What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: thriller

piątek, 15 grudnia 2017

(Recenzja zawiera informacje dotyczące interpretacji filmowych wydarzeń)

Mother!

 mother

W okazałym domu na odludziu mieszka małżeństwo. On starszy, ona młodsza. On poeta w twórczym kryzysie, ona wierna żona starająca się stworzyć im dom.

Pewnego dnia w ich progach pojawia się nieznajomy, lekarz i jednocześnie fan niegdysiejszej twórczości poety. Pisarz przygarnia go pod swój dach nie bacząc na lichość fundamentów wspólnego życia z wyraźnie niezadowoloną z tego faktu żoną. Tak w ich życie wkrada się trudny do opanowania chaos.

Jak wspominałam na fanpage bloga, byłam bardzo ciekawa tego filmu. Podeszłam do niego jednak z dużą nieufnością, którą tylko podsycały kolejne relacje widzów, z których nie mogłam wywnioskować najprostszej i najważniejszej rzeczy: czy to dobry film?

Nie postradałam zmysłów z wrażenia, nie mogę też powiedzieć by fabuła filmu była dla mnie nie jasna. Myślę, że zrozumiałam ją 'po swojemu' i tak też zamierzam przedstawić swoje wrażenia po seansie.

Bohaterami najnowszego filmu Aronofsky'ego ("Reqiem dla snu", "Czarny łabędź") jest małżeństwo przechodzące kryzys. Ich kryzys to rodzaj katalepsji w której oboje tkwią. On czeka aż wena pozwoli mu wrócić na pisarski szczyt, ona czeka aż on na ów szczyt wróci. On swoje szczęście warunkuje zawodowym powodzeniem ona swoje szczęście warunkuje jego szczęściem. Pech chce że facet to ziejąca dziura, wiecznie nie zagojona rana, której nie zapełni ani jej miłość, ani nie uleczy jej kojący dotyk.

mother

Ona robi wszystko by go uszczęśliwić, jak wiele jest w stanie poświecić pokazują kolejne filmowe wydarzenia. Z tej stagnacji wyrywa ich pojawienie się intruza. Z czasem żona staje się coraz bardziej osaczona obecnością osoby/osób trzecich w małżeńskim życiu. Traci kontrolę nad sytuacją, którą reżyser podkręca coraz to większą dawką absurdu.

Pisząc o absurdzie mam na myśli absurd przez wielkie A. To co się tu wyprawia przechodzi wszelkie pojęcie.

Z racji tego, że cała uwaga widza kierowana jest na osobę żony z miejsca przyjmujemy jej perspektywę. Jej położenie jest tragikomiczne. Racjonalista nie znajdzie tu ani krzty logiki, przenosimy się tu bowiem do całkowicie nie rzeczywistego świata stworzonego z lęków i obaw. To jest oczywiście jedna strona medalu ta 'moja'. Tymczasem reżyser w odpowiedzi na klucz do zrozumienia filmu zaleca sięgnięcie do Księgi Rodzaju.

mother

SPOILER:I tu wszytko mamy. Mamy matkę ziemię wsłuchaną w pulsujący życiem dom, mamy boga rodzącego w bólach nowy testament, Adama i Ewę pojawiających się w raju i ich synów z czego jeden okazuje się bratobójcą. Wracamy więc do punktu gdzie bóg składa w ofierze matkę ziemię ludziom, którzy rozszarpują ją niszczą. I tak od nowa aż do końca czasu.KONIEC SPOILERA.

Personifikacja Boga jako kapryśnego artysty uzależniającego swoje spełnienie od ludzkiego poklasku? Imponujące, podoba mi się. Choć znowuż jest to moja strona medalu, bo podejrzewam, że twórcy nie tylko chodziło o ukazanie boskiej słabości, co ukazanie drapieżności ludzi, którzy wszystko niszczą nie doceniając bożych darów.

mother

Wracając na ziemię: Zawsze podkreślałam, że nie lubię Jennifer Lawrence i chyba ten mój brak sympatii pomógł mi dokładnie przyjrzeć się jej aktorskiej kreacji. Potraktowałam jej postać z drobiazgową dociekliwością i nie zauważyłam w niej żadnego potknięcia. Jej bohaterka króluje niepodzielnie. W ramach ciekawostki powiem Wam, że reżyser filmu też się nią zapatrzył i stworzyli parę. Partnerujący jej Javier Bardem, zostaje w tyle. Co ciekawe, jego dla odmiany bardzo lubię jako aktora. Być może założenie fabularne filmu wymusiło taki nierówny układ sił.

Obłędny klimat i aktorski popis Lawrence to też jedne z większych zalet obrazu. A sama historia, nie zależnie od tego czy zobaczycie tu Boga czy tylko ludzi uważam, że lęki i opresje bohaterów nie będą Wam wcale dalekie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:7

75/100

W skali brutalności: 3/10

piątek, 08 grudnia 2017

Better watch out (2016)

better watch out

Nastoletnia Ashley spędza jeden z przedświątecznych wieczorów pracując jako opiekunka dwunastoletniego Luke. Czas upływa jej na rozmowach telefonicznych z chłopakiem i poskramianiu zalotów Luke'a, który liczy, że dojrzał już na tyle by dobrać się do majtek swojej seksi niani. Właśnie tego wieczoru dom państwa Lemarów staje się obiektem ataku niezidentyfikowanego sprawcy o złych zamiarach.

"Better watch out" odczekał swoje nim zdecydowałam się dać mu szansę. Opis raczej nie wygląda zachęcająco: niańka i gówniarz kontra psychol. Nudy na pudy. W końcu ktoś na fanpage bloga polecił ten film i stwierdziłam, że okej, dam mu szansę. Śnieg spadł czas na świąteczne horrory.

Okazało się, że produkcja ma do zaoferowania wiele atrakcji, na które nic nie wskazywało.

better watch out

Początek skojarzył mi się z "Babysitter": Dwóch gnomów z gimbazy fantazjuje o starszej dziewczynie, która od czasu do czasu pracuje jako opiekunka jednego z nich. W związku z tym, że dziewczyna ma wkrótce zmienić miejsce zamieszkania, zabujany w niej Luke postanawia: teraz albo nigdy. Na szczęście na tym podobieństwa ze wspomnianym tytułem się kończą.

Owszem, "Better wach out" ma w sobie pewną humorystyczną przekorę, już sam smarkaty dojący szampana w ramach wstępu do romantycznej randki rozwala system, ale jeśli chodzi o łączenie horroru i komedii to jednak trzeba potrafić to zrobić. Tu udaje się to bez większego wysiłku, jakby naturalnie.

To co jest największą niespodzianką w tej historii niestety muszę zachować dla siebie by nie zepsuć Wam seansu. Mogę natomiast zdradzić, że nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń. Scenariusz daje radę złożyć to wszytko w sensowną całość.

Jak wspomniałam mamy tu udane akcenty humorystyczne, ale to co może śmieszyć jednocześnie ma w sobie pierwiastek niebezpiecznego szaleństwa i to ono nakręci akcję. Nie uświadczymy tu mrożących krew w żyłach scen, ale groza jest tu obecna i funkcjonuje mniej więcej na tym samym poziomie, co w przeciętnym teen slasherze.

better watch out

Z dobrych rzeczy wymienić mogę jeszcze obsadę. Na uwagę zasługuje szczególnie nasz gimbazjanin Luke wykreowany przez Leviego Millera ("Jasper Jones"), drugi w kolejności jest mały Garrett. Nie najgorzej wypada też nasza babysitterka w roli typowej ładnej nuni do której ustawia się kolejka użelowanych chłystków. Nie ma w jej postaci niczego interesującego, ale tak zazwyczaj bywa z bohaterkami slasherów.

Cóż więcej? Film niezgorszy, na świąteczny seans z horrorami jak znalazł.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:6

63/100

W skali brutalności:2/10

środa, 06 grudnia 2017

Homecoming (2009)

homecoming

Młody football'ista Mike przyjeżdża do rodzinnego miasteczka po tym jak przed paroma miesiącami opuścił je by zacząć studia. Przybywa w towarzystwie swojejj dziewczyny Elizabeth by przedstawić ją rodzicom. Niestety pojawia się problem w postaci jego ex, Shelby, która nie zaakceptowała rozstania i zrobi wszytko by odzyskać ukochanego.

"Homecoming" to jeden z typowych teen horrorów o 'szaleństwach młodości'. Głównym bohaterem jest dość bezbarwny, przeciętnej urody młody człowiek sukcesu, Mike. Chłopak dość nieładnie porzucił swoją dziewczynę, gdy ta z powodu opieki nad chorą matką nie mogła wyjechać na z nim na studia. Shleby kocha i tęskni podczas gdy Mike buduje swoje życie nie uwzględniając jej osoby. 

homecoming

Jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek "Piekło nie zna takiej furii w jaką wpada wzgardzona kobieta". Shelby jest zła, ale być może nic by się nie zdarzyło gdyby nie wypadek. "Szczęście sprzyja tym, którzy maja marzenia";)

Historia trochę zaczyna trącić "Misery", ale nie w jej najwyższej formie.

W roli głównej antagonistki mamy podupadła Mishe Burton. Wygląda nie najgorzej, ale jej warsztat aktorki to już inna historia. Może nigdy go nie miała, nie wiem, może zniszczyły go prochy i wóda. W swoim szaleństwie jest raczej mało przekonująca, ale nie uznałabym jej za najsłabszy punkt programu, bo cała obsada gra na tym samym poziomie.

homecoming

Najsłabszym elementem jest scenariusz. To on tworzy bardzo jednowymiarowe postaci, pozbawiając widza możliwości samodzielnej oceny. Pełen jest  niedociągnięć, nieprzemyślanych zagrań i słabych dialogów.

Pomysł przewodni czyli 'szalona z miłości' jest wtórny, ale można na nim sporo wyrzeźbić, tylko trzeba wiedzieć jak.

Czy ten film posada w ogóle jakieś zalety? Jest przyjemnie przeciętny i nieangażujący. W czasie oglądania można wyprasować furę prania i jeszcze ugotować obiad. Ja oglądając go pisałam recenzje innego filmu na drugim laptopie i nie miałam absolutnie żadnego problemu z rozeznaniem się w prostej jak drut fabule.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:2/10

Tagi: thriller
12:49, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 listopada 2017

 The Collector/ Kolekcjoner (1965)

kolekcjoner

Fryderyk Clegg cichy urzędnik bankowy wygrywa okrągłą sumkę, która umożliwia mu spełnienie największych marzeń. Powiększa więc swoją kolekcję egzotycznych motyli i kupuje zabytkowy dom na wsi. Teraz potrzeba mu tylko żony. Skąd wziąć żonę, gdy jest się nieśmiałym dziwakiem i odludkiem?

W oko wpada mu rudowłosa piękność imieniem Miranda, która studiuje malarstwo. Postanawia sprawić by go pokochała. Tu z pomocą przychodzi mi znany afrodyzjak - chloroform, którym załatwia swoją wybrankę i zabiera do domu. Tu w piwnicznej komnacie rozpoczyna zaloty.

kolekcjoner

Jak to się stało, że umknął mi ten obraz? Do prawdy nie wiem. Jeśli umknął i Wam możemy się teraz razem bić w pierś, bo mamy tutaj klasyk, którego nie powstydziłby się Hitchcock. Nakręcił go jednak twórca "Wichrowych wzgórz", może stad taka 'romantyczna aura', nie mniej jednak nie można mu odmówić doskonałego poprowadzenia wątku rodem z psychologicznego thrillera.

Jest to jeden z pierwszych filmów poruszających tematykę seryjnych morderców kobiet. Pamiętajmy, że mamy lata '60, więc jesteśmy daleko przed erą slasherów, jeszcze dalej nam do ery "Milczenia owiec", czy "Siedem".

Nasz antybohater jest więc 'inny' inny pod każdym względem od współczesnych zabójców i tych filmowych i tych znanych z kronik kryminalnych. Fryderyk jest bowiem gentlemanem. Nie poryw swojej ofiary po to by znęcać się nad nią i zaspokajać sadystyczne zapędy. On takowych nie posiada. Dla niego seksualność jest sprawą drugorzędną, liczy się związek dusz, który pragnie nawiązać z Mirandą.

kolekcjoner

Przekonany o swoich niedostatkach wybiera kontrowersyjną drogę znajomości. Porywa kobietę i zmusza ją do swojego towarzystwa. Zaleca się do niej, podczas gdy ona marzy tylko o tym by zwiać. Zawiera z nią dziwny układ. Obiecuje, że wypuści ją po czterech tygodniach jeśli ta poświęci ów czas na bliższe poznanie go. Miranda zgadza się, nawet stara się być miłą dla Fryderyka, ale wykorzystuje każda okazje by dać nogę jak najdalej od wielbiciela, co ten znosi z coraz mniejszą cierpliwością.

Wydaje się, że ta relacja zmierza albo do narodzin syndromu sztokholmskiego u ofiary, albo do ślepej furii u oprawcy, który w końcu rozżalony zabije swoją wybrankę. Jak to się mówi, raz na wozie raz pod wozem.

Obserwując rozgrywającą się między tą dwójką sytuację nie wiedziałam jakiego finału oczekuje. Samotny chłopiec mimo swojego szaleństwa nie budził oczywistej niechęci jaką zwykli budzić sprawcy porwań i szaleńcy w ogóle. Wiedziałam że jest niebezpieczny, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl: A może go pokocha?

kolekcjoner

Doskonałe aktorstwo obydwu stron sprawiło, że ich relacja była bardzo żywa, a każda wypowiadana kwestia przekonująca. Dwoje i piwnica tworzą bardzo intymną atmosferę, przestrzeń dla bardzo intensywnych emocji, których odbiorcom będzie każdy szczęśliwy widz, który obejrzy film.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:9

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 18 listopada 2017

Sil-jong aka Missing (2009)

missing

Hyeon-a wraz ze swoim chłopakiem odwiedzają małą restaurację na prowincji. Jej właścicielem jest niejaki Pan-kon, który od razu wzbudza podejrzenie dziewczyny. Nie spodziewa się ona jednak, że starszy mężczyzna o przebiegłym spojrzeniu jest seryjnym mordercą, a ona będzie jego trzecią ofiarą. Podczas gdy Hyeon-a przeżywa katusze więziona przez Pan-kon, jej siostra  Hyeon-jeong rusza na jej poszukiwania.

"Missing" to jeden z nieco starszych koreańskich thrillerów. Mimo, że zostaje w tyle za moimi faworytami jeśli chodzi o kino koreańskie, to nadal jest to bardzo udana produkcja, którą muszę Wam polecić. Jest jednocześnie jedną z brutalniejszych.

Temat popularny - seryjny morderca. W tym przypadku fabuła czerpie nieco z autentycznej historii pewnego siedemdziesięcioletniego rybaka, który u schyłku swego żywota rozpoczął morderczą karierę, zabijając trzy kobiety.

Film można podzielić na dwie części. Pierwsza skupia się na postaci pierwszej z sióstr, młodszej, rozrywkowej Hyeong-a, która jest przetrzymywana przez zwyrodnialca. Tu poznajemy jego zbrodniczy kunszt, jego sadystyczne upodobania. Nie obejdzie się bez drastycznych scen, gwałt, etc.

missing

Druga połowa filmu jest poświęcona działaniom, starszej z sióstr, tej odpowiedzialnej i rozważnej. Dziewczynie dość szybko udaje się ustalić gdzie mniej więcej słuch o jej siostrze zaginął, ale na niewiele się to zdaje, bo miejscowa policja nie dostrzega przesłanek o popełnieniu przestępstwa. Hyeong-jeong można rzec bierze sprawy w swoje ręce i tak dochodzi do niezbyt szczęśliwej konfrontacji z psycholem.

missing

Jak na solidny thriller przystało, nie zabraknie tu napięcia. Scenariusz nie patyczkuje się z bohaterami, więc happy end jest tu bardzo wątpliwą sprawą. Aktorzy dają radę, choć pewne manieryzmy typowe dla Azjatów są tu bardziej widoczne niż w młodszych filmach z tego kraju. Na prowadzenie wysuwa się tu Seong-kun Mun, który mógłby wiele nauczyć innych filmowych zboków. Film raczej z kategorii tych mocniejszych więc przestrzegam.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

64/100

W skali brutalności:5/10

czwartek, 16 listopada 2017

Like. Share. Follow (2017)

like share follow

Młody chłopak imieniem Garret prowadzi popularny videoblog, w którym dzieli się swoim prywatnym życiem z widzami.

Pewnego dnia poznaje  na mieście sympatyczną dziewczynę, z którą szybko ląduje w łóżku. Nazajutrz panna wyznaje mu, że jest fanką jego działalności w sieci, zakochała się w nim za pośrednictwem internetu i specjalnie dla niego zmieniła miejsce zamieszkania. Garret jest lekko przerażony sytuacją i postanawia wymiksować się z tej znajomości. Okazuje się, że nie jest to takie proste, bo FanGirl nie zamierza odpuścić.

"Like Share. Follow" wprowadza nas w świat internetowego ekshibicjonizmu i przestrzega przed nieostrożnym dzieleniem się swoją prywatnością. Takie teraz czasy, że każdy może zostać celebrytą jeśli wystarczająco się obnaży i nie dotyczy to koniecznie świecenia gołą dupą w sieci, a raczej wpuszczania obcych ludzi do swojej 'głowy'. Tak też czynił nasz bohater, Garret.

Przejęty swoją popularnością, jest pewien, że udało mu się nawiązać więź z milionem ludzi, którzy śledzą jego internetowe wynurzenia. Przez myśl nie przechodzi mu, że wśród nich mogą być jednostki niebezpieczne.

like share follow

like share follow

Mimo, że film porusza ważny, można rzec temat, nie robi tego w zbyt atrakcyjny dla odbiorcy sposób. Bardzo szybko wszytko staje się nazbyt oczywiste, a błędy popełniane przez bohaterów sprawiają, że przestajemy wierzyć w ich zdolność logicznego myślenia. Nie mniej jednak nie skreślam tej historii całkowicie. Jestem na bakier z nowymi trendami w internecie, nie śledzę żadnego kanału na youtube i nie wierzę w moc internetowych znajomości. Świat Garreta całkowicie osadzony w cyberprzestrzeni był więc dla mnie pewną ciekawostką, bo jak można tak funkcjonować?

Fabuła filmu mimo że sili się na mądre przesłanie, nie prezentuje wyżyn intelektualnych. Jest prosty i raczej nie wymagający. Do obejrzenia bez zgrzytów, ale i bez zachwytów.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 12 listopada 2017

Road Games/ Autostopem po śmierć (2015)

road games

W czasie podróży po Francji Jack bezskutecznie próbuje złapać, gdy na poboczu pojawia się samochód z szamoczącymi się pasażerami. Jedną z nich okazuje się Veronique. Jack ratuje ją z rąk agresywnego kierowcy. Okazuje się, że dziewczyna też podróżuje autostopem, więc postanawiają połączyć siły w wędrówce.

Złapanie stopa w tej okolicy wcale nie jest łatwe, tabliczki na poboczu ostrzegają przed zabieraniem nieznajomych a gminna wieść niesie, że od jakiegoś czasu w tej okolicy grasuje morderca.

W końcu młodym udaje się złapać podwózkę, nie mniej jednak zachowanie kierowcy, który postanawia ugościć podróżnych w swoim domu, nie należy do zwyczajnych.

"Road Games" to mało znany thriller mało znanego twórcy. Raczej nie zaskarbił sobie sympatii widzów, jak wnoszę po ocenach filmu w sieci. Ze wspomnianymi ocenami nie do końca mogę się zgodzić, bo mimo iż zdecydowanie nie jest to kino z wyższej półki to przekonało mnie dość świeżym podejściem do oklepanego tematu. Pamiętacie "Wyspę strachu" z Milą Jodovic? Tu stosowane są podobne wybiegi, na tej zasadzie, że ni cholery nie wiadomo kto poluje na kogo. Mimo iż pogrywanie z widzami za pomocą twistów fabularnych to stała praktyka thrillerów, to tu wyjątkowo się to udało. Może to za sprawa niepozorności tego filmu odzwierciedlonego w jego formie.

Pomysłowy zamysł główny jest najmocniejszym elementem produkcji, choć początkowo  niewiele na to wskazywało.

road games

road games

Nastrój filmu opiera się na jego minimalizmie. Mamy tu niewielu bohaterów, ale ich charakterystyki są bardzo ‘żywe’, trochę groteski, trochę schizu. Tempo akcji jest dość nierówne, ale dostosowane do stylu narracji.

Całość jest całkiem oryginalna i mile się ją ogląda, jeśli nie lubujecie się w mainstreamie i przychylacie się do mniej komercyjnych produkcji.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 04 listopada 2017

Memoir of a Murderaka  Sal-in-ja-eui Gi-eok-beob/ Wyznania mordercy (2015)

memoir of a murder

 Byeong-soo właśnie dowiaduje się, że cierpi na alzhaimera. Jedyną radę jaką dostaje od lekarza to, by pielęgnował wspomnienia póki może. Tak też postanawia uczynić Byeong -soo. Rezygnuje ze swojej praktyki weterynaryjnej po tym jak przez pomyłkę uśmierca kota i skupia się na spisywaniu swoich wspomnień. Wspomnień nie byle jakich, bo wspomnień seryjnego mordercy, który ostatnią ofiarę zabił przed siedemnastoma laty. Niestety okoliczności zmuszą go kolejnego pościgu w ślad za osobą, która zasługuje na śmierć, gdy na swojej drodze spotyka godnego, albo niegodnego, zastępce.

Kiedy przeczytałam, że "Meoir of murder" to historia seryjnego mordercy z demencją produkcji koreańskiej, wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć.

Koreańczycy jak zwykle, niebanalni. Co prawda cała opowieść nie zrodziła się w głowie twórców filmu, lecz pisarza, autora powieści pod tym samym tytułem, nie mniej jednak uderzające jest to, że moi ulubieńcy znowu wyszli na przeciw moim potrzebom. Ile razy zastanawiałam się co dzieje się z seryjnymi mordercami na starość? Oczywiście tymi, którym starości było dane dożyć. Dlaczego przestali zabijać? A może nie przestali? Co porabiał Zodiak? Jak emeryturę spędził Kuba Rozpruwacz? I wielu wielu innych, o których nawet nie dane nam było usłyszeć, bo ich zbrodnie nigdy nie wyszły na jaw, albo nie zostały rozwiązane właściwie.

memoir of a murder

Byeong-soo jest odpowiedzią na te pytania. Po zabiciu ostatniej ofiary miał wypadek i skupił się na wychowywaniu córki. Teraz cierpi na zaniki pamięci i walczy jak lew by zachować odrobinę przytomności umysłu. Wtedy na jego drodze staje, można rzec, sobowtór. Młody sprawny i zabójczy. Byeong- soo nakrywa go praktycznie na gorącym uczynku. Wystarczy jedno spojrzenie w oczy by drapieżnik rozpoznał drapieżnika.

memoir of a murder

Młody morderca oczywiście nie chce być złapany, w pogardzie ma próby zdemenciałego starca, układa plan.Byeong- soo wie, że jego umysł powoli zanika, ale mordercze zwyczaje pozostają. ów brak jasności umysłu po stronie naszego staruszka niejednokrotnie każde nam poddawać w wątpliwość jego osąd sytuacji.

Ich pojedynek dostarczy wielu emocji. Bez hollywoodzkiej kaskaderki i efekciarstwa, czyli po koreańsku, czyli tak jak lubię. Ze świetnym aktorstwem po męskiej stronie obsady i urodnym po damskiej. Jest to pojedynek między dwoma czarnymi charakterami, bo jeden i drugi ulepieni są z tej samej gliny, nawet historie ich naznaczonego przemocą dzieciństwa można przyrównać. Oczywiście, Byeong-soo zabijał tylko tych, którzy 'zasługiwali na śmierć tym jak żyli', ale przecież tak mówi każdy seryjny, czyż nie. Mimo tego jestem pewna, że starszy pan przekona Was by to jemu kibicować.

Nie będę ukrywać, że thriller "Wyznania mordercy" mnie zachwycił. Próbuje desperacko przypomnieć sobie jakiś koreański thriller, który mnie nie zachwycił, by pokazać, że tli się we mnie trochę obiektywizmu, ale nic z tego. Albo koreańskie kino jest tak bezbłędne, albo postradałam rozum;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

78/100

W skali brutalności:2/10

wtorek, 31 października 2017

Sun Choke (2015)

sun choke

Młoda kobieta, Janie żyje zamknięta w czterech ścianach willi w Los Angeles. Towarzyszy jej surowa opiekunka, gosposia i terapeutka w jednej osobie. Wykorzystując często kontrowersyjne metody Irma pracuje nad zdrowiem psychicznym Janie. Kolejnym krokiem w terapii ma być samodzielne opuszczenie domu. Gdy Janie samotnie krąży po mieści wpada na rówieśniczkę Savanne, która budzi jej zainteresowanie. Zainteresowanie w wykonaniu Janie ma jednak osobliwe oblicze.

Zarówno pomysł jak i reżyseria filmu jest zasługa jednej osoby, Bena Crescimana, o którym w sumie niewiele mi wiadomo. Pisywał już scenariusze, nakręcił film krótkometrażowy, współpracował w produkcji, dorobek więc raczej niewielki. Nie przeszkodziło mu to jednak  w zrealizowaniu "Sun Choke". Jest to obraz z rodzaju tych dziwnych. Gatunkowo można go określić mianem thrillera psychologicznego.

Uwaga widza skupia się tu na Janie, która pozostaje w domu pod opieką Irmy. O jej rodzinie wiemy tyle, że ojciec na dłużej wyjechał do Japonii. O samej Janie też nie dowiemy się wiele, jeśli chodzi o jakiś konkretny werbalny przekaz.

Migawki z jej życia, pokazują nam że ma poważne problemy zdrowotne. Jej psychika jest delikatnie mówiąc w rozsypce. Z tej przyczyny dziewczyna została odizolowana.

Opiekująca się nią Irma surowo egzekwuje posłuszeństwo w wykonywaniu przez Janie jej zaleceń. O ile joga i picie koktajli nie są niczym szczególnie kontrowersyjnym o tyle Irma ma w zanadrzu dużo mocniejszy repertuar. Zacznijmy od izolacji: Młoda, piękna dziewczyna odcięta od świata, jak Roszpunka w wysokiej wieży pod strażą złej wiedzmy. Kiedy Janice zbyt rozsmakowuje się w wolności, elektryczna obroża ostudza jej zapędy. Irma stosuje też hipnozę, o której akurat nie mam najlepszego zdania, ale to jeszcze nic, obserwujemy bowiem jak Irma wywołuje u Janie ataki epileptyczne.

sun choke

Ale czy zła wiedźma wypuściłaby swoją Roszpunkę na balety do miasta? No, raczej nie. Janie dostaje jednak wychodne w związku z postępami w terapii. Tu w jej życiu pojawia się Savannah. Widzimy jak Janie sprytnie obserwuje dziewczynę zbliżając się do niej coraz bardziej. Pytanie jaki w tym cel?

I tu mam problem. Scenariusz nie przewiduje wyjaśnień, nie podsuwa zbyt wielu podpowiedzi bym mogła zbudować jakąś interpretację dalszych zdarzeń. Następuje eskalacja choroby Janie, o której jednak nie chce pisać zbyt wiele.

Finał jest taki, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta mozolnie budowana opowieść zmierzała w zasadzie donikąd. Zabrakło tu pointy.

sun choke

Technicznie jet zgrabnie. Kolorystyka zdjęć wywołuje wrażenie, że obserwujemy obraz przez mgłę. Może to ta sama mgła która spowija umył Janie? Aktorstwo prezentuje niezły poziom. Sarze Hagan odtwórczyni roli Janie udaje się przykuć uwagę, wzbudzić niepokój.

Reasumując nie wróżę tej produkcji zbyt wielu fanów. Potrafi zainteresować, ale z utrzymaniem zainteresowania jest już problem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś: 5

48/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 29 października 2017

Wind River (2017)

wind river

Wind River to nazwa rezerwatu w Wyoming na terenie, którego Cory Lambert, tropiciel dzikiej zwierzyny znajduje zwłoki nastoletniej Indianki, Nathalie. Sprawę wyglądającą na morderstwo ma zbadać młoda agentka FBI, Jane Banner. Kobieta szybko zaczyna rozumieć, jak trudne będzie wytropienie sprawcy w pojedynkę, więc nie mogąc liczyć na wsparcie swoich jednoczy siły z tropicielem drapieżników i miejscowym strażnikiem rezerwatu. Wkrótce pojawia się trop.

"Wind River" to podręcznikowy thriller kryminalny, jeden z tych, które praktycznie w gwarancie mają sympatię widzów. Jego twórca nie ma na koncie zbyt obszernej filmografii, ale napisał scenariusz do "Sicario" a więc mówi nam to coś o jego preferencjach. "Wind River" to obraz traktujący o sile i waleczności kobiet, więc wszytko się zgadza.

Akcja rozgrywa się w mojej ulubionej zimowej scenerii, zagrożenie śmiercią przez zamarznięcie jest tu bardzo realne.

Klimat filmu podkreśla nieprzyjazny charakter terenów w jakich przyszło żyć mieszkańcom Wind River, niejako obwiniając samo otoczenie za tragiczne wydarzenia. Wybór takiego, a nie innego miejsca akcji skutecznie przyczynia się do zbudowania filmowego nastroju.

wind river

Głównym bohaterem jest szczęśliwy znalazca zwłok, Cory, mężczyzna w średnim wieku, twardziel, który przed trzema laty stracił ukochana córkę, Emily. Co ciekawe, za życia Emilly przyjaźniła się z Natalie, więc śmierć kolejnej młodej dziewczyny  otwiera w nim starą ranę.

Za sprawą prośby przybyłej z Vegas agentki FBI angażuje się w sprawę i nie da się ukryć, że owo zaangażowanie okazuje się niezwykle cenne. Nasza agentka o twarzy Elisabeth Olsen niczym dziecko we mgle wydaje się nie mieć nic z twardej policjantki, które zwykły badać sprawy morderstw. Polubiłam ją mimo tego, a jej skrywaną nieporadność uznałam za rozczulającą.

wind river

Mamy więc fajny klimat, schematyczne, ale przyjemne postaci, teraz najważniejsze: kryminalna intryga. Ta również mnie przekonała choć nie pozostawiła dużo przestrzeni na domysły. Kiedy na arenę wkroczą antybohaterzy już będziecie wiedzieć, że to oni.

Cała sprawa nie jest szczególnie wymyślna, ale ta prostota dodaje historii realizmu. Narracja nie przesadza z dynamiką, małe postoje na mądre  rozważania naszego głównego twardziela doskonale równoważą przymioty kina czysto rozrywkowego z refleksyjnością przypowieści niosącej jakiś morał.

"Wind River" to przykład kina uniwersalnie dobrego. Całe przedsięwzięcie idzie wydeptaną w śniegu ścieką, nie zbaczając z obranego kursu. To sprawia, że nie znajdziecie tu nic nowatorskiego, czy oryginalnego, ale ten nieco archaiczny duch czuwa nad wszystkim.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:8

70/100

W skali brutalności:3/10

środa, 25 października 2017

1922 (2017)

1922

Wilfred James, farmer w średnim wieku przeżywa poważny kryzys małżeński. Jego żona Arlette pragnie przenieść się do miasta zabierając ze sobą nastoletniego syna małżonków i spieniężając swoją część ziemi uprawnej. Mężczyzna nie wyobraża sobie takiej wizji przyszłości. Jeśli Arlette sprzeda ziemie zainteresowanym kupcom jego farma będzie teraz sąsiadować z ubojnią, a pola uprawne zaleją świńskie flaki. Obawia się też utraty kontaktu z synem  tego, że ten po przeprowadzce do miasta już nigdy nie przyjmie ojcowskiego spadku. Wilfred jest zdesperowany do tego stopnia, że namawia swojego syna do zamordowania matki. Manipuluje nim na tyle, że chłopak się godzi. Kiedy Wilfred wraz z Henrym podrzynają gardło Arlette jest rok 1922 i wtedy wszytko się zaczyna...

"1922" to kolejna tegoroczna produkcja filmowa zainspirowana twórczością Stephena Kinga. To też kolejny po "Grze Geralda" obraz Netflixa.

Fabuła filmu czerpie z opowiadania zawartego w zbiorze "Czarna bezgwiezdna noc" noszącego tytuł "1922". Tytuł to oczywiście wskazówka odnośnie czasu akcji, która rozpoczyna się właśnie w roku 1922, gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie tradycja nakazuje kochać ziemię, aż po grób - nie ważne już czyj.

Narratorem opowieści, bazującej na uwielbianej przez Kinga retrospekcji jest farmer Wilfred James. Snuje on swoją opowieść w jakimś zapadłym moteliku gdzie sprowadziły go koleje losu i jego własne złe wybory. Wraca pamięcią do 1922 roku, najgorszego roku swojego życia, jak deklaruje, by przywołać wspomnienia o tym jak stracił wszytko.

1922

Film bardzo fajnie oddaje gawędziarski styl Kinga, kształtując scenariusz na wzór przypowieści z morałem.

Właściwa akcja zaczyna się od konfliktu małżonków. Arlette ma wyraźnie inne potrzeby niż mąż i teraz zamierza zacząć je realizować. Pan James widzi to inaczej. Jest przywiązany do ziemi i nie wyobraża sobie życia nigdzie indziej. Mimo iż obraz ich małżeństwa widzimy tylko w wielkim skrócie, to wyraźnie widać, że ich relacja została zdominowana przez gorycz rozczarowania wspólnym życiem. Złe emocje są tak nagromadzone, że Arlette na złość mężowi zamierza sprzedać swoją część ziemi rodzinie zajmującej się ubojem bydła. On zaś posunie się do ostateczności by uniemożliwić jej wcielenie planu w życie. Mężczyźnie udaje się przekonać syna by ten pomógł mu w zamordowaniu matki. Oczywiście zdarzenie to staje się punktem, w którym młody chłopak zacznie oddalać się od ojca.

Jeśli w tym miejscu sądzicie, że Wilfred James jest archetypicznym antybohaterem, bezwzględnym okrutnikiem to się mylicie. Poznamy go jako inteligentnego, wrażliwego człowieka którego postawiono pod ścianą. Nie jest wiejskim chłopkiem roztropkiem, na którego można najwyżej pogardliwie splunąć. Mnie jego postać bardzo zaciekawiła, bo jest niejednoznaczna i złożona. Jest generalnie siłą tej opowieści.

Jak wspomniałam rok zamordowania żony to dopiero początek tej historii. Od chwili gdy zwłoki Arlette James spoczną w studni na terenie gospodarstwa na farmie i jej mieszkańcach zaczyna ciążyć klątwa. Znajdzie się tu spora przestrzeń na zjawiska niewytłumaczalne, które skutecznie przekuto na wizualne wrażenia typowe dla gatunku grozy. Jednak pamiętajcie że jest to opowieść, która zrodziła się w głowie Kinga, a głównym źródłem strachu w jego twórczości wcale nie są zjawiska nadnaturalne tylko ludzie i ich czyny. Sprawne sportretowanie ludzkiego dramatu to główna siła napędowa tego filmu.

1922

W moim przekonaniu ta ekranizacja diabelnie się udała. Nie tylko jako horror, jako film generalnie. Twórcy, który mimo iż nie miał wielkiego doświadczenia udało się zaangażować wprawnych aktorów i ekipę która zadbała o doskonałe wrażenia wizualne. Nie wiem tylko co powiedzą fani wersji oryginalnej, czy wszytko się zgadza? No, nie wszytko. Ja skupiając się na efekcie finalnym stwierdzam, dobra rzecz.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

środa, 04 października 2017

El Bar/ Bar (2017)

el bar

Do małego Madryckiego bistro wchodzi długonoga piękność by podładować telefon. Na miejscu spotyka  kilkoro innych klientów, jeden z nich już zbiera się do wyjścia. W momencie przekroczenia progu knajpy mężczyzna zostaje odstrzelony. Przez kogo? Nie wiadomo. Dlaczego? Nie wiadomo. Ulice opustoszały nieoczekiwanie. Jeden z przypadkowych klientów knajpy wychodzi na zewnątrz by udzielić pomocy postrzelonemu mężczyźnie. Jednak gdy tylko zdoła się nad nim pochylić sam staje się ofiarą niewidzialnego snajpera. Wygląda na to, że ktokolwiek spróbuje opuścić bistro zginie.

"El Bar" obraz twórcy "Pokoju dziecięcego" typowym thrillerem z pewnością nie jest. Duża dawka satyry i czarnego humoru sprawia, że groza schodzi tu na dalszy plan. Miejscami obraz kojarzył mi się to trochę z filmami Almadovara - nie jestem jednak znawczynią jego filmografii by powiedzieć to z pełnym przekonaniem.

Twórcy nie dysponowali wielkimi pieniędzmi, więc produkcji przypięto łatkę kina klasy B. Niski budżet nie koliduje szczególnie z zamysłem twórców, którzy postawili na 'pierwiastek ludzki'.

Skupiamy się tu niemal od początku na bohaterach i ich wzajemnych relacjach. Relacjach opartych na nieufności, bo nikt nie zna tu nikogo, a sytuacja zagrożenia sprawia, że każdy może okazać się wrogiem. Atmosfera robi się gęsta, jednak napięcie każdorazowo rozładowywane jest humorem. W zasadzie można powiedzieć, że od tego jak odbierzecie te śmieszki zależy, czy spodoba Wam się film. Tu na dwoje babka wróżyła. U mnie różnie z tym było. Niektóre żarty wywołały uśmiech, inne wydały się żenujące.

el bar

el bar

Fabuła trzyma się kupy - tak z grubsza. Działania bohaterów skupiają się na przetrwaniu w sytuacji, której nie rozumieją. Kolejne teorie spiskowe podsuwają coraz bardziej katastroficzne wizje. Desperacja się wzmaga, więc niektórzy 'przechodzą na ciemną stronę mocy'. Myślę, jednak, że zbyt dużo satyrycznych elementów szkodzi budowaniu napięcia właściwemu gatunkowi.

"El Bar" może się podobać, ale wcale nie musi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:5

55/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 15 września 2017

True Story (2015)

true story

Wzięty, jak dotąd, reporter z New York Times zostaje zwolniony z pracy po tym jak odkryto, że w jednym ze swoich artykułów śledczych nagiął prawdę dla wzmocnienia przekazu.

Gdy Michael bezskutecznie poszukuje zatrudnienia otrzymuje telefon informujący go o sprawie pewnego mordercy, który zamordował swoją żonę i dzieci, a po popełnieniu zbrodni w Stanach ukrywał się w Meksyku posługując fałszywym nazwiskiem. Ni mniej ni więcej podawał się za Michaela Finkela, dziennikarza New York Times.

Prawdziwy Michael postanawia spotkać się z tym człowiekiem i dowiedzieć się dlaczego ten podszył się akurat pod niego.

Thriller "True Story" powstał w oparciu o relację amerykańskiego dziennikarza spisaną pod tytułem "Złodziej tożsamości. Historia prawdziwa". Książki nie miałam okazji przeczytać, nawet o niej nie słyszałam choć ukazała się na polskim rynku. Film jest dziełem nie szczególnie doświadczonych twórców, choć nie odnotowałam w nim rażących uchybień na poziomie wykonawczym. Sama historia, cóż, dość ciekawa. Jej głównym tematem jest spotkanie między doświadczonym i bystrym dziennikarzem a gościem, który zamordował własną rodzinę. Chyba domyślacie się, że ciekawość Michaela nie ograniczyła się do zbadania dlaczego niejaki Christian Lango postanowił się pod niego podszyć. Jego dziennikarski apetyt jest znacznie większy. Mężczyzna postanawia dociec prawdy na temat popełnionej zbrodni, dowiedzieć się, czy Lango zabił, a jeśli tak to dlaczego to zrobił. Aresztowany mężczyzna zgadza się na wywiad na wyłączność, z którego ma powstać książka autorstwa Finkela, ma jednak swoje warunki.

true story

Ta historia w jakiś sposób kojarzy się relacją zawartą w "Szanowny Panie Gacy", bo opowiada o psychologicznej grze między mordercą za zainteresowanym jego historią 'prawym obywatelem'. Tak jak intencje nastolatka korespondującego z Gacy'm nie były zbyt czyste, bo chciał wykorzystać znajomość do własnych celów, tak samo dzieje się w przypadku Michaela. Jakie intencje może mieć dziennikarz pogrążony w niesławie łatwo można się domyślić, ale o co chodzi mordercy? Tu sprawa jest nieco bardziej złożona. W wielkim uproszczeniu myślę, że facet chciał po prostu być kimś innym, ale to nowe oblicze chyba też ostatecznie go rozczarowało.

Produkcja jest silna w dobra obsadę. Elegancko odchudzony Jonah Hill, którego po raz pierwszy widziałam w niekomediowej roli, śliczna jak zawsze i emanująca kobiecą stanowczością Felicity Jones i wisienka na torcie, czyli James Franco, jak zwykle pyszałkowaty i nie budzący sympatii.

Seans uważam za zadowalający, ale rewelacji nie ma.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

To coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

środa, 30 sierpnia 2017

Madre (2016)

madre

Diana jest matką cierpiącego na autyzm Martina. Obecnie jest w kolejnej ciąży i boi się, że drugie dziecko "będzie takie samo". Małżonek kobiety pracuje w Japonii więc zazwyczaj nie ma go w domu a wszystkie trudy wychowania chłopca spadają na nią.

Pewnego dnia w supermarkecie Diana poznaje Luz, sprzątaczkę z Filipin, której udaje się w prosty sposób powstrzymać atak u syna Diany. Za namową męża, Diana postanawia zatrudnić obcą kobietę w charakterze pomocy domowej i opiekunki Martina.

Chłopiec przechodzi cudowną przemianę. Luz twierdzi, że wyleczyła z autyzmu swojego syna i to samo zrobi z Martinem. Początkowo zachwycona Diana zaczyna dostrzegać, że przemiana chłopca ma też ciemną stronę, a zamiary Luz nie są szlachetne.

"Madre" to chilijski obraz nakręcony przez Arona Burna, który zwykł zajmować się raczej wizualnymi aspektami filmów niż tworzeniem ich od A do Z.

Nie jest chyba jednak zupełnie zielony, bo jego produkcja znajduje się na naprawdę wysokim poziomie, co więcej wydaje mi się, że to jeden z lepszych filmów jakie miałam okazję ostatnio widzieć. Nie jest to jednak kino typowe, mainstreamowe więc, nie przypuszczam by miał szansę stać się hitem dla mas.

Bardzo silnie kojarzył mi się z austriackim "Widzę, widzę", bo ma podobnie niepokojący klimat, a fabuła kręci się wokół chłopca w podobnym wieku. To miłe skojarzenie. Jest to jednak kino południowo amerykańskie więc większy nacisk kładziony jest na to co nadnaturalne, choć aspekty dramatyczne i psychologiczne tricki znajdują tu należyte miejsce i to te elementy podobały mi się najbardziej.

Od strony technicznej film jest bardzo sprawny i nie ma na co urągać. Jak na produkcję speca od efektów specjalnych ze zdziwieniem stwierdzam, że efektów nie ma tu wcale. I dobrze, bo nie było by sensu posiłkować się nimi. Fabuła nie narzuca jednej drogi interpretacji rozgrywających się wydarzeń w stylu "Luz jest wiedźmą więc trzeba pokazać kociołek wypełniony kurzymi łapkami", albo "Diana jest rąbnięta więc trzeba pokazać jej haluny". Skupiamy się więc na niewiadomych i podejrzeniach.

Wszystko jest fajnie skonstruowane, napięcie rośnie miarowo wraz z podejrzeniami Diany, a tych mamy całą masę. Zachowanie, dziwne i niejednoznaczne, Luz i Marina może wpędzić w poczucie zagrożenia, z drugiej strony może to tylko paranoja? Aktorstwo prezentuje wysoki poziom, choć nie podejrzewam czarnego konia tej rozgrywki, czyli odtwórczyni roli Luz o jakiekolwiek doświadczenie w tej materii. Młody też jest czadowy i nie ważne jaką postawę ma prezentować w danej chwili , daje radę.

madre

madre

Potencjał tej historii tkwi w tajemnicy i niepomówieniu. Każda droga interpretacji jest dobra. Diana borykająca się trudami wychowania niepełnosprawnego dziecka,w drugiem dzieckiem w drodze i z nieobecnym mężem faktycznie mogła przejść załamanie nerwowe. Autyzm to specyficzna przypadłość i możliwie jest że Luz mogło udać się nawiązać kontakt z dzieckiem podczas gdy matka i specjaliści rozkładali ręce. (Miałam kiedyś taki przypadek na stanie, ten sam cierpiący na autyzm mężczyzna jednym pracownikiem placówki rzucał o ścianę innego głaskał po głowie). W Dianie zrodziła się zazdrość- ona tu poświęca swoje życie, całą siebie i w podzięce otrzymuje wrzask i kopniaki, a jakaś typiara z ulicy ogarnia jej dzieciaka jednym zdaniem. To musi być frustrujące.

Z drugiej strony mamy teorię o złych zamiarach obcej kobiety. Dziecko jest jak zaklęte, od głębokiego autyzmu do normalności. Jednak nie poprawia to relacji Martina  z matką. Chłopiec odsuwa się od niej. Diana słyszy jak Luz przemawia do niego po filipińsku i przeczuwa, że mówi mu okropne rzeczy. Fizycznie Daina zaczyna czuć się coraz gorzej, czyby nie służyła jej filipińska dieta?

Kupuję tą historię, kupuję jej klimat i sposób w jaki została opowiedziana. Produkcja całkowicie w moim guście. Kto go podziela, czym prędzej powinien zapoznać się z "Madre".

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:9

76/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 27 sierpnia 2017

Killing Ground/ Zabójcza ziemia (2017)

killing ground

Narzeczeni, Sam i Ian wyruszają na kemping. Rozbijają obóz nad rzeką ciesząc się malowniczymi krajobrazami Tanzanii. Nieopodal zauważają jeszcze jeden samochód i namiot pozostawiony przez innych obozowiczów. Po ludziach jednak nie ma śladu.

Nazajutrz Sam postanawia zgłosić zaginiecie sąsiadów, gdy znajduje porzucone w lesie dwuletnie dziecko. Po drodze para napotyka miejscowego myśliwego, który niedawno widział rodzinę z dzieckiem całą i zdrową. Mężczyzna i Ian wyruszają na poszukiwania rodziny, która planowała wycieczkę nad wodospad.

Z uwagi na Australijski rodowód "Killing Ground" i jego liczne porównania do "Ostatniego domu po lewej", czy "Eden Lake" spodziewałam się miazgi. Dlatego już speszę do Was ze sprostowaniem byście nie narobili sobie apetytu na coś czego w filmie nie ma.

Jeśli idzie o dozę brutalności i dramatyzm sytuacji "Killing Ground" nie umywa się do obrazów, z którymi był zestawiany. Jednych to pewnie rozczaruje, innych ucieszy.

To co może najbardziej zniesmaczyć, np. sceny gwałtów, rozgrywają się po za kadrem, są jedynie sugerowane. Nie zobaczymy tu też żadnych wymyślnych tortur, krew nie poleje się strumieniem, a potyczka z antybohaterami bardziej skupia się na ganiance.

killing ground

killing ground

Fabuła jest prosta choć twórca starał się trochę namieszać. Początkowo śledzimy równorzędnie dwa wydarzenia rozgrywające się w innym czasie, w przeciągu dnia czy dwóch. Pierwsze to spotkanie antagonistów z obozującą rodzinką i finał owego spotkania.

Tuż obok śledzimy losy Sam i Iana, którzy są o krok od zagrożenia ale jeszcze o tym nie wiedzą. Dla widza to żadna rewelacja, bo i tak wiemy do czego to zmierza. Przez to oczekiwanie zaczynamy sobie wyobrażać bóg wie co, a finalnie dostajemy wspomniane ganianki. Może gdyby nie te porównania do wspomnianych wcześniej obrazów nie przeszłabym przez fabułę "Killing ground" tak obojętnie. Dobra, może nie obojętnie, bo scena z dzieciątkiem jednak mnie trafiła, ale reszta bez rewelacji. Dziwi mnie tym bardziej, że film dostał kategorię R.

Dość o moich rozczarowaniach, trzeba poszukać plusów. Plusem bez wątpienia są plenery, które mamy szansę podziwiać. Scenariusz czynił też próbę nakreślenia charakterystyk bohaterów, ale nie zaszedł z tym zbyt daleko. Dość bym mogła domniemać, że słodka miłość Sam i Iana, zakończy się po tym kempingu, bo laska była poważnie wkurwiona na postawę swojego faceta.  Antagoniści prezentują się nieco lepiej. German ze swoimi nieco aborygeńskimi rysami przypomina dzikiego zwierza, a Chook to przy nim ledwie amator. Jakby powiedziała Miranda z "Gothiki": klasyczny układ mistrz i uczeń. Na tle większości tego typu sodomitów wypadają jednak blado. Wszytko jest więc średnie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

54/100

W sakli brutalności: 2/10

niedziela, 20 sierpnia 2017

Belko Experiment (2016)

belko experiment

Belko Industries, amerykańska korporacja otwiera siedzibę w stolicy Kolumbii. Pracę znajdują tam miejscowi, ale też znaczna rzesza oddelegowanych amerykańskich pracowników.

Tu, w budynku na obrzeżach miasta zostaje uwięzionych osiemdziesięciu pracowników amerykańskiego pochodzenia. Głos dobywający się z głośników nakazuje im by w ciągu półgodziny zabili dwie osoby ze swoich szeregów, w przeciwnym razie 'zostaną wyciągnięte konsekwencje'.

Zdrowy rozsądek nie pozwala korposzczurom na wykonanie polecenia toteż zgodnie z zapowiedzią trupem padają cztery losowo wybrane osoby. Stawka rośnie, następna komenda nakazuje im zabić trzydzieścioro osób, w przeciwnym razie zlikwidowanych zostanie dwa razy więcej.

"Belko experiment" kategoryzowany jest jako film akcji, gdzieniegdzie jako thriller. Przychylić się mogę do jednej i drugiej opcji, a ze względu na znaczną dozę brutalności pokusiłabym się jeszcze o kategorię horroru.

Jest to jedna z tych produkcji obnażających brutalność eksperymentów socjologicznych. Może Wam skojarzyć się z "Circle", "Eksperymentem", czy nawet "Cubem", czy "Piłą", bo rzecz polega na tym by zaprezentować brutalność ludzkiej natury w sytuacji zagrożenia życia sprowokowanej przez odgórnie kontrolowane warunki.

belko experiment

Pomysłodawca i scenarzysta filmu za cel obrał pracowników korporacji. Mówi się, że tacy ludzie są zdolni do wszystkiego, dla wyższego stanowiska, dla premii czasami nawet dla zwykłego samozadowolenia. Lata spędzone w szklanym biurowcu zmieniają ludzi nie do poznania jednym wpajając głód sukcesu innym pozostawiając zwykłą wolę przetrwania. Nie chcę nikogo urazić, ale korporacje mnie przerażają.

Bohaterzy filmu to pracownicy firmy Belko. Nie wiadomo czym tak na dobrą sprawę się zajmują, profil firmy jest równie niejasny co ogłoszenia o rekrutacji generowane przez działy HR. Poznajemy ich w czasie jednego poranka spędzonego w biurze. Od progu są legitymowani i sprawdzani, co więcej dowiadujemy się, że wszyscy amerykanie zostali dodatkowo zaczipowani, niby dla ich bezpieczeństwa.

Szybko przechodzimy do akcji właściwej gdy z głośników zaczynają padać niecodzienne instrukcje kierowane do pracowników. Jedni są tym zaniepokojeni, inni idą się uspawać na dach. Szybko okaże się, że nie są to żarty, bo ludzie zaczynają ginąć.

belko experiment

Tu następuje przełamanie. Powstają obozy przeciwników i zwolenników ludobójstwa. Wyłaniają się czarne charaktery, raczej nie inaczej pod wodzą najwyższego szczeblem pana dyrektora, oraz bohaterzy pozytywni w tym mały lichy korposzczurek, który próbuje odwieść towarzyszy od mordowania się nawzajem.

W panice ludzie robią różne głupie rzeczy i od przypadkowych potknięć się zaczyna, a gdy padnie już pierwszy trup, to Drodzy Państwo, zero zasad jak w mądrej piosence Lao Che: skoki do gardła i rzuty ołowiem. Robi się coraz bardziej brutalnie.

belko experiment

Reżyserem filmu jest Pan od "Wolf Creeak" więc możecie się domyślić, że gościu zadbał o odpowiednie wyeksponowanie rozjebanych głów. Potencjalnych ofiar i oprawców jest gro, więc główna część filmu to nieprzerwana fala przemocy, aj, jest na co popatrzeć, Drodzy skrzywieni amatorzy krwi.

Nie jest to jednak pozbawiona sensu nawalanka, bo możemy tu obserwować całkiem interesujące mechanizmy zachowania, różnorodne postawy, ale nie zapędzajmy się bo jednak nie jest to obraz najwyższych lotów, więc trafiamy też na pewne płycizny i skróty myślowe. Jedno co bym zdecydowanie zmieniła, to ukróciła zakończenie.

SPOILER: Zamiast tej gatki szmatki z panem pseudo socjologiem zakończyłabym fabułę z chwilą gdy nasz final boy zabija ostatniego pracownika Belko. KONIEC SPOILERA.

Efekt finalny jest jednak dobry i przyznam, że oglądałam to dzieło z zainteresowaniem toteż mogę go spokojnie zarekomendować.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

66/100

W skali brutalności:4/10

środa, 16 sierpnia 2017

El guardián invisible/ Niewidzialny strażnik (2017)

niewidzialny traznik

Detektyw Amaia Salazar po powrocie ze stanów gdzie miała okazję pracować w szeregach FBI angażuje się w sprawę serii morderstw w swoim rodzinnym miasteczku. Od jakiegoś czasu w Elizando giną młodziutkie dziewczyny, które morderca zabija w myśl swojego rytualnego modus operandi. Amaia zauważa, że już przed laty w dolinie doszło do kilku niewyjaśnionych zabójstw i zaczyna łączyć sprawy. Niestety Elizando nie jest dla niej zwykłym miejscem zbrodni lecz też siedliskiem przykrych wspomnień z czasów dzieciństwa, co bardzo utrudnia jej działanie.

Tytuł "Niewidzialny strażnik" może być Wam już znany za sprawą książki pod tym samym tytułem, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca. Wchodzi ona w skład całej serii przygód naszej detektyw Salazar.

Na scenariusz filmowy przełożył ją scenarzysta "Rec'a" i "Granic bólu", bardzo sprawny Hiszpan, Lusio Berdejo. Reżyserię powierzono nie mniej doświadczonemu Fernando Molinie, choć zwykł on obracać się raczej w innym filmowym gatunku. Mogę powiedzieć, że efekt ich współpracy jest bardzo udany. Otrzymujemy bowiem dobre kino z pogranicza thrillera i kryminału, którego fabuła skupia się na postaci seryjnego zabójcy. Jest to kino hiszpańskie nie amerykańskie więc mniej tu sensacji, a więcej, bo ja wiem? Uduchowienia?

niewidzialny traznik

niewidzialny traznik

Klimat filmu ma w sobie coś złowrogiego i baśniowego. Bardzo udane zdjęcia plenerowe ukazują nam Hiszpanię od zupełnie nie słonecznej strony. Pojawiają się złe wróżby tarota i baskijskie legendy o strażniku natury. Tuż obok morderca, który obrał za cel udowodnienie światu swoich przekonań względem dorastających dziewcząt. Według mnie takie połączenie bardzo się udało. Jakby tego było mało na dokładkę otrzymujemy mocne wątki dramatyczne dotyczące Amai i jej relacji z rodziną. Retrospekcje z jej dzieciństwa to taka wisienka na torcie.

Jednoznacznie mogę stwierdzić, że film mi się podobał.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

62/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 04 sierpnia 2017

Die Hölle/ Piekło (2017)

piekło

Ozge, była narkomanka, wychowana w muzułmańskiej rodzinie imigrantów z Turcji, przemierza Wiedeń na nocnych dyżurach taksówką, po czym wraca do obskurnego mieszkanka w czynszowej kamienicy. Pewnej nocy po powrocie z pracy staje się świadkiem morderstwa. Widzi jak mężczyzna morduje jej sąsiadkę, prostytutkę. Pech chce, że i on ją zauważa. Seryjny zabójca kobiet obiera Ozge za następny cel.

"Piekło" to thriller produkcji austriackiej i niemieckiej. Bohaterką, raczej nie inaczej, jest imigrantka wyznania islamskiego. Generalnie cała fabuła kręci się wokół świata przybyszy ze wschodu. Tematy imigracyjne będą tu na pierwszym miejscu, ale nie Angela Merkel ma tu głos, więc nie będzie słowa o kulturowym ubogaceniu.

Jest to kino gatunkowe, trzyma sie motywów stosowny dla thrillera z seryjnym mordercą. Nasza bohaterka nie jest jakąś bidulką zakutaną w burkę, lecz kobietą wyzwoloną z patriarchatu w jakim dorastała. Jej dzieciństwo zresztą odgrywa tu nie małą rolę.

Obecnie Ozge zdołała podnieść się z rynsztoka i już nie rozładowuje agresji na sobie. Trenuje tajski boks i jest doprawdy twardą babką. Lecz nawet najtwardsza postać może stać się ofiarą, gdy upatrzy ją sobie świrnięty sukinsyn z misją.

W sytuacji gdy Ozge staje się świadkiem morderstwa zaczyna bezskutecznie poszukiwać pomocy. Jedyną przyjazną jej osoba okaże się mało znaczący detektyw, który poświęca się opiece nad zdemenciałym ojcem. Wspólnymi siłami wytropią morderce.

piekło

piekło

Fabularnie można by rzec film podobny do setek innych. Ilu mieliśmy już biblijnych morderców? Ile niewiast kryjących się w ramionach twardych gliniarzy, bo znalazły się w złym miejscu o złym czasie?

Rzecz w tym, że "Piekło" prezentuje rzeczywistość z innego kręgu kulturowego. Owszem rozgrywa się na zachodzie, ale w świecie imigrantów wyznania 'nie biblijnego'. Nasz morderca w zasadzie niewiele różni się od fanatyków chrześcijańskich (jak pan z "Siedem") z tym, że posługuje się inną lekturą i odbiorcą jego działań - jakkolwiek to brzmi - jest inna grupa docelowa.

Ten kontekst kulturowy jest też istotny jeśli idzie o wątki obyczajowe i dramatyczne. Jest tu rasizm, seksizm i cały wachlarz powikłań jakie mogą wystąpić w wyniku zderzenia odmiennych idei. Myślę, że właśnie to sprawia, że film staje się ciekawszy.

Niewątpliwym plusem jest też tempo akcji. "Piekło" ociera się wręcz o sensacyjne kino kryminalne, choć miejscami można odnieść wrażenie, że z tego rozpędu gubi logikę zdarzeń, ale jestem w stanie litościwie przymknąć na to oko. Reasumując film na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność: 6

To coś:6

62/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 31 lipca 2017

Frenzy/ Szał (1972)

frenzy

W Londynie grasuje seryjny morderca kobiet zwany 'krawaciarzem'. Krawaciarz ma sadystyczne zapędy, gwałci i dusi swoje ofiar własnymi krawatami. Ofiar stale przybywa, a wkrótce jedną z nich stanie się Brenda, była żona Richarda Blaney'a. Z racji pojawienia się naocznego świadka podejrzenie pada na Richarda.

O "Szale" często mówi się, że to ostatni dobry film Hitchcocka. Nie oglądałam dwóch następnych, które jeszcze zdążył zrealizować przed śmiercią, więc ciężko tu potwierdzić to stwierdzenie. Faktem jednak jest, że jest to jeden z bardziej docenianych obrazów mistrza suspensu.

Alfred nakręcił go 'na starych śmieciach', czyli w rodzinnej Anglii. Jak zwykle dobrze przemyślał wybór historii opartej na literackim pierwowzorze i wybór scenarzysty, który bezkompromisowo spełnił jego wolę mieszając nieco w fabule, tak że odstawała od oryginału.

Wrócił do Anglii i wrócił też do tematu, dzięki, któremu odniósł największy sukces - do motywu seryjnego zabójcy szczęśliwie porzucając kino szpiegowskie.

Mimo iż jest to bardzo późny film Hitchcocka i pozbawiony jest wielu charakterystycznych dla twórcy elementów- gdzie ślicznotki na miarę Grace Kelly? - to nadal jest to nieodzowne dziecię swego ojca. Hitchcocka można rozpoznać w ciętych ripostach, dowcipnych i inteligentnych dialogach i przede wszystkim w suspensie.

frenzy

Intryga kryminalna zbudowana jest bardzo dobrze mimo, że niektórzy mogą urągać na to, że Hitch tak szybko zdradza nam tożsamość mordercy- nie martwcie się, facet wie co robi. Mimo że prędko dowiemy się kto zabija, nie znaczy, że nie będzie tu elementu zaskoczenia- będzie jedynie prędko zostanie wprowadzony.

Mamy tu w zasadzie dwóch męskich bohaterów - głównych bohaterów - kobiety tradycyjnie po Hitchcockowsku robią za dodatek do wystroju - którzy mają wzbudzić w widzu niepokój. Pierwszym jest agresywny pijaczek frustrat, wściekły na cały świat zazdrosny o cudze sukcesy, drugim jest jego przyjaciel z sukcesami, ale nie w interesującej go branży - miłości - nadal poszukuje kobiety, która spełni jego specyficzne oczekiwania. To któryś z nich jest zabójcą działającym w morderczym szale.

To co Was pewnie zainteresuje, sceny morderstw. Hitchcock podszedł do sprawy odważnie, bo mamy i gwałty i duszenia. Nie cień noża, nie krew na ścianie. Jak na dzisiejsze standardy mogą się one wydać bardzo asekuranckie, ale przypomnijcie sobie jak to było kiedyś, jak było we wcześniejszych filmach Alfreda.Ofiary wyglądają delikatnie mówiąc nieestetycznie co też musiało budzić spory bulwers.

frenzy

Obok ciemnej strony mamy popis Hitchcockowskich żarcików. Nawet potencjalnym antybohaterom udaje się rozbawić widza, a takie postaci jak duet detektyw i jego żona to istni kabareciarze. Twórcy zapewniają nam więc rozrywki różnego rodzaju. W mojej ocenie jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Hitchcocka.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 29 lipca 2017

Berlin Syndrome/ Syndrom Berliński (2017)

berlin syndrome

Młoda turystka z Australii poznaje sympatycznego Niemca w czasie pobytu w Berlinie. Wyraźnie wpadają sobie w oko i bez zbędnych ceregieli przechodzą na drugi etap znajomości.

Kiedy Clare budzi się następnego dnia w jego mieszkaniu ze zdziwieniem stwierdza, że drzwi są zamknięte. Bierze to za roztargnienie Andi'ego, który miał zapomnieć zostawić jej klucze. Dziewczyna spędza u niego kolejną uroczą noc, a rano sytuacja z zamkniętymi drzwiami powtarza się. Wygląda na to, że zakochany mężczyzna nie zamierza wypuścić dziewczyny.

berlin syndrome

'Berlin Syndrome" to australijski thriller, który, jak wskazuje tytuł, nawiązuje go Syndromu Sztokholmskiego. Kto nie wie co to jest już spieszę z wyjaśnieniem.

Termin ten został stworzony przez psychologa-kryminologa, który pracował przy przesłuchaniu ofiar napadu, który miał miejsce w Sztokholmie w latach '70. Przestępcy przez parę dni przetrzymywali przypadkowe osoby jako zakładników. Po uwolnieniu ofiary odmówiły zeznawania przeciwko oprawcom. Badający sprawę psycholog, uznał, że w takich sytuacjach, może dojść do zaistnienia pokrętnej relacji między napastnikiem a ofiarą, która zaczyna zaczyna przywiązywać się do porywacza, z którym spędza bardzo dużo czasu w izolacji.

Na całym świecie odnotowuje się setki takich przypadków. Niektóre są bardzo znane, szczególnie te które dotyczą ofiar przestępców seksualnych. Pamiętacie "Taśmy z Poughkeepsie"? Tam widzimy syndrom sztokholmski w wersji hardcore.

"Berlin Syndorme' nie ukazuje sprawy tak brutalnie co nie znaczy, że kontekst wydarzeń nie jest na tyle sugestywny by widz mógł się wczuć w sytuację ofiary.

Ofiarą jest młoda i jak widać naiwna Clare. Szuka wiatru w polu i nawiązuje przypadkowe znajomości. Pech w tym, że trafia na Andiego.

Widzimy jak dziewczynie z trudem przychodzi ogarnięcie sytuacji. Widzimy jej dramatyczny rozwój, w którym leży, zasikana i przywiązana do łóżka. Widzimy jak znajduje pęk włosów w odpływie wanny- najpewniej należący do poprzedniczki.

Są też chwile, w których Andi traktuje Clare całkiem dobrze. Daje jej psa, dostarcza lektury do czytania. Widzimy gdy dziewczyna tuli się do niego z bezradności.

Myślę, że pod względem psychologicznym jest to całkiem zgrabny obraz syndromu sztokholmskiego. Tu spory plus za kreacje aktorskie, które na pewne przysłużyły się temu efektowi, w równej mierze co scenariusz. Przypadło mi też do gustu psychologiczne uzasadnienie postawy Andiego.

berlin syndrome 

Jeśli miałabym wskazać jakieś wady, czy potknięcia, to cóż... można podważyć zdolności racjonalnego myślenia naszej bohaterki, jej zaradność. Na pewno u każdego z widzów zrodziło się tysiąc pięćset pomysłu na to jak załatwić psychola i dać nogę, ale cóż plan był inny.

Druga rzecz, akcji można zarzucić zbyt dużą ospałość, ale moim zdaniem takie tempo wynikało z założeń fabularnych: dobremu zobrazowaniu postępującego załamania u bohaterki.

Generalnie jest dobrze, ale do wyrwania z kapci trochę zabrakło

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl