What is your favorite scary story? Blog poświęcony tematyce szeroko pojętej grozy. Recenzje książek i filmów z gatunków: HORROR, KRYMINAŁ, THRILLER, SCI-FI, etc.

Wpisy z tagiem: horrory z 2017

sobota, 28 kwietnia 2018

Muse/ Muza (2017)

muse

Samuel Solomon profesor literatury na Dublińskim uniwersytecie i poczytny poeta wdaje się w romans ze swoją studentką. Znajomość kończy się samobójstwem dziewczyny dokonanym w jego domu tuż po miłosnym akcie. Zakochany mężczyzna nie może się po tym otrząsnąć.

W rok po tragedii nawiedzają go koszmary o rytualnym mordzie dokonanym na nieznanej mu kobiecie. Kiedy informacje z mediów potwierdzają, że zabójstwo było faktem nie snem, mężczyzna udaje się na miejsce zbrodni szukając wyjaśnienia swojej proroczej wizji. Na miejscu spotyka młodą kobietę, Rachel, która śniła ten sam sen. W przeciwieństwie do Samuela jest ona bliższa odpowiedzi na temat zdarzenia.

"Muza" jest koprodukcją Hiszpanii, Irlandi, Belgii i Francji. Nakręcona w języku angielskim w pełni wykorzystuje dobrodziejstwo klimatu europejskiego horroru, z dużym naciskiem w stronę hiszpańskich nastrojówek. Reżyserem jest znany z "Rec'a", czy "Veronicy" Hiszpan Jaume Balagueró wspierany w pracy nad scenariuszem przez Fernando Navarro. Filmowa fabuła zbudowana została na podstawie powieści innego Hiszpana Jose Carlosa Samozy.

muse

Film od początku kładzie nacisk na wzburzenie atmosfery rodem z opowieści Poego. Jest miłość i śmierć. Nie ma nic romantyczniejszego niż młoda martwa dziewczyna i jej nieutulony w żalu kochanek. Oniryczne wizje to też domena romantyków, którzy często mieszali sny z jawą. Powoli wchodzimy w wątki nadnaturalne. Dziwny kult, rytualny mord, kolejna martwa kobieta. Wówczas Samuel spotyka kolejną tajemniczą piękność, która zdaje się pomaga mu w dojściu do prawdy.

muse

Klimat grozy jest obecny przez cały czas, ale taki w stylu hym.. "Wywiadu z wampirem", coś bliżej mrocznej fantastyki niż typowego horroru bardzo nastawionego na wystraszenie widza.

Aktorstwo na poziomie. Moją szczególna uwagę przykuł Eliot Coran, jakoś tak przypominał mi Rusella w "Pięknym umyśle":)

Może lekko zaspoileruję, ale w sumie patrząc na tytuł... Tematem przewodnim całej zagadki są muzy. Mityczne istoty dające natchnienie artystom. Film ukazuje mroczną stronę ich działalności, cenę jaką należy zapłacić za twórczą wenę.

muse

Ich historia wypada całkiem zgrabnie, ale z pewnością dużo lepiej prezentowała się w książkowym oryginale, filmowa narracja traci jednak na zbyt szerokim objaśnieniu całej sprawy. Przez to film robi się nieco przegadany, a walory horrorowe na tym tracą.

Jeśli już o walorach horrorowych mowa, nie wszytko przypadło mi tu do gustu. Niektóre sceny były zbyt wybujałe, a ja lubię subtelność w kinie grozy. Sama filmowa intryga jako pomysł wypada całkiem zgrabnie. Trochę kuleje wykonanie, bo jak wspomniałam miejscami mamy zbyt dużo łopatologii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 26 kwietnia 2018

Secrets of My Stepdaughter/ Morderca w naszym domu (2017)

morderca w naszym domu

Po tym jak matka siedemnastoletniej Rachel znika bez śladu, najprawdopodobniej niesiona narkotycznym ciągiem dziewczyna zostaje przygarnięta pod dach ojca, który wraz z jej przyrodnią siostrą, Addy i małżonką Cindy tworzą szczęśliwą rodzinę.

Po trzech miesiącach od przeprowadzki Rachel dochodzi do tragedii. Rachel i jej przyjaciółka stają się ofiarami napaści podczas popołudniowej pracy w sklepie. Leslie ginie, Rachel udaje się przeżyć. Policyjne śledztwo sprawia, że Pani Kent zaczyna bliżej przypatrywać się swojej pasierbicy.

morderca w naszym domu

Od czasu do czasu zerkam łaskawym okiem na telewizyjne thrillery. Mają one jedną podstawową zaletę. Tu nawet miejsce zbrodni wygląda jak z katalogu agencji nieruchomości. Nie ważne co się dzieje na ekranie, widz nie jest narażony na zakłócenie przyjemnego nastroju odprężenia, który towarzyszy seansowi. Wszyscy się uśmiechają i mają gładkie włosy. Najgorsze zbrodnie są ugładzone na tyle by ich streszczenie można było serwować wraz z niedzielnym kotletem.

morderca w naszym domu

Tak też jest w przypadku "Mordercy w naszym domu". Widzicie ten perfidny spoiler w tytule? Nawet jego wersja oryginalna sugeruje moim zdaniem zbyt wiele, ale Polska jak zawsze jest mistrzem. Starania scenarzystów by zamieszać w głowie widzowi słodkim uśmiechem naszej bohaterki spełzną więc prawdopodobnie na niczym i nie jest to wina scenariusza, a właśnie tytułu.

Jeśli chodzi o budowanie głównej filmowej tajemnicy nie jest najgorzej. Duża w tym zasługa aktorki wcielającej się w tytułową rolę. Jak na standardy produkcji dla TV naprawdę daje radę.Co do reszty obsady, zmilczę. Cała ekipa prezentuje się jakby właśnie zeszli z planu zdjęciowego spotów reklamowych. Tatuś mógłby reklamować kremy do wybielania odbytu, mama środki na uspokojenie a córka tampony dla dziewic.

morderca w naszym domu

Trochę się podśmiewam, ale mimo iż walory tej produkcji mogą Wam się wydać cokolwiek wątpliwe, mnie oglądało się ją miło. Ot porównałabym seans z tym thrillerem do spaceru po kwitnącym parku w słoneczny dzień.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

w skali brutalności:1/10

środa, 11 kwietnia 2018

Terrifier (2017)

terrifier

Dwie przyjaciółki Tara i Dawn wracają z halloweenowej imprezy, gdy natrafiają na gościa, w przebraniu klauna, który autentycznie wywołuje dreszcze w mniej pijanej z obydwu dam. Klaun podąża w ślad za nimi. Gdy okazuje się, że ktoś przebił opony w aucie dziewczyn te czekając na pomoc ze strony siostry Tary wpadają w łapska chorego zwyrodnialca.

W ogóle nie miałam ochoty na ten film i jak się okazuje słusznie. "Terrifier" został nakręcony w nawiązaniu do antologii krótkometrażówek "Cukierek albo psikus" z 2013 roku i jest dziełem tych samych twórców. Z jakiegoś powodu uznali oni, że sukces nawiązującego do stylistyki tanich horrorów z lat '80 dzieła "Cukierek albo psikus" jest warty powtórzenia.

Powiem szczerze, że już ich starsze dziełko nie zaskarbiło sobie mojej szczególnej sympatii. Tak, owszem fajnie odtwarzał stylistykę kina klasy B, ale dla mnie to trochę za mało. Zawsze jednak może być gorzej i "Terrifier" jest tu dobrym przykładem. Twórcy tak się rozsmakowali w podrabianiu stylu niskobudżetowych straszaków złotej ery slasherów, że zabrnęli o parę liter za daleko w klasyfikacji. Z kina klasy B, zrobiło się kino klasy Z.

Wydaje mi się, że fabularnie film ma do zaoferowania jeszcze mniej niż klasycznie przygłupie fabuły typowych rąbanek. W zasadzie odebrałam to jako parodię.

terrifier

Slashery nigdy nie powalały realizmem, jednak ich plus był taki, że nigdy nie starały się być bardziej gore od gore. Tu postawiono na dokładną ekspozycje krwawej łaźni, przez co możemy obcować z jeszcze większą liczbą nonsensów. Weźmy choćby scenę przepołowienia dziewczyny...

Sama historia, która jak wspomniałam jest prostodusznie głupawa zaczyna się od zapoznania z sylwetką klauna mordercy. Widzimy jedną z jego cudem ocalonych ofiar, która co prawda załatwiła drania, ale jego zwłoki w magiczny sposób znikły. Gdzieś w międzyczasie następuje coś co przy dużej dawce dobrej woli można określić mianem zwrotu akcji, który to wyjaśnia zagadkę - oj tak, czapki z głów.

Jednak główny ciężar opiera się na próbach zainteresowania widza potyczką Tary z klaunem. Tu spodziewajcie się wszystkiego złego. Jeśli coś można spieprzyć w scenie pojedynku ofiary z oprawcą to możecie być pewni, że tu zostanie do spieprzone dokumentnie.

terrifier

Czy ten film może się w ogóle komuś podobać? O tak! Nie bez powodu mówi się o kulcie kina klasy Z. Jego fani z pewnością dostrzegą tu dużo dobrego dla siebie. Ja niestety nie zapiszę się do grona fanów "Terrifier".

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:3

43/100

W skali brutalności:4/10

niedziela, 08 kwietnia 2018

Wąż/ Serpent (2017)

serpnt

Gwynn postanawia towarzyszyć mężowi, Adamowi w czasie weekendowej wyprawy badawczej. Kobieta pragnie uciszyć wyrzuty sumienia po niedawnej zdradzie, jednak okaże się, że wypad nie będzie ani kojący dla ich związku, ani romantyczny. Gdy nocą Gwynn opuszcza namiot by ukradkiem pousuwać esemesy od kochasia wpuszcza do jego wnętrza węża i to nie byle jakiego, bo piękny okaz czarnej mamby, jednego z najbardziej jadowitych węży na świecie.

Boję się węży. Truchleję na widok małego zaskrońca, albo czegoś co opacznie za niego wzięłam. Najstraszniejszym horrorem była dla mnie niezbyt mądra  "Anakonda" i nigdy nie zdołałam się zdecydować na seans z 'hitem' "Węże w samolocie";). Ostatecznie jednak z kinem grozy obcuje się o to by się bać, więc w chwilowej, sobotniej niepoczytalności podjęłam decyzję o seansie z "Serpent".

Wiedziałam, że nawet jeśli film okaże się słaby, w moim przypadku spełni swoje zadanie i zmrozi mi krew w żyłach. I tak też się stało. Film z resztą nie jest wcale zły, albo ja nie potrafię go obiektywnie ocenić, bo czarna mamba przesłoniła mi całą perspektywę:)

serpnt

Lubię filmy survivalowe i jestem miłośniczką przygód, których można nie przeżyć, więc wyprawa Gwynn i jej męża szybko mnie zaangażowała.

W oczekiwaniu na pojawienie się głównego antybohatera macie okazję poznać bliżej naszych protagonistów. O ile Adam może wzbudzić Wasza sympatię to jego zdradziecka żona nie ma na to najmniejszych szans. Nie tylko dlatego, że jest nieuczciwa i niemoralna, jest głupia przede wszystkim, co kilkakrotnie pokaże w czasie trwania ich dzikiej przygody.

Sam wąż ukazuje się niespodziewanie. Tą scenę odnotowuję na plus. Jego dalsze zachowanie może wzbudzić wątpliwości wśród domorosłych przyrodników i z pewnością kilku znawców zachowań węży wniesie brutalny sprzeciw wobec postawy czarnej mamby zaprezentowanej w filmie.

Z tego co niestety wiem o wężach czarna mamba jest jednym z najszybszych i najbardziej agresywnych gatunków. W sytuacji, w której zostaje zamknięta w nagrzanym namiocie przez pół dnia wykazuje tu zadziwiająco niewielkie rozdrażnienie. Jednak umówmy się, horrory z rodzaju animal attack zawsze są naciągane i nie ważne, czy idą w stronę fantastyki czy trzymają się realizmu, twórcy mają tendencję do wypaczania pewnych kwestii na potrzeby scenariusza.

serpnt

Wyobraźmy sobie, że wężysko w filmie jest podręcznikową mambą. Użarła by każde z nich po trzy razy gdy tylko podpełzłaby na tyle blisko by wykonać skok. I co? Byłoby po filmie, w najlepszym wypadku popatrzylibyśmy sobie na agonię, która w przypadku ugryzienia tego węża nie trwa dłużej niż dwadzieścia minut. Zamiast tego mamy pełne napięcia momenty, w których wężysko pełza po naszych bohaterach, łypie na nich bystro, a w oczach ma zło piekielne.

Obawiam się jednak, że dla kogoś kto nie podziela mojego panicznego lęku przed wężami, może się w pewnym momencie się znudzić zwłaszcza, że do głosu dochodzą bardziej przyziemne problemy bohaterów, na jaw wychodzi kwestia zdrady. Jedna ze scen blisko finału może z kolei rozbawić.

SPOILER: Gdy Adam wyrzuca węża ze śpiworem, ten zaczyna go gonić, szamoczą się w wodzie, a Adam topi węża jak indora.:) KONIEC SPOILERA. Oczywiście mnie akurat do śmiechu nie było, bo wiecie, WĄŻ.

Reasumując film w sam raz dla mnie, ale nie zakładam by wszyscy podzielili mój entuzjazm.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności: 2/10

środa, 28 marca 2018

Home invasion aka Keep watching / Niebezpieczni intruzi (2017)

keep watching

Rodzina Mitchell, nastoletnia Jamie, mały DJ, ich macocha Nicole i ojciec John wracają z krótkiego wyjazdu do swojego domu. Nie wiedzą, że podczas swojej nieobecności ich dom padł ofiarą grupy przestępczej specjalizującej się w napadach na domy i ich mieszkańców. Napastnicy pozostawili w domu Mitchellów całą masę kamer. Wszytko po to by w chwili gdy przypuszczą atak na dom, móc dzielić się swoim dokonaniem ze spragnionymi mocnych wrażeń widzami.

"Keep watching" to debiutancki obraz Seana Cartera, montażysty z między innymi "Pokoju śmierci" i debiutującego scenarzysty Josepha Dembnera.

Niestety nie zaproponowali oni niczego oryginalnego, jedynie wykorzystali popularny motyw napaści na ludzi w ich własnym domu. Dla uatrakcyjnienia przekazu wykorzystali nagrania z 'amatorskich' kamer, które relacjonują wszystkie filmowe wydarzenia. Mimo że większość kamer była umieszczona statycznie to i tak większość akcji śledzimy dzięki tym ruchomym. Efekt oczopląsu gwarantowany.

Moje wrażenia względem seansu z tą produkcją nie są najlepsze.

Fabula w gruncie rzeczy mnie znudziła, bo poznani bohaterowie i ich los nie szczególnie mnie obszedł. Zaprezentowane tu rozwiązania mające na celu pokazanie okrucieństwa sprawców napaści przyjęłam z obojętnością. A samo przesłanie filmu tak pieczołowicie przygotowane okazało się banalnym stwierdzeniem tego co wszyscy i tak wiedzą. Jeśli nie wiedzieli to dowiedzieli się już lata temu dzięki "Funny Games", czy "Nieuchwytnego".

keep watching

keep watching

Przeciętne kreacje aktorskie nie przyciągnęły mojej uwagi, a co do walorów technicznych, to sposób prowadzenia kamery położył się cieniem na wszelkich staraniach twórców.

Krótko mówiąc, nic ciekawego tu nie zobaczycie. Filmów z wykorzystaniem motywu home invasion jest taki urodzaj, że z pewnością znajdziecie coś bardziej wartego Waszej uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:4

Aktorstwo:5

To coś:4

Oryginalność:4

43/100

W skali brutalności:2/10

poniedziałek, 26 marca 2018

Stil/Born (2017)

stil born

Młode małżeństwo, Mary i Jack wprowadzili się do pięknego domu na przedmieściu i doczekali narodzin pierwszego dziecka. Niestety brat bliźniak małego Adama nie przeżył porodu i na radości narodzin kładzie się cień żałoby. Obok dziecięcego łóżeczka stoi drugie, puste. Podczas gdy Jack angażuje się w rozwijanie zawodowej kariery jego młoda żona spędza coraz więcej czasu na samotnie. Mąż nie daje jej wiary gdy próbuje mu zakomunikować, że w ich wspólnym domu pojawiło się coś, co może zagrażać życiu ich synka.

stil born

"Still/Born" swoje odleżał, nim zdecydowałam się w końcu po niego sięgnąć. Kompletnie nie miałam melodii na kolejny film o trudach życia młodej matki, której dziecko okazuje się nawiedzone, opętane, albo rogate i kopytne. A takie właśnie przeczucia żywiłam wobec kanadyjskiej produkcji debiutującego Brandona Christensena. Okazało się jednak, że byłam zbyt uprzedzona.

Powiem krótko, "Still/Born" podobał mi się, ku mojemu zaskoczeniu. Podobał się nie dlatego, że odżegnuje się od schematu 'opętanie/nawiedzenie/rogi i kopyta', ale za sprawą bardzo sprawnego wykorzystania owego schematu.

Historia jaką opowiada może być sklasyfikowana zarówno jako paranoid thriller, gdzie główny bohater, w tym wypadku bohaterka, traci rozum, jak i jako horror paranormalny gdzie faktycznie dochodzi do ingerencji nadnaturalnego zjawiska w życie bohaterki. Wybór interpretacji zależy od widza.

Scenariusz, w którego tworzeniu maczał palce także bardziej doświadczony twórca Colin Minhan, przewiduje ukłony zarówno w stronę jednej jak i drugiej interpretacji zapewniając równowagę i pozostawiając przestrzeń na własne domysły.

Warstwa dramatyczna wskazuje nam trudną sytuacje młodziutkiej mamy, która w czasie porodu straciła jedno z dzieci. Jej równie młody małżonek zdaje się skupiać na karierze, która zapewni rodzinie byt na wysokim poziomie. Mary musi ogarnąć siebie i dziecko co okazuje się zbyt dużym wyzwaniem biorąc pod uwagę niesprzyjające okoliczności.

stil born

Tu do gry wkracza warstwa paranormalna. Odgłos płaczu dziecka, które nie jest małym Adamem. Złowrogie cienie przemykające na monitorze rejestrującym pokój dziecka, przyjmujące coraz wyraźniejsza i coraz bardziej niepokojącą postać. Wreszcie bardzo żywa relacja kobiety, która doświadczyła podobnego koszmaru co Mary i nie znalazła ratunku.

stil born

Z czym u mamy do czynienia? Z bardzo fajnie i klimatycznie skonstruowanym pokazem sił nadprzyrodzonych, czy upiorną projekcją umysłu będącego na skraju załamania? A może prawda leży po środku? Jakąkolwiek drogę interpretacji filmowych wydarzeń wybierzecie, myślę że film ma spora szansę Wam się spodobać.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 15 marca 2018

La ragazza nella nebbia/ Dziewczyna we mgle (2017)

dziewczyna we mgle

W małym włoskim miasteczku w górach dochodzi do zaginięcia nastolatki.

W lokalnej społeczności zaginiona postrzegana jest jako wzór cnót toteż media szturmem ruszają z misją zdemaskowania sprawcy. Z powodu medialnego przecieku trop pada na miejscowego nauczyciela. Wydaje się, że nie ma szans na najmniejsze wątpliwości.

"Dziewczyna we mgle" koprodukcja, Włoch, Francji i Niemiec powstała na podstawie książki Włocha Donato Carisi. On sam napisał też scenariusz i wyreżyserował film w oparciu o swój najbardziej znany kryminał

Niestety nie miałam okazji zapoznać się z pierwowzorem, ale skorzystał na tym fakcie film: wyprowadził mnie w pole, zaskoczył, pozostawił pod wrażeniem. Produkcja naprawdę udana i niepozostawiająca wątpliwości co do swojej jakości.

Jej główna siła tkwi w niebanalnej intrydze, której widz stanie się ofiarą.

Historię poznajemy dzięki zabiegowi retrospekcji. Agent Vogel po spowodowaniu wypadku samochodowego trafia do psychiatry Augusto Floresa. To w rozmowie z nim odkrywa przed nami kolejne zaskakujące fakty dotyczące sprawy rudowłosej zaginionej. Niespodzianki czekają na każdym zakręcie tej historii. A gdy jesteśmy już przekonani, że nic więcej nie zostanie ujawnione przychodzi epilog.

dziewczyna we mgle

Żeby poprzeć swoje stanowisko musiałabym zdemaskować zamysł scenariusza, a tego nie mogę zrobić. Musicie więc uwierzyć mi na słowo.

Jeśli już zdecydujecie się na seans z "Dziewczyną we mgle" musicie się nieco zaangażować w śledzenie filmowych zdarzeń, żeby nie było, że czegoś nie załapaliście i film przez to stracił w Waszych oczach.

Nie jet to bowiem opowieść z rodzaju tych, które można rozgryźć w pierwszych dwudziestu minutach, a sprawcę wraz z jego modus operandi można typować po jednorazowym rzucie okiem na filmowe postacie.

dziewczyna we mgle

Tu naprawdę jest przewrotnie i mimo iż droga do rozwiązania zagadki będzie Was trochę kosztować, to warto. 

Produkcja stoi też na wysokim poziomie realizacyjnym, widać ogrom pracy całej ekipy, a z obsady nikt nie odstaje warsztatowo. Całość pozbawiona hollywoodzkiej toporności i banału, ogląda się bardzo przyjemnie i jak było w moim przypadku z rosnącym zaangażowaniem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

to coś:7

72/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 06 marca 2018

Escape room (2017)

escape room

Czwórka młodych amerykanów w tym sieciowy 'znawca' tematyki grozy, postanawia odwiedzić jeden z Escape Room'ów w Los Angeles, którego właściciel, Brice desperacko walczy o klientów. Nie widzą oni, że jeden z ostatnich nabytków właściciela mocno skomplikuje prostą rozrywkę, a wydostanie się z Escape Room'u w komplecie okaże się niemożliwe.

Z miejsca ogłaszam, że nie jest to ten sam film, który niedawno straszył w kinach. Jest to produkcja z tego samego roku, pod tym samym tytułem, wygrzebana z czeluści internetów. Jego twórcą jest Peter Dukes, znany tyle o ile głównie z horrorów krótkometrażowych.

Zasiadając do seansu byłam przekonana, że będę mieć do czynienia ze wspomnianą produkcją kinową, a tu taki mały zonk. Szczęśliwie uprzedzona o raczej niskich lotach kinowego "Escape Room'u" nie byłam szczególnie rozczarowana poziomem oglądanej produkcji niezależnie od jej pochodzenia. Tak czy siak była nastawiona na gniot i gniot dostałam. Szkoda tylko, że powstały aż dwa, co znaczy, że jeszcze jeden przede mną.

escape room

Fabuła tegoż tworu skupia się na popularnej rozrywce jaką stanowią 'pokoje ucieczki'. Jeśli ktoś z Was odwiedził takowy wie o czym mowa, tym którzy się w to nie bawili spieszę z wyjaśnieniem.  W zabawie pod tytułem Escape Room chodzi o wydostanie się z określonego pomieszczenia, lub grupy pomieszczeń w jak najkrótszym czasie, dzięki rozwiązaniu serii zagadek i podążaniu za ukrytymi wskazówkami. Co ciekawsze Escape Roomy oferują jeszcze dodatkowe atrakcje mające podkręcić wrażenia.

Bohaterzy filmu wkraczają do takiego właśnie przybytku. Zarówno ich charakterystyka jak i aktorstwo drze za łeb z żałości. Mamy tu bowiem dwie pary: puszczalską brunetkę której partneruje przemądrzały recenzent oraz anielską blondynkę, której towarzyszy opiekuńczy acz pierdołowaty ukochany. Nikt z tej ekipy nie wykazał się jakimikolwiek zdolnościami aktorskimi, z drugiej jednak strony warto podkreślić, że scenariusz nie przewidział niczego w czym mogliby się wykazać.

Fabuła nie została szczególnie przemyślana. Ot mamy zdesperowanego przedsiębiorcę, Brice'a, który napala się na przywrócenie świetności swemu biznesowi. W tym celu ze sklepu z osobliwymi suwenirami kradnie skrzynie' z demonem'.

Faktycznie podkręca to atmosferę wewnątrz escape roomu. Sytuacja wymyka się z pod kontroli, groźba pozbawienia życia, jeśli uczestnicy nie rozwiążą zagadki staje się całkiem realna. Wszytko to rozgrywa się pod nosem właściciela, który jest zbyt opieszały by zdecydować się na interwencję mimo, że wyraźnie coś idzie nie tak. W założeniu akcja powinna być wartka jednak każdorazowo w następstwie większego zrywu przystaje, przez co większość czasu spędzimy na popatrywaniu na zrezygnowanych bohaterów tkwiących w kucki pod ścianą.

escape room

Od samego początku, do samego końca wszytko w scenariuszu "Escape room" jest boleśnie naciągane. Brak realizmu, logiki i choćby śladowej myśli przewodniej sprawia, że nie da się w ta historię zaangażować, trzeba jedynie przez nią przebrnąć, co uczyniłam w heroicznym geście ku przestrodze tym, który chcieliby popełnić ten sam błąd. Film jest zły, po prostu. Nic dodać nic ująć. Bzdurny, nudny i byle jaki.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:3

36/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 25 lutego 2018

 Ég Man Þig/ Pamiętam cię (2017)

pamietam cie

W małym nadmorskim miasteczku na Islandii starsza kobieta popełnia samobójstwo, wieszając się w koście i bezczeszcząc jego wnętrze. Sprawą interesuje się między innymi miejscowy psychiatra Freyer. Śmierć kobiety wydaje się wiązać z pewnym zaginięciem sprzed lat.

Szwedzi mają Camille Lackberg, Norwedzy Jo Nosebo, a Islandczycy Yrse Sigurðardóttir  Oczywiście kryminały skandynawskie to znacznie więcej znanych nazwisk, ale te nasuwaj mi się jako pierwsze kiedy myślę zarówno o literaturze jak i jej ekranizacjach.

Filmowy thriller "Pamiętam Cię" powstał w oparciu o powieść ostatniej z wymienionych, islandzkiej pisarki Yrsy Sigurðardóttir. Miałam do czynienia z jej twórczości, nawet mam jedną z jej książek, w dość słabym tłumaczeniu, nie mniej jednak pomysły autorki uważam za bardzo udane. Nie mam wątpliwości, że stanowią dobry materiał na filmowy scenariusz. "Pamiętam Cię" zdaje się to doskonale potwierdzać.

pamietam cie

Wątkiem głównym jest śledztwo w sprawie samobójstwa sędziwej mieszkanki małego miasteczka. Śmierć kobiety to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Okazuje się, że od dłuższego czasu byli uczniowie jednej klasy giną w wypadkach, z czego niektóre z nich budzą poważne podejrzenia. Sprawą interesuję się psychiatra, który przed paroma laty stracił jedynego syna, który zginął bez śladu. Tymczasem jeden z domów przy plaży wynajmuje trójka młodych ludzi, którzy doświadczają czegoś co może mieć związek z serią śmierci.

pamietam cie

Bardzo ucieszył mnie fakt, że udało mi się trafić na obraz właśnie islandzkiej produkcji. Nie często takowe do nas trafiają, więc obstawiałam, że będzie to ciekawa odmiana. I tak też było. Film ma zimny, surowy, klimat. Islandzki chłód przenika do kości, a każdy kadr zdaje się to podkreślać. Plenery są bajeczne, więc jest na co popatrzeć. Historia jest złożona, teraźniejszość miesza się z przeszłością, dawno pogrzebane sprawy wracają. Film nie jest typowym kryminałem z brawurowo rozegranym śledztwem. Do głosu dochodzą elementy, które można interpretować jako nadprzyrodzone, czy też takie posiadające duży ciężar psychologiczny.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 19 lutego 2018

Ach śpij kochanie (2017)

ach spij kochanie

Kraków lata '50  ubiegłego wieku. Młody komisarz milicji pozbawiony przychylności przełożonych rozpoczyna śledztwo, którego przedmiotem jest udowodnienie tezy o seryjnym mordercy, który miałby odpowiadać za serię kilkudziesięciu zaginięć jakie miały miejsce w Krakowie począwszy od lat '40.

"Ach śpij kochanie" to kolejny Polski film, traktujący o seryjnym zabójcy. Krzysztof Lang poszedł więc w ślad twórców "Jestem mordercą", "Amoku" czy "Czerwonego pająka" i wygrzebał zapomnianą przez wielu biografię Władysława Mazurkiewicza.

ach spij kochanie

Facet był jednym z pierwszych schwytanych zabójców cyklicznych w Polsce, bo swoją działalność zaczął jeszcze w czasie II wojny światowej. Piękny Władek, bo tak nazywano go w środowisku nim jego oblicze zeszpecono oskarżeniami o sześc zabójstw, nie zabijał dla samej radości zabijania. Nie interesowały go też zwłoki ofiar, ani rozgłos.

Elegancki morderca, bo taki przydomek otrzymał zabijał dla pieniędzy. Był niezwykle zaradnym człowiekiem, z szerokimi kontaktami, który bardzo lubił życie na poziomie jednak nie bardzo utożsamiał się z klasą robotniczą. Swoje ofiary przyciągał propozycjami inwestycji, okradał i zabijał. Sprawa wyszła na jaw gdy odkryto zwłoki zakopane w wynajmowanym przez niego garażu w Krakowie.

ach spij kochanie

W filmie "Ach śpij kochanie" w rolę antybohatera wciela się Andrzej Chyra. Zdradzam ten fakt bez ogródek, bo i twórcy nie czaili się ze zdemaskowaniem sprawcy całego zamieszania. Chyra w swej roli wypada nieźle aczkolwiek nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że troch zabrakło mu pomysłu na kreację Pięknego Władka. Wyszło z tego takie połączenie Cassanovy z Hannibalem Lecterem,a to wysoce odtwórcze.

ach spij kochanie

Partneruje mu znana mi jedynie z portali plotkarskich Katarzyna Warnke, która gra naśladując femme fatale z filmów noir z falą blond grzywki kusząco opadającej na karpie usta. Gdzieś pod nogami plącze się, w teorii, głównym bohater, w przypadku, którego brak aktorskiej charyzmy odtwórcy roli pogrzebał wszelkie znaczenie postaci.  Jest jeszcze Linda, po Lindowsku pyszałkowaty i łachudrowaty oraz wulgarny Grabowski, któremu brakuje tylko mocnego fulla w ręce by można było jego postać  nazwać Ferdynandem Kiepskim.

Pierwsza partia filmu, czyli poszukiwania nieuchwytnego Władzia, to opowieść o zepsuciu systemu na podstawie historii kryminalnej.  Część druga, czyli Władzio schwytany, to już zagrywka w stylu "Jestem mordercą", czyli próba stworzenia bardzo ambiwalentnej relacji pomiędzy zabójcą, a milicjantem. Ciekawi mnie też kwestia rzuconego od niechcenia hasła: Seryjny zabójca - w Polsce w latach '50, podczas gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią o narodzinach tego określenia za oceanem w latach '70.

Nie wszystko się w tym filmie udało. Mogę powiedzieć, nawet, że więcej się nie udało niż udało, ale nie mogę być bezlitosna i powiedzieć, że film jest całkiem kiepski. Nie jest, przede wszystkim dlatego, że historia Eleganckiego Mordercy sama w sobie jest ciekawa i chociażby ze względu na to warto ten film zobaczyć.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

54/100

W skali brutalności:1/10

poniedziałek, 05 lutego 2018

Tragedy girls (2017)

tragedy girls

Dwie nastoletnie przyjaciółki Sadie i Mckayla uwielbiają błyszczeć. Chcą zyskać popularność dzięki lokalnej tragedii, serii brutalnych morderstw. Dziewczyny zakładają w tym celu stronę internetową gdzie dzielą się nowinkami dotyczącymi kolejnych nieszczęść spadających na miasto jednocześnie deklarując, że to właśnie one, zdemaskują ich sprawcę.

"Tragedy girls" obraz nieznanego mi dotąd duetu twórców stanowi kolejną próbę ukazania slasherowej konwencji w krzywym zwierciadle. Biorąc pod uwagę serię porażek jakie składają się na większość tego typu przedsięwzięć jest to zamiar karkołomny. Z drugiej strony sukces tych, którym się jakimś sposobem udało kusi by dorzucić swoje pięć groszy.

"Tragedy girls" wyśmiewa także, a może przede wszystkim kulturę socjal mediów, która karmi się czym popadnie. Nie pogardzić ani gołym cycem ani śmiercią. Dwie bohaterki filmu dochodzą do wniosku, że na tym drugim polu można zaistnieć dużo bardziej. Jaki plan mają panny, nie zdradzę, bo sprawa jest bardziej popieprzona niż może się wydawać.

Cały zamysł filmu opiera się na satyrycznym przedstawieniu faktów. Mamy tu czarny humor stosowany z dużym rozmachem, który myślę, zaskarbi sobie sympatię wielu z Was, Pomyleńcy, już w pierwszych minutach filmu.

Miejscami przypomina komedię pomyłek, bo los zdaje się nie sprzyjać dwóm marzycielkom, innym razem idzie jak z płatka, jakby żerowanie na ludzkim nieszczęściu było gotową recepta na sukces.

tragedy girls

Każdy dobrze Wam znany element składowy filmowe slashera: profil antybohatera, wątek mediów, policji, społeczne tło zdarzenia został tu stosownie przejaskrawiony, żeby nie rzec, odwrócony. Jest się z czego pośmiać. a co z walorami horrorowymi?

Są tu obecne mniej więcej na tym samym poziomie co w zwykłej rąbance. Jest krew, rozłupane czachy i rozczłonkowane kończyny. Wygląda to całkiem dobrze, więc amatorzy posoki powinni być kontenci.Gorzej z tymi oczekującymi strachu.

Z czystym sumieniem stwierdzam, że film przyjemny, choć zdecydowanie nie nastawiony na sianie popłochu.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

61/100

w skali brutalności:2/10

sobota, 03 lutego 2018

Manhunt: Unabomber - Sezon 1 (2017)

manhunt: unabomber

USA. lata '90. Jim "Fitz" Fitzgerald kończy szkolenie w wydziale behaviorystyki FBI, gdzie uczył się profilowania kryminalnego. Wkrótce zgłaszają się do niego przedstawiciele agencji proponując współprace przy projekcie UNABOMBER. Jim, który do tej pory był zwykłym 'krawężnikiem' postanawia wykorzystać szansę i pomóc w schwytaniu najgroźniejszego terrorysty jakiego wydala amerykańska ziemia, nieuchwytnego już od siedemnastu lat.. Jego intuicja nakazuje mu stworzenie nowego profilu psychologicznego przestępcy słynącego z wysyłania ludziom ładunków wybuchowych w oparciu o autorską technikę:lingwistyki kryminalnej.

siedmioodcinkowy serial "Manhunt:Unabomber" powstał we współpracy Netflixa i Discovery i szybko zyskał sobie zainteresowanie widzów. Sama trafiłam na ów tytuł przeglądając jakiś internetowy ranking najlepszych seriali ubiegłego roku. Zainteresował mnie głównie z powodu terminu: lingwistyka kryminalna. A cóż to takiego i jak się ma do tworzenia profili psychologicznych?

manhunt: unabomber

Wielu seryjnych morderców, w tym Unabomber, bo chyba możemy go do tego grona zaliczyć, lubiło korespondować z władzą czując palącą potrzebę podzielenia się ze światem swoimi refleksjami na temat dokonanych czynów. Jak wiecie na podstawie takich bardziej lub mniej szalonych wypocin behawioryści i psychologowie kryminalni potrafią odczytać charakter sprawcy niejednokrotnie typując nie tylko jego cechy osobnicze, ale i wyrokując na temat jego biografii.

To jednak nie zawsze wystarcza, jak okazało się w przypadku Unabombera, którego - uwaga - uznano za bezrobotnego mechanika mieszkającego z mamusią i mającego trudności z potencją:) Jak daleko byli wówczas od prawdy przekonacie się oglądając serial- lub czytając informacje znalezione w sieci- sporo tego.

manhunt: unabomber

Lingwistyka kryminalna to nie tylko analiza treści, ale przede wszystkim formy. Właściwości języka, zależne od miejsca, czasu, wykształcenia, zainteresowań, ilorazu inteligencji i od wielu wielu innych czynników to trop w oparciu, o który schwytano 'bombownika'.

Serial opowiada o procesie narodzin tej techniki, tak jak "Mindhunter" opowiadał o narodzinach profilowania kryminalnego.

Naszym przewodnikiem w  tej historii jest średnio sympatryczny policjant Jim. Bystrością swej dedukcji może budzić podziw, ale mimo tego nie potrafiłam go polubić, bo cóż.. koniec końców okazał się dupkiem.Pierwsze odcinki skupiają się na jego osobie, dopiero później robi się ciekawiej - kiedy Unabomber przesyła swój słynny manifest. Poznajemy naszego mordercę, człowieka niebagatelnego.

manhunt: unabomber

Nie chcę Wam zdradzać szczegółów jego postaci, nawet kosztem jałowości tej recenzji, bo liczę, że sięgniecie po serial i nie chcę popsuć Wam miłej niespodzianki.  Samo trafienie na jego trop to jeszcze nic, niczym jest też zebranie dowodów i posadzenie go w areszcie. Jeśli podobała Wam się rozgrywka toczona w serialu "The Fall" pomiędzy 'Scully' a 'Christianem Gray'em' to gwarantuje uciechę przy pojedynku 'mały krawężnik' i 'pan bombka'. Tu zresztą mamy do czynienia z historią nie fikcyjną, choć należy brać poprawkę na pewne ubarwienia na potrzeby serialu.

Dla mnie była to nie tylko ciekawa historia kryminalna, ale też, a może przede wszystkim pretekst do przemyśleń. Myślę, że główny antybohater tej opowieści byłby bardzo zadowolony z uzyskanego efektu.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

73/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 25 stycznia 2018

Flatliners/ Linia życia (2017)

linia zycia

Zdolna studentka medycyny Courtney prowadzi nieoficjalne badania dotyczące życia po śmierci. Wkrótce w sprawę angażują się jej koledzy z roku. Wszyscy skuszeni możliwością zobaczenia co jest po drugiej stronie godzą się na ryzykowne eksperymenty na sobie samych. Recz polega na tym by umrzeć i powrócić, jednak jak się okazuje taka przejażdżka ma swoje konsekwencje.

Seans z "Linią życia" przyniósł mi mały dysonans poznawczy. Już początek filmu, w którym zaznajamiamy się z zamiarami bohaterów przywołał mały flash back- ale to już było. Było i owszem i to całkiem nie tak dawno, bo w początku lat '90.

Z uwagi na to, że nie szczególnie zajmuję się pozyskiwaniem informacji o danym filmie przed jego obejrzeniem, fakt, że mamy tu do czynienia z remake zaskoczył mnie. Szczęśliwie oryginał oglądałam dość dawno,a twórcy poczynili pewne fabularne zmiany - czy korzystne powiedzą prędzej Ci którzy lepiej pamiętają pierwszą wersje - więc seans nie był dla mnie nudą i czasem straconym.

Nowa "Linia życia" zapunktowała u obsadą. Bardzo lubię Elen Page i jej mniej zdolna ale bardziej urodziwą koleżankę Ninę Dobrev. Obydwie odgrywają tu bardziej znaczące role.

Fabuła filmu jak wspomniała, traktuje o kontrolowanym przekraczaniu granicy śmierci i życia. Ambitna studentka pragnie zgłębić temat, a znajomi przychodzą jej z pomocą. Wszystkich trapią jakieś kłopoty, głównie związane  z błędami przeszłości, co jednak nie czyni ich szczególnie interesującymi. Scenariusz rozprawia się z nimi typowo po Hollywoodzku, więc można tu odczuć pewien banał. I pewno odczulibyśmy go bardziej gdyby nie wartka, pełna paranormalnych zdarzeń akcja. Znalazło się tu miejsce na elementy horroru ale nie powiem by one dominowały.

linia zycia

linia zycia

Technicznie film jest bardzo dopieszczony, więc oglądanie go powinno przynieść sporo przyjemnych wrażeń wizualnych. Warstwa dramatyczna jest poprawnie poprowadzona, ale jest tu sporo niekonsekwencji i pewna widoczna dawka naiwności. Tak, historia jest naciągana i osoby bardziej zgłębiające temat śmierci klinicznej pewno nie zostawią na tym fakcie suchej nitki. Ja jednak do nich nie należę i w pełni doceniam walory rozrywkowe tego obrazu.

Na ten moment czuję się w obowiązku by odświeżyć sobie oryginał i pewnie w niedługim czasie to uczynię. Tym czasem osobom, które nie maja szczególnie wygórowanych oczekiwań mogę zachęć do seansu z nową "Linią życia".

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:3

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

czwartek, 18 stycznia 2018

Verónica (2017)

veronica

Piętnastoletnia Veronica cały swój czas poświęca na opiekę nad młodszym rodzeństwem, Lucią, Irene i małym Antonio. Ich ojciec nie żyje, a matka prawie nie bywa w domu skupiając się na prowadzeniu knajpy.

W dniu zaćmienia słońca, przypadającego na 12 czerwca 1991 nastolatka wraz z dwoma koleżankami schodzi do szkolnej piwnicy by za pomocą planszy Ouija skontaktować się z nieżyjącym ojcem. Seans przyprawia o dreszcze zarówno samą Veronice jak i jej towarzyszki. Nazajutrz dziewczynie przyjdzie zmierzyć się z pierwszymi konsekwencjami zdarzenia.

Horror paranormalny "Veronica" jest nowym dziełem twórcy serii "Rec", Hiszpana Paco Plazy.

Szczęśliwie nie został utrzymany w konwencji paradokumentu, choć pierwsze sceny kazały mi podejrzewać, że tak właśnie będzie. Obraz otwierają ujęcia z anonimowego mieszkania, do którego wkraczają policjanci. Nie dowiemy się jeszcze co zastali na miejscu jednak szok i przerażenie malujące się na twarzy jednego z nich każe nam podejrzewać, że doszło tam do niezłej jatki.

Dalej dowiadujemy się iż oto przed nami przypadek autentyczny, odtworzony na podstawie policyjnego raportu z miejsca zdarzenia. Skwitowałam to półuśmiechem. Oczywiście nie znalazłam żadnych informacji potwierdzających te rewelacje, a fakt, że twórcy potknęli się już przy kalendarzu, twierdząc, że 12 czerwca 1991 przypadał na czwartek, też o czymś już świadczy - 12 czerwca 1991 przypadał na środę.

(Małe sprostowanie: Faktycznie, nie ma śladu po Veronice, która doswiadczyła nawiedzenia/opętania w czerwcu 1991 roku w Madrycie. Jest za to marzec 1990 i Estefania Gutierrez Lázaro. )

Nie wspominam o tym by utwierdzić Was w przekonaniu, że film nie wart jest zachodu. Tak się tylko podśmiewam ze sławetnych 'faktów autentycznych'. A film? Film mi się podobał.

Może nie jestem wielką miłośniczką serii "Rec", ale "Veronica" całkiem się Panu Plazie udała. Mamy tu sympatyczną bohaterkę, na która kochająca mama przerzuciła cała odpowiedzialność za wychowanie rodzeństwa.

Vero jest samotna do tego stopnia, że prawdopodobieństwo porozmawiania z martwym ojcem jest większe niż szansa na rozmowę z żywą matką. Wspólnie z koleżankami odprawia seans, który kończy się powodzeniem, bo coś tam udało się zza światów wywołać. Tatuś to jednak raczej nie jest, choć przyznam, że scenariusz nie fatyguje się by wyłuszczyć tu szczegóły biograficzne bytu wizytującego w domu Veroinicy. I dobrze, bo mi zbrzydło powtarzania w kółko tego samego.

veronica

Stopniowo obserwujemy coraz to intensywniejsze manifestacje paranormalnego gościa i jego działań. Efekty nie powalają, ale coś w tym jest. Może prostota? Mroczne cienie i te sprawy.

Warstwa paranormalna to jednak nie wszytko, co oferuje produkcja, bo jak wspomniałam nasza bohaterka znajduje się w dość chujowym położeniu, co każe nam podejrzewać załamanie nerwowe.

Co mnie cieszy nie pojawia się tu żaden wybitny psychiatra hipnotyzer, ani  egzorcysta, pada nawet zdanie : Bóg nie ma tu nic co rzeczy. I super, bo wymachiwanie krucyfiksami też mi zbrzydło.

Mimo, że film oparty jest na starym schemacie, to jednak nie idzie tą wydeptaną, przewidywalną ścieżką. Tym między innymi zaskarbił sobie moją sympatię.

Z czystym sumieniem mogę go polecić, bo podejrzewam, że spodoba się większości. Chociaż, co ja tam wiem. Ostatnim czasem moje filmowe sympatie i antypatie średnio pokrywają się z głosem internetów ;)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

wtorek, 16 stycznia 2018

The Killing of a Sacred Deer/ Zabicie świętego jelenia (2017)

zabicie swietego jelenia

Ceniony kardiochirurg Steven spotyka się z synem swojego pacjenta, Martinem. Poznaje go ze swoją rodziną, odwiedza go w domu jego matki. Wkrótce po tym dwoje dzieci lekarza zapada na dziwną chorobę, a on staje przed najtrudniejszym wyborem w swoim życiu.

Yorgos Lanthimos to niebywale oryginalny twórca. W swoich filmach niejednokrotnie porusza tematykę godząca w układny obraz świata jaki sprzedaje nam Fabryka Snów. Jego filmy można określić mianem dołujących, ale to coś więcej, czego jeszcze nie jestem w stanie nazwać. Kojarzy mi się z paraliżem.

Tym razem twórca "Kła" i "Lobstera" sprzedaje nam historię, która jak  wskazuje tytuł nawiązuje do mniej znanego mitu o Agamemonie i jego córce Ifigenii. Jest jeszcze jeden utwór, z którym silnie skojarzył mi się film. Niestety z lenistwa, nie chce mi się poszukiwać informacji o jakimkolwiek celowym nawiązaniu, więc powiem Wam tylko, że odczułam dość silne skojarzenie z jednym z opowiadań Ketchuma, zawartym w zbiorze "Królestwo spokoju". Tak, chodzi o "Pudełko".

Podobnie jak było to w przypadku "Kła" fabuła filmu rozwija się niespiesznie. Nawet w punkcie kulminacyjnym nie przyspiesza, nie licząc wyrzuconej z prędkością karabinu kwestii mówionej Martina. Możemy się więc delektować ta patową sytuacją.

zabicie swietego jelenia

Tu również dominowała bardzo jasna kolorystyka zdjęć, jasny wystrój wnętrz, scenografii. Nie wiem jak u Was ale w moim przypadku potęgowało to tylko wrażenie oddzielenia bohaterów od świata, w którym nie możemy liczyć na taką sterylność obrazu.

Pewnie z automatu przyjdzie Wam na myśl obraz "Funny games" i nie jest to zła myśl. Podejrzewam, że odtwórca roli młodego Martina wziął 'Golfistów' za wzór.  Te same niedbałe, nieskoordynowane ruchy kończyn w połączeniu ze skupieniem na twarzy.

Po drugiej stronie barykady mamy  'tadam'... Colina Farella którego ciężko rozpoznać, pod bujną brodą. Gra on faceta, który od pierwszego ujęcia sprawia ważenie takiego co ma coś na sumieniu. Partneruje mu posągowa jak zawsze Nicole Kidman i o tej postaci jestem w stanie powiedzieć najmniej. Miałam wrażenie, że odstaje aktorsko od reszty. No i dzieci. Świetne dzieci. Dorastająca córeczka żyjąca pierwszą menstruacją i bystry nieco milczący młodszy brat. Pewnego dnia nieoczekiwanie jedno po drugim zaczynają odmawiać jedzenia i poruszania się.

zabicie swietego jelenia

Tu zaczyna się wątek główny, czyli dylemat naszego bohatera. Nie przybliżę Wam jaki. Dość powiedzieć, że nie jest on prosty. Ba, jest kurewsko trudny, a konieczność dokonania go staje się głównym tematem rozważań moralnych jakie przyjdą po seansie z tym filmem.

Tym, którzy znają Greckiego reżysera nie muszą chyba tłumaczyć, że nie jest to film z rodzaju tych w przypadku których możemy łatwo prześledzić tok rozumowania twórcy. Wątek główny jest cokolwiek niecodzienny, jest jedną wielka metaforą i próżno szukać tu racjonalnego wyjaśnienia. I właśnie takie chwyty bardzo lubię.

W zasadzie nie wiem czy powinnam polecać Wam ten film, obawiam się, że nie zadowoli wszystkich, mimo iż z pewnością znajdzie się grupa odbiorców która będzie się nad nim rozpływać. Ja może nie rozpłynęłam się dostatecznie, bo jednak filmy Lanthimosa mają to do siebie, że studzą entuzjazm swoim lodowatym i wrogim klimatem. Nie mniej jednak nie byłabym sobą gdybym nie znalazła w tym czegoś pociągającego.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

74/100

W skali brutalności:1/10

niedziela, 14 stycznia 2018

Black Mirror - Sezon 4 (2017)

black mirror

Brytyjski serial Black Mirror został reaktywowany przez platformę Netflix mimo że pierwotnie był to serial stacji Chanal 4. Już przy trzecim sezonie zastanawiałam się, czy będzie to miało wpływ na kondycje serialu.

Teraz, po seansie z kolejnym, czwartym już sezonem, i drugim od czasu 'przeprowadzki za ocen' muszę powiedzieć, że Netflix nie skrzywił formatu. Co więcej, dzięki tej zmianie, mamy po sześć odcinków w sezonie zamiast trzech.

Jakość to z pewnością zasługa pomysłodawcy serialu, który nie wypadł z obiegu i "Czarne lustro" nadal stanowi odzwierciedlenie jego wyobraźni. Czytałam gdzieś, że Brooker unika śledzenia nowinek technologicznych i czerpie tylko i wyłącznie z własnych zasobów wyobraźni. Wymyśla temat odcinka i podkręca go do chwili gdy jego współpracownica stwierdzi, że jest już wystarczająco okropnie.

Jakie więc tematy zostają poruszone w sezonie czwartym?

"USS Callister" to wizja upiornych konsekwencji fascynacji grami sieciowymi. Nie jednokrotnie słyszy się, że gry online, dziejące się w czasie rzeczywistym zawłaszczają prawdziwe życie. Ludzie wolą egzystować w cyberświecie niż w szarej codzienności. O tym też jest pierwszy odcinek nowego sezonu.

black mirror

Genialny twórca gier,  programista i współtwórca cyberkorporacji klonuje i porywa kopie swoich podwładnych umieszczając ich w świecie stworzonej przez siebie gry. Odcinek całkiem dobry, choć przyznam szczerze, że klimat "Star treka" to nie moja bajka.

Odcinek drugi "Arkangel" okazał się zdecydowanie bliższy moim zainteresowaniom. Rzecz jest o pewnej zatroskanej matce, która po przykrym incydencie w trakcie którego nieomal zgubiła córkę decyduje się na udział w projekcie, którego celem jest zwiększenie rodzicielskiej kontroli.

black mirror

Jej córka, Sara zostaje zaczipowana jak rasowy piesek, co pozwala jej matce monitorować świat widziany oczami jej dziecka. Mama zerka w tablet i dzięki temu widzi i słyszy dokładnie to co jej córka. Co więcej może wpływać na jej postrzeganie świat, zamazując pewne obrazy. Sara dorasta, nie znając widoku krwi, nie widząc szczekającego psa. Kiedy matka w końcu decyduje się na przerwanie eksperymentu dziecko jest już poważnie skrzywdzone. Wyobraźcie sobie, że żyjecie na rajskiej wyspie w otoczeniu przyjaznych małpek i błękitnej wody, a wtem nagle wrzucają Was do slumsów  na obrzeżach Rio de Janeiro i widzicie okropieństwo w całej krasie. Czegoś w tym rodzaju doświadcza Sara.

Oczywiście na tym się to nie skończy. Twórca przedstawił nam tu wszystkie konsekwencje nadmiernej kontroli i w pewien sposób zgubnego wpływu rodzicielskiej ingerencji na budowanie tożsamości dziecka.

Odcinek trzeci "Crocodile" też trafił w mój gust. Za sprawą pewnego wynalazku, mogącego wiernie odtworzyć wspomnienia pewna kobieta, wzięta architekt i matka roku staje się... seryjnym mordercą. Lęk przed wykryciem pewnej zbrodni młodości pociąga za sobą niebagatelne konsekwencje. Czyli znowu mamy rzecz o kontroli.

black mirror

Czwarty odcinek "Hang the DJ" to mój faworyt w serii. Skojarzył mi się z "San Jupitero" z sezonu 3, bo znowu mamy historię miłosną.

Dwoje młodych ludzi żyje w świcie w którym 'system' decyduje o doborze partnerów i czasie trwania związków. Idziecie na umówioną randkę w czasie której dowiadujecie się, że z siedząca na przeciwko osobą spędzicie kolejne... 12h, 3 miesiące, czy 5 lat. Dopiero po przejściu określonej ilości związków, rozważeniu przez system Waszych preferencji dostajecie partnera 'na zawsze'. A co jeśli system się pomyli? Cała historia była słodko gorzka, a jej finał, łał, nie małe zaskoczenie.

black mirror

Piąty odcinek serii ruszył mnie już mniej. No może za wyjątkiem finału. Generalnie podsumowania historii są zazwyczaj najmocniejszym punktem każdego z odcinków.

"Metalhead" to postapokaliptyczna historia kobiety, która wraz z dwoma towarzyszami opuszcza bezpieczne schronienie celem zdobycia czegoś, jak się domyślamy, niezbędnego do dalszego przetrwania. W czasie akcji zostają napadnięci przez psa robota - przynajmniej ja go tak nazywam - który nie odpuści puki nie zrealizuje swojej robociej misji. Opowieść pędząca dość brawurowo, ku jak wspomniałam zaskakującemu  jednocześnie smutnemu finałowi.

black mirror

Ostatni, szósty odcinek, to drugi z moich ulubieńców w serii.

"Black Musem" to swoiste podsumowanie, w zasadzie można rzecz kilka odcinków w jednym. Stworzony na zasadzie opowieści z dreszczykiem, gdzie dziwaczny właściciel muzeum technologicznej zgrozy oprowadza zaciekawioną turystkę.

black mirror

Usłyszymy tu hoho, kilka niezłych historii o tym jak techniczne nowinki zniszczyły życie kilku osób. Każda historia nawiązuje do jednego z muzealnych eksponatów. Jednym z najbardziej interesujących  jest urządzenie mające pomagać w diagnozowaniu schorzeń. Inna dotyczące przesyłu świadomości z ciała do ciała i wreszcie z cała do przedmiotu martwego powinna Was solidnie zasmucić. Słowem bardzo dobry finał sezonu.

Zazdroszczę tym, którzy seans z czwartym sezonem mają jeszcze przed sobą. Ja mam w perspektywie jedynie roczne oczekiwanie na następny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

78/100

W skalii brutalności:2/10

wtorek, 09 stycznia 2018

Heartthrob (2017)

heartthrob

Po śmierci przyjaciółki nastoletnia Sam nawiązuje znajomość z Henrym. Chłopak jest jest zupełnym przeciwieństwem: Ona szkolna gwiazdka bez większych aspiracji za to z dużym doświadczeniem w relacjach damsko męskich, on nieśmiały, inteligentny przyszły student MIT, prawiczek. Dziewczyna zakochuje się w nim, on w niej. Niestety dzielące ich różnice odciskają coraz większe piętno na wzajemnych relacjach.

Nie, nie jest to opis romansidło.

"Heatthrob" jest thrillerem osadzonym w świecie nastolatków, gdzie niezwykle żywiołowa uczuciowość zmienia się w szaleństwo. Nie chcę Wam robić spoilerów, internety zrobią to za mnie, ale zdradzić Wam muszę, że dojdzie tu do szeregu zgonów, a wszytko przez to, że ktoś kocha za mocno.

Myślę, że szybo domyślicie się co i jak, a fabułę odbierzecie jako prostą i schematyczną i nie zamierzam Wam wmawiać, że jest inaczej.

heartthrob

Twórca filmu wyspecjalizował się w opowieściach o małolatach i z tego doświadczenia czerpie pełnymi garściami, serwując nam całą gamę nastoletnich dramatów stosownie podkręconą na potrzeby gatunku thrillera.

Moją uwagę przykuł tu Keir Gilchrist, w roli Henrego i myślę, że jest najmocniejszym punktem tej produkcji.  Musicie mieć jednak na uwadze by nie oczekiwać tu wielkich fajerwerków. Sceny zgonów, są umieszczone po za kadrem więc spokojnie można ten film zaserwować nawet bardzo strachliwej duszy. Nie powiem, ogląda się to przyjemnie, bo film jest dobrze zrealizowany technicznie, ale żeby coś więcej? Nic z tych rzeczy.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

środa, 20 grudnia 2017

Dark -Sezon 1 (2017)

dark

Jest rok 2019. W małym niemieckim miasteczku położonym w cieniu elektrowni atomowej, Vinden bez śladu znika nastolatek. Grupa jego znajomych udaje się więc do jego niegdysiejszej kryjówki by przechwycić towar, którym chłopak handlował. Kiedy kręcą się tam dochodzi do czegoś na kształt wstrząsu. Małolaty rozbiegają się, nie zauważając, że młodszy brat jednego z nich znika.

W Vinden jest więc już doje zaginionych dzieci. Ale to nie koniec. Takie zdarzenia miały tu miejsce niejednokrotnie na przestrzeni ostatnich 66 lat. Ludzie znikali i pojawiali się ze zdziwieniem odkrywając, że są w zupełni innej rzeczywistości.

dark

"Dark" to niemiecki serial wyprodukowany dla Netflixa. Ktoś bardzo chciał by widzowie zobaczyli w nim podobieństwo do "Strager things", bo w sieci aż roi się od pokątnych informacji głoszących jakoby "Dark" stanowiło odpowiedź na amerykański serial. Muszę tą pogłoskę oprotestować.

"Dark" to serial z zupełnie innej beczki, oryginalny, dużo bardziej złożony fabularnie. Że pojawiają się tu wątki typu 'małe miasteczko' i 'sekretne przejścia' zbieżne z wątkami "Stranger Things" nie znaczy, że twórca serialu bazował na amerykańskim pomyśle i zaproponował wtórny produkt.

dark

Powiem to, "Dark" podobał mi się bardziej niż "Stranger thins"."Dark" stanowi  Swoistą kompilacje, kina sci fi, kina obyczajowego, thrillera i horroru. Przyniósł mi nie mały zawrót głowy jeśli chodzi o fabularne zawirowania i przeplatanie wątków. Mamy tu bowiem trzy rzeczywistości istniejące na przestrzeni 66 lat. Całe gro bohaterów których losy splatają się, przenikają. Wszytko inteligentnie złożone do kupy, może stanowić wyzwanie dla widza, który przedwcześnie chciałby wszytko widzieć.

dark

Nie mam wielkiego rozeznania w kinie niemieckim, ale "Dark" zaskoczył mnie poziomem wykonania. Jego tytuł spokojnie możne znaleźć odzwierciedlenie w klimacie osiągniętym dzięki misternemu i precyzyjnemu dobraniu kolorystyki, scenografii, plenerów i oczywiście muzyki. Ścieżka dźwiękowa zasługuje na osobne wyróżnienie. Wychodzi z tego rasowy dreszczowiec, który ma wiele do zaoferowania.

Przed nami jeszcze sezon drugi. Czekam na niego niecierpliwie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zaskoczenie9

Zabawa:10

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

87/100

W skali brutalności:2/10

niedziela, 17 grudnia 2017

Found Footage 3D (2016)

found footage

Grupa filmowców przymierza się do nakręcenia pierwszego filmu grozy łączącego konwencję paradokumentu z technologią 3D. Swój arcy odkrywczy pomysł zamierzają zrealizować posługując się autorskim scenariuszem i obierając na miejsce akcji owianą złą sławą opuszczoną chatę. Na planie nie obejdzie się bez konfliktów, które zaogniają kolejne niewyjaśnione zjawiska będące udziałem bohaterów.

Nakręcenie oryginalnego i dobrego filmu found fotage to wyzwanie, które porywają się rozliczne rzesze szczególnie debiutujących filmowców. Do nakręcenia paradokumentu nie potrzeba profesjonalnego sprzętu, aktorów można wziąć z łapanki, a scenariusz stworzy się na spontanie. Takie przekonanie gubi większość twórców, a brak profesjonalnego podejścia nie zawsze daje efekt naturalizmu i prawdy przez duże P.

Mamy tu opowieść z cyklu film w filmie. Bohaterami są filmowcy i aktorzy pracujący nad ich zdaniem superprodukcją. Przewodzi im pyszałkowaty Derek, wielki wizjoner, jednocześnie odtwórca głównej roli męskiej w filmie. towarzyszy mu eks małżonka Amy, wcielająca się w pierwszoplanową postać kobiecą. Mamy jeszcze młodszego brata Dereka, Marka,młodziutka asystentkę produkcji Lily, dźwiękowca Carla i operatora Thomasa.

found footage

Historia składa się na ich próby nakręcenia filmu, kolejne potyczki obyczajowe i sekwencję paranormalnych wydarzeń. To co ma rozgrywać się jedynie w świecie kręconego przez nich filmu zaczyna znajdywać odzwierciedlenie w tym czego doświadczają filmowcy. Odgrywane przez aktorów konflikty bardzo szybko przestają być jedynie aktorskim popisem a nadnaturalne zdarzenia nie są wynikiem efektów specjalnych. tu możemy odnotować kilka bardziej udanych scen, jednak im bliżej finału tym więcej typowych dla paradokumentu potknięć.

found footage

Co myślę o tym pomyśle? Takie pomieszanie z poplątaniem, ale mogło by się udać. Odniosłam jednak wrażenie, że celem stworzenia takiego złożonego świata przedstawionego był brak solidnego pomysłu na to co najważniejsze, na horror. Jeśli przyjrzeć się motywowi złego, nawiedzonego domu i temu co z nim związane okazuje się bowiem, że mamy tu mieliznę. Myślę, że solidna dawka autoironii na jaką pozwalają sobie twórcy jest objawem świadomości, że coś tu jednak do końca nie wyszło. Może wcale nie chodziło o nakręcenie dobrego filmu tylko pokazanie jak trudna i nierzadko nieosiągalna jest to sztuka. "Found Fotage 3D" jest tego dowodem i stwierdzam to mając świadomość, że miał on dobre, choć nieliczne momenty.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:4

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10

sobota, 16 grudnia 2017

Slumber (2017)

slumber

Do kliniki specjalizującej się w zaburzeniach snu zgłasza się rodzina szukająca pomocy. Każdej nocy gdy tylko zapadną w sen zaczynają lunatykować, a w tym lunatycznym transie robią rzeczy mogące zagrozić ich życiu. W najgorszej sytuacji jest syn państwa Morgan, który doznaje paraliżu sennego, który każdorazowo osłabia jego zdrowie. Mały Daniel jest przekonany, że nawiedzająca go we śnie istota w końcu doprowadzi do jego śmierci.

Film Johnantana Hopkinsa był jednym z głośniejszych tegorocznych horrorów. Informacje o nim krążyły w sieci na długo przed premierą zapowiadając dobre kinowe widowisko. Entuzjazm widowni opadł wkrótce po pierwszych pokazach filmu. Nie wiem już co tam konkretnie nie pasowało szanownej publice, mogę za to powiedzieć co nie pasowało mi.

Produkcja kuleje głównie na poziomie scenariusza. Brakuje tu dobrego prowadzenia historii, która szybko staje się niespójna i nielogiczna - pomijając liczne nonsensy - złe wypośrodkowanie napięcia sprawia, że nie wiemy jaki etap tej historii właśnie poznajemy, czy to jeszcze wstęp, czy już finał. Film urywa się bez doprowadzenia widza do punktu w którym mógłby stwierdzić że poznał jakieś konkrety lub zdążył pogodzić się z faktem, że pewne rzeczy mają zostać tajemnicą. Wszystko jest rozpieprzone bez ładu i składu. Nie mogę tego zrzucić na karb celowego zabiegu, bo film bije mainstreamowymi wybiegami po oczach i ciężko mi tu dostrzec aspiracje w kierunku oryginalności. Po prostu ktoś nie przemyślał do końca fabuły.

slumber

slumber

Drugim minusem jest aktorstwo odtwórczyni głównej bohaterki, czyli kreującej panią doktor pracującą we wspomnianej klinice zaburzeń snu. Ma ona osobiste przejścia związane z badanym przez siebie problemem, ale po drewnianej odtwórczyni tej roli nie widać nawet krzty emocjonalnego zaangażowania. Ma w sobie mniej więcej tyle aktorskiego entuzjazmu co hostessa po całym dniu stania w markecie z ekspozycja pasztetów.

"Slumber" ma jednak plusy i tych plusów najbardziej nie mogę odżałować, bo zmarnowały się na ołtarzu kiepskiego scenariusza.

Bardzo podobał mi się główny motyw- koszmary senne, paradoksalnie nie tak popularny w kinie grozy. Twórcom udało się nakręcić masę dobrych scen ukazujących ten problem, mam tu szczególnie na myśli nocne maratony rodziny Morganów. Ujęcia wypadają bardzo ciekawie i profesjonalnie w porównaniu z innymi aspektami produkcji.

Te plusy robią nam na wstępie duży apetyt na ten film, zapowiadają, że będzie klawo. Niestety są to nadzieje płonne jak sami się przekonacie, albo już przekonaliście.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:5

49/100

W skali brutalności: 1/10

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
BIBLIA HORRORU (Kontakt, współpraca)
JAKI FILM POLECASZ?
JAKI TO HORROR?
LISTA HORRORÓW
RECENZJE FILMÓW- ILSA
RECENZJE KSIĄŻEK- ILSA
RECENZJE SERIALI GROZY - ILSA
W sąsiedztwie














Najstraszniejsze strony w necie


Blogi



Ja Pacze Sercem - adopcje kotów niewidz?cych







zBLOGowani.pl