What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: thriller

niedziela, 20 sierpnia 2017

Belko Experiment (2016)

belko experiment

Belko Industries, amerykańska korporacja otwiera siedzibę w stolicy Kolumbii. Pracę znajdują tam miejscowi, ale też znaczna rzesza oddelegowanych amerykańskich pracowników.

Tu, w budynku na obrzeżach miasta zostaje uwięzionych osiemdziesięciu pracowników amerykańskiego pochodzenia. Głos dobywający się z głośników nakazuje im by w ciągu półgodziny zabili dwie osoby ze swoich szeregów, w przeciwnym razie 'zostaną wyciągnięte konsekwencje'.

Zdrowy rozsądek nie pozwala korposzczurom na wykonanie polecenia toteż zgodnie z zapowiedzią trupem padają cztery losowo wybrane osoby. Stawka rośnie, następna komenda nakazuje im zabić trzydzieścioro osób, w przeciwnym razie zlikwidowanych zostanie dwa razy więcej.

"Belko experiment" kategoryzowany jest jako film akcji, gdzieniegdzie jako thriller. Przychylić się mogę do jednej i drugiej opcji, a ze względu na znaczną dozę brutalności pokusiłabym się jeszcze o kategorię horroru.

Jest to jedna z tych produkcji obnażających brutalność eksperymentów socjologicznych. Może Wam skojarzyć się z "Circle", "Eksperymentem", czy nawet "Cubem", czy "Piłą", bo rzecz polega na tym by zaprezentować brutalność ludzkiej natury w sytuacji zagrożenia życia sprowokowanej przez odgórnie kontrolowane warunki.

belko experiment

Pomysłodawca i scenarzysta filmu za cel obrał pracowników korporacji. Mówi się, że tacy ludzie są zdolni do wszystkiego, dla wyższego stanowiska, dla premii czasami nawet dla zwykłego samozadowolenia. Lata spędzone w szklanym biurowcu zmieniają ludzi nie do poznania jednym wpajając głód sukcesu innym pozostawiając zwykłą wolę przetrwania. Nie chcę nikogo urazić, ale korporacje mnie przerażają.

Bohaterzy filmu to pracownicy firmy Belko. Nie wiadomo czym tak na dobrą sprawę się zajmują, profil firmy jest równie niejasny co ogłoszenia o rekrutacji generowane przez działy HR. Poznajemy ich w czasie jednego poranka spędzonego w biurze. Od progu są legitymowani i sprawdzani, co więcej dowiadujemy się, że wszyscy amerykanie zostali dodatkowo zaczipowani, niby dla ich bezpieczeństwa.

Szybko przechodzimy do akcji właściwej gdy z głośników zaczynają padać niecodzienne instrukcje kierowane do pracowników. Jedni są tym zaniepokojeni, inni idą się uspawać na dach. Szybko okaże się, że nie są to żarty, bo ludzie zaczynają ginąć.

belko experiment

Tu następuje przełamanie. Powstają obozy przeciwników i zwolenników ludobójstwa. Wyłaniają się czarne charaktery, raczej nie inaczej pod wodzą najwyższego szczeblem pana dyrektora, oraz bohaterzy pozytywni w tym mały lichy korposzczurek, który próbuje odwieść towarzyszy od mordowania się nawzajem.

W panice ludzie robią różne głupie rzeczy i od przypadkowych potknięć się zaczyna, a gdy padnie już pierwszy trup, to Drodzy Państwo, zero zasad jak w mądrej piosence Lao Che: skoki do gardła i rzuty ołowiem. Robi się coraz bardziej brutalnie.

belko experiment

Reżyserem filmu jest Pan od "Wolf Creeak" więc możecie się domyślić, że gościu zadbał o odpowiednie wyeksponowanie rozjebanych głów. Potencjalnych ofiar i oprawców jest gro, więc główna część filmu to nieprzerwana fala przemocy, aj, jest na co popatrzeć, Drodzy skrzywieni amatorzy krwi.

Nie jest to jednak pozbawiona sensu nawalanka, bo możemy tu obserwować całkiem interesujące mechanizmy zachowania, różnorodne postawy, ale nie zapędzajmy się bo jednak nie jest to obraz najwyższych lotów, więc trafiamy też na pewne płycizny i skróty myślowe. Jedno co bym zdecydowanie zmieniła, to ukróciła zakończenie.

SPOILER: Zamiast tej gatki szmatki z panem pseudo socjologiem zakończyłabym fabułę z chwilą gdy nasz final boy zabija ostatniego pracownika Belko. KONIEC SPOILERA.

Efekt finalny jest jednak dobry i przyznam, że oglądałam to dzieło z zainteresowaniem toteż mogę go spokojnie zarekomendować.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

66/100

W skali brutalności:4/10

środa, 16 sierpnia 2017

El guardián invisible/ Niewidzialny strażnik (2017)

niewidzialny traznik

Detektyw Amaia Salazar po powrocie ze stanów gdzie miała okazję pracować w szeregach FBI angażuje się w sprawę serii morderstw w swoim rodzinnym miasteczku. Od jakiegoś czasu w Elizando giną młodziutkie dziewczyny, które morderca zabija w myśl swojego rytualnego modus operandi. Amaia zauważa, że już przed laty w dolinie doszło do kilku niewyjaśnionych zabójstw i zaczyna łączyć sprawy. Niestety Elizando nie jest dla niej zwykłym miejscem zbrodni lecz też siedliskiem przykrych wspomnień z czasów dzieciństwa, co bardzo utrudnia jej działanie.

Tytuł "Niewidzialny strażnik" może być Wam już znany za sprawą książki pod tym samym tytułem, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca. Wchodzi ona w skład całej serii przygód naszej detektyw Salazar.

Na scenariusz filmowy przełożył ją scenarzysta "Rec'a" i "Granic bólu", bardzo sprawny Hiszpan, Lusio Berdejo. Reżyserię powierzono nie mniej doświadczonemu Fernando Molinie, choć zwykł on obracać się raczej w innym filmowym gatunku. Mogę powiedzieć, że efekt ich współpracy jest bardzo udany. Otrzymujemy bowiem dobre kino z pogranicza thrillera i kryminału, którego fabuła skupia się na postaci seryjnego zabójcy. Jest to kino hiszpańskie nie amerykańskie więc mniej tu sensacji, a więcej, bo ja wiem? Uduchowienia?

niewidzialny traznik

niewidzialny traznik

Klimat filmu ma w sobie coś złowrogiego i baśniowego. Bardzo udane zdjęcia plenerowe ukazują nam Hiszpanię od zupełnie nie słonecznej strony. Pojawiają się złe wróżby tarota i baskijskie legendy o strażniku natury. Tuż obok morderca, który obrał za cel udowodnienie światu swoich przekonań względem dorastających dziewcząt. Według mnie takie połączenie bardzo się udało. Jakby tego było mało na dokładkę otrzymujemy mocne wątki dramatyczne dotyczące Amai i jej relacji z rodziną. Retrospekcje z jej dzieciństwa to taka wisienka na torcie.

Jednoznacznie mogę stwierdzić, że film mi się podobał.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

62/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 04 sierpnia 2017

Die Hölle/ Piekło (2017)

piekło

Ozge, była narkomanka, wychowana w muzułmańskiej rodzinie imigrantów z Turcji, przemierza Wiedeń na nocnych dyżurach taksówką, po czym wraca do obskurnego mieszkanka w czynszowej kamienicy. Pewnej nocy po powrocie z pracy staje się świadkiem morderstwa. Widzi jak mężczyzna morduje jej sąsiadkę, prostytutkę. Pech chce, że i on ją zauważa. Seryjny zabójca kobiet obiera Ozge za następny cel.

"Piekło" to thriller produkcji austriackiej i niemieckiej. Bohaterką, raczej nie inaczej, jest imigrantka wyznania islamskiego. Generalnie cała fabuła kręci się wokół świata przybyszy ze wschodu. Tematy imigracyjne będą tu na pierwszym miejscu, ale nie Angela Merkel ma tu głos, więc nie będzie słowa o kulturowym ubogaceniu.

Jest to kino gatunkowe, trzyma sie motywów stosowny dla thrillera z seryjnym mordercą. Nasza bohaterka nie jest jakąś bidulką zakutaną w burkę, lecz kobietą wyzwoloną z patriarchatu w jakim dorastała. Jej dzieciństwo zresztą odgrywa tu nie małą rolę.

Obecnie Ozge zdołała podnieść się z rynsztoka i już nie rozładowuje agresji na sobie. Trenuje tajski boks i jest doprawdy twardą babką. Lecz nawet najtwardsza postać może stać się ofiarą, gdy upatrzy ją sobie świrnięty sukinsyn z misją.

W sytuacji gdy Ozge staje się świadkiem morderstwa zaczyna bezskutecznie poszukiwać pomocy. Jedyną przyjazną jej osoba okaże się mało znaczący detektyw, który poświęca się opiece nad zdemenciałym ojcem. Wspólnymi siłami wytropią morderce.

piekło

piekło

Fabularnie można by rzec film podobny do setek innych. Ilu mieliśmy już biblijnych morderców? Ile niewiast kryjących się w ramionach twardych gliniarzy, bo znalazły się w złym miejscu o złym czasie?

Rzecz w tym, że "Piekło" prezentuje rzeczywistość z innego kręgu kulturowego. Owszem rozgrywa się na zachodzie, ale w świecie imigrantów wyznania 'nie biblijnego'. Nasz morderca w zasadzie niewiele różni się od fanatyków chrześcijańskich (jak pan z "Siedem") z tym, że posługuje się inną lekturą i odbiorcą jego działań - jakkolwiek to brzmi - jest inna grupa docelowa.

Ten kontekst kulturowy jest też istotny jeśli idzie o wątki obyczajowe i dramatyczne. Jest tu rasizm, seksizm i cały wachlarz powikłań jakie mogą wystąpić w wyniku zderzenia odmiennych idei. Myślę, że właśnie to sprawia, że film staje się ciekawszy.

Niewątpliwym plusem jest też tempo akcji. "Piekło" ociera się wręcz o sensacyjne kino kryminalne, choć miejscami można odnieść wrażenie, że z tego rozpędu gubi logikę zdarzeń, ale jestem w stanie litościwie przymknąć na to oko. Reasumując film na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

62/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 31 lipca 2017

Frenzy/ Szał (1972)

frenzy

W Londynie grasuje seryjny morderca kobiet zwany 'krawaciarzem'. Krawaciarz ma sadystyczne zapędy, gwałci i dusi swoje ofiar własnymi krawatami. Ofiar stale przybywa, a wkrótce jedną z nich stanie się Brenda, była żona Richarda Blaney'a. Z racji pojawienia się naocznego świadka podejrzenie pada na Richarda.

O "Szale" często mówi się, że to ostatni dobry film Hitchcocka. Nie oglądałam dwóch następnych, które jeszcze zdążył zrealizować przed śmiercią, więc ciężko tu potwierdzić to stwierdzenie. Faktem jednak jest, że jest to jeden z bardziej docenianych obrazów mistrza suspensu.

Alfred nakręcił go 'na starych śmieciach', czyli w rodzinnej Anglii. Jak zwykle dobrze przemyślał wybór historii opartej na literackim pierwowzorze i wybór scenarzysty, który bezkompromisowo spełnił jego wolę mieszając nieco w fabule, tak że odstawała od oryginału.

Wrócił do Anglii i wrócił też do tematu, dzięki, któremu odniósł największy sukces - do motywu seryjnego zabójcy szczęśliwie porzucając kino szpiegowskie.

Mimo iż jest to bardzo późny film Hitchcocka i pozbawiony jest wielu charakterystycznych dla twórcy elementów- gdzie ślicznotki na miarę Grace Kelly? - to nadal jest to nieodzowne dziecię swego ojca. Hitchcocka można rozpoznać w ciętych ripostach, dowcipnych i inteligentnych dialogach i przede wszystkim w suspensie.

frenzy

Intryga kryminalna zbudowana jest bardzo dobrze mimo, że niektórzy mogą urągać na to, że Hitch tak szybko zdradza nam tożsamość mordercy- nie martwcie się, facet wie co robi. Mimo że prędko dowiemy się kto zabija, nie znaczy, że nie będzie tu elementu zaskoczenia- będzie jedynie prędko zostanie wprowadzony.

Mamy tu w zasadzie dwóch męskich bohaterów - głównych bohaterów - kobiety tradycyjnie po Hitchcockowsku robią za dodatek do wystroju - którzy mają wzbudzić w widzu niepokój. Pierwszym jest agresywny pijaczek frustrat, wściekły na cały świat zazdrosny o cudze sukcesy, drugim jest jego przyjaciel z sukcesami, ale nie w interesującej go branży - miłości - nadal poszukuje kobiety, która spełni jego specyficzne oczekiwania. To któryś z nich jest zabójcą działającym w morderczym szale.

To co Was pewnie zainteresuje, sceny morderstw. Hitchcock podszedł do sprawy odważnie, bo mamy i gwałty i duszenia. Nie cień noża, nie krew na ścianie. Jak na dzisiejsze standardy mogą się one wydać bardzo asekuranckie, ale przypomnijcie sobie jak to było kiedyś, jak było we wcześniejszych filmach Alfreda.Ofiary wyglądają delikatnie mówiąc nieestetycznie co też musiało budzić spory bulwers.

frenzy

Obok ciemnej strony mamy popis Hitchcockowskich żarcików. Nawet potencjalnym antybohaterom udaje się rozbawić widza, a takie postaci jak duet detektyw i jego żona to istni kabareciarze. Twórcy zapewniają nam więc rozrywki różnego rodzaju. W mojej ocenie jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Hitchcocka.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 29 lipca 2017

Berlin Syndrome/ Syndrom Berliński (2017)

berlin syndrome

Młoda turystka z Australii poznaje sympatycznego Niemca w czasie pobytu w Berlinie. Wyraźnie wpadają sobie w oko i bez zbędnych ceregieli przechodzą na drugi etap znajomości.

Kiedy Clare budzi się następnego dnia w jego mieszkaniu ze zdziwieniem stwierdza, że drzwi są zamknięte. Bierze to za roztargnienie Andi'ego, który miał zapomnieć zostawić jej klucze. Dziewczyna spędza u niego kolejną uroczą noc, a rano sytuacja z zamkniętymi drzwiami powtarza się. Wygląda na to, że zakochany mężczyzna nie zamierza wypuścić dziewczyny.

berlin syndrome

'Berlin Syndrome" to australijski thriller, który, jak wskazuje tytuł, nawiązuje go Syndromu Sztokholmskiego. Kto nie wie co to jest już spieszę z wyjaśnieniem.

Termin ten został stworzony przez psychologa-kryminologa, który pracował przy przesłuchaniu ofiar napadu, który miał miejsce w Sztokholmie w latach '70. Przestępcy przez parę dni przetrzymywali przypadkowe osoby jako zakładników. Po uwolnieniu ofiary odmówiły zeznawania przeciwko oprawcom. Badający sprawę psycholog, uznał, że w takich sytuacjach, może dojść do zaistnienia pokrętnej relacji między napastnikiem a ofiarą, która zaczyna zaczyna przywiązywać się do porywacza, z którym spędza bardzo dużo czasu w izolacji.

Na całym świecie odnotowuje się setki takich przypadków. Niektóre są bardzo znane, szczególnie te które dotyczą ofiar przestępców seksualnych. Pamiętacie "Taśmy z Poughkeepsie"? Tam widzimy syndrom sztokholmski w wersji hardcore.

"Berlin Syndorme' nie ukazuje sprawy tak brutalnie co nie znaczy, że kontekst wydarzeń nie jest na tyle sugestywny by widz mógł się wczuć w sytuację ofiary.

Ofiarą jest młoda i jak widać naiwna Clare. Szuka wiatru w polu i nawiązuje przypadkowe znajomości. Pech w tym, że trafia na Andiego.

Widzimy jak dziewczynie z trudem przychodzi ogarnięcie sytuacji. Widzimy jej dramatyczny rozwój, w którym leży, zasikana i przywiązana do łóżka. Widzimy jak znajduje pęk włosów w odpływie wanny- najpewniej należący do poprzedniczki.

Są też chwile, w których Andi traktuje Clare całkiem dobrze. Daje jej psa, dostarcza lektury do czytania. Widzimy gdy dziewczyna tuli się do niego z bezradności.

Myślę, że pod względem psychologicznym jest to całkiem zgrabny obraz syndromu sztokholmskiego. Tu spory plus za kreacje aktorskie, które na pewne przysłużyły się temu efektowi, w równej mierze co scenariusz. Przypadło mi też do gustu psychologiczne uzasadnienie postawy Andiego.

berlin syndrome 

Jeśli miałabym wskazać jakieś wady, czy potknięcia, to cóż... można podważyć zdolności racjonalnego myślenia naszej bohaterki, jej zaradność. Na pewno u każdego z widzów zrodziło się tysiąc pięćset pomysłu na to jak załatwić psychola i dać nogę, ale cóż plan był inny.

Druga rzecz, akcji można zarzucić zbyt dużą ospałość, ale moim zdaniem takie tempo wynikało z założeń fabularnych: dobremu zobrazowaniu postępującego załamania u bohaterki.

Generalnie jest dobrze, ale do wyrwania z kapci trochę zabrakło

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 22 lipca 2017

Jack (2015)

jack

Jack Unterweger w 1976 zostaje skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo osiemnastolatki. Odsiadując wyrok zaczyna pisać sztuki teatralne, opowiadania i wreszcie  autobiograficzną powieść "Czyściec", która z jakiś powodów zachwyca elity intelektualne Austrii.

Jack skutecznie ubiega się o zwolnienie warunkowe. Wychodzi na wolność jako dojrzały mężczyzna, przykład sukcesu procesu resocjalizacji. Jest rozchwytywanym celebrytą, któremu nie brakuje powodzenia u kobiet. Wkrótce po jego zwolnieniu, w Wiedniu rozpoczyna się fala morderstw na prostytutkach.

Kojarzycie takiego typa jak "Dusiciel z Wiednia"? Oto przed Wami Jack Unterweger, cud resocjalizacji, albo raczej mistrz manipulacji. Człowiek, który wydymał austriacki wymiar sprawiedliwości. Nabrał wszystkich. O jego zwolnienie z więzienia apelowała sama noblistka Elfriede Jelinek autorka "Pianistki" - ktoś kto czytał powieść, powie: wiadomo, że baba ma niepokolei, ale fakt faktem, że talent prozatorski mordercy zamydlił wszystkim oczy.

Po raz pierwszy z historią Unterwegera spotkałam się przy okazji lektury książki "Pisarz, który nienawidził" kobiet. Służyła mi za lekturę na wykładach z psychometrii, z której i tak nic nie kumałam. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że oto mam do czynienia z historią opartą na autentycznych wydarzeniach. No, bo jak to tak? Później usłyszałam o kanibalu z Japonii, który po dokonaniu makabrycznego czynu w Europie żyje sobie w ojczyźnie w blasku glorii - nic mnie już nie powinno dziwić.

jack

Muszę przyznać, że sama historia Unterwegera jest bardziej porywająca niż nakręcony przez Elisabeth Scharnang obraz w oparciu o nią. Film jest bodaj produkcją dla TV i byłabym rada gdybym mogła obejrzeć coś zgrabniejszego na ten temat.

Seansu z "Jack'em" absolutnie nie odradzam, bo jakby nie patrzeć jest to szansa na poznanie niezwykle interesującej historii, ale wykonanie mogłoby być lepsze.

Z plusów odnotować muszę kreację aktorską głównego bohatera, który wypada bardzo przekonująco. Z minusów zdecydowanie nierówny tok narracji, która wprowadza więcej zamieszania niż to konieczne.

Akcja filmu rozpoczyna się z chwilą opuszczenia przez morderce murów więzienia. Poznajemy go jako gościa talk show, błyskotliwego, owianego tajemnicą intelektualistę i artystę.

Jack zaczyna pracę jako dziennikarz. Związuje się z kobietą, która jego mordercze zapędy odczytuje jako akty miłości. Stwierdza, że Jack potrafi kochać jak nikt inny.

jack

Są lata 90 i austriacka policja nie ma szczególnej wprawy w tropieniu seryjnych zabójców, a właśnie takowy zagnieżdża się na ich terenie. Zaczynają ginąć prostytutki. Oczywiście nieprędko padnie podejrzenie na Jacka. Nie pamiętam już jak konkretnie tę kwestie przedstawiono w filmie, ale prawdziwy Jack w swojej dziennikarskiej karierze poruszał temat seryjnych morderców - można rzec dzielił się informacjami z pierwszej ręki. W końcu rozwija skrzydełka na tyle, że Austria to dla niego za mało. Tak zostaje mordercą międzynarodowym.

Film skupia się na tym by jak najlepiej sportretować mordercę. Idzie to jak idzie, ale nie można mu odmówić tego, że poznamy tu sporo faktów z życia Jacka w tym jego własną interpretację swojego zachowania. Tu zaskoczenia nie będzie, przypadek bardzo typowy.

Jest więc tak jak wspomniałam, film średni, ale sama historia świetna i jak zwykle gdy pisze ją życie - dziwniejsza od fikcji.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:5

58/100

W skali brutalności:2/10

środa, 19 lipca 2017

The Wolves at the Door/ Wataha u drzwi (2016)

wataha u drzwi

Grupa znajomych z Los Angeles organizuje przyjęcie pożegnalne dla przyjaciółki, która wkrótce ma przeprowadzić się do Bostonu.

Wojtek, Sharon, Jay i Abigail po wypadzie do meksykańskiej knajpy udają się do domu Sharon w Beverly Hills i tam zostają zaatakowani przez grupę ludzi.

To drugi film, w którym maczał palce Gary Duberman, który miałam okazję obejrzeć w ostatnim krótkim czasie. I jest to drugi film, którego scenariusz nie napawa mnie optymizmem względem jego kolejnego dzieła, czyli remake "It".

Scenariusz "Watahy..." do klasyczne home invasion.

Fabuła bardzo nieśmiało zarysowuje portrety bohaterów, o których życie powinniśmy drżeć w punkcie kulminacyjnym. Przez co, nie bardzo drżymy. No może kobiety w ciąży będą w stanie zidentyfikować się z drugoplanową bohaterką Sharon, która w momencie ataku na swój dom jest w zaawansowanej ciąży. Jej błagania o oszczędzenie dzieciątka chyba jako jedyne robią tu większe wrażenie. Reszta scen napaści jest tak chaotyczna, pospieszna i pourywana, że nie bardzo można ogarnąć co właściwie się dzieje. Natomiast tylko jedna scena z udziałem Abigail, gdy bezskutecznie próbuje dotrzeć do sąsiada może imitować napięcie.

wataha u drzwi

Przykro mi to mówić, bowiem "Wataha...", jak może zorientowała się część z Was, nie jest kolejną wyssaną z palca historią o bezzasadnym ataku na ludzi w ich własnym domu, a bardzo medialną i myślę dość powszechnie znaną zbrodnią. Tym, którzy nie znają historii sekty Charlesa Mansona radzę odpuścić sobie czytanie dalszej części tekstu, bo zdradzam tam coś więcej niż tylko fabułę filmu.

SPOILER AD. HISTORII: Śliczna jasnowłosa Sharon Tate była żoną polskiego reżysera Romana Polańskiego. Gdy ten pracował nad kolejnym filmem w Londynie - z tego co wiem z filmu ostatecznie nic wtedy nie wyszło - ona i jej nienarodzone dziecko zmarli w Beverly Hills. Pamiętam jeden z nielicznych wywiadów z Romkiem, gdzie wypowiadał się na temat tej sprawy. Gdy dostał telefon ze Stanów, mówiący, że zdarzył się straszny wypadek, biedak sądził, że to wzgórze u podnóża, którego stał dom osunęło się. Prawda okazała się o wiele gorsza. Romek nie tylko stracił żonę i dzieciątko, ale też pojawiły się insynuację na temat jego udziału w zbrodni. Ostatecznie okazało się, że Charles Manson wraz z grupą wyznawców zaatakował jego żonę, która spędzała wieczór z przyjaciółmi i wszystkich zamordowano.

Manson dorobił do tego wielką ideologię, dzięki której zyskał popularność, jednak sam Romek we wspomnianym wywiadzie zasugerował, że powód był bardziej prozaiczny. Do niedawna dom był własnością producenta muzycznego, który pogardził geniuszem Mansona i ten postanowił go ukarać. KONIEC SPOILERA

Fakt, że film porusza sprawę, o której bliscy zmarłych nie chętnie mówią może tłumaczyć takie, a nie inne postępowanie scenarzysty. Chciał ukazać zbrodnie z perspektywy ofiar, ale nie bardzo mógł. O przebiegu zajścia nie wiele wiadomo, a lanie wody w tak poważnej sprawie raczej nie spotkałoby się z aprobatą ze strony zainteresowanych. Fabuła bardzo na tym traci. Na ten sam temat swój film zamierza nakręcić Tarantino, ciekawe czy jako bardziej znany reżyser będzie miał większe pole do popisu.

wataha u drzwi

Sharon, która była chyba najbardziej znaną z ofiar odgrywa tutaj drugie albo trzecie skrzypce. Widać w tym dużą ostrożność scenarzysty, choć podejrzewam, że i tak osoby, które znały ją osobiście mogą mieć wątpliwości względem jej filmowej charakterystyki. Wszystko skupia się na Abigail, która no cóż, znam ją tylko z tego wypadku, i na jej relacji z Wojtkiem Frykowskim.

"Watah u drzwi" to pewna próba odtworzenia faktów, ale nie uznałbym tego za błysk. Jako kino rozrywkowe też sprawdza się średnio ze względu na wspomniane ograniczenia, przed którymi stanęli twórcy. Nie poznamy tu też antagonistów, bo przedstawieni są jako bezimienna wataha, tak więc nic tu po mnie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:5

46/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 13 lipca 2017

Valley of ditches (2017)

valley of ditches

Młoda kobieta zostaje uprowadzona przez religijnego fanatyka, który w ramach boskiej misji zamierza 'oczyścić ją z grzechu'. Oczyszczenie przynieść może tylko śmierć. Lecz mężczyzna ne zamierza jej od tak zabić.

"Valley of ditches" to niskobudżetowy thriller nakręcony za mniej niż 50 tysięcy dolców. Budżet filmu jest lichy nawet jak na niskobudżetówki. To spore osiągnięcie nakręcić film za taką kwotę, zwłaszcza, że w czasie seansu żaden widz nie powinien szczególnie odczuć dziury budżetowej twórców.

Finansowe braki filmowców najłatwiej odczuć w warstwie technicznej. Brak profesjonalnego sprzętu i doświadczonych operatorów i montażystów, że o aktorach już nie wspomnę. Nie wiem jak reżyser rozwiązał ten problem, ale skompletował całkiem dobrą ekipę. Przyznać trzeba, że fabuła filmu, nie wymagała wielkich eksperymentów technicznych, brawurowych efektów, czy większej charakteryzacji aktorów.

valley of ditches

Akcja filmu dzieje się generalnie w jednym miejscu. Jest to spory połać pustynnej ziemi, gdzie antybohater przywozi skrępowaną ofiarę. Dalej zaczyna się monolog sprawcy, który ma uświadomić tam ogrom jego szaleństwa.

Nasza ofiara, skrajnie przerażona nie zamierza się poddać, gdy w sytuacji beznadziejne znajduje szansę na ocalenie. Nie zobaczymy tu większych tortur niż przemoc psychiczna i obietnica śmieci. Jak bardzo prawdopodobne jest, że kobieta dokona żywota na pustyni widać po leżącym tuż obok trupie. Trupie jej chłopaka, którego psychopata zdążył już uśmiercić.

valley of ditches

Dalszy rozwój wydarzeń sprawia, że film ten ma więcej z survival horroru niż sadystycznego pokazu do jakiego dochodzi ilekroć na aren wkracza wykolejeniec.

Cała groza sytuacji opiera się w zasadzie na odosobnieniu pięknie zaprezentowanemu dzięki zdjęciom. Dobór lokalizacji miejsca akcji odegrał tu ogromną rolę.

A sama historia, cóż... większość widzów uzna ją za mało atrakcyjną i w pewnym stopniu nie dziwię się temu.

Film ma jednak swoje przesłanie, które stara się ukazać nie tylko dzięki bieżącym wydarzeniom, ale także retrospekcjom z życia ofiary. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, bo wówczas oglądanie "Valley of ditches całkowicie straci sens, tak więc na tym zakończę. Czy polecam? Niekoniecznie, choć warto zobaczyć żywy dowód na to, że filmowcy bez kasy też mogą zrobić coś na poziomie tego co inni kręcą za grubą kasę.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

55/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 09 lipca 2017

The Deep End aka 12 feet deep (2016)

deep end

Bree właśnie zaręczyła się ze swoim chłopakiem, Davidem i zamierza powiadomić o tym dawno niewidzianą siostrę Jonnę, w czasie spotkania na basenie.

Kiedy rozmawiają nadal nie poruszywszy kluczowego tematu pada komunikat, że lada moment basen zostanie zamknięty w związku z przedłużonym weekendem. Wtedy Bree orientuje się, że zgubiła swój cenny pierścionek zaręczynowy. Jej siostra wypatruje go na dnie basenu utkwionego w kracie.

Gdy dziewczyny usiłują odzyskać zgubę pokrywa basenu zamyka się a pracujący tam nadzorca wychodzi z budynku do domu. Bree i Jonna są uwięzione pod pokrywą i nie bardzo mogą liczyć na ratunek.

Twórców "The deep end" nie nazwałabym poszukiwaczami oryginalnych rozwiązań fabularnych. Ich nazwiska kojarzą mi się z filmem "Victim" z 2010 roku, będącego dość bezczelną kalką "Skóry w której żyję".

"The deep end" też oryginałem nie jest. Jest to kolejny thriller utrzymany w klimacie survivalu i traktujący o uwięzieniu w wodzie.

Co prawda mamy tu ograniczoną przestrzeń basenu zamiast naturalnego akwenu, gdzie czekać mogą dodatkowe atrakcje w postaci spotkań z tubylczymi stworzeniami.

Z uwagi na to będzie zdecydowanie mnie emocjonująco. A może wcale nie chodzi o to? Myślę, że scenariusz filmu kulał od początku. W tego rodzaju filmach, jeden na jeden z dwojgiem aktorów ważne jest by dobrze zarysować ich wzajemne relacje. Wątków należnych filmom grozy mamy tu nie wiele więc atmosferę trzeba budować za sprawa wątków dramatycznych. Tych mamy tu urodzaj, ale poprowadzonych tak płasko, że efekt jest silnie kanciasty.

deep end

deep end

Obydwie siostry są bardziej irytujące niż interesujące. Ich historia, kwestia trudnego dzieciństwa jawi się ciekawie, ale są to motywy zupełnie nie wykorzystane, podobnie jak w przypadku trzeciego aktora dramatu, który w końcu pojawi się na scenie. Tak naprawdę to ciężko jest zrozumieć motywację bohaterów. Wszyscy są emocjonalnie rozjechani.

Wątki survivalowe, jak wspomniałam wypadają dość wtórnie, a ich prowadzenie jest bardzo nierówne. Na pewno znajdziecie tu całą masę 'ale', a co bardziej upierdliwi, będą kląć na logikę zdarzeń.

Powiem szczerze, że bardzo lubię tego rodzaju historie: Uwięzieni przez własną głupotę, albo złośliwy splot zdarzeń. Jednak w przypadku tego konkretnego filmu trudno mi mówić o satysfakcji z seansu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

55/100

W sakli brutalności:1/10

wtorek, 04 lipca 2017

Don't Look Back/ Pogrzebać przeszłość (2014)

pogrzebać przeszłość

Młoda pisarka Nora specjalizująca się w literaturze dziecięcej po latach wraca do dom gdzie dorastała. Tu próbuje skupić się na pisaniu kolejnego tomu przygód Veronicy, ale jej spokój zakłócają powracające wspomnienia z dzieciństwa spędzonego pod opieką babci. Wkrótce wprowadza się do niej sublokatorka, Pyton. Serdeczne zachowanie nowej przyjaciółki szybko zmienia się w obsesyjną chęć zawładnięcia Norą.

Dobrze, że nie zobaczyłam oceny tego filmu w sieci nim wzięłam się za seans z nim, bo pewnikiem bym zrezygnowała. Niska ocena, plus kiepski plakat promujący, plus banalny tytuł, plus średnio zachęcający opis. To wszytko przymioty całkiem niezłego, jak się okazało, filmu.

Żeby Was do niego zachęcić, jak trzeba, musiałam bym polecieć tęgim spoilerem, bo to co ujęło mnie w jego fabule to właśnie to czego nie widać na pierwszy rzut oka.

Może to kwestia mimo wszytko niewielkich oczekiwań, a może moje dobrego nastroju, ale dałam się tej historii podejść i zaskoczyć. No, dobrze, w pewnym momencie już domyślałam się co jest grane nie mniej jednak nie odnotowuje tego na niekorzyść scenariusza.

pogrzebać przeszłość

pogrzebać przeszłość

Bohaterką filmu jet młodziutka pisarka, która ma na koncie kilka wydawniczych sukcesów. Pisze powieści dla dzieciaków, historyjki o niejakiej Veronice. Tu znajduje się pierwszy haczyk- skąd wzięła się Veronica - to jeden z lepszych fabularnych zgrywów. Nie jest ona ot tak wytworem wyobrazi autorki. Klucz do tajemnicy Veronicy tkwi w przeszłości Nory. A przeszłość tą poznamy dzięki retrospekcjom. Początkowo niejasnym. Z czasem zyskującym na intensywności przekazu.

Jest jeszcze lokatorka, Pyton, która też ma tu rolę do odegrania - ważną jeśli nie najważniejszą.

Nie jest to kino wysokim lotów, ani wielkiego budżetu, ale nadrabia pewnym sprytem w sprawnym wykorzystaniu w gruncie rzeczy ogranych motywów.Spokojnie można zerknąć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klima:5

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 27 czerwca 2017

Ham-jeong aka Deep Trap (2015)

deep trap

Bezdzietne małżeństwo wybiera się na wycieczkę na odludną wyspę by tam popracować nad swoją relacją. Na miejscu trafiają do 'restauracji' niejakiego Seong -Cheol Parka, którą mężczyzna prowadzi wraz z żoną. Wycieczkowicze zostają u nich na noc, a wkrótce z powodu awarii samochodu zmuszeni są zostać dłużej. Każda kolejna godzina spędzona u Parków nastręcza podejrzeń, że ich los jest zagrożony.

Thriller z Korei Południowej, czyli to co tygryski lubią najbardziej.

W roli głównej mamy weterana koreańskiego kina, Dong-seok Ma, który kręci po kilka a nawet kilkanaście filmów rocznie. Ostatnio widziany w "Pociągu do Busan". To jego rola  Parka zdominowała "Deep trap" - jak na porządnego antybohatera przystało.

Fabuła filmu kręci się wokół czterech osób Joon-sik Kwon i jego żony, oraz Seong- Cheola i jego żony.

deep trap

Gdy wycieczkowicze trafiają do restauracji Parków, rozpoczyna się biesiada, już wiemy, że będzie z tego klops. Joon-sik wyraźnie ma problem z alkoholem co skrzętnie wykorzystuje właściciel restauracji. Podstępem wmanewrowuje go w bardzo nie fajną sytuację po to by zrealizować własny cel. Szybko zorientujemy się, że Parka ma kuku na móniu, a położenie jego żony, tak samo jak przyjezdnych, jest bardzo nieciekawe.

deep trap

Mamy tu ciekawą rozgrywkę psychologiczną, ale też sporo brutalnej akcji. Fabularnie jest zdecydowanie dobrze. Jak na thriller przystało będzie napięcie i element zaskoczenia. Na tle kina koreańskiego wypada dobrze, choć nie bardzo dobrze. Filmowcy z tego kraju tak wywindowali poziom, że czasem sami nie są w stanie mu sprostać. Nie mniej jednak jest to udana produkcja, zwłaszcza dla kogoś kto lubi takie klimaty.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

67/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 20 czerwca 2017

A martfüi rém aka Starangled/ Potwór z Martfu (2016)

martfu

W 1957 roku w małym robotniczym miasteczku na Węgrzech zostaje zamordowana młoda pracownica fabryki butów. O ten czyn zostaje oskarżony jej kochanek Akos Reti i po intensywnych przesłuchaniach zostaje skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Podczas gdy mężczyzna odsiaduje wyrok, odsiadkę ową uatrakcyjniają mu pouczające spotkania ze współosadzonymi, w Martfu znowu zaczynają ginąć młode kobiety. Bystry detektyw zaczyna podejrzewać, że przed siedmioma laty złapano nie tego człowieka.

Sylwetkę głównego antybohatera filmu, Petera Kovacsa, poznałam dopiero dzięki temu filmowi. O ile za oceanem tacy osobnicy szybko zyskują ogólnoświatową popularność o tyle zbrodniarzy działających pod komunistycznym blokiem wymazuje się z kart historii. Nawet w Polsce, urodzajnej w takich wykolejeńców, jak się okazuje, gdy władza zaczyna przecierać oczy po radosnej amnestii z przed 25 lat, ten temat nie był dotąd zbyt spopularyzowany. Teraz widzę, że i inni europejscy filmowcy zaczynają doceniać potencjał swoich narodowych antybohaterów.

martfu

Węgierski obraz o seryjnym mordercy to taki miszmasz tego co udało się w tej materii osiągnąć polakom z typowo amerykańskim schematem.

Z polskimi filmami tego rodzaju nie wątpliwie łączy go historyczno-obyczajowe tło. Motywy polityczne, które tak, a nie inaczej wpływały na decyzje policji i prokuratury. Przygnębiające obrazy komunistycznej rzeczywistości oddane za pomocą posępnych w kolorystyce i doborze plenerów zdjęć.

Żaden jednak z polskich filmów tego rodzaju - w końcu nie jest ich dużo - nie razi taką dosłownością. Węgierski twórca wykłada kawę na ławę i niczego nie unika w swojej opowieści, ani brutalnych scen z mordercą ani nie stosuje zmyłek mogących ukryć jego tożsamość.

Praktycznie od samego początku wiemy, że odsiadujący wyrok chłopina nie jest winien zbrodni. Wkrótce zobaczymy winowajce w całej okazałości, na tle życia rodzinnego, a wkrótce także w jego zbrodniczym akcie. Wrażliwe dusze, tu zwracam się do Was, nekrofilskie gwałty nie są przyjemne dla oka, zwłaszcza dokonywane na kobietkach w kucykach, którym jeszcze nie zdążył dobrze wykiełkować biust. Takie właśnie tu będą widoki.

martfu

Sama historia opowiedziana jest dość sprawnie mimo tej sporej dozy dosłowności udaje się utkać tu pewną nic tajemniczości wokół mordercy. Dopiero postawiony pod murem wyzna co i dlaczego robił. Jego wyznanie jak często bywa w filmach opartych na faktach nijak ma się do hollywoodzkiego gwiazdorzenia. Ot, powód zbrodni bardzo podręcznikowy i typowy.

Obraz śledztwa, ponownego śledztwa w zasadzie, to głównie polityczne przepychanki ukazujące rażące uchybienia systemu. Mamy detektywa idealistę w kontrze z prokuratorem lizodupem, który nie zamierza przyznać się do machlojek, które zapewniły mu awans.

martfu

Film w ogólnym rozrachunku robi dobre wrażenie i w swoim gatunku sprawdza się jak najbardziej. Myślę, że zapoznać się warto chociażby po to by zobaczyć jak w Europie kręci się filmy o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:4/10

środa, 14 czerwca 2017

Crawlspace aka Within/ W ukryciu (2016)

w ukryciu

Trzyosobowa rodzina Alexandrów przeprowadza się do nowego domu. Ojciec rodziny John i jego narzeczona Melanie widzą w tym szansę na nowe życie, tylko nastoletnia córka mężczyzny, Hannah, skazana na areszt domowy po pijackim wyskoku jest niezadowolona z przeprowadzki. To właśnie ona jako pierwsza odnotowuje dziwne zjawiska w domu.

Jak jednym słowem można określić ten film? Sztampa, sztampa, sztampa. Nie powinno mnie to nawet dziwić zwróciwszy uwagę na nazwisko scenarzysty, twórcy miałkiej "Annabelle i kilku innych średnio udany projektów. Widać, że facet polotem nie grzeszy i nie ma zamiaru wychodzić za ramy bezpiecznego mainsreamu. Aż strach myśleć jak przerobi "It", bo wiecie, to on jest scenarzystą remake.

"W ukryciu" w założeniu miał stanowić połączenie thrillera z ghost story. Z czego początek filmu to zagrywki w stylu 'nasz dom jest nawiedzony', zaś druga część miała stanowić niespodziankę. I być może będzie stanowić, dla niedzielnego oglądacza filmów grozy. Cała reszta w mig rozgryzie sprawę, a zaskakujący zwrot zaskoczeniem nie będzie, bo pojawia się w wielu filmach - nawet nie musicie daleko sięgać pamięcią.

w ukryciu

w ukryciu

Od strony technicznej wypada ładnie. Bardzo przyjemnie się go ogląda. Obsada spisuje się całkiem dobrze i kot też jest, więc super.

Kilka scen ze sprawnie budowanym napięciem, które w założeniu mają straszyć. Bez większych zgrzytów w fabule, ale też o nadmiarze logiki w działaniu bohaterów nie może być mowy.

Tak w zasadzie nie ma co się nad tym filmem rozwodzić, bo wszytko co tu zobaczycie widzieliście już nie raz. Można obejrzeć dla relaksu i szybko wymazać z pamięci.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

to coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

środa, 07 czerwca 2017

Life (2017)

life

Grupa naukowców pozyskawszy okaz żywego organizmu z powierzchni Marsa podejmuje próbę zbadania go w w laboratorium na pokładzie statku. Dowód obecności życia na Marsie okazuje się niezwykle żywotny i co więcej stanowi zagrożenie dla załogi statku, a może i całej Ziemi.

"Life" to kolejny thriller sci-fi (Coś dużo ich u mnie ostatnio), który do seansu skusił mnie obsadą. Tak, Jake Gyllenhaal, ale nie tylko. Mamy tu całkiem solidny zestaw aktorski, co przekłada się na udane kreacje bohaterów. Do tego dochodzi kosmiczne tło, automatycznie tworzące klaustrofobiczny klimat i zagrożenie obcą formą życia. Wszytko opiera się więc na starym schemacie powielanym wielokrotnie przez kino sci-fi, ale jakoś nikomu się to nie przejadło.  Obstawiam, że póki nauka nie namierzy prawdziwego aliena i nie zaprezentuje go światu filmowcy będą mieli używanie tworząc coraz to fantastyczniejsze wizje tego, co możemy znaleźć w kosmosie i jakim to będzie zagrożeniem.

Forma życia z "Life", nazwana Calvinem przypomina... bo ja wiem pantofelka albo innego pierwotniaka. Takie małe, galaretowate, przezroczyste i zmiennokształtne coś, rozmiarów kciuka. W początkowej partii filmu ciężko jest dopatrzeć się w tym antybohaterze zagrożenia, ale uwaga, fortuna się odwróci.

life

Calvin dorasta, a działania załogi sprawiają, że zaczyna ich postrzegać jako zagrożenie. Twórcy silnie zaznaczają ten aspekt- Calvin nie jest złą istotą nastawioną na niszczenie, lecz organizmem chcącym przetrwać. Ciekawe, że można to samo odnieść do większości kosmicznych stworów jakie poznaliśmy w kinie sc-fi. Czy Alien z "Aliena" nie chciał tego samego? Czy nie było to dążeniem 'Cosia'?

W tamtych filmach jednoznacznie powiedziane było- ludzie to dobre bezbronne istoty, a kosmiczni przybysze chcą nas zgładzić. "Life" punktuje u mnie tym, że bardziej ambiwalentnie stawia sprawę. Okazuje się, że tak samo jak obcy stanowią zagrożenie dla nas tak my zagrażamy innym gatunkom - prawidło oczywiste, dowody mamy przed oczami, w kosmos wcale lecieć nie musimy by zobaczyć nasz gatunek w akcji, a jednak dopiero od niedawna możemy zauważyć tendencje w kinie sci- fi zmieniającą front- weźmy chociażby "Antrival". Od czasów, gdy w ubiegłym stuleciu nakręcono "Dzień, w którym zatrzymała się ziemia", motyw obcego zyskał negatywny obraz i dopiero ostatnio filmowcy biorą pod uwagę fakt, że wcale nie musimy być najprzyjaźniejszymi mieszkańcami kosmosu. Ale dość pieprzenia

Mamy więc pierwszą partie filmu porażającą optymizmem, gdzie kaleki naukowiec przybija piątkę z Calvinem, młody lekarz szuka ukojenia w kosmosie, bo ma dość życia na ziemi, innemu wykluwa się dzieciątko i wszystko idzie ku lepszemu. Nic z tego. Gdy przez bzdurny zabieg Calvina zaczyna dostrzegać w ludziach niszczącą siłę odpowiada tym samym. Każdy kolejny atak umacnia go, rośnie do rozmiarów ośmiornicy, a jego systemy obronne pacyfikują ludzką załogę. Zaczyna się walka o przetrwanie zbliżona do tego co działo się na pokładzie Nostromo, parę galaktyk dalej. Nie ma tylko rudego kota i szkoda.

life

Efekty są stosowne do budżet więc wszytko wypada pięknie. Na Jake'a miło popatrzeć. Akcja jest wartka i brutalna. Nie zabraknie dramatycznych momentów. Wszystko bardzo udane. Film, więc spokojnie mogę polecić, choć nie nastawiajcie się na coś oryginalnego.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

63/ 100

W skali brutalności:2/10

środa, 31 maja 2017

Rupture/ Pęknięcie (2016)

rupture

Renee, samotna matka, zostaje uprowadzona przez grupę ludzi, którzy zamierzają poddać ją eksperymentowi naukowemu. Przerażona kobieta odkrywa, że nie jest jedyną ofiarą dziwnych naukowców.

Wkróce okaże się, że najważniejszym z elementów eksperymentu jest strach. Renee będzie miała okazję przestraszyć się jak nigdy dotąd.

Przyznam, że sięgnęłam po ten film tylko ze względu na Noomi Rapace w obsadzie. Opis fabuły średnio mnie zainteresował, choć finalnie muszę przyznać, że wcale nie był to najgorszy wybór - wbrew gminnej wieści, że film shitowy.

"Pęknięcie" to thriller sci -fi, traktujący o graniczących z szaleństwem eksperymentach naukowych. O ich konkretnym celu wolę nie mówić, żeby nie psuć Wam seansu. Ostatecznie prawdę o tym do czego zmierza ta historia mamy odkryć razem z jej bohaterką.

rupture

Przez znaczną część filmu nie wiemy więc o co chodzi. Podrzucane są nam szczątkowe informacje, które wskazują na coraz bardziej zakręcony pomysł twórców. Trzeba przyznać, że rzecz jest dość oryginalna, choć jeśli by się uparł w szukaniu nawiązań, to wątki z "Inwazji porywaczy" ciał w pewnym stopniu znajdują tu odzwierciedlenie. Ale tak to już jest z klasyką gatunku - jest wszechobecna.

Nasza bohaterka desperacko pragnie uciec, więc będziemy tu śledzić jej próby wydostania się z opresji. Charyzmatyczna Noomi Rapace doskonale wywiązała się ze swojej roli. Kibicujemy jej dzielnie i mamy z tego pewien ubaw. Ale doskonale nie jest.

Jak na film sci- fi nie zabraknie tu absurdu i moim zdaniem tego absurdu jest trochę za dużo. Mało naukowe to wszytko, ot co.

Jeśli chodzi o walory grozy, to też nie ma szału. Mnie przeraził wąż, ale mnie przerażają nawet liche zaskrońce w lesie więc, nie wiem czy można to uznać za błysk. Widzowie cierpiący na arachnofobię, jak nasza bohaterka, też znajdą tu coś dla siebie, bo jak wspomniałam celem naukowców jest wystraszenie Renee.

rupture

Cały konspekt historii, jak wspomniałam jest dość pomysłowy, ale zdałoby się dać tu trochę szlifów by efekt końcowy miał ręce i nogi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 16 maja 2017

Get Out!/ Uciekaj!

uciekaj

Chris wybiera się ze swoją dziewczyną Rose do jej rodzinnego domu by po raz pierwszy spotkać jej krewnych. Chłopak obawia się reakcji rodziny Armitage na jego kolor skóry, ale biała dziewczyna uspokaja go, że krewni i przyjaciele rodziny są jak najdalsi od rasizmu.

Po przybyciu na miejsce chłopak ze zdziwieniem obserwuje reakcje krewnych Rose na jego osobę. W ich entuzjazmie dopatruje się drugiego dna. Jedyni czarnoskórzy w otoczeniu Rose zachowują się co najmniej dziwnie, a Chris z godziny na godzinę czuje się osaczany przez nowych znajomych.

Jak to często się zdarza, patrząc na poprzednie roczniki w świecie horroru, najbardziej udane filmy roku przychodzą z nieoczekiwanej strony. Tym razem takim filmowym objawieniem może się stać "Uciekaj", debiut Jordana Peele w świecie grozy. Nikomu nieznany, albo znany tylko z komedii, facet ni z tego ni z owego kręci film za lekko ponad cztery banki i ciach, wszyscy pieją z zachwytu.

I krytycy i widzowie, i nawet przekorna ja, są zgodni co do tego, że mamy tu do czynienia z długo wypatrywanym powiewem świeżości w gatunku. Ktoś tam może kręcić nosem, że "Uciekaj" to nie horror lecz thriller psychologiczny, ale jak dla mnie łapie się w ramę kina grozy, jako budzący sporą dozę niepokoju dreszczowiec. Niepokój to uczucie, które winno Wam towarzyszyc w czasie sensu. Niepokój zbudowany nie za pomocą mrocznych kadrów, upiorów z innego świata czy psychopatów.

uciekaj

Fabułę filmu zbudowano na schemacie paranoid thrillera, gdzie główny bohater dopatruje się mrożącej krew w żyłach intrygi w miejscu gdzie inni widzą tylko sielankę.

Konstrukcja tej opowieści, jej bogactwo w pewną autoironie i społeczną satyrę w połączeniu z psychologicznym niepokojem spokojnie może skojarzyć się z twórczością Iry Lewina, autora "Dziecka Rosemary" i "Żon ze Stepford".

Nikt nie wykłada tu grozy na stół, ale skrywa się ona pod znaczącymi uśmiechami, strzępkami rozmów i sytuacji pozornie bez znaczenia.

uciekaj

Jordan Peele tak rozgrywa karty by niepokój widza nie słabł, a wręcz rósł, a wszytko to, jak wspomniałam bz użycia topornych zagrywek, bez efekciarstwa i elementów jasno określonych dla świata horroru. Niektórym może przyjść na myśl także skojarzenie ze starym "Society", ale mimo wszytko jest to bardzo oryginalna historia i powinna Was mile zaskoczyć.Technicznie też mu nic nie brak. Jak dla mnie wszytko w tym filmie jest jak należy, zasługuje na niejedną pochwałę i coś czuję, że będzie to najlepszy straszak roku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:9

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

to coś:8

77/100

W skali brutalności:0/10

wtorek, 18 kwietnia 2017

M/M - Morderca (1931)

m- morderca

W niemieckim mieście grasuje seryjny morderca dzieci. Policja dokłada starań by wykryć sprawce zbrodni i ukrócić jego zbrodniczą działalność. 

W sprawę angażują się wszyscy mieszkańcy, szczególnie grupa z przestępczego półświatka, która urąga na  niemożność prowadzenia własnych interesów gdy policja wciąż węszy pod ich nogami.

W końcu w najmniej oczekiwany sposób udaje się złapać trop.

„M-morderca” to kamień milowy w historii kina, szczególnie jeśli chodzi o jego mroczną stronę. Może się mylę, ale jest to bodajże pierwszy film o seryjnym mordercy, nakręcony jeszcze nurcie niemieckiego ekspresjonizmu, ale już z udźwiękowieniem.

Oglądałam go w zachwycie typowym dla mojej słabości do starego kina. Obraz stanowi ucztę dla oczu, popis wybitnego aktorstwa i podwaliny pod współczesne kino z watkami detektywistycznymi i psychologicznymi. 

m- morderca

Jego reżyserem i scenarzystą jest nikt inny jak Fritz Lang, którego filmografie powinnam zgłębić z większym zaangażowaniem, bo jak do tej pory widziałam tylko świetną „Kobietę w oknie”. W pisaniu scenariusza jak w przypadku wielu innych jego filmów wspierała go nieoceniona małżonka.

Historia mordercy została luźno zainspirowana przypadkiem niejakiego Petera Kurtena z Dusseldorfu, który działał w okresie międzywojennym i dokonał kilku okrutnych morderstw na dzieciach.

peter kurten

„M-morderca”  gatunkowo najbliżej mam do thrillera z wątkami kryminalnymi. Śledzimy tu bowiem proces wytropienia i schwytania niebezpiecznego psychopaty.

Przeczucie mi podpowiada, że twórca filmu musiał solidnie zagłębić się w kryminalne kroniki , żeby stworzyć tak przewrotną historię. Żeby zwiększyć wiarygodność sprowadził na plan filmowy kilku prawdziwych ulicznych kryminalistów, jednak większość z nich nie ukończyła zdjęć.

Nie ma tu miejsca na banał czy luki fabularne. Dla mnie jest perfekcyjnie w każdym calu. Do dobrze przemyślanego scenariusza dochodzi forma najwyższej próby.  Ujęcia takie jak to, gdy cień mordercy pochylającego się nad małą dziewczynką pada na slup ogłoszeniowy z informacją  o nagrodzie za jego schwytanie stanowi przykład staromodnego sposobu przedstawiania nam antagonisty. Z resztą ujęć z udziałem naszego zbrodniarza mamy sporo. Jego oblicze zobaczymy dość prędko, co nie znaczy że od tej pory wszystko będzie jasne.

Nie dziwie się twórcy, że nie trzymał Pettera Lore po za zasięgiem wzroku widza, bo byłoby to marnotrawienie jego aktorskiego warsztatu. Facet jednym spojrzeniem  robił więcej niż cała zgraja wyposażonych w salę tortur psycholi.

m- morderca

Lang postarał się byśmy nieco poznali naszego antagonistę i pozwolił mu na dłuższy monolog w finale. To kolejny element , który będą naśladować filmowcy aż do czasów współczesnych.  

Podobnie jest z obrazem śledztwa. Poznamy tu szereg technik kryminalistycznych, tok rozumowania śledczych i problemy organizacyjne z jakimi przeszło im się mierzyć.

Wreszcie mamy  bohatera zbiorowego w postaci społeczności niemieckiego miasta, gdzie każdy od oficera, przez gospodynie domową do żebraka czuje moralny obowiązek schwytania mordercy dzieci.

Przewrotny punkt kulminacyjny jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wątków kina detektywistycznego. To w jak gruncie rzeczy przypadkowy sposób został zdemaskowany morderca również znajdzie gro naśladowców.

m- morderca

Przy tym dodaje sprawie większego realizmu. Mimo, że film został nakręcony w latach 30 czyli jeszcze przed 'wysypem' prawdziwych seryjnych morderców, to twórca przewidział fakt, że najnieuchwytniejsi sprawcy wpadają w ręce władz przypadkiem. A pisanie listów do redakcji lokalnych gazet? Medialność antagonisty? Cóż, pomyślało mi się nawet, że filmowy morderca Langa zainspirował samego Zodiaka:)

Fabuła "M-Mordercy" to nie tylko nieśmiertelne filmowe wątki, ale też wciąż aktualne dylematy. Mamy tu motyw piętnowania przestępców - Tu symboliczna literka M na płaszczu zabójcy. Motyw zbiorowej histerii jaką budzi pojawienie się takiego ludzkiego drapieżnika w szeregach zwykłych obywateli i dążenie do społecznego samosądu. Zabójstwo dokonane na dziecku ukazane tu zostaje jako coś, co obrzydza wszystkich, nawet tych, którzy nie wiodą do końca uczciwego życia. Wciąż żywy jest dylemat, co z takim zrobić? Ubić na miejscu? Leczyć? Czy dożywotni wikt na państwowym garnuszku to adekwatna kara?

W tym momencie już powinniście wyzbyć się wątpliwości czy warto sięgnąć po "M-Morderce". Warto, po stokroć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:10

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:10

Oryginalność:10

To coś:9

84/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 01 kwietnia 2017

Split (2016)

split

Trzy nastolatki zostają uprowadzone przez chorego psychicznie mężczyznę. Dwie z nich ogarnięte panicznym pragnieniem ucieczki z pułapki nie zauważają innej szansy na ratunek jak zmasowany atak na napastnika. Trzecia z nich, Casey dopatruje się szansy na ratunek w czym innym.

Zarówno sprzymierzeńcem jak i największym zagrożeniem dla ofiar jest choroba psychiczna oprawcy. Bystra dziewczyna zauważa, że tajemniczy, młody mężczyzna posiada wiele tożsamości i za każdym razem pojawia się przed nią jako inna osoba.

Jedną z tożsamości jest Bestia której 'przybycie' przepowiada osobowość dziewięcioletniego chłopca. Dziewczyny muszą wydostać się z pułapki zanim osobowość Bestii przejmie kontrolę nad umysłem sprawcy porwania.

O tym, że "Split" jest zajebistym filmem słyszałam zanim jeszcze wszedł na ekrany polskich kin. Wieść o sukcesie filmu za granicą zamydliła oczy wszystkim i czytając kolejne recenzje nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam tu do czynienia z niespotykanym fenomenem.

Entuzjazm widzów udzielił mi się i sama czym prędzej chciałam zobaczyć nowy film twórcy "Szóstego zmysłu", którego w ostatnich latach posądzano o twórczy upadek.

Zachowałam przy tym jednak trochę mojej zwyczajowej nieufności, która jak na wezwanie pojawia się ilekroć jakiś filmowy twórca bierze na tapetę temat zaburzeń psychicznych.

Widziałam, że film ma traktować o zabójcy cierpiącym na rozdwojenie jaźni. I to właśnie wybór choroby budził we mnie największe wątpliwości. Nie dlatego, że samo istnienie tego zaburzenia wielu naukowców poddaje w wątpliwość skupiając się na innych drogach interpretacji zaburzeń dysocjacyjnych, ale dlatego, że jest to najpopularniejsza 'filmowa choroba psychiczna'.

split

Wielokroć wykorzystywana była w filmowych thrillerach, najczęściej jako finałowy element, który miał za zadanie odwrócić perspektywę z jakiej widz patrzył na antybohatera. O rozdwojenie jaźni podejrzewano wszystkich, od opętanych przez demony młodych dziewcząt po seryjnych morderców. Nawet psychozę Normana Batesa podciągano pod tą klasyfikację.

W efekcie dobrych filmów wykorzystujących ów motyw jest niewiele. Większość twórców zupełnie bez przemyślenia używa hasła 'rozdwojenie jaźni' wyciągając je jak królika z kapelusza, ilekroć zabraknie pomysłu na ciekawy portret psychologiczny antybohatera.

Tak słynna osobowość wieloraka obrasta kolejnymi mitami, dopuszczając coraz to bardziej absurdalne możliwości przebiegu choroby.

Zdarza się, że cierpiących na nią filmowe postaci traktuje się jak komiksowych superbohaterów potrafiących w jednej chwili przyodziać powiewającą pelerynę by pobiec zbawiać lub podpalać świat.

Reżyser "Split", który do takich komiksowych aluzji ma słabość (Weźmy chociażby "Niezniszczalnego") wykorzystuje tą drogę trochę na zasadzie parodii:

Jego bohater posiada krańcowo nieprawdopodobna ilość alternatywnych tożsamości, z czego każda z nich ma inne możliwości i właściwości fizyczne, inne choroby przewlekłe, inny wiek, pojawia się inna płeć i wreszcie osobowość posiadającą nadnaturalny rodowód. Przy tym wszystkie osobowości 'się znają', a osobowość 'przewodnia' może je w dużym stopniu kontrolować.

Twórca wykorzystał dosłownie wszystkie opcje, wszystkie teorie, jakimi obrosło dysocjacyjne zaburzenie osobowości i których naukowe podłożenie jest delikatnie mówiąc wielce wątpliwe. Czasami myślę, że osobowość wieloraką stworzyło Hollywood, bo osobiście nie poznałam żadnego lekarza psychiatry ani żadnego psychologa, który zetknąłby się z tą chorobą w praktyce - nie licząc biegłych sądowych badających poczytalność przestępców, ci badani nader często łakomią się na tę właśnie wersję w myśl zasady: jeśli złapią cię za rękę mów, że to nie twoja ręka.

split

Reżyser "Split" obok naszego 'ciężkiego przypadku' wprowadził na arenę lekarkę specjalizująca się w badaniu zaburzeń dysocjacyjnych i pokładającą wielką wiarę we wszystkie dotyczące niej teorie. Kobieta na co dzień pracuje z naszym sprawcą i wspiera go w świadomym życiu z zaburzeniem, mimo że ten zdaje sobie sprawę, że nikt więcej nie daje mu wiary. Kobieta zauważa, że w system dwudziestu paru tożsamości pacjenta wkradł się jakiś chaos i z niepokojem śledzi jego poczynania. Nie wie jak daleko zabrnął.

Śledzimy tu więc poczynania pani doktor, poczynania naszego sprawcy i losy trzech dziewcząt uwięzionych i czekających na śmierć. Tu do głosu dochodzi jeszcze retrospekcja z dzieciństwa. Ku miłemu zaskoczeniu nie dotyczy ona traumy dzieciństwa antybohaterka- choć pojawia się jedna migawka z jego wspomnień- lecz dotyczy dzieciństwa Casey, która również doświadczyła i można rzec, cały czas doświadcza traumy w domu rodzinnym.

Casey jest zresztą bardzo ciekawa postacią i bardzo żałuje, że nie dano jej większego pola manewru zwłaszcza, że w ta postać aktorsko wciela się Anna Taylor -Joy, którą zachwyciła mnie w "The Witch". Tak na marginesie, pięknie jej w ciemnych włosach.

split

O obsadzie zresztą można powiedzieć dużo dobrego, zaczynając oczywiście od odtwórcy roli głównej czyli Jamesie McAvoy, który brawurowo wciela się kolejne tożsamości porywacza.

Teraz pytanie za sto punktów. Czy to wszytko zasługuje na mianą takiego fenomenu? W mojej ocenie nie. Nie widzę tu absolutnie nic przed czym mogłabym w zachwycie chylić czoła. "Split" to nic innego jak kolejny film o psychicznym przestępcy, którego twórca na przekór rozsądkowi podsuwa nam rozdmuchaną fikcję dając jej psychologiczną przepustkę.

Jak wspomniałam mamy gro filmów z osobowością wieloraką w roli głównej i jak wspomniałam niewiele jest tych dobrych. Polecałam Wam kiedyś historię "Sybil" i polecę raz jeszcze, bo ze wszystkich naciąganych historii tej choroby tą przełknęłam najłatwiej.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:5

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 31 marca 2017

El cadáver de Anna Fritz/ Ciało Anny Fritz (2015)

ciało anny fritz

Piękna hiszpańska aktorka i celebrytka trafia martwa do kostnicy, w której pracuje młody Paul. Tej samej nocy chłopak postanawia podzielić się sensacyjną nowiną z dwoma kumplami, który odwiedzają kostnice Paula w drodze na imprezę. Wszytko po to by zobaczy nagusieńkie ciało martwej Anny Fritz. Imprezowy nastrój młodzieńców sprawia, że w końcu wpadają na niecodzienny pomysł. Tak ciało martwej aktorki staje się ich seksualnym obiektem.

Hiszpański thriller "Ciało Anny Fritz" dotarł do nas ze sporym opóźnieniem, a ja sama miałam ten tytuł na oku od dłuższego już czasu.

Motyw przewodni filmu jaki obrali młodzi twórcy jest na tyle kontrowersyjny by przyciągnąć uwagę jednak nie znaczy to, że stanowi nowość w gatunku.

Krótki opis fabuły szybko nasunie Wam skojarzenie z "Martwą dziewczyną", gdzie również mamy do czynienia z przypadkiem nekrofilii jakiej dopuszczają się młodzi mężczyźni. Mimo iż założenie w obydwu produkcjach jest podobne różnią się one w znacznym stopniu. Nie da się ukryć, że "Martwa dziewczyna" prezentowała swego rodzaju cuchnący, czarny humor, którego nie spotkamy u Hiszpanów, którzy swoją historię opowiadają całkiem na serio.

Jak wspomniałam akcja filmu rozgrywa się w kostnicy, co również nie jest szczególnie oryginalnym wyborem, nie mniej jednak, jak na kino grozy, jest to miejscówka już sprawdzona. Z automatu budzi obawę, gdyż dla większości z nas jest to miejsce niedostępne, miejsce zarezerwowane dla śmierci.

Otoczenie zimno metalicznego wyposażenia kostnicy samo w sobie robi dużą robotę, do tego dochodzą rzędy zwłok zakrytych białymi prześcieradłami. Wśród nich piękna Anna, która szybko skupia na sobie całą uwagę zarówno 'żywych bohaterów' jak i widza.

ciało anny fritz

Dowiadujemy się, że przedwcześnie zmarła była znaną i uwielbiana aktorką, piękną i niedostępną dla przeciętnego amatora jej wdzięków. Tymczasem leży zupełnie bezwładna i dalej kusząco atrakcyjna. Z wypowiedzi Paula i jednego z jego kolegów wynika, że zbrodnie nekrofilii nie są niczym nadzwyczajnym. Każdy skorzystałby z takiej okazji.

Przygnębiająca perspektywa...

Po wciągnięciu paru kresek dla animuszu najbardziej napalony z trójcy dosiada nieszczęsną Anne i skończywszy swój bluźnierczy akt zachęca do niego pozostałych dwóch gości.

Tu następuje najbardziej znaczące rozminięcie fabularne ze skojarzonym tytułem "Martwej dziewczyny". Mogę powiedzieć, że z tą chwilą dobiegła końca najbardziej kontrowersyjna partia filmu. Reszta to już faza thrillera z fabularnym twistem.

Nie powiem, były momenty większego napięcia jednakże nie ukrywam rozczarowania tak, w gruncie rzeczy, prostym zastosowanym tu chwytem.

Dalej wszytko sprowadza się do próby ukrycia karygodnego czynu. Mimo iż każdy z bohaterów prezentuje inną postawę: jest ten dobry, jest ten zły i jest ten pomiędzy, który musi podjąć trudną decyzję, to ich działania biegną w jednym kierunku i jego wynik jest do przewidzenia.

ciało anny fritz

Nie da się ukryć, że pułapka twistu fabularnego jest tu narzędziem obusiecznym. Z jednej strony łapie się w nią widz, z drugiej twórcy filmu, którzy jakby zapomnieli o jego konsekwentnym przeprowadzeniu.

Finał też mnie nie zachwycił i z przykrością muszę przyznać, że po mocnym początku emocje wcale nie rosną.

Miałam wrażenie, że twórcy zawstydzeni takim rzutem na taśmę dalej całkowicie zrezygnowali z silniejszego przekazu na rzecz zabawy w kotka i myszkę. Wspominam o tym, nie dlatego, że film uważam za rozczarowanie generalnie, lecz z uwagi na, w mojej ocenie, nie pełne wykorzystanie potencjału tej historii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 27 marca 2017

Ak-eui yeon-dae-gi aka Chronicles of evil (2015)

chronicles of evil

Komendant policji Chang-sik Choi wkrótce spodziewa się obiecanego awansu. Jedyne co ma zrobić by zrealizować zamierzenie, to nie podpaść szefowi policji 'robiąc coś głupiego'. Pech chce, że wracając z imprezy zostaje zaatakowany przez człowieka chcącego pozbawić go życia. Komendant zabija go w obronie własnej. Zamiast wezwać kolegów po fachu ucieka z miejsca zdarzenia. Następnego dnia okazuje się, że ukrycie sprawy nic nie dało, bo ktoś wyeksponował jego dzieło zawieszając trupa na dźwigu tuż obok siedziby policji. Chang-sik nabiera przekonania, że ktoś mocno che mu nabruździć, a atak nie był przypadkowy.

Kolejny koreański thriller, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Jak na koreańskie kino przystało produkcja bardzo udana.

chronicles of evil

Mamy tu do czynienia z dobrze przemyślaną intrygą skupiającą się wokół osoby docenianego komendanta. Poznajemy go jako osobę zdeterminowaną by osiągnąć sukces, postrzeganą jako prawą i konsekwentną. Dla kontrastu obok niego kręci się młody adept szkoły policyjnej, któremu nie brakuje instynktu i który bardziej niż na uszczęśliwianiu przełożonych skupia się na poszukiwaniu prawdy.

chronicles of evil

W filmowym wstępie pojawiają się enigmatyczne sceny dotyczące sprawy z przeszłości i jak się domyślacie ma ona związek z głównym bohaterem. Cóż więcej mogę zdradzić? Chyba nic.

Zakładam, że film przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom koreańskiego kina, bo posiada wszystkie jego zalety. Dobrze napisany scenariusz, który zastawia na widza sporo pułapek i pozwala mu pogłówkować nad filmową zagadką. Akcja jest wartka i wciągająca. Pomysł wyjściowy ciekawy, choć z nóg Was nie zwali, Koreańczycy miewają znacznie bardziej wymyśle patenty na zawiązanie akcji. Wysoki poziom realizacji od zdjęć przez montaż aż do muzyki. Solidne aktorstwo. Muszę przyznać, że kiedyś zupełnie rozróżniałam azjatyckich aktorów, teraz mogę powiedzieć, że się to zmieniło i mam już nawet swoich ulubieńców.

"Kroniki zła", bo pewnie tak by brzmiał polski tytuł, ogląda się bardzo przyjemnie i no cóż, jest kolejnym dowodem na niezawodność Korei Południowej w tej dziedzinie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie: 8

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności: 1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl