What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: horrory z 2016

wtorek, 20 czerwca 2017

A martfüi rém aka Starangled/ Potwór z Martfu (2016)

martfu

W 1957 roku w małym robotniczym miasteczku na Węgrzech zostaje zamordowana młoda pracownica fabryki butów. O ten czyn zostaje oskarżony jej kochanek Akos Reti i po intensywnych przesłuchaniach zostaje skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Podczas gdy mężczyzna odsiaduje wyrok, odsiadkę ową uatrakcyjniają mu pouczające spotkania ze współosadzonymi, w Martfu znowu zaczynają ginąć młode kobiety. Bystry detektyw zaczyna podejrzewać, że przed siedmioma laty złapano nie tego człowieka.

Sylwetkę głównego antybohatera filmu, Petera Kovacsa, poznałam dopiero dzięki temu filmowi. O ile za oceanem tacy osobnicy szybko zyskują ogólnoświatową popularność o tyle zbrodniarzy działających pod komunistycznym blokiem wymazuje się z kart historii. Nawet w Polsce, urodzajnej w takich wykolejeńców, jak się okazuje, gdy władza zaczyna przecierać oczy po radosnej amnestii z przed 25 lat, ten temat nie był dotąd zbyt spopularyzowany. Teraz widzę, że i inni europejscy filmowcy zaczynają doceniać potencjał swoich narodowych antybohaterów.

martfu

Węgierski obraz o seryjnym mordercy to taki miszmasz tego co udało się w tej materii osiągnąć polakom z typowo amerykańskim schematem.

Z polskimi filmami tego rodzaju nie wątpliwie łączy go historyczno-obyczajowe tło. Motywy polityczne, które tak, a nie inaczej wpływały na decyzje policji i prokuratury. Przygnębiające obrazy komunistycznej rzeczywistości oddane za pomocą posępnych w kolorystyce i doborze plenerów zdjęć.

Żaden jednak z polskich filmów tego rodzaju - w końcu nie jest ich dużo - nie razi taką dosłownością. Węgierski twórca wykłada kawę na ławę i niczego nie unika w swojej opowieści, ani brutalnych scen z mordercą ani nie stosuje zmyłek mogących ukryć jego tożsamość.

Praktycznie od samego początku wiemy, że odsiadujący wyrok chłopina nie jest winien zbrodni. Wkrótce zobaczymy winowajce w całej okazałości, na tle życia rodzinnego, a wkrótce także w jego zbrodniczym akcie. Wrażliwe dusze, tu zwracam się do Was, nekrofilskie gwałty nie są przyjemne dla oka, zwłaszcza dokonywane na kobietkach w kucykach, którym jeszcze nie zdążył dobrze wykiełkować biust. Takie właśnie tu będą widoki.

martfu

Sama historia opowiedziana jest dość sprawnie mimo tej sporej dozy dosłowności udaje się utkać tu pewną nic tajemniczości wokół mordercy. Dopiero postawiony pod murem wyzna co i dlaczego robił. Jego wyznanie jak często bywa w filmach opartych na faktach nijak ma się do hollywoodzkiego gwiazdorzenia. Ot, powód zbrodni bardzo podręcznikowy i typowy.

Obraz śledztwa, ponownego śledztwa w zasadzie, to głównie polityczne przepychanki ukazujące rażące uchybienia systemu. Mamy detektywa idealistę w kontrze z prokuratorem lizodupem, który nie zamierza przyznać się do machlojek, które zapewniły mu awans.

martfu

Film w ogólnym rozrachunku robi dobre wrażenie i w swoim gatunku sprawdza się jak najbardziej. Myślę, że zapoznać się warto chociażby po to by zobaczyć jak w Europie kręci się filmy o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:4/10

środa, 14 czerwca 2017

Crawlspace aka Within/ W ukryciu (2016)

w ukryciu

Trzyosobowa rodzina Alexandrów przeprowadza się do nowego domu. Ojciec rodziny John i jego narzeczona Melanie widzą w tym szansę na nowe życie, tylko nastoletnia córka mężczyzny, Hannah, skazana na areszt domowy po pijackim wyskoku jest niezadowolona z przeprowadzki. To właśnie ona jako pierwsza odnotowuje dziwne zjawiska w domu.

Jak jednym słowem można określić ten film? Sztampa, sztampa, sztampa. Nie powinno mnie to nawet dziwić zwróciwszy uwagę na nazwisko scenarzysty, twórcy miałkiej "Annabelle i kilku innych średnio udany projektów. Widać, że facet polotem nie grzeszy i nie ma zamiaru wychodzić za ramy bezpiecznego mainsreamu. Aż strach myśleć jak przerobi "It", bo wiecie, to on jest scenarzystą remake.

"W ukryciu" w założeniu miał stanowić połączenie thrillera z ghost story. Z czego początek filmu to zagrywki w stylu 'nasz dom jest nawiedzony', zaś druga część miała stanowić niespodziankę. I być może będzie stanowić, dla niedzielnego oglądacza filmów grozy. Cała reszta w mig rozgryzie sprawę, a zaskakujący zwrot zaskoczeniem nie będzie, bo pojawia się w wielu filmach - nawet nie musicie daleko sięgać pamięcią.

w ukryciu

w ukryciu

Od strony technicznej wypada ładnie. Bardzo przyjemnie się go ogląda. Obsada spisuje się całkiem dobrze i kot też jest, więc super.

Kilka scen ze sprawnie budowanym napięciem, które w założeniu mają straszyć. Bez większych zgrzytów w fabule, ale też o nadmiarze logiki w działaniu bohaterów nie może być mowy.

Tak w zasadzie nie ma co się nad tym filmem rozwodzić, bo wszytko co tu zobaczycie widzieliście już nie raz. Można obejrzeć dla relaksu i szybko wymazać z pamięci.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

to coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Hipersomnia (2016)

hipersomnia

Młoda aktorka teatralna, Milena ma wystąpić w kontrowersyjnej sztuce o handlu kobietami. W czasie prób przed premierą zaczyna doświadczać dziwnych wizji, w których przenosi się w ciało innej, identycznie wyglądającej dziewczyny.

Kiedy staje się Laly, rzeczywistość przedstawiona  scenariuszu staje się prawdą i Milena jako Laly jest przetrzymywana w domu publicznym wraz z innymi dziewczynami. Im bardziej realne i żywe stają się jej wizje tym goręcej wierzy, że złudzenia nie są złudzeniami.

Tytuł filmu, Hipersomnia, sugeruje nam że przedmiotem problemu naszej bohaterki będzie nadmierna senność. Trochę nijak ma się do fabuły filmu, bo jak zaznaczyłam w opisie, Milena ma cierpi na coś w rodzaju zaników świadomości, w czasie których zmienia się w inną osobę. Bardziej to pachnie jakimiś zaburzeniami dysocjacyjnymi niż zaburzeniami snu. Tytuł więc nie koniecznie trafny, ale lepiej brzmi niż "Dysocjacja":)

Film klasyfikowany jest jako horror/thriller i z tym też pewnie niektórzy się nie zgodzą, ale ja nauczyłam się przymykać na takie wątpliwości oko. Ważniejszą kwestią od przynależności gatunkowej i adekwatności tytułu jest jakoś filmu. A z tą jakością jest średnio.

Pomysł, może i nie najgorszy, choć nie doszlifowany w toku jego realizowania. Oniryczna powłoka sprawia, że kluczowe kwestie przestają być klarowne. Większa część filmu to jedno wielkie zamieszanie. Przeskoki akcji, w których mniej zaangażowany widz się pogubi i w końcu znudzi. Końcówka to punkt kulminacyjny, w którym nagle wszytko staje się jasne - ot tak - i przechodzimy do finału, już całkiem przyziemnego i realnego.

hipersomnia

hipersomnia

Mam z tym filmem następujący problem - nie wciągnął mnie mimo, że jego tematyka powinna mnie zainteresować. Nie wzbudził większych emocji, choć znowuż z uwagi na tematykę powinien. Myślę, że przyczyną tego stanu rzeczy, jest fakt, że argentyńscy twórcy trochę za bardzo namieszali. Główny twist fabularny jest bardzo mocno naciągany i mało wiarygodny.

SPOILER: Akcja jak w "Wiem kto mnie zabił" KONIEC SPOILERA.

Od strony technicznej też nie powala, więc nie ma szans by się czymkolwiek wyróżnić i zaskarbić sobie moją sympatię.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:4

49/100

W skali brutalność:1/10

środa, 31 maja 2017

Rupture/ Pęknięcie (2016)

rupture

Renee, samotna matka, zostaje uprowadzona przez grupę ludzi, którzy zamierzają poddać ją eksperymentowi naukowemu. Przerażona kobieta odkrywa, że nie jest jedyną ofiarą dziwnych naukowców.

Wkróce okaże się, że najważniejszym z elementów eksperymentu jest strach. Renee będzie miała okazję przestraszyć się jak nigdy dotąd.

Przyznam, że sięgnęłam po ten film tylko ze względu na Noomi Rapace w obsadzie. Opis fabuły średnio mnie zainteresował, choć finalnie muszę przyznać, że wcale nie był to najgorszy wybór - wbrew gminnej wieści, że film shitowy.

"Pęknięcie" to thriller sci -fi, traktujący o graniczących z szaleństwem eksperymentach naukowych. O ich konkretnym celu wolę nie mówić, żeby nie psuć Wam seansu. Ostatecznie prawdę o tym do czego zmierza ta historia mamy odkryć razem z jej bohaterką.

rupture

Przez znaczną część filmu nie wiemy więc o co chodzi. Podrzucane są nam szczątkowe informacje, które wskazują na coraz bardziej zakręcony pomysł twórców. Trzeba przyznać, że rzecz jest dość oryginalna, choć jeśli by się uparł w szukaniu nawiązań, to wątki z "Inwazji porywaczy" ciał w pewnym stopniu znajdują tu odzwierciedlenie. Ale tak to już jest z klasyką gatunku - jest wszechobecna.

Nasza bohaterka desperacko pragnie uciec, więc będziemy tu śledzić jej próby wydostania się z opresji. Charyzmatyczna Noomi Rapace doskonale wywiązała się ze swojej roli. Kibicujemy jej dzielnie i mamy z tego pewien ubaw. Ale doskonale nie jest.

Jak na film sci- fi nie zabraknie tu absurdu i moim zdaniem tego absurdu jest trochę za dużo. Mało naukowe to wszytko, ot co.

Jeśli chodzi o walory grozy, to też nie ma szału. Mnie przeraził wąż, ale mnie przerażają nawet liche zaskrońce w lesie więc, nie wiem czy można to uznać za błysk. Widzowie cierpiący na arachnofobię, jak nasza bohaterka, też znajdą tu coś dla siebie, bo jak wspomniałam celem naukowców jest wystraszenie Renee.

rupture

Cały konspekt historii, jak wspomniałam jest dość pomysłowy, ale zdałoby się dać tu trochę szlifów by efekt końcowy miał ręce i nogi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 29 maja 2017

Ah-ga-ssi/ Służąca (2016)

służąca

Sook-he, młoda Koreanka, sierota wychowana przez paserkę, zaczyna pracę w charakterze pokojówki u japońskiej arystokratki mieszkającej z wujem. Nawiązuje silną więź ze swoją chlebodawczynią mimo, że w jej domu znalazła się w niekoniecznie przyjaznych zamiarach.

Gdy tylko pojawiała się informacja o nowym filmie Parka, wiedziałam, że będzie to dobry film, który muszę zobaczyć. Kiedy już wiedziałam, że będzie to film, którego akcja osadzona będzie na wschodzie wiedziałam, że będzie piękny. Lubię tego reżysera za to, że mimo sukcesów na zachodzie, mimo romansów z Hollywood nadal jest wierny temu co najlepsze w kinie koreańskim. "Stocker" bardzo przypadł mi do gustu, ale zdecydowanie wolę te filmy Parka, których akcja rozgrywa się w jego ojczyźnie.

służąca

Co ciekawe za inspirację dla scenariusza posłużyła powieść, której akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii w XIX wieku. Park wspólnie z Seo-Gyeong Jeong sprawnie przeniósł jej fabułę do Korei. Książkę z chęcią bym przeczytała zwłaszcza, że porównywana jest z twórczością Willkiego Collinsa, a ten to lubi dobre intrygi.

Intryg w "Służącej" nie zabraknie. Opowieść dzieli się na trzy części z czego każda dostarcza nam nowych informacji, stanowi inteligentny fabularny twist i kończy się efektem zaskoczenia.

służąca

Taka historia musi dostarczyć sporo emocji, choć czytałam recenzje które zarzucają "Służącej" nudę. No nie wiem, z czego to może wynikać... Albo wiem, ale nie chce być uszczypliwa:)

Chyba mogę się zaliczyć do grona oszalałych i bezkrytycznych fanek koreańskiego kina więc w "Służącej" nie dostrzegam wad. Sprawy techniczne zostawię lepiej mądralom, które lepiej uzasadnią zachwyt efektem końcowym, dość, że przyznam, że całkowicie utknęłam w świecie przedstawionym. Film jest piękny, historia fascynująca. Nie zabraknie tu ani sensualności, ani humoru ani suspensu. Dla mnie bomba. Tyle, że to nie horror:)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:10

aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

80/100

W skali brutalności:0/10

piątek, 12 maja 2017

Lake Bodom/ Bodom (2016)

lake bodom

Przed pół wieku nad jeziorem Bodom w Finlandii czteroosobowa grupa obozowiczów zostaje zamordowana przez nieznanego zabójce. Jednej z osób udaje się przeżyć, ale nie pomaga to w ujęciu sprawcy czynu.

Po latach nad to samo jezioro, w to samo miejsce wybiera się inna grupa nastolatków. Intencjom chłopców jest zgłębienie zagadki z przed lat, a dziewczyny też mają własną wizję tego wyjazdu.

Fiński slasher movie, Drodzy Państwo. Europejczycy wcale nie najgorzej czują się w tym bardzo amerykańskim gatunku i parokroć pokazali, że na starym kontynencie też wiedzą jak się robi dobrą rzeź.

Północne krajobrazy to świetna przestrzeń do zbudowania nastroju grozy i twórcy ten fakt wykorzystali. Większość akcji rozgrywa się pod osłoną nocy, ale oświetleniowcy dali radę i nie musiałam rozjaśniać ekranu, żeby cokolwiek zobaczyć. Może to dziwnie brzmi, ale zwracam na takie rzeczy uwagę. Ogólnie od strony technicznej jest to film dobrze zrobiony zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę budżet jakim dysponowali twórcy. Całkiem przyjemnie się na to patrzy. Muzyka też dobra. Jednak ideałem to ten film nie jest.

lake bodom

lake bodom

Fabuła jak na slasher przystało nie jest zbyt inteligentna choć scenariusz miał ambicje by trochę namieszać. Jest pare fabularnych twistów, które wzbogacają fabułę, ale nie robią wielkiego efektu wow.

Kuleje aktorstwo mimo, że dołożono starań by wykreować tu bardziej interesujące postaci niż w przeciętnym slasherze bywa. Dialogi kiepściane, albo tak brzmiały w wykonaniu obsady.

Całość daje efekt sympatycznego przeciętniaka, jednak dla samego klimatu myślę, że warto obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 06 maja 2017

The Secrets of Emily Blair (2016)

secrets of emily blair

pielęgniarka Emily w czasie pracy zostaje zaatakowana przez jednego z pacjentów. Bełkoczący bezdomny rzuca się na nią i aplikuje jej doustnie jakiś czarny wyziew, co skutkuje radykalną zmianą zachowania u kobiety. Emily ma wkrótce wyjść za mąż. Jej narzeczonego bardzo niepokoi jej zachowanie. Sprawą interesują się też znajomy duchowny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują n to, że Emily została opętana.

Napisałabym, że dawno nie widziałam tak durnego filmu, ale nie byłaby to prawda. Produkcji w tym stylu widuje nader dużo, a urodzaj filmów z motywem egzorcyzmu dodatkowo zwiększa prawdopodobieństwo trafienia na gniota.

"The Secret of Emily Blair" gniotem jest niewątpliwie. Zabrakło tu i dobrego pomysłu i dobrej realizacji. Film miał niewielki budżet, ale to nie tłumaczy jego jakości, ostatecznie pomysł nic nie kosztuje, a tu już na etapie powstawania scenariusza dano ciała.

Pierwszą rzeczą jaka na pewno rzuci Wam się w oczy to drewniane aktorstwo i toporne dialogi. Później zobaczycie efekty, które zapewne ostatecznie utwierdzą Was w przekonaniu, że nie będzie to dobra produkcja.

secrets of emily blair

secrets of emily blair

W natłoku produkcji o tej tematyce wcale nie jest łatwo o zrobienie czegoś co wyróżni film. Twórcy historii Emily chyba nawet nie mieli takowych aspiracji. Zmajstrowali obraz schematyczny i nieprzemyślany.

Pierwszą partię filmu, gdy nasza Emily zaczyna wariować da się jeszcze jakoś przeżyć, ale gdy przejdziemy do rytuału egzorcyzmów już nie da rady przymknąć oka na tak dużą ilość niedociągnięć. Dialogi są jeszcze durniejsze, aktorstwo jeszcze gorsze, a efekty jeszcze żałośniejsze. W żaden sposób nie jestem w stanie znaleźć w tej produkcji czegoś co zdołałabym pochwalić... a może? Mogę pochwalić operatora, że nie zepsuł zdjęć i tyle.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:4

Klimat:4

Napięcie:3

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:3

33/100

W skali brutalności: 1/10

piątek, 05 maja 2017

The Void (2016)

void

W czasie nocnego dyżuru do starego szpitala trafia nieprzytomny mężczyzna, którego policjant Daniel znalazł na poboczu w opłakanym stanie. Opiekę nad pacjentem przejmuje między innymi Alison, żona wspomnianego policjanta.

Jeszcze tej nocy w budynku dojdzie do szeregu dziwnych i przerażających zdarzeń mających związek z grupą zamaskowany wyznawców nieznanego kultu, którzy zgromadzą się przed szpitalem.

Bardzo ciężko było mi opisać fabułę "The Void". Wymęczyłam powyższy opis, a przeglądając w sieci strony filmowe widzę, że nie tylko ja miałam problem ze złożeniem tej fabuły w całość.

Miałam w ogóle zaniechać pisania o nim, a jego rosnąca popularność i dyskusje z nią związane poniekąd zmusza mnie do tego.

void

Można powiedzieć że "The Void" to horror z krwi i kości, jakich już się nie kręci. Jego wizualny aspekt robi spore wrażenie zważywszy na ilość efektów i upiornych charakteryzacji zmajstrowanych niskim kosztem.

Dopatrzyłam się w nim pokaźnej ilości scen zasługujących na specjalne wyróżnienie za sam pomysł i zdjęcia.

Zacznę trochę od dupy strony, bo od finału gdzie widziałam jedno z najlepszych ujęć piekła czy też alternatywnego świata śmierci. Wielkie wow. Porównywalne wrażenia miałam ostatnio w '81 :) Żartuje, nie był mnie wtedy na świecie. Ale faktycznie w '81 Fulci nakręcił "Hotel siedmiu bram" i jego finałowa scena to coś zbliżonego do obrazu z finału "The Void".

Mimo, że zasadniczo żywych trupów tu nie spotkamy, przynajmniej nie w postaci zombie to mamy tu sporą dawkę gore, które mogą Wam przypomnieć włoskie obrzydliwości. Cała estetyka filmu stworzona jest na mode lat '80. Mamy tu ludzi zmieniających się w potwory wzorem "Coś", fantasmagoryczne sytuacje i bohaterów przypominających oprawę "W paszczy szaleństwa", czy "Hellrisera" i dużo dużo naleciałości z Lovecrafta.

Czyżby horror idealny? Otóż nie.

Filmowi jest daleko do ideału głównie ze względu na warstwę narracyjną, niemożebnie bełkotliwą i chaotyczną. Scenariusz olewa podstawy konstrukcyjne filmowej historii. Nie wiadomo tak naprawdę kto jest tu głównym bohaterem, bo nikt nie wysuwa się na prowadzenie. Wszyscy zostali wrzuceni do jednego worka. Nikogo nie zdołałam bliżej poznać, a śledząc rozwój wypadków kilkakrotnie zastanawiałam się 'a kto to jest?' Wszytko za sprawą braku jakiegokolwiek fabularnego wstępu. Właściwa akcja rozpoczyna się praktycznie od progu i już po chwili mamy pierwsze spotkanie z makabreską. Nim jeszcze wszyscy zdążą się przedstawić. To z kolei przekłada się na braki w stopniowaniu napięcia, braku próby zaangażowania widza w tą historię.

void

Miałam wrażenie, że twórcy są tak napaleni na wystraszenie widza, że nie liczy się dla nich nic więcej. Oglądałam ten film niczym ciąg absurdu i ohydy i tak też go zapamiętam mimo wszystkich ciepłych skojarzeń i udanych odwołań do klasycznych już horrorów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:9

Aktorstwo:6

Oryginalność:8

To coś:6

62/100

W skali brutalności:4/10

piątek, 28 kwietnia 2017

Here Alone (2016)

here alone

Po wybuchu śmiercionośnej epidemii Anna znalazła schronienie w lesie z dala od cywilizacji. Kryjąc się przed ofiarami choroby prowadzi egzystencje skupioną na przetrwaniu. Pewnego dnia znajduje dwoje ocalałych, Olivię i jej niedoszłego ojczyma Chrisa.

"Here Alone" to kolejna próba stworzenia ambitnego, minimalistycznego zombie movie. Nie uświadczymy tu więc tego, z czym zwykł kojarzyć się ten podgatunek: wartkiej akcji i krwawych momentów.

Gotowa jestem jestem nawet podważyć przynależność tego obrazu do świata horroru,czy nawet thrillera, bo grozy też tu nie ma. To bardziej dołujący, nudnawy dramat, w który niewiele nam przekazuje.

Fabuła skupia się na relacji Anny z Chrisem i Olivią i kłopotów z niej wynikających.

here alone

Nie chodzi tu tylko kwestie różnych zapatrywań na przetrwanie. Wątek byłby nawet ciekawy, gdyby zarysować go trochę wyraźniej. Niestety wszytko jest tu bardzo ostrożne i przez to trąci nijakością.

Bieżące wydarzenia przeplatane są retrospekcjami z życia Anny tuż po wybuchu epidemii, gdy miała jeszcze u boku męża i maleńkie dziecko.

here alone

Akcja toczy się niespiesznie, bez konkretnego kierunku i nim się obejrzymy dobiegnie końca w równie niewyraźny sposób.

Jedynym wyraźnym plusem produkcji jest dobór plenerów, dzięki czemu mamy tu całkiem udane zdjęcia

Nie wiem nawet komu mogłabym polecić ten film. Wątpię by zadowolił apetyty fanów zombie movie i nie sądzę też bym fani kina bardziej stonowanego docenili ambicje twórców.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 21 kwietnia 2017

31 (2016)

31 film

Przeddzień Halloween grupa pięciorga pracowników wesołego miasteczka zostaje uprowadzona przez zorganizowaną grupę amatorów tortur i morderstw. Trafiają do siedziby prawdziwych świrów, którzy to planują zabawić się z nimi przez kolejne dwanaście godzin.

Mojego uwielbienia do pierwszych filmów Roba Zombiego nigdy nie kryłam. Tak jak nie kryłam tego, że kondycja jego późniejszych dokonań, kierunek jego rozwoju, że tak ujmę nie napawa mnie większym optymizmem.

Pomysł na "31" wydawał mi się powrotem do źródła, do starej estetyki w której nakręcono "Dom 1000 trupów" i "Bękartów diabła". Niestety między mną a "31" nie zaiskrzyło. Oczywiście, jest to chory i pojebany film, ale zabrakło mi tu tego pierwiastka obłędu, który tak mocno przywiązał mnie do rodziny Firefly, że płakałam nad ich losem w sequelu.

Nie wiem na co mam zrzucić winę za taki stan rzeczy?

Początek filmu to wejście w temat, czyli zapoznanie z protagonistami o wulgarnym usposobieniu i swawolnej naturze. Na ich czele staje Charly  - oczywiście żonka reżysera Sherii Moon Zombie. w tej części filmu widać starania twórcy by wystylizowć realia na lata 70, stroje, muzyka, kolorystyka zdjęć etc. Jest całkiem przyjemnie, jest całkiem dobrze.

31 film

Jednak gdy akcja wchodzi we właściwy etap wszytko co dobre znika. Przenosimy się do jakiejś ciemnej nory, kolorystyka nabiera metalicznego odcienia, znika ziarnistość z obrazu i oto lata 70 w magiczny i niezrozumiały dla mnie sposób idą w zapomnienie.

31 film

Rozpoczyna się sekwencja kolejnych pozrywanych zdjęć tworzących jakaś dziwną rozsypankę ujęć, montażysta tnie jak szalony i dłuższych ujęć nie mamy tu prawie wcale aż do finałowej sceny, gdy znowu wracamy na amerykańskie pustkowie. Cały ciężar fabuły spoczywa więc na nieracjonalnych, nielogicznych potyczkach bohaterów z antybohaterami, nakręconymi tak nieudolnie, że w pewnych momentach nie wiedziałam kto zabija a kto jest zbijany.

Nie byłam w stanie skupić się na śledzeniu akcji i bardzo niewiele mnie ona obchodziła. Tak dotrwałam do finału, który podobnie jak początkowa partia filmu dorobił się u mnie plusika. Bardzo dobra scena finałowa nie rekompensuje jednak dużych braków w całokształcie.

31 film

Widać, że Zombiemu nadal nie brakuje pomysłów na ciekawe charakterystyki pojebańców, ale niestety w tym wszechobecnym nieprzemyślanym chaosie nie zdołałam ich zbyt dobrze poznać, co stwierdzam z żalem.

Dodam, że film udało mi się obejrzeć w całości dopiero przy drugim podejściu. Niezbyt dobrze.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 08 kwietnia 2017

Resident Evil: The Final Chapter/ Resident evil: Ostatni rozdział (2016)

resident evil

Od ponad dekady ziemię i ludzkość wyniszcza zaraza, która za sprawą wirusa T, zmienia ludzi w zombie. Alice, samotna mścicielka od dawna próbuje zadać korporacji Umbrella ostateczny cios. Jednak mimo nadprzyrodzonych umiejętności jest to walka Dawida z Goliatem.

Gdy Alice rozprawia się kolejnymi zmutowanymi stworami na terenie Waszyngtonu zostaje namierzona przez Czerwoną Królową, sztuczną inteligencją sprawującą kontrole nad Ulem, siedzibą Ubrelli. Czerwona Królowa składa Alice propozycję nie do odrzucenia: chce jej pomóc w zabiciu szalonego doktora Isaack'sa i zdobyciu antidotum.

Względnie dobre zdanie o serii "Resident Evil" straciłam jakieś dwa filmy temu. Postapokaliptyczną 'trójkę' uznałam więc za ostatni dobry obraz Andersona. Po obejrzeniu "Afterlife" i "Retrybucji", obrazów kompletnie pozbawionych fabuły, nie mówiąc już o logicznej fabule, byłam tak wkurzona na twórców, że wcale a wcale nie miałam ochoty sięgać po kolejna odsłonę serii. Zrobiłam to jednak, ponieważ przyobiecano mi, że jest to zakończenie tematu, ostatni film z pod szyldu Residen Evil.

resident evil

Co do tego, że jest to już ostatnia część mam pewne wątpliwości, bo po raz kolejny mamy do czynienia z otwartym zakończeniem, jakby reżyser zostawiał sobie awaryjną furtkę - a nóż ktoś będzie chciał kontynuacji?

Nie nie chcemy, ja nie chce, uważam, że otwarte zakończenie było zbędne i zaszkodziło temu co z mozołem, jak wielkim mogę się tylko domyślić, udało się twórcy zbudować w toku fabularnej historii "Ostatniego rozdziału".

Byłam tak zaskoczona obecnością 'fabuły', że przyjęłam ją bez sprzeciwu. Warstwa dramatyczna w serii "Resident evil" zawsze boleśnie kulała i toczyła nierówny bój o pierwszeństwo z efektami specjalnymi, które to zwykle przejmowały kontrolę nad językiem filmu.

O tym, że tym razem będzie lepiej przekonałam się już na początku seansu, kiedy to pojawia się dłuższy narracyjny monolog będący po trosze streszczeniem po trosze wyjaśnieniem dotychczasowych filmowych zdarzeń. Dawno nie spotkałam tak złożonych i długich zdań w "Residentach":)

Po tym zaskakującym elemencie wracamy na stary tor zdarzeń. Alice się pojedynkuje, wojuje, coś wybucha, ktoś traci kończynę. Pojawia się grupa ocalałych, która przycupnęła w Raccoon City i którymi nie warto poświęcać większej uwagi. To chyba ten rodzaj postaci tak zniechęca mnie do wszelkich zombie movie.

resident evil

Kiedy już przebrniemy przez wartko toczącą się typowo residentową akcje przechodzimy do finału. A tu drodzy Państwo niespodzianek co nie miara. Większość widzów krzyczy w internetach, że wcale ich to nie zaskoczyło, ale mnie i owszem. Uważam, że scenariusz w tym momencie wzbił się na poziom do tej pory nie osiągalny dla serii. Wiem jak to brzmi, ale mimo iż w pewien sposób szanuje tą serię, to nie mam  najlepszego zdania o kondycji umysłowej jej twórców. To co w innym filmie było by banalnym pierdnięciem tu było czymś iście zachwycającym.

Obawiam się, że po tym szczytowaniu Andersonowi i reszcie ekipy nie starczy już wyobraźni na następny choć odrobinę sensowny scenariusz i w duchu modlę się by "Ostatni rozdział" faktycznie był ostatni, bo inaczej bezwzględnie czeka nas powtórka z "Afterlife" i "Retrybucji", albo jeszcze gorzej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:6

51/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 17 marca 2017

Don't hang up (2016)

dont hang up

Sam i Brady zasłynęli w sieci dzięki niewybrednym telefonicznym żartom. W czasie wspólnie spędzanego wieczoru przy piwie wykonują kolejny telefon z zamiarem wkręcenia kolejne osoby, zarejestrowania tego kamerą i opublikowania.

Niefartownie dodzwaniają się do typka, który nie tylko daje się nabrać na ich sztuczki ale zamierza pokonać chłopaczków ich własną bronią.

"Don't hang up" to brytyjski horror traktujący o niszczącej sile internetowej popularności.

Dwaj Ziomkowie Głupkowie dla fejmu złośliwie drwią z ludzi, stawiając ich w sytuacjach krytycznych. Dzwonią w środku nocy do delikwenta i wkręcają mu, że ktoś zagraża jego życiu i tego typu sprawy.

Jak mówi stare porzekadło, w końcu trafia kosa na kamień. Sam i Brandy padają ofiarą telefonicznego żartownisia. Pan Lee, bo tak się przedstawił okazuje si mieć wyjątkowo ciężkie poczucie humoru. Istota jego żartu polega na urzeczywistnieniu tego czym Ziomkowie-Głupkowie zwykli straszyć swoje ofiary. Żarty się skończyły.

dont hang up

dont hang up

Fabuła filmu oscyluje wokół teen horroru i thrillera z antybohaterem w postaci groźnego psychopaty.

Nie miałabym większego problemu z zaakceptowaniem takiego pomysłu gdyby nie fakt, że bohaterzy pozytywni w żaden sposób nie wzbudzili mojej sympatii. Wiem, że ich działania bliskie są temu co może cieszyć się sporo popularnością internetowych społeczności, ale kurczę, jako mi nie zaimponowali. Żadne próby uczynienia ich postaciami którym należy współczuć nie powiodły się. Z radością patrzyłam jak Pan Lee wymierza im klapsy.

Generalnie nie jest to film zły. Jest pomysł, jest realizacja i jest morał.

Trochę to wszytko prostolinijne i miejscami toporne, ale jak na kino czysto rozrywkowe, a tak postrzegam wszelkie współczesne straszaki o nastolatkach, nie jest źle.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 10 marca 2017

9 life of Louis Drax/ Dziewiąte życie Louisa Draxa (2016)

9 zycie louisa draxa

Dziewięcioletni Louis Drax mówi o sobie 'wypadkowe dziecko', 'dziecko którego lubią wypadki', ponieważ odkąd tylko pamięta wciąż zdarzały mu się sytuacje, w których jego życie było zagrożone.

Nawet jego troskliwa matka zauważyła w tym coś niepokojącego i w chwili gdy małemu Louisowi przydarzył się ósmy wypadek, stwierdziła, że mały wyczerpał swój limit dziewięciu kocich żyć - kolejny wypadek będzie śmiertelny.

W swoje dziewiąte urodziny, które chłopiec spędzał na pikniku z matką i przybranym ojce, zdarzył się kolejny, już dziewiąty wypadek, mały spadł z klifu do oceanu i zapadł w śpiączkę.

"Dziewiąte życie Louisa Draxa" to filmowy thriller powstały w oparciu o dość popularną, szczególnie za oceanem powieść Liz Jensen.

Narratorem opowieści w największej mierze jest tytułowy bohater Louis, dziewięciolatek. Ten narracyjny zabieg sprawia, że całą opowieść widzimy oczami dziecka, co w założeniu skutecznie usypia naszą czujność.

Nie od razu rozpoznamy grozę całej sytuacji. Jasna kolorystyka zdjęć, płynne i spokojne przejścia z ujęcia na ujęcie, przystojny lekarz pochylający się nad chłopcem, jego śliczna matka o anielskim uśmiechu i opiekuńczy ojciec, którego poznajemy dzięki retrospekcjom. Pogrążony we śnie Louis nie zdradzi się ani słowem, że gdzieś pośród tej magicznej krainy szczęśliwości czai się zagrożenie, które chciało go pozbawić ostatniego, dziewiątego życia.

9 zycie louisa draxa

9 zycie louisa draxa

Czy wobec tego film spełnia założenia thrillera? Tu na dwoje babka wróżyła. Można wiele zarzucić obrazowi pod tym względem. Kryminalna część tej historii spychana jest na margines, dając większa przestrzeń dramatowi. Mamy tu duże pole do popisu dla psychologii postaci, co dla mnie jest plusem.

Finał finałów, czyli wyłożenie kat na stół następuje dopiero pod koniec. I zaskakuje, może nie każdego, ale ja początkowo dałam się nabrać.

Oczywiście jak to bywa, rozwiązanie zagadki zmienia perspektywę z jakiej patrzyliśmy na bohaterów. Kto, widział, zapraszam do spoilera, gdzie będę się mądralować na ten temat.

SPOILER: Zespół Munchausena, to klucz do wszystkiego. Jest to zaburzenie psychiczne z grupy tzw. pozorowanych. Chodzi tu o wywoływanie u siebie, lub kogoś bliskiego objawów choroby by zwrócić na siebie uwagę. Często dotyka matek, które celowo 'uszkadzają' swoje dzieci by zyskać współczucie otoczenia. W tym konkretnym filmie mamy to pokazane za sprawą postaci Natalie, mamy Louisa, dla której 'litość jest nawet ważniejsza niż miłość'. Kobieta sukcesywnie uszkadza swojego synka i odnosi w tej kwestii duże sukcesy - w ten sposób poderwała swojego męża, a teraz wyrywa pana doktora. Jak to mówią 'pograła bezradną królewną i wzięła go szturmem'. Smutny przypadek, smutny. KONIEC SPOILERA.

Rzec mogę, że film mi się podobał, ale nie koniecznie postrzegam go w kategoriach gatunku do którego został przypisany. To nie jest kino grozy w najmniejszym nawet stopniu. Nie mniej jednak opowiada ciekawą historię w sprawny sposób.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 06 marca 2017

The Exorcism of Anna Ecklund/ Egzorcyzm Anny Ecklund (2016)

exorcism of anna ecklund

Młoda kobieta, Anna, została umieszczona w klasztorze jako alternatywę dla leczenia w zakładzie dla obłąkanych. Ksiądz Richard Lamont podejmuje się zbadania jej przypadku pod kątem opętania przed złego ducha. Sprawa wydaje się jednoznaczna, toteż Anna zostaje poddana rytuałowi egzorcyzmu.

Egzorcyzmy, egzorcyzmy, wciąż egzorcyzmy. Temat nie traci na popularności wśród twórców horrorów, choć przyznam szczerze, że tych dobrych filmów jest garstka. Historia opowiedziana przez Andrew Jonesa na pewno nie zostanie do nich zaliczona.

Z filmowego wstępu dowiadujemy się, że mamy tu do czniania z autentyczną historią. Źródła niewiele mówią o przypadku Anny Ecklund, choć faktycznie osoba o tym nazwisku była egzorcyzmowana... na początku XX wieku.

Jej historia nijak ma się do tego co zobaczymy w filmie. Jest osadzona we współczesnych realiach. Fabuła niewiele różni się od standardowej opowieści z demonami i egzorcyzmami.

Mamy jasnowłosą dziewczynę, bogobojną i anielsko dobrą, która w pewnym momencie zmienia się nie do poznania. Badania lekarskie niczego nie wytłumaczyły. By uchronić Annę przed psychiatrykiem, jej mąż zgłasza się do klasztoru gdzie Anna zostaje zamknięta do chwili przybycia Ojca Richarda, który szybko rozprawia się ze standardowym demonem - z pierwszej trójki najpopularniejszych.

exorcism of anna ecklund

exorcism of anna ecklund

Najwięcej uwagi poświęcono tu zobrazowaniu opętania. Anna wije się, atakuje ludzi, mówi w obcych językach obraża Kościół, dokucza księżom i zakonnicom. Nic nadzwyczajnego. Niski budżet filmu nie pozwolił na większe popisy.

Aktorstwo niskich lotów, operator kamery nie radził sobie z bardziej skomplikowanymi ujęciami, a montażysta nie wysilił się, żeby złożyć to w płynną całość. Scenariusz, jak wspomniałam, prosty, standardowy, zero głębi, zero napięcia. Całość nijaka i nudna. Nie ma co zawracać sobie głowy tym filmem.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne: 5

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:3

36/100

W skali brutalności:1/10

sobota, 04 marca 2017

I Know You're in There (2016)

I know youre in there

Po śmierci biolgicznej matki Tom postanawia zaopiekować nieznaną mu dotąd młodszą siostrą, Chloe. Dziewczyna od lat pogrążona jest w stanie, który lekarze interpretują jako schizofrenie katatoniczną. Chłopak wykorzystuje tę sytuację by stworzyć wideo pamiętnik, w ramach pracy zaliczeniowej na studiach, w którym będzie opowiadał o opiece nad siostrą. Już po kilku dniach spędzonych sam na sam z katatoniczką stwierdza, że dziewczyna kryje w sobie tajemnicę, która to okazuje się wyjątkowo niebezpieczna.

"I know youre in there" zapowiadał się całkiem ciekawie, choć motyw przewodni, czyli zaburzenie w funkcjonowaniu mózgu, które finalnie okazuje się czymś zupełnie innym mieliśmy już w obrazie "The taking of Deborah Logan". Tam też pojawiała się formuła paradokumentu, choć w dużo większej mierze niż "I know youre in there".

Filmy różnią się też pod innymi względami i tu dość przykra wiadomość dla potencjalnych widzów. O ile historia Debory nie prezentowała się wybitnie dobrze, to w przypadku "I know..." jest jeszcze gorzej. Nie dlatego, że pomysł kiepski, bo kiepski nie był, ale przełożenie go na ekran... cóż. Widać duże braki w technice twórcy, widać braki w aktorstwie i to te drugie bolą chyba najbardziej. Bo jeśli nie przekona Cię aktor, to tym bardziej nie zrobią tego efekty.

I know youre in there

I know youre in there

Co się tyczy owych efektów, całej sfery wizualnej, skupionej na zbudowaniu odpowiedniego nastroju i w dalszej części wprowadzeniu elementów nadnaturalnych, jest całkiem przyzwoicie. Kuleje narracja, dialogi, aktorstwo, tego typu sprawy. Scenariusz też pozostawia sporo do życzenia, bo za dużo tu skrótów, które zabierają historii płynność.

Fabuła, jak wspomniałam, skupia się na Tomie i jego próbach nawiązania kontaktu z siostrą pogrążoną w katatonii. Jej stan, budzi w mężczyźnie poczucie misji, którą miałoby być wyleczenie Chloe. Kolejne wydarzenia sprawiają, że Tom zaczyna przyglądać się siostrze bardziej podejrzliwie. Z drugiej jednak strony przebywanie z nią coraz bardziej go pochłania. Mamy tu więc pewną niekonsekwencję, a twórca nie zadbał o to by dodać tu jakąś psychologiczną ramę. Przez to zachowanie Toma wydaje się bardziej bezsensowne niż zakładał scenariusz. Domyślam się do czego dążył twórca, ale nie wyszło mu to.

Mamy więc film raczej słaby, raczej nie udany, choć nie ma tragedii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:4

48/100

W skali brutalności: 1/10

piątek, 24 lutego 2017

Let her out (2016)

let her out

Helen zatrudniona jako kurier ma wypadek na rowerze w wyniku którego trafia o szpitala. Szybko dochodzi do siebie jednak uraz i hospitalizacja nie pozostały nie bez wpływu na jej zdrowie. Wkrótce po tym jak pojawią się u niej pierwsze zaniki świadomości Helen dowiaduje się o guzie w swoim mózgu. Szybko decyduje się na operacje przerażona narastającymi objawami przypominającymi obłęd. Pozostaje jej odczekać trzy dni na zabieg, jednak w tym krótkim czasie to co wzięto za czysto medyczne schorzenie przejmuje kontrole nad jej życiem.

"Let her out" to kolejny horror z ostatniego halloweenowego maratonu w Helios. Podobnie jak poprzednik, "Bed of the dead", nie trafił do szerszej dystrybucji kinowej i podobnie jak poprzednik jest dziełem tego samego reżysera Cody'ego Calahan'a.

Twórca i tym razem postawił na film obfitujący w wizualne wrażenia. Z tym, że teraz zdecydowanie mogę pochwalić ich jakość.

W przypadku "Let her out" nie zabraknie tu widoków miłych dla fanów wszelkiej maści body horrorów. Jest na co popatrzeć Mili Państwo i mówię o tym w pierwszej kolejności, bo jeśli chodzi o fabułę filmu nie jest już tak fajnie.

Nie jest fajnie bo jest powtarzalnie. Przyczyna nagłej zmiany w osobowości głównej bohaterki jest w kinie grozy motywem dość popularnym. Weźmy choćby obraz "Another me" z 2013, czy jeszcze bliższy fabule "Let her out" film "Mroczna połowa", nakręcony w oparciu o powieść Stephena Kinga.

Cieszy mnie, że twórca filmu przynajmniej nie starał się robić z wątków głównego wielkiej tajemnicy i szybko wyłożył kawę na ławę zdradzając nam pochodzenie guza w mózgu Helen. Dalsze filmowe wydarzenia są do przewidzenia dla widza, którego ów wątek główny nie jest pierwszyzną.

let her out

Sam tytuł filmu zdradza nam, że w przypadku Helen mamy do czynienia z kimś, która "chce wyjść". I wychodzi, w chwilach gdy Helen traci świadomość. Natura owego bytu jest na tyle złowroga, że daje szansę na ujrzenie dużej dawki masakry. Efekty wizualne są największym plusem tego filmu, więc jeśli nie jesteście zwolennikami takich widoków, nie macie tu w zasadzie czego szukać.

Na mnie owe widoki zrobiły dobre wrażenie, może dlatego, że mało kiedy obcuję z body horrorami i zawsze jest to dla mnie jakaś odmiana.

Podobał mi się ogólny klimat filmu, dynamizm zdjęć i ich kolorystyka. Aktorstwo na poziomie zadowalającym.

Tak sobie pomyślałam, że gdyby twórca włożył tyle wysiłku w "Bed of the dead" zamiast w ten projekt mielibyśmy przynajmniej jedne bardzo dobry film z dobrym pomysłem i wykonaniem, a tak mamy dwie średniawki, z czego w każdej kuleje co innego.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła: 6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:3/10

wtorek, 21 lutego 2017

The Eyes of My Mother/ Oczy matki (2016)

oczy matki

Francisca mieszka na odludnej farmie wraz z matką i ojcem. Pewnego dnia, pod nieobecność ojca do domu zakrada się szaleniec. Mężczyzna zabija matkę dziewczynki, ale na swoim czynie zostaje nakryty przez męża ofiary. Ten pogrzebawszy zwłoki żony, okalecza morderce i skutego łańcuchami zamyka w szopie. Więziony przez wiele lat staje się w końcu jedynym towarzyszem Francescki, która w końcu dorasta. W raz z nią rośnie jej fascynacja brutalnością i psychopatyczna chęcią posiadania kogoś na własność.

No, co za film, Drodzy Państwo. Już w parę minut po seansie stwierdziłam, że oto obraz, który podzieli widzów. I miałam rację.

Tak zwana szeroka grupa odbiorców do której kierowany jest komercyjnie wyszlifowany repertuar kinowy nie ma tu co szukać. Tylko się biedactwa wynudzą, zniesmaczą a i tak pewnie nie dotrwają do końca filmu. I nawet nie mam im tego za złe, nie każdy musi lubić takie dziwolągi jak obraz Nicolasa Pesce. Wielbiciele dziwolągów natomiast spokojnie się w tym odnajdą.

Jak wiecie, ja owym wielbicielem jestem, toteż film przypadł mi do gustu, choć nie powiem bym była obłędnie zachwycona. Film ma wady, z czego najbardziej rzuca się w oczy, bardzo nierówna narracja. Mamy tu sporo niejasnych przeskoków, urwanych tematów i niedopowiedzeń. Z uwagi na sam temat filmu, który czyni go wcale nie łatwym w odbiorze i te zabiegi dodatkowo utrudniają odbiór i trzeba mieć coś z kinowego masochisty by przełknąć to od tak.

Jest to film w dużej mierze opowiedziany obrazem, nie słowem, do tego czarno- biały więc przebija tu w mojej ocenie sentyment do kina niemego. Zdjęcia charakteryzują się długimi ujęciami, dużą ilością scen skupiających się na prezentacji otoczenia wydarzeń niż samym wydarzeniom. Doskonale poznamy wystrój farmy, położenie domu etc. Taki mały świat głównej bohaterki. Tak mały, że można rzec klaustrofobiczny. Jej egzystencja przypomina żałosny żywot Ed'a Geina, który możecie sobie wyobrazić dzięki rozlicznym dokumentom i filmom fabularnych opartym na jego historii.

oczy matki

Sama bohaterka jawi nam się jak rasowy psychopata. Ale nie taki jakim widzi go Hollywood. Jest wyprana z emocji do granic możliwości. Widać to już w scenach bezpośrednio po śmierci matki, gdy zakrada się do szopy gdzie tkwi uwiązany morderca i nawiązuje z nim relacje. Wszyscy chyba spodziewaliśmy się innego obrotu sprawy. Bohaterka jest zafascynowana śmiercią, ale dopiero później odkryje radość płynącą z mordowania, póki co jej zainteresowanie jest czysto ... naukowe.

Wiele tu będzie scen zdolnych zszokować, choć paradoksalnie nie można filmowi zarzucić by obfitował dosadnym gore. Wręcz przeciwnie, widzimy, że Frann coś kroi, ale tylko z kontekstu możemy wiedzieć, co kroi. Widzimy jak wkłada zakrwawione mięso do lodówki, a wyobraźnia robi resztę: to szczątki człowieka, ona zamierza jej zjeść, etc.

Więcej tu wiec sugestii niż dosłowności, za co bardzo chwalę twórcę, bo nie od dziś uważam, że reżyserzy powinni bardziej zawierzyć widzom, zamiast sprzedawać nam 'gotowce' sprzedać 'sugestie'. Dzięki temu każdy wedle własnych możliwości umysłowych dośpiewa sobie resztę na miarę zapotrzebowania czy to na makabrę czy to na coś innego.

oczy matki

"The Eyes of my mother" jest reżyserskim debiutem, co więcej jest to film chłopaczka dwudziestosiedmioletniego, jego kariera i zmysł twórczy jest więc jeszcze w powijakach, a już wyskoczył z czymś takim. Co to będzie dalej?

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 19 lutego 2017

Shut In/ Osaczona (2016)

osaczona

W tragicznym wypadku samochodowym zginął mąż Mary, Richard, a jej nastoletni pasierb, Steven doznał urazu mózgu w wyniku, którego jego życie to bierna wegetacja. Kobieta obawia się, że nie jest w stanie dłużej opiekować się Stevenem i planuje zapewnić mu opiekę w specjalnym ośrodku.

Tymczasem w swojej pracy, psychologa dziecięcego trafia na przypadek chłopca, który z powodu zaburzeń zachowania może stracić szansę na normalne dzieciństwo. Mały Tom ucieka z opieki społecznej prosto do domu Mary, jednak jeszcze tego samego wieczoru znika. Kobieta jest przekonana, że dzieciaczek zginął na mrozie z powodu jej zaniechania i teraz jego duch nawiedza ją nocami.

Dawno nie widziałam Naomi Watts w żadnym horrorze, a z tym gatunkiem kojarzy mi się nieodmiennie od czasu "Kręgu". Byłam ciekawa jak będzie wyglądać jej kolejne spotkanie z gatunkiem, co z tego tym razem wyniknie.  Co prawda, "Osaczona" stricte horrorem nie jest, raczej thrillerem, jednak wykorzystuje on sporo elementów, które są jednak bardzo typowe dla kina grozy. Jak się okazało, nie był to powrót w wielkim stylu, bo "Osaczona" to do bólu przeciętne kino, wykorzystujące ograne motywy i tak naprawdę Naomi nie miała tu wielkiego pola do popisu.

W thrillerach z gruntu najważniejsza jest dobrze zbudowana intryga. Sprawne wywodzenie widza w pole, gra na jego emocjach i budowanie napięcia tak by całą historię śledziło się z uwagą. Tu tego nie zaznałam i już Wam mówię dlaczego.

osaczona

Pierwszym i w zasadzie ostatnim zarzutem jest schematyczność. Schematyczność tęgich rozmiarów pozwalająca w dużą dokładnością przewidzieć dalsze wydarzenia. Ot pojawia się bohater - tak, wiemy, że to właśnie on zginie, bo zgodnie z narzuconym tu schematem, który szybko rozgryziemy idealnie wpisuje się w rolę potencjalnej ofiary. Ten sam problem miałam chociażby z "Annabelle", której sequel niebawem trafi do kin.

Jeśli mamy do czynienia  z przewidywalnością tej miary ciężko mówić o napięciu. Ta schematyczność pociąga za sobą dalsze konsekwencje. To co miało być w założeniu nieoczekiwane, czyli wszelkie sceny, przy których powinniśmy podskoczyć na fotelu nie robią pożądanego wrażenia. Po prostu są, pojawiają się ni z tego ni z owego bez wstępnego 'podejścia'.

osaczona

Emocje bohaterów, na których zbudowana jest cała historia, czyli po pierwsze dylematy zawodowo - moralne Mary i relacja z pasierbem są tak grubymi nićmi szyte, że równie dobrze można by wyposażyć bohaterów w transparenty. Cała psychologia postaci tak ważna w tego rodzaju opowieściach zbudowana została na oczywistych oczywistościach. Jeśli już widzieliście film, domyślacie się zapewne o czym mówię.

Nie wyposażono tych postaci w żadne rysy, zgięcia, zniekształcenia, są papierowi i wyglancowani jak srebrna zastawa w lordowskim domu. W tę wszechobecną schematyczność doskonale wpisuje się zagrywka końcowa, czyli twist fabularny, który zdradza nam istotę całej intrygi. Jeśli byliście zaskoczeni to Wam zazdroszczę.

Nie, film mi się nie podobał, bo w żaden sposób nie odstawał od przeciętności. Był nijaki i nawet aktorstwo, nie najgorsze przecież, nie ratuje sprawy.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 12 lutego 2017

Don't Knock Twice/ Baba Jaga (2016)

baba jaga

Nastoletnia Chloe wychowanka domu dziecka  wprowadza się do swojej matki. Niesie ze sobą bagaż przykrych doświadczeń i coś jeszcze... klątwę przywleczoną z owianego złą sławą domu rzekomej czarownicy.

Dziewczyna wierzy, że zniknięcie jej kumpla i dziwne zdarzenia rozgrywające się wokół niej są efektem dwukrotnego zastukania w drzwi przeklętego domu. Pytanie tylko, ile jest prawdy w starym micie.

baba jaga

"Baba Jaga" to horror nakręcony przez twórce "Machine" we współpracy z twórcami "The Howl" i licznych filmów animowanych dla dzieci. Takie połączenie trendów daje nam owszem horror, ale raczej z kategorii teen horrorów, lekkostrawnych fabularnie i z raczej podłogowym poziomem grozy.

Amerykańska moda na poniewieranie demonami z Europy Wschodniej znalazła tu swoje miejsce, w osobie tytułowej Baby Jagi. Antagonistka została wykorzystana w stosownie niedbały sposób i tylko jedna kwestia mówiona z filmu wskazuje na jej rodowód. Zakładając, że słuch mnie nie oszukał, podobnie jak w "Kronice opętania" pojawił się tu dialekt z siódmego kręgu piekła, czyli język polski.

Fabuła filmu skupia się na zaprezentowaniu niszczącego wpływu przywleczonej przez Chloe klątwy i próbach jej zdjęcia.

baba jaga

Zarówno początkowa, jak i środkowa partia filmu wieje straszną nudą. Zarejestrowałam jedną dobrą scenę, z emanacją ducha w domu matki Chloe i to na tyle jeśli idzie o paranormalne wrażenia godne uwagi.

Finisz fabuły to dwa zwroty akcji nałożone jeden po drugim. Gdyby rozciągnąć to trochę w czasie być może ów zabieg osiągnął by pożądany efekt. A tak, dwa niewypały jeden po drugim.

Nie jest to film niskobudżetowy, ale i tak nie bardzo mogę pochwalić realizacje, bo jest przeciętna po prostu.

Podsumowując, film dla niewymagających.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

48/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 07 lutego 2017

UFO: It is here (2016)

ufo it is here

Grupa studentów szkoły filmowej kręci zaliczeniowy dokument w Zoo, gdy na niebie ukazuje się dziwny obiekt zmierzający ku ziemi. Pakują więc manatki i ruszają w ślad za tym, co początkowo biorą za meteoryt. Po paru godzinach, już o zmierzchu, udaje im się znaleźć miejsce gdzie rozbiło się podniebne dziwowisko. By nakręcić solidny dokument z tego miejsca muszą, jednak poczekać do rana. Spędzają więc noc w miejscu, gdzie jak wskazuj tytuł filmu rozbiło się UFO.

"UFO:It is here" to niemiecki paradokument. Aż dziw, że w ogóle po niego sięgnęłam, bo przecież nie bardzo mi leży ten gatunek a i niemieckie produkcje, wyłączając te z epoki kina niemego, nie koniecznie mnie do siebie przekonują.

Drugą dość szokującą sprawą jest fakt, że film całkiem mi się spodobał. Mocno zalatuje oryginalnym "Blair Witch project" z tym, że zamiast wiedzmy mamy kosmoludków. Oczywiście nie chcę tym porównaniem ubliżyć starszej produkcji, ale takie miałam skojarzenie, może z powodu amatorskiej kamery i mroków lasu.

ufo it is here

Kiedy nasi sympatyczni bohaterowie, tak, o dziwo są sympatyczni, rozbijają obóz pod chmurką zaczynają się dziać, rzeczy tyle dziwne co przerażające.

Podobnie jak w przypadku "Blair witch..." żadne środki zapobiegawcze nie pomagają w utrzymaniu grupy w nienaruszonym stanie. Co i rusz ktoś znika, a reszta ekipy znajduje coraz bardziej makabryczne pozostałości po kompanach przygody. Standardowo gubią się w lesie, a nienazwane zło szturmuje coraz mocniej.

ufo it is here

Sporo się tu dzieje, choć jak wspomniałam, w dużej mierze przypomina to zdarzenia z "Blair witch..." więc nie jest to zbyt odkrywcze.

Generalnie film oglądało mi się całkiem przyjemnie, choć wiadomo, że kręcenie z ręki ma swoje konsekwencje dla wizualnych wrażeń, ale wiadomo, co kto lubi. Dla kogoś kto lubi paradokumenty będzie to propozycja w sam raz.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne: 6

Aktorstwo: 7

Oryginalność:4

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl