What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: horrory z 2016

niedziela, 20 sierpnia 2017

Belko Experiment (2016)

belko experiment

Belko Industries, amerykańska korporacja otwiera siedzibę w stolicy Kolumbii. Pracę znajdują tam miejscowi, ale też znaczna rzesza oddelegowanych amerykańskich pracowników.

Tu, w budynku na obrzeżach miasta zostaje uwięzionych osiemdziesięciu pracowników amerykańskiego pochodzenia. Głos dobywający się z głośników nakazuje im by w ciągu półgodziny zabili dwie osoby ze swoich szeregów, w przeciwnym razie 'zostaną wyciągnięte konsekwencje'.

Zdrowy rozsądek nie pozwala korposzczurom na wykonanie polecenia toteż zgodnie z zapowiedzią trupem padają cztery losowo wybrane osoby. Stawka rośnie, następna komenda nakazuje im zabić trzydzieścioro osób, w przeciwnym razie zlikwidowanych zostanie dwa razy więcej.

"Belko experiment" kategoryzowany jest jako film akcji, gdzieniegdzie jako thriller. Przychylić się mogę do jednej i drugiej opcji, a ze względu na znaczną dozę brutalności pokusiłabym się jeszcze o kategorię horroru.

Jest to jedna z tych produkcji obnażających brutalność eksperymentów socjologicznych. Może Wam skojarzyć się z "Circle", "Eksperymentem", czy nawet "Cubem", czy "Piłą", bo rzecz polega na tym by zaprezentować brutalność ludzkiej natury w sytuacji zagrożenia życia sprowokowanej przez odgórnie kontrolowane warunki.

belko experiment

Pomysłodawca i scenarzysta filmu za cel obrał pracowników korporacji. Mówi się, że tacy ludzie są zdolni do wszystkiego, dla wyższego stanowiska, dla premii czasami nawet dla zwykłego samozadowolenia. Lata spędzone w szklanym biurowcu zmieniają ludzi nie do poznania jednym wpajając głód sukcesu innym pozostawiając zwykłą wolę przetrwania. Nie chcę nikogo urazić, ale korporacje mnie przerażają.

Bohaterzy filmu to pracownicy firmy Belko. Nie wiadomo czym tak na dobrą sprawę się zajmują, profil firmy jest równie niejasny co ogłoszenia o rekrutacji generowane przez działy HR. Poznajemy ich w czasie jednego poranka spędzonego w biurze. Od progu są legitymowani i sprawdzani, co więcej dowiadujemy się, że wszyscy amerykanie zostali dodatkowo zaczipowani, niby dla ich bezpieczeństwa.

Szybko przechodzimy do akcji właściwej gdy z głośników zaczynają padać niecodzienne instrukcje kierowane do pracowników. Jedni są tym zaniepokojeni, inni idą się uspawać na dach. Szybko okaże się, że nie są to żarty, bo ludzie zaczynają ginąć.

belko experiment

Tu następuje przełamanie. Powstają obozy przeciwników i zwolenników ludobójstwa. Wyłaniają się czarne charaktery, raczej nie inaczej pod wodzą najwyższego szczeblem pana dyrektora, oraz bohaterzy pozytywni w tym mały lichy korposzczurek, który próbuje odwieść towarzyszy od mordowania się nawzajem.

W panice ludzie robią różne głupie rzeczy i od przypadkowych potknięć się zaczyna, a gdy padnie już pierwszy trup, to Drodzy Państwo, zero zasad jak w mądrej piosence Lao Che: skoki do gardła i rzuty ołowiem. Robi się coraz bardziej brutalnie.

belko experiment

Reżyserem filmu jest Pan od "Wolf Creeak" więc możecie się domyślić, że gościu zadbał o odpowiednie wyeksponowanie rozjebanych głów. Potencjalnych ofiar i oprawców jest gro, więc główna część filmu to nieprzerwana fala przemocy, aj, jest na co popatrzeć, Drodzy skrzywieni amatorzy krwi.

Nie jest to jednak pozbawiona sensu nawalanka, bo możemy tu obserwować całkiem interesujące mechanizmy zachowania, różnorodne postawy, ale nie zapędzajmy się bo jednak nie jest to obraz najwyższych lotów, więc trafiamy też na pewne płycizny i skróty myślowe. Jedno co bym zdecydowanie zmieniła, to ukróciła zakończenie.

SPOILER: Zamiast tej gatki szmatki z panem pseudo socjologiem zakończyłabym fabułę z chwilą gdy nasz final boy zabija ostatniego pracownika Belko. KONIEC SPOILERA.

Efekt finalny jest jednak dobry i przyznam, że oglądałam to dzieło z zainteresowaniem toteż mogę go spokojnie zarekomendować.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

66/100

W skali brutalności:4/10

wtorek, 08 sierpnia 2017

Sweet sweet lonely girl (2016)

sweet sweet lonely girl

Adele zostaje wysłana przez swoją matkę do ciotki, Dory. Dziewczyna ma z nią mieszkać, opiekować się i zarabiać na tym. Przedsiębiorcza rodzicielka wie, że nieśmiała Adele posłusznie wykona powierzone zadanie i tak też się dzieje do czasu, gdy dziewczyna poznaje Beth. Beth jest przebojowa i pełna życia, co imponuje Adele. Wkrótce dziewczyna przywiązuje się do koleżanki w stopniu większym niż powinna.

Nazwisko reżysera wskazywałoby, że będziemy tu mieli do czynienia z kinem hiszpańskim, tudzież południowo amerykańskim, jednak Cavlo od dawna kręci w Stanach. Znam tylko jeden jego obraz, choć szczerz mówiąc niewiele z niego pamiętam - był to typowy straszak niskich lotów.

Co jednak tyczy się jego najnowszego filmu to tu widać, że facet ma zupełnie inne zamiłowania.

"Sweet sweet lonely girl" ciężko nazwać horrorem, myślę, że nawet jego przynależność do thrillera jest raczej wątpliwa, a jednak. Przez cały film przetacza się jakaś dziwna aura niesamowitości, nastroju zagrożenia, ogólnie niepokoju.

sweet sweet lonely girl

Niepokojąca jest ciotka Dora zamknięta w swojej sypialni, uwięziona przez agorafobię. Niepokojąca jest Adele, którą obserwujemy w czasie codziennych zajęć i trudno tu oprzeć się wrażeniu, że coś z tą dziewczyną nie tak. Wreszcie niepokojąca jest Beth i jej zwodniczy urok i silny wpływ, prawie magiczny, jaki ma na naszą tytułową samotną dziewczynę.

sweet sweet lonely girl

Sama fabuła raczej Was nie porwie, bo niewiele tu atrakcji. Senna narracja, ostrożne sugestie. Estetyka filmu każe nam wierzyć, że akcja toczy się gdzieś w latach 80, może 70. Można to poznać po ubraniach i rekwizytach. Zdjęcia czy muzyka też urwały się z innej epoki, bo próżno tu szukać mainstreamowych wybiegów. To sprawia że film staje się miły dla oka i ucha, ale nie sądzę by zaspokoił apatyty współczesnego widza. Mnie się podobał, ale coś mi się zdaje, że będę raczej w mniejszości.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:0/10

niedziela, 06 sierpnia 2017

Black Mirror/ Czarne lustro - Sezon 3 (2016)

black mirror

Brytyjski serial "Black Mirror" nieskromnie uważam za jedno z moich najlepszych serialowych odkryć. Gdy ubiegłego lata obejrzałam dwa pierwsze sezony nakręcone w 2011 i w 2013 roku nie robiłam sobie nadziei na kontynuację serialu. Okazało się jednak, że sezon 3 ujrzał światło dzienne jeszcze tego samego roku, późną jesienią za sprawą platformy Netflix.

Tak, przespałam sprawę i obejrzałam go dopiero teraz. Jak doszło do tego, że Chanal 4 stracił swój flagowy serial na rzecz amerykańskiej platformy VOD nie wnikam, ale zapewne poszły na tym spore sumy.

Szczęśliwie pomysłodawca "Czarnego lustra", Charlie Brooker nie wypadł z gry, więc mimo, że produkcja przeniosła się za ocena nie straciła swojego charakteru. Brooker z mniejsza lub większą pomocą napisał scenariusze aż sześciu nowych odcinków, które składają się na sezon 3.

Pierwszy odcinek pod tytułem "Nosedive" to futurystyczna wizja świata zdominowanego, całkowicie zdominowanego, przez social media. Tu życiowe powodzenie zależy od oceny jaką wystawią Ci inni użytkownicy sieci - czyli praktycznie każdy. Wyobraźcie sobie, że jeśli zaleziecie za skórę powiedzmy sprzedawczyni w warzywniaku i Wasza ocena spada, bo pani daje Wam jedną gwiazdkę na portalu. W konsekwencji spadku oceny nie dostaniecie zniżki na zajęcia z pilatesu i Wasz świat się zawali.

black mirror

Tak właśnie wygląda rzeczywistość w jakiej żyje Lacie. Im mniejsza popularność w sieci tym gorsze perspektywy. Trzeba wciąż się uśmiechać,mozolnie budować swój wizerunek, bo nigdy nie wiadomo kto Cię oceni i jak wpłynie o na Twoją przyszłość.

"Nosedive" uważam za jeden z najlepszych odcinków w serii. Mimo iż podobnie jak w większości historii akcja dzieje się w futurystycznym świecie, przedstawione tu realia są jedynie skrajną formą tego co dzieje się już dziś. Jeśli bowiem łudzicie się, że nigdy nie odpadliście z rekrutacji do nowej pracy z powodu zawartości swojego profilu na facebooku to jesteście w błędzie ;)

Drugi odcinek serii "Playtest" to już świat gier komputerowych. Jak wie każdy kto interesuje się tematem twórcy prześcigają się w tym by jak najbardziej urzeczywistnić świat wirtualny, tak by gracz mógł fizycznie odczuwać to co dzieje się w grze.

black mirror

Bohaterem "Playtest" jest młody mężczyzna (tu rozpoznałam aktora z "Devil's candy"), który po śmierci ojca porzuca rodzinny dom i udaje się w podróż po świecie chcąc zebrać jak najwięcej wspomnień. Kiedy dopada go finansowy kryzys zgłasza się na ochotnika by za wynagrodzenie przetestować nową grę japońskiego potentata z branży. Nowa technologia użyta w grze ma za zadanie bezbłędne namierzyć źródło lęku testującego i urzeczywistnić go w wirtualnym świecie. Jest to więc kolejna odsłona wrogiej strony technologii, która chce oferować rozrywkę bez granic. Całkiem niezły.

Trzeci z odcinków "Shut up and dance" to kolejny faworyt wyścigu. Traktuje o typowym zakompleksionym nastolatku, którego komputer zostaje zhakowany za pomocą złośliwego oprogramowania. Jego kamerka internetowa uruchamia się w najmniej odpowiednim momencie i teraz mały onanista jest szantażowany przez anonimowego hakera, który grozi upublicznieniem nagrania.

black mirror

Młody jest bardzo zdeterminowany by spełnić wszystkie możliwe żądania szantażysty, ale nie to jest najlepsze. Najlepszy jest twist fabularny u schyłku odcinka. Kopara w dół, Drodzy Widzowie.

"San Jupitero", jak wskazują opinie widzów to chyba czarny koń wyścigu. Początek seansu to małe: hello, ale jak to? Bowiem widzimy, że akcja rozgrywa się w latach '80 XX wieku. Ale to tylko pozory. W tym odcinku poznajemy technologie w pewnym sensie pozwalającą przenosić się do konkretnego momentu w czasie.

black mirror

Dlaczego ten odcinek doczekał się tak żywych reakcji? Jest nieoczekiwanie romantyczny... To nic innego jak historia miłosna, ale jaka.... Piękny odcinek.

Piąty odcinek "Men Against Fire" to historia debiutującego żołnierza, który chcąc nie chcąc odkrywa prawdę o działaniach wojennych.

black mirror

Cała intryga jest bardzo ciekawa, teoria na której się opiera też trzyma się kupy, bo na pewno jest wielu mężczyzn, którzy nie lubują się w zabijaniu, ale chłodno osądzając biologiczne mechanizmy zachowania ludzi, ich drapieżną naturę trudno oprzeć się wrażeniu, że ludzie kochają się zabijać i wcale nie potrzebują do tego silniejszych sugestii niż podszepty idei, którą im wpojono. Nie mniej jednak to ciekawa historia.

Na finiszu znowu mamy porażającą siłę social mediów i odcinek "Hated in the nation". To opowieść o sile internetowego hejtu, który przyjmuje formę zbiorowego samosądu przenosząc się z wirtualnej rzeczywistości i plucia jadem w ekran do całkiem rzeczywistych morderstw.

black mirror

Udany pomysł, choć jakby to powiedzieć, nieco wtóry i mało odkrywczy jak na standardy "Black Mirror".

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że "Black Mirror" nie zginie. Udany powrót i dobre przyjęcie sezonu Netflixa przez widzów daje nadzieję na kontynuację.

Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia to cóż... trzeci sezon nie przynosi już takiego szoku, jak pierwszy, ale jest chyba nieco lepszy niż sezon drugi. Niewyczerpane źródełko forsy płynącej od producenta działa na korzyć technicznej wyższości najnowszego sezonu, oby tylko Brookrerowi nie zabrakło pomysłów, dobrych pomysłów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

79/100

W skali brutalności:2/10

środa, 19 lipca 2017

The Wolves at the Door/ Wataha u drzwi (2016)

wataha u drzwi

Grupa znajomych z Los Angeles organizuje przyjęcie pożegnalne dla przyjaciółki, która wkrótce ma przeprowadzić się do Bostonu.

Wojtek, Sharon, Jay i Abigail po wypadzie do meksykańskiej knajpy udają się do domu Sharon w Beverly Hills i tam zostają zaatakowani przez grupę ludzi.

To drugi film, w którym maczał palce Gary Duberman, który miałam okazję obejrzeć w ostatnim krótkim czasie. I jest to drugi film, którego scenariusz nie napawa mnie optymizmem względem jego kolejnego dzieła, czyli remake "It".

Scenariusz "Watahy..." do klasyczne home invasion.

Fabuła bardzo nieśmiało zarysowuje portrety bohaterów, o których życie powinniśmy drżeć w punkcie kulminacyjnym. Przez co, nie bardzo drżymy. No może kobiety w ciąży będą w stanie zidentyfikować się z drugoplanową bohaterką Sharon, która w momencie ataku na swój dom jest w zaawansowanej ciąży. Jej błagania o oszczędzenie dzieciątka chyba jako jedyne robią tu większe wrażenie. Reszta scen napaści jest tak chaotyczna, pospieszna i pourywana, że nie bardzo można ogarnąć co właściwie się dzieje. Natomiast tylko jedna scena z udziałem Abigail, gdy bezskutecznie próbuje dotrzeć do sąsiada może imitować napięcie.

wataha u drzwi

Przykro mi to mówić, bowiem "Wataha...", jak może zorientowała się część z Was, nie jest kolejną wyssaną z palca historią o bezzasadnym ataku na ludzi w ich własnym domu, a bardzo medialną i myślę dość powszechnie znaną zbrodnią. Tym, którzy nie znają historii sekty Charlesa Mansona radzę odpuścić sobie czytanie dalszej części tekstu, bo zdradzam tam coś więcej niż tylko fabułę filmu.

SPOILER AD. HISTORII: Śliczna jasnowłosa Sharon Tate była żoną polskiego reżysera Romana Polańskiego. Gdy ten pracował nad kolejnym filmem w Londynie - z tego co wiem z filmu ostatecznie nic wtedy nie wyszło - ona i jej nienarodzone dziecko zmarli w Beverly Hills. Pamiętam jeden z nielicznych wywiadów z Romkiem, gdzie wypowiadał się na temat tej sprawy. Gdy dostał telefon ze Stanów, mówiący, że zdarzył się straszny wypadek, biedak sądził, że to wzgórze u podnóża, którego stał dom osunęło się. Prawda okazała się o wiele gorsza. Romek nie tylko stracił żonę i dzieciątko, ale też pojawiły się insynuację na temat jego udziału w zbrodni. Ostatecznie okazało się, że Charles Manson wraz z grupą wyznawców zaatakował jego żonę, która spędzała wieczór z przyjaciółmi i wszystkich zamordowano.

Manson dorobił do tego wielką ideologię, dzięki której zyskał popularność, jednak sam Romek we wspomnianym wywiadzie zasugerował, że powód był bardziej prozaiczny. Do niedawna dom był własnością producenta muzycznego, który pogardził geniuszem Mansona i ten postanowił go ukarać. KONIEC SPOILERA

Fakt, że film porusza sprawę, o której bliscy zmarłych nie chętnie mówią może tłumaczyć takie, a nie inne postępowanie scenarzysty. Chciał ukazać zbrodnie z perspektywy ofiar, ale nie bardzo mógł. O przebiegu zajścia nie wiele wiadomo, a lanie wody w tak poważnej sprawie raczej nie spotkałoby się z aprobatą ze strony zainteresowanych. Fabuła bardzo na tym traci. Na ten sam temat swój film zamierza nakręcić Tarantino, ciekawe czy jako bardziej znany reżyser będzie miał większe pole do popisu.

wataha u drzwi

Sharon, która była chyba najbardziej znaną z ofiar odgrywa tutaj drugie albo trzecie skrzypce. Widać w tym dużą ostrożność scenarzysty, choć podejrzewam, że i tak osoby, które znały ją osobiście mogą mieć wątpliwości względem jej filmowej charakterystyki. Wszystko skupia się na Abigail, która no cóż, znam ją tylko z tego wypadku, i na jej relacji z Wojtkiem Frykowskim.

"Watah u drzwi" to pewna próba odtworzenia faktów, ale nie uznałbym tego za błysk. Jako kino rozrywkowe też sprawdza się średnio ze względu na wspomniane ograniczenia, przed którymi stanęli twórcy. Nie poznamy tu też antagonistów, bo przedstawieni są jako bezimienna wataha, tak więc nic tu po mnie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

To coś:5

46/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 09 lipca 2017

The Deep End aka 12 feet deep (2016)

deep end

Bree właśnie zaręczyła się ze swoim chłopakiem, Davidem i zamierza powiadomić o tym dawno niewidzianą siostrę Jonnę, w czasie spotkania na basenie.

Kiedy rozmawiają nadal nie poruszywszy kluczowego tematu pada komunikat, że lada moment basen zostanie zamknięty w związku z przedłużonym weekendem. Wtedy Bree orientuje się, że zgubiła swój cenny pierścionek zaręczynowy. Jej siostra wypatruje go na dnie basenu utkwionego w kracie.

Gdy dziewczyny usiłują odzyskać zgubę pokrywa basenu zamyka się a pracujący tam nadzorca wychodzi z budynku do domu. Bree i Jonna są uwięzione pod pokrywą i nie bardzo mogą liczyć na ratunek.

Twórców "The deep end" nie nazwałabym poszukiwaczami oryginalnych rozwiązań fabularnych. Ich nazwiska kojarzą mi się z filmem "Victim" z 2010 roku, będącego dość bezczelną kalką "Skóry w której żyję".

"The deep end" też oryginałem nie jest. Jest to kolejny thriller utrzymany w klimacie survivalu i traktujący o uwięzieniu w wodzie.

Co prawda mamy tu ograniczoną przestrzeń basenu zamiast naturalnego akwenu, gdzie czekać mogą dodatkowe atrakcje w postaci spotkań z tubylczymi stworzeniami.

Z uwagi na to będzie zdecydowanie mnie emocjonująco. A może wcale nie chodzi o to? Myślę, że scenariusz filmu kulał od początku. W tego rodzaju filmach, jeden na jeden z dwojgiem aktorów ważne jest by dobrze zarysować ich wzajemne relacje. Wątków należnych filmom grozy mamy tu nie wiele więc atmosferę trzeba budować za sprawa wątków dramatycznych. Tych mamy tu urodzaj, ale poprowadzonych tak płasko, że efekt jest silnie kanciasty.

deep end

deep end

Obydwie siostry są bardziej irytujące niż interesujące. Ich historia, kwestia trudnego dzieciństwa jawi się ciekawie, ale są to motywy zupełnie nie wykorzystane, podobnie jak w przypadku trzeciego aktora dramatu, który w końcu pojawi się na scenie. Tak naprawdę to ciężko jest zrozumieć motywację bohaterów. Wszyscy są emocjonalnie rozjechani.

Wątki survivalowe, jak wspomniałam wypadają dość wtórnie, a ich prowadzenie jest bardzo nierówne. Na pewno znajdziecie tu całą masę 'ale', a co bardziej upierdliwi, będą kląć na logikę zdarzeń.

Powiem szczerze, że bardzo lubię tego rodzaju historie: Uwięzieni przez własną głupotę, albo złośliwy splot zdarzeń. Jednak w przypadku tego konkretnego filmu trudno mi mówić o satysfakcji z seansu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

55/100

W sakli brutalności:1/10

sobota, 08 lipca 2017

Raw aka Grave (2016)

raw

Młodziutka Justine zaczyna studia na wydziale weterynarii. Jest wegetarianką, jak wszyscy z jej rodziny, w tym starsza siostra studiująca na tej samej uczelni. W czasie studenckich otrzęsin zostaje zmuszona do zjedzenia surowej króliczej nerki. Po tej nagłej odmianie w diecie dziewczyna zaczyna chorować. Na jej ciele pojawia się wysypka, a w głowie rodzi się nowy nieznany dotąd głód, głód surowego mięsa.

Czego ja o tym filmie nie słyszałam... Na długo przed tym, gdy miałam okazję go zobaczyć dotarła do mnie cała fala pogłosek o jego zajebistości. Jednak wiecie, co? Nabrałam apetytu na coś czego francuska reżyserka wcale nie zaserwowała. Dlatego właśnie tak unikam, czytania o filmach, których jeszcze nie widziałam, oglądania trailerów itp. W przypadku "Raw" nie dało się tego uniknąć. Miała być totalna masakra, a dostałam... No właśnie, co?

"Raw" wcale nie jest tak obrzydliwy jak niesie gminna wieść. Nie zwymiotowałam, nie zrobiło mi się słabo, nie miałam ochoty odwrócić wzroku.

Mimo wszytko wcale nie uważam tego filmu za kiepski, zwyczajnie machina promocji nieco przegięła pałę. Jego fabuła usiana jest elementami gore, może nawet body horroru, ma zadatki w stronę kina kanibalistycznego, jednak coś czuję, że taki "Cannibal Holocaust", którego nawiasem nadal nie mam odwagi obejrzeć, zrobił by zdecydowanie większe wrażenie:)

Fabuła filmu skupia się na młodej bohaterce, która od chwili opuszczenia rodzinnego domu, jawiącego się jako bezpieczny klosz, przeżywa pewnego rodzaju wyzwolenie. Początkowo przerażona i niechętna przełamuje kolejne bariery- pierwszą jest zjedzenie surowego mięsa - aż całkiem się zatraca.

raw

To o czym było najgłośniej, czyli wizualna brutalność, to sceny nieco sadomasochistycznego seksu i konsumpcja ludzkiego mięsa. Tak naprawdę jakieś wrażenie zrobiła na mnie tylko scena z palcem, kiedy Justine konsumuje go jak smakowitego szaszłyka. Wygląda to intrygująco, ale bardziej niż na sam element gore warto zwrócić uwagę na twarz bohaterki. Ekspresja aktorska młodziutkiej odtwórczyni roli Justine zdaje się być najmocniejszym elementem filmu.

raw

Fabularnie wszytko wydaje się dość oczywiste, aż przychodzi finał, a wraz z nim mały surprise. Oczywiście istnieją wcześniejsze przesłanki by stwierdzić, że COŚ  tu jest nie tak, gdzieś musi być przyczyna, ale mimo wszytko byłam dość strwożona takim wyjaśnieniem.

"Raw" mimo, że jest filmem debiutantki,a może właśnie dlatego, widać w nim własny styl. Francuska reżyserka nie podąża ślepo za mainstreamem i nie zrobiła filmu ładniuśkiego. Jego klimat kojarzy się z pewną surowością, niedbałością, naturalizmem. Główna bohaterka przedstawiana nam jest w dość bezkompromisowy sposób z całym wachlarzem swoich słabości. kojarzyła mi się nawet z Pauline z "Chirurgicznej precyzji".

raw

Jeśli więc liczycie na wstrząsy za sprawą nagromadzenia makabreski w tym filmie, to się przeliczycie. Makabreska jest, ale nie stanowi głównej treści filmu. Jest bardzo rozumnie wykorzystana i dzięki temu nie odziera filmu z realizmu, na którym sądzę bardzo zależało reżyserce. Film mogę polecić większości z Was, bo wierzę, że żołądki macie jednak mocniejsze niż owiani legendą rzygający widzowie z Los Angeles.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa;7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

to coś:7

70/100

W skali brutalności:4/10

wtorek, 20 czerwca 2017

A martfüi rém aka Starangled/ Potwór z Martfu (2016)

martfu

W 1957 roku w małym robotniczym miasteczku na Węgrzech zostaje zamordowana młoda pracownica fabryki butów. O ten czyn zostaje oskarżony jej kochanek Akos Reti i po intensywnych przesłuchaniach zostaje skazany na 25 lat pozbawienia wolności.

Podczas gdy mężczyzna odsiaduje wyrok, odsiadkę ową uatrakcyjniają mu pouczające spotkania ze współosadzonymi, w Martfu znowu zaczynają ginąć młode kobiety. Bystry detektyw zaczyna podejrzewać, że przed siedmioma laty złapano nie tego człowieka.

Sylwetkę głównego antybohatera filmu, Petera Kovacsa, poznałam dopiero dzięki temu filmowi. O ile za oceanem tacy osobnicy szybko zyskują ogólnoświatową popularność o tyle zbrodniarzy działających pod komunistycznym blokiem wymazuje się z kart historii. Nawet w Polsce, urodzajnej w takich wykolejeńców, jak się okazuje, gdy władza zaczyna przecierać oczy po radosnej amnestii z przed 25 lat, ten temat nie był dotąd zbyt spopularyzowany. Teraz widzę, że i inni europejscy filmowcy zaczynają doceniać potencjał swoich narodowych antybohaterów.

martfu

Węgierski obraz o seryjnym mordercy to taki miszmasz tego co udało się w tej materii osiągnąć polakom z typowo amerykańskim schematem.

Z polskimi filmami tego rodzaju nie wątpliwie łączy go historyczno-obyczajowe tło. Motywy polityczne, które tak, a nie inaczej wpływały na decyzje policji i prokuratury. Przygnębiające obrazy komunistycznej rzeczywistości oddane za pomocą posępnych w kolorystyce i doborze plenerów zdjęć.

Żaden jednak z polskich filmów tego rodzaju - w końcu nie jest ich dużo - nie razi taką dosłownością. Węgierski twórca wykłada kawę na ławę i niczego nie unika w swojej opowieści, ani brutalnych scen z mordercą ani nie stosuje zmyłek mogących ukryć jego tożsamość.

Praktycznie od samego początku wiemy, że odsiadujący wyrok chłopina nie jest winien zbrodni. Wkrótce zobaczymy winowajce w całej okazałości, na tle życia rodzinnego, a wkrótce także w jego zbrodniczym akcie. Wrażliwe dusze, tu zwracam się do Was, nekrofilskie gwałty nie są przyjemne dla oka, zwłaszcza dokonywane na kobietkach w kucykach, którym jeszcze nie zdążył dobrze wykiełkować biust. Takie właśnie tu będą widoki.

martfu

Sama historia opowiedziana jest dość sprawnie mimo tej sporej dozy dosłowności udaje się utkać tu pewną nic tajemniczości wokół mordercy. Dopiero postawiony pod murem wyzna co i dlaczego robił. Jego wyznanie jak często bywa w filmach opartych na faktach nijak ma się do hollywoodzkiego gwiazdorzenia. Ot, powód zbrodni bardzo podręcznikowy i typowy.

Obraz śledztwa, ponownego śledztwa w zasadzie, to głównie polityczne przepychanki ukazujące rażące uchybienia systemu. Mamy detektywa idealistę w kontrze z prokuratorem lizodupem, który nie zamierza przyznać się do machlojek, które zapewniły mu awans.

martfu

Film w ogólnym rozrachunku robi dobre wrażenie i w swoim gatunku sprawdza się jak najbardziej. Myślę, że zapoznać się warto chociażby po to by zobaczyć jak w Europie kręci się filmy o seryjnych mordercach.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:4/10

środa, 14 czerwca 2017

Crawlspace aka Within/ W ukryciu (2016)

w ukryciu

Trzyosobowa rodzina Alexandrów przeprowadza się do nowego domu. Ojciec rodziny John i jego narzeczona Melanie widzą w tym szansę na nowe życie, tylko nastoletnia córka mężczyzny, Hannah, skazana na areszt domowy po pijackim wyskoku jest niezadowolona z przeprowadzki. To właśnie ona jako pierwsza odnotowuje dziwne zjawiska w domu.

Jak jednym słowem można określić ten film? Sztampa, sztampa, sztampa. Nie powinno mnie to nawet dziwić zwróciwszy uwagę na nazwisko scenarzysty, twórcy miałkiej "Annabelle i kilku innych średnio udany projektów. Widać, że facet polotem nie grzeszy i nie ma zamiaru wychodzić za ramy bezpiecznego mainsreamu. Aż strach myśleć jak przerobi "It", bo wiecie, to on jest scenarzystą remake.

"W ukryciu" w założeniu miał stanowić połączenie thrillera z ghost story. Z czego początek filmu to zagrywki w stylu 'nasz dom jest nawiedzony', zaś druga część miała stanowić niespodziankę. I być może będzie stanowić, dla niedzielnego oglądacza filmów grozy. Cała reszta w mig rozgryzie sprawę, a zaskakujący zwrot zaskoczeniem nie będzie, bo pojawia się w wielu filmach - nawet nie musicie daleko sięgać pamięcią.

w ukryciu

w ukryciu

Od strony technicznej wypada ładnie. Bardzo przyjemnie się go ogląda. Obsada spisuje się całkiem dobrze i kot też jest, więc super.

Kilka scen ze sprawnie budowanym napięciem, które w założeniu mają straszyć. Bez większych zgrzytów w fabule, ale też o nadmiarze logiki w działaniu bohaterów nie może być mowy.

Tak w zasadzie nie ma co się nad tym filmem rozwodzić, bo wszytko co tu zobaczycie widzieliście już nie raz. Można obejrzeć dla relaksu i szybko wymazać z pamięci.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

to coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Hipersomnia (2016)

hipersomnia

Młoda aktorka teatralna, Milena ma wystąpić w kontrowersyjnej sztuce o handlu kobietami. W czasie prób przed premierą zaczyna doświadczać dziwnych wizji, w których przenosi się w ciało innej, identycznie wyglądającej dziewczyny.

Kiedy staje się Laly, rzeczywistość przedstawiona  scenariuszu staje się prawdą i Milena jako Laly jest przetrzymywana w domu publicznym wraz z innymi dziewczynami. Im bardziej realne i żywe stają się jej wizje tym goręcej wierzy, że złudzenia nie są złudzeniami.

Tytuł filmu, Hipersomnia, sugeruje nam że przedmiotem problemu naszej bohaterki będzie nadmierna senność. Trochę nijak ma się do fabuły filmu, bo jak zaznaczyłam w opisie, Milena ma cierpi na coś w rodzaju zaników świadomości, w czasie których zmienia się w inną osobę. Bardziej to pachnie jakimiś zaburzeniami dysocjacyjnymi niż zaburzeniami snu. Tytuł więc nie koniecznie trafny, ale lepiej brzmi niż "Dysocjacja":)

Film klasyfikowany jest jako horror/thriller i z tym też pewnie niektórzy się nie zgodzą, ale ja nauczyłam się przymykać na takie wątpliwości oko. Ważniejszą kwestią od przynależności gatunkowej i adekwatności tytułu jest jakoś filmu. A z tą jakością jest średnio.

Pomysł, może i nie najgorszy, choć nie doszlifowany w toku jego realizowania. Oniryczna powłoka sprawia, że kluczowe kwestie przestają być klarowne. Większa część filmu to jedno wielkie zamieszanie. Przeskoki akcji, w których mniej zaangażowany widz się pogubi i w końcu znudzi. Końcówka to punkt kulminacyjny, w którym nagle wszytko staje się jasne - ot tak - i przechodzimy do finału, już całkiem przyziemnego i realnego.

hipersomnia

hipersomnia

Mam z tym filmem następujący problem - nie wciągnął mnie mimo, że jego tematyka powinna mnie zainteresować. Nie wzbudził większych emocji, choć znowuż z uwagi na tematykę powinien. Myślę, że przyczyną tego stanu rzeczy, jest fakt, że argentyńscy twórcy trochę za bardzo namieszali. Główny twist fabularny jest bardzo mocno naciągany i mało wiarygodny.

SPOILER: Akcja jak w "Wiem kto mnie zabił" KONIEC SPOILERA.

Od strony technicznej też nie powala, więc nie ma szans by się czymkolwiek wyróżnić i zaskarbić sobie moją sympatię.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:4

49/100

W skali brutalność:1/10

środa, 31 maja 2017

Rupture/ Pęknięcie (2016)

rupture

Renee, samotna matka, zostaje uprowadzona przez grupę ludzi, którzy zamierzają poddać ją eksperymentowi naukowemu. Przerażona kobieta odkrywa, że nie jest jedyną ofiarą dziwnych naukowców.

Wkróce okaże się, że najważniejszym z elementów eksperymentu jest strach. Renee będzie miała okazję przestraszyć się jak nigdy dotąd.

Przyznam, że sięgnęłam po ten film tylko ze względu na Noomi Rapace w obsadzie. Opis fabuły średnio mnie zainteresował, choć finalnie muszę przyznać, że wcale nie był to najgorszy wybór - wbrew gminnej wieści, że film shitowy.

"Pęknięcie" to thriller sci -fi, traktujący o graniczących z szaleństwem eksperymentach naukowych. O ich konkretnym celu wolę nie mówić, żeby nie psuć Wam seansu. Ostatecznie prawdę o tym do czego zmierza ta historia mamy odkryć razem z jej bohaterką.

rupture

Przez znaczną część filmu nie wiemy więc o co chodzi. Podrzucane są nam szczątkowe informacje, które wskazują na coraz bardziej zakręcony pomysł twórców. Trzeba przyznać, że rzecz jest dość oryginalna, choć jeśli by się uparł w szukaniu nawiązań, to wątki z "Inwazji porywaczy" ciał w pewnym stopniu znajdują tu odzwierciedlenie. Ale tak to już jest z klasyką gatunku - jest wszechobecna.

Nasza bohaterka desperacko pragnie uciec, więc będziemy tu śledzić jej próby wydostania się z opresji. Charyzmatyczna Noomi Rapace doskonale wywiązała się ze swojej roli. Kibicujemy jej dzielnie i mamy z tego pewien ubaw. Ale doskonale nie jest.

Jak na film sci- fi nie zabraknie tu absurdu i moim zdaniem tego absurdu jest trochę za dużo. Mało naukowe to wszytko, ot co.

Jeśli chodzi o walory grozy, to też nie ma szału. Mnie przeraził wąż, ale mnie przerażają nawet liche zaskrońce w lesie więc, nie wiem czy można to uznać za błysk. Widzowie cierpiący na arachnofobię, jak nasza bohaterka, też znajdą tu coś dla siebie, bo jak wspomniałam celem naukowców jest wystraszenie Renee.

rupture

Cały konspekt historii, jak wspomniałam jest dość pomysłowy, ale zdałoby się dać tu trochę szlifów by efekt końcowy miał ręce i nogi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:5

51/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 29 maja 2017

Ah-ga-ssi/ Służąca (2016)

służąca

Sook-he, młoda Koreanka, sierota wychowana przez paserkę, zaczyna pracę w charakterze pokojówki u japońskiej arystokratki mieszkającej z wujem. Nawiązuje silną więź ze swoją chlebodawczynią mimo, że w jej domu znalazła się w niekoniecznie przyjaznych zamiarach.

Gdy tylko pojawiała się informacja o nowym filmie Parka, wiedziałam, że będzie to dobry film, który muszę zobaczyć. Kiedy już wiedziałam, że będzie to film, którego akcja osadzona będzie na wschodzie wiedziałam, że będzie piękny. Lubię tego reżysera za to, że mimo sukcesów na zachodzie, mimo romansów z Hollywood nadal jest wierny temu co najlepsze w kinie koreańskim. "Stocker" bardzo przypadł mi do gustu, ale zdecydowanie wolę te filmy Parka, których akcja rozgrywa się w jego ojczyźnie.

służąca

Co ciekawe za inspirację dla scenariusza posłużyła powieść, której akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii w XIX wieku. Park wspólnie z Seo-Gyeong Jeong sprawnie przeniósł jej fabułę do Korei. Książkę z chęcią bym przeczytała zwłaszcza, że porównywana jest z twórczością Willkiego Collinsa, a ten to lubi dobre intrygi.

Intryg w "Służącej" nie zabraknie. Opowieść dzieli się na trzy części z czego każda dostarcza nam nowych informacji, stanowi inteligentny fabularny twist i kończy się efektem zaskoczenia.

służąca

Taka historia musi dostarczyć sporo emocji, choć czytałam recenzje które zarzucają "Służącej" nudę. No nie wiem, z czego to może wynikać... Albo wiem, ale nie chce być uszczypliwa:)

Chyba mogę się zaliczyć do grona oszalałych i bezkrytycznych fanek koreańskiego kina więc w "Służącej" nie dostrzegam wad. Sprawy techniczne zostawię lepiej mądralom, które lepiej uzasadnią zachwyt efektem końcowym, dość, że przyznam, że całkowicie utknęłam w świecie przedstawionym. Film jest piękny, historia fascynująca. Nie zabraknie tu ani sensualności, ani humoru ani suspensu. Dla mnie bomba. Tyle, że to nie horror:)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:9

Walory techniczne:10

aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

80/100

W skali brutalności:0/10

piątek, 12 maja 2017

Lake Bodom/ Bodom (2016)

lake bodom

Przed pół wieku nad jeziorem Bodom w Finlandii czteroosobowa grupa obozowiczów zostaje zamordowana przez nieznanego zabójce. Jednej z osób udaje się przeżyć, ale nie pomaga to w ujęciu sprawcy czynu.

Po latach nad to samo jezioro, w to samo miejsce wybiera się inna grupa nastolatków. Intencjom chłopców jest zgłębienie zagadki z przed lat, a dziewczyny też mają własną wizję tego wyjazdu.

Fiński slasher movie, Drodzy Państwo. Europejczycy wcale nie najgorzej czują się w tym bardzo amerykańskim gatunku i parokroć pokazali, że na starym kontynencie też wiedzą jak się robi dobrą rzeź.

Północne krajobrazy to świetna przestrzeń do zbudowania nastroju grozy i twórcy ten fakt wykorzystali. Większość akcji rozgrywa się pod osłoną nocy, ale oświetleniowcy dali radę i nie musiałam rozjaśniać ekranu, żeby cokolwiek zobaczyć. Może to dziwnie brzmi, ale zwracam na takie rzeczy uwagę. Ogólnie od strony technicznej jest to film dobrze zrobiony zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę budżet jakim dysponowali twórcy. Całkiem przyjemnie się na to patrzy. Muzyka też dobra. Jednak ideałem to ten film nie jest.

lake bodom

lake bodom

Fabuła jak na slasher przystało nie jest zbyt inteligentna choć scenariusz miał ambicje by trochę namieszać. Jest pare fabularnych twistów, które wzbogacają fabułę, ale nie robią wielkiego efektu wow.

Kuleje aktorstwo mimo, że dołożono starań by wykreować tu bardziej interesujące postaci niż w przeciętnym slasherze bywa. Dialogi kiepściane, albo tak brzmiały w wykonaniu obsady.

Całość daje efekt sympatycznego przeciętniaka, jednak dla samego klimatu myślę, że warto obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 06 maja 2017

The Secrets of Emily Blair (2016)

secrets of emily blair

pielęgniarka Emily w czasie pracy zostaje zaatakowana przez jednego z pacjentów. Bełkoczący bezdomny rzuca się na nią i aplikuje jej doustnie jakiś czarny wyziew, co skutkuje radykalną zmianą zachowania u kobiety. Emily ma wkrótce wyjść za mąż. Jej narzeczonego bardzo niepokoi jej zachowanie. Sprawą interesują się też znajomy duchowny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują n to, że Emily została opętana.

Napisałabym, że dawno nie widziałam tak durnego filmu, ale nie byłaby to prawda. Produkcji w tym stylu widuje nader dużo, a urodzaj filmów z motywem egzorcyzmu dodatkowo zwiększa prawdopodobieństwo trafienia na gniota.

"The Secret of Emily Blair" gniotem jest niewątpliwie. Zabrakło tu i dobrego pomysłu i dobrej realizacji. Film miał niewielki budżet, ale to nie tłumaczy jego jakości, ostatecznie pomysł nic nie kosztuje, a tu już na etapie powstawania scenariusza dano ciała.

Pierwszą rzeczą jaka na pewno rzuci Wam się w oczy to drewniane aktorstwo i toporne dialogi. Później zobaczycie efekty, które zapewne ostatecznie utwierdzą Was w przekonaniu, że nie będzie to dobra produkcja.

secrets of emily blair

secrets of emily blair

W natłoku produkcji o tej tematyce wcale nie jest łatwo o zrobienie czegoś co wyróżni film. Twórcy historii Emily chyba nawet nie mieli takowych aspiracji. Zmajstrowali obraz schematyczny i nieprzemyślany.

Pierwszą partię filmu, gdy nasza Emily zaczyna wariować da się jeszcze jakoś przeżyć, ale gdy przejdziemy do rytuału egzorcyzmów już nie da rady przymknąć oka na tak dużą ilość niedociągnięć. Dialogi są jeszcze durniejsze, aktorstwo jeszcze gorsze, a efekty jeszcze żałośniejsze. W żaden sposób nie jestem w stanie znaleźć w tej produkcji czegoś co zdołałabym pochwalić... a może? Mogę pochwalić operatora, że nie zepsuł zdjęć i tyle.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:4

Klimat:4

Napięcie:3

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:4

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:3

33/100

W skali brutalności: 1/10

piątek, 05 maja 2017

The Void (2016)

void

W czasie nocnego dyżuru do starego szpitala trafia nieprzytomny mężczyzna, którego policjant Daniel znalazł na poboczu w opłakanym stanie. Opiekę nad pacjentem przejmuje między innymi Alison, żona wspomnianego policjanta.

Jeszcze tej nocy w budynku dojdzie do szeregu dziwnych i przerażających zdarzeń mających związek z grupą zamaskowany wyznawców nieznanego kultu, którzy zgromadzą się przed szpitalem.

Bardzo ciężko było mi opisać fabułę "The Void". Wymęczyłam powyższy opis, a przeglądając w sieci strony filmowe widzę, że nie tylko ja miałam problem ze złożeniem tej fabuły w całość.

Miałam w ogóle zaniechać pisania o nim, a jego rosnąca popularność i dyskusje z nią związane poniekąd zmusza mnie do tego.

void

Można powiedzieć że "The Void" to horror z krwi i kości, jakich już się nie kręci. Jego wizualny aspekt robi spore wrażenie zważywszy na ilość efektów i upiornych charakteryzacji zmajstrowanych niskim kosztem.

Dopatrzyłam się w nim pokaźnej ilości scen zasługujących na specjalne wyróżnienie za sam pomysł i zdjęcia.

Zacznę trochę od dupy strony, bo od finału gdzie widziałam jedno z najlepszych ujęć piekła czy też alternatywnego świata śmierci. Wielkie wow. Porównywalne wrażenia miałam ostatnio w '81 :) Żartuje, nie był mnie wtedy na świecie. Ale faktycznie w '81 Fulci nakręcił "Hotel siedmiu bram" i jego finałowa scena to coś zbliżonego do obrazu z finału "The Void".

Mimo, że zasadniczo żywych trupów tu nie spotkamy, przynajmniej nie w postaci zombie to mamy tu sporą dawkę gore, które mogą Wam przypomnieć włoskie obrzydliwości. Cała estetyka filmu stworzona jest na mode lat '80. Mamy tu ludzi zmieniających się w potwory wzorem "Coś", fantasmagoryczne sytuacje i bohaterów przypominających oprawę "W paszczy szaleństwa", czy "Hellrisera" i dużo dużo naleciałości z Lovecrafta.

Czyżby horror idealny? Otóż nie.

Filmowi jest daleko do ideału głównie ze względu na warstwę narracyjną, niemożebnie bełkotliwą i chaotyczną. Scenariusz olewa podstawy konstrukcyjne filmowej historii. Nie wiadomo tak naprawdę kto jest tu głównym bohaterem, bo nikt nie wysuwa się na prowadzenie. Wszyscy zostali wrzuceni do jednego worka. Nikogo nie zdołałam bliżej poznać, a śledząc rozwój wypadków kilkakrotnie zastanawiałam się 'a kto to jest?' Wszytko za sprawą braku jakiegokolwiek fabularnego wstępu. Właściwa akcja rozpoczyna się praktycznie od progu i już po chwili mamy pierwsze spotkanie z makabreską. Nim jeszcze wszyscy zdążą się przedstawić. To z kolei przekłada się na braki w stopniowaniu napięcia, braku próby zaangażowania widza w tą historię.

void

Miałam wrażenie, że twórcy są tak napaleni na wystraszenie widza, że nie liczy się dla nich nic więcej. Oglądałam ten film niczym ciąg absurdu i ohydy i tak też go zapamiętam mimo wszystkich ciepłych skojarzeń i udanych odwołań do klasycznych już horrorów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:9

Aktorstwo:6

Oryginalność:8

To coś:6

62/100

W skali brutalności:4/10

piątek, 28 kwietnia 2017

Here Alone (2016)

here alone

Po wybuchu śmiercionośnej epidemii Anna znalazła schronienie w lesie z dala od cywilizacji. Kryjąc się przed ofiarami choroby prowadzi egzystencje skupioną na przetrwaniu. Pewnego dnia znajduje dwoje ocalałych, Olivię i jej niedoszłego ojczyma Chrisa.

"Here Alone" to kolejna próba stworzenia ambitnego, minimalistycznego zombie movie. Nie uświadczymy tu więc tego, z czym zwykł kojarzyć się ten podgatunek: wartkiej akcji i krwawych momentów.

Gotowa jestem jestem nawet podważyć przynależność tego obrazu do świata horroru,czy nawet thrillera, bo grozy też tu nie ma. To bardziej dołujący, nudnawy dramat, w który niewiele nam przekazuje.

Fabuła skupia się na relacji Anny z Chrisem i Olivią i kłopotów z niej wynikających.

here alone

Nie chodzi tu tylko kwestie różnych zapatrywań na przetrwanie. Wątek byłby nawet ciekawy, gdyby zarysować go trochę wyraźniej. Niestety wszytko jest tu bardzo ostrożne i przez to trąci nijakością.

Bieżące wydarzenia przeplatane są retrospekcjami z życia Anny tuż po wybuchu epidemii, gdy miała jeszcze u boku męża i maleńkie dziecko.

here alone

Akcja toczy się niespiesznie, bez konkretnego kierunku i nim się obejrzymy dobiegnie końca w równie niewyraźny sposób.

Jedynym wyraźnym plusem produkcji jest dobór plenerów, dzięki czemu mamy tu całkiem udane zdjęcia

Nie wiem nawet komu mogłabym polecić ten film. Wątpię by zadowolił apetyty fanów zombie movie i nie sądzę też bym fani kina bardziej stonowanego docenili ambicje twórców.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:7

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:1/10

piątek, 21 kwietnia 2017

31 (2016)

31 film

Przeddzień Halloween grupa pięciorga pracowników wesołego miasteczka zostaje uprowadzona przez zorganizowaną grupę amatorów tortur i morderstw. Trafiają do siedziby prawdziwych świrów, którzy to planują zabawić się z nimi przez kolejne dwanaście godzin.

Mojego uwielbienia do pierwszych filmów Roba Zombiego nigdy nie kryłam. Tak jak nie kryłam tego, że kondycja jego późniejszych dokonań, kierunek jego rozwoju, że tak ujmę nie napawa mnie większym optymizmem.

Pomysł na "31" wydawał mi się powrotem do źródła, do starej estetyki w której nakręcono "Dom 1000 trupów" i "Bękartów diabła". Niestety między mną a "31" nie zaiskrzyło. Oczywiście, jest to chory i pojebany film, ale zabrakło mi tu tego pierwiastka obłędu, który tak mocno przywiązał mnie do rodziny Firefly, że płakałam nad ich losem w sequelu.

Nie wiem na co mam zrzucić winę za taki stan rzeczy?

Początek filmu to wejście w temat, czyli zapoznanie z protagonistami o wulgarnym usposobieniu i swawolnej naturze. Na ich czele staje Charly  - oczywiście żonka reżysera Sherii Moon Zombie. w tej części filmu widać starania twórcy by wystylizowć realia na lata 70, stroje, muzyka, kolorystyka zdjęć etc. Jest całkiem przyjemnie, jest całkiem dobrze.

31 film

Jednak gdy akcja wchodzi we właściwy etap wszytko co dobre znika. Przenosimy się do jakiejś ciemnej nory, kolorystyka nabiera metalicznego odcienia, znika ziarnistość z obrazu i oto lata 70 w magiczny i niezrozumiały dla mnie sposób idą w zapomnienie.

31 film

Rozpoczyna się sekwencja kolejnych pozrywanych zdjęć tworzących jakaś dziwną rozsypankę ujęć, montażysta tnie jak szalony i dłuższych ujęć nie mamy tu prawie wcale aż do finałowej sceny, gdy znowu wracamy na amerykańskie pustkowie. Cały ciężar fabuły spoczywa więc na nieracjonalnych, nielogicznych potyczkach bohaterów z antybohaterami, nakręconymi tak nieudolnie, że w pewnych momentach nie wiedziałam kto zabija a kto jest zbijany.

Nie byłam w stanie skupić się na śledzeniu akcji i bardzo niewiele mnie ona obchodziła. Tak dotrwałam do finału, który podobnie jak początkowa partia filmu dorobił się u mnie plusika. Bardzo dobra scena finałowa nie rekompensuje jednak dużych braków w całokształcie.

31 film

Widać, że Zombiemu nadal nie brakuje pomysłów na ciekawe charakterystyki pojebańców, ale niestety w tym wszechobecnym nieprzemyślanym chaosie nie zdołałam ich zbyt dobrze poznać, co stwierdzam z żalem.

Dodam, że film udało mi się obejrzeć w całości dopiero przy drugim podejściu. Niezbyt dobrze.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:3/10

sobota, 08 kwietnia 2017

Resident Evil: The Final Chapter/ Resident evil: Ostatni rozdział (2016)

resident evil

Od ponad dekady ziemię i ludzkość wyniszcza zaraza, która za sprawą wirusa T, zmienia ludzi w zombie. Alice, samotna mścicielka od dawna próbuje zadać korporacji Umbrella ostateczny cios. Jednak mimo nadprzyrodzonych umiejętności jest to walka Dawida z Goliatem.

Gdy Alice rozprawia się kolejnymi zmutowanymi stworami na terenie Waszyngtonu zostaje namierzona przez Czerwoną Królową, sztuczną inteligencją sprawującą kontrole nad Ulem, siedzibą Ubrelli. Czerwona Królowa składa Alice propozycję nie do odrzucenia: chce jej pomóc w zabiciu szalonego doktora Isaack'sa i zdobyciu antidotum.

Względnie dobre zdanie o serii "Resident Evil" straciłam jakieś dwa filmy temu. Postapokaliptyczną 'trójkę' uznałam więc za ostatni dobry obraz Andersona. Po obejrzeniu "Afterlife" i "Retrybucji", obrazów kompletnie pozbawionych fabuły, nie mówiąc już o logicznej fabule, byłam tak wkurzona na twórców, że wcale a wcale nie miałam ochoty sięgać po kolejna odsłonę serii. Zrobiłam to jednak, ponieważ przyobiecano mi, że jest to zakończenie tematu, ostatni film z pod szyldu Residen Evil.

resident evil

Co do tego, że jest to już ostatnia część mam pewne wątpliwości, bo po raz kolejny mamy do czynienia z otwartym zakończeniem, jakby reżyser zostawiał sobie awaryjną furtkę - a nóż ktoś będzie chciał kontynuacji?

Nie nie chcemy, ja nie chce, uważam, że otwarte zakończenie było zbędne i zaszkodziło temu co z mozołem, jak wielkim mogę się tylko domyślić, udało się twórcy zbudować w toku fabularnej historii "Ostatniego rozdziału".

Byłam tak zaskoczona obecnością 'fabuły', że przyjęłam ją bez sprzeciwu. Warstwa dramatyczna w serii "Resident evil" zawsze boleśnie kulała i toczyła nierówny bój o pierwszeństwo z efektami specjalnymi, które to zwykle przejmowały kontrolę nad językiem filmu.

O tym, że tym razem będzie lepiej przekonałam się już na początku seansu, kiedy to pojawia się dłuższy narracyjny monolog będący po trosze streszczeniem po trosze wyjaśnieniem dotychczasowych filmowych zdarzeń. Dawno nie spotkałam tak złożonych i długich zdań w "Residentach":)

Po tym zaskakującym elemencie wracamy na stary tor zdarzeń. Alice się pojedynkuje, wojuje, coś wybucha, ktoś traci kończynę. Pojawia się grupa ocalałych, która przycupnęła w Raccoon City i którymi nie warto poświęcać większej uwagi. To chyba ten rodzaj postaci tak zniechęca mnie do wszelkich zombie movie.

resident evil

Kiedy już przebrniemy przez wartko toczącą się typowo residentową akcje przechodzimy do finału. A tu drodzy Państwo niespodzianek co nie miara. Większość widzów krzyczy w internetach, że wcale ich to nie zaskoczyło, ale mnie i owszem. Uważam, że scenariusz w tym momencie wzbił się na poziom do tej pory nie osiągalny dla serii. Wiem jak to brzmi, ale mimo iż w pewien sposób szanuje tą serię, to nie mam  najlepszego zdania o kondycji umysłowej jej twórców. To co w innym filmie było by banalnym pierdnięciem tu było czymś iście zachwycającym.

Obawiam się, że po tym szczytowaniu Andersonowi i reszcie ekipy nie starczy już wyobraźni na następny choć odrobinę sensowny scenariusz i w duchu modlę się by "Ostatni rozdział" faktycznie był ostatni, bo inaczej bezwzględnie czeka nas powtórka z "Afterlife" i "Retrybucji", albo jeszcze gorzej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:6

51/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 17 marca 2017

Don't hang up (2016)

dont hang up

Sam i Brady zasłynęli w sieci dzięki niewybrednym telefonicznym żartom. W czasie wspólnie spędzanego wieczoru przy piwie wykonują kolejny telefon z zamiarem wkręcenia kolejne osoby, zarejestrowania tego kamerą i opublikowania.

Niefartownie dodzwaniają się do typka, który nie tylko daje się nabrać na ich sztuczki ale zamierza pokonać chłopaczków ich własną bronią.

"Don't hang up" to brytyjski horror traktujący o niszczącej sile internetowej popularności.

Dwaj Ziomkowie Głupkowie dla fejmu złośliwie drwią z ludzi, stawiając ich w sytuacjach krytycznych. Dzwonią w środku nocy do delikwenta i wkręcają mu, że ktoś zagraża jego życiu i tego typu sprawy.

Jak mówi stare porzekadło, w końcu trafia kosa na kamień. Sam i Brandy padają ofiarą telefonicznego żartownisia. Pan Lee, bo tak się przedstawił okazuje si mieć wyjątkowo ciężkie poczucie humoru. Istota jego żartu polega na urzeczywistnieniu tego czym Ziomkowie-Głupkowie zwykli straszyć swoje ofiary. Żarty się skończyły.

dont hang up

dont hang up

Fabuła filmu oscyluje wokół teen horroru i thrillera z antybohaterem w postaci groźnego psychopaty.

Nie miałabym większego problemu z zaakceptowaniem takiego pomysłu gdyby nie fakt, że bohaterzy pozytywni w żaden sposób nie wzbudzili mojej sympatii. Wiem, że ich działania bliskie są temu co może cieszyć się sporo popularnością internetowych społeczności, ale kurczę, jako mi nie zaimponowali. Żadne próby uczynienia ich postaciami którym należy współczuć nie powiodły się. Z radością patrzyłam jak Pan Lee wymierza im klapsy.

Generalnie nie jest to film zły. Jest pomysł, jest realizacja i jest morał.

Trochę to wszytko prostolinijne i miejscami toporne, ale jak na kino czysto rozrywkowe, a tak postrzegam wszelkie współczesne straszaki o nastolatkach, nie jest źle.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności:2/10

piątek, 10 marca 2017

9 life of Louis Drax/ Dziewiąte życie Louisa Draxa (2016)

9 zycie louisa draxa

Dziewięcioletni Louis Drax mówi o sobie 'wypadkowe dziecko', 'dziecko którego lubią wypadki', ponieważ odkąd tylko pamięta wciąż zdarzały mu się sytuacje, w których jego życie było zagrożone.

Nawet jego troskliwa matka zauważyła w tym coś niepokojącego i w chwili gdy małemu Louisowi przydarzył się ósmy wypadek, stwierdziła, że mały wyczerpał swój limit dziewięciu kocich żyć - kolejny wypadek będzie śmiertelny.

W swoje dziewiąte urodziny, które chłopiec spędzał na pikniku z matką i przybranym ojce, zdarzył się kolejny, już dziewiąty wypadek, mały spadł z klifu do oceanu i zapadł w śpiączkę.

"Dziewiąte życie Louisa Draxa" to filmowy thriller powstały w oparciu o dość popularną, szczególnie za oceanem powieść Liz Jensen.

Narratorem opowieści w największej mierze jest tytułowy bohater Louis, dziewięciolatek. Ten narracyjny zabieg sprawia, że całą opowieść widzimy oczami dziecka, co w założeniu skutecznie usypia naszą czujność.

Nie od razu rozpoznamy grozę całej sytuacji. Jasna kolorystyka zdjęć, płynne i spokojne przejścia z ujęcia na ujęcie, przystojny lekarz pochylający się nad chłopcem, jego śliczna matka o anielskim uśmiechu i opiekuńczy ojciec, którego poznajemy dzięki retrospekcjom. Pogrążony we śnie Louis nie zdradzi się ani słowem, że gdzieś pośród tej magicznej krainy szczęśliwości czai się zagrożenie, które chciało go pozbawić ostatniego, dziewiątego życia.

9 zycie louisa draxa

9 zycie louisa draxa

Czy wobec tego film spełnia założenia thrillera? Tu na dwoje babka wróżyła. Można wiele zarzucić obrazowi pod tym względem. Kryminalna część tej historii spychana jest na margines, dając większa przestrzeń dramatowi. Mamy tu duże pole do popisu dla psychologii postaci, co dla mnie jest plusem.

Finał finałów, czyli wyłożenie kat na stół następuje dopiero pod koniec. I zaskakuje, może nie każdego, ale ja początkowo dałam się nabrać.

Oczywiście jak to bywa, rozwiązanie zagadki zmienia perspektywę z jakiej patrzyliśmy na bohaterów. Kto, widział, zapraszam do spoilera, gdzie będę się mądralować na ten temat.

SPOILER: Zespół Munchausena, to klucz do wszystkiego. Jest to zaburzenie psychiczne z grupy tzw. pozorowanych. Chodzi tu o wywoływanie u siebie, lub kogoś bliskiego objawów choroby by zwrócić na siebie uwagę. Często dotyka matek, które celowo 'uszkadzają' swoje dzieci by zyskać współczucie otoczenia. W tym konkretnym filmie mamy to pokazane za sprawą postaci Natalie, mamy Louisa, dla której 'litość jest nawet ważniejsza niż miłość'. Kobieta sukcesywnie uszkadza swojego synka i odnosi w tej kwestii duże sukcesy - w ten sposób poderwała swojego męża, a teraz wyrywa pana doktora. Jak to mówią 'pograła bezradną królewną i wzięła go szturmem'. Smutny przypadek, smutny. KONIEC SPOILERA.

Rzec mogę, że film mi się podobał, ale nie koniecznie postrzegam go w kategoriach gatunku do którego został przypisany. To nie jest kino grozy w najmniejszym nawet stopniu. Nie mniej jednak opowiada ciekawą historię w sprawny sposób.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:0/10

poniedziałek, 06 marca 2017

The Exorcism of Anna Ecklund/ Egzorcyzm Anny Ecklund (2016)

exorcism of anna ecklund

Młoda kobieta, Anna, została umieszczona w klasztorze jako alternatywę dla leczenia w zakładzie dla obłąkanych. Ksiądz Richard Lamont podejmuje się zbadania jej przypadku pod kątem opętania przed złego ducha. Sprawa wydaje się jednoznaczna, toteż Anna zostaje poddana rytuałowi egzorcyzmu.

Egzorcyzmy, egzorcyzmy, wciąż egzorcyzmy. Temat nie traci na popularności wśród twórców horrorów, choć przyznam szczerze, że tych dobrych filmów jest garstka. Historia opowiedziana przez Andrew Jonesa na pewno nie zostanie do nich zaliczona.

Z filmowego wstępu dowiadujemy się, że mamy tu do czniania z autentyczną historią. Źródła niewiele mówią o przypadku Anny Ecklund, choć faktycznie osoba o tym nazwisku była egzorcyzmowana... na początku XX wieku.

Jej historia nijak ma się do tego co zobaczymy w filmie. Jest osadzona we współczesnych realiach. Fabuła niewiele różni się od standardowej opowieści z demonami i egzorcyzmami.

Mamy jasnowłosą dziewczynę, bogobojną i anielsko dobrą, która w pewnym momencie zmienia się nie do poznania. Badania lekarskie niczego nie wytłumaczyły. By uchronić Annę przed psychiatrykiem, jej mąż zgłasza się do klasztoru gdzie Anna zostaje zamknięta do chwili przybycia Ojca Richarda, który szybko rozprawia się ze standardowym demonem - z pierwszej trójki najpopularniejszych.

exorcism of anna ecklund

exorcism of anna ecklund

Najwięcej uwagi poświęcono tu zobrazowaniu opętania. Anna wije się, atakuje ludzi, mówi w obcych językach obraża Kościół, dokucza księżom i zakonnicom. Nic nadzwyczajnego. Niski budżet filmu nie pozwolił na większe popisy.

Aktorstwo niskich lotów, operator kamery nie radził sobie z bardziej skomplikowanymi ujęciami, a montażysta nie wysilił się, żeby złożyć to w płynną całość. Scenariusz, jak wspomniałam, prosty, standardowy, zero głębi, zero napięcia. Całość nijaka i nudna. Nie ma co zawracać sobie głowy tym filmem.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne: 5

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:3

36/100

W skali brutalności:1/10

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl