What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: thriller

wtorek, 15 maja 2018

Prodigy (2016)

prodigy

Doktor Fonda specjalizujący się w psychologii dziecięcej podejmuje się zbadania dziewczynki przetrzymywanej w obiekcie wojskowym z uwagi na swoje niezwykłe właściwości. Ellie okazuje się dużym zawodowym wyzwaniem dla mężczyzny, mimo tego wydaje się on być jedyną osobą widzącą w niej człowieka.

"Prodigy" sklasyfikowany jako thriller sci- fi  jest dziełem duetu filmowców o niewielkim dorobku. Spokojnie można ich nazwać debiutantami.

Obraz zrobiono niewielkim kosztem, choć jak na kino sci-fi przystało doczekamy się tu paru efektów i wcale nie są one najgorsze. Niedobory w budżecie widać szczególnie. Próżno szukać tu gwiazd mogących zwabić widzów przed ekrany. Aktorstwo, zwłaszcza jeśli idzie o postaci z dalszego planu nie jest wybitne. Postaci czołowe radzą sobie lepiej, ale widać, że aktorzy nie maja wielkiej wprawy i nigdy nie przestąpili progów większych studiów filmowych.

Scenariusz nie grzeszy oryginalnością, ale może zainteresować widza.

Rzecz dotyczy badań nad nadprzyrodzonymi właściwościami umysłu małej Ellie, która nie tylko jest wybitnie inteligentna, ale też potrafi wykorzystać swój umysł do czegoś więcej niż słowne utarczki z naukowcami.

Dziewczynka posiada zdolności psychokinetyczne, ale nie jest to największy problem. Największym problem jest podejrzenie, że mała jest psychopatką mogącą wykorzystywać swoje moce do niszczycielskich celów. Zadaniem doktora Fondy jest więc zbadanie małej pod tym kątem.

prodigy

prodigy

Fabuła w zasadzie ogranicza się do przedstawienia przebiegu spotkania psychologa z badaną. Młoda zabawia go rozmową, a on stara się wywnioskować z niej czy jest maszyną do zabijania, czy tylko przestraszonym dzieckiem.

Powiem tak, nie wypada to najgorzej. Dla miłośników poruszanych tu wątków i motywów będzie to zapewne interesujące spotkanie. Jeśli lubicie kino minimalistyczne też może być okej. Sama film oglądałam z zainteresowaniem, choć nie mogę go nazwać wybitnie dobrym. Ot średniak z ambicjami.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

55/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 28 kwietnia 2018

Muse/ Muza (2017)

muse

Samuel Solomon profesor literatury na Dublińskim uniwersytecie i poczytny poeta wdaje się w romans ze swoją studentką. Znajomość kończy się samobójstwem dziewczyny dokonanym w jego domu tuż po miłosnym akcie. Zakochany mężczyzna nie może się po tym otrząsnąć.

W rok po tragedii nawiedzają go koszmary o rytualnym mordzie dokonanym na nieznanej mu kobiecie. Kiedy informacje z mediów potwierdzają, że zabójstwo było faktem nie snem, mężczyzna udaje się na miejsce zbrodni szukając wyjaśnienia swojej proroczej wizji. Na miejscu spotyka młodą kobietę, Rachel, która śniła ten sam sen. W przeciwieństwie do Samuela jest ona bliższa odpowiedzi na temat zdarzenia.

"Muza" jest koprodukcją Hiszpanii, Irlandi, Belgii i Francji. Nakręcona w języku angielskim w pełni wykorzystuje dobrodziejstwo klimatu europejskiego horroru, z dużym naciskiem w stronę hiszpańskich nastrojówek. Reżyserem jest znany z "Rec'a", czy "Veronicy" Hiszpan Jaume Balagueró wspierany w pracy nad scenariuszem przez Fernando Navarro. Filmowa fabuła zbudowana została na podstawie powieści innego Hiszpana Jose Carlosa Samozy.

muse

Film od początku kładzie nacisk na wzburzenie atmosfery rodem z opowieści Poego. Jest miłość i śmierć. Nie ma nic romantyczniejszego niż młoda martwa dziewczyna i jej nieutulony w żalu kochanek. Oniryczne wizje to też domena romantyków, którzy często mieszali sny z jawą. Powoli wchodzimy w wątki nadnaturalne. Dziwny kult, rytualny mord, kolejna martwa kobieta. Wówczas Samuel spotyka kolejną tajemniczą piękność, która zdaje się pomaga mu w dojściu do prawdy.

muse

Klimat grozy jest obecny przez cały czas, ale taki w stylu hym.. "Wywiadu z wampirem", coś bliżej mrocznej fantastyki niż typowego horroru bardzo nastawionego na wystraszenie widza.

Aktorstwo na poziomie. Moją szczególna uwagę przykuł Eliot Coran, jakoś tak przypominał mi Rusella w "Pięknym umyśle":)

Może lekko zaspoileruję, ale w sumie patrząc na tytuł... Tematem przewodnim całej zagadki są muzy. Mityczne istoty dające natchnienie artystom. Film ukazuje mroczną stronę ich działalności, cenę jaką należy zapłacić za twórczą wenę.

muse

Ich historia wypada całkiem zgrabnie, ale z pewnością dużo lepiej prezentowała się w książkowym oryginale, filmowa narracja traci jednak na zbyt szerokim objaśnieniu całej sprawy. Przez to film robi się nieco przegadany, a walory horrorowe na tym tracą.

Jeśli już o walorach horrorowych mowa, nie wszytko przypadło mi tu do gustu. Niektóre sceny były zbyt wybujałe, a ja lubię subtelność w kinie grozy. Sama filmowa intryga jako pomysł wypada całkiem zgrabnie. Trochę kuleje wykonanie, bo jak wspomniałam miejscami mamy zbyt dużo łopatologii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 26 kwietnia 2018

Secrets of My Stepdaughter/ Morderca w naszym domu (2017)

morderca w naszym domu

Po tym jak matka siedemnastoletniej Rachel znika bez śladu, najprawdopodobniej niesiona narkotycznym ciągiem dziewczyna zostaje przygarnięta pod dach ojca, który wraz z jej przyrodnią siostrą, Addy i małżonką Cindy tworzą szczęśliwą rodzinę.

Po trzech miesiącach od przeprowadzki Rachel dochodzi do tragedii. Rachel i jej przyjaciółka stają się ofiarami napaści podczas popołudniowej pracy w sklepie. Leslie ginie, Rachel udaje się przeżyć. Policyjne śledztwo sprawia, że Pani Kent zaczyna bliżej przypatrywać się swojej pasierbicy.

morderca w naszym domu

Od czasu do czasu zerkam łaskawym okiem na telewizyjne thrillery. Mają one jedną podstawową zaletę. Tu nawet miejsce zbrodni wygląda jak z katalogu agencji nieruchomości. Nie ważne co się dzieje na ekranie, widz nie jest narażony na zakłócenie przyjemnego nastroju odprężenia, który towarzyszy seansowi. Wszyscy się uśmiechają i mają gładkie włosy. Najgorsze zbrodnie są ugładzone na tyle by ich streszczenie można było serwować wraz z niedzielnym kotletem.

morderca w naszym domu

Tak też jest w przypadku "Mordercy w naszym domu". Widzicie ten perfidny spoiler w tytule? Nawet jego wersja oryginalna sugeruje moim zdaniem zbyt wiele, ale Polska jak zawsze jest mistrzem. Starania scenarzystów by zamieszać w głowie widzowi słodkim uśmiechem naszej bohaterki spełzną więc prawdopodobnie na niczym i nie jest to wina scenariusza, a właśnie tytułu.

Jeśli chodzi o budowanie głównej filmowej tajemnicy nie jest najgorzej. Duża w tym zasługa aktorki wcielającej się w tytułową rolę. Jak na standardy produkcji dla TV naprawdę daje radę.Co do reszty obsady, zmilczę. Cała ekipa prezentuje się jakby właśnie zeszli z planu zdjęciowego spotów reklamowych. Tatuś mógłby reklamować kremy do wybielania odbytu, mama środki na uspokojenie a córka tampony dla dziewic.

morderca w naszym domu

Trochę się podśmiewam, ale mimo iż walory tej produkcji mogą Wam się wydać cokolwiek wątpliwe, mnie oglądało się ją miło. Ot porównałabym seans z tym thrillerem do spaceru po kwitnącym parku w słoneczny dzień.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

w skali brutalności:1/10

sobota, 14 kwietnia 2018

Das Letzte Schweigen/ Cisza (2010)

cisza

W 1986 roku na niemieckiej prowincji dochodzi do brutalnej napaści na jedenastoletnią Pie. Dziewczynka zostaje zgwałcona i zamordowana, a sprawca przez lata pozostaje nieuchwytny.

Ponad dwie dekady później inna dziewczynka znika, na polu pszenicy leży kolejny porzucony dziecięcy rowerek. Dla policji prowadzącej śledztwo jest to znak, że morderca z przed lat powrócił.

Niemiecki thriller "Cisza" jest jednym z lepszych obrazów o tematyce zbrodni na nieletnich jaki miałam okazje oglądać. Wróciłam do niego po latach po to by móc Wam go przedstawić.

Obraz szwajcarskiego reżysera o niewielkim acz konkretnym dorobku (obecnie facet odpowiada za serial "Dark") łączy w sobie walory kina kryminalnego z psychologicznym dramatem i thrillerem.

W przeciwieństwie do większości filmów z gatunku już na wstępie mamy okazję poznać sprawcę. Jest to bezwzględny i okrutny człowiek, który postanowił dać upust swoim żądzom. Pewnego letniego dnia w czasie przejażdżki z kolegą, o jak sądzi, identycznych preferencjach napotyka dziewczynkę jadąca rowerem przez pola. Bez ceregieli napada na nią i gwałci podczas gdy jego towarzysz patrzy na wszytko w osłupieniu. Gdy Timo, bo tak nazywa się współudziałowiec w zbrodni zrywa z nim kontakt gwałciciel znowu zostaje sam. Czyżby się pomylił?

cisza

Timo przez lata walczy z wyrzutami sumienia. Zakłada rodzinę, zmienia nazwisko, stara się żyć normalnie. Jednak to zdarzenie cały czas w nim siedzi,a wielki come back jaki funduje stary znajomy boleśnie przypomina mu o tym... kim jest.

Moi Drodzy jest to film o dwóch pedofilach, z czego jeden dopuszcza się zbrodni wchodząc na level drapieżnika i drugi, bierny w swoich  ciągotach, ogranicza się do masturbacji i ukradkowego popatrywania na dzieciaki.

Może o tym nie wiecie, ale nie każdy pedofil jest gwałcicielem. Zdziwię Was jeszcze bardziej, większość czynów pedofilnych wcale nie wynika z pedofilii. Większość facetów zabierających się za dzieci robi to bo są łatwym obiektem, łatwiej zgwałcić dziecko niż dorosłą kobietę czy tym bardziej mężczyznę. Żeby dopuścić się czegoś tak okrutnego trzeba mieć w sobie psychopatyczny rys, a jak pokazuje postać Timo, nie każdy go ma. Ot taka seksuologiczna ciekawostka.

"Cisza" podchodzi do tego kontrowersyjnego tematu z chłodem, który może przyprawić o dreszcze. Fakt, że ojciec rodziny był tylko o krok od gwałtu na dziecku mrozi krew w żyłach. Fakt, że inny bohater bez najmniejszych wątpliwości na ów czyn się decyduje, co więcej powtarza go, jest jeszcze bardziej szokujący dla widza.

W tym wszystkim znajduje się miejsce na poznanie obydwu antybohaterów, kamera ani myśli odwracać od nich swój wzrok. W najgorszych chwilach słońce opromienia oblicza, których wolelibyśmy nie widzieć. Mimo, że produkcja nie epatuje wizualna brutalnością już sam kontekst jest wystarczająco odpychający i wcale nie musicie być szczególnie wrażliwi.

cisza

Ten film ma w sobie coś takiego, że nie da się obok niego przejść obojętnie, choć wcale nie jet pierwszym ani ostatnim obrazem o takiej tematyce. Myślę, że "Cisza" zbliża się do niej bardziej niż przywykliśmy.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

76/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 08 kwietnia 2018

Wąż/ Serpent (2017)

serpnt

Gwynn postanawia towarzyszyć mężowi, Adamowi w czasie weekendowej wyprawy badawczej. Kobieta pragnie uciszyć wyrzuty sumienia po niedawnej zdradzie, jednak okaże się, że wypad nie będzie ani kojący dla ich związku, ani romantyczny. Gdy nocą Gwynn opuszcza namiot by ukradkiem pousuwać esemesy od kochasia wpuszcza do jego wnętrza węża i to nie byle jakiego, bo piękny okaz czarnej mamby, jednego z najbardziej jadowitych węży na świecie.

Boję się węży. Truchleję na widok małego zaskrońca, albo czegoś co opacznie za niego wzięłam. Najstraszniejszym horrorem była dla mnie niezbyt mądra  "Anakonda" i nigdy nie zdołałam się zdecydować na seans z 'hitem' "Węże w samolocie";). Ostatecznie jednak z kinem grozy obcuje się o to by się bać, więc w chwilowej, sobotniej niepoczytalności podjęłam decyzję o seansie z "Serpent".

Wiedziałam, że nawet jeśli film okaże się słaby, w moim przypadku spełni swoje zadanie i zmrozi mi krew w żyłach. I tak też się stało. Film z resztą nie jest wcale zły, albo ja nie potrafię go obiektywnie ocenić, bo czarna mamba przesłoniła mi całą perspektywę:)

serpnt

Lubię filmy survivalowe i jestem miłośniczką przygód, których można nie przeżyć, więc wyprawa Gwynn i jej męża szybko mnie zaangażowała.

W oczekiwaniu na pojawienie się głównego antybohatera macie okazję poznać bliżej naszych protagonistów. O ile Adam może wzbudzić Wasza sympatię to jego zdradziecka żona nie ma na to najmniejszych szans. Nie tylko dlatego, że jest nieuczciwa i niemoralna, jest głupia przede wszystkim, co kilkakrotnie pokaże w czasie trwania ich dzikiej przygody.

Sam wąż ukazuje się niespodziewanie. Tą scenę odnotowuję na plus. Jego dalsze zachowanie może wzbudzić wątpliwości wśród domorosłych przyrodników i z pewnością kilku znawców zachowań węży wniesie brutalny sprzeciw wobec postawy czarnej mamby zaprezentowanej w filmie.

Z tego co niestety wiem o wężach czarna mamba jest jednym z najszybszych i najbardziej agresywnych gatunków. W sytuacji, w której zostaje zamknięta w nagrzanym namiocie przez pół dnia wykazuje tu zadziwiająco niewielkie rozdrażnienie. Jednak umówmy się, horrory z rodzaju animal attack zawsze są naciągane i nie ważne, czy idą w stronę fantastyki czy trzymają się realizmu, twórcy mają tendencję do wypaczania pewnych kwestii na potrzeby scenariusza.

serpnt

Wyobraźmy sobie, że wężysko w filmie jest podręcznikową mambą. Użarła by każde z nich po trzy razy gdy tylko podpełzłaby na tyle blisko by wykonać skok. I co? Byłoby po filmie, w najlepszym wypadku popatrzylibyśmy sobie na agonię, która w przypadku ugryzienia tego węża nie trwa dłużej niż dwadzieścia minut. Zamiast tego mamy pełne napięcia momenty, w których wężysko pełza po naszych bohaterach, łypie na nich bystro, a w oczach ma zło piekielne.

Obawiam się jednak, że dla kogoś kto nie podziela mojego panicznego lęku przed wężami, może się w pewnym momencie się znudzić zwłaszcza, że do głosu dochodzą bardziej przyziemne problemy bohaterów, na jaw wychodzi kwestia zdrady. Jedna ze scen blisko finału może z kolei rozbawić.

SPOILER: Gdy Adam wyrzuca węża ze śpiworem, ten zaczyna go gonić, szamoczą się w wodzie, a Adam topi węża jak indora.:) KONIEC SPOILERA. Oczywiście mnie akurat do śmiechu nie było, bo wiecie, WĄŻ.

Reasumując film w sam raz dla mnie, ale nie zakładam by wszyscy podzielili mój entuzjazm.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności: 2/10

środa, 28 marca 2018

Home invasion aka Keep watching / Niebezpieczni intruzi (2017)

keep watching

Rodzina Mitchell, nastoletnia Jamie, mały DJ, ich macocha Nicole i ojciec John wracają z krótkiego wyjazdu do swojego domu. Nie wiedzą, że podczas swojej nieobecności ich dom padł ofiarą grupy przestępczej specjalizującej się w napadach na domy i ich mieszkańców. Napastnicy pozostawili w domu Mitchellów całą masę kamer. Wszytko po to by w chwili gdy przypuszczą atak na dom, móc dzielić się swoim dokonaniem ze spragnionymi mocnych wrażeń widzami.

"Keep watching" to debiutancki obraz Seana Cartera, montażysty z między innymi "Pokoju śmierci" i debiutującego scenarzysty Josepha Dembnera.

Niestety nie zaproponowali oni niczego oryginalnego, jedynie wykorzystali popularny motyw napaści na ludzi w ich własnym domu. Dla uatrakcyjnienia przekazu wykorzystali nagrania z 'amatorskich' kamer, które relacjonują wszystkie filmowe wydarzenia. Mimo że większość kamer była umieszczona statycznie to i tak większość akcji śledzimy dzięki tym ruchomym. Efekt oczopląsu gwarantowany.

Moje wrażenia względem seansu z tą produkcją nie są najlepsze.

Fabula w gruncie rzeczy mnie znudziła, bo poznani bohaterowie i ich los nie szczególnie mnie obszedł. Zaprezentowane tu rozwiązania mające na celu pokazanie okrucieństwa sprawców napaści przyjęłam z obojętnością. A samo przesłanie filmu tak pieczołowicie przygotowane okazało się banalnym stwierdzeniem tego co wszyscy i tak wiedzą. Jeśli nie wiedzieli to dowiedzieli się już lata temu dzięki "Funny Games", czy "Nieuchwytnego".

keep watching

keep watching

Przeciętne kreacje aktorskie nie przyciągnęły mojej uwagi, a co do walorów technicznych, to sposób prowadzenia kamery położył się cieniem na wszelkich staraniach twórców.

Krótko mówiąc, nic ciekawego tu nie zobaczycie. Filmów z wykorzystaniem motywu home invasion jest taki urodzaj, że z pewnością znajdziecie coś bardziej wartego Waszej uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:4

Aktorstwo:5

To coś:4

Oryginalność:4

43/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 24 marca 2018

Boys in the Trees (2016)

boys in the trees

Australia, koniec lat '90. Nastoletni Corey właśnie kończy liceum i marzy o nauce w Nowojorskiej szkole artystycznej celem rozwijania swojej fotograficznej pasji. Chłopak wyróżnia się na tle bandy swoich kolegów nie mających żadnych aspiracji po za paleniem trawy, jazdą na deskorolce i pukaniem gościnnych w nogach koleżanek.

W noc halloween oddala się od grupy swoich kumpli i napotyka swojego przyjaciela z dzieciństwa Jonaha. Ich znajomość zakończyła się lata temu, obecnie Jonah może liczyć jedynie na szyderstwa i kopniaki zarówno ze strony Corey'a jak i jego zastępu idiotów.

Tej nocy jest jednak inaczej. Corey wpada na Jonaha i daje się namówić na wspólny nocny spacer po miasteczku śladem upiornych opowieści jakie snuli w dzieciństwie w podobny halloweenowy wieczór.

boys in the trees

Wiecie co, po raz kolejny przez swoje uprzedzenia ominęłabym wartościowy obraz. Spojrzałam jednym okiem na plakat, który nieprzyjemnie skojarzył mi się z serialami o nastoletnich wilkołakach, czy innych wampirach, zbyt plastikowy by reprezentować coś, co mogłoby przykuć moją uwagę.

Szczęśliwie przyszedł czas filmowego głodu i z braku laku sięgnęłam po film,który miał być 'teen padaką'. Zamiast 'teen padaki' dostałam nostalgiczny, klimatyczny thriller łączący w sobie kino psychologiczne z opowieściami z dreszczykiem.

boys in the trees

Spodobał mi się przeogromnie zarówno ze względu na treść jak i na swoja formę.

Wszytko to zasługa prawie debiutanta, który sam spisał scenariusz i wyreżyserował obraz. Mimo, że nastoletnie dramaty od dawna nie są już moim udziałem przyjemnie było wybrać się w taką sentymentalną podróż do czasu wielkich wyborów i często też wielkich błędów.

Obraz skojarzył mi się i było to skojarzenie bardzo intensywne towarzyszące mi praktycznie od początku seansu z "Donie'm Darko", a to chyba dobrze, prawda?

Wszytko zaczyna się od spotkania Corey'a i Jonaha. Wiemy, że ten pierwszy wraz z bandą swoich przygłupich koleżków regularnie dokucza temu drugiemu.Czym zasłużył sobie na to niepozorny chłopaczynka nie wiemy, ale śledząc rozwój wydarzeń w czasie ich spotkania możemy zorientować się, że Jonah to na swój sposób oryginał. Nie przypomina typowego, szkolnego kozła ofiarnego.

boys in the trees

Jonah sprytnie wmanewrowuje Coryea w grę, w którą grali w  dzieciństwie. Nie mogę sobie w tym momencie przypomnieć jej nazwy, była jakaś pokopana. Chłopcy wyruszają na wspólną przechadzkę po mieście odwiedzając kolejne upiorne zdaniem Jonaha miejsca. Towarzyszą temu opowieści chłopca, które wizualizują się przed oczami widza w formie mini horrorów.

Są świetne, a jak głęboka jest ich symbolika dowiecie się na finiszu. Nie będę ukrywać że fabuła skrywa przed widzem pewną tajemnice. Być może domyślicie się sprawy wcześniej, ale nie sądzę żebyście pojęli wszystko.

boys in the trees

Z całej tej filmowej opowieści sączy się smutek. Tak jak lubię najbardziej w filmach grozy. Przesiąknięty jest nim każdy kadr każde filmowego słowo. Kontekst całej sprawy jest niezwykle dramatyczny, myślę że dużo bardziej niż moglibyście się spodziewać.

Jeśli zdecydujecie się na seans z "Boys in the Trees" przygotujcie się na coś czego nie oglądamy codziennie w kinie grozy.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

to coś:10

74/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 15 marca 2018

La ragazza nella nebbia/ Dziewczyna we mgle (2017)

dziewczyna we mgle

W małym włoskim miasteczku w górach dochodzi do zaginięcia nastolatki.

W lokalnej społeczności zaginiona postrzegana jest jako wzór cnót toteż media szturmem ruszają z misją zdemaskowania sprawcy. Z powodu medialnego przecieku trop pada na miejscowego nauczyciela. Wydaje się, że nie ma szans na najmniejsze wątpliwości.

"Dziewczyna we mgle" koprodukcja, Włoch, Francji i Niemiec powstała na podstawie książki Włocha Donato Carisi. On sam napisał też scenariusz i wyreżyserował film w oparciu o swój najbardziej znany kryminał

Niestety nie miałam okazji zapoznać się z pierwowzorem, ale skorzystał na tym fakcie film: wyprowadził mnie w pole, zaskoczył, pozostawił pod wrażeniem. Produkcja naprawdę udana i niepozostawiająca wątpliwości co do swojej jakości.

Jej główna siła tkwi w niebanalnej intrydze, której widz stanie się ofiarą.

Historię poznajemy dzięki zabiegowi retrospekcji. Agent Vogel po spowodowaniu wypadku samochodowego trafia do psychiatry Augusto Floresa. To w rozmowie z nim odkrywa przed nami kolejne zaskakujące fakty dotyczące sprawy rudowłosej zaginionej. Niespodzianki czekają na każdym zakręcie tej historii. A gdy jesteśmy już przekonani, że nic więcej nie zostanie ujawnione przychodzi epilog.

dziewczyna we mgle

Żeby poprzeć swoje stanowisko musiałabym zdemaskować zamysł scenariusza, a tego nie mogę zrobić. Musicie więc uwierzyć mi na słowo.

Jeśli już zdecydujecie się na seans z "Dziewczyną we mgle" musicie się nieco zaangażować w śledzenie filmowych zdarzeń, żeby nie było, że czegoś nie załapaliście i film przez to stracił w Waszych oczach.

Nie jet to bowiem opowieść z rodzaju tych, które można rozgryźć w pierwszych dwudziestu minutach, a sprawcę wraz z jego modus operandi można typować po jednorazowym rzucie okiem na filmowe postacie.

dziewczyna we mgle

Tu naprawdę jest przewrotnie i mimo iż droga do rozwiązania zagadki będzie Was trochę kosztować, to warto. 

Produkcja stoi też na wysokim poziomie realizacyjnym, widać ogrom pracy całej ekipy, a z obsady nikt nie odstaje warsztatowo. Całość pozbawiona hollywoodzkiej toporności i banału, ogląda się bardzo przyjemnie i jak było w moim przypadku z rosnącym zaangażowaniem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

to coś:7

72/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 01 marca 2018

13 Cameras (2015)

13 cameras

Claire i Ryan są nowożeńcami i spodziewają się swojego pierwszego dziecka. Postanawiają wynająć nowy dom. Znajdują taki, który spełnia ich oczekiwania, jedynie administrator budynku wydaje się nieco niepokojący. Obawy względem jego osoby okazują się słuszne, bo ma ma on pewne osobliwe hobby.

"13 Cameras" to thriller poruszający temat podglądactwa. W dobie technologii nie musimy już czaić się z lornetką w oknie by podejrzeć mały fragment życia mieszających nieopodal osób. Ba, możemy przyjrzeć się każdemu aspektowi egzystencji kogo tylko zechcemy jeśli jesteśmy na tyle sprytni i zasobni by umieścić w domu delikwenta dyskretny monitoring. A wtedy, nic nie będzie dla nas tajemnicą. Każdy ruch zostanie odnotowany. Fakt ten skrzętnie wykorzystuje oślizgły antybohater filmu "13 cameras", który obiera na cel Ryana i jego młodą żonę.

Przez większą część filmu nie dzieje się nic wielkiego. Ot widzimy jak młoda, śliczna żona głaszcze się po ciążowym brzuszku a tymczasem jej mąż posuwa inną laskę. Życie. Nie trudno się domyślić, że życie tej pary wkrótce bardzo się skomplikuje. Nasz podglądacz w końcu przejdzie na wyższy level i zbliży się do ofiar swojej małej obsesji.

13 cameras

Cóż mogę o tym filmie powiedzieć? Temat jest jak najbardziej interesujący. Od podglądactwa tylko mały kroczek do stalkingu, a tylko jedna spontaniczna decyzja może dzielić prześladowanie od morderstwa. O tym też tratuje ta produkcja.

Jest to reżyserski debiut nakręcony za niewielkie pieniądze z udziałem mało znanych aktorów. Mimo tego może się podoba, bo choć nie ma w nim nic co mogłoby zbudzić większy zachwyt nie ma też nic co należałoby skrytykować.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

To coś:5

Oryginalność:5

52/100

W skali brutalności:1/10

środa, 31 stycznia 2018

Open House (2018)

open house

Po tragicznej śmierci ojca rodziny nastoletni Logan i jego matka Naomi zmuszeni są opuścić zadłużony dom. Tymczasowym rozwiązaniem wydaje się oferta ciotki Logana, która udostępnia im swoją nieruchomość. Istnieje jednak pewien haczyk, kobieta pragnie sprzedać swoją własność stąd tymczasowe lokum jej siostry jest nieustannie nawiedzane przez chętnych kupców. Naomi i Logan mieszkają więc w domu otwartym, który każdego dnia, w określonych godzinach staje otworem dla każdego kto chce go obejrzeć. Szybko okazuje się, że w związku z ową dostępnością położony w górach dom staje się siedliskiem dziwnych zdarzeń i ewidentnego ataku intruza.

Oto przed Wami pierwszy starszak 2018 roku. Udostępniony na platformie Netflix thriller "Dom otwarty" jest swego rodzaju wariacją na temat podgatunku home invasion. Różnica polega na tym, że intruz zjawia się w domu za pewnego rodzaju przyzwoleniem. Patowa sytuacja finansowa nastolatka i jego matki nie pozwala na grymaszenie, wiec każdego dnia opuszczają oni swój tymczasowy schron, zostawiają swoje prywatne rzeczy i czekają aż oglądacze się wyniosą.

open house

Wkrótce odkrywają, że coś jest nie tak. W zasadzie odkrywa to Logan. Ktoś szpera w ich rzeczach, naraża na trudności majstrując przy bojlerze z wodą. Matka obwinia syna, bo tak już przywykła. W końcu był on świadkiem śmierci jej męża. Pierwszy winny z brzegu. Syn obwinia zaś matkę twierdząc, że w analogicznej sytuacji owdowiały ojciec poradziłby sobie lepiej z trudami życia codziennego. I tak się kręci przepychanka w którą twórcy chcą zaangażować widza coby odciągnąć jego uwagę od tego co faktycznie rozgrywa się w domu.

open house

Powiem szczerze, że ta produkcja udała się Netlixowi cokolwiek średnio. Niektórych widzów przyciągnął do niej z pewnością odtwórca roli Logana- aktor z serialu "13 powodów", moja reakcja na niego była zgoła inna... Zostawię go jednak w spokoju, bo nie on jet tu największym problemem.

Według mnie zabrakło tu solidnej fabuły. Gdyby nie finał, który może kogoś zaskoczy - nie mnie niestety, ciężko byłoby znaleźć tu jakiś mocniejszy punk. Ta historia mnie po prostu znudziła, ot co. Duży nacisk położono na wątek dramatyczny, który nie unika banału, a z thrillera mamy zaledwie okruszynę. Kiepski początek, ale z produkcjami Netflixa tak już jest - nigdy nie wiadomo czy będzie błysk, czy mielizna.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

43/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 27 stycznia 2018

The Employer/ Pracodawca (2013)

pracodawca

Grupa kandydatów na kuszące stanowisko w znanej korporacji budzi się pośród czterech solidnych ścian czegoś na kształt bunkra. Wkrótce dowiadują się, że aby uwolnić się z tego miejsca muszą wypełnić zadanie. Zadanie w gruncie rzeczy proste: wybić wszystkich pozostałych by ocalić siebie i zgarnąć wymarzoną posadę.

"Pracodawca" to kolejny thriller z cyklu 'piłopodobnych', bo znowuż mamy do czynienia z historią grupy wybrańców, którzy zostają uwięzieni i zmuszeni do desperackich działań.

Drobną ciekawostką jest fakt, że znaleźli się tam w ramach procesu rekrutacyjnego do pewnej firmy. Tak, jest to kolejna upiorna wizja tego co korporacja robi z ludźmi.

Tu potencjalni pracownicy są zmuszeni do wzajemnej eliminacji w ramach bitwy o stołek i nie jest to metafora.. Oczywiście, ważnym jest też by w ogóle się wydostać z zamknięcia, jednak każdy bohaterów myśli też o wymarzonym stanowisku. Oczywiście wszyscy zgodnie deklarują, że nie zamierzają ulegać szantażowi i zabijać. W praktyce, cóż, wygląda to jednak inaczej.

pracodawca

"Pracodawca" to film raczej niskich lotów.Dziwi mnie tu obecność Malcolma McDowella, ale miał on już słabsze tytuły w swojej filmografii. Aktor wciela się tu w postać tytułowego pracodawcy, typa cynicznego i bezwzględnego. Dźwiga ciężar tej roli z pozytywnym efektem. Reszta obsady jest raczej nie warta wspomnienia.

pracodawca

Szóstka wybranych przez niego kandydatów musi wykazać się morderczymi instynktami niezbędnymi do pracy w firmie, jak twierdzi. Kolejno poznajemy wszystkich mało interesujących protagonistów oceniając ich szanse w walce. W między czasie giną kolejne osoby i to w zasadzie na tyle.

Całość, nazwijmy rzeczy po imieniu, to pokaz przeciętności i wtórności. Nie ma szansy zszokować, jak podobne jemu tytuły, bo od początku wszystko jest wiadome. Nawet pomysł z rekrutacją pojawił się już gdzieś, w "Exam" bodajże, więc od pomysłu wyjściowego, do wykonania wszytko już było, i mówiąc szczerze w dużo lepszych wydaniach.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

45/100

W skali brutalności:2/10

Tagi: thriller
13:02, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 stycznia 2018

Heartthrob (2017)

heartthrob

Po śmierci przyjaciółki nastoletnia Sam nawiązuje znajomość z Henrym. Chłopak jest jest zupełnym przeciwieństwem: Ona szkolna gwiazdka bez większych aspiracji za to z dużym doświadczeniem w relacjach damsko męskich, on nieśmiały, inteligentny przyszły student MIT, prawiczek. Dziewczyna zakochuje się w nim, on w niej. Niestety dzielące ich różnice odciskają coraz większe piętno na wzajemnych relacjach.

Nie, nie jest to opis romansidło.

"Heatthrob" jest thrillerem osadzonym w świecie nastolatków, gdzie niezwykle żywiołowa uczuciowość zmienia się w szaleństwo. Nie chcę Wam robić spoilerów, internety zrobią to za mnie, ale zdradzić Wam muszę, że dojdzie tu do szeregu zgonów, a wszytko przez to, że ktoś kocha za mocno.

Myślę, że szybo domyślicie się co i jak, a fabułę odbierzecie jako prostą i schematyczną i nie zamierzam Wam wmawiać, że jest inaczej.

heartthrob

Twórca filmu wyspecjalizował się w opowieściach o małolatach i z tego doświadczenia czerpie pełnymi garściami, serwując nam całą gamę nastoletnich dramatów stosownie podkręconą na potrzeby gatunku thrillera.

Moją uwagę przykuł tu Keir Gilchrist, w roli Henrego i myślę, że jest najmocniejszym punktem tej produkcji.  Musicie mieć jednak na uwadze by nie oczekiwać tu wielkich fajerwerków. Sceny zgonów, są umieszczone po za kadrem więc spokojnie można ten film zaserwować nawet bardzo strachliwej duszy. Nie powiem, ogląda się to przyjemnie, bo film jest dobrze zrealizowany technicznie, ale żeby coś więcej? Nic z tych rzeczy.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 29 grudnia 2017

 Bluebeard/ Sinobrody (2017)

sinobrody


 Seung-hoon jest lekarzem zatrudnionym w małej klinice. W pracy wykonuje głównie badania gastroskopii. W czasie jednego z nich, uśpiony pacjent zaczyna zdradzać szczegóły pewnego zdarzenia, konkretnie opisuje jak pozbyć się zwłok. Seung-hoon jest zdziwiony tym bardziej, że pacjentem jest staruszek z sąsiedztwa.

Mężczyzna zaczyna uważnie przyglądać się staruszkowie i jego rodzinie, szczególnie synowi i wnukowi.

Dawno nie pisałam o żadnym filmie z Korei Południowej, prawda? Dobra, to był kiepski żart. Tak, mam dla Was kolejny świetny południowo -koreański thriller o seryjnym mordercy. Oczywiście stanowi przykład krańcowej przewrotności na poziomie scenariusza.

sinobrody

sinobrody

Jak to bywa zazwyczaj w przypadkach filmów 'zakręconych', usianych fabularnymi twistami za wiele Wam zdradzić nie mogę. Jeśli chodzi o największe zalety tej produkcji - po za ogólnym pomysłem - zaliczyłabym do nich klimat. Szybko wprowadzi Was w poczucie zagrożenia. W pewnym momencie już dźwięk dzwonka do drzwi głównego bohatera- bardzo irytujący - uruchamiał we mnie przekonanie że zaraz coś się wydarzy. Oczywiście metaliczna kolorystyka zdjęć z miejsca kojarzyła mi się z nożami, tasakami i innymi szeroko tu eksponowanymi narzędziami zbrodni. Uprzedzam, nie jest to film wybitnie brutalny. Bardziej liczy się tu tajemnica, którą musimy odkryć. Z tym odkrywaniem zdeczka się zejdzie. Wprawni oglądacze tego typu zwichrowanych historii może coś wyczują, ale nie mogę powiedzieć, że jest przewidywalnie. Przekonało mnie tez aktorstwo, generalnie już przywykłam do stylu w jakim grają aktorzy z Korei Południowej. Jestem całkowicie za i liczę, że podzielicie mój entuzjazm.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności: 2/10

piątek, 15 grudnia 2017

(Recenzja zawiera informacje dotyczące interpretacji filmowych wydarzeń)

Mother!

 mother

W okazałym domu na odludziu mieszka małżeństwo. On starszy, ona młodsza. On poeta w twórczym kryzysie, ona wierna żona starająca się stworzyć im dom.

Pewnego dnia w ich progach pojawia się nieznajomy, lekarz i jednocześnie fan niegdysiejszej twórczości poety. Pisarz przygarnia go pod swój dach nie bacząc na lichość fundamentów wspólnego życia z wyraźnie niezadowoloną z tego faktu żoną. Tak w ich życie wkrada się trudny do opanowania chaos.

Jak wspominałam na fanpage bloga, byłam bardzo ciekawa tego filmu. Podeszłam do niego jednak z dużą nieufnością, którą tylko podsycały kolejne relacje widzów, z których nie mogłam wywnioskować najprostszej i najważniejszej rzeczy: czy to dobry film?

Nie postradałam zmysłów z wrażenia, nie mogę też powiedzieć by fabuła filmu była dla mnie nie jasna. Myślę, że zrozumiałam ją 'po swojemu' i tak też zamierzam przedstawić swoje wrażenia po seansie.

Bohaterami najnowszego filmu Aronofsky'ego ("Reqiem dla snu", "Czarny łabędź") jest małżeństwo przechodzące kryzys. Ich kryzys to rodzaj katalepsji w której oboje tkwią. On czeka aż wena pozwoli mu wrócić na pisarski szczyt, ona czeka aż on na ów szczyt wróci. On swoje szczęście warunkuje zawodowym powodzeniem ona swoje szczęście warunkuje jego szczęściem. Pech chce że facet to ziejąca dziura, wiecznie nie zagojona rana, której nie zapełni ani jej miłość, ani nie uleczy jej kojący dotyk.

mother

Ona robi wszystko by go uszczęśliwić, jak wiele jest w stanie poświecić pokazują kolejne filmowe wydarzenia. Z tej stagnacji wyrywa ich pojawienie się intruza. Z czasem żona staje się coraz bardziej osaczona obecnością osoby/osób trzecich w małżeńskim życiu. Traci kontrolę nad sytuacją, którą reżyser podkręca coraz to większą dawką absurdu.

Pisząc o absurdzie mam na myśli absurd przez wielkie A. To co się tu wyprawia przechodzi wszelkie pojęcie.

Z racji tego, że cała uwaga widza kierowana jest na osobę żony z miejsca przyjmujemy jej perspektywę. Jej położenie jest tragikomiczne. Racjonalista nie znajdzie tu ani krzty logiki, przenosimy się tu bowiem do całkowicie nie rzeczywistego świata stworzonego z lęków i obaw. To jest oczywiście jedna strona medalu ta 'moja'. Tymczasem reżyser w odpowiedzi na klucz do zrozumienia filmu zaleca sięgnięcie do Księgi Rodzaju.

mother

SPOILER:I tu wszytko mamy. Mamy matkę ziemię wsłuchaną w pulsujący życiem dom, mamy boga rodzącego w bólach nowy testament, Adama i Ewę pojawiających się w raju i ich synów z czego jeden okazuje się bratobójcą. Wracamy więc do punktu gdzie bóg składa w ofierze matkę ziemię ludziom, którzy rozszarpują ją niszczą. I tak od nowa aż do końca czasu.KONIEC SPOILERA.

Personifikacja Boga jako kapryśnego artysty uzależniającego swoje spełnienie od ludzkiego poklasku? Imponujące, podoba mi się. Choć znowuż jest to moja strona medalu, bo podejrzewam, że twórcy nie tylko chodziło o ukazanie boskiej słabości, co ukazanie drapieżności ludzi, którzy wszystko niszczą nie doceniając bożych darów.

mother

Wracając na ziemię: Zawsze podkreślałam, że nie lubię Jennifer Lawrence i chyba ten mój brak sympatii pomógł mi dokładnie przyjrzeć się jej aktorskiej kreacji. Potraktowałam jej postać z drobiazgową dociekliwością i nie zauważyłam w niej żadnego potknięcia. Jej bohaterka króluje niepodzielnie. W ramach ciekawostki powiem Wam, że reżyser filmu też się nią zapatrzył i stworzyli parę. Partnerujący jej Javier Bardem, zostaje w tyle. Co ciekawe, jego dla odmiany bardzo lubię jako aktora. Być może założenie fabularne filmu wymusiło taki nierówny układ sił.

Obłędny klimat i aktorski popis Lawrence to też jedne z większych zalet obrazu. A sama historia, nie zależnie od tego czy zobaczycie tu Boga czy tylko ludzi uważam, że lęki i opresje bohaterów nie będą Wam wcale dalekie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:7

75/100

W skali brutalności: 3/10

piątek, 08 grudnia 2017

Better watch out (2016)

better watch out

Nastoletnia Ashley spędza jeden z przedświątecznych wieczorów pracując jako opiekunka dwunastoletniego Luke. Czas upływa jej na rozmowach telefonicznych z chłopakiem i poskramianiu zalotów Luke'a, który liczy, że dojrzał już na tyle by dobrać się do majtek swojej seksi niani. Właśnie tego wieczoru dom państwa Lemarów staje się obiektem ataku niezidentyfikowanego sprawcy o złych zamiarach.

"Better watch out" odczekał swoje nim zdecydowałam się dać mu szansę. Opis raczej nie wygląda zachęcająco: niańka i gówniarz kontra psychol. Nudy na pudy. W końcu ktoś na fanpage bloga polecił ten film i stwierdziłam, że okej, dam mu szansę. Śnieg spadł czas na świąteczne horrory.

Okazało się, że produkcja ma do zaoferowania wiele atrakcji, na które nic nie wskazywało.

better watch out

Początek skojarzył mi się z "Babysitter": Dwóch gnomów z gimbazy fantazjuje o starszej dziewczynie, która od czasu do czasu pracuje jako opiekunka jednego z nich. W związku z tym, że dziewczyna ma wkrótce zmienić miejsce zamieszkania, zabujany w niej Luke postanawia: teraz albo nigdy. Na szczęście na tym podobieństwa ze wspomnianym tytułem się kończą.

Owszem, "Better wach out" ma w sobie pewną humorystyczną przekorę, już sam smarkaty dojący szampana w ramach wstępu do romantycznej randki rozwala system, ale jeśli chodzi o łączenie horroru i komedii to jednak trzeba potrafić to zrobić. Tu udaje się to bez większego wysiłku, jakby naturalnie.

To co jest największą niespodzianką w tej historii niestety muszę zachować dla siebie by nie zepsuć Wam seansu. Mogę natomiast zdradzić, że nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń. Scenariusz daje radę złożyć to wszytko w sensowną całość.

Jak wspomniałam mamy tu udane akcenty humorystyczne, ale to co może śmieszyć jednocześnie ma w sobie pierwiastek niebezpiecznego szaleństwa i to ono nakręci akcję. Nie uświadczymy tu mrożących krew w żyłach scen, ale groza jest tu obecna i funkcjonuje mniej więcej na tym samym poziomie, co w przeciętnym teen slasherze.

better watch out

Z dobrych rzeczy wymienić mogę jeszcze obsadę. Na uwagę zasługuje szczególnie nasz gimbazjanin Luke wykreowany przez Leviego Millera ("Jasper Jones"), drugi w kolejności jest mały Garrett. Nie najgorzej wypada też nasza babysitterka w roli typowej ładnej nuni do której ustawia się kolejka użelowanych chłystków. Nie ma w jej postaci niczego interesującego, ale tak zazwyczaj bywa z bohaterkami slasherów.

Cóż więcej? Film niezgorszy, na świąteczny seans z horrorami jak znalazł.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:6

63/100

W skali brutalności:2/10

środa, 06 grudnia 2017

Homecoming (2009)

homecoming

Młody football'ista Mike przyjeżdża do rodzinnego miasteczka po tym jak przed paroma miesiącami opuścił je by zacząć studia. Przybywa w towarzystwie swojejj dziewczyny Elizabeth by przedstawić ją rodzicom. Niestety pojawia się problem w postaci jego ex, Shelby, która nie zaakceptowała rozstania i zrobi wszytko by odzyskać ukochanego.

"Homecoming" to jeden z typowych teen horrorów o 'szaleństwach młodości'. Głównym bohaterem jest dość bezbarwny, przeciętnej urody młody człowiek sukcesu, Mike. Chłopak dość nieładnie porzucił swoją dziewczynę, gdy ta z powodu opieki nad chorą matką nie mogła wyjechać na z nim na studia. Shleby kocha i tęskni podczas gdy Mike buduje swoje życie nie uwzględniając jej osoby. 

homecoming

Jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek "Piekło nie zna takiej furii w jaką wpada wzgardzona kobieta". Shelby jest zła, ale być może nic by się nie zdarzyło gdyby nie wypadek. "Szczęście sprzyja tym, którzy maja marzenia";)

Historia trochę zaczyna trącić "Misery", ale nie w jej najwyższej formie.

W roli głównej antagonistki mamy podupadła Mishe Burton. Wygląda nie najgorzej, ale jej warsztat aktorki to już inna historia. Może nigdy go nie miała, nie wiem, może zniszczyły go prochy i wóda. W swoim szaleństwie jest raczej mało przekonująca, ale nie uznałabym jej za najsłabszy punkt programu, bo cała obsada gra na tym samym poziomie.

homecoming

Najsłabszym elementem jest scenariusz. To on tworzy bardzo jednowymiarowe postaci, pozbawiając widza możliwości samodzielnej oceny. Pełen jest  niedociągnięć, nieprzemyślanych zagrań i słabych dialogów.

Pomysł przewodni czyli 'szalona z miłości' jest wtórny, ale można na nim sporo wyrzeźbić, tylko trzeba wiedzieć jak.

Czy ten film posada w ogóle jakieś zalety? Jest przyjemnie przeciętny i nieangażujący. W czasie oglądania można wyprasować furę prania i jeszcze ugotować obiad. Ja oglądając go pisałam recenzje innego filmu na drugim laptopie i nie miałam absolutnie żadnego problemu z rozeznaniem się w prostej jak drut fabule.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

45/100

W skali brutalności:2/10

Tagi: thriller
12:49, ilsa333
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 listopada 2017

 The Collector/ Kolekcjoner (1965)

kolekcjoner

Fryderyk Clegg cichy urzędnik bankowy wygrywa okrągłą sumkę, która umożliwia mu spełnienie największych marzeń. Powiększa więc swoją kolekcję egzotycznych motyli i kupuje zabytkowy dom na wsi. Teraz potrzeba mu tylko żony. Skąd wziąć żonę, gdy jest się nieśmiałym dziwakiem i odludkiem?

W oko wpada mu rudowłosa piękność imieniem Miranda, która studiuje malarstwo. Postanawia sprawić by go pokochała. Tu z pomocą przychodzi mi znany afrodyzjak - chloroform, którym załatwia swoją wybrankę i zabiera do domu. Tu w piwnicznej komnacie rozpoczyna zaloty.

kolekcjoner

Jak to się stało, że umknął mi ten obraz? Do prawdy nie wiem. Jeśli umknął i Wam możemy się teraz razem bić w pierś, bo mamy tutaj klasyk, którego nie powstydziłby się Hitchcock. Nakręcił go jednak twórca "Wichrowych wzgórz", może stad taka 'romantyczna aura', nie mniej jednak nie można mu odmówić doskonałego poprowadzenia wątku rodem z psychologicznego thrillera.

Jest to jeden z pierwszych filmów poruszających tematykę seryjnych morderców kobiet. Pamiętajmy, że mamy lata '60, więc jesteśmy daleko przed erą slasherów, jeszcze dalej nam do ery "Milczenia owiec", czy "Siedem".

Nasz antybohater jest więc 'inny' inny pod każdym względem od współczesnych zabójców i tych filmowych i tych znanych z kronik kryminalnych. Fryderyk jest bowiem gentlemanem. Nie poryw swojej ofiary po to by znęcać się nad nią i zaspokajać sadystyczne zapędy. On takowych nie posiada. Dla niego seksualność jest sprawą drugorzędną, liczy się związek dusz, który pragnie nawiązać z Mirandą.

kolekcjoner

Przekonany o swoich niedostatkach wybiera kontrowersyjną drogę znajomości. Porywa kobietę i zmusza ją do swojego towarzystwa. Zaleca się do niej, podczas gdy ona marzy tylko o tym by zwiać. Zawiera z nią dziwny układ. Obiecuje, że wypuści ją po czterech tygodniach jeśli ta poświęci ów czas na bliższe poznanie go. Miranda zgadza się, nawet stara się być miłą dla Fryderyka, ale wykorzystuje każda okazje by dać nogę jak najdalej od wielbiciela, co ten znosi z coraz mniejszą cierpliwością.

Wydaje się, że ta relacja zmierza albo do narodzin syndromu sztokholmskiego u ofiary, albo do ślepej furii u oprawcy, który w końcu rozżalony zabije swoją wybrankę. Jak to się mówi, raz na wozie raz pod wozem.

Obserwując rozgrywającą się między tą dwójką sytuację nie wiedziałam jakiego finału oczekuje. Samotny chłopiec mimo swojego szaleństwa nie budził oczywistej niechęci jaką zwykli budzić sprawcy porwań i szaleńcy w ogóle. Wiedziałam że jest niebezpieczny, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl: A może go pokocha?

kolekcjoner

Doskonałe aktorstwo obydwu stron sprawiło, że ich relacja była bardzo żywa, a każda wypowiadana kwestia przekonująca. Dwoje i piwnica tworzą bardzo intymną atmosferę, przestrzeń dla bardzo intensywnych emocji, których odbiorcom będzie każdy szczęśliwy widz, który obejrzy film.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:9

70/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 18 listopada 2017

Sil-jong aka Missing (2009)

missing

Hyeon-a wraz ze swoim chłopakiem odwiedzają małą restaurację na prowincji. Jej właścicielem jest niejaki Pan-kon, który od razu wzbudza podejrzenie dziewczyny. Nie spodziewa się ona jednak, że starszy mężczyzna o przebiegłym spojrzeniu jest seryjnym mordercą, a ona będzie jego trzecią ofiarą. Podczas gdy Hyeon-a przeżywa katusze więziona przez Pan-kon, jej siostra  Hyeon-jeong rusza na jej poszukiwania.

"Missing" to jeden z nieco starszych koreańskich thrillerów. Mimo, że zostaje w tyle za moimi faworytami jeśli chodzi o kino koreańskie, to nadal jest to bardzo udana produkcja, którą muszę Wam polecić. Jest jednocześnie jedną z brutalniejszych.

Temat popularny - seryjny morderca. W tym przypadku fabuła czerpie nieco z autentycznej historii pewnego siedemdziesięcioletniego rybaka, który u schyłku swego żywota rozpoczął morderczą karierę, zabijając trzy kobiety.

Film można podzielić na dwie części. Pierwsza skupia się na postaci pierwszej z sióstr, młodszej, rozrywkowej Hyeong-a, która jest przetrzymywana przez zwyrodnialca. Tu poznajemy jego zbrodniczy kunszt, jego sadystyczne upodobania. Nie obejdzie się bez drastycznych scen, gwałt, etc.

missing

Druga połowa filmu jest poświęcona działaniom, starszej z sióstr, tej odpowiedzialnej i rozważnej. Dziewczynie dość szybko udaje się ustalić gdzie mniej więcej słuch o jej siostrze zaginął, ale na niewiele się to zdaje, bo miejscowa policja nie dostrzega przesłanek o popełnieniu przestępstwa. Hyeong-jeong można rzec bierze sprawy w swoje ręce i tak dochodzi do niezbyt szczęśliwej konfrontacji z psycholem.

missing

Jak na solidny thriller przystało, nie zabraknie tu napięcia. Scenariusz nie patyczkuje się z bohaterami, więc happy end jest tu bardzo wątpliwą sprawą. Aktorzy dają radę, choć pewne manieryzmy typowe dla Azjatów są tu bardziej widoczne niż w młodszych filmach z tego kraju. Na prowadzenie wysuwa się tu Seong-kun Mun, który mógłby wiele nauczyć innych filmowych zboków. Film raczej z kategorii tych mocniejszych więc przestrzegam.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

64/100

W skali brutalności:5/10

czwartek, 16 listopada 2017

Like. Share. Follow (2017)

like share follow

Młody chłopak imieniem Garret prowadzi popularny videoblog, w którym dzieli się swoim prywatnym życiem z widzami.

Pewnego dnia poznaje  na mieście sympatyczną dziewczynę, z którą szybko ląduje w łóżku. Nazajutrz panna wyznaje mu, że jest fanką jego działalności w sieci, zakochała się w nim za pośrednictwem internetu i specjalnie dla niego zmieniła miejsce zamieszkania. Garret jest lekko przerażony sytuacją i postanawia wymiksować się z tej znajomości. Okazuje się, że nie jest to takie proste, bo FanGirl nie zamierza odpuścić.

"Like Share. Follow" wprowadza nas w świat internetowego ekshibicjonizmu i przestrzega przed nieostrożnym dzieleniem się swoją prywatnością. Takie teraz czasy, że każdy może zostać celebrytą jeśli wystarczająco się obnaży i nie dotyczy to koniecznie świecenia gołą dupą w sieci, a raczej wpuszczania obcych ludzi do swojej 'głowy'. Tak też czynił nasz bohater, Garret.

Przejęty swoją popularnością, jest pewien, że udało mu się nawiązać więź z milionem ludzi, którzy śledzą jego internetowe wynurzenia. Przez myśl nie przechodzi mu, że wśród nich mogą być jednostki niebezpieczne.

like share follow

like share follow

Mimo, że film porusza ważny, można rzec temat, nie robi tego w zbyt atrakcyjny dla odbiorcy sposób. Bardzo szybko wszytko staje się nazbyt oczywiste, a błędy popełniane przez bohaterów sprawiają, że przestajemy wierzyć w ich zdolność logicznego myślenia. Nie mniej jednak nie skreślam tej historii całkowicie. Jestem na bakier z nowymi trendami w internecie, nie śledzę żadnego kanału na youtube i nie wierzę w moc internetowych znajomości. Świat Garreta całkowicie osadzony w cyberprzestrzeni był więc dla mnie pewną ciekawostką, bo jak można tak funkcjonować?

Fabuła filmu mimo że sili się na mądre przesłanie, nie prezentuje wyżyn intelektualnych. Jest prosty i raczej nie wymagający. Do obejrzenia bez zgrzytów, ale i bez zachwytów.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 12 listopada 2017

Road Games/ Autostopem po śmierć (2015)

road games

W czasie podróży po Francji Jack bezskutecznie próbuje złapać, gdy na poboczu pojawia się samochód z szamoczącymi się pasażerami. Jedną z nich okazuje się Veronique. Jack ratuje ją z rąk agresywnego kierowcy. Okazuje się, że dziewczyna też podróżuje autostopem, więc postanawiają połączyć siły w wędrówce.

Złapanie stopa w tej okolicy wcale nie jest łatwe, tabliczki na poboczu ostrzegają przed zabieraniem nieznajomych a gminna wieść niesie, że od jakiegoś czasu w tej okolicy grasuje morderca.

W końcu młodym udaje się złapać podwózkę, nie mniej jednak zachowanie kierowcy, który postanawia ugościć podróżnych w swoim domu, nie należy do zwyczajnych.

"Road Games" to mało znany thriller mało znanego twórcy. Raczej nie zaskarbił sobie sympatii widzów, jak wnoszę po ocenach filmu w sieci. Ze wspomnianymi ocenami nie do końca mogę się zgodzić, bo mimo iż zdecydowanie nie jest to kino z wyższej półki to przekonało mnie dość świeżym podejściem do oklepanego tematu. Pamiętacie "Wyspę strachu" z Milą Jodovic? Tu stosowane są podobne wybiegi, na tej zasadzie, że ni cholery nie wiadomo kto poluje na kogo. Mimo iż pogrywanie z widzami za pomocą twistów fabularnych to stała praktyka thrillerów, to tu wyjątkowo się to udało. Może to za sprawa niepozorności tego filmu odzwierciedlonego w jego formie.

Pomysłowy zamysł główny jest najmocniejszym elementem produkcji, choć początkowo  niewiele na to wskazywało.

road games

road games

Nastrój filmu opiera się na jego minimalizmie. Mamy tu niewielu bohaterów, ale ich charakterystyki są bardzo ‘żywe’, trochę groteski, trochę schizu. Tempo akcji jest dość nierówne, ale dostosowane do stylu narracji.

Całość jest całkiem oryginalna i mile się ją ogląda, jeśli nie lubujecie się w mainstreamie i przychylacie się do mniej komercyjnych produkcji.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl