatki. Jak wspomniałam mamy tu elementy humorystyczne, bez Hollywoodzkiego nadęcia i nadmiaru patosu. To sprawia, że film ogląda się dobrze. Horror z motywem religijnym nie musi kojarzyć się z rekolekcjami w kościele - choć niestety tak najczęściej bywa.

Podsumowując, bardzo dobry, niebanalny obraz!

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

76/100

W skali brutalności: 2/10

piątek, 30 września 2016

Kaidan/ Kwaidan, czyli opowieści niesamowite (1964)

kwaidan

Na fabułę "Kaidan" składają się cztery nieco baśniowe opowieści utrzymane w klimacie grozy. Wszystkie zaczerpnięto z klasycznego już XIX dzieła. Co ciekawe ich autorem wcale nie był rodowity Japończyk, lecz imigrant zza oceanu, który zakochał się w tym, co w owym czasie nie cieszyło się wielką popularnością - średniowieczne japońskie legendy. Lafcadio Hearna, który później zmienił nazwisko na Koizumi Yakumo zainspirował reżysera Masaki Kobayashi do nakręcenia jedynego w jego dorobku horroru, co ciekawe ten gatunkowy debiut został wyróżniony nominacją do Oscara.

Spośród szeregu opowiadań wybrano cztery i wystarczyły one na trzy godzinny film. Tak mili Państwo, jeśli zdecydujecie się na seans, musicie się z tym liczyć.

Pierwsza z opowieści "Czarne włosy" traktuje o Samuraju, który mając dość życia w biedzie porzuca Kioto i swoją oddaną żonę by w innym zakątku kraju zdobyć posadę i majętną żonę.

kwaidan

Bohaterowi nie udaje się zaznać szczęścia u bogu drugiej żony, wraca więc skruszony do swojej 'opcji numer jeden'. Żona oczywiście czeka na niego z otwartymi ramionami, nadal piękna i wonna mimo iż minęło wiele lat...

Druga nowela "Kobieta Śniegu" to historia młodego drwala, który wraz ze swoim sędziwym nauczycielem gubi się w lesie w czasie śnieżnej zamieci. Co prawda mężczyźni znajdują schronienie, ale złowroga Pani Śniegu znajduje ich i tam. Przyjęła ona postać pięknej kobiety, która swoim mroźnym oddechem zdmuchnęła życie starszego z mężczyzn.

kwaidan

Pochyliła się zaś nad młodym. Znalazła w sobie litość nad nim i pozwoliła odejść, pod jednym tylko warunkiem: nigdy nie zdradzi historii spotkania z Panią Śniegu...

W trzeciej opowieści "Hoichi bez uszu" znowu obcujemy ze światem samurajskich wojowników. Rzecz odwołuje się do historii z przed blisko tysiąca lat kiedy to dwa wielkie Japońskie rody starły się w morskiej bitwie. Pokonani postanowili odejść z honorem toteż ocaleni włącznie z małym cesarzem popełnili samobójstwo. Od tamtej pory zatoka, gdzie rozegrała się bitwa cieszy się sławą nawiedzonej.

kwaidan

W zbudowanej w pobliżu świątyni posługę pełnią mnisi. W tym nasz tytułowy Hoichi, niewidomy młodzieniec obdarzony talentem do śpiewania ballad. To on staje się obiektem zainteresowania miejscowym duchów.

Ostatnia, najkrótsza opowieść nosi tytuł "W miseczce herbaty" i o owej miseczce opowiada. Pewnego dnia, pewien Samuraj dostrzega w miseczce herbaty obce odbicie. Mimo to wypija płyn i jeszcze tej samej nocy będzie miał okazję spotkać herbaciane widmo.

kwaidan

Jak sami widzicie film składa się z dość prostych i uniwersalnych opowieści. Jest tu ludowa moralność, sprawiedliwość dosięgająca zza grobu i pointa stawiają sprawę dość jasno: są na tym świecie rzeczy niesamowite.

Z tymi historiami doskonale współgra sposób ich opowiadania. Pomijając fakt, że stosownie po japońsku rozwijają się powoli i stosownie po japońsku mamy tu masę niedopowiedzeń, to ich baśniowość i niesamowitość odbija się we wszystkich elementach stricte technicznych.

Scenografia jest wspaniała. Trochę teatralna, miejscami przywodzi na myśl niemieckie kino ekspresjonistyczne, nawiązuje też do klasycznego teatru japońskiego, of course.

Barwy obrazu są żywe, choć szczerze mówiąc wolałabym dorwać wersje w czarno-bieli. Muzyka - hipnotyzująca. Aktorstwo, po japońsku bardziej milczące niż krzyczące, żadnej nadekspresji, niepotrzebnych manieryzmów. Kostiumy i charakteryzacja to już klasa sama w sobie, i chociażby dla nich wato na ten film zerknąć. Doskonale oddają ducha średniowiecznej Japonii, przynajmniej na tyle na ile po laicku mogę stwierdzić. Kiedyś czytałam że zamożne Japonki w średniowieczu specjalnie 'malowały' sobie zęby na czarno i faktycznie, można się tu tego dopatrzeć.

No, piękny film, co tu dużo mówić. Szczególnie fani współczesnego skośnego kina powinni poczuć się w obowiązku by zobaczyć ten film. Z pewnością dostrzeżecie tu całe gro elementów, które wykorzystywane są do dziś.

Moja ocena:

"Czarne włosy":9/10

"Kobieta śniegu":9/10

"Hoichi bez uszu": 8/10

"W misce herbaty":8/10

środa, 15 czerwca 2016

Yoga/ Joga (2009)

yoga

Hyo-jung zbliża się do trzydziestki i zaczyna tracić grunt pod nogami. Jej chłopak jest miłym chłopakiem i niestety niewiele ponad to. W pracy zaczyna być wypierana przez młodszą i atrakcyjniejszą koleżankę, w związku z czym dopada ją kryzys. Jak sama mówi, stoi nad krawędzi i ma ochotę skoczyć by umrzeć i narodzić się na nowo.

Wtedy właśnie spotyka dawną znajomą, która przeszła swoista metamorfozę, a wszytko to za sprawą ekstremalnego kursu jogi. Hyo-jung postanawia udać się na te same zajęcia. Tak trafi do posiadłości, której właścicielką jest niegdysiejsza gwiazda kina i to ona wprowadzi dziewczynę w ostatni krąg wtajemniczenia. Jednak zanim to nastąpi Hyo -jung musi udowodnić, że zasługuje na zgłębienie tajemnicy najwyższego piękna i perfekcji. Wraz z kilkoma innymi bidulkami musi wytrzymać tydzień surowej tresury i bezwzględnie przestrzegać zasad, w przeciwnym razie...

yoga

Pierwszy raz zetknęłam się z tym obrazem kilka lat temu i pamiętam, że spodobał mi się od razu. Teraz, kiedy naszło mnie na skośne kino grozy postanowiłam odświeżyć właśnie ten obraz. Jest to film Koreański, więc w mojej ocenie praktycznie pewniak. Taktuje o lękach współczesnych kobiet, nie tylko tych z krajów Azjatyckich.

Hyo-jung jest jedną z wielu kobiet, które czują, że nie wykorzystują swojego potencjału. Zamiast być wiecznie piękną, młodą i idealną jest zwykłą dziewczyną nieradzącą sobie z presją pracy jako prezenterka telezakupów. Jeszcze trochę i całkiem wypadnie z obiegu. Desperacja pcha ją w szpony ekstremalnych technik odnowy - fizycznej i duchowej.

yoga

Wraz z nią do królestwa jogi trafiają inne kobiety borykające się z podobnymi kłopotami. Przez lwią cześć filmu widzimy jak kobiety walczą z ze sobą. Powstrzymują się przed tym co zakazane i starają się sprostać wymaganiom kursu. W końcu kolejno wymiękają, a konsekwencje złamania zasad są o wiele gorsze niż wydalenie z kursu.

yoga

A co z tą której się uda? Czy perfekcja jest w ogóle możliwa dla zwykłego człowieka?

Jak na skośny horror przystało mamy tu spora warstwę paranormalną, która w drugiej części filmu zaczyna górować nad warstwą psychologiczną. Będą więc czarnowłose upiory i zjawiska nie z tej ziemi. Jest to jednak tylko środek do tego by ukazać jak niszczącą siłę nosi w sobie każdy człowiek.

Wedle mojej oceny to dobrze przemyślany film. Jest w nim wszytko co być powinno, a środki przekazu, są typowe dla kina azjatyckiego. Jest w tym groza ale i subtelność, jest wszytko to, co nam Europejczykom wydaje się dziwaczne i odmienne.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 30 maja 2016

A-i-deul aka Children (2011)

children

22 marca 1991 roku pięcioro chłopców mieszkających nieopodal Daegu w Korei Południowej ginie bez śladu. Zaalarmowani zniknięciem dzieci rodzice robią wszytko by jak najszybciej wszczęto poszukiwania, jednak odbywające się w tym czasie wybory skutecznie odciągają uwagę władz.

Chłopcy nigdy nie wrócili do domu. Z braku tropów, a raczej dowodów na ich potwierdzenie, sprawę zamknięto bodajże w 2002 roku.

Koreański "Children" jest sfabularyzowaną wersją wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni dziesięciu lat, od zaginięcia chłopców, do zamknięcia sprawy.

Film podsuwa rozwiązanie zagadki "zniknięcia żabich dzieci" jednak nie jest to potwierdzona wersja owych zdarzeń, lecz jedna z opcji.

children

Filmowe wydarzenia skupiają się na prywatnym śledztwie dziennikarza telewizyjnego, nagradzanego dokumentalisty, który zostaje wydelegowany z Seulu do Daegu. To tu Kang zaczyna interesować się starą sprawą zaginięcia grupy chłopców z pobliskiego miasteczka. Angażuje w sprawę profesora uniwersyteckiego, który stworzył ciekawą teorię dotyczącą przebiegu wydarzeń z 22 marca 1991 roku.  Ten trop bezlitośnie wbija nóż w serca rodziców najstarszego z zaginionych dzieci i to na nim skupiamy się przez lwią część filmu.

Podobnie jak w przypadku innego koreańskiego thrillera opartego na autentycznym zdarzeniu, "Zagadka zbrodni", "Children" nie skupia się na postaci antagonisty, jak najbardziej barwnej zgodnie z modą amerykańską, lecz na perspektywie śledczych, dokumentalisty, profesora, detektywów, rodziców.

children

Dzięki temu unikamy zbytniej brawury w portretowaniu filmowych bohaterów. Główna oś fabuły spoczywa na niepewności. Masa pytań, wiele podejrzeń, żadnych dowodów, nic pewnego.

Do pewnego momentu widz sam decyduje w jaką wersje wydarzeń uwierzyć. W finale pojawia się coś nowego, co nie do końca przypadło mi do gustu. Ta część jest zresztą najdalsza od rzeczywiście potwierdzonych wydarzeń.

Gdyby nie to, że tak przywarłam do tej zagadkowości i złożoności proponowane przez filmowców rozwiązanie zagadki przypadłoby mi do gustu, bo i tak jest sto razy lepsze niż w większości zachodnich produkcji.

Forma w jaką obleczono te historię na pewno podoba się miłośnikom nieszablonowych historii kryminalnych.

Film nie stara się na siłę zrobić wrażenia podsuwanymi obrazami a i tak mimochodem mu się to udaje. Brutalność, pozbawiona brutalności.

children

Zdjęcia uchwyciły jakąś dziwną poezję tkwiącą w zupełni przyziemnej ludzkiej tragedii. Wszytko ma bardzo wyważony ton, nawet aktorzy nie próbują szarżować w najbardziej dramatycznych momentach. Być może ktoś uzna tę stabilność narracji za kulawe, nudne rozwiązanie, ale moją uwagę najbardziej przyciągały właśnie te momenty ciszy. Milczenie porusza najbardziej, a jest to film o milczeniu, o ciszy, która zapada kiedy ktoś niespodziewanie znika.

Jeśli o mnie chodzi, kolejny punkt dla Koreańczyków.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 15 maja 2016

Akacja/ Acacia (2003)

acacia

Młode bezdzietne małżeństwo decyduje się na adopcję osieroconego chłopca. Małego Jin-sung poza ogromnym zapałem do rysowania cechuje pewna melancholia. Chłopczyk silniejszą więź nawiązuje z obumarłym drzewem w ogrodzie nowych rodziców niż z nimi samymi. Sprawa pogarsza się jeszcze bardziej gdy na świat przychodzi kolejne dziecko, rodzony syn małżonków. Wkrótce po tym chłopczyk znika.

"Akcja" to koreański thriller reżysera bardzo popularnych wśród miłośników skośnego kina grozy "Schodów życzeń".

Po raz pierwszy oglądałam go parę lat temu, w okresie mojego wzmożonego zainteresowania azjatyckimi horrorami. Zapadł mi w pamięć, to oczywiste, jednak jego popularność w kręgach widzów nie jest zbyt duża. Nawet najbardziej wyrozumiali fani skośnego klimatu mogą tu urągać na pewne kwestie.

Większa połowa obrazu jawi się bardziej jako psychologiczny dramat niż thriller. Nie dzieje się nic strasznego - w dosłownym rozumieniu. Trzeba jednak przyznać, że wiele elementów tej raczej dramatycznej i smutnej historii nawet na etapie wstępu może zaniepokoić.

acacia

Zacznę od rodziców. Adopcja to nie lata wyzwanie. Przyjmij obce dziecko, pokochaj jak własne. W tym przypadku mamy do czynienia z dzieckiem z pewnym bagażem doświadczeń, nie noworodkiem. Przyglądając się całej tej sytuacji odniosłam wrażenie, że żadne z rodziców nie wykazuje szczególnego entuzjazmu wobec faktu przygarnięcia dziecka, a jednak decydują się na to by utrzymać rodzinę w kupie. Matka wybiera Jin-sunga na podstawie jego artystycznych zainteresowań, sama pracując ze sztuką wierzy, że to wystarczy by uczynić z niego jej syna. Błąd. Chłopiec bardzo konkretnie reaguje na fakt, że teraz ma nowych rodziców. Ich starania by rozpoczął nowy rozdział, zapomniał o zmarłej matce nie przynoszą efektów, ale trudno się temu dziwić patrząc na formę jaką przyjęły ich działania.

acacia

Pewnego dnia chłopiec oświadcza, że jego mamą jest drzewo. Gdy mama zmarła zmieniła się w akację. Teraz ta akacja dogorywa w ogrodzie nowych rodziców Jin-sunga. Co więcej gdy chłopiec znika pewnej deszczowej nocy- drzewo odżywa.

Rysunki jakie tworzył chłopiec też nie przystają do tworów radosnego sześciolatka, są mroczne i dziwne - ale bardzo dobre. Gdy przybrana matka Jin-sunga nieoczekiwanie zachodzi w ciąże i rodzi dziecko zachowanie chłopca staje się jeszcze bardziej niepokojące, przynajmniej tak to jest interpretowane przez jego rodziców, choć moim skromnym zdaniem biorąc pod uwagę sytuację rodziną dzieciaka jego podejście do brata nie odbiega tak bardzo od tego co potrafi zrobić starsze rodzeństwo gdy jest zazdrosne o młodszego potomka i zdezorientowane nowym układem w domu. Wraz z pojawieniem się rodzonego dziecka małżonkowie tracą resztę sympatii do adoptowanego syna. Zaś ich zachowanie po zniknięciu dziecka trąci obojętnością. Wszytko to składa się na całkiem dobrze przedstawiony psychologiczny dramat.

To co uczyni ten film thrillerem pojawi się na półgodziny przed napisami końcowymi. To bardzo dobre półgodziny.

acacia

Dowiemy się co stało się Jin-sungiem, dlaczego tak się stało. Wyjaśni się większość niejasności. Oczywiście nie wszystkie, bo to kino skośne, więc jakby to można było tak łopatologicznie.

Finał wzbudzi emocje nie tylko ze względu na wydarzenia jakie przedstawia ale ze względu na sposób w jaki to robi. Pourywane fragmenty zdarzeń, ułamki obrazów, wszytko przedstawione w bardzo sugestywny sposób. No, i ta muzyka, rewelacyjny soundtrack finałowy.

Uważam "Akację" za jeden z lepszych koreańskich filmów grozy, ale nie jest to obraz który będę mocno polecać. Głównie dlatego, że nawet jak na kino skośne jest trudny w odbiorze. Może nie jest tak pojechany jak "Opowieść o dwóch siostrach", ale też nie jest tak... dobry. Nie wiem, więc czy ktoś kto nie jest absolutnym fanem skośnego kina grozy nie uzna przebrnięcia przez seans za dość męczący.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

wtorek, 19 kwietnia 2016

Gui Si aka Silk (2006)

silk

Międzynarodowa grupa naukowców pod kierownictwem niepokornego doktora Hashimoto pracuje nad zagadnieniem antygrawitacji.

Dzięki słynnej kostce Mengera udaje im się uwięzić w pomieszczeniu pewne skupisko energii. Owym skupiskiem jest... duch małego chłopca. Naukowcy monitorują jego poczynania w zamkniętej przestrzeni jednak w żaden sposób nie są w stanie dowiedzieć się kim jest chłopiec, jak tam trafił, ani jak to możliwe by jego życiowa energia dalej była obecna na Ziemi mimo jego śmierci.

Z pomocą przychodzi im Ye Qi-Dong, który posiada niezwykle rozwinięte umiejętności percepcyjne. Jest w stanie czytać z ruchu warg, a co najważniejsze widzi, niewidocznego dla innych po za obrębem działania Menger Sponge, ducha chłopca. Eksperyment naukowy staje się próbą zgłębienia istnienia życia po śmierci.

silk

Film Tajwańczyka, wyróżnia się na tle innych skośnych filmów grozy. Nie jest to na pewno produkcja wysoko budżetowa, widać to po realizacji. Efekty użyte do przedstawienia postaci ducha na pewno nie spodobają się wszystkim, mogą zostać uznane za tanie i niedorobione. Mnie taka technika bardzo się spodobała. Jest na pewno bardzo różna od tej jakiej używali twórcy "The ring" czy "The grunge". Obieram to jako przyjemną nowość.

Fabuła filmu w początkowej jego partii może wydać się nieco chaotyczna. To takie zbieranie wątków, które z czasem zostaną połączone. Przedstawieni zostają bohaterzy i ich przyszła rola w historii. Nim wszyscy zbiorą się w budynku gdzie Hashimoto trzyma swojego niesfornego duszka minie trochę czasu.

Właściwa akcja rozpoczyna się z chwilą wprowadzenia na arenę Ye Qi-Donga. Wtedy też będziemy mieć okazje bliżej poznać 'okaz ducha'.

silk

Scen stricte horrorowych z udziałem ducha, takich jakich można by się spodziewać po skośnym obrazie nie będzie tu zbyt wiele, choć historia opiera się na znanym schemacie czyli dążeniu do zgłębiania tajemnicy zmarłej osoby. Poznania przyczyny tego dlaczego choć martwy pozostaje wśród żywych.

Wkrótce okaże się, że nie tylko istnieje, ale też może działać i swoim działaniem odebrać życie. Naukowcy podejmują ryzyko wypuszczenia 'z klatki' swojego okazu po to by śledząc go poznać jego tożsamość.

Sceny w czasie przechadzki w ślad za duchem są właśnie tymi jednymi z nielicznych, w których można dopatrzeć się walorów horrorowych. Musicie jednak pamiętać, że wizualizacja ducha, która tak przypadła mi do gustu jest obecna na ekranie cały czas. Spuszczona głowa, białe oczy, niemrawo poruszające się usta, które coś mówią, to wszystko cały czas jest na widoku. Duszek porusza się wśród żywych wykonując te czynności, które robił za życia. Już samo to, może wielu osobom wydać się upiorne.

silk

Tu groza budowana jest na innej zasadzie niż nieoczekiwane manifestacje, tu jest budowana przez ciągłą obecność. Kidy już poznamy historie chłopca na arenę zostanie wciągnięta kolejna postać, martwa postać. Więc będziemy tu mieli już dwa duchy.

Zgłębienie zasady na jakiej opiera się istnienie pośmiertnego bytu jest bardzo kuszące dla naszych bohaterów. Szczególnie Hashimoto żywo interesuje się sprawą. Bliżej finału dowiecie się dlaczego tak mu na tym zależy. Cel do jakiego chce wykorzystać nabyta widzę jest moim zdaniem nieco makabryczny.

Sama geneza ducha jest stosownie przygnębiająca jak na ghost story przystało, ale nie można powiedzieć by była szczególnie odkrywcza.

Podsumowując film jest godny uwagi, szczególnie dla miłośników azjatyckiego kina grozy.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 20 marca 2016

Cui mian da shi/ Mistrz hipnozy (2014)

mistrz hipnozy

Chen Ting jest psychoterapeutą specjalizującym się w hipnozie. Pewnego dnia profesor, z którą pracuje na uczelni prosi go o pomoc w sprawie pewnej pacjentki. Kobieta ma poważne problemy psychiczne i wszytko wskazuje na to, że konwencjonalne metody nic tu nie pomogą. Chen niechętnie zgadza się przyjąć Ren i pomóc jej.

"Mistrz hipnozy" to nowy azjatycki thriller. Od czasu do czasu mam chęć na coś skośnego i muszę powiedzieć, że szczęście mi dopisuje, bo i tym razem udało mi się złowić interesujący film.

Oponentom kina azjatyckiego muszę zadeklarować iż różni się on od typowego, skośnego kina grozy. Owszem pojawia się tu wątek duchów, bo to właśnie z nimi ma problem Ren, jednak całość fabuły to jeden wielki dialog pomiędzy terapeutą a pacjentem.

Fani tematów w stylu "In treatment", czy jego polskiej wersji czyli "Bez tajemnic", osobiście uwielbiam - znajdą tu coś dla siebie. Podobnie jak fani pierwszego sezonu serialu "Hannibal" gdzie fabuła opiera się psychologicznych pułapkach.

mistrz hipnozy

mistrz hipnozy

W tym filmie istotny jest dialog. Ważone jest każde słowo. Mamy tu do czynienia z nie lada podstępem, ale niestety nie mogę Wam zbyt wiele zdradzić, bo to popsułoby seans.

Chiński reżyser postawił tu na psychologiczną grę gdzie każdy może być ofiara i każdy może być myśliwym. Watek hipnozy jest fascynujący sam w sobie, więc dobre go wykorzystanie jest praktycznie gwarantem sukcesu.

Historia jest bardzo wciągająca, wymaga odrobiny myślenia więc nie będzie tylko czczą rozrywką. Dla fanów kina azjatyckiego i nie tylko.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:0/10

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl